Ignis

231


170 cm


All I wanna do is hear you scream in pain







[Cytuj]
Multikonta: Lennan, Eve, Marco
Wpierw wyczuła znajomy zapach, następna pojawiła się aura. Choć minęło wiele lat odkąd miała z nimi styczność, nie zapomniała kim jest właścicielka. Czarownica, której zawdzięczała swoje obecne życie. Czy można było za to dostatecznie podziękować? Wciąż zastanawiała się, czy zrobiła wtedy wszystko, żeby wyrazić swoją wdzięczność. Nie spodziewała się, że kiedykolwiek jeszcze ją spotka toteż wyczucie jej teraz, a później usłyszenie, było dla kobiety nie małym zdziwieniem.
- Nie przypuszczałam, że jeszcze się spotkamy – odpowiedziała, odwracając głowę w stronę Czarownicy z lekkim uśmiechem. Omiotła spojrzeniem jej twarz, która prawdę mówiąc nie zmieniła się od ostatniego ich spotkania. Przywilej długowiecznych. Westchnęła nieznacznie odchylając się w tył i podpierając na dłoniach za plecami. Czy zawsze będzie już wpadać na Ner, gdy nad jej losem zaczną pojawiać się czarne chmury? Aż zaśmiała się cicho a tę myśl.
- Znów się spotykamy, gdy mam problemy – wyznała, kręcąc z niedowierzania głową. Ogony poruszyły się leniwie, a ogniki między nimi na moment zabłyszczały,jakby dając znać ich właścicielce, że są gotowe w każdej chwili do pomocy przy skoku.
- Od dawna jesteś w York? – dopytala jeszcze, zastanawiając się czy może swobodnie pytać o kwestie związane z Mrokiem, czy jednak nie. Nie wiedziała w końcu, czy aby na pewno Pradawny zainteresował się nimi, ale jeśli legenda mówiła prawdę, to po zniszczeniu Faerieladu mógłby chcieć zniszczyć świat należący do czarowników. W takiej sytuacji wszyscy byli zagrożeni, a nawet Caranthir wydawała się ostatnio nieco nieswoja. Ignis jednakże nie wiedziała na ile Nerezza mieszała się w sprawy zrzeszonych czarowników, chociaż... Czy w obliczu zagrożenia pod postacią Mroku można było jeszcze dzielić się na zrzeszonych i nie? W końcu chyba nawet wróżki próbowały odnaleźć wszystkich ze swojej rasy i jakoś ochronić. W jedności siła, czy jakoś tak... Tyle pytań, tyle niepewnych, a tak mało słów, w które można je ubrać.
Am I savage?
Scratching at the door
Am I savage?
I don't recognize you anymore

Nerezza

801


178 cm


My smile still shows through my bloody nose







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Ignis nawet nie była świadoma, jak duży wpływ miała na wiedźmę. Nieświadomie pomogła jej w miarę wrócić do siebie po wydarzeniach z I Wojny Światowej, głównie tylko przez swoją obecność. Nerezza rzadko pomagała komuś, nie żądając niczego w zamian, jednak w tamtym przypadku jej się to opłaciło. Opieka nad lisicą jednocześnie polepszyła stan czarownicy, która po niezbyt przyjemnych wydarzeniach podczas wojny znowu poczuła się ważna i potrzebna. Jej to wystarczyło, by wrócić chociaż po części do formy, gdyby tylko nie stała po ciemnej stronie mocy, to może i nawet by częściej komuś tak pomagała.
- W naszym przypadku to nigdy nie jest pewne. – odparła. Taki urok bycia długowiecznym, nigdy nie wiadomo, kiedy wpadnie się na starych znajomych, najczęściej w najmniej oczekiwanym momencie. Szczególnie York stał się głównym centrum zamieszania, w którym Rez dość często natrafia na dawnych towarzyszy. Dlatego teraz żadne przypadkowe spotkanie jej nie zdziwi.
- Problemy? – spytała, lekko unosząc przy tym brwi. Może i bycie osobistym zwiastunem kłopotów było rolą, w którą Nerezza z chęcią by się wcieliła, to jednak wolałaby nękać kogoś innego niż Ignis.
- Od końca zeszłego roku. – odpowiedziała. I chociaż od momentu zatrzymania się w Yorku na dłużej wydarzyło się sporo jak na jedno miejsce w takim okres czasu, to Rez była, lub starała się być z boku. Mało ją obchodziło to, co się działo, nie inaczej miała się również sprawa z Mrokiem. Z tego powodu nie wiedziała za dużo na jego temat, nie orientowała się do końca o co z tym wszystkim chodzi i czemu tak dużo osób zachowuje się, jakby to było coś wielkiego. Co więcej, na razie nie czuła chęci by to zmieniać, ponieważ nie odnosiła jeszcze wrażenia, jakby groziło jej jakiekolwiek niebezpieczeństwo.

Ignis

231


170 cm


All I wanna do is hear you scream in pain







[Cytuj]
Multikonta: Lennan, Eve, Marco
Nie dane jej było nigdy dowiedzieć się o pomocy jakiej sama nieświadomie udzieliła Czarownicy. Gdyby tak było, z całą pewnością nie przejmowałby się potencjalnym długiem jaki u niej zaciągnęła, a te przecież należało spłacać. Każdy o tym wiedział. Każdy, kto miał choć odrobinę honoru. Uśmiechnęła się lekko na słowa o niepewności niczego w ich przypadku. Wiele w tym było prawdy, a jednak Ignis podejrzewała, że Nerezzę spotkała na swej drodze jedynie raz i nic więcej się już nie zmieni. Czasem lisica wierzyła w to, że przypadkowe spotkania mają wpływ na resztę życia i nigdy się nie powtórzą. Spotkanie z Ner właśnie za takie brała, a tu proszę... Znów się spotykały i to w chwili, gdy świat wróżki ponownie stał na głowie. Zaskoczyła ją jednak jej odpowiedź na pytanie. Znieruchomiała, wpatrując sie w kobietę, rejestrując jeszcze mimowolnie jak długo przebywa ona w York. Mogły zobaczyć się wcześniej, a jednak los ponownie skrzyzował ich drogi dopiero teraz. W końcu lisica otrząsnęła się z zakoczenia i zdecydoała się odezwać póki co spokojnym tonem.
- A więc nie słyszałaś o Mroku i o tym co zrobił z naszą krainą? - spytała, nie kryjąc zdziwienia. Skoro Caranthir wiedziała w niedługim czasie po zdarzeniu... Ner nie wiedziala? Nie interesowało ją nic co się działo wokół? Z tego, co było Ignis wiadomo, nawet czarownicy mieli już z nim styczność co nie było najlepszą wiadomością. Ogony poruszyły sie nerwowo wokół właścicielki, której czoło nachmurzyło się teraz.
- Całe wróżkowo, ważne nawet dla was przez dostępność magicznych składników, zostało wchłonięte przez Mrok, zniszczone - odezwala się powoli, czując, że znów zaczyna w niej buzować gniew skierowny ku bliżej nieokreślonemu istnieniu. - Nie możemy wrócić do siebie, nie wiemy czy mamy do czego wracać. Skoro jednak tak łatwo poszło mu z naszą krainą, za chwilę i waszą może chcieć zniszczyć, jeśli wierzyć starej legendzie, że niby z naszymi rasami prowadził kiedyś wojnę - dodała, zaciskając dłonie w pięści. Od tak dawna nie wiedziała jak rozładowac wszystkie negatywne emocje. Najprostsze rozwiązania były najtrudniejszymi w tej chwili do wykonania, co dziewczyne niezmiernie irytowało.
- Naprawdę nie wiedziałaś o tym? - spytała, spoglądając wprost w oczy kobiety. Może i trzymała się z boku, ale zdanie Ignis cierpiały obie rasy, więc nawet outsider powinien odczuć to na własnej skórze.
Am I savage?
Scratching at the door
Am I savage?
I don't recognize you anymore

Nerezza

801


178 cm


My smile still shows through my bloody nose







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Miała jeszcze przed sobą wiele lat życia, a przynajmniej miał taką nadzieję, więc nigdy nie zakładała, że daną osobę spotka jedynie raz, szczególnie, jeśli chodzi o długowiecznych. I chociaż okoliczności tych spotkań były przeróżne, to w przypadku Ignis wiedźma miała wyjątkowego pecha, skoro po raz drugi trafiła na nią, gdy ta miała problemy.
Przez ostanie dziesięciolecia Nerezza zdecydowanie nie była typem osoby, którą szczególnie interesowało to, co się wokół niej dzieje, a wydarzenia, nie mające na nią bezpośredniego wpływu najczęściej po prostu ignorowała. Czuła, że jak dotąd już wystarczająco się w życiu przejmowała, więc pozwoliła sobie na odrobinę znieczulicy oraz ignorancji.
- Coś tam słyszałam. – odparła, bo kompletnie niepoinformowana to ona nie była. Chociaż i tak nie było to zbyt wiele, słyszała tylko, że jakiś Mrok istnieje i robi różne złe rzeczy, a to nie była szczególnie imponująca oraz szczegółowa wiedza. Może i mogłaby się bardziej tym tematem zainteresować, ale nie chciała.
Słuchała wróżki w milczeniu, przyswajając słyszane informacje. Faktycznie nie brzmiało to byt dobrze, można by nawet powiedzieć, że fatalnie, skoro Mrok zajął i zniszczył Faerieland. I może nawet współczułaby wróżkom, spróbowałaby sobie wyobrazić, jak to jest stracić swoją krainę, nie móc wrócić do miejsca, które uważało się za dom, jednak nie potrafiła tego. Empatię miała na poziomie mniej więcej zerowym, dlatego tylko zerknęła na faerie.
- Robicie coś, by wrócić do wróżkolandu? Szukacie informacji o tym Mroku, przygotowujecie się do walki? – spytała. To było pierwsze, co jej przyszło do głowy, gdyby sama znajdowała się w takiej sytuacji. Odłożyć emocje na bok, by przejść do konkretów i odpowiedzieć atakiem, skoro pojawił się przeciwnik.
Przyglądając się tej całej sytuacji z boku, tak właśnie prezentowała się ona wiedźmie. Nawet stwierdzenie, że Mrok może chcieć wziąć się za czarowników, nie zrobiła na niej większego wrażenia. Może i była to nieadekwatna postawa do panującego zagrożenia, jednak gdyby miała przejmować się każdą bitwą, każdym niebezpieczeństwem, już dawno skończyłaby w pokoju bez klamek.
- To pewnie tylko kolejne zagrożenie, które prędzej czy później przeminie. – odparła. Tak samo jak pandemia Czarnej Śmierci w XIV wieku, tak samo jak obie wojny światowe i wiele innych tragedii. Chociaż jej postawa może o tym świadczyć, to nie lekceważyła sprawy z Mrokiem. Po prostu inaczej na to patrzyła.

Ignis

231


170 cm


All I wanna do is hear you scream in pain







[Cytuj]
Multikonta: Lennan, Eve, Marco
Prawdę mówiąc Ignis zaskoczyła postawa Nerezzy, ale jedynie w pierwszej chwili. Stąd reakcja i tłumaczenie. Po chwili jednak dotarło do lisicy, że sama zachowywała się w ten sposób wobec sytuacji między innymi rasami, czy nawet między pozostałymi wróżkami. Mimo to, Mrok był dla niej czymś, o czym zdawało sie, że wszyscy powinni wiedziec, a tu proszę... Najpierw wilkołak, który nie miał zielonego pojęcia o tym, co też działo się w mieście, a teraz Czarownica, która raczej się tym nie przejmowała. Przez chwilę gniew zawarczał cicho w Ignis, zaraz jednak został uciszony. Nie było czasu na to, żeby sie teraz wykłócać z dawną znajomą o to, czy nie lekceważy problemu. W końcu Ignis nie miała nawet pewności, czy Mrok zajął świat czarowników, czy jedynie uparł się na wróżki.
- Robimy, jak moglibyśmy po prostu to zostawić... - odparła nieco bardziej burkliwie niż zamierzała. Wzięła więc głęboki oddech i powrociła do tematu po chwili, jak upewiła się, że ton głosu jej nie zawiedzie. - Mamy już drogę powrotu, ale teraz musimy się przygotować. Zobaczyć kto przetrwał i kto może walczyć, żeby iść na spotkanie z Mrokiem - skróciła może nieco ich działania, ale na tym właściwie wszystko się opierało. Mieli mieć trening, z całą pewością Marianne będzie go przeprowadzać. Nie przypuszczała, żeby Bevin chciał się w to bawić, nie widziała go z resztą od dawna. Nawet dobrze, nie narzekała.
Spojrzała na Nerezzę, nieznacznie się uśmiechając, ale nie było w tym uśmiechu ani odrobiny wesołości. Kolejne zagrożenie, które przeminie? To nie byla byle jaka choroba Przyziemnych, która nie imała się długowiecznych. To bylo coś, co mogłoby, gdyby chciało, po prostu pstryknięciem palca wszystkich odesłać w niebyt. Z drugiej strony, postrzeganie Mroku jako kolejne zagrożenie, po którym przyjdą następne sprawiało, że lisica nabierała dziwnego odrętwienia,
- Lepiej żeby minęło szybciej, inaczej akurat z nami będzie gorzej- mruknęła jedynie. Cóż, może Czarownikom nic nie groziło, jeśli zostałby zniszczony Spiralny Wymiar. Jednakże wróżki bez swojej krainy zaczynały dziczeć, niczym wyjątkowo groźne zwierzęta zarażone dodatkowo wścieklizną. Marny koniec, ale! Jeszcze wszystko było do odratownia!
- Także takie problemy chwilowo mam, a jak tobie minęły te lata? - spytała, chcąc naprawdę zmienić temat. Nie pamiętala za bardzo jak się rozeszły ich drogi, ale z tamtego okresu Ignis niewiele miała wspomnień, zupełnie jakby je wyparła. Ona sama tułała się później po świecie, a co było z Czarownicą?
Am I savage?
Scratching at the door
Am I savage?
I don't recognize you anymore

Nerezza

801


178 cm


My smile still shows through my bloody nose







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Mrok nie dotknął jej bezpośrednio, nie miała z nim do czynienia, także nie interesował ją zbytnio ten temat. Nie miała dotąd powodów, by zacząć się tym przejmować i uznawać za realne zagrożenie. Podejrzewała nawet, że gdyby przez przypadek nie wtrąciła się nieco w sprawy czarowników, to nie miałaby o nim najmniejszego pojęcia. Wszystko, co dowiedziała się dotąd o Mroku, pochodziło w dużej mierze z plotek i domysłów, także nie wiedziała, ile w tym było prawdy. Był dla niej po prostu czymś abstrakcyjnym – istniał gdzieś sobie, tego nie zaprzeczała, ale jednocześnie tylko tyle mogła o nim powiedzieć.
Zdziwiło ją nieco to, że faerie jeszcze nie zdążyły się przygotować, chociaż z drugiej strony podejrzewała, że było to spowodowane ogólną dezorientacją, może nawet strachem. W końcu sytuacja, w jakiej znalazły się wróżki, zdecydowanie nie należała do tych normalniejszych, więc oswojenie się z nią na pewno musiało zabrać sporo czasu.
- Jak oceniacie swoje szanse? – dopytała. Oprócz faktycznego przygotowania, morale również były bardzo istotne, wiedźma znała to z własnego doświadczenia. Odpowiednie nastawienie mogło naprawdę wiele zmienić podczas walki.
Gdyby Ignis powiedziała to na głoś, to Rez zdecydowanie mogła się o to wykłócać. Była świadkiem wielu zagrożeń i katastrof, w tym właśnie pandemii dżumy. Widziała, jak umierają ludzie, dziesiątki i setki ludzi, czuła śmierć praktycznie w każdym miejscu, wszystko to spowodowało, że w którymś momencie zaczęła wątpić, czy w obliczu takiego pogromu jest odporna na tę chorobę. A teraz? Teraz, gdyby nie słyszała o Mroku, to pewnie nawet by się nie domyśliła, że coś może być nie tak.
- Zobaczysz, że za jakiś czas będzie po wszystkim. – odparła. Dotąd zawsze tak było, że zagrożenia przychodziły i odchodziły z mniejszymi lub większymi stratami, więc Rez podejrzewała, że w tym wypadku będzie tak samo. Ciężko było jej tylko określić, ile czasu to zajmie, bo z tym akurat bywało różnie.
- Najpierw walczyłam podczas II Wojny Światowej, potem badałam kulturę Ameryki Południowej. – bez większych problemów przyjęła zmianę tematu. I połowa XX wieku obfitowała w wiele istotnych, a zarazem ciężkich przeżyć, mające duży wpływ na obecny stan psychiczny wiedźmy, natomiast druga połowa wręcz przeciwnie, był to jeden z najspokojniejszych okresów w jej życiu. – Potem przez kilkanaście lat włóczyłam się po Europie, zanim nie zatrzymałam się tutaj. – dodała, a słaby uśmiech pojawił się na jej twarzy. Czuła, że powinna bić się gdzieś na Bliskim Wschodzie, ale jednocześnie potrzebowała odpoczynku.

Ignis

231


170 cm


All I wanna do is hear you scream in pain







[Cytuj]
Multikonta: Lennan, Eve, Marco
Faerie, żyjąc ciągle w swojej krainie nigdy wcześniej nie czuły potrzeby robienia w York swoistej siedziby. Przez to w obecnej sytuacji były rozproszone po znajomych, albo zupełnie samodzielnie znajdując schronienie. Niektóre wróżki od zawsze trzymały się na boku, przez co teraz cieżko było je namówić o współpracy. Może nie zdawaly sobie sprawy z konsekwencji utraty Faerielandu, a może było im wszystko jedno. Jednak brak spójności wyraźnie osłabiał ich możliwości. Gdyby podobna tragedia przydarzyła się czarownikom i straciliby zupełnie swój Wymiar, wciąż mieli organizację w York, która jednak dawała im większe szanse.
Spojrzała uważnie na Nerezzę, gdy zadała swoje pytanie o ich siły. Nie powinna jej na te pytanie odpowiadać, ale skłamać nie mogła. Zacisnęła na moment zęby, odwracając w końcu głowę, spoglądając w dal.
- Nie mnie to oceniać, nie znam większości wróżek – odpowiedziała, unikając bezpośredniej odpowiedzi. Może i Ner nie była ich wrogiem, jednak coś jej podpowiadało, że mimo wszystko nie powinna zdradzać niczego na temat ich sił i możliwości. Wróżki mimo wszystko wolały niektóre rzeczy zachowywać dla siebie, a wypowiedzenie czegoś na głos mogło poskutkować dodatkowymi informacjami dla „wrogów”. Wiedziała, że większość z jej rasy miała pretensje do Łowców, choć nie do końca orientowała się dlaczego. Nie chciała wchodzić za mocno w politykę Faerie, nie wiązała przyszłości z ich Dworem.
Skinęła jedynie głową, gdy Czarownica wyrazila swoje zdanie. Pewnie miała rację, zagrożenie w końcu kiedyś minie. Pozostawało jednak wiele niewiadomych co do tego, co będzie się działo później. W jakim stanie będzie ich kraina i czy uda się przywrócić ją do dawnej świetności. Nie chciała jednak mówić tego na głos. Los czarowników nie był związany tak mocno z ich Wymiarem jak wróżek z krainą. Podejrzewała, że Nerezza nie zrozumiałaby tego w pełni, a nie chciala się kłocić. Ten temat jednak wywoływał w niej skrajne emocje, które obecnie były niepożądane.
Słuchała z zaciekawieniem co dzialo się u kobiety przez czas, gdy nie miały ze sobą kontaktu.
- Można byłoby uznać, że twoje życie kręci się wokół wojny – zauważyła cicho, słuchając dalej. Brzmiało tak ogólnikowo jak tylko można było opowiedzieć własną historię. Cień uśmiechu przemknąl przez twarz lisicy. - Jak jest w Ameryce Południowej? Chciało ci się wracać do Europy? Tu zdaje się być trochę zbyt... miejsko. A może ja zbyt mało krajów widziałam, żeby mieć dobre zdanie o tym skrawku Ziemi – dodała, wzruszając nieznacznie ramionami. Owszem, były pojedyncze miejsca, gdzie natura jeszcze walczyła o miejsce dla siebie, jednak powoli zanikały. To akurat bolało ją, jako wróżę, tym bardziej, że naprawdę kochała dzikie miejsca. Kto wie, może rzeczywiście powinna przenieść się na inny kontynent, gdy już zostanie zamknieta sprawa z Mrokiem.
Am I savage?
Scratching at the door
Am I savage?
I don't recognize you anymore

Nerezza

801


178 cm


My smile still shows through my bloody nose







[Cytuj]
Multikonta: Bies
To niewątpliwie była tragedia dla wróżek, tego Rez nawet nie zamierzała podważać. Wygnane ze swojego domu, muszą stawić czoła różnego rodzaju przeciwnościom w obcym dla siebie świecie. Zdecydowanie nie było to dla nich czymś łatwym, czymś, co nie pozostawi trwałych śladów. Bo tego, że cały ten kłopot z Mrokiem prędzej czy później się rozwiąże, wiedźma była niemal pewna – w końcu z doświadczenia wiedziała, że takie sytuacje ekstremalne zawsze przemijają. Pytanie tylko, jakie skutki wygeneruje. Tego już nie wiedziała i nawet nie próbowała zgadywać, bo wachlarz możliwości był ogromny. Nie dopytywała już więcej, bo domyśliła się, że ten temat może być drażliwy i nieprzyjemny dla Lisicy.
Lekko się uśmiechnęła, słysząc dalsze słowa Ignis. Wróżka bez wątpienia miała stuprocentową rację, niemal całe osiemsetletnie życie wiedźmy skupiało się głównie na większych i mniejszych wojnach, bitwach, potyczkach… Lubiła walczyć, uwielbiała zapach prochu z armat oraz pistoletów i szczęk uderzających o siebie mieczy, a przede wszystkim przyjemność sprawiało jej pozbawianie życia wrogów. A wszystko to ku chwale jej demoniczego ojca.
- Bo tak właśnie jest. – odparła. Chociaż aktualnie zrobiła sobie długie wakacje od wojen, to nie oznaczało to, że jutro nie mogłaby rzucić wszystkiego i teleportować się na Bliski Wchód czy inne miejsce, gdzie prowadzone są konflikty zbrojne.
Zastanowiła się nad pytaniem, ponieważ nie było na nie jednoznacznej odpowiedzi, a o samej Ameryce Południowej wiedźma mogłaby mówić godzinami, gdyby tylko chciała i gdyby tylko znalazł się chętny słuchacz.
- Inaczej niż w Europie. Jest tam inna mentalność, ludzie to optymiści, są radośni i zadowoleni z życia. Z drugiej strony mamy Indian, zamkniętych na obcych, ale bardzo lojalni jeśli chodzi o swoje plemię. – powiedziała. Wśród rdzennych mieszkańców spędziła zdecydowanie więcej czasu niż w miastach, więc zdążyła dobrze poznać ich kulturę oraz zwyczaje. – Amazonia jest piękna, ale też niebezpieczna, wystarczy chwila nieuwagi, żeby zginąć. – z jednej strony ten rejon bogaty był w różnego rodzaju rośliny lecznicze, z drugiej strony na nieuważnego wędrowca czekały jaguary, węże oraz kajmany, nie zapominając oczywiście o piraniach. – Spędziłam tam pięćdziesiąt lat, tyle mi wystarczyło. – dodała. Wtedy nie wiedziała, ile czasu dokładnie minęło odkąd teleportowała się do Brazylii, jednak w pewnym momencie zaczęła nieco tęsknić za cywilizacją. Ciężko było jej odnaleźć się w nowej rzeczywistości, świat zdążył bardzo się zmienić od czasów II wojny światowej.

Ignis

231


170 cm


All I wanna do is hear you scream in pain







[Cytuj]
Multikonta: Lennan, Eve, Marco
Zawsze zastanawiała się jak można aż tak kochać wojny, bitwy. Jak można tak bardzo lubować się w zabijaniu, żeby ciągnąc taki tryb życia kilka setek lat? Z drugiej strony, sama odczuwała pragnienie krwi, sama łaknęła zatopienia noża w ciele konkretych osobników, czując ciepło krwi spływającej po jej palcach. Pragnęła tego i nie raz pozwalała temu uczuciu zwyciężyć. Miała jednak wrażenie, że jej chore pragnienie zemsty, a ciągoty Nerezzy do wojny, to były dwie, zupełnie różne sprawy. Na dłuższą metę, Ignis podejrzewała, że nie potrafiłaby prowadzić takiego trybu życia. Od bitwy do bitwy, od wojny do wojny. Zastanawiała się, czy czarownica chociaż interesowała się dla której strony walczyła, czy nie miało to dla niej znaczenia. Ludzie, z obserwacji wróżki, zawsze dążyli do wojny, nie potrafili żyć w pokoju. Od czasu wojen napoleońskich wciąż gdzieś był jakiś konflikt, który doprowadzał do pokazu sił. Jedynie broń ewoluowała i Ignis już dawno rozumiała słowa, że na wojnie można się wzbogacić. Jakim typem była Nerezza? Wypadało pytać? Obraz, jaki w głowie Ignis stworzył się przez lata był nieco wyidealizowany, ale czy zdarzenia z przeszłości pozwalały jej na aż takie zgłębianie osobowości czarownicy?
- Są tam też przedstawiciele naszych ras? Spotkałaś kogoś? - spytała zaciekawiona. Z Europy kojarzyła czarowników oraz Nefilim. Nie była pewna jak to wygląda na innych kontynentach. Logika podpowiadała, że na pewno istnieją i tam wszystkie rasy. Wróżki raczej były jedne, gdyż z ich krainy można było do tej pory przechodzić do różnych krajów, w różne rejony. Jednak co z innymi? Co jeśli się myliła?
- Niebezpieczna... Z powodu ludzi czy natury? Wydaje mi się, że nawet jeśli są drapieżniki pośród zwierząt i trujące rośliny, to i tak człowiek stanowi największe zagrożenie dla drugiego człowieka - dodała cicho, spoglądając gdzieś w dal, wspominając czasy, które wolałaby zapomnieć, a które jednak nie zacierały się w jej umyśle. Prawda stara jak świat, człowiek człowiekowi wilkiem, ale dlaczego? Znów można byłoby wrócić do tematu wojen, a to jedynie pogarszało samopoczucie wróżki. Spojrzała na Nerezzę z ukosa, przechylając nieco głowę. A może udziałem w licznych wojnach próbowała wypełnić jakąś pustkę?
- Pięćdziesiąt lat... Nie za długo, jak dla nas. Wciąż jesteś sama, czy w miedzy czasie ktoś się przewinął, zatrzymując cię w miejscu? Jeśli mogę tak dopytać - spytała, z wyraźnym zaciekawieniem w głosie. - Skoro twoim życiem jest w pewnym sensie wojna, co sprawiło, że zdecydowałaś się na trochę zatrzymać w miejscu tak odmiennym od tego, co mamy tu. Ktoś konkretny, czy zmęczenie bitwami?
Am I savage?
Scratching at the door
Am I savage?
I don't recognize you anymore

Nerezza

801


178 cm


My smile still shows through my bloody nose







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Chociaż wiedźma rzadko o tym wspominała, to prawda jest taka, że ona po prostu musi lubić wojny. Nie miała innego wyjścia, jej mentor oraz demoniczny ojciec dosadnie wytłumaczyli jej to, że zapłatą za zdolność korzystania z magii jest pozbawianie życia innych w imię Apophisa. Inną sprawą jest to, że Nerezza nie miała większego problemu z zaakceptowaniu takiego stanu rzeczy. Bitwy były czymś, co w dużym stopniu nadawało jej życiu sens, czuła, że bez nich może i nie byłaby nikim, ale na pewno czułaby się mniej wartościowa. Chociaż teraz zrobiła sobie wakacje od wojen, to jednak nie będą one trwały wiecznie, Rez nie wyobrażała sobie, by już nigdy nie stanęła na polu bitwy.
Może i ze swoim cynizmem wiedźma nie sprawiała takiego wrażenie, jednak była patriotką i zawsze stawała po stronie Włoch, nawet jeśli niezbyt zgadzała się z ówczesną polityką państwa. Nawet zdarzało jej się występować przeciwko absolutyzmowi, walcząc o demokrację – swego czasu działała w karbonariuszach, zajmując wysokie stanowisko. Nie licząc tego, stronę konfliktu faktycznie najczęściej wybierała losowo lub z wręcz absurdalnych powodów, typu która armia ma ładniejszy mundur.
- Są. Natrafiłam kilka razy na zamknięte społeczności Indian, gdzie wilkołactwo czy wampiryzm traktowane były jako dary od bogów, a osoby nimi dotknięte jako ich wysłannicy. Szamani często zostają czarodzieje. – odparła. To było dla niej czymś innym, czymś niezwykle interesującym – w końcu przedstawiciel nadnaturalnej rasy żył wśród Przyziemnych Indian, nie musząc się ukrywać ze swoją prawdziwą naturą, co więcej traktowany był niemal jak jedno z bóstw. – Nie jest to jednak reguła, spotykałam także zdziczałych Podziemnych, prawdopodobnie wygnanych ze swoich wiosek, a także tych ukrywających swe zdolności. – dodała. Stanięcie oko w oko z wściekłym wilkołakiem w środku amazońskiej dżungli zdecydowanie nie należy do przyjemnych doświadczeń, jednak i takie sytuacje wiedźma miała niejednokrotnie.
- Powiedzmy, że gdy nie zatrujesz się rośliną lub nie pożre cię kajman lub jaguar, to możesz zginąć z ręki tubylca. Nie lubią obcych na swoich terenach. – powiedziała. – Amazonia to nie jest miejsce dla białego człowieka. – podczas pobytu tam niemal od razu odniosła takie wrażenie, które trzymało ją przez długi czas. Mimo wielu lat tam spędzonych, wciąż czuła się obca. Tam rządziła natura oraz rdzenna ludność, która znała ją najlepiej, o wiele bardziej szczegółowo niż jakikolwiek badacz ich kręgu.
Niby pięćdziesiąt lat to nie było zbyt długo dla istot długowiecznych, ale bardzo wiele zdążyło się w tym czasie zadziać. Wojny na Bałkanach, Jesień Ludów na terenie bloku wschodniego, rewolucja goździków… tyle wydarzeń, w których wiedźma mogłaby wziąć udział, a które przeszły jej koło nosa.
- Że co? – spytała, patrząc z wyraźnym zaskoczeniem na Lisicę, chcąc upewnić się, czy aby przypadkiem się nie przesłyszała. Sugerowanie, czy wiedźma aby przypadkiem sobie kogoś nie znalazła, było dla niej czymś dziwnym, wręcz nie do pomyślenia. – Nie, nie, po prostu zrobiłam sobie przerwę od bitew. – odpowiedziała. Najpierw potrzebowała trochę odpocząć, po obu wojnach światowych, teraz tak naprawdę tylko czeka na odpowiednią okazję, by móc rzucić się z powrotem w wir walki. – Nie mam nikogo, jesstem tylko ja i mój karabin. - dodała zaraz, a w jej wypowiedź wkradła się słyszalne syknięcie. Z powodu swoich znaków czarownika miała problem z dłuższymi wypowiedziami.

Ignis

231


170 cm


All I wanna do is hear you scream in pain







[Cytuj]
Multikonta: Lennan, Eve, Marco
Słuchała z niekłamanym zainteresowaniem tego, co mówiła jej czarownica. Móc żyć pośród ludzi i nie chować się ze swoimi umiejętnościami, albo naturą. Brzmiało jak raj. Jeśli jeszcze nie było tam Łowców, którzy polowaliby na nich za rzekome łamanie praw... O tak, zdecydowanie mogłaby się tam przenieść. Nie bała się drapieżnych albo jadowitych stworzeń. Prawdę mówiąc, nie były bardziej przerażające od drugiego człowieka. Może nie miała do czynienia z podobnymi do tych tropikalnych, ale jednak żyła pod postacią lisa dośc długo, aby stwierdzić, że świat zwierząt był o wiele przyjemniejszy niż ludzki.
- Brzmi dość nieprawdopodobnie... Podziemni, którzy nie muszą szczególnie się ukrywać. Brak polowań na nich przez Łowców? - dopytała, unosząc brwi ze zdziwienia. Może rzeczywiście tam odnalazłaby nowy dom? Tyle możliwości, tyle dróg którymi mogłaby podążyć, gdy tylko odbiją już dom i dojdą w miarę do siebie. Nie musiałaby żyć między nimi jako człowiek. Zdecydowanie wystarczyłby jej żywot lisa i co jakiś czas powrót do ludzkiej formy. Ostatecznie nie miała powodów, dla których musiałaby sie trzymać obecnego wyglądu. Do tego umiejętność kameleona zdecydowanie mogłaby jej pomóc w wkręceniu się do środowiska tamtejszych ludzi.
Zaraz jednak dziewczyna roześmiała się głośno, gdy zobaczyła zdziwienie na twarzy Nerezzy. Jej reakcja mówiła więcej niż słowa, o wiele więcej. Cóż, jak widać wiedźma naprawdę była zaślubiona z wojną i nie było na to rady. Ignis nie zamierzała tego oceniać, gdyby nie ona, nie byłaby teraz zupełnie wolna. Uśmiechnęła się lekko, słuchając jej kolejnych słów, czując jednocześnie, że powinna mimo wszystko ruszyć już dalej. Trening nie mógł uciekać, powinna więcej ćwiczyć, jeśli zamierzała przydać się w walce z Mrokiem. Zakładając, że nie zostało wiele z Wyspy Kitsune, możliwe, że powinna zdecydować się na ewentualne przyłączenie do pozostałych Faerie. Jeśli chciała jakoś funkcjonować w ich świecie i nie być ciągle na uboczu.
- Też dobry wybór, przynajmniej nie zostaniesz nagle wystawiona do wiatru, albo oszukana - odparła lekkim tonem, ale w wyobraźni widziała twarz obu pierwszych miłości - mężczyzny pół Faerie oraz kobiety Nefilim. Żadne z nich nie okazało się być na tyle z nią związane, aby jej nie oszukać, albo zostawić. Cóż, najwyraźniej życie bez tego typu potrzeb było o wiele przyjemniejsze i łatwiejsze.
Podniosła się powoli z ziemi, przeciągając lekko i prostując nieco odrętwiałe ogony. Zdecydowanie powinna się ruszyć, bo jeszcze trochę posiedz i porozmawia z wiedźmą, a powrócą wspomnienia, które stale spychała na dno świadomości. Niektóre demony lepiej ukryć w szafie.
- Cieszę się, że nic ci nie ma i wciąz jesteś pośród nas. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy, zanim wyruszysz na kolejną wojnę, a i u mnie nieco się ponaprawia - uśmiechnęła się lekko, po czym ruszyła w swoją stronę z początku jeszcze w ludzkiej formie, zmieniając sie ostatecznie w lisa. Kolejny rozdział życia czekał na rozpoczęcie.





zt <3
Am I savage?
Scratching at the door
Am I savage?
I don't recognize you anymore

Nerezza

801


178 cm


My smile still shows through my bloody nose







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Bo to był raj. Po przyswojeniu sobie możliwych zagrożeń i wiedzy, jak je omijać dzikie tereny Ameryki Południowej były miejscem, w którym wiedźma mogłaby zostać na dłużej. To było coś, co zdecydowanie różniło się od współczesnej cywilizacji i kultury. Mimo panujących niebezpieczeństw było tam spokojnie, życie toczyło się w zupełnie innym rytmie niż w takiej Europie.
- Łowcy w amazońskiej dżungli? Jeszcze tam ich brakowało. – odparła. Nie wiedziała, jak jest obecnie, jednak podczas jej pobytu wśród zamkniętych społeczności Indian nie natrafiła na nefilim. W większych, bardziej współczesnych miastach owszem, ale nie w samym środku dżungli, jednak wiedziała, że nie oznacza to, iż nie ma tam w ogóle Nocnych Łowców. Jeśli faktycznie tam się znajdują, to wiedźma miała po prostu szczęście, że na nich nie trafiła. Jednak uznałaby to za szczyt ignorancji, a nawet zwykłej bezczelności, gdyby Clave postanowiło wepchnąć swoje łapska tam, gdzie nie jest w żadnym stopniu potrzebne i chciane.
Aktualnie nie wyobrażała sobie mieć żadnego partnera czy partnerkę na stałe, a tym bardziej się zakochać, już raz popełniła ten błąd i nie zamierzała go powtarzać. Wojny i bitwy były czymś, co bardziej ją interesowało i pochłaniało niż jakieś poważniejsze romanse. Na razie nie planowała zmieniać priorytetów, więc walki są i jeszcze przez długi czas będą na pierwszym miejscu.
- W takim razie nie zostaje mi nic innego powiedzieć, jak do zobaczenia. – odparła, patrząc na lisicę i również podnosząc się z ziemi. Co do tego, że kiedyś znowu na siebie trafią, nie miała większych wątpliwości, w końcu obie należały do długowiecznych ras, więc nie mogła wykluczyć kolejnego spotkania.

/zt <3

Evangeline Wilson

50


163 cm


Bad things don't happen to writers; it's all material







[Cytuj]
Multikonta: Lenn, Ignis, Marco
#1

Wymiana wiadomości z Oscarem i już wiedziała co powinna robić. Ostatni trening tropienia nieznacznie jej pomógł, miała wrażenie, że lepiej współdziałają z wilczycą w tym zakresie, bez zmiany postaci. Wciąż jeszcze daleko jej było do typowego tropiciela, ale potrafiła mniej więcej ocenić gdzie może znajdować się poszukiwana przez nią osoba. Tym razem, jak i poprzednio, szukała Arunasa. Nie dbała o to czy rzeczywiście przybył w pokojowych zamiarach, czy jedynie był wstępem do wilczej apokalipsy. Na jego nieszczęście jeden z tutejszych wilków zaginął, a że był to alfa stada... Cóż, stawał się podejrzanym. Nie chciała jednak zepsuć wszystkiego od razu naskakując na niego, jak za pierwszym spotkaniem.
Chwilę porozglądała się po dzielnicy Dringhouses, a gdy w końcu zaczęła mieć wrażenie, że jednak jest obserwowana, uśmiechnęła się pod nosem. W jednej z herbaciarni zakupiła dwie herbaty lawendowe na wynos i z kubkami skierowała sie w stronę jednego z mniej zatłoczonych miejsc - pola. Może nie było to eleganckie miejsce na rozmowę, ale nie była pewna swoich emocji. Próbowała trzymać je na wodzy, ale nigdy nie mogła być pewna wilczycy. Po spotkaniu z Oscarem wiedziała, że może znów mieć z nią problemy, pytanie jedynie czy przy architekcie, czy przy każdym silniejszym wilku, a takim był Arunas.
Tego dnia ubrana była w ołówkową zieloną spódnice i kremową bluzkę wiązaną pod szyją z luźnymi rękawami. Szpilkom podziękowała na rzecz czółenek. Mimo wszystko, nie wiedziała gdzie znajdzie Litwina, a nie chciała zniszczyć sobie butów. Ostatecznie cieszyła się z takiego wyboru. Stała teraz spokojnie, rozglądając się swobodnie po okolicy. Herbata smakowała wyśmienicie i pachniała równie dobrze. Ciekawa była, czy mężczyzna zbliży się do niej, czy jednak sobie podaruje. Liczyła na to, że jednak podejdzie do niej. Nie chciała ganiać go w wilczej formie. Co się tyczyło rudego alter ego, była czujna, nieco spięta, gotowa do obrony, ale tym razem nie warczała. Pozostawało czekać.

Faithful, as the full moon is rising
Beauty and the beast are colliding


Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Dziś było o wiele trudniej. Dziennikarka nie mogła jednak wiedzieć, że nie tak znowu dawno temu Arunas stanął oko w oko z Oscarem, zdecydowanie rozwścieczonym basiorem, który nie zamierzał już tak łatwo tolerować go na tych ziemiach. Swoich ziemiach, jak zdawał się sugerować w swej wilczej formie. Evangeline również zaliczała się do silnych wilków i chociaż Litwin podążał za nią, by przekonać się, czy ona również nie ma do niego jakiejś sprawy nie cierpiącej zwłoki, wolał trzymać się z dala, by nie prowokować jej do walki. Sam Księżyc jedynie wiedział, co będzie dalej, skoro wszystko w Yorku wywracało się do góry nogami. Arunas obserwował kobietę, gdy kupowała herbatę, a później gdy stała na tym polu, zastanawiał się, czy powinien do niej podchodzić. Wiedział jednak, że jeśli zechce – zmusi go do tego. Jak na razie w Yorku spotkał tylko dwa wilki, które były w stanie to zrobić, które były na tyle silne, by przełamać jego wewnętrzne opory i wewnętrzne ja, wolał zaś dzisiaj nie szarpać się z kolejnym z nich.
Spokojnie, nie spiesząc się za bardzo, ruszył w stronę Eve, zachowując się spokojnie i niemalże poddańczo. Pamiętał doskonale, jak zareagowała na niego ostatnio i w pewnym sensie ciekaw był, czy zrobi to ponownie dzisiaj. Spojrzał na trzymane przez nią kubki z herbatą, a następnie zerknął jej w twarz, ale znowu nie zatrzymywał się na nazbyt długo na jej oczach. Tym bowiem był w stanie się poddać, a już na pewno wtedy, gdy spoglądała na niego wilczyca. W jego własnym stadzie, ach tak, w jego własnym stadzie Eve spokojnie mogłaby spróbować konkurować z Audre.
- Czy to przekupstwo z pani strony? – zapytał cicho, a jego głos zabrzmiał znów tak pięknie, tak melodyjnie jak zawsze, jakby chciał ją po prostu oczarować. I na pewno starał się zesłać na nią spokój odzywając się tak, a nie inaczej, pytanie jedynie, czy dziennikarka na to zareaguje i czy znowu jej nie rozjuszy, czy może tym razem tego nie pozna.

Evangeline Wilson

50


163 cm


Bad things don't happen to writers; it's all material







[Cytuj]
Multikonta: Lenn, Ignis, Marco
Stale powtarzała wilczycy, że obcy niekoniecznie jest ich wrogiem. Po rozmowie z Fao miała nieznacznie zmieniony obraz Arunasa i mimowolnie zaczynała się zastanawiać ile on potrafi. Sam przyznał, że wysłał go między innymi żerca, więc stał niżej. Założyły, że jest kimś w rodzaju szamana. Czy się myliły? Możliwe, w końcu wszystko opierały na mitologii, która z rzeczywistością niewiele miała wspólnego. Mimo wszystko liczyła na to, że uda jej się pociągnąć nieznacznie mężczyznę za język i że tym razem zdradzi jej więcej. Czy mogła jednak pytać wprost? Należało uważnie i starannie dobierać słowa. Wpierw jednak potrzebowała zapytać o Kierana.
Wyczuła, że Arunas zbliża się ku niej i spokojnie odwróciła się w jego stronę. Na twarzy kobiety gościł delikatny uśmiech, ale zielone wciąż spojrzenie zdradzało jej czujność. Mimo to całą swoją postawą pokazywała, że tym razem nie planuje go w żaden sposób atakować. Liczyła na to, że nie zmieni nagle zdania w połowie spotkania. Zauważyła, że znów nie spogląda jej dłużej w oczy. Powinna zacząć bardziej doceniać ten gest ze strony Oscara i innych wilków. Póki co nikt aż tak nie unikał jej spojrzenia. Bał się jej w jakimś stopniu?
- Gest pokoju i przeprosiny za wcześniejsze zachowanie - odpowiedziała łagodnie, wyciągając ku niemu kubek z nieruszoną herbatą. Wilczyca nerwowo drgnęła na dźwięk jego głosu. Znów melodyjny, czarujący. Co próbowały ustalić z Fao? Że mógł być kimś w rodzaju szamana, jeśli śpiewał. Mógł śpiewem zesłać wiele na innych. Śpiewem... A jeśli melodyjnie rozmawiał? Chodziło o tonację, czy o słowa? Zmrużyła nieznacznie spojrzenie, przyglądając mu się uważnie, w końcu uśmiechnęła się nieco szerzej. - Jeśli nie chcemy powtórki z ostatniej rozmowy, nie próbuj przejmować nade mną kontroli w żaden sposób. Nawet jeśli chciałbyś mnie jedynie uspokoić - poprosiła, choć jej ton głosu daleki był od proszącego. Nie był ostry, jednak stanowczość podzwaniała w każdej wypowiedzianej frazie. Uniosła kubek do ust, odwracając się bokiem do nieznajomego, spoglądając na miasto przed nimi. Gdzie był Vaughan?
- Jak rozmowy z pozostałymi wilkami? Widziałeś się już z Kieranem? - spytała prosto, ale mógł śmiało wyczuć, jak jej wilczyca jedynie czeka na błąd z jego strony, na cień kłamstwa.

Faithful, as the full moon is rising
Beauty and the beast are colliding

Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo