Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Może i podstęp nie był konieczny, ale nigdy nie zaszkodził. Co zrobiłaby Czarownica, gdyby ją poprosić, tego już się nie dowiemy. Ostatecznie dragonidae zdecydował się na ruch, który zagwarantował jego braciom swobodną drogę do świata ludzi. Minęły wieki kiedy ostatni raz mieli okazję porwać kilka owiec, spalić jakąś wioskę. Teraz mogły sobie rozprostować skrzydła i urządzić małe zawody, kto szybciej zje farmera... Szkoda, że czasy się zmieniły, o czym demony wkrótce się dowiedzą.
Tym czasem dragonidae, który pozostał w gabinecie, przyglądał się uważnie kobiecie. Obracał łeb tak, żeby stale mieć ją na oku, gotów w każdej chwili zaatakować, czy to sprowokowany, czy głodny. Skłonił nieznacznie głowę, jakby w ukłonie.
- Ostatnim razem, gdy rozmawialiśmy... rozmawiałem... z człowiekiem, każdy mówił my zamiast ja – wyjaśnił, przestawiając się od razu na jej sposób mówienia. Zrobił ostrożny krok, potrącając ogonem regał z książkami. Pomieszczenie było nieco za małe jak na jego gabaryty. Mimo to przeszedł tak, żeby zrobić kobiecie miejsce przy szczelinie, gdy ta znów do niej podeszła. Liczył na to, że znów ją powiększy, ale gdy tylko zdał sobie sprawę z tego, że ta zamknęła drzwi dla pozostałych mieszkańców, warknął.
- Coś ty głupia zrobiła? – rzucił pytaniem, samemu atakując wiedźmę. Rozwarł paszczę skacząc do przodu z zamiarem złapania jej zębami w pół i miotnięciem o ścianę. Nie zamierzał płaszczyć się przed byle czarownicą, nie zależnie od tego kto był jej rodzicem. Plan był prosty, pozbyć się jej, a później pozostałej ludzkiej gromadki.


rzut k3 na unik:
1 = całkowity unik
2 = demon rozrywa szczękami bok Nerezzy
3 = pech, rozległe krwawienie, a do tego ból przyćmiewający myślenie po zderzeniu ze ścianą

Nerezza

801


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Na szczęście udało jej się bezproblemowo zamknąć szczelinę, przynajmniej to jej się dzisiaj udało, bo jak dotąd resztę jej działań w Spiralnym można uznać co najwyżej za mierne. Nieświadomie wypuściła więcej latających jaszczurek, została inkubatorem dla insektów, do tego obecny dragonidae robi jeszcze większy bałagan, przewracając regał z książkami. Nie był to zbyt optymistyczny bilans, biorąc szczególnie pod uwagę wiek i doświadczenie wiedźmy, ale przynajmniej ma dobre chęci i się stara. Tak jakby.
Demon wyraźnie nie był zachwycony jej działaniem i postanowił przestać dalej udawać, ujawniając swoje prawdziwe motywy. Nerezza poniekąd się tego spodziewała, jednak miała głupią nadzieję, że faktycznie Apophis postanowił jej pomóc. Było to jednak kłamstwo i to niezwykle bolesne dla wiedźmy. Przez krótką chwilę naprawdę myślała, że jej ojciec jest z niej dumny, niczego więcej w sumie nie pragnęła niż aprobaty z jego strony. A teraz okazało się to być zwykłą nieprawdą.

Rzut na atak demona

Chciała uniknąć ataku demona, jednak on był od niej szybszy. Poczuła jego szczęki na swoim boku, co tylko spotęgowało jej wściekłość. Nie myślała o nowo zdobytej, niewątpliwie poważnej ranie, nie przejmowała się już Spiralnym i tym, że w zasadzie miała tu tylko posprzątać, to wszystko zeszło już na dalszy plan. Co tu ukrywać, była po prostu porządnie wkurwiona.
- Ty nędzny robaku. – niemalże wysyczała wściekle. – Jak śmiałeś kłamać w imieniu naszego Pana? – zachowanie demona było równoznaczne dla niej z bluźnierstwem i to takim wyższego stopnia. Nie mogła pozostać obojętna na takie zachowania, czuła się w obowiązku pilnować czci swojego ojca, którego nie traktowała tylko jako rodziciela, ale także jak kogoś w rodzaju bóstwa. Chociaż bez problemu tolerowała to, że mało kto podziela jej zdanie, to nie mogła zrozumieć, jak ktokolwiek może się okazać na tyle głupi, by zachowywać się jak ten dragonidae. – Jesteś niczym w porównaniu z potęgą Apophisa. – dodała zaraz, próbując wyczarować sporej wielkości lodowy sopel, który chciała posłać w kierunku demona.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Z gardzieli dragonidae wydobył się warkot, który śmiało można było uznać za śmiech. Co go rozbawiło? Ślepe zapatrzenie czarownicy w swojego demonicznego rodzica.
- Jesteś tak głupia, naiwna, że wierzysz, iż Apophis naprawdę zwraca na ciebie uwagę? Że może być z ciebie dumny? Żałosny ludzki pomiot, taki kruchy... - wysyczał, a jego ślepia błyszczały pogardą i żądzą krwi. Zbyt długo był odcięty od ludzi, pożywienia dla demonów. Inaczej dlaczego żyliby na tym padole jeśli nie w formie bydła dla nich, potężnych i jedynych panów? Mogli sobie wierzyć w to, że mają ziemię we władaniu, że powierzona im została flora i fauna, ale to wszystko było jedną wielką kpiną. Tak jak dumne zachowanie czarownicy.
Smak jej krwi jedynie wprawił demona w bardziej bojowy nastrój. Niestety, pomieszczenie nie pozwalało mu na zastosowanie w pełni swoich umiejętności. Owszem, mógłby jeszcze zionąć ogniem, co też próbował uczynić, jednak lodowy sopel trafił go w łeb, skutecznie rozpraszając. Zdołał uchylić się na tyle, że sopel roztrzaskał sie na nim raniąc go, ale nie wbił mu się w szyję.
Rozwścieczony demon z rykiem ponownie rzucił się wprzód na czarownicę. Ruch ten z jednej strony był skuteczny i wyjątkowo bolesny dla ofiary, jeśli rozjuszony uderzał w nią głową posyłając daleko w przód. Jednakże był też niebezpieczny dla samego demona. Bliski kontakt z którymkolwiek spośród dzieci Lilith mógł dać mu możliwość wykonania czaru na nim samym. Mimo to dragonidae zaryzykował rzucając się w przód, celując łbem prosto w tors kobiety. Jeśli trafi w nią, zostanie popchnięta w tył, na kolejny regał z książkami. Jeśli nie trafi, z pewnością odrzuci ją w bok skrzydłem, co jest już mniej bolesne.


Rzut monetą - orzeł to szczęście i demon odtrąca ją skrzydłem, reszka to pech i demon trafia łbem

Nerezza

801


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies
W normalnej sytuacji słowa demona spłynęłyby po niej jak po kaczce i nie przejęłaby się nimi, jednak teraz każda obelga była niczym ostra szpilka wbijana w dumę wiedźmy. Dragonidae w bezceremonialny sposób poruszał temat sacrum. Z każdym jego słowem wkurzała się jeszcze bardziej, co było po niej doskonale widoczne – zmrużone oczy, niemal ciskające gromy czy pokazanie kłów.
- Tak, wierzę w to i żadna żałossna imitacja ssmoka tego nie zmieni. – powiedziała w akompaniamencie wściekłych syków. Pod względem siły wiary wiedźma mogła konkurować z niejednymi zatwardziałymi wyznawcami największych monoteistycznych religii i nie zapowiadało się na to, by w najbliższym czasie zaczęła wątpić w egipskiego demona. – Z naszej dwójki to ty jesteś głupi i naiwny, ale nie dam ci już czassu na nawrócenie ssię. – po takiej obrazie nie wyobrażała sobie, że miałaby puścić tego demona wolno. Zresztą przeczuwała, że dragonidae myśli o niej w podobnych kategoriach.
I że to niby ona była naiwna i dumna, ufając swojemu ojcu? Przynajmniej żyła sobie wśród Przyziemnych i Podziemnych, mogąc spokojnie kursować pomiędzy tym wymiarem i Spiralnym, nie musząc czekać na nieumiejętnych przywoływaczy czy szczeliny. Z jakichś powodów to właśnie ludzie rządzili Ziemią, a nie demony, dla których został biedacki Edom.

Rzut na unik

Gdy demon rzucił się w jej kierunku, nie zastanawiała się długo. Mimo tego, że jej umysł był w dużym stopniu przytłumiony wściekłością, musiała zachować chociaż minimum logicznego myślenia, by nie stała się przekąską dla dragonidae. Dlatego starała się uniknąć ataku, odskakując w bok, jednocześnie próbując posłać w jego kierunku kilka mniejszych lodowych sopli. Chciała celować w jego oczy, mając na celu pozbawienie go wzroku.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Widać było, że demona nie ruszają słowa czarownicy. Owszem, mówił językiem ludzi, ale słów używał po to, żeby nimi ranić, zaś sam był na nie odporny. Nie można było od obrazić, ani wytrącić z równowagi samą mową. inaczej było z czarami, atakami. Nic więc dziwnego, że wściekłość wzbudził w nim lodowy sopel, po którym zaczął na nią szarżować. Niestety, zdołała uskoczyć, przez co jedynie uderzył ją skrzydłem odtrącając na bok. W obecnym pomieszczeniu miał problem odwrócić się tak, aby spokojnie zaatakować kobietę. Miał jednak przed sobą wyraźnie widoczną wolną drogę do świata ludzi. Czym byłaby potyczka z czarownicą na nierównym terenie, jeśli ma możliwość rozprawić się z nią w niedługiej przyszłości na bardziej przystępnym dla niego terenie?
Niestety, rozmyślania przerwały mu kolejne lodowe sople, które tym razem sięgnęły po części celu, uszkadzając jedno z oczu demona. Ryknął wściekle, uderzając ją ogonem w brzuch i posyłając z łoskotem na podłogę. Biorąc pod uwagę odniesione przez kobietę rany - otwarta na karku, zakryta prowizorycznym opatrunkiem, ale wciąż krwawiąca oraz otwarta na boku po kłach demonach oraz brak szczególnej odporności na ból, nawet wściekłość nie mogła napędzać Nerezzy w nieskończoność. Cios otrzymany w brzuch, musiał skutkować ogromnym bólem promieniującym również od rannego boku.
- Jeszcze się spotkamy czarownico - warknął demon, po czym rzucił się przez okno, uszkadzając jego ramy i powiększając tym samym zniszczenia samego Zamku. Co się tyczy samej Nerezzy, powinna zdecydowanie jak najszybciej poszukać kogoś, kto wyciągnie z niej jaja Shax oraz opatrzy. Utrata krwi nigdy nie jest czymś przyjemnym, a jej skutki jak zawroty głowy i mroczki przed oczami są często gwałtownymi reakcjami ciała. Właśnie te dopadły teraz czarownicę, gdy poziom adrenaliny zmalał. Szukaj pomocy Nerezzo.



/zt

Nerezza

801


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Udało jej się po części trafić demona, co i tak uznała za sukces. Nie miała jednak możliwości ani czasu zaatakować go ponownie, dokańczając niejako dzieła, ponieważ tuż po chwili porządnie oberwała w brzuch. Cios posłał ją na podłogę, gdzie skuliła się, przyciskając ręce do rany na brzuchu. Wciąż była wściekła na demona, jednak powoli poczucie słabości zwyciężało nad tym uczuciem.
- Wracaj tu, pieprzony tchórzu. – syknęła, ale dragonidae zdążył już uciec z zamku. Z chęcią dokończyła z nim walkę tu i teraz, jednak skoro demon tak stawia sprawę… Gonić go nie ma zamiaru ani siły, więc pozostało tylko liczyć na to, że faktycznie kiedyś będzie miała możliwość dopadnięcia go. I następnym razem postara się być bardziej przygotowana.
Nawet nie musiała się rozglądać po gabinecie, by wiedzieć, że zrobiła tu większy syf i bałagan, niż był wcześniej, jednak szczelina była zamknięta i tego się trzymała. Przynajmniej zrobiła coś przydatnego.
Nie wstając jeszcze z podłogi, zdjęła bluzkę, która i tak zapewne do niczego się już nie nadawała, po czym zrobiła z niej kolejny prowizoryczny opatrunek, tym razem na ranę na boku. Może i nie chroniło to zbyt dobrze przed utratą krwi, ale przynajmniej niczym nie zabrudzi rany.
Wiedźma przez jakiś czas leżała na podłodze, próbując odzyskać trochę sił i walcząc z zawrotami głowy, po czym się teleportowała.

/zt

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
Kara. Chociaż właściwie – wszyscy czarownicy w pełni zdawali sobie sprawę z tego, że ktoś musi zająć się problemami ich drugiego domu. Nikt się do tego wyraźnie nie kwapił i gdyby nie to, że Jonathan był zaplątany w różne, mniej lub bardziej absorbujące sprawy, już dawno po prostu przeniósłby się tutaj, żeby coś zrobić. Nie zamierzał jednak wędrować sam, bo jedynie demony wprost z Edomu wiedziały, co może go tutaj czekać. Tym bardziej po jego ostatnich przeżyciach i pomysłach, które obecnie wydawały się wręcz żenująco głupie. Musiał jednak przyznać, iż czuł co najmniej cień irytacji i pogardy w stosunku do innych przedstawicieli swojej rasy – umieli wytykać go palcami, mówić mu, jaki on i Opal są nieodpowiedzialni, ale czy tak naprawdę którykolwiek z nich postanowił zająć się problemami Spiralnego i po prostu naprawić to, co dwójka gówniarzy zniszczyła? Otóż – nie. I to powodowało, że czarownik uśmiechał się nieco kpiąco pod nosem, jednocześnie w pełni zdając sobie sprawę z tego, że nawet rzucenie im tego wszystkiego w twarz, nic nie zmieni. Ostatecznie, po tym, jak powiadomił innych, jak wygląda jego kara, oraz że Opal musi wyjechać na jakiś czas, skontaktował się z Aidenem i to właśnie z nim wyruszył do sąsiedniego wymiaru, by stanąć znowu w dawnym gabinecie i aż skrzywił się z niesmakiem.
- Zaczynajmy. Im szybciej z tym skończymy, tym lepiej, ale nie możemy nic przegapić, bo znowu urządzą mi awanturę – stwierdził, zadziwiająco wręcz beztrosko. Bo nadal czuł, że gniew go łaskotał gdzieś w okolicach gardła. Ach, krzyczeć to pierwsi! Strzelił kostkami palców rozprostowując je i rozejrzał się uważnie, szukając miejsca, od którego powinien zacząć. Cóż. To było równie dobre, jak każde inne.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you

Aiden Seire Andras Perrault

259


172 cm


Si je te promets tous les jours de ma vie sans un regret... Peux-tu me jurer un amour infini a jamai







[Cytuj]
Multikonta: Cassian
Finalnie... Po prawie czterech miesiącach udało mu się wybrać do Spiralnego wymiaru by go chociaż trochę posprzątać i sprawić, by wybieg demonów i wszelkiej maści stworów przypominał bardziej dom czarowników niźli cokolwiek innego. Jakby na to nie patrzeć, to sytuacja chyba nie była wcale taka tragiczna. Szedł tam w doborowym towarzystwie, z człowiekiem, który bez wątpienia dość mocno dał mu ostatnio w kość czyniąc z niego nieudacznika na polu bitwy. Szybko jednak pogodził się z faktem, że nie będzie nigdy chyba takim wojownikiem jakim chciałby być. Zawsze ciągnęło go bardziej do pomagania innym i leczenia, niźli sprawiania bólu i teraz należało to przyznać raz na zawsze.
Ironicznie, Jon był tam bez wątpienia w ramach działania karmy. Nabałaganił, to teraz czas posprzątać, a to, że postanowił wybrać sobie Aidena do pomocy niesamowicie przyjemnie połechtało jego ego i poniekąd zaimponowało. Chociaż z drugiej strony... Może potrzebował mięsa armatniego, żeby mógł go rzucić demonom do zabawy, kiedy on sam zajmie się zamykaniem szczelin. Uśmiechnął się sam pod nosem z własnych myśli, kiedy tylko zobaczył czarownika. To była kolejna okazja do pozyskania z tego lekcji, a przecież o to chodziło w życiu czarownika. O naukę.
- Jak najbardziej jestem za! - Odparł reagując tak beztrosko jak jego kompan. - Awanturę? A za co?
Czy Jon ostatnio miewał problemy z wymianą zdań z ludźmi i wdawał się w kłótnie? Od momentu rekrutacji przez czarownika nigdy nie zamierzał zwątpić w jego zdolności elastycznej mowy i dostosowywania się do oponenta, więc ciężko było mu uwierzyć w jakąkolwiek sprzeczkę, która nie byłaby zapoczątkowana przez niego samego.
Bez wątpienia z twarzy blondyna powoli i ustawicznie zaczynało bić zmęczenie. Praca na pełen etat w szpitalu jawiła się jako bardzo wyczerpująca, ale przynajmniej po kilku pierwszych dniach udało mu się dostosować tak grafik, by nadal z Savio mieli dla siebie czas, a przecież o to właśnie ostatnio mu chodziło. Niemniej jednak musiał rezygnować z trzynastogodzinnego snu na rzecz maksymalnie siedmiu i chociaż brzmi to kuriozalnie, to dla Aidena była to istna tragedia.
I have seen what the darkness does
Say goodbye to who I was

<img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/aLCztjS.giff" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/6Cxe0uv.gif" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/1rwpHMv.gif" class="foto">

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
Jonathan zerknął nieco zdziwiony na towarzyszącego mu Aidena i nawet uniósł brwi. Nie wiedział? Naprawdę, żaden z czarowników nie pokwapił się jeszcze, żeby opowiedzieć mu o tej niesamowitej wpadce, jaka została zaliczona przez dwie znane mu osoby, które na domiar złego zajmowały zdecydowanie wysokie stanowiska w organizacji. Cóż, to mogła być dla niego nauka, bardzo spora i bardzo ważna nauka, o której absolutnie nie mógł zapomnieć.
- Nikt jeszcze nie zdążył opowiedzieć ci historii o tym, jak przywódczyni czarowników i jej mądry zastępca nieznający się na magii przywołania, poszli do Spiralnego Wymiaru, żeby porozmawiać z demonami? - zapytał, a jego słowa brzmiały właściwie jak wstęp do dobrej opowieści, a nie do poważnej historii, w której wychodził na śmierdzącego ignoranta i skończonego tchórza. Nie mógł jednak tego powinąć, nie mógł udawać, że nie miało to miejsca, skoro było to jedno z ważniejszych wydarzeń w jego życiu, od kiedy przeniósł się do Yorku. Zjawił się w Spiralnym i pierwsze co zrobił, to zaczął go niszczyć, mógł sobie z całą pewnością pogratulować niesamowitej mądrości. Teraz zapewne nie dopuściłby się już czegoś podobnego, ale wtedy, pod wpływem szalonych, całkowicie irracjonalnych emocji, sprawy wyglądały zupełnie inaczej.

Szczelina

Trzeba było jednak zacząć brać się do pracy, a nie tylko wracać do tego, co było. Teraz również był zmęczony, w inny sposób niż wtedy, nie te same obrazy rzucały się na jego umysł, ale z całą pewnością potrzebował czegoś, co pozwoli mu się skupić. Jak widać — pierwsza próba zamknięcia szczeliny, gdy był rozkojarzony, wciąż jedną nogą w przeszłości, dała jedynie odwrotny efekt i Jonathan zacmokał z niezadowoleniem. Nie panikował jednak, a po prostu przykazał sobie, że musi się bardziej skupić, a historię opowie Aidenowi później. Przyglądał się teraz wyrwie, która niszczyła ich wymiar i zastanawiał się, jak poprawnie dobrać inkantację, by ją zacerować.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you

Aiden Seire Andras Perrault

259


172 cm


Si je te promets tous les jours de ma vie sans un regret... Peux-tu me jurer un amour infini a jamai







[Cytuj]
Multikonta: Cassian
Ha! Kto by się spodziewał, że takie spustoszenie w tym miejscu zasiała sama Opal z Jonathanem. To dopiero był zwrot akcji i skomplikowanie wydarzeń, które się wokół niego działy. Z drugiej strony, być może cała ta wiadomość nie była tak popularna jakby komukolwiek mogło się wydawać. Nie zdarzyło mu się do tej pory usłyszeć od kogokolwiek, że to właśnie oni stoją za tym całym poruszeniem. Jedno jednak trzeba było im przyznać... Spiralny wyglądał tragicznie, także ewidentnie musieli się dość dobrze postarać by doprowadzić go do takiego stanu.
Aiden parsknął cicho starając się w miarę możliwości pohamować swój śmiech. Rozbawiło go to dość mocno, aczkolwiek nie zdziwiło w dużej mierze. Uważał Jonathana za dość potężnego czarownika, a przywołanie demona nigdy nie jest łatwe. Nic więc dziwnego, że gdy coś poszło nie tak skończyło się na tym co musieli teraz naprawić. W sumie, dobrze, że to skończyło się właśnie tak.
- Oh ... Seigneur White! - Powiedział szczerząc się., po czym cmoknął głośno ustami. - Czyli nie pomożesz raczej mi podszkolić się ewokacji? - Rzucił bezwiednie. W szerszej perspektywie chciał to w końcu opanować. - No ale cóż... Co się stało to wiadomo. - Zbył szybko temat nie chcąc by Jon w jakiś sposób krępował się o tym opowiadać. - Czas zabierać się za pracę.
Dokładnie przeanalizował to w jaki sposób czarownik podjął próbę zamknięcia szczeliny. Nigdy w sumie nie parał się czymś takim, a jedyne co przyszło mu do tej pory otwierać bądź zamykać to portale i bramy, które w dużej mierze sam przecież tworzył. Niemniej jednak kiedyś już czytał o czymś podobnym i wertując swój umysł w poszukiwaniu dobrego wspomnienia odnoszącego się do nauki w końcu udało mu się znaleźć te dokładne, z powtórzoną całą inkantacją.
Zamknięcie szczeliny
Stanął na wprost szczeliny i uniósł lekko wyprostowane dłonie w jej kierunku. Pod nosem mamrotał coś w języku, którego dokładniej nie kojarzył, ale wiedział, że powinno zadziałać. Jedyne o co się martwił to swoje skupienie, które ostatnimi czasy nie za bardzo mu dopisywało, patrząc chociażby an trening z Jonathanem. Szczelina nagle zaczęła się zamykać, a on popatrzył z nieukrywanym triumfem w oczach jeszcze dokładniej w jej kierunku starając zaobserwować każdy z najmniejszych procesów magicznych, które tam zachodziły.
Po skończonym procesem potarł jedną ręką o drugą i pstryknął palcami. Był pełen podziwu dla samego siebie, że to właściwie wyszło i to całkiem szybko. W okolicy nie było nawet śladu żywej istoty bądź co gorsza jakiejś nieumarłej więc... Chyba szli w dobrym kierunku.
- Huh. - Wydobył z siebie starając się najszybciej jak to możliwe zorientować się, czy wszystko wokół nich było w porządku. - Coś jeszcze musimy tutaj ogarnąć?
I have seen what the darkness does
Say goodbye to who I was

<img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/aLCztjS.giff" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/6Cxe0uv.gif" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/1rwpHMv.gif" class="foto">

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
Przywołanie było trudne, potwornie trudne, o czym Jonathan przekonał się najpierw tutaj, w Spiralnym, a później na pustyni, gdzie zabrała go Nerezza, by szkolić go dość uparcie i pozwalać na to, żeby popełniał błędy. Wiedział doskonale, że nie powinien bawić się w to ponownie, jeśli nie będzie pewien, że sobie poradzi, a czekało go czytanie kolejnych ksiąg, najlepiej tych ukrytych właśnie tutaj, w tym wymiarze, kiedy tylko naprawią, by wiedzieć w pełni, jak podejść do sprawy. Nie zamierzał również ćwiczyć na wielkich demonach, ale małych pierdołach, które łatwiej było wiązać, aczkolwiek do tego również trzeba było całkiem sporo siły, o czym się przekonał. Z magią bitewną radził sobie obecnie już naprawdę dobrze, a coraz wyraźniej widział, że w wielu kwestiach nie mógł po prostu zasypywać gruszek w popiele.
- Mogę nauczyć cię jednego. Zawsze wymawiaj imię demona, z którym chcesz porozmawiać. Inaczej przyjdzie do ciebie coś, co akurat będzie się nudziło, a potem może zrobić z ciebie sztukę współczesną na najbliższej ścianie - stwierdził i tym razem zabrzmiało to niesamowicie lekko. Gdyby jednak rozmawiali o tym kilka miesięcy wcześniej, Jonathan z całą pewnością nie byłby taki rozbawiony i skory do żadnych żarcików, Aiden miał zatem szczęście, że mówili o tym teraz.
Uśmiechnął się lekko, kiedy szczelina została zamknięta i poczuł, że wymiar niejako nieznacznie się stabilizuje. Okolica uspokoiła się, a on automatycznie podniósł część rozrzuconych ksiąg i ułożył je starannie na biurku, by przypadkiem nie stało się z nimi nic strasznego. Potem zaś zerknął na Aidena i skinął w stronę drzwi wiodących na korytarz i dalej, gdzie zaczął rozglądać się za kolejnymi problemami.
- Już jest lepiej, ale czujesz, chyba że nie wszystko... Szukamy... A! Tu jesteś - rzucił, kiedy dostrzegł następną wyrwę i zaczął się zastanawiać, czy tym razem znowu się zbłaźni, czy nie.

Zamykanie szczeliny

Chyba za mocno o tym myślał, bo poczuł, że szczelina, zamiast się zamykać, napiera na niego i chce jeszcze się powiększyć. Nie zamierzał jednak na to pozwolić, nie odzywać się jednak, a po prostu starał się z nią walczyć, by posłać ją w diabły i wszystko to, co próbowało się przez nią przedostać. Nie zakładał, żeby im się nie udało, bo siłowanie się magiczne powinno ostatecznie przynieść pozytywny efekt i właśnie z tą myślą koncentrował się na tym, co właściwie robił.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you

Aiden Seire Andras Perrault

259


172 cm


Si je te promets tous les jours de ma vie sans un regret... Peux-tu me jurer un amour infini a jamai







[Cytuj]
Multikonta: Cassian
Aiden miał naprawdę małą styczność tak z samym przywoływaniem jak i ewokatorami. Wiedział, że i śmiertelnicy, ku swojej zgubie, czasem potrafią przywołać coś, o czego potędze nie mają nawet bladego pojęcia, a potem płacą... Straszliwą cenę.
Pozostało jedynie dziękować losowi, że takiej ceny nie przyszło zapłacić Jonowi. Dobrze, że miał okazję nauczyć się czegoś na własnych błędach, bo nie wszyscy mają taką możliwość. Swoja już drogą, że rozwiał niektóre z wątpliwości blondyna, bo ten był pewien, że nie da się przywołać demona, którego nie wypowiedziało się imienia.
- Czyli dobrze rozumiem, że sam proces to... - Zawahał się szukając odpowiedniego słowa. - Furtka, ale jeśli nikogo nie zaprosisz to niestety, ktoś się wprosi, oui? - Spytał chcąc by sytuacja była kompletnie klarowna.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że prędzej czy później będzie musiał się tego nauczyć. Ba! Będzie musiał któregoś z nich przywołać, bądź odesłać, a obstawiał, odwołując się do takiej, a nie innej symboliki, że tak jak zaproszenie jest dość łatwe, tak wypędzenie i odegnanie demona już do takich nie należy. Nawet przez sekundę nie przyszło mu na myśl to, żeby przywołać swojego ojca. Raczej niespecjalnie chciał widzieć go na oczy. Nie był osobą, która miała jakąkolwiek wartość w jego doczesnym życiu.
- Ja tam lubię Pollocka... - Powiedział trochę do siebie, a trochę żartując. Szybko na jego twarzy pojawił się uśmiech.
No cóż... Niewątpliwie szczelina zniknęła, ale to nie był koniec i doskonale mógł to poczuć. Wymiar stawał się stabilniejszy, co wcale nie znaczyło, że taki teraz był. W tym przypadku spokój i porządek powinien być odbierany jako spektrum, a nie zero-jedynkowo.
- Mhm... - Zamruczał przyglądając się kolejnemu wyłomowi. - Trochę tego tutaj jest.
Kiedy po raz kolejny zaklęcie Jona nie podziałało on postanowił po raz kolejny skorzystać z tego samego sposobu, którego użył przed chwilą.

Zamknięcie szczeliny vol. 2

Skupił się dokładniej i szepcząc identyczną wręcz formułkę w jednym z ogólnie wymarłych języków obserwował jak szczelina mimo powiększenia spowodowanego przez Jonathana, zamyka się. Był z siebie zadowolony, że w miarę sprawnie mu to idzie. Nie było to zajęcie, któremu mógłby się oddawać namiętnie i permanentnie, ale sprawiało satysfakcję.
- Jon, mogę mieć pytanie? - Zagaił ni stąd ni zowąd. Od pewnego czasu gryzła go pewna sprawa i w sumie w obecnej chwili Jonathan był chyba jedyną osobą, która mogłaby mu jakoś pomóc. - Czy ty wiesz co się dzieje z Opal?
Nie widział jej już jakiś czas, a niewątpliwie miał jej parę rzeczy do przekazania. Pomijając już fakt, że mogłaby wpaść na zwykła herbatę czy kawę od czasu do czasu.
I have seen what the darkness does
Say goodbye to who I was

<img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/aLCztjS.giff" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/6Cxe0uv.gif" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/1rwpHMv.gif" class="foto">

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
Jonathan doskonale wiedział, że będzie musiał teraz bardzo dużo ćwiczyć, by naprawdę radzić sobie z demonami. A gdzieś na dnie serca znajdowało się pragnienie, by ponownie porozmawiać z pewnym panem, który tak pięknie zabawiał się kosztem jego i Opal. Zemsta, oczywiście, nigdy nie była piękna i nie smakowała wcale tak dobrze, jakby się chciało, żeby smakowała, ale czarownik jakoś nie mógł jej sobie odmówić i wciąż o niej pamiętał, tak więc ćwiczenie na pustyniach nadal nie było mu obce i miał nadzieję, że pewnego dnia jeszcze policzy się z pewnym demonem.
- Dokładnie tak. To jakbyś zostawił otwarte wszystkie bramy na posesję i czekał, co dokładnie na nią wejdzie i jak szybko. Pół biedy, jeśli nie jest to coś wielkiego, o wiele gorzej, jeśli to wyższy demon, bo takiego nic wtedy nie krępuje. Ten, który przybył do nas, początkowo udawał, że jest związany naszymi zaklęciami - wyjaśnił spokojnie i całkiem cierpliwie, bo przecież to była ważna nauka, tak dla niego, jak i dla Aidena, każdy powinien dowiedzieć się o czymś podobnym, by nigdy nie popaść w niepotrzebne kłopoty. Zaśmiał się cicho na uwagę swojego towarzysza, a później dodał, że on również lubi sztukę współczesną, ale woli, kiedy nie jest tworzona z niego.
Widać to Aiden był stworzony do tego, by naprawiać bałagan, jaki za sobą zostawiał Jonathan. Wyrwy i szczeliny w spiralnym wymiarze za nic nie chciały słuchać starszego czarownika, ale skupił się teraz na tym, by ich poszukiwać, choć zdawał sobie sprawę z tego, że świat zaczął się już stabilizować i powinni obaj to czuć, co wprawiało czarownika w przyjemny nastrój, bo dawało jakieś światełko w tunelu i możliwość na to, że jeszcze wszystko dobrze się poukłada, co było w ich przypadku wielce wskazane. Pochwalił Aidena za to, jak mu idzie i skierował się dalej, by na moment przystanąć, gdy chłopak zadał swoje pytanie.
- W tej chwili, czy ogólnie? Ma problemy, od kiedy właściwie się znamy... Mrok, potem to przywołanie demona, później zgromadzenie, które na pewno ją wyczerpało, chwila, w której powiedziałem jej, że nie mogę dalej pełnić funkcji mediatora. Nie wiem, być może zbyt mało ją wspieraliśmy i w końcu poczuła, że musi wypocząć, tak naprawdę - powiedział w końcu, a później westchnął cicho i skręcił za róg, by wpaść wprost na sporą szczelinę. Uśmiechnął się krzywo i zamknął oczy.

Szczelina nr 3

Tym razem słowa, jakie przywołał, były w pełni poprawne. Skoncentrował się, a jego moc została skierowana na szczelinę, która zaczęła się zamykać, kurczyć, aż w końcu całkowicie odeszła w przeszłość, a Jonathan odetchnął głębiej. Tak, zdecydowanie Spiralny zaczynał odzyskiwać stabilizację, to dało się w pełni wyczuć. Musieli jednak przekonać się, czy znajdą coś jeszcze, ostatni raz? Bo jeśli natkną się na coś, co im zagraża, na pewno muszą się tego pozbyć.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you

Aiden Seire Andras Perrault

259


172 cm


Si je te promets tous les jours de ma vie sans un regret... Peux-tu me jurer un amour infini a jamai







[Cytuj]
Multikonta: Cassian
Niewątpliwie chciałby być przy tym, jak Opal i Jonathan przyzwali by po raz wtóry demona, który ostatnio pozwolił sobie na tak piękne zdemolowanie Spiralnego Wymiaru. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli do takiego zdarzenia prędzej czy później dojdzie, a wtedy tej dwójce przyda się jakieś ubezpieczenie i wsparcie. Zemsta w tym przypadku, niewątpliwie najlepiej smakować będzie na zimno, wtedy, kiedy sprawy troszkę zwolnią, a nad ich głowami nie będzie wisieć tyle ważnych spraw.
- Jesteś pełen niespodzianek Jon. - Rzucił ni stąd ni zowąd. - Nie spodziewałem się, że parasz się ewokacją. W sumie nie spodziewałem się, że generalnie ktokolwiek takową praktykuje tak blisko Instytutów. - Wzdrygnął się na samą myśl o tym, co mogłoby spotkać jego czy kogokolwiek, kto jakkolwiek podpadłby Clave. - Wybacz mi to myślenie. Wiesz... Zawsze byłem grzecznym chłopcem.
Zaśmiał się pod nosem i puścił mu oczko. Z jednej strony ciężko było z tym polemizować, bo faktycznie zazwyczaj miał niesamowicie sprzeczne odczucia względem każdej magii, która zakazana była przez łowców, a z drugiej strony wplątywał się w tak wiele przyziemnych konfliktów, w których tajemnica o świecie cieni mogła bardzo łatwo wyślizgnąć się między palcami, że i jego już po samej wojnie secesyjnej powinni widzieć w drodze na szafot. Niemniej jednak za każdym razem się mu udawało. Miejmy nadzieję, że passa nie przestanie mu sprzyjać.
Ewidentnie posmutniał na wieść o Opal. Nie spodziewał się z jej strony tego, że będzie w stanie tak nagle zniknąć, a z drugiej strony trochę liczył na to, że skoro zmagała się z takimi problemami, to chociaż częściowo mogła się z nim nimi podzielić. Może faktycznie nie okazał jej odpowiedniej dozy wsparcia, które się jej należało, a ona tak go potrzebowała. Była to jednak również solidna lekcja, by dokładnie obserwować każdego, kto ma duże obowiązki, bowiem strapienie i zmęczenie połączone z wyczerpaniem zbiera straszliwe żniwo. Kolejnej osobie, która powinna objąć to stanowisko zamierzał okazać należyte wsparcie. Doskonale również zdawał sobie sprawę z tego, że chociaż rozwiązanie poszukiwania kolejnego lidera może być źle rozpatrywane, to w chwilach jak ta... Zmagając się wciąż z walką z Mrokiem i z kolejnym wrogiem jakim była Inkwizycja, nie mogli pozostać w osłabionym składzie.
- Ech... Mam nadzieję, że będzie się miała dobrze. - Dodał ewidentnie rozczarowanym głosem, po czym obserwował, jak Jonathan zabiera się za zamykanie magicznej szczeliny. Sam był już wykończony, pochłaniało to niesamowicie dużo magii i wiedział, że z trzecią mógłby mieć już problemy, a zaklęcie rzucane bez odpowiedniej siły mogło zebrać straszliwe żniwo. Za żadne skarby nie chciał przywołać tutaj stworzenia, które byłoby chociażby w jednej dziesiątej tak groźne jak demon.
- No, no... - Zaczął klaskać, po czym poklepał mężczyznę po ramieniu. - Chapeau bas! - Dodał.
Spojrzał na niego. Ewidentnie poprzednie próby również go wymęczyły, a w obecnym stanie szalenie nierozważnym wydawało się krążenie po labiryncie pokoi i korytarzy będąc w połowie bezbronnym. Spojrzał na niego z uśmiechem
- Herbata u mnie? - Zagaił.
To już powoli chyba stawało się ich rytuałem, że po każdym spotkaniu, które mieli zapraszali się nawzajem na herbatę. Zdaje się, że gdzieś tam w tym niskim Francuzie czaiła się iskierka Anglika.

[z/t x2] <3
I have seen what the darkness does
Say goodbye to who I was

<img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/aLCztjS.giff" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/6Cxe0uv.gif" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/1rwpHMv.gif" class="foto">

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
Mieli wiele do zrobienia i nie powinni z tym jakoś szczególnie zwlekać, ale też nie dało się robić wszystkiego na raz i skakać na głęboką wodę. Jonathan musiał najpierw naszykować miejsce w domu, w którym wszystkie zbiory ze Spiralnego byłyby naprawdę bezpieczne i nie czekałoby ich żadne zniszczenie, nie czekałaby ich kradzież, czy coś podobnego. Musiał roztoczyć odpowiednie zaklęcia i utkać właściwe bariery, mając jednocześnie nadzieję, że to w czymś pomoże. Z tyłu głowy nadal miał propozycję, jaką przedstawił Malekith i chociaż wydawała się szalona i brzmiała nieco nieprawdopodobnie, to jednak jego przybrany ojciec miał wiele racji i według Jonathana faktycznie należałoby jednak iść z duchem czasu, by pewnego dnia nie obudzić się z ręką w nocniku. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wkraczanie obecnie do Spiralnego, nie jest wcale takie bezpieczne, jak może się wydawać. Jego struktura została naruszona, demony kręciły się po nim z coraz większą swobodą i choć szczeliny zostały rzekomo zamknięte, wszystko wskazywały na to, że długo już nie będą mogli cieszyć się tą ostoją. Nie było już nic, co tak naprawdę utrzymywałby wymiar, długowieczność wiedźm podarowana w prezencie im wszystkim nie była bowiem niewyczerpana i zdaje się, że większość czarowników zdawała sobie już z tego sprawę i widać było, że muszą faktycznie pomyśleć o nowym, bezpiecznym schronieniu dla nich wszystkich. Miejscu, gdzie będą mogli wejść tylko ci, którzy będą do tego powołani, gdzie nie będą panoszyły się im żadne pasożyty i tego typu gnidy, które doprawdy wszystko psuły, jednocześnie powodując, że cały magiczny świat stawał na głowie. Nie trudno powiedzieć, że myśli Jonathana nie były zbyt wesołe, ale mimo wszystko starał się działać, jednocześnie starannie kalkulując sprawę przekazania władzy i zastanawiając się jednocześnie, jak do tego podejść. To, że on nie mógł być liderem, było dla niego wręcz oczywiste. Potrzebowali kogoś, kto nie zamieniał szyb w tafle lodu, gdy pozwalał sobie na okazanie ociupiny nawet gniewu. Zdawał sobie sprawę z tego, że prędzej nadawałby się na kwatermistrza, niż przywódcę.
- Bierzmy się lepiej do pracy - rzucił, kiedy razem z Zaheerem znaleźli się już w gabinecie, a on rozejrzał się uważnie, jakby szukał jeszcze śladów po walce, jaką tutaj stoczył. Kiedy to było? Zgodnie z czasem ludzkim, kilka miesięcy, a zgodnie z prawem czasu tego wymiaru? To była kolejna zagwozdka, która zdecydowanie nie dawała mu spokoju, ale nie chciał teraz o tym myśleć. Trzeba było zacząć jak najszybciej działać, a nie sterczeć tu jak kołek i zbijać bąki.
- Tu są księgi i zwoje dotyczące przywołania. Zgromadzę je w jednym miejscu i sprawdzę, czy nie leży tam coś jeszcze - dodał, wskazując na regały ustawione na lewo od wejścia. To właśnie z nich wydobywał wtedy potrzebne mu tomy, nic zatem dziwnego, że orientował się, gdzie je pozostawiono. Zaraz też wydobył ten dobrze znany sobie z półki i aż uśmiechnął się krzywo do okładki. - Zabierzemy je prosto na mój strych, wszystko naszykowałem.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo