Shizhi

717 lat


175 cm


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Z kojarzeniem czarownika to trochę jak z jazdą na rowerze – znasz lub nie. Wśród społeczności Nefilim, Koreańczyk nie cieszył się dobrą opinią. Krnąbrny, oschły, okrutny… Półaniołowie choć zalegli u niego po same uszy, czasem też wdzięczni za pomoc, do dziś potrafili wypomnieć mu jego przeszłość. On to naturalnie wszystko zlewał, podobnie jak wiele innych rzeczy. Większość obelg spływała po nim jak po kaczce – kolejnych partii zwyczajnie „nie słyszał”. Ostatecznie z deszczu wytyków wychodził w całości suchy, no chyba że trafiał na takie Sonie… Wilczyca mogła bez problemu skojarzyć czarownika, o ile rzecz jasna posiadała dostatecznie dużą wiedzę na temat Świata Cieni. Poplecznik Sebastiana, ten od nieetycznych eksperymentów… W swojej karierze Azjata nałowił wielu ciekawych przydomków. Ciekawe, który z nich – o ile w ogóle - wpadnie wilczycy do głowy jako pierwszy.
Nowy drink – zmniejszy niż poprzedni – rozlał się leniwie po ustach i gardzieli. Przyjemne palenie rozluźniło każdy mięsień ciała. Tamci z boku powinni tego spróbować, zamiast mizdrzyć się przed publiką w obawie… No właśnie? Czego? Przecież to nie tak, że Pradawny uraczył jestestwo Niny sympatycznymi wizjami. Z kolei Pucas? Aż chciałoby się uśmiechnąć na jego widok!
- Problematyczne jak łupanie w kamieniu. Ostatni pokruszył się jak wrota stolicy Nefilim. Ponoć panuje wśród nich poważny rozłam. To raczej słabo rzutuje na nasilenie częstotliwości wymuszonych małżeństw. Ciekawe czy stolica podzieli los Nibylandii.- a skoro o tym mowa.
- Głosy mówią wiele rzeczy. Wspominają o bladych ścianach, trzęsącej się galaretce i szklance sączonej hipokryzji. Bawisz się, zataczając błędne koło, a przecież tyle osób wokół posłuchałoby bajki na dobranoc. – o takim zniszczeniu kontynentu i o próbach wepchnięcia pewnej wróżki na tron… Albo wiem! O przeszłości pewnego Pucasa, który za grosz nie zamierzał jej wyjawić. Pradawny odnosił wrażenie, iż wróżek nie był z nim do końca szczery – i z Niną oraz Sonią. Szkoda, bo przecież podstawą każdego knucia było zaufanie czyż nie?!
- Byle tylko przyciemnić tamte lampy w stolicy. Ponoć dżiny ich nienawidzą. – no i też nie tolerują tych, którzy maczali swe tłustawe paluszki w ich zamknięciu. Ciekawe, co by powiedziała na to Nimat… A gdyby tak ją odwiedzić? Wówczas nie byłaby taka chętna na dalsze babranie jej mózgownicy. Ah ten okropny Mrok… Podsycał zło nawet w obliczu tragedii.
- Na mój koszt. - a co mu tam. Zapłaci za drinki.

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Sonia Kozakova

23


178 cm


Where is my mind?







[Cytuj]
Multikonta: Anthony, Sigyn
Z jednej strony czuła się wyjątkowo niekomfortowo, gdy z boku obserwowała tę trójkę, która wyraźnie wiele razem ze sobą przeszła, a jednocześnie był zaintrygowana nimi oraz tym, o czym mówią. Wróżek wręcz nie bawił się w szczególnie skomplikowane szyfry i najwyraźniej miał gdzieś to, że w klubie jest wiele istot z wyostrzonym słuchem, w tym Sonia. Zresztą, nawet gdyby nie miała wilczego wspomagacza, tak czy siak usłyszałaby zielonka. I bądźmy szczerzy, ale Rosjanka wiedziała, że jej dyskretne słuchanie towarzystwa nie jest już ani trochę dyskretne.
Najwyraźniej nie przeszkadzało to czarownikom i wróżce, którzy zamiast udać się w bardziej zaciszne miejsce lub zaczynając używać jakiegoś szyfru, kontynuowali rozmowę, jakby nigdy nic. Heh, może mieli jakiś interes w tym, że tak śmiało poczynali sobie z ujawnianiem takich informacji?
Sonia dolała Bevinowi, od razu wyłapując jego niemą prośbę. Zerknęła też na kocura, który mimo wszystko postanowił zafundować drinka zielonkowi. Kozakova uśmiechnęła się do niego przelotnie, sięgając po odpowiedni trunek i nalewając go Bevinowi. A Shiza... Shiza nie kojarzył jej się z żadnym konkretnym wydarzeniem, oprócz tego w cyrku. Heh, za małą miała wiedzę o Świecie Cieni, by wiedzieć, z kim ma przyjemność. Rosjance nie umknęła zmiana zachowania Niny. Ponownie dały się we znaki braki w informacjach, ale to nie miało teraz znaczenia. Sonia dolała do osobnego kieliszka czystej wódki, podsuwając ją wróżkowi.
- Na mój koszt - tym razem oznajmiła, wskazując głową czarownicę. Co jak co, ale Ninę darzyła cieniem sympatii i nawet jeśli nie zamierzała nachalnie pytać jej, czemu tak się zachowuje, postawiła na próbę pocieszenia w postaci wódki.

Wake in the night, to the low moon on the horizon. This is only for a while. Yeah, it’s only for a while.
sałata


 

Nina Zukov

216


173 cm


Livin' la Vida loca







[Cytuj]
Ona chciałaby udzielać się w tej interesującej konwersacji. Dodałaby parę ciekawych uwag, które zostałyby szybko podłapane przez Pucasa i pociągnięte, skoro nie wstydzi się o tym mówić. Ale zamiast tego, skakała między snem a jawą, przestrzenią wyobraźni, a rzeczywistości. Raz była z Bevinem, a po chwili tonie w deszczu, który sama wywołała. Nie potrafiła przestać trząść ręką, którą zdołała złapać Bevina. A fakt, że Bevin zbliżył się do niej fizycznie, że momentami kiedy była przy nim, to dawało jej gwarancję że nie jest sama. Że ktoś obserwuje, pilnuje, wspomoże w tej okrutnej walce. Jej chwyt wzmocnił się, nie zamierzając puszczać ręki Pucasa, która tak kurczowo utrzymywała wiedźmę przy zmysłach. Pamięta, jak wtedy całkiem straciła poczucie kontroli, rzeczywistości i że potrzebowała niezłej dawki wody, aby zrozumieć swój błąd. Ale niech Mrok wie, że chociaż wysyła jej wizje, to jednak słyszy większość, co mówią między sobą.
- I tak od dawna wiadomo, że porozumienia niby są, lecz nie ma co liczyć na łowców w czasie problemu. Zainteresują się, kiedy u nich zacznie coś się dziać poważnego.- zdołała odpowiedzieć, zanim zapowietrzyła sie na widok krwi, która była na barze. Nie, nikogo nie zamordowała tutaj, to są kolejne iluzje, nic więcej. Musiała nieco uspokoić się, a krew, która ciężko schodziła, zdecydowanie jej tego nie ułatwiało.
Lecz taka była prawda z Łowcami. Oni budzą sie, kiedy u nich dzieje się coś złego, a pozostałe kwestie jedynie zbywają, o ile nie łamią durnych porozumień.
Zaraz przed sobą ujrzała Sońkę, z krwistymi znakami na czole, która przysunęła do wiedźmy kieliszek z czerwoną zawartością. Drugą ręką, która zaczęła lekko trząść, schwyciła kieliszek, a wiedźma siląc się na uśmiech, kiwnęła dziewczynie głową. Ale tylko odrobinę przysunęła do siebie, bo zaraz poczuła, że z kieliszka leci jakiś prąd, po którym drgnęło całe jej ciało. A przynajmniej tak jej się zdawało, bo w rzeczywistości Nina tylko zerknęła na kieliszek, nawet nie sięgając dłonią po niego.
 

Bevin Traveley

516



The higher I go, the harder I fall







[Cytuj]
-Chyba, że podejdziesz z dynamitem. - odparł, zastanawiając się, w jakim stopniu Shizhi był na bieżąco z dziejącą się obecnie polityką. Okay, ptaszki ćwierkały, że widziano go tu i ówdzie na eventach z jakimś Aniołkiem, ale to w żaden sposób nie sugerowało, by mężczyzna miał się interesować losami Instytutu. Rozłam? Ha, dobre sobie. Z której strony? Clave stało niczym niezdobyta twierdza na skałach utworzonych po Mrocznej Wojnie. Gdyby wówczas to lepiej rozegrali, kto wie, może to Łowcy kłanialiby się w pas na widok faerycznych przywódców?
-Niejeden chętnie wysłuchałby bajki na dobranoc w zaciszu własnego domu. Nie każdemu jest to jednak dane. - odbił krótko, znowu myjąc łapki od wszelkiego burdelu dziejącego się za ścianami przybytku. Bevin nie chciał wiedzieć, ile z wróżek błąkało się po ulicach, nie potrafiąc odnaleźć się na obcym terytorium.
-Oh nie one jedne. Jednak na każdego spadnie miecz, jeśli zawini przeciwko rasie. - na wszystko miał wyjaśnienie, nie? Oczywiście, inaczej ten cichy, przerażony dziecięcy głos w końcu przebiłby się przez tysiące zapór. Brabranie w mózgownicy? Skądże znowu. Bevin widział to kompletnie inaczej. On zwyczajnie uświadamiał Nimat o panującej sytuacji masowo, zrzucając na nią tony informacji. Toż w życiu nie zrobiłby krzywdy pretendentce do tronu!
Skinął głową w podziękowaniu Soni, choć jego uwaga nadal skupiała się na trzech najważniejszych kwestiach. A) Stan Niny, B) Kontrola przepływu informacji i C) Pradawny, który nadwyraz stał się rozmowny. Kto by przypuszczał? W ogóle sama wilczyca chąc nie chcąc mocno zaplusowala u Pucasa, na swój własny sposób dbając o Ninę. Mężczyzna będzie musiał pamiętać, by odpowiednio się odwdzięczyć. Może jakaś nowa karma czy obróżka? Cholera wie, o czym marzyły współczesne wilki!
-I z tym bym się kłócił. Widziałaś jakie roszady u nich panują? Jak mają wyrobić u siebie jakieś poczucie obowiązku oraz zwykłej, uczciwej prawilności, by jeszcze przestrzegać zasad pokoju. A jeszcze dorzućmy do tego nadzór nad niezrzeszonymi? Wataha przecież wykrwawia się od wewnątrz, a wampiry hasają i kąsają w najlepsze, przemieniając kolejne jednostki. Czyż Melissandre nie została przemieniona ostatnio na przekór porozumieniom? Jasne to zapewnia nam, Podziemnym wolność, ale równocześnie przywraca stare dobre prawa dżungli. - zaśmiał się pusto, przechylając kolejną zawartość alkoholu do wyschniętego gardła.
-Za wolność - wzniósł toast do patronów znajdujących się przy barze, uśmiechając się pijacko. Nachlał się? A skądże! Był trzeźwy jak dziecko. Ale ponoć to alkohol rozwiązuje język, nie?
 

Shizhi

717 lat


175 cm


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Najlepiej było zwalić winę na kogoś. Oczywistym było, że Bevin w ogóle nie krzywdził Nimat! Tylko robił z jej mózgu smakowitą papkę, z której zamierzał ulepić sobie śliczny zamek na wzgórzu. Sprytne podejście Pucasa mogło zapewnić mu dobrobyt – mogło, lecz niestety. Karma to suka jak to mówią – wraca kiedy w ogóle się jej nie spodziewasz. Skoro wróżek tak bardzo kochał babrać się w paćkach, to czemu nie Pradawny? Zrobiwszy z wiedźmy słodką galaretkę, z radością począł ją powolutku formować.

Boli prawda? Widok bliskich cierpiących przez ruchy Twojej własnej ręki. Nie martw się, nie Ty pierwsza i nieostatnia skończysz w piekle. Sami je dla siebie stworzyliście – dla mnie nie ma żadnego zastosowania, tak samo jak Wasz świat. Oddaj mi tyko tego wróżka wiedźmo i tak na nic Ci się nie przyda. Przestań mu wciąż ulegać – Ty i Nimat, to żałosne. Non stop dajecie się ciągnąc za nosy ku jego własnej uciesze. Pewnie skoczyłabyś za nim w ogień, gdyby Cię poprosił, nie wiedząc nawet, jak bardzo Was okłamywał. A brat i inni? Jak wiele o nich widziałaś czarownico? Chodź, oprowadzę Cię po Twoim nowym domu…

Czarownik nie musiał spoglądać na „siostrę” – wystarczyło lekkie muśnięcie niewidzialnej łapy, aby sukcesywnie wlewań weń wszystkie ze wspomnień. Chciała wiedzy? Poznania? Tajemnic skrywanych przez setki lat krnąbrnych jestestw? Wszystko to i o wiele więcej stało dla niej otworem. Skoro już miała skończyć zamknięta w klatce dla piekielnych zwierząt, to niech chociaż pobawi się za życia! Pradawny i tak ją w końcu dorwie – ją i pozostałych czarowników oraz wróżki. Zapewni im wesołe rodeo, jak oni kiedyś im. Ze sprawiedliwości stanie się zadość, a po jej wypełnieniu nastąpi oczyszczenie. Wówczas czerń odejdzie w pokoju, pozostawiając po sobie mnogie zgliszcza, na których być może wyrośnie kiedyś nowe życie…

Pucasie… Ładnie to tak okłamywać przyjaciół? I zwalać brzemię władzy na barki nieszczęsnej Nimat? Jej osoba z pewnością zdołałaby ukryć Twoje grzeszki przed resztą świata. Coś Ci jednak podpowiem ex taktyku Królowej. Wkrótce Twoją wróżkę spotka seria nieszczęść – ją i jej kochanego syna. – prowokacji ciąg dalszy, tym razem bezpośrednio przez ten dziwnie rozgadany Mrok. Naprawdę zachciało mu się pogawędek.

- I tak to już jest… Pani barmanka raczy uważać, bo ulice York nie są ostatnimi czasy bezpieczne. Kruszejąca wataha, dzikie wilki, Krwawy Księżyc na niebie, wampiry grasujące i gryzące wszystko co się rusza… Ah nie… Młoda panienka wcale nie została tak do końca przemieniona wbrew swej woli. Mała i nieznośna, jak większość nastolatek. Krucha jak domino i reszta jej znikającej nacji. Niebawem nieśmiertelni staną się prawdziwą legendą, prawie jak duchy wyspy i te przed nimi też. Nefilim i wtedy nic sobie z tego nie zrobią, albowiem sami sprowadzą na siebie zagładę. Ponoć wewnętrzne rozdarcie zbiera coraz większe żniwa. Wkrótce blask ich wież przestanie rozświetlać mroki dróg, a wtedy kto wie… Czasem w cieniu czają się naprawdę brzydkie stwory. Innymi słowy chaos, prawdziwy raj dla dzieci urodzonych w pieśni wojny. – teraz mogli tylko odliczać – on na pewno. Rozbawiony Cień wyszczerzył diabelne kły – ot uśmiechnął się nieznacznie ustami naczynia. Zapłaciwszy za trunki – niezależnie od słów pracownicy – wstał, po czym opuścił wcześniej zajmowane przez siebie miejsce.
Pradawny od zawsze chciał wybrać się na wycieczkę – może tym razem do stolicy? Cichym krokiem ruszył w stronę wyjścia, jakby totalnie nieprzejęty światłami w lokalu. Oby trafił we wskazane miejsce – gorzej, jeśli wybierze się na spotkanie którąś z wróżek…
- Ah... Gość nazywał się Leyton...

z/t jeśli nikt nie powstrzyma

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Sonia Kozakova

23


178 cm


Where is my mind?







[Cytuj]
Multikonta: Anthony, Sigyn
Coraz bardziej nie podobało jej się to, czego była świadkiem. Teoretycznie nic nie widziała, żadnej krwi na stole, na sobie i była nieświadoma Mroku, który dotknął każdego z trójcy. Mimo tej niewiedzy, Rosjanka odnosiła wrażenie, jakby była świadkiem czegoś, czego wolałaby nie widzieć i usłyszała coś, co skutecznie spędzi sen z jej powiek na przynajmniej jedną noc. I jej racjonalna część wręcz krzyczała, że powinna odejść, bo szkoda sobie nerwy psuć, a z drugiej strony nie była w stanie zrobić ani jednego kroku, wciąż przysłuchując się towarzyszom, niby od niechcenia, ale chłonąc wszystko, co im ślina na język przynosiła.
Pewnie nikogo nie zdziwi fakt, że Sonia była, delikatnie ujmując, zaniepokojona zdobytymi wiadomościami, a sama Nina, wraz z czarownikiem oraz wróżkiem, jawiła jej się teraz jako... no, może nie mafioza. Jednak fakt, że trójca ta była tak dobrze doinformowana, co się dzieje w Świecie Cieni, w tym w watasze, powodował, że Kozakova mimowolnie spięła się. Niby nic niesamowitego, a jednak Rosjanka nic nie mogła poradzić na nieprzyjemne uczucie, że nie jest się niewidocznym. Równie dobrze to jej imię mogło paść w rozmowie, a nie Melisandre i Sonii średnio to leżało, woląc nie przyciągać niepotrzebnej uwagi.
Nic nie odpowiedziała czarownikowi, gdy ten bezpośredni zwrócił się do niej. Jedynie uważnie obserwowała go w ciszy i również odprowadziła go wzrokiem. Niby nie był dla niej niemiły czy nieuprzejmy, wręcz przeciwnie, ale Rosjanka nieprędko chciałaby się znowu zobaczyć z azjatyckim kotem. Została sama wraz z Bevinem i Niną, która nie wyglądała najlepiej, a Kozakova czuła, że teraz nie powinno jej tu być. Nie była na tyle blisko z Zukov, by obecność wilczycy była komfortowa dla niej. Dlatego też odłożyła wyczyszczone kieliszki na swoje miejsce, schowała alkohol i wyszła zza baru.
- Lepiej już pójdę - zwróciła się do Niny i Bevina w ramach pożegnania, a potem wyszła ze strefy vipowskiej. Miała wrażenie, że była cała rozedrgana, a nowe informacje chodziły jej po głowie, nie dając spokoju. Będzie musiała powiedzieć o tym Kieranowi, najlepiej jak najszybciej.

z.t

Wake in the night, to the low moon on the horizon. This is only for a while. Yeah, it’s only for a while.
sałata


 

Nina Zukov

216


173 cm


Livin' la Vida loca







[Cytuj]
Wiedźma pamiętała bardzo dobrze, że Pradawny jest bardzo niebezpiecznym graczem. Nawet jak teraz nie potrafiła skupić się i czuła, jakby ciągle gdzieś krążyła bez spadochronu, to od kresu szaleństwa trzymał ją znajomy zapach jak i dotyk Bevina. W innym przypadku dawno by wstała, krążyłaby w kółko, aż kliencie wydaliby opinię, że właścicielka zwariowała.
W tle słyszy Bevina, który rozmawia z bratem, z wilczycą, woła o wzniesieniu toastu. Ona przygląda się kieliszkowi, który według niej miał czerwoną ciecz, że musiała przełknąć niepewnie ślinę. Ale nagle w swoim umyśle usłyszała bardzo znajomy głos, który na początku roku przerażał. Swoje spojrzenie odruchowo skierowała na brata to na Bevina, nie wiedząc, co zrobić. Nie wiedziała, o czym mówił, czemu ciągle ich obwiniał. To że skończy w piekle - wiedziała doskonale, skoro nie ma innej opcji do zakotwiczenia duszy. Już nawet nie chciało jej się o tym myśleć, wolała żyć mottem Carpe diem! Jeszcze domagał się wyboru, na który wiedźma nie była gotowa przystać. Miała oddać Bevina za spokój? I tak nie będzie miała spokoju, przeszłość będzie gonić i zbierać swoje żniwa.
Tego, czego się od Pradawnego nauczyła, jak i z kilku wcześniejszych twardych lekcji, to jeden niezbyt miły fakt. Karma wraca, wszystko czego się dokona - kiedyś zostanie zweryfikowane i poddane ocenie. A że ona już za czasu dziecka popełniła największą zbrodnię - morderstwo i to nie jednego dziecka, a wielu, to teraz miała świadomość, iż kiedyś przyjdzie jej za to odpowiedzieć. Nie rozumiała jego żądania, lecz też nie dostała czasu na przemyślenie, przeanalizowanie tego, ponieważ poczuła, jak cały świat wokół niej sie zawirował.
Jaki dom? Można uznać, że zjawiła się w pokoju z kilkoma drzwiami. I wystarczyło, aby jedne otworzyła, a zaraz została porwana przez trąbę powietrzną, która pokazywała najróżniejsze sceny różnych osób. Nie wiedziała, o co chodzi, kogo widzi, czemu widzi jakieś dziwne historie. A to widziała chłopczyka polującego na kota, czy to matkę bijącą swoje dziecko, a to nagle jakaś ciemna, mroźna kraina, która zaraz zmieniła się w faerieland. Tyle rzeczy widziała, nie mogąc w stanie połączyć w jedną całość, że jej zmysły nie odbierały stanu rzeczywistego. Wiedźma spoglądała pustym wzrokiem na Pucasa, nie rejestrując zarówno odejście brata, jak i wilczycy. Nawet jej ręka przestała tak mocno ściskać, jak chwilę temu.
Wiedźma zaś jedynie odnosiła wrażenie, że wszystko nabiera coraz szybszego tempa. Co chwilę ujrzała to nowe twarze, niektóre może znajome, czy to czułe spotkanie Bevina z Raffaelem, bądź brata z Kaiem... Nie była w stanie dalej oglądać, czy nawet analizować tego wszystkiego. Czuła, jak siedzi w środku samej trąby, a wszystko wokół niej wiruje z coraz szybszą prędkością, że po prostu po chwili nastaje mrok z lodowatą poświatą.
Jej powieki kilka razy z niebywałą szybkością zamrugały, a jej ciało bezwładnie zaczęło opadać na Bevina, przewracając jednocześnie swój kieliszek z zawartością.
 

Bevin Traveley

516



The higher I go, the harder I fall







[Cytuj]
Widział poruszenie na sali, nerwowe poprawienie się na miejscach, mimowolne przybliżenia się w stronę baru, a żeby wyłapać ciut więcej z tej dziwnej rozmowy pomiędzy trójką Podziemnych. Dużo wiedzieli? A i owszem. Weźcie dodatkowo pod uwagę, że każde z nich miało w tym mniejszy lub większy interes, aby dotarło to do jak największej grupy zainteresowanych. Strach? Niezadowolenie? Niedowierzanie? Nawet jeden z Podziemnych był otwarcie nieufny, całą swą postawą krzyczał: "łżesz". Tylko problem w tym, że faerie nie kłamią. Z bardzo prostej przyczyny — nie muszą. Ale to doskonale! Jego zadanie tutaj zostaje zakończone.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie poczuł, jak nerwowy uścisk na jego dłoni zwalnia się, a kobieta siedząca u jego boku osunęła się. Szybko złapał ją w tzw. bridal style i zaniósł do jednego z prywatnych pomieszczeń.
Ułożył kobietę na wygodnym łóżku, by następnie złapać jeden z grubszych koców i okrył, co by jego mała małpa za bardzo nie zmarzła. Nie mając pojęcia, ile kobiecie zajmie przebudzenie się, dlatego ściągnął się swoje buty i rozłożył się wygodnie na łóżku obok Niny, podkładając poduszkę pod plecy. Wyciągnął telefon, zaczynając czytać jedną z książek.
Przynajmniej tyle mógł dla niej zrobić w podziękowaniu za oddanie mu tak wspaniałej sceny na dzisiejszy wieczór.

/zt x2
 

Elena Ricoletti

25 lat


168 cm


And you're making the typical me break my typical rules







[Cytuj]
Multikonta: Gabriel
#14

Pierwszy raz od pół roku Elena miała dziś na sobie ubrania w kolorze innym niż czarny. Dalej bolała ją świadomość, że jej najbliższych już nie ma, jednak musiała zacząć patrzeć w przyszłość, zamiast rozdrapywać stare rany i ciągnąć swoją żałobę w nieskończoność. Nie było jej łatwo, ale życie toczyło się dalej. W tej chwili miała na głowie inne zmartwienia, które bez przerwy zaprzątały jej myśli i to właśnie tymi zmartwieniami należało zająć się w pierwszej kolejności, bo w przeciwnym razie stanie się bardzo łatwym celem. Miała wprawdzie pomoc, zarówno ze strony Kierana i stada, jaki i Oscara oraz pozostałych wilków, które przybyły na spotkanie z Robertsem, mimo wszystko jednak podświadomie przez cały czas czuła się zagrożona. Śmierć stała się dla niej ostatnio dosyć powszechnym zjawiskiem, w ciągu kilku miesięcy naoglądała się jej zdecydowanie więcej, niż była w stanie znieść jej wrażliwa i empatyczna natura. Sama była przed przemianą o krok od śmierci i cholernie się bała, że przeznaczenie wkrótce ją dosięgnie, bez względu na to, jak dobrą ochronę będzie miała.
Usilnie starała się nie myśleć o tym wszystkim, skupiając się całkowicie na swojej pracy. Z dnia na dzień coraz bardziej przyzwyczajała się do wszechobecnych w Requiem Podziemnych, ich specyficznego wyglądu, zapachu, zachowania... doskonale zdawała sobie sprawę, że nie ucieknie od takiego życia i jest skazana na Świat Cieni w swojej codzienności, czy tego chciała, czy nie, więc im szybciej spróbuje zaakceptować to wszystko, tym lepiej dla niej. Jak widać, do tej pory szło jej to całkiem nieźle, więc oby tylko tak dalej!

Elena Chiara Ricoletti
We can't let our demons take control of us. We should know what we are capable of. We all have a dark side, don't be scared you can't hide...
 

Ray Moonwater

23


150 cm


If you die, I swear to Raziel, I'll kill you.






[Cytuj]
Multikonta: Lereena
Od ostatniej wizyty w Requiem minęło trochę czasu. Nawet całkiem sporo, jakby się tak zastanowić. Dość powiedzieć, że postanowiła po prostu wybrać się tam kolejny raz, ale tym razem nie po to, żeby tańczyć. Taniec wiązał się z kontaktem z innymi osobami, lekką utratą kontroli, a na to nie miała ochoty. A przynajmniej nie wśród takiej ilości ludzi. Ponownie wróciła do swojej zwyczajowej skorupki, gdzie nie miała ochoty nawet na udawanie, że jest towarzyska. Ale gdzie niby indziej miałaby pójść, żeby napić się czegoś mocnego, może nawet typowego, irlandzkiego alkoholu bez prychających Szkotów nad głową? No właśnie. The Requiem nadal było jedną z najbezpieczniejszych miejscówek tego typu. No i może gdzieś w środku po cichu liczyła, że może uda jej się ponownie spotkać Kenricka. Ale w życiu by się do tego nie przyznała, nawet przed samą sobą.
Podeszła do baru, nawet jeśli był mniejszy od tego u góry, to i tak był dość okazały. Wskoczyła na krzesło, z lekką trudnością, jako że dzisiaj nie widziała najmniejszego sensu w bawieniu się w obcasy, a barowe stołki były jednak z tych wysokich. Posłała delikatny uśmiech barmance na przywitanie, nawet nie siląc się na rozpoznawanie jej rasy. Przyziemną nie była na pewno, a o to tylko przecież chodziło.
- Bry 'czór. - odezwała się do dziewczyny. Może i nie ciągnęło ją do jakichś dyskusji na chwilę obecną, ale kto wie, co będzie dalej. No i po co w zasadzie zrażać do siebie inne osoby? - Znajdą się jakieś irlandzkie drinki w ofercie?
<div style="width:310px;margin-top:5px;"><div style="font-family: 'Cinzel', cursive;font-size:13px;color: #D2D8DD; text-shadow: 0px 1px 4px #fff;float:left;margin-right:150px;">Some nights you drink tea, some nights you drink whiskey.<img src="https://i.imgur.com/M1u3sMO.gif" style="width:150px;float:right;box-shadow:0px 0px 5px #D2D8DD;border-radius:20px;margin-left:-40px;margin-right:-150px;margin-top:-40px"><img src="https://i.imgur.com/nf9u4kC.gif" style="width:150px;box-shadow:0px 0px 5px #D2D8DD;border-radius:20px;margin-right:-40px;margin-top:5px"><div style="width:150px;font-family: 'Cinzel', cursive; font-size:13px;color:#D2D8DD; text-shadow:0px 1px 4px #fff;float:right;margin-top:40px;margin-right:-160px;">And some days you fight demons. Your demons.
<div width="310px" style="font-family: 'Dancing Script', cursive; font-size:22px;color:#D2D8DD; text-shadow:5px 5px 10px #000;padding-top:2px;margin-top:-7px;margin-left:-275px">Raven Moonwater
 

Elena Ricoletti

25 lat


168 cm


And you're making the typical me break my typical rules







[Cytuj]
Multikonta: Gabriel
Cóż, Ela z kolei bywała tu niemal codziennie; można powiedzieć, że klub stał się dla niej wręcz chlebem powszednim i przyzwyczaiła się już do pracy tutaj... rzecz jasna na tyle, na ile przyzwyczaić się do stałej obecności Podziemnych mogła osoba do niedawna zupełnie nieuświadomiona w tych kwestiach. Całe szczęście, że Elena postanowiła jakoś spróbować przyjąć do siebie otaczającą ją nową rzeczywistość, zamiast wypierać się tego wszystkiego i próbować uciekać od swojej prawdziwej natury, która niestety dopadłaby ją prędzej czy później. Nie było sensu próbować walczyć z wilkiem, bo i tak by tej walki nie wygrała. W tej sytuacji pozostawała jej jedynie akceptacja obecnego stanu rzeczy i życie we względnej zgodzie ze swoim zwierzęcym alter ego.
Zazwyczaj nie miała nic przeciwko rozgadanym klientom, bo zdążyła przywyknąć do nich już dawno, podczas pracy w zwykłym przyziemnym barze w Rzymie... jednak pijany wampir, który przez pół godziny narzekał jej, jakie to życie jest niesprawiedliwe, bo Clave (czym do ciężkiej cholery jest Clave?) zabrania mu zabijania Przyziemnych podczas pożywiania się sprawił, że jej cierpliwość została wystawiona na próbę. To, co mówił wampir było okropne - legalne zabijanie ludzi? coś strasznego! - Elena jednak nie ośmieliła się zaprzeczyć i wyrazić swojej dezaprobaty. Kto wie, do czego taki wampir mógłby się posunąć, a ona, porównując się z innymi Podziemnymi, w dalszym ciągu czuła się słaba... dlatego też z ulgą powitała pojawienie się przy barze ciemnowłosej Nefilim, która dawała jej idealny pretekst by przerwać słuchanie monologu wampira.
- Być może. A na co masz ochotę? - zapytała, podchodząc do niej i uśmiechając się lekko. Pytanie o irlandzkie drinki chyba jeszcze nie zdarzyło jej się w jej karierze barmanki, co jednak nie znaczy, że nie potrafiła ich przygotowywać.

Elena Chiara Ricoletti
We can't let our demons take control of us. We should know what we are capable of. We all have a dark side, don't be scared you can't hide...
 

Ray Moonwater

23


150 cm


If you die, I swear to Raziel, I'll kill you.






[Cytuj]
Multikonta: Lereena
Na nieszczęście dla wampira Ray jego wynurzenia i płacze w stronę barmanki usłyszała. Dlatego uniosła brwi z lekkim zaskoczeniem widocznym na twarzy. On tak serio? Jęczał, że mu nie pozwalają zabijać ludzi? I potem ona się dziwi, że Clave ma większość wampirów na cenzurowanych. Nie przyszła tu jednak po to, by wywoływać burdę i krwiopijcza świnia powinna się z tego zdecydowanie cieszyć. Jak i również z tego, że wyciągnięcie broni w Reqiuem mogłoby być bardzo niemile widziane przez właściciela czy właścicielkę, a kłopotów wyższego szczebla wolałaby uniknąć. I tak wystarczająco wiele ich miała, by sobie dokładać. Jednak litanii, którą wyśpiewała w myślach pod adresem wampira nie powstydziłaby się najstarsza kurwa portowa z najbardziej parszywej dzielnicy. Jedyne, co ją pocieszało to fakt, że nie każdy wampir taki był, a to na szczęście jednak był gatunek w miarę zagrożony wyginięciem. I gdyby to zależało od niej, siedzieliby tacy w pudle i z niego nie wychodzili. Za same żale. Rozumiała kwestię pożywiania się na ludziach, choć sama miała do tego silny uraz, ale nie rozumiała zabijania tych ludzi. Mogli ich przecież zahipnotyzować i i tak ich istnienie by się nie wydało.
Uśmiechnęła się delikatnie do barmanki, jakby przekornie, starając się pozbyć z twarzy wyrazu złości. Nie była w końcu zła na nią, tylko na tę jęczydupę kilka krzeseł dalej.
- Tipperary. - powiedziała swobodnie. - A jak nie, to Mir wystarczy. - oba drinki były stosunkowo łatwe do przygotowania, ale trzeba było je niestety kojarzyć po nazwach. Ray zadawała sobie sprawę, że co bar to inne nazewnictwo i nazwy niektórych drinków się nie pokrywały. Tipperary składał się z whisky, likeru, wermutu i lodu, natomiast Mir z whisky, coli, wódki i lodu. W razie czego oczywiście mogła dziewczynie powiedzieć, o co konkretnie chodzi. Bądź co bądź byli w Yorku, w Wielkiej Brytanii, a nie w Irlandii. Nie musiała znać się na irlandzkich drinkach.
- Ten tam, to długo już tu siedzi? I... często przychodzi? - zainteresowała się mimochodem, łypiąc w stronę wampira. - I bardzo dobrze, że Clave zabrania. Akurat jeden z nielicznych sensownych przepisów. - burknęła, gdy tamten znowu coś zajęczał, najwyraźniej chcąc się pożalić większej liczbie osób. Na widok ciemnych oczu łowczyni odpuścił i się ewakuował, a Ray pokręciła głową. - Czasem nie rozumiem świata. - podsumowała milknąc.
<div style="width:310px;margin-top:5px;"><div style="font-family: 'Cinzel', cursive;font-size:13px;color: #D2D8DD; text-shadow: 0px 1px 4px #fff;float:left;margin-right:150px;">Some nights you drink tea, some nights you drink whiskey.<img src="https://i.imgur.com/M1u3sMO.gif" style="width:150px;float:right;box-shadow:0px 0px 5px #D2D8DD;border-radius:20px;margin-left:-40px;margin-right:-150px;margin-top:-40px"><img src="https://i.imgur.com/nf9u4kC.gif" style="width:150px;box-shadow:0px 0px 5px #D2D8DD;border-radius:20px;margin-right:-40px;margin-top:5px"><div style="width:150px;font-family: 'Cinzel', cursive; font-size:13px;color:#D2D8DD; text-shadow:0px 1px 4px #fff;float:right;margin-top:40px;margin-right:-160px;">And some days you fight demons. Your demons.
<div width="310px" style="font-family: 'Dancing Script', cursive; font-size:22px;color:#D2D8DD; text-shadow:5px 5px 10px #000;padding-top:2px;margin-top:-7px;margin-left:-275px">Raven Moonwater
 

Elena Ricoletti

25 lat


168 cm


And you're making the typical me break my typical rules







[Cytuj]
Multikonta: Gabriel
Elena miała w gruncie rzeczy bardzo podobne odczucia jak Ray. Cholera ją brała od samego słuchania tego wszystkiego i musiała bardzo się powstrzymywać, by nie przywalić pijanemu wampirowi w ten jego pusty łeb... podobnie, jak przed kilkoma laty w Rzymie przywaliła pewnemu czarownikowi, który postanowił prowokować ją akurat, kiedy miała wyjątkowo paskudny humor. Po dzień dzisiejszy nie miała pojęcia, że zaatakowała czarownika, a szkoda, bo może to dodałoby jej teraz pewności siebie. Z drugiej jednak strony, pracowała w Requiem od niedawna i utrzymywała się z pensji barmanki, więc wolała nie ryzykować zrobieniem czegoś, co mogłoby nie spodobać się Ninie. Ela wątpiła, że jej szefowa byłaby zadowolona, gdyby zaatakowała lub wyrzuciła z klubu klienta, który w sumie niczego jej nie zrobił. Cóż, wolność słowa, i te sprawy. Gadać sobie mógł, i to niestety nie było jeszcze żadną podstawą do tego, by zrobić z nim porządek.
- Bo ja wiem... jakieś pół godziny? - odpowiedziała, wzruszając lekko ramionami, na znak, że nie jest pewna. Nie liczyła, jak długo dokładnie pijany wampir truje jej dupę, ale podejrzewała, że niewiele się pomyliła. - O pół za długo. Widzę go tu pierwszy raz, i mam nadzieję, że ostatni - westchnęła jeszcze, rzucając w jego stronę ostatnie ukradkowe, przepełnione pogardą spojrzenie. W normalnych okolicznościach była miła i kochana, serio, ale kiedy ktoś wydawał się autentycznie załamany zakazem zabijania, po prostu traciła wiarę w ludzkość... bo nawet takie wampiry, jakby nie patrzeć, miały w sobie cząstkę człowieczeństwa. Jak choćby Nathaniel, którego poznała ostatnio podczas nocnej wędrówki po lesie.
W swojej ambitnej karierze za barem nie miała okazji przygotowywać Tipperary zbyt często, jednak kojarzyła o czym mowa, dlatego też chwilę później Ray otrzymała to, co sobie zażyczyła.
- Wyjdę na idiotkę, jeśli zapytam, czym jest to całe Clave? - zapytała, licząc, że za bardzo nie straci w oczach Nefilim przez ogrom swojej niewiedzy dotyczącej Świata Cieni. To słowo obiło jej się o uszy już kilka razy, a Ela w dalszym ciągu nie była pewna, o czym tak właściwie mowa, więc chyba dobrze, że zapytała?

Elena Chiara Ricoletti
We can't let our demons take control of us. We should know what we are capable of. We all have a dark side, don't be scared you can't hide...
 

Ray Moonwater

23


150 cm


If you die, I swear to Raziel, I'll kill you.






[Cytuj]
Multikonta: Lereena
Co wolno wojewodzie i takie tam. Gadanie nie było dobrą przesłanką do tego, by walnąć go solidnie w łeb i zatopić strzałę w pewnej bardzo wrażliwej części ciała, ale było wystarczające, by zwrócić na niego uwagę. Jeśli był mądry, to wyniesie się z miasta, jak najdalej od wkurzonego spojrzenia Raven. Jeśli nie? Cóż, prędzej czy później Clave dorwie go w swoje łapki, na mniej lub bardziej gorącym uczynku i pożałuje, że się urodził. Zaraz potem jednak skarciła się w myślach. Wampir robił krecią robotę innym wampirom. Zamiast nasyłać na niego od razu Clave, lepszym zagraniem byłoby przecież podrzucenie go przywódcy tutejszych wampirów. Przecież bądź co bądź im też na PRze zależało, a takie jednostki jednak kompletnie go psuły. Co przywódca by z nim zrobił, to już jego sprawa, ale Clave naprawdę powinno wkraczać w ostateczności. Zwłaszcza, gdy ogólny "pokój" był obecnie dość chwiejny, a zdaniem Ray Podziemnych powinno się traktować na równi z Łowcami. Nie byli w niczym gorsi od anielskiego potomstwa.
- Nie dziwię Ci się. Od słuchania czegoś takiego to się budzą mordercze instynkty. - uśmiechnęła się krzywo. Dziewczyna nie wyglądała na jakąś specjalnie pewną siebie, może była nowa w mieście i niekoniecznie jeszcze ogarniała, co tu się wokół dzieje. Kiwnęła jej głową w podziękowaniu, otrzymując swojego drinka i upiła łyk. O tak, o to jej chodziło. Może ewentualnie potem skusi się na jeszcze jednego, ale to potem. Nie zamierzała wychodzić stąd pijana. Pytanie barmanki uświadomiło ją jednak, jak bardzo nowa jest dziewczyna. I to nie w mieście, a w Świecie Cieni.
- Jesteś nowa w Świecie Cieni, prawda? - domyśliła się, ale w oczach Łowczyni nie było potępienia ani nic z tych rzeczy. - Nie, nie wyjdziesz na idiotkę. Każdy może czegoś nie wiedzieć. Clave to coś w rodzaju organu politycznego. Ogólnie to zbieranina dorosłych Nocnych Łowców, oficjalnie podejmują ważne decyzje w kwestii rasy, nieoficjalnie ustanawiają prawa praktycznie dla wszystkich. Jak to z polityką bywa, każdy się z nimi mniej lub bardziej zgadza. Tak czy siak można w skrócie uznać, że jako tako pilnują porządku. - wyjaśniła, starając się być przy tym dosyć neutralną. Cóż, osobiście miała różne doświadczenia z Clave i nie zawsze było jej po drodze z ich zasadami i poglądami. - Jak masz jeszcze jakieś pytania, to śmiało.
<div style="width:310px;margin-top:5px;"><div style="font-family: 'Cinzel', cursive;font-size:13px;color: #D2D8DD; text-shadow: 0px 1px 4px #fff;float:left;margin-right:150px;">Some nights you drink tea, some nights you drink whiskey.<img src="https://i.imgur.com/M1u3sMO.gif" style="width:150px;float:right;box-shadow:0px 0px 5px #D2D8DD;border-radius:20px;margin-left:-40px;margin-right:-150px;margin-top:-40px"><img src="https://i.imgur.com/nf9u4kC.gif" style="width:150px;box-shadow:0px 0px 5px #D2D8DD;border-radius:20px;margin-right:-40px;margin-top:5px"><div style="width:150px;font-family: 'Cinzel', cursive; font-size:13px;color:#D2D8DD; text-shadow:0px 1px 4px #fff;float:right;margin-top:40px;margin-right:-160px;">And some days you fight demons. Your demons.
<div width="310px" style="font-family: 'Dancing Script', cursive; font-size:22px;color:#D2D8DD; text-shadow:5px 5px 10px #000;padding-top:2px;margin-top:-7px;margin-left:-275px">Raven Moonwater
 

Elena Ricoletti

25 lat


168 cm


And you're making the typical me break my typical rules







[Cytuj]
Multikonta: Gabriel
Elena z oczywistych powodów nie była zbytnio zorientowana w aktualnej sytuacji politycznej świata cieni - póki co wiedziała jedynie, że wilkołaki nie przepadają za wampirami i na odwrót, i to chwilowo jej wystarczyło. Bała się rzucić od razu na głęboką wodę i znaleźć się w samym środku międzyrasowego konfliktu, więc wolała póki co nie wychylać nosa ze swojego bezpiecznego otoczenia i nie zadzierać z niewłaściwymi osobami. Być może to także wpłynęło na decyzję o tym, że jednak nie natłucze upierdliwemu wampirowi? Prawdopodobnie. W końcu przez jeden głupi ruch mogła ściągnąć sobie na głowę jego wkurzonych kolegów krwiopijców, a w takim układzie jej szanse na wyjście cało z tej sytuacji spadały zastraszająco mocno.
- Zostałby moją kolacją, gdyby tak bardzo nie śmierdział trupem - ot, niewinny żarcik, bo Ela rzecz jasna nie zamierzała tu nikogo zjadać! Choć nie dało się ukryć, że wampir rzeczywiście wydzielał specyficzną, nieprzyjemną dla nosa woń, kojarzącą jej się ze śmiercią. Uroki wampiryzmu? A może facet zwyczajnie zabił kogoś przed przyjściem do klubu?
- Nietrudno zauważyć? - odpowiedziała pytaniem, zerkając uważnie na Ray, i próbując przyswoić sobie informacje, które usłyszała właśnie na temat tego słynnego, przesympatycznego Clave. - Mam przez to rozumieć, że aniołki z runami sprawują władzę nad wszystkimi innymi rasami? - zapytała, mając nadzieję, że Ray nie weźmie za obraźliwe określenia, którego użyła na Nefilimy. Nie miała na myśli nic złego, serio! Do tej pory wszyscy Nocni Łowcy, których miała okazję spotkać wydawali się naprawdę w porządku, choć mimo wszystko wydało jej się trochę niesprawiedliwe, że rządzą wszystkimi rasami, jakby uważali się za lepszych. Czy to dlatego Nina podczas rozmowy kwalifikacyjnej wypytywała ją o jej kontakty z Nefilim? Miała coś do ukrycia? Bała się najazdu Clave? Cóż, Elena mogła się tego jedynie domyślać, choć nie zdziwiłaby się, gdyby tak właśnie było. - I Podziemni to akceptują? Słuchają się? - cóż, może nie znała się na tym za bardzo, ale jakoś nie potrafiła sobie wyobrazić, że czarownicy czy wampiry z kilkoma setkami lat na karku bezproblemowo podporządkowują się dużo młodszym od siebie Nefilim. Jakby się nad tym zastanowić, to wydawało jej się to wręcz śmieszne.
- Gdybym miała zadać wszystkie, nie starczyłoby mi nocy - stwierdziła wzruszając lekko ramionami i uśmiechając się delikatnie, żeby nie wypaść zbyt depresyjnie. Fakt, nie wiedziała bardzo wielu rzeczy, ale ej - kiedyś da radę to wszystko ogarnąć! - Sądzę, że są dużo ciekawsze tematy do rozmowy niż moja podziemna edukacja.

Elena Chiara Ricoletti
We can't let our demons take control of us. We should know what we are capable of. We all have a dark side, don't be scared you can't hide...
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo