Darion Jesse Nestraven

32


185 cm

"Zastanówcie się, o co prosicie, bo przy odrobinie pecha możecie to otrzymać."






[Cytuj]
Darion przez wielu był uważany za gbura i kabla po tym jak przyprowadził do Instytutu dwie zbiegłe dziewczynki. Cóż rozumiał ich motywację jednak niestety cała sprawa musiała trafić przed oblicze szefowej Instytutu więc większość Nocnych Łowców go po prostu unikało. Owszem może paru zamieniło z nim parę słów i tylko na brata zawsze mógł liczyć. Akurat zamierzał iść potrenować gdy usłyszał pukanie do drzwi. Ubrał na siebie jakąś koszulkę i otworzył. Jednak zamiast zaprosić gościa do środka kompletnie zdębiał, a gdy jeszcze się dowiedział, że ma towarzyszyć Ray na jakiejś misji lekko podrapał się w głowę. Ale skoro szefowa Instytutu uważała, że należy go tam posłać nie zamierzał protestować. Wreszcie wpuścił panią Koroner do pokoju, sam przygotował się do misji zabierając oczywiście swoją ulubioną broń, czyli bat, jedno długie i jedno krótkie serafickie ostrze, stellę, sensor i magiczne światło, po czym obrzucił pokój pobieżnym spojrzeniem. Wziął z szafy buty przypominające glany sięgające Łowcy do dwóch trzecich łydki i swoją ulubioną skórzaną kurtkę po czym razem z Ray opuścił Instytut. Nie spojrzał nawet na innych przebywających w tym czasie w pomieszczeniu głównym Nefilim, tylko przeszedł jak burza do wyjścia i wsiadł do zaparkowanego pod bramą samochodu. Tam wreszcie poczuł się swobodniej.
- Dzięki, że wyciągnęłaś mnie z Instytutu ale powiesz mi czemu zawdzięczam ten zaszczyt i gdzie jedziemy? – zapytał patrząc w przednią szybę samochodu. Nie wiedział o co dokładnie chodziło, bo nikt go nie wprowadził w zadanie. Miał jednak nadzieję, że Ray podzieli się z nim szczegółami. Jednak dopiero jak wysiadł z samochodu i poczuł ten smród lekko się skrzywił.
- Kurwa mać. Co tu się odjaniepawla? Co to za zapachy jakby ktoś wydalił wszystkie wnętrzności z siebie przez odbyt i zapomniał posprzatać po sobie? – zapytał, bo i jego ruszył ten zapach i miał trudności z utrzymaniem lekkiego posiłku jaki zdążył zjeść przed wyjściem z Instytutu. – Wiesz ja nie znam się na wnętrznościach więc chyba większość zadania należy do ciebie. Ale jak mi powiesz co i jak to mogę ci pomóc. – dodał wzruszając ramionami. Naprawdę był lekko zobojętniały na śmierć szczególnie, że wielokrotnie ja zadawał. Niestety, gdy pani Patolog otworzyła drzwi to i Darion musiał się odwrócić i kilkukrotnie przełknąć ślinę, by nie puścić pawia na sam zapach. W środku musiała się rozegrać niezła jatka. Nie rozumiał tylko tego całego, krwawego bałaganu z gnijących wnętrzności, krwi, kości, pleśni i robaków. Niezła zupa z trupów i ich ciał. Co tu się kurwa stało i czemu ten spalony trup wisi, a jeszcze nie spadł. zaczął się zastanawiać i z chustką przy ustach i nosie zaczął szukać źródła ognia. Jednak jak na razie żadnego nie mógł znaleźć, a ta breja skutecznie to utrudniała. Oczywiście nie miał zamiaru komentować wymiotów pani Koroner, on sam się zastanawiał ile wytrzyma w tym smrodzie.
- Coś mi się tu cholernie nie zgadza. – powiedział patrząc na spalonego truposza. – Ślady krwawej masakry są wszędzie ale nie wiem czy zauważyłaś nigdzie nie ma ani śladu ognia. Więc ten spalony wisielec mógł to albo zrobić i nie zdążyć się schować przed słoneczkiem, albo ktoś go podpalił już po popełnieniu tego mordu. – powiedział analizując to co widział w chatce jako miejsce zbrodni. Cóż nie wiedział kto może im pomóc zapanować nad tym smrodem ale skinął głową, że się zgadza. W końcu to bardzo ułatwi samą identyfikację czy też pracę Ray. No bo czy była tu robota dla niego nie wiedział. Chociaż może i się do czegoś przyda. Przezorny zawsze ubezpieczony, czy jak to szło. Tylko dlatego czarnowłosy nie odszedł jeszcze od chatki by poszukać jakichś innych śladów.
 

Aiden Seire Andras Perrault

259


172 cm


Si je te promets tous les jours de ma vie sans un regret... Peux-tu me jurer un amour infini a jamai







[Cytuj]
Wizyta w domku pełnym przegniłych, rozkładających się ciał zdecydowanie plasowała się na samym końcu potencjalnych aktywności tego dnia. Dziś czarownik planował cały dzień poświęcić tak bardzo zaniedbywanym w ostatnim czasie kotom. Zauważył, że jakoś tak powoli zaczyna brakować mu chwil podczas których Laur skacze na niego niespodziewanie z szafy, a jakiś wazon bądź też inny szklany obiekt ląduje z głuchym odgłosem tłuczenia na drewnianej podłodze. Powoli do jego życia wdzierała się tak nieznośny i niechciany przez samego zainteresowanego brak czasu. Z jednej strony, fakt – nie mógł narzekać na nudę, ale z drugiej... Czy o to chodziło w życiu by nieprzerwanie skupiać się jedynie na zajęciach i nie móc poświęcić czasu tym, na którym nam bardzo zależało? Oczywiście z tego grona wykluczał jakby samego Savio, bo oni zawsze znajdowali się w swego rodzaju niedoczasie i nigdy nie mieli siebie dość. Gdzieś tam właśnie pomiędzy Savio, wolnymi zleceniami i Organizacją czarowników znajdowały się koty – niczemu niewinne, al. Jednak potrzebujące chwilę czasu.
Na całe szczęście Ray napisała do Aidena w odpowiednim momencie. Wszyscy mieszkańcy niewielkiej kawalerki, której właścicielem był Perrault odsypiali wczesno poranne zabawy i powoli nużyło ich do snu. Pomijając oczywiście Tarota, którego do snu ciągnie praktycznie cały czas. Blondyn leniwie sięgając po telefon nie spodziewał się kompletnie od kogo dostał SMS-a, ani tego co tym bardziej mogło znajdować się w treści wiadomości. Ucieszony zajęciem na resztę dnia nie odmówił sobie kilku poważniejszych minut na to by dokładnie się przygotować. Chcąc prezentować się jak najlepiej biorąc pod uwagę prawdopodobieństwo spotkania nowych osób dobrał odpowiedni strój kojarzący mu się po trosze z pracą prosektorium. Tego dnia postawił na biel!
Założył na siebie bladobłękitną koszulę bez kołnierzyka, której rękawy były podwinięte na trzy czwarte. Dobrze dopasowane białe spodnie zlewały się z białym kolorem trampek. Z racji dość nietypowego miejsca na spotkanie stwierdził, że wiązać może się to z pracą w terenie, a sama koszula podczas zmierzchu może nie wystarczyć by uchronić go przed zimnem. Zarzucił na siebie jeszcze szaro-białą rozpiętą kamizelkę bez rękawów, która z dość wydłużonym krojem sięgała mu do połowy uda. Przeglądając się w lustrze całego siebie był w stanie opisać oczywiście więcej niż jednym słowem, ale nic w tamtym momencie nie cisnęło mu się na usta tak bardzo jak: “atencja!”. Dobrze wiedział, że przykuje takim odzieniem uwagę, ale potencjalne nowe znajomości mogły wiązać się z profitami, takimi jak chociażby najzwyklejsze zlecenia, które oczywiście wiązały się z zarobkiem.
Kilkoma zgrabnymi ruchami dłoni otworzył portal i nim ktokolwiek zdążyłby pomyśleć cokolwiek ten już znajdował się pod wskazanym przez Ray adresem. Pierwszym co zdecydowanie zmąciło jego pozytywne nastawienie był niesamowity fetor zgniłego mięsa, ale najgorsze - czekało jeszcze przed nim. Nim się zorientował po kilku krokach w przód nastąpił na coś niesamowicie miękkiego w co jego stopa się zaczepiła. Gorsze był już tylko fakt tego, że za nic w świecie nie chciała wyjść. Błękitne oczy chłopaka zwróciły się ku posadzce, a odkrycia, którego dokonał wywołało niezdrowy odcień zieleni na jego bladej niczym porcelana cerze.
Treść w jego żołądku nieprzyjemnie zawirowała i tylko szybkie działania czarownika uchowały wszystkich tam obecnych przed potencjalnym pokazem fontann w wykonaniu samego Aidena. Jego lewa stopa tkwiła właśnie w klatce piersiowej nadgniłego ciała pochłanianego przez robaki. Im dalej sięgał jego wzrok tym bardziej chłopak przekonywał się, że znajduje się w miejscu, w którym nastąpiło jakieś kompletne oderwanie od rzeczywistości - miejscu kaźni i masakry.
Larwy, muchy i robale wiły się w szalonym, radosnym dla nich tańcu, konsumując resztki tego co za życia było niewątpliwie ciałem. Obecny obraz poddawał w wątpliwość fakt tego, czy to dalej można było opisać określeniem: “ciała”, bo chociaż faktycznie się z tego składało to wyglądało wręcz nie do opisania. Tutaj rozegrało się coś, co zdarzyć się nigdy nie powinno.
Aiden doskonale zdawał sobie sprawę jak śmierdzą gnijące, ludzkie ciała. Zetknął się już z tym podczas wojny secesyjnej i doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że trzeba będzie działać szybko, bo torsje, które ten smród może wywołać nie ustaną. Do obrazu, nawet takie, człowiek jest się w stanie przyzwyczaić. Ten zapach zawsze będzie taki sam. Ba! Jego intensywność będzie rosła z każdą kolejną minutą przebywania w tym pomieszczeniu.
- Sacrebleu! - Krzyknął wręcz ze wszystkich sił tuż po fakcie zorientowania w czym, a raczej w kim znajduje się jego noga. - Bleh... - Powiedział to starajac się niejako zamarkować dźwięk chlupoczącego, nadgniłego mięsa w zaawansowanym stanie rozkładu, kiedy to wyjmował swoją nogę. Oczywiście w żadnym wypadku nie trzeba było dodawać jak teraz wyglądały jego but i końcówka spodni. - Putain! - Znów zareagował dość ekspresyjnie komentując stan faktyczny by po chwili zwinąć się w okropnej torsji wywołanej smrodem.
Starając się by za bardzo ten fetor nie zaćmił jego umysłu rozłożył ręce wokół siebie i oczyszczając umysł starał się zamienić ten smród na coś bardziej przyjemnego. Do tej pory, w każdym miejscu, gdzie zajmował się sprawami tak medycznymi jak i paramedycznymi, opierającymi się głównie na magii towarzyszył mu zapach jaśminu, który doskonale kojarzył z przydomowego ogródka, w którym to spędzał czas, kiedy jeszcze dorastał. Tym samym poświęcił odrobinę energii magicznej by zgrabnie i szybko ze zdwojona wręcz intensywnością sprawić by ten słodki, kwiecisty zapach uniósł się wokół całej trójki.
- Dobrze... - Westchnął lekko zirytowany tym co się tu właśnie wydarzyło i zaczął szukać wzrokiem Ray. - Za to wszystko policzę sobie podwójnie. - Sam jeszcze nie wiedział, czy żartuje czy nie, bo powoli narastało w nim uczucie zrezygnowania i coraz większa frustracja natłokiem myśli. Nie wiedział, dlaczego dokładnie tu jest, co się tam wydarzyło, kto jest tego sprawcą i jak do jasnej cholery oni wszyscy mają pomysł to posprzątać.
Szukając wzrokiem jakichkolwiek wyjaśnień poi zebranej tam dwójce łowców wewnętrzna wojna emocji dała wykwit na jego twarzy w postaci tak nieprzyjemnie rozlewającego się rumieńca, którzy co bardziej zaprzyjaźnieni z czarownikiem mogli kojarzyć bardziej z momentów zawstydzenia niż silnego zdenerwowania.
- A teraz proszę o jakiekolwiek wyjaśnienia. - Zacisnął zęby. - Albo wróć... Nie jakiekolwiek. Konkretne wyjaśnienia. - Nienawidził brudnej roboty. To co się tutaj znajdowało kompletnie zepsuło mu już humor na resztę dnia, a wiedział, że może być już tylko gorzej.
I have seen what the darkness does
Say goodbye to who I was

<img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/aLCztjS.giff" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/6Cxe0uv.gif" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/1rwpHMv.gif" class="foto">
 

Ray Moonwater

23


150 cm


If you die, I swear to Raziel, I'll kill you.






[Cytuj]
Multikonta: Lereena
Gbur, nie gbur, ważne, że nie było ryzyka niańczenia go na miejscu zbrodni. Przynajmniej taką właśnie miała nadzieję. Tuż przed wyjściem jeszcze umieściła w samochodzie termos z herbatą. Gorący napój zawsze się przyda, chociażby dla rozgrzania umysłów, kto wie, jak długo będą siedzieć na miejscu.
- Jedziemy do chatki na skraju lasu. Znaleźli tam trupy i trzeba je zbadać. Przecież nie wezmę świeżaków do pomocy, żeby mi zanieczyścili miejsce zbrodni, nie przesadzajmy. - rzuciła nieco rozbawiona, wyjaśniając przy okazji, po co w ogóle ciągnęła mężczyznę ze sobą. Wyjaśnienia jako takie nie były jednak potrzebne, ze względu na to, co zastali na miejscu. Przetarła twarz, prostując się przy płocie i podchodząc powoli do Dariona.
- Trzeba będzie pobrać próbki, może uda się rozpoznać, kogo tu w ogóle zamordowano... Przy okazji trzeba stwierdzić, czy masakra rozpętała się tu, czy ktoś ich tu przytargał. Ogólnie misja jest prosta: kto, kogo i w jaki sposób. Reszta mnie niespecjalnie interesuje, ale i tak czekamy na czarownika, powinien sprawić, żeby nam się łatwiej tu oddychało. Poza tym chciał zobaczyć koronera przy pracy, to proszę go bardzo. - dodała, lekko blada na twarzy, starając się nie wdychać tego smrodu, ale było to bardzo utrudnione. Przeczekała, aż Darion po swojemu zanalizuje miejsce zbrodni i lekko potrząsnęła głową.
- Teoria niezła, nie powiem, ale to się kupy nie trzyma. Pomordowali w cholerę luda, a potem dali się skopcić grzecznie w kącie na słoneczku? - spytała retorycznie, chowając ręce w kieszeniach spodni. Chwilę później zza drzwi usłyszała dziwny chlupot i z odruchu sięgnęła po swój toporek. Dopóki nagle smród nie zmienił się w przyjemny kwiatowy zapach, co wyjaśniło jej, co zapewne stało się w środku. Nie pomyliła się, czarownik po chwili wyszedł ze środka, parząc na nią co najmniej tak, jakby mu mamusię harmonią zabiła.
- Podwójnie. - powtórzyła, zerkając na uwalane czyimiś flakami but i końcówkę spodni czarownika. Odsunęła stanowczo mężczyznę i zajrzała do środka. I delikatnie mówiąc szlag jasny ją trafił. Aiden wdepnął w NAJLEPIEJ ZACHOWANE CIAŁO, robiąc mu dziurę centralnie w brzuchu, zahaczając o mostek przy okazji. Do tego ten ciul niebieski się porzygał w środku. - Podwójnie to ja ci zaraz łomot spuszczę! - zawyła, patrząc z irytacją. Była tak wściekła, jak tylko mogła być. - Zarzygałeś mi miejsce zbrodni, idioto! Po coś ci podawałam adres, miałeś się pojawić PRZED chatką, a nie do cholery w środku! Trzymajcie mnie, bo nie wyrobię i zaraz mu łeb ukręcę, chrzanić porozumienia... No co się tak gapisz, ściągaj te buty i spodnie najlepiej też, tu jest w cholerę toksyn i inny ekosystem, jeszcze ci krzywdę coś zrobi i poleci na mnie! Won do samochodu, herbatki sobie weź. Spodnie i but daj mi do torby strunowej, Darion, bądź tak miły i mu pokaż, bo mi znowu coś spaskudzi... - zaburczała, wyglądając, jakby miała ochotę czarownikowi powiedzieć coś jeszcze. Odetchnęła głęboko przyjemnym, kwiatowym zapachem. Gdyby wszystkie miejsca zbrodni tak pachniały, może nie byłoby takiego problemu z personelem... Weszła do środka i powoli zaczęła się rozglądać.
- Na oko ofiary były tu gromadzone w różnym czasie... - mruknęła na głos, starając się w nic nie wdepnąć. Adrenalina i złość nadal w niej buzowały, ale starała się trzymać je na wodzy. Przynajmniej póki przypadkiem, cofając się, nie natrafiła na wilkołaka, który raczył się zwyczajnie rozsypać. - Noż cholera....! Dowód rzeczowy numer jeden się rozsypał.
<div style="width:310px;margin-top:5px;"><div style="font-family: 'Cinzel', cursive;font-size:13px;color: #D2D8DD; text-shadow: 0px 1px 4px #fff;float:left;margin-right:150px;">Some nights you drink tea, some nights you drink whiskey.<img src="https://i.imgur.com/M1u3sMO.gif" style="width:150px;float:right;box-shadow:0px 0px 5px #D2D8DD;border-radius:20px;margin-left:-40px;margin-right:-150px;margin-top:-40px"><img src="https://i.imgur.com/nf9u4kC.gif" style="width:150px;box-shadow:0px 0px 5px #D2D8DD;border-radius:20px;margin-right:-40px;margin-top:5px"><div style="width:150px;font-family: 'Cinzel', cursive; font-size:13px;color:#D2D8DD; text-shadow:0px 1px 4px #fff;float:right;margin-top:40px;margin-right:-160px;">And some days you fight demons. Your demons.
<div width="310px" style="font-family: 'Dancing Script', cursive; font-size:22px;color:#D2D8DD; text-shadow:5px 5px 10px #000;padding-top:2px;margin-top:-7px;margin-left:-275px">Raven Moonwater
 

Darion Jesse Nestraven

32


185 cm

"Zastanówcie się, o co prosicie, bo przy odrobinie pecha możecie to otrzymać."






[Cytuj]
Tak… Po co w ogóle on pytał o takie rzeczy. W końcu im mniej się wie tym lepiej, ale w tym wypadku i w obliczu masakry jaką zastali w chatce wyjaśnienia się przydały. Co prawda po suchych faktach nie było za łatwo rozwiązać zagadkę ale można było spróbować dojść do sprawców mordu. Chociaż w tym smrodzie nie dało się pracować.
- No dobrze rozumiem twój sposób i tok rozumowania jednak czasem młodziaki też powinni zobaczyć jakie misje będą być może kiedyś wykonywać. Ale sądząc po smrodzie pewnie połowa byłaby zielona już po wyjściu z auta, a do chatki by w ogóle nie podeszli. – mówił co jakiś czas przełykając ślinę by nie puścić pawia. Nie byłoby to ani profesjonalne ani na miejscu. Cóż zupa czy też potrawka z rozkładających się trupów wcale nie zachęcała Dariona do wejścia do środka, ale z daleka raczej nie mógłby pracować więc walcząc z samym sobą i własnym organizmem zbliżył się i jeszcze raz rozejrzał dookoła.
- Sądząc po ilości ciał, a raczej ich pozostałościach to podejrzewam, że mógłby to być albo czyjś składzik, wiesz mało to psycholi, którzy lubią trzymać swoje ofiary, aby napawać się ich widokiem, albo po prostu ci nieszczęśnicy znaleźli się w niewłaściwym miejscu i czasie. A co do teorii to była ona pierwszą jaka wpadła mi do głowy. – powiedział i nie skończył gdyż obok nich pojawił się nagle mężczyzna. Nestraven odruchowo sięgnął po swój bicz jednak nie wykonał żadnego ruchu, gdyż mogłoby być to uznane za atak na nieuzbrojonego podziemnego. Widząc jego „wielkie wejście” albo raczej wielkie chlupnięcie w ciało tylko lekko pokiwał głową ze zdziwieniem. Słyszał tyle o czarownikach ale nie przypuszczał, że mogą przypominać słonie w składzie porcelany. No ale nie zdążył nic powiedzieć gdy nowo przybyły „ozdobił” miejsce zbrodni wielokolorową zawartością żołądka. Smród jaki towarzyszył efektownemu pojawieniu się mężczyzny o mało nie spowodował takiej samej reakcji u Nefilima, na szczęście Nestraven jakoś się od tego powstrzymał. Słysząc natomiast kolejne słowa Ray odgrodził ją od czarownika i lekko wypchnął go z chatki pokazując kierunek, w którym powinien się udać. Owszem nie uśmiechało mu się być niańką ale skoro i tak nie miał tutaj co robić to wolał się oddalić od miejsca masakry pachnącego jakimś kwiatowym zapachem i móc odetchnąć innym powietrzem.
- Tu masz wszystko o czym mówiła Ray. Ściągnij buty i spodnie, a potem wracamy tam i staramy się nic więcej nie uszkodzić. – powiedział spokojnie choć widać było, że wolałby zostać przy aucie. Niestety cała ta sytuacja w chatce nie dała mu spokoju. Zostawił więc czarownika samego i wrócił do chatki. Uważając na całą to chlupoczącą masę zgniłego i zarobaczonego mięsa wzruszył tylko ramionami.
- Cóż możesz mieć rację jednak mnie dalej zastanawia, a raczej zastanawiał ten spalony wisielec. No po prostu coś mi tu nie gra. Ale może to on to zrobił, a później sam się podpalił nie dopuszczając ognia dalej… – powiedział próbując coś mądrego wywnioskować z tego co widział.
 

Aiden Seire Andras Perrault

259


172 cm


Si je te promets tous les jours de ma vie sans un regret... Peux-tu me jurer un amour infini a jamai







[Cytuj]
Rozsierdzony Nefilim to niezły widok... Bardzo ciekawy i niebezpieczny. Szczególnie zaś niebezpieczny, jeśli przyczyną potencjalnego natłoku negatywnej energii jesteś właśnie ty, a w takiej sytuacji znajdował się Aiden. Purpurowa ze wściekłości twarz Ray mieniła się niczym kula dyskotekowa, tylko zamiast błyszczeć w obecnej sytuacji to jawiła się milionem odcieni rubinów i burgundów. Była obrazem szalenie intrygującym, bo blondyn byłby w stanie przyrzec, że niektóre z tych kolorów nie występują nawet w naturze, a co dopiero na ludzkich twarzach. Może na to też jest runa... - zażartował w myślach.
Mimo wszystko, całej sytuacji, która się tutaj zdarzyła postanowił jak najszybciej odzyskać humor i pozytywne nastawienie, w końcu... Nie ma błędów, których się nie da naprawić. Zwłaszcza będąc czarownikiem!
- Podwójnie, podwójnie! - Bez przesady. Ciężkie warunki pracy wymagają odpowiedniego wzrostu cen. Przecież w tym czasie mógłby robić dużo więcej rzeczy, które na ten przykład... No nie wiem. Sprawiają mu przyjemność?
Mimo wszystko zamiast skupiać się na potencjalnych miłych rzeczach, które mogłyby go dziś spotkać postanowił zaangażować się jakoś bardziej we wszystko to co się tutaj działo. Nie wyglądało to ciekawie. Zmasakrowane ciała, cichy osiłek, który ewidentnie nie pała specjalnym optymizmem w swoim życiu, co można było zauważyć jeszcze na pierwszy rzut oka i rozwścieczona Raven. Cudownie..!
- Typowo dla was... - Powiedział już na dobre uwalniając się z wszelkiej maści pozostałości po flakach i podszedł do okna przecierając palcem po jego framudze i wykrzywiając się trochę na ewidentnie bardzo dobrze zachowaną warstwę kurzu i brudu. - Egh... Obrzydliwe. - Wyszeptał totalnie urywając poprzednią myśl, by już po chwili do niej wrócić. - Reagowanie złością w sytuacji, w której nic się nie stało. - Dodał wręcz z ostentacyjnym zachowaniem spokoju i delikatnie parskając pod sam koniec zdania. - Widzę, że jednak od was nie uzyskam żadnej informacji, czyli najprawdopodobniej... Sami nic nie wiecie. - Rozejrzał się po dwójce uśmiechając się lekko pod nosem i przymykając oczy. Powoli obecna sytuacja zaczynała sprawiać mu satysfakcję.
Do czasu... W którym szanowny pan Darion nie stwierdził, że wykona rozkaz jakże rozentuzjazmowanej Ray. Z Aidenem jako podziemnym można było sobie pozwolić na naprawdę dużo będąc Nefilim i to głównie z tego powodu, że miał niesamowity do nich szacunek i twierdził, że potencjalne utrzymanie przez nich porządku czasem niestety zbiera swoją cenę. Dość krwawą, ale jednak. Z Clave było w tym przypadku różnie, bo łowca łowcy równy nie jest i podobnie było z decyzjami tejże szanownej rady. Niektóre dobre, inne wręcz idiotyczne.
Początkowo dał się porwać ramionom mężczyzny, które wyprowadziły go z budynku będąc niejako w amoku tego, że ktoś w ogóle pozwolił sobie na dotknięcie go.
- Halo, halo! - Wrzasnął, a nieprzyjemny burgundowy kolor wylał się na jego twarz. - Troszeczkę wydaje mi się, że zagalopowaliśmy się za daleko. - Powiedział mocnym, dosadnym tonem nie kryjąc oburzenia i rozwścieczenia. - Nie życzę sobie, żeby ktokolwiek mnie dotykał. Momentalnie zapach jaśminu zaczął roztaczać się jedynie wokół czarownika dając pokaz temu co może spotkać potencjalnie te dwójkę, jeśli i oni nie uszanują jego zdania, a on sam niejako migając znalazł się dwa metry za Darionem.
Nachylił się do własnej nogawki i buta i delikatnie szepcząc coś pod nosem sprawił, że wszelkiej maści resztki wydzielin i czegokolwiek - zniknęły. Jeśli którekolwiek z nich myślało, że blondyn będzie uskuteczniał jakikolwiek striptiz w miejscu tak publicznym jak chociażby to to się dość grubo mylili. Nie było nawet takiej opcji!
- Ładny zapach prawda? - Zapytał z przekąsem zaciągając się krążącym wokół niego jaśminem. Naprawdę uwielbiał ten zapach. Widząc potencjalnie zzieleniałe miny ponownie roztoczył krąg maskowania trupiego smrodu na pozostałą dwójkę. - Uwielbiam jaśmin.
Stanowczym krokiem powoli się uspokajając podszedł do denata, na którego niestety miał nieszczęście nadepnąć. Uklęknął przed nim wcześniej wyciągając chusteczkę z kieszeni i rozkładając ją pod swoimi kolanami. Białe ubrania jednak dość łatwo przestają być białe, a przecież nie o to chodziło, czyż nie?
Ulokował swoje obie dłonie kilka milimetrów nad wgnieceniem, które wywołał nacisk jego ciała, po czym szepcząc coś w niezrozumiałym dla innych języku krok po kroku odbudowywał zniszczoną tkankę do stanu pierwotnego. Tego sprzed nieprzyjemnego wypadku. Wymagało to od niego dość dużo skupienia i starał się ignorować toczącą się wokół Nefilim konwersacje uznając ja za jedynie puste gdybanie. Bez żadnych konkretnych poszlak to tylko spekulacje, tak tutaj potrzebne jak chociażby ten kurz na framudze okiennej.
Po skończonym dziele wstał ignorując fakt kawałka materiału, który już niejako został uznany za stracony w jego podświadomości i w geście otrzepania wyprostował się dumnie prezentując swój efekt.
-Et! voilà! - Westchnął rzucając oskarżające spojrzenie na Raven. - I po co ta cała dramaturgia i rumor?
W żadnym wypadku nie chciał już więcej dziewczyny denerwować, niemniej jednak ta sytuacja wymagała delikatnie kąśliwego komentarza. Może to chociaż trochę pokaże jej, że warto trzymać nerwy na wodzy. Przynajmniej na samym początku.
Podszedł w jej kierunku i zamaszystym ruchem najpierw jedną ręką, a potem drugą, wprawił cząsteczki rozsypanego ciała w ruch. Manipulował nimi rękoma starając się zebrać je do kupy, ale momentalnie już po kilku sekundach na jego czole pojawiły się strużki potu. Zebranie tak delikatnych i małych drobinek ewidentnie pochłaniało ogromną ilość energii. Nie mógł sobie pozwolić na rekonstrukcję w tym miejscu. Kiedy już wszelki potrzebny pył znajdował się w krążącej obok głowy Nefilii bezkształtnej masie czarownik przetarł ręką swoje czoło i popatrzył na nią.
- Radziłbym to włożyć do torebki... - Przewrócił oczami. - Postaram się je odbudować, ale jak znajdę na to siły.
Po tym jak dziewczyna wykonała polecenie, Aiden delikatnie pochylił się zaciągając się coraz silniejszą wonią kwiatową, która swoją już drogą pochłaniała jego energię przecież cały czas. Ciekawe jak jeszcze dziś się namęczy.
I have seen what the darkness does
Say goodbye to who I was

<img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/aLCztjS.giff" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/6Cxe0uv.gif" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/1rwpHMv.gif" class="foto">
 

Ray Moonwater

23


150 cm


If you die, I swear to Raziel, I'll kill you.






[Cytuj]
Multikonta: Lereena
Posłała Darionowi bardzo wymowne spojrzenie. Sam sobie odpowiedział na pytanie, dlaczego wolała nie brać młodziaków - nie, że sama miała tylko 23 lata - więc nie musiała już w ogóle komentować jego słów. Choć cały czas zastanawiała się, kiedy Nestraven postanowi pójść w ślady jej i Aidena, bo było po nim widać, że z trudem się powstrzymywał.
- Składzik chyba bardziej prawdopodobny. Ktoś sobie melinę zrobił tutaj i bunkrował swoje ofiary. Jakiś psychopata... - skomentowała z niezadowoleniem w głosie. Może by tak tu zostawić jakąś czujkę czy coś? Prędzej czy później psychol pewnie znowu kogoś kropnie, przytarga tutaj ciało i będą mieli sprawcę... Chociaż skoro przez dwa miesiące przynajmniej żadnego świeżego trupa tu nie było, to mogła się mylić. Wszystko tutaj było takie paskudne i niejasne.
- A jakie ty chcesz informacje? Masz ciała, jakieś 14 sztuk minus dwa spopielone wąpierze i minus ten jeden tutaj wisielec, który postanowił rozsypać swe prochy na wietrze. Kto, co i dlaczego - nie wiemy, ale trupy mają circa 3 miesiące. - warknęła z irytacją na czarownika. I tak i tak miała ochotę go udusić, ale chwilę potem zaczęło się robić zabawnie. Z zaciekawieniem obserwowała, jak Aiden odstawia totalną dramę, bo ktoś ośmielił się go dotknąć. Zdusiła parsknięcie śmiechem, nie no, ten czarownik przebijał wszystko, co widziała. Powinien grać w jakimś teatrze z taką umiejętnością robienia afery z niczego.
Sekundę później w jej nos znowu buchnął smród zgnilizny. Spojrzenie Łowczyni stwardniało, wyraźnie mówiąc "Nie zapłacę ci ani grosza, a jeszcze zrobię z życia piekło." i nawet zrobiła krok do przodu, stając w drzwiach chatki. Zrobi mu krzywdę.
- Słoneczko, ja naprawdę nie jestem w nastroju na twoje fochy. - powiedziała zwodniczo łagodnie. - Ja zniosę bardzo dużo, ale w tym akurat wypadku idź sobie fochy strzelać w jakimś teatrze, primadonno, albo obiecuję, że zamiast zapłaty, to jeszcze ci takie referencje wystawię, że przez kolejne pół roku nie znajdziesz zatrudnienia. - warknęła. Złość i adrenalina pozwalały jej nie myśleć o smrodzie, więc przynajmniej nie miała ochoty na ponowne opróżnienie żołądka. Burknęła coś pod adresem Aidena, gdy "normalny" zapach jaśminu wrócił i wycofała się do chatki. Naprawdę miała teraz szczerą ochotę ukręcić mu łeb, ale zdaje się, że Opal byłaby niezadowolona. Odetchnęła głęboko i zaczęła się zastanawiać, od czego tu w ogóle zacząć. Syf, kiła i mogiła... Zanim zdążyła coś zrobić, Aiden ukląkł przy ciele ("Co on, modlił się będzie? Allahu Akbar?") i... po prostu naprawił zdeptane ciało. Zdębiała. Dość mocno. Dlatego gdy pozbierał pyły po wilkołaku, posłusznie wcisnęła je do torebki strunowej. Zmierzyła czarownika wzrokiem i westchnęła delikatnie.
- Dzięki. Jak chcesz, możesz odpocząć na zewnątrz czy coś, pobieranie próbek jest czasochłonne i dość nudne. Chyba, że chcesz też pozbierać. - nie chciała w końcu, żeby jej się wykończył tutaj. - Ej, Darion. Jak chcesz, to poszukaj śladów na zewnątrz. Może znajdziemy jakieś wskazówki, kto to mógł zrobić. - rzuciła w stronę drugiego Nefilim i zabrała się za powolne obfotografowywanie miejsca zbrodni, a następnie pobieranie próbek. Szybko też zaczęła nucić swoim zwyczajem, tym razem padło na Forever young. Na chwilę jednak przerwała nucenie, by zerknąć na czarownika.
- Na marginesie, skąd masz kamizelkę? Ładna, chętnie też bym się w coś podobnego zaopatrzyła. - rzuciła, przerywając na chwilę pracę. Może by zainwestowała w taką czarną? Hm. Nie byłoby źle... Zaraz jednak wróciła do pracy i nucenia.
<div style="width:310px;margin-top:5px;"><div style="font-family: 'Cinzel', cursive;font-size:13px;color: #D2D8DD; text-shadow: 0px 1px 4px #fff;float:left;margin-right:150px;">Some nights you drink tea, some nights you drink whiskey.<img src="https://i.imgur.com/M1u3sMO.gif" style="width:150px;float:right;box-shadow:0px 0px 5px #D2D8DD;border-radius:20px;margin-left:-40px;margin-right:-150px;margin-top:-40px"><img src="https://i.imgur.com/nf9u4kC.gif" style="width:150px;box-shadow:0px 0px 5px #D2D8DD;border-radius:20px;margin-right:-40px;margin-top:5px"><div style="width:150px;font-family: 'Cinzel', cursive; font-size:13px;color:#D2D8DD; text-shadow:0px 1px 4px #fff;float:right;margin-top:40px;margin-right:-160px;">And some days you fight demons. Your demons.
<div width="310px" style="font-family: 'Dancing Script', cursive; font-size:22px;color:#D2D8DD; text-shadow:5px 5px 10px #000;padding-top:2px;margin-top:-7px;margin-left:-275px">Raven Moonwater
 

Darion Jesse Nestraven

32


185 cm

"Zastanówcie się, o co prosicie, bo przy odrobinie pecha możecie to otrzymać."






[Cytuj]
Darion w spokoju starał się obserwować zachowanie czarownika jak i pani Patolog zastanawiając się kiedy będzie musiał interweniować. Jakoś nie chciał wywoływać jakichś konfliktów na linii Czarownicy oraz Nefilim ale podejrzewał, że nieodpowiedzialne wejście kogokolwiek gdy on wykonywał swoje zadania skończyłoby się o wiele gorzej niż tylko opierdolem. W gniewie Darion czasem przesadzał i reagował instynktownie. Nawet bardzo instynktownie, a wyuczone i wyćwiczone ruchy dawały o sobie znać. Ile to razy przypadkiem pacnął kogoś końcem swojego bicza tylko i wyłącznie dlatego, że raczył go pouczać… No ale to nie było teraz najważniejsze. Czarownik może i zrobił głupstwo lecz jednak zamaskował ten smród ale też zanieczyścił miejsce zbrodni czy jak tam to co nazwać więc rozumiał Ray. Jednak gdy usłyszał podniesiony głos i jakieś wyrzuty ze strony Maga natychmiast odwrócił się w jego stronę i zmierzył go wzrokiem.
- Wiesz my najpierw działamy, a później zadajemy pytania. O ile jeszcze jest komu. A tutaj raczej ta zupa nic nam nie powie chyba, że znasz jakieś czary, które sprawią, że te flaki do nas przemówią. Mamy zbadać to miejsce i dowiedzieć się jak najwięcej o tym co tu się mogło stać. Nie mamy na razie żadnych informacji. A nawet gdybyśmy mieli czemu mielibyśmy je tobie podawać, bo tak chcesz? – zapytał i stanął pomiędzy Czarownikiem, a Ray. Cóż teraz zadziałał instynktownie. Zadziałał instynktownie. No ale to zawsze lepsze niż wyprowadzenie kogoś skądś siłą, a takie metody też były w szerokim wachlarzu interwencji Nestravena. Ok, może i sam ryzykował niektórymi swoimi zachowaniami wściekłość mężczyzny lecz skoro ktoś go o coś poprosił wolał to wykonać także reakcja szanownego pana Aidena dość mocno go zdziwiła. Przecież nawet nie użył siły. Sam nie wiedział jakie bakterie lub inne paskudztwa mogły kryć się w tej chatce także to co mówiła Ray wydawało się logiczne dla Dariona. Jednak analizując słowa Czarownika zaczął się zastanawiać czemu ma go nie dotykać. Czy kurwa szanowny pan Podziemny ma z tym jakiś problem czy też chodziło o przestrzeń osobistą, która w tym momencie akurat Jesse’yego nie obchodziła. Ok, gdy smród ponownie buchnął od strony chatki Nefilim musiał mocno się spiąć, by nie zwymiotować ale Darion postawił sobie za punkt honoru, że tego nie zrobi.
Na fochy czy też występ teatralny lub też operowy, jak zwał tak zwał, wzruszył tylko rękoma i z nie najpiękniejszym uśmiechem na twarzy złożył ręce do oklasków. Czt chciał kogoś urazić… Nie? On po prostu idąc za tokiem rozumowania pani koroner twierdził, że do występów w takich gmachach jak teatr czy opera to stojący przed nim czy już za nim mężczyzna się nadawał. Owszem w końcu zorientował się, że Aiden stoi za nim i błyskawicznie odwrócił się w stronę wejścia do chatki.
- Tak… Ten świat można powiedzieć pełen jest psychopatów gdyż nikogo nie można uznać za normalnego. Także im szybciej się dowiemy co to zaszło tym prędzej będziemy mogli zlikwidować chociaż jednego z nich. – stwierdził nie okazując żadnych emocji. No w końcu może wreszcie pozwolą mu działać i robić to do czego został stworzony lub też to co było jego przeznaczeniem. Słuchając dalej wywodów czarownika i Ray zastanawiał się jak to możliwe, że pani Koroner jeszcze nie ustrzeliła Aidena swoim toporkiem. Na wzmiankę o zapachu lekko wzruszył ramionami. Nie znał się na tym i dla niego każdy zapach byłby dobry jeśli maskowałby smród jaki wydobywał się z chatki. Było mu to naprawdę obojętne.
Na szczęście ostatnia wypowiedź Ray ucieszyła go i to dość mocno. Tak szukanie śladów może nie było jego ulubionym zajęciem ale wówczas mógł się skupić na czymś innym niż próbowanie rozkminić przyczyny tej masakry.
- Ok. Obejdę to miejsce i zobaczę co uda mi się znaleźć. Powiedz mi tylko co może być dla ciebie przydatne. Resztą się zajmę. – stwierdził spokojniej i zaczął się rozglądać po ziemi nie odchodząc na razie na odległość głosu od pani Koroner.
 

Aiden Seire Andras Perrault

259


172 cm


Si je te promets tous les jours de ma vie sans un regret... Peux-tu me jurer un amour infini a jamai







[Cytuj]
Nefilim mieli przedziwnie ukrytą zdolność do tego, żeby być niesamowicie bezczelnymi. Zauważał to również Aiden przy całej swojej sympatii do tej rasy. Pomijając już swoja drogą Raven, z którą znał się wcześniej i był w stanie tolerować jej humorki i wszelkiej maści docinki, mniej lub bardziej kąśliwe to słowa, które skierował do niego Nestraven były co najmniej nie na miejscu. Czy ten Nefilim właśnie przyznał, że średnio go interesuje to czy będzie miał komu zadać pytanie względem tego co tutaj zaszło, bo na dobrą sprawę może eksterminować wszystkich, którzy znaleźli się w tamtej okolicy? Nie no drodzy państwo myślę, że wszyscy powinniśmy wstać i zacząć bić brawo, bo to jest szalenie odpowiednie podejście. Takich ludzi właśnie Clave potrzeba!
Aiden wewnętrznie gotował się od zdenerwowania i wściekłości. Nie potrafił zrozumieć jak ktoś piastujący takie, a nie inne stanowisko może się tak wyrażać. Może lepiej, że niektóre porozumienia legły w gruzach, bo powoli wychodziło na jaw to jak faktycznie przedstawiciele Nefilim odnoszą się do ich wszystkich wokół.
- Odnoszę dziwne wrażenie, że wam się tutaj wydaje... - Powiedział nad wyraz spokojnym i statecznym tonem. - Że ja tutaj jestem, jakby to powiedzieć... Z przyjemności i mojej sympatii do podobnych wam. - Zaśmiał się dość szyderczo pod nosem. - Niestety tutaj muszę szanownych państwa rozczarować. Fakt faktem, usługę wypełniłem i tego, przynajmniej na tę chwile zamierzam się trzymać, niemniej jednak z tego co widać i to od razu brak tutaj jakichkolwiek informacji. - Zerknął w kierunku Dariona. - I odpowiednich ludzi na odpowiednim miejscu.
Czarownik doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że ich plan zakładał przyjechanie na miejsce i zobaczenie co się stało, a reszta się jakoś ułoży. Tylko... Cóż za zdziwienie. Puzzle nie chcą do siebie pasować. Szok... Jak to się stało. - Zadrwił ironicznie w myślach szczędząc sobie już kąśliwych komentarzy. Nie troszczył się kompletnie o mężczyznę, ale mimo wszystko znali się z Ray prywatnie i wypadałoby podtrzymać ich relacje na względnie pozytywnym poziomie.
- O referencję bym się nie martwił. - Pokwapił się po ostatni kąśliwy komentarz względem dziewczyny. - Waszym zdaniem i tak się nikt nie przejmuje.
Najsmutniejsze w tym komentarzu było to, że niestety było to prawdą. Panowała niepisana zasada, która kiedyś w czasach, powoli zacierających się w pamięci chłopaka, została mu wpojona dość dosadnie. Łowcom się nie ufa. Czarownicy i tak byli na dość uprzywilejowanej pozycji, ze względu na to, że ich usługi po prostu były potrzebne. Trzymali niejako co poniektórych w szachu wykupując sobie przez już lata, których świetność mieli już za sobą, ważniejsze i mniej ważne przywileje.
Po posprzątaniu całego bałaganu, który się tutaj rozegrał Aiden był całkiem zadowolony, że Pan Nestraven uda się na stronę i pozwoli uczestniczyć blondynowi w dziele rozwiązywania wielkich, ludzkich puzzli bez swojego niesamowitego oddania sprawie.
- Dziękujemy serdecznie. - Odparł uśmiechając się dość ironicznie do mężczyzny. Po czym machnął w jego kierunku ręką w geście mówiącym jasno: “do widzenia”.
Złapanie oddechu wydawało się wręcz zbawienne. Rekonstrukcja ciała i zebranie wszystkich tych drobinek całkiem zmęczyło chłopaka. To masa energii włożona w to by odzyskać połączenia między komórkami i sprawić jeszcze by wyglądało to na w miarę nienaruszone.
Komentarz odnośnie stroju blondyna przyjemnie połechtał jego ego i sprawił, że na jego ustach w końcu wypisał się uśmiech. Jak wkupić się w jego łaski? Komplementując jego wygląd, coś nad czym spędzał niewątpliwie najwięcej czasu i traktował jak swego rodzaju hobby.
- Ooo! Dziękuję - Obdarzył ją ciepłym uśmiechem. - Wiesz co, większość moich ciuchów to projekt własny. I to... - Zawahał się na moment przeszukując w meandrach swojego umysłu, gdzie to mogło być wyprodukowane. - Wydaje mi się, że zlecałem to jakiejś małej wiosce z Bangladeszu.
Powoli w jego głowie również klarował się plan działania. Wszystko zaczęło wyglądać całkiem logicznie, ale wymagało od tej dwójki szczególnie - kooperacji.
- Ray. Wydaje mi się, że wiem, jak to zrobić. Jak zachować próbki najlepiej jak się da, bo podejrzewam, że chciałabyś prędzej czy później przeprowadzić sekcję zwłok. - Przystanął na chwile rozglądając się po pomieszczeniu. - A właściwie tego co po nich zostało. - Plan w jego głowie jawił się jako prosty, acz czasochłonny i wymagający umiejętności tak od jednej jak i drugiej strony. Potarł ręce o siebie i wziął oddech zbierając słowa w logiczną całość. - Zróbmy tak. Ty postaraj się posegregować ciała względnie do każdej osoby, która potencjalnie się tutaj znalazła. Ja potem postaram się magią sprawdzić, czy to się ze sobą zgadza, a potem wylewituje wszystko przed chatkę. Tam otworzę portal do Instytutu i na spokojnie przeniesiecie sobie wszystko do kostnicy.
Kończąc skinął głową w jej kierunku czekając na komentarz odnośnie tego, czy akceptuje taki stan rzeczy. W żadnym wypadku nie zamierzał jej wydawać poleceń, ale wydawało mu się, że takie wyjście z sytuacji było najlepszym.
I have seen what the darkness does
Say goodbye to who I was

<img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/aLCztjS.giff" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/6Cxe0uv.gif" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/1rwpHMv.gif" class="foto">
 

Ray Moonwater

23


150 cm


If you die, I swear to Raziel, I'll kill you.






[Cytuj]
Multikonta: Lereena
O dziwo Ray jakoś sobie z Aidenem radziła. A przynajmniej o tyle, by nie wywołać z czarownikiem wojny bądź też kolejnej jego dramy. Jeśli ktokolwiek w tym mieście zasługiwał na tytuł „The Greatest Drama King” to był to zdecydowanie Aiden. Darion natomiast był raczej typowym przedstawicielem rasy Nefilim, a jego obronny gest wywołał lekkie zjeżenie się Łowczyni. Przecież była sobie w stanie sama poradzić z jednym, dramującym i zdenerwowanym od kij wie czego czarownikiem. Choć prawdę mówiąc coraz bardziej zaczynała mieć tego wszystkiego dosyć. Chyba właśnie dlatego na komentarz magika odpowiedziała ostro. Może nawet nieco zbyt ostro, ale to jasno wskazywało, w jakim humorze aktualnie była.
- Jesteś tu dlatego, że cię o to poprosiłam i jesteś tu w pracy, a nie na wakacjach podziwiając widoczki. Chyba, że podniecają cię trupy, ale to nie mój problem. Więc daruj sobie te komentarze, bo mamy robotę do wykonania. Jeśli rezygnujesz teraz z dalszej współpracy, proszę bardzo, niechętni współpracownicy nie są mi do niczego potrzebni. – Darion nie powinien powtarzać w zasadzie jej słów, ale Aiden do diabła był starszy i powinien zmilczeć. Chociażby dla utrzymania jakiegokolwiek kruchego rozejmu pomiędzy rasami. Ale nie, no przecież jaśnie pan czarownik musiał się pokazać, że jest najlepszy. Przestawała się dziwić, że Viv chciała tak mocno włupać Shizowi. Chwilowo też miała ochotę walnąć i Dariona i Aidena. Erin, do cholery, gdzie jesteś. pomyślała z rozpaczą.
Aiden oczywiście też nie mógł zmilczeć i dorąbał się teraz do niej. Oczywiście, że groźba z referencjami była bez pokrycia, bo wcale by mu czegoś takiego nie zrobiła. Była jaka była, ale nie była aż taką suką, a przynajmniej nie dla tych, do których żywiła ciepłe uczucia.
- Uważaj, żebym ja nie przestała się czasem przejmować twoim zdaniem, czarowniku. – powiedziała zimnym głosem i to był pierwszy sygnał, że Aiden przegiął. Nigdy jeszcze nie zwracała się do niego per „czarowniku”. W najgorszych momentach używała jego nazwiska. Ale nie w taki sposób… Mogli i sobie nie ufać. Nienawiść międzyrasowa była bardzo silna i wiedziała o tym. Ale nikt jej nie będzie wbijać, że jest istotą gorszej kategorii. Wystarczająco dużo tego przeżyła w dzieciństwie i później, żeby teraz szlag jej nie trafił. A podobno czarownikom wszystko zwisa, o ile im płacą.
- Następnym razem znajdę do pomocy kogoś, kto potrafi się zachować. – i od tej chwili postanowiła całkowicie zignorować Aidena na gruncie prywatnym. Świadomie czy też nie nacisnął na bardzo bolesny odcisk Nefilim, a przynajmniej zrobił to bardzo po chamsku, zaznaczając, jakby była gorszej kategorii personą. Przeniosła wzrok na Dariona, zastanawiając się chwilkę. Jego pytanie było całkowicie słuszne i ogarnięte.
- Powinny tu być ślady. Stóp, łap, butów, wszystko. Nie wierzę w cuda, ale może uda się chociaż wyodrębnić ilość osób i kierunki. Jakieś kłaczki, futro, strzępy odzieży. Wszystko, co pomoże ustalić, kto lub co zatargało tutaj wszystkie zwłoki. Może ślady mordercy. – jej głos nadal był nieco szorstki, ale przynajmniej nie był już aż tak lodowaty jak jeszcze chwilę wcześniej.
Powrót do pracy pozwolił jej oderwać myśli od sytuacji, gdy skupiła się całkowicie na analizowaniu ciał. Mruknięciem skomentowała słowa o sekcji zwłok, bo to się rozumiało samo przez się. To, że prywatnie była wściekła na czarownika nie znaczyło, że zamierzała sabotować jego całkiem sensowny plan działania.
- Okey, brzmi z sensem. – kiwnęła głową, nie dodając nic więcej. Nawet gdyby Darion z Aidenem mieli się sprać po gębach zamierzała to ignorować. Ciało, w które wdepnął Aiden na samym początku było najłatwiejsze do zidentyfikowania, więc wskazała mu je jako pierwsze. Potem prochy wisielca. Gorzej było z dwoma wampirami w postaci popiołów. – Tu są dwa wampiry. Ale został z nich popiół i to w sposób naturalny, więc nie sądzę, żeby dało się z tego cokolwiek wyciągnąć. – rzuciła formalnie, przechodząc do kolejnego ciała. A raczej zupy, jako że rozkład był już dość zaawansowany. Nie okazując żadnych śladów obrzydzenia ostrożnie zaczęła składać ciała do kupy, ze względu na ich stan było to bardzo żmudnym procesem, ale jakoś dawała sobie radę. W momentach, gdy miała wątpliwości, pytała rzecz jasna Aidena o ocenę, ale nic poza tym. Nie próbowała już nawiązywać dyskusji.
<div style="width:310px;margin-top:5px;"><div style="font-family: 'Cinzel', cursive;font-size:13px;color: #D2D8DD; text-shadow: 0px 1px 4px #fff;float:left;margin-right:150px;">Some nights you drink tea, some nights you drink whiskey.<img src="https://i.imgur.com/M1u3sMO.gif" style="width:150px;float:right;box-shadow:0px 0px 5px #D2D8DD;border-radius:20px;margin-left:-40px;margin-right:-150px;margin-top:-40px"><img src="https://i.imgur.com/nf9u4kC.gif" style="width:150px;box-shadow:0px 0px 5px #D2D8DD;border-radius:20px;margin-right:-40px;margin-top:5px"><div style="width:150px;font-family: 'Cinzel', cursive; font-size:13px;color:#D2D8DD; text-shadow:0px 1px 4px #fff;float:right;margin-top:40px;margin-right:-160px;">And some days you fight demons. Your demons.
<div width="310px" style="font-family: 'Dancing Script', cursive; font-size:22px;color:#D2D8DD; text-shadow:5px 5px 10px #000;padding-top:2px;margin-top:-7px;margin-left:-275px">Raven Moonwater
 

Aiden Seire Andras Perrault

259


172 cm


Si je te promets tous les jours de ma vie sans un regret... Peux-tu me jurer un amour infini a jamai







[Cytuj]
Aiden nigdy specjalnie nie pałał wstrętem względem Nefilim tak jak potrafili jego pobratymcy. Przez lata nauczył się żyć podług tego co Clave dyktowało jako standardy i zasady, które powinny obowiązywać całe podziemie. Nie tykał się magii, którą oni uznawali za zbyt ingerującą w złą i demoniczną naturę czy też igrającą ze śmiercią. Nie bywał w miejscach, w których mogłoby to zostać odebrane za zbyt niekorzystne dla jego wizerunku i generalnie z biegiem lat zdobył jako takie pojęcie o tym czego tak na dobrą sprawę od niego wymagają. Ni go to grzało ni ziębiło. Było dość mocno neutralne, a nawet czasami przydatne - szczególnie kiedy było dość... Nieciekawie. Niemniej jednak często nastawienie jakiegokolwiek przedstawiciela podziemia nie było bez pokrycia. Często mniej lub bardziej Nefilim po prostu zasługiwali na takie, a nie inne traktowanie. Niemniej jednak blondyn był przeciwnikiem jakiegokolwiek generalizowania przypadków i sprowadzania wszystkich przedstawicieli danej rasy do jednej, konkretnej szufladki. Nie wszyscy Nefilim byli butni, bo... Nie wszyscy czarownicy byli źli.
W każdym jednak razie w tym przypadku ta cudowna dwójka dość mocno oczekiwała diabli wiedzieć czego od czarownika. Od kiedy tylko przybył do tego miejsca traktują go ni mniej, ni więcej kogoś kto ma odwalić całą robotę za nich będąc przy tym pomiatanym i ustawicznie szydzonym. I tak jak panował kategoryczny sprzeciw wobec jakiegokolwiek dotykania i przejawiania zachowań, które naruszają strefę cielesną, tak ze strony Aidena nie było jakiejkolwiek akceptacji na mniej bądź bardziej cięte komentarze. Ta słowna potyczka trwała już jakąś chwilę, co może nie irytowało chłopaka, ale jednak sprawiało, że ciężko było mu się skupić na czymś konkretnym by w końcu przedsięwziąć jakiekolwiek działania. Powoli i ustawicznie zaczynał męczyć go każdy kolejny, kompletnie zbędny komentarz odnośnie tego kim on nie jest i w jakim celu tutaj przybył. Fakt, miał tutaj zlecenie do wykonania zlecone przez Raven, ale nie pozwoli sobie na to by pracować w takich warunkach pogarszanych jeszcze jakąś atmosferą. W głowie powoli zaczynał rozważać czy to właśnie może to wcale te ciała nie są najbardziej przegniłymi elementami tego całego zajścia, a panujące tutaj nastroje.
- Pfff... - Parsknął jedynie pod nosem śmiejąc się szyderczo. Coraz bardziej odnosił wrażenie, że całe to zajście jest postrzegane w jakichś innych kategoriach, o których on nie wie i najprawdopodobniej się nie dowie. Ba! Raven i Darion mieli bardzo dziwne warunki współpracy na jakich zatrudniali podziemnych i liczyli, że bezmyślne słowne przepychanki zachęcają do dalszej współpracy. - O ile się nie mylę, ty zwrot swojej treści żołądkowej masz już za sobą, nie wiem jak z szanownym panem Nestravenem. Niemniej jednak... - Odparł w jej kierunku delikatnie podnosząc swoje kąciki ust w ramach dość subtelnego uśmiechu. - Czy chcesz czy nie potrzebujesz mnie, a ja też mam granice tolerancji sączenia jadu w moim kierunku.
Francuz w sumie od kiedy tylko pamiętał tak właśnie postrzegał jakiekolwiek negatywne komentarze kierowane w czyjąkolwiek stronę, bo właśnie tak to wyglądało. Nawet kłamstwo, najgorsza plotka powtarzana ustawicznie, przez lata w myślach osób kompletnie nie związanych z tematem staje się prawdą, a czymże to różni się od właśnie takiego sączenia jadu w niezagojoną ranę.
Im dłużej przebywał w tamtym pomieszczeniu tym bardziej wydawało mu się, że ta dwójka jawi mu się jako coś kompletnie nieuchwytnego i zagubionego w tym miejscu. Można by rzec, że wręcz nieobliczalnego. Każda kolejna minuta przebywania tutaj nie przynosiła żadnych efektów na plus. Może faktycznie czas już w przypadku tych nadgniłych, kompletnie zmasakrowanych i zagubionych we własnych szczątkach już nie grał roli, ale wypadałoby powoli przymierzać się chociaż trochę do wykonania zadania i chociaż z początku kompletnie nie zamierzał się tym interesować, ot przyjść tutaj wykonać swoje zadanie dostać wynagrodzenie i tak szybko jak się pojawił, tak też zniknąć. Niemniej jednak w tym momencie wydawało się to niemożliwe, bo na miejsce kompletnej masakry, w którym znajduje się Bóg jeden wie jak wiele ciał została przysłana jedna osoba, na dobrą sprawę znająca się na badaniu szczątek i jeden, o ile Aiden się nie mylił, strażnik Ray? Sam na tę chwilę jeszcze nie wiedział czy zawiniła w tym przypadku pewność dziewczyny odnośnie tego, że minimalny skład nada się świetnie do zbadania tej sprawy czy może ignorancja ze strony władz instytutu do kompletnego zmarginalizowania takiej sprawy. O tyle o ile znał dziewczynę już jakiś czas i był pewien jej wiedzy na określone tematy tak był świadom również jej poczucia obowiązku i ambicji. Patrząc jednak na to z dalszej perspektywy można spokojnie brać za pewne, że to właśnie szanowne Clave, tudzież sam Instytut, jeśli o sprawie jeszcze nie dowiedziała się rada, podjął taką karkołomną decyzję.
Dlaczego aż tak krytycznie chłopak właśnie teraz podchodził do działań tejże organizacji? Bo wysłanie takiego składu bez nikogo, kto chociażby z początku mógłby, tak jak Aiden też zrobił, uśmierzyć smród nadgniłych ciał czynił z tego zadania stokroć trudniejsze niż faktycznie było. Tylko... Dlaczego? Czy komplikowanie sobie życia i zadań było jakimś ukrytym talentem, o którym podziemie nie wiedziało?
- Aż tak o to nie dbam, uwierz mi nefilimie. - Odparł w jej kierunku po kolejnych, dość opryskliwych słowach. Nie czuł się w żadnym wypadku winnym, że dziewczyna odebrała słowa dość personalnie. Czasem prawda boli i z biegiem lat, które przeżył chłopak - zaczął to respektować i tolerować. Czy ktokolwiek po tym całym zajściu powinien się dziwić, że Aiden zastanowi się ponownie nad przyjęciem jakiegokolwiek zadania od przedstawicieli Instytutu? Czy Raven tego chciała, czy nie i jakkolwiek by tego przed sobą nie zatajała, w strefie ścisłego życia Podziemnych to opinia Nefilim nie była specjalnie respektowana, bo najczęściej kierowana była ichniejszymi, czasem kompletnie odrealnionymi standardami. I tak jak ona wzięła te słowa do siebie, tak powinna również zorientować się, że nagonka wyklarowana wokół czarownika od kiedy tylko raczył tutaj przybyć również była nie na miejscu.
- Uwierz mi, że będzie ciężko, jeśli ponownie śledztwo będzie prowadził taki duet. - Powoli tracił również panowanie nad sobą pod względem jakiejkolwiek etykiety. Przestał zważać na to jak wielkie faux pas może popełnić nie zachowując kultury swojej wypowiedzi. Ray odnosiła wrażenie jakoby tylko ja atakowano cały czas, a chyba kompletnie straciła rachubę w tym, ile nieprzyjemnych komentarzy poleciało już w stronę czarownika.
Niemniej jednak i w tym momencie nie uważał również siebie za kompletnie niewinnego i to w żadnym wypadku. Jemu również zdarzyło się popełnić parę błędów podczas tego spotkania. Nie planował jednak brać całkowicie odpowiedzialności za to jak go traktują, bo faktycznie powoli ich komentarze zaczynały wchodzić na poziom, który nawet w bardzo tolerancyjnych kręgach uznawany byłby za zbyt nieodpowiedni. Wina, z resztą jak zawsze, leżała gdzieś po środku i jeśli będzie trzeba, to chłopak to udowodni.
- Nie wydaje mi się, że powinniśmy szukać oczywistych rzeczy, bo ta zbrodnia oczywistą przecież nie jest. - Westchnął jedynie pozwalając dokończyć Raven zdanie. - Będąc szczerym to kompletnie wygląda tak jakby ktoś, lub coś... Spodziewało się tego, że to zastaniecie, a co za tym idzie... Najpewniej nie pozostawiło za sobą nic co mogłoby wskazywać na jakikolwiek udział danej persony. Na dobrą sprawę, jeśli coś znajdziemy to będzie to dopiero w ciałach tych nieszczęśników.
Fakt, Aiden nie był specjalistą od takich czy bardziej podobnych spraw, ale wiedział, że nikt nie morduje ponad dziesięciu osób bez przyczyny. Należało teraz, przede wszystkim skupić się na tym by ciała spokojnie i bez większych zawirowań i perturbacji przetransportować do prosektorium w Instytucie, a tam już odpowiedni do tego zajmą się badaniem ich i poszukiwaniem mniej lub bardziej oczywistych poszlak i śladów.
Pozwolił Ray działać tak jak zaplanowali. Początkowo spokojnie przetransportował ciało pierwszego nieszczęśnika leżącego w progu tak by nie musiał z powrotem naprawiać jego i tak już dość porządnie nadgniłego ciała. Zużył już za dużo energii by szastać nią na prawo i lewo. Worek ze szczątkami, które rozsypała Nefilim zostawił już na potem. To nie jest zaklęcie, które w mgnieniu oka złoży całe ciało do kupy z zachowaniem wszystkiego tak jak było tuż przed zgrabnym, acz niefortunnym rozsypaniem. Nie mógł sobie pozwolić na coś takiego w takim miejscu.
W chatce potem panowała już jedynie głucha cisza przełamywana jedynie odgłosami pracy tudzież cichymi konsultacjami między tą dwójką. Tego dnia padło tutaj już wystarczająco dużo nieodpowiednich komentarzy co też czyniło całe to zajęcie niesamowicie obciążającym psychicznie. Aiden czuł się wykończony i nie myślał już nawet o tym, ile zużył energii magicznej i jak to na niego wpłynęło w tym przypadku, ale chodziło bardziej o sam fakt ciągłego trwania w naprzemiennym gniewie, frustracji i zażenowaniu. Negatywne uczucia dość szybko sprawiają wrażenie okropnego zmęczenia. Kiedy brunetce udało się już poskładać wszystko kawałek po kawałku do siebie, a czarownik wyniósł już wszystkie ciała, dość starannie posegregowane na zewnątrz budynku pozostało im jedynie przetransportować je jedno po drugim do budynku Instytutu.
Zamaszystym ruchem ręki otworzył portal po czym wszystkie ciała jedno po drugim wprawił w stan zawieszenia około metr nad ziemią. Powoli zyskiwał już też wprawę w manipulowaniu nimi. Jakby an to nie patrzeć spędził już tutaj dość sporo czasu, bo dopasowywanie do siebie szczątek ludzkich co śmiało mogło pretendować do bycia jakąś makabryczną wersja puzzli nie wypadało w czołówce najszybszych czynności do zrobienia danego popołudnia. Spokojnie puścił przodem do portalu początkowo Ray i Dariona. Wiedział, że kiedy tylko tam przejdą będą mogli przygotować miejsce na to by wszystkich tych nieszczęśników spokojnie poukładać. Nim jeszcze dziewczyna przekroczyła lustro portalu Aiden spokojnym, stonowanym głosem lekko odchrząkując skierował do niej swoje słowa.
- Na tygodniu wpadnę poskładać nieszczęśnika, który jest spopielony. - Posłał jej raczej neutralny wyraz twarzy. Nadal musiał ochłonąć, bo będąc szczerym nie spodziewał się ani takiej sytuacji, ani takiego zachowania ze strony kogokolwiek tutaj się znajdującego. - Wtedy też porozmawiamy o zapłacie.
Następnie niczym w żałobnym kordonie ciała smutno zaczęły przekraczać ścianę portalu znikając za niewidzialna zasłoną. W głowie Aidena jawiło się to niczym metafora tego, że w końcu będą mogli spokojnie spocząć w grobie, odejść w zapomnienie.
I have seen what the darkness does
Say goodbye to who I was

<img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/aLCztjS.giff" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/6Cxe0uv.gif" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/1rwpHMv.gif" class="foto">
 

Darion Jesse Nestraven

32


185 cm

"Zastanówcie się, o co prosicie, bo przy odrobinie pecha możecie to otrzymać."






[Cytuj]
Darion na wielkie jego szczęście zaczął oględziny miejsca zdarzenia ale poza chatka pełnej zupy z ciał. Chodził spokojnie wokół terenu i czegoś zawzięcie szukał co mogłoby ich naprowadzić na jakiś ślad czy jakikolwiek trop prowadzący do rozwiązania tej zagadki. Owszem wolał pracować na świeżym powietrzu niż w środku ale przeszukanie samemu tego terenu nie było najłatwiejszym zadaniem. Był tak pochłonięty przeczesywaniem centymetr po centymetrze terenu wokół miejsca zbrodni, że nie docierało do niego nawet co inni mówili. Owszem słyszał komentarz Ray o śladach stóp, butów czy też łap ale sądząc po ilości zwłok w chatce mogły one zostać zadeptane. Jednak coś tam znajdował i co jakiś czas wyciągał telefon by pstryknąć zdjęcie. Znalazł też parę strzępków sierści czy też ubrań ale nie wiedział czy to ich do czegoś doprowadzi.
Gdy wreszcie miał udokumentowane całe miejsce zdarzenia spojrzał zarówno na czarownika jak i na Ray.
- Zdjęcia prześlę ci później na telefon byś sama mogła na to spojrzeć. Owszem znalazłem kilka śladów i kilka interesujących strzępków. Może uda ci się odczytać coś z tego. Powkładałem do woreczków strunowych z opisem miejsca znalezienia i datą. A teraz państwa przeproszę. Będę czekać w aucie Ray. – stwierdził i po prostu oddalił się w stronę pojazdu. Woreczki strunowe włożył tam gdzie było ich miejsce po czym wsiadł do pojazdu i czekał na Ray. Wiedział, że musi się uspokoić ale stanie się to pewnie dopiero po znalezieniu się w Instytucie.

/Ray jak już wsiądziesz do samochodu to możesz dać tez z/t Darionowi.
 

Ray Moonwater

23


150 cm


If you die, I swear to Raziel, I'll kill you.






[Cytuj]
Multikonta: Lereena
Ray miała to do siebie, że zdecydowanie lepiej podchodziła do Podziemnych niż większość jej pobratymców. Po prostu starała się nie patrzyć na stereotypy, nie każda wróżka to przecież podły manipulant i zawoalowany kłamca i nie każdy czarownik wskrzesza trupy i wysyła na ludzi armię zombie, ewentualnie armię demonów. Tyle, że atmosfera w chatce zaczęła się robić naprawdę paskudna i powoli chyba wszystkim zaczęły puszczać nerwy. Niekoniecznie może od słów, jakie padały, a przez samą sytuację. W końcu byli w miejscu, gdzie przywleczono bądź zamordowano w brutalny sposób całe 14 osób. Mówi się, że podobno niektóre miejsca łapią negatywne emocje, jakie więc emocje musiała zbierać tego typu trupiarnia? Na pewno nic pozytywnego. I choć w normalnej sytuacji zapewne Raven starałaby się załagodzić atmosferę, tak teraz czuła się, jakby były tutaj trzy strony. Dariona, Aidena i jej własna, gdzie każdy chciał czegoś innego, oczekiwał czegoś innego i zupełnie inaczej reagował, co akurat jako jedyne było normalne, za to kompletnie nienormalne było to, że zamiast jakoś współpracować, woleli wyzłośliwiać się wzajemnie na różne tematy. Przecież chyba mieli jeden cel, w postaci odkrycia mordercy i we w miarę komfortowych warunkach uprzątnięcie tego bajzlu. Co było zamiast tego, wolała nawet nie komentować.
Tak samo jak zdusiła komentarz odnośnie swojego zwrócenia zawartości żołądka. Zacisnęła tylko dłonie do tego stopnia, że pobielały jej palce, czego raczej czarownik nie był w stanie widzieć z powodu lateksowych rękawiczek. Ale za to zaciśnięte wargi i próby uspokojenia oddechu i owszem. Aiden wydawał się zapominać, że tak naprawdę nie rozmawia z doświadczonym, starym bitewnym wygą. Może i Ray zajmowała się ciałami długi czas, ale nadal miała tylko 23 lata, była najmłodsza z nich wszystkich, a jednocześnie spadało na nią najgorsze zadanie. To ona będzie musiała sprawdzić, kim były te osoby przed śmiercią. Namierzyć rodziny. Ba, jeśli dowództwo będzie mieć zły nastrój, będzie musiała jeszcze powiadomić ich, co stało się ich bliskim, krewnym czy kogokolwiek tu miała w stanie mocno zgniłej padliny. Patrząc z perspektywy wieku czarownika mogła być uważana jeszcze nawet za dziecko, choć w przypadku trybu życia łowców dzieckiem zwać jej nie można było, ale i tak była zdecydowanie zbyt młoda, by narażać ją na takie widoki. A już na pewno, by musiała się tym zajmować kompletnie sama, a tak przecież było. Gdyby nie wpadła na to, by zabrać ze sobą Dariona, przypuszczalnie zostałaby z tym burdelem sama. Kto mógłby wiedzieć, jak zareagowałaby, gdyby nie było tu ani Aidena ani drugiego Łowcy, przy których musiała trzymać fason i wszem i wobec twierdzić, że takie widoki to dla niej nie pierwszyzna i czym się tu w ogóle przejmować. Ale czego by nie powiedzieć, coś takiego widziała pierwszy raz w życiu i może właśnie dlatego nie zdołała się powstrzymać przed tym, co tak beztrosko wytknął jej właśnie Francuz. A doliczywszy, że przecież nie była maszyną, tylko człowiekiem, od jakiegoś czasu emocjonalnie na skraju szaleństwa, czy można ją było winić, że reagowała tak, a nie inaczej? Oczywiście, nie była tu bez winy, niepotrzebnie w ogóle zaczęła tę dyskusję, może za mocno pewne rzeczy brała do siebie… Ale była tylko człowiekiem. Młodą, zagubioną kobietą, która nie miała nawet normalnego dzieciństwa, musząc walczyć o swoje prawo do życia i bycia sobą.
Nie chciała robić żadnej nagonki na czarownika, zupełnie nie o to chodziło, choć prawdę mówiąc rozwalenie zwłok dość mocno ją zirytowało. I w zasadzie miało prawo, ale było, minęło, Aiden się zrehabilitował i mogli w miarę pracować dalej. Tyle, że i sam Francuz mógł jej wyrzuty jakoś obrócić w żart, pójść w zupełnie inną stronę, wtedy może atmosfera nie byłaby tak zimna i lodowata. Oboje byli tu winni, bo oboje się znali. I choć może Aiden miał kompletnie gdzieś, co myśli o nim jedna mała Nefilim, tak dla Ray w pewien sposób było ważne, co czarownik myśli o nie samej. Właśnie dlatego, że się znali. Na szczęście praca pozwalała nie myśleć nad całym tym burdelem, skupiała się tylko i wyłącznie na ciałach, nie musiała zastanawiać się nad kwestią emocjonalną i prywatną tego, co się tu działo.
- To kompletne szaleństwo. Może uda się cokolwiek znaleźć. – powiedziała tylko znad ciał, całkowicie skupiona na pracy. A może po prostu udawała skupienie? By stłumić wszystkie uczucia, by nie pokazać, że nie jest taką bezuczuciową suką i że miała po prostu ochotę stąd uciec, a nie próbować dociec, kto to zrobił, a już na pewno nie analizować kawałek po kawałku kto, jak i dlaczego doprowadził te osoby do takiego czy innego stanu.
Obserwowała, jak Aiden wedle jej wskazówek składa szczątki, by ułatwić jej późniejszą analizę. Nie chciała nawet myśleć, jak wiele magii kosztowało go to wszystko, ile wysiłku musiał zrobić w oddzielenie takich mieszanek ciał, płynów i nie chciała nawet myśleć, czego jeszcze. Była wściekła, rozdygotana wewnętrznie i rozstrojona emocjonalnie, ale jak zwykle zamknęła wszystko wewnątrz, wyglądając jak zimny posąg bez uczuć, gdy ciała przeszły przez portal. Ruszyła tylko za Darionem, by zostawić w wozie resztę sprzętu, chciała się jeszcze przejść i rozejrzeć wokół. Lasy i leśne chatki chyba już nigdy nie będą jej kojarzyć się tak samo.
- Darion, pójdź portalem i dopilnuj, żeby nikt nie wbił do kostnicy i żeby jakoś sensownie ich tam poukładali. – powiedziała trochę sztywno, jakby utrzymanie swojej maski było coraz trudniejsze. – Odwiozę pana czarownika. – nie musiała i nie zamierzała się tłumaczyć z tego, dlaczego chciała odwieźć Aidena. Wprawdzie wątpiła, by przyjął jej pomoc, ale ona sama musiała ten widok przetrawić. Odprowadziła drugiego łowcę wzrokiem, gdy zniknął portalem i odwróciła się do maga.
- Nie jestem pewna, czy ma sens, żebyś marnował siły na składanie go. – powiedziała, nadal utrzymując tę dziwną sztywność i niezręczność. – Był doszczętnie spopielony, nie dam rady czegokolwiek ustalić, zresztą dotknięcie go spowoduje, że rozleci się z powrotem. Szkoda siły na to. – ściągnęła rękawiczki, zawijając je do woreczka. Powinna wyrzucić, ale może też coś tam będzie. Dlatego też „odwiozła” je razem z ostatnim ciałem z chatki.
- Odwiozę cię. Straciłeś w cholerę sił bawiąc się z tym cholerstwem tutaj, jeszcze padniesz po drodze z braku sił i będzie, że wykorzystuję innych do utraty sił i życia. – dobra, nie tak to miało brzmieć. Kompletnie nie tak. Ale za dużo sił pochłaniało jej utrzymanie siebie przy zdrowych zmysłach i w normalnym dla ludzi stanie, by jeszcze układać jakieś logiczne zdania mówiące, co konkretnie ma na myśli.
- Po prostu… Daj mi się odwieźć. Uznaj to za jakiś kretyński wyrzut sumienia Nefilim albo jakieś inne niecne plany, obojętne mi to. – ruszyła w stronę samochodu, ze sztywnymi mięśniami, siłą woli utrzymując oddech w spokoju, by niczego po sobie nie pokazać. W zasadzie nikt nie mógł zdawać sobie sprawy, dlaczego tak zareagowała. Nikt tak naprawdę nie wiedział, że pierwszą poważną sekcję prowadziła na zmasakrowanych, rozkładających się ciałach własnych kuzynów, których rozpoznała po charakterystycznych plecionych z rzemyków bransoletkach, które mieli na rękach. Sprawcy nigdy nie odnaleziono, śladów było tyle, co nic, a rozkład był tak zaawansowany, że mogła ustalić jedynie, że były to pazury. Czyje? Mogły być nawet sztuczne czy z metalu, nie mogła określić. Za to teraz w tej chatce to wszystko znów stanęło jej przed oczami, chociaż wyparła ten fakt ze świadomości, i dołożyło jej jeszcze więcej bagażu emocjonalnego.
Sięgnęła po herbatę, po kilku głębokich wdechach biorąc kilka łyków, ale i tak nie czuła jej smaku. Czuła jedynie odór rozkładającego się mięsa, bo wtedy nie miała przy boku czarownika, który zamaskowałby ten smród, a w ustach żelazisty posmak krwi, bo orientując się, kogo ma na stole przecięła sobie wargę szkłem ze stłuczonej szklanki. Nadal nie pamiętała wszystkiego, jak na przykład kiedy stłukła szklankę i czemu się nią pokaleczyła, ale miała przed oczami zakrwawione rzemyki. I wszystkie rany, wylewające się flaki, przerwane jelita… Zawróciła gwałtownie i zwymiotowała pod płotem wypitą chwilę temu herbatą.
- Zatrucie pokarmowe. – rzuciła wyjaśniająco pierwsze, co wpadło jej do głowy. Była jednak blada jak ściana, z niezdrowymi wypiekami na policzkach. Może i faktycznie to było zatrucie pokarmowe? Chociaż Nefilim podobno wcale nie chorowali. Tak czy siak nie zamierzała się przyznawać, co konkretnie było nie tak. Za to zawahała się na chwilę i stwierdziła, że wszystko jej jedno. Było jej niedobrze, potrzebowała prysznica, potrzebowała się uspokoić i po prostu zapomnieć.
- Przepraszam, przesadziłam trochę. Ale ty tak samo. Tak czy siak przepraszam. – rzuciła, wsiadając do samochodu. Zaczekała jeszcze na czarownika, mając nadzieję, że nie będzie tak głupi, by odmówić darmowej podwózki i odjechali spod chatki.

//zt wszyscy
<div style="width:310px;margin-top:5px;"><div style="font-family: 'Cinzel', cursive;font-size:13px;color: #D2D8DD; text-shadow: 0px 1px 4px #fff;float:left;margin-right:150px;">Some nights you drink tea, some nights you drink whiskey.<img src="https://i.imgur.com/M1u3sMO.gif" style="width:150px;float:right;box-shadow:0px 0px 5px #D2D8DD;border-radius:20px;margin-left:-40px;margin-right:-150px;margin-top:-40px"><img src="https://i.imgur.com/nf9u4kC.gif" style="width:150px;box-shadow:0px 0px 5px #D2D8DD;border-radius:20px;margin-right:-40px;margin-top:5px"><div style="width:150px;font-family: 'Cinzel', cursive; font-size:13px;color:#D2D8DD; text-shadow:0px 1px 4px #fff;float:right;margin-top:40px;margin-right:-160px;">And some days you fight demons. Your demons.
<div width="310px" style="font-family: 'Dancing Script', cursive; font-size:22px;color:#D2D8DD; text-shadow:5px 5px 10px #000;padding-top:2px;margin-top:-7px;margin-left:-275px">Raven Moonwater
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo