Mei Xiu

279 lat


171 cm


Your figure is drowned out by the nightI look at the peach blossoms to see how they bloom...





[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Uniesienie karminowych warg nie bez powodu przyozdobiło mleczną cerę uśmiechem. Martwe serce uradowało się na widok chętnie siadających przy stole wampirów, tudzież na miękkich sofach nieopodal z towarzystwem ponętnych Pań. Bliskie towarzystwo ludzi nie nikogo nie peszyło, wszak tymczasowa gospodyni sama zachęcała do skorzystania z ich usług. I niech nikomu nie przejdzie przez myśl poderżnięcie komukolwiek gardzieli. Choć personel zasilał szeregi śmiertelnych, niczym nie plasował się na niechlubne miano szarego bydła.
Mei Xiu szanowała życie ludzkie – tym bardziej ceniła symbiozę między ich rasami. Brała tyle ile musiała – nigdy mniej i nie więcej niż ponad własną potrzebę. Po wszystkim drogi rozchodziły się – ona lub on zapominali o całym zdarzeniu i powabnej gejszy. Na ich szyjach pozostawał jedynie ślad małego ukłucia, a w sercach gorąc niedawnej ekstazy. Ponoć żywienie się na ludziach stanowiło temat tabu. Ona? Nie postrzegała tego w taki sposób. Być może dlatego nie do końca rozumiała podejście tutejszych Nefilim oraz tych niby władających do natury wampirów. Byli Dziećmi Nocy, łowcami, drapieżnikami… Kolejnym poziomem w piramidzie łańcucha pokarmowego.
Zakaz spożywania krwi prosto z ciała ofiary, to jak odebranie lwu możliwości polowania na świeże mięso antylopy – bezsensowne, debilne i kompletnie nieprzemyślane. Aż dziw, iż Clave nie przewidziało ryzyka zdziczenia idącego cieniem tuż za niecodzienną decyzją. Jeżeli łowcy myśleli, że zdołają w ten sposób uczłowieczyć nieśmiertelnych, mylili się. Nie bez powodu starsi winni opiekować się młodszymi, Ci zaś ich słuchać. Wszelkie groźby (aka wtrącenie) osób trzecich zamiast koić tylko pogarszały sprawę. Zbyt duże podsycenie ognia mogło okazać się fatalne w skutkach, choć nie tak bardzo jak wieczna ślepota i klapki na oczach.
Przecież nie każde dziabnięcie musiało zaraz kończyć się… Śmiercią…
Mel nie miała powodu do obaw. Towarzyszący jej mężczyzna ani myślał robić za przysłowiowy worek krwi. Znał swoją powinność- towarzyszyć, służyć, dać się posilić, jednak z wyraźnym wyznaczeniem granicy. Póki co niczego nie proponował, grzecznie zdany na zachcianki swojej tymczasowej „Damy”.

Louise nie musiała obawiać się odmowy. Podobnie jak w przypadku pupila młodego pisklęcia (Mel), tak i te tutaj dwie pannice znały zakresy swoich obowiązków. Wystarczyło jedynie wypowiedzieć życzenie, by szata odsłoniła gładką skórę z apetycznymi żyłami pod nią. Aby było zabawniej, śmiertelniczki nie tylko przystałyby na polecenie nieśmiertelnej – w swym przeszkoleniu dopieściłyby je o kilka dodatkowych smaczków, o których nie będziemy zbytnio pisać – nie tu i nie teraz – nie o porze, która wciąż nie przekroczyła godziny dwudziestej drugiej.
- To zaszczyt usłyszeć szczery komplement z ust kogoś równie utalentowanego. Racz Pani wyjawić mi historię swojej kariery i wszelkich produkcji, w których miałaś okazję brać udział. – odpowiedź na słowa nieśmiertelnej nadeszła bardzo szybko. W swych słowach Mei Xiu nie zawarła nawet grama kłamstwa. Pomimo braku zażyłej znajomości, Chinka mogła usłyszeć o kilku produkcjach z udziałem Louise. Cicha fanka? Być może, wszak któż normalny przeszedłby obojętnie obok takiego talentu!
- Mówcie mi proszę Mei Xiu. – przed przejściem do sedna, Azjatka przedstawiła się (przedtem raz jeszcze ślicznie ukłoniła) dla wszystkich tych, którzy jej nie znali.
- Mam nadzieję, że przybycie tutaj nie było zbyt kłopotliwe. A może w trakcie podróży przytrafiło się Wam coś ciekawego? – niby luźne pytanie, jednak dość zaczepne. Próba nawiązania dialogu miała za zadanie lekko pociągnąć za języki co bardziej rozmownych i mniej poniekąd też. Taki Jack dla przykładu…

Wciągnięta na kolana Jacka kobieta zachichotała pod nosem. Odsłonięte ramię niewątpliwie wabiło wzrok i rączki pewnie też. Miękkie atuty niewiasty szybko naparły na chłodniejszy tors, racząc przyjemnym ciepłem.
- Wygląda mi Pan na podróżnika… - wyszeptała nieśmiało. A gdyby tak podzielić się jedna z ciekawszych opowieści ze swych wypraw?

We lead our lives like water flowing down a hill, going more or less in one direction until we splash into something that forces us to find a new course.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Aveline del Cilla

307



...






[Cytuj]
Była zaskoczona, a chociaż w większości sytuacji jej emocje są naprawdę doszczętnie ukryte... Tak w tym momencie niczego nie ukrywała. Zaproszenie było czymś niecodziennym i wręcz nieprzyzwoitym. Kiedy ostatnim razem zmierzała na spotkanie z innym członkami swojej rasy? Nie pamiętała, a przecież pamięć to jedno z przekleństw bycia nieśmiertelnym. Nigdy się nie zapominało, a jedna kłótnia wydawała się wręcz wiecznością przy tak długiej żywotności. Nie widziała żadnych przeciwwskazań, aby nie odpowiedzieć na zaproszenie. Mogło być interesująco, a przecież Avelina zawsze czerpała wszystko, co tylko możliwe z sytuacji, która się przytrafiała.
Kiedy zjawiła się na miejscu, gospodyni kończyła swój występ. A przynajmniej była w tracie jego zakończenia. Uniosła delikatnie brwi, obserwując z wolna każdego zgromadzonego tu osobnika. Nikt nie wyrył się w jej wspomnieniach, twarze były nowe, choć zapewne nie powstydziłyby się lat, które już przeżyły. Klasnęła kilka razy w dłonie, powoli, wręcz leniwie, jednak delikatny uśmiech zdobiący jej wargi sprawiał, że wydawać się mogło, że kobieta była wręcz ubezwłasnowolniona widokiem, który zastała. Uwielbiała taniec, uwielbiała piękno i sztukę, która była z nim powiązania. Przed oczami widziała płótno i wachlarz kolorów, który byłby idealnym odzwierciedleniem sceny, której była świadkiem.
Ruszyła za pozostałymi do stołu, do którego zostali zaproszeni. Założyła nogę na nogę, podwijając lekko długą suknię do góry, pora roku zdecydowanie sprzyjała czarnej sukience na ramiączkach, która opinała się wzdłuż jej ciała. Oparła się wygodnie na krześle, tym razem zawieszając swoje spojrzenie na kobiecie, która ich tutaj sprowadziła. Oparła palec wskazujący na dolnej wardze i spokojnie obserwowała zaistniałą sytuację. Było coś ekscytującego w zebraniu w jednym miejscu istoty tej samej rasy, a choć w swoich preferencjach przebywała wśród różnych stworzeń, to spotkanie było o tyle wyjątkowe.
[b]-Podróż była cudowna, jednak ciekawszy wydaje mi się powód, dla którego się tutaj zgromadziliśmy.-[b]Powiedziała, uśmiechając w kierunku kobiety. Nie widziała powodu, dla którego miałaby opóźniać lub przyspieszyć to spotkanie, zwyczajnie mówiła to, co dokładnie miała na myśli.

Jack Everett McDougall

35 (483)



Good night and joy be with you all






[Cytuj]
Multikonta: Arthur Buckley, Abraham
Jack przestał przejmować się całym tym zgromadzeniem, gdy miał przy sobie hojnie obdarzoną kobietę i przyzwolenie na zajęcie się nią tak, jak tylko miał ochotę. Oczywiście ciało wampira nastręczało pewnych problemów i powodowało przeciwności nie do przejścia, jednak z samego wgryzienia się w ciepłą, żywą tkankę również płynęła przyjemność nie do porównania z czymkolwiek innym. Z drugiej strony, nie próbował przyjemności zarezerwowanych dla żywych od tylu lat - może powinien sprawdzić, czy sprawy mają się tak, jak wcześniej? Przecież przy odrobinie wysiłku potrafił wykrzesać z siebie człowieczeństwo.
Były pirat nie zamierzał odpowiadać Mei Xiu. Nie miał nic ciekawego do powiedzenia - ktoś, kto organizował takie spotkania, z pewnością wiedział o wszystkich najważniejszych wydarzeniach w okolicy. McDougall nie chciał wchodzić w personalne zażyłości. Co Chinkę obchodził taki Manchester i powrót Jacka na stare śmieci po przeszło trzystu latach?
O wiele ciekawsze było pytanie kobiety na jego kolanach.
- Bywałem tu i tam. - Mruknął, wodząc nosem po ciepłej skórze szyi ofiary.

Mei Xiu

279 lat


171 cm


Your figure is drowned out by the nightI look at the peach blossoms to see how they bloom...





[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Jak widać nie wszyscy skupiali swoją uwagę na wampirzycy – oczywiście nie miała im tego za złe. Widok Jacka oraz przydzielonej mu kobiety uradował nieśmiertelną. Dziewczyna prócz towarzyszenia mężczyźnie miała inne zadanie – takie, o którym pirat być może się jeszcze dowie. W końcu – heh – skoro Mei Xiu nie mogła zdobyć jego atencji, to niech uczyni to ktoś inny. Zdobywanie zaufania wampirów nie zawsze przychodziło łatwo – nie musiało też ograniczać się do suchej przemowy bądź przekupstwa kielichem dobrej krwi.
- Zatem szanując Wasz czas, przejdę do sedna. Zebrałam Was tutaj w charakterze całkowicie pokojowym w ramach poznania zdania związku z ostatnimi, dość niepokojącymi wydarzeniami w York. Część z nich wprawdzie nas nie dotyczy – inne już owszem. Przede wszystkim tuż po moim ponownym zjawieniu się tutaj, zaniepokoił mnie znaczny spadek populacji nieśmiertelnych. Powiem więcej, plotki o licznych zaginięciach i dziwnych… nagonkach? I w końcu niezrozumiałe dla mnie nowe porozumienia, o których pierwsze słyszę. W skrócie – chciałabym poznać Wasze stanowisko w tej sprawie, jako iż sporą ilość tych spraw jakby załatwiono tuż za naszymi plecami, a przecież wcześniejsze pakty miały gwarantować nam uczestnictwo. – wszak czyż nie po to swego czasu utworzono radę? Tą, o którą nieśmiertelni mieli w zwyczaju się awanturować? Jasne, Mei Xiu nie była nikim ważnym, ale ha! Ktoś musiał w końcu o to zapytać. W dodatku obumarły klan, ciągłe znikanie nieśmiertelnych i kolejne próby podniesienia… I czym dokładnie był twór zrodzony z rąk Elenaor? Dziwna sprawa…

Tymczasem…
- Nie bałeś się? Mówią, że pod wodą żyje wiele groźnych potworów. Walczyłeś już z jakimś? Podobno równie niebezpieczne stworzenia kroczą także po York.- serce kobiety biło szybko. Wyraźna ekscytacja dała o sobie znać. Im dłużej przebywała w towarzystwie Jacka, tym intensywniejszy stawał się słodki zapach. Dotknięta chłodną dłonią z pewnością zadrży, choć niekoniecznie ze strach. Wkrótce miękkie wargi raczyły przylgnąć do jego ust, powolnie schodząc wzdłuż linii szczęki. Odsunięciu poprzez muśnięcie, towarzyszyło ciche westchnięcie.
- Mówią, że niektórzy potrafią ożywić swe serca. Ty też tak potrafisz? – spytała kobieta tuż po zachęcającym odchyleniu głowy w tył.

We lead our lives like water flowing down a hill, going more or less in one direction until we splash into something that forces us to find a new course.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
Melka milczała obserwując. Po prostu obserwując to co się działo na sali. Nie obchodziło ją to co kto ma do powiedzenia. No prawie...Mei była nieco ciekawszą osobą na sali niż pozostali. Gdy przemówiła młoda wampirzyca nie odezwała się ani słowem, nie jej było udzielać się na ten temat. Przynajmniej na tę chwilę. W dodatku nie znała kobiety więc jakim prawem miała się udzielać na temat, który dla innych mógł być dość...osobisty, a dla innych wręcz przeciwnie. Ona sama ostatnio trenowała tylko po to by pomóc Nathanielowi dojść do siebie na tyle, by mimo ślepoty mógł o siebie jakoś zadbać. Nie potrafiła obronić za dobrze własnych czterech liter więc po co miała wytykać to co jej się nie podobało? Wyuczona nie udzielać się jako pisklak bez zezwolenia nadal jakoś w niej tkwiła i nadal była milczącym obserwatorem. Chociaż mówią, że Ci najbardziej milczący potrafią być bardziej niebezpieczni. Jedynie co mogła powiedzieć to po prostu zapytać po co ją wzywała? Znała ją, więc musiała wiedzieć, że jest nadal pisklakiem. Ledwie rocznym, który dopiero w miarę zaczyna ogarniać to kim się stał.
- Pani Mei...nie chcę być niegrzeczna...wszak doceniam to, że mnie Pani zdecydowała się tutaj również zaprosić jednak zastanawia mnie to, czemu? Sądzę, że sprawy polityczne i to co się dzieje to nie sprawa pisklaka jak macie w zwyczaju nazywać takich...jak ja.
Odezwała się w końcu nieco przyciszając głos. Nie chciała nikogo urazić czy coś. Po prostu uważała, że to tematy, na który powinni pomówić sobie naprawdę wampiry, które mają coś do powiedzenia a ona...jak mawiała Eleanor, wiecznie pyskująca i bezczelna pannica.

Mei Xiu

279 lat


171 cm


Your figure is drowned out by the nightI look at the peach blossoms to see how they bloom...





[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Młoda Mel pomimo swojego wieku i niedoświadczenia, wcale nie musiała siedzieć, milcząc na przysłowiowych szpilkach. Gdyby Chinka uznała ją za niegodną, z pewnością nie fatygowałaby się do wysyłania jej zaproszenia na dzisiejsze zgromadzenie. To, że postąpiło inaczej świadczyło o jej przychylności nawet wobec świeżo wyklutego pisklaka – bah, wobec niej szczególnie! Nowo zrodzone wampiry nie powinny hasać po mieście same – chwila obserwacji oraz widoczny brak opiekuna obok Mel zdziwiły Azjatkę.
- A ja myślę inaczej. Szanowna Melisandre, to, co dzisiaj padnie na tej Sali, wcale nie tyczy się wyłącznie polityki dla starszych przedstawicieli. Poruszane teraz i niebawem sprawy dotykają nas wszystkich, w szczególności tych, którzy mniemam winni mieć u swego boku opiekuna. Jego brak napawa me serce niepokojem. Młodzi nieśmiertelni są równie ważni, o ile momentami nie ważniejsi od starszych. Stanowią przyszłość – są świeżą krwią z mnóstwem pomysłów. Wystarczy je jedynie dobrze ukierunkować – zgodzisz się ze mną? Poza tym… Czyż duma i wysokie mniemanie o sobie nie było właśnie tym, co przyczyniło się do tak ogromnego upadku naszej grupy na ziemiach York?- ostatnie pytanie Chinka mogła i poniekąd skierowała do wszystkich. Jeżeli chcieli coś zacząć, to wpierw musieli wyrazić swoje stanowiska wobec zaistniałych faktów, a te mówiły wprost – nieśmiertelni podupadli, stracili na znaczeniu… ha! Nawet ważne decyzje podejmowano za ich plecami.

We lead our lives like water flowing down a hill, going more or less in one direction until we splash into something that forces us to find a new course.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
Niestety tutaj Mei miała dużo prawdy. U boku Mel powinien być jej stwórca, ale jego nie było. Nie wiadomo gdzie w ogóle przebywał. Zniknął tuż po ataku na siedzibę. Ona sama jeszcze do dzisiaj do siebie dochodziła po tym wydarzeniu, nie mniej nie było nikogo, kto by im pomógł. Byli sami. Westchnęła cicho na słowa Mei i skinęła głową.
- Ostatnie wydarzenia...właśnie one spowodowały, że mój ojciec...zaginął. Nie wiadomo co się stało, gdzie jest co się z nim dzieje. Sama nie czuję jego obecności, jednak podejrzewam że to spowodowane jest jeszcze moim stanem. Po ataku na siedzibę...
Tutaj urwała i spojrzała z żalem i zawodem na swego wampirzego brata.
- Zostaliśmy zaatakowani. Nasz ojciec po ostatnich swoich przeżyciach stał się...niewidomy. Trenowałam z nim by mógł dojść do siebie gdy nasz dom został zaatakowany i niemal wszyscy zginęliśmy. Tylko dzięki Eleanor przeżyliśmy. Zostaliśmy niemal wybici.
Przyznała przenosząc wzrok z Pirata na Mei.
- Nasza rasa można powiedzieć...jest na wymarciu. Nie przybywa nas, a wręcz nikniemy w oczach. Tutaj się zgodzę.
Przytaknęła z powagą na twarzy.

Mei Xiu

279 lat


171 cm


Your figure is drowned out by the nightI look at the peach blossoms to see how they bloom...





[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Mei Xiu uśmiechnęła się pokrzepiająco do najmłodszej z wampirzyc. W swym współczuciu zaprosiła ją nawet bliżej siebie z ewentualnością zmiany miejsca siedzenia przez swoją skromną osobę. Niezależnie od decyzji, zmniejszenie dystansu miało przysłużyć się wyższej idei, ostrożnemu ułożeniu chłodnej dłoni na drobnym ramieniu nieśmiertelnej. Chociaż stwórca nie stał u jej boku, nie była sama. Pomimo wielu przepaści i tak zwanych niesmaków relacyjnych, Melisandre mogła liczyć na wsparcie i pomoc pobratymców.
- Nie martw się Melisandre. Chociaż nie znam Twojego stwórcy, mogę pomóc Ci go odszukać. Do tego czasu nie trać nadziei. Jestem pewna, że Twój kreator sobie poradzi gdziekolwiek jest. Nie zapominaj, że nawet pomimo utraty wzroku, wciąż reprezentuje rasę wampirów.
– być może niewielkie to pocieszenie, jednak Chinka wolała postawić sprawę jasno. Niezależnie od tego jak bardzo Nathaniel ucierpiał, wciąż bytował w ciele krwiopijcy – drapieżnika mogącego poradzić sobie w najtrudniejszych warunkach. Prócz tego powiedziała wprost – pomoże Melisandre w jej poszukiwaniach. Miejmy nadzieję, że ich rezultat przyniesie szczęśliwe zakończenie. Jeśli nie…
- Wybacz mi pytanie. Czy poczułaś ból? – choć niechętnie, musiała zadać to pytanie. Odpowiedź na nie mogła pomoc w rozwikłaniu zagadki zaginionego nieśmiertelnego. Oby odpowiedź na nie, nie potwierdziła podejrzeń Chinki.
- A teraz Elenaor potrzebuje Waszego wsparcia droga Mel. Stara się jak może, jednakże jest rozdarta. Musisz ją wesprzeć – Ty i reszta, by siła spoiwa łączącego Wasze jestestwa nigdy nie zanikła. Rozumiesz? – te słowa nieśmiertelna skierowała tylko i wyłącznie do najmłodszej – ot jako personalną prośbę. To, że chwilowo nie sprawdzała się w roli przywódczyni to jedno – to, że należało jej pomóc drugie.
Chinka zaczesała subtelnie kosmyk włosów za ucho Melisandre.

We lead our lives like water flowing down a hill, going more or less in one direction until we splash into something that forces us to find a new course.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Louise Dagover

26 (102 lata)


a przyciągnę cię ku sobie, ty przyciągać będziesz innych;







[Cytuj]
Louise dzieliła wszystkie istoty na te, które znają się na kinie niemym i te, które nie mają o nim pojęcia, była więc zachwycona, że piękna Chinka rozpoznała w niej aktorkę filmową. W końcu od wielu lat grywała jedynie na deskach teatrów. To jeszcze przychylniej nastawiło ją wobec Mei, nalała sobie kolejny kieliszek wina i postanowiła wznieść toast.
- Wznoszę toast na cześć naszej gospodyni! - powiedziała donośnym głosem. Z Mei łączyło ją coś jeszcze, obie były obcokrajowcami w Wielkiej Brytanii. Po kilku kolejnych kieliszkach Louise zaczęła się rozglądać za chętnym śmiertelnikiem bądź chętną śmiertelniczką, kimś kto pozwoliłby napić jej się nieco swojej krwi. Zainteresowały ją słowa gospodyni, przypomniała sobie niedawny atak demonów na siedzibę wampirów, od tamtej pory obawiała się wrócić do swojego apartamentu w klanie wampirów. W myślach przyznała gospodyni rację, że należy zjednoczyć siły, aby coś z tym zrobić, była gotowa do działania! Aby dodać sobie animuszu wypiła jeszcze kieliszek wina.
Ja przyciągnę cię ku sobie, ty przyciągać będziesz innych; wtedy poznasz upojenie okrucieństwem, które jest niczym innym, jak miłością. Nie próbuj więc na razie wiedzieć więcej o mnie i mych sprawach, lecz zaufaj mi całym swym kochającym sercem
Joseph Sheridan Le Fanu – Carmilla

Jack Everett McDougall

35 (483)



Good night and joy be with you all






[Cytuj]
Multikonta: Arthur Buckley, Abraham
Nie było nic za darmo - Jack zdawał sobie z tego sprawę. Choć wydawało się, że obecność kobiety jest dla niego swego czasu zachętą, był czujny, by nie powiedzieć jej zbyt dużo. Zresztą, przecież nie mówił tyle, by mu to zagrażało.
Jednym uchem słuchał słów Mei Xiu, ale niewiele do niego dochodziło.
- To potwory bały się mnie. - Rzucił butnie. Mógłby opowiedzieć jej o krakenach, wielkich rekinach i innych niestworzonych rzeczach, gdyby tylko nie był starym milczącym Jackiem McDougallem.
Tętno kobiety dudniło w jego uszach, a usta wypełniły się znajomym kształtem kłów, przygotowanym na jego żer.
- Dlaczego sama nie sprawdzisz? - Zaproponował i już otwierał usta, by wgryźć się w szyję kobiety, gdy usłyszał słowa Melisandre. Podniósł głowę i na moment odsunął od siebie śmiertelniczkę.
- Zaatakowani? - Powtórzył po niej. Dlaczego nikt wcześniej go nie powiadomił? Ach, może dlatego, że zniknął... Wieści o śmierci stwórcy nie zrobił na nim takiego wrażenia - przecież sam czuł rozdzierający ból, który mógł to zwiastować.
Zmrużył ślepia jak niezadowolony kot.

Mei Xiu

279 lat


171 cm


Your figure is drowned out by the nightI look at the peach blossoms to see how they bloom...





[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
To miłe ze strony aktorki, iż postanowiła wesprzeć Mei – przy tym szkoda, że reszta namiętnie milczała. Być może nie byli zainteresowani? Chinka westchnęła w myślach, na zewnątrz wznosząc toast na równi z wampirzycą. Raz jeszcze obdarowała ją szerokim uśmiechem – rzecz jasna wszystko to i o wiele więcej miało miejsce na krótko przed rozmową z Melisandre – a może w trakcie lub troszkę po? Dopowiedzcie sobie sami.
- Elenaor wspominała o ataku na rezydencję. Wrogiem był niejaki… Mrok. Wielu ucierpiało, kilkoro zniknęło – pozostali przeżyli. O dokładne dane należałoby wypytać właśnie ją lub tych, ewentualnie potencjalnych świadków. Wiem, że nie każdy z Was się ze mną zgodzi – większość zapewne ma własne zdanie na temat wielu spraw, niemniej w zaistniałych okolicznościach, gdzie widniejemy w rozsypce, wieści o nas dosłownie zanikają, rozsądnym byłoby zacząć działać razem. Jeśli nie z dobroci serca, to chociażby na wzgląd ogółu. Skoro grupa wampirów nie zdołała odeprzeć ataku, to jak skończą pojedyncze jednostki? Nie wspominając już o osobach z nami powiązanych – im również może grozić niebezpieczeństwo. Prócz tego? Wszelakie pomijanie nas na tle innych nie wpływa korzystnie na stabilizację naszej rasy. Dlatego wnoszę – proszę Was o przychylność. Wiem, iż Elenaor wciąż poszukuje nieśmiertelnych do zasilenia organizacji zwanej Azylem. Sama nie popieram wszystkich jej ideałów, ale przecież to można zmodyfikować. – krótka przemowa i tyle – wyrok miał niebawem nadejść. Od niego zależało, jak potoczą się dalsze losy wampirów.
Oto prawdziwy powód zgromadzenia tak wielu nieśmiertelnych w jednym miejscu.

We lead our lives like water flowing down a hill, going more or less in one direction until we splash into something that forces us to find a new course.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
Słowa Mei, nieco ją pocieszyły, jednak nadal pozostawała w obawach i niepewności o Nathaniela. Jest gnojem jakim jest, ale dzięki niemu zaczęła powoli stawać się pięknym łabędziem. Na jej pytanie odnośnie bólu cicho westchnęła. Tego się nie da zapomnieć.
- Długi czas temu owszem. Nie tylko ja, ale i moje wampirze rodzeństwo.
Urwała po czym przeniosła wzrok na Pirata. Czy miała do niego żal? Owszem, miała. Nath był gnojem owszem, ale dla nich zrobiłby wszystko teraz by pomóc. By wesprzeć. Był ciężki w obejściu, ale jednak mogła na niego polegać.
- Prawda braciszku? Zapewne czułeś to samo.
Odezwała się z żalem w głosie. Czemu? Może przez to, że nie było go przy nich nie tylko wtedy gdy ojciec "zginął" czy gdy ich zaatakowano. Ale w ogóle, że zostawił ich. Odszedł bez słowa.
- Ale to bez znaczenia. Ból, bólem ale mój ojciec wrócił do żywych...nieco odmieniony. Zginęłabym z jego ręki gdyby nie pomoc Eleanor. Kobiety, siostry...a zarazem kobiety, którą mogę śmiało nazwać swoją matką. Gdy ojciec wrócił do świata żywych...posiadał w sobie Mrok. Zginął, ale zarazem żył i żyje...wiem to, jednak niepokoi mnie jego nieobecność. Przez wypędzenie Mroku stał się ślepcem. Nie mniej, równie niebezpiecznym jak za czasów gdy widział.
Uprzedziła by czasem komuś nie przyszło do głowy, że jej tatko to roślinka chodząca na omacka. Dzięki treningom stał się silniejszy, szybszy i pewniejszy.
- Obiecałam jej, że zrobię wszystko co w mojej mocy. Ale nie pozwolę by ktoś obcy przejął to, o co tak usilnie z ojcem walczyli. Moja ciotka, jest...potężną osobą. Wiem, że i na nią mogę polegać jeśli chodzi o wsparcie dla naszego gatunku. To moja biologiczna rodzina. Wystarczy słowo, a wiem, że mi pomoże jeśli tylko będzie mogła.
Oczywiście, Melka miała na myśli również ochronę magiczną dla ich domu. Będzie musiała pomówić z Opal na ten temat. Niestety to co ostatnio miało miejsce, nie mogło się powtórzyć. A widać, Mrok postępował coraz bardziej.

Mei Xiu

279 lat


171 cm


Your figure is drowned out by the nightI look at the peach blossoms to see how they bloom...





[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Nie było sensu dłużej przeciągać. Milczenie większości otworzyło nową furtkę – najwyraźniej musieli dokładnie przemyśleć słowa dzisiejszego spotkania. Dobrze, że część pozostała przychylna. Wsparcie tych nieśmiertelnych z pewnością uraduje Elenaor.
- Dlatego musisz, wszyscy musimy ją wesprzeć i siebie nawzajem. Tylko w grupie zdołamy przetrwać ten trudny dla nas czas – my i wszyscy Ci, którzy są z nami w jakiś sposób powiązani. Nie oczekuję podjęcia decyzji już teraz. Moją prośbą jest byście w spokoju przemyśleli sprawę i raczyli ją wesprzeć, jeśli nie ku wspólnocie to wielu profitom dla własnych jestestw.
Niech Ci, którzy zechcą użyczyć swych zdolności skontaktują się z Elenaor – przywódczyni z pewnością wyjawi więcej detali odnośnie ostatnich wydarzeń – na pewno też znajdzie dla każdego coś do zrobienia. Pozostali… Mogłabym powiedzieć, że mają wolną drogę wyboru, jednak nie zrobię tego.
Niech i oni poczynią ten sam krok – wiele nie stracą, a mogą jedynie skorzystać. Prócz tego moim życzeniem na dzisiejszą noc będzie byście dobrze się bawili – niech ta chwila pomoże Wam zrzucić wszelaki balast ciążący na barkach.
– to by było na tyle w kwestii przemówienia. Jak Chinka obiecała – zorganizowała i poruszyła dość istotny temat. Na koniec raczyła nawet pozostawić kontakt do wspomnianej przywódczyni, na wypadek gdyby nieśmiertelni zechcieli wspomóc jej działania.

/nie ma sensu przeciągać xd Kto chce może podpiąć się pod z/t. Zgodnie z tematem - zainteresowani proszeni są o kontakt z Elenaor : ) Ewentualnie z Mei. <3

We lead our lives like water flowing down a hill, going more or less in one direction until we splash into something that forces us to find a new course.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo