Nimat

1007 lat


150 cm


"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygod







[Cytuj]
Multikonta: Faoiliarna, Jia Wang,
Ustalenia co do misji widać szły im sprawnie i pewnie zebrałaby się zaraz z Bevinem, jednak jedna kwestia nie dawała jej spokoju i musiała jednak ją poruszyć, zanim Pucas podąży pod instytut.
— Bevin? — Chwyciła go za rękaw, dając do zrozumienia, że chce, żeby się zatrzymał i spojrzał znowu na nią.
— Musimy porozmawiać o jeszcze jednej kwestii, która nie powinna czekać. — Zawahała się przy tym, czy w ogóle poruszać już teraz ten temat, czy jednak poczekać do załatwienia sprawy z Jamesem. Tyle, że coś ją tknęło, szepnęło jej, że nie wiadomo, jak bardzo Bevinowi może odwalić, jeśli coś w próbie złapania Jamesa pójdzie nie do końca tak, jak zakładali. A wtedy może nie zdążyć powstrzymać go na czas.
— Mrok rzucił na Shaya klątwę, która jest z Tobą w pewien sposób powiązana. Kogokolwiek, w jakikolwiek sposób zranisz, Shay to odczuwa prawie tak samo, jak Twoja ofiara. Nie wiem, i w sumie nie interesuje mnie to, kogo uszkadzałeś kilka dni temu, ale proszę, postaraj się, żeby do tego więcej nie dochodziło, przynajmniej dopóki nie znajdę sposobu, żeby jakoś uwolnić Shaya od klątwy... *— Rozkaz, czy prośba? Jej ton wahał się między jednym i drugim. Nie była pewna, jaki przyjąć i po prostu wybrała coś pośredniego pomiędzy oboma, będąc przy tym jak najbardziej poważną. Nie chciała ingerować w życie Bevina, jednak jeśli miał doprowadzać jej... ich dziecko do szaleństwa, to jednak musiała interweniować i chociaż spróbować powstrzymać Bevina przed kolejnym wybrykiem, który mógłby się odbić źle na Shayu. Dopiero wtedy puściła Pucasa i sama wstała, żeby zebrać się do wyjścia i załatwienia soczewek.

// z.t?
___________
* Info zdobędę w tej sesji, jest to ustalone z graczem, więc używam informacji...

Eleanor Coleridge

21/561


172 cm


one garden two serpents eden never stood a chance






[Cytuj]
Multikonta: Catriona
Późny wieczór. godzina przed zamknięciem Herbaciarni.

Każdy kiedyś potrzebuje wytchnienia. Chwili samotności i spokoju.
Nie Eleanor. ona miała napięty grafik i każde jej działanie miało swoją przyczynę.
Czy to wyjście także było takowe? Okaże się w trakcie.
Pojawiając się w herbaciarni trzymała w dłoni tablet odpisując szybko na maile, które nie mogły dłuższej czekać na odpowiedź.
Jej własności musiały mieć solidną postawę oraz silną rękę do prowadzenia dalszych działań.
Ah te pieniądze. One ujawniają człowieka w gazecie, swoją popularność ma z niejednego biznesu.
Kiedy skończyła swoja pracę przy herbacie, która była nadal gorąca przeszukiwała w internecie ubrania. Eleganckie, sukienki, te bardziej odważne i wieczorowe. Cokolwiek wpadło jej do oka od razu zerkała na dane, marka, cena, materiał.
Wszystko nigdy nie będzie perfekcyjne, ale takie małe drobnostki cieszą nie tylko oko, ale i zimne ciało.

Evangeline Wilson

50


163 cm


Bad things don't happen to writers; it's all material







[Cytuj]
Multikonta: Lenn, Ignis, Marco
Nie wybierała sobie tematów, a prywatne śledztwo, któremu się wcześniej oddała, utknęło w martwym punkcie. Nie mogła dłużej unikać szefa i w końcu musiała dostać kolejny temat, którym miała się zająć. Owszem, w swoich artykułach pisała o gangach, a właściwie o potencjalnych gangach w York. Jak inaczej miała opisać dziwne zdarzenia, które miały miejsce w ostatnich miesiącach? Łowcy wcześniej milczeli o zagrożeniu, jakim był Mrok, a które wybiło sporo przedstawicieli Podziemia. Wilkołaki i wampiry od zawsze toczyły ze sobą wojny i starali się zająć jak najwięcej York. Najgorsze, że wśród amatorów ludzkiej krwi było sporo bogatych osobistości, znanych publicznie osób. W tym niejaka Eleanor Coleridge. Prościej było napisać, że są przesłanki, iż jest związana z grupą przestępczą nazywaną potocznie „wampirami”. Choć dla wielu Przyziemnych brzmiało to dość dziwnie, ale w końcu nazwy gangów bywały nie raz idiotyczne, tak Podziemni, którzy czytywali gazety, wiedzieli co się dzieje w ich świecie. Ostatecznie, szef Eve kazał jej sprawdzić powiązania panny Coleridge z burmistrzem, u której niedawno ją widziano. Podejrzewano korupcję burmistrza, a że jego konkurentka była gotowa znaleźć na mężczyznę każdy, nawet najmniejszy haczyk, a miała również wpływ na ich gazetę, nic dziwnego, że w końcu ktoś musiał zacząć badać sprawę.
Dostała wiadomość od kolegi, że widział wampirzycę, jak wchodzi do jednej z herbaciarni. Nie czekała na więcej, podziękowała za informacje i niewiele później sama weszła do środka, zamawiając sobie od razu herbatę różaną na wynos. Nie zamierzała zabawić dłużej w herbaciarni, niż było to konieczne. Zapach wampirzycy drażnił jej nos, a w myślach znów pojawiła się ta dziwna pieśń, wojownicza, jakby nawołująca do walki. O to chodziło Arunasowi, nie myliła się.
- Eleanor Coleridge, jedna z najbogatszych kobiet w okolicy, mająca wpływy u samego burmistrza – odezwała się, podchodząc do kobiety z kubkiem w dłoni i dosiadając się do jej stolika. - Cóż za miła niespodzianka, spotkać panią tutaj. Podobno próbuje pani wykupywać coraz więcej terenów miejskich – zaczęła rozmowę, zagadując o rzeczy, które zostały jej doniesione, a które niekoniecznie musiały być prawdziwe. Pieśń nie dawała jej spokoju, przez co wilcze ego domagało się walki. Na szczęście rudowłosa panowała nad wilczycą, ale nie wiadomo, co będzie z biegie spotkania.

Faithful, as the full moon is rising
Beauty and the beast are colliding


Eleanor Coleridge

21/561


172 cm


one garden two serpents eden never stood a chance






[Cytuj]
Multikonta: Catriona
Spokój jaki posiadała nagle zniknął wraz z wypowiedzianym jej imieniem. Powoli uniosła wzrok i ujrzała rudowłosą kobietę. Zapach mówił sam za siebie skąd pochodziła.
- Hmmm trochę prawdy, trochę kłamstwa.- Odpowiedziała na jej słowa i gestem dłoni wskazała na miejsce, które już zajmowała. Specjalnie by widziała iż nie spodobało jej się to co zrobiła.
- Z kim mam przyjemność? komu mam się spowiadać?- Zapytała unosząc jedną brew ku górze. Poznali się. Każdy wiedział z jakiej rasy pochodzi, ale by kontynuować rozmowę trzeba się przedstawić.
- Zawsze ciekawiło mnie skąd bierzecie informacje wyssane z palca...- Dodała kontynuując jej zaczepkę. Niech wie iż jest zainteresowana rozmową, która biegnie w kierunku nieznanym dla obu Pań. Co dalej się potoczy? Walka czy rozmowa?

Evangeline Wilson

50


163 cm


Bad things don't happen to writers; it's all material







[Cytuj]
Multikonta: Lenn, Ignis, Marco
Uśmiechnęła się kurtuazyjnie, choć z całej jej postawy biła pewność siebie. Pieśń, która wyryła się w jej myślach przez Litwina, nakłaniała aby sięgnąć po broń, trzymaną w torebce, ale na szczęście posiadała resztki zdrowego rozsądku. Szkoda tylko, że zawsze nienawidziła wampirów, a pieśń jedynie to potęgowała. Póki co, na całe szczęście, panowała nad sobą i na całe szczęście były w miejscu publicznym.
- Chętnie więc poznam co jest prawdą, a co kłamstwem - odparła, nie dbając o to, że narusza spokój wampirzycy. W końcu herbaciarnia nie była prywatną posesją, a to, że dosiadła się bez jej zgody... Cóż, to już był drobny szczegół.
- Evangeline Wilson, dziennikarka z The Press - przedstawiła się, wyjmując swój identyfikator. W końcu wszystkie oficjalne elementy miały za sobą. Teraz należało zachować spokój i trzeźwość umysłu. Tak... Szkoda, że chwilowo było to po części utrudnione. Będzie musiała porozmawiać z Arunasem o tym, a mówiąc inaczej - wygarnąć mu nieznaczne utrudnianie życia innym wilkom. W końcu miały żyć obok wampirów, a nie walczyć z nimi na każdym kroku, prawda?
Westchnęła nieznacznie, upijając nieco swojej herbaty.
- Zwykłe donosy, które następnie są sprawdzane, przez jednych mniej, przez drugich bardziej rzetelnie - odparła, wzruszając ramieniem. - Więc jak? Są wpływy u burmistrza, czy to zwykła plotka? - spytała, przechodzac do tego, co ją interesowało, mając w zanadrzu dodatkowe pytanie o to, dlaczego jej szukali. Póki co była pewna, że jeszcze nie wiedzieli, iż dziennikarka, którą próbowali namierzyć to ona i zamierzała to wykorzystać, jeśli tylko nadarzy się okazja.

Faithful, as the full moon is rising
Beauty and the beast are colliding


Eleanor Coleridge

21/561


172 cm


one garden two serpents eden never stood a chance






[Cytuj]
Multikonta: Catriona
Powolnym ruchem zamknęła tablet w skórzanym etui nie spuszcza Eve z oczu. Ufała jej? W żaden sposób. Czy czuła zagrożenie? Oczywiście, bo to odwieczny wróg a takich trzeba trzymać z daleka od siebie. Jednak co chciał ten osobnik od Niej? Są wrogami, nikt w to nie wątpił. Jednak ta zjawiła się wiedząc doskonale kim jest Eleanor.
Coś knuła....
Wizytówkę Eleanor przyjęła jeśli ta szybko nie cofnęła ręki. Przyglądając się wizytówce zastanawiała się co ma jej odpowiedzieć. po mimice Eve nie mogła nic stwierdzić gdyż żadna część jej twarzyczki, żaden mięsień się nie poruszył.
Eleanor myślała czy nie odejść chcąc spokoju, albo zaprowadzić ją gdzieś na ubocze i zamordować. Ah tak wielką ochotę miała zatopić pazury w ciele wilka. Wielką ochotę. Marzyła o tym by powybijać swego wroga co do jednego osobnika. Jednak prawda jest zupełnie inna, ale dobrze iż za marzenia nikt nie ścina głowy. Eleanor wiedząc jakie ma nastawienie każdy wilk do jej rasy była świadoma iż jeden zły ruch, brak świadków może wywołać w niej nagły gniew.
- Plotka. Raz przypadkiem się spotkaliśmy. Krótka rozmowa i każdy się rozszedł.- Nie kłamała. Nagłe spotkanie, krótka odbyta rozmowa i odejście każdy w swoim kierunku.- Nie rozumiem kto mógł stwierdzić inaczej. Nie ma żadnego dowodu gdyby było inaczej Panno Wilson.- Odpowiedziała ze spokojem układając sobie wszystkie puzzle na swoim miejscu. Eleanor czuła iż to nie przypadek iż akurat o to została zapytana.
- Pełnia zbliża się krokami. Odwieczna historia zatacza swe koło. - Szepnęła lekko się uśmiechając. Ostatnie wydarzenia jedynie zbliżały ją do podejrzeń względem dwóch ras.
- Jeśli to sprawdzenie informacji to zapewne posiada Pani nie jedno pytanie do mnie.- Dodała wiedząc iż czeka ją coś dodatkowego. Dłoń schowała do kieszeni letniego płaszcza, w którym miała schowany telefon. Na razie nic nie knuła.. Bo po co?

Evangeline Wilson

50


163 cm


Bad things don't happen to writers; it's all material







[Cytuj]
Multikonta: Lenn, Ignis, Marco
Identyfikator pokazała tak, aby wampirzyca mogła ją spokojnie sprawdzić bez zbędnego dotykania jej dłoni. Nie miała ochoty na większy kontakt z kobietą niż było to konieczne. Zarówno przez wzgląd na własną niechęć do wrogiej rasy, jak i pieśń Arunasa, krążącą jej w myślach, aż sama miała ochotę zacząć ją nucić. Gdyby rzeczywiście obie udały się w miejsce ukryte przez wzrokiem osób postronnych... Walka zapewne byłaby piękna. Jednakże Evangeline nie weszła do herbaciarni jako wilczyca a jako dziennikarka i starała się z całych sił oddzielić tę część swojego jestestwa na bok.
Uśmiechnęła się lekko, unosząc brew w udawanym zdziwieniu.
- Przypadkowe spotkanie, które według moich informatorów miało na celu pozyskania nowych terenów dla pani organizacji? - spytała lekkim tonem. Nie musiała od razu precyzować, że tak własciwie to nie chodzi jej o samą Eleanor. Materiał dotyczył burmistrza, ale ponieważ ostatnio widywano u niego wampirzycę, to cóż... Sporo się z resztą działo w jego gabinecie. Aż kusiło, żeby podłożyć tam pluskwę, jednak była pewna, że dość szybko zostałaby wykryta. Nie chciała aż tak ryzykować. W końcu lubiła swoją pracę.
- Pełnia nie ma nic do rzeczy. Przyszłam tu i rozmawiam z panią jako dziennikarka. Pozostałe aspekty zostawiłam za drzwiami herbaciarni - odpowiedziała na wzmiankę o pełni. Naprawdę kobieta myślała, że ta faza księżyca może mieć na nią aż taki wpływ? Owszem, zazwyczaj była dla wilkołaków prawdziwym utrapieniem, jednak nie dla osoby w jej wieku, panującą nad bestią.
- Pojawiają się spekulacje o rzekomych dobrych relacjach między panią a burmistrzem. Powiększa pani tereny swojej organizacji. Jednak z tego co mi wiadomo, znika ostatnio wiele osób z pani otoczenia, a także, że pani były partner, pan Nathaniel Black, był wplątany w dość krwawą historię, a jednak nie zostały mu postawione żadne zarzuty - wyrzuciła z siebie kilka spekulacji, choć podejrzewała, że wszystko zostanie zbagatelizowane. Pewnie usłyszy, że nie wie skąd ma takie informacje, że nic takiego nie miało miejsca, idt., itp. Każdy zawsze tak samo się wykręcał.

Faithful, as the full moon is rising
Beauty and the beast are colliding


Eleanor Coleridge

21/561


172 cm


one garden two serpents eden never stood a chance






[Cytuj]
Multikonta: Catriona
Nie na co dzień spotyka się wilka w pracy dziennikarki.
Żadna z ras nie wyzbędzie się swojej prawdziwej natury, więc Eleanor przeczuwała knucie ze strony Eve.
- Kłamstwo.- Odpowiedziała z oburzeniem. Skąd miała takie informacje? Widać iż informator był kiepski. Oczywiście udawane zdziwienie wyłapała, bo Dziennikarka tego nie ukrywała w żaden sposób a mając już wieloletnie doświadczenie w rozmowach z ludźmi z łatwością wyłapywała to co ukazywano pomiędzy rzeczywistością.
Opuściła na chwilę głowę wpatrując się w stół oraz to co na nim się znajduje. Kiedy usłyszała imię swojego partnera gwałtownie spojrzała na Nią. Górna warga poruszyła się szybko, ale szybko zaprzestała działań, które tworzyły się w jej głowie. Dziennikarka sporo wiedziała.
- Panno Wilson...- Zaczęła spokojnym tonem głosu. Jeśli nie miało tu miejsce nadchodząca pełnia to mogła działać dalej.- Widzę iż uwielbia Pani spekulacje, które są wyssane z palca. Przypadkowe spotkanie już jest przypisane jako dobre relacje i powiększone tereny. Cóż bardzo bym chciała poznać źródło, z którego Pani korzysta.. Nie mniej chciałabym wiedzieć co Panią najbardziej ciekawi. Wiem iż ani ma osoba ani moja rasa. Burmistrz tak?- Uniosła wyżej głowę mrużąc powieki. - Pan Black nie brał udziału w krwawej historii. Nie wiem skąd Pani bierze te informacje, ale są błędne. Prosiłabym o przyłożenie się w zbieraniu informacji.- Przerwała rozglądając się dookoła siebie czy przypadkiem jej nikt nie słyszy.
- Słyszałam iż pewien wilk robi zamieszanie w klubie.- Dodała nie kłamiąc. Miała jeden klub na myśli, jednak czy Eve wyłapie to i wie o co chodzi Coleridge?

Evangeline Wilson

50


163 cm


Bad things don't happen to writers; it's all material







[Cytuj]
Multikonta: Lenn, Ignis, Marco
Obserwowała kobietę, próbując zagłuszyć warczenie we własnych myślach. Owszem, siedział przed nią wampir i z każdą mijaną sekundą było coraz trudniej panować nad sobą, jednak nie była tutaj na między rasowych rozmowach. Przyglądała się uważnie Eleanor, próbując wychwycić najdrobniejsze kłamstwo. Z resztą, ono zawsze śmierdziało, choć w przypadku wampirów trudno było je wychwycić.
- Gdybym uwielbiała spekulacje, nie byłoby mnie tutaj, a artykuł byłby już dawno w rękach czytelników – odpowiedziała, zgodnie z prawdą, uśmiechając się kącikiem ust, jakby z pobłażaniem. Testowała ją, sprawdzała jak zareaguje na różne zarzuty, których część dostali w anonimowym donosie. Jej redaktor uwielbiał takie historie, ona sama już niekoniecznie. Tęskniła za reportażami z wojen, tam nie było bzdurnej polityki, a przedstawianie sytuacji rzeczywistej. Jednak czasu się nie cofnie, jak i podjętych już decyzji.
- Jeśli chodzi o Pani partnera, obie wiemy, że był zamieszany. Można mówić o opętaniu przez Mrok i działaniu pod jego wpływem... Nawet zgadzałoby się to z ówczesną sytuacją w mieście, ale czy na pewno wszystkie zbrodnie można tak wytłumaczyć? – spytała, mając w pamięci smród wampira przy kilku ciałach, w tym jedno, które było szczególnie brutalnie zabite. Łowca, którego wnętrzności zostały rozciągnięte na całą uliczkę. Sprawa zatuszowana przez Nefilim, ale wciąż paru Przyziemnych to widziało. W gazecie zostało to określone jako tajemnicze morderstwo, w którym brak podejrzanych i sprawa ucichła. Jak wiele jej podobnych.
- Rzeczywiście, temat nie skupia się na Pani, co mnie szczególnie cieszy. Jednak są zarzuty o korupcję wobec naszego burmistrza. Jakiś komentarz w tej sprawie? – dopytała, upijając nieco herbaty. Pytanie o wilka zignorowała. Nie miała zamiaru dać się sprowokować. Inna sprawa, że jej samej nie podobało się, że wilkołaki oraz wampiry pracowały w jednym miejscu, na tych samych zmianach. To było jak jedna wielka zachęta do większego problemu. Oby w czasie pełni wilki potrafiły nad sobą zapanować, albo chociaż nie przyszły do pracy.

Faithful, as the full moon is rising
Beauty and the beast are colliding


Eleanor Coleridge

21/561


172 cm


one garden two serpents eden never stood a chance






[Cytuj]
Multikonta: Catriona
Czy łatwo było wytrzymać w towarzystwie wilka? Nie. Czy wytrzyma to nagłe tajemnicze spotkanie? Musi.
Eleanor tak samo jak i Eve miała problem z utrzymaniem chęci mordu w ryzach. Niestety, ale w obliczy miejsca publicznego, złego jestestwa ras na świecie nie mogła wykonać złego ruchu, a atak na wilka w tej chwili było jak ścięcie sobie głowy.
Eve będzie mieć spore problemy w wychwyceniu kłamstw Eleanor. Było wiele przeciwności. Spotkanie z wampirem, głosy w głowie, chęć zabicia odwiecznego wroga, nie możność całkowitego skupienia się, brak możliwości wychwycenia smrodu kłamstwa w zapachu wampira, które dla wilka już było nie do zniesienia. Dodatkowo Eleanor nie ujawniała emocji i nie okazywała ich w rozmowie, a więc i wyłapanie różnego tonu głosu było wręcz niemożliwe.
Test przechodziła pomyślne, czyż nie?
Sytuacja z pogłoskami dotyczący dobrych relacji z Burmistrzem bawiły ją, więc nie miała powodu by się rozzłościć.
Pytanie o Blacka trochę ją drażniło. Skrzywiła kącik ust, nie podobały się jej pytania odnoście tego wampira.
- Jak dobrze wiem inni byliśmy zarażeni, czy opętani przez Mrok. Także im trzeba przypisać ostatnie krwawe wydarzenia, prawda Panno Wilson?- Uśmiechnęła się diabelsko wiedząc iż jednej z jej rasy miał zakrwawione ręce. Sporo osób zaginęło lub zginęło.
- Niestety nie mogę w żaden sposób wypowiedzieć się o korupcji Burmistrza. Nie mam z tym nic wspólnego. Kierowałabym podejrzenia na innych. Przypadkowe nasze spotkanie było szybkie i nie wnoszące nic do całości.
[b]- Proponuję zająć się poważniejszymi sprawami. Jeśli poszukujecie artykułu proponuję zająć się czymś zwykłym, ludzkim. Wie Pani jak wielkie problemy mamy MY. sytuacja u Burmistrza ma pewnie drugie dno, które nie może wyjść na jaw. Wtedy ujawni się Podziemie, co będzie apokalipsą dla ludzi.
- Zaakcentowała aby wiedziała iż ludzie aktualnie nie wnoszą nic. Rasy, w tym wilki mają gorsze problemy niż reszta.
- Gdzie Alfa?- Zapytała nagle opierając się wygodnie o krzesło. Słuch o nim zaginął, wilki nie ujawniają się jak dawniej. no prócz tego iż pełnia napełnia ich jedynie złością i niechęcią do wampirów. Eleanor chciała dać znać Eve iż dociekliwość w aktualnej sytuacji jest wielkim zagrożeniem. Giną ludzie lub nagle znikają. Nie wiadomo dlaczego czy przez kogo. Czy Wilson nadal będzie dociekać?

Evangeline Wilson

50


163 cm


Bad things don't happen to writers; it's all material







[Cytuj]
Multikonta: Lenn, Ignis, Marco
Czy kobieta pomyślnie przechodziła test na kłamstwo? Tak, nie śmierdziała nim. Mało kto był świadom, że emocje wywołują konkretne reakcje chemiczne w organizmie dając odpowiednie zapachy. Wilki były na nie wyczulone, dlatego tak łatwo wyczuwały strach u ofiar, ale także kłamstwo. Szczególnie, jeśli żyło się głównie z tego, że wyłapywało się luki w czyimś pancerzu. Owszem, Eleanor nie śmierdziała kłamstwem, ale nie stanowiło to również powodu do tego, aby Eve jej ufała w choć nieznacznym stopniu.
- Och, wiem... Z tym, że te morderstwa dwóch Nefilim były już po odejściu Mroku z miasta – zauważyła z lekkim błyskiem w oku. Nie znała tożsamości tamtych Łowców, gdyż nie pozwolono jej zajrzeć do akt. Inna sprawa, że jakoś udało się sprawę uciszyć i znów nikt nic nie wiedział. Och, Łowcy byli mistrzami w tuszowaniu własnych błedów i niedopatrzeń.
Słuchała kolejnych słów kobiety, a uśmiech na jej twarzy jedynie się poszerzał. Bardzo chciała, aby Eve odpuściła i przestła się nią interesować. Cóż, w porządku. Wiedziała jednak co zrobić, żeby nie zostać bez jakicholwiek informacji. Miała w końcu od czegoś stażystę, prawda?
- Panno Coleridge... Tak się składa, że część z nas jest ściśle powiązana ze zwykłymi śmiertelnikami i nie zawsze można oddzielić problemy Podziemia od pozostałych. Wszystko co my robimy na wpływ na ludzi, a oni z kolei lubią być poinformowani o zagrożeniach – odparła spokojnie, a wampirzyca mogła być pewna jednego. Eve nie odpuści. Może i temat z korupcją nie dotyczył wampirów, ale to nie oznaczało, że znów nie napatoczy się okruch informacji, która doprowadzi ją do nich. Nie zamierzała tuszować prawdy, choć nie mówiła ludziom wprost o istnieniu wilkołaków, wampirów, wróżek... Tego ich umysły nie mogłyby znieść, a ona sama miałaby problemy. Nie, tego wolała uniknąć.
Powoli zamierzała wstawać, gdy Eleanor wspomniała o alfie. Czujne spojrzenie Eve powędrowało ponownie do oczu wampirzycy. Była spokojna, ale w końcu kobieta raczej nie spodziewała się, że wytrąci ją z równowagi, prawda?
- Wciąż w mieście, o ile masz na myśli prawdziwego alfę, a nie alfę jedynie z nazwy – odparła, po czym uśmiechnęła się i dziękując za poświęcony jej czas odwróciła się. Wychodząc z herbaciarni czuła, że jeszcze chwilę spędziłaby w jej towarzystwie, a mogłaby nie powstrzymać się od zaatakowania jej. Nie podejrzewała, żeby wampiry maczały palce w zniknięciu Kierana. Musiała poczekać aż Savio wróci z Londynu i przekaże wieści. Eleanor wyraźnie próbowała ją zastraszyć, ale zamiast tego wzbudziła w niej większą ciekawość. Co jeszcze pijawki ukrywały?


/zt <3

Faithful, as the full moon is rising
Beauty and the beast are colliding


Sooheon Jeong

30 lat.


176 cm


Podążaj za swoimi celami, krok po kroku.






[Cytuj]
Jesienne przed południe pełną parą. Skąpane w promieniach słońca żółte liście, drzew rosnących przy chodnikach i leniwy dzień odpoczynku - nazwany przez przyziemnych niedzielą - było idealnym połączeniem dla młodego czarownika. Gdy szukał odpowiedniego miejsca, aby się na chwilę zaszyć, miał wrażenie jakby to miało miejsce wczoraj. Po pierwszym ciężkim tygodniu pracy w przyziemnej kawiarni, otrzymał od swoich współpracowników propozycję spędzenia - właśnie, przed południa i popołudnia - z nimi w niedzielę. Na początku nie miał pojęcia co to za dzień, ale nie pozwolił po sobie poznać, że nie miał pojęcia o czym rozmawiali. Bez żadnych sprzeciwów zgodził się i po dniu przerwy od swojego wzajemnego towarzystwa spotkał się z nimi i spędził o dziwo miło parę godzin.
Od tamtego czasu ten dzień, nazywanym dniem odpoczynku i leniuchowania.
Przynajmniej w słowiku Sooheona, zagościły takie wyrazy.
Spacerując przez dzielnicę Dringhouses, bez żadnego wcześniejszego planu zawędrował przed lokal herbaciarni o nazwie... Eternal Blossom. Próbował powtórzyć tą nazwę z myślach, ale ciężko mu to wychodziło, bo z tych języków, które znał w żadnym z nich nie brzmiało odpowiednio. Tak jakby chciał. Najwyżej później spyta się pracowników z jakiego języku pochodzi nazwa na szyldzie i jakie ma znaczenie.
Następnie wszedł do środka. Przywitał go cichy dźwięk dzwoneczka u drzwi i cicha muzyka puszczona w tle. Od razu skierował się do lady, gdzie stała ekspedientka gotowa przyjąć jego zamówienie. Zamówił czarną herbatę i kawałek ciasta pomarańczowego. Szybka zapłata i chwila czekania na dostanie swojego podwieczorku. Przyziemny by powiedział, że to za wcześnie na podwieczorek i zacząłby swoje wywody na ten temat, ale ostatnio Jeong chciał przytyć. Z jakiego powodu? Nie wie nikt, bo z nikim nie dzieli się z swoimi przemyśleniami na temat samego siebie, więc można przyjąć, że chciał nabrać trochę masy, a później to zrzucić. Takie zajęcie przed nadchodzącą zimą.
Odwrócił się na pięcie w poszukiwaniu wolnego stolika. Zauważył jeden i był w idealnej lokalizacji. Przy oknie. Podszedł tam wsłuchując się w dźwięki relaksacyjnej muzyki. Usiadł przodem do wejścia i zaczął obserwować przechodniów przez dużą szybę. Po chwili przyszła ta sama ekspedientka, u której zamawiał to co chciał dostać i szybko odeszła. Kładąc, tylko coś na stoliku. Zerknął kątek oka w tamtym kierunku i to był stojaczek z numerem jego zamówienia. Odruchowo skarcił się za swoje głupie myśli, lekko uśmiechając się do siebie i odwracając głowę do okna.
Teraz w pozie czekającego klienta, a raczej myśliciela można dokładnie się przyjrzeć dzisiejszej stylizacji Jeonga. Czarny sweter,a pod nim pewnie koszulka z krótkim rękawem włożona w spodnie, jasne dżinsy z sporymi dziurami na kolanach i dziurze na prawym udzie - chyba naprawdę jest wystarczająco ciepło, żeby taki zmarzluch jak Sooheon mógł założyć takie spodnie i marudził, że jest mu zimno - z ciemnymi nogawkami, czarne wysokie trampki z białymi sznurowadłami i bokami. Jeszcze na głowie miał czarną czapkę, ale oka szybko została zdjęta, kiedy wszedł do tego lokalu. A teraz wylądowała na stoliku oraz przed usadowieniem swoich czterech liter na całkiem wygodnym krześle wyciągną z tylnej kieszeni spodni telefon, który położył na swoim dzisiejszym nakryciu głowy.
Korean, English, Chinese, Japanese, Spanish, French


Haru Shimizu

25 lat


181 cm


From the shadows comes a wolf, yet he's no ordinary predator.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Co tu robił – to dobre pytanie. Lekko przetarte jeansy, jakaś koszulka z krótkim rękawem, słuchawki w uszach – nic specjalnego jak na kogoś, kto przecież niczym wyróżniał się wśród tłumu ludzi wędrujących ulicami York. No może aurą typowego wilkołaka z domieszką zapachu Nefilim, ale bez obaw – wyczuwali to wyłącznie przedstawiciele jego rasy oraz ci, których tolerował nieco mniej – wampiry.
Szczęśliwie w kawiarence Eternal młody „kłak” nie zastał żadnej pijawki. Oddech ulgi i krzepkiego pocieszenia – jeszcze tego brakowało, byś po raz kolejny wpakował się w kabałę. Mało to Ci walk z nieśmiertelnymi? Ej Wy tam! Nie odpowiadajcie… Sam dobrze wiem, iż wilkołak w Sorze szczerzył kły na samą myśl o wojaczce – chłopak nieco mniej. Mimo ogólnej niechęci i zdystansowania nie należał do osób o wielce wybuchowym charakterze – oczywiście, jeśli tylko odliczyć tych kilka tyci momentów, w których cała teoria sypała się jak klocki domino. Tak poza tym, to starał się racjonalnie podchodzić do tematu – takich zarobków dla przykładu.
Umowa była prosta – przynieś, podaj i niekoniecznie zamiataj. Prosta dostawa towaru – nic trudnego dla kogoś, kto nie narzekał na brak krzepy w mięśniach. Przy okazji dodatkowa praca pozwalała na oczyszczenie szarych komórek z wielu niewygodnych myśli. Pierwsze stado, cała ta hierarchia, dary księżyca, Lunarny Pan, Arunas… Nagle chęć włączenia się w społeczeństwo wilków spowiła mgiełka niepewności. A co jeśli? – zadawał sobie pytanie. Co, jeśli stary kłak zechce przejąć nad nimi władzę? Wykorzystać lub gorzej… Poprowadzić ku wojnie z wampirami? Nie zrozumcie go źle – jako wilczy on szczerze ich nienawidził – jako „on” nieco mniej. Namiastka łowcy nakazywała ugiąć kark pod naporem zasad – te mówiły wprost – sensem Twojego istnienia jest obrona Świata Cieni.
Czy tego chciał, czy nie, musiał przyznać, iż nawet jako obleśne pijawki, wampiry posiadały dusze, co niejako wpływało na łagodzenie osądu. Wilczemu jestestwu nie do końca się to podobało, jednak wielkiego wyboru w tej materii nie było. Stąd przecież wrodzone konflikty i kilka przepychanek pomiędzy osobowościami. Czas pokaże, czy wspólne rezydowanie w jednym ciele zmusi ich w końcu do wypracowania kompromisu.
Ponoć Venomowi się to udało…
Wejście do lokalu – no więc nic specjalnego. Otwierasz drzwi, przytrzymujesz je nogą, a potem wbijasz na pełnej parze z pakunkami w dłoniach. Mijasz Panią za ladą, która pędzi z zamówieniami. Początkowo nie zwracasz uwagi, lecz potem Twój nos zaczyna wyłapywać wyraźne wonie. Ah… No i nie ma się czemu dziwić – Podziemni. Ruch jak na weekend dość spory – typowo. Przełożony personelu prosi o przysługę – pomożesz? No więc wilkołak wzrusza ramionami – za kilka dodatkowych groszy może użyczyć ręki, choć w tym wypadku nawet dwóch, co by roznieść pozostałe zamówienia po stolikach.
- Proszę. – krótko rzucony tekst z nieco twardszym akcentem – dla wprawnego ucha wyraźnie japońskim. A potem to już wiadomo, postawienie zamówionej herbaty i łakocia dla niekoniecznie zdrowotności. Nie wilkołakowi oceniać, on tu jedynie pracował. To, że oczy otaksowały sylwetę, a nos drgnął na zapach spalonej zapałki… Sora wyjątkowo do czarowników nic nie miał, przynajmniej póki temat nie schodził na układy.

Some people will tell you werewolves can only shapechange under a full moon, but people also say there's no such things as ghosts.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Sooheon Jeong

30 lat.


176 cm


Podążaj za swoimi celami, krok po kroku.






[Cytuj]
Oczekiwanie na swoje zamówienie nie dłużyło mu się, bo kiedy przyjął postawę siedzącego myśliciela, rozpoczął w swojej głowie grę, którą sam wymyślił z nudów, podczas czekania.
Gdy za oknem przechodził jakiś przechodzeń nadał każdemu jaką etykietkę z jego autorskim podpisem. Brał pod uwagę sposób ubierania i zachowanie, przecież nie będzie wchodził do każdego ludzkiego umysłu. Jakby miał to zrobił w farmie układu też by odmówił, bo to jest nietyczne, żeby czytać myśli kogoś. To była pierwsza zasada ustalona przez Jeonga, a druga to on sam by zwariował.
Patrząc wstecz, to co go spotkało w dzieciństwie i późniejsze uporanie się z traumami i funkcjonowanie w jakiś sposób w tym pomylonym świecie zajęło mu dużo czasu.
Na samą myśl o tym, ciężko westchnął. Nie pokazując tego po sobie, ale był trochę tym zmartwionym, że jego myśli nadal krążą wokół przeszłości, której nikomu nie życzy. Nawet swoim wrogom.
Nie liczył załodze w herbaciarni czasu, nie był takim typem, który liczy komuś czasu z zegarkiem w ręku. Albo po piętnastu , najgorzej po dziesięciu minutach wychodzi z lokalu, bo nie spełniono jego wymogów. Tacy udzie to zadufani w sobie narcyzy. A Sooheon nie był taki, bo pracuje w podobnej branży, więc po części rozumiał co odczuwali pracownicy tutejszej herbaciarni.
Leniwym ruchem sięgnął - chyba powoli udzielał mu się klimat i muzyka lecąca w tle - po telefon. Odblokował go jednym ruchem palca, w sumie niedawno usłyszał od koleżanki w pracy, że powinien zmienić blokadę, bo jak zgubi albo zapomni telefonu to trzecia osoba może bardzo łatwo włamać się do jego urządzania. Odruchowo wszedł w kalendarz i jego ciemnym oczom ukazała się data z jego urodzinami. To już za niedługo, nie. To już jutro... Licznik jego życia przesunie się o kolejną liczbę do przodu. To było dołujące, że martwy przedmiot przypominał mu o jego urodzinach. Ale to przykre, ale niestety prawdziwe, niektórzy spędzają swoje urodziny w samotności, bo jeszcze nie do końca uporali się z swoimi demonami z przeszłości.
Dopiero mocny akcent go sprowadził do otaczającego go świata. Podniósł lekko głowę do góry. Chciał zilustrować osobę, która przyniosła mu zamówienie. Mając nadzieję, że będzie się tym rozkoszował. Jego spokojne oczy, zobaczyły chłopaka. przez chwilę przeszło mu przed myśl, że go wcześniej nie było, ale przecież mógł przyjść na swoją zmianę do pracy i teraz to jego kolej, żeby obsługiwać klientów.
- Dziękuję, mam nadzieję, że to czekanie nie poszło na marne - odpowiedział w języku chłopaka. Przecież nie będzie udawał głupa, że nie rozumie japońskiego, przecież uczył się tego języka, a teraz chyba przyszedł ten czas, kiedy musiał go trochę wykorzystać, żeby się dogadać z całkiem sobie chłopakiem. Jeszcze dodając parę groszy do dialogu, żeby nie skończyło się na suchym 'proszę' i ' dziękuję'.
Korean, English, Chinese, Japanese, Spanish, French


Haru Shimizu

25 lat


181 cm


From the shadows comes a wolf, yet he's no ordinary predator.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
No więc akcent – a to Ci dopiero heca! Miło słyszeć rodzime słownictwo w malutkim York. Zdziwienie? Niekoniecznie, jeśli tylko przyjrzeć się osobnikowi. Egzotyka jak się maluje, choć nie do końca pochodząca z kraju kwitnącej Wiśni. Głębszy wdech – postawmy więc na Koreę. Trafnie? Pewnie tak skoro i do Chin tutejszy jegomość nie pasował, ale hah, nie Sorze oceniać. Ostatecznie wzruszył ramionami, bo… Na smaku tutejszych wyrobów znał się tyle co nic – mógł jedynie zapewnić o ich wyborności poprzez ruch kącików warg i ich uniesieniu w szerokim uśmiechu, przyozdobionym kaskadą zabawnych piegów na policzkach.
- Życzę smacznego. – a niech będzie – rzucisz krótkim komentarzem dla zachęty. Co Ci szkodzi? – myślisz sobie, tak powoli odchodząc od stolika. Ukradkowe spojrzenie – ot zwykła ciekawość, bo mimo wszystko nie co dzień widywałeś czarowników, a ten ewidentnie do nich przynależał. Różnił go jedynie wiek – tak po zapachu przypominał bardziej młokosa niżeli starego dziada, któremu wielu życzyło szarzenia. Okropny to był los – szczerze i od serca nie życzyłbyś go nikomu. Niby magia, moc czarowania, długowieczność… I co jeszcze? Okrutna samotność, zwieńczona monotonią i apatycznością poszczególnych jednostek. Mimo potęgi nie chciałbyś narodzić się jednym z nich, bo pomimo niezgodności w wielu kwestiach, szanowałeś cykl życia i fakt, że nie rozciągnięto Ci go na długość niekończącej się „nieskończoności”.
Sora nie należał do osób wybitnie upierdliwych. Tak zwany zakończony quest oddał w ręce personelu – w zamian za to otrzymał sowity napiwek i gorące podziękowania. W teorii mógł opuścić już lokal – w praktyce doszło do nagłego zatrzymania, przybyciem dodatkowej klienteli. Para kolejnych fioletów? A może wróżek? Wilki? Nefilim? Mnogość zapachów i znaczna odległość utrudniały poprawną analizę. Oh Ty głupkowaty debilu – a mówili Ci mnisi z Tybetu – zabierz się za swój nos! Tak się kończyło błogie lenistwo i niechęć do nauk – szczęśliwie w zanadrzu rosły basior posiadał jeszcze uszy. I może zainteresuje to też czarownika, bo kilku z bywalców po zajęciu miejsc w stosunkowo niedalekiej odległości, zaczęło rzucać plotkami na lewo i prawo. Już na dzień dobry wydało się ich pochodzenie, w końcu kto normalny gadał o wydarzeniach w Requiem. Chociaż? Nie zapominajmy, że w całym tym syfie brali udział też Przyziemni… No a wilk? Tak jakby spiął się wyraźnie.
Pora uciekać Sora – pora się zmyć, nim ktoś Cię tu rozpozna. Gorzej – wśród nich na pewno błąkał się ten powalony wilkołak. Ah dajże no spokój! A jeśli nie? Oby tylko do uszu nie dotarła żadna kolejna pieśń. Naprawdę nie po drodze była mu kolejna sprzeczka z pijawkami.

Some people will tell you werewolves can only shapechange under a full moon, but people also say there's no such things as ghosts.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo