Byakko

1010



One more time






[Cytuj]
Siedząc na sofie w milczeniu nie śmiał choćby spojrzeć na stojącego niedaleko niego Księcia. Wolał skupić się na rzeczach znajdujących się na zapleczu, ponieważ łudził znaleźć się coś ciekawego w anielskiej kolekcji. Skoro Nefilim dawno zapomnieli o tym miejscu, nie widział przeszkód przeszperania rzeczy pokrytych kurzem, zwłaszcza przy nosie śpiącego właściciela sklepu.
Na widok Devany uśmiechnął się szeroko. W jego oczach wróżka odznaczała się nadzwyczaj wysokim poziomem paranoi. Zawsze starała się doszukiwać w nim pierwiastka nieposłuszeństwa, krnąbrności i chciwości. Cóż, w większości przypadków miała rację, ale nie zmieniało to faktu, że strasznie irytowała go swoją dociekliwością.
Kolejna istota przekraczająca próg zaplecza była mu najmniej znana. Widział ją jedynie kilka razy i nie był nawet pewny, jak ma na imię. Być może właśnie nadarzyła się okazja, żeby to nadrobić, ale to dopiero po formalnej części spotkania - o ile wytrzyma.
Pozwolenie paniom na pierwszeństwo względem zdania raportu wynikało z grzeczności. Przekrzywiając lekko głowę spokojnie wsłuchiwał się w to, co miały do powiedzenia, jednocześnie nie zapominając o uważaniu na wtrącenia Oinariego. Pojawiająca się jak złudzenie postać księżniczki Jasnego Dworu, Catriony, nie spędzała mu snu z powiek. Miał swoje domysły względem sytuacji, która przedstawiała się po drugiej stronie obozu, ale na razie wolał zatrzymać je dla siebie bądź na bardziej prywatną rozmowę z Księciem.
Po pojawieniu się Nimat delikatnie uniósł brwi.
- Skoro Bevin urzęduje w Azylu, to nie jestem pewien, czy możemy doszukać się sukcesu tej misji. Z drugiej strony Nefilim zapewne i tak nie mieliby chęci na dzielenie się swoimi przypuszczeniami, więc jego krnąbrność może nie mieć znaczenia. W każdym razie nie posyłałbym tam sporego grona wróżek - a dlaczego? Tego chyba nie musiał tłumaczyć, skoro wszyscy obecni dobrze wiedzieli, jaki poziom zaufania względem siebie mieli.
- Poruszając się po York nie znalazłem żadnych śladów bytności innych wróżek. Co prawda nie zakładałbym, że odnalazły się już wszystkie, ale... warto byłoby pomyśleć o jakimś zabezpieczeniu. I mówię tu o miejscu, gdzie istniałaby możliwość ulokowania każdej z nich. Na przedmieściach znajduje się kilka domów gotowych do kupna.
 

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar
Nimat? Taillis uśmiechnęła się lekko, przelotnie, do kuzynki jednocześnie skupiając się chwilowo na trzymanej szabli i przysłuchując się jednym uchem temu, co mówili. Zamarła na moment zastanawiając się, co dokładnie oznaczają słowa dotyczące Catriony i zmian, ale nie chciała w to wnikać, wychodziła z założenia, że jeśli będą chcieli, to po prostu powiedzą co mają do powiedzenia bez owijania w bawełnę. Nie czuła się jakoś szczególnie winna z powodu tego, że skróciła księcia o głowę, wiedziała doskonale, że za na to zasługuje, biegała za nim jak pies gończy i gdyby nie to, że przebywała z Devaną dostatecznie długo, by zrozumieć, że w pewnych sytuacjach potrzeba dyskrecji i dowodów, pewnie zajebałaby go przy pierwszej lepszej okazji. Skrytobójcą nie była, więc ostatecznie i tak odcięłaby mu durny łeb, ale starała się udokumentować, co się da i słuchała różnych plotek. Teraz, kiedy Oinari zapytał ją o dowody, aż wewnętrznie odetchnęła z ulgą dziękując za to, że jednak coś wpadło do jej durnego łba i postarała się zdobyć coś, co mogło księcia przekonać o winie jego brata. Odłożyła zatem szablę na miejsce i wsunęła dłoń w kieszeń umieszczoną w fałdach spódnicy, by wyciągnąć z niej komórkę. Była ostatecznie dość nowoczesna, a z uwagi na konieczność pozostawania w kontakcie z gówniarzem, jak również teraz pewnym czarownikiem, telefon zdobyła odpowiednio wczas.
- Znalazłam grupę zasrańców, którzy plotkowali o tym pod jednym z pubów i uprzejmie zapytałam ich, skąd mają o nas informacje. Równie uprzejmie opisali mi pewnego chłopaka, który opowiada o sprawie w okolicznych knajpkach. Pozostawało więc pójść tam z tymi idiotami i przekonać się, z kim mamy do czynienia. Zostałam z tyłu, na wszelki wypadek, no i okazało się, że wasz brat rozprawia o nas z ubawieniem przy bilardzie czy czymś tam i opowiada dyrdymały na temat tego, że może sam ma rogi, skrzydła albo chuj wie co. Większość panienek sikała sobie po nogach z podniecenia. Trochę za mało, ale dostatecznie dużo, żeby go śledzić – stwierdziła przeglądając coś na telefonie i w końcu otworzyła sobie zdjęcie, które zrobiła ręcznie zapisanej kartce dotyczącej spotkania na szczycie. – Jestem upierdliwa, więc zaczęłam za nim biegać pod innymi postaciami, aż w końcu trafiłam na niego, jak rozwieszał to – dodała pokazując Oinariemu zdjęcie i przesuwając je, by pokazać mu kolejne, na którym faktycznie było widać, jak jego brat przykleja rzeczone ogłoszenie do słupa. Odrzuciła przy okazji włosy na ramię i uśmiechnęła się krzywo, zerknęła na Dev, jakby chciała jej powiedzieć, że to część jej nauk sprawiła, że była taka przemyślna, zaraz jednak zaśmiała się cicho, niezbyt wesoło.
- Podejrzewam, że już wtedy wiedział, że za nim łażę. To chyba nie było aż tak trudne, bo w życiu nikogo nie śledziłam, wojownicy nie mają tego w kontraktach. W każdym razie poszłam na to spotkanie, żeby przekonać się, co znowu wymyślił. I udało mi się nagrać to… – dodała przesuwając znowu coś na ekranie telefonu i chwilę siłowała się z odtworzeniem nagrania i dźwiękiem. Jakoś była średnia, bo mimo wszystko Niedźwiedzica nie była jakimś technologicznym geniuszem, obraz więc latał jak popieprzony, ale widać było na nim wyraźnie książęcego brata i dało się nawet usłyszeć, jak gada o tym, że w lasach jej sporo lisów, bo wróżki uwielbiają się w nie zamieniać. Wyłapali też coś o tym, że mężczyzna zapraszał na specjalną wycieczkę. Wszystko było jednak dość urywane i przytłumione przez inne głosy.
- No – rzuciła dość zadowolona z siebie Taillis i sapnęła, by ostatecznie znowu usiąść i podciągnąć nogi w górę, by ostatecznie przyjąć pozycję siadu po turecku, nie kłopotała się w ogóle faktem, że ma na sobie zwiewną spódnicę. – Chylę czoła przed naukami Dev, bo pewnie sama nigdy bym na to nie wpadła, znaczy no, na jakieś namacalne dowody. W każdym razie tam w pubie już na pewno wiedział, że na niego poluję, więc zastawił na mnie pułapkę na tej opuszczonej farmie za miastem, a ja oczywiście tam polazłam, bo przecież miałam zająć się problemem. To się zajęłam. I zajmę dalej, jeśli okaże się, że nie był jedyny albo ma naśladowców – stwierdziła pocierając jeszcze brodę, po czym zerknęła niespodziewanie na Oinariego, a na jej wargach zagościł lekki, delikatny, niezbyt przyjemny uśmiech. – Przy okazji… Andy uważa, że jesteś jego bratem. I chyba z tego względu wychodzi z założenia, że ma prawo mną rozporządzać, czy coś podobnego. Albo, że powinieneś mu z miejsca ufać – zakomunikowała, bo chociaż nie było to chyba jakoś niesamowicie istotne, to wolała, żeby mężczyzna miał świadomość bzdur, jakie rozpowiada wróżka. Cholera raczy wiedzieć do kogo z tym pójdzie i co komu powie. Nie zareagowała również na to, że Bevin został wysłany do Azylu, gdyż nie zamierzała wracać do dyskusji z tym przygłupem, tym bardziej, że nie potrzebowała żadnego zaproszenia na herbatkę od księżniczki, skoro ta najwyraźniej siedziała obecnie obok niej i była jej kuzynką. Och, biedny głupiec.
 

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Kiwnięcie głową – tak właśnie Oinari skomentował wypowiedź Nimat odnośnie zachowania Catriony. To, że wróżka dobrowolnie zrzekła się praw do tronu było jednym – tego niestety nie cofnie tak łatwo. Grunt, aby na spokojnie zebrała myśli z pomocą i wsparciem innych i aby miast rozpaczy, pokazała, jak bardzo leżało jej na sercu dobro wróżek. Nie pochodzenie i korona świadczyły o potędze, lecz hard ducha i stalowe serce. I chociaż sporo uczuć w księciu zostało zamkniętych, rad był widząc tak liczne grono, chcące wspomóc baśniowy lud w podniesieniu się z bolesnej porażki.
- Jej przychylność będzie nam pomocna. Spisałaś się – to z pewnością przyłoży cegiełkę ku dalszym działaniom. Ja sam póki co zdołałem przekonać do nas Lisy. Najstarsza z nich, którą zapewne wszyscy pamiętamy z jej „spokoju”, zgodziła się zebrać i przekonać pozostałych pobratymców. – wewnętrzny rozłam nie służył wróżkom. Pomoc Kitsune była kluczowa w walce z Mrokiem. Oni jako jedyna z grup mieli największą wiedzę na jego temat, z czym zgodzą się chyba wszyscy tu obecni.
- Niebawem mam nadzieję skontaktować się z Opal. Jeżeli wciąż przewodzi czarownikom, to być może zdołam ją przekonać do poparcia naszej sprawy także przed radą Clave. – bo o tym, że Oinari zamierzał wybrać się przed szanowne grono wiedział już chyba każdy tj. każdy z obecnych. I jeśli dobrze naoliwić tańczące trybiki, to ich szybki obrót powinien wkrótce połączyć poszczególne nitki. Powoli zbliżali się do meritum sprawy.
- W takim razie musimy dowiedzieć się więcej. – to rzecz jasna odnosiło się do sprawy opętanych. – Warto się dowiedzieć, kto miał bliską styczność z Mrokiem. – a potem dokładnie obadać sprawę i zebrać jak najwięcej informacji o wspomnianej problematyczności. I tutaj raz jeszcze w grę wchodziły kontakty.
- Przy spotkaniu z Opal poruszę tą kwestię. – Oinari wychodząc naprzeciw innym, nie wszystko zamierzał zrzucić na ich barki. Większa ilość myszkujących osób w tym wypadku nie mogła zaszkodzić. Wymiana wiedzy stanowiła sedno udanej współpracy.
- Tu nie chodzi o sukces, lecz stopień zaangażowania i prawdziwy motyw powstania azylu. Bevin zawsze słynął ze swoich kontrowersyjnych metod. Jeżeli jednak chodzi o psocenie, to nie ma sobie równych. – bo taki był z niego uroczy Pucas.I nie zrozumcie Oinariego źle, nie powiedział tego w złośliwym tonie, poza tym wyraz jego twarzy mówił swoje – powaga, powaga i jeszcze raz powaga. Nawet jeśli wróżkiem kierowały zupełnie inne, niekoniecznie przychylne intencje, to w obecnej sytuacji nie mogli sobie pozwolić na wybrzydzanie. Poza tym czyją jak nie jego niechęć do Nefilim można było wykorzystać w taki sposób? Ukierunkowana na właściwy tor mogła skutecznie wycisnąć niewyobrażalną ilość cennych informacji. Lepiej, aby Pucas podgryzał nogi wroga, niż żeby tworzył podkopy na ziemi własnego ludu. To, co stanie się dalej, będzie już tylko i wyłącznie dziełem monotonnego tkania nici przez niesforne palce Matki i Ojca Losu.
Z jednym jednak Oinari całkowicie się zgadzał. Kiwnął dla Byakko łbem, gdyż posyłanie tam większego grona wróżek w istocie mijało się z celem.
- Doskonale, dziękuję Ci za rozeznanie. To pozwoli nam na szybką relokację. – a potem pokwitował krótko. Najtrudniejszy temat Książę zostawił na koniec – mowa tutaj o dowodach przeciwko domniemanym zdrajcom a ich natychmiastowej egzekucji.
Ponoć wróżki nie mogły kłamać… Ponoć… Taki słów Marianne nawet pomimo prób manipulacji, nie miała szans… Przeinaczyć? Heh… Słowa, słowa, słowa – od zawsze wodzące za nos na zgubne pokuszenie. Zdjęcia w tej sprawie stanowiły istotniejszy dowód – taki, który należało zachować. Za zgodą Niedźwiedzicy, Oinari pozwoli sobie na przesłanie tychże fotografii, by mieć podkładkę na tak zwany wypadek wszelki. Podobnie uczynił z pokazanym nagraniem.
- Co zrobiłaś z ciałem? – spytał poważnie. Nawet jeśli dowody świadczyły przeciwko niemu, zasłużył na „godny” pochówek, w tym wypadku szybkie i praktyczne spalenie ciała – honory oraz sprzątnięcie śladów moi drodzy.
Ciche westchnięcie… Usta Księcia drgnęły w subtelnym rozbawieniu.
- Nie jesteśmy ze sobą biologicznie spokrewnieni. Ja i Devana nie dzielimy z nim krwi. Nasz ojciec z tylko sobie… znanych powodów go przygarnął. W tej sytuacji im mniej wie, tym lepiej dla nas. – Książę wolał oszczędzić na kolejnym mordowaniu. A skoro „rebeliant” podchodził do sprawy w taki sposób… Najwyraźniej nie należało liczyć na jego pomoc. O samym zaufaniu nie powiedział nic – na takowe należało sobie wpierw zasłużyć.
- A więc… - cytując znaną niektórym Seiren… - Czy ktoś ma coś jeszcze do dodania? – należało powoli zmierzyć ku najważniejszemu. Wszelkie inne rzeczy wymagające wyjaśnienia, można przeprowadzić prywatnie. Tego Oinari się spodziewał i był gotów na odbycie rozmów z poszczególnymi jednostkami.

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar
Wyjaśnienia. Och, doprawdy, trzeba było ich aż tylu? Nie zamierzała jednak protestować, skoro tego od niej wymagano. Postanowiła po prostu wyłożyć kawę na ławę, przy okazji zresztą wzruszyła nieznacznie ramionami, w końcu nie było sensu bawić się w jakieś niedopowiedzenia. Nie miała również najmniejszego problemu z tym, żeby Oinari zapisał sobie wszystkie dowody, jakie zgromadziła, chociaż na pewno przegapiła ich po drodze bardzo wiele.
- Ukryłam. W lesie. Wcześniej trochę go poszarpałam niedźwiedzimi szponami i zębami, by w razie kłopotów nie rozpoczęła się akcja poszukiwawcza mordercy. Jeśli życzysz sobie, żebym pozbyła się go ostatecznie, to tylko powiedz - odparła na to, bo kłamać nie umiała, a poza tym nie było najmniejszego sensu próbować się w tej materii jakkolwiek wymigiwać, czy coś takiego. Książę, który był zdrajcą, w jej prywatnym odczuciu nie zasługiwał na zbyt wiele łaskawości, a ponieważ postąpiła z nim tak, a nie inaczej, to zawsze mogła zakładać, że to dzikie zwierzę rozprawiło się z mężczyzną i nie ma sensu szukać osoby odpowiedzialnej za to, co go spotkało. Oczywiście Oinari i pozostali nie musieli się wcale z nią zgadzać, mogli zażądać od niej ostatecznego pozbycia się problemu i nie widziała by w tym niczego złego, taka była prawda. Wykonywała jedynie rozkazy mądrzejszych, w swych zachowaniach postępowała często dość prosto i instynktownie, może niczym zwierzę, ale tak naprawdę wcale jej to nie przeszkadzało, nie czuła się z tego powodu źle, nie czuła się również gorsza, ot - po prostu była nieco inna. Na kolejne pytanie zadane przez Oinariego nie odpowiedziała nic, jedynie spojrzała na niego z miną świadczącą o tym, że chce później z nim pomówić, co nie było wcale takie dziwne. Otrzymała od niego klucz i przychodziła najwyraźniej pora, by go użyć.
I am brave, I am bruised
I am who I'm meant to be, this is me
Look out 'cause here I come
And I'm marching on to the beat I drum
I'm not scared to be seen
I make no apologies, this is me
 

Devana

1072


170 cm


Looks like a cinnamon roll but could actually kill you







[Cytuj]
Multikonta: Opal, Viviane, Kasia
Słuchała, co też mają do powiedzenia inne wróżki. Szczególnie Nimat, do której uśmiechnęła się przyjaźnie na powitanie. Mówiła naprawdę ciekawe rzeczy, które Devana zanotowała w główce i nad którymi chciała się później pochylić. Stała w ciszy, na razie się nie odzywając, za to zwracając uwagę na wszystko, co inni przekazywali. Czuła, że znalazła się w swoim żywiole, figury poruszały się na szachownicy, dwa skoczki ruszyły do przodu, piony przesuwały się powoli, odkrywając niektóre figury, jeden goniec wykonał swój ruch. Wieża ruszyła do natarcia. Grała na zasadach starszych, królowa więc nie była tak silna, jak mogłoby się zdawać, a król był bardziej nieprzewidywalny. Pierwsze piony zostały zdjęte z szachownicy, silniejsze figury jednak nadal twardo się trzymały. Układ rozumiany tylko przez Devanę, innym w końcu nie był potrzebny.
Uniosła brwi na wieść o Bevinie, a w duchu podziękowała synowi, że wyniósł się z Instytutu. Jeszcze by brakowało, by ten cholerny pucas dowiedział się zbyt dużo i to wykorzystał, w sumie jednak dobrze, że siedział u niebieskich. Przynajmniej psuł tam, a nie u nich. Wspaniałe wykorzystanie zasobów bracie. Biały goniec wykonał ruch, blokując jednego z czarnych skoczków.
Wieści o martwym synu Króla? Cóż, skrzywiła się trochę, choć skinęła głową z uznaniem Mariannie. Co jak co, ale ładnie przemyślana akcja, naprawdę. Widać, że ciągłe paplanie Dev o tym, jak czasem wykonuje swoją pracę, na coś się zdały, a Niedźwiedzica nie jest taka głupia, za ją inni ją biorą. W kwestii żalu z powodu rodzeństwa, cóż. Przeżyła już gorsze tragedie wywołane powinnością wobec ich rasy, mimo to jakiś nieprzyjemny posmak pozostał. Elvan? Z nim praktycznie nie rozmawiała, ostatnio jedynie uratowała mu skórę, więcej się w relacje nie mieszała. Nie czuła potrzeby.
Jeden pionów wciąż nie ruszył się z miejsca, może nawet zostanie tam do końca rozgrywki. Drugi został poświęcony, by chronić inny. Uśmiechnęła się, by w końcu znów otworzyć usta.
- Też postaram się dokładniej zbadać sprawę czarowników, spróbuję też dalej polować na wilkołaki w celu przeprowadzenia uroczej pogawędki - mówiła, a skoczek wykonał ruch. - Mario, jeśli będziesz potrzebowała pomocy w likwidacji zdrajców, chętnie użyczę swoich umiejętności - spojrzała na siostrę. Więcej do powiedzenia na razie nie miała, zachowała więc milczenie, dalej patrząc na szachownicę, myśląc nad strategią, a jednocześnie czekając na wykonanie ewentualnych ruchów podyktowanych przez działania innych.
 

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Sprawa ciała była prosta – spalić. Z honorami czy bez – ponoć kwestia sporna – należało jak najszybciej pozbyć się śladów, by przypadkiem nie stały się obiektem zainteresowania wilków lub wampirów. Ze wszystkich grup „magicznych” ostatnim czego potrzebowali, to wtyku nosów mokrych i tych bardziej martwych.
- Spal je. – rzekł więc krótko Oinari. Głos jego był… Powiedzieć, że twardy, to jak skłamać komuś w żywe oczy. Swój ból i żałobę wróżek zamknął i zakopał głęboko pod ziemią. I owszem był rozczarowany zachowaniem brata, niemniej nawet pomimo haniebnego tytułu wciąż dzielili więzy krwi. Nieobce Księciu było więc współczucie. Być może złapało go szaleństwo? A może tęsknota za nieznanym? Nie zagłębiając się już w motywy, którymi kierował się Cat, Oinari nadal ostawał przy swoim – prócz konieczności oczyszczenia miejsca ze śladów zbrodni, poległy Książe – zdrajca lub nie – zasługiwał na ten ostatni akt łaski.
Taki sam okazałby każdemu, bo tego właśnie go ten cholerny wróżek Arthur… Oby ziemia Ci lekką była Ty zafajdany bucu. Wychowanej do dziś pamiętał Twój uśmiech i radość z ponownego spotkania. Dlaczego po tym wszystkim zniknąłeś?
Potem nastała cisza… Skoro nikt nie miał pytań…
- Wyśmienicie. – na chwilę przed zmianą tematu, Oinari pochwalił siostrę, tym razem prócz słów, racząc ją krótkim, choć wyjątkowo ciepłym uśmiechem. W głębi duszy chciał to wszystko mieć już za sobą – nie, nie dla siebie, lecz dla nich i dla niej – tej, która w natłoku obowiązków również nie miała chwili, by w spokoju wyrzucić z siebie cały ciążący nań syf tuż po niechcianym przybyciu do York. Ona, on… Wszyscy zasługiwali na wytchnienie, na odrobinę ciepła, na pieprzony blask jutrzenki prowadzącej ich ku lepszemu jutru.
Gdzie się chowałaś? Dlaczego? Czym Cię rozczarowaliśmy? Czy zechcesz do nas powrócić?
Masa pytań, jak fala wiecznie wijącego się niepokoju… Twardym musiał stać się oparciem, by móc to wszystko dźwignąć – on lecz nie sam – on wraz z nimi. I tylko jedna zdradliwa gwiazda wiedziała, kto stanie na ich czele i dźwignie ludzi spod spodu…
- Na początek proste i trudne pytanie… Jak dobrze są Wam znane ostatnie porozumienia? – ma się rozumieć… te nowe. Przed przejściem dalej, Oinari musiał poznać fundamenty tj. wiedzę innych na te jakże ważne tematy.

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar
W pewnych kwestiach nie byli do końca zgodni, a sprawa zdrajcy ich różniła. Taillis uważała, że komuś kto wydaje swych towarzyszy nie należy się żaden godny pochówek, żadne honory, należy mu się jedynie potępienie i gnicie w przydrożnym rowie. Widziała nie raz, jak tych, którzy odwracali się od własnych ludzi wieszano na pobliskich drzewach, jak ich patroszono za życia i nie nauczyła się współczucia do kogoś, kto wydaje własny ród, kto wydaje własną rasę i skazuje ją tym samym na cierpienia i śmierć. Była jednak tylko wojownikiem, teraz zaprzysiężonym prawowitemu następcy tronu, nikomu więcej. Dlatego też skinęła jedynie głową na znak, że zrobi, co zostało jej przykazane. Nie zamierzała jednak zasypywać gruszek w popiele, a Oinari spokojnie mógł ją obecnie potraktować jak psa gończego na tropie, jak inkwizytora ścigającego herezję, nie musiał jej teraz zatrzymywać, była w czasie swej świętej wojny i zamierzała doprowadzić ją do końca, niezależnie od tego, jakie sama poniesie straty. Przesunęła nawet opuszkami palców po szabli, którą postanowiła po prostu stąd wynieść, a nas kolejne pytanie Oinariego wzruszyła ledwie dostrzegalnie ramionami. Nie była najlepsza jeśli chodzi o jakiekolwiek układy, układziki, pokoje i pokoiki, więc nie przywiązywała do nich nazbyt wielkiej wagi. Była oczywiście skłonna wysłuchać wszystkiego, co książę ma do powiedzenia, ale zapewne jej dziób jak grób, bo przez nią przemawiała wieczna wojna, nie pokój. Chyba, że Oinari był skłonny nauczyć ją, jak powinna używać swego rozumu, a nie tylko mięśni.
Usiadła wygodniej czekając na to, co nadejdzie, pozwalając jednocześnie, by książę mówił, co chce. Zdała relację z własnych poczynań, zamierzała ustalić z nim jeszcze tylko kwestię dotyczącą portalu, a później ruszała w dalszą drogę. Gdziekolwiek ona by nie wiodła. Nie mogła tak po prostu siedzieć na miejscu i patrzeć, co dzieje się dookoła niej, to nie było w jej stylu, gapienie się w ściany było po prostu kurewsko męczące. Była wróżką czynu, nie czegokolwiek innego, toteż oczekiwała obecnie, że Oinarai ma dla niej jakieś kolejne polecenia, które mogłaby ruszyć z miejsca wykonywać, ostatecznie schronienie znalazła, zdrajcą się zajęła, portalu pilnowała i nawet posiadała klucz, którego powinna na pewno użyć w stosownym czasie. Miała również umowę z czarownikiem, która co prawda nie była do końca nazbyt pewna, ale istniała i Taillis była skłonna ją wykorzystać.
 

Devana

1072


170 cm


Looks like a cinnamon roll but could actually kill you







[Cytuj]
Multikonta: Opal, Viviane, Kasia
Pochwała według Dev była zbędna, w końcu robiła to, co do niej należy, starała się odzyskać dom i przeciwstawić Mroku, jak zresztą każdy, komu zależało na dobru ogółu. Na uśmiech jednak odpowiedziała, maskując, że na chwilę poczuła lekki dyskomfort, po czym wróciła do rozmyślania nad swoją szachową układanką.
Owszem, musieli dźwigać wiele na swoich barkach. Śmierć ojca, najważniejszego w jej życiu filaru, utrata domu i to nie tylko w wymiarze utraty całej krainy. Ciekawe, czy cokolwiek ostało się z jej czterech ścian, które tam posiadała, bo choć dla jednych byłby to jedynie budynek, ona miała do niego ogromny sentyment, miała tam mnóstwo pamiątek, nie wspominając już o hodowanych tam roślinach i zwierzętach, które nie raz znajdowały tam bezpieczny kąt. Co z nimi, czy Mrok zniszczył je tak samo, jak wyspę? Trudne to były pytania, jeszcze trudniejsze były odpowiedzi, ale nie czas, by je udzielać. Po coś to spotkanie jednak było, prawda? Zresztą, ona już od dawna musiała wiele dźwigać na barkach. Teraz miała po prostu tego bardzo dużo, nie na tyle jednak, by ją załamać.
Uniosła głowę i spojrzała na Oinari, słysząc pytanie. Coś czuła, że skoro od tego zaczynał się ich kolejny punkt rozmowy, to może się w Yorku zaraz zacząć robić ciekawie. Zerknęła na innych, chcąc poznać ich reakcje.
- Znam całkiem dobrze. Sporo tam zostało wspomniane o Królu i naszej ziemi - dodała tylko, ciekawa, do czego brat zmierza. Czyżby mieli pobawić się w polityczne gierki?
 

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
O zdaniach i gustach – no cóż, nie warto było dyskutować. Grunt, że Marianne uszanowała słowa Księcia – za to był jej wdzięczny. O reszcie na razie nie wspominał – w niedalekiej przyszłości z pewnością zasiądzie z towarzyszką przy tak zwanym wspólnym stole. Nauka używania intelektu nie mogła się wiecznie przeciągać – niebawem nadejdzie, a wtedy Niedźwiedzica być może zrozumie, że nie tylko toporem i pięściami można było dopiąć swego. Do tego czasu miejmy nadzieję, że nie zamknie swego umysłu na nowe doznania tj. wiedzę. Ta bowiem już niedługo spadnie na nią w ilościach wręcz przerażających. Dobry kask i łopata w dłoń – nie tylko ją okropny Los wrzucił do głębokiej wody. Grunt, aby i ona i inni wokół zdołali się z niej wydostać.
Dlatego potrzebowali tego spotkania.
Dlatego musieli omówić pewne rzeczy.
Dlatego na jakiś czas zamknął swe jestestwo w stalowej klatce…
Ludzie bez kół często tonęli – z nimi poniekąd też, chyba że obok znajdował się ktoś jeszcze.
Czas najwyższy wziąć się w garść lekkoduchu.
Dorośnij…
- To dobrze, bo tą wiedzą przyjdzie się nam posługiwać w trakcie wyprawy do Clave. – no i się zaczęło. Jeżeli Oinari wiedział, czym jest powaga, to jej przedstawienie przyszło mu z niespodziewaną lekkością. Kto wie? Być może pod maską wiecznego dziecka ukrywał kogoś jeszcze – kogoś o… Dojrzalszym podejściu? Klepki w jego głowie w istocie uległy niecodziennemu przestawieniu.
- Sprawa naszego domu nie może przejść niezauważona. Skoro Podziemni o Mroku w jakimś stopniu wiedzieli, to chcę sprawdzić, czy dla łowców wiedza o nim również była powszechna. – innymi słowy – idziemy się poskarżyć i dowiedzieć, co na ten temat powiedzą anielscy protektorzy. Czy to nie dziwne, że swe dłonie wyciągnęli dopiero po wybuchu? Azyl… Chyba nikt nie sądził, że wróżki skorzystają z jego dobrodziejstw bez snucia podejrzeń. Oinari nie bez powodu walczył o nowe porozumienia – naprawdę chciał pokoju ras. Gdzieś w środku wiedział jednak, że walka o niego miała się dopiero zacząć.
- Devano, Nimat, Byakko, Niedźwiedzico – chciałbym Was prosić o asystę w trakcie wyprawy przed Radę Clave. Nimat, Devano – Wasza wiedza i obycie w rozmowach są nieocenione. Chciałbym, abyście zgodziły się stanąć u mego boku przed Radą. Byakko, Niedźwiedzico – Wasza czujność i zdolności bojowe nie mają sobie równych. Na drodze zapobiegawczości, bezpiecznym rozwiązaniem dla nas będzie asysta zdolnych wojowników, by w razie niebezpieczeństwa móc swobodnie opuścić fortecę łowców. Ja sam nakładam na siebie obowiązek przyodziania maski. Ani Podziemni, ani Nefilim ani Clave nie mogą poznać prawdy o zaginięciu władcy. Wiem jednak, że nie zechcą nas bez niego wysłuchać zatem… Dajmy im to, co stanie się kartą przetargową.

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Nimat

1007 lat


150 cm


"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygod







[Cytuj]
Multikonta: Faoiliarna, Jia Wang,
— Zapoznałam się z nowymi porozumieniami, jak tylko weszły w życie, a po naszej ostatniej rozmowie ponownie je przestudiowałam. — Widać, że brała sobie do serca to, co padło w rozmowie z Oinarim. Nawet pomimo mętliku, który wtedy wesoło kłębił się w jej głowie. Tamta rozmowa z księciem trochę pomogła jej poukładać sobie wszystko w głowie, czas również dobrze wpłynął na jej wewnętrzny spokój, chociaż dalej starała sięza bardzo nie wychylać jako oficjalna następczyni Jasnego Dworu. Nie uznawała tego za konieczne, tym bardziej, jeśli mogło to tylko w tej chwili wywołać zamieszki i destabilizację sytuacji między dworami. Musieli współpracować, a nie rzucać się sobie do gardeł.
Wysłuchała kolejnych słów Oinariego z uwagą. Widać było, że zależy mu na wróżkach, więc nie miała powodu, żeby go nie wesprzeć w jego działaniach.
— Nie musisz mnie o to prosić, już wcześniej deklarowałam, że jeśli będziesz potrzebował mojego wsparcia, to je otrzymasz, książę. — Zgodziła się bez wahania. Już wcześniej deklarowała chęci pojawienia się na spotkaniu z clave, więc prośbę uznała raczej za gest uprzejmości. Miała mieszane uczucia co do ukrywania śmierci Króla, jednak rozumiała punkt widzenie Oinariego, a że nie było czasu i miejsca na tego typu spory i ryzyko, że Cave coś odwali, jeśli nie stanie przed nimi Król, to po prostu skinęła głową, uznając, że Oinari wie, co robi i da radę godnie udawać swojego ojca. Jej spojrzenie powędrowało do niemagicznej broni nefilim, która znajdowała się obok. Może warto było "pożyczyć" sobie kilka sztuk? Shay i Antek w końcu nie mieli żadnej broni poza tą, którą się z nimi podzieliła, a i tak były to tylko nożyki do rzucania, które mogły nie być najlepszą opcją dla tej dwójki.
 

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar
Niedźwiedzica drgnęła, a potem wyprostowała się gwałtownie, zaś czubek trzymanej przez nią szabli wbił się w podłogę tuż przed nią. Nie wkładała w ten gest nieziemskiej siły, widać było jednak, że słowa Oinariego ją podenerwowały. Nie chciała zadawać się z Clave, a jedyne na co była skłonna przystać w przypadku tego bezrozumnego tworu, to pozbawienie go jego marnego istnienia. Przymknęła powieki słuchając tego, co książę ma do powiedzenia, bo nie sądziła, żeby wierzył, że ona będzie doskonałym negocjatorem jakiegoś nowego, żenującego wręcz pokoju. Nie miała również nazbyt tęgiego umysłu, większość spraw stawiała na ostrzu noże, nie zamierzała przejmować się delikatnymi negocjacjami. Należała do tych, którzy nawet jeńców byli w stanie posłać na pal, gdy była taka właśnie potrzeba. Pewnie właśnie dlatego patrzyła teraz na Oinariego, jakby ten postradał zmysły, prędko jednak wyjaśniło się w jakim dokładnie charakterze ma się wraz z nimi udać na spotkanie. Nic zatem dziwnego, że Niedźwiedzica skinęła poważnie głową zaciskając dłoń o wiele mocniej na rękojeści szabli czując, że krew burzy się w jej żyłach.
Wiedziała, że nie powinna używać siły, ale nie mogła również zaprezentować się jako słaby szczurek, który jedynie paraduje jako sztuczna obstawa. Mogła oczywiście przyjąć swą męską formę, uznała jednak, że coś takiego było dobre dla zacofanej Europy, a nie dla świata Podziemnych. Urodziła się kobietą i chociaż korzystała z przyjemnością z umiejętności kameleona, to teraz chciała w pełni być sobą, nie zamierzała chować się za żadną maską, czy czymś podobnym. Jej jasne oczy błysnęły niczym u prawdziwie dzikiego zwierzęcia, które gotuje się do walki, które z wielką przyjemnością będzie patrzyć na wroga i oceniać jego możliwości, będzie czekać, węszyć i szukać odpowiedniej okazji do tego, by przypuścić właściwy atak. Nie zamierzała ukrywać swojej siły.
- Postaram się nie wystraszyć ich na śmierć - rzuciła nieco rozbawiona, a kącik jej ust zadrgał, a ona z lubością obróciła powoli szablę czując, jak jej czubek nieco powiększa zrobioną wcześniej dziurę. Wolałaby co prawda, by ostrze znajdowało się w ciele jej przeciwnika, ale na razie nic nie mogła na to poradzić. - Wyznacz tylko kogoś, kto będzie w okolicach portalu, gdy będziemy zapieprzać na tę uroczą herbatkę - dodała jeszcze dając im jasno do zrozumienia, że pilnowała przejścia. Przesunęła również dłoń tak, by sięgnąć do drugiej kieszeni spódnicy, gdzie znajdował się klucz i spojrzała na Oinariego. Musieli o tym porozmawiać teraz, bo chuj jeden wie, co ich czekało po spotkaniu z Clave.
 

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Oinari z wiadomych przyczyn – no na przykład z niedawno odbytej rozmowy – znał prawdę o Nimat tj. jej prawie do dziedziczenia tronu. Tu zaczynały się prawdziwe kręte schody niekoniecznie do nieba. Jak wybrać, skoro oficjalnie dwie nacje Król połączył w jedną? Ponowne rozdzielenie mogło (choć i nie musiało) powiększyć dziurę między baśniowym ludem, a przecież… Nie o to w tym wszystkim chodziło prawda? Pomysł z utworzeniem czegoś na wzór rady – zacna to była myśl i mogłaby się sprawdzić, jednakże w konsekwencji ponownie dochodziło do podziału. Zatem polityczne małżeństwo? Ot najpowszechniejsza z praktyk i zarazem najbardziej przystępna dla szarych eminencji z domieszką talentu magicznego. Tak przypieczętowany sojusz nie miał prawa zostać rozerwany nawet przez smród politycznego gówna. Problem jednak rodził się w momencie samego zawarcia, wszak czyż nie przed tym uciekali wielcy monarchowie i szlachetne dziewoje? Małżeństwo z obowiązku – okrutna to perspektywa. Wystarczyło spojrzeć na takich Nefilim… I potem dziwić się, że pośród ich rasy kroczyło tyle niechcianych dzieci.
Swoją drogą ciekawe, kogo z obecnych pretendentów należałoby wykopać do tego jakże nieszczęśliwego… Losu…
Przychylność Nimat (możliwe iż Devany też) znaczyła wiele dla Oinariego. Dwie utalentowane negocjatorki mogły wiele wnieść do rozmowy z Clave, np. wspólnie obalić ich próby krycia się zasadami bądź próbami ich przeinaczenia ku własnym profitom. Poza tym spory ciężar przechylający szalę zwycięstwa ku korzyści wróżek stanowiła obecność wojowników. Marianne nie miała powodu do stresu, tudzież zdenerwowania. Książę szanował jej jestestwo – znał wady i zalety wróżki. Nigdy w życiu, a po śmierci wcale nie pozwoliłby sobie na wrzucenie jej (na pewno nie bez wcześniejszej szkółki przetrwania pt. jak używać mózgu) do głębokiego bagna polityki. Wojowniczka i wojownik mieli proste zadanie – strzec i chronić negocjatorów w razie wystąpienia fali niefortunnych zdarzeń.
Oby nic nie zepsuło skrzętnie poustawianych klocków misternego planu. Ha! Oczywiście, że jak zawsze w tym świecie, coś z pewnością pójdzie nie tak.
- Wyśmienicie. Mam już wyznaczoną jedną osobę, której będzie towarzyszyć mój chowaniec. Jego zdolność pomoże zamaskować wszelkie ślady magii. – oznajmił Książę. Wiele wróżek wciąż było niepewnych, jednak znalazły się i takie, które zgodziły się wspomóc sprawę.
- Nie ukrywam, że nadchodzące spotkanie będzie więcej niż trudne. Mimo wszystko Wam ufam i proszę byście i mi zaufali. Już raz wystąpiłem przed Clave w roli Króla – zrobię to ponownie i jak wtedy, dołożę wszelkich starań, by prawda, którą mogliby obrócić przeciwko nam, nie wyszła na jaw. – bowiem głupi był ten, kto wierzył, iż śmierć Króla poruszy sercami krnąbrnych Nefilim. Wbrew oczekiwaniom prędzej obróciliby to na niekorzyść wróżek w uznaniu za brak stosownego autorytetu wśród nich do prowadzenia rozmów niż na tak zwaną litość i poruszenie serc w chęci pomocy potrzebującym. Oinari nic do nich nie miał, nie śmiał nawet kwestionować ich praw. Wystarczyło jednak wsłuchać się w głos ludu, by wyłapać szmery niezadowolenia.
Już wtedy w trakcie zwiedzania stolicy…
Do dziś pamięta grymas i wredne podszepty co poniektórych.
- Jeżeli nikt nie ma nic do dodania… Oby Los był nam przychylny, a nadzieja silna.- kwestia broni była sprawą otwartą. Jako wróżki nie mogli aktywować anielskiego oręża. Nikt jednak nie oponował, aby kilku z takich egzemplarzy nie zabrać ze sobą.
Wkrótce odzyskamy dom...

/ jeśli ktoś chce coś dodać, to niech napisze.
Kto nie chce, może podpiąć się pod z/t <3

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo