Byakko

1010



One more time






[Cytuj]
Czarne skrzydła chyżo przecinały zimne, nocne powietrze. Po długim locie ptaszysko przysiadło na jednej z grubszych gałęzi przypadkowego drzewa i zaskrzeczało przeraźliwie, informując wszystkie nocne zwierzęta w parku o swojej obecności. Cisza, jaka zapadła, pozwoliła mu na uspokojenie myśli i przeorganizowanie zdobytych informacji. Nikłych informacji. Lubił mieć pewną sytuację i pełną kontrolę nad własnym życiem, choćby teraz nie miał czym się martwić, skoro i tak nie uznawał się za pełnoprawnego członka Dworu. Wyraźnie zaciekawiony skierował paciorkowate oczy w stronę intensywnie mrugających gwiazd. On nie chciał na nie patrzeć. Chciał, żeby do niego przyszły.
Cichutko wylądował na ziemi. Po rozejrzeniu się wokół i wyeliminowaniu potencjalnego zagrożenia z trzaskiem wrócił do pierwotnej postaci. Masując nieco obolały kark wykrzywił usta w grymasie niezadowolenia. Pogoda w mieście nie rozpieszczała, zwłaszcza przez kilka ostatnich dni, kiedy to zużywał większość swojej energii na skuteczne rozplanowanie zlecenia. Dzisiejsza noc niczym nie różniła się od poprzednich. Chyba, że wziąłby pod uwagę nieco spokojniejszy wiatr. Po rozluźnieniu mięśni spiętych po przemianie w humanoidalną wersję świadomości ruszył przed siebie żwirową alejką. Każdy krok boleśnie krzywdził głuchą ciszą zaległą między bujną roślinnością. Przez ostatnie tygodnie nawet nie zauważył nadejścia wiosny. Z nikłym zainteresowaniem sondował otoczenie uważnym wzrokiem, gdzieniegdzie dostrzegając nieśmiałe pąki schowane przez księżycową poświatą.
Tempo marszu ostudził dopiero po piętnastu minutach. Zrobił to nie tylko przez dostrzeżenie ławeczki, ale i towarzystwa jeziora. Wilgotna woń wody śpiewała do niego w dawno zapomnianym języku.
 

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Ponoć to dobre ptaszki przyniosły mu wieść – ponoć. Ponoć tym samym kurierem mógł być czysty przypadek. Ostatnio bytność Oinariego nie bez powodu pojawiała się w wielu miejscach jednocześnie. York, plac zabaw, polana, wesołe miasteczko – kiedyś Ty się tka rozdwoił? Tylko przepiękne gwiazdy na niebie znały odpowiedź na to pytanie – one też jako jedyne potrafiły dostrzec chłód i potok słonych łez nieustannie spływających po bladym licu podniszczonego wnętrza. Na zewnątrz niczym nie różnił się od innych – spokojny, zdystansowany… Czegoś w nim zabrakło – tego tak zwanego życia i światła, które do tej pory towarzyszyło mu na każdym kroku istnienia. Pozbawione go oczy stały się matowe. Uwierzcie mi – na próżno dopatrywać się w nich światła, odbicia, nadziei… Stały się nośnikiem smutnych wieści. To, że nigdy nie pozwolił uciec im poza obręb klatki, było tylko i wyłącznie jego decyzją.
W poszukiwaniu drogi – czy miał prawo to tak nazwać… Nie… Nie wiem… Stańmy zatem na… W poszukiwaniu lepszego rozwiązania. Oj tak – chłodna kalkulacja ponad wszystko. Ciekawe, czym jeszcze zadziwi go ludzki świat. Kolejną grupą wścibskich osób? A może zafunduje mu spotkanie z bardziej urodziwymi kurierami? Od biedy mógł przyjąć na swe usługi gołębie pocztowe. Przynajmniej nie marudziły i nie wtykały nosów tam, gdzie wtykać ich nie powinny. Oinari nie słynął z okrucieństwa – nigdy nikogo nie zabił – nie wydał również takowego polecenia. Dziś doszło do brzydkiego rozdziewiczenia. Najpierw grono wścibskich dusz, potem kilku listonoszy… Rasa ponad ludzie – ciężki to był wybór, a przecież nie oddano mu nawet korony…
Spacer pośród zieleni miał uspokoić – i owszem tak się stało. Dziwnie odprężony, poddał się sile natury. Oto on, biały lis o dziewięciu ogonach, leniwie spoczywający gdzieś na gałęzi pobliskiego drzewa. Ubrany w normalny strój, nieuzbrojony dla co ciekawszych, o czarnych włosach, jasnej cerze… Swym wyglądem nie przypominał księcia, ni żadnej znanej wróżki. A jednak…
Lisie ucho drgnęło – w ślad za nim ruszyło kolejne. Ogony zatańczyły niespokojnie. Ktoś idzie…
Bezszelestny zeskok? Nie, nie – jego rzyć wciąż ogrzewała drewno. Wzrokiem wyłapał i ruszył w ślad za intruzem. Ze swego piedestału zszedł dopiero w momencie nietypowego spoczynku. Oinari niewiele rozmawiał z kociątkiem – praktycznie tyle co nic. Wilgotna woń skutecznie podrażniła nos – lekkie pociągnięcie zdradziło go. Nałożenie maski znanej mężczyźnie to przecież bułka z masłem…
- Wróble śpiewają o samotniku szukającym towarzystwa. – i nawet głos ten sam. Odwróć się, przypatrz, przyłóż ostrze jeśli takowe posiadasz. Tajemnicza wróżka o dość dobrze znanej twarzy – tej, zapamiętanej przez Ciebie z czasów pobytu na Jasnym Dworze. Brakowało tylko skrzydeł. A ogony? Tymczasowo ukryte pod dobrodziejstwem kameleona.
Czyli jednak wróbelki mówiły prawdę.

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Byakko

1010



One more time






[Cytuj]
Wiedział, że nie jest samotny w pełnym znaczeniu tego słowa. Niezależnie od wszystkiego z nieba spoglądały na niego mroźne gwiazdy. Iskrząc się w świetle księżycowego dysku przekazywały mu mądrości płynące sprzed wieków. Sam był wtedy jeszcze małym, nieporadnym dzieckiem, które nie rozumiało wielu myśli, emocji i sprzeczności płynących z istnień. Każdy gatunek był skomplikowany po równo. Dzisiaj te proporcje uległy zniekształceniu i każdy z nich wyglądał dokładnie tak samo. Ale nie o tym teraz szeptano, prawda? Nocne licha podkładały strudzonemu wędrowcy kłody pod nogi, chichocząc za każdym razem, gdy odrzucając ostrożność na rzecz obserwacji nocnego nieba potykał się raz za razem.
Byakko nie czerpał siły z otaczającej go natury. W głównej mierze stał się zależny od samego siebie, hartując ciało i duszę nieustannym treningiem. To pierwsze poddawało się zmianom znacznie gorzej niż drugie. Uparcie czepiało się starych ścieżek, utartych frazesów i wyuczonych formułek grzecznościowych, dzięki którym mógł uchodzić za elokwentną osobę. Bzdura. I choć nie uważał tego za prawdę, chętnie zakładał na twarz maskę dla pozyskania własnych korzyści okupionych niewinną krwią obcej istoty. Owszem, spoglądał swoim ofiarom w oczy, ale nigdy nie zagłębiał się w ich personalia. Jedynie podstawowe informacje niezbędne do wykonania zlecenia.
Powietrze nieznacznie zadrgało od ruchu. Nie był to wiatr, więc ktoś, komu raźno biło serce. Po wyciszeniu większości zmysłów zdołał usłyszeć ten piekielny rytm uderzeń. Wbrew oczekiwaniom nawet po tym nie drgnął. Bez słowa wpatrywał się w czule gładką taflę jeziora. Oczami wyobraźni widział ciemne ramiona wyciągające dłonie po swoją własność.
Z definicji samotność oznacza miłość do spędzania czasu w pojedynkę. Nie sądzisz, że dwie osoby na przestrzeni kilku metrów zaburza tę prawdę? — Słowa wróżka nie pozostawiały mu dużego pola do popisu. Z drugiej strony warto zwrócić na ton, który wcale nie brzmiał odpychająco, nie zachęcał do odejścia. Pozostawało mu zwiesić ramiona i zaakceptować obecność drugiego istnienia — Czyżby nagła niedyspozycja waszego domu zmusiła Cię do szukania rozrywek w środku nocy?
 

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Hartowany w ogniu wojny i wodzie spadających kropel z nieba. Skąd ta nagła zmiana i chęć spotkania z kimś podobnież „upoważnionym”? Tygrysy nie miewały w zwyczaju interesować się sprawami stada – nie kroczyły również wokół padliny. W swych jestestwach preferowały polowania – szybkie, dzikie i krwawe. Ten tutaj musiał więc mocno zabłądzić, ewentualnie upaść z hukiem na głowę. Małe czajenie się na smoka? Ależ proszę! Walka kota z gadem nie bez powodu od zawsze dzieliła ich istnienia. Pchała ich ku temu siła nieugiętych charakterów. Paradoksalnie z licznych wojaczek nigdy nie wyłoniono zwycięscy, a skoro w naturze panował ład… Najwyższa pora, aby po upadku Smoka, swój regres zaliczył czteronogi zwierz. Mrok nie oszczędzał nikogo. Nawet w obliczu tragedii czaił się gdzieś za rogiem w poszukiwaniu nowej ofiary. Im twardsza ona była, tym większą chęcią napawała byt. Oby kocisko nigdy nie poznało smaku porażki. Jej gorycz potrafiła podciąć skrzydła i nogi nawet najbardziej dumnym.
Maski chłodu – jak dobrze znane nam dziś czytelnikom. Byakko nie był jedynym, który takową przyodział. On, Nimat, Devana i taki Bevin dla przykładu… Oinari mógłby wytypować jeszcze wiele wróżek, za dnia chodzących z zakrytymi licami, a w nocy skąpanych w blaskiem spływającego kłamstwa. Ucieczka przed wzrokiem ofiar nie bez powodu nazywano tchórzostwem. To trochę jak z dziedziczeniem – jesteś, nosisz się z nosem wysoko na górze, a gdy przychodzi co do czego, podkulasz ogon i spierdalasz, gdzie pieprz rośnie. Szok po Catrionie do teraz poruszał pojedynczymi strunami harfy jego charakteru. Niewzruszony na zewnątrz, a zszokowany w środku. Oinari nie bez powodu odprawił Nimat z tak zwanym kwitkiem. Gdyby się wtedy poddał, nie byłby wcale lepszy od ex Księżniczki. Z jednej strony rozumiał jej strach i niechęć przed nieznanym. Z drugiej nie do pomyślenia było tak lekkie oddanie ciężaru obowiązków i zrzucenie ich na kolejne barki. Pomimo swego wieku, potęgi i wiedzy, Nimat nie wyglądała na gotową do ich podniesienia. W przypadku Byakko, Lis snuł jedynie podejrzenia. Być może ujrzy i jego balas, w końcu heh… Nie po to całe życie trenował swoje tak zwane patrzałki. Ciekawe jak długo on raczy spoglądać i w jego. Tym razem Tygrys będzie musiał po części poznać psychikę swej ofiary, bo jeśli nie, to ona przewierci go na wskroś.
- W dzisiejszych czasach o nią nietrudno. O wiele gorzej chronić swą prywatność, gdy w powietrzu słychać echo plotek o chęci spotkania. – i on odbił natychmiast piłeczkę tonem spokojnym, acz chłodnym. Jego obojętność pewnie niejednego by odrzucił, ale nie Byakko. Czy zstąpiłeś już ze swojego tronu Tygrysie? Legendy mówią, że gdy to zrobisz, niebo rozerwą wzniesione góry, a ziemię zaleje fala ogromnych tsunami. Do tej pory nic takiego się nie stało zatem… Kocisko najwyraźniej przespało całe przedstawienie. Pewien Pucas odebrał mu jego berło i sam przyczynił się do zagłady. Oby swym działaniem nie sprowadził na siebie gniewu prawowitego właściciela.
- Te same głosy potwierdzają pewne wieści. Mów, czego Twoje uszy łakną od poszukiwanego. – bezszelestny krok w jego stronę – nie, nie, nie za, a tuż obok. Zatrzymany na granicy, stał do niego profilem. W oczach nie było blasku, radości i strachu również. Ciało przestało przypominać to dziewczęce na rzecz ujawnienia siebie. W przekładzie na praktykę wyglądało to mniej więcej tak: podejście, zatrzymanie się oraz całkowite zdjęcie maski z twarzy, przy jednoczesnym wyjawieniu prawdy o istnieniu lisich atrybutów. Kwestią wróżka było rozpoznanie lub ignorancja. Chciał rozmawiać z Księciem zatem tego Księcia miał obok siebie.
W oczekiwaniu na odbicie piłeczki, Lis pozwolił ciału i palcom przeciągnąć się nieco, a potem spleść w tak zwanym koszyczku z tyłu.

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Byakko

1010



One more time






[Cytuj]
Tygrys niemal zapomniał, że nim był. Odsuwał się od kociej strony swojej natury stopniowo przez wiele lat, aż dzisiaj mógłby powiedzieć o tym, jak wycofał ją z swojego życia. Nie tylko odcięcie się od wróżek miało na to wpływ. Głęboko zakorzenione wspomnienia, wyrastające teraz na rangę fundamentów, nie pozwalały mu przeskoczyć pewnych przeszkód. Omijał je. Wiedział, że niekoniecznie jest to najlepsze rozwiązanie, ale tak parł naprzód. Z dnia na dzień utożsamiał się z skrzeczącym krukiem. Skrzydła pozwalały mu na szybsze pokonywanie większych odległości. Co mogły dać mu tygrysie łapy i zęby? Od niepamiętnych czasów unikanie bezpośredniej konfrontacji przynosiło mu zyski. I to nie tak, że czuł się przez to zagubiony. Niczym pilny uczeń rygorystycznie trzymał się obranej ścieżki jako tej, po której miał kroczyć do końca życia. Dałoby się wróżkowi wypomnieć zapomnienie, ale zrobił to świadomie. Zdawał sobie sprawę z konsekwencji obranego wyboru. Być może jestestwo Tygrysa Zachodu kiedyś do niego wróci i zostanie przyjęte z otwartymi ramionami - nie wykluczał takiej możliwości.
Byakko nie był wyjątkiem. Maska ta stała się dość popularna jeszcze przed czasami, które jego towarzysz mógł pamiętać. Nie była niczym wyjątkowym od stuleci. Problem polegał na tym, że on nosił ją bezustannie. Inni robili to jedynie czasowo.
To tylko plotki. Niepotwierdzone informacje, które w większości przypadków narobią więcej kłopotów niż pożytku, więc ciężko stwierdzić, czy naprawdę stanowią one pogwałcenie czyjejś prywatności — nie mógł zrobić nic prócz wzruszenia ramionami. Nie spuszczając wzroku z jeziora wyczulił pozostałe zmysły w celu zbadania istoty stojącej niedaleko niego. Tygrys, uparcie starając się znaleźć swoje miejsce w świecie, nie ustąpił jeszcze z tronu. Od tak dawna wydawał się nieodpowiedni do pełnienia tej funkcji.
Pewności, że spuścizna po ojcu nie trafi w niepowołane ręce.
Czyżby tak właściwie to zadanie nie należało do niego? Przecież to on był katem Króla; strącał w otchłań tych, którzy popadli w niełaskę i zaistniała potrzeba zastąpienia ich bardziej uległymi wróżkami. Czy był zdziwiony, gdy Książę pojawił się obok w swojej prawdziwej formie? Nie. Widział chyba już zbyt dużo, żeby mieć jakiekolwiek obiekcje do zmieniania twarzy na taką, która w danej chwili odpowiadała wygodzie.
 

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Był kiedyś taki wiersz – niestety nie pamiętam jak on szedł. Na pewno opowiadał o Tygrysie – samotniku nieustannie szukającym kąta dla siebie. Gdyby móc i chcieć, to można by się pokusić o jego zacytowanie. Pasował bowiem perfekcyjnie do osoby Byakko i tego, co aktualnie trapiło jego jestestwo. Próba odnalezienia „domu” nigdy nie była łatwa tym bardziej, gdy samemu odstawało się od niej. Kot w swej samotności z pewnością zdawał sobie sprawę z konsekwencji. Nieustanna izolacja nie mogła przyspieszyć wzrostu roślin – skutecznie je za to usypiała. Skąd zatem nagła zmiana? Oinari szczerze wątpił w oddanie wróżka sprawie – sam przecież wielokrotnie raczył to podkreślać – nie interesują mnie Wasze gierki, jestem tutaj tylko dla zysku. A jednak gdzieś w tym wszystkim pojawiła się dziura…
Obojętność Byakko na obecność intruza niespecjalnie zaskoczyła wspomnianego. Lis nie od dziś znał starszego wróżka. I chociaż nie łączyła ich żadna relacja, to z łatwością mógłby powiedzieć o nim tak zwanych „słów kilka”. To czy odbiją się przyjemnym czy bolesnym echem od uszu potencjalnego słuchacza, miało być tylko i wyłącznie jego sprawą. Sam Książę nie zwykł zbyt szybko oceniać rozmówców. To co jednak wiedział, to niezaprzeczalny fakt o koniecznej ostrożności. Spuszczenie gardy w obecności drugiego drapieżnika było totalną głupotą. Dobrze, że prócz swej oślej upartości, „Smok” zachował dawkę zdrowego rozsądku. On i tylko on czuwał nad zachowaniem spokoju z możliwością ewentualnego kontrataku. Heh, Ci dwaj nie bez powodu nie potrafili żyć ze sobą w zgodzie.
- Niepotwierdzone plotki nie rozchodzą się tak wolno. Dziś wyjątkowo pofatygowałem się celem ich uwierzytelnienia.- krótko, rzeczowo i chyba na temat? Pomińmy kwestię dociekania i doszukiwania się dziury w całym. Idąc w ślad za kotem, Smok spoczął na miękkiej ziemi, ślepo zapatrzony w jezioro przed sobą. Do niedawna byłby rad z możliwości kąpieli w podobnie dużym zbiorniku. Teraz jego miłość do wody troszeczkę spadła, najpewniej z powodu kilku futrzastych ogonów. O ich pielęgnacji przyjdzie mu długo opowiadać a tymczasem…
- W obecnym położeniu słowo „pewność” nie jest zbyt adekwatna. Istnieje jedynie zapewnienie, iż co odpowiedzialniejsze jednostki zadbają o naprostowanie sytuacji. – czytaj, nie zrzekną się ciężaru obowiązków. Ucieczka w takim momencie znacznie przewyższała najokrutniejszy z czynów wielu znanych zbrodniarzy. Hańba tchórzom, a jeszcze większa tym, którzy ich do tego tchórzostwa namawiali. Kwestią czasu było dokopanie się do prawdy i sprawdzenie, cóż za okrutnik tak niegrzecznie pociągnął za niewłaściwe sznurki.
- Jeśli interesują Cie wyzwania, możesz przyłożyć rękę do sprawdzenia czyiś rąk. - na przykład do sprawdzenia personaliów tego niegrzecznego ktosia.

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Byakko

1010



One more time






[Cytuj]
Sam nie przyznałby się do posiadania zmartwień. W jego mniemaniu odrzucenie Tygrysa, przesunięcie go na drugi plan, było zabiegiem potrzebnym do przeorganizowania życia w krainie śmiertelników. I miewał się całkiem dobrze. Wbrew powszechnemu wrażeniu nie był uśpiony. Odkąd pozbył się towarzystwa dużej grupy wróżek stał się bardziej... otwarty. Potrafił się uśmiechać, chocby nieznacznie i ukradkiem, kiedy nikt nie patrzył. I drapieżne zwierzę zwinięte na krańcach świadomości wcale nie miało mu tego za złe. Rozumiało aż nazbyt dobrze i cierpliwie czekało na swoją kolej. To, że nieświadomie szukał domu, nie oznaczało niepogodzenia z losem. Paradoskalnie nawet tak żył w zgodzie ze swoją naturą. Przez tysiąc lat egzystencji potrafił zrozumieć niektóre rzeczy bardziej. Nie dyskredytował w tym nieco młodszego wróżka w żadnym razie, jednak to nie był czas, w którym mógłby naprawdę zrozumieć Byakko. Jeszcze nie dziś.
Cieszył się, że nie raczy go półsłówkami. Nie miał na nie czasu ani chęci. Zazwyczaj lepiej dogadywało się mu z osobami wiedzącymi, czego naprawdę pragną. Oboje byli sobie na równi obojętni i może dlatego potrafili poczuć się w swoim towarzystwie swobodnie. Brak wymagań wobec drugiej istoty był stosownym wymogiem do odczuwania szacunku - a przynajmniej tak postrzegał to on. Na razie nie widział powodów przez które miałby przypuścić nagły atak. Pokiereszowanie Księcia nie należało do jego interesów. Miał na nosie zupełnie inną, bardziej naglącą sprawę.
W takim wypadku powiniem czuć się zaszczycony, skoro nabrałeś ochoty do sprawdzenia czegoś tak niepewnego jak plotki. — Nie, gwoli wyjaśnienia, nie kpił sobie z śladu dociekliwości, która zazwyczaj przejawiała się u kobiet. Po prostu czasami nie potrafił powstrzymać się od rzucania takich komentarzy. Widząc przysiadającego się wróżka kiwnął głową i powrócił do bezpłciowego obserwowania spokojnego jeziora. Jednak chłodne nastawienie wróżka zniknęło jak za pstryknięciem palca, gdy odpowiednio uważnie przeanalizował słowa wylewające się potokiem z ust towarzysza rozmowy. Pochylając się nieznaczne zmarszczył brwi.
Istnieje jakaś odpowiedniejsza jednostka od potomka Króla? — pytanie Byakko było proste i naiwne zarazem. Wiedział, że urodzenie się w rodzinie władcy nie oznaczało urodzenia się z doskonałościami potrzebnymi do sprawowania władzy. Problem polegał na tym, że nie wyobrażał sobie na tronie kogokolwiek innego. Wykluczał hańbiące tchórzostwo, ucieczkę przed odpowiedzialnością i rzeczami, które nierozerwalnie wiązały się z nałożeniem korony na czubek głowy.
A czy twoje ręce kryją coś ciekawszego niż może mi zdawać? — po uniesieniu brwi w końcu przeniósł swój prężący się leniwie wzrok na wróżka. Nie wiedział, czy może poczuć się zdziwiony.
 

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Na zrozumienie przyjdzie jeszcze pora – taką przynajmniej miał nadzieje młodszy „Panicz”. Wróżek nie miał za złe kocisku jego odsunięcia. Sam większość swojego życia stronił od brudów polityki i jej pochodnych, jedynie czasem maczając paluszki w co luźniejszych wątkach. Błoga sielanka trwała przeszło setki lat, aż do dnia, w którym wszystko się posypało. Widok łez i smutku wróżek nie był tym, co chciałby zapamiętać. W tamtej chwili choć łaknący wolności, dobrowolnie oddał ją na rzecz Ludu – ot niewielka cena za podarowanie nadziei potrzebującym. I wtedy też poszedł o krok dalej – najpierw porozmawiał z siostrą i Niedźwiedzicą, potem skonfrontował się z Bevinem, Nimat… Idąc dalej zaliczył spotkanie z nim – dzikim Tygrysem dziś leniwie leżącym na nieco wilgotnej zielonej trawie.
To miło ze strony Byakko, że w swym spokoju uraczył Księcia wzrokiem. W zamian za swą atencję, Lis mówił wprost. O sytuacji tutejszych wróżek mógłby mówić godzinami, podobnie jak o swojej zmianie z przeszłej grupy na obecną. Były to jednak zbyt długie historie na dzisiejszy wieczór. Kto wie? Może któregoś dnia ponownie się spotkają, zasiądą i porozmawiają o wszystkim i o niczym? Wówczas Lis z chęcią zaspokoi Tygrysią ciekawość, w zamian licząc na… Nie chciał rozkopywać jego historii – bah, nawet naruszanie prywatności nie było jego intencją. Liczył na zmiany, jednak wyjęte spod ciemnego rękawa tylko i wyłącznie z inicjatywy samego wyciągającego.
- Wszelkie zaszczyty i honory to domena wykwintnych bankietów, my siedzimy tutaj. – na ziemi przed jeziorem z oczami ślepo wpatrzonymi w bezkresne pole przed sobą. Na nim, pod i nad były już tylko woda, niebo i zarys co ciekawszych budynków skąpanych w płaszczyku migoczących świateł. Jak na niewielkie miasto, York nawet i nocą zdawało się tętnić życiem.
- Wierny Lud. – odpowiedział rzeczowo. Czym był bowiem Król i Królowa bez swych poddanych? Nikim. A czym był ów lud bez odpowiedniego przywódcy? Zdziczałym zwierzem stopniowo obgryzającym kawałki własnego ciała.
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Byakko

1010



One more time






[Cytuj]
Imał się spokoju jako najdoskonalszego z narzędzi. Krzykiem i gwałtownością nie zdobył tak wielu informacji jak podczas powolnej, niczym niezmąconej rozmowy, która tylko pozornie była pozbawiona podtekstów. Pod tym względem ludzie niewątpliwie mieli o wiele gorzej. O wiele łatwiej wyłapywał nieszczerość, a kłamstwo błyskające w oczach wyłapywał z dziecinną łatwością. Nie mógł powiedzieć tego o wróżkach, przede wszystkim o tej siedzącej obok niego. Wydawał się... zmęczony. To jak i wiele innych historii dzisiaj powinni odłożyć na następne spotkanie, o ile będzie dane im jeszcze skrzyżować drogi.
Nie przeczę — skinął głową, jakby chciał upewnić go, że znacznie stonuje swoje niewybredne żarty. — Nie twierdziłem, że jesteśmy na bankiecie, skoro trudno byłoby go tu zorganizować.
Postawienie namiotu na środku nawet przy pomocy magii mogłoby okazać się problematycznym zadaniem. Z drugiej strony wróżki zawsze miały ochotę wyróżniać się pośród innych nie tylko kontrowersyjnymi decyzjami ale i miejscami spotkań, więc nie zdziwiłby się, gdyby nawet teraz któraś z nich wpadła na taki pomysł. Dlatego z trudem powstrzymał się od parsknięcia śmiechem - dla Byakko spójna społeczność jego rasy była bajką jak te opowiadane dzieciom tuż przed zaśnięciem.
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
 

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Kłamstwo… Wróżki chyba nie tak do końca nie mogły korzystać z jego dobrodziejstw. W innym wypadku nie doszłoby do tylu przekrętów nieprawdaż? Niemniej nie Oinariemu było to oceniać. Ziemia już dość nasyciła się krwią poległych stworzeń. Na jej zgliszczach chciał stworzyć coś nowego, coś – o zgrozo, ironio i Wy butne siostry nieba – czego fundamenty skonstruowałby przy użyciu twardego cementu – takiego, któremu nie straszne były porywcze fale tsunami, bądź setki tysięcy kłamstw. Oinari był wizjonerem – szaleńcem być może też – a jednak wierzył, że na prochach przeszłości zdoła zbudować lepszą przyszłość. Aby jednak mógł tego dokonać – bah! By w ogóle doszło do uprzątnięcia syfu, potrzebna była pomoc.
Wzmianka o bankiecie – ot urocza w swym akcencie pośród szarych mar tańczących wokół. Wróżek uniósł kącik ust – wpierw jeden potem drugi… Przez moment wyglądał, jakby nic nigdy się nie wydarzyło – jakby nie doszło do katastrofy, śmierci, bólu, żałoby… Szkoda, że chwila ta trwała tak krótko. Ulotna i krucha w swym jestestwie z łatwością poddała się mocy wiatru. Poruszona palcami jego niewidzialnych dłoni, roztrzaskała się na miliony maleńkich drobin. Podobno część z nich powędrowała na górę, aby tam zająć należne miejsce zwane przez nas gwiazdami.
- Znajdę. – czego oczekiwał? Na pewno nie bezwzględnego posłuszeństwa – to przereklamowana sprawa. O szacunku również nie było mowy – wymuszać, prosić, błagać o to nie zamierzał. Sam zapracuje na swoje miano, bo wtedy i tylko wtedy dane mu będzie wejść na wyższy stopień wśród hierarchii magicznych. Nim do tego dojdzie – o ile w ogóle – pozostanie na parterze, a więc tam, gdzie stali pozostali, bo w końcu czym różnił się on od takiego Byakko, tudzież innych wróżek? Rodzili się, cieszyli, płakali, kochali, nienawidzili i w końcu umierali tak samo…
- Ojciec miał wielu wrogów, współpracowników… Skrywał też wiele tajemnic, przed Tobą, przed nimi, nawet przed swoimi dziećmi. Pewnie dlatego nikt nie widział w nim przyjaciela. – nuta smutku? Nie, to tylko niesmaczna gorycz wijąca się gdzieś na krańcu książęcego języka. Połknął ją jak wiele innych, nie wykrzywiając twarzy nawet o milimetr.
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Cisza… Czy była wyznacznikiem zakończenia rozmowy? Nie. Tygrysi ryk przyjemnie rozlał się ciepła falą po ciele siedzącego lisa. Nie bez powodu podziwiał te wielkie i drapieżne koty – nie bez przyczyny też nigdy nie ośmielił się ich dotknąć i głaskać pod włos.

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Byakko

1010



One more time






[Cytuj]
Nie kłamstwo, a prędzej słowa zręcznie obiegające prawdę. Opanował tę sztukę na równi z innymi wróżkami. Inaczej już dawno gryzłby piach, ponieważ informacje kształtowane przy pomocy warg były o wiele bardziej zabójcze niż noże. A czy w takim przypadku mogli mówić o odbudowaniu domu? Zresztą, nie mógł udawać, że zwyczajnie go to jeszcze nie obchodziło. Mimo dobrych chęci na razie wolał wstrzymać się z śmielszymi deklaracjami i Oinari nie powinien mieć mu tego za złe. Każdy z nich nie mógł wymagać od siebie więcej niż to możliwe. Nie oznaczało to jednak, że zamierzał usunąć się w cień, bo przeczuwał wzięcie udziału w dobrej zabawie.
Dlatego kąciki warg Byakko jedynie drgnęły w komentarzu zawziętości wróżka. Śmiał się z tym sprzeczać, ale co mógł zrobić prócz wzruszenia ramionami? Przecież przed chwilą prawdopodobnie właśnie opowiedział się do przyłożenia ręki w tym niecnym procederze, choć nikt nie mógł od niego oczekiwać, że wytrzyma do końca. Ledwo szło obracać się w ich towarzystwie podczas bankietu sprzed kilku miesięcy.
To było raczej nieuniknione — powiedział, nie do końca rozumiejąc goryczy wybrzmiewającej z jego tonu. Być może wynikało to z przestrzegania zasady o niezadawanie pytań, zwłaszcza władcy, który zawsze sowicie wywiązywał się z umów.
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
 

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Granica między prawdą a kłamstwem nie bez powodu była diabelnie cienika. Wystarczyło zrobić o jeden krok za dużo i poof! Niemalże natychmiast wpadało się po same uszy do śmierdzącego gówna. O goryczy w głosie na razie Oinari mówić nie chciał – dla co ciekawszych powiem jednak, iż była pozostałością po żałobie. Jasne, kłócili się setki lat – jasne, początki ich relacji nie były łatwe, ale powiedzmy to sobie w twarz. Rodziny Książę wybrać nie mógł – miał jedną i chociaż nie zawsze mieniła się kolorami jak kiedyś skrzydła a dziś futro jego lisich ogonów, to mimo wszystko ją kochał. Śmierć matki zdrajczyni zabolała, odejście ojca jeszcze bardziej.
- Powiadomię. – Książę nie miał Tygrysowi za złe braku deklaracji – nie oczekiwał ich. Nie skomentował również jego reakcji – spojrzenia i drgnięcia kącików ust. To zabawne jak spokojnie przebiegła ich rozmowa i to, jak mocno starał się momentami upodobnić do ojca. Ktoś tutaj miał rację – niedaleko padało jabłko od jabłoni.
- Tak uczynię. Gdybyś czegoś potrzebował, wiesz jak się ze mną skontaktować. Devana oraz Nimat mogą również okazać się cennym źródłem informacji, szczególnie jeśli i Ciebie zainteresuje rozeznanie wśród innych ras. Nie wnikam, czy masz kogoś bliskiego. Jedynie informuję, iż zbieraniem wszystkich wróżek z York zajmuje się Niedźwiedzica. – o niej - i o Devanie pewnie też - Byakko z pewnością słyszał. Piękna i ponętna, przy tym zdolna przy walce toporami – znamienita wojowniczka Króla.
Ciało lisa poruszyło się – wróżek wstał. Zwrócony przodem do Tygrysa, skinął łbem w geście oddania należnego mu „szacunku” – wiecie, takiego, jakim czciło się władców jungli.
- Uważaj na siebie. – to były ostatnie słowa Oinariego. Potem wiatr poruszył lisimi ogonami, a gdy przestał, wróżka już nie było. Nie bez powodu nazywali go „snem”.

z/t

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Oscar Roberts

52


184 cm


Their howls are sending chills down my spine







[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Marianne
#4

Strumyk szemrał cicho, a zmierz zapadał w sposób zdecydowanie romantyczny. I pewnie Oscar skupiłby się właśnie na tym, gdyby nie fakt, że w Yorku działo się naprawdę źle. Zdołał złapać dostatecznie dużo plotek, by wiedzieć już, że nie może dalej siedzieć na tyłu i jedynie czekać na to, co się stanie. Obserwacja powinna zostać zakończona, ale nie wiedział jeszcze, w którym dokładnie miejscu należało pociągnąć za sznurek, by pójść właściwą ścieżką. Bezapelacyjnie rzecz jasna musiał pomówić z innymi wilkami, zgromadzić ich jak najwięcej i spróbować zadbać o ich bezpieczeństwo, młodsi z reguły mieli w sobie wiele gniewu, a skoro słyszał o przypadkach ich śmierci, obawiał się najgorszego. Księżyc na pewno również nie wpływał na nich nazbyt pozytywnie, na dokładkę podobno po mieście kręciły się jakieś wróżki, a on wciąż czuł to niepokojące napięcie. Uznał, że spróbuje spotkać się z Niną, ta jednak chwilowo nie miała dla niego czasu, a może nie miała go dla nikogo, więc Oscar obijał się we wszystkich miejscach, gdzie mógł coś uzyskać, jednocześnie nie martwiąc się za mocno faktem, że chwilowo nie pracował. Po pięcioletnim kontrakcie mógł spać spokojnie, a inne sprawy okazywały się mieć teraz pierwszeństwo. Skontaktował się również z rodziną ostrzegając ich, że skoro w Yorku nie dzieje się najlepiej, to na ich maleńkiej wsi również nie musi być jakoś cudownie. Mama wzięła to sobie mocno do serca i wiedział, że chociaż już nie najmłodsza, nie pozwoli, by wydarzyło się cokolwiek złego.
Upił łyk wody ze szklanej butelki przypominając sobie, jak w pizzerii spoglądano na niego nieco nieufanie. Nie miał się w końcu czemu dziwić, ostatecznie wrócił po przerwie, a dookoła nie działo się dobrze, wilki powtarzały sobie, że coś na nie czyha i jeśli nie były to plotki, zabobony albo coś podobnego, to naprawdę istniał poważny problem. Nie dziwił się również, że patrzono na niego nieco podejrzliwie, w końcu był już dość wiekowy, jak na wilka i chociaż cieszył się poważaniem, mógł budzić obawy. Potarł nos wpatrując się w opadającą wodę i zastanawiając się jednocześnie, czy powinien pójść jeszcze raz do klubu, czy może teraz trafi tam również na inne wilki. Zaraz potem odwrócił nieznacznie głowę wyłapując czyjeś kroki.
 

Dante Vulkow

31 lat



Jestem cały czas rozdarty pomiędzy decyzją, czy zabić siebie, czy też zabić wszystkich wokół






[Cytuj]
Od kilku dni systematycznie poznawał miasto, coraz więcej wędrował po ulicach, mijał ludzi i miał wrażenie, że na nowo uczy się egzystować wśród nich. Kilka tygodni spędzonych w ciele wilka, wędrówki pomiędzy drzewami z daleka od innych, odbiło się na nim bardziej, niż by się tego spodziewał. Chyba zdziczał. Może nigdy nie był duszą towarzystwa i nie miał zadatków na człowieka, który jedna sobie ludzi, ale jakoś większych problemów nie miał przy egzystencji wśród innych. Zauważył jednak, że zaczęło go bardziej ciągnąć w tereny zielone niż te miejskie i betonowe.
Dlatego, kiedy pogrążając się w zamyśleniu, przekroczył w końcu granicę West Bank Park, wcale nie czuł się jakoś zdziwiony. Normalna osoba, nie zapuściłaby się w takie miejsce o takiej godzinie, gdy powoli niebo stawało się ciemne, a widoczność ograniczona. Jednak jego nie ruszała pora dnia, gdyż już dawno temu zatracił instynkt samozachowawczy. Co prawda słyszał pogłoski, że w mieście działy się różne rzeczy, ale to nijak nie zmuszało go, aby zachowywał, chociaż minimum ostrożności.
Szedł przed siebie, pokonując parkowe alejki, ale w pewnej chwili wyraźnie zboczył z trasy. Nie wiedział co pociągnęło go w bok, acz nie widział problemu w tym, aby dać się ponieść intuicji czy może instynktowi? Temu dodatkowemu zmysłowi, który zwykle był uśpiony. Sam nie wiedział jak to dokładnie nazwać.
Co by jednak nie ciągnęło go w danym kierunku, zdziwił się, gdy jedyne co ukazało się jego oczom to nieznajomy mężczyzna. Nie zamierzał się jednak cofnąć, chcąc wiedzieć kim jest, już ze zwykłej ciekawości. Po chwili jednak zorientował się w czymś innym, bo przecież dość naturalne było, że wilk swego pozna. Nie odezwał się, nie pierwszy.
 

Oscar Roberts

52


184 cm


Their howls are sending chills down my spine







[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Marianne
Ciągnie swój do swego, czyż nie? Przynajmniej na to wyglądało, skoro wpadli tutaj na siebie już o zmierzchu, w mniej uczęszczanej części parku, gdzie raczej nie przebywało zbyt wiele osób. Być może pchał ich do siebie jakiś mimowolny instynkt stadny, a może po prostu musieli się czymś zająć, może kierowało nimi coś wyższego, coś co miało ostatnimi czasy większość wilków w garści. By zdobyć informacje na temat tej paskudnej siły, jaka biegała sobie spokojnie po okolicach Yorku, Oscar zdecydowanie potrzebował informacji oraz znajomości, potrzebował kogoś, kto będzie mógł mu pewne sprawy wyjaśnić, rozjaśnić i poprowadzić go w sposób należyty do osób, które coś wiedzieć mogły. Poza tym uparł się, żeby zapewnić jak największej liczbie wilków schronienie, skoro nie wszystkie należały do watahy, musiał zebrać je u siebie, by wiedzieć, że są względnie bezpieczne. Ojcował swojemu rodzeństwu i wielu młodym, nic zatem dziwnego, że z miejsca poczuł odpowiedzialność za samotnie biegające szczenięta, którym nie miał kto przewodzić, nie miał kto wskazać odpowiedniej drogi, czy czegokolwiek takiego. Oczywiście, nie zmuszał nikogo do tego, by do niego przyszedł, robił jednak wszystko, by wyciągnąć pomocną dłoń i obiecać opiekę. Wydawało się również, że wie, gdzie powinien szukać niepewnego śladu tego, kto pozbywa się ich w sposób brutalny i zdecydowanie nieodpowiedni.
- Całkiem ładny mamy dzisiaj wieczór, bez pełni i szaleństwa - odezwał się spokojnie do nieznajomego. Nie zamierzał ukrywać, że wiedział z kim ma do czynienia, bo to nie miałoby sensu. Skinął mu głową w formie powitania i odwrócił się w jego stronę. Był od niego niewątpliwie starszy, tego nie dało się ukryć w żaden sposób, na całe jednak szczęście nie był również jakoś dużo od młodszego wilka niższy. To, że Roberts był wysokim mężczyzną, dodawało mu nieco poszanowania i trwożliwych spojrzeń, niewątpliwie. Poza tym jednak zachowywał się spokojnie, w sposób może nieco dystyngowany, ale jasno pokazujący, że potrafi trzymać na wodzy i gniew i uczucia, jakie gdzieś tam targały każdym wilkiem. Był na tyle dojrzały, by umieć współgrać ze swymi dwiema naturami, nawet jeżeli odziedziczył po matce gorącą, kubańską krew.
- Oscar - powiedział wyciągając do mężczyzny dłoń. Nie należał do typów, które chowają się po kątach, ani takich, które speszą się, jeśli ich przyjazny gest zostanie odtrącony. Nie przejmował się tymi sprawami, ale niewątpliwie dla nieznanego mu wilka byłoby lepiej, gdyby ten nagle w iście młodzieńczy sposób nie zaczął skakać i szaleć, nie zaczął szczekać, nie zaczął szarpać. Wtedy Roberts na pewno nie byłby już taki przyjemny, jak w tej chwili. Uśmiechnął się nawet lekko.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo