Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator
[Cytuj]
Instytut w Tokio
Instytut Tokijski znajduje się w jednym z lasów znajdujących się na obrzeżach tego kolosalnego miasta. Z wyglądu zewnętrznego przypomina on opuszczoną shrine otoczoną betonowym ogrodzeniem oraz gęstymi drzewami. Wykonana jest większości z drewna z rozsuwanymi drzwiami oraz dwiema kolumnami wspierającymi dach wykonany w stylu japońskim. Cała konstrukcja jest oparta na podniesieniu, a do shrine prowadzą dwa schodki. W środku instytutu znajduje się skrzydło sypialne dla łowców, którzy prowadzą instytut, jak i dla tych którzy go odwiedzają. Sala treningowa, biblioteka, jak i szklarnia, w której hodują różne rośliny wykorzystywane do stworzenia mikstur.

Shizhi

717 lat


175 cm


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…






Naczelny stalker
[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
-> po odkryciu prawdy o losie Yina tuż po jego długiej nieobecności

Skąd wiedział, gdzie przybyć? Przeczucie – heh lub raczej wiedza. Z Yinem znali się nie od dziś. Znajomość liczona w dziesiątkach o ile nie setkach lat. To zabawne, jak bardzo się od siebie różnili. On, dumny Feniks, gwiazda każdego bankietu i skryty w cieniu Tygrys, jego najgorsze alter ego. Byli jak dwie strony medalu – Ying i Yang w najczystszej postaci.
Shizhi szczerze nienawidził Yina – za to, że tak obrzydliwie lśnił, nosił się – za to jaki był – jak się poruszał, mówił, gestykulował… Momentami tygrysia łapa samoistnie napinała się i wysuwała pazury niebezpiecznie blisko pawiej gardzieli. Niewiele brakowało – dzieliły ich zaledwie milimetry – do draśnięcia cesarskiej skóry, a jednak… Za każdym razem kot wycofywał się w pokorze przed pięknem i dumą Księcia Niebios. Chodził po ziemi jak naćpany, bowiem była to choroba – spaczone pragnienie pozbycia się problemu. Mimo to nie potrafił – no zwyczajnie nie miał dość siły, aby zmusić swe ciało do działania. Podirytowany kajał się więc, a potem paradoksalnie uspokajał, bo taka była właśnie potęga przepięknego ptaka. Płynnym ruchem skrzydeł w mig potrafił ugłaskać i ugasić palący ogień niezdrowego pragnienia zabicia go. Cień chował się wówczas z powrotem do swej nory – ład i spokój znów łączyły dwie połówki jestestw. I wtedy właśnie przychodził czas harmonii.
Aż do tamtego feralnego dnia…
O tym, że Yin został ranny, Shizhi dowiedział się od niego. Do spotkania doszło w rezydencji pokrzywdzonego, a w zasadzie przed nią. Spętane kajdanami mroku kocisko, jako jedno z niewielu znało położenie leża swego Nemezis. Przybył tam z czystej ciekawości i mniej oficjalnej chęci zgłębienia wiedzy na pewne tematy. To, co ujrzały błękitne ślepia tuż po zstąpieniu na ziemię, przeszło najśmielsze oczekiwania.
Podarte szaty naznaczone szkarłatem. Krew nieustannie wypływała z poszarpanych tkanek na plecach, ramionach, torsie… Dumne ptaszysko niczym nie przypominało swego dawnego jestestwa. Oszpecone z piór wraz z poszarpanymi skrzydełkami bliżej plasowało się ku roli domowego kurczaka wkrótce idącego na rożen. Przyszpilenie go tam byłoby największą radochą… Kiedyś… Dziś nic mu po dobiciu, bo nie tego tak naprawdę pragnął instynkt. Życie bez dręczyciela byłoby istną katorgą – z nim dochodziło chociaż do pojednania. Prócz tego niewiele osób o tym wiedziało, jednak spośród wszystkich znanych i zapamiętanych przez niego czarowników, to właśnie Yin – on i tylko on był tym, którego Shizhi szanował najbardziej.
Tarzał się we własnej krwi niegdyś piękny ptak. Ze spuszczonym łbem i włosami opadającymi na twarz, podniósł się osłabiony na niebezpiecznie chwiejnych dłoniach. I wtedy dostrzegł przed sobą najstarszego rywala – Tygrysa o sierści czarnej jak noc i oczach przeszywających płomieniem świata umarłych. Błękit ślepi nigdy nie pytał o pozwolenie – nie czyniła tego także jego matka. Dzierżona przez nią kosa uniosła się, po czym opadła niebezpiecznie blisko. Myślał, że to już koniec – bardzo się pomylił. Jego czas jeszcze się nie skończył – usłyszał to on i stojący nieopodal Tygrys. Kostucha odeszła, pozostawiając synów naprzeciwko siebie.
Wobec Yina był niezwykle delikatny. Uniesione ciało nie doznało żadnego uszczerbku – ani wtedy, ani tuż po przeniesieniu w bezpieczne miejsce. Dom Shimizu, bo tam właśnie udał się czarownik, stanowił idealne miejsce do ukrycia rannego. Tamtejsi łowcy nie znali kocura – kojarzyli za to nieprzytomnego. W swym hołdzie wobec jego osoby opuścili błyszczące ostrza. Przepuszczony udał się tam, gdzie iść powinien – prosto do głowy rodu…
Cała rozmowa, wyjaśnienia – wszystko to i o wiele więcej rzeczy pozostanie dla nas zagadką. Wiadomym jednak było, że śniącego przyjęto z otwartymi ramionami. Cień jeszcze przez chwilę doglądał Feniksa – potem wstał i opuścił przydzielony mu pokój. Mrok wyraźnie dał o sobie znać. Napędzany gniewem nosiciela zamierzał zadośćuczynić za wszelkie krzywdy przyjaciela. Głupio postąpił śmiałek, budząc rozleniwionego kocura. Teraz ten nie spocznie, póki nie dokona się zemsta.
Oby Ci, którym powierzył Księcia Niebios dobrze się nim zajęli. Karta długu została zaciągnięta. Lepiej dla nich, aby tego nie spaprali. Shizhi nie miewał w zwyczaju akceptować próśb o drugą szansę…

z/t

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Haru Shimizu

26 lat


181 cm


I’m scared to begin, because I can taste the bitter scent in my mouth If you close your eyes







[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
/jakiś czas po rozmowie z bratem

Niełatwo było pokonać własny lęk - tym trudniej przyszło przełknięcie gorzkiej prawdy po stanięciu doń twarzą w twarz. Coś komuś obiecałeś i sobie niejako też. Mama – to ona była ważna, wręcz najważniejsza na świecie. Zaraz obok na tym samym piedestale stała ukochana siostra. I ją należało chronić przed karą niefortunnego nieporozumienia. Sprawca zamieszania, siewca zamętu - ten, od którego to wszystko się zaczęło... Czy czuł się temu winny? Z pewnością. Czy zamierzał zrobić za męczennika? Niedoczekanie. Z dawnym ostrzem w dłoni, a nieprzemijającym wsparciem brata – heh, jak dziwnie to brzmi po wspomnieniu ich ostatniego spotkania i nieudolnej próby wzajemnego skoku do gardzieli. Ponoć mieli stanąć przeciwko sobie - ponoć... Miast grzecznego kroczenia ścieżkami Losu, sprzedali mu solidne pstryczki w astralny nos. W teorii podzieleni przepaścią rasy, w praktyce zjednoczeni po oddaniu skokiem, niejako znów wspólnie kroczący drogami nieznanego Przeznaczenia. Nie powiem, aby we wszystkim się ze sobą zgadzali – droga ku temu była daleka. Niewątpliwie jednak poczynili wielkie postępy, pokonując kilka z pierwszych przeszkód - wzajemną niechęć i parę uprzedzeń - wszystko ku pamięci dawno złożonej, a wciąż równie ważnej przysiędze, czyniącej z nich istoty równe sobie. A więc dziś - jako jedna strona drugiej, powrócił do domu w roli syna marnotrawnego...
Podróż z York do Japonii minęła względnie spokojnie. Załatwione dokumenty, zdobyte środki no i ostrze odpowiednio zapakowane ze stertą papierów upoważniających do bezpiecznego przewozu pod pretekstem kolekcjonerskiego mienia. Niektórzy patrzyli na to krzywo – inni uznali replikę po przebadaniu jej wyjątkowo tępych krawędzi. Dalej wynajęcie pokoju, drzemka, zebranie myśli... Piorun trzaska pomysł wypoczynku – pomimo prób Sora nie był w stanie zmrużyć oka. Wizje, obawy, nadzieje - każde po kolei nachodziło wilczy umysł, nasuwając całą masę przeróżnych scenariuszy – dobrych i złych i tych neutralnych, których obawiał się najbardziej. Tak mijały minuty i godziny, aż nie nastał dzień. Dokładnie o poranku wilkołak opuścił próg hostelu, udając się w podróż do miejsca docelowego.
Znajomy zapach liści, widok starego lasu, dźwięk wiatru i trzasku gałęzi... Pamiętał, jakby to było wczoraj - wspólny wypad za dnia i tragiczny patrol w nocy. Zapytany, byłby skłonny nawet wskazać felerne miejsce, w którym to wszystko się zaczęło i kolejne, które stało się jego grobem. Kolejne kroki niczego nie ułatwiały. Miast swobody, jedynie dorzucały kolejnych kilogramów na obarczone nim barki. Wilk prycha bezczelnie – on nie da rady? W końcu staje przed progiem drzwi posesji, która niegdyś zwał swoim domem. Przejście przez ich próg - zapewne nikt nie raczył zatrzasnąć niczego na spust. A w środku? To już tylko kwestia czasu, nim rozejdzie się wieść o wtargnięciu na ziemie “święte” reprezentanta nacji wilków. Ciekawe, cóż takiego mógł on chcieć?
This is the only way we can be... No matter what I do, so again I do it again because I have no choice.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Od setek lat ród Shimizu przestrzegał ścisłych tradycji, które według obowiązującego kodeksu, stanowiły podstawę wszelkich decyzji podejmowanych przez smoka. Wiedział to Sora, także jego brat, każdy chłopiec słyszący kiedykolwiek historię powstania legendy Smoczego Dziedzica i wpływu tegoż osobnika na całą rodzinę. Z początku nie był to bowiem jeden potomek, rokujący najlepiej – lecz ten, którego spryt i jasność umysłu umożliwiała podjęcie odpowiednich dla rozwoju zmian. Niestety, z biegiem lat tytuł wywoływał coraz więcej emocji ze względu na niesioną ze sobą obietnicę. Najsilniejszy, najmądrzejszy, szybszy i zwinniejszy niż wszyscy inni wojownicy – któż nie chciałby przyjąć podobnego stanowiska, na uwadze mając fakt, iż prowadzi bezpośrednio do władzy? Złotego tronu, kuszącego młodzieńców od niepamiętnych wręcz czasów. Umożliwiał przecież rządzenie, podjęcie najważniejszej z ról. Sędzia, niejednokrotnie również kat, przede wszystkim ten, z którym liczyli się wszyscy, nawet inne rody, choć z pewnością niechętnie zdarzało się im to przyznawać. Smok był przecież symbolem boskiej siły, panującej ponoć nad innymi istotami. Z tym niestety kojarzyła się chłopcom Shimizu władza – z niemożliwym do wygrania wyścigiem, gdzie perfekcja była jedyną odpowiedzią na zadane przez przodków pytanie. Zaślepieni chciwością ojcowie, pragnący tchnąć we własne dzieci ducha walki tak silnego, by zdolni byli do okrucieństwa wobec własnych braci, tylko po to, zdobyć pożądany przez wszystkich tron.
A jednak nadszedł w końcu czas, kiedy w rodzie pojawił się pewien kwiat, gotowy rodzić wyjątkowy owoc, ze względu na uczucie i więź, którą obdarowała wybranego ukochanego. Kobieta ta powiła dzieci, a jej najstarszego syna od młodego wieku nazywano Smokiem – lecz nie dbał on o tytuły, wciąż analizując, czego pragnęłaby od niego kochająca matka, jak chciałaby, by się zachowywał. Wychowany surowo przez ojca, nigdy nie zapomniał nauk najważniejszych, o pozostawieniu serca otwartego, uszu gotowych do słuchania, a oczu wytężonych na krzywdy, by zadbać o to, czego jego poprzednicy nie byli w stanie przez lata zmienić.
Kiedy więc w końcu nadeszła ceremonia, Smok, którego tak wszyscy wychwalali za młodu, podjął najważniejszą od lat decyzję, niemal dzień po ogłoszeniu swojego panowania zawieszając nakaz o podejmowaniu aranżowanych małżeństw. Wielki był to cios dla dziadów i pradziadów jeszcze oglądających poczynania młodego mężczyzny – w końcu w znaczący sposób mogłoby to osłabić ród. Nic bardziej mylnego. Hirote zdawał sobie sprawę, jak wyjątkowa siła uczucia może zmienić wszystko, nawet sposób patrzenia na otaczający świat. Skąd to wiedział? Sama jego małżonka, zanim odkryła swoją anielską krew, uważana była za człowieka. Wybierając ją, mógł stracić wszystko – lecz czy zawahał się choć raz? Nigdy. Wiedział, że była to dobra decyzja, tak jak uwolnienie wszystkich sióstr i braci, kuzynów czy kuzynek od przykrego obowiązku sprzedawania własnej woli i ciała komuś, kogo mogli nigdy nie pragnąć. Tak więc bezpieczni pozostali ci, którzy obawiali się o swoje losy, tak jak ci dzielący krew anielską z faeryczną. Również i ci wkrótce zostaną zaproszeni do azylu, który Smok starał się stworzyć dla tych, dla których nie było miejsca nigdzie indziej.
Czego więc obawiałeś się wilku, wracając po takim czasie do… Domu?
Martwiło cię rozczarowanie, które mogłeś dostrzec na ich twarzach? A może strach, gdy nie potrafili rozpoznać cię, gdy przemierzałeś korytarze? Inne rasy nie były przecież w instytutach mile widziane, więc niemal od razu wskazano ci odpowiednią drogę do gabinetu. Nie była to w końcu przestronna siedziba Shimizu, w której każdy gość przyjmowany był z odpowiednimi honorami. Łowcy obserwowali cię ukradkiem, nie rozumiejąc, jaką tragedię dźwigasz na swoich barkach, czemu szedłeś tak powoli, rozglądając się uważnie po ścianach korytarzy. Nie wydawały się szczególnie zmienić, odkąd ostatnim razem je widziałeś. Tak samo jak droga do znajomego gabinetu – ileż razy widziałeś pochylonego nad biurkiem wuja Tadashiego, który zdawał się nigdy nie mieć czasu, by szczerze z tobą porozmawiać? Z pewnością nie mogłeś ufać komuś takiemu w wyznaniu krzywd, które doznałeś. Otwórz jednak ciężkie drzwi, przekonaj się sam, kto siedział po drugiej stronie.
Pochylony nad stertą dokumentów nie siedział już nefilim w średnim wieku, a młody mężczyzna , ubrany w zwykłą, ciemnogranatową szatę, odzwierciedlającą jednak tradycyjny kształt strojów Shimizu. Włosy miał o wiele dłuższe, niż zapamiętałeś, zapuszczone specjalnie do tradycyjnej ceremonii. Wokół jednego z jego palców wił się złoty pierścień o kształcie smoka, najmniejszy z symboli świadczących o jego pozycji.
Kiedy usłyszał otwierające się drzwi, uniósł głowę. Na jego twarzy wymalowała się zdumienie, później konsternacja, wreszcie złość. Zaciśnięte w dłoni pióro pękło, wylewając na papier sporą ilość atramentu – nie wydawał się jednak tym w tej chwili przejmować. Wstał nagle z krzesła, aż odsunęło się gwałtownie, a potem ruszył ku tobie. Sylwetka spięta, wyprostowana, zęby zaciśnięte. Mogłeś spodziewać się ciosu, ale…
Gdy znalazł się dość blisko, po prostu otoczył cię ramionami, równy tobie wzrostem. Twarz ukrył w twoim ramieniu, a silne ciało zatrzęsło się, trzymając cię blisko, jakby chcąc odgonić całe zło, które cię spotkało.
- Nareszcie w domu… – z pewnością wyłapałeś lekko drżącą nutę w jego głosie, gdy odsunął się, trzymając cię na wyciągnięcie rąk. Palce zaciskał mocno na twoich ramionach, jakby nie mógł uwierzyć w to co widział. – Gdzieś ty był, Haruka*?

Haruka – „odległość”, tu w znaczeniu „odległy”, „daleki”

Haru Shimizu

26 lat


181 cm


I’m scared to begin, because I can taste the bitter scent in my mouth If you close your eyes







[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
[hide]Od długich wieków, krętymi ścieżkami, do góry i w dół historia niezmiennie zataczała na pewnym etapie zamykające się koła. Jak pies goniąca własny ogon lub wilk, co to w chwili relaksu poddawał się czynnościom zabawowym – przerwanie tego było niemożliwe. Wiedzieli o tym wszyscy ludzie - możni, ich poddani, wielcy królowie wraz z milionem kochanek u boku... Wielokrotnie starali się coś zmienić - poprzestawiać pionki tak, by mimo niemożności, utrudniły Sile Napędowej dojście do celu – niekiedy odrobinę zmieniając jej bieg. Niektórym to się udawało, inni polegali na wstępie - pozostali zaś odkrywali dzieło swych rąk w szoku i zaskoczeniu po przypadkowym zbiorze wydarzeń.
Shimizu... Oni w tej materii niewiele różnili się od tamtych wyżej. Silni, dumni, wiecznie goniący za chwałą, jaką niosło dostąpienie zaszczytu przejęcia Złotego Tronu. Któregoś dnia przeklęty mebel diabli trzasną, gdy w końcu spadnie nań gniew mściwego anioła. Wtem czarne skrzydła okryją połyskujące drewno. na zawsze wysysając zeń ostatki cesarskiej energii. Pozostawione na pastwę losu stanie się niczym więcej, jak kupą wiórów zdatnych wyłącznie do wrzucenia na stos. Na jego miejscu pojawi się stół - duży i okrągły, jak niegdyś w legendach arturiańskich, w których kształt reprezentował symbol równości, a skrzyżowane ostrzami do siebie miecze oznaką wierności i oddania sprawie. Nim jednak do tego dojdzie ród łowców Shimizu zderzy się z wieloma problemami - zniknięciem syna, tragedią następstw - nawet relacja szlachetnej siostry z kocim reprezentantem “zza morza” odbije się głośnym echem od zdobionych ścian... Wszystko to i wiele innych rzeczy bez wątpienia zmieni tor rzeki, wprowadzając na jej dno nieopisany chaos. Niech jednak nikt nie wystraszy się jego obecnością, bo choć nie zachęcał wyglądem, tak od wieków i prawieków zawsze prowadził do jednego – nowego porządku. Oto Wielka Tajemnica Kręgów Historii.
Przybywa Syn Marnotrawny z powrotem do Domu. Patrzą na niego łowcy - kilku prosto z tak zwanego mostu, znaczna większość spod przysłowiowego byka, acz z wyjątkami przemykającego się zafascynowania. Spotyka siostrę - ta rzuca się w ramiona, trwa dobrych kilka minut, po czym wypuszcza brata z objęć. Dłonie ocierają łzy z napuchniętych policzków - zaczesują też pasma ciemnych włosów za ucho. Wilczy głos prosi o chwilę, na co główka dziewczęcia przytakuje. Ckliwa moment nie trwa długo, jednak uderza pierwszą strzałą. Uśmiech jednak znika, gdy nogi zaczynają stawiać kolejne kroki. Obecny gdzieś ciałem, lecz nie duchem - mężczyzna swego wieku, którego ciemne ślepia szybko powinny rozpoznać. Tak się nie dzieje, bo i rzeka mija nurtem Jego osobę, a z nią łapy miękko stawiane na gruncie przez przybyłego. Ze swym ojcem Haru się nie spotkał - nie było im to po prostu dane – nie tu i nie teraz w trakcie wędrówki między korytarzami a w taksacji wielu nieufnych spojrzeń.
Wyłapywał je wszystkie – te z przodu, boku i z tyłu nieopodal siebie. Postawione przez wilka uszy na sztorc świadczyły o czujności - oj wiele się zmieniło przez tych pięć lat, głównie rządy i szokujące zmiany zaraz po objęciu tronu. Powiedzieć, że łowcy je przemilczeli byłoby obłudnym kłamstwem - sam Haru uniósł brwi ze zdumienia i niejako ulgi. A więc jednak dopiął swego – nie, żeby się tego nie spodziewał, znając smocze zdanie w tych kwestiach jeszcze z czasów ich błogiego dzieciństwa. Zawsze go podziwiał - wtedy, gdy byli młodzi, a teraz jeszcze bardziej. Nigdy nie powiedział tego wprost, lecz walka z nim byłaby mu największą katorgą - porażka zbawieniem, zwycięstwo zaś nieodwracalną tragedią. Być może dobrze się stało, że to właśnie jego trafił szlag. Dzięki temu nigdy nie doszło do oczekiwanego pojedynku, tym samym chroniąc prawidłowy bieg wydarzeń. Gdyby nie daj boże stało się inaczej…
Niecodzienny to widok – stary ziomek z podwórka dziś urzędujący za blatem drewnianego biurka byłego ex szefa aka wuja. Czas w istocie przelał na niego sporo łaski – młody ciałem, duchem i serce pewnie też. On sam paradoksalnie niewiele się zmienił – co najwyżej rozrósł w ramionach, muskulaturze – nie był tam takim sobie truchłem, choć daleki od zawstydzającej aury, którą emanował Smok. W efekcie Hiro zastał spuszczony wzrok no i ciało wyraźnie zastygłe w jednej pozie, jakby sparaliżowane dotykiem.
- Awansu i ustatkowania wypadało pogratulować osobiście. – szczere słowa – to na pewno – opuszczają wargi po odzyskaniu namiastki sfery prywatnej. Poza nimi lekki uśmiech, a za nim nieodłączna niepewność. Jedynym jej dowodem było zaciśnięcie palców na tępej stali miecza, które Haru postanowił ze sobą przytaszczyć.
- Wyglądasz, jakbyś zobaczył… Ducha – Tenno Heika… - pierwsza wzmianka, spokojnie, tylko głupi żart, wyłącznie dla zamaskowania stresu spotkaniem. A dalszy zwrot? Tytuł? Jeden ze szlachetnych jeśli wierzyć intencji, choć czy stosowny wobec obecnego stanowiska, jakim mógł poszczycić się Smok? Bez obaw - wilczy barbarzyńca, za jakiego postrzegano wiele mu podobnych nie zapomniał o kulturze. Wystarczyło pozwolić mu się odsunąć, by oddał należny władcy pokłon.

*Tenno Heika - Jego Cesarska Mość
This is the only way we can be... No matter what I do, so again I do it again because I have no choice.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Wiedziałeś, drogi Haru, czemu wilki gonią własny ogon? Ze znudzenia. Waszemu rodowi od setek lat nie zagroził żaden inny – nawet chińska potęga nijak miała się do tradycji opiewanych przez stulecia. Tylko najsilniejsza krew mogła przetrwać, więc skutecznie eliminowano tą słabszą, pozwalając dzieciom łączyć się tylko z innymi arystokratami półanielskiego świata. Niekiedy uciekano się nawet do podobnych działań jak wykupywanie młodzieńców, czy dziewic, by urozmaicić japońską krew – nie obywało się jednak bez odpowiedniego studiowania, czy dana osoba nadaje się do zasilenia starego drzewa o grubych, ciężkich korzeniach i gałęziach wciąż wydających owoce, mimo upływu lat. Wyrosło ono ponad inne, lecz ząb czasu nadgryzł jego korę. Widział to młody chłopak, nie chcąc godzić się, by trwanie w stagnacji zniszczyło wszystko, co do tej pory udało się im zbudować. Na dłuższą metę, czyż w końcu sami nie doprowadziliby do buntu, jak tamtego, który miał miejsce po pierwszym rozłamie? Kłótnie kończyły się tragedią, buntownicy pod osłoną nocy wymordowali część wspaniałych wojowników – i czyja była to wina? Jednego, który wzburzył tłum, czy Smoka, nie potrafiącego zwrócić uwagi na potrzeby swojego ludu? Hiro nie zamierzał pozwolić, by historia się powtórzyła. Nie, gdy z biegiem czasu na własnej skórze przekonał się, gdzie leży źródło kłopotów. Tradycje, owszem, były podstawą ich życia, nie mogły jednak odbierać wolnej woli – tak jak rodzice nie powinny odpowiadać w imieniu dzieci, gdyż to one powinny być panami własnego losu. Młody Smok nie chciał wychowywać kolejnego pokolenia bezsensownie poddanych żołnierzy, wierzących, że jedyną powinnością, było ślepe poddanie rozkazom. Wolał, by razem z nim, ramię w ramię, budowali piękną oazę, gdzie każdy mógłby odnaleźć schronienie.
Czy sprzeciwiało się to obrazowi surowego, sprawiedliwego domu? Być może. Wielu bowiem uznawało myślenie nowego Smoka za naiwne – miękka ręka nie mogła przecież skutecznie upilnować, by rodzina trzymała się zaplanowanej przyszłości. Z pewnością bardzo różnił się od swoich poprzedników, nie należał jednak do ludzi nadmiernie pobłażliwych. Mentalność ojca również odbijała się w nim jak w lustrze, bo choć serce odziedziczył matczyne, nie wyobrażał sobie życia bez dyscypliny i nauki, rozwijającej świadomość o świecie i umożliwiających zrozumienie jego zasad. Nie zamierzał odpuszczać popełnionych zbrodni, czy działać przeciwko prawu – lecz w przeciwieństwie do swoich przodków, chciał umożliwić odkupienie. Uczyć, że świat nie składa się wyłącznie z dobra, lub zła, lecz tego, iż każdy podmiot przewinienia nie powinien być natychmiast wyplewiony z żyznej ziemi rodu. Przyszedł czas przyznania się również do własnych błędów, odpokutować za lata krzywd, które Shimizu wyrządzili własnym dzieciom. Oby nadeszła era równości i jedności, gdzie wszyscy zjednoczeni, będą przemawiać tym samym głosem.
O tym najbardziej marzył młody Smok. By na twarzach ludzi nie widzieć troski, czy obojętności, lecz szczere uśmiechy. Chciał, by ci, którymi miał się opiekować, w końcu zaznali szczęścia.
Nie miał pojęcia, że zanim do tego dojdzie, los skrzywdzi go własną tragedią. Najważniejszym jednak, czego nauczyła go rodzina, było trzymanie się iskry nadziei. Jak Mrok rozproszony prośbą, nie mógł odebrać innym szansy na lepsze dni, ze względu na własne podłamanie. Uparcie będzie dążył do celu, by stworzyć dla wszystkich nowy dom. Nawet kosztem samego siebie.
Nie obawiaj się więc, przekraczając progi instytutu. Być może. mimo strachu i niepewności, czeka cię tu nowa przyszłość, tak jak tych, których również uznano za zaginionych. Nie wiedziałeś z pewnością, jaki zgotował dla was plan – bo przecież zawsze go miał. Choć brwi marszczyły się czasem nad młodym czołem, nadając mu poważny wygląd, zawsze myślał o was. Podpisując dokumenty złoconym piórem, wysyłając wiadomości i odwiedzając sojuszników, wciąż działał.
Siostrę z pewnością napotkałeś przypadkiem – a może nie? Nie była to przecież rodowa siedziba, lecz sam instytut, gdzie co prawda przewijało się sporo Shimizu, ale los nie mógł ci sprzyjać tak po prostu. Może ktoś czuwał nad twoją zagubioną duszą w sposób, o jaki nigdy byś nikogo nie podejrzewał? Cóż, nawet upadłe anioły miewają swoich stróżów.
Tak czy siak, z pewnością nietypowym było zobaczenie go takim. Myślisz – pewnie wywoływano go do pojedynku wiele razy, lecz on skutecznie zwyciężył każdy z nich, dowodząc swojej wartości. Nie chciał dopuścić, by już na starcie podważano jego kompetencje, był również świadom, że jeśli choć raz straci tytuł, nie będzie w swych decyzjach równie wiarygodny po objęciu tronu. Musisz więc wybaczyć mu morderczą wręcz, fizyczną perfekcję, do której starał się dążyć. Wszystko to robił w dobrej wierze, chcąc zrealizować chęć zmian.
- Wolałbym zobaczyć cię na ślubie – nieznaczny uśmiech, kiedy wreszcie wypuścił cię z objęć, a potem poklepał po ramieniu. Minęło tyle czasu, nadeszła zarówno twoja jak i jego przemiana, a jednak czy dostrzegłeś na jego twarzy choć cień niechęci? Przywitał cię dokładnie tak samo, jak przywitałby tamtego chłopca, który zaginął kilka lat wcześniej. – Nie żartuj proszę, do Cesarza mi daleko – pokręcił głową, nie chcąc nawet dopuścić do siebie podobnych myśli.
- Dziwisz mi się? Twój kamień nagrobny postawiono dwa rzędy za Akirą. Każdej soboty matka nosiła tam kwiaty, jeden bukiet dla niego, jeden dla ciebie. Takiego ducha miło zobaczyć – wzruszenie znów zniekształciło nutę jego głosu, bo choć pozornie zdawać by się mogło, że mówił o tym tak lekko. – Trudno było stracić dwójkę bliskich w przeciągu roku. Cieszę się, że chociaż jedna z tych wiadomości okazała się kompletnie nieprawdziwa – w końcu Smok wrócił za biurko, zachęcając cię gestem, byś usiadł naprzeciwko. Szybkim ruchem sprzątnął zalane wcześniej atramentem papiery, by skupić się na tobie.
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Haru Shimizu

26 lat


181 cm


I’m scared to begin, because I can taste the bitter scent in my mouth If you close your eyes







[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Zagrożenia miały do siebie to, że przychodziły nieoczekiwanie. Nie dziś, nie jutro i pewnie nie pojutrze - kiedyś jednak na pewno. Za górami, za lasami i wodą dzielącą dwie ziemie, jak przepaść, przez którą rozpadła się niegdyś rodzina. Legendę o tym znają wszyscy, choć każdy w innej wersji. Dla Shimizu winni byli tamci – dla tamtych zaś cały rozlew krwi był efektem wybuchu zbyt długo tykającej bomby. Minie sporo czasu nim, o ile w ogóle podzielone ze sobą obozy raczą zamówić więcej niż dwa słowa, a o przyznaniu się do wzajemnych błędów nie wspominając. Do tego dnia my osoby trzecie mogliśmy jedynie obserwować sytuację z boku, włącznie z nocnymi eskapadami pewnej pary. Oby tylko Hiro nie życzył im źle i żeby nikt jemu nie życzył podobnie.
Mnogość zmian wprowadzanych przez młodego Smoka w istocie szokowała wiele jestestw. Persony szczególnie te stare wiekiem - zagorzałe w swym oddaniu tradycjom niekoniecznie popierały dzikie rewolty – tym mniej chyliły się ku ich akceptacji. W efekcie nie istniała stuprocentowa gwarancja na to, że choć przypieczętowane oficjalnym pismem, będą realnie respektowane. Dzieci wydawane do ożenku/zaślubin w tajemnicy przed Smokiem, a wszystko na tak zwanym legalu, bo przecież za obustronną zgodą wystawianych. Do tego sprawa obcego rodu i nadania jej przedstawicielce nienależnego jej nazwiska... Pomijając już kwestię siostry, bo za nią Haru winien paść na kolana w podzięce za oddanie należytej wolności, nikt nie miał takiej mocy, by to samo zapewnić Jii Wang. Urodzona w zupełnie innej rodzinie i wychowana pod doktrynami innych, choć równie surowych o ile nie surowszych zasad spod stalowego skrzydła ojca, raczej nie miała nic do gadania. Zatarg czy nie – na samo samą myśl o tym ciarki przechodziły wzdłuż kręgosłupa. Niemniej zacznijmy od początku...
Niepewność nie opuszczała wilka ani na krok – ni po przekroczeniu bramy, przejściu przez próg Instytutu, ni nawet w trakcie spaceru pomiędzy korytarzami. Uparcie trzymała się ciała nawet po przejściu i zamknięciu drzwi oraz wypuszczeniu z dobrze, bo mile zapamiętanych objęć. Ich ciepło tylko spotęgowało poczucie winy wobec dawnego czynu, przez który ucierpiało wiele jestestw. Dobrze się stało, że to właśnie Hiro, a nie Haru objął tron. Z ich dwójki to właśnie Smok zasługiwał na niego najbardziej, bo wbrew oczekiwaniom i surowej szkole ojca, to właśnie on był tym silniejszym i najsilniejszym ze wszystkich.
- Obawiam się, że nie wszyscy mogą podzielać podobny entuzjazm na mój widok. - to nie tak, że wilkołak odmawiał przyjacielowi. Doceniał gest, słowa i troskę, jednocześnie jednak znając zasady i poglądy niektórych Nefilim. Podzieleni rozlałem, bo przecież i tak do niego dojdzie, jedni poklepią wilcze ramię w podobny przyjacielski sposób, dzieląc radość z przybycia, inni na to prychną, pozostali zaś wyrażą głośne oburzenie i dezaprobatę wobec naruszania czystości ceremonii zaślubin obecnością brudnego stworzenia na ich świętej ziemi. Niezależnie od intencji, prób i chęci pewnych “cech” nie dało się tak po prostu wymazać. Wilkołak był ich więcej niż świadomy, dlatego mimo uporczywego pragnienia uwolnienia radości, wolał zachować stosowny dystans.
- Pogódź się z tym – dla wielu nim właśnie jesteś i zawsze będziesz. - zwykłe stwierdzenie, czy bardziej przestroga? Podepnę słowa basiora pod obie te opcje na raz. Bądź rozsądny Hiro i nie oddawaj siebie zbyt wiele razy na poczet uszczęśliwienia innych, bo ironicznie ucierpią wszyscy Tobie najbliżsi. Taki rany leczyło się najtrudniej i najdłużej ze wszystkich, czasem nie zasklepiając ich wcale. Oby żadna z takowych nigdy nie spaczyła ważnego jestestwa – oby...
- Niezasłużony... - tylko dwa? Zwykły przypadek czy może i pośmiertne ukazanie ważności poszczególnych pionków na hierarchicznej planszy? Dziś jej doktryny niezbyt poruszały Japończykiem. Oswobodzony spod kajdan zamierzchłej przeszłości widział i rozumiał więcej, choć i jak na złość czuł też o wiele więcej. Niewielkie ukłucie gdzieś w okolicy serca – a teraz weź pod ostrze brata i się dziw, że przez tyle lat chodził wyłącznie w cieniu.
- Tu powinny być dwa “duchy”, z czego jeden niesłusznie z takowego uznany – obarczony równie niesłuszną winą. Trzeci zaś wisi w powietrzu, utkwiony w wieczystym śnie z powodu utraty dwóch poprzednich. Chciałbym dzielić radość, ale nie potrafię. - faux pas drogi Hiro – tragiczny błąd, któremu nie zdołasz zaradzić nawet Ty i Twoje wspaniałe moce. Ciche westchnięcie przerwało chwilę niezręcznej ciszy po zakończonym monologu. Słowa miast otuchy jedynie utrudniały rzecz, powodując powiększenie przepaści dzielącej uczucia ponad rozsądkiem i odwrotnie. Japończyk nie od razu zebrał się na odpowiedź - wcześniej sprawdził drzwi, a potem ściany i okna. Dokładnie zawinięte w płótno ostrze nie bez przyczyny wylądowało na blacie biurka.
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
This is the only way we can be... No matter what I do, so again I do it again because I have no choice.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Ród podzielony na dwie części, rozdarty dylematem pewnego nieustępliwego wojownika... Choć Hirota znał tę historię tak dokładnie, jak każdy inny potomek rodu, nigdy nie należał do osób, które mogłyby życzyć komuś krzywdy. Choć wierzył w wersję wydarzeń przedstawioną w ich historycznych księgach, podświadomie zdawał sobie sprawę, że każdy medal ma dwie strony. Być może zdarzyło się coś, o czym ojcowie nie chcieli wspominać, bo splamiłoby to nieskazitelność nazwiska? Nie wykluczał tej możliwości, starając się dążyć do prawdy i każdego oceniać sprawiedliwie, bez uprzedzeń, co oczywiście wiązało się z koniecznością rozmowy. Niewykluczone, iż to właśnie on jako pierwszy ze Smoków, będzie skłonny wreszcie wysłuchać innej wersji historii, gotowy wysłuchać, wreszcie zrozumieć. Tak niewiele, a mogło odmienić kolejne pokolenia. Wystarczyła tylko odrobina dobrej woli.
Wiedział dobrze, że pewne zmiany, do których dążył, będą uznane za kontrowersyjne - a jednak starał się na ile mógł, by objaśnić wszystkim, dlaczego są tak bardzo potrzebne. Tradycja była ich korzeniami, ale tylko zmiany będą w stanie zachęcić drzewo do wypuszczenia nowych pąków, by mogło rosnąć silniejsze i piękniejsze, niż kiedykolwiek. Ważniejszym było zrozumienie ludzi, niż starać się podporządkować ich w bezsensownym pokazie siły. Znali go, wiedzieli, że ma jej aż zanadto. Zarówno twardość mięśni, jak i nieustępliwość ducha były w nim obecne. Czemu więc iść wydeptaną ścieżką zastraszenia, kiedy można było odkryć własną, zupełnie inną drogę? Jako decyzje nowego Smoka, musieli je niestety zaakceptować, czy tego chcieli, czy nie - być może z biegiem czasu zrozumieją, jak ważne było to dla rozwoju rodziny.
Nie miał zamiaru pozwalać na żadne odstępstwa od wydanych nakazów, a z powodu swej natury, nie było mu trudno zjednać sobie sojuszników i wykorzystywać ich wpływy, by pilnować, aby wszystko zostało przestrzegane jak należy. Przy tym zachęcał do spotkań wśród własnej rodziny, by jak najlepiej uargumentować potrzebę wprowadzenia takich, a nie innych zmian. O tajnych zaślubinach nie było mowy, każdego, kto zdołał uskutecznić podobne, czekało unieważnienie związku i sprawiedliwy sąd. A co do wpływów na inne rody - owszem, może władza Smoka nie mogła wymusić przestrzegania jego własnych postanowień. Nie było to nigdy zresztą jego prawdziwym celem. Wolał być raczej przykładem. Gdzie harmonia pięknie układała nuty melodii, tam inni podążali jej śladem. Wierność ludu była bowiem silniejsza w połączeniu z umiłowaniem przewodnika, niż gdyby ród był ku temu zmuszony lękiem.
Nie ma powodu do niepokoju, wilku. Pozwól ugłaskać nastroszoną sierść i spocznij w bezpieczeństwie instytutu, bo nic ci tutaj nie groziło. Czyż nie dostatecznym dowodem była zarówno szczerość Smoka, jak i jego serdeczny uścisk?
- Wątpię. Powrót z martwych to zawsze powód do radości - łagodny uśmiech uniósł kącik ust mężczyzny. Zaraz potem na jego czole pojawiła się jednak niewielka zmarszczka. - Chyba, że obawiasz się kogoś? - troska w głosie, zaniepokojenie. Nigdy nie chciałby, żeby ktokolwiek o nazwisku Shimizu czuł się mniej niż potrzebny zarówno w instytucie, jak i w potężnej siedzibie. - Sojusze z wilkołakami nigdy nie były nam obce, co więcej, wciąż żyjemy z nimi w przyjaźni - dodał, jakby próbując dodać ci otuchy. Pod jego skrzydłami nie miałeś się czego obawiać.
- To przesada. Jeszcze niczego nie osiągnąłem - machnął ręką, przy tym segregując kolejne pliki papierów na odpowiednie miejsca w ładnym, drewnianym organizerze.
- Nie ma takich, którzy nie zasługują na pośmiertne upamiętnienie. W końcu i zbrodniarze mają ukochanych - cień uśmiechu, bo przecież nie mówił poważnie. Po prostu cieszył się, że znów może widzieć cię całym i zdrowym. Może trochę inaczej pachnącym, ale wciąż tym samym kuzynem.
- Tak, faktycznie był to tragiczny błąd. Zaleciłem pilnować jej ciągle, ale jeszcze nie znaleźliśmy sposobu. Co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że w tej historii, jest jeszcze drugie dno, które należy zgłębić - uniesiona brew w wyczekującej minie. Miał nadzieję, że jego domysły nie sprawdzą się w dokładny sposób, i obecność Sory nie świadczyła wyłącznie za winą oszustwa Houshina.
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Haru Shimizu

26 lat


181 cm


I’m scared to begin, because I can taste the bitter scent in my mouth If you close your eyes







[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Niewątpliwie rozmowa dwóch zwaśnionych stron stanie się wiekopomną chwilą dla obu rodzin. Zasklepienie odwiecznej przepaści bez wątpienia doprowadzi do ukazania wielu furtek możliwości, łączących rozwój z tradycją. Niczym Ying i Yang, Smoki podzielą ziemię z Tygrysami, dochodząc do wspólnej harmonii, której zabrakło dawnym przodkom sprzed wielu lat. Nim jednak to się stanie, obaj przywódcy zostaną poddani wielu próbom testującym ich umiejętności oraz pokłady cierpliwości. Jeżeli przejdą testy pomyślnie, będą mogli szczycić się ogromnym osiągnięciem na skalę niemalże masową - w przypadku porażki nic wielkiego się nie stanie, po prostu wszystko zatoczy koło jak niegdyś za czasów dawnych wojowników aż po dziś dzień ery tych współczesnych.
Ciepłe uśmiechy Hiro działały dwojako na przybyłą personę wilkołaka. Z jednej strony w głowie rodziło się wiele obaw, niegdyś wykutych w ogniu i wodzie dłońmi surowego ojca. Zaraz potem jednak przychodziła iskierka nadziei, definiowana ówczesnym, a dziecięcym zaufaniem do przyjaciela. W rezultacie “wygnanie” stał na rozdrożu, niekoniecznie wiedząc, jak i czy w ogóle powinien do pewnych spraw nawiązywać. Granica między chęcią a powinnością była ciężka, a swoje dodatkowe balasty dorzucało wychowanie no i znajomość sztywnej kultury zwanej hierarchią. I choć próbował to ukryć za maską słów, tak w głębi spojrzenia nie ukrywał dwojakiego zmieszania z niepewnością. Stąd też tamto ostrze ułożone na biurku, jakby obawiał się trzymania go dłużej niż do teraz lub jakby nie wiedział, czy w ogóle miał do niego jakiekolwiek prawo.
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
This is the only way we can be... No matter what I do, so again I do it again because I have no choice.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Trzeba mieć więc nadzieję, że wkrótce do takiej rozmowy rzeczywiście dojdzie. Pewnie z początku nie będzie łatwo stawić czoła zupełnie nowej wersji znanej historii. Hiro postara się jednak przeciwstawić nienawiści, która do tej pory zatruwała obydwa rody, nie pozwalając na pojednanie. Czas zmian miał dotyczyć bowiem każdego aspektu życia półaniołów, by przez kolejne pokolenia zaznali spokoju, jakiego Shimizu może nawet nie pamiętali. Smokowi nie zależało bezpośrednio na rozgłosie, ni by pamiętano o jego imieniu. Pragnął po prostu doprowadzić do czegoś... Lepszego. By być jednością ze swymi ludźmi, a nie tylko podporządkowywać ich swojej woli. Czy mu się to uda? Czas pokaże. Jednym podobały się zmiany, inni już teraz nazywali go hipokrytą, dbającym tylko o własne zdanie. Kto miał rację? Z pewnością obie strony. W swoich dążeniach nikt nie mógł być bowiem perfekcyjny, nawet ci z daleka wydający się nie posiadać żadnej skazy. Hirota miał ich wiele, tak jak każdy normalny człowiek. A jednak z każdym dniem, z każdym wydarzeniem wstrząsającym jego życie, starał się poprawiać i uczyć, by doczekać nowego porządku. Ze swojego miejsca mógł pozostać jedynie pełen nadziei, iż kolejne kroki będą zbliżać go ku osiągnięciu celu - choć w praktyce mogła być to droga w nieznane, usiana pułapkami, zupełnie pozbawiona światła. Nawet gdyby był świadom, nie wycofałby się, wszystko po to, by chronić tych, na których najbardziej mu zależało.
Widzisz, wilku, ten siedzący przed tobą nefilim nie był przecież twoim ojcem. Różnili się tak bardzo jak dwa żywioły - i woda, choć spokojniejsza, z biegiem czasu potrafiła kruszyć najtwardsze ze skał, uginając je swoją nieustępliwością. Nie uznaj więc łagodnego spojrzenia za próbę podstępu. W istocie cieszył się z twojego powrotu, jak cieszyłby się z odnalezienia każdego zaginionego. Stąd pokręcenie głową, odsunięcie ostrza w twoją stronę.
- Jesteś i zawsze będziesz Shimizu - proste słowa, które nic nie kosztowały, a znaczyły tak wiele. Nie byłeś tu niemile widziany, nie byłeś wygnańcem, wciąż byłeś jego kuzynem, dzielącym krew dziadka i pradziadka. Naprawdę spodziewałeś się, że zawróci cię i każe odejść? Chyba nigdy go w takim razie nie znałeś.
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Haru Shimizu

26 lat


181 cm


I’m scared to begin, because I can taste the bitter scent in my mouth If you close your eyes







[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Przyszłość przyniesie wiele rzeczy – tych dobrych i złych niestety też. Konsekwencja sukcesów nie ominie Smoka i jego sprowadzając na niebezpieczną krawędź. Przepracowanie, zapomnienie – dwa z wielu czynników w końcu doprowadzą do powolnego obumierania kwiatu. Oby nigdy nie doszło do śmierci - oby w porę temu zapobiec – szczerze w to wierzyłem - chciałem wierzyć, widząc jak ogromne zaangażowanie w ród wkładał nowo wybrany Przywódca. Niech nie dziwi się wielu hołdom składanym w jego stronę, ni niespodziance zaserwowanej mu w przyszłości z okazji któryś tam urodzin. Niech nie szokuje go również wyniesienie na wysoki piedestał i wychwalanie imienia w podzięce za całe dobro – wybacz stary, tego zwyczajnie nie dało się uniknąć.
Co zaś tyczyło się hipokryzji - toż słynęli z niej wszyscy, a Azjaci wyjątkowo. Szczęśliwie w swym boju Hiro nie będzie sam – stanie za nim rodzina, przyjaciele i o dziwo rywalizujący ród, któremu modyfikacje systemu władzy również wyjdą na dobre. W rezultacie wszystko będzie miało sporą szansę, aby iść ku lepszemu – o ile rzecz jasna nic się po drodze nie spierdoli. Sora dla przykładu w to wierzył - w sukces przyjaciela, bo chociaż nie powiedział tego wprost, tak odpowiadając na gest, bah, wychodząc mu naprzeciw, dał jasno do zrozumienia, że...
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
This is the only way we can be... No matter what I do, so again I do it again because I have no choice.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Oby sprawdziły się podobne przepowiednie, ponieważ Smok nie chciał dążyć do niczego innego, a wyłącznie do jedności. Niegdyś podzielony ród, z pewnością mógł znaleźć możliwość, by na nowo złączyć połowy w jedną całość. Tylko tak będą mogli się rozwijać, nie dążąc jako najpotężniejsi do wzajemnego zniszczenia. Nie tą drogą chciał iść Hiro, rozważając swoje kolejne kroki. Dlatego złożenie wizyty koreańskiemu rodowi stanowiło jedną z licznych planowanych w bliskiej przyszłości. Dobrze wiedział, że Tygrysy, mimo działania w cieniu, każdego dnia rosły w siłę. Nie obawiał się ich, lecz miał świadomość, iż wciąż żywili urazę, która w przyszłości mogła popchnąć ich do nieprzemyślanych kroków. Z tego powodu pragnął rozwiązać tę sprawę jak najszybciej, zaraz po uporaniu się z porządkami w rodzinnym domu. Priorytetem była bowiem rodzina, dopiero potem próby naprawy tego, co przodkowie zniszczyli wiele, wiele lat temu.
Nie bał się konsekwencji, nie gdy przed oczami wciąż miał obraz delikatnej ukochanej. Dopóki Lian była jego światłem, nic nie mogło go złamać, ni odebrać motywacji do dalszego działania. Potem - kto wie? Miał nadzieję zostać ojcem, jeśli tylko chciałaby się na to zgodzić. W końcu i jej ciało było świątynią, którą zamierzał szanować jak najpiękniejszy kwiat. Prosiłby pięknie, żeby dała mu dziecko, nie ważne, czy syna, czy córkę. Chciał bowiem otaczać je miłością, udowodnić, że mógłby być opiekunem tak zarówno dla swojej własnej krwi, jak i przybranych dzieci, zagubionych nieco w życiu. Weźmy na to takiego Haru. Ledwo parę lat różnicy, a Hiro poczuwał się w obowiązku zadbać o jego bezpieczeństwo.
Dłoń zaciśnięta na tej spoczywającej odrobinę dalej. Nie myśl, że zostawiłby was samych sobie w tej okropnej sytuacji. Czemu? Ponieważ rodzina zawsze była i będzie dla niego absolutnie najważniejsza.
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---

Haru Shimizu

26 lat


181 cm


I’m scared to begin, because I can taste the bitter scent in my mouth If you close your eyes







[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---


z/t
This is the only way we can be... No matter what I do, so again I do it again because I have no choice.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo