L.J. Henderson
[Usunięty]
L.J. Henderson
[Usunięty]

Leoben Jason Henderson

Imię: Leoben Jason
Nazwisko: Henderson

Data urodzenia: 16.05.1970r.
Miejsce urodzenia: Glassgow, Anglia

Wiek: 49
Wzrost: 192
Waga: 91

Rasa:Pół- Faerie: Pucas
Przynależność: Ciemny Dwór
Wizerunek: Samuel Larsen



APARYCJA

Henderson to dość wysoki, smukły mężczyzna o lekko zarysowanych, sprężystych mięśniach. Nieco dłuższe włosy, na punkcie których ma jakieś skrzywienie ukrywają szpiczaste, wróżkowe uszy przed ciekawskim okiem Podziemnych, którzy potrafią przejrzeć przez magiczne maskowanie. Chęć ukrycia uszu przed światem cieni sprawiła, że zaczął przejawiać zdolności kameleona. Przekonanie, które mu zaszczepił wampir, który go wychowywał sprawiło, że L.J. najchętniej by się przed wszystkimi maskował. Nie przeszkadza mu to jednak w tym, by w baśniowej krainie chadzać w kwietnych wiankach, albo wplatać rośliny w swoje włosy. W końcu jest wróżką, a wróżki tak mają. Śniada cera, włosy niemal czarne, ciemnobrązowe oczy o dzikim spojrzeniu. Na ciele widoczne tatuaże nawiązujące głównie do religii i mitologii. To cały L.J. Fryzury potrafi zmieniać często, stroniąc od nudy stylistycznej. Nieodłączna część image’u to papieros. Umiejscowiony za uchem, w kącikach ust albo gdzieś między palcami czy wystający z jakiejś kieszonki. Ciężko bez tego atrybutu go zobaczyć. Często ta fajeczka jest dość zmęczona. L.J. rzadko pali.
Ma nieco zadziorny czy wręcz bezczelny wyraz twarzy i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jest przystojny, z czego niezmiernie często korzysta. Ładniutkim chłopcom wybacza się więcej.
Wizualnie wygląda na ok. 25 lat, przedstawiając się podaje, że ma ich 29, rzeczywistość jest jednak okrutna. Jak na swoje standardy jest dość starym, 49-letnim pierniczkiem. Można sobie złamać ząb, chcąc go okiełznać.


CHARAKTER

Henderson to faerie o skomplikowanej osobowości. Z urodzenia człowiek, z wychowania niemal wampir, z przypadku pół-wróżka. Od najmłodszych lat hartowany, by potrafił sam zatroszczyć się o siebie i najpotrzebniejsze rzeczy. Zaradny, odważny, cwany, dobrze zorientowany. Lawirowanie między półprawdami odziedziczył po przodkach – potomkach wróżek. Jego korzenie genealogiczne sięgają ciemnego dworu. Unika odpowiedzialności i zobowiązań. Przyłapany na gorącym uczynku potrafi bezczelnie naginać rzeczywistość i fakty, jakby mówił „to nie ja”. Odwraca przysłowiowego kota ogonem, zagaduje, zmienia temat i robi tyle niepotrzebnego zamieszania, by oszczerca się zamotał i w końcu zrezygnował, zapomniał i odpuścił. Ceni sobie dostatnie i wygodne życie, unika niepotrzebnego wysiłku i skomplikowanych relacji. Kocha pieniądze. Nie tylko potęgę, której są nośnikiem, ale nawet sam zapach i dźwięk banknotów. W związku z tym jego przyjaźń czy przychylność można sobie zwyczajnie kupić. Nie jest jednak aż tak bezduszny i cyniczny, by nie mieć wokół siebie takich osób, które mógłby śmiało nazywać przyjaciółmi. Dla nich byłby w stanie zrobić wiele, chociaż nie afiszuje się z tym. Nie rozdaje żadnych deklaracji. Prędzej skłamie, że mu nie zależy albo znajdzie sposób, by tak to powiedzieć, że w końcu nie będzie wiadomo co miał na myśli. W tym przypadku ważniejsze niż jego słowa, są czyny. Innych ocenia w podobny sposób – po ich czynach i słowach, których nie powiedzieli, chociaż mogli. Do błędów czy porażek nie przyznaje się, nawet jak dowody są niezbite. On? Naprawdę? Sądzisz, że to możliwe? Potrafi być zdziwiony. Ten wyraz twarzy ma wyćwiczony do perfekcji. Ale że jego ręka? Jesteś pewien? No nie sądzę. Chyba ty. .


BIOGRAFIA

Urodziłem się w tak zwanej patologii. Nie dbam o nazwy. Byłem dzieckiem i nie znałem innego życia. Wóda, fajki i kurwy były u nas na porządku dziennym. Starego czasem zgarniały gliny, znajdowały przy nim jakieś fanty. Znikał na tygodnie lub miesiące. Zależy czy się ukrywał, czy dał złapać. Matka ciągle chodziła w ciąży. Skądś trzeba było brać na życie. Tyle gąb do wykarmienia i niekończąca się balanga przeplatana kacem i klinem.
Mieszkałem w nieciekawej dzielnicy. W domu brakowało podstawowych rzeczy. Kasa była tylko na wódę i fajki. Bez całej reszty przecież można żyć. Każdy z nas od najmłodszych lat uczył się, że jak nie zakombinuje, to nie je. Z pustym brzuchem ciężko się myśli i jeszcze ciężej zasnąć.
Doiliśmy opiekę społeczną jak tylko się dało i żerowaliśmy na ludzkiej naiwności. Do 10 roku życia byłem „uroczym chłopcem”. Potem było ciężej, więc częściej się biłem i kradłem. Aż chciałem okraść wampira. Nierozsądne. Zgodzę się z tym, tylko skąd miałem wiedzieć, że to jest wampir?
W mojej rodzinie, to było dość powszechne, że zdarzały się przypadki choroby umysłowej. Jak się później dowiedziałem – w moich żyłach płynęła krew wróżek z Ciemnego Dworu. Dawne dzieje, ale zawdzięczaliśmy jej wdzięk, umiejętność lawirowania słowem i „choroby umysłowe”, które dotykały licznych z nas. Świrom zdawało się, że widzą demony. Ja na szczęście byłem zdrowy. Z drugiej strony – pewnie uniknąłbym takiego losu, gdybym też widział. Wampir, którego chciałem skroić, zamiast mnie zjeść, zrobił coś zupełnie innego. Zatrudnił mnie. Dawał drobne zlecenia. Testował, czy się nadaję? Wtedy tak przypuszczałem. Starałem się z całych sił, by mu udowodnić, że jestem dobry w tym, co robię. Dobrze wykonane zadanie wiązało się z całkiem niezłym zarobkiem, dodatkowymi profitami i miłym towarzystwem. Życie ponad stan sprawiało, że musiałem w to dalej brnąć, by mieć na utrzymanie tej iluzji. Fuszerka wiązała się nie tylko z brakiem kasy, ale również z karą. Były przeróżne. Raz spędziłem kilka dni w szpitalu. To mnie miało nauczyć, żeby nie odstawiać maniany i NIGDY, ale to PRZENIGDY nie okłamywać tego frajera, który mi płacił prawie za nic. (Wtedy wydawało mi się, że za nic, ale brał ode mnie znacznie więcej niż przypuszczałem i uwikłał mnie w swoją historię znacznie głębiej niżbym sobie tego życzył.) Z biegiem lat zacząłem łapać o co chodziło. Stawałem się do niego bardzo podobny. Klon niemal idealny. Gdyby nie to, że się wcale nie starzał, mógłbym przypuszczać, że w jakiś sposób chciał odpokutować za grzechy młodości. Do pokutnika było mu jednak daleko.
Kupił sobie moje życie, gdy skończyłem 15 lat. Opuściłem dom i przeniosłem się do Yorku, żeby mógł być „chodzącym za dnia”. Takie oszustwo względem Hekate. Gdybym to ja był tym całym Hekate, to nieźle bym się wkurzył.
Nauczyłem się dzielić z nim życie. Mieliśmy jedno mieszkanie, jedną dziewczynę i takie tam. Jak bliźniacy, którzy udają, że urodził się tylko jeden, a drugi nigdy nie istniał. Jak Piotruś Pan i jego niesforny Cień. Musiałem tylko wracać przed zachodem słońca i całą noc spędzać tam, gdzie on przebywał za dnia. Gdybym się bardziej znał na wampirach, to bym wiedział, że ¾ rzeczy, które mi obiecywał nigdy nie trafiało do mnie. Kłamliwy skurwiel mieszał mi w głowie, tworzył fałszywe wspomnienia tylko po to, bym był bezwolną marionetką w jego rękach. Najgorsze, że praktycznie nie zdawałem sobie z tego sprawy. (A może to jednak było zbawienne?) Czasem tylko łapię się na tym, że nie pamiętam niektórych szczegółów, a do szczegółów mam pamięć dobrą. Nawet aż nadto. W końcu od dzieciaka musiałem być uważny, i zwinny, żeby nie dać się złapać, gdy zabierałem portfele poczciwym staruszkom.
Żyłem tak sobie moją połową życia. Czasem wymykałem się z domu. Bycie w 2 miejscach w jednym czasie bywa pomocne. Jak wtedy, gdy oskarżono mnie o morderstwo, bo ktoś widział „mnie” z tamtą dziewczyną. Na szczęście w czasie morderstwa zbyt wiele osób mnie widziało w zupełnie innym miejscu. Nawet nagrałem się na kamerę w barze, gdzie trochę się poturbowaliśmy. Świeże rany po bójce były na to odpowiednim dowodem. No i DNA się nie zgadzało. Muszę uważać. Musimy uważać. On też miał swoich wrogów, na których miałem uważać za dnia. Wiedziałem o nim tyle ile potrzeba było, by utrzymać tą iluzję. On wiedział o mnie wszystko. Do pewnego momentu, ale to trochę nowszy rozdział historii, do którego wrócę.
Pięści mam szybkie i mocne, czasem sięgam po krótkie ostrza. Lubię walkę na krótki dystans, bo wtedy czuję, że panuję nad sytuacją. Mogę polegać na sile swoich mięśni, wyćwiczonych ruchach. Biję się odkąd przestałem być ładniutki i na ładne ślipka nie dało się nic zyskać. Ulica była dobrą szkołą, a wampir w to nie ingerował. Czasem nawet chwalił. Zachęcał do rozwijania swoich ulicznych talentów. Wieczorami popijaliśmy piwo i strzelaliśmy do puszek. Miał jednak trochę człowieczeństwa w sobie, jak mi się wydaje. Trochę traktował mnie jak ojciec, którego nigdy nie było w domu. To potrafi zrodzić jakieś przywiązanie. W jakiś sposób obaj byliśmy od siebie zależni. Nauczył mnie nie tylko strzelać, ale i poprawnie się wysławiać. Znaczy – mówić w śmieszny sposób, jakimś antycznym angielskim i francuskim. Uczyłem się chętnie. Czytania, przede wszystkim z ksiąg okultystycznych, więc trochę tej wiedzy mi zostało w głowie. Poznałem, że jak się człowiek odpowiednio przebierze i mówi po tym jego francuskim, to lepiej go ludzie szanują. Tam we Francji, bo u nas to nikt prawie tego nie czai, bo i po co?
Jak miał dobry humor zabierał mnie na ryby. Wtedy opowiadał różne historie. Dość zabawne. Czasem straszne. Zawsze pouczające. Zanim się spostrzegłem upodobniliśmy się do siebie znacznie bardziej niż tylko z wyglądu. To się nazywa - uwaga, trudne słowo – indoktrynacja. Wprowadził mnie troszeczkę w swój świat opowiadając nieco o wampirach. Podstawy, bym potrafił zadbać o jego bezpieczeństwo i interesy. Nigdy natomiast nie widziałem jak się posilał. W jakiś sposób teraz jestem mu za to wdzięczny.
Pewnego razu wysłał mnie do Fairylandu... Nie bezpośrednio on, ale... było już po zmroku, gdy jeden z jego przyjaciół przyszedł. Nawymyślał mi, że jeszcze nie jestem gotowy i zabrał do portalu. Wepchnął tam właściwie. Skąd mogłem wiedzieć, że tam nie wolno niczego jeść? Nie mogłem. Rozmawialiśmy o wampirach, a nie o wróżkach czy innym tałatajstwie. Wtedy nasz kontakt się zupełnie urwał na kilka lat. Siedziałem sobie schowany w bajkowej krainie odkrywając talenty, którymi obdarzył mnie los. Moimi wróżkowymi atutami są wdzięk, władza nad zwierzętami i nadludzka siła. Myślę, że już na tyle dojrzałem, że zaczęli mnie puszczać na świat. Początkowo zaglądałem na krócej. Dowiedziałem się wtedy, że mam syna. Zajął się nim mój sobowtór. W jakiś sposób byłem spokojny. Wiedziałem, że nauczy go tego, co potrzeba do przetrwania. Dużo mi o nim opowiadał. Czasem zamienialiśmy się miejscami, jak za czasów, gdy byłem człowiekiem. Teraz pozwalam sobie mieszkać w Yorku. Stare mieszkanie jeszcze stoi, tylko mojego wampira ani widu, ani słychu. Wyjechał jakieś dwa lata temu i słuch o nim zaginął. Szukam swojego "bliźniaka" i staram się sobie ułożyć życie w Yorku na nowo, tyle że po staremu.


CIEKAWOSTKI

* nigdy nie pił krwi wampira, nawet gdy był na jego usługach
* czasem jeździł po kraju/świecie udając swojego „pracodawcę”, w sumie nadal to robi
* w głębi ducha ma nadzieje, że ten nie wróci za szybko, bo całkiem dobrze mu być Hendersonem na 3 etaty
* nie wydaje mu się, by to, że jest teraz faerie miało coś zmienić w tej umowie, zwłaszcza że już jako wróżka podszywał się pod „bliźniaka”
* hobbystycznie zajmuje się zgłębianiem wiedzy okultystycznej i francuzczyzny
* z konieczności wnika we wróżkowe sprawy i rzeczy, które każda wróżka powinna wiedzieć
* zwykle zwracają się do niego po nazwisku, czasem ktoś powie L.J.,
* ma dość niski, zmysłowy głos
* używa drogich perfum, ubiera się w drogie ciuchy, bywa w modnych miejscach
* mroczną wojnę i postanowienia zimnego pokoju - "przespał". Siedział w Faeirylandzie skupiony na dojrzewaniu i jakichś innych pierdołach. Od czasu do czasu doglądając do swojej dość dziwnej „rodziny”. Ani wojna ani postanowienie nie wpływało na niego w żaden bezpośredni sposób.
* jego panią jest mamona, panem dostatek, a kochankami luksus i obfitość
* wyższych wartości nie wyznaje - są nieopłacalne
* jak coś spartoli, to zwykle mawia "a ktoś mi to powiedział?", "ktoś wyjaśnił?", "ktoś ostrzegał?"; cokolwiek by się nie wydarzyło – on nigdy nie jest temu winny
* zawsze posiada przy sobie scyzoryk lub inne użyteczne ostrze w miejscu, które jest gwarantem szybkiego sięgnięcia po broń w razie potrzeby
* w Yorku pracuje w salonie SPA dla zwierząt – można do niego przyjść z wilkołakiem (dla wampirów, które posiadają łaka na stanie – 20% zniżka)
 
L.J. Henderson
[Usunięty]
L.J. Henderson
[Usunięty]

Skończona, L.J. chętnie udzieli wizerunku bliżniakowi - wampirowi (jeśli takowy w ogóle się kiedykolwiek pojawi) :)
Ukryta Wiadomość:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
 

Shizhi

717 lat


175 cm


I have no regrets. I don’t regret living any moment of my life. I just have one…






Naczelny stalker

Multikonta: Shizhi i gromada
~ Tej KP nie tykać <3 Będzie ona sprawdzana

To an assasin… Having a heart is the same as death. The moment you have a heart… It’s the moment an assassin dies. The so-called heart… Was abandoned a long time ago.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo