Shizhi

717 lat


175 cm


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Obserwuj, ale nie podchodź – jak już to nie za blisko. Jak mówił pewien mistrz – czej… Dlaczego mamy ich nie cytować? Biedny Pai Mei i wszyscy mu podobni. To nie tak, że każdy brodaty tylko gadał – no ja Was proszę! Wielcy wojownicy faktycznie nie wychylali się zbytnio, ale co w tym złego? Bah! To przecież właśnie oni, szczególnie Ci chińscy odpowiadali za wyniesienie na piedestał wielu znakomitych sztuk walki – no taki styl na pijanego mistrza. Co z tego, że nikt nigdy nie uznał go za oficjalny – działał? Działał, więc na wuj drążyć tunel? Szkoda, że nie mieli czasu o tym podyskutować. Przeklęty Mrok i jego niezapowiedziana wizyta. Tak jak powiedział to już Mal, przeklęty byt nie poprzestał na baśniowym świecie – teraz po nasyceniu głodu niuchał za czymś większym. York wyglądał mu na dobry kąsek, a czarownicy tutaj na apetyczną przekąskę.
Smok, smokowi nierówny – to już wiemy. Kradzież mienia i twarzy z GoT’a? Niech przyślą do nas komorników. Pradawny z największą przyjemnością się nimi zajmie. Łamał większe szychy od nich – takiego Bevina dla przykładu, albo Nathaniela o wiecznie zadartym nosie… Przekabacił dla zabawy jednego z Nefilim i innego dla urozmaicenia życia. Na swoim koncie miał również wilka oraz wiedźmę o tu stojąca. Jej widok wielce rozbawił czarnego pełzacza, bardziej jej głupota oraz słowa.
Ona i on faktycznie byli ze sobą kwita. Problem narodził się na innej płaszczyźnie. Otóż Pradawny nigdy nie grał fer – ani wtedy ani teraz nie zamierzał tak łatwo odpuścić. Raz naznaczona czarownica winna mieć świadomość ryzyka ponownego opętania. Gdy to nastąpi, na próżno przyjdzie jej obrona, tudzież luźne podejście do życia. Lepiej uważaj Rosjanko, gdyż to, co uczyniło Cię ludzką, mogło równie dobrze stać się powodem Twojego upadku. Kiedyś pewien człowiek zapragnął dosięgnąć niebios – Bóg ukarał go niszcząc monument i mieszając języki. Potem inny człowiek zapragnął tego samego – wtedy słońce spaliło mu skrzydła, a on spadł na ziemię. Oby Ninę ominął taki los – raz wzbita w powietrze nie miała szans na bezpieczne lądowanie. Raz wyzwolona z piekła, mogła wrócić tam ponownie. Wystarczyło jej tylko o tym przypomnieć… Tylko odrobinkę, poprzez niewinne muśnięcie ramienia przez niewidzialny jęzor. Chłód po zetknięciu z nim powinien szybciutko ostudzić gorejący zapał i nasunąć na myśl wizje o mroźnym Edomie. Z kolei Niebieski?
Z drugim czarownikiem Pradawny miał nieco więcej zabawy. Otoczony swą barierą nie stanowił większego zagrożenia dla intruza. Lustrując go spojrzeniem obrzydliwych oczu, sowicie wertował jego jestestwo. Mrok niekoniecznie szukał miejsca, które można by najdotkliwiej zranić – przede wszystkim wędrował w źródle duszy w poszukiwaniu miejsca dla siebie. Raz znalezione powinno dobrze ugościć jego personę. Potem wszystko szło jak z płatka – szybkie złamanie oponenta, prowokacja i przejęcie kontroli… Dziwny byt musiał mu to przyznać – choć w swym życiu widział wiele istot, to ta konkretna wydała mu się najbardziej intrygująca.
Niebieski swoją postawą i zachowaniem przypominał jednego z tych, którzy tysiące lat temu doprowadzili do zniszczenia jego brata – bah! Jednego z tych, którzy w swej butnej obojętności doprowadzili do uwięzienia Iskry. To tylko potęgowało gniew i chęć zemsty, ale nic nie szkodzi. I w Smoku znajdzie się coś, co przyniesie mu zagładę, albowiem nikt i nic nie miał racji wiecznego bytu. A gdy już Pradawny wyłapie ślad pierwszej rysy, to nie poprzestanie póki po niej, obok i nad nie powstaną następne. Co wówczas uczynisz dumny gadzie? Jak się obronisz? A może zamiast walki, przystaniesz na współpracę? Taka opcja również wchodziła w grę – z Tobą, nią i nim… I nawet nie próbuj uczyć głupiego szczęścia. Pewnych ludzi po prostu należało zostawić.
Wystarczyło zwykłe pstryknięcie, tudzież lekki ruch, aby Mrok z trybie mega easy mode, oswobodził dwójkę czarowników z ciężaru ich barier. Roztrzaskane w drobny mak nie powinny dłużej przeszkadzać w zabawie. Lodową broń intruz chwilowo zignorował, skupiając się na trzecim oponencie. Tygrys już raz miał przyjemność stanąć oko w oko z gościem. Wówczas był zbyt słaby na bijatykę z nim – teraz w sumie też, ale przynajmniej wiedział, jak zacząć.
Próba przywołania broni, bądź demonów do pomocy mijała się z celem. Zamiast tego Koreańczyk pozwolił na uformowanie w dłoni średniej wielkości kuli. Jej światło powinno odstraszyć byt i w istocie tak się stało. Zniechęcony energią cofnął się pod same drzwi. W teorii wyglądał na przerażonego, w praktyce…
Jak to mówią – nie oceniaj książki po okładce. Co zrobi reszta?

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Nina Zukov

216


173 cm


Livin' la Vida loca







[Cytuj]
Była pewna siebie, harda, twarda - a przynajmniej obecnie miała o sobie takie mniemanie. Wszelkie możliwe prawa do zakwestionowania przez Pradawnego ignorowała. Do tej samej rzeki nie powinno się wchodzić dwa razy i większość bytów starała się tego cholernie pilnować. Teraz wiedziała, z czym wiąże się obecność Jego, tylko nadal nie była świadoma, co dostała od niego w prezencie. A siedziało w szafce zakluczone te kilka wspomnień, które chciało się wydostać, ujawnić wiedźmie całą prawdę. Lecz ta skutecznie omijała się, nawet nie próbując odnaleźć stosownego kluczyka. Wtedy czuła, że pragnął zniszczeń, krwi, lecz była zapieczętowana klątwą, której on nawet nie zdołał pokonać. A jak nie ma tej klątwy, to juz nie czuje starego poczucia waśni, krwi na rękach. Człowieczeństwo daje jej sporo sił, lecz wie że wystarczy tylko jeden zły zakamarek, aby bezpowrotnie trafić do ciemnego pokoju. Świadomość istnienia zagrożeń zostawiła na boku, żyjąc chwilą - co było zdecydowanym błędem. Kiedy zimny jęzor opatulił ją, jak chłód przejął jej ciepło, kiedy uśmiech minimalnie zmalał na jej twarzy, jej oczy zamiast czarnych macek, znów na nowo ujrzały Eden, lecz nie część ognistą, a tą chłodną, marznącą. Nie walczyła z wizją, gdyż za mocno w szoku była. Jedynie rozglądała się na boki, trzymając w dłoni białą broń, która po dwóch sekundach opadła o posadzkę z donośnym hukiem.
Zapomniała całkiem o tym. Początkowo jeszcze po powrocie z Edomu myślała nad tym, ale kiedy jego głos zaczął dyktować nowe dni wiedźmy, to jej wyleciało z głowy jej jeden z najważniejszych problemów. Ta chwila paraliżu wywołała zachwianie, a to z kolei skutecznie wyeliminowało Ninę z tej walki. Owszem, nie chciała tam ponownie trafić, o ile on przecież jeszcze nie zniszczył tej krainy, jak baśniowego. Przełknęła ślinę, która zamiast nadać nieco jej ciepła, wywołała niewielki dreszcz. Nawet jak ta wizja potem zniknęła, znów ujrzała znajomą posadzkę w posiadłości brata, to już jej twarz była chłodna, zmieszana ze strachem, obawą. Brat szykował sie do ataku, Smoczy kompan pewnie też, a ona? Stała na swoim miejscu, może jedynie zmieniła pozycję bojową na stojącą zwykłą i bezwładnie spoglądała w Pradawnego, nie będąc w stanie ani cokolwiek powiedzieć, czy też coś zrobić. Jeśli chce ją wysłać tam, niech to zrobi tu i teraz. Straciła sens walki, którą chwilę temu jeszcze miała. Nie była im w stanie pomóc, więc zrezygnowała przymknęła swoje powieki i pochyliła głowę do przodu jako gest poddania się.
 

Raiden "Malekith" Minamoto

784


185 cm


I see beauty in everything but it all is still fading away






[Cytuj]
Multikonta: Freya Johansen
Pierwsza zasada walki z dowolnym oponentem brzmi, "zawsze jest słaby punkt". Odpowiednie wspomnienie, kilka słów, ostrze na właściwej gardzieli i nawet na rozkaz suwerena, Malekith zawahałby się. Gady to niestabilne zabawki, niczym dzikie zwierzęta mogą oddać się instynktowi w najmniej spodziewanym momencie. Nawet stosownie fabrykowany Sir Gregor obrócił się przeciw swemu niedoszłemu maesterowi. Jedna osoba wzbudzająca w nim skrajne emocje, komendę zignorował, przeszkodę usunął. Ten schemat działania Japończyk teraz odrzucał. W praktyce mógłby zadziałać na przekór. To jednak skrywało się pod naprawdę grubą warstwą lodu, do której skruszenia Mrok potrzebował nie tyle kilofu, co świdra. Dysponując czasem i punktem zaczepienia, intruz zapewne dokonałby swego. W tej chwili jednak musiałby odwołać się do konwencjonalnych metod, okażą się skuteczniejsze. Zniszczona bez żadnego wysiłku magiczna osłona to najlepszy dowód.
Wielka szkoda iż nie znał Niny z wcześniejszych lat, w najgorszym razie zupełnie jej nie pamiętał. Aż chciałby wrzasnąć na Czarownicę, "wstawaj i walcz, siedzenie niczego dobrego nie przyniesie". Niezależnie od zastosowanej groźby, finał zmierzał do tego samego końca. Dziś mógł pozostawić ją w spokoju, zapewnić wytchnienie na najbliższe dni, lecz w końcu upomni się o duszę wszystkich. Tak działają pasożyty, ostatecznie doprowadzają do śmierci żywiciela. Najłatwiej mu to mówić, zwłaszcza w swym beznamiętnym postrzeganiu emocjonalnym, choć finalnie musiał mieć sporo racji.
Początkowo rozważał ciśnięcie oszczepem w któreś z oczu i następnego rozwinięcia lodowego pocisku w coś więcej. Do momentu w którym breja nie wycofała się, pod wpływem ognia. Pozwolił upaść na ziemię, niczym niechcianej zabawce. Przypominał smołę, zaś ta była łatwopalna. Inny wariant stanowiła czysta gra słów, mrok nie tolerował światła. Niezależnie od poprawności którejś z dwóch tez, jedno zaklęcie pozwalało przyrządzić dwie kiełbaski na jednym grillu. Smok zaatakował intruza bezpośrednio, niszczycielskim żywiołem zdolnym zamienić w popiół. Ukierunkował go bezpośrednio na Mrok, pilnując aby nie rozprzestrzenił się na okolicę. Operował tym żywiołem na zasadzie pirokinezy. Płomień istniał tak długo jak Malekith miał cel w zasięgu wzroku.
 

Shizhi

717 lat


175 cm


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Podnieś się i walcz – wrzeszczeli od wieków szaleni wojacy. Mrok dość dobrze wiedział, gdzie i jak uderzyć, aby wyeliminować jedno z najsłabszych ogniw – drugim było to, które ośmieliło się wyjść naprzeciw ze światłem – trzecim z kolei ostatni z oponentów. Mówią, że kto mieczem wojuje, od miecza tego też ginie. Operowanie ogniem nie bez powodu uchodziło za ryzykowną grę. Był to bowiem żywioł z tych bardziej kapryśnych, mogących ogrzać, ale też spopielić nieszczęśliwego właściciela.
Najpierw Pradawny przygasił wszystkie światła w Sali, potem odepchnął Ninę, czarownika i Niebieskiego. Rażony światłem wydał z siebie dziwny dźwięk – przy podpaleniu ustąpił miejsca czemuś na wzór warczenia. Odgłos był tak okropny, że nie dało się go słuchać. W swym rozgniewaniu oleista breja przeistoczyła się w dym. W niewyjaśniony nikomu sposób – być może za sprawą ogromnej potęgi, niemożliwej do powstrzymania nawet przez potężnego maga, ugasił trawiące go płomienie. Choć przygaszone, pozostawiły na istocie wyraźny ślad „poparzeń” w postaci nierówności barw po przybraniu „gazowej” formy. Z atencją ulokowaną na Niebieskim, cisnął częścią jego jestestwa właśnie w niego. Wzrok prześwidrował go na wskroś, a wtedy…
Ah… A więc wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna – tak kiedyś wyglądał. Prawdziwy Smok! Kiedyś o otwartym umyśle, potrafiącym śledzić wiele rzeczy. Jak to szło? Ah… Do celu po trupach…
Młode, niedoświadczone dziecię. Pierwsze użycie magii, pierwsza krew? Opowiedz mi o tym… I o tej wróżce, co w rozpaczy po utracie dziecka, wlała w Ciebie ostatki miłości. Czy kiedykolwiek jej uczucie wobec Ciebie było choć odrobine szczere? A może próbowała jedynie załatać sobie Tobą dziurę w sercu? Brutalna to byłaby prawda, ale i szczera – tacy jak oni nie zasługiwali na „dobroć”. Dowodem tego było użycie magii… Piękna to była rzeź i krew spływająca grubą linią po miękkiej ziemi. Nic dziwnego, że nauczycielka zniknęła. Co się z nią stało? Opuściła Cię chłopcze? Krwawy malarz, muzyk i artysta – oto on wiecznie szukający inspiracji w bajce chaosu i cierpienia… Krew nie bez powodu była mu niekończącą się farbą na płótno.
Niekończący się sen gdzieś znika, a na jego miejscu pojawia się koszmar. Czarownik miał ogromnego pecha, wpadając w sidła dręczycieli. Jak widać nie każdego wytresowano… Karma to suka – wraca ze zdwojoną siła. Opowiedz więcej, o tym, jak czuło się Twoje ciało i umysł, bo duszy przecież wówczas nie miałeś prawda? Niech raz jeszcze przypomną sobie smak porażki…
A potem przyszło uderzenie… Mrok wydobył z otchłani swego bytu obraz siostry i jej cierpienia – przepiękną arię krzyków i całą paletę bartw pokrywających co ciekawsze sceny z jej ostatnich tortur. Niech to, co łączy czarownika z wiedźmą, da mu o sobie znać – ten palący ogień, którym chwilę temu go potraktował. Niech zapłonie od środka i pokaże, jak bardzo cierpiało rodzeństwo, gdy którejś ze stron działa się krzywda.
W swojej walce – choć już sam nie wiem, czy spotkanie można było pod nią podpiąć – Pradawny raz jeszcze skierował swe spojrzenie na odepchniętą Ninę i jej brata. Także uderzony falą uderzeniową, instynktownie po podniesieniu stanął przed siostrą. W tamtej chwili nie chodziło już tylko o jej dobro – poprzez ochronę, Shizhi ratował jej i poniekąd swój tyłek. Pech chciał, że spośród wszystkich istot, Pradawny najdokładniej przewertował właśnie jego umysł.

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Nina Zukov

216


173 cm


Livin' la Vida loca







[Cytuj]
Kto by pomyślał, że upadek zaboli. Po takim mentalnym uderzeniu od Pradawnego, wiedźma nie jest w stanie podnieść się samodzielnie i stanąć do walki. Nie czuła wstydu, zażenowania poddaniem się, jedynie to żyła w bólu, w obrazach podarowanych, które nie chciały uciec z jej myśli. Może jakby ktoś nią potrząsnąć, próbował słowami dodać jej motywacji, to może wyszłaby z amoku. A tak, to jedynie czuła, jak atmosfera się robi coraz bardziej napięta. Nawet nie zauważyła przez fakt zamknięcia powiek, że zapanowała ciemność w sali. Jedyne co zarejestrowała, że nagle została odepchnięta i padła na podłoże. A sekundę później już miała okazję słyszeć odgłosy Pradawnego, na którego dopiero wtedy wiedźma odważyła się spojrzeć. Ranna istota zaleczyła się, lecz już poszła atakować kolejne istnienie. Jej brat natomiast stanął przed nią, jakby chciał ją bronić. Zdecydowanie nie była w stanie podnieść się, czy to psychicznie, czy nawet fizycznie. Jej oddech był ciężki, niedbały.
Ale nie wiedziała, co jest gorsze - widok brata, który nie bacząc na nic, stoi przed nią, będąc gotów się poświęcić; czy obserwowanie swoich upadków, poddaństwa się. Z natury uciekała przez kłopotami, problemami, walką, gdyż po prostu nie była stworzona do walk. Nawet urodzoną dyplomatką nie jest, bo zamiast łagodzić, jedynie wznieca konflikty. A tutaj zgoła jest inna sytuacja. Byli we trójkę przeciwko Pradawnemu, który zdecydowanie miał przewagę nad nimi.
- Zostaw ich.- zaczęła szeptem, lecz potem powtórzyła. - Zostaw ich. Weź moją, skoro i tak nie ma dla mnie szans.- mówiła nieco głośniej, aby Pradawny usłyszał ją, tak jak mógł dostrzec jej wzrok. Skoro jedną nogą jest w Edenie, to co jej szkodzi zatańczyć z Mrokiem? No i te cholerne człowieczeństwo, zdumiewająca cecha poświęcenia się w imię rodziny i nieznanej osoby. Ona i tak nie będzie brać udziału w walce. Miała nadzieję, że te słowa spowodują, iż Istota zechce zakończyć ten cały spektakl czym prędzej.
 

Raiden "Malekith" Minamoto

784


185 cm


I see beauty in everything but it all is still fading away






[Cytuj]
Multikonta: Freya Johansen
Gdyby tylko leżało to w zakresie odruchów Malekitha, uśmiechnąłby się na reakcję Mroku. Zestawiając możliwości całej trójcy i jego półboskości, został ledwie ugryziony przez pchłę. Mimo to zareagował wyjątkowo energicznie, odepchnięciem i jazgotem. Prawdopodobieństwo zrobienia czegoś więcej niż powierzchownej rany zerowe, a jednak to potrafiło zranić breję. Wstając, Czarownik dostrzegał coś przypominającego obrażenia w zmiennokształtnej paskudzie. Powiadają, "jeśli krwawi to może zostać zabity". Czyżby to również tyczyło się adwersarza? Oby na świecie kroczył ktoś zdolny potraktować go mocniejszym płomieniem, tudzież grupa magów i Faerie połączy swe siły w tym celu. Mentalny atak uznał jako oznakę niejakiej słabości, irytacji. Świadomość braku nienaruszalności musiała go boleć, oby przy kontakcie z umysłem Japończyka zdołał odebrać tę wiadomość.
Cel uświęcał środki, o ile tyczył się kryzysu podobnego do obecnego. W innych wypadkach Raiden nie popadał w tak skrajny ekstremizm. Śmierć setek tysięcy to dopuszczalne straty, zagłada świata już nie. Świętym nie był choć umiar znał, jeśli mógł oszczędzić i nie wyjść na tym poniżej kreski, tak czynił. Dla przyjemności nie torturował, bez zgody białogłowej jej czci nie naruszał. W kontekście strategicznym był bezlitosny i stawiał na rezultaty, jednostkowo przejawiał honor. Balansował, nierzadko przekraczał, granicę między kręgosłupem moralnym i hipokryzją.
Wróżka nie ma imienia, przynajmniej konkretnego w tej historii. To pustka z potencjałem wypełnienia przez konkretną Faerie, furtka relacyjna. Jednak sam Mrok poznał jej godność i z pewnością kilkukrotnie powtórzył je na głos, aby Malekith zapamiętał to do końca swojego życia. Nie kochała go jak syna, tego którego utraciła nim zdołała nacieszyć się nim choć odrobinę. Był dla niej nie tyle zabawką co pocieszeniem, chwilowym naczyniem w które przelewała swą miłość rodzicielską i matczyne ciepło. On sam nie traktował jej jako matki, nie mógł i nie potrafił. Miał wtedy swoją biologiczną, jeszcze na jakiś czas. Niejako relacje opierały się na transakcji wiązanej, co przyznali po latach. To była prawda, którą Mrok musiał mu niestety ujawnić, chcąc wszystko zakwestionować. Delikatna rysa w lodowym murze, symboliczna. Nie mógł skrzywdzić prawdą uznaną przed wiekami, jedynie przywołaniem ciepłych wspomnień.
Nigdy nie zabił w jej obecności, nawet nie zranił. Dorósł, maleńki chłopczyk przeistaczał się powoli w mężczyznę. Czas leczy rany i sama Wróżka w końcu odeszła, rozumiejąc bezcelowość swych działań. Uratowała dziecko które nigdy nie zastąpi jej utraconego biologicznego. W końcu musiała to zaakceptować, choć wcześniej płakała po nocach. Nieraz nie potrafiła jej przespać, on zaś nie był w stanie pocieszyć jej w jakimkolwiek stopniu. Nie ze złośliwości, z braku zrozumienia i punktu odniesienia. Żył dostatnio, miał rodzinę i przyjaciół, nie zaznał utraty bliskich. Zwłaszcza pierworodnego, którego nigdy nie posiądzie. Współczucie, czy tak ono smakowało? Gorycz na końcu języka, powodująca zaciśnięcie zębów i zmrużenie oczu. Tak powinien zareagować normalny człowiek, grymas na twarzy i zaciśnięte z niemocy pięści. Nie mógł przynieść jej ukojenia. Rysa przechodzi w lekkie pęknięcie.
Podstawowy błąd, duszę miał niegdyś, teraz ją utracił. Za nią poszło człowieczeństwo, stopniowo zanikające z każdym następnym dniem. Założono mu kajdany absorbujące energię magiczną, co jakiś czas poskramiano go i zmieniano zniszczone urządzenia na nowe. Usiłował stawiać się przez długi czas, raniąc katów kilkukrotnie. Raz któregoś ugryzł dotkliwie, ten wyrwał mu zęby. Szczypcami, powoli, każdego z osobna. Następnie skorzystał z magii leczniczej i wstawił mu je, lecząc od razu dziąsła. Jak zwykł mawiać, "będą jak gdyby nikt ich nigdy nie tknął". Wszystko w jednym celu, powtórzenia zabiegu po raz kolejny. Spojrzał z gniewem prosto w oczy jednemu z nich, omal nie utracił wzroku. Nacięcia posypywano solą, palce zgniatano i łamano kości. Wciskano w usta lnianą szmatę i polewano ją wodą, następnie korzystano z elektryczności w wiadomym celu. Powinien wyglądać jak wrak, a jednak za każdym razem składano go w całość. Dzięki temu mogli wszystko ponawiać, miesiąc po miesiącu. Niejedno świństwo miał w krwiobiegu, zwykle miało go cucić bądź sprawić aby doznania miały jeszcze boleśniejsze efekty. Łamano go psychicznie. Za każde przyznanie się do imienia, nadanego przez rodziców i przyjętego przy okazji wkroczenia w Świat Cieni, cierpiał. Proste w założeniu i chyba najpotężniejsze narzędzie psychologiczne, pobawienie własnej tożsamości. Doszło do tego, iż schwytano osobę powiązaną z Malekithem. Ostatecznie był dla niej katem. Stawiał się jak mógł, próbował zabić się niejednokrotnie, na próżno. Smak porażki? Nie, to było coś dużo gorszego. Drugie pełnoprawne pęknięcie i płynne przejście znaku czarownika o dwa oczka w górę, w coś bliższego lambdzie. Bezsilność i wynikająca z niej nienawiść, piękne paliwo napędzające działania. Mimo to nie dbał o to, nie tak go wytresowano. To on był tym nieszczęśnikiem, nikt inny pozostający nadal przy życiu. Ostatni ze zbrodniczej generacji. Prewencyjnie otrzymał zasłużoną karę za wszystko co zrobił w czasie Mrocznej Wojny, teraz powinni go jedynie dobić.
Jednym z najsłabszych, jeśli nie najsłabszym, punktem dawnego Malekitha było przywiązanie do drugiej osoby. Mógł nie dbać o siebie, lecz o bliską duszę wręcz przeciwnie. Być może cierpiał na syndrom błędnego rycerza, chcącego przyjść z odsieczą. Nie zrobił tego w chwili gdy Opal potrzebowała go najbardziej. Więź dała o sobie znać słabo, co teraz miało ulec zmianie. Sam Japończyk zaś ujrzał wszystko to na co, w pewnym sensie, skazał krewną za sprawą ignorancji. Mógł w każdej chwili teleportować się do Yorku, czego nie zrobił. Mrok zadbał o odpowiednią świadomość pokrewieństwa, co do tego Raiden nie miał żadnych złudzeń. Widok jej nagiego, spętanego i ciętego ciała ranił. Nie tyle samego Czarownika co jestestwo skrywające się za lodową bryłą. Ponad dwieście ran, parę innych nieprzyjemności i solanka. Ból, cierpienie, żal i niemoc. Taki morał chciał osiągnąć?
Czarownik stał w bezruchu przez cały ten czas, nawet palcem nie kiwnął. Mimika twarzy nie uległa zmianie. Jedyne co dokonało ewolucji do znak czarownika, oczy przeszły w swe ostatnie stadium, czarny pierścień z trzema pomniejszymi okręgami. Jeżeli Mrok chciał rozbudzić w Japończyku emocje, z pewnością dał mu wystarczającą próbkę. Jeśli miał jakąś przyszłość, raczej nie zdoła ich stłumić na długo. Ogień szczególnie dwóch z nich zdołał podsycić. Nienawiść, właśnie znalazł się na podium istot do odstrzału. Czy przewyższał głównego kata, trudno powiedzieć. W najgorszym razie otrzyma srebrny medal. I drugie, w założeniu pozytywne, zalążek czegoś stanowiącego mieszankę współczucia i chęci protekcji najcenniejszego klejnotu ze skarbca. Breja zmusiła do randki niewłaściwą Czarownicę.
Nieprzyjemnie nabyty rozsądek powstrzymywał go od rzucenia się na przeciwnika, z wiadomym skutkiem. Ten instynkt skutecznie hamował. Chluśnięcia najgorętszym ogniem na jaki go stać, w razie podejścia Mroku bliżej, już nie poskromi. Jeśli zdecyduje się na wykończenie trójki Czarowników, bierność w ostatnich chwilach nie miało żadnego sensu. Mógł jedynie wyobrażać sobie wygląd brei po zapoznaniu się z płomieniem topiącym stal. To nie wola walki, jedynie efekt chłodnej kalkulacji, którą chciał doprawić gniew. Powątpiewał w odpuszczenie adwersarza, będącego na wygranej pozycji.
 

Shizhi

717 lat


175 cm


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
I tak to już z tymi czarownikami było. Zawsze wiedzieli i byli we wszystkim najlepsi – bujda! Szperanie w głowie Mala przyniosło nieoczekiwany rezultat, a w efekcie zadowolenie. Wróżka… Ot nieznana nikomu niewiasta, a jednak istotna dla samego Japończyka. Transakcja wiązana czy może zalążek przywiązania? I tą strunę Pradawny mocno raczył naciągnąć – podsycana do granic napięcia miała w każdej chwili pęknąć. Niejako nieświadomość była dla niego ukojeniem – gorzej, jeśli w końcu przyjdzie zrozumienie. Wówczas smak goryczy stanie się nieznośny – ona nie potrafiła go ukochać, on zaś uparcie się tego wypierał w twierdzeniu o własnej niemocy. A jednak gdzieś w głębi czaił się kłębek dymu – nie, nie pradawnego, a jego własnego. Tam też breja ulokowała swój wzrok, następnie przenosząc go na istotę obok. Kobietę, żonę, kochankę, a także matkę…Nic nie bolało czarowników tak, jak utraty bliskich, szczególnie rodzicielek. A jego musiała być bardzo piękna. Odchodząc, wyglądała pewnie tak samo prawda Smoku? Dla niej również nic nie mogłeś zrobić, a szkoda przecież byłeś taki potężny.
Tortury pozbawiły niejednego twardziela swego człowieczeństwa i muru zresztą też. Mrok z przyjemnością buszował po wszystkich wspomnienia Mala, jednocześnie nie zabierając ich dla siebie oj nie. To było jak test – jak kłucie tysiąca igieł w ramach sprawdzenia, która zaboli najbardziej. Jak się miało okazać – każda – każda w jakimś stopniu dźgnęła jestestwo, uprzednio naznaczając je rysami. Na początku były niewielkie, ale za to obecne! Potem pojawiła się większa i… Ah… Cóż za ulga i radość na twarzy okropnej maszkary. Zmiękczenie gruntu pod nogami czarownika przyniosło wiele korzyści. Zaserwowanie mu widoku cierpiącej Opal było zaledwie początkiem. Jej ból, agonia, krzyki i błagalny ton o zaprzestanie, a w końcu cisza… Obyś przyjrzał się jej dobrze czarowniku – rany na ciele wkrótce się zagoją, te na psychice już niekoniecznie. Przy dobrych wiatrach stanie się Tobą – pustą, bezduszną skorupą lodu o szpetnym jestestwie, pod którym skrywałeś to prawdziwe… Zupełnie jak czarownik obok Ciebie.
- Nie ma prawa przemawiać zdrajca i nosiciel kłamliwych genów. W swym dążeniu do nieskończonej potęgi, wydaliście na siebie wyrok. A teraz ja nasączę Was koszmarem i sprawię, byście sami się wykończyli. – zniekształcony głos przemówił do Niny, co w swej odwadze lub głupocie stanęła naprzeciw niemu. Próba dyskusji mijała się z celem. Każde słowo, oddech i spojrzenie uderzały w wiedźmę ogniem, bólem o źródle innym niż ten, który miała przyjemność poznać. W zasadzie bólem i gniewem, tymi dwiema emocjami pochodzącymi bezpośrednio z wnętrza Pradawnego. Czymkolwiek był i się kierował, swe negatywne odczucia kierował właśnie na nich. Dlaczego?
Ogień w istocie potrafił zranić, ale heh… W końcu do tego go stworzono. Jak każdy byt, tak i Mrok miał swoje słabości. Wrażliwość na światło – o zgrozo… Zastanawialiście się skąd ono? Radzę pomyśleć, a tymczasem…
Byli do siebie tacy podobni – Kot i Smok. Intruz niewiele zrobił sobie z obecności Niny i Mala. Wycofany do granic możliwości, wystrzelił z jak napiętej procy. Wówczas przeszył ciała stojące mu na drodze, wnikając w jedno konkretne – nie, je również przebijając na wylot. Z tylko sobie znanych powodów… Zniknął, lecz czy aby na pewno? Pozornie wszystko wróciło do normy, zatem skąd ten gorzkawy posmak?
Sytuacja – chyba – się uspokoiła. Światło przestało migotać, smród zniknął i tylko ten dziwny niepokój… Czarownik ułożył rękę na ramieniu siostry. Najwyraźniej Mrok zdobył to, po co przyszedł… Może? Oby? Oby lepiej nie…

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Nina Zukov

216


173 cm


Livin' la Vida loca







[Cytuj]
Chciała spokoju psychicznego, znalezienia takiego komfortu, aby o nim zapomnieć. Aby pozbyć się piekielnych wspomnień, które nieustannie nawiedzały wiedźmę. Miała głupia nadzieję, że nadejdzie rozejm, iż przyjmie kapitulację, odpuści i nawet przejmie jej ciało, aby mogło robić, co zechce. Zamiast tego, dostała parę słów, których nie potrafiła zrozumieć. Nie rozumiała gniewu zawartego w słowach, określenia ich mianem zdrajcy, bycia kłamcą. Ktoś to musiał zrobić w przeszłości, lecz nie dane było wiedźmie przeanalizować jego słowa. Oj nie, zadbał, aby padła na podłogę bezwładnie, wierzgając się z bólu i zagryzając język do krwi. Nie wiedziała, skąd był ten ogień, gniewem, który tylko powiększał płomienie. Miała wrażenie że sie topi we własnej krwi, we własnych grzechach, których nie da się już wytępić. Czuła, jak dwie słone łzy uciekają z kanalika łzawowego, chcąc wytoczyć ścieżkę po jej policzku. Nic nie była w stanie zrobić, zapobiec, czy spróbować nawet przeciwstawić się.
Ale minęło kilka sekund, chwila - a może i więcej? Lub mniej? Wiedźma nie potrafiła operować miarą czasu, będąc zagubiona w bólu, ogniu, gniewie, sile, potędze Pradawnego. Nie zarejestrowała, kiedy on zniknął. Owszem, ból zniknął, tak samo ogień, gniew, co można wnioskować po ciele, które nie ruszało się. Lecz jej ciało trzęsło się ze strachu. Jak przez mgłę, skierowała swój wzrok na osobę, która chciała jej dać jakiś znak. Ale już nawet i tego nie była w stanie określić. Rosjanka będąc w szoku, oddychała ciężko, ale starała się robić głębokie wdechy i wydechy. O wszelkich rozmowach z nią nie było mowy, przynajmniej nie w takich, kiedy wymaga się od niej jakiejkolwiek odpowiedzi.
Zimna posadzka była zdecydowanie dobrym pomysłem. Pozwalało to wiedźmie na powolne analizowanie, aby uspokoić się i pomyśleć, co się tak właściwie wydarzyło.
 

Raiden "Malekith" Minamoto

784


185 cm


I see beauty in everything but it all is still fading away






[Cytuj]
Multikonta: Freya Johansen
Oto pytanie na które nie mógł udzielić odpowiedzi. Matka za życia piękna i mogąca mieć każdego dworskiego dygnitarza, postarzała się i odeszła spokojnie. Tak przynajmniej słyszał, długo nie wracał na rodzimą ziemię. Wolał zminimalizować ryzyko rozpoznania do zera, a skrywanie się za iluzją nigdy nie stanowiło jego mocnej strony. Taki los ludzi, umrzeć po stosunkowo krótkim życiu. Pogodził się z tym dość szybko, więcej czasu skonsumowały wyrzuty sumienia związane z brakiem pożegnania. Nie próbował zapewnić jej dłuższego życia, pozostawiając nieświadomą Świata Cieni. Argument potęgi nie działał na Malekitha, nie plamiła go mania czarnoksięska. Co jakiś czas wpadał uporządkować nagrobek, niejako w ramach wdzięczności za całokształt wychowawczy. Wróżka to potencjalnie dłuższa historia, prawdopodobnie nadal podatna na dopisanie kolejnych rozdziałów. Poległa z powodu wiru lub nie, Japończyk nie mógł tego wiedzieć.
Ci radośni byli wyjątkowo podatni na zniszczenie, niechaj to odnotują w słynnych cytatach zmarłych osobistości. Tak łatwo jak można ich stłamsić, zawsze istnieje szansa odbudowy. Siostrzyczka, nawet w porównaniu do najłagodniejszego okresu życia Raidena, i tak była dużo przyjaźniejszą i wartościowszą dla świata Czarownicą. Nie pamiętał aby kiedykolwiek chwaliła się wojennymi podbojami i masowym mordem. Na pewno miała wystarczająco bliskich zdolnych do naprawy jej jaźni, o czym oczywiście Mrok nie wspomniał. Odwrócona psychologia, oby breja dobrze to zapamiętała, lista potencjalnych zabaw miała swoje granice. Jedna pchła zabolała, taniec kilkunastu będzie znacznie dotkliwszym doznaniem. Być może sama zawyje niczym torturowana, bezbronna kobieta.
Wielka szkoda, iż Pradawny nie wyrażał się precyzyjniej. Może gdyby oświecił Czarowników z czym ma problem, wszystko byłoby prostsze. Przy odrobinie szczęścia, przyczyna nieporozumienia nadal mogła zostać naprawiona. Osobiście nie przypominał sobie, aby wyrządził krzywdę istocie choć z lekka podobną do Mroku. Yin i yang, dwie przeciwstawne siły, światło i cień. Nie sposób nie wysunąć tej tezy, wcześniej wspominając chińskich mędrców i legendarną brodę Pai Meia. Wtedy rodziło się jedno pytanie, skoro ciemność jest tutaj, gdzie jest jej przeciwieństwo? Miast wyłożyć kawę na ławę, bądź ich zabić, przepadł. Oby zdołał odebrać jeszcze jeden niewinny przekaz, "jeszcze się spotkamy". Drażnione Smoki mają tendencję do próbowania odgryzienia dowcipnisiowi tyłka.
Odruchowo skanował okolicę, próbując doszukać się jakichkolwiek pozostałości Mroku. Szczególnie taksował Shizhiego, dzięki zmysłowi magicznemu. Nim breja przepadła, przeleciała przez Koreańczyka. To nie podejrzenia o opętanie, ledwie działania profilaktyczne. Jeśli w ogóle skuteczne, niechaj on to oceni.
- Urocze stworzenie - powiedział, choć gdzieś w środku nadal kipiał gniewem. Uszkodził mu siostrę, naruszył bryłę i niejako podniszczył podstawowe filary na których opierał obecne jestestwo. Nawet Buddę można było wyprowadzić z równowagi. Same oczy Japończyka odpuściły ledwie w jednym stopniu. Doprawdy interesujące zjawisko, może znajome dla samego Shizhiego. Szlachetny Tygrysie, zdarzyło ci się spojrzeć głęboko w oczy Malekitha, w przeciągu ostatnich dziesięcioleci? Pokrewny schemat, różniący się wyłącznie kolorystyką, niebieskie miast czerwonych. Ironio, nowy wygląd miał też zapobiec potencjalnej wpadce. Efekt uboczny, pełne upośledzenie czarów maskujących, działało w tej materii odwrotnie. Ilość przypadków, prowadząca do faktów, była zapewne ściśle limitowana. Ponoć "do trzech razy sztuka?" - Przynajmniej ma swoje słabości - dodał z niewypowiedzianą goryczką, oni również. Sprawnie uderzał w słabe punkty, przynajmniej Malekitha. Lodowej bryły nie przebił, jedynie naruszył, a ten budulec nie zaliczał się do łatwych w naprawie. W praktyce to w ogóle nie wchodziło w grę, zapasów materiału nie ma. Jedyne co chodziło mu teraz po głowie to tortury potencjalnie zaserwowane tej dwójce. Zwłaszcza Nina wyglądała paskudnie, jak Rosjanka na przymusowym odwyku.
 

Shizhi

717 lat


175 cm


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
A więc Niebieski chciałby poznać powody domniemanego gniewu. Otóż jego źródło jest o tutaj – we wszystkich czarownikach i wróżkach na tym świecie. Pradawny w istocie był swego rodzaju uosobieniem jednego z dwóch znaków – cieniem bytującym w jestestwie światła – jego wrogiem i miłością zarazem. Pytacie, gdzie jest Iskra? To dość smutna opowieść – smutna a nawet tragiczna, jeśli tykniecie mnie o zdanie.
W swej butności, dumie, zaślepieniu i wyścigu po potęgę, obie rasy magiczne dopuściły się największej zbrodni. Zerwawszy owoc z Drzewa Poznania, zachwiały delikatną równowagę świata, podarowanego im przez Kreatorów. Światło zostało spętane, a jego moc poddano wielu badaniom. Nowo odkryta energia stała się cennym źródłem – istnym paliwem do napędzania rozgrzanych kół zębatych.
To właśnie na ich fundamentach powstał sławetny ośrodek na tych tak zwanych bagnach . Tam też po raz pierwszy od dnia złamania prawa pojawił się Mrok – byt rozgniewany i żądny zemsty. Wraz ze swym bratem rzucili żelazne rękawice prosto pod nogi porywaczy. Walka między istotami przerodziła się w rzeź – ta z kolei w tragedię. Jednego Pradawnego udało się zabić – niestety ceną za to była śmierć. Tamtego dnia poległo wielu znamienitych czarowników i wróżek – spaczeniu uległa również ziemia – tak narodziły się wywerny.
Drugiego istnienia nie dało się tak po prostu pokonać. Widząc ogrom zniszczeń, uwięzili go, poświęcając przy tym najsilniejszego ze swoich. I tak powstało kamienne więzienie ulokowane w centrum ruin oraz smutna legenda o pewnym Pucasie i jego tragicznej miłości do uwięzionego. Uczucia bywały zgubne – wiedział to każdy i również oni – Ci wszyscy, którzy na własnej skórze zasmakowali gorzkiej konsekwencji podjętych działań. Może to lepiej, że czarownika ominął tak okrutny los? Nawet jeśli ziemia pod jego stopami zadrżała – nawet jeśli go torturowano i pozbawiono człowieczeństwa, to czyż nie był w obecnym stanie o stokroć szczęśliwszy? Najłatwiej powiedzieć – porozmawiajmy, gorzej przekonać do tego kogoś, kto w swym tragizmie takiego szczęścia nie miał. Mrok choć okrutny, wcale nie musiał być zły… Problemem była komunikacja oraz…
Shizhi instynktownie zrobił to, co każdy brat powinien. Pozwalając sobie na odrobinę empatii, klęknął, a następnie ujął o wiele drobniejsze od siebie ciało. Ułożona w kocich ramionach Nina mogła płakać do woli lub skupić się na przyjemnym cieple bijącym od ciała. Dotykiem swych dłoni kot skierował część mocy centralnie na nią – ot dobrodziejstwo magii uzdrowienia. Wiedział, że nie zdoła w ten sposób ukoić jej bólu – wiedział, że rany zadane przez Pradawnego goiły się o wiele dłużej. To, że podarował jej część siebie, było wynikiem troski. Potem zapadła pesząca cisza – on nadal klęcząc przecierał słone łzy, by dłużej nie szpeciły bladej cery. Choć piękna i powabna, czerwień nie powinna widnieć na policzkach wiedźmy – co najwyżej na jej kształtnych ustach.
- Być może i te słabości ma, niemniej nie spocznie, póki nie dostanie tego, czego chce. – a chciał… Po prostu sprawiedliwości i zadośćuczynienia za wyrządzone mu krzywdy. Czy z tego powodu mieli prawo zwać go złym?
Czerwień ślepi jakże dobrze znana Tygrysowi. Kot już to kiedyś przerabiał – na innych, na sobie… Momentami ich jestestwo łączyło więcej niż powinno dzielić. Nie sposób było zignorować ślady po niewielkich rysach. Koreańczyk mógł jedynie przestrzec „przyjaciela”, by nie próbował ich nawet łatać. Dotknięte rozchodziły się jeszcze szybciej – już to przerabiał.
- Nie poprzestał na baśniowym świecie i nie poprzestanie na tym. Chce zemsty… - o tym akurat dobrze wiedział, wszak mieli sporo czasu na wspólne rozmowy w Edomie.

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Nina Zukov

216


173 cm


Livin' la Vida loca







[Cytuj]
Zimna posadzka pozwalała być w szoku, amoku, trząść się ze strachu. Nawet nie widząc sensu otwartych oczu, skoro widziała wszystko we mgle, to przymknęła je. A wnet psychika nie pozwalała zapomnieć wizji, które dostała i wiedźma chciała skulić się. To co dostała od Pradawnego, jego cios - zdecydowanie rozłożył ją w tym momencie i żadne zaklęcia brata nie zreperują szkód, które jej zostały uczynione. Fizycznie może miała kilka zadrapań, parę siniaków - nic więcej. Ciepło, które nadeszło wyleczyło szkody fizyczne, a jej drobne ciało wtuliło się przerażone w kociaka, pozwalając na wszelkie gesty pocieszenia z jego strony. Mocno zacisnęła swoje powieki, nie bacząc że przez to brat zdołał nazbierać nieco łez.
Towarzyszył jej ból, wrzask, agonia. Ale też pomagało jej nie zwariować do końca znajomy zapach Kota, jego palce zbierające słone krople, ciało które było prawdziwe i nie śmierdziało spalenizną. Oni rozmawiali miedzy sobą, a ona? Jedynie ledwo ustami poruszała, nie mogąc nawet sformułować jednego słowa. Chciała odpocząć od tego koszmaru, zasnąć bez obawy o powracające obrazy zmory. Znaleźć siły aby stanąć na nogi. Musiała, wszak klub na nią czekał, brat teraz liczył że się pozbiera i wspomoże w walce. Tang by chciał, abyś była silna. A pamiętasz Abrahama, kiedy to ciebie ratował w okresie zimnej wojny? Jak wtedy znalazłaś odwagę, będąc młodą dziewczynką, wśród krwi, śmierci i przerażenia? słyszała myśli, które dyktowała jej podświadomość. Powiada się, że można zostać powalony przez najsilniejszą fizycznie osobę - gówno prawda. Największe ciosy zadają ci, którzy znają przeszłość, potrafią nią manipulować i zadają ciosy psychiczne. Zabawne, że jak w Chinach czasem stosowała taką taktykę, tak teraz to wszystko obraca się przeciwko niej. I chociażby to również powinno ją motywować do wstania, to zdecydowanie nie stanie się to w ciągu dwudziestu czterech godzin. Bądź czterdziestu ośmiu, psychika ma własne prawa regeneracji. U niektórych wolniej się regeneruje, a u niektórych wcale.
 

Raiden "Malekith" Minamoto

784


185 cm


I see beauty in everything but it all is still fading away






[Cytuj]
Multikonta: Freya Johansen
Desperacja, czyż to nie stanowiło idealnego określenia Mroku? Odseparowany od lepszej cząstki, walczący o jej odzyskanie i finalnie tracący brata. Na koniec spętany kamieniami i ciśnięty w niebyt, z cudzymi nadziejami na wieczne pozbycie się kłopotu. W perspektywie utraty najcenniejszego klejnotu i wszystkiego co miłe, Smoka nie zdziwiłoby takie a nie inne postępowanie. Niezupełnie je pochwalał, niejedno niewinne stworzenie usiekł w swej zemście, ale mógł sympatyzować. Utnijcie śliczną głowę Opal a Malekith ściągnie cały dostępny arsenał przeciwko mordercom. Gdyby ci skryli się za plecami dowolnej organizacji, wliczając w to Clave, szykowałby się do wojny i uderzył w najlepszym dla siebie momencie. Pewne sprawy nie ulegały przedawnieniu. W takich chwilach nawet miliard zabitych mogłaby uchodzić za akceptowalne straty, furia nigdy nie współgrała ze zdrowym rozsądkiem i chłodną kalkulacją. Szczególnie gdy tyczyła się Czarownika który musiał uczyć się części człowieczeństwa na nową, a inne fragmenty jestestwa przypomnieć i uporządkować. Poznał zdecydowanie za wiele nikczemnych sztuczek. I tak, wybudzając się z letargu, zemsta szybko znajdzie czołowe miejsce w liście priorytetów. Doprawdy ciekawe gdzie może podziewać się Iskra i dlaczego Spiralny Wymiar był pierwszym kojarzonym miejscem, zagrożonym wyginięciem. Oby ukochana siostrzyczka postarała się i do tego nie doprowadziła.
Gdyby tylko przyszło mu do głowy wydać pewien przemiły rozkaz dla Tygrysa, "zajmij się nią". Prawdopodobnie jeden z nielicznych który byłby skłonny wykonać. Dawna dusza Japończyka współczuła Ninie, domyślał się że i ją musiał ostro zranić w podobnym stopniu co chciał osiągnąć z nim samym. Zniósł to naprawdę nieźle, w przeciwieństwie do Czarownicy. Wyglądała niczym pierwszy domek z opowieści o trzech świnkach, gotowa rozsypać się przy podmuchu wiatru. Mógł się mylić ale sama obecność Shizhiego powinna być kojąca, w dłuższej perspektywie czasowej. Chyba najgorsze co można zrobić ze zdruzgotaną osobą to skazać ją na samotność. Nie licząc chwili na wzięcie oddechu, to jest zwykle niezbędne.
- Żadne z nas nie ma drogi odwrotu, utopimy się we krwi - powiedział i wysnuł ponurą wizję przyszłości, niezależnie od motywu działania Mroku. Spiralnego Wymiary nie stawiał na równi ze Światem Wróżek, to zaledwie prowincja dla garstki wybranych. Edom tym bardziej nie nadawał się na ostatni bastion ludzkości. Pies zapędzony w róg będzie walczyć do końca. Niegdyś udało się zapieczętować adwersarza. O ile nie nawiążą prawdziwego kontaktu, oby udało im się ponowić dzieło poprzedników. Mieli lżej zaledwie pod jednym względem, byt stawał do walki samotnie. Z drugiej strony utrata Faeriolandu kiepsko świadczyła o obecnych Czarownikach i Wróżkach, włącznie z Malekithem. Gdyby nadeszło najgorsze, oby byli w stanie stawić czoła zagrożeniu. Wyciągnął komórkę, wybrał numer i po chwili telefon Shizhiego powinien wpaść w wibracje. Japończyk miał go niegdyś zgładzić, następnie sprawa zeszła na dalszy tor. To nie zwalniało Tygrysa i nadal pozostał pod delikatną inwigilacją. W bieliznę nikt mu nie zaglądał ale wiedział gdzie jej szukać, stąd posiadany kontakt.
- Na wypadek gdybyście potrzebowali wsparcia z Mrokiem, w dowolnym zakresie - rzekł i miał ufność, że w razie czego jego numer zostanie puszczony tam gdzie trzeba. To musiało wyglądać komicznie ale Raiden stawiał tę sprawę na szczycie listy zadań. W przeciwnym razie mówi się trudno, żebrać będzie u Opal. Tak naprawdę zabierze jej komórkę i temat zostanie zakończony, miał do tego wszelkie prawo jako wredny starszy brat. To czy zdołają się porozumieć nie miało żadnego znaczenia i nie podlegało negocjacjom. Uznał to jednocześnie za wizytę w pełni zaspokajającą ciekawość, zwłaszcza mając próbkę tego z czym będą się mierzyć. Odszedł tak samo jak przybył, błyskawicznie. Tej dwójce potrzeba zdecydowanie większej prywatności, bez udziału intruza wciskającego nos w rodzinne sprawy. I tak zepsuł im to spotkanie, zapewne dając Mrokowi dodatkowy powód do śmiechu.

z/t
 

Shizhi

717 lat


175 cm


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Wojna nigdy się nie zmieniała – zawsze zbierała krwawe żniwo z ludzi i zwierząt… Wróć! Tych drugich nie tykamy. Widok Mala atakującego wrogów Opal – to dopiero wyzwanie! To przerażające, jak wiele podobieństw łączyło dwójkę czarowników tak pozornie się od siebie różniących. Smok i Tygrys – ha! Kto by pomyślał, że to w ogóle możliwe. A jednak wracając do wojny – lepiej, aby samotny gad na nią nie wyruszał. Chociaż? Kim jestem ja i Shi, aby go przed tym powstrzymywać! Diabły mi świadkiem, że wkrótce sam kot wyruszy na poszukiwanie zbrodniarza, który w bestialski sposób oszpeci jego przyjaciela. W swym życiu kocisko miało ich niewielu – zaledwie dwóch i to w porywie szczęścia! Szlachetny Feniks nie bez powodu uplasował się na wysokim piedestale. Otulony gracją był dla niego jak światło. Nienawidził go i podziwiał jednocześnie, zupełnie tak jak kilka innych person.
Namiary na Mala – zanotowano. Odejściu towarzyszyła cisza i chwilowy brak… Zainteresowania? Nie zrozumcie go źle, Shizhi nie ignorował obecności drugiego czarownika, po prostu większość atencji przelewał na nią – roztrzęsioną i zrozpaczoną kobietę, którą – o zgrozo – trzymał w swych ramionach tuż przy sercu. Jak do tego doszło – heh… Ciało do dziś pozostawało nieufne na dotyk. Potrafiło się spiąć, ustawić i wystrzelić jak z naciągniętej procy. Dalej po powaleniu ofiary była już tylko śmierć – szczęśliwie chwilowo niedostępna dla czarownicy. Drapieżnik dość dobrze znał jej zapach, głos, jestestwo… Z dziwnych powodów nie mógł na nią warknąć – nie tu i nie teraz, gdy tak leżała bezbronna i schowana w jego dotyku. Dziwne uczucie… Takie niespotykane – czyżby namiastka braterskiej odpowiedzialności? Za nią pewnie też wysadziłby pół York, gdyby poczuł krzywdę. To, że odpuścił jej tamto topienie było doprawdy sytuacją wyjątkową – pierwszą i ostatnią dla nieco bardziej zainteresowanych.
- Jestem tu… - powtarzał spokojnie, trzymając i gładząc ostrożnie drobniejsze jestestwo Niny. Smukłe palce wolno poruszały się po długich włosach, karku, plecach i ramionach… Wiele się wydarzyło – zbyt wiele jak na jedną noc. Shizhi niewiele mógł zdziałać – nic ponad zaleczenie ciała i staniu się opoką. Pewnie choć wciąż delikatnie wstał z Niną w jego ramionach. Wiedźma mogła zapomnieć o opuszczeniu jego domu, przynajmniej dziś. Noc spędzi w jego domu – ot w przygotowanym pokoju gościnnym. Ułożona na aksamitnej pościeli będzie mogła w spokoju przymknąć ślepia, gdyż zaraz obok usiądzie on – rozleniwiony kocur, co w swym dziwacznym sposobie bycia kucnie i oprze łeb o brzeg, by mieć oko na leżącą. Gdy ta w końcu przyśnie, uniesie łapę i ułoży ją czule na jej głowie. Przez kilka chwil będzie tak głaskać, aż samemu nie odda się w ręce sławetnego Morfeusza.
Nazajutrz Nina się obudzi i pewnie nie będzie o tym wiedział - może to i nawet lepiej? To tylko sen... Głupi sen. On przecież nie był zdolny do okazywania emocji.

z/t

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo