Sena

24


175 cm


Można zamknąć oczy na rzeczywistość, ale nie na wspomnienia.







[Cytuj]
Sena z niejakim zaskoczeniem usłyszała swoje imię. Nie spodziewała się, że zostanie przydzielona do czegokolwiek. Podejrzewała, że kolejne tygodnie znowu będzie spędzała w czterech ścianach, skupiona tylko na treningach. To chwilowo odwróciło jej uwagę od przepychanek pomiędzy łowcami, a które to skutecznie zaburzyły jej obraz spójnej społeczności działającej ramię w ramię. Jak widać było jak wszędzie indziej. Grupa ludzi, którzy mieli swoje własne przepychanki, które brały górę. W zasadzie to była zaskoczona, że Margaret wie kim ona jest.
Nie orientowała się w rzeczach o których mówili, to też niezbyt wiele miała do powiedzenia. Zresztą nowa, która się uczyła. Pewnie i tak by się nikt z jej zdaniem nie liczył.
Po przydzieleniu zadania spojrzała pytająco na Jaydena, jakby szukając u niego odpowiedzi o co chodzi. Liczyła na jakieś wyjaśnienia po zebraniu. I kim był Joe? Miała nadzieję, że to nie jest ten staruszek, co zgrywa chojraka a pewnie ledwo przemiesza się z punktu a do punktu B. W sumie nefilim chyba z szacunku dla jego wieku pozwalali mu tak błaznować.
 

Lennan Fairwolf

30


180 cm


Every morning when the sun comes up he brings me coffee in my favourite cup...







[Cytuj]
Multikonta: Ignis, Eve
Kącik ust uniósł mu się w drwiącym uśmiechu, gdy Pia zaczęła się bronić oraz gdy Margaret stanęła po jej stronie. Och, wybór leczenia był indywidualną kwestią? Było ich... może dziesięcioro... Każdy dziennie wychodził na patrol, albo na misję, z których nie rzadko wracali w kiepskim stanie. Często korzystali z daru łaski, bo właściwie tylko tak byli leczeni. A gdyby wszyscy odmówili korzystania z tego? Co Instytut zrobi z powiedzmy połową Łowców? Jeśli nie mniej? Banda zapatrzonych w siebie idiotów, którzy uważają się za lepszych... Trzeba było posłuchać Jona i odejść... Aż zgrzytnął zębami czując jak wzbiera w nim wściekłość.
Spojrzał po zebranych, zawieszając spojrzenie na Hope, z którym miał okazję walczyć ramię w ramię. Coś było nie tak... Miał wrażenie, jakby szepty, które słyszał w swojej głowie pochodziły od niego, ale przecież mężczyzna nic nie mówił...
Spojrzał na Rebekę, kiedy została mu przydzielona do zadania. A ona co tutaj robi? Czego szuka? Miał brać ze sobą żółtodzioba, który jeszcze odbywał szkolenie? Dziecko. Kolejne, pieprzone, młode nefilim. Dumne, bo ma runy i może iść na akcję, nie musząc nic wcześniej udowadniać. Och, nienawiść do Łowców i tej części siebie jedynie nasilała się w Lennanie, który powoli zaczynał wyglądać, jakby szukał ujścia. Ciemne oczy błyszczały wściekle, choć z pozoru wciąz stał spokojnie, opierając się o ścianę.
Hipokryci. Czarownicy nie byli psami gończymi. Miał stawić się przed Opal i kazać jej szukać Łowcę? Kpina. Ale oczywiście! Nefilim potrzebowali, więc wszyscy mieli stawać na baczność i robić co im Łowcy kazali... Zacisnął pięści, trzymając ramiona skrzyżowane na piersi.
When I can't see, I will trust You
And when I get weak, I trust You
And when I just can't let it go
I trust that You are in control
 

Pia Nestraven

27


163 cm


do you look into the mirror to remind yourself you're there






[Cytuj]
Pia skinęła głową, dając sobie spokój z prywatnymi pogaduszkami. Pracowała, praktycznie tak samo jak zawsze, tego nie można jej zarzucić. A że sama nie była wojownikiem w takim stopniu jak reszta.. to inna sprawa. Wiedziała, że powinna wziac się za siebie, za treningi i tak dalej i jakoś.. pochłaniała ją praca, po prostu.
Nie miała nic do dodania, taktykiem, strategiem i wielkim pomysłodawcą nie była nigdy.
how I've been all alone when I needed you there..
 

Viviane Cassandra Verlac

30


171 cm


We're runnin' a bad girl's world






[Cytuj]
Multikonta: Opal, Devana, Kasia
Czyli co, w sumie wszystko ładnie, pięknie, patrole będą, za zaginionymi Łowcami mają zostać wysłani ludzie, pełna zgoda chciałoby się powiedzieć? Tak, gdyby jeszcze reszta postanowiłaby jednak sobie nie dogryzać, to w ogóle byłby bardzo ładny obrazek. Dobrze, że nie słyszała myśli co po niektórych, tak to przynajmniej miała nadzieję, że jeszcze jakoś się trzymają.
Skinęła głową Margareth, gdy ta potwierdziła jej przydział do jednej z misji, bo w tej kwestii nie miała więcej do dodania, zerknęła na dziadka, który jak zwykle całkiem dobrze się bawił, aż mu czasem zazdrościła tej dziecięcej radości, którą dostał na stare lata i wróciła do obserwowania ich całkiem małej, ale jednak jakoś jeszcze dychającej grupki.
Szkoda, że Shan i James zostali odesłani, w sumie ciekawe, w jakim stanie jest Instytut w Paryżu, skoro muszą nawet im zabierać ludzi. A w grę wchodziła sprawa z Mrokiem, która wcale się Viv nie podobała. Już raz miała zabijające ją znamię, wolała nie dostać innych niespodzianek.
Dalej milczała, bo i po co się odzywać, jak w sumie ostatnio krążyła od Instytutu do studia tańca, w którym przygotowywała się do pewnego przesłuchania i z powrotem, przy czym nie zauważył nawet śladu niczego dziwnego.
 

Rebekah Whitelight

18



Raz kozie śmierć







[Cytuj]
Reb słuchała w milczeniu tego co mówiła jej ciotka. Nie wtrącała się, nie wychodziła na przeciw niczemu innemu. Gdy usłyszała, że ta nie widziała sprzeciwu by Reb poszła z Lennanem uśmiechnęła się zadowolona i skinęła głową. Będzie mogła iść nie tylko potrenować z Lennanem, ale również pomóc mu obcykać co jest grane. Jednocześnie będzie mogła się czegoś więcej doszkolić. Na wzmiankę o Blauerwasser uniosła brew. Młodą widziała niejednokrotnie samą i zastanawiała się, czy Margaret wiedziała o zaginięciu tego Łowcy czy nie. Ale dopyta się o to już jak będą mogli się rozejść. Nie chciała robić zamieszania po co? Wystarczająco Łowców zaginęło i naprawdę nie było im do śmiechu. Coraz mniej ich było.
- Mrok powstał jeszcze nim powstał świat...jest cząstką, której nie możemy pojąć. Nie da się pozbyć Mroku na dobre. Jednak musi być sposób na jego zlokalizowanie i odesłanie w nicość. Gdy Instytut został zaatakowany ja z kilkoma innymi Łowcami byliśmy świadkami, gdy coś wyszło spod Ziemi, która rozstąpiła się jakby nigdy nic. Od tamtego czasu dzieje się źle. Może czas by ruszyć nie tylko wiedzę Podziemnych ale i zatopić się w Pisma Przyziemnych? Skoro to byt, który istnieje tysiące lat musiał być przez coś uśpiony w jakiś sposób musi być możliwość sprowadzenia go do stanu w jakim był nim zaczął się rozprzestrzeniać.
Przyznała nieco niepewnie. W końcu czemu nie spróbować zatopić się w Pisma Przyziemnych i nie przewertować stworzenia świata i tego co było przed nim nim powstał? Może jakieś zapiski, jakieś wskazówki znajdą.




Informacje na temat Mroku zawarte w poście są błędne. / M.
 

Jayden A. Verlac

32


191 cm


i feel like i'm dying inside






[Cytuj]
Milczał, ponieważ wcześniej jej wszystko wyjawił. Nie był osobą, która powtarzała się nieustannie. On z resztą był bardziej typem słuchacza, niżeli gawędziarza. Jak mówić - to krótko, zwięźle i na temat, bez głupiego owijania w bawełnę. Wysłuchał informacji, które jego mocno nie zainteresowały. Kwestię Stormnighta zostawił bez komentarza. Tu ewidentnie James zawinił, on z resztą zawinił na wielu polach. I co, teraz po tylu miesiącach mają szukać osoby, która prawdopodobnie już zdążyła zniknąć z Yorku? Tylko szkoda marnować ludzi na tę misję. Ale najwyraźniej Margaret myślała inaczej, jeszcze dając jemu dziadka i Senę do wyprawy. No tak, wariat i ucząca się młoda nocna łowczyni, idealna ekipa do takiego skomplikowanego poszukiwania. I tak jak to mógł zostawić bez komentarza, tak kwestie wyjazdu siostry po prostu skwitował cichym prychnięciem. Ucieka, a nie jedzie na pomoc. A nawet jeśli pojechali wesprzeć, to czemu i Jayden nie dostał informacji, że coś się znów dzieje w Paryżu, szczególnie że ostatnio dosyć mocno wsparł rodzinny instytut przy ogromnym problemie. Tak więc dla niego to jest zwykłą ucieczka siostry i byłego Szefa Instytutu przed odpowiedzialnością, o.
- Szczerze - w obecnej sytuacji poszukiwania są słabym punktem. Minęło sporo czasu, że prawdopodobieństwo znalezienia tropu są znikome. Wysłanie dwóch Nocnych Łowców przy niedoborze kadrowym też są śmieszne - ale nie mi to oceniać. Widziałaś ostatnie raporty, które informują o wzmożonej aktywności demonicznej w mieście. Jak już chcesz nas wysłać w teren, to w ramach szkolenia Seny, możemy pójść i sprawdzić, co się dzieje u niezrzeszonych.- zasugerował wpatrując się w Margaret. Wiedział, że Sena nie była gotowa na tak poważną misję jak poszukiwania czy walki, a też powinna wiedzieć że czasem sporo informacji mogą przynieść inne rasy, jeśli oczywiście wyciągnie się do nich rękę. No i przy obecnych problemach, zagrożeniach, lepiej zamiast wysyłać w nieznane, zrobić rozeznanie wśród osób, które w teorii są pod ich opieką. Ale oczywiście ostatnie zdanie należało do Szefowej.
 

Margaret Whitelight

26


165 cm


dancing with the demons in our minds







[Cytuj]
Multikonta: Shan, Kieran, Noah
Hope zabrał głos w sprawie zaginionej Lily Ke. Była w bezpiecznym miejscu, gdzie dochodziła do siebie. Zdrowie Nefilim było ważną kwestią, o którą każdy powinien zadbać, w końcu tylko sprawny Łowca był im przydatny. Skinęła głową, na znak zrozumienia jego słów.
- W takim razie, jak tylko dojdzie do siebie, niech stawi się w moim gabinecie. – powiedziała spokojnym tonem. Rozmowa była istotna, a Margaret chciała poznać szczegóły jej nieobecności i tego, co doświadczyła w jej trakcie. To ważny element, bo pozwoli im zrozumieć istotę problemu i przyszłościowo zapobiec występowania podobnych sytuacji. Nie skomentowała też przekomarzania się między Hope i Joe, powinni zachowywać się jak dorośli ludzie, a nie nastolatkowi, które wypuszczono za wcześnie z piaskownicy. On traktowała to spotkanie poważnie i tego oczekiwała od osób, które z nią współpracowały. – Sugeruję też, abyś pomógł pannie Ke wrócić do zdrowia. Poszukiwaniami zajmą się inni. – dodała jeszcze, całkowicie zamykając temat. Zauważyła więź łączącą Hope i Lily, więc uznała, że odpowiednie będzie, jeśli ktoś zajmie się jej rekonwalescencją. To nie tak, że uznała, iż Hope nie powinien szukać reszty, zwyczajnie miała inną wizję.
Joe nie miał nic do powiedzenia, poza zgryźliwym komentarzem skierowanym do Hope. Sena w szeregach była stosunkowo nowa, o czym oczywiście Margaret wiedziała od brata, dlatego nie oczekiwała od niej rozległych odpowiedzi i stwierdzeń. Nie była jednak zwolniona z działań, dlatego na wstęp nie dostała niezwykle trudnego zadania. Lennan nie wyglądał na zachwyconego, był jednak doświadczonym Nefilim, znającym się na tym, co robił, dlatego też przydzieliła do niego Rebekę. Pokładała w nim nadzieję, że ten w odpowiedni sposób zajmie się jej bratanicą, nauczając przy okazji kilku sztuczek. To oczywiste, że żółtodziobów nie wyśle się na misję z drugim żółtodziobem, tylko z kimś, kto zna się na rzeczy. Pia zamilkła, jej praca na rzecz Instytutu wyglądała zupełnie inaczej, niż w przypadku reszty. Była medykiem, świetnym z resztą, posiadającym dar, z którego mogła korzystać. Nic dziwnego, że nie miała nic więcej do powiedzenia. Przerzuciła wzrok na Viviane, która kiwnęła jej głową, na znak akceptacji przydzielonego zadania. Później odezwała się Rebekah, którą Margaret wysłuchała bardzo dokładnie, marszcząc przy tym brwi.
- Rebekah, nie mam pojęcia skąd posiadasz takie informacje, ale są sprzeczne z tym, co przekazał mi James i inni, związani ze sprawą. – odparła. James przekazał jej wszystkie informacje, które zdobył. To nie tak, że wymyślili sobie te bajki i teraz błądzili po omacku. Informacje były jasne, ale nie wiedział skąd Rebekah wzięła ponad połowę z nich. Może powinna najpierw przeprowadzić wnikliwe sprawdzenie, zamiast rozpowiadać coś, co nie było zgodne z informacjami, które posiadała cała reszta, jednocześnie wprowadzając ich w błąd.
- Jayden, do niezrzeszonych zostali oddelegowani mediatorzy, którzy zdobywają informacje i zgłębiają je. Poszukiwania są potrzebne, jeśli nadal istnieje nadzieja, na ich odnalezienie. Możemy porozmawiać o tym później, w gabinecie. – dodała jeszcze. To miłe, że Verlac tak wyrywał się do działania, ale skoro zostały skierowane odpowiednie osoby do odpowiednich ras, nie było konieczności, nawet w ramach szkolenia, działać w tym kierunku. Mogli oczywiście wykonać misje łowienia demonów, skoro aktywność się zwiększyła, jednak nie tędy była droga.
Przebiegła wzrokiem po zgromadzonych raz jeszcze. Większość milczała, akceptując to, co powiedziała nowa Dyrektor Instytutu. To świetnie, dokładnie w ten sposób chciała działać, rozmawiając z nimi. Każde powiedziało to, co miało do powiedzenia i sytuacja zrobiła się jasna.
- Skoro to wszystko, wiecie jak macie działać. Wszystko informacje będą pojawiać się na bieżąco na tablicy przy wejściu do tego pomieszczenia. Dziękuję za uwagę, wracajcie do pracy. – kulturalnie zakończyła spotkanie i miała nadzieję, że w ten sposób uda jej się zapanować nad Instytutem i osobami, które w nim pracują.

Margaret Whitelight

Deep in the dark I don't need the light
 

Viviane Cassandra Verlac

30


171 cm


We're runnin' a bad girl's world






[Cytuj]
Multikonta: Opal, Devana, Kasia
Stała w tym całym Pomieszczeniu Głównym, czekając na Margaret, by opowiedzieć o jakże ciekawym zakończeniu tego wieczornego patrolu. No dobra, może nie koniecznie chodziło o moment, gdy siedziała nad piwem w pierwszym lepszym pubie, co by się choć trochę uspokoić i ogarnąć, ale bardziej o małe spotkanie z Mrokiem. Twarzą w twarz. A nawet jeszcze bliżej, bo ten przecież postanowił wesoło sobie w niej popełzać, miała więc nadzieję, że nie zostawił za sobą jakiejś małej niespodzianki. Aż jej się film Obcy przypomniał, co wcale jej humoru nie poprawiło. Zresztą te wcześniejsze piwo zresztą też mało dało w tej kwestii.
Stała oparta o ścianę, wgapiając się w drzwi, nerwowo podrygując nogą. Nie wiedziała, czemu tak bardzo ją ta cała rozmowa z Pradawnym zdenerwowała, nie wiedziała, czemu nie mogła pozbyć się ciągłej irytacji na wspomnienie tej rozmowy. A pamiętała ją całkiem dobrze, bo na wszelki wypadek zaraz po załatwieniu demona i tuż przed dotarciem do pubu użyła runy ułatwiającą zapamiętywanie i jeszcze raz prześledziła z Lennanem, czego się dowiedzieli. Tak, aby nic jej nie umknęło, bo mimo wszystko uznawała, że to, co powiedział im Mrok, było ważne. I mogło nieść za sobą sporo następstw. Choć Viv jeszcze nie wiedziała dokładnie jakich, bo wszystko zależało od podjętych przez Instytut albo i wyższe instancje decyzji.
I dobrze, że to nie był jej problem, bo w sumie sama miała zagwostkę, co z tym wszystkim robić. Na szczęście na razie po prosty mogła dalej podpierać ścianę i czekać, aż aktualna Głowa Instytutu nie podejmie jakichś kroków po tym, jak się wszystkiego dowie.
 

Margaret Whitelight

26


165 cm


dancing with the demons in our minds







[Cytuj]
Multikonta: Shan, Kieran, Noah
Obowiązków była masa, a nadzorowanie Instytutu w dzisiejszych czasach było trudnym zadaniem. Po ostatniej wyprawie… no cóż. Mogła powiedzieć, że pierwszy raz od dawna odpoczęła. Teraz jednak ponownie zmuszona była rzucić się w wir pracy i ciążących na niej obowiązków, aby Instytut działał sprawnie, ludzie wykonywali swoje zadania i co najważniejsze – dążenia do celu były jasno określone. Margaret chciała osiągnąć stabilizację w Świecie Cieni, wziąć się do porządku za działania i przywrócić dawne zasady. Przedtem było łatwiej, przed 2007 rokiem, Zimny Pokój i to wszystko… pogmatwało ich życie na dobre. Kontaktowała się często z Jią Penhallow, aby funkcjonowanie Instytutu było jak najlepsze. Konsul miała wiele do powiedzenia i choć Ruda nie w każdej kwestii się z nią zgadzała… Musiała szanować przełożoną.
Dostała wiadomość od Viviane, z nią właśnie miała się spotkać w Pomieszczeniu Głównym. Alec został pod opieką odpowiedzialnej osoby, a ona sama skierowała się do miejsca docelowego. Podeszła do Verlac i przywitała się uśmiechem, stając naprzeciw niej.
- No cześć. Co tam dla mnie masz? – spytała. Wiedziała, że chodziło o raport z jej wyprawy, a raczej patrolu. Musiało stać się coś naprawdę ważnego, skoro nalegała na jak najszybsze spotkanie. W grafiku Marg było ciężko o wolną chwilę, ale robiła co mogła – dosłownie. Nie zawsze się udawało, ale liczyła na wyrozumiałość swoich współpracowników. Prawda jest taka, że pogodzenie roli matki, dyrektora i wojownika było bardzo ciężkie.

Margaret Whitelight

Deep in the dark I don't need the light
 

Viviane Cassandra Verlac

30


171 cm


We're runnin' a bad girl's world






[Cytuj]
Multikonta: Opal, Devana, Kasia
Marg widać miała wiele na głowie, a i zadania przed nią czekały niełatwe. Podziemni nie pomagali Łowcom w zapanowaniu nad chaosem, który niezmiennie trwał tak naprawdę od Mrocznej Wojny, chociaż każdy wolałby temu zaprzeczyć. Wróżki, czarodzieje, wampiry, wilkołaki, oni wszyscy mieli swoje problemy, tylko czemu nie mogliby się z nimi podzielić z Łowcami? Czemu tak bardzo im nie ufali? Nawet do tego stopnia, że w sumie większość niebieskich nie wiedziała nawet, czemu w ogóle powstał Azyl i czemu tyle Faerie nagle się w nim zjawiło?
Do tego dochodziła cała sprawa z Mrokiem, który widać postanowił namieszać jeszcze bardziej, szczególnie w głowie Viv, która naprawdę nie wiedziała, jak ogarnąć te wszystkie informacje. Działać, nie działać? Bezpieczeństwo, czy obowiązek? Takie dylematy miały przed nimi stanąć. A przynajmniej powinny, chociaż Dyrektor może od razu będzie wiedziała, jak mają się zachować.
Spojrzała na wchodzącą do pomieszczenia rudowłosą, po czym odepchnęła się od ściany i stanęła przed Marg, zaplecione ręce chowając za plecami. Noga w końcu przestała nerwowo drgać, chociaż pewnie dalej widać było po jej minie, że jest trochę zdenerwowana.
- Cześć - przywitała się, nie bardzo wiedząc jak zacząć, a nawet jak cały raport w ogóle ująć w słowa. Jedno było jednak pewne, dobrze, że Marg jednak ten czas znalazła. Bo informacje były chyba dość ważne. Może lepiej, żeby usiadła? Viv westchnęła i się skrzywiła. - Powiedzmy, że zwykły patrol przyniósł za sobą niespodziankę. W postaci Mroku we własnej, ciemnej osobie - zrobiła chwilową pauzę. - A co najciekawsze i najważniejsze, nie doszło do starcia, a do rozmowy? - ręce zza pleców wylądowały tym razem zaplecione na piersi, blondynka zaś spojrzała na Panią Dyrektor. - Pierwsza więc kwestia jest taka, że Mrok wspaniałomyślnie stwierdził, że to wszystko, co się dzieje to nie nasza wojna i raczej nie chce naszej destrukcji, przez co mamy się nie mieszać - prychnęła, chyba dość jasno dając do zrozumienia, co tym wszystkim sądzi. Ale hej, to nie ona była organem decyzyjnym. Zresztą, skoro nie ich wojna to... Czyja?
 

Margaret Whitelight

26


165 cm


dancing with the demons in our minds







[Cytuj]
Multikonta: Shan, Kieran, Noah
Dziwnym było, że Nefilim nie wiedzieli dlaczego powstał Azyl, skoro plotki rozprzestrzeniały się dość szybko, a dekret dotyczący Azylu wydała sama Jia Penhallow. To było jednak najmniej ważne, a jeśli takie decyzje zapadały na szczeblach wyższych, oznaczało to, że działania były konieczne. Margaret nie zamierzała tłumaczyć się nikomu ze swojej decyzji, postąpiła zgodnie z własnym sumieniem, chciała zapewnić im bezpieczeństwo, bo to właśnie mieli robić Nefilim – zapewniać bezpieczeństwo innym rasom.
Takich rewelacji się nie spodziewała. Aż podparła się o barierkę, kiedy Viviane poinformowała ją o mroku, który wziął udział w ich w patrolu. Ten byt musiał się naprawdę świetnie bawić, skoro postanawiał ingerować w ich sprawy. Patrole miały to do siebie, że mogli natknąć się na demoniczne byty spuszczone ze smyczy, ale na Mrok? Nie przerywała je, czekała na więcej informacji, czekała aż rozwinie temat. Sprawa Mroku była dla niej wyjątkowo martwiąca, można powiedzieć – stresująca.
- Tak powiedział? Że to nie nasza wojna? – spytała, unosząc brew ku górze. Wręcz przeciwnie, wszystko co dotyczyło zachwiania równowagi w Świecie Cieni i krzywdy na Podziemnych, było ich sprawą i powinni się tym zajmować. Właśnie przez to, ta kwestia stawała się ich wojną, wbrew temu co wydawało się mrokowi. – Nie możemy przestać działać. Nie po to Raziel dał nam moc i swoją siłę, abyśmy odsuwali się od tak ważnych spraw. – dodała. To nie podlegało dyskusji w najmniejszym calu. Owszem, wiedziała jak wielu Nefilim ta „wojna” nie była na rękę, nie chcieli babrać się w coś, co nie było ich, ale… to wszystko było ich. Nie po to zostali strażnikami, żeby chować ogony pod siebie.
- Nie wiem czy chcę wiedzieć, jaka jest druga sprawa… – mruknęła, spoglądając na nią. Jak to będzie rewelacja na podobnym poziomie, to Ruda się chyba załamie.

Margaret Whitelight

Deep in the dark I don't need the light
 

Viviane Cassandra Verlac

30


171 cm


We're runnin' a bad girl's world






[Cytuj]
Multikonta: Opal, Devana, Kasia
Niektóre plotki widać nie docierały do części Nefilim, ba, a może to po prostu wróżki dość dobrze strzegły swoich tajemnic? Wiele możliwości, faktem jednak było, że Viv nic nie wiedziała o zniszczeniu, przez napotkaną tego dnia siłę, Faerielandu, ba wiedziała tylko, że wróżki siedzą w Azylu, sama za to mogła się domyślić jedynie tego, że mają u siebie jakieś kłopoty. Kropka. A dopytywać się zamiaru na razie nie miała. Inne rzeczy po prostu wymagały jej uwagi. Na przykład cała ta akcja ze spotkaniem z ostatnim wrogiem publicznym numer jeden. Zresztą wróżki jej nie przeszkadzały. Nie miała wiec czego się nawet czepiać.
Tak, Mrok robiący takie wyskoki mógł spowodować szok. Pocieszenia dla Marg. Ona przynajmniej nie musiała oglądać jego jestestwa. Ani tego, co potrafił. Przynajmniej jednak podzielała zdanie Viv. Jak mieliby niby zostawić kwestię siły niszczącej tak naprawdę wszystkie rasy, co im jeszcze nie wiadome, z naciskiem na pewne dwie, skoro w swoim pieprzonym kodeksie mieli coś o tym, że mieli je wszystkie chronić. Mieli przyglądać się i podjadać popcorn na ten widok? No chyba nie. Tym bardziej że nie ważne co Mrok sobie wyobrażał, paru Nefilim ją zdążyło zginąć z jego ręki. I mógł się od tego wymigiwać, ale takie były fakty.
- Cieszę się, że masz podobne wnioski jak ja. Pieprzenie istoty, która nie rozumie naszej sytuacji i pozycji w tym świecie. Druga sprawa jest... W sumie nie wiem, czy to, co teraz przekażę, mamy brać na serio, czy to tylko manipulacja. Stwierdził jednak, że powinniśmy się zająć sobą, że mamy swoje własne problemy i wieże w naszej stolicy upadną - westchnęła i znów oparła się o ścianę. - I to podobno nie za jego sprawką, ale ja bym akurat w to tak do końca nie wierzyła. Zresztą w sumie nawet nie wiedziałam, że może być taki rozmowny. Naprawdę, zaskoczyło mnie to, że wróciliśmy w jednym kawałku. A mieliśmy całkiem ciekawy pokaz jego umiejętności. Demon, za którym podążaliśmy, został przez niego dosłownie zamieniony w pył. A co zabawniejsze, gdy Mrok zniknął, ów demon powstał niczym feniks z popiołu. Zresztą, samo jego zachowanie było dziwne. Jakby błąkał się zupełnie bez celu - dodała i ten fragment dzisiejszych wydarzeń. W sumie nie była do końca przekonana, czy nietypowe zachowanie demona była sprawką Mroku, czy czegoś innego. Nie miała za wiele informacji akurat w tej sprawie. Zresztą wszystko i tak było dostatecznie pokręcone, uwierzyłaby więc już chyba w każdą możliwą wersję.
 

Margaret Whitelight

26


165 cm


dancing with the demons in our minds







[Cytuj]
Multikonta: Shan, Kieran, Noah
Napięta sytuacja w Świecie Nefilim narastała z każdym dniem, czego oczywiście Margaret była w pełni świadoma. Udzielenie Azylu wobec Faerie nie spodobało się pewnej grupie Nocnych Łowców. Nie tylko w York powstał taki Azyl, Jia Penhallow skierowała swoje słowa do niemal każdego zarządcy Instytutu, aby dali im możliwość przetrwania. Niemniej jednak, od wielu lat istniały problemy na tej płaszczyźnie. Wiele Rodów Nocnych Łowców dawała jasno do zrozumienia światu, że nigdy nie będą akceptowali Podziemnych. Wiele rodów również obstawało za nimi murem. Kiedy Verlac poinformowała ją o „przepowiedni” o upadku Alicante… Z jakiegoś powodu pierwszą myślą w głowie Margaret było to, co zdarzyło się już kiedyś. Czyżby historia miała zatoczyć koło?
- Wielu osobom nie podoba się dekret konsul Penhallow o udzieleniu Azylu i wsparcia dla Faerie. – powiedziała tylko, mając nadzieję, że to słowa nakierują Viviane na odpowiedni tor. Nie powie tego wprost, ale zagrożenie ze strony przeciwników Podziemnych należało brać pod uwagę i rozpatrywać jako jeden z wielu czynników prowadzących do ich samozagłady. Nefilim zawsze mieli swoje strony barykady, kwestią było jedynie dobranie odpowiedniej z nich. – Zara Dearborn nigdy nie została odnaleziona… – przypomniała jej tylko. Córka Horacego, twórcy zrzeszenia zwanego The Cohort… Po zakończeniu wojne w 2012r. nigdy jej nie znaleźli. Nie mogli mieć pewności, że nie żyje gdzieś w świecie planując osobistą kontynuację dzieł własnego ojca. Tylko tego by im teraz brakowało.
- Trzeba to będzie zanotować, to dość istotna uwaga. – mruknęła jeszcze. W zasadzie to dość istotna informacja, dotycząca wpływu Mroku na demony pomniejsze. Nie do końca była pewna z czym mieli do czynienia, ale to nie miało znaczenia. Skoro pojawiło się, a kiedy do gry wkroczył Mrok zniknęło, by później powstać jak feniks z popiołów. Nader dziwna sytuacja. Trzeba będzie się temu lepiej przyjrzeć, bo informacje tego typu mogły się okazać przydatne w przyszłości.

Margaret Whitelight

Deep in the dark I don't need the light
 

Viviane Cassandra Verlac

30


171 cm


We're runnin' a bad girl's world






[Cytuj]
Multikonta: Opal, Devana, Kasia
Sytuacja rzeczywiście mogła być nieciekawa, Viv jednak jakoś nie do końca to dostrzegała. Polityka w ich społeczeństwie jakoś nigdy jej nie interesowała, zresztą w ogóle nie lubiła się tykać żadnej polityki, temu czasem jej wiedza na temat tego, kto z kim i dlaczego była naprawdę nikła. Jakoś nie dostrzegła w swoim otoczeniu mocno widocznych podziałów, może też dlatego, że w sumie sama otaczała się znajomymi o raczej liberalnych poglądach, a nie konserwatystami. Może właśnie dlatego nie widziała napięć, a przynajmniej do tej pory, bo słowa Marg sprawiły, że musiała się na chwilę zastanowić nad całą sytuacją.
- Cóż, jak dla mnie oczywiste jest, że należy pomóc wszelkim istotom w potrzebie, widać niektórzy zapomnieli o tym, do czego zostali powołani - odpowiedziała lekko, ale spojrzała znacząco na Marg. Jeśli Dyrektor chciała znać jej zdanie, to je miała. Wróżki już swoje odcierpiały, obiecały być grzeczne, czemu więc nie mieliby im pomóc, skoro i one pomagały im między innymi z Leytonem? Zagryzła wargi za to na wspomnienie o Dearborn. Prawie zapomniała o tej sprawie, a tu wyciągane są takie przypuszczenia, że cały ten cyrk z The Cohort miałby wrócić? Lepiej nie, bo i tak mieli sporo na głowie.
Skinęła głową, fakt, istotna uwaga. Wszystko, co wiedziała, już powiedziała, trochę nawet podyskutowały, ale nie miała całego dnia. Chciała jeszcze trochę potrenować i potem wziąć prysznic. Odmeldowała się więc, na odchodne wspominając tylko jedno.
- Mrok przez chwilę we mnie gościł i choć wygląda na to, że mnie opuścił, to na wszelki wypadek, miejcie na mnie oko - stwierdziła i ruszyła do siebie.

/zt
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo