Annabel Lee

24 (377)


167 cm


Tra intrecci di brina sovviene memoria Del tuo nome e d'antiche leggende






[Cytuj]
Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, gdy mi czynił te wymówki, ale… nie znalazłam słów na obronę. Miał trochę racji. Nigdy mu nie dałam jasnego znaku, że ma jakieś szanse. Moje relacje ze Stwórcą były dość skomplikowane. Poza dowolnością w wielu dziedzinach życia – w tym, co się nazywało prywatnym życiem – zawsze miał coś do powiedzenia i przeganiał ewentualnych adoratorów, aż w końcu został mi tylko on.
- Groził Ci, czy to, że starałam się trzymać z daleka, by nie ściągać na Ciebie jego gniewu nie było wystarczająco zielonym światłem? – Nie mogłam pozwolić, żeby zwalał całą winę za te lata, które mogliśmy spędzić razem, na mnie. No dobrze, to była czysta improwizacja. Ale niech powie, że tak nie było. Jeśli nie, to czemu go czasem podpatrywałam z ukrycia? Byłam ciekawa co u niego, czy ma się dobrze i czy mój Stwórca dotrzymał obietnicy i nie ściga go ani nie uprzykrza mu w jakiś inny sposób życia.
- To dlatego, że sprawdzałam czy zostawił Cię w spokoju, jak obiecał. – i tylko resztka silnej woli trzymała mnie z daleka… poza tymi kilkoma razami, gdy spotkaliśmy się naprawdę przypadkowo.
- Wiele, to znaczy ile? – Wcale nie łapałam go za słówka. „Wcale”. Spojrzałam pytająco. Może mi powie, a może nie. Miał co najmniej coś koło 400. Myślałam, że z biegiem lat nauczę się szacować wiek Podziemnych, ale to było bardziej skomplikowane niż w przypadku ludzi.
Uśmiechnęłam się. No tak, szarmancki jak zawsze. I jak zawsze miałam wrażenie, że jakieś nieco rozwiązłe myśli krążyły pod tą czarną jak noc czupryną. Nie wiedziałam jak on to robił. Sprawiał wrażenie, że był jak żywy ogień, a kiedy mówiłam nie – zatrzymywał się w miejscu, jakby nie miał tej niszczycielskiej mocy.
- Chyba opuściłam jakąś ważną lekcję na temat wróżkowych mocy. – paluszki mojej prawej dłoni wspinały się po jego umięśnionym brzuchu, mostku, klatce piersiowej, aż dotknęły jego ust. Z najbardziej niewinną miną, na jaką udało mi się zdobyć, zapytałam:
- Pożeracie swoje „ofiary” czy jak? – patrzyłam w jego oczy, wyraźnie widziałam ich kuszący blask. Może tylko w tym świetle wyglądały tak majestatycznie – jakby był blisko, a jednak daleko. Coś, co w nich się czaiło mnie zaniepokoiło. Kolejne stwierdzenia wróżka niejako rozjaśniły mi sytuację. Jak mogłam nie zauważyć, że był smutny.
Właściwie miałam już swoje lokum, ale nikt nie powiedział, że nie może służyć jako rezydencja przeznaczona do przyjmowania gości. Miejsce, gdzie się mieszkało warto było trzymać w tajemnicy.
- No nie wiem, czy byłbyś zachwycony dodatkowym meblem w postaci trumny. – roześmiałam się nieco nerwowo. Jego propozycja była tak nagła… i chciałam od razu powiedzieć, że fajnie i chodźmy mnie przeprowadzić w tej chwili, ale może tylko był zwyczajnie uprzejmy? Nigdy nie miałam pewności czy choć w niewielkim stopniu odwzajemnia moją fascynację jego osobą… bo wydawał się do tego wszystkiego podchodzić dość rozsądnie. Jak mówiłam NIE – wycofywał się i nie wychodził więcej z inicjatywą. Nie wiedziałam jak to interpretować. Nie byłam przyzwyczajona do czegoś takiego.
- Kolejka? – zaśmiałam się. - Nie zauważyłabym takiej. Jestem zbyt zajęta sprawami nieśmiertelnych. – fakt, dla siebie miałam niewiele czasu. Odkleiłam się od Shadowa i przysiadłam na podłokietniku kanapy i wróciłam do poprzedniej zabawy. Zaszeleściłam zwitkiem banknotów. Kiwnęłam paluszkiem, żeby się zbliżył… miejsce banknotów było za jego paskiem, za szpiczastym uszkiem...

You're every dream I lost and never found

Elvan /Andy Shadow/

701


182 cm


Here's to the lonely hearts and the ones that never change







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Rose, Ceris
Andy chwilę się zamyślił przywołując wizję tego spotkania ponownie z "rodzicielem" Gianny.
- Wątpię czy Twój kochany Stwórca opowiedział Ci bliskie spotkanie po raz drugi ze mną... - zaczął.
Domyślał się, że wampirzyca chciała usłyszeć tą historię.
- Wiele lat minęło gdy zapewne nauczyłaś się być Dziecięm Nocnym. Pomyślałem, że nawyžszy czas spotkać się z Tobą i w jakiś sposób zabiegać o Twoje względy. Jednak gdy odkryłem w którym zamku mieszkasz musiałałem natrafić na Twojego Stwórcę. Usiłowałem mu wytłumaczyć, że chce z Tobą porozmawiać. Zaczął mnie wyzywać, a poza tym opowiadał, że Ty mu się oddałaś i jesteś szczęśliwa. Mówił, że znalazł Ci szlachetnego wampira. Nie wierzyłem w to. Wziąłem nawet kołek by ubić Twojego Stwórcę. Jednak powiedział mi co już wiedziałem o wampirach. Mianowicie cierpisz jak się zabiję Stwórcę. Poza tym pokazał mi okno. Gdy tam stałaś wyglądałaś na szczęśliwą obok Ciebie był jakiś mężczyzna co wręczał czy kwiaty. Jak się potem okazało obiecał Ci, że mnie nie Twój Stwórca skrzywdzi, a ja za to mam się nie zbliżać do niej, bo zauważył że od mojego spotkania z Tobą o nikim innym nie piszesz w swoim zeszycie niż o mnie i nie czujesz nic do mnie tylko pragniesz mojej krwi. Zgodziłem się, bo nie miałem innego wyjścia. Dałem Twojemu Stwórcy list i pisałem, że chce Cię odbić i adorować i w ogóle. Jednak jak widzę z perspektywy czasu nigdy go nie dostałaś. Ot cała historia - mówił.
Pod koniec słychać było smutek w jego głosie. Na chwilę uwolnił się z objęć Gianny. Przeczesał swoje długie kruczoczarno włosy. Nie chciał pokazać po oczach jak mu nawet do tej pory było z tym ciężko.
Na chwilę zamknął oczy. Gdy otworzył wszystko z tamtej "wizji" zniknęło. Choć mówi się, że oczy są odzwierciedleniem duszy to Elvan nauczył się w jakiś sposób oszukiwać innych.
- Jednak to minęło nie ma co wspominać. Teraz w końcu można skupić się na teraźniejszości - przyznał.
Zaraz wrócił do niej z szerokim uśmiechem. Czuł przyjemne mrowienie kiedy delikatnie dotykała ją swoim paluszkiem.
- Możliwe, nie zaprzeczę - stwierdził.
Być faerie nie jest łatwo. Siegając pamięcią Król Wróżek znany był z tego że zabijał swoje potomstwo. Elvanowi jak i Księci udało się. Jakoś wtedy nie miał humoru na synabójstwo i jego przybranego brata.
Słysząc tekst z trumną cicho się roześmiał.
- Oczywiście nie. Nie wiem czy byś nie wystraszyła się mojej kolekcji broni, które pomogły mi w róžnych sytuacjach - przyznał.
Zamyślił się na chwilę.
- Jesteś naprawdę piękną kobietą. Może przyszedł czas by zająć się życiem towarzyskim - podpowiedział.
Gdy się odkleiła nie zatrzymywał ją. To ona tutaj rządziła. Wykupiła występ, a tak czy siak Andy był profesjonalistą. Uśmiechnął się zadziornie widząc plik gotówki.
Tanecznym krokiem ruszył do niej. Zanim blisko nien doszedł zdarł z siebie spodnie. Ukazując męskie czerwone stringi. W wcześniejszym dolnym ubiorze nie było widać, ale Elvan miał naprawdę czym się pochwalić, chodzi tu o jego męskość.
- Co sobie jeszcze życzysz? - zapytał.

Elvan

<tbody>
</tbody>

The show must go on. Yeah. Inside my heart is breaking.
My make-up may be flaking. But my smile still stays on!

Annabel Lee

24 (377)


167 cm


Tra intrecci di brina sovviene memoria Del tuo nome e d'antiche leggende






[Cytuj]
Zaczynało się robić ciekawie. Mój Stwórca miał wiele sekretów. Jak widać do nich należało również spotkanie z Andym. Zrobiłam wielkie oczy ze zdziwienia. Nie spodziewałam się usłyszeć tego, czym się za mną podzielił. Nie mogłam pójść do ojca i go wprost zapytać, poznać jego wersję… Jedyne co wiedziałam – Faerie nie kłamały. O tym krążyły już niemal legendy.
- To prawda, pisałam dzienniki. – wyznałam. - Miało mi to pomóc zapanować nad instynktami. I w jakiś sposób faktycznie pomagało. – byłam wtedy młoda i naprawdę ufałam, że jedyny cel prowadzenia tych zapisków to przeanalizowanie swoich myśli, zrozumienie instynktów, które pchały mnie do określonych działań. Pisałam je właśnie w chwilach, gdy zew krwi był najsilniejszy. Pisałam je szybko i dość bezmyślnie, mechanicznie. Po kilku stronach przelanych na papier dopiero Stwórca mnie wypuszczał i pozwalał polować. Pisałam dużo o Andym, bo zrobił na mnie niezwykłe wrażenie. Nawet nie byłam świadoma, że o nim piszę. Nie wszystkie zapiski do mnie wracały. Większość złościła Stwórcę, że jednak był ktoś, kto stanowił zagrożenie dla jego pozycji.
- ale nie przypominam sobie, by w tych dziennikach były wzmianki o pragnieniu Twojej krwi, chociaż...- zawiesiłam na nim wzrok z niejako szelmowskim uśmieszkiem. - wyglądasz i – zaciągnęłam się jego zapachem uwalniającym się subtelnie zza szpiczastego uszka… - pachniesz smakowicie. – moje zachowanie nieco odbiegało od zachowania dobrze wychowanej panny, ale przecież czasy się zmieniały… i nawet ja musiałam uczyć się nowych sztuczek, by nadążać za epoką i nie pozwolić się zdemaskować. Jednak na chwilę zamarłam, jakby ktoś wbił mi serce lodowaty szpikulec słuchając o nieotrzymanym liście. Z jednej strony byłam rozczarowana, że Stwórca tak postąpił… z drugiej – czy mogłam się mu dziwić?
Jego drobny, zwyczajny gest rozegnał chmury wspomnień, rozwiał żal, który nie mógł dokonać się w przeszłości. Patrzyłam jak zamyka oczy i w napięciu czekałam na to co powie, gdy znowu je otworzy. Spodziewałam się raczej słów w kontekście – było – minęło – nie wróci. Ale uśmiech rozwiał moje obawy. Pan wróżek ze mną flirtował? To chyba kolejna rzecz, którą lubiłam, a o czym nie wiedziałam aż do tej pory. Dlatego pozwoliłam sobie na palczaste przebieżki po jego zmysłowym ciele. To, co w normalnych okolicznościach powinno być przestrogą – wywołało uśmiech.
- Tak myślałam. – cokolwiek próbował mi powiedzieć – zrozumiałam, że trumna w jego domu mogłaby się odpowiednio wpasować w wystrój zbrojowni. W sumie – dobre miejsce, by się schować. Nikt nie chwalił się swoim arsenałem. Tak przynajmniej przypuszczałam. Jak się miało za chwilę okazać Andy też na co dzień nie chwalił się swoimi atutami... ale o tym później.
- Lubię gustowną broń.- powiedziałam, a mój wzrok mimowolnie skupił się na jego ślicznych ząbkach. Było w nich coś niebezpiecznego, a to mnie nakręcało. Lubiłam ten stan niepewności i odczuwania zagrożenia. Odnosiłam wrażenie, że mimo tych pozorów dobrego wychowania potrafił być bardzo niegrzeczny i niebezpieczny. To mnie pociągało.
Uśmiechnęłam się zostawiając jego podpowiedź bez komentarza i wróciłam na kanapę. Ledwie usiadłam (dobrze, że zrobiłam to wcześniej niż z wrażenia, które dopadło mnie chwilę później) , a spektakl toczył się dalej. Skrzydła, choć martwe, w rytm jego kroków przecinały powietrze wydając ciche pomruki. Był oszałamiający. Gdyby ktoś mnie kiedyś spytał na czym polega fenomen wróżek, to po tym, co ujrzałam dzisiaj w wykonaniu mojego prywatnego tancerza, miałabym gotową odpowiedź trafiającą w samo sedno. Fenomen wróżki polega na tym, że jest w niej tyle samo z demona, co z anioła. Kusi swoim wdziękiem i rozsiewa czar zauroczenia. Z tym, że zauroczenie to określenie pięknej i ulotnej chwili. Jak nazwać zauroczenie, które nie mija po kilku wiekach i odżywa na nowo z każdym jego ruchem?
Nie miałam jednak czasu tego analizować. Nim się spostrzegłam jednym gestem pozbawił się spodni i… muszę przyznać, że mój nieskromny wzrok pobiegł w stronę czerwonych stringów… o (uwaga, myślę właśnie szeptem, bo to bardzo nieskromne myśli) imponująco zapowiadającej się zawartości. Wachlarz z banknotów wprawiony w ruch schłodził mnie nieco. Na twarz wypełzł niedający się powstrzymać wyraz WOW. Zwinęłam jeden z banknotów i lekko przejechałam nim od pępka Shadowa do gumki, za którą umieściłam nominał.
- A jest coś w ofercie poza tańcem? – usiłowałam być skromna, ale chyba już nie bardzo mi się to udawało...

You're every dream I lost and never found

Elvan /Andy Shadow/

701


182 cm


Here's to the lonely hearts and the ones that never change







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Rose, Ceris
Może i Andy miał już bardzo wiele lat, ale doświadczenie i nauka zachowań jak je rozpoznać nie jest łatwe. Zapewne Stwórca Gianny w wielu sprawach go oszukał. Na pewno w tym, że kobieta ma już kogoś i jest szczęśliwa. Zabrałby ją ze sobą, ale to, że pragnęła wróżkowej krwi? Też bylo przekłamaniem czy było w nim ziarenko prawdy? Jak zaraz się dowiedział raczej było.
- Naprawdę wtedy bardzo chciałem ułożyć sobie z Tobą życie. Jednak jak słyszałaś podstępek i kłamstwo w niektórych aspekrach Twój Stwórca zaprzepaścił to wszystko. A może, że teraz się spotkaliśmy to nie jest przypadek? - zapytał bardziej retorycznie.
W jakiś sposób sprawiło mu przyjemność, że słyszy że wampirzycy podoba się broń.
- Są one z różnych dekat, a tak zachowane, że można nimi walczyć. Jednak to później gdy będziesz u mnie - wyjaśnił.
Wracając jeszcze do tego jak pachniał Elvan. Cóż... może kiedyś spróbują gryzienia. Jednak to czas pokaże.
Zaskoczyło go to pytanie.
- Najwyżej mogę Ci pośpiewać, ale nie jestem... męską dziwką - odrzekł.
Ledwo przeszło pół faerie to przez gardło. Jakby znów wspomnienia o Królu wróciły, które zakopał głęboko w sercu. Przecież się pogodzili, a jednak zadra została to upokorzenie, wstyd choć nie został seksualnie wykorzystany tyle dekat nie mógł zrozumieć czemu Król Ciemnego Dworu to uczyń. Teraz to wiedział było to jakby... mała sprzeczka, zaczępka. Cóż wtedy dowiedział się o rodzicach. W sumie od dziecka słyszał szepty, że jest przybłędą.
Wracając, widząc minę Shadowsa miało się wrażenie jakby sam sobie walnął w policzek.
- Przed Twoim pokazem obiecałem sobie, że to ostatni raz i już nie będę striptizerem. Mam dość, tekstów, że jak tańczysz rozbierając się to od razu płacone jes za seks. Jeśli nie będziesz zadowolona oddam Ci pieniądze - wyznał.
Na chwilę się zastanowił.
- Mam nadzieję, że potem dasz się zaprosić do mnie jakby na kolacje albo po prostu drinka. Co Ty na to? - zapytał.
Może i Andy miał wiele sprzeczność w sobie. Jednak jakby się zgodziła to nue znaczy, że od razu pójdą z sobą do łóżka. Oczywiście Gianna mu się bardzo podoba i nie jest jeszcze tego wróżek świadomy, ale coś go ciągnie do wampurzycy. Od zawsze tak było. Jednak teraz w sercu czuję żal, ból. Nie może zapomnieć zachowania Johnny'ego. Tego, że... mieli być więcznie razem. Na chwilę Elvan odszedł i na mało widocznym stoliku stała butelka z rumem. Wziął ją i napił się z niej dobrych paru łyków. Chciał zapomnieć o tym wampirze, który bez słowa go zostawił jak wcześniej Syriusz.
Jednak brunet zaraz się ogarnął i wrócił do Gianny. Miał taką twarz jakby nic się nie stało.
- Wybacz, byłem spragniony - odparł.

Elvan

<tbody>
</tbody>

The show must go on. Yeah. Inside my heart is breaking.
My make-up may be flaking. But my smile still stays on!

Annabel Lee

24 (377)


167 cm


Tra intrecci di brina sovviene memoria Del tuo nome e d'antiche leggende






[Cytuj]
Niby wszystko było ok. Wyglądał oszałamiająco, poruszał się tak, że nie jeden mistrz tańca odznaczony tuzinami trofeów przy nim wypadał blado. Uśmiechał się i kusił. Prowokował… a jednak im bardziej dawałam się wciągnąć w ten spektakl tym mi się wydawało, że zagłębiam się w iluzję. Dosłownie wnikam w nią tak głęboko, że mogę namacalnie poczuć ścian szklanej bańki, którą się ode mnie odgradzał. Dużo mówił o przeszłości. O nas, którzy nie mieliśmy wtedy szansy… Nie wiedziałam, czy to właśnie na tym polegało. Czy płaciło się za to złudne poczucie, że po skończonym przedstawieniu będzie jakiś ciąg dalszy. Za obietnicę, która nie zostanie spełniona, nigdy. Nie wiedziałam. Nigdy wcześniej nie brałam w czymś takim udziału. Zaczynałam naprawdę czuć się dość niezręcznie. Jeszcze próbowałam przekonać siebie samą, że wszystko gra, że jest tak, jak powinno być, ale powoli zaczynało do mnie docierać, że tak nie jest. Nie tego się spodziewałam… Nie po tym, co mówił, co obiecywał… Czy raczej, co mi się wydawało, że obiecywał. Z jednej strony mnie kusił, a z drugiej wylewał kubeł zimnej wody. Czy zrobiłam coś nie tak? Czy za bardzo dałam się ponieść chwili?
Jego wyznanie mnie zdruzgotało. Pewnie dlatego zaproponował zwrot pieniędzy i zaprosił do siebie… poszedł się napić. Siedziałam tak przez chwilę jak zastygły w pozie posąg. Zabrakło mi tchu i chociaż byłam wszakże wampirem, miałam wrażenie, że z braku tlenu za chwilę zemdleję.
Odłożyłam zwitek banknotów na pobliski stolik. Usiadłam na kanapie i z miną zupełnie poważną zaprosiłam Andyiego skinieniem dłoni, by usiadł koło mnie.
- Ubierz się, proszę. – powiedziałam dość poważnym i zatroskanym tonem. A gdy tylko zdecydował że usiądzie (albo przystanie obok), w końcu do niczego nie chciałam do zmuszać, chociaż wyraźnie dawałam do zrozumienia, że lepiej by było, gdyby zechciał usiąść. Przeszłam do rzeczy.
- Niezależnie od tego co robisz, gdzie pracujesz, w jaki sposób zdobywasz pieniądze… ani razu nie przeszło mi przez myśl, by oceniać cię i choćby przez ułamek sekundy pomyśleć o tobie w kategoriach – nie chciało mi przejść przez gardło to słowo, ale chwila tego wymagała, więc nie miałam wyjścia, chociaż głos automatycznie mi się ściszył, bo damie nie wypadało się tak wysławiać -męskiej dziwki. – ujęłam jego dłoń. - Nie miałam też intencji w żaden sposób cię urazić. – pogładziłam jego dłoń mimowolnie, czy raczej w jakiś sposób tym gestem chciałam dać mu otuchy.
- Nie wiem, co ci się przydarzyło. Nie jestem sobie tego w żaden sposób, w stanie wyobrazić. I mało prawdopodobne, bym to zrozumiała. – też dużo przeżyłam, ale nie byłam w takiej rozsypce, w jakiej w tym momencie jawił mi się Andy, choć za wszelką cenę chciał to ukryć.
- Jesteś dobrym i wrażliwym mężczyzną. Utalentowanym. Możesz mieć u stóp każdą istotę, na którą spojrzysz i oczarujesz ją swoim nieziemskim urokiem. Nie wiem ani kto, ani w jaki sposób cię skrzywdził. Nie chciałam się przyczyniać do tego, byś czuł się w jakiś sposób uprzedmiotowiony…. Ja – spuściłam wzrok. Nie potrafiłam mówić takich rzeczy, ale nie chciałam go stracić, a wydawało mi się, że jeśli teraz nie zareaguję właściwie, to… stracę go na pewno. Nie mogłam sobie pozwolić na stratę ostatniej istoty, na której w jakiś sposób mi zależało. Nie bez przyczyny nasze losy splotły się ze sobą wieki temu… nawet jeśli nie pamiętałam szczegółów tego pierwszego spotkania czułam więź, która nas wtedy połączyła. - nie wyobrażam sobie życia bez ciebie… i jeśli czymkolwiek cię uraziłam, proszę, wybacz mi. Po prostu przez te wszystkie lata.. ja wiem, że… zawsze cię kochałam. – musiałam mu to wyznać. Niezależnie co teraz zrobi. Co pomyśli. Chciałam uciec, ale siedziałam. Nie mogłam się ruszyć. Nie patrzyłam na niego. Czekałam, aż mnie wyśmieje, albo się przede mną otworzy.

You're every dream I lost and never found

Elvan /Andy Shadow/

701


182 cm


Here's to the lonely hearts and the ones that never change







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Rose, Ceris
Na słowa Gianny zacząłem się ubierać.
- Przepraszam Cię, wszystko zepsułem - stwierdził.
Niestety w bardzo krótkim czadie Elvan bardzo dużo przeżył. Po raz kolejny został odrzucony choć wszystko tak dobrze się układało.
- Nie wiem jak inni tancerze, ale ja mam swoją godność i nie uprawiam seksu za pieniądze. Naprawdę wiele miałem propozycji czy też szyderstwa z tego względu. Więcej już ode mnie nie wyciągniesz - wyjaśnił.
Może wszystkiego się spodziewał, ale nie tego co teraz Gianna powiedziała. Na chwilę znieruchomiał.
Cóż... może to nie to samo, ale w jakiś sposób wyglądała miłość do Johnny'ego, bo chyba do tego się to wszystko zaliczało, a może nie? Tyle czekał na niego, a gdy już się wszystko ułożyło. Zaczęli się spotykać, mieli swoje uniesienia seksualne, a jak dobrze się zaangażował... dostał kopa w dupa i znów został sam ze złamanym serce. Czuł się wykorzystany.
Andy zaraz się ocknął z nostalgii i jakby smutku. Już wiedział co zrobi. Dalej stał, ale zaraz ukląkł przy wampirzycy i objął ją przytulając ją mocno.
Nie odrzucał miłości Gianny tylko jakoś nie był jeszcze gotowy na nowy związek. Poza tym może nie chcieć go teraz, bo... w jakiś sposób był załamany.
- Możemy porozmawiać, ale już nie tutaj - szepnął jej do ucha.
Naprawdę głos miał smutny, choć próbował to ukryć.

Elvan

<tbody>
</tbody>

The show must go on. Yeah. Inside my heart is breaking.
My make-up may be flaking. But my smile still stays on!

Annabel Lee

24 (377)


167 cm


Tra intrecci di brina sovviene memoria Del tuo nome e d'antiche leggende






[Cytuj]
Zabawę mi faktycznie skrócił, ale może to i lepiej. Spuszczona że smyczy znowu zaczynałam ulegać swoim mrocznym pragnieniom, a od tego do autodestrukcji droga była krótka i zwodniczo piękna.
- Nic nie szkodzi. - uśmiechnęłam się smutno. Wesoły nastrój odszedł w niebyt. Jakaś nuta goryczy wkradła się w tą bezksiężycową noc.
Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem jego podejście i zmęczenie wynikające z ciągłego tłumaczenia, że na tańcu się to wszystko kończy. W końcu i mnie trzeba było upomnieć. Co jednak poradzić na to, że Andy po prostu przyciągał niczym magnes i jakkolwiek chciałoby się temu przyciąganiu oprzeć, bez stanowczego NIE od wróżka nie można się było od niego odkleić? Ja na to nie potrałam nic poradzić. Powiem więcej - jakoś specjalnie z tego tytułu mi nie było przykro, chociaż przez wzgląd na okoliczności pewnie powinno...
Wiem. Przesadziłam z tym wyznaniem, ale pewne słowa mają jedyną sposobność do tego, by zostać wypowiedziane. Nie mogłam stracić swojej szansy. Jutro mogło być za późno. Mógł się zjawić kolejny Syriusz, albo co gorsza, potraktowany przedmiotowo również i przeze mnie Andy mógł się w końcu poddać. Nawet długowieczność nie gwarantuje, że damy sobie radę z wszelkimi ciosami, które nas dosięgają.
Ta chwila oczekiwania na jego reakcję trwała i trwała. Trochę zaczynałam być na siebie zła. Tym bardziej, że nie mogłam się w sobie zebrać, żeby jednak odejść z resztką godności jaka mi jeszcze została. To ja byłam pokonana. Wtedy, gdy już myślałam, że odejdzie bez słowa, ukląkł i mnie objął. Nie spodziewałam się jakichś wyznań, ale w jakimś stopniu poczułam ulgę. Pozwoliłam się przytulić. Oparłam brodę na jego ramieniu. Trwałam tak chwilę zanim dotarły do mnie jego słowa. To miłe, że nie zamierzał mnie tu zostawić z odmową. A może to było okrutne? Pociagnęłam nosem powstrzymując się od łez.
- Nie tutaj. Dobrze.- przytaknęłam i wstałam. Bez słowa poszłam za nim.Opuściliśmy lokal. Nie miałam odwagi się odezwać aż nie zaczął.

2x z/t

You're every dream I lost and never found

Lorenzo Caruso

30/484


183 cm

---






[Cytuj]
#1

Lorenzo przybył do Yorku jakieś cztery noce temu. Niestety nie udało mu się załatwić spraw tak szybko jakby tego chciał więc musiał przedłużyć swój pobyt w tym mieście. Na szczęście wampiry nie musiały się nigdzie śpieszyć, w końcu miały przed sobą całą wieczność. Włoch postanowił zwiedzić trochę to miasto. Przysłuchując się rozmowie dwóch Podziemnych usłyszał o tym wyrafinowanym miejscu. Dwie rzeczy przekonały go aby tutaj przyjść, pierwsza dobra whisky, po drugie klub tylko dla Podziemnych. Nudziły go już zwykłe bary dla Przyziemnych. Miał wielką nadzieje, że dzisiejszej nocy wydarzy się coś ciekawego. Może i ze starości nie umrze, ale z nudy już może.
Będąc w środku Lorenzo zamówił sobie butelkę Springbank'a z 94' roku z limitowanej serii XOP. Był miłośnikiem dobrego alkoholu, czy to whisky, czy wina. Bycie wampirem ma swoje plusy. Jednym z nich na pewno jest wyczulony smak. Zazwyczaj nie pije alkoholu by się upić, bo musiałby przyjmować go z krwią, a to niestety zmienia smak, chyba że najpierw podaje się alkohol człowiekowi, a potem pije z niego. Smak jest wtedy o niebo lepszy niż miałby rozcieńczać dobry trunek krwią z woreczka. Teraz zamierzał delektować się czystym smakiem. Gdy zatopił usta, nabrał odrobinę płynu i rozlał po podniebieniu, był w stanie odczytać całą historię tego zacnego whisky. Na samym początku czuć było dymny, torfowy smak. Przez to wydawało się, że whisky jest mocniejsza, lecz to tylko takie wrażenie. Po pierwszym wrażeniu wyczuć można było owoce, co oznaczało, że trunek leżakował w beczkach po sherry. Finish, czyli najważniejszy moment dla niektórych smakoszy był delikatny, nie podrażniający przełyku. Po takiej degustacji mógł w końcu zasiąść na fotelu stawiając na stole butelkę i szkoło.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
#2

Niedźwiedzica potrzebowała czasami spokoju. Czasami zaś jedyne o czym mogła myśleć, to wyjście na miasto, do jakiegoś pubu, baru, czy czegokolwiek takiego, żeby po prostu napić się i pozwolić, by ciężar dźwigany na ramionach nieco zelżał. Teraz jednak stawał się o wiele większy, o wiele mniej znośny i bardziej irytujący, z tej prostej przyczyny, że wyprawa do Krainy Wróżek zbliżała się wielkimi krokami, Ignis zaczęła dziczeć, a sama Niedźwiedzica nie posiadała pełnego składu na wyprawę, co powodowało, że krew właściwie w niej wrzała i nie potrafiła nad sobą zapanować. W takim stanie nie mogła zatem tak po prostu siedzieć w domu, nie mogła wciąż patrzeć w mapy i zakładać, że to wszystko zmieni, że magicznie odkryje coś, co wcześniej przeoczyła, że zdarzy się jakiś cud, czy coś podobnego. Pozostawało zatem jedno - zmienić miejsce pobytu, by móc zająć się czymś innym niż nieustanna analiza sytuacji i potencjalnych zagrożeń, jak również konsekwencji takich, a nie innych działań.
Wybrała się do Cheetahs właściwie bez zastanowienia, ot, akurat kręciła się w okolicy, toteż uznała, że może wejść równie dobrze tutaj i wcale nie musi szukać jakiegoś bardziej odpowiedniego miejsca, tym bardziej, że nie miała pojęcia, jakie to miałoby być. Skierowała się prosto do baru, przy którym zresztą zasiadła i zażyczyła sobie czegoś mocnego, według uznania barmana. Odgarnęła z czoła długie włosy, które tym razem miała całkowicie niezwiązane, przerzuciła je następnie na jedno z ramion i przymknęła powieki zastanawiając się, jak powinna postępować dalej w związku z wyprawą i tym, co się z nią wiązało. Och, nawet tutaj! Chuj by to strzelił. Zacisnęła mocno zęby, a gdy w końcu wylądował przed nią trunek, upiła gwałtownie dość spory łyk.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Lorenzo Caruso

30/484


183 cm

---






[Cytuj]
Siedząc wygodnie na fotelu, delektując się odpowiednim trunkiem i obserwując show, które było na scenie, zastanawiał się nad wieloma rzeczami. Na kilka chwil jego umysł oddzielił się od rzeczywistości, podróżując po krainie myśli. Zastanawiał się mocno nad przeszłym spotkaniem z Eleanor, a raczej nad konsekwencjami. Posiadał wiele scenariuszy, z różnymi zakończeniami. Enzo nie jest już w grze od kilku dekad i chętnie by do niej wrócił, ale żeby to zrealizować musiał porozmawiać z kimś kto posiada interesujące go informacje. Jego stara wampirza przyjaciółka powinna takie posiadać, zwłaszcza że jest głową York'owych wampirów.
Z krainy myśli do rzeczywistości sprowadził go zapach. Znajomy zapach, którego od dawna nie czuł. Zaciekawiło go to więc postanowił się odwrócić w kierunku baru. Uśmiechnął się lekko, wziął butelkę, szkło i ruszył w tamtym kierunku. Dobrze było zobaczyć kogoś znajomego. Być może ten wieczór stanie się ciekawy.
- Od dawna nie widziałem ciebie takiej zamyślonej. - odezwał się, stojąc jeszcze za nią, lecz powoli podszedł bliżej i zajął miejsce obok stawiając butelkę i szklankę na blacie. - Kopę lat. Nic się nie zmieniłaś, choć masz inną fryzurę. - powiedział z lekkim uśmiechem spoglądając na Marianne. Lorenzo zauważył, że kobieta nad czymś myślała. Z twarzy potrafił odczytać, że była to ważna rzecz, która zaprząta głowę w każdej, wolnej chwili. Włoch akurat znał to bardzo dobrze. Wyglądał podobnie podczas każdej wojny, którą prowadził obmyślając strategie na kolejne potyczki. Jednak od prawie wieku nie musiał przybierać tej twarzy, choć czasami za tym tęsknił. Trudno jest zrezygnować z nawyków, zwłaszcza gdy dawały ogromną frajdę i satysfakcję.
- Cóż takiego zaprząta ci umysł w tak piękną noc? - zapytał się popijając swój trunek.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Trwała chyba na granicy jakiegoś półsnu wiedząc, że nie może do końca pozwolić na to, by zapaść się w sobie. Czas jednak biegł nieubłaganie na przód, a ona potrzebowała faktycznie chociaż chwili bezmyślności i skupienia się na czymś o wiele bardziej przyziemnym, niż wojna z istotą niepokonaną i generalnie zbyt potężna, by w jakikolwiek sposób ją zabić. Niemniej jednak po raz pierwszy od wielu lat, spoglądała tam naprawdę prosto w twarz śmierci i zastanawiała się, czy i tym razem od niej ucieknie, czy może jednak musi się pożegnać z tym, co ma. Ostrzegła już wcześniej Lenna, że może z tej wyprawy nie wrócić, ani ona, ani Devana, bo nikt nie wiedział, co może czaić się za portalem, ale i tak czuła jakiś niedosyt i coś na kształt pustki, która niemalże śmiała się jej prosto w twarz. I gdy była tak pogrążona w myślach poczuła, że ktoś się do niej dosiada. Zmarszczyła lekko nos i prędko spojrzała na intruza marszcząc nieznacznie brwi. Znała go, ale przez chwilę musiała przypominać sobie, gdzie dokładnie widziała jego twarz.
- Trochę daleko do Florencji - zauważyła cicho, może nieco zaczepnie. Przez lata wiele zdążyło się chyba zmienić, stała się faktycznie bardziej ksenofobiczna, skupiała się mocniej na własnej rasie, ale cień sentymentu być może pozostawał. W końcu kiedyś znała tego mężczyznę, który śmierdział obecnie trupem, a przynajmniej takie odnosiła wrażenie. Nie obcowała już wieki z wampirami, jakoś częściej wpadała na czarowników, z którymi często miała później na pieńku. Nikt jednak nie powiedział, że teraz, w tej chwili, nie może znowu zachować się jak na Niedźwiedzicę przystało i nie pokazać kłów w Wielkiej paszczy. Mogła również całkiem swobodnie porozmawiać z Włochem i z przyjemnością upić się w sztok, by wreszcie odpłynąć gdzieś, gdzie napięcie nie będzie tak wielkie. Nie miała dowodzić armią, ale ta garstka, która szła za nią, była pod jej rozkazami, a co za tym idzie - zależeli od niej. Co gorsza, być może los jej rodzinnego świata także spadł na jej własne barki. Rozkaz Króla nadal palił ją do żywego
- Myślałam, że będąc w Yorku, wiesz już doskonale, że to jak siedzenie na kupie łajna, która w każdej chwili może ulec samozapłonowi. Mówiąc prościej - wojna - rzuciła więc kręcąc w dłoniach swoją szklankę. Przy ostatnim słowie uśmiechnęła się nieco drapieżniej, a serce na pewno mocno jej zabiło. Wojna. Krew. Bitwa. Śmierć. I wieczna sława. Mrzonki każdego chłopca, który szedł do armii i stawał się klasycznym mięsem armatnim.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Lorenzo Caruso

30/484


183 cm

---






[Cytuj]
Lorenzo i Marianne poznali się dawno temu we Florencji. Nie posiadali jakiś bliskich relacji, raczej byli zwykłymi znajomymi, którzy od czasu do czasu mogą się zabawić na jakiejś imprezie, ale nie utrzymują większych kontaktów. Caruso jednak był typem, który się nie "zaprzyjaźnia" i to nie ma znaczenia z innymi rasami, a o jego osobistych przekonaniach, że nie ufa nikomu, nawet wampirom. Mógł policzyć na palcach jednej ręki osoby, którym powierzyłby życie. Jego brak zaufania często był kulą u nogi bo większość rzeczy robił sam. Zdarzało się, że posiadał podwładnych, którym mógł powierzyć ważne misje i był przekonany o tym że je wykonają, ale niestety szybko tacy ludzie odchodzą.
- Akurat dawno we Florencji mnie nie było. Podróżowałem po świecie, aż trafiłem do tego miasta. - powiedział spokojnie ponownie popijając whisky. Spojrzał na jej drinka, a potem na swojego. - Chciałabyś się napić tej whisky? Jest naprawdę dobra. - nie ładnie by było z jego strony nie zaproponować damie swojego trunku. W końcu Caruso uchodził za dżentelmena gdy był w "swobodnym nastroju". Co to dokładnie oznaczało? A tylko tyle, że nie spotykali się w sprawach zawodowych. Jeżeli chodzi o pracę wampir nie ma skrupułów. Jest wojownikiem i mordercą. Nie raz zabijał kobiety i dzieci tylko po to, żeby osiągnąć odpowiedni cel.
- Wojna. Brzmi dość ciekawie. Od bardzo dawna w żadnych nie uczestniczyłem. Wakacje mnie trochę już znudziły więc postanowiłem pojawić się w tej kupie łajna. - wypowiadając pierwsze słowa Lorenzo posiadał spojrzenie pełne nostalgii. Wojny to jego konik, jego całe życie. Prawdziwe pole walki pełne krzyków, płaczu, krwi i śmierci, to było to co uwielbiał.
- Niestety... kiedyś wojny były... bardziej intensywne. - to prawda. Patrząc na dzisiejsze potyczki ni jak się mają do średniowiecznych bitew, które trwały całymi tygodniami.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Bycie samotnikiem miało swoje plusy i minusy, o czym pewnie oboje doskonale wiedzieli. Problem polegał jednak na tym, że każdy jakoś się zmienia i rozwija, że nie wszystko jest ciągle takie samo, że czasami pewne rzeczy się plączą i zmieniają. Tak właśnie było w przypadku Niedźwiedzicy, która niespodziewanie dla samej siebie musiała stanąć na wysokości zadania i nagle poprowadzić wróżki na wyprawę, z której być może mieli już nie powrócić. Nigdy nie była prawdziwym dowódcą, ale widać doświadczenia, a także lata obserwowania innych sprawiły, że ta odpowiedzialność i pewne zdolności jakoś do niej w końcu dotarły, przedzierając się tym samym przez jej zadziwiająco proste sposoby myślenia. Nie wszystkie, bo były chwile i sprawy, które potwornie ją wręcz irytowały, nie mogła jednak nic na to poradzić, bowiem ostatecznie nie była w stanie całkowicie się zmienić. Skorupa pękła, okazało się, że coś jeszcze się w niej znajduje i trudno było powiedzieć, czy jest to coś, co jeszcze dalej będzie się przepoczwarzać, czy może osiągnęło już ostateczną formę, na którą mógł teraz spozierać wampir.
- Pewnie byłbyś zawiedziony tymi tłumami turystów i ograniczeniami, jakie teraz można tam spotkać - rzuciła po prostu i wzruszyła lekko ramionami, a następnie z przyjemnością przyjęła jego propozycję. Głowę miała mocną, w końcu od stuleci piła z różnymi wojami, za kołnierz nie wylewała i znała doskonale smak mocnych trunków, które wlewała z przyjemnością w gardło. Nie zamierzała się co prawda nawalić jak bela, ale nieco szumu w głowie byłoby w gruncie rzeczy całkiem wskazane w obecnej sytuacji.
- Może wyciągniesz z niej jakieś urżnięte głowy, kto wie - rzuciła na to unosząc nieznacznie brew. Nie miała właściwie do końca pojęcia, co dzieje się z wampirami i nic ją to nie obchodziło, słyszała jednak coś o wyprawie po Białą Księgę i tym wszystkim, co się z tym wiązało. Uważała jednak, że to nie była jej sprawa, nie miała zatem nic błyskotliwego do powiedzenia w tym temacie, a on powinien sobie szukać informacji u lokalnej szefowej krwiopijców, która na pewno stanowiła najlepszy punkt informacyjny w okolicy.
- Zapewniam cię, że nasza wojna będzie tak intensywna, że każda poprzednia będzie przy niej pierdnięciem - rzuciła uśmiechając się kącikami ust, a jej jasne oczy błysnęły. Owszem, wiedziała doskonale, że zamierzali być bardziej partyzantami i dyplomatami, niż regularną armią, ale to na co się porywali, było dla niej o wiele trudniejsze, niż cokolwiek w czym brała udział. Mogło unicestwić ich wszystkich.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo