Caranthir

603 (18)


175 cm


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them







[Cytuj]
Multikonta: Freya, Anna
Wiedźminka odetchnęła z ulga i odłożyła ostrze do pochwy, I nie, to że Sigyn za nią poszła wcale jej nie uspokoiło, wręcz przeciwnie, mieć ją na sumieniu... to jej słabość, z resztą nie tylko tyczącą się samej siostrzyczki; coś czym można dobrać się (niedosłownie) do tyłka Carełka. Z kolei samą Katję pamiętała jako małą dziewczynkę, którą na dobrą sprawą powinna być... właśnie, "małą", nie "młodą".
- Katja? Wyrosłaś zbyt szybko, z biologicznego punktu widzenia - zwróciła uwagę, nie wspominając o tym, że była zwykłym człowiekiem, tyle że z nieludzkim lokatorem. Czyżby to "on" sprawił, że mogła znaleźć się w Spiralnym Wymiarze? - "On"... nadal ci towarzyszy? - spytała, mając na myśli... w sumie dobre pytanie. Czy to co rozmawiało z nimi w salonie swego czasu, było znanym obecnie Mrokiem? Jego alternatywną cząstką bądź czymś nieco przeciwnym; w filmie Venom nie był jedynym symbiontem więc może ona miała jakiegoś innego?
- Chcesz powiedzieć, że legenda, zapomniane dzieje, jest więcej niż prawdziwa...? - Nie wińcie Carełka za wątpliwości, niejedna geneza powstania świata funkcjonowała w różnorakich społeczeństwach, a ta brzmiała równie fantastycznie, tyle że stworzona na potrzeby Wróżek i Czarowników. Tutaj proszę wstawić dwa akapity przemyśleń o utracie Spiralnego Wymiaru, i tak post jest podejrzanie długi jak na sesję z MG... Przywiązana do niego? Niezbyt. Uznaje za potrzebne miejsce? Jak diabli... czyt. tak. Wskażcie inną bezpieczną strefę dla księgozbiorów i rzeczy osobistych, gdzie smerfy nic nie mogą, i wszyscy inni też. Może poza wykupieniem działki w Edomie...
- Jak niewiele czasu zostało na decyzję? - Pierwsze co jej przyszło do głowy, ewidentnie nie chciała tutaj szkodzić, i niespecjalnie być osoba decyzyjną, przynajmniej w stu procentach. Pal licho że budynek się wali (a nuż gruzy zostaną i coś da się odkopać), chodzi jej o wkroczenie tego złodupca na scenę. Ciekawe jak to jest być Bevinem Spiralnego? Wolałaby się nie dowiedzieć. - Czy jest jakaś alternatywa dla Iskry, coś co pozwoliłoby utrzymać wymiar przy życiu, przynajmniej na jakiś czas? - Raczej nie trzeba wspominać, że co nieco wypadałoby, w miarę możliwości, spróbować przenieść do jakiś skrytek. Jasne, trochę Czarowników żyło i część wiedzy dało się spisać na nową, ale nie wszystko... i właśnie to dziedzictwo wymagało ewakuacji.
- I co jeśli Mrok ją... odzyska? - Będzie dalej próbował zniszczyć ten świat czy da im spokój i pójdzie... byle dalej od nich? A może nawet coś z Faeriolandu potencjalnie odpuści, jeśli jest co ratować? Konsekwencje tego czynu, bo najbliższą przyszłość, cóż może nie znała ale mogła się domyślić.
 

Vanessa Vulcano

300


My dear, you're not so innocent







[Cytuj]
Niech to cholera! Nie dość że zaatakowały nas te demony to jeszcze zostaliśmy wyciągnięci do podziemi. Tylko czy w tym zamku takowe w ogóle były? Jeśli tak to nie miałam o nich zielonego pojęcia. W sumie wielkość czasu i tak spędzałam wśród przyziemnych. Chociaż tyle dobrego że przy lądowaniu jak to ładnie nazwałam tylko się poobijałam. Rozejrzałam się dookoła i skrzywiłam z niezadowoleniem wstając z podłogi na początku odrobinę chwiejnie jednak zaraz stałam stabilnie. Otoczenie zdecydowanie wyglądało zdecydowanie nieprzyjaźnie.
-Tak nic mi nie jest- Odpowiedziałam na pytanie Erika które wydawało mi się naprawdę irracjonalne. W końcu wyglądał sto razy gorzej ode mnie! To raczej ja powinnam się martwić o niego czy mi przypadkiem nie zemdleje przez utratę krwi z tych wszystkich ran.
-Którym korytarzem idziemy? Trzeba się stąd jakoś wydostać- Spytałam starszego czarownika przy okazji podchodząc do obu korytarzy by sprawdzić czy z któregoś z nich nie wieje wiatr co mogłoby wskazać który prowadzi na powietrze.
 

Sigyn Ragnarsdóttir

801


168 cm


No regrets and yet every regret







[Cytuj]
Multikonta: Sonia, Antek
Uroki rodziny - albo się jej nienawidziło, albo była ona słabym punktem. W przypadku Sig, Caranthir była kimś, kogo chciała chronić za wszelką cenę i zrobiłaby wszystko, by z jej białej główki żaden włos nie spadł. Może lepiej, żeby siostry nie pokazywały jawnie, że są do siebie przywiązane? Jeszcze jakiś gamon wykorzystałby to przeciwko im, a tego nie chcemy.
Katję Sigyn za ni cholery nie kojarzyła, jedynie z plotek. Wiedziała, że dziewczynka została znaleziona w cyrku, gdzie zrobiła nie lada zamieszanie i wiedziała, że ma w sobie nadprzyrodzonego lokatora. Nawet chyba trudno określić go stricte demonicznym, jeśli Mrok można zakwalifikować z któreś ram.
Dziewczyna wyglądała źle i wręcz nienaturalnie. Sig jednak, choć nie zaatakowała ich, wolałaby zachować miecz obnażony, bo Katja była potencjalnym, niebezpiecznym przeciwnikiem, a wiemy, że dla jednej z użytkowniczek kostki nie miały łaski. Mimo wszystko starsza wiedźma schowała klingę, idąc za przykładem siostry.
Na całe szczęście dziewczyna nie bawiła się w zagadki słowne, bo akurat na nie Sigyn teraz nie miała siły. Po prostu powiedziała wprost, że albo siostry uwolnią Iskrę i rozpierdolą Spiralny Wymiar, albo pozwolą Mroku nadejść. Żadna z opcji nie wydawała się być dobra, wręcz był to wybór typu "zło lub mniejsze zło". Czyli i tak będzie chujowo, ale trzeba ocenić, która opcja ma mniejszą skalę.
Blondynka momentalnie poczuła ciężar odpowiedzialności, która spadła na jej i Car barki. Zerknęła na wiedźminkę, kontrolnie, chcąc zobaczyć, co ona na to, bo Sig była wyraźnie niezadowolona. Cholera, że też nie mają tu ze sobą kieszonkowego Bevina. Przynajmniej miałyby na kogo zrzucić winę.
- Zgaduję, że nie ma żadnego sposobu na powstrzymanie tego domina rozpierduchy? - bardziej stwierdziła, niż zapytała, bo jasne, zawsze jest wybór i akurat w ich przypadku, można byłoby pozwolić Mrokowi na hulanki lub wręcz przeciwnie. I tak wiedźmy muszą zdecydować się na jakieś poświęcenie.
- Popieram pytanie, co się stanie, gdy Mrok połączy się z Iskrą lub gdy tego nie zrobi?
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
W pokoju Katji

Uwaga Caranthir została skomentowana jedynie słabym uśmiechem dziewczynki. Czy mogła tłumaczyć jej zawiłości życia wraz z Mrokiem, który miał ją unicestwić, a który pozwolił jej żyć tyle lat i nauczył tylu rzeczy? Podzielił się z nią swoim istnieniem, wiedzą, a ona miała jedno zadanie - przypilnować dla niego jego ukochaną, pomóc w jej uwolnieniu. Chciał mu pomóc. Współczuła mu i rozumiała jego ból. Niestety, za Iskrą nie podążał dokładnie ten mrok, który w niej mieszkał, nie znała więc jego dokładnych intencji oraz żądz.
- Jestem sama - odpowiedziała krótko, spoglądając na obie kobiety smutno. Dlaczego wciąż nie mogły odpowiedzieć? Czy one nic nie rozumiały? Iskra musi zostać uwolniona! Jak można kogoś tyle setek lat więzić z własnych, egoistycznych pobudek! Ona była potrzebna, razem z Mrokiem tworzyli jedno.
- Czasu na rozmyślania już dawno nie mamy. Nie wiem co się stanie, kiedy się połącza. Jeśli chodzi o utrzymanie wymiaru... - dziewczyna na moment zamyśliła się, a światło w pomieszczeniu zaczęło mrugać. Półmrok w którym trwały powoli pogłębiał się, a Katja wyraźnie wydawała się niecierpliwić. - Jeśli poświęcicie część swojego żywota. Dar długowieczności, choć w części, może mógłby pomóc. Może. Nie mam pewności - odpowiedziała, a budynek zaczął się cały trząść. Już nie tylko podłoga, ale całość. Ściany pękały, tynk sypał się na głowę.
- Decydujcie! - krzyknęła Katja, a jej głos rozniósł się echem po pokoju i dalej...


W głębi korytarzy

Erik mół próbować używać podstawowych zaklęć, te jednak nie działały w zapomnianych podziemiach. Żadne zaklęcia nie przynosiły tu efektów. Dobrze, że chociaż zdecydował się profilaktycznie zabezpieczyć rany, opatrując je fragmentami ubrań. Vanessa również posiadała liczne skaleczenia i niewielkie rany, które były wynikiem upadku do podziemi. Mieli już ruszać korytarzem, słysząc za sobą wycie piekielnych ogarów, kiedy cały budynek zaczął się trząść. Ściany pękały, z sufitu odpadały fragmenty tynku. W pewnym momencie, w miejscu, gdzie oni sami upadli otwarł się dziwny wir, którym została wyrzucona wprost na nich, trójka innych czarowników.
Ranna Opal miała już mroczki przed oczami, próba przybrania demonicznej formy nie powiodła się przez strach przed nadciągającym Mrokiem. Teraz na wpółprzytomna upadła na podłogę, kalecząc ponownie bark. Craig zaczął odczuwać skutki wstrząśnienia mózgu - nudności, zawroty głowy, migrena. W najlepszej formie była Nerezza, która wychodziła ze wszystkiego obronną ręką.
Kiedy trójka czarowników upadła na podłogę tuż pod nogami Erika i Vanessy, do ich uszu dotarł krzyk dziewczyny, której głosu nie było sposób rozpoznać. Poza słowem.
- Decydujcie! - krzyk potoczył się echem przez korytarz i wybrzmiał w głowach każdego z nich. Oni mieli decydować? Czy jednak Erik domyśli się, że prawdopodobnie Caranthir oraz Sigyn odnalazły Katję...
Przed piątką czarowników roztaczało się rozwidlenie. Z odnogi prowadzącej na lewo, pełnej insektoidów zdawał się dobiegać krzyk, ale czy mieli tego pewność? Półmrok zgęstniał i w podziemiach, Mrok był coraz bliżej.
 

Opal Lengyel

171


164 cm


I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana, Kasia
Mrok. Poczuła go, tak blisko nich. Obejrzała się w okno, czując, jak blednie. Patrzyła w ciemność, czując ogarniającą ją bezsilność. Tynk spadał na ich głowy, a ona znów nie potrafiła się ruszyć. Tak jak u demona, w jej oczach widniało czyste przerażenie. Nie była już w stanie przywołać demonicznej formy, nie była w stanie nawet kiwnąć palcem. Jej oczy na powrót przybrały jej naturalną zieleń, pionowa źrenica zniknęła, a ona mogła tylko spoglądać na pochłaniającą ich siłę. Tą samą, która ją skrzywdziła, prześladowała, aż w końcu znalazła.
Czuła jego oddech na swoim karku, wrażenie, że zaraz ją dopadnie i pożre, nie docierało do niej, co się dzieje, mogła tylko patrzeć. A potem straciła grunt pod stopami, by po chwili twardo uderzyć w ziemię. Bar znów zabolał, przerażenie i poczucie bezradności i beznadziei, one wszystkie zamknęły na niej swoje szpony i nie chciały wypuścić.
Po jej policzkach spłynęły łzy, skuliła się na ziemi. Próbowała otworzyć oczy, ale pojawiające się ciemne plamy sprawiły, że zaraz je zamknęła. Jej cały jeden bok oblepiło nasączone krwią ubranie. Nie miała siły wstać, nie miała siły zrobić czegokolwiek. Zresztą po co, skoro Mrok już tu był?
 

Craig

692



Każdy wyraża emocje inaczej.







[Cytuj]
Upadek bolał, na głowę się posypało, ale prawdę mówiąc nie to mi było w głowię- to że się sypie i boli, myślałem o Opal i gdy tylko dostrzegłem ją wzrokiem rzuciłem się w jej kierunku. Urwałem rękawy koszuli i zabrałem się za prowizoryczne opatrzenie jej rany.-Przepraszam Opal... Nie chciałem żeby tak wyszło. Miecz leżał gdzieś obok i w trakcie opatrywania zerkałem na boki zastanawiając się gdzie jesteśmy i co powinniśmy zrobić. Próbowałem użyć magii leczniczej ale nie zadziałała.
 

Nerezza

801


178 cm


My smile still shows through my bloody nose







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Jak dla niej, sprawa była już skończona. Demony zniknęły, czyli zrobiła to, co chciała i po co weszła do gabinetu. Nie orientowała się w aktualnych wydarzeniach w Yorku, nie bardzo interesowało ją sprawy, które nie dotyczyły jej bezpośrednio, więc nie wiedziała, o co chodzi demonowi. Zresztą, nie chciała tego wiedzieć, chociaż nieco zaniepokoiło ją trzęsienie się budynku.
Jednak najwyraźniej nie było jej dane szybkie ulotnienie się z tego miejsca, gdyż już po chwili została przez coś wciągnięta. Nie spodziewała się czegoś takiego i, co tu ukrywać, zdecydowanie jej się to nie spodobało.
- Wciórności. –warknęła pod nosem, wstając z podłogi. Rozejrzała się po miejscu, w którym się znalazła, jednak na niewiele to się zdało, bo nie rozpoznawała go. Chciała się stąd jak najszybciej teleportować, jednak magia nie zadziałała, co tylko jeszcze bardziej ją zezłościło. Czuła się zupełnie nie na miejscu, miała wrażenie, że przez przypadek znalazła się w środku jakichś wydarzeń, które niewiele ją obchodziły.
 

Caranthir

603 (18)


175 cm


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them







[Cytuj]
Multikonta: Freya, Anna
Car za to wiedziała, co się stanie, jeśli razem z siostrą staną przeciwko Mroku, w tych warunkach, i może nawet jeśli byłaby to epicka walka to nadal trwająca w najlepszym razie kilka sekund. Nie mogła zrozumieć tego co odczuwała Katja z prostej przyczyny, nie posiadała jej wiedzy, nie znała natury Mroku ani jego emocjonalnego powiązania z Iskrą. Legendy to tylko słowa, przekazywane z pokolenia na pokolenie, podatne na zniekształcenia. Ile w nich prawdy mogło przetrwać? Niemniej nadal konkluzja pozostawała ta sama... nie są w stanie obronić tego po co tak uporczywie się intruz dobija, nie w tak nielicznym gronie pozbawionym głównego atutu.
Decyzje, decyzje... potencjalny niewypał utrzymania Spiralnego Wymiaru bez Iskierki, wymieniając ją na własne latka (o ile w ogóle zadziała, i pytanie o przelicznik...), Mrok który mógł z czystej złośliwości i tak obrócić go w pył (jak Wróżkoland), równie dobrze wcześniej pozabija wszystkich tutaj obecnych... Carełek miała takie dylematy, może niekoniecznie dostrzegalne przez Kat, z jej perspektywy? Już o wyjściu z tego miejsca nie wspominając, magia szwankowała, robiło się coraz to bardziej ponuro, a okolica ulegała degradacji...
Miała lekko ponad 600 lat na karku, najstarsi zdaje się 1014, a uwzględniając ostatni roczek, 1015... ale czy faktycznie długowieczność była taka szczęśliwa? Jeszcze niedawno miała dość, a i stare pierniki są niewiele bardziej emocjonalne od kukły czy jakiegoś trupa z wróżkowych bagien. Swego czasu zwyzywała Shi, tylko dlatego, że jego zegar biologiczny zaczął bić szybciej i miał mocno limitowany wiek maksymalny, niemalże jak człowiek (?)? Chociaż kto wie, może faktycznie przez to jest się szczęśliwszym, wiedząc że dni są z grubsza policzone i mogąc cieszyć się drobnostkami? Czy właśnie tak to jest być idiotą, Shi?
- 250 lat, więcej jeśli trzeba, co możesz z nimi zrobić? - To nie tylko pytanie ale i decyzja.
Jej spojrzenie posłane w kierunku siostry mówiło jedno, "nie waż się tego zrobić". To rosyjska ruletka z pepeszą, wystarczy potencjalna jedna ofiara niewypału planu.
Bo ile mógł żyć Czarownik? 1015? 1100? Tyle co czystej krwi Faerie? Nie do końca wiadomo, zawsze ich szaleństwo; szarzenie decydowało... więc nawet jeśli te sprowadziłaby na siebie szybciej przez to nadal pozostawało nieco ponad 150 do przeżycia. W perspektywie tego ile pociągnęła, niby nie aż tak dużo... ale chyba powinno wystarczyć. Jeśli się myli i długowieczność będzie anulowana kompletnie, cóż... przynajmniej odejdzie mniej więcej wtedy kiedy Shi. To dzięki niemu w ogóle przetrwała do tego momentu, więc czy nie byłoby sprawiedliwością, gdyby jej los był uzależniony od jego? Co przeznaczenie spętało, człowiek niechaj nie próbuje rozwiązać... Zabawne, jeszcze niedawno pewnie odwróciłaby się i zarządziła odwrót.
Teraz kto wie, może zdąży prawdziwie docenić wszystkie kinderki tego świata? Heh, może nawet smerfy, mocno delikatnie ale jednak, zdoła polubić?
I to wszystko na kawałek pieprzonego wymiaru, chociaż jeśli ta mała prowincja nie jest jedynym prawdziwym domem dla Czarowników... to czy kiedykolwiek jakiś mieli?
 

Sigyn Ragnarsdóttir

801


168 cm


No regrets and yet every regret







[Cytuj]
Multikonta: Sonia, Antek
Patrząc na smutną Katję, Sigyn jedynie mogła stwierdzić, że dziewczyna jest cholernie samotna, ale nic poza tym. Podobnie jak Car, nie była w stanie zrozumieć, a tym bardziej poczuć więzi oraz emocji, jakie łączyły Kat z Mrokiem. Dla wikińskiej wiedźmy, twór ten był, owszem, czymś złożonym, ale zarazem czymś, co potrafiło dosłownie momentalnie zniszczyć niemalże cały świat wróżek. Nie było nawet mowy o epickiej walce, pozostawała zwykła ucieczka, by jakoś przetrwać tę apokalipsę. Jak widać, tylko garstce zielonek się udało, nie licząc Dzikiego Gonu.
Ragnarsdóttir miała za sobą poważny kryzys egzystencjalny, gdy najzwyczajniej w świecie nie wiedziała, co ze sobą począć. To było wtedy, gdy pomściła swojego mistrza, gdy zamknęła Nimat w lampionie, a Caranthir była gdzieś daleko i nawet nie chciała ją martwić swoimi problemami emocjonalnymi. Po prostu wtedy czuła się okropnie. Straciła swój motor napędowy, który utrzymywał ją wiele, wiele lat przy życiu, pozwalał skupić się na czymś, co nie byłoby ponurymi rozmyślaniami nad klątwą długowieczności. Sigyn miała wrażenie, jakby została wyrzucona na świat, pozostawiona bez niczego i musząca odnaleźć się w tym całym bagnie. I niby nie było to coś niezwykłego, bo dla wielu ludzi tak wygląda życie, ale dla czarownicy, która zawsze miała cel, jej brak był czymś... czymś przytłaczającym.
I pałętała się tak po globie, nie mogąc znaleźć sobie miejsca, zajęcia ani niczego, co byłoby skuteczną kotwicą dla jej umysłu. Poważnie zastanawiała się wtedy czy nie dać się zabić na polu walki, by potem trafić do Walhalli. Na całe szczęście udało jej się pokonać swój kryzys, ale pewna rysa pozostała. Choć Sig wciąż była ciekawa świata, wiedziała, że jej w miarę niezły stan psychiczny nie potrwa wiecznie. Prawdopodobnie znowu załamałaby się albo dopadłoby ją zszarzenie, a to - to ją przerażało.
Dlatego też pomysł Katji rozważała poważnie, ale nie chciała, by i Caranthir zrobiła to samo.
Sigyn odwróciła gwałtownie głowę w jej stronę, by spotkać się z jej jakże wymownym spojrzeniem. Zwykle opanowana blondynka, była teraz wyjątkowo ekspresyjna. I początkowy szok przeistoczył się w złość oraz determinację, która jasno sygnalizowała, że Sig również podjęła decyzję.
- Czy 450 lat ci wystarczy, łącznie z moimi 200? - spytała, czując jakby coś ciężkiego osiadało na jej barkach. To wiele lat poświęcenia, biorąc pod uwagę obecny wiek Sigyn. Jednak gdyby wiedziała, że ma w zanadrzu dodatkowe 50, dorzuciłaby je bez wahania.
Sigyn obdarzyła Car spojrzeniem typu "spierdalaj!", ale było zarazem widać, że to wszystko nie było wcale dla niej takie łatwe. Heh, zrezygnować ze swojej długowieczności na rzecz jakiegoś zasranego wymiaru z demonami. Sig wiedziała, że nie zyska tym tytułu bohaterki rasowej, ale wciąż, obok gorzkiego uczucia, była satysfakcja, że jednak zrobiła coś słusznego, a może nawet dobrego? Heh, przyjemna myśl, zwłaszcza biorąc pod uwagę multum beznadziejnych decyzji i rzeczy, jakie Sigyn odwaliła w swoim długim życiu.
 

Vanessa Vulcano

300


My dear, you're not so innocent







[Cytuj]
Słysząc wycie ogarów byłam przerażona, nie dość że najwyraźniej tutaj nie działały czary, które należały raczej do najprostszych to jeszcze te demony na nas polowały! Myślałam że serce mi stanie kiedy jeszcze wszystko się zatrzęsło i zagroziło zawaleniem się. Jedyny plus jaki odnalazłam to to że ogary ucichły więc albo zginęły albo jakimś cudem zmieniły swoją naturę i uciekły stąd. W następnej sekundzie kiedy to razem z Erykiem wylądowaliśmy ponownie na posadzce znowu zdarzyło się coś niespodziewanego. Tych niespodzianek było już zbyt wiele jak na jeden dzień! Syknęłam z bólu kiedy uderzyło we mnie ciało jak zdążyłam zauważyć Opal. Odsunęłam się jednak od razu, oddychając głeboko i stając na nogach. Jedyną oznaką mojego zdenerwowania była szybko unosząca się i opadająca klatka piersiowa i trzęsące się ciało. Nic nie mówiłam tylko obserwowałam innych czarowników oraz czarownice próbując uspokoić skołatane nerwy. Przez 300 lat swojego życia tak nie bałam się o swoje życie jak teraz.
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Wybaczcie zwłokę, wyjazd rodzinny itp.


Nikt nie byłby w stanie zrozumieć intencji Katji, nie znając historii Mroku. O dziwo, legenda w tym przypadku, nie odbiegała daleko od prawdy - była jedynie pozbawiona emocjonalnej części i pisana ze strony uzurpatorów. Wszak nie od dziś wiadomo, że historię piszą zwycięzcy... Dziewczyna, gdy tylko wszystko zaczęło pogrążać się w ciemnościach, uśmiechnęła się lekko, jakby chciała powitać dawnego znajomego. W pewnym sensie tak było, choć przejęcie przez Mrok zamku i dla niej nie skończyłoby się dobrze. Była tego świadoma, jednak czy mogła żałować czegokolwiek, skoro to Pradawny dał jej tak naprawdę życie? Spojrzała na powrót na stojące przed nią siostry. Była świadoma pozostałej piątki będącej w labiryncie, czy oni również zdołaliby tutaj dojść? Czy i tamci byliby gotowi oddać swoje lata życia za przetrwanie Wymiaru? Nie musiała jednak czekać aż pozostali dotrą do nich mniej, lub bardziej bezpiecznie.
Mrok zdołał sięgnąć zamku, panujący w wymiarze półmrok zdawał się być już jedynie wspomnieniem, kiedy wszystko ogarnęła ciemność, a każdy z czarowników czuł chłód obejmujący jego ciało w posiadanie. Decyzje zapadły, a Katja za pomocą sobie jedynie znanej magii otwarła portal, prowadzący wprost do źródła mocy, utrzymującej Spiralny Wymiar - Iskry. Nic piękniejszego do tej pory żadna z kobiet nie widziała. Mogły poczuć spokój płynący od światła, jaki bił z istoty. Nie było tego widać, jednak ów byt był skuty magicznymi więzami. Przepiękna niegdyś istota została sprowadzona jedynie do postaci mocy i umieszczona w części wymiaru, do którego żaden czarownik nie byłby w stanie dotrzeć bez pomocy Mroku. NIkt, poza Katją... Dziewczyna zdawała się opadać z sił, jednak utrzymywała portal, starając się jednocześnie wybudzić Iskrę. W pewnej chwili światło bijące od istoty zafalowało, a ciepło rozwiało chłód obejmujący Caranthir oraz Sigyn.
- Znam wasze myśli, wasze pragnienia i mogę pomóc, choć nie wiecie co robicie... Nie zmieniliście się przez te lata... - łagodny, ciepły głos wybrzmiał w głowach czarowników. Erik, Opal, Craig, Nerezza, Vanessa mogli trwać w niepewności czego te słowa dotyczą, jednak siostry stojące przed Iskrą rozumiały. W jednej też chwili poczuły, jakby coś zostało im odbierane, a nie mogły tego w żaden sposób zmienić. Iskra zabierała Caranthir oraz Sigyn ich długowieczność, bez podziału na lata, dla niej bowiem, jak i dla Wymiaru, czas płynął zupełnie inaczej niż w świecie Przyziemnych. Jednocześnie, kobiety dotknięte mocą Iskry otrzymały od niej pewne wspomnienia, nieco chaotyczne, nieco zamglone, stawiające jednak pewną tezę - konieczność odnalezienia Pergaminu Wszechwiedzy, obecnie znanego jako Biała Księga. Obie siostry zostały obdarowane wiedzą o jej początkach, o pojmaniu i przemienieniu Pradawnego bytu na silnik napędowy wymiaru. Mrok nie był łagodny i dobry jak Iskra, Mrok będzie chciał zemsty, wobec czego konieczne jest odnalezienie Białej Księgi.
Światło ponownie zafalowało, jakby pod wpływem uderzenia serca, rozjaśniło się, a następnie zmusiło wszystkich czarowników do zamknięcia oczu, bowiem istota rozlała się swoim blaskiem na cały Spiralny Wymiar wyganiając z niego Mrok. Zamek zatrząsł się raz jeszcze w posadach, kilka ścian runęło z hukiem, zapomniane podziemia również w kilku miejscach zostały zniszczone, ukrywając w swoich korytarzach wiele tajemnic.
- Odesłałam go, ale nie na zawsze. Wasza życiodajna energia będzie podtrzymywać wasz Wymiar, nie jestem jednak w stanie powiedzieć na jak długo - głos ponownie wybrzmiał w ich głowach, a Iska podpłynęła w stronę Katji. Dziewczyna poczuła ciepło na policzku, niczym muśnięcie dłoni. Ostatni gest pożegnalny, a w chwilę później Wymiar znów ogarnął dobrze znany wszystkim półmrok i nastała przedziwna cisza.
Nerezza, Opal, Erik, Vanessa po otwarciu oczu dostrzegli brak Craiga między nimi, który chwilę wcześniej, nie zważając na własne dolegliwości próbował pomóc Opal. Jedynym śladem po nim był jakby nadpalony ślad na posadzce. Nie, nie spłonął, jednak został porwany przez Mrok, który nie umiejąc pogodzić się z porażką, postanowił się zrewanżować. Craig nie był jedynym czarownikiem, którego w tej chwili porwał Mrok, ale o tym przebywający w Wymiarze nie mogli jeszcze wiedzieć...
- To jeszcze nie jest koniec. Jeśli chcecie pomóc przyjaciołom, potrzebujecie tej Księgi, wiedzy w niej zawartej. Ona również pomoże wam w ponownym oddaniu długowieczności, jeśli wciąż będziecie chcieli ratować Wymiar. Idźcie już, czasu nie macie wiele - odezwała się Katja, zmęczonym głosem, który równie dobrze mógłby należeć do staruszki. Ta bitwa została wygrana, jakim kosztem dopiero przyjdzie im wszystkim zobaczyć i odczuć...


[zt]




Dziękuję Wam ❤️
Ten post można uznać za końcowy dla wszystkich, albo dopisać swoje zakończenie
 

Opal Lengyel

171


164 cm


I need some time when I'm crazy. And baby, you can love me or help me.







[Cytuj]
Multikonta: Viv, Devana, Kasia
Nie do końca orientowała się co się wokół niej dzieje. Poczuła jedynie ciepłe palce na jej skórze, które delikatnie ją uniosły. Uchyliła na chwilę załzawione oczy, by dostrzec Craiga, który pozbył się rękawa koszuli. Dała się chwilowo opatrzyć, choć mroczki nie chciały zniknąć, tak samo, jak bezsilność, poczucie beznadziei i powoli się pojawiające poczucie winy. Mogła tu przecież nie przychodzić, mogła nie brać udziału w tym cholernym wywoływaniu demonów. Miała wrażenie, że to przez nią Mrok tu przybył, że to ona go ty wywabiła. Że to ona naraziła wszystkich na niebezpieczeństwo.
Roiło się coraz ciemniej, chociaż nie była pewna, czy to przypadkiem jej mroczki nie rozmywają się na całe pole widzenia. Wyczuwała chłód, znajomy, przerażający, oplatający ją niczym jakieś macki. Więc tu przybył? Znalazł ich i miał zamiar zniszczyć? Czemu nie mógł wziąć tylko jej a resztę zostawić? Niech zostawi to, co zaczął, niech wróci do swoich tortur, byle by zostawił resztę. Niech ich nie krzywdzi. Kolejna łza spadła z jej policzka, a ona nie potrafiła nic zrobić. Była bezużyteczna. Doprowadziła do tego, a nawet nie mogła nikogo ochronić. Głupia.
Potem jednak coś się zaczęło zmieniać. Usłyszała głos, delikatny, miły, zupełnie inny niż to, co ich otaczało. Choć nie do końca wiedziała, o czym mówił, na chwilę ją uspokoił. A potem coś rozbłysło, na co Opal znów się skuliła, zacisnęła mocno oczy. Dopiero po chwili je otworzyła, dziwnie zmęczona, pozbawiona sił i... Rozejrzała się. Widziała znajome twarze, jednak jednej dla niej najważniejszej brakowało. Mimo bólu rozejrzała się, lekko w panice, nie rozumiejąc, co się stało z Craigiem i czemu ją zostawił. A potem dostrzegła wypalony ślad w podłodze w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą stał.
Patrzyła się na spaloną posadzkę, nie rozumiejąc. Nie mogąc w pierwszych chwilach pojąć tego, co powoli pchało się do jej świadomości.
Nie. To niemożliwe. Nie. Przecież on nie mógł tak po prostu... Nie. Nie, nie nie!
- Craig - wydusiła, czując, jak robi jej się zimno, jak nagle traci poczucie tego, co ją otacza, jak mroczki przed jej oczami pulsują. Kolejne łzy napłynęły do jej oczu, oddech zamarł w płucach, a ona spróbowała się podnieść. Zadrżała, gdy niemal już stała, aż w końcu do niej dotarło, co mogło się wydarzyć. Zakuło ją w sercu, a ona próbując zrobić pierwszy krok, widziała jedynie ciemność, która pochłaniała i jej świadomość, prawie tak samo, jak Mrok. Nieprzytomna padła na podłogę.
Rozpadała się, tak samo, jak rozpadł się jej świat.

/zt Będę wdzięczna, jak ktoś Opałka stąd wyniesie <3
 

Caranthir

603 (18)


175 cm


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them







[Cytuj]
Multikonta: Freya, Anna
What do we say to the god of death? Not today. Może nie do końca Mrok był kostuchą absolutną, ale na pewno mógłby zrobić wszystkim tutaj przebywającym niezłe kuku. Strefa gdzie zaklęcia były wyłączone i automatyczne wyłączenie wymiaru przez zabranie Iskry... ciekawe czy Katja byłaby w stanie ich wszystkich, i siebie samą, wyrwać i z wymiaru i z łap tego, powszechnie uważanego za złowrogi, tworu? To koncepcja o której wolałaby się nie przekonać na własnej skórze, i poniekąd nie musiała, choć o siostrze niedoli miała do powiedzenia jedno...
- ... ty cholerna idiotko. - To jest najłagodniejsze co mogła powiedzieć. Ta która miała znacznie więcej do stracenia, i z nieznanego dla Carełka powodu, odtrąciła pozostałe długie lata swojego żywota. Nawet jeżeli kompletnie zignorować Spiralny, to raczej jedna nieśmiertelność za ich tyłki powinna wystarczyć. W tej rodzinie to przynajmniej ona powinna mieć odrobinę rozumu, bo Białowłosej ten często szwankował. Na motywy Szwedki to kiepskie miejsce, a z resztą, mieli ważniejsze rzeczy do zrobienia. Prawdziwa wersja wydarzeń z Iskrą, szerze spojrzenie na motywację Mroku i przede wszystkim wymóg znalezienia Białej Księgi...
Czy było warto? Dobre pytanie...
- Znajdź mnie niebawem, wątpię że wydłubałam z ciebie wszystkie jajeczka, a nie chcesz czekać aż się wyklują - rzekła, już z nutką troski w głosie, powoli kierując się do wyjścia. Przynajmniej lokalne demony, zapewne ze strachu przed Mrokiem, nawet nie raczyły zbliżyć się do kogokolwiek. A teraz... teraz to Wiedźminka potrzebowała odrobiny świeższego powietrza. Przynajmniej zapłata za wymiar i potencjalnie życia nie była brzemienna w skutkach; żadnego stanu agonalnego, krwawienia ze wszystkich otworów, śpiączki.
Mogła jedynie spekulować, dołączając do Erika, Vanessy i reszty Czarowników których się tu nie spodziewała, co też mogło stać się z Craigiem. Spalona posadzka i Opal, oddzielnie, nie musiały niczego zwiastować; efekt teleportacji albo Mrok czymś się bawił a szefowej grzebał w główce. Ale ta dramatyczna reakcja i utrata przytomności, połączona z jednym słówkiem? Szło się domyślić. I na szczęście Carełek była blisko i zdążyła chwycić ją, nim upadła na twarzyczkę i rozbiła nosek, metr więcej i ktoś miałby nieprzyjemną (heh) pobudkę...
Powstrzymała się od komentarza i zabrała młódkę do salonu, ktoś musiał ją przynajmniej przywrócić do minimalnego działania.

zt
 

Sigyn Ragnarsdóttir

801


168 cm


No regrets and yet every regret







[Cytuj]
Multikonta: Sonia, Antek
Być może poświęcenie się Sigyn było niepotrzebne, a może wręcz przeciwnie - uratowała zgrabny tyłek swojej siostry. Teraz tego córki Velniasa się nie dowiedzą, bo decyzja zapadła. Ragnarsdóttir, choć miała więcej do stracenia, żyjąc dłużej, niż Caranthir, i tak bez wahania nie pozwoliłaby, by wiedźminka siedziała w tym gównie sama. Była jedną z nielicznych osób, na której zależało Sig, a o takie duszyczki wikińska wiedźma dbała całym swoim serduchem,
Nawet jeśli determinowało to, że panna Ragnarsdóttir porządnie opieprzy swoją siostrę za takie szastanie długowiecznością i liczenie na to, że Sig pozostanie obojętna na jej poświęcenie.
- Uważaj kogo tak nazywasz, Caranthir - odparła i nawet jeśli wyglądała na spokojną, to jej siostra bez problemu mogła zauważyć, jak w gruncie rzeczy w blondynce aż się gotuje. Była wściekła na pochopność wiedźminki. Mogło się jeszcze okazać, że zmarnowała swoją długowieczność na marne, bo z Mrokiem to nigdy nie wiadomo. Oj, miały szczęście, że w pobliżu była Katja oraz ta nieszczęsna Iskra, która uratowała im tyłki, inaczej miałyby przesrane. A tak teraz muszą się sprężać, by nie tylko odnaleźć Białą Księgę, ale również, żeby wydłubać wreszcie te jajka z Sigyn. Co jak co, ale w tym całym bajzlu aż o nich zapomniała, dobrze, że Car jest niezłą przypominajką.
Ragnarsdóttir wyszła do pozostałego towarzystwa czarowników, z grobową miną. Bez większego wrażenia zerknęła na spalone miejsce na ziemi i mdlejącą Opal. Oho, czyżby chodziło o Craiga? Grunt, że Car zajęła się młodą czarownicą, bo Sigyn nie miała teraz na nic sił.
Wyszła z tego przeklętego podziemia, obiecując sobie, że ogarnie z Caranthir porządny plan działania.

z.t
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo