Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator
[Cytuj]
Bar Żółty




Senciner Gariel

27 / 207


180 cm


Don't play my doctor, don't try to heal me, 'cause my mind doesn't need anyone to contain it.






[Cytuj]
#2

Przeglądając się swojemu lustrzanemu odbiciu zapinającemu guziki bordowej koszuli i przygładzającemu materiał czarnej marynarki, po raz setny zadawał sobie w głowie pytanie, czy faktycznie chce w ogóle wychodzić z domu. Odpowiedź za każdym razem była taka sama - nie, nie chciał. Nawet nie musiał ruszać się gdziekolwiek z domu. Nie miał żadnych pilnych zobowiązań, nie czekał na niego żaden z informatorów i nie spodziewał się żadnego znaczącego wydarzenia, które mogłoby skłonić go do ruszenia czterech liter poza mury rezydencji. Bardzo dobrze jednak wiedział, że samotne siedzenie w czterech ścianach i wpatrywanie się w puste łóżko, słuchając po raz któryś piosenki "These Foolish Things" śpiewanej przez Ellę Fitzgerald, nie wpłynie najkorzystniej na jego samopoczucie. Nie chciał, nie musiał, ale POTRZEBOWAŁ tego wypadu na miasto. Potrzebował wyjść do ludzi i przez choćby kwadrans poprzebywać w ich towarzystwie. Nie żeby tęsknił za niezobowiązującymi rozmowami o chlebie i niebie, absolutnie. Plan był taki, by ruszyć gdziekolwiek, wypić ze dwa kieliszki wina, poobserwować innych i wrócić. Niby nic, a jednak dużo.
Pochylił się, by zawiązać sznurowadła swoich dobranych pod kolor koszuli wysokich sztybletów, uprzednio wpuszczając w nie nogawki czarnych, ciasnych jeansów z delikatnymi przetarciami na wysokości ud. Ostatnie spojrzenie w lustro, przeczesanie ciemnych kędziorków palcami i ruszył w stronę drzwi wyjściowych. Zanim jednak opuścił teren swojej posiadłości, obluzował deskę w podłodze obok drzwi wejściowych i w odsłoniętej skrytce położył skórzaną sakiewkę. Wyszeptał kilka słów pod nosem, aktywując zaklęcie i na powrót zamaskował schowek. Teraz mógł spokojnie iść do miasta. Postanowił nie korzystać z portalu czy innego, równie szybkiego magicznego środka transportu. Spacer, zwłaszcza dłuższy, dawał mu możliwość rozmyślania nad rozmaitymi rzeczami, poukładania sobie wszystkiego w głowie i - co najważniejsze - dawał okazję do zażycia ruchu i pooddychania nieco świeżym powietrzem... Przynajmniej do momentu, w którym dotrze do miasta, gdzie na kilometr będzie wyczuwalny smród spalin samochodowych i fastfoodów. To jeszcze raz - po co on tam szedł? A tak... Wyższa potrzeba "socjalizacji". Szedł przed siebie przez dłuższy czas z dłońmi schowanymi w kieszeniach spodni, wpatrując się w ciemniejące niebo. Zanim dotarł do punktu docelowego, czyli pierwszego lokalu, który minimalne wzbudził jego ciekawość, niebo było już całkiem czarne.
Stłumione dźwięki muzyki słyszalne były długo przed tym jak dostrzegł neonowy szyld, oraz kolejkę osób czekających na wejście. Ruszył powolnym krokiem na koniec kolejki i rozejrzał się uważnie, omiótłszy pobieżnie wzrokiem zebranych ludzi. Przez ułamek sekundy zawiesił wzrok na dwóch rozmawiających mężczyznach, którzy pokazywali sobie coś na ekranach smartfonów, jednak szybko stracił zainteresowanie. Kilka minut później znajdował się już w lokalu. Jego uszy bombardowane były przeraźliwie głośną muzyką elektroniczną dobywającą się z głośników, a jego trzewia wstrząsał raz po razie mocny bas. Prześlizgiwał się zwinnie między tańczącymi ludźmi, kierując się w stronę baru. Zasiadł na jednym z niewielu wolnych krzeseł ustawionych przy podświetlonym na żółto kontuarze i gdy barman skinął nań głową, zamówił... Nie, nie wino. Piwo. Zamówienie wina w klubie nocnym byłoby zbytnim przejawem ekstrawagancji, raczej niezbyt stosownym do miejsca. Nie chciał się wyróżniać... Wyciągnął dwa palce, wskazujący i środkowy, pomiędzy którymi trzymał banknot i zapłacił za napitek. Chwilę później, gdy otrzymał swój trunek, upił dwa łyki i odwrócił się, by poprzyglądać się tańczącym na parkiecie ludziom.
Pasek nastroju bardzo powoli zaczął się ładować.

Finlay Nightwind

28



nie zniechęcaj się jednym upadkiem, za dużo możesz stracić.







[Cytuj]
Multikonta: Jeffrey, Queenie
Dom Finlaya zrobił się dziwnie pusty. Mógł się domyśleć, że w końcu tak będzie, ale nie przewidział że tak szybko to nadejdzie. Za pomocą żelaznych sióstr ściągnął z siebie runy małżeństwa. Stare księgi, które czytał mówiły prawdę- było to bardzo bolesne przeżycie. Zwłaszcza ta runa z serca. Chciałby powiedzieć, że następnym razem będzie uważał komu ślubuje miłość do końca swoich dni, ale to wcale nie było takie łatwe. Kochał ją i pewnie byłoby tak do dzisiaj, ale demoniczna śpiączka wszystko zniszczyła. Jedyne co go łączyło z byłą małżonką to był Alec, ich wspólny syn. Dobrze nie otworzył oczu a jego rodzice juz nie żyli ze sobą. Naprawdę współczuł dziecku. Jak to dobrze, ze mógł malucha odwiedzać w weekendy. Był pewien, że Margaret nie poświęcała mu wystarczająco dużo czasu. Była teraz dyrektorką instytutu! To było zrozumiałe, że miała też inne sprawy na głowie, ale była uparta jak koń i nie mógł nic na to poradzić. Siła nie będzie odbierał syna, bo to nie było sensu.
Powoli już uprzątnął rzeczy Margaret i dziecka. Nie był pewien czy nadal chce tam mieszkać. coraz to bardziej zastanawiał się czy nie uprzątnąć bardziej mieszkania i go nie sprzedać. Albo nie dać do wynajęcia komuś! Okolica była przyjazna, sąsiedzi mili. Czego chcieć więcej?! W dodatku kiedy Nefilim ma tyle długów. Pierścionek, ślub, wesele, podroż poślubna, dom, rzeczy dla dziecka... od dawna miał długi, ale kiedy zorientował się, że naprawdę ją kocha to jakoś zleciało. A teraz... miał tylko cholerne długi i depresję.
To dlatego zaczął odwiedzać coraz to częściej bary i zaczepiać wampiry. Nigdy nienawidził tej okropnej rasy. A potem jego parabatai, jedyna rodzona siostra została wampirem a on został oskarżony o jej śmierć i jeszcze bardziej ich znienawidził! Cóż za hańba dla rodziny. Wszedł do pierwszego lepszego baru i usiadł. Zamówił trunek. Miejsce miało swój klimat. Przygryzł wargę i przyjrzał się gościowi obok. Może nie była to babka, którą zaczepiłby w barze, ale może jednak warto zaczepić.
- To nigdy nie kończy się na jednym więc nie płaciłbym zaraz po pierwszym zamówieniu. Można dać raz a dobrze napiwek, a nie za każdym razem- powiedział pewnym siebie głosem. Oh, jaki z niego był znawca. Często odwiedzał takie miejsca więc się nauczył. Jednak nie tak często jak oto ten mężczyzna! Miał już swoje lata. Pewno nie był zwykłym przyziemnym, którymi gardził.

Senciner Gariel

27 / 207


180 cm


Don't play my doctor, don't try to heal me, 'cause my mind doesn't need anyone to contain it.






[Cytuj]
Bardzo powoli popijał swoje piwo, czując na języku nieprzyjemnie gorzki smak, którego nie potrafił polubić przez ostatnich kilkadziesiąt lat swojego życia. Nie potrafił zrozumieć zachwytu innych ludzi nad tym "trunkiem". Miało byle jaką woń i byle jaki smak, ale spora część zgromadzonych w klubie ludzi rozkoszowała się nim jak najszlachetniejszym z win z greckich winiarni. No ale cóż... Jak już zostało powiedziane, "jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać jako one". Tak więc sączył to piwo, obserwując tańczących. Choć muzyka kompletnie nie była w jego guście, to jednak zaczął delikatnie bujać się na krzesełku barowym, obserwując pląsające, skaczące i wijące się na parkiecie kobiety, oraz towarzyszących im mężczyzn. Byli tu głównie młodzi ludzie, którzy niedawno przekroczyli granicę pełnoletności. Zmarszczył nieco brwi, kiedy w oddalonych nieco lożach dostrzegł znajome twarze czarowników, oraz ich młodych podopiecznych. Senciner nie był jedyną osobą w Podziemiu, który otoczył się gronem informatorów, dostawców i innego rodzaju... "Szpiegów", jeżeli to tak można nazwać. Większość jednak nie dysponowała tak rozległymi kontaktami, które posiadał Gariel. Szybko jednak stracił zainteresowanie i powrócił do obserwowania bawiącej się młodzieży. Przesuwał wzrokiem od jednej grupki tancerzy do drugiej i trzeciej, kiedy usłyszał obok męski głos. Odwrócił nieznacznie głowę, obdarzając siedzącego obok nieznajomego spojrzeniem brązowych oczu. Kiedy przetworzył treść rzuconego w jego stronę komunikatu, uśmiechnął się blado i skinął głową
- Dzięki za radę. - odpowiedział na tyle głośno, by mężczyzna mógł go dosłyszeć i uniósł ku ustom niemal pełny kufel z piwem i upił kolejne dwa drobne łyki, następnie dyskretnie oblizując górną wargę z piany. Odłożył szklanicę na ladę barową obok siebie i wyprostował się na krześle. Tuż obok Sencinera oraz nieznajomego przeszła grupka roześmianych osób, która na widok czarownika oraz jego - nazwijmy to - "towarzysza" delikatnie zwolniła kroku by się im przyjrzeć, wymienić między sobą szeptem parę zdań, po czym jakieś na oko dwudziestoletnie dziewczyny mrugnęły okiem w kierunku obu mężczyzn i chichocząc uciekły na parkiet. Brwi Gariela uniosły się nieznacznie, podobnie zresztą jak kącik ust. Czyżby zaproszenie?
- W moim przypadku jednak na jednym raczej się skończy. Nie umiem pić do upadłego... - Rzucił po chwili, odwracając wzrok od tańczących nieopodal dziewczyn, które co jakiś czas zerkały w stronę Finlaya i Sencinera, jakby wyczekując czy skorzystają z tego jakże subtelnego i dyskretnego zaproszenia, czy też będą zainteresowani swoim towarzystwem.
- Z kim mam przyjemność? - dodał z czystej uprzejmości. Nie specjalnie chciał, by mu przeszkadzano, no ale przecież cała dzisiejsza noc upływała mu pod znakiem "Nie chcę, ale POTRZEBUJĘ", dlatego też stwierdził, że skoro już nadarzyła się okazja do dialogu, to z niej skorzysta.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo