Noah L. Schiavone

559



Biedny jest człowiek, który pożąda wielu rzeczy.







[Cytuj]
Multikonta: Marg, Nyx, Shan, Kieran
Po wielu stuleciach doświadczenia Noah potrafił zauważyć bardzo wiele – zmiana w zachowaniu Vanity Rochester nie umknęła jego uwadze. Nie znał kobiety, nie mógł powiedzieć na jej temat zbyt wiele, bo ich kontakty ograniczone były do przypadkowych spotkań na szpitalnym korytarzu, ewentualnie w Sali, w której leżał jej brat. Dla niego oczywistym było, że coś niedobrego się z nią działo, widział to na pierwszy rzut oka, jednak nie mógł dojść do tego, co było powodem tych zmian. Nie chciał naciskać, ani tym bardziej zachowywać się niegrzecznie wobec niej, dlatego postanowił przemilczeć, również jej nagłe wybuchy.
- Wiem, że jest pani zmartwiona stanem brata, ale proszę wziąć głęboki oddech i się uspokoić. – powiedział nieco przymilnym tonem. Zastanawiał się czy nie wykorzystać swojej zdolności manipulowania umysłem, wtedy z pewnością byłoby jej lżej. A o to przecież chodziło, prawda? Spojrzał jej głęboko w oczy i kontynuował, nieco zniżonym tonem, wykorzystując wampirze Encanto. Chciał wprowadzić do jej umysłu spokój. – Zapewniam, że wszystko wykonywane jest zgodnie z procedurami. Z uwagi na to, że pani brat dzisiaj objawiał krwioplucie nie mogę pani do niego dopuścić. Mogłaby się pani w łatwy sposób zarazić i podzielić jego los. Dlatego proszę się uspokoić… – mówił spokojnie, w jego głosie było coś magicznego. Miał nadzieję, że Vanity choć trochę zmieni podejście. Był w niej dziwny niepokój, coś niezrozumiałego dla Schiavone.
Podparł ją, ujmując delikatnie bok, kiedy zachwiała się po wstaniu. To kolejny dowód na to, że coś jednak jest nie w porządku. Pomógł jej ponownie usiąść i dość szybko przyniósł wodę w wysokiej szklance. Świeżą, chłodną, z pewnością orzeźwiającą.
- Od dawna ma pani takie zachwiana zaraz po szybkim podniesieniu się? – spytał, kucając obok i lustrując ją dokładnie wzrokiem.


Noah L. Schiavone

Failure is the condiment that gives success its flavor.
 

Vanity Rochester

27


156 cm


Jak mam pomagać innym, skoro nie potrafię pomóc nawet sobie?






[Cytuj]
- Przecież jestem spokojna, już mówiłam! – jej ton zupełnie nie wskazywał na spokój. Ale Vanity miała w sobie teraz dużo emocji. [rzez chwilę potrafiła racjonalnie rozmawiać, jak kulturalny człowiek, a zaraz już podnosiła głos, wyraźnie zirytowana. Nie wiedziała, skąd to się brało. Może stąd, że nie lubiła się powtarzać? I skoro tłumaczyła coś cały czas, to liczyła, że inteligentna osoba ją zrozumie, a nie nadal będzie wodzić za nos?
Zrobiła taką nieco obrażoną minkę za te insynuacje (znowu) i ogólnie uspokajanie jej, bo przecież nikt nie lubi, gdy mu się mówi, ze ma się uspokoić. Zwykle działa to odwrotnie, denerwuje jeszcze bardziej. Choć zdawać się mogło, że to stwierdzenie tym razem Vanity nie rozwścieczyło, ciekawe z jakiego powodu?
- No dobrze, ale czy nie można tego było powiedzieć od razu, kiedy tylko spytałam, gdzie jest? Oszczędziłoby nam to całej tej dyskusji – zauważyła logicznie, już takim naturalnym tonem, bez irytacji w nim słyszalnej. Nie tylko dyskusji by to oszczędziło, ale również tej jej złości.
Nie bardzo chciała siadać, właściwie to miała zamiar wychodzić. I nie podobało jej się, że ktokolwiek jej dotyka, nawet się lekko wzdrygnęła, nie zdając sobie z tego sprawy, bo to był odruch, taki instynkt, który pozostał w niej po tamtym koszmarnym wieczorze. Nie chciała, aby jej dotykano, źle jej się to kojarzyło. Trudno jej było jednak zaprotestować, więc usiadła, napiła się wody, a potem na jej twarz znów wkroczyła odrobine obrażona minka.
- Przecież to normalne. Każdemu raz na jakiś czas zdarza się wstać za szybko, wtedy się kręci w głowie… Na przykład rano, gdy człowiek nie jest jeszcze dobudzony. Albo jak leżał na kanapie i poderwał się, bo ktoś dzwonił do drzwi. Nic wielkiego – wyjaśniła to wszystko spokojnym tonem, a na koniec wzruszyła ramionami. Po co robić z igły widły? Nic jej nie było, co z tego, że się zachwiała? To nie był żaden objaw chorobowy, tylko coś, co spotyka mnóstwo ludzi, nawet tych całkowicie zdrowych.
 

Noah L. Schiavone

559



Biedny jest człowiek, który pożąda wielu rzeczy.







[Cytuj]
Multikonta: Marg, Nyx, Shan, Kieran
Noah miał swoje doświadczenia, miał też niebotyczną wiedzę na temat ludzi, bo poznawał ich przez setki lat. Różne zwyczaje, różne podejścia, właściwie tak wiele różnic… Pokolenia zmieniały się, a on pozostawał ten sam na przestrzeni lat. Obserwował młodość, kwiat wieku, starość, śmierć, narodziny… To wszystko było tak namacalne i niesamowite, jednocześnie bardzo nostalgiczne. Jego droga zaczęła się pewnego dnia, ale nie będzie miała kresu. Nie czekała na niego już ludzka śmierć, właściwie kostucha stał z nim ramię w ramię, niechybnie twierdząc, że wampiry były swoistymi panami śmierci. Ciężko było zabić kogoś, kto już był martwy. Ciężko było pozbawić tchu kogoś, kto od lat nie oddychał. Kobieta z pewnością nie mogła zrozumieć jego podejścia, ani tym bardziej zaakceptować faktu, że Schiavone mógł wiedzieć więcej niż przeciętny lekarz czy człowiek w jego wieku. Człowiek w jego wieku… Mało było ludzi, którzy dożywali niemal sześciuset lat.
- Owszem, każdemu się to zdarza. – odparł. Jemu niespecjalnie, teoretycznie był pozbawiony funkcji życiowych, więc zawrotów głowy również. Teraz jednak był aktorem, który nie mógł wyjść ze swojej roli. Skoro już byli w tym punkcie rozmowy i prowadzili ją dość swobodnie, a panna Rochester stała się spokojniejsza – Noah mógł stwierdzić tyle, że jego magia zadziałała jak powinna.
- Muszę Panią o coś spytać… Czy będzie potrzebowała pani pomocy finansowej po… tym wszystkim? – spytał. Kto jak kto, ale człowiek żyjąc od sześciuset miał kasę i to całkiem sporo, dlatego mógł z nią robić co chciał. Miał wrażenie, że Vanity była skromną kobietą, aż nazbyt, a cała sytuacja działała na nią bardzo niespokojnie, dlatego wolał się upewnić. Przekręcił głowę w bok, lustrując ją uważnym spojrzeniem. – Wiem, że trudno o tym myśleć. – dodał. Jego zdaniem w przypadkach tak trudnych jak jej brat eutanazja powinna być dozwolona. Ten człowiek cierpiał tak bardzo, że nawet nie wiedział jak się nazywa, a on mamił go i ćpał jadem wampira tylko po to, aby mógł nie czuć tego bólu.


Noah L. Schiavone

Failure is the condiment that gives success its flavor.
 

Vanity Rochester

27


156 cm


Jak mam pomagać innym, skoro nie potrafię pomóc nawet sobie?






[Cytuj]
Przyzwyczajenie do takiego życia, jakie wiodła dotychczas, sprawiło, że Vanity nie potrzebowała wiele. Nie oczekiwała luksusów, nie chciała drogich sprzętów i wielkiego domu, bo nie potrafiłaby się w tym odnaleźć, zwłaszcza sama. Poza tym, to była dodatkowa odpowiedzialność, kto wie, czy nie większa od tej, gdy się owych pieniędzy nie ma. Wszystko ma swoje plusy i minusy, dosłownie wszystko na świecie. Nigdy się więc nie skarżyła, myślała, że nie widać niczego na zewnątrz – bo dlaczego ktoś miałby sądzić, że coś u niej nie tak z finansami? – wyglądała w końcu normalnie, a już tym bardziej nie przyszłoby jej do głowy, że mogłaby potrzebować czegoś więcej w chwili, gdy będzie musiała dbać tylko o samą siebie, bo Samuela już nie będzie. Przecież to nielogiczne. Chyba, że nagle się okaże, że jej jakże wspaniała klinika wystawi kosmiczny rachunek za opiekę na jej bratem, powinna wziąć to pod uwagę. Może stąd teraz takie pytanie ze strony lekarza? Może próbował coś zasugerować? Nie zmieniało to jednak faktu, że nikt nie powinien o to pytać, nikt obcy zwłaszcza, bo to było zwyczajnie nie na miejscu. Vanity zmarszczyła lekko nos, a na jej twarzy pojawiło się niezadowolenie i lekka uraza. Co doktora Shiavone obchodziły jej finanse? Nie jego sprawa.
- To chyba trochę bezczelne pytanie, nie sądzi pan? – wypaliła otwarcie. No bo jak to tak…! Nikt jej nie będzie zaglądał do portfela. Dumy jeszcze w sobie trochę miała. I nie uważała, że musi się tłumaczyć z tego, jak żyje i przekonywać go, że ma pracę i sobie ze wszystkim radzi, nawet jeśli w danym momencie wyglądało na coś innego. – Umiem sobie radzić. A jeśli będę potrzebowała jakiejkolwiek pomocy, to poproszę. Zgłoszę się… Na przykład do pomocy społecznej. Od tego chyba są, prawda? – jeszcze tego brakowało, aby prosiła się o pieniądze kogoś, kogo zdecydowanie nie powinna!
Nadal chyba siedziała, więc wstała kolejny raz, tym razem naprawdę z zamiarem wyjścia. Oczywiście nie zamierzała zapomnieć poinformować, że wróci, aby zobaczyć się z bratem, gdy tylko będzie to możliwe. Najpierw zamierzała pokręcić się w pobliżu, może pochodzić po sklepach i wrócić za godzinę lub dwie, ale… Nie zapowiadało się na to, aby po tym czasie coś się zmieniło, więc chyba będzie po prostu musiała wrócić następnego dnia.
 

Noah L. Schiavone

559



Biedny jest człowiek, który pożąda wielu rzeczy.







[Cytuj]
Multikonta: Marg, Nyx, Shan, Kieran
Może posunął się zbyt daleko i postąpił zbyt śmiało, jednak działał zawsze w ten sposób, nastawiając się na wsparcie osób potrzebujących. Samo stworzenie tego miejsca, bardzo swoistego, było działaniem na rzecz ludzi. To im chciał pomóc, bo to właśnie Przyziemni najbardziej tego potrzebowali. Nie chodziło przecież o jego osobiste pobudki i spełnianie potrzeby pojenia się krwią. To był dodatek, który umożliwiał mu legalne pozyskiwanie i działanie. Przy okazji mógł ulżyć w cierpieniu kilkudziesięciu osobom, a to był dość szczytny cel. Spiął się nieco, kiedy Vanity zwróciła mu uwagę. Miała rację, postąpił nierozważnie pytając ją o to. Kiwnął głową na znak zrozumienia. Istniały instytucje odpowiadające za odpowiedni byt obywateli w tym kraju, więc zapewne będzie mogła się zgłosić właśnie tam. On sam nie wystawiał rachunku dla niej od jakiegoś czasu, odwlekał to w nieskończoność.
- Przepraszam, nie chciałem Pani urazić. – mruknął, spoglądając na zegarek. Ich rozmowa dłużyła się, a on niepotrzebnie denerwował kobietę swoim zachowaniem. Sam nie wiedział już co się z nim działo i skąd te nierozważne kroki.
Pielęgniarka zapukała do gabinetu i poprosiła go na zewnątrz. Porozmawiał z nią chwilę, to właśnie ona zajmowała się bratem Vanity. Nie było dobrze, ale problematyczna sytuacja została w miarę opanowana. Noah wrócił do gabinetu i uśmiechnął się do kobiety uprzejmie.
- Może się Pani zobaczyć z bratem, odprowadzę Panią. – dodał, otwierając przed nią drzwi. Ruszyli razem korytarzem, a Noah zaprowadził Vanity do pokoju, w którym przebywał jej brat. Nieduże miejsce, ale stworzone w celu zaspokojenia jego potrzeb. Czyste, przejrzyste i ładne. Klinika była prowadzona na naprawdę wysokim poziomie. – Nie będę przeszkadzał. – uśmiechnął się, sprawdzając aparaturę wokół chłopaka, a później po prostu wyszedł z Sali zostawiając ich samych.

ZT


Noah L. Schiavone

Failure is the condiment that gives success its flavor.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo