Oscar Roberts

52


184 cm


Their howls are sending chills down my spine







[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Marianne
- Jestem bardzo konkretnym człowiekiem, taka moja przypadłość - odparł na to prosto. Może nie brzmiał nazbyt uprzejmie tak przechodząc z miejsca do rzeczy, ale z drugiej strony i to można było spokojnie uznać za troskę. Nie był chyba najbardziej czuły, ale jednocześnie w tym wszystkim był naprawdę konkretny, dzięki czemu nie ociągał się nadmiernie, nie zostawał daleko w tyle i starał się ustalać fakty, zanim brał się do plotek. Być może wiązało się to również z jego wychowaniem, z faktem, że miał młodsze rodzeństwo, którym zajmował się od dawna, o które musiał się troszczyć, ale które tak samo trzeba było strofować i pouczać. Nie bawił się wtedy z nimi w jakieś płacze, krzyki i cholera wie co jeszcze, jedynie wymagał konkretnych odpowiedzi na stawiane pytania. Musiał wiedzieć, co się stało, kto zaczął i jak się to skończyło. Tak więc oczekując konkretów od Savio, w pewnym sensie faktycznie przejawia troskę o młodszego wilka.
Owszem, wiedział, a wszystko dzięki Eve i temu, że chciała jednak dzielić się z nim posiadaną wiedzą, co aż tak Oscara nie dziwiło, ostatecznie bowiem wszyscy jechali na jednym wózku i musieli mierzyć się z tym samym niebezpieczeństwem. Dlatego też chciał porozmawiać o obcym wilku, przekonać się, co może Savio o nim wie i jakie ma w stosunku do niego odczucia, bo to wszystko składało się na jakiś całościowy obraz. Roberts zaś irytował się coraz mocniej z uwagi na to, że Litwin uciekał przed nim jak jakiś skończony tchórz. Zawsze mu się wymykał, a słowa Eve o tym, że być może posiada jakieś większe zdolności, jedynie dolewały oliwy do ognia. Zmarszczył lekko nos, w sposób typowy dla wilka, któremu coś nie do końca się spodobało, a widać było już wyraźnie, że brał bardzo poważnie całą tę sprawę tajemniczego Litwina.
- Nikt. Ale nie podoba mi się to, zarówno ty, jak i Eve, nie jesteście skłonni mu ufać, a fakt, że nie chce mi się pokazać, jest dodatkową zagwozdką. Wie, że coś o nim wiem? Znam go? Boi się, że coś mu zrobię? Chce powstrzymać powstanie Azylu? Jest tyle pytań, na które nie mam odpowiedzi, że to aż irytujące. Powiedz mi, gdzie go spotkałeś? - odparł kręcąc nieznacznie głową. Chciałby być bardziej konkretny albo pomocny, ale co miał zrobić, jeśli podobnie do wszystkich pozostałych błądził wściekle, jak we mgle. Na dokładkę nie był w stanie stanąć pyskiem w pysk z Litwinem, to zaś coraz bardziej rozsierdzało żyjącą w nim bestię, a teraz Savio przez chwilę mógł wyczuć jego napięcie i wzrastającą chęć, by komuś porządnie strzelić zębiskami przed twarzą. Nie, gniew nie był skierowany na rozmówcę, ale na umykający wciąż cień. - Uważasz... że mógłby się mnie bać? - spytał więc jeszcze prosto z mostu.
Czekał na to, czy dowie się czegokolwiek o Kieranie. To, że o niego pytał, choć przecież wcale za nim nie przepadał, nie było wcale takie dziwne. To, że nie zgadzał się z alfą watahy w wielu kwestiach, nie oznaczało wcale, że życzył mu źle, nie życzył również źle całemu stadu, wręcz chyba martwił się o nich jeszcze bardziej po występach Kierana na zgromadzeniu. Nie mówił tego na głos, bo nie było jego zdaniem takiej potrzeby, nie musiał sprzedawać tej informacji każdemu, a podejrzewał, że młodociany alfa z niektórymi zdążył już podzielić się swoją opinią na jego temat. To zaś mało go obchodziło, bo ostatecznie to Kieran zachował się całkowicie nie mądrze w czasie tych prowadzonych rozmów, on zaś był za stary, żeby robić sobie cokolwiek z tego, że ktoś jest na niego obrażony z powodu tego, iż powiedział mu prawdę.
- Niedobrze - mruknął i zagryzł nieznacznie wargę. - Nie przychodzi ci do głowy żadna potencjalna możliwość? Mógł pójść szukać naszego wścibskiego wilka? Poszedłby na rozmowy z Clave nikomu o tym nie mówiąc? Wyjechałby? - rzucił więc prędko starając się wymyślić coś, co byłoby w tym wypadku jakąś słuszną drogą. Co mogli zrobić, tego jeszcze nie wiedział, ale zaczął z miejsca odpisywać Fao i dał również znać Eve, w końcu kobieta miała całkiem sporo możliwości, jeśli szło o szukanie osób, które chciały pozostać w ukryciu. - Lepiej daj znać Sonii i Elenie, może one coś wiedzą?
 

Savio L. Oberto-Wicario

25 lat


187 cm


Your eyes stare right through me







[Cytuj]
Czy faktycznie można było określić tajemniczego przybysza mianem tchórza? Był raczej przemyślny i z niektórych punktów widzenia wyglądał raczej na kogoś, kto lubi mieć pewne rzeczy pod kontrolą, co z kolei dawało mu możliwość do subtelnej manipulacji, wiedząc, że to on ma przewagę podczas słownej konfrontacji. Nie wspominając już o nietypowej dzikiej aurze, która zdawała się przyciągać do niego wilki. Każdego dnia poznawał codzienne zwyczaje i rytuały swoich celów, po czym wkraczał do akcji w momencie, gdy druga osoba najmniej się tego spodziewała lub kiedy wiedział, że dłużej już nie może ukrywać się wśród cieni. Jego ruchy były podstępne, ale logiczne i dało się je zrozumieć, jeśli pochyliło się nad postacią blondyna dokładniej, badając dokładniej pewne aspekty jego zachowania.
Jeśli wciąż śledzi inne wilki to można założyć, że już w miarę dobrze poznał miasto. Za mną chodził przez parę dni, a każdemu zdarza się spędzić trochę czasu poza swoją dzielnicą. Mógł zawitać w okolice twojego domu lub wyczuć Twój zapach na osobach, które ma pod obserwacją. Może się dziwił, a może wyczuł coś szczególnego. Potem doszły do niego plotki o Azylu, który jest przez Ciebie tworzony – gdybał sobie Savio, bardziej próbując znaleźć powód dziwnego zachowania Litwina niż odpowiedzieć w ten sposób na pytania Oscara. – Jeżeli planuje coś dużego i dotyczy to większej ilości osób, których mógłby potrzebować, to Twoja działalność mogłaby stanowić dla niego konkurencję. Azyl działałby bezinteresownie, pomagając każdemu, kto potrzebowałby wsparcia. To dobre rozwiązanie dla tych, którzy nie chcą żyć w watasze. A nie wiadomo czego chce Arunas i czy nie ma do zaoferowania czegoś, co dla niektórych brzmiałoby atrakcyjnie. Powiedzmy czysto teoretycznie, że potrafi "pogodzić cię" z Twoim wilkiem, ale czegoś chce w zamian. Taka osoba byłaby skazana na jego pomoc, jeśli nie chciałaby dołączyć do większej grupy, a zależałoby jej na rozwiązaniu problemu. Azyl wypełnia tę lukę.
W duchu miał nadzieję, że nie chodzi akurat o to, a o przywódczą aurę, która mniej lub bardziej biła od starszego mężczyzny. Jeśli cała ta sprawa wiązałaby się jeszcze z Azylem, to byłoby to ogromnym niefartem. Ledwo powstała jakakolwiek inicjatywa, aby pomóc niezrzeszonym i akurat w mieście pojawiał się ktoś, komu była ona nie na rękę? Przypadki się zdarzały, ale to zakrawało na jakiś chory żart.
Ehh, tak wiele zależało od tego, co tak motywowało Litwina do przyjazdu do Anglii. I nie chodziło tylko o jedno i to samo zdanie, które powtarzał każdej napotkanej osobie, jakoby zależało mu jedynie na bezpieczeństwie pobratymców. Za tym musiało się kryć coś więcej i musieli dowiedzieć się co, jeśli chcieli dojść do sedna całego tego problemu i jakoś mu przeciwdziałać. Może gdyby wyjawiłby im wszystko od razu, mogliby nawet dojść do jakiegoś porozumienia i nie musieliby wplątywać połowy wilkołaków w śledztwo? Tyle problemów mogłoby zostać rozwiązanych przez zwykłą, spokojną, dyskusję przy stole i wyjawienie swojej prawdziwej natury. Przecież byli cywilizowanymi ludźmi, razem mogliby osiągnąć więcej niż oddzielnie. Nie musieliby podbierać sobie ludzi, terytorium, wiedzy tylko po to, aby zadać cios drugiej stronie. Jeśli na czymś zależało w tej chwili Włochowi to na tym, aby w mieście nie wybuchł teraz jakiś konflikt, zwłaszcza taki w który zamieszany by został każdy jeden przedstawiciel wilkołaków.
Na podziemnym parkingu w Centrum Handlowym – odparł, wzdychając cicho. –Nie tyle bać, ile obawiać. Jeśli obrał York na swój cel podróży, zanim tutaj zawitałeś, to Twoja obecność mogła go zdziwić. Wytrącić z równowagi nawet. Stałeś się swojego rodzaju niewiadomą, która na dodatek zaczęła się angażować w sprawy wilczej społeczności.
Wrócił myślami do wspomnianego przez siebie miejsca. Może odpowiedzi należałoby szukać u źródła, zamiast czekać, aż po spotkaniu z którymś wilkiem nowy gość nieświadomie wypali coś ważnego, a co naprowadzi ich na trop ich planu. Przygryzł dolną wargę. Należałoby to rozważyć.
Mógł gdzieś zniknąć – przyznał niechętnie po dłuższej chwili. – To znaczy z własnej woli. Bardziej martwi mnie to, że nikogo o tym nie powiadomił, zwłaszcza że był umówiony z Fao.
Lekko podenerwowany całą sytuacją, skinął automatycznie głową, a słysząc o Sonii i Elenie, od razu zaczął wertować skrzynkę kontaktową w poszukiwaniu ich numerów. Tak, dziewczyny zdecydowanie powinny się o tym dowiedzieć, nawet jeśli później okaże się, że Kieranowi wyładowała się komórka i po prostu nie mógł uprzedzić wilczycy, że się spóźni lub w ogóle nie pojawi na spotkaniu. Swoją drogą był ciekaw, czemu mieli się spotkać. Czy mogło to dotyczyć miejsca zamordowania Dagon, którego tak usilnie poszukiwał wilkołak? Może Savio zbyt długo czekał ze ściągnięciem Aidena do domu watahy i Alfa zdecydował się wziąć sprawy we własne ręce? Przygryzł dolną wargę, coraz bardziej zaniepokojony, jednak starając się trzymać nerwy na wodzy. Jeśli teraz zacznie histeryzować, to na pewno niczego nie wymyślą ani się nie dowiedzą.
Po napisaniu krótkiej, acz treściwej wiadomości, odłożył telefon na blat i zaczął wciągać jedną frytkę za drugą, jakby jedzenie miało w jakikolwiek sposób przyśpieszyć oczekiwanie na odpowiedź od którejś z członkiń stada.
I was too used to heartbreak I became the best friend with disappointment and lost faith in destiny
sałata

 

Oscar Roberts

52


184 cm


Their howls are sending chills down my spine







[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Marianne
Dla Oscara Litwin był tchórzem. Wiązało się to niewątpliwie z jego dość władczą aurą, z faktem, że w oczach wielu wilków mógł uchodzić za alfę, był starszy, silniejszy i na pewno bardziej doświadczony niż większość mieszkających w Yorku jednostek. I właśnie z tego powodu irytował go fakt, że tajemniczy przeciwnik uciekał przed nim i wodził go za nos, jakby nie miał nic lepszego do roboty. Roberts nie był jednak aż tak wielkim głupcem, by nie chcieć wysłuchać tego, co Savio ma do powiedzenia i by nie zacząć konstruować na tej podstawie jakiś potencjalnych, dodatkowych cech przeciwnika. W skupieniu przesunął palcami po brodzie, jakby w ten sposób mógł się bardziej skupić i przez moment właściwie trwał w bezruchu, wpatrując się jedynie w jakiś punkt ponad ramieniem młodszego wilka. Spojrzał zaraz na niego bardzo uważnie, po czym skinął lekko głową.
- Możesz mieć rację. Spotkałeś go, więc wiesz na jego temat o wiele więcej niż ja. Opieram się jedynie na waszych słowach i zapachu, jaki sam czułem i za jakim staram się podążać, więc moja wiedza jest całkowicie niekompletna. Jeśli jednak Azyl w jakimś sensie mu wadzi, być może nęcąc mnie stara się odciągnąć moje myśli od budowy i wszystkiego, co jest z tym związane. Drażni mnie i doskonale zdaje sobie z tego sprawę, musi również wiedzieć, że nie jestem tak doskonałym tropicielem, jak mógłby wskazywać na to mój wiek, pewnie dlatego potrafi się przede mną ukryć. Zastanawiam się jednak, dlaczego tak się chowa. A przede wszystkim - gdzie - odezwał się po chwili zwracając uwagę na jeszcze jedną istotną kwestię. Nie mieli najmniejszego pojęcia, gdzie dokładnie przebywał Litwin, kiedy akurat nie śledził nikogo z nich, gdzie żył, gdzie sypiał, gdzie się ukrywał przed ich spojrzeniem. W mieście? Wynajmował jakiś pokój? Czy może krył się po lasach, mając tam jakiś szałas, w którym przetrzymywał ubrania? Potrzebowali pójść jego tropem, teraz Oscar był tego coraz bardziej pewien. Na razie błądzili jak we mgle, stawiali wiele pytań i jednocześnie właściwie czekali na to, aż mężczyzna pojawi się w ich życiu. Ten zaś wykorzystywał ich, jak tylko chciał, jak mu się podobało, na dokładkę wszystko wskazywało na to, że przynajmniej częściowo znał ich słabości, a co za tym idzie, wiedział, jak należy zagrać im na nosie, by wściekli się albo wręcz przeciwnie - ulegli mu. Oscar poruszył się lekko.
- Posłuchaj, Savio. Musisz mi powiedzieć, czy on cię oczarował? I czy wiesz, że spotkał kogoś jeszcze, poza tobą i Eve? Odnoszę wrażenie, że zareagowaliście na niego bardzo różnie, być może on też reagował odmiennie... Czy bał się patrzeć ci prosto w oczy? Zdawał się speszony? Cokolwiek takiego? - zapytał cicho, dość łagodnie, ale w jego głowie powstała myśl, iż Litwin może uciekać przed silniejszymi wilkami i z tego powodu nie spotkał się jeszcze ani z nim, ani z Kieranem, Eve zaś w końcu zmusiła go do tego, by wyszedł z ukrycia i przestał z siebie robić idiotę. Miała nad nim władzę, przynajmniej w tamtej chwili, istniał więc cień szansy, że i jemu się to powiedzie. Najpewniej, choć trudno było to ocenić.
I pewnie w pełni skupiałby się dalej na Litwinie, gdyby nie wypłynął problem Kierana, na który Oscar marszczył brwi. Nie podobało mu się to, a w zestawieniu z całą serią niefortunnych zdarzeń, jaka miała ostatnio miejsce w Yorku, niepokoił się jeszcze bardziej. Przez mgnienie oka Savio mógł dostrzec, że oczy jego rozmówcy stały się złociste, a wilk zaczął węszyć dość wściekle, jakby starał się złapać jakiś trop, zaraz to wszystko jednak zniknęło, a Roberts skinął głową.
- Właśnie, to mnie martwi. Fao na niego czeka... - powiedział zerkając na komórkę, ale ta milczała, co spowodowało, że Oscar zagryzł lekko wargę. - Nie wiadomo gdzie - dodał, po czym postanowił do niej zadzwonić, ale chociaż ponawiał dwukrotnie wybieranie numeru, odpowiadała mu jedynie skrzynka głosowa po niemiłosiernie długich sygnałach. To już zaczynało wprawiać go w poważny niepokój i konsternację, wyraźnie musieli zacząć działać. - Nie odbiera, zapadła cisza. Czyżby to była pułapka...?
 

Savio L. Oberto-Wicario

25 lat


187 cm


Your eyes stare right through me







[Cytuj]
A i owszem, władcza aura, którą roztaczał wokół siebie Anglik, również mogła skutecznie odstraszyć od niego przybysza ze wschodniej Europy. Coś jednak podpowiadało Savio, że motywacje wilka były dużo bardziej skomplikowane. Do tej pory trzymał się z dala od dwóch głównych graczy na arenie wilkołaczej społeczności w tym mieście, a bardzo swobodnie zagadywał do całej reszty.
Musi mieć kryjówkę gdzieś w mieście – stwierdził po chwili wilkołak. – Może nawet gdzieś w centrum. Jeśli obserwuje kilka osób naraz, to musi mieszkać w miejscu, z którego ma łatwy i szybki dojazd do większości dzielnic. Wątpię, aby chciało mu się codziennie dojeżdżać z jakiegoś motelu pod miastem.
W swoich rozmyśleniach nie brał nawet pod uwagę tego, że tajemniczy wilk może zmieniać formę podczas podróży po mieście. Po pierwsze byłoby to zauważalne wśród zwykłych mieszkańców miasta, a poza tym traciłby ciuchy przy każdej przemianie w dzikiego zwierza. Chyba że w całym mieście miał poukrywane skrytki z ciuchami, ale akurat tę ewentualność mogą ze spokojem wykreślić. Komu by się chciało bawić w coś takiego i to na dodatek w miejscu, w którym najwyraźniej jest się od niedawna i tylko przejazdem? Takie zachowanie bardziej pasowało do kogoś, kto mieszkał w York od co najmniej kilku lat i wiedział, które miejsca są bezpieczne na ukrywanie własnych zapasów bez ryzyka, że bezdomni się do nich dobiorą czy po prostu natknie się na nie ochrona na jakimś terenie zamkniętym.
Jeśli zaś chodzi o jego obecne miejsce zamieszkania, to może powinni podzwonić po hotelach lub popytać wśród ludzi, którzy siedzieli w branży? Jeśli Arunas to było prawdziwe imię wilka, a nie pseudonim i posługiwał się nim także w świecie śmiertelników, to może udałoby im się go w ten sposób namierzyć albo chociaż zawęzić krąg poszukiwań. Imię to nie było raczej specjalnie pospolite, zwłaszcza w tych okolicach, więc ktoś mógł zwrócić uwagę na nietypowego mężczyznę. Chyba że wynajął on mieszkanie bądź takowe kupił lub pomieszkiwał kątem u jakiegoś znajomego. Frustracja w Savio powoli zaczynała rosnąć. Przy każdej kolejnej rozmowie tego typu, był na siebie coraz bardziej wściekły, że wie o przybyszu tak niewiele. Ilość domysłów i szczątkowych poszlak była wręcz przytłaczająca w porównaniu do faktów, których byli pewnie w stu procentach.
Moim zdaniem ukrywa się, bo chce ocenić nasze możliwości z ukrycia. To znaczy podczas obserwacji poszczególnych jednostek – sprecyzował szybko. – W tym mieście co rusz dzieją się jakieś dziwne rzeczy, a on twierdzi, że chce sprawdzić, czy jesteśmy bezpieczni. Może chce się zorientować, jak zachowujemy się na co dzień pod wpływem tego, co się dzieje.
Wzruszył ramionami, wrzucając kolejną frytkę do ust. Powiedział już to samo wcześniej Kieranowi i wciąż uważał, że to jedna z lepszych teorii. Śledzenie ich dla samego śledzenia mijało się z celem, chyba że chciał sprawdzić, jak się zachowują, gdy nikt im nie patrzy na ręce i jak reagują, gdy orientują się, że ktoś zaczyna się przyglądać ich codziennym poczynaniom. Sam Litwin powiedział mu, że obserwuje swoje otoczenie dokładniej od innych. Był to swoisty komplement, ale określenie tego wymagało uprzedniej obserwacji. I dawało wyraźny sygnał, że niektórzy mogli nawet nie być świadomi tego, że Arunas za nimi chodzi, co było dość niepokojącym spostrzeżeniem. Czy mogło mu zależeć na tym, aby dowiedzieć się, w czym dany wilk jest najlepszy? Może to był swojego rodzaju test? Zauważysz mnie, to zacznę się tobą interesować, a jak nie to jeszcze sobie popatrzę, a potem zostawię w spokoju?
Można tak powiedzieć. Wilk zdawał się... ześwirować, jak jakaś nastolatka na jego widok – przyznał, ignorując reakcje swojej drugiej natury, która wydawała się co najmniej niezadowolona z takowego stwierdzenia. – Ciągnęło go do utrzymania kontaktu z Arunasem i myślę, że w pewnym momencie mnie też by zaczęło.
Lekko się speszył, ale nie miał zamiaru niczego ukrywać. Teraz było mu wstyd, że dał pewnej części siebie tak łatwo się podejść. Gdyby nie jego hamulce, Księżyc jeden wie, jak daleko to mogło zajść. A gdyby jeszcze Aiden się o tym dowiedział... Wprawdzie nie byli jeszcze wtedy ze sobą, ale uczucia, jakim teraz się darzyli, już wtedy zaczynało w nich dojrzewać. Już teraz był pewien, że czarownik mógł nie przyjąć dobrze tego, że ktoś się kręcił wokół wilka. Mogło się to skończyć źle. Zarówno dla Francuza, Savio, jak i samego Arunasa.
I nie, nie wydawał się przestraszony. Był miły, komplementował moje zdolności i to, że w ogóle wyczułem, że coś jest nie tak. A kontakt wzrokowy starał się wręcz utrzymywać – mruknął, marszcząc brwi. – Wydawał się pewny siebie, przynajmniej moim zdaniem.
Od spotkania minął już dobry kawał czasu i chociaż nie była to jedna z tych rozmów, o których się szybko zapomina, tak pewne szczegóły powoli zaczynały się zacierać, chociaż do wydarzeń tamtego dnia wracał myślami wielokrotnie.
Obie odpisały – poinformował po dłuższej chwili pisania z dwiema wilczycami. – Elena mieszka teraz w domu stada. Nie widziała Kierana od kilku dni i nie ma z nim kontaktu. Sonia też nic nie wie o jego wyjeździe, ale wie, że nie pojawił się też w swoim studiu.
Savio zacisnął zęby, mocno niezadowolony z tego wszystkiego. Robił się co najmniej poirytowany i miał coraz większą ochotę na to, aby wylecieć z kanapkarni i zacząć poszukiwania Arunasa na własną ręką tym razem, nie siląc się na podpytywanie tu i tam tylko szukanie odpowiedzi u źródła.
I was too used to heartbreak I became the best friend with disappointment and lost faith in destiny
sałata

 

Oscar Roberts

52


184 cm


Their howls are sending chills down my spine







[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Marianne
Oscar nie był aż tak próżny, by z góry zakładać, że nieznajomy nie chce mu się pokazać, bo się go boi. Prawda było jednak, że nie zbliżał się do niego, a gdy tylko Roberts starał się nim jakoś zainteresować, jego ślad szybko znikał. Jeśli słusznie rozumował, Litwin przychodził do innych z własnej woli, ale tylko Eve niejako gł wezwała, to zaś sugerowało, że mężczyzna ulegał jedynie silniejszym od siebie. Nie, Oscar nie zamierzał ubliżać innym wilkom z Yorku, ale kalkulując spokojnie dochodził do wniosku, że Litwin faktycznie może omijać tych, których w pewnym sensie się obawia. Przypomniał sobie również uwagę Eve, jakoby nieznajomy twierdził, że to alfa przychodzi do obcego i nieco się naprężył. Dość. Musiał go znaleźć albo po prostu zmusić do tego, żeby do niego przyszedł, stanął przed nim i powiedział, czego chce.
- Masz słuszność - stwierdził spokojnie, gdy Savio skończył mówić. - Jeśli śledzi nas wszystkich, musi znajdować się w wielu miejscach Yorku o różnych porach. Musi więc przemieszczać się po mieście szybko, ale nie sądzę, by miał do tego samochód. Rower? Komunikacja miejska? Hotel albo stancja gdzieś, skąd jest w stanie dojechać w większość miejsc w Yorku. Do lasu jest faktycznie zbyt daleko, by ciągle do niego biegać - stwierdził, skinąwszy głową z uznaniem. W końcu Savio kalkulował obecnie całkiem dobrze, a już zdecydowanie na chłodno, podobało mu się to, że Włoch myśli. - Myślałem o lesie, bo wspominacie o tej dzikości i pierwotności. Może to też swoisty rodzaj… Oszustwa - dodał jeszcze z namysłem, jednocześnie nieznacznie marszcząc nos. Mieli dużo możliwości, to prawda, a Oscar również nie był taki całkiem sam jak palec, jak mógł sądzić. Wspomniał, że zadzwoni do znajomego, którego motel zaprojektował, ten miał z całą pewnością o wiele więcej możliwości dotarcia do innych krewnych królika z branży hotelowej. Może to coś im da? Oczy Oscara błysnęły jeszcze lekko i zasugerował, by poprosić o pomoc Eve. Ostatecznie to ona była tytan dziennikarzem śledczym i na pewno miała spore doświadczenie w wyciągania potrzebnych jej danych. To brzmiało już jak jakieś zadanie, jakieś cele, których mogli się chwytać, a nie tylko siedzieć z założonymi rękami.
- Do tego ta pieśń. Jakby Krwawy Księżyc i wszystko co z pełnią związane nie miało do nas dostępu. Chce nas czegoś nauczyć, pokazać własną potęgę? Zmusić do czczenia Księżyca? Boję się, że zaczyna szukać słabych ogniw… - odparł Oscar kiwając głową z namysłem. Zgadzał się z Savio, że Litwin ich testuje, nie wiedział jednak zupełnie, po D jakim kątem i pewnie nie byłby o tym do końca przekonany, gdyby nie to, co opisał mu w kolejnej chwili Włoch. Młodszy wilk mógł spokojnie dostrzec, jam basior stawia metaforycznie uszy, jak wietrzny jakiś trop, jak dostrzega jakąś pierwszą nić, której próbuje się chwycić.
- Nie wiem, oku z nas spotkał, ale na każdego działa tak ogłupiająco zapachem i spojrzeniami, słowami. To już wiem. Tylko widzisz, Eve unikał. Nie chciał patrzeć jej w oczy i przyszedł do niej, gdy się do niego odezwała. Czyżby był od niej słabszy? Być może byłaby w stanie zmusić go ponownie do ujawnienia się. Tylko nie pojawia się teraz w okolicy naszego bloku. Jego woń jest tam słabsza… - stwierdził, a następnie spojrzał uważnie na Savio i zapytał go poważnie, jakie są jego zdolności, jeśli idzie o tropienie. Sam Oscar nie był w tym rewelacyjny, ale przecież mogli połączyć siły, zrobić coś więcej, zachować się w sposób sugerujący atak, a nie tylko biernie siedzieć i czekać na to, co dokładnie przyniesie los, cokolwiek by to miało być. Sprawy jednak zaczynały się coraz bardziej komplikować, bo wiadomości od Eleny i Sonii nie były dobre, a Fao milczała jak zaklęta, nie odpowiadając na kolejne próby, czy cokolwiek takiego. Teraz basior zaczął się kręcić, zachowywał się niespokojnie, ale widać było, że próbuje podjąć jakąś decyzję i nie było sensu za długo się wstrzymywać.
- Zgodzisz się, żebym poszedł z tobą do domu watahy? Nie wiem, czy tam mogą być, ale to pierwsze miejsce, które kojarzy mi się, gdy myślę o ich spotkaniu. Jeśli nie, może znajdziemy tam jakiekolwiek ślady? Chcę pomóc, jak najszybciej. Nie wiadomo, co się stało i co nas jeszcze czeka, nie ma co zwlekać - powiedział bardzo poważnie, pijąc dość prędko chłodną wodę. Wiedział, że prosi o wiele, ale teraz nie mogli myśleć o jakiś zasadach dobrego wychowania, bo, cholera!, może właśnie na szali ważyło się życie Kierana i Fao, a to całkiem sporo.
 

Savio L. Oberto-Wicario

25 lat


187 cm


Your eyes stare right through me







[Cytuj]
Stawiałbym na komunikację miejską. Dzięki temu może szybko zmienić trasę w razie potrzeby i zwiększa to jego szansę na pozostanie niewykrytym z większej odległości. Jego zapach przemieszałby się z zapachem pasażerów – spojrzał na Oscara, jakby czekając na potwierdzenie swoich przypuszczeń. – Myślisz, że jakoś go... podrobił?
W duchu musiał przyznać, że do tej pory nie brał pod uwagę takiej ewentualności. Wiedział, że istnieją sposoby na ukrycie swojego prawdziwego zapachu, w końcu można było go minimalnie stłumić perfumami czy innymi specyfikami, ale woń dziczy, którą niósł ze sobą Arunas nie wydawała się ani trochę sztuczna. Gdy pojawił się przy nim, Savio miał wrażenie, jakby ktoś przeniósł go tysiące kilometrów stąd do miejsca, w którym stopa śmiertelnika nie postawiła kroku od wielu, wielu lat, jeśli w ogóle kiedykolwiek. Czy istniały sposoby na to, żeby oddać takie uczucie aż tak realnie? Chyba że magia miała w tej sprawie swój udział, co dodatkowo wszystko utrudniało. Im więcej czasu spędzał z Aidenem tym coraz bardziej wydawało mu się, że przy jej użyciu daru czarowników można dokonać niemalże wszystkiego. Może nawet zmienić zapach wilkołaka i uatrakcyjnić go nieco? Mimo wszystko nie dodawało mu się to. Był w stanie zrozumieć manipulację, zbijanie ich z tropu pół-prawdami i niedopowiedzeniami czy nęcenie ich swoją naturalną aurą, ale żeby męczyć się jeszcze ze zmianą zapachu? Za dużo zachodu dla niezbyt pewnego efektu. Poza tym takowe zaklęcie raczej nie mogło trwać wiecznie, a magiczne usługi bywały drogie.'
Na sugestię, aby poprosić Eve o pomoc skinął głową. Kobieta miała swoje dojścia, więc może, któryś z jej znajomych wpadł przypadkowo na jakieś informacje dotyczące przybysza z Litwy.
Jeśli ma jakieś kontakty w policji to może mogłaby podpytać tam? – zaproponował niepewnie, próbując sobie przypomnieć szczegóły rozmowy z wilkiem. – On chyba wspominał, że York nie był jego jedynym przystankiem podczas podróży. Może w drodze tutaj miał miejsce jakiś incydent czy coś? Nie wiem, przekroczył prędkość albo przeszedł przez ulicę w złym miejscu.
Nie proponował nawet, żeby rudowłosa próbowała dorwać się do jakichś litewskich policyjnych baz danych. Trwałoby to zbyt długo i możliwe, że byłoby to zbyt duże ryzyku. Poza tym nawet, gdyby udało im się dostać jakieś informacje z Litwy, nie wiadomo ile potencjalnych Arunasów byłoby do sprawdzenia. Pozostawało mieć nadzieję, że mężczyzna był buntownikiem i zdarzyło mu się na oczach funkcjonariuszy prawa nie pofatygować się do najbliższego przejścia dla pieszych.
To by się łączyło z tym, że szuka ewentualnych ludzi, prawda? Wilki, zwłaszcza te młodsze, mają problemy z przemianą i nie zgadzają się ze swoją drugą naturą. A opcja, dzięki której nie musieliby się zmieniać podczas pełni byłaby ciekawa, że tak powiem – mruknął.
Martwiło go to. Sam raczej nie zgodziłby się na coś takiego. Każda kolejna przemiana, mniej lub bardziej bolesna, czegoś ich uczyła. Sprawiała, że coraz lepiej poznawali się z wilkiem i lepiej go rozumieli, co owocowało tym, że nie zawsze musieli się spierać o kontrolę i łatwiej było osiągnąć równowagę. Tak naprawdę podczas ostatniego wypadu w ogóle mogli się nie przemieniać. Zrobili to, bo tego chcieli, nie dlatego, że ich bestie chciały się wyrwać na zewnątrz pod wpływem światła księżyca.
Może nie chciał z nią zadzierać – powiedział cicho. – Mam wrażenie, że Eve jest bardziej... charakterna ode mnie.
Na pytanie o zdolności tropienie, zamilkł na dłuższą chwilę, zastanawiając się, czy mogą one na wyższym poziomie niż Oscara. W końcu o to musiało mu chodzić, prawda? Gdyby wiedział, że sam jest w tym dobry, to nie zadawałby tego pytania, bo przy ewentualnych poszukiwań, sam by sobie dobrze poradził ze swoim nosem. Gdy w końcu się odezwał, oznajmił mężczyźnie, że jego zdanie, jego zdolności są raczej na przeciętnym poziomie, chociaż w porównaniu z innymi wilkami w jego wieku może być u niego nieco lepiej. W końcu trenował od wczesnej młodości, może to też miało na niego jakiś wpływ.
Słysząc o wyprawie do domu stada, zamrugał zaskoczony. Nie spodziewał się takiej propozycji. Czy Kieran miałby coś przeciwko temu? Przecież jego tu nie ma. I w sumie to robisz to dla niego, pomyślał Włoch, bijąc się z myślami, chociaż wiedział, że decyzja może być tylko jedna. Najwyżej oberwie, jeśli się okaże, że źle zrobił. Miał dobre intencje i chciał się, jak najszybciej dowiedzieć co się stało z Alfą.
Zabiorę cię tam – zgodził się Savio. – Jeśli Arunas ma coś wspólnego ze zniknięciem Vaughana to cała ta sprawa robi się coraz poważniejsza i niedługo może dotyczyć wszystkich wilków.
Mężczyźni na szybko skończyli posiłek, po czym wyszli na zewnątrz, a przez całą drogę do domu watahy, wyobrażał sobie, co zrobi, jeśli Litwin faktycznie miał swój udział w zniknięciu jego przyjaciela. Czy naprawdę ryzykowałby gniew całego stada, którego członków próbował sobie zjednać? Eh, pozostawało tylko czekać na rozwój zdarzeń i to, czy uda im się czegoś dowiedzieć w posiadłości wilkołaków.

z/t x2
I was too used to heartbreak I became the best friend with disappointment and lost faith in destiny
sałata

 

Haru Shimizu

25 lat


180 cm


From the shadows comes a wolf, yet he's no ordinary predator.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Bycie wilkiem niosło ze sobą zasadnicze plusy – byłeś szybszy, zwinniejszy i silniejszy od pozostałego grona – w Twoim przypadku z naciskiem na to ostatnie. Dodatkowo wolniej się starzałeś, a wszelkie rany nie robiły Ci większej różnicy – no poza tymi, które zadano srebrem. Szczęśliwie na dzień dzisiejszy nikt takowych nie zadał. Miejmy nadzieję, że nieprędko do tego dojdzie. Z minusów w grę wchodziło dzielenie głowy z alter ego, koniecznością przemiany w pełnię, momentalna drażliwość i nieposkromiony prawdziwie wilczy apetyt poprzedzony szybszym metabolizmem. I nagle umiejętność gotowania przynosiła prawdziwe profity – przypadek? Nie sądzę.
Z Oscarem znali się kilka lat – poznali we Włoszek i to w jednej z lepszych knajpek a co! Spotkanie z nim wilkołak argumentował chęcią i niejako potrzebą skonfrontowania i potwierdzenia pewnych doniesień na temat watahy. Tak, tak, zawsze się jej wystrzegał, co zresztą starszy wilkołak pewnie pamiętał, ale! W końcu nadeszły takie czasy, które wymuszały konieczność adaptacji. Dziwnie wzmożona aktywność łowców zaniepokoiła Sorę na tyle, by przełamać niechęć do działania w grupie. Dołączając do takowej wzrastała szansa na przeżycie, a jednocześnie malała na znalezienie go. Nie żeby jakoś się tego wystrzegał, ale szczerze? Wilkołak mimo wszystko wolał nie krzyżować dróg z łowcami, bowiem w tylko sobie znanych kaprysach mogliby go wydać. Prócz tego? No jak już wspomniane – no domyślcie się sami.
Na dzisiejsze luźne spotkanie chłopak przylazł… Jak to on. Na sobie miał zwykła koszulkę, jeansy, buty – nic, co wyróżniałoby go na tle innych – no może za wyjątkiem wspomnianej góry garderoby. Odkąd przeszedł przemianę, starał się w miarę skutecznie zakrywać blizny po zdartych runach, a że znajdowały się w mało trudnych do zasłonięcia miejscach… Tylko Ci bardziej obeznani oraz Ci, którzy kiedykolwiek ujrzą go bez koszulki, dotrą do źródła prawdy. Cała reszta pozostanie w słodkiej niewiedzy, bo prócz tych tyci detali, zapachem i w zasadzie sobą, niczym nie różnił się od przeciętnego, młodego wilkołaka.
Bar z kanapkami – i już wiesz, z jakiego powodu go tu przywiało. Do York zawitał nie tak dawno temu – wcześniej bywał przelotem. Rozchodzące się plotki docierały do jego uszu szybciej niż krzyki sąsiadki z naprzeciwka za notoryczne dokarmianie kotów. Ups? Nieprzejęty jej foszkami, chłopak uprzyjemnił czas czekania. Zamówiwszy sobie jedzenie złożone z własnej kompozycji, zajął miejsce tuż pod oknem, mniej więcej jeden stolik za sobą i centralnie pod ścianą. Widok zza okna oraz ten przed sobą, a więc na drzwi, mógł znacząco ułatwić w wypatrywaniu Oscara.

Some people will tell you werewolves can only shapechange under a full moon, but people also say there's no such things as ghosts.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Oscar Roberts

52


184 cm


Their howls are sending chills down my spine







[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Marianne
#3

Czy spodziewał się, że spotka tutaj Sorę? Nie, zdaje się, że to nawet nie przyszło mu do głowy, ale jak widać los lubi płatać figle i właściwie kocha ustawiać życie po swojemu, robiąc z nim to, co mu się podoba. W pewnym sensie Oscar cieszył się nawet, że będzie miał okazję zobaczyć się z młodym, bo dzięki temu przekona się, jak mu idzie i czy ma się już lepiej niż dawniej, czy stoi pewniej na łapach i czy aby przypadkiem nie wie, czego chce i gdzie chce osiąść na stałe. Było wiele różnych kwestii do poruszenia, jak również ta, że trzeba było uświadomić go w obecnej sytuacji Yorku, rzekomej watahy i powstającego właśnie Azylu, który mimo wszystko zaczynał piąć się w górę. Zwożono właśnie na budowę odpowiednie bale drewna, z których następnie miano stawiać ściany, trwały kontrole fundamentów i upewnianie się, że wszystko jest w należytym porządku. Wania miał wkrótce zamieszkać tam na bardziej stałe, by pilnować miejsca, a Opal przedstawiła wszelkie możliwości dotyczące zabezpieczenia terenu przed obcymi, na które Roberts przystał wiedząc, że będzie go to biło mocno po kieszeni, był jednak już w pełni pochłonięty ideą stworzenia dla wilków odpowiedniego miejsca, gdzie będą mogły żyć w spokoju i iść na przód, bez większych problemów i uwag z otaczającego je świata.
Przyszedł na miejsce spotkania jako drugi i rozejrzał się po knajpce, która ostatnio była chyba jednym z jego ulubionych miejsc. Nic zresztą dziwnego, bo w sumie nie znajdowała się aż tak daleko od budowy. W każdym razie dostrzegł Sorę zaraz po tym, jak jego nos wyłapał znajomy zapach i skierował się do stolika, przy którym usiadł bez żadnych dodatkowych wstępów. Uśmiechnął się łagodnie do młodego, który pewnie nie wyglądał już tak, jak wtedy, gdy się poznali, w końcu kolor włosów miał to do siebie, że lubił się zmieniać.
- Jakie wiatry przywiały cię do Yorku? - zapytał spokojnie. Wiedział, że pewnie spędzą tutaj dłuższą chwilę, więc zamierzał zamówić sobie coś do jedzenia i picia, ale w tej chwili potrzebował prostej odpowiedzi. Wyciągnął jeszcze wcześniej rękę i położył dłoń na ramieniu młodszego wilka, na moment zaciskając palce, był to gest powitania, kojarzący się nieco z relacją przyjacielską.
 

Haru Shimizu

25 lat


180 cm


From the shadows comes a wolf, yet he's no ordinary predator.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Wielgachna kanapka z szynką, pomidorkiem, sałatą i całą masą innych absurdalnych rzeczy w środku – obowiązkowo skąpanych w sosie czosnkowym, bo czemu nie? W brzuch mu od tego nie pójdzie wręcz przeciwnie. Przeliczając przez obecny metabolizm? Wilk spali spożyte kalorie w przeciągu… Znacznie krótszym niż przeciętny kowalski na bieżni. No a picie? Nie było czasu, bo nagle do nosa dociera znajomy zapach. I tak oto miało się niebawem rozpocząć długie posiedzenie oraz debata na tematy ważne i ważniejsze.
Sora w Yorku zawitał stosunkowo niedawno, ale to już wiecie. Do tej pory tylko „okazyjnie” przysłuchiwał się ostatnim plotkom z zewnątrz. Dziwne znikanie wilkołaków, rozłam wewnątrz tutejszej watahy, jakieś tam afery z łowcami, wróżkami i innym tałatajstwem… Wiedza kogoś starszego i bardziej obeznanego w sprawach York z pewnością się przyda przy układaniu strzępków informacji zdobytych na przestrzeni ostatnich kilku dni do tygodni maksymalnie. Prócz tego? Po przejściu przez pierwsze płoty, Haru z zachwytem posłucha o heroicznych wyczynach swojego znajomego. Nie, nie, to żadne zuchwalstwo a próba podlizania się tym bardziej.
Młody ze starszym nie przypadkowo poznali się w takich a nie innych okolicznościach. Już przy pierwszym poznaniu od Oscara buzował zapach ambicji i determinacji. Wiedziony własnymi celami, nie bez powodu wkładał tak wiele wysiłku we wszelkie prace podjęte w trakcie pobytu i podróży po świecie. Sora poniekąd mu tego zazdrościł, acz wyłącznie z początku.
Kierowany instynktem – heh, ależ to brzmi – szybko zaczął samemu angażować się w wiele mniejszych i średnich projektów – tak zwanych zleceń, za które otrzymywał uczciwą nagrodę w formie gotówki. Praca do najłatwiejszych nie należała, lecz to właśnie dzięki niej młody wilkołak uczył się panować nad wewnętrzną bestią. Z roku na rok on i jego alter ego dogadywali się coraz lepiej. Co prawda dziś wciąż powstają między nimi spięcia, głównie na tle poglądów, niemniej w ostatecznym rozrachunku potrafią dojść do względnego porozumienia, zupełnie jak Eddie z Venomem.
Znajomy zapach – jakże mógłby go nie poznać. Mimo różnicy wieku, młody basior starał się w miarę luźno podchodzić do starszego. Szacunek? Ma się rozumieć – okazywał go należycie i niemalże zawsze – no pomijając te co swobodniejsze spotkanka, na których mógł nieco spasować. Tak to dzisiejsze dla przykładu… Ujrzawszy znajomą twarz, szybko wstał z miejsca na poczet odwzajemnienia gestu ułożenia dłoni na ramieniu – ot nietypowy gest, poznany i wyuczony dzięki podróżom. Na honor ojca i matki biednej, śniącej o wszystkim i o niczym – od czasów przemiany i ucieczki z domu młody Shimizu zmienił się nie do poznania. Nagle bardziej otwarty, wygadany i taki… Z pazurem? Za czasów życia jako Nefilim było to nie do pomyślenia.
I nagle wilk Ci to uświadamia – otwierasz i przecierasz oczy ze zdumienia.
- Dziwne nowinki docierające stąd i stamtąd. Zdaje się, że opuszczanie miasta stało się chwilowo… Mało bezpieczne. – odpowiedział zaraz po zajęciu miejsca. Mówiąc to, chłopak minę miał nietęgą. Oscar znając jego przeszłość, tudzież domyślając się jej, mógł z łatwością odczytać niechęć do bycia… wyłapanym przez pechowy pobyt w złym miejscu i o złym czasie.
Aha no i najważniejsze! Wyglądem młody basior niewiele się różnił od tamtego, poznanego kilka lat temu. Zmianie uległy jedynie włosy - z ciemnych wilkołak przefarbował je na brąz z odcieniem czerwieni.

Some people will tell you werewolves can only shapechange under a full moon, but people also say there's no such things as ghosts.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Oscar Roberts

52


184 cm


Their howls are sending chills down my spine







[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Marianne
Oscar nie zmienił się właściwie wcale. Nie było po nim jeszcze aż tak mocno widać umykających lat, a ponieważ był wilkiem, do tego jednostką będącą za pan brat że zdrowym odżywianiem i ćwiczeniem, zachowywał stosunkowo młody wygląd. Oczywiście, nie wyglądał teraz tam jak wtedy, gdy miał dwadzieścia lat, ale większość poznanych osób nie wierzyła, gdy przyznawał, że przekroczył już pięćdziesiątkę. I chociaż taka Eve uważała, że żyjąc na diecie pudełkowej ładuje w siebie same mało świeże rzeczy on jakoś nie narzekał i czuł się właściwie całkiem dobrze. Co zabawne, nie miał nawet tak dobrze wyrobionego smaku, jak inne wilki, i po prostu zjadał to, co mu dawno. Och na pewno nie przełknąłby padliny albo czegoś równie absurdalnego, ale nie musiał zachwycać się zaraz wołowiną z Kobe, bo dla niego pl prostu nie różniła się ona niczym od tej pochodzącej z krowy z rodzinnego gospodarstwa. Całe życie nadał i bym w biegu, zawsze gdzieś na przód, zawsze miał coś do zrobienia, do zajęcia się. Teraz również na jego głowę spadło niesamowicie wiele obowiązków, ale on ani trochę nie narzekał, ba, właściwie się cieszył.
Kiedy już się przywitał i zajęli miejsca, Roberts przekrzywił nieznacznie głowę, po czym westchnął głęboko, bo sam nie wiedział, od czego dokładnie zacząć, a przede wszystkim, o jakie dokładnie niebezpieczeństwo może chodzić młodszemu wilkowi. Przez chwilę siedział zatem zbierając wyraźnie myśli, by dobrze mu to przedstawić, a później w końcu skinął sam sobie głową na znak, że już mniej więcej wie, od czego powinien zacząć. Zerknął jeszcze na Sorę i lekko poruszył nosem, jakby wietrzył od niego potencjalnie obce wonie, po czym zwilżył wargi czubkiem języka.
- Zacznę od tego, o czym wiem mniej. Podobno wróciła The Cohort, przypuściła ataki w Los Angeles, było jakieś podejrzenie walk u nas. Kiedy byłem na zgromadzeniu wszystkich ras, konsul twierdziła, że więzienia Gardu są przepełnione. Nie wiem, co w praktyce oznacza to dla nas, ale istnieje cień szansy, że za chwilę zaczną się polowania i łapanki - zakomunikował i zamilkł na moment. To była jedna mała bomba, a było ich jeszcze więcej. Wspomniał zatem o Mroku, o tym czego się o nim dowiedział na zgromadzeniu, o tym, że jedna z wilczyc zapewne padła jego ofiarą, więc ten nie jest nazbyt wybredny, jeśli chodzi o ofiary. Dodał, że problem dotyczy raczej wróżek i czarowników. Później zaś przeprosił rozmówcę i poszedł zamówić sobie karafkę wody mineralnej i swoją ulubioną kanapkę. W tym czasie Sora miał czas na przemyślenie tego, co do tej pory usłyszał.
- Przechodząc do nas… Dzieje się wiele i nie jest to wcale dobre. Czy czułeś już dzika woń obcego wilka? Czy ktoś cię obserwował? I powiedz mi, gdzie teraz mieszkasz, bo zdecydowanie powinniśmy się trzymać razem - zakomunikował czując, że nieco zaschło mu już w gardle od tych wszystkich opowieści. Czekał teraz na reakcję młodszego wilka, bo dopiero po tyn, co od niego usłyszy, będzie mógł nieco szerzej opisać stan, w którym znajdowała się chwilowo ich rasa. Mówiąc prosto, był to impas.
 

Haru Shimizu

25 lat


180 cm


From the shadows comes a wolf, yet he's no ordinary predator.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Odliczając konieczność hasania w trakcie pełni, obrastania wówczas futrem, chwilowych zachwiań emocjonalnych i wrażliwości na srebro, to życie wilkołaka nie wyglądało tak tragicznie. Zwiększona siła, szybkość i regeneracja, a do tego poprawa wyglądu wraz ze spowolnieniem procesów starzenia! Taki Oscar czy Haru i wszystkie wilkołaki w York czy na świecie spędzą jeszcze długie lata, ciesząc się sprawnością ciał, o jakich normalni ludzie – gwiazdy, sportowcy i cała masa celebrytów z Nefilim w roli głównej mogli tylko pomarzyć. Po co więc się z tego leczyć, skoro niosło to ze sobą tyle profitów? W dodatku sama społeczność… Mimo młodego wieku ex łowca sporo podróżował – tu i tam, a potem znów tu…
Nigdzie jak właśnie „tam” nie dostrzegł tak silnych „więzi” pomiędzy braćmi i siostrami jak te ujrzane w kilku watahach okolicznych wilkołaków – najbliżsi byli jedynie znani mu Shimizu. Mimo to pojawiło się pierwsze „a co jeśli?” Bo spoglądając kilka lat wstecz do pierwszych wypraw na szczyty gór Huang Shan – rodzisz się wilkiem lub zostajesz wilkiem i co z tego? Miejscowy alfa raczej przyjmie Cię do siebie, bo tak podpowie mu wilczy instynkt – nie, nie, to nie łaska i na pewno nie współczucie, a w najczystszej postaci praktyczność. Mówiąc wprost? Mało który „dobry” przywódca dobrowolnie odrzucał dodatkową parę rąk do pracy, no chyba że były naprawdę wadliwe.
I nagle dostrzegasz pierwsze wady systemu Nefilim. Wśród wilków pracowałeś na rzecz rodziny, ale nigdy nie zaciągałeś u niej długu – tam kształcono Cię na prawdziwy wzorzec, następnie wręcz oczekując przyjścia na świat męskiego dziedzica, po uprzednim jakże skrupulatnym doborze wysoce urodzonego partnera bądź partnerki. Dlaczego więc myśl o tym zawsze bolała najbardziej?
Nieważne czy minie w końcu rok, dwa czy nawet dziesięć. Jeżeli z czymś Haru nigdy się nie pogodzi, to z żalem do własnej rodziny, która mimo tak wielkiej miłości i oddania ze strony syna od tak uznała go za martwego. Może to i nawet lepiej? Gdyby go teraz znaleźli… Ha! Dziecko drugiej kategorii. Tylko byś się zbłaźnił, dodatkowo ośmieszając matkę z ojcem, a na koniec kończąc, jako wyklęte dziecię bez prawa do szczęśliwego życia, bo w końcu jak to tak? Zakochać się w innej Nefilim? Hańba.
Dobrze, że obaj Panowie siedzieli w barze, dzięki temu pożogę upuszczonej frustracji przyjęła na siebie biedna kanapka. A potem? Potem należało wytężyć wszystkie komórki mózgu na poczet analizy słów, a że było ich stosunkowo sporo…
Zaczynając od The Cohort – no więc Haru wyszedłby na nieuka, gdyby nie kojarzył ugrupowania – chociażby z wykładów na temat „historii” Nefilim. Dalej? Mrok, o którym wiedział niewiele mimo plotek – i tutaj chwała Oscarowi za wyjaśnienie sprawy, na którą Azjata zmarszczył brwi. Idąc po najprostszej linii – poczuł dziwną ulgę na wieść, iż tajemnicza sprawa niekoniecznie dotyczyła „ich”… Tym większe odetchnięcie zawitało w progu myśli, gdy te poszły o krok dalej – skoro nie wilki, to może i nie Nefilim? Żal i rozczarowanie to jedno – mimo wszystko chłopak nie mógł tak po prostu wyrzec się uczucia, którym wciąż darzył dom.
- Przecież to jak walka z wiatrakami. – rzucił krótko w odpowiedzi na wojaczkę z The Cohor. Huh… Chwila przerwy dobrze zrobiła młodemu, gdyż wyglądał on na mocno zamyślonego.
- Dziką woń? Nie, nie wydaje mi się… - stwierdził ze wzruszeniem ramion. Odkąd osiadł w York na stałe, nie wyczuł nikogo… Obcego, przynajmniej nie na tyle blisko, na ile pozwalał mu jego ułomny nos i bardziej rozwinięte zmysły. Czyżby chwilowe spuszczenie gardy miało sprowadzić na niego niepożądanego gościa?
- Zresztą… Kto miałby śledzić randomowego wilka?- spytał, przechyliwszy łeb lekko w bok. – Obecnie? Wynajmuję pokój w centralnej dzielnicy. – tani co prawda nie był, ale za to ulokowany w dobrym miejscu z przystępnymi drogami do różnych miejsc. Pod latarnią zawsze najciemniej.
- Razem? W sensie Ty i ta wataha o której się tyle mówi? – a podobno to Kieran nią przewodził.

Some people will tell you werewolves can only shapechange under a full moon, but people also say there's no such things as ghosts.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Oscar Roberts

52


184 cm


Their howls are sending chills down my spine







[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Marianne
Życie wilka było według Oscara prawdziwym błogosławieństwem. Nie mieli niemądrych pomysłów, że na wszystko należy zawierać jakieś umowy, nie bawili się w opowiadanie prawy za pomocą słów, które nie do końca ją oddawały, nie mieli takich zasad, jakie posiadali Łowcy i w końcu - nie byli wampirami, to zaś było w jego głowie sprawą najważniejszą. Nie znosił krwiopijców, ich zapach powodował u niego alergię i chęć pokazania, czyj to właściwie jest teren, teraz zaś dodatkowo miała do tego jeszcze dojść pewna pieśń, której nie dało się tak po prostu pozbyć z głowy. Tak czy inaczej, Oscar uważał, że wilcze społeczności mają w sobie wiele prawdy, wiele normalności, której nie zawierały inne organizacje, czy to nastawione na zysk, czy też na wykorzystywanie każdego swego członka aż do ostatniej kropli krwi. Owszem, trafiały się również stada zdziczałe, nieodpowiedzialne, nie takie, jak być powinny, to jednak była mniejszość. Oni po prostu działali dla dobra wszystkich, nie chcieli, by inne wilki cierpiały, by musiały ulegać jakimś odgórnie narzucanym zasadom, pętom, czy wszystkiemu temu, co ich krępowało.
To też nie tak, że Roberts nienawidził innych ras. Nie był ksenofobem, nie był zamknięty na nowe doświadczenia, potrafił docenić różne próby i czyny, jakie były podejmowane przez członków Świata Cieni, niezależnie od tego, gdzie właściwie się znajdowali. Niezmiennie jednak uważał, iż to wilki wiodą we wszystkim prym. Być może czuł tak z uwagi na fakt, że wychowywał się w rodzinie wilkołaków, gdzie każdy z każdym współgrał, gdzie panowała harmonia i ład, zrozumienie, akceptacja i zachęcanie do dalszej nauki, a on po prostu poniósł to dalej w świat, próbując swych sił w pomaganiu innym.
- Nie powiem ci nic więcej o The Cohort, bo nic nie wiem, ale radzę ci być ostrożnym. Nie słyszałem co prawda, by już się tutaj pojawili, jednak powiedzmy, że tutejszy Instytut ma, zdaje się, pewne problemy z informowaniem nas o czymkolwiek - stwierdził cicho, aczkolwiek w jego głosie pojawiła się nieco warkliwa nuta sugerująca, że nie podoba mu się ta sprawa, nie chciał jednak na nowo jej rozdmuchiwać, w końcu nie o to tutaj teraz chodziło.
- Muszę cię ostrzec. W Yorku znajduje się wilk, najpewniej pochodzący z Litwy, przedstawia się jako Arunas. Pachnie dziko i tak pociągająco, jak to tylko możliwe. Rozmawia z każdym z nas, śledzi nas, obserwuje, ale nie wiemy do końca, czego chce. Nie wiem, czy jest niebezpieczny, czy na takiego pozuje, co dokładnie ukrywa i co planuje. Opowiada o Lunarnym Panu i jego darach, mówi, że przybył, by sprawdzić, czy Księżyc o nas pamięta. Kiedy go spotkasz, nie dawaj mu pełnego zaufania - ostrzegł więc dość ostro, bo sprawa Arunasa była dla niego wyjątkowo irytująca. Samiec panoszył się tutaj i nie dało się go przegnać, z drugiej zaś strony Oscar był tak naprawdę ciekaw, co zdoła z niego wydobyć, jeśli tylko będzie mógł się z nim jeszcze raz rozmówić, może nieco poważniej i spokojniej. Tak czy inaczej Sora mógł dostrzec błysk złocistych ślepi wilka.
- Podaj mi dokładny adres - zażądał prosto, a później wykonał bliżej niezidentyfikowany gest głową. - Wataha straciła alfę. Według mnie Kieran uciekł, nigdy nie powinien być przywódcą. Nikogo nie poinformował o wyjeździe, a wszystko wskazuje na to, że przepadł gdzieś w Londynie - rzucił, po czym wziął nieco głębszy oddech. - Albo przetrwają albo ostatecznie upadną, ale cokolwiek by się nie działo, będę im pomagał.
 

Haru Shimizu

25 lat


180 cm


From the shadows comes a wolf, yet he's no ordinary predator.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Polityka… Nikt jej nie lubił – nikt też nie chciał przestrzegać. Haru? Miał mieszane uczucia, bo znów… Z jednej strony nie potrafił tak po prostu zaprzeczyć w jej istnienie. Jakby nie patrzeć urodził się i wychował pod pieczą Nocnych Łowców. Jasne nie było łatwo – ciężkie treningi, trzykrotna presja w czasie ich trwania… Mimo to nadal pamiętał też te dobre chwile. No a cała biurokracja? Szczerze? Momentami jej nie znosił, jednakże czy tego chciał czy nie, stanowiła klucz do rozwiązania wielu problemów bez użycia szczęk, kłów, dłoni, pazurów i wielu innych rzeczy, sprowadzających się do bitewnego nastroju. Pod tym względem on i Oscar różnili się od siebie – w zasadzie on, Oscar i wewnętrzny wilk młodego przemienionego. Raczcie mu więc wybaczyć niektóre zawahania – zderzenie dwóch przeciwległych siebie światów nie mogło nie pozostawić dziury, a ich potencjalna koegzystencja wymagała czasu, podobnie jak niekończąca się walka z niechęcią wobec innych ras. Tego Haru wilkołakom zazdrościł – dziwnej otwartości i chęci nawiązywania współpracy na rzecz wspólnego dobra. Nefilim również pod tym względem nie odstawali – trudnością była jednak utarczka z własną dumą.
- Jeśli są niebezpieczni tak jak kiedyś, to mam obawy, że sprawa może wykraczać znacznie dalej, niż pozwalają nam widzieć. – akurat o The Cohort Haru mógł powiedzieć więcej. Poproszony z pewnością to zrobi, lecz nie tu i nie teraz, gdy wokół wystawało tyle uszu. Młody wilkołak wolałby przeprowadzić tego typu rozmowę na osobności, co sądząc po reakcji starszego osobnika, byłoby mu niejako na rękę. Wiedza o potencjalnym przeciwniku i zagorzałym wrogu Podziemnych była istotna, gdy do gry wkraczały karty obrony i ataku. W tym miejscu i twarz Azjaty drgnęła. Lekko zmarszczone brwi oraz chwilowo spuszczony wzrok… Znów ten sam namysł i myśli w umyśle – a co jeśli? Mimo szczerej niechęci do powrotu, wolałby nie usłyszeć plotek o wtargnięciu The Cohort na ziemie Shimizu – bah! Wolałby nie wiedzieć o ich potencjalnym przyłączeniu się do nich!
Wsłuchując się w kolejne słowa, Sora tylko mocniej ściągnął brwi ku środkowi. O zapachu jeszcze nic nie wiedział, co wkrótce ulegnie zmianie. Wtedy być może połączy odpowiednie kropki i podwoi czujność, będąc śledzonym przez tajemniczego osobnika. Ostatnim czego pragnął i chciał, to bycie pod wpływem cudzego zapachu. Nawet jeśli wilkołak, wciąż posiadał w sobie cząstkę Nefilim. Z tego powodu, jako ten właśnie ex łowca, czuł obowiązek w kontrolowaniu swojego drugiego ja. Nawet jeśli nie tolerowali się z wampirami, wolał mimo wszystko nie wyskakiwać na ich gardła na oczach niechcianych gapiów. To może i byłoby zabawne, lecz przy tym zwróciłoby na niego zbyt wiele uwagi.
- Arunas? Śledzi? Rozmawia? Opowiada o Lunarnym Panu? To brzmi co najmniej dziwnie. Nie zrozum mnie źle, pewnie ma to jakiś związek z Waszą kulturą, jednak nie do końca ją pojmuję. Z drugiej strony może równie dobrze chcieć wpłynąć jakoś na wilki, by mogły obronić się przed The Cohort. – to dość śmiałe stwierdzenie, ale też jedyne na jakie wpadał obecnie Haru.
- Na pewno nie obdarzę. – a co do zaufania…. Chłopak od razu fuknął pewnie i poniekąd dziko. Ostatnie czym obdarzał nowo poznanych to zaufanie. Zbyt czujny, ostrożny i może miejscami paranoiczny – hah! Jeszcze tego brakowało, aby wyciągał rękę do nieznajomego, który równie dobrze mógł zechcieć mu ją wyrwać i dostarczyć na znak jego istnienia w dłonie niewłaściwych osób. Tutaj nawet i wilk prychnął głośno.
- Zaraz, zaraz… Jak to uciekł? – spytał Haru tuż po podaniu dokładnego adresu wraz ze wskazaniem okolicy na mapie. Czy nie po to właśnie zawitał do York? Aby wtopić się w miejscową grupę?
- Ku… - rwa? Małe przekleństwo wyrwało się mu w rodzimym języku.

Some people will tell you werewolves can only shapechange under a full moon, but people also say there's no such things as ghosts.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
 

Oscar Roberts

52


184 cm


Their howls are sending chills down my spine







[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Marianne
- Byłbyś w stanie powiedzieć o tym coś więcej? - zapytał właściwie z miejsca, bardzo czujnie. Nie oczekiwał rozwlekłych wyjaśnień już teraz i natychmiast, nie był taki głupi, by nie wiedzieć, że w tym mieście nawet ściany miały uszy. Domyślał się, że Łowcy mimo wszystko nie powiedzieli im wszystkiego, a może nawet inaczej, całkiem sporo zdołali do tej pory przed nimi ukryć, coraz częściej zatem zastanawiał się, czy aby na pewno The Cohort nie ma gdzieś w mieście i nie zaczyna już knuć i robić rzeczy, o których wolał nie wiedzieć. Cieszył się, że poszedł układać się wcześniej z Opal, bo przynajmniej istniał cień szansy, iż teren Azylu będzie dostatecznie dobrze chroniony i tam żaden wilk nie będzie mógł zostać zraniony, schwytany ani napadnięty przez jakiegokolwiek szaleńca. Jeszcze tego in tylko brakowało, by znowu próbowano ich chwytać i robić z nimi co tylko by chciano. Oscar nie czuł się żadnym bezpańskim psem, którego można byłoby zamykać w jakiś schroniskach czy cokolwiek podobnego, a na jawne walki i szarpanie się z przeciwnikiem również nie bardzo chciał i mógł sobie pozwolić. Chciał jednak wiedzieć, jeśli Sora posiadał jakieś informacje, które mogłyby okazać się dla nich ważne, warto było je znać i ostrzec wszystkich. Roberts czuł również, że to najwyższa pora, by jednak zacząć ich łączyć, by zacząć opiekować się watahą, bo inaczej wszystkie wilki pójdą w rozsypkę i najmniejszy nawet cień zdoła ich pochłonąć. Mieli już jeden problem na głowie, nie potrzebowali kolejnych.
Doskonale wiedział, że Sora będzie nieco zagubiony, gdy tylko dowie się o Litwinie i tym, co dzieje się w mieście. Nawet Oscar nie wiedział tak do końca, o co tutaj chodzi i dokąd zmierzają, nie wyobrażał sobie nawet, jak czuli się inni, a już na pewno - ci, którzy nie byli wilkami z urodzenia i nie do końca rozumieli jeszcze to, co ich otaczało i co działo się dookoła. Problem jednak polegał na tym, że do tej pory wilki nie miały najmniejszego nawet pojęcia, skąd pochodzą. Znano legendy i opowieści o tym, że pewien zazdrosny o wampiry demon postanowił stworzyć własną rasę, ale to wszystko było jedynie domysłami i podaniami. Tymczasem Arunas zdawał się znać prawdę, zdawał się być tak pewnym swego, iż bywało to wręcz niepokojące, a oni nie bardzo mieli jak zweryfikować to, co mówił. Choć, czy jego pieśni nie mogły być potwierdzeniem tego, że faktycznie posiadał jakiś dar księżyca?
- Sora, problem polega na tym, że my również tego nie wiemy. Arunas twierdzi, iż pochodzi z pierwszego stada i na pewno ma dla nas wiele informacji. Szkoda tylko, że śledzi nas, zadaje niemądre pytania i zachowuje się, jakby grał jakąś rolę, której znaczenia jeszcze nie znamy. Uważaj na niego, bo tylko demony chyba wiedzą, co może próbować wkładać nam do głowy - powiedział na to prosto, a później zamyślił się nad tym, co miał do dodania chłopak. W końcu pokiwał głową na boki na znak, że warto mimo wszystko dopuścić taką możliwość. Gdy przeszli do omawiania spraw watahy, Oscar wspomniał również, że padło podejrzenie, iż za zniknięciem Kierana stoi właśnie Litwin, jednak do tej pory nie znalazło to potwierdzenia w rzeczywistości.
- Nie mogę na razie na pewno powiedzieć, że uciekł, ale takie odnoszę wrażenie. Gdyby nie to, że zacząłem grzebać w jego koszu na śmieci, to pewnie nikomu nie przyszłoby do głowy szukać go w Londynie. Poza tym, z tego co wiem, miał od dawna sporo problemów. Stado mu się wykruszyło, podrzucano mu ciała wilków pod dom, ale ponoć niewiele z tym zrobił. Słyszałem jakąś plotkę, że zostawił go kochanek. W każdym razie podobno przechodził załamanie, w czasie spotkania wszystkich ras starał się sprowokować walkę i we wszystkim zgadzał się z Łowcami chcąc oddać kontrolę nad młodymi wilkami właśnie im. I w końcu zniknął. Jak dla mnie niemalże oczywiste jest, że uciekł od odpowiedzialności, ale mówię to na głos dopiero tobie - powiedział Oscar rzucając kawę na ławę, bo nie było sensu tego wszystkiego ukrywać. Nie przy nim, w końcu nie był nigdy członkiem stada Kierana. Roberts napił się z przyjemnością wody, a potem podano jego kanapkę, w którą wgryzł się ze smakiem.
 

Haru Shimizu

25 lat


180 cm


From the shadows comes a wolf, yet he's no ordinary predator.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Sora kiwnął głową. Jako były łowca posiadał wiedzę teoretyczną na temat The Cohort, w końcu – heh – Shimizu dbali o dobre wykształcenie swoich dzieci. Jeżeli to pomoże, z chęcią opowie o tej grupie Oscarowi, nie łamiąc przy tym żadnych z zasad – hej! W końcu żadna z nich nie zakazywała wymiany informacji, jeżeli wpływały na poprawę bezpieczeństwa innych ras – tych, których oni jako łowcy mieli w obowiązku strzec… Ah te dawne ideały i nauki wpojone za dzieciaka. Nawet jako Podziemny, Sora przejawiał tendencję do zachowywania się jak Nefilim. Pewnie stąd to niecodzienne rozdarcie i przezabawne konflikty z wilkiem. Jak widać, mimo upływu paru lat nie we wszystkim się zgadzali. Dobrze, że chociaż Oscar posiadał lepsze układy z takimi czarownikami. Ich magia mogła okazać się pomocna, jednakże nawet i z nią nie istniała stuprocentowa pewność co do bezpieczeństwa. Łowcy nie od dziś słynęłi z wielu sztuczek, o których większość najwyraźniej zapomniała. Mimo wszystko Sora żywił cichą nadzieję, że wzmianka o nich to tylko czcze gadanie.
Zagubienie aż za mocno naznaczyło twarz młodego wilkołaka. Natłok nowości w istocie troszeczkę zbił go z tropu. Cała ta farsa z Litwinem i jego odwiedzinami… Gdyby teraz zapytać Azjatę, skąd się wzięły wilkołaki, z pewnością odpowiedziałby jak 90% społeczeństwa Podziemia – w wyniku zakażenia człowieka demoniczną chorobą. Jak to się miało do prawdy? Nie wiedział i szczerze? Jeszcze do niedawna nie byłby tym jakoś specjalnie zainteresowany. A teraz? Wilk aż zamerdał ogonem na możliwość poznania prawdy.
- Niemądre? Znaczy się, typu co lubisz na śniadanie? – wybaczcie mu szczeniacki język – nie mógł się powstrzymać, aby nie rozładować częściowego napięcia wynikłego z powagi podejmowanych tematów. Zaraz jednak opanował swój temperament.
- Ktokolwiek z nim już rozmawiał? Ty? – wszystko na poczet zadania dwóch dość ważnych pytań. Jeżeli uchodziły za zbyt ciekawskie, to prosimy o wybaczenie. Haru wolał wiedzieć, czego mniej więcej mógł spodziewać się po tajemniczym wilkołaku – o ile w ogóle go spotka. To zaś czego przetrawić już nie mógł, to nowinki sprzedane mu przez Oscara odnośnie Kierana.
- Oddać kontrolę nad wilkami? To… zły pomysł. – głos dziwnie ucichł. Najgorszą z możliwych rzeczy byłoby oddanie Dzieci Księżyca pod opiekę kogoś, kto mimo całej swojej wiedzy i doświadczenia nie wiedział, jak to jest… Pewnie chęci miał dobre, łowcy być może również taki mieli, ale… Nie, w tym nie było żadnego ale. Nagłe uciszenie poprzedził jedynie gardłowy warkot. Najpierw tresowali jak zwierzęta, potem ustawiali pod siebie, a gdy ktoś nagle przechodził przemianę, odrzucano i udawano, że w ogóle się nie narodził… Zawarczał rozżalony wilk.
- Nawet lepiej że nic z tego nie wyszło. – sam chłopak zaś fuknął zirytowany.

Some people will tell you werewolves can only shapechange under a full moon, but people also say there's no such things as ghosts.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo