Ray Moonwater

23


150 cm


If you die, I swear to Raziel, I'll kill you.






[Cytuj]
Trup jaki jest każdy widzi. Sztywny, pod warunkiem, że nie ustąpiło stężenie pośmiertne, często z plamami opadowymi, wydzielający niekoniecznie przyjemny zapach... Ten konkretny miał przy okazji sporo blizn na ciele, świadczących o poważnych ranach zadanych mu dawno temu za życia, z których jednak zdołał się wykaraskać i blaknące obecnie runy, świadczące o jego przynależności do rasy Nefilim. Trup na oko miał około 30 lat, urodę jako taką i był przerażająco, obrzydliwie wręcz zdrowy. Jeśli rzecz jasna pominąć fakt, że był kompletnie martwy. Ray nie znała go wcale, ot może kiedyś tam jego twarz jej mignęła gdzieś kiedyś. Skoro jednak był zdrowy, nie miał żadnych ran mogących przyczynić się do śmierci, to należało sobie zadać pytanie, co mogło wykończyć faceta w kwiecie wieku. Diagnoza z cyklu "zawał serca" jej nie przekonywała, więc zamiast zajmować się czymś relaksującym, jak na przykład łażeniem po mieście w poszukiwaniu demonów, stała obecnie w kostnicy starając się odkryć, co sprawiło, że bliżej jej nie znany Nefilim wylądował na jej stole.
Podstawową zaletą tej pracy było to, że nikt jej tu nie przeszkadzał. Dlatego ze słuchawkami na uszach pochyliła się nad ciałem, zakrytym do bioder prześcieradłem i zaczęła nacinać klatkę piersiową. Przy głowie nieboszczyka znajdował się notatnik, na którym notowała ewentualne spostrzeżenia dotyczące pracy.
- Na szlak moich blizn poprowadź palec, by nasze drogi spleść gwiazdom na przekór. Otwórz te rany, a potem zalecz, aż w zawiły losu ułożą się wzór... - półgłosem zaczęła nucić. Paradoksalnie to zawsze pozwalało jej się skupić.
Kompletnie zapomniała też, że ktoś teoretycznie miał przyjść i zidentyfikować ciało. Zresztą w końcu w ogóle nie umawiali się na jakąś konkretną godzinę. Nic dziwnego więc, że nie próbowała zachowywać nawet pozorów czegoś, co nazywano normalnością i co było ogólnie przyjęte w społeczeństwie. Zresztą nigdy nikogo nie prosiła o asystę w pracy, ba, nawet wolała, by nikt tego nie robił. Po prostu mogła pracować wtedy po swojemu i we własnym tempie. A że dla reszty wyglądała jak ktoś szurnięty? Co ją to obchodziło. Od dzieciństwa przecież coś do niej cierpieli. Drzwi do kostnicy jednak były uchylone, zapraszając ewentualnego śmiałka do środka.
Raven Moonwater


I've always loved the idea of not being what people expect me to be.
 

Darion Jesse Nestraven

32


185 cm

"Zastanówcie się, o co prosicie, bo przy odrobinie pecha możecie to otrzymać."






[Cytuj]
Darion właśnie wyszedł od Dyrektora Instytutu. Składał mu raport z ostatnio przeprowadzonej akcji. Cóż może i niektórzy Nefilim patrzyli na niego jak na odludka i człowieka, który musi mieć coś na sumieniu skoro co jakiś czas jest wzywany do gabinetu głowy Instytutu, by składać jakieś raporty. Darion jednak się tym w ogóle nie przejmował. Podejrzewał, że dzięki takiej opinii większość Nocnych Łowców mieszkających w Instytucie daje mu po prostu spokój. Poza tym już to, że posługiwał się biczem większość osób uważała za głupotę i wolała trzymać się od szalonego Nestravena z daleka. Tak… szalony… takie mieli o nim zdanie współpracownicy, którzy widzieli go w akcji. No ale teraz miał coś innego do zrobienia. Z biczem przytroczonym do szlufki u spodni przemierzał korytarze Instytutu, by wypełnić zlecenie, które otrzymał od szefa. Oczywiście był zdziwiony tym co miał zrobić. Wiedział, że czasem szef Instytutu daje im dziwne zadania ale identyfikacja zwłok była czymś, czego Nestraven się nie spodziewał. Wyglądał dość nie codziennie używając bicza jako osobliwy pasek do spodni ale w ten sposób mógł go bardzo szybko użyć i rozkręcić gdyby była taka potrzeba. Tym jednak razem był po prostu przygotowany na wykonanie zupełnie innej prośby niż to, o co poprosił go Dyrektor. Nucąc pod nosem jakąś piosenkę szybkim krokiem przemierzając korytarze schodził coraz niżej by wreszcie zajść do kostnicy. Nie zdziwił się słysząc z niej muzykę. W sumie wcale nie był zdumiony. Sam też jak tylko mógł słuchał jakichś piosnek, by zająć czymś myśli.
- Nie powiem, niecodzienny sposób pracy. Wypruwanie czyichś flaków przy muzyce i to jeszcze chyba nie jakimś roku czy death metalu. – powiedział i stanął naprzeciwko pracownicy kostnicy. W sumie kojarzył dziewczynę ze spotkań z głową Instytutu ale jakoś wówczas nie do końca obchodziło go to czym się zajmuje. Tym bardziej, że prawdopodobnie była mieszańcem. No proszę „krwawy upiór” i Nocna Łowczyni mieszanej krwi. Co za cudowny duet do rozwiązywania tajemnic. Po prostu boki zrywać ze śmiechu.
- To tego truposza mam zidentyfikować? – zapytał patrząc beznamiętnym wzrokiem na trupa, który leżał na stole sekcyjnym. Oczywiście cała sytuacja strasznie śmieszyła Dariona ale starał się zrobić wszystko by nie roześmiać się patrząc na zwłoki. Owszem zauważył, że trup zapewne był Nefilimem ale niestety nie przypominał sobie, że zna tego człowieka.
 

Ray Moonwater

23


150 cm


If you die, I swear to Raziel, I'll kill you.






[Cytuj]
Podobno normalność nie istniała, a ludzie dzielili się na psychicznych i niezbadanych. Z drugiej strony definicji normalności istniało tyle samo, co ludzi i każdy oceniał przez pryzmat samego siebie, więc ustalenie, kto jest normalny, a kto nie było zdecydowanie trudne. Zapewne śpiewałaby dalej rozpoczętą już piosenkę, gdyby ktoś bezczelnie nie wszedł do kostnicy. I to jeszcze bez pukania, bez umawiania się, słowem w żaden sposób, który mógłby przygotować 23-latkę na spotkanie z inną żywą istotą. Zważywszy na to, że znajdowali się w kostnicy, gdzie poza nią samą nie miało prawa być żadnej innej istoty... reakcja mogła być tylko jedna. Złapała pierwszą rzecz, którą miała pod ręką i bez zawahania rzuciła w nowoprzybyłego.
- Poszedł won siło nieczysta! - zawyła, świeżo wyrwana z zamyślenia. Dopiero wtedy zwróciła uwagę, czym właściwie rzuciła w nieznajomego. Sercem. Świeżo wyciętym sercem trupa, na którym właśnie przeprowadzała sekcję. Przełknęła ślinę, powoli zaczynając się upewniać, że jednak ma do czynienia z żywą jednostką, na co głównie złożył się fakt, że wspomniał coś na temat identyfikacji zwłok. No tak, ktoś miał z tym przyjść. Lekko się zaczerwieniła i odchrząknęła.
- Akurat nie mam nastroju na death metal, jakoś wolę ballady... Chociaż wszystko zależy od tego, co chodzi po głowie. - wyjaśniła, nadal ze śladami nerwowości w głosie. To był jeden z główniejszych powodów, dla których z Ray należało się najpierw umówić. Po prostu mogła reagować nieprzewidywalnie, wyrwana z zamyślenia nad ciałem. I tak dobrze, że rzuciła tylko sercem trupa, mogła rzucić tomahawkiem przyczepionym chwilowo bezpiecznie do paska. Po kilku głębszych wdechach jako tako doszła do siebie.
- Tak, dokładnie tego... Może się pan przyjrzeć... Tylko jeśli byłby pan łaskaw oddać mi serce. - dodała, mając rzecz jasna na myśli organ, którym w niego rzuciła. Jej własne za to nadal toczyło krew ze zwiększoną szybkością, ale zaczynało powoli zwalniać do normalnego rytmu. Rumieńce z policzków Moonwater też powoli zaczęły znikać.
Raven Moonwater


I've always loved the idea of not being what people expect me to be.
 

Darion Jesse Nestraven

32


185 cm

"Zastanówcie się, o co prosicie, bo przy odrobinie pecha możecie to otrzymać."






[Cytuj]
Zdefiniować normalność…. Tego chyba nikt nie potrafił, bo czym ona była. Dla takiego jak on na pewno spokojnym patrolem, brakiem demonicznej aktywności chociaż czy aby na pewno tak właśnie wyglądałaby normalność dla Dariona... Tego mężczyzna nie wiedział. On już od najmłodszych lat stykał się ze śmiercią, krwią; najczęściej swoją, demonami i istotami od widoku, których każdy przyziemny doznałby zapewne pomieszania zmysłów i mogliby go uznać za czubka. Widok krwi, trupów czy demonów nie robił na Nestravenie już żadnego wrażenia. Być może właśnie dlatego jego „poczucie humoru” lekko się spaczyło.
No ale ten temat nie powinien być jak na razie rozpatrywany, bo wówczas Jesse mógłby wylądować u Cichych Braci na terapię, a tego nikt by nie chciał.
Głos koroner przypadł Darionowi do gustu i być może dlatego w pierwszej chwili nie dostrzegł, że ta jest w swoim świecie. Owszem Nestraven nie zamierzał się umawiać skoro pracownicy kostnicy zostali uprzedzeni, że ktoś się pojawi do identyfikacji zwłok więc trzydziestodwu latek sądził, że jest całkowicie bezpieczny i nic mu nie grozi w miejscu, gdzie żywi są tylko jemu podobni, a inni są w światach czy też wymiarach czy cholera wie jeszcze w czym, do których przenoszą się lub wracają po śmierci lub unicestwieniu. Jak zwał tak zwał więc Nefilim mógł czuć się w miarę rozluźniony. Naprawdę nie spodziewał się ataku lecz gdy jakiś przedmiot śmignął w jego stronę pamięć mięśniowa zadziałała natychmiast. Jedna ręka Dariona powędrowała na rękojeść bicza, ciało wykonało obrób o trzysta sześćdziesiąt stopni, a Nestraven wyszarpując bicz ze szlufek spodni wykonał nim pełny obrót wykonując przed sobą pełne koło. Po czym przyklęknął na jednym prawej nodze, a drugą kończynę wyrzucił prostą w tył wykonując pełny i bezbłędny unik wyuczony jeszcze z czasów, gdy przebywał w Instytucie w Belo Horizonte.
- Mogłem cię posiekać na kawałki. – powiedział nie wykazując oznak zmęczenia, choć widać było, że broń jakiej użył Nefilim nie trafiła celu. Cóż nie zawsze ma się tyle szczęścia, by wykonać wszystko precyzyjnie. W końcu nie miał aktywnej runy Precision. Wówczas pomieszczenie mogłoby wyglądać jak sala tortur w średniowieczu czy też lochy Gardu, gdzie podobno kiedyś wykonywano egzekucje na Podziemnych, którzy złamali Porozumienia. Na szczęście Darion zrozumiał, że musiał wystraszyć kobietę swoim nagłym pojawieniem się w kostnicy i nie miał jej tego za złe. Dopiero teraz mógł sobie ją obejrzeć. Od razu zauważył lekko szpiczaste uszy, po czym skojarzył, że musi mieć w żyłach domieszkę krwi Wróżek. Czy miał coś przeciwko temu… Na razie nie wiedział.
- Taka muzyka pasowała by do tego wnętrza i scenerii, oraz twojego zaskakująco szybkiego ataku. – stwierdził i podszedł w miejsce, w którym z nieprzyjemnym dla ucha plaśnięciem upadł „pocisk” rzucony przez Koroner. Darion schylił się i spojrzał na przedmiot, a potem zaczął się śmiać. Kurcze, nie wiedziałem, że flaki potrafią latać. Trzeba zapamiętać i następnym razem zaopatrzyć się w jakieś zaklęcie flako i wnętrznościoodporne. Po czym podniósł serce i zważył je w dłoni. Nie zwrócił uwagi, że stróżka krwi nieboszczyka pociekła po jego ręku. Jakoś się nawet tym nie przejął. Cóż nie raz był spryskany posoką o wiele groźniejszych istot. Przyglądał się kilka minut organowi, który trzymał w dłoni i dopiero po jakichś pięciu minutach podniósł się z kolan. Owszem razem z sercem nieboszczyka podszedł do kobiety i przekazał jej pocisk.
- Punkt za improwizację, drugi punkt za celność, a minus za danie się zaskoczyć. Chociaż podejrzewam, że… – umilkł słysząc to jak Koroner się do niego zwraca i bardzo mocno się skrzywił. Na Anioła do jasnej cholery, jeszcze nie jestem taki stary pomyślał i spojrzał na kobietę. Po czym przełknął ślinę i dokończył. –… większość, by spanikowała widząc lecące w ich kierunku serce. I proszę nie mów do mnie Pan. Jestem Darion. – rzekł kładąc serce na stole sekcyjnym i wyciągając rękę w stronę młodszej Nefilim. Dopiero wówczas zobaczył, że jego dłoń jest we krwi. Nie myśląc długo wytarł ją z kurtkę, po czym lekko ponownie wyciągnął ją do kobiety. Ok, miał w planach zrobić coś, co mogłoby każdego zaskoczyć ale przystopował, bo spróbowanie czyjejś krwi na oczach innego Nefilim zapewne skończyłoby się dla Dariona tragicznie lub też natychmiastową wizytą w gabinecie Dyrektora, a tego na razie nie chciał.
 

Ray Moonwater

23


150 cm


If you die, I swear to Raziel, I'll kill you.






[Cytuj]
Każdy, kto bawi się z trupami, ma spaczone poczucie humoru. Raven doskonale o tym wiedziała, sama takowe miała, widok flaków nie ruszał jej od dawna, a od czasu do czasu nawet zachwycał, jeśli były ładnie ułożone. A na widok trupów reagowała pełnym radości piskiem, a im więcej dziwnych ran miało ciało, tym szczęśliwsza była pani koroner. Niestety większość nie doceniała zachwytu dziewczyny, więc zasadniczo starała się hamować. W miarę hamować rzecz jasna. Efekty były różne, dlatego był oficjalny zakaz wbijania do kostnicy bez uprzedzenia, wystosowany przez samą Ray. Niestety przypadki chodzą po ludziach i właśnie taki przypadek miała okazję właśnie obserwować.
Wpatrzyła się w płynne ruchy nowoprzybyłego mężczyzny z lekko uchylonymi ustami. Doskonale zarejestrowała jego ruch, to, jak wyciągnął bicz i przede wszystkim skąd. Zrobiła tylko krok w tył, odsuwając głowę, ale i tak końcówka bicza musnęła jej nagie ramię, zostawiając paskudną pręgę. Mimo to była naprawdę pod wrażeniem reakcji mężczyzny. W zasadzie celowała w jego twarz, więc gdyby trafiła... Byłoby ciekawie.
- Aua... - mruknęła, pocierając nabiegłą krwią pręgę. Bolało cholerstwo, z taka siłą, z jaką machnął biczem... - Nie boisz się Pan, że jak kiedyś wyciągniesz ten bicz ze zbyt dużym rozmachem, to będziesz szukać portek po glebie...? - zainteresowała się jakoś tak z odruchu, by na hasło o poszatkowaniu swoje osoby wzruszyć ramionami. Nie czuła jakiejś specjalnej urazy, ona walnęła w niego sercem, on się tylko bronił. Emocje powoli opadały, musiała jednak przyznać, że umiejętności mężczyzny naprawdę budziły podziw.
- Przynajmniej ma się ten element zaskoczenia, taka muzyczka mogłaby mi go zabrać... - kącik ust dziewczyny drgnął, a gdy mężczyzna wybuchnął śmiechem, uniosła brwi i zaczęła chichotać razem z nim. Serce ludzkie jako broń miotana. -100 do obrażeń? Czy raczej +100 do obrzydzenia? zaciekawiła się w głowie, obserwując swobodnie, jak mężczyzna przygląda się ex-pociskowi. Przynajmniej nie wpadł na pomysł, że ma jej oddać swoje. Pozwoliła mu na tę chwilę sam na sam z martwym już organem i zabrała się za delikatne wyciąganie żołądka z ciała denata, uważając przy tym, by czegoś po drodze nie uszkodzić. Na przykład jelit, czasem się zdarzało przy zbyt nieuważnych ruchach. W celu uniknięcia zaskoczenia cały czas kątem oka obserwowała nieznajomego. Wpatrywał się w to serce jak w obrazek.
- To tylko serce. - poinformowała go w końcu z lekkim rozbawieniem. - Może mi Pan wierzyć, nie zamieni się nagle w demona i nie poharata panu ślicznej mordki. - zakpiła sobie, nie mogąc się powstrzymać. Może i nie była zbyt miła, ale cała ta sytuacja była tak surrealistyczna, że przypominała trochę porąbany sen. Za to fakt, że wytarł rękę w kurtkę nie ruszył jej wcale. Samej jej się to czasem zdarzało, dlatego już dawno przestała pilnować, czy nie przypomina uwalanego krwią zombiaczka.
- Ray. - uścisnęła dłoń mężczyzny, uprzednio jednak zdejmując z niej pokrwawioną, lateksową rękawiczkę. - Raczej sądzę, że by ich zatkało, nieczęsto używa się ludzkich organów jako broni miotanej... No i zawsze mogłam użyć toporka. - dodała z humorem, wyrzucając rękawiczki do kubła stojącego pod stołem i idąc powoli po mop. Tomahawki przy jej pasie były więc doskonale widoczne i jasne było, że to ich mogła użyć zamiast serca. Ale po prostu improwizacja była lepszym wyborem. Wzięła wiadro i zabrała się do szybkiego ścierania wciąż mokrej krwi, póki nie skrzepła. - Punkt dla ciebie za reakcję... I przynajmniej z 10 za te ruchy. Czegoś takiego to jeszcze nie widziałam. - przyznała szczerze, nie kryjąc się z tym, że to robiło wrażenie. I to spore. - Więc, znasz nieboszczyka? Ewentualnie kogoś, kto mógłby go znać? Nie mam pojęcia, co wpisać w notatki. - wróciła do stołu, biorąc świeżą parę rękawiczek i wzięła serce, idąc z nim do zlewu. Skoro miała potem pozszywać nieboszczyka, to niech chociaż potem to serce będzie czyste...
Raven Moonwater


I've always loved the idea of not being what people expect me to be.
 

Darion Jesse Nestraven

32


185 cm

"Zastanówcie się, o co prosicie, bo przy odrobinie pecha możecie to otrzymać."






[Cytuj]
Obcowanie ze śmiercią lub też samemu jej wymierzanie powodowało to, że stawało się niewrażliwym na ciała zabitych czy też krew. Darion właśnie w ten sposób pojmował swoją niewrażliwość. Być może dlatego przez niektórych był traktowany jako osoba, której trzeba się obawiać. Niestety te domysły były błędne ale jakoś nikt nie chciał zbliżyć się na tyle do Nestravena, by go poznać. Otóż Skrytobójca miał czasem wrażliwą duszę ale niewiele osób o tym wiedziało. Cóż Darion nie byłby zaskoczony zachwytem nad zwłokami. Niekiedy samo ułożenie ciała czy też miejsce, w którym zostały znalezione lub też jak w jego przypadku szybkość zadania ciosu czy też okoliczności w jakich musiałby wykonać wyrok może spowodować nawet i u niego lekki zachwyt nad trupem. Ok, Nestraven doskonale wiedział o tym zakazie ale sądził, że jeśli ktoś zapowiedział wcześniej jego przybycie zresztą kij z tym czy jego wejście kogoś wystraszyło czy też zaburzyło spokój jakiegoś miejsca. On był po prostu przyzwyczajony do tego, że po jego pojawieniu się gdziekolwiek zapadała niezręczna cisza, ale musiał przyznać ataku się nie spodziewał.
- Wybacz, odruch. – powiedział lekko zachrypniętym głosem. W końcu szybkość reakcji musiała wywrze na nim jakieś skutki uboczne. – A co do portek, to są specjalnie wzmocnione, by wytrzymać taką reakcję. Poza tym pod biczem zawsze mam pasek. Więc ucierpieć mogą tylko szlufki. – powiedział tłumacząc pani koroner. Nie dziwił się dziewczynie, że nie wiedziała o takich sprawach. Przecież prędkości przy których on operował biczem były naprawdę duże i wcale go nie zdziwiło pytanie pracownicy kostnicy. Jednak mocno kłuło go w uszy nazywanie go panem. Strasznie tego nie lubił. Poza tym co trzeba było podkreślić Darion miał nieźle rozwinięta wyobraźnię więc gdy dziewczyna powiedziała o szukaniu portek po glebie zaczął się śmiać. Wyobraził sobie bowiem jakąkolwiek walkę i nagle spadające spodnie. O mało nie zakrztusił się śmiechem. Nie z tego, że on zgubił portki, a dlatego, że demon, z którym walczył miał taka minę jakby miał zaraz pęknąć ze śmiechu z wypadku Łowcy.
- W sumie racja. Gdybym usłyszał mroczną muzykę wiedziałbym, aby najpierw zapukać lub wyłączyć sprzęt grający. Wówczas byś mnie usłyszała. – stwierdził. W końcu przecież bicz nawet przepleciony przez szlufki spodni wydawał cichutkie dźwięki i stukał o sprzączkę paska. Owszem rzut sercem na odległość nie należał do sportów olimpijskich ani nie był częścią szkolenia dla Nefilim jednak Darion był do tego przyzwyczajony. Osoby, które go ćwiczyły nie należały do amatorów i wiedziały, że Nocni Łowcy muszą być przygotowani na wszystko. Także Jesse mógł być pewny tego, że gdy tylko pojawi się na treningu lub w innym miejscu czy to w Scholomancji czy to wcześniej w Akademii, poleci w jego stronę jakiś niespodziewany obiekt więc jego życie zależało od jego szybkości i natychmiastowej reakcji. W końcu szkolenie się w broni improwizowanej miało swoje dobre ale i czasem złe strony.
- Tak… tylko serce… ale byłby z tego doskonały pocisk. – rzekł dalej przypatrując się ludzkiemu ogranowi tak innemu od tego jakie posiadali Podziemni. – Gdyby miało się zmienić w demona już dawno by to zrobiło. – dodał po czym odwrócił się do dziewczyny z zawadiackim uśmiechem. –Wiesz co myślałem, że ciebie kręcą tylko trupki, ale widzę, że sądzisz, iż jestem śliczny. – powiedział kończąc tonem zakrawającym na lekka ironię. Po czym lekko się uśmiechnął i zaczął się wdzięczyć. Lecz zaraz zaprzestał tych zabaw. Nie dlatego, że stojąca przed nim koroner była w jakiejś części Faerie. Po prostu uznał, że takie zachowanie może nie przystoi w miejscu, w którym się znajdowali. Lecz czy śmiech lub inne tego typu odruchy były odpowiedniejsze. Cóż raczej nie, ale akurat to Dariona nie obchodziło za bardzo. W końcu nieboszczykowi raczej to nie przeszkadzało i tak ich nie słyszał, ani nie widział ich zachowania.
- Imię pasujące do właścicielki. – powiedział i ponownie się uśmiechnął ale już normalnie i bez żadnych podtekstów ani wygłupów. – Wiesz w Akademii czy tez Scholomancji widziałem różne przedmioty, które leciały w moją stronę i choć organów ludzkich wśród nich nie było to jednak zdołałem się napatrzeć na to czym można rzucać w człowieka. Także podejrzewam, że z Tomahawkiem też mógłbym sobie poradzić ale zawsze kiedyś możemy to sprawdzić. – powiedział zawierając w swej wypowiedzi propozycję treningu. Cóż to musiałoby by ciekawe. Jego bicz kontra indiańskie toporki. Owszem był pewny swojej szybkości ale czy dałby radę przy osobie, która tą bronią posługuje się od jakiegoś już czasu? No właśnie tego nie wiedział i koniecznie chciał to sprawdzić. Po czym uważnie wysłuchał tego co dziewczyna miała do powiedzenia i lekko się uśmiechnął.
- Dzięki. Nie było prosto zgrać to wszystko, by perfekcyjnie działało i parę razy lądowałem przy tym na ziemi tudzież moje spodnie lądowały na glebie. Ale wtedy zawsze miałem na sobie jakieś inne by nie świecić nagimi pośladkami. – rzekł z uśmiechem i spojrzał na denata. Cóż coś mu świtało w głowie. Jednak musiała minąć dłuższa chwila zanim przypomniał sobie jak mijał tego mężczyznę na korytarzu Instytutu. Zamienił z nim wtedy kilka zdań lecz nie mógł sobie przypomnieć jego imienia.
- Pewny w stu procentach nie jestem ale wydaje mi się, że twój nieboszczyk to Nefilim, który przyjechał do nas z Instytutu z Bilbao. Może tam będą wiedzieli kim on jest. Owszem rozmawiałem z nim chwilę ale nie poznałem jego imienia ani nazwiska. Jes szansa, że jego imie i nazwisko będzie widniało na jakiejś liście zaginionych albo czymś w tym stylu. – stwierdził ale musiał przyznać, że nie był w stanie dać koroner więcej informacji, a i pewności nie miał czy to na pewno ten mężczyzna leży przed nimi w kostnicy.
 

Ray Moonwater

23


150 cm


If you die, I swear to Raziel, I'll kill you.






[Cytuj]
Ray nie widziała powodu, dla którego miałaby reagować jakąś niezręczną ciszą na widok kogokolwiek. No, może poza ewentualnie pstrokatym pawiem na pogrzebie kogoś bliskiego, ale to inna kategoria sytuacji. Trochę szacunku dla zmarłego, chociaż czy rzucanie sercem denata w kogokolwiek mogło być jakimkolwiek przejawem szacunku? Chyba nie. Ale efekt tak czy siak został osiągnięty. Udało jej się przekonać kolejną osobę, że jest niereformowalną wariatką, od której należałoby się trzymać z daleka. Parsknęła cichym śmiechem, gdy mężczyzna wspomniał o rozwalonych szlufkach i skinęła głową, przyjmując taką odpowiedź na swoje pytanie. Skoro jednak jej reputacja i tak poszła w drzazgi, zakładając, że w ogóle jakąkolwiek miała, to mogła rzucać komentarzami dalej. Najwyżej wypłoszy stąd faceta, nie jego pierwszego.
- Przynajmniej nie musisz się obawiać ryzyka, że będziesz musiał zbierać gacie w towarzystwie jakiegoś wroga podczas pojedynku na śmierć i życie. - zagryzła wargę, by nie zacząć się śmiać na samą myśl o tym. Jakiś honorowy pojedynek z kimkolwiek, a tu w samym środku walki Darion musi zbierać portki z gleby. I ewentualnie świeci jakąś bielizną w serduszka… Z jej ust uciekło urwane parsknięcie, ale w miarę szybko się pozbierała. Nie wypadało jednak chichrać się z takich rzeczy.
- Zasadniczo jak widać wolę po prostu podśpiewywać, ale może lepiej czas skończyć całkowitym oddawaniu się pracy… Następnym razem kto wie, czym może się to skończyć. - uśmiechnęła się delikatnie i skończyła sprzątać krew z podłogi.
Zaraz potem jednak zmarszczyła lekko brwi. Przecież po takim czasie od zgonu krew powinna być już zakrzepnięta, a przynajmniej zaczynać krzepnąć. Ta tutaj jednak zachowywała się, jakby mężczyzna był martwy od kilku minut, a nie godzin. Ray zmarszczyła brwi, zerkając w stronę trupa z całkowitym zamyśleniem widocznym na twarzy. Kompletnie z tego też powodu pominęła słowa Dariona o tym, że uznała go za ślicznego, nota bene odruchowo i w zasadzie nawet nie analizując jego wyglądu wcześniej. To był po prostu jeden z jej rzucanych bezmyślnie tekstów. A to, jak go kto interpretował… Jak to mówią, „jestem odpowiedzialna za to, co powiedziałam, a nie to, co zrozumieli inni”. Przez dobrą chwilę jednak stała w bezruchu, łącząc pewne fakty.
- Jestem idiotką. - podsumowała w końcu i w kilku krokach wróciła do stołu i do trupa. Przecież odpowiedź miała praktycznie przed oczami. Zaraz potem przeniosła jednak wzrok na Dariona.
- Wybacz, nie słyszałam nawet połowy z tego, co powiedziałeś. Zamyśliłam się. Zdałam sobie sprawę, że chyba wiem, co zabiło naszego denata. - wyjaśniła, sięgając po fiolkę i delikatnie zbierając krew z jamy brzusznej denata. Jak mogła pominąć kompletnie kwestię krwotoku wewnętrznego? Odłożyła fiolkę na bok, aby ją przeanalizować później, ale była prawie pewna, że to wynik przedawkowania albo heparyny albo tinzaparyny. Analiza cząsteczek powinna wykazać, z czym miała tu do czynienia, ale była prawie pewna, że to to.
- Instytut z Bilbao…? Przepuszczę jego odciski palców przez system i wyślę do nich zdjęcie, może coś z tego wyjdzie. – kiwnęła głową, próbując w głowie odpowiedzieć sobie na pytanie, kto mógłby natkać Nocnego Łowcę lekiem na nadkrzepliwość krwi. Zanotowała to jednak w notesie, po czym zabrała się za delikatne układanie narządów na swoje miejsce. Olbrzymia ilość krwi mocno w tym przeszkadzała, ale Ray i z tym sobie poradziła. Sporą część płynu odessała, głównie na próbki i do analiz, a potem umieściła wszystkie wyjęte narządy na miejsce. Dopiero wtedy mogła zabrać się za zszywanie truposza. Przeniosła wzrok na Dariona i delikatnie się uśmiechnęła.
- Dzięki za pomoc. To zawsze ułatwi identyfikacje tego pana. - rzuciła, dając mu wolną rękę. Mógł się zmyć, ale również mógł z nią tu zostać. Ray zasadniczo nie wyrzucała ludzi kostnicy tak długo, jak nie przeszkadzali jej w pracy
Raven Moonwater


I've always loved the idea of not being what people expect me to be.
 

Darion Jesse Nestraven

32


185 cm

"Zastanówcie się, o co prosicie, bo przy odrobinie pecha możecie to otrzymać."






[Cytuj]
Darion coraz częściej zastanawiał się czy nie powinien zafundować sobie jakiegoś megafonu czy też przenośnych głośników gdyż doskonale pamiętał, że jeśli ludzie go widzą milkną, a nawet niekiedy zapominają języka w gębie, co zresztą Nestravena bardzo mocno irytowało. Zresztą ilość powtórzeń prostych pytań czy też zwyczajowych, miłych komunikatów typu cześć każdego dnia przeraziła by niejednego nauczyciela savoir – vivre’u. Więc nic dziwnego, że Skrytobójca gdy był ignorowany przez swoich rozmówców lub dawano mu znak, że powinien już sobie pójść stosował zasadę jeśli wywalają cię skądś drzwiami wejdź oknem. Owszem nie stosował tego często i tylko wówczas gdy musiał pozyskać jakieś informacje od konkretnej osoby, a że Darion lubił być dobrze poinformowany to nie wychodził z pomieszczenia, w którym przebywał czy to informator czy też zleceniodawca zadania dopóki nie poznał wszystkich szczegółów. Co zaś się tyczyło pogrzebów i szacunku do zmarłych to znieczulica Nestravena pozwalała mu nie zastanawiać się nad takimi rzeczami. Owszem podejrzewał, że nie roześmiał by się w głos na pogrzebie ale czy byłby zgorszony gdyby ktoś zbeszcześcił ciało nieboszczyka nie miał zielonego pojęcia. Zresztą już sam rzut sercem nie wywołał u niego żadnej reakcji. Dla niego to był normalny przedmiot, przed którym musiał się uchylić więc to mogło już wiele powiedzieć o charakterze i kodeksie moralnym tego mężczyzny. Poza tym Ray jeszcze w oczach Dariona nie zszargała swojej reputacji. Nefilim nie miał pojęcia co musiała by zrobić pani koroner aby ktoś taki jak Darion uznał ją za wariatkę. No może jakiś kadryl czy inny równie popieprzony taniec z trupem mógł by dopiero spowodować by Nestraven uznał kobietę za pracoholiczkę. Ale za wariatkę…. Nie…. Raczej nie.
- Wiesz kieruję się jedną zasadą. Pozbaw możliwości ataku swojego przeciwnika zanim on zdąży zadać cios. Zwykle pomaga. Ale nie wiem jakbym się zachował podczas pojedynku na śmierć i życie. Pewnie jako pierwszy starałbym się zadać ten śmiertelny cios. W końcu nasza służba właśnie na tym polega, by bronić przyziemnych i codziennie kładziemy swoje życie na szali by walczyć z demonami. – powiedział i gdy chciał jeszcze coś dodać reflektował się, że zaczął pierdolić farmazony i to jeszcze przed inną osobą należącą do tej samej rasy i znającą tak samo realia życia oraz pracy jaką wykonywał każdy mieszkaniec Instytutu jak i każdy Nefilim. Lecz rzeczywiście tyłek jakiegokolwiek mężczyzny, który po pozbawieniu spodni świeciłby bielizną w serduszka wywołałby salwę śmiechu, a na pewno u Dariona. Bo według niego byłoby to zabawne.
- Wcale się nie dziwię. Muzyka podobno łagodzi obyczaje. Ja zwykle śpiewam pod prysznicem, a w repertuale mam piosenki przyziemnych zespołów rockowych. A co do stania się maszyną w pracy to nie brzmi wcale zabawnie więc wolę nie zatracać się do reszty w swoich zadaniach, bo mogłoby to zaszkodzić przebywającym ze mną osobnikom. Wiesz humorek wisielczy by mi się wyostrzył. – powiedział mając nadzieję, że dziewczyna zrozumie o co mu chodzi. Jednak widząc jak pani koroner wraca do swojego trupka nie wiedział czy w ogóle dostanie jakąkolwiek odpowiedź. Jednak czy Drin wyszedł z pomieszczenia podczas gdy pracownica kostnicy dokonała jakiegoś odkrycia? Otóż nie. On chciał poznać tą osobę bliżej. Nie tylko dlatego, że od pierwszej chwili wydała mu się interesująca to jeszcze gdy teraz widział jej zaangażowanie i oddanie swojej robocie miał wrażenie, że obserwuje siebie samego jak wykonuje zadania. A już gdy usłyszał kolejną wypowiedź mocno się zdziwił.
- Nie powiedziałbym, że jesteś idiotką. W końcu zdobyć pracę w kostnicy jako koroner na pewno wymagało od ciebie wiele wysiłku i podejrzewam jakichś długotrwałych szkoleń z zakresu demonicznej medycyny o ile takie coś istnieje. A jeśli wiesz co go mogło zabić to z chęcią poznam twoje przypuszczenia i zapewne swojego przyszłego wroga do pokonania. – stwierdził spokojnie lecz gdy wspominał o przeciwniku jego oczy na chwilę rozświetliły niewielkie iskierki szczęścia. Tak to właśnie był cały Darion. Po czym wysłuchał wywodów pani koroner i lekko się uśmiechnął. Cóż on nie miał wiedzy na jakiej podstawie oznacza się trupy i jak je można zidentyfikować więc tylko kiwał głową na to, że zgadza się na jej pomysły. Wydawało się to w sumie logiczne i Darion kiedyś słyszał, że przyziemni policjanci też bardzo często tak robią więc jeśli miało to działać na tej samej zasadzie, to dla Nestravena było jasne, że pomysł jest dobry. Lecz gdy usłyszał słowa, które mogłyby być pożegnaniem spojrzał na kobietę i się uśmiechnął. O nie, tak łatwo mnie się nie pozbędziesz pomyślał lecz na głos powiedział coś zupełnie innego.
- Wiesz jeśli mógłbym prosić o przybliżenie mi trochę twojej procy. Nie chcę ci zwędzić stanowiska jednak wydaje mi się ono bardzo podobne do tego co ja wykonuję. – rzekł i choć nie chciał słuchać nudnych szczegółów to z pewnością był w stanie się przełamać by zostać jeszcze trochę w towarzystwie bardzo interesującej pani koroner.
 

Ray Moonwater

23


150 cm


If you die, I swear to Raziel, I'll kill you.






[Cytuj]
Jeśli nie możesz czegoś zmienić, polub to. Względnie ignoruj, zależy, o czym mowa. A przynajmniej taką właśnie filozofię życiową miała w zwyczaju wyznawać Ray. Nigdy nie da się zadowolić każdego, zawsze znajdzie się ktoś, komu coś będzie nie pasować, a ona sama miała jednak dość ostro brzmiące poglądy, niezbyt zgadzające się z Clave czy większością Nefilim. No i jeszcze do tego ludzie ją irytowali. Zwłaszcza irytowali ją pacjenci, na czele z jej własną Parabatai robiąca więcej hałasu niż wkurzone stado mew, któremu ktoś zabrał gofra. Dlatego też znalazła sobie takie a nie inne zajęcie. I przynajmniej nie musiała się bać, że kogoś źle pozszywa albo że będą jej się trzęsły ręce, jak podczas opatrywania tyłka pewnego czarownika. Uśmiechnęła się pod nosem na samo wspomnienie tamtej sytuacji. Była nieźle przerażona, ale wszystko skończyło się dobrze, na szczęście dla niej. Nadal jednak wychodziła z założenia, że czarownicy są zdolni do wszystkiego. I czasem trzeba do nich podchodzić niczym do wkurzonego jeża, jak do Shiza. Z zaciekawieniem za to wysłuchała słów Dariona i co najlepsze, sama kiedyś uważała tak samo. Przynajmniej póki nie oberwała klątwą, dzięki czemu prawie podczas jednej walki padła. Wtedy zdecydowała się zweryfikować swoje poglądy i przerzuciła się całkowicie prawie na walkę z dystansu.
- Całkiem dobre podejście, ale przy twoim stylu walki zdaje się, że musisz podejść blisko przeciwnika, nie? - co to za problem pogawędzić o stylach walki nad trupem. Nawet dobrze się składało, zawsze mogli podyskutować radośnie na temat walki, obrażeń i ogólnego bezpieczeństwa. W sumie jakby nie spojrzeć, to z Darionem rozmawiało się całkiem wygodnie. - Jak najbardziej uznaję przywalenie przeciwnikowi, zanim zdąży się zorientować, że tu jestem, tyle, że ja wolę nawalać z odległości. Podkraść się po cichu, jedna strzała w odpowiednie miejsce i święty spokój. Ostrzy i innej broni kontaktowej do teraz nie lubię, chooooć jednak tomahawki to wyjątek. Nie wiem, jakoś nie traktuję ich jako broni kontaktowej, dla mnie to po prostu kolejna broń, którą można rzucić. Choć nie przeczę, łeb się tym da świetnie rozwalić, widziałam w akcji. Nie było nawet czego zbierać, miotłą musieli zmiatać. - mruknęła nie dość że z powagą, to jeszcze charakterystycznym tonem, znamionującym delikatny podziw w głosie. Pytanie tylko, w jaką stronę był on skierowany. Czy w stronę możliwości niby niepozornej broni, czy w stronę wyglądu trupa, który musiał wyglądać naprawdę specyficznie i zapewne odrzucająco dla większości ludzi i innych istot.
- Rocka chyba za bardzo nie słucham, chociaż w sumie u mnie to jest głównie na zasadzie "co wpadnie w ucho". Nie ograniczam się do konkretnego stylu, choć pewne pasują mi bardziej a inne mniej. Ostatnio siedzę głównie w muzyce z gier, jak chociażby to, co nuciłam zanim przyszedłeś. - nigdy nie uważała, by gust muzyczny był powodem do wstydu. Nie ma co ukrywać, jeśli jakaś piosenka staje się znana, to znaczy, że są ludzie, którzy chcą jej słuchać i jest to ich święte prawo. Nie musimy być tacy sami, nie musimy lubić tego samego, mamy po prostu akceptować odmienność innych... i nie narzucać im własnych poglądów. - Zaraz tam wisielczy. Z tego, co słyszałam kiedyś u Przyziemnych, koronerzy, patolodzy i wszystko od trupów ma taki humorek, chociażby po to, żeby nie zwariować. Ja tam nie wiem, o co im chodzi. - wzruszyła ramionami. Sama miała specyficzne podejście do swojej pracy, zachwycały ją czasem sposoby dokonania zbrodni albo wygląd ciała. Taka już była. Gdyby nie to, że wolała sprawdzać rany i je analizować, niż zadawać, to pewnie wzorem Erin poszłaby w skrytobójstwo lub bardziej pchałaby się do walk. Ale jej własne stanowisko bardzo jej odpowiadało. Starała się na chwilę obecną dzielić swoją uwagę pomiędzy ciało a Dariona, ale ewidentnie znalezienie nowych tropów sprawiało, że łatwo się rozpraszała. Dlatego najpierw zrobiła swoje, pozszywała ciało i zapakowała je do lodówki, a dopiero potem zajęła się już rozmową z mężczyzną. Przepisywanie raportu z własnego zeszytu już na "czysto" nie wymagało takiego skupienia, jak analiza ciała. Najpierw jednak musiała zanalizować próbki, na szczęście od tego miała maszyny. Po nastawieniu wszystkiego zrzuciła rękawiczki i usiadła wygodnie za niewielkim biurkiem, podejmując temat, jakby nigdy nie było w nim żadnej przerwy.
- Zasadniczo pierwotnym moim planem było zostanie medykiem. Do teraz mam niewielkie zacięcie medyczne, lubię wiedzieć po prostu co i dlaczego, poza tym czego by nie powiedzieć, ludzkie wnętrze jest naprawdę intrygującą sprawą. Problem w tym, że pacjenci mnie zwyczajnie irytują. - roześmiała się szczerze i lekko rozłożyła ręce, sięgając po długopis. - Zwłaszcza Erin. Była jednym z głównych powodów, dla których całkowicie zrezygnowałam z kariery medycznej. Ale szybko zdałam sobie sprawę, że w zasadzie "krojenie" pacjenta, a krojenie trupa to w sumie to samo, z tą tylko różnicą, że ten drugi nie kłapie dziobem, na nic nie narzeka i nie przeszkadza w wykonywaniu pracy. Widok trupów jakoś nigdy mnie nie ruszał, to skończyłam tutaj i jestem z tego zadowolona. Robię to, co lubię, a to chyba najważniejsze. Nie stój tak nade mną jak sęp nad padliną, ani ja ani biurko nie gryziemy, krzesło stoi gdzieś tam z boku. - nagle zmieniła temat, zerkając znad notatek z lekko krzywym uśmiechem. Zaczęła wypełniać papierki, nieodłączną część tej pracy, ale teraz to było po prostu przepisanie na czysto tego, co zdążyła zauważyć robiąc sekcję. I tak i tak musiała jeszcze poczekać na wyniki analizy krwi.
- Aaaa czym się zajmujesz? - zaciekawiła się od razu, zastanawiając się, co właściwie byłoby podobne do roboty koronera. - No więc zasadniczo jestem koronerem. Mówiąc dosadnie, w skrócie i zagłębiania się w szczegóły, moja praca polega po prostu na krojeniu trupów. Wiesz, badam ich wnętrze, szukam nietypowych anomalii w ciele, przyczyn zgonu, staram się ustalić prawdopodobny sposób śmierci... Czasami mogą przy tym wyjść choroby. Wracając do tego tutaj... - wskazała długopisem lodówkę z denatem. - Zabiły go prawdopodobnie leki przeciwzakrzepowe. Jestem prawie pewna, sprawdzam tylko, czy się nie mylę, wiesz, żeby mieć podkładkę. To budzi bardzo wiele pytań, a głównym jest: kto na Razjela miałby podawać Nocnemu Łowcy leki przeciwzakrzepowe i to w takiej ilości, że doprowadziły do śmierci...
Raven Moonwater


I've always loved the idea of not being what people expect me to be.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo