Shadows of York Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Mini Bar
Autor Wiadomość
Shizhi


Shizhi

717 lat

Czarownik

???

Zabójca


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…

Wysłany: 2019-05-14, 19:19   
   Shizhi i gromada
[Cytuj]

Z kojarzeniem czarownika to trochę jak z jazdą na rowerze – znasz lub nie. Wśród społeczności Nefilim, Koreańczyk nie cieszył się dobrą opinią. Krnąbrny, oschły, okrutny… Półaniołowie choć zalegli u niego po same uszy, czasem też wdzięczni za pomoc, do dziś potrafili wypomnieć mu jego przeszłość. On to naturalnie wszystko zlewał, podobnie jak wiele innych rzeczy. Większość obelg spływała po nim jak po kaczce – kolejnych partii zwyczajnie „nie słyszał”. Ostatecznie z deszczu wytyków wychodził w całości suchy, no chyba że trafiał na takie Sonie… Wilczyca mogła bez problemu skojarzyć czarownika, o ile rzecz jasna posiadała dostatecznie dużą wiedzę na temat Świata Cieni. Poplecznik Sebastiana, ten od nieetycznych eksperymentów… W swojej karierze Azjata nałowił wielu ciekawych przydomków. Ciekawe, który z nich – o ile w ogóle - wpadnie wilczycy do głowy jako pierwszy.
Nowy drink – zmniejszy niż poprzedni – rozlał się leniwie po ustach i gardzieli. Przyjemne palenie rozluźniło każdy mięsień ciała. Tamci z boku powinni tego spróbować, zamiast mizdrzyć się przed publiką w obawie… No właśnie? Czego? Przecież to nie tak, że Pradawny uraczył jestestwo Niny sympatycznymi wizjami. Z kolei Pucas? Aż chciałoby się uśmiechnąć na jego widok!
- Problematyczne jak łupanie w kamieniu. Ostatni pokruszył się jak wrota stolicy Nefilim. Ponoć panuje wśród nich poważny rozłam. To raczej słabo rzutuje na nasilenie częstotliwości wymuszonych małżeństw. Ciekawe czy stolica podzieli los Nibylandii.- a skoro o tym mowa.
- Głosy mówią wiele rzeczy. Wspominają o bladych ścianach, trzęsącej się galaretce i szklance sączonej hipokryzji. Bawisz się, zataczając błędne koło, a przecież tyle osób wokół posłuchałoby bajki na dobranoc. – o takim zniszczeniu kontynentu i o próbach wepchnięcia pewnej wróżki na tron… Albo wiem! O przeszłości pewnego Pucasa, który za grosz nie zamierzał jej wyjawić. Pradawny odnosił wrażenie, iż wróżek nie był z nim do końca szczery – i z Niną oraz Sonią. Szkoda, bo przecież podstawą każdego knucia było zaufanie czyż nie?!
- Byle tylko przyciemnić tamte lampy w stolicy. Ponoć dżiny ich nienawidzą. – no i też nie tolerują tych, którzy maczali swe tłustawe paluszki w ich zamknięciu. Ciekawe, co by powiedziała na to Nimat… A gdyby tak ją odwiedzić? Wówczas nie byłaby taka chętna na dalsze babranie jej mózgownicy. Ah ten okropny Mrok… Podsycał zło nawet w obliczu tragedii.
- Na mój koszt. - a co mu tam. Zapłaci za drinki.
_________________

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Sonia Kozakova


Sonia Kozakova

23

Wilkołak

Psia ameba <3

Ogarnianie studia fotograficznego Kierana i barmanka w "The Requiem"


Tell me things you never said out loud, Just try and go there if you can. Show me the parts of you you're not that proud of, I want to know

Wysłany: 2019-05-14, 23:40   
   Anthony, Sigyn
[Cytuj]

Z jednej strony czuła się wyjątkowo niekomfortowo, gdy z boku obserwowała tę trójkę, która wyraźnie wiele razem ze sobą przeszła, a jednocześnie był zaintrygowana nimi oraz tym, o czym mówią. Wróżek wręcz nie bawił się w szczególnie skomplikowane szyfry i najwyraźniej miał gdzieś to, że w klubie jest wiele istot z wyostrzonym słuchem, w tym Sonia. Zresztą, nawet gdyby nie miała wilczego wspomagacza, tak czy siak usłyszałaby zielonka. I bądźmy szczerzy, ale Rosjanka wiedziała, że jej dyskretne słuchanie towarzystwa nie jest już ani trochę dyskretne.
Najwyraźniej nie przeszkadzało to czarownikom i wróżce, którzy zamiast udać się w bardziej zaciszne miejsce lub zaczynając używać jakiegoś szyfru, kontynuowali rozmowę, jakby nigdy nic. Heh, może mieli jakiś interes w tym, że tak śmiało poczynali sobie z ujawnianiem takich informacji?
Sonia dolała Bevinowi, od razu wyłapując jego niemą prośbę. Zerknęła też na kocura, który mimo wszystko postanowił zafundować drinka zielonkowi. Kozakova uśmiechnęła się do niego przelotnie, sięgając po odpowiedni trunek i nalewając go Bevinowi. A Shiza... Shiza nie kojarzył jej się z żadnym konkretnym wydarzeniem, oprócz tego w cyrku. Heh, za małą miała wiedzę o Świecie Cieni, by wiedzieć, z kim ma przyjemność. Rosjance nie umknęła zmiana zachowania Niny. Ponownie dały się we znaki braki w informacjach, ale to nie miało teraz znaczenia. Sonia dolała do osobnego kieliszka czystej wódki, podsuwając ją wróżkowi.
- Na mój koszt - tym razem oznajmiła, wskazując głową czarownicę. Co jak co, ale Ninę darzyła cieniem sympatii i nawet jeśli nie zamierzała nachalnie pytać jej, czemu tak się zachowuje, postawiła na próbę pocieszenia w postaci wódki.
[Profil] [PM]
 
 
Nina


Nina Zukov

216

Czarownik

krew

właścicielka The Requiem


Livin' la Vida loca

Wysłany: 2019-05-15, 17:22   
   Jayden
[Cytuj]

Ona chciałaby udzielać się w tej interesującej konwersacji. Dodałaby parę ciekawych uwag, które zostałyby szybko podłapane przez Pucasa i pociągnięte, skoro nie wstydzi się o tym mówić. Ale zamiast tego, skakała między snem a jawą, przestrzenią wyobraźni, a rzeczywistości. Raz była z Bevinem, a po chwili tonie w deszczu, który sama wywołała. Nie potrafiła przestać trząść ręką, którą zdołała złapać Bevina. A fakt, że Bevin zbliżył się do niej fizycznie, że momentami kiedy była przy nim, to dawało jej gwarancję że nie jest sama. Że ktoś obserwuje, pilnuje, wspomoże w tej okrutnej walce. Jej chwyt wzmocnił się, nie zamierzając puszczać ręki Pucasa, która tak kurczowo utrzymywała wiedźmę przy zmysłach. Pamięta, jak wtedy całkiem straciła poczucie kontroli, rzeczywistości i że potrzebowała niezłej dawki wody, aby zrozumieć swój błąd. Ale niech Mrok wie, że chociaż wysyła jej wizje, to jednak słyszy większość, co mówią między sobą.
- I tak od dawna wiadomo, że porozumienia niby są, lecz nie ma co liczyć na łowców w czasie problemu. Zainteresują się, kiedy u nich zacznie coś się dziać poważnego.- zdołała odpowiedzieć, zanim zapowietrzyła sie na widok krwi, która była na barze. Nie, nikogo nie zamordowała tutaj, to są kolejne iluzje, nic więcej. Musiała nieco uspokoić się, a krew, która ciężko schodziła, zdecydowanie jej tego nie ułatwiało.
Lecz taka była prawda z Łowcami. Oni budzą sie, kiedy u nich dzieje się coś złego, a pozostałe kwestie jedynie zbywają, o ile nie łamią durnych porozumień.
Zaraz przed sobą ujrzała Sońkę, z krwistymi znakami na czole, która przysunęła do wiedźmy kieliszek z czerwoną zawartością. Drugą ręką, która zaczęła lekko trząść, schwyciła kieliszek, a wiedźma siląc się na uśmiech, kiwnęła dziewczynie głową. Ale tylko odrobinę przysunęła do siebie, bo zaraz poczuła, że z kieliszka leci jakiś prąd, po którym drgnęło całe jej ciało. A przynajmniej tak jej się zdawało, bo w rzeczywistości Nina tylko zerknęła na kieliszek, nawet nie sięgając dłonią po niego.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Bevin


Bevin Traveley

516

Faerie


The higher I go, the harder I fall

Wysłany: 2019-05-16, 18:41    [Cytuj]

-Chyba, że podejdziesz z dynamitem. - odparł, zastanawiając się, w jakim stopniu Shizhi był na bieżąco z dziejącą się obecnie polityką. Okay, ptaszki ćwierkały, że widziano go tu i ówdzie na eventach z jakimś Aniołkiem, ale to w żaden sposób nie sugerowało, by mężczyzna miał się interesować losami Instytutu. Rozłam? Ha, dobre sobie. Z której strony? Clave stało niczym niezdobyta twierdza na skałach utworzonych po Mrocznej Wojnie. Gdyby wówczas to lepiej rozegrali, kto wie, może to Łowcy kłanialiby się w pas na widok faerycznych przywódców?
-Niejeden chętnie wysłuchałby bajki na dobranoc w zaciszu własnego domu. Nie każdemu jest to jednak dane. - odbił krótko, znowu myjąc łapki od wszelkiego burdelu dziejącego się za ścianami przybytku. Bevin nie chciał wiedzieć, ile z wróżek błąkało się po ulicach, nie potrafiąc odnaleźć się na obcym terytorium.
-Oh nie one jedne. Jednak na każdego spadnie miecz, jeśli zawini przeciwko rasie. - na wszystko miał wyjaśnienie, nie? Oczywiście, inaczej ten cichy, przerażony dziecięcy głos w końcu przebiłby się przez tysiące zapór. Brabranie w mózgownicy? Skądże znowu. Bevin widział to kompletnie inaczej. On zwyczajnie uświadamiał Nimat o panującej sytuacji masowo, zrzucając na nią tony informacji. Toż w życiu nie zrobiłby krzywdy pretendentce do tronu!
Skinął głową w podziękowaniu Soni, choć jego uwaga nadal skupiała się na trzech najważniejszych kwestiach. A) Stan Niny, B) Kontrola przepływu informacji i C) Pradawny, który nadwyraz stał się rozmowny. Kto by przypuszczał? W ogóle sama wilczyca chąc nie chcąc mocno zaplusowala u Pucasa, na swój własny sposób dbając o Ninę. Mężczyzna będzie musiał pamiętać, by odpowiednio się odwdzięczyć. Może jakaś nowa karma czy obróżka? Cholera wie, o czym marzyły współczesne wilki!
-I z tym bym się kłócił. Widziałaś jakie roszady u nich panują? Jak mają wyrobić u siebie jakieś poczucie obowiązku oraz zwykłej, uczciwej prawilności, by jeszcze przestrzegać zasad pokoju. A jeszcze dorzućmy do tego nadzór nad niezrzeszonymi? Wataha przecież wykrwawia się od wewnątrz, a wampiry hasają i kąsają w najlepsze, przemieniając kolejne jednostki. Czyż Melissandre nie została przemieniona ostatnio na przekór porozumieniom? Jasne to zapewnia nam, Podziemnym wolność, ale równocześnie przywraca stare dobre prawa dżungli. - zaśmiał się pusto, przechylając kolejną zawartość alkoholu do wyschniętego gardła.
-Za wolność - wzniósł toast do patronów znajdujących się przy barze, uśmiechając się pijacko. Nachlał się? A skądże! Był trzeźwy jak dziecko. Ale ponoć to alkohol rozwiązuje język, nie?
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Shizhi


Shizhi

717 lat

Czarownik

???

Zabójca


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…

Wysłany: 2019-05-16, 19:28   
   Shizhi i gromada
[Cytuj]

Najlepiej było zwalić winę na kogoś. Oczywistym było, że Bevin w ogóle nie krzywdził Nimat! Tylko robił z jej mózgu smakowitą papkę, z której zamierzał ulepić sobie śliczny zamek na wzgórzu. Sprytne podejście Pucasa mogło zapewnić mu dobrobyt – mogło, lecz niestety. Karma to suka jak to mówią – wraca kiedy w ogóle się jej nie spodziewasz. Skoro wróżek tak bardzo kochał babrać się w paćkach, to czemu nie Pradawny? Zrobiwszy z wiedźmy słodką galaretkę, z radością począł ją powolutku formować.

Boli prawda? Widok bliskich cierpiących przez ruchy Twojej własnej ręki. Nie martw się, nie Ty pierwsza i nieostatnia skończysz w piekle. Sami je dla siebie stworzyliście – dla mnie nie ma żadnego zastosowania, tak samo jak Wasz świat. Oddaj mi tyko tego wróżka wiedźmo i tak na nic Ci się nie przyda. Przestań mu wciąż ulegać – Ty i Nimat, to żałosne. Non stop dajecie się ciągnąc za nosy ku jego własnej uciesze. Pewnie skoczyłabyś za nim w ogień, gdyby Cię poprosił, nie wiedząc nawet, jak bardzo Was okłamywał. A brat i inni? Jak wiele o nich widziałaś czarownico? Chodź, oprowadzę Cię po Twoim nowym domu…

Czarownik nie musiał spoglądać na „siostrę” – wystarczyło lekkie muśnięcie niewidzialnej łapy, aby sukcesywnie wlewań weń wszystkie ze wspomnień. Chciała wiedzy? Poznania? Tajemnic skrywanych przez setki lat krnąbrnych jestestw? Wszystko to i o wiele więcej stało dla niej otworem. Skoro już miała skończyć zamknięta w klatce dla piekielnych zwierząt, to niech chociaż pobawi się za życia! Pradawny i tak ją w końcu dorwie – ją i pozostałych czarowników oraz wróżki. Zapewni im wesołe rodeo, jak oni kiedyś im. Ze sprawiedliwości stanie się zadość, a po jej wypełnieniu nastąpi oczyszczenie. Wówczas czerń odejdzie w pokoju, pozostawiając po sobie mnogie zgliszcza, na których być może wyrośnie kiedyś nowe życie…

Pucasie… Ładnie to tak okłamywać przyjaciół? I zwalać brzemię władzy na barki nieszczęsnej Nimat? Jej osoba z pewnością zdołałaby ukryć Twoje grzeszki przed resztą świata. Coś Ci jednak podpowiem ex taktyku Królowej. Wkrótce Twoją wróżkę spotka seria nieszczęść – ją i jej kochanego syna. – prowokacji ciąg dalszy, tym razem bezpośrednio przez ten dziwnie rozgadany Mrok. Naprawdę zachciało mu się pogawędek.

- I tak to już jest… Pani barmanka raczy uważać, bo ulice York nie są ostatnimi czasy bezpieczne. Kruszejąca wataha, dzikie wilki, Krwawy Księżyc na niebie, wampiry grasujące i gryzące wszystko co się rusza… Ah nie… Młoda panienka wcale nie została tak do końca przemieniona wbrew swej woli. Mała i nieznośna, jak większość nastolatek. Krucha jak domino i reszta jej znikającej nacji. Niebawem nieśmiertelni staną się prawdziwą legendą, prawie jak duchy wyspy i te przed nimi też. Nefilim i wtedy nic sobie z tego nie zrobią, albowiem sami sprowadzą na siebie zagładę. Ponoć wewnętrzne rozdarcie zbiera coraz większe żniwa. Wkrótce blask ich wież przestanie rozświetlać mroki dróg, a wtedy kto wie… Czasem w cieniu czają się naprawdę brzydkie stwory. Innymi słowy chaos, prawdziwy raj dla dzieci urodzonych w pieśni wojny. – teraz mogli tylko odliczać – on na pewno. Rozbawiony Cień wyszczerzył diabelne kły – ot uśmiechnął się nieznacznie ustami naczynia. Zapłaciwszy za trunki – niezależnie od słów pracownicy – wstał, po czym opuścił wcześniej zajmowane przez siebie miejsce.
Pradawny od zawsze chciał wybrać się na wycieczkę – może tym razem do stolicy? Cichym krokiem ruszył w stronę wyjścia, jakby totalnie nieprzejęty światłami w lokalu. Oby trafił we wskazane miejsce – gorzej, jeśli wybierze się na spotkanie którąś z wróżek…
- Ah... Gość nazywał się Leyton...

z/t jeśli nikt nie powstrzyma
_________________

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
  
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Sonia Kozakova


Sonia Kozakova

23

Wilkołak

Psia ameba <3

Ogarnianie studia fotograficznego Kierana i barmanka w "The Requiem"


Tell me things you never said out loud, Just try and go there if you can. Show me the parts of you you're not that proud of, I want to know

Wysłany: 2019-05-18, 15:48   
   Anthony, Sigyn
[Cytuj]

Coraz bardziej nie podobało jej się to, czego była świadkiem. Teoretycznie nic nie widziała, żadnej krwi na stole, na sobie i była nieświadoma Mroku, który dotknął każdego z trójcy. Mimo tej niewiedzy, Rosjanka odnosiła wrażenie, jakby była świadkiem czegoś, czego wolałaby nie widzieć i usłyszała coś, co skutecznie spędzi sen z jej powiek na przynajmniej jedną noc. I jej racjonalna część wręcz krzyczała, że powinna odejść, bo szkoda sobie nerwy psuć, a z drugiej strony nie była w stanie zrobić ani jednego kroku, wciąż przysłuchując się towarzyszom, niby od niechcenia, ale chłonąc wszystko, co im ślina na język przynosiła.
Pewnie nikogo nie zdziwi fakt, że Sonia była, delikatnie ujmując, zaniepokojona zdobytymi wiadomościami, a sama Nina, wraz z czarownikiem oraz wróżkiem, jawiła jej się teraz jako... no, może nie mafioza. Jednak fakt, że trójca ta była tak dobrze doinformowana, co się dzieje w Świecie Cieni, w tym w watasze, powodował, że Kozakova mimowolnie spięła się. Niby nic niesamowitego, a jednak Rosjanka nic nie mogła poradzić na nieprzyjemne uczucie, że nie jest się niewidocznym. Równie dobrze to jej imię mogło paść w rozmowie, a nie Melisandre i Sonii średnio to leżało, woląc nie przyciągać niepotrzebnej uwagi.
Nic nie odpowiedziała czarownikowi, gdy ten bezpośredni zwrócił się do niej. Jedynie uważnie obserwowała go w ciszy i również odprowadziła go wzrokiem. Niby nie był dla niej niemiły czy nieuprzejmy, wręcz przeciwnie, ale Rosjanka nieprędko chciałaby się znowu zobaczyć z azjatyckim kotem. Została sama wraz z Bevinem i Niną, która nie wyglądała najlepiej, a Kozakova czuła, że teraz nie powinno jej tu być. Nie była na tyle blisko z Zukov, by obecność wilczycy była komfortowa dla niej. Dlatego też odłożyła wyczyszczone kieliszki na swoje miejsce, schowała alkohol i wyszła zza baru.
- Lepiej już pójdę - zwróciła się do Niny i Bevina w ramach pożegnania, a potem wyszła ze strefy vipowskiej. Miała wrażenie, że była cała rozedrgana, a nowe informacje chodziły jej po głowie, nie dając spokoju. Będzie musiała powiedzieć o tym Kieranowi, najlepiej jak najszybciej.

z.t
[Profil] [PM]
 
 
Nina


Nina Zukov

216

Czarownik

krew

właścicielka The Requiem


Livin' la Vida loca

Wysłany: 2019-05-18, 18:56   
   Jayden
[Cytuj]

Wiedźma pamiętała bardzo dobrze, że Pradawny jest bardzo niebezpiecznym graczem. Nawet jak teraz nie potrafiła skupić się i czuła, jakby ciągle gdzieś krążyła bez spadochronu, to od kresu szaleństwa trzymał ją znajomy zapach jak i dotyk Bevina. W innym przypadku dawno by wstała, krążyłaby w kółko, aż kliencie wydaliby opinię, że właścicielka zwariowała.
W tle słyszy Bevina, który rozmawia z bratem, z wilczycą, woła o wzniesieniu toastu. Ona przygląda się kieliszkowi, który według niej miał czerwoną ciecz, że musiała przełknąć niepewnie ślinę. Ale nagle w swoim umyśle usłyszała bardzo znajomy głos, który na początku roku przerażał. Swoje spojrzenie odruchowo skierowała na brata to na Bevina, nie wiedząc, co zrobić. Nie wiedziała, o czym mówił, czemu ciągle ich obwiniał. To że skończy w piekle - wiedziała doskonale, skoro nie ma innej opcji do zakotwiczenia duszy. Już nawet nie chciało jej się o tym myśleć, wolała żyć mottem Carpe diem! Jeszcze domagał się wyboru, na który wiedźma nie była gotowa przystać. Miała oddać Bevina za spokój? I tak nie będzie miała spokoju, przeszłość będzie gonić i zbierać swoje żniwa.
Tego, czego się od Pradawnego nauczyła, jak i z kilku wcześniejszych twardych lekcji, to jeden niezbyt miły fakt. Karma wraca, wszystko czego się dokona - kiedyś zostanie zweryfikowane i poddane ocenie. A że ona już za czasu dziecka popełniła największą zbrodnię - morderstwo i to nie jednego dziecka, a wielu, to teraz miała świadomość, iż kiedyś przyjdzie jej za to odpowiedzieć. Nie rozumiała jego żądania, lecz też nie dostała czasu na przemyślenie, przeanalizowanie tego, ponieważ poczuła, jak cały świat wokół niej sie zawirował.
Jaki dom? Można uznać, że zjawiła się w pokoju z kilkoma drzwiami. I wystarczyło, aby jedne otworzyła, a zaraz została porwana przez trąbę powietrzną, która pokazywała najróżniejsze sceny różnych osób. Nie wiedziała, o co chodzi, kogo widzi, czemu widzi jakieś dziwne historie. A to widziała chłopczyka polującego na kota, czy to matkę bijącą swoje dziecko, a to nagle jakaś ciemna, mroźna kraina, która zaraz zmieniła się w faerieland. Tyle rzeczy widziała, nie mogąc w stanie połączyć w jedną całość, że jej zmysły nie odbierały stanu rzeczywistego. Wiedźma spoglądała pustym wzrokiem na Pucasa, nie rejestrując zarówno odejście brata, jak i wilczycy. Nawet jej ręka przestała tak mocno ściskać, jak chwilę temu.
Wiedźma zaś jedynie odnosiła wrażenie, że wszystko nabiera coraz szybszego tempa. Co chwilę ujrzała to nowe twarze, niektóre może znajome, czy to czułe spotkanie Bevina z Raffaelem, bądź brata z Kaiem... Nie była w stanie dalej oglądać, czy nawet analizować tego wszystkiego. Czuła, jak siedzi w środku samej trąby, a wszystko wokół niej wiruje z coraz szybszą prędkością, że po prostu po chwili nastaje mrok z lodowatą poświatą.
Jej powieki kilka razy z niebywałą szybkością zamrugały, a jej ciało bezwładnie zaczęło opadać na Bevina, przewracając jednocześnie swój kieliszek z zawartością.
[Profil] [PM] [E-mail]
 
 
Bevin


Bevin Traveley

516

Faerie


The higher I go, the harder I fall

Wysłany: 2019-05-19, 11:20    [Cytuj]

Widział poruszenie na sali, nerwowe poprawienie się na miejscach, mimowolne przybliżenia się w stronę baru, a żeby wyłapać ciut więcej z tej dziwnej rozmowy pomiędzy trójką Podziemnych. Dużo wiedzieli? A i owszem. Weźcie dodatkowo pod uwagę, że każde z nich miało w tym mniejszy lub większy interes, aby dotarło to do jak największej grupy zainteresowanych. Strach? Niezadowolenie? Niedowierzanie? Nawet jeden z Podziemnych był otwarcie nieufny, całą swą postawą krzyczał: "łżesz". Tylko problem w tym, że faerie nie kłamią. Z bardzo prostej przyczyny — nie muszą. Ale to doskonale! Jego zadanie tutaj zostaje zakończone.
I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie poczuł, jak nerwowy uścisk na jego dłoni zwalnia się, a kobieta siedząca u jego boku osunęła się. Szybko złapał ją w tzw. bridal style i zaniósł do jednego z prywatnych pomieszczeń.
Ułożył kobietę na wygodnym łóżku, by następnie złapać jeden z grubszych koców i okrył, co by jego mała małpa za bardzo nie zmarzła. Nie mając pojęcia, ile kobiecie zajmie przebudzenie się, dlatego ściągnął się swoje buty i rozłożył się wygodnie na łóżku obok Niny, podkładając poduszkę pod plecy. Wyciągnął telefon, zaczynając czytać jedną z książek.
Przynajmniej tyle mógł dla niej zrobić w podziękowaniu za oddanie mu tak wspaniałej sceny na dzisiejszy wieczór.

/zt x2
[Profil] [PM] [E-mail]
   
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Shadow York @ 2018
Kody i szatę graficzną wykonała Altharis Martell
Za pomoc również dziękujemy Yinowi.

Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
Witaj nieznajomy







Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 9