Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Mijało już dwadzieścia lat od dnia, w którym uznała, że nie zamierza zostawać niczyją żoną. Nie potrzebowała ochrony, którą próbował zapewnić jej ojciec, tym bardziej znienawidzonej w obecnej chwili, gdy wiedziała już, że mężczyzna po prostu planował odebranie sobie życia. Jakby sądził, że w ten sposób daje jej jakieś oparcie na kolejne lata życia, jakby bał się, że sama nie podoła, a jedynie ją rozsierdził i spowodował, że Taillis czuła wciąż potworny gniew nie tylko na myśl o samobójstwie ojca, ale i na wspomnienie tego, co próbował uczynić. Małżeństwo! Też coś, nie była jakąś zacofaną Przyziemną, która nie potrafiła sobie radzić sama, którą musiał pilnować mąż, której trzeba było wkładać w ręce zawiniątka z niemowlętami i robić całą masę innych rzeczy, które wcale jej nie odpowiadały. Nic zatem dziwnego, że kobieta podróżowała samotnie po całej Europie, bawiąc się zdolnością kameleona, zacierając po sobie ślady i szukając dla siebie odpowiedniego miejsca. Ostatecznie zaś posunęła się do straszliwego występku i pozostając w swej normalnej postaci, postanowiła służyć markizowi Ambrożemu di Spinoli, balansując na granicy bezpieczeństwa, bowiem w każdej chwili mogłaby zostać wykryta. Aczkolwiek niewielka odmiana w tych czy innych rejonach ciała nie byłaby dla niej aż tak straszna, to jednak ta swoista ekscytacja i rozbawienie faktem, że tłum mężczyzn nie umie dopatrzyć się w niej kobiety, była warta swej ceny. Och, spójrzcie, zwyczajna baba posługuje się lepiej od was bronią, toć niepodobna!
I tak jako Santiago Blanco, zwyczajny chłopak z hiszpańskiej ziemi, wyruszyła w 1620 roku pod Pragę, gdzie wkrótce miała rozegrać się jedna z ważniejszych bitew wojny trzydziestoletniej. Niewiele obchodziło ją tak właściwie po czyjej stronie konfliktu stoi, ostatecznie bowiem zawsze bawiła się doskonale, kiedy tylko plątała się w te wszystkie przyziemne problemy śmiertelników. Nudy nie znosiła, stagnacja była jej wstrętna, nic zatem dziwnego, że z wielką przyjemnością przyjęła marsz na Czechy, gdzie miała zasmakować znowu krwi, brudu i wrzasku pola walki, za którymi właściwie zaczynała już tęsknić. Na dokładkę przemieszczając się po raz kolejny, zacierała nadal ślady, gdyby jej rzekomy mąż postanowił jednak jej szukać. Miała nadzieję, że nigdy już na niego nie spojrzy, ale prawda była taka, że mogła się spodziewać wszystkiego, a ten mógł spokojnie wyskoczyć jak diabeł z pudełka.
Praga kusiła. Nawet bardzo. Nic zatem dziwnego, że Niedźwiedzica przemknęła się za jej mury z początku pod postacią sokoła, a później kota, by ostatecznie odmienić się i już we własnej osobie przemierzać jej ulice. Nie była tutaj jeszcze, ciekawiło ją zatem wiele miejsc i zakamarków, z chęcią zajrzałaby dokładnie wszędzie, ale drżała aż z podekscytowania, gdy wyczuwała panujące w mieście nastroje. Och, jakże wspaniale pachniało tu strachem i podnieceniem! Wrogie wojska były tuż tuż, a ona była pewna, że zaraz, w jeden z tych wczesnolistopadowych dni, dojdzie do wymarzonej walki. Może już jutro, z samego rana, kto wie? Nic zatem dziwnego, że wędrowała w półmroku zapadającej wczas nocy, by jeszcze pochwycić to, co nieuchwytne, a ze zniesmaczonych i lubieżnych spojrzeń nic sobie nie robiła. Gdyby tylko ktoś ją zaatakował, prędko przekonałby się, że jest wprawną morderczynią.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Nerezza

801


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Lubiła Pragę. Niecałe dwa lata temu, gdy pojawiła się w tym mieście, niemal na wstępie przywitał ją widok dwóch mężczyzn wypadających z okna Zamku Królewskiego – w tamtym momencie stwierdziła, że musi zostać w tym mieście na dłużej i nie żałowała tej decyzji. Oprócz niewątpliwie pięknej architektury, zatrzymało ją tu coś jeszcze. Napięta atmosfera, sygnalizująca niewątpliwy wybuch bitwy. Czuć to było niemal na każdym kroku, każdego dnia, który spędziła w tym mieście.
Wiedźma nie byłaby sobą, gdyby nie spróbowała przeniknąć do środowiska dowódczego i często, gdy jej się to udawało, zostawała tam na dłużej. Już jakiś czas temu spodobało jej się dowodzenia wojskami, planowanie kolejnych ruchów armii i dyskutowanie na temat najlepszego planu na zwycięstwo, tym razem jednak było inaczej. Prawdopodobni dowódcy nawet nie zasługiwali na to miano, praktycznie cały czas kłócili się ze sobą, nawet nie próbując dojść do jakiegokolwiek porozumienia, a każdy z nich uważał się za najlepszego. Wiedźmie zdecydowanie nie podobał się ten stan rzeczy i miała złe przeczucia dotyczące najbliższego konfliktu zbrojnego. Początkowo próbowała jakoś naprawić całą tą beznadziejną sytuację, lubiła w końcu wygrywać, a zmieniać frontu nie zamierzała, ale po kolejnej nieudanej próbie dała sobie z tym spokój.
Chciała się przewietrzyć, więc postanowiła pójść na spacer. Dzięki odpowiedniemu makijażowi, wspomaganego iluzją można było ją wziąć za mężczyznę. Może i takiego o bardziej delikatnej urodzie, ale wystarczało, by żaden Przyziemny nie rozpoznawał w niej kobiety. Przy sobie miała aktualnie swój ulubiony komplet broni, czyli muszkiet, krótki berdysz i sztylet, ostatnio prawie nigdy się z nimi nie rozstawała. Żyła w niebezpiecznych czasach, w których trzeba było się bronić niemal na każdym kroku, a często wypadało ograniczyć się do bardziej przyziemnego oręża niż ognista kula.
Zdążyła poznać już niemal każdy zakamarek Pragi, zdawało jej się, że to miasto nie ma przed nią żadnych tajemnic. Po prawdzie pewnie były miejsca, do których wiedźma nie zdążyła zajrzeć, ale raczej nie wiedziała o nich i nie była świadoma ich istnienia. Tego dnia natomiast szła w bliżej nieokreślonym kierunku, byle przed siebie, byle dalej od polityki i nieudolnych dowódców. Miała ochotę już teraz walczyć, wręcz rwała się do bitki i nie mogła się doczekać, aż w końcu ktoś gdzieś ruszy. Nie wiedziała, ile przyjdzie czekać jej na akcję, ale miała nadzieję, że jak najkrócej.
Z rozmyślań nagle wyrwało ją coś. Lekka aura, której nie mogła pomylić z niczym innym. Czuła wróżkę, a obecność jej w tym mieście tuż przed bitwą raczej nie mogła świadczyć o niczym dobrym. Wiedźma wątpiła, że faerie była tu przypadkiem, że znalazła się o złej porze w nieodpowiednim miejscu, więc zamierzała to sprawdzić. Chwilę zajęło jej namierzenie wróżki, ale w końcu jej się to udało.
Zastąpiła jej drogę, w półmroku próbując bliżej przyjrzeć się faerie. Nie chciała wyjmować broni, nie wiedziała, czego się spodziewać, a sianie niepotrzebnej paniki wśród ewentualnych gapiów zdecydowanie nie było jej celem. Położyła jednak dłoń na sztylecie przypiętym do pasa, tak w razie czego.
- Swój czy wróg? – krótkie, niby proste pytanie, ale w końcu nie od dziś wróżki były znane z manipulacji i umiejętnej zabawy słowami.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Wojna miała swój własny smak, słodki i kuszący, cudownie wspaniały, o którym nie można było w żaden sposób zapominać. Niedźwiedzica została wychowana wśród stukotu kopyt, wśród szczęki stali i woni topionego żelaza, nic zatem dziwnego, że każda okazja do tego, by utoczyć komuś krwi, była całkiem przyjemna i porywała ją z miejsca do szalonego tańca, którego nie dało się tak łatwo zatrzymać. Nie miała również żadnego konkretnego sposobu na to, by dokonywać właściwych wyborów, raz się w końcu przegrywało, a raz wygrywało, ona zaś czerpała przyjemność z zaznajamiania się z nowymi technikami walki, kolejnymi polami bitwy i zapachem przelanej krwi. To, że została akurat tutaj i wraz z innymi Hiszpana i powędrowała na Pragę, było całkowitym przypadkiem i zapewne w jej wypadku decyzja wyglądała podobnie, jak u wiedźmy. Jeden impuls, jedna myśl i oto przywdziała właściwe sobie piórka, by niczym złotowłosy anioł siać spustoszenie wśród przeciwników. Nie wiedziała na razie, czy wietrzyć zwycięstwo czy porażkę, ale to nie miało aż tak wielkiego znaczenia, dla niej wszakże wystarczyło rozłożyć skrzydła i zniknąć, kto bowiem ścigałby sokoła przecinającego niebo.
Na razie jednak znajdowała się tutaj, w Pradze. Bliski jej już było do Kamiennego Mostu na Wełtawie, tym w mieście, który w tamtym czasie nie nosił jeszcze miana Mostu Karola. Stare Miasto zdawało jej się dość atrakcyjne, aczkolwiek widziała już tak wiele podobnych miejsc, że trudno było jej to jakoś należycie osądzić, tym bardziej, że nie posiadała jakiegoś niesamowitego gustu, a od kiedy dwadzieścia lat wcześniej zaczęła zamykać się na wszystko, co ją otaczało, piękno i elegancja były sukcesywnie wypierane z jej życia. Pozostała w niej jednak ciekawość, która jak widać zaprowadziła ją aż tutaj, do samego miasta, o które miała zdaje się walczyć już za chwilę, już za moment. Ciekawa była, czy Praga ulegnie zniszczeniu, czy być może przetrwa w tej formie, w jakiej była. Kto wie, może zobaczy ją znowu za kolejne dwieście lat? I pewnie dalej by się nad tym zastanawiała, gdyby nie irytująca aura należąca na pewno do czarownika. Chwilę później wyrosła przed nią wiedźma, która chyba tak samo jak Taillis, grała z uporem maniaka męska rolę. Ciekawostka. W kąciku warg kobiety pojawił się nikły uśmieszek, a Niedźwiedzica niemalże zastrzygła uszami szukając języka, którym posłużyła się rozmówczyni.
- Bezpański - odparła na to nieco pokrętnie, ale też trzeba przyznać, że nie do końca rozumiała jej pytanie. Bo też - czyja była ta wiedźma?
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Nerezza

801


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Walka była czymś oczyszczającym, a odbieranie życia innym i patrzenie, jak kończą jako ofiary dla demonicznego ojca dawało ogromną satysfakcję. Jednak rola szeregowego żołnierza już dawno przestała jej wystarczać, jej ego oraz duma nie pozwalała zbyt długo słuchać czyichś rozkazów. Wolała sama wydawać polecenia innym, niż je grzecznie wykonywać; powoli przestawała być osobą, która mogłaby na dłużej być zwykłym szeregowym. Bitwy często traktowała dość osobiście, angażowała się w nie, dlatego nie lubiła, wręcz nie cierpiała przegrywać. Potrafiła przyjmować porażki i radzić sobie z nimi, jednak nie było to dla niej zbyt prostym zadaniem.
Obecność wróżki tutaj, w tak niedługim czasie przed bitwą była czymś podejrzanym. Zawsze istniała szansa, że faerie będzie walczyć po stronie Czech, w takiej sytuacji Rez z chęcią porozmawiałaby z innym Podziemnym, wymieniając się uwagami na temat wojny. Jednak było również spore ryzyko, że Marianne w tej bitwie jest wrogiem, a tego wiedźma nie mogła tak zostawić i pozwolić jej tak po prostu pałętać się po Pradze. Nie znała jej zamiarów, ale wrodzona nieufność podpowiadała jej najgorsze scenariusze – dywersja, szukanie słabych punktów armii, zabójstwa dowódców były pierwszymi, które przyszły jej do głowy. A wiedźma nie mogła dopuścić do żadnej z tych rzeczy, i tak mieli już niewielkie szanse na wygraną, więc tym bardziej nie chciała ich zmniejszać.
- Bezpański? – powtórzyła, nie bardzo wiedząc, co wróżka miała na myśli. Zdecydowanie nie wyglądała na przypadkowego turystę, znajdującego się w złym miejscu o nieodpowiedniej porze. Prędzej podejrzewałaby dezertera, to by bardziej pasowało, a im bliżej wojny, tym było ich coraz więcej. Wiedźma uważała ich za zwykłych tchórzy, ale jeśli faktycznie nie chcą walczyć, to lepiej, żeby z armii uciekali przed bitwą, a nie w jej trakcie.
- Co tu robisz? – spytała zaraz, bo ta kwestia najbardziej interesowała wiedźmę. Tym bardziej, że miała złe przeczucia co do wróżki, jeśli nie miałaby złych zamiarów, to odpowiedziałaby na pierwsze pytanie, że jest swoja. Chociaż z faerie nigdy nic nie wiadomo, a Rez nierzadko dawała się łapać przez nie za słówka. Była zbyt konkretna, by dorównywać im manipulacją i krętactwem. – I oczekuję czegoś więcej niż tego, że tylko spacerujesz. – może i uwierzyłaby w taką odpowiedź, gdyby Marianne nie wydawałaby się tak podejrzana. Wiedźma szukała w niej czegoś, co mogłoby świadczyć o nieszkodliwych zamiarach faerie, takich jak czeski akcent czy ubioru podobnego do tego, jaki nosili inni prażanie.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Niedźwiedzica nie była raczej urodzonym dowódcą. Wolała pałętać się gdzieś na boku i po prostu brać udział w walkach, iść na pierwszy ogień i zdobywać odpowiednie zaszczyty tylko po to, by później zniknąć, gdy zabawa zaczynała jej się nudzić albo okazywało się, że dalsze walki nie będą już możliwe. Z rozkazami z reguły była na bakier albo po prostu walczyła po swojemu, zdobywając sobie nie raz i nie dwa uznanie wśród przywódców, jako niesamowicie waleczny żołnierz, na którego spoglądano z nieco większą uwagą i pozwalano mu na nieco więcej kroków, niż innym. To zatem była pierwsza różnica pomiędzy nią, a wiedźmą, która wyraźnie chciała zmieniać losy świata i dyktować warunki, na jakich miało mieć to miejsce. Niedźwiedzicy tak naprawdę ta sprawa nie obchodziła, ona po prostu żonglowała wym wyglądem i osobowością, wstępowała do tej czy tamtej armii i bawiła się doskonale, kiedy nurzała broń w czyimś ciele. Nie miała nadmiernych wymagań, choć ostatnio nieco zaczęła zmieniać swoje podejście do tego wszystkiego, co ją otaczało. Nieco, to należało stanowczo podkreślić.
- Należę do samej siebie, czy to lepsza odpowiedź? - odparła na to nieco ostrzej, aczkolwiek jej głos był jeszcze dość cichy i mruczący. Nie opowiadała się po żadnej z walczących stron, nie zamierzała dawać za nie głowy, a skrytobójstwa i ataki były jej całkowicie obojętne, w końcu raz się żyje, a raz nie. Nie zamierzała oglądać się na to, czy cesarz nadal oddycha, gdyby było inaczej, po prostu przyjęłaby zapewne postać jakiegoś zwierzęcia i odeszła w sobie jedynie znaną stronę, by tam znowu szukać dla siebie miejsca. Było to wielce zabawne zajęcie, jej w pełni pasowało, a taka powaga w stosunku do wierności nie była dla wróżki czymś, na czym powinna dłużej zawieszać wzrok i jakoś szczególnie mocno się skupiać.
- Problem leży w tym, że dokładnie tak jest - odparła marszcząc nieznacznie nos, bo to wypytywanie wybitnie jej się nie podobało. Nie przyszła się tutaj spowiadać przed jakąś tam wiedźmą, przyszła zobaczyć, jak wygląda ta słynna Praga i czy różni się jakoś szczególnie od innych miejsc, które już widziała w swym dość długim życiu. - Nigdy jeszcze nie byłam w Pradze, więc chyba warto nadrobić to niedopatrzenie - zakomunikowała prosto, aczkolwiek jej jasne oczy błysnęły nieznacznie. Irytowała ją ta wiedźma, denerwowało ją niewątpliwie to, że wpychała nos w cudze sprawy i zachowywała się, jakby mogła decydować o tym, czy wolno jej przebywać w mieście, czy też zupełnie nie. Och, czyżby posiadała do niego akt własności? Jeśli tak, być może Niedźwiedzica skinęłaby jej głową i odeszła w swoją stronę. Chociaż, tak po prawdzie, w jej wypadku było to całkowicie niemożliwe, bo nie znosiła ulegać woli innych.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Nerezza

801


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Kiedyś wystarczyło wiedźmie jedynie bycie zwykłym żołnierzem, siejącym postrach na polu walki i nieprzejmującym się niczym więcej niż zadawaniem kolejnych ciosów przeciwnikom. Jednak skromnością i pokorą nie grzeszyła, więc jej duma i zbyt wysokie ego nie pozwalały jej dłużej prowadzić takiego trybu życia. Musiała być kimś więcej, kimś ważnym i mającym wpływ na dalsze losy wojny, czy nawet świata. Nie potrafiła długo być w cieniu, męczyła się w nim i nie czuła się spełniona – dopiero stanowiska dowódcy pomagały jej rozwinąć skrzydła. Planowanie następnych ruchów i późniejsze wcielanie ich w życie, to właśnie dawało wiedźmie satysfakcję.
Tą całą sytuację uważała stanowczo za niezwykle podejrzaną, a z każdym kolejnym słowem wróżki coraz mniej jej się także podobała. Być może była zbyt przewrażliwiona i mogła doszukiwać się problemów tam, gdzie ich nie ma, ale trudno się wiedźmie dziwić, gdy powodzenie bitwy wisi na włosku, a o zwycięstwie mogli jedynie pomarzyć lub liczyć na łut szczęścia. Nie wierzyła w żadne słowo faerie, a odpowiedzi nieznajomej jedynie bardziej denerwowały Rez.
Rozejrzała się na boki, czy są same w okolicy, w tym miejscu w Pradze ciężko liczyć na odrobinę prywatności, tym razem jednak było tu wyjątkowo pusto, a najbliżsi Przyziemni znajdowali się w bezpiecznej odległości. Być może było to wynikiem panującego ciężkiego, przedwojennego klimatu. Podeszła krok bliżej do wróżki, nieznacznie pochylając się w jej stronę i mocniej ściskając dłonią rękojeść sztyletu.
- Chcesz mi powiedzieć, że wybrałaś się na wycieczkę do Pragi akurat wtedy, gdy lada moment wybuchnie tu wojna? Nie wierzę ci, wróżko i chyba sama przyznasz, że brzmi to mało wiarygodnie. – powiedziała nieco cichszym tonem i pozwalając, by w jej wypowiedź wkradło się kilka mało przyjemnie brzmiących syków. Również nie żywiła do Marianne pozytywniejszych uczuć, denerwowała ją swoimi odpowiedziami i zachowanie, a w jeszcze większą złość wpędzało wiedźmę przekonanie, że wciąż nie wiedziała, co właściwie robi tu faerie. – Dbam o bezpieczeństwo tego miasta, a ty wydajesz mi się podejrzana, więc albo grzecznie sobie stąd pójdziesz pod moją eskortą, albo wyprowadzę cię stąd siłą. – dodała zaraz, stawiając sprawę jasno. Ostrożności nigdy za wiele, dlatego Nerezza nie zamierzała tak po prostu pozwolić wróżce pójść wolno, nawet jeśli faktycznie nie miała złych zamiarów.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Co kto lubi, czyż nie? Chociaż prawdę mówiąc, to obecnie wiedźma nie miała na pewno powodów do tego, by jakoś nadmiernie się chwalić. Wybrała stronę, która nie wiedziała nawet, gdzie koń ma zad, a gdzie głowę, więc wróżka nie wróżyła im świetlanej przyszłości. Niewiele jednak ją to obchodziło, z tej prostej przyczyny, że śmiertelni nie byli dla niej nigdy nazbyt wiernymi towarzyszami, a i umierali szybko i młodo, więc kobieta nie miała nawet czasu, by się do nich jakoś przyzwyczaić. W przeciwieństwie do innych swych pobratymców, nie widziała jednak w tym niczego złego i po prostu szła na przód, bawiąc się całkiem przyjemnie to tu, to tam i nie skupiając się jakoś mocno na walce wyzwoleńczej czy czymś podobnym. Dla niej to wszystko było tylko przygodą, która pozwalała jej przyjemnie spędzać czas, teraz zaś dawała jej możliwość ukrycia się przed pewnym jegomościem, którego naraił jej już nieżyjący ojciec. Tam czy inaczej - nie traktowała tej sprawy tak poważnie jak Nerezza, właściwie była to dla niej igraszka, a walka miała dawać jej jedynie przyjemność, aczkolwiek, co raczej oczywiste, nie lubiła przegrywać. Łatwo było jej jednak odejść z miejsca, w którym wszystko się zakończyło, wszakże co trudnego było w przybraniu postaci kruka i dołączeniu do uczty? Później rozpływała się w powietrzu i więcej jej nie było w danym miejscu widać.
To, że wiedźma się złościła, właściwie bardzo Niedźwiedzicę bawiło. Jeszcze nie był to etap, kiedy sama zamierzała sięgać po broń, ale jej przeciwnika zbliżała się coraz bardziej do pewnych granic, po których drażnienie pucas może okazać się absolutnie niebezpieczne i nie będzie prowadziło do niczego dobrego. Ostatecznie bowiem wróżka była wolna i nie podlegała żadnej ludzkiej władzy. A już na pewno nie podlegała jakiejś tam wiedźmie, która musiała uciekać się do malowania twarzy, by wyglądać bardziej męsko. W tym czasie również Niedźwiedzica nie służyła żadnemu z władców wróżek, toteż nie musiała się przed nimi spowiadać, a brak ochrony z ich strony aż tak bardzo jej nie bolał, ba, nawet o nim nie myślała.
- Zdaje się, że wyrażam się całkiem jasno - stwierdziła na to, bo nie było to żadnym kłamstwem. Właściwie to nawet wiedźma miała rację mówiąc, że wybrała się na te wycieczkę dokładnie w przededniu wojny i nie robiło jej to żadnej różnicy. Inna sprawa, że Praga mogłaby nawet mieć najwyższe mury na świecie, a i tak nie uratowałoby jej to przed zniszczeniem, jeśli jej obrońcy nie mieli pojęcia, jak się do tego zabrać. Nie sądziła również, by zwykli przechodnie byki w tej chwili zainteresowani żywo stawianiem jakiś barykad, czy czymś podobnym. Niemniej jednak, kiedy wiedźma jej zagroziła, Niedźwiedzica zaśmiała się nisko, dźwięcznie, a jej oczy zabłyszczały bardzo mocno. Mogła sobie rzucać ognistymi kulami, ale na osoby takie, jak pucas, podobne rzeczy nie działały. Nawet jeszcze je zachęcały.
- Proszę, zmuś mnie przy nich wszystkich. Będziesz do tego potrzebowała czegoś więcej, niż ten nóż do mięsa, a obawiam się, że stosy mogą jeszcze zapłonąć, jeśli ktoś zorientuje się, że w mieście jest czarownica - rzuciła na to cicho, a jej głos brzmiał niczym zaproszenie do tanga. Mówiąc inaczej, trafiła kosa na kamień i wiedźma musiała się zdecydowanie nagimnastykować, jeśli nie chciała wywołać awantury w środku miasta. To prawda, że chwilowo okolica była dość wyludniona, ale trzeba pamiętać, że Niedźwiedzica obecnie nie ukrywał swej płci, w przeciwieństwie do córki Lilith, zgadnijmy zatem, komu ruszono by na pomoc, gdyby zaczął głośno krzyczeć.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Nerezza

801


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Lubiła Przyziemnych, lubiła także mieszać się w ich wojny oraz politykę, które uważała za niezwykle ciekawe. Co więcej, wolała ten ludzki świat i rzeczywistość, niż Świat Cieni i jego nadnaturalne sprawy. Z reguły trzymała się od niego z daleka, na tyle, na ile mogła, w końcu sama była jego częścią, czy tego chciała, czy nie. Wolała towarzystwo ludzi niż obecność nadętych czarowników, obłudnych wróżek czy zadufanych w sobie wampirów, jako jedyna rasa wydawała się być po prostu normalna. Do wojen, w których brała udział, wiedźma najczęściej podchodziła poważnie, chociaż zdarzało jej się teleportować z jednego miejsca w drugie, zostawiając za sobą towarzyszy broni. Nie zmieniało to jednak faktu, że niejednokrotnie angażowała się całą sobą, spędzając długie godziny nad mapami i wymyślając odpowiednie strategie. Niestety w przypadku bitwy, która czekała ją niedługo, niewiele mogła zdziałać i to doprowadzało ją do istnej furii. Naprawdę nie wiedziała, co ma zrobić, by mieć szansę na wygraną, a ta niemoc niebywale ją złościła.
Słowna konfrontacja z wróżką była ostatnim, czego wiedźma w tej chwili potrzebowała. Może i była teraz zbyt podejrzliwa i przewrażliwiona, ale na jej miejscu prawdopodobnie każdy by się tak zachowywał. Obecność faerie w takim miejscu, tuż przed bitwą wydawała jej się być co najmniej podejrzana, więc czuła się w obowiązku sprawdzić, o co chodzi. Nie miała czasu ani większych chęci na prawdziwe przesłuchanie, dlatego próbowała rozwiązać sprawę w miarę pokojowo. Właśnie, próbowała, ponieważ wróżka zdecydowanie nie ułatwiała Rez roboty.
Była zła i czuła, jak z każdą chwilą te uczucie się powiększa. Dłoń, którą nie trzymała broni, odruchowo zacisnęła w pięść, nieco mrużąc przy tym oczy ze wściekłości. Najchętniej, niczym istny wampir, gadzimi kłami wgryzłaby się w szyję faerie i wręcz ją rozszarpać, by później móc patrzeć, jak się wykrwawia. Biorąc pod uwagę fakt, że obie kobiety znajdowały się na ulicy miasta Przyziemnych, to nie był zbyt dobry pomysł. Z tego powodu, nawet pomimo złości powoli przyćmiewającej jej logiczne myślenie, Rez zrezygnowała z tego planu.
- Nawet nie próbuj mi grozić, bo nic tym nie wskórasz. – odparła, również nieco ściszając głos. Może i pod makijażem oraz męskim ubraniem skrywała się czarownica, ale w końcu była w Pradze w miarę znana – a przynajmniej wśród przebywających tu żołnierzy – i cieszyła się względnym szacunkiem. Marianne natomiast była tu raczej obca, a przynajmniej tak wiedźma wnioskowała po jej słowach oraz zachowaniu. Szczerze wątpiła, czy komukolwiek chciałoby się sprawdzać oskarżenie o czary jednego z dowódców tuż przed bitwą. – Wkurwiasz mnie. – wręcz wysyczała, jednocześnie uświadamiając sobie, że cały zamysł z niezwracaniem na siebie uwagi szlag trafił. Tuż po tych słowach, próbowała trafić Marianna w twarz z lewego sierpowego.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Pod wieloma względami mocno się różniły. Dla Niedźwiedzicy Przyziemni byli właściwie całkiem ciekawą, aczkolwiek chwilową rozrywką, która przemykała koło niej tak prędko, iż nawet nie była w stanie zbyt długo się na niej skupić. Czerpała jednak niewątpliwie przyjemność z uczestniczenia w ich konfliktach, w tych przepychankach, jakie miały znaczenie z punktu widzenia ich niebywale krótkich żywotów. Czuła się jednak dumna z powodu własnego pochodzenia i choć inni Podziemni nie byli dla niej niesamowicie ważni i wspaniali, to jednak im poświęcała więcej czasu. Zresztą, wszystko się zmieniało, płynęło i stawało się zupełnie inne, niż jeszcze sto lat wcześniej. Wtedy, jak się zdawało, kobieta byla nieco bardziej przychylna innym rasom, nie spoglądał na nich krzywo i miała jeszcze jakieś zaufanie do tego, co robią. Nic jednak nie stało w miejscu, a rzeki kijem nawrócić nie mogła. Teraz zaś, kiedy wiedźma tak sobie poczynała i najwyraźniej była nastawiona jedynie na walkę, co teoretycznie Niedźwiedzicy w ogóle nie przeszkadzało, bo do bitki i zapitki była zawsze pierwsza, czuła jak jej niechęć w stosunku do innych przedstawicieli Świata Cieni zaczyna wzrastać. Jej rozmówczyni brała wszytko niesamowicie do siebie i cały ten ludzki teatrzyk traktowała, jak bardzo poważne przedstawienie, w którym grała jedną z głównych ról. Wzajemna niechęć zdawała się aż krystalizować w powietrzu, które z każdą kolejną chwilą stawało się coraz gęstsze i cięższe. To zaś nie tylko irytowało Niedźwiedzicę, ale również wybudzało w niej niezwykłe pokłady agresji. W tym czasie potrafiła jednak jeszcze rozumować nieco uważniej, niż w późniejszych okresach, gdy zamknęła się na wiele spraw.
Obserwowała uważnie przeciwnika, oceniając jednocześnie, do czego wiedźma może być zdolna. Wiedziała, że ta raczej nie zaryzykuje użycia magii, ale na ciosy na pewno była przygotowana. To, że rozsierdziła przeciwnika, bardzo jej się podobało i powodowało, że aż grzała się cała i napędzała, bo sama z wielką przyjemnością uderzyłaby ją w zęby. Oczywiście, w formie ochrony przed napastliwym zalotnikiem. I chociaż już była bliska szukania broni, postanowiła rozegrać to inaczej, czując już, jak wielka radość rozchodzi się wrzącą falą po całym jej ciele. Och, nie mogła się już doczekać, kiedy zmierzy się tak naprawdę z wiedźmą! Na razie zaś uchyliła się dość sprawnie przed jej ciosem, ustawiła się jednak tak, by Nerezza ją trafiła, po czym… Zaczęła rozpaczliwie krzyczeć. Bez składu, bez większego ładu, ot jak przerażona kobieta. Cofnęła się zresztą, jakby chciała się skulić, ale wiedźma spokojnie była pewnie w stanie ocenić, że wróżka składa się do potencjalnego ciosu, gdyby ta nie dała jej spokoju. Z boku jednak wyglądało to niewątpliwie tak, jakby mężczyzna z jakiegoś powodu uderzył kobietę. I teraz obie wiedziały, że sprawa może potoczyć się dwiema odmiennym torami, pytanie jednak, co się stanie, skoro wśród Przyziemnych nastąpi poruszenie i nawet ktoś chyba postanowił do nich podbiec. Może jakaś nieudolna straż? Po tym jednak zagraniu ze strony Niedźwiedzicy, widać było wyraźnie, iż jest wróżką, przynajmniej gdzieś tam głęboko, gdzie inni właściwie nie mogą tego dostrzec. Zaś żar płonący w jej oczach wprost mówił o jej wojowniczych ciągotach.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Nerezza

801


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Wiedziała, że nie powinna się tak angażować emocjonalnie w te wszystkie bitwy. W końcu nie bierze w nich udziału tylko dla własnej przyjemności, ale z polecenia demonicznego ojca, lubującego się w śmierci i chaosie. Udział w nich powinna traktować tylko jako kolejne zadanie do odhaczenia, ale po prostu w większości przypadkach tak nie potrafiła. Nigdy nie zapominała oczywiście o prawdziwym powodzie swojego uczestnictwa w walkach, ale często zupełnie nieświadomie zaczynała się w nie angażować bardziej niż na początku zamierzała. Obejmowanie dowódczych stanowisk wynikało głównie z jej dumy i zbyt dużego ego, ale dbanie o wysokie morale wśród innych wojowników czy spędzanie długich godzin nad mapami i planami przychodziło jej całkiem naturalnie. Strony, po których walczyła, również nie były przypadkowe, wybierała te, których cele były bliżej jej serducha czy poglądów, co sprawiało, że jeszcze łatwiej się z nimi utożsamiała. Brała wszystko całkowicie poważnie, dlatego zachowanie wróżki naprawdę mocno ją irytowało. Stanowiła tylko kolejny kłopot w tym naprawdę ciężkim dla niej dniu, problem, który zdawał się być wyjątkowo trudny do rozwiązania. Może i gdyby wiedźma nie była już zirytowana wręcz idiotycznym zachowaniem innych dowódców, to mogłyby się rozejść we względnym pokoju. To, co się działo na sali obrad, stanowiło istne kuriozum – nigdy jeszcze nie była świadkiem, żeby dorośli, można myśleć że poważni wojownicy, zachowywali się jak zwykłe, rozkapryszone dzieci. Wyjątkowo dziwaczna sytuacja i to zdecydowanie w negatywnym tego słowa znaczeniu. Jednak teraz takie rozwiązanie wydawało się być niemożliwe, Nerezza podświadomie czuła, że musi się na kimś lub na czym wyżyć poprzez bójkę. Nie potrafiła w inny sposób poradzić sobie z takim nawałem negatywnych emocji niż porządne danie komuś w twarz.
Mogła się spodziewać, że Marianne postanowi zareagować w taki sposób. Dopiero, gdy zaczęła krzyczeć, wiedźma uświadomiła sobie, jak to może z boku wyglądać – facet bez wyraźnego i widocznego powodu uderza kobietę. Była zbyt wzbudzona, by wcześniej się nad tym zastanowić, chociaż powinna. Wiedziała, że jeśli nie zareaguje szybko w odpowiedni sposób, może ściągnąć na siebie niechcianą uwagę Przyziemnych, jeśli już tego nie zrobiła. Z trudem opanowując targającą nią wściekłość i chęć rzucanie się wróżce do gardła – co zdecydowanie nie było łatwym zadaniem i widać było po wiedźmie, że kosztuje to ją niemal ostatnie dostępne pokłady cierpliwości – zdjęła z lewej ręki skórzaną rękawicę i rzuciła ją pod nogi Marianne, patrząc faerie prosto na twarz. Była ciekawa, czy zachowa się jak typowy honorowy rycerz i podniesie ją, akceptując wyzwanie na pojedynek, czy spróbuje użyć jakichś swoich wróżkowych sztuczek i podstępów.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Pod tym względem różniły się zatem tak jak dzień i noc. Niedźwiedzica nie znajdowała w świecie Przyziemnych niczego, co jakoś mocno wiązałoby ją emocjonalnie. Brzydziła się jedynie tym, że ludzie są tak ograniczeni, iż uważają kobiety za gorsze, podczas gdy ona nie tylko potrafiła władać bronią, ale i co być może najważniejsze z punktu widzenia tych zasranych głupców, była w stanie dać życie. Gdyby nie kobiety, na świecie mogłoby równie dobrze nie być nikogo, więc Niedźwiedzica nie raz i nie dwa kpiła z tych zacofanych idiotów, których najczęściej pozostawiała później ośmieszonych, pokonanych przez kobietę i przy okazji niezdolnych do dalszej reprodukcji. Obserwowała ich później z przyjemnością, czując wręcz amoralną satysfakcję. Niemniej jednak również wiele czerpała z samej walki, nie reagowała jednak tak emocjonalnie jak wiedźma, nie szukała stron, do których jej serce biłoby mocniej, gdyż jej miarą każdy człowiek był mały i zdecydowanie nie wart tego, co w ogóle otrzymywał. Najwyraźniej zatem i w tym temacie by się nie zgodziły. Istniało jednak coś, co je łączyło i była to chęć walki, a teraz również - zmierzenia się ze sobą. Niedźwiedzica doskonale wiedziała, że irytuje córkę Lilith, że gra tak znakowanymi kartami, jak to tylko możliwe, ale nawet z niej czasami wychodziła prawdziwa wróżka, która kpiła sobie z wielu spraw i zachowywała się dokładnie tak, jakby pozjadała wszystkie rozumy. Teraz jednak bardziej niż irytację, czuła rozbawienie, bo wiedźma sama zapędziła się w ten kozi róg, ona zaś nie zamierzała jej szczególnie pomagać. Na pewno jednak podejmie rękawicę, która została jej właśnie rzucona. Nie spodziewała się, że będzie się tak dobrze bawić w tej jakże nudnej Pradze. Wojna już tylko czekała na czyjś ruch, a one przy okazji mogły prowadzić własny pojedynek. Cóż za czarowna sprawa.
Ponieważ już i tak zwróciły na siebie uwagę, wiedźma powinna zdecydowanie jak najszybciej uciekać. Niedźwiedzica zaś padła właściwie na kolana, co było dość zabawnym doświadczeniem, biorąc pod uwagę cały ten jej strój z epoki, który okalał jej kobiece ciało. Uniosła rękawicę tak, by jej przeciwniczka doskonale to wiedziała. Z boku jednak pewnie nadal sprawiała wrażenie przerażonej kobiety, której coś się stało, nic zatem dziwnego, że do jej uszu zaczęły odlatywać odgłosy kroków i pospiesznie wymienianych zdań. Tym razem mogła sobie niewątpliwie pogratulować całkiem pięknego zagrania, które musiało wtrącić wiedźmę z jej rytmu.
- O świcie - powiedziała cicho, na tyle jednak głośno, by jej przeciwniczka usłyszała. Głos miała niski, wręcz powabny, a błyski w jej jasnych oczach świadczyły o tym, że nie może się już doczekać spotkania.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Nerezza

801


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Wiedźma miała pełne prawo narzekać na Przyziemnych, na to, jak bardzo są ograniczeni, w końcu to właśnie przez ich głupie poglądy nie tylko musiała ukrywać rasę, ale także prawdziwą płeć. Początkowo zdecydowanie nie była to komfortowa sytuacja, gdy musiała udawać ludzkiego mężczyznę, jednak z czasem przyzwyczaiła się do tego. Z jakichś powodów to właśnie Przyziemni rządzili światem i to oni ustalali zasady, jakie w nim panują, więc wiedźma, chcąc nie chcąc, musiała się dostosować. Chociaż to prawda, że ogromnej satysfakcji dostarczały sytuacje, gdy wiedźma niekiedy pokazywała swoim ofiarom to, że jest kobietą, zanim pozbawiła ich życia. Mogła sobie pozwolić jedynie na tyle, jeśli nie chciała, żeby jej kariera jako dowódca zbyt szybko dobiegła końca. A tego zdecydowanie nie chciała, bo podobało jej się kierowanie ludźmi i planowanie ataków.
Była świadoma, że sama doprowadziła siebie do tak niekorzystnej sytuacji. Ale tak już bywało, gdy złość przejmowała nad nią kontrolę, nie myślała o niczym więcej niż o sprowokowaniu bójki. Sama sytuacja w Pradze wystarczająco wpędzała ją w irytację, a spotkanie wróżki tylko dolało oliwy do ognia.
Wiedziała, jak ta cała sytuacja może z boku wyglądać, tak samo jak tego, że dla własnego bezpieczeństwa i zachowania pozycji powinna jak najszybciej udać się z tego miejsca. Konfrontacja z grupką Przyziemnych, zupełnie nie zorientowanych w tej sprawie zdecydowanie nie należało do rzeczy, którymi wiedźma chciała się teraz zajmować. Niby mogła tu na nich poczekać i spróbować to wytłumaczyć, ale nie była przekonana, czy uwierzą w to, że ta niewinnie wyglądająca niewiasta może być szpiegiem działającym dla wroga. I, co chyba ważniejsze, Rez po prostu nie chciało się nikomu niczego tłumaczyć. Nie, gdy jedynym dźwiękiem, jaki chciała z siebie wydawać były wściekłe syki i gdy aż rwała się do walki.
Tyle dobrego, że Marianne podniosła rękawicę, przyjmując wyzwanie. Nie zastanawiała się w ogóle nad tym, po co właściwie jej to było, czemu chce walczyć z wróżką i czy najlepiej jest po prostu się wycofać. Napędzana złością i agresją, wręcz rwała się do walki i nie była pewna, czy wytrzyma aż do świtu. W końcu zawsze mogła zrobić sobie rozgrzewkę, wdając się w bójkę z jakąś przypadkową osobą, bo tylko w taki sposób była w stanie rozładować negatywne emocje.
- Za murami miasta. Dowolna broń, ale bez magii. – odparła tylko, również niezbyt głośno. Nie była pewna, czy wróżka zaakceptuje podany warunek, ale wiedźma zamierzała się go trzymać – sama nie miała ochoty na ogniste kule czy inne zaklęcia, tylko na bardziej przyziemną walkę. Nie czekając na odpowiedź Marianne, szybko ruszyła w stronę najbliższego zaułka, by stamtąd się teleportować.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Miały pewne punkty wspólne i całkiem sporo zupełnie odmiennych, tego można było być pewnym. Niedźwiedzica w pewnym sensie marzyła, by dożyć do dnia, kiedy będzie mogła ze spokojem działać pod swą postacią i patrzeć, jak ci wszyscy mężczyźni stoją z rozdziawionymi gębami, nie do końca wiedząc, co tak właściwie się dzieje i dlaczego jakaś kobieta, jest w stanie machać toporem z siłą większą, niż niejeden z nich. Owszem, mogła wrócić do swojego świata, ale przez dobrych sześćset lat ojciec raczej tego unikał, zabierał ją tam raczej na wycieczki i rodzinne spotkania, nie przyzwyczajał jej do tego miejsca, nie czuła się zatem do końca związana z tym światem, aczkolwiek musiała przyznać, że ludzkość zaczynała ją męczyć. Czuła, że zaczyna się dusić, nie chciała również wpaść w sidła pościgu, który pewnego dnia w końcu ją z pewnością dopadnie, a dodatkowe użeranie się tutaj z niedoszłym mężem, było chyba ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowała. Tak więc kraina, z której pochodziła, kusiła coraz bardziej, wzywała do siebie i jasno pokazywała, że chyba zbliża się czas, by wrócić tam już na stałe, porzucając ten świat pełen przywar. Nie umiała jednak tak do końca z nim zerwać. Jeszcze nie.
Tym razem to Niedźwiedzica triumfowała. Ona również uwielbiała bójki, kochała zapach i smak krwi, nie bala się jej, ale teraz chciała rozegrać tę grę na własnych i nieco innych zasadach, a irytowanie wiedźmy było dla niej tak przyjemnym zajęciem, iż nie zamierzała od niego nazbyt prędko odstępować. Chciała zobaczyć Pragę, a jej rozmówczyni mogła sobie co najwyżej nagwizdać, tym bardziej, że wpędziła się wyraźnie w kłopoty, a jedynym wyjściem z sytuacji było jak najszybsze ulotnienie się z miejsca. Nic zatem dziwnego, że właśnie ten krok wykonała wiedźma, jeszcze tylko wskazując na właściwą porę, na co wróżka przystała poprzez skinienie głowy, by później dać się podnieść z ziemi. Jakiś mężczyzna pobiegł przekonać się, gdzie wiedźma zniknęła, a pozostali ludzie postanowili odprowadzić biedną kobietę do najbliższej gospody, gdzie dano jej pić i jeść,zadbano o nią należycie, a ona w stosownej chwili wymknęła się mrok. Ostatecznie zwiedziła okolicę, pod inną już postacią i powróciła do swego obozu, by tam z wielką lubością czekać świtu.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Nerezza

801


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Początkowo wszystko szło zdecydowanie nie po jej myśli, nie udało jej się dopiąć swego i przegnać wróżkę z Pragi, co naprawdę ją irytowała. Miała tylko nadzieję, że Marianne faktycznie udała się do tego miasta wyłącznie w celach typowo turystycznych, jak zapewniała, jednak i tak wrodzona nieufność, szczególnie do faerie nie dawała jej spokoju. Gdyby tylko były same, konfrontacja przebiegłaby zupełnie inaczej i wiedźma tak łatwo by nie odpuściła, jednak swoim zachowaniem zwróciła na siebie niepotrzebną uwagę Przyziemnych. Chociaż przyszło jej to z niemałym trudem, wiedziała, że musiała jak najszybciej opuścić to miejsce, jeśli nie chciałaby sobie narobić niepotrzebnych kłopotów. Szczerze wątpiła, czy jej pozycja jednego z dowódców w jakikolwiek sposób by pomogła, skoro z boku wyglądało to tak, jakby bez powodu zaatakowała niczemu winną kobietę. Tym razem było 1:0 dla wróżki, ale Rez zdecydowanie nie zamierzała tak zostawić tego wyniku. Teraz natomiast nie przyszło jej nic innego, jak udać się w najbliższy odosobniony zaułek, by stamtąd teleportować się do swojego tymczasowego gniazdka, z dala od miejsca zamieszania i potencjalnego pościgu.
Na omówione miejsce przyszła nieco przed ustalonym czasem, poniekąd z tego powodu, że nie mogła już się doczekać walki. Traktowała ją w pewnym stopniu jako before party przed zbliżającym się wydarzeniem w postaci wybuchu wojny, jako taką rozgrzewkę. Chociaż zdarzało jej się walczyć zakuta w pełną, ciężką zbroję, to jednak częściej decydowała się na coś znacznie lżejszego i nie inaczej było tym razem. Jej wybór padł na najzwyklejszą skórzaną zbroję z metalowymi wstawkami. Zdecydowała się wziąć ze sobą berdysz oraz sztylet, jak zwykle zresztą ostatnimi czasy, jednak muszkiet zmieniła na łuk wraz z kilkunastoma strzałami – ciężko jej było wyobrazić sobie skuteczne nabijanie broni palnej w bliskiej konfrontacji z przeciwniczką. Postanowiła także nie ukrywać swojej płci, przeczuwając, że Marianne bez trudu to rozpoznała. Dlatego odpuściła sobie makijaż, jaki miała na sobie poprzedniego dnia, a krótkie włosy zdecydowała się mieć rozpuszczone.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Owszem, tym razem to Niedźwiedzica niewątpliwie była górą, a wszystko przez to, że zdołała zapanować nad swoją zwyczajową chęcią walki i po prostu pozwoliła, by przedstawienie trwało w najlepsze. Gdyby miała inny nastrój albo uparła się, że nie odejdzie stąd, dopóki wiedźmy nie pokona, a o ile nawet nie zabije, to pewnie sprawy potoczyłyby się zupełnie inaczej. Mimo wszystko jednak wróżka była pewna swej siły i swych racji, wiedziała doskonale, że wojna, na którą właśnie się wybrała, jest wygrana, toteż nie czuła się źle, kiedy podejmowała się prowadzenia niezbyt przyjemnych pertraktacji z przeciwniczką, którą mogła tak łatwo wpędzić w kłopoty. Właściwie, spokojnie można powiedzieć, że patrzenie na kabaret, jaki powstał właściwie tylko dzięki zachowaniu córki demona, było dla Niedźwiedzicy czymś przyjemnym, może nieco nowym, ale z całą pewnością satysfakcjonującym, dlatego ciągnęła tę zabawę tak długo, jak tylko mogła, by z błyskiem w oku patrzeć, jak jej przeciwniczka odchodzi, jak niepyszna.
Na tym ich spotkanie się zakończyło, ale przecież miały bawić się dalej. Niedźwiedzica nie przywiązywała obecnie tak wielkiej wagi do wojny, jaka miała zaraz się rozpocząć, to były problemy Przyziemnych, a nie jej własne, ona jedynie uczestniczyła w nich dla rozrywki, nic zatem dziwnego, że nim jeszcze nastał świt, opuściła obóz pod postacią najpierw myszy polnej — czego nie lubiła, ale musiała przyznać, iż bywało użyteczne — potem zaś sokoła, by ostatecznie objawić się przed wiedźmą już w swej własnej formie. Uśmiechnęła się do niej zadziornie, a oczy zdawały się pałać chęcią walki, przyjrzała się jej uważnie, jakby chciała sprawdzić, czy ma przed sobą faktycznie wczorajszą rozmówczynię, a w tym czasie przesuwała powoli palcami po pasach, które przecinały jej pierś na napierśniku. Zabrała ze sobą oczywiście topór, dwa krótkie noże o wąskich ostrzach oraz czakram, z którym właściwie się nie rozstawała. Już nie.
- Piękny mamy poranek, na wyrównanie rachunków - powiedziała cicho, mrucząc, i uśmiechnęła się ponownie, by zaraz nieznacznie przekrzywić głowę. Ciekawa była, co wiedźma na to i czy postanowi ją zaatakować, czy jednak to jej przypadnie tym razem palma pierwszeństwa, w ramach odwetu za wczorajsze, słowne utarczki.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo