Anthony Vindevogel

17


179 cm


Na niebie gwiazd nie zobaczysz w noc zimną i czystą...







[Cytuj]
Multikonta: Sonia, Sigyn
#15, po wprowadzce

Odzyskanie wzroku było jednym z nierealnych marzeń Antka od kiedy tylko pamiętał. Jasne, stracił ten zmysł, gdy był jeszcze małym, czteroletnim berbeciem, więc nawet nie mógł pamiętać wizualnych wrażeń sprzed wpadnięciem pod samochód, co cudem przeżył. Jako niewidomy, radził sobie sprawnie na tyle, że teoretycznie nie odstawał za bardzo od zdrowych rówieśników. Teoretycznie. W praktyce, nawet jeśli nie mówił tego głośno i nie skarżył się, pragnął normalności. Paradoksalnie, dopiero zostanie półwróżką przywróciło mu wzrok, co jednocześnie było równoznaczne z utraceniem jedynie ludzkiej części, czyli tej przyziemnej, "normalnej" dla Antka. Tylko właśnie, dla Antka, bo jak się okazało, bycie przeciętnym jest pojęciem względnym od strony rasowej.
Ale wracając, odzyskanie wzroku było czymś niesamowitym i wręcz euforycznym, ale miało swoje wady. Dajmy na to, początkowo mnogość wrażeń przytłaczała blondyna i nieraz powodowała migreny. Coś jeszcze? Ach, tak, wychodzi na to, że Vindevogel jest analfabetą, bo zawsze posługiwał się alfabetem Braille'a, a teraz musiał zmierzyć się z tym przeznaczonego dla widomych, a samodzielna nauka nie była najłatwiejsza. Jednak jakoś mu szło. Początkowo korzystał z najprostszych książek przeznaczonych dla dzieci. I choć poproszenie Sigyn o zakup ich było dla chłopaka nie lada wyzwaniem, i w trakcie mówienia jąkał się oraz czerwienił, jak piwonia, zdobył to, co było mu potrzebne. Jak się okazało, wiedźma nie była wrogo nastawiona do technologii, więc Antek pewnego dnia znalazł na swoim aktualnym łóżku nowy laptop. To był miły gest.
I gdy alfabet opanował jako tako oraz czytanie, i pisanie, przyszedł czas na zmierzenie się z elektroniką przeznaczoną dla zdrowych ludzi. Brak instrukcji obsługi wymuszał na nim kombinowanie, ale akurat szekle poszły w dedukcję i Anthony jakoś powoli kminił, jak poruszać się w komputerze oraz w internecie.
Właśnie teraz leżał w łóżku na brzuchu, w swoim tymczasowym pokoju i przeglądał czeluści sieci, czytając chyba wszystko, co mógł. Wciąż ćwiczył tę zdolność, a skoro mógł upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, to czemu nie? Starsze wróżki zajmowały się swoimi sprawami, w które chłopak nie zamierzał się wplątywać. Ze zwykłej wygody, ot. Poza tym, trudno było przerwać oglądanie filmików z kotkami, gdy raz się już zaczęło.
 

Shay

163



.






[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
Przed rozmową z Bevinem i Mrokiem

Shay nudził się.
Po pierwszym szoku i strachu związanym z utratą Faerielandu i wylądowaniu w świecie Przyziemnych, Shay odkrył, że jego nowa rzeczywistość jest... nudna. Na jego odczucia mogła mieć wpływ mama, która uznała, że młode wróżki powinny uważać na siebie, a nawet nie opuszczać domu bez wyraźnej przyczyny.
W Yorku przewodnikiem i opiekunem Shaya stał się, całkiem ironicznie, Anthony. Shay odmówił chłopcu opieki w Faerielandzie, dlaczego ten miał rewanżować się czymś innym?
Z braku innych towarzyszy Shay musiał spróbować polepszyć ich stosunki i naprzykrzać się Anthony'emu, który ostatnio zagłębiał się w kolorowych książkach i bez sensu mazał literki. A laptop? Laptop był nowością, zupełnie niepotrzebną, wydawało się, przynajmniej dla wróżka!
Skrzydlatemu udało się znaleźć w jednej z kuchennych szafek paczkę ciastek. Wyglądały zachęcająco za przezroczystą folią, więc zabrał je ze sobą, będąc pewnym, że nikt nie będzie miał mu tego za złe. Bez zbędnych zapowiedzi wparował do pokoju Anthony'ego, usiadł na jego łóżku, a następnie odchylił się do tyłu, by oprzeć głowę na plecach braciszka.
- Co robisz?
Szarpnął za zgrzane ze sobą brzegi foliowego opakowania. Okruszki posypały się na pościel.
 

Anthony Vindevogel

17


179 cm


Na niebie gwiazd nie zobaczysz w noc zimną i czystą...







[Cytuj]
Multikonta: Sonia, Sigyn
Fakt, nuda był czymś, co i Antka dopadło. Może w mniejszym stopniu, bo nie spodziewał się Bóg wie czego po świecie przyziemnym, ale mus zatrzymania się w domu Sig był upierdliwy. Rozumiał obawy Nimat, ale nie zmieniało to faktu, że siedział z Shayem w willi wiedźmy i obydwoje nie mogli znaleźć sobie miejsca. Vindevogel chociaż wymyślił, czym mógłby się zająć, ale Shaytan? Blondyn przez chwilę nawet rozważał poproszenie go o pomoc w nauce alfabetu, ale szybko zrezygnował z tego pomysłu, woląc nie wiedzieć, jaka byłaby reakcja wróżka.
Po odnalezieniu portalu, nie mieli nic większego do roboty i w sumie to było śmieszne, że nudzili się, kiedy Mrok zniszczył świat zielonek i wciąż stanowił realne zagrożenie. No, ale tak było - nisse z tego wszystkiego podkradł ciastka czarownicy, a Antek próbował nie zgubić się w odmętach internetu, chociaż na to było za późno, bo natrafił na filmiki z kotkami.
Półwróżek oderwał na chwilę wzrok od ekranu laptopa, lisie uszy mając postawione na sztorc, gdy Shay bez pardonu wbił do jego pokoju. To nie było coś, za czym przepadał młodszy chłopak, ale nic nie powiedział. Shaytan pozostanie Shaytanem, czyli wszelką prywatność Antka miał gdzieś, do czego ten już nawet przywyknął. Rozwalenie się na jego łóżku obok niego też jakoś go nie poruszyło, ale gdy usłyszał rozrywanie opakowania i zobaczył jak okruszki poleciały na mebel, na którym leżeli, już nie był zadowolony.
- Shay! - zaczął, kładąc lisie uszy do potylicy. - Będziesz sprzątać - oznajmił, gestem głowy wskazując na ciastka, z którego leciały okruszki. I w ramach małej zemsty zabrał mu jedno, choć pozycja była średnio wygodna na takie manewry, zwłaszcza z głową wróżka na plecach. Jednak jakimś cudem zajumał ciasteczko, pakując sobie do buzi.
- Ofaniam inhernet - okej, mówienie z pełnymi ustami nigdy nie było dobrym pomysłem, ale na całe szczęście nie zadławił się niczym. W ramach wizualizacji podsunął laptop tak, by Shay ze swojej pozycji mógł lepiej zobaczyć, co działo się na ekranie, czyli teraz przyszło na filmik z śmiesznymi kotami.
 

Shay

163



.






[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
W tym świecie nie było zaczarowanego lasu, królewskich przyjęć i festynów, nie było nawet ględzącego dziadka i grządki z ziołami! Rośliny Sygin wydawały się być na tyle zadbane, że nie wymagały dużo pracy, nawet ze strony wróżka. Zresztą, zioła były na tyle łatwe w utrzymaniu, że nie potrzebowały ciągłej uwagi.
Zioła były jednak ciekawsze niż głupie książki Anthonyego i jego trzeszczące, a okazyjnie również miauczące pudełko.
Shay umościł się wygodniej, choć nie mógł powiedzieć, że plecy Tony'ego były najwygodniejszą z poduszek. Skrzyżował nogi szukając lepszej pozycji. Nie przejął się ani odrobinę tym, że brat być może szukał prywatności.
- Nie jęcz. - Upomniał półwróżka. - Potem posprzątamy.
Jaki był sens sprzątania w momencie, gdy ciastka były ledwie napoczęte? Mieli jeszcze całe opakowanie do nakruszenia! Zresztą, ich chowańce mogły zainteresować się okruszkami i posprzątać za nich, ewentualnie mogli poprosić o pomoc magię Sigyn.
Sam wpakował do ust ciastko. Przymknął powieki, delektując się jego smakiem.
-Mmm... Dlaczego nie mamy takich w domu? - Dopytał, nie mając pojęcia o wzmacniaczach smaku, konserwantach, spulchniaczach i innych znanych ludziom dodatkach.
Nie miał pojęcia, jak reagować na koty na ekranie. Bardziej skupił się na samym fakcie wyświetlanych zwierząt aniżeli na tym, co robiły.
- Co to inhernet? Portal? Jak zamknąłeś tam koty? - Chłopiec wyciągnął dłoń do futrzaków i zdziwił się, gdy jego palce natrafiły na szkło. - Bariera? Potrafisz takie rzeczy...?
 

Anthony Vindevogel

17


179 cm


Na niebie gwiazd nie zobaczysz w noc zimną i czystą...







[Cytuj]
Multikonta: Sonia, Sigyn
Zbyt zadbane rośliny? To w sumie może warto byłoby poprosić czarownicę o to, by aż tak nimi się nie zajmowała? Zawsze znajdzie się jakieś zajęcie, prawda? Tylko pojawiał się drugi problem - Izumo. Ten to był jeszcze bardziej zafascynowany roślinkami, niż Shay, co było, no, sukcesem. Jednak chyba nic nie przebije tego, jak wziął jedną z doniczek i usiadł z nią do stołu pierwszego dnia w domu wiedźmy. Hah, Shaytan ma dużą konkurencję, jeśli chodzi o tytuł fascynata florą. No, oczywiście jeśli pretendował do takowej.
- Przecież to ty nakruszyłeś - zaprotestował, nieszczególnie chcąc sprzątać po kimś. Mimo wszystko wróżek mógł poczuć, że blondyn rozluźnia się, niewerbalnie dając znać, że zgadza się z pomysłem nisse. I fakt, zawsze mogli zawołać chowańce i posłużyć się nimi jako odkurzaczami. Nieetyczne? Być może, ale same zwierzaki raczej nie będą miały nic przeciwko temu, skoro dostanie im się coś dobrego.
- Magia ludzi - wyjaśnił z rozbawieniem, patrząc z uśmiechem na wróżka, który zajadał się ciastkami w najlepsze. Fakt, chemiczne dodatki swoje robiły. - Kupne są dobre, ale ręcznie upieczone jeszcze lepsze - dodał, ponownie podbierając wypiek Shayowi. Anthony nigdy nie robił niczego skomplikowanego w kuchni, a zwłaszcza potraw, które uwzględniały użycie piekarnika. Kolejny minus braku wzroku, ale skoro już go miał, to w sumie czemu by nie nadrobić zaległości?
- Internet i nie - poprawił oraz odpowiedział jednocześnie Shaytanowi, z zainteresowaniem obserwując jego reakcję na laptop. - To nie jest bariera, to ludzka technologia - wyjaśnił, ale czuł, że było to mało jasne dla wróżka, bo wciąż nie wiedział, jak koty znalazły się na ekranie. - To coś nazywa się laptop i jest urządzeniem elektronicznym, na którym możesz oglądać filmy, obrazy, słuchać muzyki, tworzyć prezentacje lub pisać teksty. Możesz też na nim to wszystko gromadzić. I, przede wszystkim, możesz korzystać z internetu - przerwał, patrząc kontrolnie na Shaya, by zobaczyć czy nadąża i czy w ogóle jest zainteresowany tym tematem. - A internet to ogólnoświatowe połączenie między takimi urządzeniami. W internecie możesz tworzyć swoje własne strony i, dajmy na to, wrzucać na nie filmiki, jak ta - tutaj Antek wskazał adres YouTube'a. - Więc to nie tak, że koty są zamknięte w laptopie, po prostu ktoś nakręcił film z nimi i wrzucił go do internetu, a my teraz możemy go oglądać - dodał, na razie kończąc swoje wyjaśnienia.
 

Shay

163



.






[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
Kiedy dwóch wróżków dbało o rośliny, obaj się nudzili! Shay mógł oddać Izumo wszystkie roślinki w domu, a do tego również tytuł fascynata florą czy czymkolwiek innym. Nie potrzebował tego! Nie potrzebował tych głupich roślin, głupiego świata i wszystkiego innego!
Chciał tylko wrócić do domu.
Shay chciał przyjąć inną pozycję: kręcił się przez chwilę, by ostatecznie odwrócić się na brzuch, a łokcie nieco niedelikatnie oprzeć na bracie, wbijając je przy okazji w jego żebra. Układał się tak jeszcze przez chwilę i trącił paczkę, rozsypując więcej okruszków.
- Ale to twoje łóżko. - Odgryzł się.
Znalazłszy dobre ułożenie na Anthonym, mógł sięgnąć po kolejną przekąskę i skupić się na laptopie. I ciastkach! - Potrafisz piec? Może poprosimy mamę.
Skoro były jeszcze lepsze, musieli ich spróbować!
Shaytan zmarszczył brwi. Nie podobało mu się samo określenie "ludzkiej technologii". Nie interesowali go ludzie i ich wynalazki! Nawet, jeśli zawierały w sobie małe kotki.
- Po co robić to wszystko? - Zapytał, będąc nastawionym negatywnie do laptopa. O ile początek zrozumiał, o tyle zgubił się gdzieś na etapie stron. Strony? Strony były w książkach, nie w laptopie.
- Nie rozumiem. Po co te koty? Czy ten internet upiecze nam ciastka?
 

Anthony Vindevogel

17


179 cm


Na niebie gwiazd nie zobaczysz w noc zimną i czystą...







[Cytuj]
Multikonta: Sonia, Sigyn
Zmiana pozycji Shaya spowodowała, że Anthony wypuścił głośniej oddech, gdy poczuł nieprzyjemne wbijanie łokci w jego żebra. Mimo średnio komfortowej pozycji, nic nie powiedział, podejrzewając, że wróżek chce w ten sposób mu dokuczać, jak to miał w zwyczaju. Zresztą, ciągłe kruszenie ciastek na jego łóżko mówiło samo za siebie.
- No właśnie, brudzisz coś mojego. To tak jakbym ja zaczął jeść frytki na twoim łóżku i wytarł o nie dłonie - stwierdził, bo dla niego akurat to było logiczne - sprzątasz po sobie, szczególnie, gdy robisz bałagan tam, gdzie nie możesz rościć sobie praw do robienia tego, czego żywnie ci się podoba. Tylko właśnie, taki punkt widzenia był Antka, a możliwe, że Shay miał zupełnie inne, dlatego niewerbalnie przystanął na jego propozycję wspólnego sprzątania. Ewentualnie serio mogli zrobić z chowańców odkurzacze, żeby było szybciej.
- Nie potrafię, ale możemy się nauczyć - zaproponował, bo w sumie czemu nie? Skoro i tak się nudzili. - Możemy poprosić Nimat o pomoc, ale chyba będzie lepiej, jeśli... no wiesz, nie będziemy jej przeszkadzać. Pewnie ma teraz dużo na głowie - dodał ciszej i mniej raźnie. Co tu dużo mówić, dżinka naprawdę musiała teraz wiele zrobić i choć sam Anthony chętnie spędziłby z nią czas, wiedział, że teraz najlepiej będzie, jeśli odsunie się na bok. W tym był dobry. Współczuł tylko Shayowi, który nie mógł nic porobić ze swoją matką.
- Po co? - powtórzył pytanie Shaya, trochę ogłupiały. No tak, nie można zapomnieć o nastawieniu wróżki do technologii. - Żeby przetrwać i odkrywać świat, a nawet wszechświat - wyjaśnił skrótowo, ciekaw czy Shaytan załapie, w czym rzecz. - A po co wam magia? - zapytał, obserwując ze swojej niewygodnej pozycji wróżka, ciekaw, co mu powie.
- Filmiki z kotami są dla polepszenia humoru, a internet ciastek nie upiecze, ale możesz znaleźć w nim setki przepisów na nie - heh, nie podejrzewał nawet, że wyjaśnianie, co to internet może być taki trudne. - W sieci wszystko znajdziesz. Możesz pograć w gry, obejrzeć filmy i seriale, dowiedzieć się czegoś nowego. Ma wiele zastosowań - dodał, choć czuł, że prędzej tworzy nowe pytania w głowie Shaya, niż rozjaśnia mu sytuację.
 

Shay

163



.






[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
Shay sięgnął po ciastko. Oparł głowę na swoim ramieniu, przez co podczas jedzenia kruszył już nie tylko na łóżko, ale też na plecy Anthony'ego. Można było nazwać to złośliwością... lub uznać, że Shay w ogóle się tym nie przejmuje. Przecież okruszki łatwo było wytrzepać z koca i ubrania.
Chłopiec westchnął.
- Po frytkach pościel musiałaby być prana, a po ciastkach wystarczy wytrzepać. - Nie zgodził się. - Zresztą, zjadłbym frytki.
Świat przyziemnych nie przestawał zaskakiwać, jeśli chodziło o jedzenie.
Skrzydlaty wpakował do ust resztę ciastka i położył się. Myślał chwilę w miarę, jak przeżuwał.
- Moglibyśmy jej pomóc, gdyby nam pozwoliła. Albo możemy zrobić ciastka dla niej. - Zaproponował, czując, że byłaby to miła inicjatywa. Nimat zasługiwała na wszystkie ciastka świata, a nawet na jeszcze więcej, gdyby tylko pozwoliła sobie pomóc w poszukiwaniu drogi do domu. Shay chciał się przydać, ale nie potrafił samemu znaleźć początku swojej misji.
Shay oparł policzek o plecy Anthony'ego, tracąc zainteresowanie internetem. Przymknął oczy.
- Przetrwaliśmy tyle tysięcy lat bez internetu. - Zauważył. - Magia to integralna część nas i naszego świata, nie jakaś... technologia. Wolę prawdziwe koty i prawdziwe ciastka. Mogę robić wszystko to, o czym mówisz, bez internetu.
 

Anthony Vindevogel

17


179 cm


Na niebie gwiazd nie zobaczysz w noc zimną i czystą...







[Cytuj]
Multikonta: Sonia, Sigyn
Anthony zawsze uważał się za cierpliwą osobę. Ba, mógłby się nawet pokusić o określenie "anielsko". Jednak Shay dzisiaj wziął sobie za cel, by Tony zweryfikował pogląd na swój temat. Blondynowi wcale nie podobało się to, że na jego plecach znalazły się okruszki po ciastkach, ale jeszcze nic nie powiedział, przewidując reakcję Shaytana. "Nie marudź, posprząta się."
- Chodzi o pewną zasadę - odparł spokojnie, nawet jeśli wróżek mógł wyczuć jak ciało chłopaka się pod nim spina. Dobra Antek, to tylko okruszki... - Zawsze możesz zamówić - stwierdził, ale przypomniał sobie pewną niedogodność wynikającą z bycia zielonkiem - przyziemni nie widzieli ich. - Albo zrobić, może Sigyn ma frytkownicę - dodał, chociaż szczerze wątpił, by ta wiekowa wiedźma miała takie nowoczesne ustrojstwo w swoim domu. Nie to, żeby jej coś ujmował, ale Tony już zauważył podejście długowiecznych do technologii i wychodziło na to, że on był najbardziej protechniczny z tej całej zgrai. Heh, a dopiero ogarniał internet.
- A jakie chciałbyś jej zrobić? - zapytał, trochę zaskoczony tym, że Shay był gotowy do zrobienia czegoś z ludzkiego jadłospisu. Jednak tego nie skomentował, a zamiast tego otworzył nową kartę z wyszukiwarką. - Może pieguski? - zaproponował, wpisując odpowiednie hasło, choć akurat to trochę mu zajęło. Koniec końców na ekranie laptopa pojawiły się grafiki z wspomnianymi ciasteczkami.
- Shay, ludzie przetrwali tysiące lat bez magii. To działa w obydwie strony. Wy macie czary, a oni technologię. Kiedyś żyli bez internetu i ich tryb życia przypominał ten zwierzęcy, ale fizycznie nie byli najsilniejsi. Ich mocną stroną był mózg, zdolność do adaptacji oraz dłonie, które pozwalały tworzyć. Technologia pozwoliła im przetrwać, najpierw prymitywna, potem coraz bardziej zaawansowana - Anthony również stracił na chwilę zainteresowanie laptopem. - Internet jest nowym wynalazkiem, dopiero pojawił się za życia moich rodziców - blondyn przerwał na chwilę, wyraźnie smutniejąc, ale nie rozwijał tego tematu. Jego rodzice oraz osobiste rozterki raczej Shaya nie interesowały. - Tak naprawdę magia i technologia mają wiele ze sobą wspólnego, więcej, niż mogłoby się wydawać. Zauważyłbyś to, gdybyś spróbował ją zrozumieć - Vindevogel westchnął cicho, zrezygnowany. Bardzo dobrze wiedział, że jego rada pójdzie się chędożyć, a Shaytan pozostanie przy swoim. Na razie stracił ochotę na ponowne odkrywanie internetu, a po prostu zamilkł, wciąż pozostając poduszką dla wróżka.
 

Shay

163



.






[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
Okruszki nie były problemem! Nawet Shay rozciągnięty na Anthonym nie był problemem. Nic nie było problemem, póki młodszy wróżek nie nazwie tego w ten sposób.
- To głupia zasada. - Skomentował z uśmieszkiem, który nie wróżył niczego dobrego. Na razie jednak Shay nie zamierzał dalej kruszyć, zostawił ciastka w spokoju. - Zróbmy coś. Cokolwiek...
Frytkownica? A cóż to za ustrojstwo? Kolejna niepotrzebna technologiczna rzecz, która jednak prowadziła do całkiem potrzebnych frytek? Shayowi nie podobało się to wszystko, gdy zaczynał rozumieć, że bez przebycia drogi nie osiągnie celu, czy mu się to podobało, czy nie. Mruknął, niezadowolony, za moment jednak nie powstrzymał cichego śmiechu.
- Pieguski. - Powtórzył po bracie, rozbawiony samą nazwą ciastek. Wychylił się, by przyjrzeć się obrazkom. - Doróbmy im oczy, będą wyglądały jak ja i mój ojciec.
Jasnym było, że piegi, którymi usiany był nos Shaytana, odziedziczone zostały po Bevinie.
- Jakie są jeszcze inne ciastka? Te takie twarde, kruche? Te, które jedliśmy wczoraj? - Odkrywanie wypieków było fascynujące. Shay podniósł głowę i wyszczerzył ząbki. - Albo z czekoladą! Pamiętasz? Cały się ubrudziłeś.
Już nawet ciastka były ciekawsze od tego całego internetu. Chłopiec wbił palec w żebra Anthony'ego.
- Nie mądrz się. Zresztą, niedługo wracamy do domu, a tam internetu nie ma. Chociaż, skoro tak ci się podoba, może mama pozwoliłaby ci go zabrać?
 

Anthony Vindevogel

17


179 cm


Na niebie gwiazd nie zobaczysz w noc zimną i czystą...







[Cytuj]
Multikonta: Sonia, Sigyn
Anthony jedynie przewrócił oczami na komentarz Shaya, ale bez szczerej złości. Już zdążył przywyknąć do takiego stylu bycia wróżka. Jednakże uśmiech Shaytana średnio napawał optymizmem i Tony wolał nie przekonywać się, co chodzi po głowie pełnokrwistego zielonka.
- Okej, tylko znajdźmy jakiś przepis - przyznał się do swoich miernych umiejętności kucharskich bez większego problemu.
Hah, uroki technologii. Nawet jeśli wiele urządzeń elektronicznych uzależniało i zdzierało kasę, na pewno ułatwiały życie pod kątem materialnym. Poza tym, pozwalały na przyrządzenie smacznych dań, jak frytki. Tylko właśnie, chcesz je mieć, musisz mieć frytkownicę. Chociaż... może ktoś mądry wykombinował, jak bez niej się obyć?
Blondyn uśmiechnął się szerzej, rozbawiony słowami Shaya. No tak, wróżek miał sporo piegów. A Bevin? Tego Antek nie zarejestrował i chyba wolał pozostać w tej niewiedzy.
- Jakby co, to ty to stwierdziłeś - od razu oznajmił, gdyby przypadkiem Bev miał dowiedzieć się, że został przyrównany do pieguska. Oj, wtedy Anthony wolałby przy nim nie być. Swojemu synowi jeszcze wybaczyłby, ale jemu raczej nie.
Vindevogel ponownie wywrócił oczami, ale nie mógł powstrzymać uśmiechu. No tak, uroki czekoladowych rzeczy.
- Powiedział największy czyścioch, który wszędzie nakruszył - pozwolił sobie na odgryzienie się, a Shay mógł usłyszeć, że Antek nie był złośliwy, a raczej próbował zażartować. Heh, ciekawe czy mu wyjdzie? - To chyba były ciasteczka kawowe z płynną czekoladą - zmarszczył mimowolnie brwi, gdy próbował przypomnieć sobie nazwę słodyczy. - Albo możemy zrobić też muffinki - zaproponował i pokazał obrazki ze wspomnianym jedzeniem Shayowi. - Chyba najlepiej będzie jak sprawdzimy, co jest w lodówce Sigyn - oby tylko wiedźma nie zdenerwowała się na nich za grzebanie w jej kuchni. Tak na wszelki wypadek dostanie największą ilość słodyczy, o!
- Technologia nie działa w świecie wróżek - przypomniał Shayowi z rozbawieniem, nawet jeśli w środku spochmurniał. Heh, dom. Jak teraz mocno odległe było dla niego te pojęcie i uczucie. Poza tym, czy serio wrócą do Wróżkolandii? A nawet jeśli, to co tam zastaną? Anthony nie był aż tak optymistycznie nastawiony, jak Shaytan, ale nie zrobił też nic, by zburzyć jego nastawienie. - To decyduj, co robimy - zmienił temat, nie chcąc, by wróżek przypadkiem dostrzegł jego chwilowe sposępnienie.
 

Shay

163



.






[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
Shay nie dbał o biedne, obite żebra Anthonyego, gdy wspinał się po jego ciele, złośliwie wbijając żebra w ciało brata. Dopiero gdy był wystarczająco blisko laptopa, przeturlał się na bok, by leżeć obok półwróżka i mieć lepszy widok na ekran.
Shay nie oceniał Tony'ego i jego braku umiejętności. Jego zdolności obrania i ugotowania warzyw nie mogły wystarczyć do upieczenia ciastek.
- Znajdziesz? - Poprosił braciszka, bo sam nie chciał nawet dotykać tej przeklętej maszyny, po prawdzie nie dlatego, że nią gardził, ale przez strach, że zepsuje i zbierze burę od matki... Ale to nie miało znaczenia. Anthony był operatorem laptopa.
Shay nie wiedział, że do przyrządzenia frytek wcale nie potrzeba frytkownicy, nawet jeśli wtedy nie są takie smaczne. Z drugiej strony...
- Przyziemni nas nie widzą. - Stwierdził po chwili zastanowienia. Zmarszczone brwi świadczyły o tym, że w jego głowie zachodzą jakieś zaawansowane procesy myślowe. - Możemy zabrać im jedzenie i nawet się nie spostrzegą. Idziemy później po frytki, Anthony. - Zarządził. Wcale nie przejmował się tym, że zaplanował właśnie skok stulecia, ale zamiast złota mieli kraść złociste frytki z McDonalda.
W piegach nie było nic złego! Dlaczego tata miałby się złościć? Shay nie wiedział, jego bawiło porównanie do pieguska. Bevin z pewnością również by to docenił.
Skrzydlaty trącił ogoniastego i potarmosił go po uszach jak niesfornego psa.
- Ale to twoje łóżko. Kto jest więc brudasem? - Uniósł lekko brwi, odpowiadając uśmiechem na uśmiech. - Kawowe możemy zrobić dla Bevina, cały czas pije kawę. Kawowe muffinki? - Zaproponował, starając się poprawnie powtórzyć nazwę słodyczy.
Shay był pewny, że ciocia Sig nie będzie miała nic przeciwko. Musiała rozumieć, że dwie młode wróżki nudzą się, mając związane ręce w obecnej sytuacji. Lepsza była próba upieczenia ciastek niż szlajanie się po okolicy i demolowanie osiedli!
- Wiem, że nie działa. Mamy magię, książki i wiedzę starszych. - Powiedział dumnie. - Za garść marchewek mógłbym dostać koszyk wypieków. - Stwierdził, choć wiedział, że byłby to raczej mały koszyk. Zresztą, i tak nie jadał takich rzeczy w Faerielandzie.
Zastanowił się moment, dlaczego stronił od wypieków w domu. Zamarł na moment, gdy zrozumiał, co było w ich składzie.
- O nie...! Ciastka są z jajek? !
 

Anthony Vindevogel

17


179 cm


Na niebie gwiazd nie zobaczysz w noc zimną i czystą...







[Cytuj]
Multikonta: Sonia, Sigyn
Żebrom blondyna trochę się dostało i ich właściciel był pewien, że Shay specjalnie wbijał łokcie w nie. Skrzywił się nieznacznie, ale nic nie powiedział. Jedynie lisie dodatki zdradziły, że Tony'ego zabolało takie potraktowanie i odczuł ulgą, gdy wreszcie przestał być poduszką. Shaytan zdecydowanie nie liczył się z uczuciami swoich poduch.
- Okej - zgodził się, wystukując odpowiednie hasło, a następnie robiąc zdjęcie przepisu, bo niestety Sigyn nie miała drukarki, a w pobliżu nie znajdowało się nic, na czym mogliby spisać przepis. Grunt, że mieli instrukcję na zrobienie piegusek, o!
Słysząc pomysł Shaya, Anthony spojrzał na niego wielkimi oczyma.
- A-ale... to jest kradzież! - zaprotestował, bo pierwsze, co poczuł, to opór. Jednak do jego głowy wkradł się złośliwy chochlik, który nagle spowodował, że Antek zaczął powątpiewać w swoją reakcję. Jasne, to było nieetyczne, niezgodne z prawem i w ogóle nie powinni nawet o tym myśleć, ale z drugiej strony, byli niewidzialni dla przyziemnych, Sigyn nie miała frytkownicy, a zjadłoby się ziemniaczany fast food. Poza tym, to drobna kradzież, nikomu nie zrobiłaby krzywdy, prawda?
Shay mógł zobaczyć powątpiewanie na twarzy Anthony'ego, gdy walczył sam ze sobą, ale ten nagle pokręcił głową, jakby chciał odgonić natrętne myśli. - Nie, nie powinniśmy tego robić - dodał, aczkolwiek nie tak stanowczo, jakby chciał. Chłopak zaklął na samego siebie, wiedząc, że drugi zielonek wyczuje jego zachwianie w postanowieniu i wykorzysta na własną korzyść. Heh, jeśli w ogóle protesty Vindevogela miałyby jakieś znaczenie.
Okej, zdecydowanie powinien zirytować się na potraktowanie go, jak niesfornego psa, ale szczerze powiedziawszy jakoś nie mógł z siebie wykrzesać tejże emocji. Było mu zbyt wesoło i poza tym, to było... miłe? Chyba tak można nazwać to, co poczuł, gdy Shay potarmosił go po uszach, a można owe uczucie przyrównać do przyjemnego mrowienia, dosyć rozpraszającego.
- Było czyste zanim na nie wlazłeś - odbił, już nie tak swobodnie jak wcześniej. Cholera, skup się Vindevogel! - Da się zrobić, jest przepis na nie - potwierdził, zaskoczony, że i tak muffiny są, ale chyba w tej kwestii trzeba przyznać, że ludzie wymyślali większe cuda.
- Niech zgadnę, starsze wróżki, że zaczynają swoje mądrości od "za moich czasów"? - zażartował, przypominając swoich dziadków. Lubił ich słuchać, ale oczywiście w ich tekstach nie mogło zabraknąć tego klasyka.
- Większość - przyznał Tony, patrząc z zaskoczeniem na Shaya. - Jesteś weganem? Jeśli tak, to możemy znaleźć jakieś wegański przepis - zaproponował, bo to pierwsze, co mu przyszło do głowy, gdy Shay zareagował tak, na obecność jajek.
 

Shay

163



.






[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham, Arthur Buckley
Shay nie liczył się z uczuciami wielu, ale w tym przypadku były to raczej szczeniackie zaczepki. Czy małe kotki nie gryzły się po uszach? Ani Shay, ani Anthony kotkami nie byli, ale nie przeszkadzało to w zaczepianiu w dość brutalny sposób.
Czekając, aż Anthony zrobi zdjęcie przepisu, obrócił się na plecy. Przerzucił jedną nogę przez ciało brata, nie mogąc sobie odmówić dalszego zaczepiania.
- Co z tego? - Zapytał, unosząc lekko brwi i patrząc na kitsune. - Świat zabrał nam dom, a my nie możemy zabrać komuś paru frytek? Nie przesadzaj, Tony.
Niesprawiedliwość można było wyrównać tylko podobną niesprawiedliwością. Zresztą, to tylko kilka złocistych frytek. Nie zbiednieją, jeśli je stracą.
- Czy po prostu się boisz? Nie dasz rady zabrać im frytek, nawet jeśli cię nie widzą? - Zakpił, podpuszczając chłopca do złego. Czyż nie taka była jego rola jako nisse? - Jesteś tchórzem, Tony? - Dopytał, starając się złapać jego ogon, który w jakimś stopniu go fascynował. Wsunął palce w miękkie futro.
Porzucił temat czystości łóżka, dochodząc do wniosku, że wygrał to starcie. Zastanowił się, co powiedziałaby mama, gdyby usłyszała o tym, w jakim stanie Anthony utrzymuje łóżko w domu cioci.
- Teraźniejsze czasy to też ich czasy. - Stwierdził niemal filozoficznie. - Nie wiem, czym jestem, ale nie możemy po prostu zabierać jajek ptaszkom! - Oburzył się. Kto to widział, żeby kraść pisklęta z gniazd! W emocjach pociągnął ogon Anthony'ego nieco mocniej.
 

Anthony Vindevogel

17


179 cm


Na niebie gwiazd nie zobaczysz w noc zimną i czystą...







[Cytuj]
Multikonta: Sonia, Sigyn
Fakt, małe zwierzaki lubiły bawić się ze sobą i nie było w tym nic złego, dopóki gryzienie po uszkach nie będzie dotkliwe. Chociaż można do tego podejść również w ten sposób, że czasem trochę brutalności jest potrzebne, by nauczyć się panować nad własną siłą oraz bronić się przed atakami innych. I tak się składa, że z tym drugim Antek miał poważne problemy, ale Shay najwyraźniej wziął sobie za cel, by zafundować lisowi przyspieszony kurs. Cóż, trzeba przyznać, że trochę działał.
Na pewno spowodowało to, że Vindevogel nauczył się w miarę ignorować zaczepki wróżka. I choć noga Shaytana nie miała miękkiego lądowania na jego plecach, blondyn szybko o niej zapomniał. Zwłaszcza że był zbyt zaobserwowany słowami nisse.
W pierwszym impulsie chciał mu odpowiedzieć, że powinien być ponad to, że nie może być niesprawiedliwy, bo został tak potraktowany. Jednak Vindevogel nic nie powiedział, choć było widać, że przymierzał się do tego. Również było widać, jak jego cała stanowczość znika, bo... cholera, może serio ukradnięcie paru frytek nie jest czymś złym? Przecież nikomu nie zrobią tym krzywdy, prawda? A normalnie kupić nie mogą, bo nawet nikt ich nie widzi.
- N-nie, nie jestem - zaprotestował i choć starał się mieć hardą minę, to początkowo głos mu się załamał, zdradzając go. Okej, może i nie był najodważniejszy i nieraz musiał zmierzyć się z takimi zaczepkami, ale nawet jeśli był wręcz zbyt samokrytyczny wobec siebie, wciąż nie cierpiał takich gadek. I w sumie, kiedyś niestety nie mógł pokazać, że jeśli chce, to potrafi wykrzesać z siebie więcej odwagi, ale teraz, mając wzrok, będąc niewidocznym oraz mogąc posługiwać się magią... ukradnięcie frytek byłoby dziecinne proste! - Po prostu sądzę, że nie powinniśmy - dodał cicho, ale było widać, że sam nie jest przekonany, co do własnych słów. To była po prostu ostania, marna próba oporu. I jak na złość, złapanie jego ogona przez Shaya nie pomogło. Tony wręcz był zaskoczony wrażeniami, które wynikały z gładzenia lisiej kity i, chcąc nie chcąc, rozluźnił się, nie mogąc powstrzymać cichego westchnięcia. Na zewnątrz wydawał się miękki, ale w głowie miał istny mętlik, nie rozumiejąc reakcji swojego ciała. No tak, nie był za długo kitsune.
Aż był tylko w stanie potaknąć głową w zgodzie, na filozoficzne stwierdzenie Shaya, nawet jeśli nie zarejestrował do końca tego, co wróżek powiedział. I Tony był wręcz skłonny przymknąć oczy, po prostu ciesząc się dotykiem, gdyby nie nagłe mocniejsze pociągnięcie jego ogona. Blondyn otworzył gwałtownie oczy i nic nie mógł poradzić na zduszony jęk. Spojrzał na Shaytana z zaskoczeniem i z wyrzutem.
- Shay, u-uważaj! - wydusił, czerwieniejąc z zawstydzenia przez swoją reakcję. Nie dał rady nawiązać dłuższego kontaktu wzrokowego z wróżkiem, więc spuścił oczy z zmieszaną miną. - Jajka na sprzedaż nie mają pisklaków - powiedział po chwili ciszy, gdy na szybko próbował sobie przypomnieć, o czym tak właściwie mówił Shaytan. - A-ale jeśli chcesz mogę poszukać wegańskiego przepisu - dodał, prędko odwracając głowę w stronę laptopa i usilnie próbując ignorować to, jak nagle zrobiło mu się gorąco. Odpuścił sobie tłumaczenie Shayowi, czym jest weganizm, tylko starał się skupić na znalezieniu odpowiedniej receptury. Jak mu wyszło? Cóż, średnio, bo nagle zrobił się z niego bałagan, a brak zrozumienia tego, skąd właściwie taka reakcja u niego, jedynie pogłębiał chaos w głowie kitsune. Jednak mimo tego ogona nie zabrał.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo