Lereena

800 (26)


165 cm


Wild and free just like the sea.







[Cytuj]
Multikonta: Ray M., Sina
Pół roku nieobecności to było naprawdę dużo czasu. Nie spodziewała się wiele po swoim nagłym zniknięciu i jeszcze bardziej nagłym powrocie. Ale na pewno nie spodziewała się tego, że w trakcie jej nieoczekiwanej nieobecności jakiś idiota postanowi okraść jej willę. Już samo to wywołało wściekłość syreny, ale jeszcze większą fakt, że skradziono... jej chowańca! Samalandra, którrą na samym początku ochrzciła wdzięcznym imieniem Iskra, powinna grzecznie leżeć w kominku lub podobnym miejscu, jeśli ogień się wypalił. Ewentualnie po prostu okupować jakieś inne cieplutkie miejsce. No tyle, że jej nie było. W żadnym z zakątków. Namierzenie złodzieja nie było trudne, jako że był kretynem, a włamanie jak się okazało było całkowicie świeżą sprawą. Złodziej zetknięty z wściekłą właścicielką willi nie dość, że po aferze, jaką rozpętała, natychmiast zwrócił skradzione przedmioty, to omamiony wdziękiem i głosem syreny zgodził się odremontować wszystko, co zniszczył w trakcie włamania.
Gorsza sprawa przedstawiała się z Iskrą. Chowaniec poczuł się zagrożony, więc ugryzł napastnika i zwiał. Czekało ją więc mozolne znalezienie Plujki, jak pieszczotliwie przezwała stworzonko. Mniej więcej doszła do wniosku, że salamandra powinna zwiać do lasu, gdzie miała kilka swoich ukochanych miejsc, jak przykładowo drzewo, które kiedyś trzasnął piorun i spaliło się od wewnątrz. I jakby problemów było mało, spotkała Byakko. Po nagłym zniknięciu i konieczności wytłumaczenia się przed innymi był ostatnią osobą, którą chciała spotkać w pierwszej kolejności. Tak czy siak uparł się, by jej towarzyszyć i oboje udali się do lasu. Lereena nie protestowała nawet jakoś specjalnie, raz, źle by to wyglądało, a dwa... chyba tak będzie łatwiej odnaleźć Iskrę.
- Jeśli uda ci się ją znaleźć, zawołaj mnie najpierw. - poprosiła spokojnie, panując nad sobą w każdym calu mimo wszystkich uczuć, które kłębiły się w niej w stosunku do towarzyszącego jej wróżka. - Przestraszona może cię ugryźć i uciec dalej, a w najgorszym wypadku nawet podpalić. - jeszcze tego by brakowało, żeby Plujka podpaliła Byakko ze stresu. Już sobie wyobrażała zadośćuczynienie, którego by za to zażądał. W głosie Ler przeważała jednak delikatna troska, logicznym było, że martwiła się o swojego chowańca. Przynajmniej jej ubiór nadawał się do chodzenia po lesie. Wygodne botki, opinające nogi skórzane spodnie i elegancka tunika. Los jeden też wiedział, w których miejscach pochowała broń, choć szpile, którymi przebiła włosy były dość oczywiste.

Byakko

1010



One more time






[Cytuj]
Jakie rzeczy ostatnio spędzały mu sen z powiek? Błąkał się to tu, to tam, raz na jakiś czas brnąc w stronę Yorku. Można było rzec, że Byakko też miał pewien rodzaj amnezji - nie pamiętał, w jaki sposób należy wyrażać uczucia. W zasadzie sam nie był pewien, dlaczego miałby traktować je wyjątkowo, z należytą czcią, skoro nastręczały mu więcej kłopotów niż pożytku. Nigdzie nie zagrzewał miejsca na długo. Czas spędzony w danym mieście bywał wyznaczany przez termin zlecenia. Podczas lata zawsze było ich więcej. Jakby przygrzewające słońce mieszało ludziom w głowach, każąc robić coś, czego nie zrobiliby podszczypywani przez zimowy mróz. To nie była jego sprawa. Dostawał polecenie i nic więcej go nie interesowało. Po tygodniu albo pięciu zdecydował się na pewien okres wrócić tam, gdzie wszystko się zaczęło. Na pozór miasto wyglądało spokojnie. Żadnych morderstw ani porwań. Z pewnego powodu musiał odwiedził mało chlubne miejsce, jakim okazał czarny rynek, jednak o celu tego krótkiego spacerku nie podzielił się z nikim.
Na własne szczęście lub nieszczęście w drodze powrotnej do mieszkania napotkał bardzo interesującą osobistość. Widząc poddenerwowaną wróżkę uniósł brew i westchnął głośno, niespecjalnie mając ochotę na soczyste wytłumaczenie swojej nieobecności. Nie przed nim powinna wylewać swoje winy. Oczekując szczegółowego sprawozdania okazałby się kimś gorszym od zwykłego hipokryty. Przecież nie kto inny jak on od dawna nie tłumaczył się nikomu z tego, co robił. Pomijając szczegóły ich powitania nie mógłby nie parsknąć śmiechem na wieść o zagubieniu się chowańca. Z racji, iż nie miał żadnych planów na nadchodzący wieczór, postanowił pomóc Lereenie w poszukiwaniach.
Las o tej porze roku tętnił życiem. Odgłosy nocnych zwierząt przyjemnie łaskotały go w oczach. Odruchowo próbował wyczuć w okolicy obecność małego jeziorka albo strumienia, z rozczarowaniem stwierdzając, że na tym terenie nie znajdą żadnego skupiska wody.
— Oczywiście — wymruczał przekornie. Z dozą rozbawienia obserwował język ciała wróżki. To, jak spinała mięśnie... Pokręcił głową wyraźnie rozczarowany. Sądził, że zdoła wyćwiczyć się lepiej przez ostatnie lata. W zasadzie to nie pamiętał, kiedy widzieli się ostatni raz. Może jeszcze w zeszłym stuleciu? — Podpalić. Nie sądzisz, że to byłby niesamowity widok? Płonący Byakko — zauważył, zrównując z nią krok. Na razie nie dostrzegał żadnych śladów obecności uroczej Plujki. W końcu to Ler była właścicielką salamandry i znała ją lepiej.

Lereena

800 (26)


165 cm


Wild and free just like the sea.







[Cytuj]
Multikonta: Ray M., Sina
Ku jej lekkiemu zdziwieniu, nie padło żadne pytanie o to, gdzie była przez ostatnie pół roku, ani co wtedy ze sobą robiła. Ulżyło jej, nawet bardzo. Nie, żeby w ogóle zamierzała tłumaczyć się Byakko, nie był jej żadnym zwierzchnikiem, żeby miała to robić, ale przynajmniej oszczędził jej lekkiej irytacji z tym związanej. No ale gdy padło pytanie, co tu robi... Można się było spodziewać, że wywoła to czysty śmiech z jego strony. Może dlatego właśnie jej mięśnie były bardziej napięte niż powinny być. Była świadoma, że od razu to dostrzeże. Był w tym dobry, nawet chyba musiał być. A ona zawsze miała tendencje do lekkiej utraty kontroli w jego obecności, a to wszystko przez to, kim był i... jaki był. Zastanowiła się, kiedy ostatnio widziała go na oczy i nie mogła sobie przypomnieć. To było naprawdę dawno temu. Jakaś jej część tęskniła za mężczyzną, bardzo malutka część, reszta natomiast była wdzięczna, że jest bezpieczna z dala od niego.
Przekora w głosie Byakko była bardziej niż słyszalna. Niestety skoro już tu z nią przyszedł, musiała w pewien sposób pogodzić się z jego osobą i towarzystwem, nawet jeśli przez niego nie potrafiła się do porządku rozluźnić. Coraz mocniej pragnęła powrotu do swojej willi i zanurzenia się w basenie w syreniej postaci. Tutaj zdaje się żadnych zbiorniczków wodnych nie było.
- Och zapewne niesamowity. - przyznała mu rację, przyklękając przy drobnej roślince z ewidentnie zwęglonymi i nadpalonymi listkami. - Co nie oznacza, że chciałabym takowy oglądać. Iskierka tędy szła. - dodała, podnosząc się i pokazując nadpalone listki. Obserwując uważnie ziemię szukała kolejnych nadwęgleń, salamandra musiała być naprawdę wystraszona, skoro zostawiała takie ślady.
- Niedaleko jest drzewo, kiedyś trafił w nie piorun, jest zwęglone od środka. Sądzę, że tam mogła pójść. - troska zmieniała się powolutku w złość. Ler bardzo nie lubiła krzywdzenia i straszenia niewinnych stworzeń dla zabawy, a tu najwyraźniej z takim przypadkiem miała do czynienia. Z wystraszoną i zapewne zziębniętą salamandrą.
Nie pomyliła się, salamandra była dokładnie tam, gdzie przypuszczała, w środku drzewa, zziębnięta i wystraszona. Przez dobrą chwilę zignorowała Byakko, próbując wywabić Iskierkę z pnia, co po dłuższym czasie się jej udało, choć chowaniec był zdecydowanie obrażony zostawieniem na tyle czasu. Nie dziwiło jej to wcale. Otuliła rękami salamandrę i podniosła się. Ku jej zdumieniu Byakko zniknął. Zamrugała oczami, próbując zrozumieć, co tu się w ogóle odstawiło.
- Ja go nigdy nie zrozumiem. - oceniła po chwili, przysiadając na kłodzie, starając się własnym ciepłem ogrzać salamandrę, by móc bezpiecznie zaprowadzić ją do domu.

//zt dla Byakko

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
#3

Byakko chwilowo, aczkolwiek bardzo chwilowo, zszedł właśnie na dalszy plan. To, że zachował się jak skończony kutas i nie pojawił się, gdy wyruszali na rozmowy z Clave, było zdecydowanie mniejszym przewinieniem, niż gwałtownie zniknięcie pewnej damy, która raczej powinna mieć w głowie wbite nie tylko własne obowiązki, ale i spore uczucie, jakim darzyła Króla. Tymczasem szwędała się chuj wie gdzie, powsinoga jedna, a Niedźwiedzica czuła, jak z każdą chwilą obserwacji narasta w niej gniew. Syrenka zasłużyła na bardzo gorące powitanie, najlepiej silnym ciosem prosto w nos, żeby aż chrząstki popękały. Tak dla zasady i wyładowania frustracji, która spowodowała, że pucas niemalże zasyczała wściekle. Nie mogła tego zrobić pod postacią, w której właśnie się znajdowała, z jej dzioba wydobył się zatem ostrzegawczy skrzek, a w następnej chwili sokół poszybował w dół, by na chwilę przed wylądowaniem na ziemi przemienić się we wściekłą wojowniczkę. Jej błękitne oczy krzesały skry, które zdawały się tańczyć pomiędzy jej rzęsami, a zacięty wyraz twarzy sugerował, że w tej chwili nie przyjmuje żadnych durnych bajeczek i oczekuje pełnych, dokładnych wyjaśnień, przedstawienia całej sytuacji i zdania relacji z tego, co działo się z królewską wojowniczką, podczas gdy oni tułali się tutaj jak idioci, starając się jednocześnie stawiać wszystkich na nogi.
- Lepiej miej dobre wyjaśnienie - rzuciła cicho, a jej głos zabrzmiał nie tylko groźnie, z prawdziwym ostrzeżeniem, którego mogła się spodziewać. Był mrukliwy i pociągający, jakby Niedźwiedzica jedynie czekała na błędny ruch, by rozpocząć taniec, który kochała najmocniej na świecie. Przy jej biodrze kołysał się czakram zasłaniający jeden z dwóch noży, jakie również przy sobie miała, a przez jej pierś przebiegały dwa pasy stanowiące oparcie dla topora. Całe jej ciało opinał czarny, przyległy mundur składający się z wąskich spodni, wysokich oficerek i przyległej tuniki i na próżno było dziś szukać tutaj jakiś ozdób czy delikatnych akcentów wskazujących na to, że Niedźwiedzica miała w sobie ten pierwiastek kobiecości. Owszem, niewątpliwie wyglądała dobrze, ale przede wszystkim groźnie, co jasno wskazywało na to, że śledziła Byakko, gotowa spuścić mu stosowne manto, a tutaj proszę, znalazła jeszcze ciekawszą zwierzynę, której na pewno nie zamierzała odpuszczać. Od tego, jakie kroki wykona syrenka, zależała niewątpliwie cała jej przyszłość, która niespodziewanie znalazła się w rękach drugiej zaprzysiężonej Królowi wojowniczki. Problem polegał jednak na tym, że w wyniku dziwnego splotu okoliczności, Niedźwiedzica została dowódcą wojskowym i wskoczyła na minimalnie wyższy szczebelek od Lereeny, czuła się zatem dodatkowo w obowiązku, by pouczyć ją na temat tego, co teraz zrobić może, a czego nie powinna.
- I składne, nie lubię słuchać bajdurzenia starych bab - dodała jeszcze przesuwając palcem po gładkiej stronie czakramu, jasno dając do zrozumienia syrence, że nie jest w żadnym nastroju do pierdolenia i lepiej by było, gdyby ogarnęła dupę i przedstawiła jakieś właściwe wyjaśnienie swojej sytuacji. Nie chciała znowu kopać się z koniem, to było dokładnie ostatnie, o czym marzyła w tej chwili. Jej nerwy były dość mocno napięte, ostatecznie bowiem wyprawa do domu zbliżała się coraz większymi krokami.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Lereena

800 (26)


165 cm


Wild and free just like the sea.







[Cytuj]
Multikonta: Ray M., Sina
Z salamandrą na kolanach musiała wyglądać, jakby nic jej nie obchodziło. Nie było to jednak prawdą, tak naprawdę Lereena nie miała pojęcia, co teraz powinna zrobić. Pobiegła znaleźć skradzionego chowańca, bo to tak naprawdę było najłatwiejsze. I teraz skoro już ją znalazła, to co dalej? Pół roku to szmat czasu, zdawała sobie z tego sprawę. W jej wnętrzu narodziła się złość na Byakko, że po prostu poszedł w cholerę zostawiając ją samą. Miała tyle pytań, a najważniejszym było "dlaczego do cholery nie można wejść do Faerielandu?!". Następnym zapewne byłoby, gdzie szukać innych wróżek, ale oczywiście ten cholernik musiał zniknąć. Niech go szlag trafi. Syrena zagryzła lekko wargę. Była w kropce, nie ukrywajmy. Nie miała pojęcia, co się właściwie dzieje, do tego ugrzęzła w ludzkim świecie. Po pół roku naprawdę brakowało jej towarzystwa innych przedstawicieli swojego gatunku, pod warunkiem, że nie był to Byakko. Do niego jak zwykle miała mieszane uczucia, więc wolała trzymać się od mężczyzny z daleka. Dla własnego dobra zresztą. Ich spotkania przeważnie kończyły się w taki sposób, że nie sposób było o tym zapomnieć.
Skrzek sokoła sprawił, że podniosła głowę, a chwilę potem przed nią stała Marianne. Bardzo wkurzona Marianne, warto dodać.
- Marianne! - w głosie dziewczyny brzmiała radość i jednocześnie ulga. W normalnym trybie rzuciłaby jej się na szyję, ale Pucas była wkurzona, a w tym trybie oznaczało to łomot. Nie miała najmniejszej ochoty na walkę z wściekłą Gwardzistką.
- Nie denerwuj się tak. Już wyjaśniam. Sama jestem niezadowolona z tej całej sytuacji. - powiedziała już spokojniej, za to patrząc w oczy Marianne, by ta wiedziała, że syrena nie próbuje nią w żaden sposób manipulować. Odruchowo zaczęła gładzić łepek salamandry, zbierając odpowiednie słowa na wyjaśnienie swojego zniknięcia. - Jak zapewne już wiesz od Devany, ostatni raz byłam widziana razem z nimi na przystani, w Baśniowej Krainie. - zaczęła wyważonym głosem. - Zostałam zabrana wtedy przez Mrok. Ocknęłam się tutaj, w świecie ludzi, bez jakichkolwiek wspomnień. Ukryłam się w morzu, licząc, że wspomnienia wrócę same. Nie wróciły. Po półtora miesiąca oczekiwania zrozumiałam, że to trwa za długo i muszę znaleźć pomoc. Wyszłam więc z morza i jakimś szczęśliwym trafem spotkałam wiedźmę wróżek. Pomogła mi, przez ponad 4 miesiące byłam u niej i starała się przywrócić moje wspomnienia. Kilka dni temu jej się to udało. Od razu wyruszyłam, by wrócić do domu, ale... nie mogłam. Nie było żadnego przejścia. - bardzo starała się nie pokazać, jak bardzo ją to wtedy przeraziło. - Nie wiedziałam też, gdzie szukać kogokolwiek z was, więc wróciłam do swojej willi, tutaj w York. Przypadkiem natrafiłam na Byakko, który łaskawie pomógł mi znaleźć Iskrę, bo ktoś postanowił okraść moje mieszkanie. Ale Byakko zniknął, zanim zdążyłam go wypytać, więc chciałam się zastanowić, co dalej robić. I wtedy się pojawiłaś. - ani razu nie opuściła wzroku podczas swojej opowieści. Może i nie brzmiało to wiarygodnie, ale przecież była Faerie. Nie mogła kłamać. Nie manipulowała również drugą wróżką, przecież była znana ze swojej lojalności wobec króla. Nie zniknęłaby bez ważnego powodu, a utrata wszelkich wspomnień przecież była takim powodem. Nie wiedziała, kim jest.
- Co się właściwie stało? Dlaczego nie mogłam wrócić do domu? Gdzie się pochowaliście? - wstała z kłody i podeszła do Pucas, przytulając ją do siebie. - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że cię widzę. - dodała z pełnym przekonaniem w głosie. W końcu będzie mogła się czegoś dowiedzieć. Miała też nadzieję, że wybaczą jej to zniknięcie. Nie było wszakże jej winą, lecz Mroku.
From the shores through the ancient mist, you bear the mark of my elven kiss. Clear the way, I will take you home, to eternal bliss.

Byakko

1010



One more time






[Cytuj]
Właściwie... właściwie nie odleciał zbyt daleko. Być może zostawienie Leereny samej sobie mógł rozegrać zdecydowanie bardziej grzecznie przez wzgląd na zobowiązanie pomocy w odnalezieniu Plujki. Rozwijając krucze skrzydła tuż ponad czubkami zauważył, że salamandra koniec końców znalazła bezpieczne schronienie w ramionach właścicielki, więc mógł odsunąć wyrzuty sumienia na bezpieczną odległość. Zwinnie wzniósł się kilka metrów wyżej i zaczął szybować w stronę Yorku. Zapewne za kilkadziesiąt minut mógłby cieszyć się ciepłotą kaszmirowego koca w zaciszu wynajmowanego mieszkania. Przytknąłby do ust kieliszek wybornego, czerwonego wina, ale coś ewidentnie pokrzyżowało mu plany. Donośny krzyk sokoła rozdzierający chłodne powietrze oraz turkot wściekle bijących skrzydeł nakazał mu spojrzeć paciorkowatymi oczami za siebie. Wahał się tylko przez jedno uderzenie serca. Zatoczył dość szeroki łuk i pofrunął z powrotem celując w miejsce pozostawienia wróżki samej.
Okazało się, że ktoś równie ciekawy co ona postanowił wybawić ją z dyskomfortu samotności.
Cichutko wylądował na jednej z gałęzi pobliskiego drzewa. Wybrał takie, które pozwalały mu na swobodną ocenę rozwijającej się sytuacji, a jednocześnie nie zdradzało specjalnie jego lokacji. Znajdował się za plecami Leer, gdzie mógł obejrzeć sobie bluzgającą Marianne do woli bez paraliżujących konsekwencji. Jak na kogoś, kto wybierał się na wycieczkę krajoznawczą miała na sobie zadziwiająco dużo broni, co w porównaniu z asortymentem Byakko obrazowało się imponująco. Formalny strój przylegający do wyćwiczonego ciała wróżki nie pasował do wygodnego zaprzyjaźniania się z miejscową fauną i florą. Przekrzywiając łepek zwrócił uwagę na to, co obie panie miały do powiedzenia. Wyglądało na to, że Niedźwiedzica pragnęła od Syrenki wyjaśnień, które prędko dostała. Zastygając na swojej miejscówce z wyraźniej zainteresowaniem sączył każde z padających słów. O dziwno nie został w nich pominięty. Po wszystkim oderwał się od gałęzi frunąc w stronę Leereny, ostatecznie opadając tuż za nią już na własnych nogach.
Cieszę się, że Cię widzę, Marianne.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Lereena miała to szczęście, że nie postanowiła rzucić się radośnie na Niedźwiedzicę. Owszem, pucas przepadała za syrenką, miały podobne spojrzenie na Dwory i obie były wierne Królowi, ale to nie oznaczało jeszcze, że Taillis z miejsca weźmie j zaufa swojej rozmówczyni, że zacznie ronić łzy radości czy robić cokolwiek podobnego, ostatecznie bowiem ani trochę jej to nie pasowało. Nic zatem dziwnego, że choć w jej sercu pojawiła się nieco cieplejsza nuta pokazująca jasno, że cieszy się z tego powrotu wojownika marnotrawnego, to była zbyt twarda i obyta w najróżniejszych zdradzieckich sztuczkach wojennych, by padać w ramiona syrenki. Ta, niezależnie od wszystkiego, musiała złożyć swoje wyjaśnienia, na które Niedźwiedzica czekała, stojąc u boku Lereeny niczym kat nad dobrą duszą. Gdyby się tak wsłuchać i nieco zastanowić nad tym, co się działo, to może dałoby się jeszcze usłyszeć niecierpliwe sapnięcia wielkiego drapieżnika, który ani myślał odstępować od ofiary. I chociaż Niedźwiedzica nie wyglądała teraz tak topornie, jak w czasie, gdy ostatnio widziała się z drugą przyboczną Króla, to niewątpliwie pozostawała nadal tak samo groźna i agresywna, z czego jej oponentka na pewno zdawała sobie sprawę. Głupia w końcu, do chuja Pana, na pewno nie była.
- Mrok? - warknęła w pierwszej kolejności, a jej głos zabrzmiał co najmniej groźnie. Jeśli stojąca przed nią kobieta miała w sobie chociaż cień Pradawnego, to mieli przesrane. Nic zatem dziwnego, że niedawno mianowany dowódca wojskowy zlustrował Lereenę od stóp do głów. - Jaka znowu wiedźma, wyraźniej mów - zażądała, kiedy tylko spojrzała ponownie w oczy syrenki. Jej własne zdawały się rzucać błyskawice, a wrażenie to pogłębiło się jedynie, kiedy Lereena zaczęła pytać o rzeczy dla Niedźwiedzicy całkiem oczywiste, a jednocześnie bolesne i irytujące.
- Nasz świat został zniszczony przez Mrok. Opanował go, podporządkował sobie i się w nim panoszy. Król zdołał przerzucić do Yorku cześć z nas, trudno oszacować, jak liczna to grupa i czy gdzieś ktoś jeszcze jest, czy cała reszta została tam. Jako sługi Mroku. Portale są zniszczone, znalazłam nowy i sprawuje nad nim pieczę. I chyba potrzebujesz kogoś, kto ci to wszystko lepiej streści, bo mnie od tego wszystkiego biorą nerwy - zakomunikowała prosto i dobitnie. Nie podobało jej się tak do końca siedzenie w Yorku, zastanawiała się, jak mają się inni i czy już też się tutaj dusza, co właściwie nie byłoby takie znowu dziwne. Miała też powiedzieć coś o zagubiony wróżku, któremu zamierzała wyrwać wszystkie piórka z ogona, ale ten niespodziewanie postanowił jednak objawić się ponownie, a oczy Niedźwiedzicy przez słownie mgnienie lśniły, jak w gorączce.
- Też się cieszę, że cię w końcu widzę, tchórzu - odparła cicho, a jej głos przeszedł w głęboki pomruk, niemalże zachęty i zaproszenia, któremu raczej się nie odmawia. A już na pewno nie odmawia się Niedźwiedzicy, która w istocie rzeczy obwieszona jest bronią, zaś każdy jej ruch świadczy o tym, że jest drapieżnikiem, nie zwierzyną. I proszę! Znalazła zaprzysiężonego wojownika, który miał względnie dobre wyjaśnienia ostatecznie przecież nie mogli sobie tak łatwo kłamać, znalazła również niesławnego rycerza podszytego tchórzem i oszustwem i teraz patrzyła na niego uważnie, nim w jednej chwili nie przyjęła postaci niedźwiedzia i nie ruszyła na niego. Czas na wyjaśnienia minął, jeśli był głupcem - nie wiedział czym się naraził. Na takiego jednakże nie wyglądał. Pojmie zatem, z jakiego powodu zaraz wybije mu zęby.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Lereena

800 (26)


165 cm


Wild and free just like the sea.







[Cytuj]
Multikonta: Ray M., Sina
Za długo znała Pucas, za długo razem współpracowały, by miała zrobić tak głupią rzecz, jak rzucenie się na szyję wkurzonej kobiecie. Owszem, cieszyła się na jej widok, Marianne na oko też była zadowolona widząc Lereenę, ale syrena zdawała sobie sprawę, że jej półroczne zniknięcie nie wyglądało wcale zbyt dobrze. Dlatego najpierw wyjaśnienia, a potem rzucanie się na szyję. Pucas zdecydowanie wyglądała i brzmiała obecnie jak kat i sędzia w jednym, który tylko czeka na twoje potknięcie, by uciąć ci głowę. Lereena takiego potknięcia wykonywać nie zamierzała, za długo pracowała z drugą Gwardzistką, by nie wiedzieć, jak groźna potrafiła być.
- Mrok. Ale na szczęście zostawił mnie bez żadnych trwałych szkód i pozostałości. - powiedziała uspokajająco. Było wyraźnie widać, że cokolwiek się stało, było źle i Mrok był tu głównym sprawcą. Dlatego lekko uniosła dłonie, by pokazać Marianne, że jest dokładnie tą samą Faerią, którą była przed swoim zniknięciem. - Prastara wiedźma. Nie podała mi imienia. Blond włosy, szaroniebieskie oczy. Eteryczna, stara... potężna. Nie jestem pewna, czy była zachwycona pomagając mi, ale to zrobiła. - nie miała pojęcia, jak wyjaśnić drugiej kobiecie, o kim mowa, miała jednak nadzieję, że to jej wystarczy. Nadal pamiętała to wrażenie mocy, gdy Wiedźma ją odnalazła. Tam nie było sprzeciwu, nawet gdyby ta nie obiecała pomocy, Ler i tak by za nią poszła. Odpowiedź jednak na własne pytanie sprawiła, że syrenie ziemia prawie usunęła się spod stóp. Jak to Faerieland został zniszczony? Jak to Mrok opanował ich dom? Jak to nie ma przejścia? Zakręciło jej się w głowie prawie że, ale zanim zdążyła się pozbierać, Byakko musiał, po prostu musiał pojawić się za nią, wywołując mało elegancki pisk wróżki, gwałtowny obrót i chęć sprania mu twarzy. Z doświadczenia jednak wiedziała, że niestety nic by nie wyszło. Wzięła kilka głębszych oddechów i odsunęła się na kilka kroków, doskonale rozumiejąc emocje Marianne.
- Co zrobił? - spytała mimochodem, jednak nie zdążyła uzyskać odpowiedzi, bo Pucas przybrała swą ukochaną postać niedźwiedzicy. Nie ma to jak rozjuszony, bojowy misio. Przez chwilę naprawdę współczuła Byakko. Nie chcąc pchać się między niedźwiedzia a jego ofiarę wycofała się na swoją kłodę i zaczęła powolnymi głaśnięciami uspokajać nieco roztrzęsionego chowańca. Przez dobrą chwilę zastanawiła się, co powinni teraz zrobić i w jej oczach pojawił się nieco perfidny błysk. O tak, zdecydowanie wpadła na plan.
- Marianne, zostaw go. - satysfakcja w głosie syrenki jasno mówiła, że jej pomysł nie był najlepszy dla Byakko. - Musimy odbić nasz dom. Ale do tego będziemy potrzebowali kogoś, kto wejdzie do środka i sprawdzi, czy da się tam cokolwiek zrobić. Słowem - potrzebujemy mięsa armatniego. Wykorzystajmy Byakko, jak wejdzie i wyjdzie, znaczy mamy szanse. A jak nie... - zawiesiła głos. Nie do końca bowiem wiedziała, jak powinna dokończyć to zdanie. W sumie jakaś jej część wcale nie chciała, by zniknął na zawsze, ale inna mówiła, że tak będzie dla wszystkich lepiej. Zwłaszcza, że był jednym z nielicznych, którzy znali jej sekret, a którego nie zamierzała zdradzać, póki nie będzie takiej konieczności.

Byakko

1010



One more time






[Cytuj]
Wróżek nie śmiałby nazwać się ulubieńcem dworów. Nigdy nie chciał nim być. Mimo to postawa Marianne, zwłaszcza migotliwy błysk w oku, nie świadczył choćby o pasywnym nastawieniu do jego nagłego pojawienia się przy boku zdumionej Leereny. Musiała mu wybaczyć, choćby na chwilkę, ponieważ uwagę całkowicie skupił na wróżce szykującej się do ataku. Słysząc odgłos wydobywający się z jej gardła odruchowo przesunął dłoń w stronę sztyletu. Nie był aż tak bezbronny jak mogła sądzić. W przeciwieństwie do niej zachowywał spokój i nie rzucał niepotrzebnych słów na chłodny wiatr księżycowej nocy. Czasami pewne kwestie dotyczące wymawiania się i sposobu zachowania lepiej zostawić własnym myślom.
Widząc niedźwiedzie cielsko na miejscu napastniczki również nie marnował swojej energii nadaremnie. W ułamku sekundy na jego miejscu również stanęło ogromne zwierzę pokryte brązowym futrem - nie tylko ona posiadała zdolności przemiany. Chwilę później szarżował na spotkanie wróżce z równie wielkim zapałem. Tuż przed zderzeniem uniósł się nieco na tylnych łapach, wyciągnął jedną z przednich i efektownie - a przynajmniej nosił taką nadzieję w duszy - trzasnął nią z pazurami o łeb niedźwiedzicy. Siła, jaką się kierował, mogła ją co najwyżej ogłuszyć. W jego interesie nie leżało dziś zabijanie.
Przelanie krwi jakiejkolwiek wróżki oznaczało stratę dla władcy.
Uskoczył na chwilę w bok. Bystre spojrzenie Byakko przesuwało się to na Marianne, to na Leerenę, która swoim pomysłem mogła uchronić go przed bolesną zemstą. Roześmiał się w myślach. Będzie jej musiał za to podziękować, nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Mogła wybaczyć. Mogła przyjąć wyjaśnienia, to wszystko było oczywiste, ale nie robiła tego tak z miejsca. Wiedziała, że tak samo jak ona, jej pobratymcy nie mogą kłamać, ale kombinować i przeinaczać prawdę - już tak. Dlatego tak uważnie słuchała i obserwowała swoją rozmówczynię, musiała wiedzieć, czy ta mimo wszystko czegoś nie knuje. To, że latami że sobą współpracowały, nie miało chwilowo znaczenia, choć może inaczej - miało jeszcze większe, bo Niedźwiedzica spędziła kobietę jeszcze uważniej, zastanawiając się jednocześnie, jak ona właściwie się czuje. A przede wszystkim, gdy tylko usłyszała o Pradawnym, zaczęła się zastanawiać, czy jego cząstka nie znajdowała się aby na pewno w Gwardzistce. Mimowolnie szukała czarnych żył, jakiś nienaturalnych śladów, ale nie miała pojęcia, jak inaczej mogłaby zweryfikować prawdziwość stojącej przed nią kobiety. Musiałaby skłamać w jakimś zakresie, ale czy przypadkiem Mrok nie opanowywał całego ciała? Nie pochłaniał wszystkiego? Trudny ruch, trudna decyzja co do tego, co dalej. W końcu nie każe jej tutaj zaraz wskakiwać ze wszystkich ubrań. Miała szczerą nadzieję, że Lereena miała mimo wszystko rację i pełną świadomość tego, że nie pozostał w niej choćby ślad Mroku, nie chciałaby ostatecznie musieć się z nim tutaj mierzyć. Chciała widzieć ją całą i zdrową, gotową do tego, żeby podjąć działanie.
- Nie jestem pewna, o kim mówisz. Pokaż mi ręce, szyję… wszystkie te miejsca, gdzie mogę zobaczyć twoje żyły - zażądała z miejsca, jednocześnie spinając się wyraźnie do potencjalnego skoku. Jeśli odmówi, to może oznaczać to, iż próbuje ukryć w sobie Mrok. Taka opcja również była i Niedźwiedzica brała ją pod uwagę. I pewnie dalej by się nad tym zastanawiała i jakoś działała, gdyby nie pojawił się on. Należał mu się srogi łomot, dla zasady, żeby sobie zapamiętał, że ich się nie wystawia i nie zachowuje się jak tchórz. Bo teraz nie był nikim innym, niż właśnie takim zasmarkanym oszustem, który jedno mówi, a drugie robi, chowając pod siebie przysłowiowy ogon.
O nie, nie zapomniała. Nie zakładała również z góry, że jest na wygranej pozycji, ale w tej chwili zamierzała naprawdę mocno mu przyłożyć. Przyjęła jego cios wydając z siebie wściekły warkot, a już chwilę później jej łapa wypruła do przodu, by zdzielić przeciwnika po modzie z taką siłą, by co najmniej go ogłuszyć. Musiał poznać smak konsekwencji własnych czynów. I w tym wszystkim jej uszy poruszyły się lekko, gdy druga kobieta przemawiała, gdy rzucała swoją sugestie, a Niedźwiedzica mimowolnie pomyślała, że mogą potrzebować mięsa armatniego. Takiego, jak ten tutaj, by móc ochronić Anthony'ego. Nie zmieniało to jednak faktu, że na razie chciała porachować ny wszystkie kości, ot tak, dla zasady! Natarła więc ponownie stając na tylnych łapach i warcząc ostrzegawczo.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Lereena

800 (26)


165 cm


Wild and free just like the sea.







[Cytuj]
Multikonta: Ray M., Sina
Absolutnie nie miała żadnych pretensji do Marianne, że nie wierzyła jej na pierwsze słowo i pytała, pytała, drążyła temat. Może i wróżki nie umiały kłamać, ale za to całkiem dobrze manipulowały prawdą. Kto miałby o tym lepiej wiedzieć niż wróżka wychowująca się na Dworze, miejscu pełnym intryg, manipulacji i półprawd. Westchnęła delikatnie, gdy jej opis nic nie dał Marianne. No cóż, bez imienia Wiedźmy nie była w stanie lepiej wyjaśnić, kto konkretnie jej pomógł. Przynajmniej o tyle dobrze, że wszystkie jej wspomnienia wróciły i mogła wrócić do pełnienia obowiązków. Gorzej, że przez ostatnie pół roku świat zdołał wywrócić się do góry nogami i nie do końca była pewna, czy jakiekolwiek obowiązki jej zostaną. Bez Króla posypie bardzo wiele spraw.
- Nie zapominaj, że nigdy nie byłam Twoim wrogiem. – przypomniała łagodnie Marianne widząc, że blondynka szykuje się do ataku na nią. – Łączy nas wspólny cel i wspólna lojalność. – a to w świecie wróżek znaczyło bardzo wiele. Odgarnęła włosy z szyi, demonstrując Niedźwiedzicy nieskazitelną, jasną skórę, bez żadnego śladu czarnych żył. Potem nadgarstki i przedramiona, gdy podsunęła rękawy tuniki, udowadniając tym samym, że nie został już w niej ani cień Mroku. Gdyby jednak Marianne zażądała kompletnego zdjęcia ubrań, postawiłaby zdecydowane veto. Zwłaszcza, że pojawił się Byakko, więc sytuacja natychmiast porządnie się zaogniła.
No tak, Wróżkoland w potrzebie, Król zniknął, oni utknęli w świecie ludzi, a dwa misie postanowiły sobie udowodnić, które jest bardziej groźne. Oczywiście rozumiała powody, dla których Pucas postanowiła porachować kości Byakko, tak jednak mogli do wieczora, a odniosła wrażenie, że czas działał raczej na ich niekorzyść.
- Jeśli za mocno go porachujesz, będziemy musieli tracić czas i siły, żeby go wyleczyć, mięso armatnie powinno być raczej w dobrym zdrowiu. A przynajmniej wystarczającym, by tam wejść. – przypomniała tylko łagodnie. Ciężko było stwierdzić, czy trzyma tu stronę Byakko czy wręcz przeciwnie, jak typowa wróżka mówiła prawdę, jednocześnie nie zdradzając niczego na temat swych myśli. Westchnęła w duchu, trochę pogrążając się w rozmyślaniach, mechanicznie głaszcząc salamandrę… Salamandrę, która bez wahania zeskoczyła z jej kolan, prosto do walczących niedźwiedzi.
- Iskra! – zerwała się od razu. Nie chciała sama biec za nią, żeby samej nie oberwać, za to… za to miała okazję obserwować, jak jej chowaniec, zdrajca cholerny, podbiega do Byakko w niedźwiedziej formie i wtula się w zapewne ciepłe futro. Ler zrobiła się najpierw blada, a potem wściekła. Cholerna zdrajczyni! Ja ci dam kominek! pomyślała z wściekłością, a oczy syrenki ciskały błyskawice.
From the shores through the ancient mist, you bear the mark of my elven kiss. Clear the way, I will take you home, to eternal bliss.

Byakko

1010



One more time






[Cytuj]
Gdyby miał teraz ludzką twarz, uśmiechnąłby się lekko i poprosił o więcej komplementów. Nie kwestionował powodów Marianne do ataku. Nie podważał ich i jednocześnie nie uważał za słuszne. W jego oczach nie miała do tego odpowiednich kompetencji. W nowym świecie tworzonym przez wróżki mogło zabraknąć dla niego miejsca, ale nie zamierzał udawać, że nie pomagał dworowi na przestrzeni wieków. Umysł komentował całe zajście milczeniem, a ciało krzyczało, domagając się sprawiedliwości. W odpowiedzi na uderzenie Niedźwiedzicy zaryczał gniewnie i potrząsnął łbem, chcąc pozbyć się mroczków latających przed oczami.
To, co mówiła wróżka, nie miało dla niego większego znaczenia. W zasadzie nie zwróciłby uwagi na Lereenę, gdyby nie Iskra, która z jakiegoś powodu postanowiła wspiąć się na jego grzbiet. Zdeprymowało go to nieco, ale nie na tyle, żeby przestał uważać na Niedźwiedzicę szykującą się do kolejnego ataku. W bliźniaczy sposób uniósł się na tylnych łapach w zamiarze chcąc opaść na swoją przeciwniczkę bokiem i powalić ją na ziemię.
Z głośnym warknięciem znów odsunął się od niej na kilka kroków. Nie zważał na to, czy Plujka nadal trzymała się jego sierści. Nie mógł dbać o jej bezpieczeństwo kosztem swojego.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Chwilowo Lereena mogła sobie krzyczeć, co tylko chciała. Przeciwnicy byli bowiem w pełni skoncentrowani na sobie i jeśli Taillis traktowała to nieco jak prywatną zemstę, jak również danie nauczki temu zawszonemu gnojkowi, tak on odbierał całą tę zabawę całkowicie inaczej. I jakaś jej część nie miałaby mu tego właściwie za złe, gdyby nie to, że po prostu była w pełni wierna sprawie, a jego zachowanie traktowała jako tchórzostwo. Ona również kiedyś była najemniczką, czy może raczej wojakiem, który szukał sobie przygód na własną rękę, niemniej jednak, gdy zaczęło chodzić o los wszystkich wróżek, nie zamierzała kaprysić, wybrzydzać z ceną i odwracać się od zadań, jakie zostały jej przydzielone. I nie chodziło już nawet o związanie imieniem, jakiego dopuścił się sam Król wydając jej taki, a nie inny rozkaz. Nie, ona po prostu uważała ich rasę za ważniejszą od wszystkiego innego, od każdego innego istnienia we wszystkich światach, zaś Mrok bruździł jej w tym całym obrazie. Tak jak teraz Lereena, która brzmiała dla niej niczym brzęczenie owada i chociaż umysł Taillis rejestrował radość, jaką odczuwała z powodu jej odnalezienia, to jej zwierzęca wersja po prostu chciała pokazać drugiemu niedźwiedziowi, jak dokładnie łyka się własne zęby.
Tak czy inaczej Niedźwiedzica poruszyła wściekle nosem, wydając z siebie jednocześnie przeciągły, długi ryk świadczący o tym, że wcale nie jest zadowolona. Bardzo chciała przyłożyć oponentowi przynajmniej raz jeszcze, żeby dobrze zapamiętał, jak to jest dostać po pysku, nic zatem dziwnego, że nie minęła nawet chwila, a Taillis rozpędziła się, co musiało wyglądać wielce ciekawie. Ostatecznie znajdowała się właśnie w ciele wielkiego, wściekłego niedźwiedzia, a z jej nosa zaczynała aż buchać para. Jeśli Lereena zamierzała jakoś poważnie porozmawiać z tą dwójką, to chyba będzie musiała usadzić ich w miejscu za pomocą jakiejś magii, bo nic nie wskazywało na to, by byli skłonni do zrobienia sobie przerwy.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Lereena

800 (26)


165 cm


Wild and free just like the sea.







[Cytuj]
Multikonta: Ray M., Sina
Stworzonko wkopało się w niedźwiedzią sierść Byakko, co samo w sobie było powodem, dla którego Obsidian powinna w tej konkretnej chwili po prostu go udusić. Och domyślała się, że salamandrze chodzi tylko o ciepło, ale dlaczego na wszystkich bogów nie wybrała sobie Marianne do ogrzania się? Byłoby lepiej i bezpieczniej. Nawet nie wyrażała większych protestów, gdy niedźwiedź stanął na tylnych łapach. Za to sama syrenka to już był zupełnie inny problem. Była zła, zmęczona i jeszcze na dodatek nie miała zielonego pojęcia, co tu się w ogóle dzieje. Nie miała żadnego problemu z tym, by Marianne włupiła Byakko, zapewne całkowicie słusznie, ale może nie teraz? Gdy jak zrozumiała ze strzępków informacji, Faerieland diabli – znaczy Mrok – wzięli, więc należało się sprężyć i po prostu ich krainę ocalić? Ale nie, ta dwójka wolała się naparzać, jak wkurzone misie. Świetnie. Po krótkim obserwowaniu potyczki, Obsidian uznała, że dosyć tego wszystkiego.
Poczekała spokojnie, aż obydwa misie staną kulturalnie na czterech łapach. A potem skoncentrowała się, wykonując rękami kilka skomplikowanych gestów. Obydwa niedźwiedzie nie zwracały na nią najmniejszej uwagi, więc to akurat działało na jej korzyść. Zaczęła inkantować, skupiając się całkowicie na zaklęciu, dzięki któremu łapy niedźwiedzi najpierw przymarzły do podłoża, a potem obszar wokół nich zaczął pokrywać się blokiem lodowym, więżąc obydwa misie w środku. Lereena ograniczyła wysokość lodu mniej więcej do początków misiowych brzuchów, choć gdyby zaczęli dalej szaleć, zostawiłaby nie uwięzione w zimnym, mokrym lodzie tylko i wyłącznie łby.
- Mam waszą uwagę? – spytała zjadliwym tonem, patrząc to na jedno to na drugie. Utrzymywanie zaklęcia wymagało sporo koncentracji, ale w tej chwili była na tyle zła, że nie było to mocno problematyczne. – Świetnie. Zachowujecie się do jasnej cholery jak ludzkie bachory! Rozwydrzone i myślące tylko o własnym urażonym ego! – wrzasnęła Faerie, patrząc to na jedno to na drugie. – Popatrzcie na siebie! Nasz świat jest w opałach, a wy się bierzecie za łby. Gorzej niż ludzie, gorzej! – o tak, w ustach Obsidian to była obelga. A doliczając, że była o dobre 200 lat młodsza od jednego i drugiego… Musiało to wyglądać zabawnie, gdyby spojrzeć w boku.
- Może najpierw zajmiemy się odbiciem naszego domu, a potem będziecie sobie udowadniać, kto jest bardziej zaciekłym misiem?! – popatrzyła na nich ze złością.
From the shores through the ancient mist, you bear the mark of my elven kiss. Clear the way, I will take you home, to eternal bliss.

Byakko

1010



One more time






[Cytuj]
Lereena nie była w tym sama. Byakko również miał problemy z zrozumieniem dziejącej się pomiędzy nimi sytuacji. Cóż, gdyby chciał uściślić całe zajście, w zasadzie nie rozumiał tylko zjadliwej postawy Marianne, która zamiast postawić się w lepszym świetle wybrała przeobrażenie się w niedźwiedzicę. Nie spodziewał się, że przywdzianie futra będzie oznaczało wczepienie się w nie Plujki ku niezadowoleniu opiekującej się nią wróżki. Salamandra zachowując spokój wykazywała się niezwykłym wręcz brakiem instynktu. Czego mógł spodziewać się po tak małym stworzeniu, które nagle postanowiło wkroczyć między walczące misie. Po ponownym osadzeniu ciała na czterech łapach pozwolił sobie ryknąć gardłowo w stronę przeciwniczki. Nie miał najmniejszego zamiaru poddawać się bez walki i nawet stworzenie siedzące mu na grzbiecie nie stanowiło dla niego przeszkody.
Nie spodziewał się, że zignorowanie Lereeny może przypłacić w taki sposób. Poczucie niepokoju wzbudziło nim wzbierający chłód. W pierwszej kolejności zrzucił to na gwałtowną zmianę pogody, ale na niebie ciężko było dopatrzyć się choćby maleńkiej chmurki, dlatego prędko odrzucił tę możliwość. Prawda okazała się zupełnie inna. Nie mogąc oderwać się od podłoża zafurkotał gniewnie i parsknął, co było odpowiedzią na bezsilność względem szaleńczego tempa wzrostu bloku lodowego. Nieprzyjemne zimno przeniknęło jego ciało na wskroś, przez co salamandra wczepiła się w niego jeszcze mocniej.
Był to wyjątkowo dobry sposób na zwrócenie ich uwagi. Wyciągając łeb w stronę wolnej wróżki warknął głośno. Skoro nie mógł wyrazić dezaprobaty w słowny sposób, robił to względem swoich możliwości.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo