Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator
[Cytuj]
Instytut w Tokio
Instytut Tokijski znajduje się w jednym z lasów znajdujących się na obrzeżach tego kolosalnego miasta. Z wyglądu zewnętrznego przypomina on opuszczoną shrine otoczoną betonowym ogrodzeniem oraz gęstymi drzewami. Wykonana jest większości z drewna z rozsuwanymi drzwiami oraz dwiema kolumnami wspierającymi dach wykonany w stylu japońskim. Cała konstrukcja jest oparta na podniesieniu, a do shrine prowadzą dwa schodki. W środku instytutu znajduje się skrzydło sypialne dla łowców, którzy prowadzą instytut, jak i dla tych którzy go odwiedzają. Sala treningowa, biblioteka, jak i szklarnia, w której hodują różne rośliny wykorzystywane do stworzenia mikstur.
 

Shizhi

717 lat


175 cm


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
-> po odkryciu prawdy o losie Yina tuż po jego długiej nieobecności

Skąd wiedział, gdzie przybyć? Przeczucie – heh lub raczej wiedza. Z Yinem znali się nie od dziś. Znajomość liczona w dziesiątkach o ile nie setkach lat. To zabawne, jak bardzo się od siebie różnili. On, dumny Feniks, gwiazda każdego bankietu i skryty w cieniu Tygrys, jego najgorsze alter ego. Byli jak dwie strony medalu – Ying i Yang w najczystszej postaci.
Shizhi szczerze nienawidził Yina – za to, że tak obrzydliwie lśnił, nosił się – za to jaki był – jak się poruszał, mówił, gestykulował… Momentami tygrysia łapa samoistnie napinała się i wysuwała pazury niebezpiecznie blisko pawiej gardzieli. Niewiele brakowało – dzieliły ich zaledwie milimetry – do draśnięcia cesarskiej skóry, a jednak… Za każdym razem kot wycofywał się w pokorze przed pięknem i dumą Księcia Niebios. Chodził po ziemi jak naćpany, bowiem była to choroba – spaczone pragnienie pozbycia się problemu. Mimo to nie potrafił – no zwyczajnie nie miał dość siły, aby zmusić swe ciało do działania. Podirytowany kajał się więc, a potem paradoksalnie uspokajał, bo taka była właśnie potęga przepięknego ptaka. Płynnym ruchem skrzydeł w mig potrafił ugłaskać i ugasić palący ogień niezdrowego pragnienia zabicia go. Cień chował się wówczas z powrotem do swej nory – ład i spokój znów łączyły dwie połówki jestestw. I wtedy właśnie przychodził czas harmonii.
Aż do tamtego feralnego dnia…
O tym, że Yin został ranny, Shizhi dowiedział się od niego. Do spotkania doszło w rezydencji pokrzywdzonego, a w zasadzie przed nią. Spętane kajdanami mroku kocisko, jako jedno z niewielu znało położenie leża swego Nemezis. Przybył tam z czystej ciekawości i mniej oficjalnej chęci zgłębienia wiedzy na pewne tematy. To, co ujrzały błękitne ślepia tuż po zstąpieniu na ziemię, przeszło najśmielsze oczekiwania.
Podarte szaty naznaczone szkarłatem. Krew nieustannie wypływała z poszarpanych tkanek na plecach, ramionach, torsie… Dumne ptaszysko niczym nie przypominało swego dawnego jestestwa. Oszpecone z piór wraz z poszarpanymi skrzydełkami bliżej plasowało się ku roli domowego kurczaka wkrótce idącego na rożen. Przyszpilenie go tam byłoby największą radochą… Kiedyś… Dziś nic mu po dobiciu, bo nie tego tak naprawdę pragnął instynkt. Życie bez dręczyciela byłoby istną katorgą – z nim dochodziło chociaż do pojednania. Prócz tego niewiele osób o tym wiedziało, jednak spośród wszystkich znanych i zapamiętanych przez niego czarowników, to właśnie Yin – on i tylko on był tym, którego Shizhi szanował najbardziej.
Tarzał się we własnej krwi niegdyś piękny ptak. Ze spuszczonym łbem i włosami opadającymi na twarz, podniósł się osłabiony na niebezpiecznie chwiejnych dłoniach. I wtedy dostrzegł przed sobą najstarszego rywala – Tygrysa o sierści czarnej jak noc i oczach przeszywających płomieniem świata umarłych. Błękit ślepi nigdy nie pytał o pozwolenie – nie czyniła tego także jego matka. Dzierżona przez nią kosa uniosła się, po czym opadła niebezpiecznie blisko. Myślał, że to już koniec – bardzo się pomylił. Jego czas jeszcze się nie skończył – usłyszał to on i stojący nieopodal Tygrys. Kostucha odeszła, pozostawiając synów naprzeciwko siebie.
Wobec Yina był niezwykle delikatny. Uniesione ciało nie doznało żadnego uszczerbku – ani wtedy, ani tuż po przeniesieniu w bezpieczne miejsce. Dom Shimizu, bo tam właśnie udał się czarownik, stanowił idealne miejsce do ukrycia rannego. Tamtejsi łowcy nie znali kocura – kojarzyli za to nieprzytomnego. W swym hołdzie wobec jego osoby opuścili błyszczące ostrza. Przepuszczony udał się tam, gdzie iść powinien – prosto do głowy rodu…
Cała rozmowa, wyjaśnienia – wszystko to i o wiele więcej rzeczy pozostanie dla nas zagadką. Wiadomym jednak było, że śniącego przyjęto z otwartymi ramionami. Cień jeszcze przez chwilę doglądał Feniksa – potem wstał i opuścił przydzielony mu pokój. Mrok wyraźnie dał o sobie znać. Napędzany gniewem nosiciela zamierzał zadośćuczynić za wszelkie krzywdy przyjaciela. Głupio postąpił śmiałek, budząc rozleniwionego kocura. Teraz ten nie spocznie, póki nie dokona się zemsta.
Oby Ci, którym powierzył Księcia Niebios dobrze się nim zajęli. Karta długu została zaciągnięta. Lepiej dla nich, aby tego nie spaprali. Shizhi nie miewał w zwyczaju akceptować próśb o drugą szansę…

z/t

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo