Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Może i podstęp nie był konieczny, ale nigdy nie zaszkodził. Co zrobiłaby Czarownica, gdyby ją poprosić, tego już się nie dowiemy. Ostatecznie dragonidae zdecydował się na ruch, który zagwarantował jego braciom swobodną drogę do świata ludzi. Minęły wieki kiedy ostatni raz mieli okazję porwać kilka owiec, spalić jakąś wioskę. Teraz mogły sobie rozprostować skrzydła i urządzić małe zawody, kto szybciej zje farmera... Szkoda, że czasy się zmieniły, o czym demony wkrótce się dowiedzą.
Tym czasem dragonidae, który pozostał w gabinecie, przyglądał się uważnie kobiecie. Obracał łeb tak, żeby stale mieć ją na oku, gotów w każdej chwili zaatakować, czy to sprowokowany, czy głodny. Skłonił nieznacznie głowę, jakby w ukłonie.
- Ostatnim razem, gdy rozmawialiśmy... rozmawiałem... z człowiekiem, każdy mówił my zamiast ja – wyjaśnił, przestawiając się od razu na jej sposób mówienia. Zrobił ostrożny krok, potrącając ogonem regał z książkami. Pomieszczenie było nieco za małe jak na jego gabaryty. Mimo to przeszedł tak, żeby zrobić kobiecie miejsce przy szczelinie, gdy ta znów do niej podeszła. Liczył na to, że znów ją powiększy, ale gdy tylko zdał sobie sprawę z tego, że ta zamknęła drzwi dla pozostałych mieszkańców, warknął.
- Coś ty głupia zrobiła? – rzucił pytaniem, samemu atakując wiedźmę. Rozwarł paszczę skacząc do przodu z zamiarem złapania jej zębami w pół i miotnięciem o ścianę. Nie zamierzał płaszczyć się przed byle czarownicą, nie zależnie od tego kto był jej rodzicem. Plan był prosty, pozbyć się jej, a później pozostałej ludzkiej gromadki.


rzut k3 na unik:
1 = całkowity unik
2 = demon rozrywa szczękami bok Nerezzy
3 = pech, rozległe krwawienie, a do tego ból przyćmiewający myślenie po zderzeniu ze ścianą
 

Nerezza

801


178 cm


My smile still shows through my bloody nose







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Na szczęście udało jej się bezproblemowo zamknąć szczelinę, przynajmniej to jej się dzisiaj udało, bo jak dotąd resztę jej działań w Spiralnym można uznać co najwyżej za mierne. Nieświadomie wypuściła więcej latających jaszczurek, została inkubatorem dla insektów, do tego obecny dragonidae robi jeszcze większy bałagan, przewracając regał z książkami. Nie był to zbyt optymistyczny bilans, biorąc szczególnie pod uwagę wiek i doświadczenie wiedźmy, ale przynajmniej ma dobre chęci i się stara. Tak jakby.
Demon wyraźnie nie był zachwycony jej działaniem i postanowił przestać dalej udawać, ujawniając swoje prawdziwe motywy. Nerezza poniekąd się tego spodziewała, jednak miała głupią nadzieję, że faktycznie Apophis postanowił jej pomóc. Było to jednak kłamstwo i to niezwykle bolesne dla wiedźmy. Przez krótką chwilę naprawdę myślała, że jej ojciec jest z niej dumny, niczego więcej w sumie nie pragnęła niż aprobaty z jego strony. A teraz okazało się to być zwykłą nieprawdą.

Rzut na atak demona

Chciała uniknąć ataku demona, jednak on był od niej szybszy. Poczuła jego szczęki na swoim boku, co tylko spotęgowało jej wściekłość. Nie myślała o nowo zdobytej, niewątpliwie poważnej ranie, nie przejmowała się już Spiralnym i tym, że w zasadzie miała tu tylko posprzątać, to wszystko zeszło już na dalszy plan. Co tu ukrywać, była po prostu porządnie wkurwiona.
- Ty nędzny robaku. – niemalże wysyczała wściekle. – Jak śmiałeś kłamać w imieniu naszego Pana? – zachowanie demona było równoznaczne dla niej z bluźnierstwem i to takim wyższego stopnia. Nie mogła pozostać obojętna na takie zachowania, czuła się w obowiązku pilnować czci swojego ojca, którego nie traktowała tylko jako rodziciela, ale także jak kogoś w rodzaju bóstwa. Chociaż bez problemu tolerowała to, że mało kto podziela jej zdanie, to nie mogła zrozumieć, jak ktokolwiek może się okazać na tyle głupi, by zachowywać się jak ten dragonidae. – Jesteś niczym w porównaniu z potęgą Apophisa. – dodała zaraz, próbując wyczarować sporej wielkości lodowy sopel, który chciała posłać w kierunku demona.
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Z gardzieli dragonidae wydobył się warkot, który śmiało można było uznać za śmiech. Co go rozbawiło? Ślepe zapatrzenie czarownicy w swojego demonicznego rodzica.
- Jesteś tak głupia, naiwna, że wierzysz, iż Apophis naprawdę zwraca na ciebie uwagę? Że może być z ciebie dumny? Żałosny ludzki pomiot, taki kruchy... - wysyczał, a jego ślepia błyszczały pogardą i żądzą krwi. Zbyt długo był odcięty od ludzi, pożywienia dla demonów. Inaczej dlaczego żyliby na tym padole jeśli nie w formie bydła dla nich, potężnych i jedynych panów? Mogli sobie wierzyć w to, że mają ziemię we władaniu, że powierzona im została flora i fauna, ale to wszystko było jedną wielką kpiną. Tak jak dumne zachowanie czarownicy.
Smak jej krwi jedynie wprawił demona w bardziej bojowy nastrój. Niestety, pomieszczenie nie pozwalało mu na zastosowanie w pełni swoich umiejętności. Owszem, mógłby jeszcze zionąć ogniem, co też próbował uczynić, jednak lodowy sopel trafił go w łeb, skutecznie rozpraszając. Zdołał uchylić się na tyle, że sopel roztrzaskał sie na nim raniąc go, ale nie wbił mu się w szyję.
Rozwścieczony demon z rykiem ponownie rzucił się wprzód na czarownicę. Ruch ten z jednej strony był skuteczny i wyjątkowo bolesny dla ofiary, jeśli rozjuszony uderzał w nią głową posyłając daleko w przód. Jednakże był też niebezpieczny dla samego demona. Bliski kontakt z którymkolwiek spośród dzieci Lilith mógł dać mu możliwość wykonania czaru na nim samym. Mimo to dragonidae zaryzykował rzucając się w przód, celując łbem prosto w tors kobiety. Jeśli trafi w nią, zostanie popchnięta w tył, na kolejny regał z książkami. Jeśli nie trafi, z pewnością odrzuci ją w bok skrzydłem, co jest już mniej bolesne.


Rzut monetą - orzeł to szczęście i demon odtrąca ją skrzydłem, reszka to pech i demon trafia łbem
 

Nerezza

801


178 cm


My smile still shows through my bloody nose







[Cytuj]
Multikonta: Bies
W normalnej sytuacji słowa demona spłynęłyby po niej jak po kaczce i nie przejęłaby się nimi, jednak teraz każda obelga była niczym ostra szpilka wbijana w dumę wiedźmy. Dragonidae w bezceremonialny sposób poruszał temat sacrum. Z każdym jego słowem wkurzała się jeszcze bardziej, co było po niej doskonale widoczne – zmrużone oczy, niemal ciskające gromy czy pokazanie kłów.
- Tak, wierzę w to i żadna żałossna imitacja ssmoka tego nie zmieni. – powiedziała w akompaniamencie wściekłych syków. Pod względem siły wiary wiedźma mogła konkurować z niejednymi zatwardziałymi wyznawcami największych monoteistycznych religii i nie zapowiadało się na to, by w najbliższym czasie zaczęła wątpić w egipskiego demona. – Z naszej dwójki to ty jesteś głupi i naiwny, ale nie dam ci już czassu na nawrócenie ssię. – po takiej obrazie nie wyobrażała sobie, że miałaby puścić tego demona wolno. Zresztą przeczuwała, że dragonidae myśli o niej w podobnych kategoriach.
I że to niby ona była naiwna i dumna, ufając swojemu ojcu? Przynajmniej żyła sobie wśród Przyziemnych i Podziemnych, mogąc spokojnie kursować pomiędzy tym wymiarem i Spiralnym, nie musząc czekać na nieumiejętnych przywoływaczy czy szczeliny. Z jakichś powodów to właśnie ludzie rządzili Ziemią, a nie demony, dla których został biedacki Edom.

Rzut na unik

Gdy demon rzucił się w jej kierunku, nie zastanawiała się długo. Mimo tego, że jej umysł był w dużym stopniu przytłumiony wściekłością, musiała zachować chociaż minimum logicznego myślenia, by nie stała się przekąską dla dragonidae. Dlatego starała się uniknąć ataku, odskakując w bok, jednocześnie próbując posłać w jego kierunku kilka mniejszych lodowych sopli. Chciała celować w jego oczy, mając na celu pozbawienie go wzroku.
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Widać było, że demona nie ruszają słowa czarownicy. Owszem, mówił językiem ludzi, ale słów używał po to, żeby nimi ranić, zaś sam był na nie odporny. Nie można było od obrazić, ani wytrącić z równowagi samą mową. inaczej było z czarami, atakami. Nic więc dziwnego, że wściekłość wzbudził w nim lodowy sopel, po którym zaczął na nią szarżować. Niestety, zdołała uskoczyć, przez co jedynie uderzył ją skrzydłem odtrącając na bok. W obecnym pomieszczeniu miał problem odwrócić się tak, aby spokojnie zaatakować kobietę. Miał jednak przed sobą wyraźnie widoczną wolną drogę do świata ludzi. Czym byłaby potyczka z czarownicą na nierównym terenie, jeśli ma możliwość rozprawić się z nią w niedługiej przyszłości na bardziej przystępnym dla niego terenie?
Niestety, rozmyślania przerwały mu kolejne lodowe sople, które tym razem sięgnęły po części celu, uszkadzając jedno z oczu demona. Ryknął wściekle, uderzając ją ogonem w brzuch i posyłając z łoskotem na podłogę. Biorąc pod uwagę odniesione przez kobietę rany - otwarta na karku, zakryta prowizorycznym opatrunkiem, ale wciąż krwawiąca oraz otwarta na boku po kłach demonach oraz brak szczególnej odporności na ból, nawet wściekłość nie mogła napędzać Nerezzy w nieskończoność. Cios otrzymany w brzuch, musiał skutkować ogromnym bólem promieniującym również od rannego boku.
- Jeszcze się spotkamy czarownico - warknął demon, po czym rzucił się przez okno, uszkadzając jego ramy i powiększając tym samym zniszczenia samego Zamku. Co się tyczy samej Nerezzy, powinna zdecydowanie jak najszybciej poszukać kogoś, kto wyciągnie z niej jaja Shax oraz opatrzy. Utrata krwi nigdy nie jest czymś przyjemnym, a jej skutki jak zawroty głowy i mroczki przed oczami są często gwałtownymi reakcjami ciała. Właśnie te dopadły teraz czarownicę, gdy poziom adrenaliny zmalał. Szukaj pomocy Nerezzo.



/zt
 

Nerezza

801


178 cm


My smile still shows through my bloody nose







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Udało jej się po części trafić demona, co i tak uznała za sukces. Nie miała jednak możliwości ani czasu zaatakować go ponownie, dokańczając niejako dzieła, ponieważ tuż po chwili porządnie oberwała w brzuch. Cios posłał ją na podłogę, gdzie skuliła się, przyciskając ręce do rany na brzuchu. Wciąż była wściekła na demona, jednak powoli poczucie słabości zwyciężało nad tym uczuciem.
- Wracaj tu, pieprzony tchórzu. – syknęła, ale dragonidae zdążył już uciec z zamku. Z chęcią dokończyła z nim walkę tu i teraz, jednak skoro demon tak stawia sprawę… Gonić go nie ma zamiaru ani siły, więc pozostało tylko liczyć na to, że faktycznie kiedyś będzie miała możliwość dopadnięcia go. I następnym razem postara się być bardziej przygotowana.
Nawet nie musiała się rozglądać po gabinecie, by wiedzieć, że zrobiła tu większy syf i bałagan, niż był wcześniej, jednak szczelina była zamknięta i tego się trzymała. Przynajmniej zrobiła coś przydatnego.
Nie wstając jeszcze z podłogi, zdjęła bluzkę, która i tak zapewne do niczego się już nie nadawała, po czym zrobiła z niej kolejny prowizoryczny opatrunek, tym razem na ranę na boku. Może i nie chroniło to zbyt dobrze przed utratą krwi, ale przynajmniej niczym nie zabrudzi rany.
Wiedźma przez jakiś czas leżała na podłodze, próbując odzyskać trochę sił i walcząc z zawrotami głowy, po czym się teleportowała.

/zt
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo