Anthony Vindevogel

17


179 cm


Na niebie gwiazd nie zobaczysz w noc zimną i czystą...







[Cytuj]
Multikonta: Sonia, Sigyn
#12

Kto by przypuszczał, że wyprawa na Wyspę przeistoczy się w totalna rozpierduchę. To wszystko stało się tak nagle, że Anthony był po prostu wystraszony i oszołomiony jednocześnie. Nie bardzo wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Jednak, gdy obserwował inne, starsze wróżki, szybko zauważył, że w tym całym rozgardiaszu nikt nie potrafił się odnaleźć. Nic dziwnego. Ich świat ot tak zniknął, pozostali bez domu w obcym wymiarze i musieli teraz poniekąd po prostu to wszystko przetrwać - fizycznie i psychicznie. Anthony, choć zaczął się czuć we Wróżkowe jak u siebie, wciąż pochodził z ludzkiego świata, więc znalezienie się w nim nie było dla niego, aż tak dużym szokiem, jak dla zielonek. Poza tym, miał tu rodzinę, do której teoretycznie mógł wrócić. Teoretycznie. W praktyce stając się półwróżkiem, spalił za sobą mosty łączące go z ludzką familią.
Blondyn siedział pod drzewem razem z Shayem, który był w kiepskim stanie emocjonalnym. Mogło świadczyć o tym to, że nawet przytulił się do niego, a całkiem niedawno nawet specjalnie ignorował jego osobę. Anthony w tej chwili nie oceniał, wręcz przeciwnie. Po prostu przytulił do siebie bruneta, oferując mu milczące wsparcie. Zapewne na jego miejscu sam czułby się parszywie. Awantura między dorosłymi wróżkami nie ułatwiała sprawy.
Młody kitsune obserwował Nimat i azjatyckie wróżki (zakładając, że towarzystwo było w pobliżu) zmęczonym spojrzeniem. Nie miał nawet sił, by zagadać do któregoś z nich i po prostu postanowił, że zaczeka na decyzje wróżkowej matki, bo co innego mógł zrobić?
 

Nimat

1007 lat


150 cm


"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygoda..."







[Cytuj]
Multikonta: Fao
Izumo wydawał się cały i zdrowy, więc mogła i tutaj odetchnąć trochę spokojniej. Pogłaskała go jeszcze czule po głowie i skupiła się na nieznanym jej, zagubionym wróżku.
— Król próbował powstrzymać Pradawnego przed zniszczeniem wyspy lisów i prawdopodobnie również faerielandu. Chyba wypchnął nas siłą z naszej krainy i zapieczętował wejścia do niej, przez co nie możemy tam nawet wrócić. Nie wiadomo nawet, czy przeżył. — Streściła dosyć zwięźle całą tę sytuację, która miała miejsce. Pominęła zbędne szczegóły i sprzeczki, które nie dotyczyły wróżka nie chcąc robić mu w głowie większego zamętu, tym bardziej, że wyraźnie było widać, że w nią oberwał przy lądowaniu.
— Miałeś ranę na głowie, uleczyłam ją. — Wytłumaczyła, widząc jak potrząsa głową, trochę jakby mu przeszkadzało ciepło i delikatne światło, które wydzielało się przy leczeniu. Cóż, każdy pewnie mógł odczuwać to inaczej, więc nie wnikała za bardzo. W każdym razie po uleczeniu ran faerie puściła jego rękę.
— Możesz nazywać mnie Nimat. Widzę, że Izumo już znasz, a tam, pod drzewem, tan z ciemnymi włosami to Shay, a drugi to Anthony. Obydwoje, tak jak Izu są moimi synami. — Kultura przede wszystkim, prawda? Należało się przedstawić, skoro już się poznawali. Zerknęła jeszcze pod drzewo, kontrolując, czy chłopcy sobie radzą, czy jednak musi ich ściągnąć bliżej i ogarniać całą trójkę. Trzeba było znaleźć jakieś miejsce na nocleg, wszyscy musieli odpocząć.
 

Izumo Isei

859



"ja pierdole"






[Cytuj]
Poklepany i pokrzepiony, spojrzał się na dwóch znanych lub mniej znanych braci. Cieszyło go że są zdrowi i szukają u siebie pocieszenia. Pocieszenia które w ich sytuacji ciężko znaleźć. Wszystko obumierzało, ale przecież mieli siebie prawda? Tą dziwną, niezrozumiałą i zdecydowanie niefunkcyjną rodzinę. Czego oczekiwać po długowiecznych? Na pewno nie wierności dopóki śmierć nie rozłączy.
Będąc w tym temacie, miejsce tego okrutnego morderstwa zaczynało powoli przyprawiać rycerza o mdłości. To było nieomal jak zbrodnia wojenna, ale żeby zrozumieć jej ciężar potrzeba było tak pokracznego rozumowania, jakim wykazywał się ten osobnik.
- Ech - westchnął ciężko wyraźnie czymś trapiony - Zaproponowałbym pójście gdziekolwiek stąd, ale w sumie... nie ma gdzie...
Co bardziej ciekawski mógł zauważyć że pomimo białych włosów, tkanina na jego plecach była dziwnie naprężona, gdy ten patrzył na Ryuu
 

Sigyn Ragnarsdóttir

801


168 cm


No regrets and yet every regret







[Cytuj]
Multikonta: Sonia, Antek
#13 przed eventem z Katją

Informacje od Marianne skutecznie zaprzątały głowę wikińskiej wiedźmy, która od razu napisała do Nimat. Dobrze, że wiekowa wróżka opanowała obsługę telefonu, dzięki temu Sigyn mogła szybciej i skuteczniej skontaktować się z nią. Gdy tylko jej przyjaciółka podała jej i innych wróżek namiary, czarownica stworzyła bramę, wychodząc obok zielonek. Obrzuciła towarzystwo pobieżnym spojrzeniem, szukając tej konkretnej zołzy, dla której mogła wszystko rzucić w pizdu, gdy ta potrzebowała pomocy. Dlatego też, gdy tylko znalazła Nimat wzrokiem, podeszła do niej i z wyraźną troską obejrzała.
- Jestem, nie jesteś ranna? Wszyscy cali? - dopytała, bo wiadomo, psychicznie to pewnie każdy czuł się gównianie, a fizycznie to nie wiadomo jakie cuda mógł zadziałać Mrok. Nimat wydawała się być zdrowa, a przynajmniej była w jednym kawałku. Wśród doborowego towarzystwa dopatrzyła się jeszcze Shaya oraz Antka, których już znała. Było też kilka azjatyckich zielonek, ale żadnej z nich nie kojarzyła.
- Czego potrzebujecie? - spytała krótko i konkretnie, bo Sig to Sig - lubiła precyzyjne informacje. A po determinacji na jej twarzy Nimat mogła być pewna, że postara się najlepiej jak może, by zapewnić im to, czego potrzebowali.
 

Hyun Joo Ryu

294 lat



Smile is most charming when it starts from your eyes







[Cytuj]
Nie był za wysoki, jak na ówczesne standardy, a jego czarna, za duża bluza sprawiała, że wyglądał na małą kruszynę potrzebującą pomocy. Wpatrzony w Nimat swoimi prawie czarnymi oczętami, słuchał jej uważnie, marszcząc delikatnie swój słodki nosek, kiedy ściągał brwi w zdziwieniu. Zniszczenie wróżkolandu? Zamknięcie bram? No ładnie... Ciekawe, czy ojciec coś o tym wie... Oby nie utknął znowu odcięty od matki...
-Nie brzmi to dobrze... - mruknął pod nosem, chyba bardziej do siebie niż do swojej rozmówczyni, która jeszcze chwilę trzymała jego malutką dłoń. Kiedy ją puściła, wyszeptał cichutki "dziękuję" i roztrzepał i tak będące w nieładzie włosy. Część czarnych kosmyków opadła mu praktycznie na oczy, ale zdawał się tym nie przejmować.
-Hyun. Mam na imię Hyun. - skłonił się kobiecie głową, tak samo jak skinął jej synom, którzy mądrze trzymali się razem.
Ryu zastanawiał się nad tym, czy jest dla niego jeszcze jakieś miejsce tu w Yorku. Pracę w kwiaciarni rzucił bez słowa. Może powinien otworzyć tu własną? A mieszkanie... Och uroczy Byakko musiał być przeszczęśliwy, że całe mieszkanie zostało dla jego dyspozycji, gdy jego nie było w York...
Tylko czy miał się tak naprawdę gdzie podziać?
-Chyba... Chyba nie powinienem Stwarzać więcej problemów. Wasza pomoc dotarła. - uśmiechnął się delikatnie, kierując wzrok w kierunku Sigyn. Potem zerknął na Izumo i przechylił delikatnie głowę na bok.
-Na pewno wszystko w porządku Izumo? -powiedział to na tyle cicho, że Nimat niekoniecznie musiała to słyszeć, a on delikatnie zbliżył się do poznanego wcześniej na plaży chłopaka.
Zaczynał sobie przypominać... On ją znał... Znał jego Słodką, której imienia nawet nie dane mu było poznać, a ona siedziała gdzieś w jego głowie... Skąd ją znał? Co o niej wiedział? Chciał dowiedzieć się więcej...
 

Shay

163



.






[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
- Gdzie jesteśmy? - Shay usłyszał swój głos, jakby chwilę wcześniej jego usta poruszyły się bez udziału woli. Przerażenie nie ustępowało - byli w nowym, nieznanym mu i pewnie niebezpiecznym miejscu. Co prawda kłótnie zdawały się ucichnąć na rzecz rozmowy, ale młody wróżek nie zamierzał wciskać się między spray dorosłych.
Wcisnął się w bok Anthony'ego. Przez ostatni czas zwykł go ignorować, ale teraz obaj potrzebowali siebie nawzajem - a przynajmniej Shay chciał tak uważać. Zaczynał powoli rozumieć, że ignorowanie Anthony'ego nie sprawi, że ten zniknie, wręcz przeciwnie, jego obecność będzie drażnić jeszcze bardziej, jak drzazga, która z każdym krokiem mocniej bija się w stopę. Pozostało mu oswoić to, czego nie mógł zniszczyć.
Poza tym, sam potrzebował wsparcia.
- Anthony, co to za miejsce?! - Zapytał brata nieco histerycznie, tracąc resztki spokoju. - Ciocia! - Ni to się ucieszył, ni zdziwił, gdy dostrzegł Sigyn. - Chodź, Anthony! - Pociągnął półwróżka za sobą, gdy wstał spod drzewa i ruszył w kierunku matki i czarownicy.
 

Nimat

1007 lat


150 cm


"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygoda..."







[Cytuj]
Multikonta: Fao
— Shay, jesteśmy w Yorku, w świecie przyziemnych. To jezioro nazywają Hoggs. — Objaśniła synowi łagodnie, obserwując przy tym jego reakcję i mając nadzieję, że nie będzie zbytnio panikował.
Kiedy Izumo się rozglądał, Nimat ogarniała wiadomości. Nie wiedziała, skąd Sigyn wiedziała o wróżkowie, ale nie narzekała. Przynajmniej nie musiała nic tłumaczyć.
— W zasadzie, to moja przyjaciółka może nas przygarnie do siebie. Zaraz tu będzie. — Podniosła wzrok znad telefonu wysyłając ostatnią wiadomość do Sig, a sama wiedźma chwilę później pojawiła się niedaleko za pomocą portalu.
— Wszystko w porządku. — Odpowiedziała na pytanie czarownicy i przeniosła wzrok na Hyuna. Uroczy dzieciak, budził w niej instynkt rodzicielski, mówiący, żeby przygarnąć go pod skrzydła.
— Hyun, nie stwarzasz problemów, myślę wręcz, że nie będzie problemem, znalezienie miejsca dla jeszcze jednej osoby. Sig, dobrze Cię widzieć. Jako że do faerielandu nie bardzo jest jak się dostać, to będzie potrzebne jakieś schronienie, z resztą pewnie sobie poradzimy, ważne żeby nie spać po parkach, bo przyziemni się za mocno zainteresują sprawą, a tego nam nie potrzeba w tej chwili. — Starała się ogarnąć kwestie organizacyjne i to, czego przede wszystkim potrzebowali. Dach nad głową, a o jedzenie mogli zadbać polując w lesie i zbierając co bardziej jadalne, przyziemne roślinki. Byleby Izu nie wiedział o zielonych przyjaciołach, których zamierzała bezlitośnie zjeść jego rodzinka.
 

Izumo Isei

859



"ja pierdole"






[Cytuj]
Ostatnimi czasy, kiedy Izu widział telefon, posiadał on jeszcze dużo guzików, a ekrany dotykowe dopiero wchodziły na rynek i niewiele osób miało z nimi styczność. Niemałe zdziwienie wywołało u niego spostrzeżenie, że niegdyś całkiem spore pociski balistyczne zamieniły się w cienkie kawałki szkła. Życie we wróżkowie jest zupełnie inne od tego w świecie ludzi, postępowało w innym tempie. w innych warunkach, uznałby to za fascynujące, dziś jednak było to straszne.
Co zaś czarownicy się tyczyło, to chyba nie przyszło im się chyba się wcześniej poznać. Z resztą, nie miało to chyba teraz znaczenia, znała matkę i wiedział że cała reszta dzięki temu jest bezpieczna (wszyscy poza Roślinkiem, oczywiście ;-;). Nie spodziewał się jednak, by znalazło się miejsce dla niego. Przecież musiał się tyle nauczyć, nie miał prawa być produktywny.
Rozmyślania te przerwał mu nowopoznany Hyun. Szczerze mówiąc, sam Izumo nie wiedział czy potrzebuje troski, czy może właśnie zależy mu na tym, żeby bliscy nie musieli się tym przejmować. Zacisnął usta, bo wiedział jaka jest prawda. Wiedział też, że skłamać nie może. O ile prostsze było bycie człowiekiem?
- Jestem cały Ryu - Odpowiedział smutno - Doceniam troskę. Widzę że Tobie na szczeście też nic wielkiego się nie stało - Uśmiechnął się smutno, mając nadzieję, że temat zejdzie na niego.
I faktycznie, lepiej nie wspominać o sałatkach ani tym bardziej surówkach w jego obecności. Zdecydowanie lepiej
 

Sigyn Ragnarsdóttir

801


168 cm


No regrets and yet every regret







[Cytuj]
Multikonta: Sonia, Antek
Sigyn na miejscu wróżek, a dokładniej Hyuna i Izumo, zachowałaby się podobnie. Co jak co, ale proszenie o pomoc nie było jej mocną stroną. I choć azjatyckie zielonki nie chciały się narzucać, co czarownica potrafiła zrozumieć, i tak postanowiła już, że zabierze do siebie gromadkę Nimat. Niestety, ale teraz nie była pora na unikanie przyjęcia pomocy. Najważniejsze, żeby wróżki miały, gdzie spać, a gdyby Izumo i Hyun koniecznie chcieli samodzielnie się sobą zająć, niech zrobią to na spokojnie, kiedy będą mogli zorganizować sobie pieniądze oraz zrobią rozeznanie w świecie przyziemnych.
- Hyun, tak? Nie będziesz sprawiać żadnych problemów, tak jak reszta. Zapraszam was do siebie, byście nie spali po parkach czy śmietnikach, najważniejszym teraz dla was priorytetem będzie znalezienie drogi powrotnej do świata wróżek - odparła stanowczo i może nie sprawiała sympatycznego wrażenia, ale taki już miała sposób bycia, ot. Na pewno dało się słyszeć w jej głosie szczerość.
Wiedźma uśmiechnęła się lekko do Shaya, który pociągnął za sobą Antka. Heh, miło było być nazywanym ciocią, to musiała przyznać.
Gdy wszystkie wróżki zebrały się w grupkę, Sigyn stworzyła bramę prosto do swojej posiadłości, w której zielonki mogły urządzić się do woli.
- Zapraszam - zdobyła się nawet na uśmiech, a żeby nie stwarzać aż takie wrażenie chłodnej suki... choć w sumie nią była. Mniejsza.
Czarownica weszła do bramy jako ostatnia i za nią portal zniknął.

z.t wszyscy <3
 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


I was lost until I found me in you I saw I side of me that I was scared to But now I hear my name and I'm running your way







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve
/jakiś czas po wszystkim

Wciąż nie otrzymał informacji od Margaret. Nie zamierzał jednakże wracać do Instytutu i dopytywać o decyzję. Dał jej jasno do zrozumienia, że albo udzielają mu emerytury albo oddaje runy i odchodzi zupełnie. Nie potrafił dłużej trwać w szeregach Łowców, gdy całym sobą chciał pomagać innej rasie i jej stronę trzymać w potencjalnym konflikcie. Ostatecznie postanowił postawić wszystko na jedną kartę, zaryzykować. Istniał sposób, żeby pozbyć się z siebie krwi Nefilim, co jednak wiązało się z przemianą w kogoś zupełnie innego. Ryzykował wiele, jednak czuł, że decyzja już zapadła. Szczególnie, że Jon nie zdawał się sprzeciwiać temu pomysłowi. Kiedy jednak przyszło do realizacji Lenn zwątpił. Powinien znaleźć wilka, który będzie chętny przemienić go... Jakiś czas temu poznał jednego, wyjątkowo dumnego ze swojej rasy. Takiej dumy już dawno nie widział u nikogo. Podejrzewał, że mógłby być chętny do przemiany, ale jak znaleźć kogoś, kogo zna się jedynie imię? Do tego w środku miasta?
Spacerował trochę ulicami, kupując w jednej z wielu kawiarni kawę na wynos. Mocną, słodką z cynamonem. NIe wiedział do tej pory skąd Jon przywołuje mu kawę, ale stale próbował znaleźć kawiarnię. Ta, z której teraz popijał gorący napój, zdecydowanie nie była tą. Cynamonu dali niewiele, przez co w smaku go nie czuł, choć zapach był obłędny. Niestety z każdym łykiem czuł się oszukany.
Dotarł w końcu nad staw, gdzie przysiadł na brzegu, rozważając najzwyczajniej zdjęcie butów podwinięcie nogawek i zanurzenie nóg w wodzie. Ostatecznie wyciągnął się na trawie, stawiając obok siebie kubek z może trzema łykami kawy. Wsunął jedno ramię pod głowę i przymknął powieki. Jak znaleźć wilka, którego nie znało się nic więcej poza imieniem? Nie podejrzewał, żeby dołączył do Kierana. Ostatnio w ogóle wilki zmniejszyły swoją aktywność, co nieco niepokoiło Lennana. Co dalej...?
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control
 

Mikkel Anders Bjornson

40 lat


173 cm


The radio reminds me of my home far away







[Cytuj]
// po zebraniu wilkołaków

Mikkel włóczył się po mieście, jak zwykle, gdy nie miał co robić. Szedł z na wpół przymkniętymi oczyma, rękami splecionymi za łbem. Widział drogę przed sobą, ale w tym momencie bardziej skupiał się na zapachach. Zawsze wolał spacerować w ten sposób. Wzroku i tak nie miał najlepszego, chociaż to nie tak, że był ślepy. Widział, tylko po prostu był krótkowidzem, a że nigdy do żadnego okulisty nie poszedł, to okularów nie posiadał. Czy je potrzebował? Z pewnością, chociaż nie tak bardzo, by bez nich obijać się o ściany i inne przeszkody.
Idąc tak… pochwycił trop. A raczej poczuł znajomy zapach. To sprawiło, że odruchowo wygiął usta w uśmiechu. Wilk w nim również zamachał ogonem. Opuszczając ręce i wbijając je mocno w kieszenie, zmienił swoją trasę. Z łatwością podążył za zapachem, aż nad jezioro. I tu trochę zmarszczył nos, bo takie bajora w środku miasta czasem nieźle dawały. To nie było najgorsze, ale fiołkami też nie dawało. Westchnął cicho i zbliżył się do wody, by kątem oka dostrzec rozciągniętego na trawie mężczyznę.
Podszedł do niego, a właściwie stanął nad nim i lekko się pochylił.
- Cześć – Rzucił wesoło i uśmiechnął się w typowy dla siebie sposób, z tymi uroczymi dołeczkami w policzkach. Przechylił łeb, jak zainteresowane czymś psisko. – Nie za wygodnie?
 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


I was lost until I found me in you I saw I side of me that I was scared to But now I hear my name and I'm running your way







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve
No dobrze, może i fiołkami tutaj nie pachniało, ale ostatnio zrobiło się nieco tłoczno w pobliżu domu, gdzie mieszkał. Przez to, chcąc się wyciszyć, zastanowić nad czymś, nie szedł już do lasu, a uciekał w miasto. Taki staw był jednak o wiele przyjemniejszy na postój niż jeden z licznych zaułków. Z tego powodu nie przejmował się zapachem, bardziej skupiając się na cynamonowym aromacie. Kiedy tak leżał nagle coś przysłoniło mu słońce. Otwarł oczy mrużąc je nieznacznie, a w chwile potem uśmiechnął się szeroko słysząc znajomy głos. A więc tak znajdowało się odpowiedniego wilka? Robiło się kilka runek po mieście zostawiając swój zapach i później zdawało się na szczęśliwy traf?
- Oho, dziś podchodzisz bliżej? - zaśmiał się, przypominając sobie ich pierwsze spotkanie. Cieszył się, że tym razem mężczyzna nie zachowywał się nieufnie. Miał z resztą wrażenie, że nie zdążył wykonać żadnego błędnego ruchu, wiec dlaczego Mikkel miałby mu wciąz nie ufać? Bo wciąż jesteś dla wielu Łowcą odpowiedział sam sobie, podnosząc się na łokciach i przyglądając z uwaga mężczyźnie.
- Nie dość, że podszedł bliżej to jeszcze w pełni ubrany, no no... Zaskakujesz mnie - dorzucił złośliwie, choć szeroki uśmiech na jego twarzy jasno świadczył o tym, że cieszy się z tego spotkanie. Prawdę mówiąc stwierdzenie, że "cieszył się", nie do końca odzwierciedlało jego stan. Ekscytacja powoli w nim narastała widoczna w radosnych błyskach w jego ciemnym spojrzeniu. Cóż, być albo nie być, prawda?
- Byłoby o wiele przyjemniej gdyby nie był to miejski staw, ale nie narzekam - odpowiedział w końcu sięgając po kubek z resztą kawy. - Wydajesz się o wiele spokojniejszy niż ostatnio. Dołączyłeś do stada, czy wciąż samotny wilk? - dopytał, odruchowo samemu przekrzywiając nieznacznie głowę i mrużąc oczy, jakby w ten sposób miał przejrzeć myśli mężczyzny. Jednocześnie w jego głowie pracowały trybiki próbujące ustalić kiedy i jak wyrazić swoją prośbę.
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control
 

Mikkel Anders Bjornson

40 lat


173 cm


The radio reminds me of my home far away







[Cytuj]
Na dobrą sprawę normalnemu człowiekowi zapach tego stawu nie musiał przeszkadzać. Po prostu Mikkel był marudą. Nie lubił niektórych zapachów, co wynikało z jego mocno wyczulonego nosa. Inna sprawa, że wilka czasem ciężko znaleźć, ale wilk na pewno znajdzie ciebie, jeśli zajdzie taka potrzeba. Mogli się w sumie wymienić numerami, ale na to żadne z nich nie wpadło.
- Tak, jakoś nie potrafię ci nie ufać, gdy tak leżysz wystawiony jak kaczka do upolowania – powiedział ze śmiechem. Cóż wtedy nie był w za dobrym humorze, a to mocno rzutowało na jego zachowanie. W dodatku Lennan był źródłem obcego i nieznanego zapachu, co również zniechęcało do podejścia bliżej. Teraz jednak wiedział, kim ten mężczyzna jest, a także co to za zapach. Wcześniej Nocek nie miał złych zamiarów, więc czemu teraz miałby je mieć?
Przeszedł kawałek do przodu, by po chwili opaść na trawę obok Łowcy. Uniósł w górę jedną z brwi, za sprawą tego przytyku.
- Cóż… taki już jestem, lubię zaskakiwać ludzi – odparł niefrasobliwie i uśmiechnął się wesoło. Właściwie to uśmiech nie schodził z jego pyska, nie było po prostu takiej potrzeby. Na razie nie usłyszał, ani nie dostrzegł niczego, co mogłoby go zaniepokoić. Zamiast tego… wyczuł, że jego towarzysz zaczyna być dziwne podekscytowany. O co tu chodzi? Ostatnio tak nie było. Wilk zaczął być podejrzliwy, ale na razie nie widział powodu, by być agresywnym czy wrogo nastawionym.
- Tak… nad jeziorem, takim prawdziwym albo nad morzem byłoby przyjemniej – przyznał z rozmarzonym uśmiechem. Długo mieszkał nad morzem, zdarzyło mu się również żeglować i ogólnie jego stado zwykle zatrzymywało się przy większych zbiornikach wodnych lub rzekach. Może dlatego lubił wodę? – Jestem spokojniejszy, więc mogę sprawiać takie wrażenie. Można tak powiedzieć, ze starym znajomym próbujemy stworzyć stado… czy raczej bezpieczną przystań dla wilków. Czasem samo towarzystwo innych wilków sprawia, że twój własny się uspokaja i czuje… lepiej. A tego poniekąd potrzebowałem. A ty? Też tryskasz niezwykłym… entuzjazmem, aż maskuje twój… zwyczajowy, nietypowy zapach – stwierdził z rozbawieniem.
 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


I was lost until I found me in you I saw I side of me that I was scared to But now I hear my name and I'm running your way







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve
Touché pomyślał jedynie na przyrównanie do kaczki. Teoretycznie zawsze miał broń w pogotowiu, choć dla wielu nóż w cholewie buta mógł byc śmieszny. Jednakże nie miał złych zamiarów, więc nawet nie silił się na sprostowanie tej nieścisłości. Nie było takiej potrzeby. Ogólne rozluźnienie i wyraźny spokój od drugiej strony wystarczał, żeby dodać mu odwagi. Prawdę mowiąc poproszenie o numer przyszło mu do głowy dopiero w czasie tego dnia. Przy poprzednim spotkaniu Mik był na tyle nieufny, że Lenn nawet nie wpadł na ten pomysł. Pomijając kwestię, że wtedy nie widział takiej potrzeby, ostatecznie ta zrodziła się dość niedawno. Wyłapał rozmarzone spojrzenie i zmarszczył brwi zaciekawiony.
- Mieszkałeś nad morzem? Ja tęsknię za wodospadami pośród dzikich lasów, gdzie ludzie nie często się zapuszczają... - odparł, wspominając liczne miejsca, w które zabierała go matka, gdy jeszcze z nią mieszkał. Prawdopodobnie wspomnienia z dzieciństwa najzwyczajniej idealizował i obecnie wodospady nie zrobiłyby na nim najmniejszego wrażenia, ale kto wie? Może był w tym jednak jakiś potencjał?
- Więc szykuje się nowa wataha w mieście... Ciekawe, życzę powodzenia w takim razie. Zwłaszcza, gdy jak mówisz, jest to coś, co jest wam potrzebne - rzucił łagodnie, kiwając nieco głową do własnych myśli. Ciekawe jak Kieran zareagował na wiadomość o tym, że ktoś nowy stara się dac azyl wilkom. Zakładając, że się dowiedział. Ostatnie co o nim Lennan wiedział to, że gdzieś pije, a w domu watahy można było spotkać jedynie jego syna Connora, choć i ten ostatnio zniknął. Może wilkołakom z York przyda się azyl Mikkela i jego przyjaciela... Otrząsnął się szybko z rozmyślań, kiedy dotarło do niego, że zostało mu zadane pytanie.
- To jest ta chwila, gdy aż korci zapytać jaki jest mój zwyczajowy zapach, ale chyba wiem o co ci chodzi - roześmiał się, przeciągając dłonią po włosach. Tik nerwowy, którego nie potrafil się pozbyć. - Chęć zemsty minęła, odnalazł się mój partner i co najważniejsze żyje... Do tego doszła decyzja o odejściu od Łowców, więc nawet jak coś nabroicie to i tak nie traficie na mnie w efekcie - odparł, a ostatnie słowa jedynie bardziej rozpromieniły jego oblicze. Kiedy planował odejście nie myślał nawet, że będzie to aż tak wielką ulgą dla niego. Teraz jeszcze pozostawało podążać dalej za swoim marzeniem, które z każdym dniem zdawało się być bardziej prawdopodobne.
- No i prawdę mówiąc zastanawiałem się czy uda mi się ciebie znaleźć - wyznał ostatecznie spoglądając na Mikkela.
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control
 

Mikkel Anders Bjornson

40 lat


173 cm


The radio reminds me of my home far away







[Cytuj]
Żadne z nich nie wpadło na pomysł, by wymieć się numerami, co w sumie nie było niczym dziwnym. Zapewne sądzili, że już nigdy się nie spotkają, albo zapewnienie że Mikkel znajdzie Lennana w razie potrzeby było wystarczające. Jakby nie patrzeć sprawdziło się, bo mimo wszystko blondyn znalazł tego Łowcę.
- Tak, a co? Wilk nie może lubić morza? Żartuję. Mieszkałem w wielu miejscach, a urodziłem się w Skandynawii. Ale masz rację, najlepsze miejsca to te, w których nie ma ludzi – powiedział z delikatnym uśmiechem. Uwielbiał zimno, śnieg, deszcz, wodę w każdej chyba możliwej postaci. Jak większość psów, chociaż to raczej rzadka cecha u wilków. Żeglowanie było fajne, ale na dłuższą metę nudne, co innego mieszkanie nad morzem czy oceanem, który miał naprawdę cudowny zapach.
Spoglądał spokojnie na Lennana.
- Nie wiem czy się szykuje. Znaczy… Oscar chciałby, ale nie wiem ile z tego wyjdzie. Może faktycznie będzie nowa wataha, a może po prostu powstanie azyl. Zobaczymy. To jest potrzebne wszystkim wilkom – powiedział spokojnie. Wilki poniekąd potrzebowały stad, by dobrze się czuć. Co innego człowiek, on sądził, że sam zawsze sobie poradzi, a to wcale tak nie działało. Dobrze było mieć w otoczeniu kogoś na kim można było polegać. Kogo można było prosić o pomoc, bo coś takiego zdecydowanie nie było objawem słabości. A ci, którzy tak myśleli, chyba nigdy nie żyli w stadzie.
Mikkel zmrużył niebieskie ślepia, by potem przechylić się nieznacznie do Lennana. Tak, zbliżył się jeszcze bardziej i przechylił łeb tak, jakby zamierzał obsypać pocałunkami długą szyję Łowcy. Do niczego więcej nie doszło, jak do… obwąchiwania. Wprawdzie Mike nie musiał się AŻ tak zbliżać, ale zawsze lubił peszyć ludzi bliskością. Nic nie powiedział o zapachy bruneta, bo ten zaczął opowiadać, co się u niego ostatnio wydarzyło. Mikkel usiadł sobie wygodniej, a także zamienił się w słuch.
- Och… to Łowca może zrezygnować z bycia łowcą? – Teraz był nieco zaskoczony. Inna sprawa, że o łowcach ogólnie mało wiedział. Zmarszczył lekko nos, ale nic nie powiedział. Wydawało mu się to dziwne, rezygnować z tego, czym się było? Chociaż… czy Łowcy byli Łowcami? To trudne pytanie. Zdecydowanie za trudne na mały rozumek Mikkela.
Zaskoczenie przyszło znienacka.
- Znaleźć? Czyżbyś mnie szukał? – Zapytał dla pewności. Może się przesłyszał.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo