Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar
Mijało już dwadzieścia lat od dnia, w którym uznała, że nie zamierza zostawać niczyją żoną. Nie potrzebowała ochrony, którą próbował zapewnić jej ojciec, tym bardziej znienawidzonej w obecnej chwili, gdy wiedziała już, że mężczyzna po prostu planował odebranie sobie życia. Jakby sądził, że w ten sposób daje jej jakieś oparcie na kolejne lata życia, jakby bał się, że sama nie podoła, a jedynie ją rozsierdził i spowodował, że Taillis czuła wciąż potworny gniew nie tylko na myśl o samobójstwie ojca, ale i na wspomnienie tego, co próbował uczynić. Małżeństwo! Też coś, nie była jakąś zacofaną Przyziemną, która nie potrafiła sobie radzić sama, którą musiał pilnować mąż, której trzeba było wkładać w ręce zawiniątka z niemowlętami i robić całą masę innych rzeczy, które wcale jej nie odpowiadały. Nic zatem dziwnego, że kobieta podróżowała samotnie po całej Europie, bawiąc się zdolnością kameleona, zacierając po sobie ślady i szukając dla siebie odpowiedniego miejsca. Ostatecznie zaś posunęła się do straszliwego występku i pozostając w swej normalnej postaci, postanowiła służyć markizowi Ambrożemu di Spinoli, balansując na granicy bezpieczeństwa, bowiem w każdej chwili mogłaby zostać wykryta. Aczkolwiek niewielka odmiana w tych czy innych rejonach ciała nie byłaby dla niej aż tak straszna, to jednak ta swoista ekscytacja i rozbawienie faktem, że tłum mężczyzn nie umie dopatrzyć się w niej kobiety, była warta swej ceny. Och, spójrzcie, zwyczajna baba posługuje się lepiej od was bronią, toć niepodobna!
I tak jako Santiago Blanco, zwyczajny chłopak z hiszpańskiej ziemi, wyruszyła w 1620 roku pod Pragę, gdzie wkrótce miała rozegrać się jedna z ważniejszych bitew wojny trzydziestoletniej. Niewiele obchodziło ją tak właściwie po czyjej stronie konfliktu stoi, ostatecznie bowiem zawsze bawiła się doskonale, kiedy tylko plątała się w te wszystkie przyziemne problemy śmiertelników. Nudy nie znosiła, stagnacja była jej wstrętna, nic zatem dziwnego, że z wielką przyjemnością przyjęła marsz na Czechy, gdzie miała zasmakować znowu krwi, brudu i wrzasku pola walki, za którymi właściwie zaczynała już tęsknić. Na dokładkę przemieszczając się po raz kolejny, zacierała nadal ślady, gdyby jej rzekomy mąż postanowił jednak jej szukać. Miała nadzieję, że nigdy już na niego nie spojrzy, ale prawda była taka, że mogła się spodziewać wszystkiego, a ten mógł spokojnie wyskoczyć jak diabeł z pudełka.
Praga kusiła. Nawet bardzo. Nic zatem dziwnego, że Niedźwiedzica przemknęła się za jej mury z początku pod postacią sokoła, a później kota, by ostatecznie odmienić się i już we własnej osobie przemierzać jej ulice. Nie była tutaj jeszcze, ciekawiło ją zatem wiele miejsc i zakamarków, z chęcią zajrzałaby dokładnie wszędzie, ale drżała aż z podekscytowania, gdy wyczuwała panujące w mieście nastroje. Och, jakże wspaniale pachniało tu strachem i podnieceniem! Wrogie wojska były tuż tuż, a ona była pewna, że zaraz, w jeden z tych wczesnolistopadowych dni, dojdzie do wymarzonej walki. Może już jutro, z samego rana, kto wie? Nic zatem dziwnego, że wędrowała w półmroku zapadającej wczas nocy, by jeszcze pochwycić to, co nieuchwytne, a ze zniesmaczonych i lubieżnych spojrzeń nic sobie nie robiła. Gdyby tylko ktoś ją zaatakował, prędko przekonałby się, że jest wprawną morderczynią.
I am brave, I am bruised
I am who I'm meant to be, this is me
Look out 'cause here I come
And I'm marching on to the beat I drum
I'm not scared to be seen
I make no apologies, this is me
 

Nerezza

801


178 cm


My smile still shows through my bloody nose







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Lubiła Pragę. Niecałe dwa lata temu, gdy pojawiła się w tym mieście, niemal na wstępie przywitał ją widok dwóch mężczyzn wypadających z okna Zamku Królewskiego – w tamtym momencie stwierdziła, że musi zostać w tym mieście na dłużej i nie żałowała tej decyzji. Oprócz niewątpliwie pięknej architektury, zatrzymało ją tu coś jeszcze. Napięta atmosfera, sygnalizująca niewątpliwy wybuch bitwy. Czuć to było niemal na każdym kroku, każdego dnia, który spędziła w tym mieście.
Wiedźma nie byłaby sobą, gdyby nie spróbowała przeniknąć do środowiska dowódczego i często, gdy jej się to udawało, zostawała tam na dłużej. Już jakiś czas temu spodobało jej się dowodzenia wojskami, planowanie kolejnych ruchów armii i dyskutowanie na temat najlepszego planu na zwycięstwo, tym razem jednak było inaczej. Prawdopodobni dowódcy nawet nie zasługiwali na to miano, praktycznie cały czas kłócili się ze sobą, nawet nie próbując dojść do jakiegokolwiek porozumienia, a każdy z nich uważał się za najlepszego. Wiedźmie zdecydowanie nie podobał się ten stan rzeczy i miała złe przeczucia dotyczące najbliższego konfliktu zbrojnego. Początkowo próbowała jakoś naprawić całą tą beznadziejną sytuację, lubiła w końcu wygrywać, a zmieniać frontu nie zamierzała, ale po kolejnej nieudanej próbie dała sobie z tym spokój.
Chciała się przewietrzyć, więc postanowiła pójść na spacer. Dzięki odpowiedniemu makijażowi, wspomaganego iluzją można było ją wziąć za mężczyznę. Może i takiego o bardziej delikatnej urodzie, ale wystarczało, by żaden Przyziemny nie rozpoznawał w niej kobiety. Przy sobie miała aktualnie swój ulubiony komplet broni, czyli muszkiet, krótki berdysz i sztylet, ostatnio prawie nigdy się z nimi nie rozstawała. Żyła w niebezpiecznych czasach, w których trzeba było się bronić niemal na każdym kroku, a często wypadało ograniczyć się do bardziej przyziemnego oręża niż ognista kula.
Zdążyła poznać już niemal każdy zakamarek Pragi, zdawało jej się, że to miasto nie ma przed nią żadnych tajemnic. Po prawdzie pewnie były miejsca, do których wiedźma nie zdążyła zajrzeć, ale raczej nie wiedziała o nich i nie była świadoma ich istnienia. Tego dnia natomiast szła w bliżej nieokreślonym kierunku, byle przed siebie, byle dalej od polityki i nieudolnych dowódców. Miała ochotę już teraz walczyć, wręcz rwała się do bitki i nie mogła się doczekać, aż w końcu ktoś gdzieś ruszy. Nie wiedziała, ile przyjdzie czekać jej na akcję, ale miała nadzieję, że jak najkrócej.
Z rozmyślań nagle wyrwało ją coś. Lekka aura, której nie mogła pomylić z niczym innym. Czuła wróżkę, a obecność jej w tym mieście tuż przed bitwą raczej nie mogła świadczyć o niczym dobrym. Wiedźma wątpiła, że faerie była tu przypadkiem, że znalazła się o złej porze w nieodpowiednim miejscu, więc zamierzała to sprawdzić. Chwilę zajęło jej namierzenie wróżki, ale w końcu jej się to udało.
Zastąpiła jej drogę, w półmroku próbując bliżej przyjrzeć się faerie. Nie chciała wyjmować broni, nie wiedziała, czego się spodziewać, a sianie niepotrzebnej paniki wśród ewentualnych gapiów zdecydowanie nie było jej celem. Położyła jednak dłoń na sztylecie przypiętym do pasa, tak w razie czego.
- Swój czy wróg? – krótkie, niby proste pytanie, ale w końcu nie od dziś wróżki były znane z manipulacji i umiejętnej zabawy słowami.
 

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar
Wojna miała swój własny smak, słodki i kuszący, cudownie wspaniały, o którym nie można było w żaden sposób zapominać. Niedźwiedzica została wychowana wśród stukotu kopyt, wśród szczęki stali i woni topionego żelaza, nic zatem dziwnego, że każda okazja do tego, by utoczyć komuś krwi, była całkiem przyjemna i porywała ją z miejsca do szalonego tańca, którego nie dało się tak łatwo zatrzymać. Nie miała również żadnego konkretnego sposobu na to, by dokonywać właściwych wyborów, raz się w końcu przegrywało, a raz wygrywało, ona zaś czerpała przyjemność z zaznajamiania się z nowymi technikami walki, kolejnymi polami bitwy i zapachem przelanej krwi. To, że została akurat tutaj i wraz z innymi Hiszpana i powędrowała na Pragę, było całkowitym przypadkiem i zapewne w jej wypadku decyzja wyglądała podobnie, jak u wiedźmy. Jeden impuls, jedna myśl i oto przywdziała właściwe sobie piórka, by niczym złotowłosy anioł siać spustoszenie wśród przeciwników. Nie wiedziała na razie, czy wietrzyć zwycięstwo czy porażkę, ale to nie miało aż tak wielkiego znaczenia, dla niej wszakże wystarczyło rozłożyć skrzydła i zniknąć, kto bowiem ścigałby sokoła przecinającego niebo.
Na razie jednak znajdowała się tutaj, w Pradze. Bliski jej już było do Kamiennego Mostu na Wełtawie, tym w mieście, który w tamtym czasie nie nosił jeszcze miana Mostu Karola. Stare Miasto zdawało jej się dość atrakcyjne, aczkolwiek widziała już tak wiele podobnych miejsc, że trudno było jej to jakoś należycie osądzić, tym bardziej, że nie posiadała jakiegoś niesamowitego gustu, a od kiedy dwadzieścia lat wcześniej zaczęła zamykać się na wszystko, co ją otaczało, piękno i elegancja były sukcesywnie wypierane z jej życia. Pozostała w niej jednak ciekawość, która jak widać zaprowadziła ją aż tutaj, do samego miasta, o które miała zdaje się walczyć już za chwilę, już za moment. Ciekawa była, czy Praga ulegnie zniszczeniu, czy być może przetrwa w tej formie, w jakiej była. Kto wie, może zobaczy ją znowu za kolejne dwieście lat? I pewnie dalej by się nad tym zastanawiała, gdyby nie irytująca aura należąca na pewno do czarownika. Chwilę później wyrosła przed nią wiedźma, która chyba tak samo jak Taillis, grała z uporem maniaka męska rolę. Ciekawostka. W kąciku warg kobiety pojawił się nikły uśmieszek, a Niedźwiedzica niemalże zastrzygła uszami szukając języka, którym posłużyła się rozmówczyni.
- Bezpański - odparła na to nieco pokrętnie, ale też trzeba przyznać, że nie do końca rozumiała jej pytanie. Bo też - czyja była ta wiedźma?
I am brave, I am bruised
I am who I'm meant to be, this is me
Look out 'cause here I come
And I'm marching on to the beat I drum
I'm not scared to be seen
I make no apologies, this is me
 

Nerezza

801


178 cm


My smile still shows through my bloody nose







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Walka była czymś oczyszczającym, a odbieranie życia innym i patrzenie, jak kończą jako ofiary dla demonicznego ojca dawało ogromną satysfakcję. Jednak rola szeregowego żołnierza już dawno przestała jej wystarczać, jej ego oraz duma nie pozwalała zbyt długo słuchać czyichś rozkazów. Wolała sama wydawać polecenia innym, niż je grzecznie wykonywać; powoli przestawała być osobą, która mogłaby na dłużej być zwykłym szeregowym. Bitwy często traktowała dość osobiście, angażowała się w nie, dlatego nie lubiła, wręcz nie cierpiała przegrywać. Potrafiła przyjmować porażki i radzić sobie z nimi, jednak nie było to dla niej zbyt prostym zadaniem.
Obecność wróżki tutaj, w tak niedługim czasie przed bitwą była czymś podejrzanym. Zawsze istniała szansa, że faerie będzie walczyć po stronie Czech, w takiej sytuacji Rez z chęcią porozmawiałaby z innym Podziemnym, wymieniając się uwagami na temat wojny. Jednak było również spore ryzyko, że Marianne w tej bitwie jest wrogiem, a tego wiedźma nie mogła tak zostawić i pozwolić jej tak po prostu pałętać się po Pradze. Nie znała jej zamiarów, ale wrodzona nieufność podpowiadała jej najgorsze scenariusze – dywersja, szukanie słabych punktów armii, zabójstwa dowódców były pierwszymi, które przyszły jej do głowy. A wiedźma nie mogła dopuścić do żadnej z tych rzeczy, i tak mieli już niewielkie szanse na wygraną, więc tym bardziej nie chciała ich zmniejszać.
- Bezpański? – powtórzyła, nie bardzo wiedząc, co wróżka miała na myśli. Zdecydowanie nie wyglądała na przypadkowego turystę, znajdującego się w złym miejscu o nieodpowiedniej porze. Prędzej podejrzewałaby dezertera, to by bardziej pasowało, a im bliżej wojny, tym było ich coraz więcej. Wiedźma uważała ich za zwykłych tchórzy, ale jeśli faktycznie nie chcą walczyć, to lepiej, żeby z armii uciekali przed bitwą, a nie w jej trakcie.
- Co tu robisz? – spytała zaraz, bo ta kwestia najbardziej interesowała wiedźmę. Tym bardziej, że miała złe przeczucia co do wróżki, jeśli nie miałaby złych zamiarów, to odpowiedziałaby na pierwsze pytanie, że jest swoja. Chociaż z faerie nigdy nic nie wiadomo, a Rez nierzadko dawała się łapać przez nie za słówka. Była zbyt konkretna, by dorównywać im manipulacją i krętactwem. – I oczekuję czegoś więcej niż tego, że tylko spacerujesz. – może i uwierzyłaby w taką odpowiedź, gdyby Marianne nie wydawałaby się tak podejrzana. Wiedźma szukała w niej czegoś, co mogłoby świadczyć o nieszkodliwych zamiarach faerie, takich jak czeski akcent czy ubioru podobnego do tego, jaki nosili inni prażanie.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo