Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
W jednej chwili wasze ciała zostały objęte w posiadanie przez chłód, wszystko ogarnęła ciemność. Uczucie jakby rozerwania na najdrobniejsze atomy nie należało do najprzyjemniejszych a wam dane było odczuwać je dwakroć mocniej. Moc została oddzielona od ciała, sprawiając tym samym niewyobrażalny ból. Czy wróci jeszcze? A może to był już koniec? Może tak właśnie umiera czarownik, a Edom dopomina się o swoją część duszy, wyrywając ją z każdą magiczną cząstką? Odpowiedzi na te pytanie nie dane wam jednak poznać, jeszcze nie... W końcu nikt nie jest pewien ani dnia ani godziny ani miejsca swojego końca.
Znacie miejsce, w którym się znaleźliście? Och, nie... Z pięknej krainy niewiele już zostało. Wszystko pochłonięte przez Mrok, świat wróżek stracił swój urok i moc. Czegokolwiek nie dotkniecie obróci się w proch, bądź spróbuje was zabić. Nie ma co liczyć na uspokajającą moc ziół, czy na zwierzynę, którą będzie można zjeść. Żadna istota nie jest taka, jak kiedyś, wszystko zostało wypaczone z drobin dobra. Uważajcie na trującą woń umierających roślin, czy też na żrący kwas przez nie wydzielany... Macie zapasy jedzenia? Nie? Och... Przykro. Nic, co zostało w York, nie jest możliwe do przywołania, jesteście zdani na swój własny ekwipunek. Zaraz zaraz, skoro śmierć krainy widać jak na talerzu, gdzie się podziały trupy? Szkielety? Czyżby wszystkim mieszkańcom udało się uciec? A może... Tak, istniało jeszcze jedno rozwiązanie, lecz nie tak proste... Czujecie już mordercze spojrzenia na sobie? Ślepi nigdzie nie widać, ale jak to mówią, drzewa mają uszy, może także oczy...
Craig wciąż jeszcze odczuwał skutki wstrząśnienia mózgu - nudności, zawroty głowy, ból. Ostatecznie, gdy tylko wzrok przyzwyczaił się do dziwnego półmroku wieczora, dostrzegł drugą postać, znajdującą sie nieopodal. Malekith również miał problemy z odzyskaniem pełni świadomości, a jego klątwa z pewnością w tej chwili nie była szczególnie przydatna. Niebieski kolor skóry, niezbyt przyjemny wygląd, przypominał raczej potwora z bajek dla dzieci niż czarownika... Do tego aura podobna do tej, która otaczała Opal... Czyżby Mrok i ją porwał, a może potwór zranił ją i teraz przybył za Craigiem, pragnąc i jego krwi? Właśnie tak Craig zaczął postrzegać dochodzącego do siebie syna Zepara.
Z każdym oddechem Mrok zaczyna rozprzestrzeniać się w Was, przejmując komórkę po komórce, wasze ciała w posiadanie. Musicie stąd uciekać, wiecie o tym, tylko w którą stronę iść? Gdzie szukać rozwiązania? Czy ktokolwiek słyszał o Kitsune i ich wyspie? A może będziecie podążać w stronę starych portali?



Uprzejmie proszę o stosowanie się do zaleceń MG, czyli gdy jest napisane, że postać kuleje, to proszę nagle nie biegać mi wesoło po łące itd. Za każdy objaw niesubordynacji będą dotkliwe kary, a potrafię przestać być Puchatym Królikiem.

Czas na odpis... 72h, ale jeśli odpiszecie szybciej, postaram się od razu wam odpisać.

W pierwszym poście wypiszcie ekwipunek posiadany przez postać. Przywoływanie z Yorku nie działa. Wątpliwym jest w ekwipunku zapas jedzenia - pamiętamy, że postacie zostały porwane bez uprzedzenia, mogli nawet brać w tym czasie prysznic, więc proszę o rozsądek przy ekwipunku.

Zaczynamy <3
 

Craig

692



Każdy wyraża emocje inaczej.







[Cytuj]
Nim odzyskałem wzrok i jasność umysłu minęła dość spora chwila tarzania się na kolanach i dłoniach po ziemi, zwróciła mi się też zawartość żołądka co nie było przyjemne. W ogóle, nic co się chwilę temu stało nie było przyjemne. Ból był paskudny, jakby ktoś wbijał szpilę w każdą komórkę mojego ciała i wypalał co poniektóre.
Błądząc wzrokiem po okolicy usiadłem na piętach, docierało do mnie to co się działo, dzieje i dlaczego czuję pustkę. Próba zebrania mocy i wyleczenia głowy na nic się zdały i to był moment w którym wróciłem do czasów miecza i walk, gdy jeszcze żyłem jak człowiek. Powtórka z rozrywki tylko trochę odwrotna? Bez ukochanej, na środku pustkowia, tyle że bez mocy.
Rozejrzałem się za mieczem który jeszcze chwilę temu w zamku był w mojej dłoni i gdy tylko go zauważyłem, podniosłem się do niego. Po chwili dotarło do mnie coś jeszcze, znajoma siła. Opal? Przyjrzałem się istocie wypatrzonej wzrokiem i już wiedziałem, że to nie ona. Ktoś najwidoczniej robił sobie ze mnie jaja....
Obserwowałem osobnika sprawdzając co mam w kieszeniach i jak wygląda otoczenie. Musiałem ocenić szansę przeżycia.



//ew
jeśli znajdzie to miecz
benzynowa zapalniczka
telefon
garniturowe ubranie, spodnie, buty, koszula bez rękawów
chustka materiałowa w kieszeni
kilka monet
scyzoryk
 

Raiden "Malekith" Minamoto

784


185 cm


I see beauty in everything but it all is still fading away






[Cytuj]
Multikonta: Freya Johansen
Ekwipunek:
- Ubiór - solidne buty, rękawice, spodnie, okrycie wierzchnie będące czymś pomiędzy bluzą i kurtką z kapturem, płaszcz, maska z dodatkowym materiałem pozwalającym na skrycie całej nieestetycznej głowy. Wszystko w ciemnych barwach
- Produkty alchemiczne [Alchemia, IV klasa, 40/40] - mikstury leczące [x2], eliksir przywracający energię magiczną, antidotum
- Broń [Wytwarzanie broni, IV klasa, 40/40] - katana, wakizashi
- Komórka - w pełni naładowana, z potencjalnie przydatnych funkcji mająca wbudowaną latarkę.


Częściowemu przygotowaniu Mrok sam sobie zawinił. Naruszając jaźń Malekitha, spowodował powolny przepływ dawnych informacji i nawyków do obecnego, niebieskiego wcielenia. Czarownik miał wiele do przemyślenia, czym ubarwiał ostatnie pracowite dni. Nadal niewiele wiedział o zagrożeniu stwarzanym przez Pradawnego, dlatego starał się jak najlepiej przygotować. Nieustannie szykował sprzęt dla trupów, na wypadek potrzeby skorzystania z bezwzględnie posłusznej siły martwej. Wielka szkoda że nie mógł ich wykorzystać, wątpił aby na śliczne oczka mu je tutaj dostarczono. Warzenie mikstur było kolejnym krokiem, tyczącym się w zasadzie wyłącznie jego osoby. Starał się mieć przy sobie niezbędne minimum, co w wypadku wyjścia z kryjówki było wieloletnim standardem. Broń stanowiła prawdziwy powrót do przeszłości, cząstka tego kim był i czym walczył najchętniej. Ostatni raz ostrze, z nastawieniem na bój, miał w ręku 11 lat temu. Oby kompletnie wszystkiego związanego z szermierką nie zapomniał. Nieprzyjemne doznania i niezapowiedziany transport nastał go w trakcie przygotowań do wyjścia. Zamierzał pokrzątać się po rubieżach Yorku, badając kolejne fragmenty naznaczone Mrokiem. Miał z nim styczność i znał aromat, lub mówiąc profesjonalniej, aurę. Ze sługami nie miał jeszcze styczności, poza tym że teoretycznie być może mógł wyczuć ślady takowych. Sugerując się wątkiem w Lesie, parę pełzaczy było na wolności. Ten argument bądź znajomość świata cieni [IV klasa, 35/40] rodziła pytanie, Japończyk mógł zasłyszeć cokolwiek o potencjalnych wołach roboczych w postaci spaczonego bestiariusza?
Znał to miejsce, Faerioland. Odór wszystkiego co reprezentowała sobą pradawna breja już czuł, twarzą w twarz i poprzez zamknięty portal do tej niegdyś pięknej krainy. Nim wstał, chciał sprawdzić czy nadal mógł posługiwać się czarami. W tym celu usiłował wytworzyć naprawdę maleńki płomyczek na koniuszku palca wskazującego. Wolał mieć pewność i nie liczyć na coś czego mógł teraz nie mieć. Dopiero po tym rozejrzał się po okolicy i ostatecznie skupił na przybyłym z nim Czarowniku. Z całym szacunkiem, nie wyglądał kwitnąco. Przynajmniej był potencjalnie swoim w tym nieprzyjaznym miejscu, Malekith zawsze mógł wylądować w gnieździe potencjalnie mniej neutralnych bestii.
- Gdzie znajdowałeś się przed trafieniem tutaj, do Faeriolandu? - spytał w miarę zbliżania się do Craiga, zatrzymując się na czterech metrach od jego pozycji. W tym czasie założył maskę. Miał wrażenie że jego niebieską głowę widać z kilometra. Pierwotnie wolał uchodzić, na peryferiach Yorku, za dziwaka niż najbardziej poszkodowaną postać z pewnego serialu. Zakładając że narzeczony Opal nie chciał wdania się w utarczkę fizyczną lub magiczną ze starszym bratem Czarownicy, usiłował doszukać się w tym spustoszonym miejscu charakterystycznych punktów. W tej krainie spędził wręcz lata, choć to jasną stronę znał najlepiej. Starał zorientować się, gdzie mógł mniej więcej przebywać.
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Chociaż wstrząśnienie mózgu jest czymś krótkotrwałym ból głowy, problemy z błędnikiem oraz nudności towarzyszą jeszcze długo po zdarzeniu. zawroty głowy utrudniają koncentrację, powodują rozdrażnienie. Te objawy towarzyszyły cały czas Craigowi. Odnalazł miecz, który na szczęście nie upadł daleko od niego. Zebrać moc mógł każdy z nich - w czasie teleportacji do Faerielandu zostali rozszczepieni, ale na ziemię upadli w jedności ze swoją magią. Jednakże żaden czarownik nie mógł przy jej pomocy wyleczyć samego siebie, czy to bólu głowy, czy rany szarpanej. Do tego konieczne były zioła, bądź eliksir, albo inny czarownik, który zechciałby pomóc. Czy taki był jego towarzysz? Nie... Craig zaczął czuć jakby jego podświadomość szeptała do niego słodkim głosem: Wyczuwasz Opal? Tak, to jej aura! On ją skrzywdził! To ten demon, którego myśleliście, że odesłaliście na drugą stronę! Ten, który rozdarł jej skórę szponami... Widzisz jego skórę? Widzisz niebieski odcień? To nie jest człowiek, to potwór! Okropne monstrum, które należy unicestwić! Opal nie żyje, nie zdążyłeś jej uratować... Potwór porwał cię, żebyś nie mógł tego zrobić... Czujesz tę pustkę? Tak, twoja narzeczona nie żyje i to jest jego wina!.
Co się tyczy drugiego turysty, chociaż miał sporą wiedzę i znał aurę Mroku, wątpliwym było, czy natrafił już na Pełzaczy. Jeśli czwórka śmiaków, którzy wyruszyli na poszukiwania Katji, nie poinformowało reszty czarowników o spaczonych Mrokiem stworzeniach wątpliwe aby Malekith o nich wiedział. Mógł się jednakże domyślać, iż podobne istoty mogą zacząć się pokazywać, a obraz jego nieomalże rodzinnej krainy, stanowił idealne potwierdzenie. Czuł aurę zła, czającą się w każdej roślinie, w każdym wdechu powietrza. Nie można było przed nim uciec, wątpliwe, żeby dało się jakoś temu zaradzić. Mrok stopniowo ogarniał każdego z nich, mieszając tam, gdzie wyczuwał większy potencjał. Jaka przyjemność z zabicia, kiedy można urządzić sobie walkę gladiatorów? Malekith śmiało mógł wyczarować niewielki płomień. Moc nie opuściła żadnego z nich, jedynie Craig ma trudności z koncentracją, spowodowane zderzeniem ze ścianą. Co się tyczyło syna Zepara - w czasie obserwowania otoczenia wyczuł aurę, która mogła pochodzić od jego siostry. Najwyraźniej nieznajomy był blisko niej przed wylądowaniem w tym lesie. Mrok z radością zaczął oplatać go, wykorzystując swoją obecność w każdej cząsteczce tej krainy. Szeptał mu o ucha, że skoro nieznajomy "pachnie" jego rodzeństwem, z całą pewnością był przy niej, a to przeciez jasno dowodzi, że był odpowiedzialny za jej tortury. Nie wiedział z kim zadarł torturując dziecię Zepara... Należała mu się kara...
W oddali usłyszeli dziwny ryk, gdzieś niedaleko trzasnęła gałązka. Las budził się do życia, zaraz po wyczuciu świeżego mięsa.... Czyżby obiad?



[size=9]Czas 72h <3

Zostawiam was samych. MG powraca po waszym drugim poście.
 

Raiden "Malekith" Minamoto

784


185 cm


I see beauty in everything but it all is still fading away






[Cytuj]
Multikonta: Freya Johansen
Rodzinnej krainy, to piękne określenie, zwłaszcza po latach trzydziestych ubiegłego wieku. Największy spokój odnajdywał w Jasnej Krainie, jej niezamieszkałej i przelotnie odwiedzanej części. Stosunkowo łagodne zwierzęta, piękne widoki, czyste powietrze i spokój, dzięki temu potrafił ukoić zmysły i przywrócić wewnętrzną harmonię. To było niezbędne, szczególnie biorąc pod uwagę skłonności Czarownika do wojaczki. Do Japonii niejako nie chciał się przyznawać, choć nigdy nie zrezygnuje z samego nazewnictwa. W czasie imperializmu, od Korei po Nową Zelandię, zdecydowanie zbyt wielu pokazało się od niegodnej samuraja i żołnierza strony. Dlatego z przyjemnością wbił kilkudziesięciu z nich, co ważniejszych, ostrze w gardziel. Krwawy przykład na otoczenie zdawał się działać całkiem nieźle, tak samo jak podrobione dyrektywy z Dowództwa. Wojna to okrutna rzecz i sam święty nie był, choć miał granice których nie przekraczał. To miejsce było zdruzgotane i brakowało ciał lub samych kości, to już rodziło domysły Japończyka. Niecne podszepty nakazywały podejrzewać Mrok o zdolności do indoktrynacji w dłuższej perspektywie czasu. Równie dobrze mógł pozamieniać tych którzy nie umknęli w posłuszne zombie, jedną z wariacji. W najgorszym razie będą kłopotliwymi stworzeniami rodem z uniwersum Mass Effect, nie do odratowania.
- Sprytnie - powiedział w myślach, licząc na to że tymczasowy gospodarz tych ziem mógł go spokojnie usłyszeć. Malekith był przeczulony na punkcie Opal, wszakże to siostra z którą był blisko. Nieświadomość pokrewieństwa będzie jedynie przyczyną pewnej konsternacji, jeśli pożyje wystarczająco długo aby to mogło się wydać. Diabeł tkwił w szczegółach. Panna Lengyel cierpiała mocno ponad miesiąc temu, a do tego czasu stojący przed nim Czarownik najprawdopodobniej zdołałby wywietrzeć. Wcześniejsze zabiegi z umysłem, w sali treningowej, dodatkowo nie skłaniały w ufność stawianej tezie. Craig mógł i wprawne oko stalkerskie mówiło o wielu rzeczach jakie jej robił ale te tortury nie mogły być którąkolwiek z nich.
- Możesz nie chcieć tutaj zostać i poznać właściciela tego dźwięku - zwrócił się do Craiga i powoli rozpoczął marsz w najbezpieczniejszym kierunku. Ten wyglądał następująco: nie w stronę ryku i chaszczy. Czarownik wolał widzieć cokolwiek przed sobą i po bokach. Starał się mieć go na oku, wątpił aby tylko on otrzymywał podszepty do kiepskiego rozwiązania, walki z przedstawicielem własnej rasy w nieadekwatnej ku temu sytuacji. Wolał nie zaryzykować pokazania mu pleców. W trakcie tego starał się zlokalizować największe skupisko Mroku, coś co znacząco odróżniało się od reszty. Poszukiwał jego prawdziwej formy, pośrednicy z pewnością upomną się o nich sami. Intencję miał jedną, porozmawiać, poznać i spróbować zrozumieć przyczynę problemów. Żadna zaszłość nie mogła zostać rozwiązana bez szczegółowych studiów, a musiał istnieć powód do pojawienia się Mroku i jego działalności. Zabić? Nie łudził się z tym że byłby w stanie tego dokonać i nie znajdowało się to na szczycie listy zadań. Nie miał morderczych intencji. To będzie jego zajęciem na tę i ewentualnie następną kolejkę, op ile nie nastąpią drobne komplikacje.
 

Craig

692



Każdy wyraża emocje inaczej.







[Cytuj]
Dlaczego był tak podobny do niej? Aura mnie myliła, plątała myśli i myliła zmysły, cofnąłem się o krok trzymając broń tak by zaatakować w razie czego. Pytał ale nie odpowiedziałem, niech się nie interesuje. Skupiałem na obcym bycie swoją uwagę ale i starałem się ją podzielić również na resztę tego terenu, wróżkowo... Na pewno byliśmy w krainie wróżek ale już nie tej którą pamiętam z balu, to kompletnie inne miejsce, złe, mroczne i nie chciałem tu przebywać - chciałem wrócić do ukochanej.-Dźwięk bywa zgubny, a miejsce które wydaje się najbezpieczniejsze może prowadzić do zguby. Nie wiem kim jesteś ale radzę Ci się przez chwilę nie ruszać stąd... Byłem tu, mogłem rozpoznać jakieś charakterystyczne cechy tego miejsca i na ich podstawie udać się tam gdzie kiedyś stał portal. Chociaż nie łudziłem się, że dalej tam będzie.-...Musimy znaleźć portal. Jestem Craig... A Ty... Co masz wspólnego z Opal? Zatrzymałem osobnika i czekałem na odpowiedz.
 

Raiden "Malekith" Minamoto

784


185 cm


I see beauty in everything but it all is still fading away






[Cytuj]
Multikonta: Freya Johansen
Czarownik śmiał oponować i zdecydowanie nie uznawał tego miejsca, lasu jak mniemał, za nawet w cząstce bezpieczne miejsce. Cała kraina była zapewne jedną wielką pułapką dla takich jak oni, pozostawało liczyć na pewne niedoskonałości w jej fragmentach. Pocieszającym był fakt że rozmówca nie miał żadnych niecnych intencji, póki co. Musieli oszczędzać siły których i tak mogli mieć zdecydowane za mało do ujścia stąd z życiem. W najgorszym razie padną z pragnienia, śmierci głodowej raczej nie doczekają i tak. Nawet największe szczęście w samym skradaniu się nie zniweluje burczącego brzucha zapewne wzmocnionego przez echo.
- Jedyny mi znany, jego wyjście, znajduje się na obrzeżach Yorku. Skoro Faerie były nim zainteresowane, oryginalne mogą nie mieć się najlepiej, zakładając że w ogóle istnieją - powiedział bazując na słowach i zachowaniu pewnej Niedźwiedzicy. Rzadko kiedy powstawały dzikie przejścia do tej krainy a takowe w czasach panowania Mroku nie mogły być przypadkiem. Szczerze wątpił aby wędrówka na teren któregoś z dawnych dworów była owocna. - Szukam jego - wyjawił cel ale nie powód swojej samozwańczej misji. Równie dobrze wyjścia mogło nie być i starania były skazane z góry na porażkę. Niebieski miał motywację do innego działania, w domyśle bardziej samobójczego. Wątpił aby ktokolwiek próbował chociaż porozmawiać z nieszczęsnym Mrokiem, z szczerych intencji niźli morderczego zamiaru. Oby pewien chiński myśliciel miał rację co do słów, "osiągnąć sto zwycięstw w stu bitwach nie jest szczytem umiejętności. Szczytem umiejętności jest pokonanie przeciwnika bez walki". Wyzionąć ducha bez zysku a zrobić to po poznaniu motywów to już pewien sukces, nawet jeśli niczego nie zmieniał.
- Odpowiedź zależy od twojej bliskości do jej osoby, jesteś nią przesiąknięty - powiedział po odwróceniu głowy w kierunku Craiga. O narzeczeństwie nie miał bladego pojęcia, a to dopiero wierzchołek góry lodowej. Dla kompletnie obcego nawet nie miałby zamiaru dalej odpowiadać, mówił wyjątkowo dużo jak na tak krótki okres czasu. Opowieści o tak miłym starszym braciszku raczej by Opal wyłącznie zaszkodziły, zwłaszcza politycznie.
 

Craig

692



Każdy wyraża emocje inaczej.







[Cytuj]
Poczekałem na odpowiedzi i przez chwilę staliśmy w milczeniu przerywanym odgłosami tego co się działo wokół. Ostatnie pytanie było dość znaczące, on też był w pewien sposób podobny do Opal co czułem z daleka.-To moja żona. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, może jeszcze nie potwierdzoną imprezą i na papierze ale w duchu już tak było, Opal jest dla mnie tę jedyną kobietą, tą do końca. A nie miałem zamiaru kończyć swojego żywota tutaj, chciałem do niej wrócić i wreszcie cieszyć się życiem.-Proponuje udać się na obrzeża. Masz jakąś broń? Ta propozycja to na czysto wejście w paszczę lwa ale nie da się go zabić o ile nie wepchnie się mu ostrza w same gardło. Jeśli Mrok będzie chciał się bawić, trudności spotkamy dopiero na samym końcu drogi do portalu. Bo po licho męczyć zwierzynę na samym początku? Tak mi się przynajmniej wydawało.-Kim jest on?
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Zadziwiające jak trzeźwo Craig myśli mając problemy z koncentracją! Ta próba podzielenia uwagi na nieznajomego i na otoczenie! Kiedy ból głowy przyćmiewa zdolność myślenia, a błędnik szaleje utrudniając stanie prosto. Craig, Craig... Uważaj i nie lekceważ stanu zdrowia.
Gratulacje jednakże należały się Malekithowi za rozgryzienie Mroku. Można byłoby rzecz, iż zwrócił na siebie jego uwagę. Do tego stopnia, iż uroczą pogawędkę mężczyzn przerwał śpiew. Piękny, kuszący śpiew, dobiegający spomiędzy drzew. Dwie syreny wabiły śpiewem ku sobie Malekitha, żeby zaatakować go jednocześnie w chwili, gdy ten oczarowany pieśnią zbliżył się ku niemu. Pierwsza z nich atakowała szponami w szyję, druga rzuciła się od strony pleców Czarownika.
Craig choć słyszał śpiew, co innego miał na swojej głowie...
- Craig? Craig! - głos dobiegł go zza pleców, gdzie stała Opal. Zakrwawiona, ubłocona, wyglądająca jak siedem nieszczęść. Zapłakana i przerażona. Cały czas mamrotała o Mroku, trzęsąc się. - Nie mam mocy, zabrał ją - dodała, rozglądając się z przerażeniem na boki. Potrzebowała teraz wsparcia narzeczonego, zanim Mrok znów ich rozdzieli.
Co zrobisz Craig? Pójdziesz do swojej jedynej kobiety, czy pomożesz dziwnemu towarzyszowi?

Ryk z oddali nasilił się, co świadczyło o tym, iż stworzenie, czymkolwiek było, właśnie się zbliżało. Problem stanowiła jednak również roślinność. Jeśli nieuważnie trąciło się poszycie leśne, w górę wybuchały trujące opary. Panowie musieli zacząć lawirować między obłoczkami trującego gazu, który potrafił sparaliżować ofiarę, doprowadzając nawet do śmierci.


Czas 72h.

Proszę odnosić się do tego, co Mistrz pisze
 

Raiden "Malekith" Minamoto

784


185 cm


I see beauty in everything but it all is still fading away






[Cytuj]
Multikonta: Freya Johansen
Jedyne w czym mógł być podobny do Opal to z urokiem osobistym, kilka lat wstecz. Na niektórych, czasem wzbogacony niecnym zagraniem, działał nadzwyczaj dobrze. Oprócz tego zawsze pozostawała aura i naleciałości Zepara. Ojcowie lubili zostawiać swoje ślady na własnym potomstwie, niestety czasem w postaci długów do spłacenia. W tej chwili dawnego Malekitha bolałaby pewna drobnostka, nie mógł w jakikolwiek sposób zagrozić wybrankowi serca małolaty. Miał ku temu moralne prawo, o ile nie obowiązek.
- I moja siostra – odparł gdyż tyle mógł skonkludować. Początkowo szukał jednej osoby, odpowiedzialnej za sygnał dany przed paroma tygodniami. Następnie do tego grona dołączyła Wielka Czarownica York. Szczęśliwie jedno i drugie oznaczało chwycenie się tej samej zgrabnej pary nóg. O ile nie szlajałby się po obrzeżach miasta, z pewnością byłby teraz w gabinecie Przywódczyni. Tematu uzbrojenia nie podnosił, poza ostrzami nie miał niczego do zaprezentowania. - Oby nie prosto w bagno – podzielał pogląd rozmówcy o wyjściu z lasu, dawna ponura zieleń po drobnej modernizacji nie sprzyjała obserwacji. Jedynie ugrzęźniecie w bajorze mogło uchodzić za gorsze. Wywerny uwielbiały to miejsce.

Japończyk i bez udziału Mroku uznawał te rejony za niebezpieczne, nastawiając się na konfrontację z każdym napotkanym żyjątkiem. W obecnej sytuacji praktycznie wszystko uchodziło za wrogi element. Kuszony musiał kroczyć we wskazanym przez syreny kierunku, choć próbował stawiać się zwodniczemu śpiewowi. Przy pierwszej możliwej okazji i przejawie zdrowego myślenia, nim te go nie oblazły, usiłował skorzystać z żywiołu wiatru i wytworzyć przy swoich uszach dość silne powiewy. Miały one zagłuszyć otoczenie i zarazem pieśń spaczonych paskud. Liczył na przerwanie transu lub jego osłabianie. Ta forma oporu docelowo miała umożliwić mu dalsze działania, z sięgnięciem po katanę w pierwszej kolejności. Spróbowałby wytworzyć falę mająca odepchnąć od niego przeciwników, silniejszą na plecach aby brzydula musiała poświęcić więcej czasu na kontratak. Syrenę przed sobą chciał wytrącić z równowagi i wykorzystać tę chwilę do zagłębienia ostrza prosto w rejon serca, podążając za typowo ludzką i wróżkową anatomią.
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Craig choć słyszał śpiew, co innego miał na swojej głowie...
- Craig? Craig! - głos dobiegł go zza pleców, gdzie stała Opal. Zakrwawiona, ubłocona, wyglądająca jak siedem nieszczęść. Zapłakana i przerażona. Cały czas mamrotała o Mroku, trzęsąc się. - Nie mam mocy, zabrał ją - dodała, rozglądając się z przerażeniem na boki. Potrzebowała teraz wsparcia narzeczonego, zanim Mrok znów ich rozdzieli.
Kobieta zbliżyła się na wyciągnięcie dłoni, po czym upadła na kolana chowając twarz w dłoniach, płacząc. Mrok, wdychany przez Craiga zaczynał wyciągać wszystkie jego najgorsze cechy charakteru. Pomożesz ukochanej, otoczysz ją opieką? A może spróbujesz pomóc Niebieskiemu?

Co się tyczy Malekitha, nie zawsze należy podążać za śpiewem. Dobrze, że miał głowę na karku i nie dawał się tak łatwo omamić. Silne powiewy, które próbował wytworzyć przy swoich uszach nie potrafiły całkowicie zagłuszyć śpiewu, ale umożliwiły czarownikowi zachować w pewnym sensie trzeźwość myślenia. Niestety nie w pełni, co było widoczne przy ataku syren. Mal zdołał odepchnąć jedną syrenę od swoich pleców, drugą nieznacznie zdezorientować. Nie można jednakże zapominać o ich szybkości, której nie straciły pomimo spaczenia Mrokiem. W efekcie katana przemknęła jedynie pozostawiając draśnięcie na boku syreny, która oplotła go szybko ramionami, ogonem próbując wytrącić katanę z jego rąk zanim owinęła go wokół jego bioder i nóg, okręcając Malekitha w miejscu.
- Nie chcesz się zabawić z nami? - wychrypiała mu do ucha. Jej zadaniem było przytrzymać mężczyznę w miejscu, w czasie, gdy druga rzuciła się ku niemu ze szponami z wątpliwym pragnieniem pieszczot.

Czas 48h

Skracam czas oczekiwania.
Craig - 1 pominięcie - następne będzie bolesne, a ostatnie gorsze od śmierci.

Malekith - rzut monetą na wytrącenie katany - orzeł to katana wciąż w dłoni, ale osłabiony uchwyt, reszka to wytrącenie
dodatkowo rzut k3, gdzie:
1 to przeoranie szponami przez twarz
2 syrena zbyt oszołomiona wcześniejszym odepchnięciem pudłuje
3 szpony rozcinają ubranie i skórę na brzuchu
 

Raiden "Malekith" Minamoto

784


185 cm


I see beauty in everything but it all is still fading away






[Cytuj]
Multikonta: Freya Johansen


Czarownik musiał uznać wyższość Syren w zakresie fizycznym, powinien pamiętać o atrybutach ras z których potencjalnie mogły pochodzić. Wpierw utracił katanę, następnie sam został niejako uziemiony. Na domiar złego druga zaczęła szarpać go w okolicy brzucha. Na szczęście do bólu i związanych z nim niedogodności był przystosowany [IV klasa, 40/40, odporności na ból]. Dodatkowo epizod z życia, w którym robiono mu z mózgu papkę, zahartował ciało. Stopniowe przypominanie sobie o przeszłości z pewnością mogło to osłabić, choć nadal w niewystarczającym stopniu aby przejął się kilkoma rankami. Oprócz tego nadal miał sporo luk w pamięci i brak klucza pozwalającego na interpretację, napastniczki powinny go w tej chwili łaskotać.
- Wolałbym z szefem, jeśli łaska - powiedział w sposób beznamiętny, choć mogąc zostać odczytany jako uszczypliwy, delikatnie zachęcający Mrok do pominięcia pośredników. Był wszędzie i we wszystkim, w tym i intruzach. Nie powinien mieć z tym żadnych kłopotów. Kontakty ze spaczonymi mieszkańcami Faeriolandu go nie obchodziły, żadnych korzyści z gadki nie wyniesie. Oby te panie nie potraktowały tego jako kosza, nie chciał ich urazić. Co innego zranić i miał zamiar podjąć odpowiednie ku temu działania. Zamierzał potraktować je pożogą, ogniem mającym buchnąć z ciała Czarownika. Tym samym zamierzał sprawdzić odporność Syren na płomienie, sam Mrok wydawał się nimi dość mocno dotknięty. Drobnym, choć istotnym detale jest to, iż sprzęt Malekitha w założeniu miał pozostać nietknięty przez rzucony czar. Kiepsko świadczyło o magiku, gdy jego sztuczki wpierw mu szkodziły. Mając potencjalnie większe pole do popisu, usiłowałby posłużyć się telekinezą celem zmiażdżenia głów podpalonych przeciwników. Jeśli ci nie chcieli odkleić się od jego osoby, posłużyłby się nią w celu odrzucenia natrętów od siebie.
 

Craig

692



Każdy wyraża emocje inaczej.







[Cytuj]
Zamurowało mnie, stałem, patrzyłem a moja głowa walczyła z sercem... I niestety ale głowa wygrała. Widzicie, to nie mogła być Opal, nie czułem od niej tego co zawsze, tej wewnętrznej "wibracji" która sprawiała, że serce mocniej bije. Ponadto nie była ranna na szyi, przynajmniej nie zauważyłem, próbując dostrzec te drobne szczegóły dochodziłem do wniosku, że to nie ona.
Cofnąłem się o krok... Odwróciłem.
Zamierzałem pomóc czarownikowi. To za mną to nie Opal, nie było jej tu, była bezpieczna w zamku, tak, zdecydowanie. Ranna ale bezpieczna.
Złapałem za miecz i zaatakowałem syrenę tak by nie uszkodzić przyszłego szwagra.
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Och, cudowna odporności na ból! Nie jeden chciałby mieć możliwość stać dumnie wyprostowanym, gdy syrena zatapiała pazury w jego brzuchu i zachować przy tym zdolność trzeźwego myślenia. W chwili, w której Malekith zarządał rozmowy z Mrokiem, syreny zaśmiały się. Ta, która go oplatała wysunęła język, żeby przeciągnąć nim po widocznej na szyi mężczyzny, nieśmiało pulsującej tętnicy.
- Nie podobamy ci się? – zasyczała mu wprost do ucha, po czym wgryzła się w jego szyję. Niestety, nie zdążyła trafić ostrymi kłami w żyłę tętniczą, gdyż Malekith postanowił udawać ludzką pochodnię. Dobre posunięcie, choć niezbyt przychylne dla syren. Obie z dzikim wrzaskiem zajęły się ogniem, przeklinając czarownika i miotając się w próbie ugaszenia ognia. Rana na szyi niebieskoskórego nie uprzykrzała mu z pewnością życia, skoro rozorany brzuch tego nie robił, jednak ściekająca krew nie była najprzyjemniejszym dodatkiem. Nie wspominając o uciekających wraz z nią siłach. Odrzucone od czarownika dzięki sile telekinezy w niedługim czasie zamilkły, pozostając nieruchome, bez życia, a ich ciała nieznacznie się tliły.
Co się tyczy Craiga, miło, że nie bacząc na własny stan, uznał za właściwe rzucić się na pomoc towarzyszowi. Szkoda, że wzgardzona kobieta bywa mściwa. Syrena, która dzięki iluzji udawała Opal, błyskawicznie pochwyciła mężczyznę, wzywając siostrę do pomocy. Jedna odciągała mężczyznę w stronę moczar, druga spróbowała wytrącić mu z ręki miecz. Wszystko działo się na tyle szybko, że nim Malekith zdołał zauważyć porwanie towarzysza, Craig znalazł się już na moczarach, wciągany w bagienną toń przez dwie syreny.
Malekith... Mrok słyszał twe żądanie. Będąc wszędzie i we wszystkim musiał przyznać, iż ów Czarownik, pragnąc spotkania z nim wykazywał się albo nie lada odwagą, albo głupotą. Tak, czy inaczej postanowił sprawdzić czego chce, ale nie w pełni swej osoby... Nie, nie... W końcu po coś był tutaj w ciele innego Azjaty.

Czas 48h

Craig pisze w zapomnianych ruinach na moczarach.
Craig rzut k3 na wytracenie miecza z dloni
1 - wytracenie zupelne
2 - miesz zostaje w dloniach, ale poluzowanych uchwyt
3 - wytracenie ze zranieniem syreny

Malekith i Shizhi - zostawiam was samych na jakis czas. Obserwuje uwaznie, badzcie gotowi w kazdej chwili na male zamieszanie.
 

Shizhi

717 lat


175 cm


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…






Naczelny stalker
[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Kap, kap – spływała radośnie krew – kap, kap – i dudniła jej część w drodze przez żyły. Kap – kap – niektóre z nich przesiąkały przez tkaninę – kap, kap – a opadając znikały równie szybko, co zarys czarownika. Zostawił go na pastwę losu – oh no dobra bez przesady. Chłop potrafił się bronić, wszak rosły mężczyzna z bagażem doświadczeń na plecach i torebką kół ratunkowych w zapasie. Leczenie szybko postawiło go na nogi – jak widać rychło w czas. Dwie urocze syreny – czy to nie przypadek, że skierowały się właśnie ku niemu? Ponoć ciągnął swój do swego – pirat i one pasowali do siebie idealnie.
Ponoć mieli sobie pomagać – najwyraźniej tutaj kończyła się nienawiść i wzajemne wsparcie.
Szedł dalej Mrok – tup, tup, tup. Krok jego cichy i spokojny – nieprzerwany nawet przez galop uciekinierek z naprzeciwka. Oczy puste w całości spowite błękitem. Jego chłód przeszywał na wskroś nawet drzewa - pod ciążącym naporem uginały się niechętnie. Rozsunięte w swym istnieniu nie śmiały zaatakować wędrownego. Zamiast tego obserwowały go bacznie – one i kilka roślinek wokół. Krople trucizny już sączyły się z ich „pysków”, liści, łodyg… Głodne mięsa i spragnione krwi – złe, bo nie mogły sięgnąć po smakowity kąsek.
Spływała po ramieniu szkarłatna posoka. Prowizoryczny opatrunek powoli tracił swoje właściwości uciskowe. Czarna tkanina z sekundy na sekundę przesiąkała coraz większą wilgocią, lecz jemu to nie przeszkadzało. Szedł dalej spokojnym krokiem kot – zatrzymał się dopiero po dotarciu na miejsce.
Niebieskie ślepia opętanego leniwie podążyły śladem Mala. Biedne to dziecię – biedne i głupie w swym zamiarze przybycia tutaj. Cel mężczyzny do teraz stanowił dla Mroku zagadkę. Niby zwykła rozmowa – nie, przecież doskonale znał zasady gry. Pradawny tak łatwo go stąd nie wypuści – co najwyżej przypieczętuje los i… A któż taki zechciałby zejść na pokuszenie w towarzystwie tak spaczonej duszy. Pustka Raidena dorównywała tej, którą panicznie otaczał się żywiciel.
Interesujące… Mruknął.
- Kiepsko wyglądasz. – pierwsze słowa opuszczające rozchylone wargi ust. Obaj stali przed sobą poturbowani – on poszarpany w chaosie walki i tamten poturbowany po bliskim spotkaniu z hydrą. Nawet obdarci z szat nie mieli szans na odczucie ulgi. Powiewy wiatry wcale nie przynosiły ze sobą chłodu. Zamiast niego roznosiła się jedynie parna wilgoć, a przy okazji nieprzyjemna woń wraz z nią. Zapach śmierci – tym właśnie rozkwitała niegdyś piękna kraina wróżek. Jej syn byłby wielce uradowany takim widokiem – niestety w obecnym stanie zbytnio nie kontaktował – gorzej, że nieprędko kwapił się do przebudzenia.
- Niemądrze jest przekraczać próg lwiej paszczy. – zaszydził podle. Obojętność na rany Raidena nie znała granic, a jednak zamiast czystej obserwacji, był skłonny mu nieco pomóc. Byłoby szkoda szybko kończyć radosną zabawę, nawet pomimo lekkiego wycieńczenia własnej marionetki. A gdyby tak... Przejąć kolejną...

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo