Connor L. Vaughan

[Cytuj]
Multikonta: N. Black, S. Murdock, J. Verlac, E. Godfrik
Szkoła aktorska polegała w głównej mierze na śmiałości, prawda? Jak wiadomo nie od dziś młody wilkołak niestety bywał śmiały do czasu. Fakt, zdawał sobie sprawę z tego, że jest przystojny. Fakt, uwielbiał flirtować. Jednak problemy pojawiały się w momencie gdy flirt dochodził za daleko. Co z tego, że ostatnim czasem udało mu się przełamać tą barierę z pewną łowczynią, skoro w stosunku do pozostałych przedstawicielek płci pięknej nadal posiadał niesamowicie skuteczny hamulec. Mechanizm obronny tak skuteczny, że przegrzany mózg młodzieńca wyrzucał z siebie rozpaloną czerwień na jego policzki.
- Może jeszcze mam pokazać dowód? Już nie naście, dzieścia, od kilku miesięcy. - chyba bardziej dosadnie nie mógł przekazać, że od jakiegoś czasu dumnie nosi dwójkę z przodu. Poza tym, nawet jeśli chciałaby odebrać to jako atak, zaczepkę, cokolwiek. To czy mogła? Biorąc pod uwagę, że posłał w jej stronę jeden z tych swoich przeuroczych uśmiechów?
Trzeba przyznać, że sama kobieta wybrnęła dość idealnie. Wilk syty i owca cała jak to mawia pewne przysłowie. Nawet postanowił usiąść po turecku opierając się o barierkę dzielącą ich od eksponatu, na którego tle uwiecznił kobietę. Aparat rzecz jasna położył między nogami podnosząc głowę aby mógł spojrzeć na twarz rozmówczyni.
- Patronat półksiężyca dotyczy wilków, które są najbardziej ludzcy. Spokojni, przede wszystkimi. Nagrodą za nie uleganie zwierzęcym instynktom jest dar do odczytywania cudzych umysłów. - tak na wstępie chyba to powinno ją uspokoić? Mógłby wspomnieć, że ojciec posiada podobne umiejętności ale to mogłoby zniechęcić potencjalny nabytek do rozmów z nim. Cholera wie, czy kobieta nie chciałaby czegoś ukryć. - Jedyny, który działa niezależnie od formy. Są jeszcze inne zdolności przeznaczone dla naszych kompanów. Oddziałujące na szybkość, siłę albo regenerację. - czy właśnie nie wytłumaczył tej dość ładnej pani jak to wygląda? Czy po takiej lekcji zasługuje na tytuł profesora Connora? Poza tym celowo użył określenia 'istot' a nie 'ludzi' nie wiedząc ile ta może wiedzieć o świecie cieni i jego mieszkańcach.
 

Elena Ricoletti

25 lat


168 cm


And you're making the typical me break my typical rules







[Cytuj]
Multikonta: Gabriel
Elenie z kolei braku śmiałości z całą pewnością nie można było zarzucić... a przynajmniej do niedawna, bo wycofanie i przebywanie możliwie jak najdalej od ludzi raczej nie wpłynęło na nią korzystnie. No ale cóż innego miała zrobić - bała się tego, kim jest, bała się, że mogłaby kogoś skrzywdzić i niczego już nie była pewna, więc samotność wydawała się tymczasowo najlepszą z dostępnych opcji. Może wszystko się zmieni, kiedy Elena pozna innych takich jak ona i odkryje, że z lykantropią można normalnie żyć. Na ten moment to wydawało jej się czystą abstrakcją.
- Nie trzeba, uwierzę ci na słowo - mrugnęła do niego, uśmiechając się przy tym zaczepnie. No ale w porządku, żarty na bok. Zamiast dalej droczyć się z Connorem, postanowiła posłuchać, co ten ma jej do powiedzenia - w końcu miał jej wytłumaczyć, jakim cudem dokładnie wiedział, o czym ona myśli.
- Czyli co? Dzięki temu, że potrafisz panować nad wilkem, stałeś się telepatą? - upewniła się, że dobrze zrozumiała. No proszę, całkiem przydatna informacja! W przyszłości warto będzie zwracać uwagę na to, o czym myśli się w towarzystwie drugiego wilka. Niestety, żadna z jej powieści o wilkołakach o tym nie wspominała, więc jak widać funkcjonowanie prawdziwych dzieci księżyca rządzi się swoimi prawami, nieznanymi niczego nieświadomym, ludzkim pisarzom powieści młodzieżowych. Cóż, może to i lepiej. - A od czego zależy, czy ktoś posada dane umiejętności? Są wrodzone lub nabywane wraz z ugryzieniem? - to w sumie było ciekawe, bo ona nie zauważyła u siebie niczego takiego, więc ciekawa była, czy po prostu po raz kolejny coś jej umknęło, czy może dodatkowe super skille były przeznaczone jedynie dla wybranych.
 

Connor L. Vaughan

[Cytuj]
Multikonta: N. Black, S. Murdock, J. Verlac, E. Godfrik
Przecież poznała już i Sonię, młodą wilczycę, która mimo ciężkiej przeprawy związanej z zostaniem częścią świata cieni była w stanie stać się szczęśliwą osobą, ba, nawet związała się z przyjemnym i wydawać by się mogło, że są szczęśliwi. W końcu młody wilkołak był w stanie nie tylko to zauważyć ale i dotrzeć do myśli siostrzyczki, które mogłyby posłużyć za scenariusz do filmów dla dorosłych. Tak. Niewątpliwie. Kobiety były bardziej zboczone, amerykańscy naukowcy nie kłamali.
- Nie wiem. Tak nie do końca, chyba. - no dobra, wiedział co oznacza patronat, jak to wszystko działa. Nie wiedział jednak jak to się je i skąd w ogóle bierze się ta przypadłość. Więc można było śmiało się pokusić o twierdzenie, że był szczery. Mówił to co wiedział, nie widział nawet powodów dla których mógłby ją oszukiwać.
- Szczerze? Nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że to powikłania po chorobie, albo coś w ten deseń. Rodzaj patronatu cechuje raczej naszą zwierzęcą naturę. - i to już były typowe domysły. Jeśli chciałaby się czegoś więcej dowiedzieć o tym wszystkim. To może faktycznie powinna się spotkać i szczerze porozmawiać z ojcem? Tylko w jaki sposób miałby zaaranżować ich spotkanie? Zabrać ją do domu watahy czy może wystarczy, że poda jej numer do ojca? Może powinien poczekać na jakąś propozycję z jej strony? Kto wie, może nawet zabierze go na kawę i ciastko, albo lody?
 

Elena Ricoletti

25 lat


168 cm


And you're making the typical me break my typical rules







[Cytuj]
Multikonta: Gabriel
Nadal nie do końca rozumiała, ale ej, przecież nie od razu Rzym zbudowali, prawda? Patronat był czymś nowym, czymś zupełnie nieznanym, więc być może wystarczyło, że da sobie trochę czasu na poukładanie tego wszystkiego w głowie. Zresztą chyba nie to było dla niej najważniejsze w tym momencie, prawda? Na takie ciekawostki ze świata wilkołaków jeszcze przyjdzie czas, a póki co Ela musiała skupić się na tym, żeby dotrzeć do Kierana i jego watahy, i jakoś wkręcić się w ich szeregi, licząc, że to chociaż do pewnego stopnia zapewni jej bezpieczeństwo.
Rozmawiali jeszcze chwilę, na mniej lub bardziej istotne tematy związane ze Światem Cieni i życiem wilkołaków, a potem każde z nich udało się w swoją stronę. Connor zapewnił jednak, że Elka może się z nim skontaktować, w razie gdyby potrzebowała pomocy lub zdecydowała się na dołączenie do watahy, więc bardzo prawdopodobne, że spotkają się znów, i to już niedługo.

/zt x2

Elena Chiara Ricoletti
We can't let our demons take control of us. We should know what we are capable of. We all have a dark side, don't be scared you can't hide...
 

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Arthur miał świetny plan na spędzenie popołudnia - Rachel była w pracy, więc mógł zająć się sobą i swoim ciałem, a jednocześnie odprężyć się po ciężkim dniu pracy. Nie było nic lepszego dla mężczyzny niż chwila, którą mógł poświęcić własnym potrzebom i przyjemnościom, bez oceniającego spojrzenia kobiety.
Arthur nie musiał długo zastanawiać się, co zrobić z wolnym czasem. Kiedy tylko udało mu się ogarnąć po pracy, wskoczył w wygodne buty, by móc spędzić wieczór na bieganiu. Drogą prosto ku murom, następnie dookoła starego miasta, by nie pchać się między turystów, później w dół ulicy, brzegiem Ouse, aż do Parku Rowntree. Zamierzał zrobić rundkę dookoła zielonego placyku i skierować się z powrotem w stronę centrum, jednak pośród setek zapachów przechodniów wyczuł ten jeden, tak charakterystyczny i nieprawdopodobny w mieście, że aż musiał zatrzymać się na moment i rozejrzeć.
Las po deszczu? Pierwotna puszcza, dzicz, nieskalana nawet odrobiną cywilizacji... czy nie o tym mówił Savio? O kimś, kto czai się, obserwuje, ocenia tutejsze wilkołaki...
Arthur rozejrzał się, wiedział jednak, że wśród Przyziemnych cieszących się pogodą nie rozpozna przybysza, o ile ten nie zechce samemu się ujawnić.

Conceal don't feel don't let them know
Let it go
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Zapach był dziki, ale piękny. Kojarzył się z czymś pierwotnym, ale czy Arthur nie czuł przypadkiem czegoś jeszcze? To było coś, co kochał, coś co uwielbiał, woń, jaka sprawiała mu przyjemność. Cóż to było? Tak czy inaczej teraz mógł już się zorientować, że obcy wilk niewątpliwie się do niego zbliża, że jest gdzieś tutaj - może na tamtej ścieżce, a może siedzi w tamtej grupce? Wilk nie mógł tego określić, nie był w stanie go wytropić, ale jego obecność stawała się coraz intensywniejsza i wyraźniejsza, wiedział już, że nie jest tutaj sam i powinien uważać, nim jednak zrobił kolejny krok, ktoś zatrzymał się obok niego.
- Powinieneś nieco odpocząć, bracie. Jak będziesz tak biegał bez przerwy, to na pewno padniesz z wycieńczenia - głos był piękny, melodyjny, kryła się w nim jakaś magiczna nuta, której nie umiał nazwać. Na pewno ton głosu był śpiewny, pociągający i niesamowicie wspaniały, współgrający w pełni z zapachem dzikości, jaki rozchodził się w całej okolicy, miękki i łagodny - jak Oddam wątrobę! i ziemia po obfitym deszczu.
Mężczyzna, który stał obok niego, był postawny. Długie blond włosy miał związane w niski kucyk ponad karkiem, jego ciało było wyraźnie zmęczone po biegu, ale jednocześnie było w tym coś intrygującego i pociągającego, coś w zadziwiający sposób pierwotnego. Z całą pewnością alter ego Arthura było ciekawe, kim jest ten nieznajomy i czego może od niego chcieć, w końcu nie codziennie spotyka się takiego wilka!
 

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Arthur nigdy nie sądził, że jakiś zapach może tak mu się podobać. Miał w sobie coś zupełnie mu obcego - dzikość, do której ciągnął wilk w jego wnętrzu. Przebijały się w nim jakieś nuty, kojarzące się z Rachel, zapachem papieru, czym jeszcze, tak znajomym, ale jednocześnie nieodgadnionym...
Buckley rozejrzał się, onieśmielony barwą woni, które uderzały go w nozdrza. Jak to możliwe, że w jednej chwili poczuł się, jakby wypił o jedną lampkę wina za dużo?
Przyjemna lekkość rozlewała się po jego ciele, gdy wilkołak w końcu postanowił się ujawnić. Arthura zalała przyjemna fala ciepła - wiedział, że jest heteroseksualny, cholera, nawet miał narzeczoną! Dlaczego więc poczerwieniał jak dzierlatka i zabrakło mu słów na widok obcego mężczyzny?
Arthur Buckley, poważny księgowy, zachowywał się jak nastoletnia panienka w obliczu swojego crusha!
- Biegam codziennie. - Wytłumaczył się, a może pochwalił? Za wszelką cenę starał się uciszyć wilka, który przecież normalnie pozostawał uśpiony w jego wnętrzu. - Kim jesteś?

Conceal don't feel don't let them know
Let it go
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Zatem, czyż nie była to magia? Najpewniej tak, chociaż trudno było w ogóle powiedzieć jaka, bo w końcu tajemniczy wilk wcale nie czarował, nie znał znaków, ani słów, które mogłyby wywoływać jakieś iluzje czy inne zwidy, nic z tych rzeczy! Miał jednak po swej stronie Księżyc, o czym nie chciały słuchać tak do końca wilki Yorku, jakby poważnie w to powątpiewały, nie wiedziały dokąd i jaki krok wykonać i czym jest Lunarny Pan. Nieznajomy nie zdradzał na razie, co o tym myśli, ale właściwie oczywistym było, że prędzej czy później wszystko się wyjaśni, dojdzie do jakiś rozstrzygnięć, a wtedy niechybnie zrozumieją, dlaczego on tak bardzo wielbi Księżyc. Na razie byli niczym dzieci we mgle, a on całkiem sprawnie do nich docierał. Poza Evangeline - była dostatecznie silna i wściekła, by próbować sprzeciwiać się jego woli. Arthur zaś, jak widać, powoli ulegał czarowi wilka, który w subtelny sposób zbliżał się do niego i zachowywał, jakby był jego przyjacielem.
- Bardzo dobrze, warto utrzymywać zdrowe i silne ciało - odparł bardzo melodyjnie i dało się wyczuć, że faktycznie pochwala taką postawę młodszego mężczyzny. Uśmiechnął się również do niego przyjaźnie, postępując dokładnie tak, jak postępowałby przyjaciel, który troszczy się o dobro swego bliskiego. Nie dało się wyczuć w nim żadnego fałszu.
Przekrzywił nieznacznie głowę, gdy Arthur zadał swoje pytanie, jakby chciał go uprzejmie zapytać, czy przypadkiem już o nim nie plotkują i nie przekazują sobie informacji na temat tego, że się tutaj zjawił i co nieco im opowiedział. Przez chwilę można było odnieść wrażenie, że nieznajomy zachowuje się nieco jak dobrotliwy wujek, który wszystko wie, ale nie zamierza tego wyjawiać, żeby dziecko przynajmniej przez jakiś czas mogło dobrze się bawić.
- Wasz brat. Z innej ziemi, z pierwszej ziemi, ale jestem dokładnie taki sam, jak wy. Mówiłem już Savio, że przybyłem przekonać się, czy Księżyc aby na pewno o was nie zapomniał - powiedział spokojnie i skinął łagodnie głową na znak, że nie zamierza teraz niczego zmyślać i opowiadać jakiś innych bzdur.
 

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Arthur Buckley jeszcze rok wcześniej zaprzeczałby istnieniu wszelkiej magii, poza tą, która pozwalała mu przywdziewać skórę wilka, wydarzenia ostatnich miesięcy kazały mu jednak uwierzyć w niemożliwe. Ale czy to, jak działał na niego mężczyzna, mogło miec przyczynę w magii?
Chrząknął, by doprowadzić się do porządku. Otarł pojedynczą kropelkę spływającą mu po czole. Było zdecydowanie zbyt ciepło na takie spotkania w czasie treningu.
Nie powstrzymał lekkiego uśmiechu, który wstąpił mu na usta.
- Przy moim trybie pracy muszę trenować. - Wyjaśnił, nawet jeśli sądził, że to niepotrzebne. Praca za biurkiem mogła objawić się okrągłym brzuszkiem, a tego Arthur nie chciał.
Przybysz mówił o Savio. Czy wiedział, że Arthur spotkał się z wilkołakiem? Najwyraźniej! Buckley nie czuł się komfortowo wiedząc, że śledzi go kolejna osoba.
- Księżyc przypomina o sobie każdej pełni. - Stwierdził neutralnie, nie wiedząc, do czego zmierza ten cudowny mężczyzna.

Conceal don't feel don't let them know
Let it go
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Magia miała różne oblicza, a okoliczne wilki zdawały się w ogóle nie wiedzieć, skąd mógł brać się ten czar, jaki roztaczał dookoła siebie Arunas. Bo było to na pewno nietypowe, było to obce, inne i zdecydowanie podpadało pod świat czarów, gdyby jednak spróbowali się skupić, gdyby chcieli i poszukali, na pewno dostaliby odpowiedzi dotyczące tego, czego szukali. Kto ma uszy – niech słucha, kto ma oczy – niechaj patrzy! To naprawdę nie było aż takie trudne, ale kluczem do sukcesu z całą pewnością była współpraca i informowanie się wzajemnie o wszystkim, co się wiedziało. Bez tego – szukaj wiatru w polu.
- Cieszy mnie, że o to dbasz, bracie. Wielu z nas zapomina się i żyje tak przeciętnym życiem Przyziemnego, że aż strach na to patrzeć – powiedział na to łagodnie, a jego głos znowu zabrzmiał, jakby chciał coś wyśpiewać. A może była w tym nuta prośby? Och, czy ty czujesz się bardziej człowiekiem, czy może wilkiem? Czy nie o to pośrednio zapytał? Zielone oczy błysnęły lekko, chyba rozbawieniem, gdy usłyszał to, co mężczyzna miał do powiedzenia i na znak niedowierzania aż pokręcił głową, bo nie mieściło mu się w głowie to, jak bardzo byli ignorantami!
- Och nie! Kolejny, który powtarza te jakże smutną pieśń, w którą kazali nam wierzyć wszyscy inni – powiedział na to kręcąc nieznacznie głową. Zostałeś oszukany, ależ tak, czy nie widzisz tego? Jeszcze nie dostrzegłeś, że to, co ci od zawsze mówili, jest jedynie oszustwem i jakąś starą śpiewką?
 

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Jeśli przybysz wziął sobie Arthura za przykład typowego wilkołaka Yorku, trafił bardzo źle. Buckley, od dziecka zmuszany do krycia się z własną naturą, uważał się bardziej za człowieka niż przedstawiciela jakiejkolwiek magicznej rasy. Starał się żyć tak ludzko, jak to tylko możliwe. Wilkołactwo miało być jedynie drobną niedogodnością w jego idealnym życiu księgowego. Próbował być bestią, którą się urodził i skończyło się to tragicznie - nie sądził, by było dla niego miejsce w magicznym świecie.
Obcy wilk kusił swoją magią, ale dla Arthura pozostawał nieodgadnioną zagadką. Słowa mężczyzny sprawiły, że Buckley poczuł... wstyd.
- Nie ma w tym nic złego. - Odważył się nie zgodzić. - Nie każdy jest stworzony do wielkich rzeczy i biegania w blasku księżyca. - Spróbował się obronić. - Nie wszyscy... ja nie chcę się w to mieszać. - Zabrzmiał nieco pewniej, choć gdyby przybrał swoją zwierzęcą formę, z pewnością położyłby uszy po sobie.
Zawahał się, gdy usłyszał kolejne słowa.
- Jacy inni? Jaką pieśń?

Conceal don't feel don't let them know
Let it go
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
I tak oto właśnie wśród wilków Yorku trafił się pierwszy, który tak naprawdę nie chciał nim być. Ot słabe ogniwo, czy może raczej czarna owca, na którą trzeba było uważać, jeśli chciało żyć się w miarę spokojnie. Swoją drogą mężczyzna powinien bardzo uważać na to, co mówi i komu mówi, w końcu Arunas był obcy i nikt nie wiedział, co dokładnie siedziało mu w głowie, czego chciał i czego oczekiwał od innych. Teraz zaś uśmiechnął się smutno i pokręcił lekko głowa, zaś jego żal był wprost nie do ogarnięcia, tak wielki i bolesny, że jego rozmówca czuł go z całą pewnością wewnątrz siebie. I czy tylko się Arthurowi zdawało, czy w jego głowie zabrzmiała jakaś żałobna nuta?
- Martwisz mnie, bracie. Nie jesteś Przyziemnym i choćbyś całe noce nie sypiał, udając tego nie zmienisz. Czy ty nie chcesz już być wilkiem? - zapytał zatem, a jego głos brzmiał nadal, jakby czymś się niesamowicie martwił. Arthur z całą pewnością nie mógł czuć się jako oznaczony, czy cokolwiek takiego, jedyne co dostrzegał, to wręcz nieopisany żal.
- Inni Podziemni. Łowcy. Wszyscy ci, którzy nie wiedzą kim jesteśmy i skąd pochodzimy. Dlaczego słuchasz ich, a nie swych braci? - zapytał.
 

Arthur Buckley

32



You know, I'm cursed with morals. I was raised a certain way. I wish I wasn't. I wish I was raised b







[Cytuj]
Multikonta: Jack McDougall, Abraham
Arthur nie wybrał sobie życia wilkołaka. Taki się urodził i nie miał dużego wyboru w obraniu życiowej ścieżki, gdy rodzice wybrali za niego - żadnego wilkołactwa! Poświęcił dużo czasu na naukę opanowania bestii. Nie chciał, by cały ten wysiłek poszedł na marne. Poza tym, nie potrzebował wilkołactwa w swoim życiu.
Nie chciał udawać najbardziej zajadłego z wilkołaków, gdy był chyba najbardziej pokojowo nastawionym przedstawicielem swojego gatunku zamieszkującym York.
Przez moment poczuł potrzebę nawrócenia się tylko po to, by obcemu mężczyźnie nie było przykro. Za gardło chwyciła go niewidzialna ręka żalu i wstydu.
- Nie powinniśmy o tym tutaj rozmawiać. - Próbował wycofać się z tematu, rozglądając ostentacyjnie po przechodniach. - Nie słucham nikogo. Nie chcę mieszać sie w te sprawy. Proszę, daj mi spokój.

Conceal don't feel don't let them know
Let it go
 

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Nie wiedział, co robi. Są rzeczy, o jakich mówić się nie powinno, na które nie trzeba było zwracać uwagi, bo nie chcąc się wychylać, można było przypadkiem wdepnąć w całkiem pokaźne bagno. Wszystko zaś wskazywało na to, że nasz niezbyt rozgarnięty księgowy właśnie sam podpisywał na siebie jakiś wyrok, choć trudno dokładnie powiedzieć, czego ten miał dotyczyć i jak właściwie wyglądać. Nie mówiąc już w ogóle o jakimkolwiek wykonaniu. Tak czy inaczej, Arthur zdradził bardzo wiele i mówiąc najprościej na świecie, właśnie odsłonił brzuch, w który można było się porządnie wgryźć, jeśli tylko zrobiło się w sposób odpowiedni.
- Czy tego chcesz, czy nie, jesteś częścią tego wszystkiego. Słuchaj swoich i Księżyca, a nie szeptów wrogów, bo za tym daleko nie zajdziesz - powiedział Arunas, znowu całkowicie śpiewanie i pociągająco, tonem głębokim, ale czaiło się w nim coś, co nie znosiło sprzeciwu. - Jesteś wilkiem, więc bądź wilkiem - dodał jeszcze, a słowa te jakby wyrywy się w głowie Arthura, niczym paląca pieśń, niczym ta piosenka, którą słyszał w czasie pełni i która musiała mu się nucić, gdy był zdenerwowany. Och, Arthurze, jak Ci się teraz będzie żyło?
To było ostatnie co usłyszał i nawet nie zorientował się, kiedy został sam.

/zt x2
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo