Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Na początek warto zaznaczyć jak prezentowała się obecnie sytuacja w Spiralnym Wymiarze. W jednej trzeciej szkody zostały naprawione przez czarowników i przez magię samą w sobie. Oddanie długowieczności utrzymało Wymiar, ale również załatało pomniejsze szczeliny. Niestety, przykro patrzeć jak dzieciom Lilith nie zależy na jedynym miejscu, w którym byli bezpieczni, jeśli nie liczyć Mroku. Ostatecznie Pradawny nie miał hobby atakowania długowiecznych średnio raz w tygodniu. Pomimo apelu Jonathana na spotkaniu, czarownicy nie zebrali się do odbudowy Wymiaru. Sprawy nie ułatwiała słabnąca moc napędu. Nie wiedzieli na jak długo ofiara Caranthir oraz Sigyn wystarczy, jednak w tej chwili Malekith mógł wyczuć, że Spiralny słabnie nieomal z każdą sekundą. Nie mieli zbyt wiele czasu, ale kto wie, może życie bez bezpiecznej przystani nie będzie takie złe? Szkoda jednak biblioteki...
Tyle jeśli chodzi o siłę Wymiaru. Liczne szczeliny zwabiają do zamku i okolic demony, które niekoniecznie patrzą przychylnym okiem na czarowników. Niegdyś można było przyjść, rzucić takiemu rękę wroga jako przekąskę i nie trzeba było niczego się obawiać. W tej chwili taka ręka nie byłaby wystarczająca. Należało mieć się cały czas na baczności. Magia jednakże nie działała w każdym miejscu. Zapomniane Podziemia były specyficzną częścią zamku. Pierwotnie w tych katakumbach nie działała magia, a czarownik zapuszczający się do nich zdany był jedynie na własny rozum oraz siłę. Uszkodzenie stropu w wielu miejscach umożliwia w tej chwili rzucanie zaklęć, jednak im dalej w głąb korytarzy, tym możliwość zanika. Gdzieś tam, w labiryncie korytarzy, mieściła się komnata, w której mieszkała Katja, pilnująca wcześniej Iskry. Czy zechce rozmawiać z kolejnym czarownikiem? Trudno powiedzieć. Na pewno nie można zapominać, że dziewczę przejęło w dużej mierze pojmowanie Mroku i jego pragnienia.
Miejsce, w którym Malekith postanowił rozpocząć wędrówkę, pozwalało na niewielkie użycie magii. Żadne silne zaklęcia z dziedziny magii bitewnej, nie mówiąc o czarnej magii. Znajdował się przed niewielkim rozwidleniem. Korytarz w prawo zdawał się pusty, jednak pogrążony w całkowitych ciemnościach. Na lewo za to prowadziła ścieżka wytyczona przez coś, co przypominało pajęczynę, ale korytarz zdawał się oświetlony. Dźwięki drażniące ucho nie były niczym niezwykłym – kapanie, delikatne postukiwanie, szum jakby wiatru.
- Kim jesteś? Czego tu szukasz? – pytania rozległy się w głowie mężczyzny, nie podpowiadając kierunku, który powinien obrać.

Raiden "Malekith" Minamoto

784


185 cm


I see beauty in everything but it all is still fading away






[Cytuj]
Multikonta: Freya Johansen, Damien C. Ashdown
Wynieście wszystko, nawet śmieci z kubełków na zapleczu. Tak mógłby doradzać w międzyczasie szukając w miarę bezpiecznej fortecy dla całej wiedzy z biblioteki. Wróć, części, im więcej skrytek tym lepiej. Archiwiści za rozdzielanie zbiorów go zjedzą ale lepiej nie tracić nagle całego bloku tematycznego. Stojący na rozdrożu Czarownik usiłował posłać w kierunku skąpanego w ciemności korytarza coś na wzór ognistej flary mającej nieco ją rozświetlić. Liczył na to że nawet jeśli wytraci swoje właściwości i zniknie to pozwoli przynajmniej na kilka sekund zorientować się w otoczeniu i ewentualnych jego mieszkańcach. Gdyby miał zgadywać to było to leże achaierali, wątpił aby nietoperze je opuściły ale nie zawadziło spróbować sprawdzić. Alternatywę stanowiło wpakowanie się na kurii, o ile dobrze interpretował pajęczynę.
- Malekith, o ile taka odpowiedź cię satysfakcjonuje. W przeciwnym razie nie krępuj się i drąż dalej a zaspokoję ciekawość bardziej - próbował odpowiedzieć w myślach, być może rozmówczyni mogła je odczytać. - Odpowiedzi, porad, wsparcia. Wszystkiego co może przydać się w zażegnaniu zagrożenia ze strony Mroku, możliwie jak najmniej krwawo - odparł ze szczerością serca, bo o ile jego emocje zostały niejako odblokowane tak nadal pragnął rozwiązać problem z Pradawnym permanentnie. Historia uczy że walka to rozwiązanie tymczasowe, na setki lat ale jednak.
Jeżeli przypuszczenia co do korytarzy był słuszne i nikt poradami lub transportem nie wsparł, miał zamiar udać się tym najciemniejszym szlakiem. W zasadzie zrezygnuje z jakiegokolwiek wyboru w tej turze tylko pod jednym warunkiem, dostrzegł tam coś innego niż achaierali. bazując na przypuszczeniach, drapieżne nietoperze są nieco lepszą opcją niż jadowite pająki. W razie spełnienia warunku umożliwiającego podróż spróbowałby przywołać zwłaszcza na górne partie ciała coś w rodzaju parasola, byle ochronić się przed tymi stworzeniami. Następnie chwyciłby w dłoń tanto i udał się w mrok. Gdyby te chciały spaść mu na głowę i tarcza parasolkowata wygasła, nie pozostawało mu nic innego jak próbować dźgać intruzów przy jednoczesnej próbie przebrnięcia przez ten odcinek.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Flara, szczęśliwie wytworzona, poleciała na odległość dwóch metrów. Niewiele, żeby poznać co kryje korytarz, ale wystarczająco, żeby upewnić się, iż w odległości dwóch metrów nie zamieszkują go żadne demony. Od razu tak posądzać labirynt o hodowanie przeróżnych stworzeń... Może był zaniedbany, może i nie prezentował się nad wyraz urokliwie, ale od razu miałby być zawszony demonami? Chociaż dobrze, akurat ten korytarz z pajęczynami zamieszkiwały kurii. Nikt ani nic nie może być idealne, prawda?
- Nie ja przychodzę tutaj z pytaniami, choć nie tylko ja znam odpowiedzi - głos ponownie się odezwał, łagodnie tym razem, niczym powiew letniego wiatru. - Zanim do mnie dotrzesz, odpowiedz sobie raz jeszcze na pytanie... Kim jesteś? - padły jeszcze słowa, po czym wszystko zamilkło. Nie zapadła zwyczajna cisza, ale magiczna, wygłuszająca wszystkie dźwięki. Malekith mógł rozglądać się na wszystkie strony, widział wszystko, jednak dźwięki się straciły. Został w magiczny sposób pozbawiony słuchu, co zdecydowanie utrudniało nasłuchiwanie zagrożenia. Czy na stałe? Tego w tej chwili nie mógł wiedzieć. Pewne jednak było, że sam sobie nie poradzi z pozbyciem się problemu. Z drugiej strony, co było gorsze? Utrata wzroku, czy słuchu?
- Mrok nie stanowił nigdy prawdziwego zagrożenia. Poznałeś jego historię, wiesz co nim kieruje. Pytanie czy go rozumiesz? - kolejne słowa przewinęły się przez umysł czarownika, co stanowiło nieco upiorne odczucia. Słyszeć myśli, a poza nimi zupełnie nic. Cisza. Jaki więc wykonujesz ruch czarowniku? Idziesz w stronę nieznanego, mrocznego korytarza, czy decydujesz się jednak na przebijanie się przez pajęczyny? A może rezygnujesz z wycieczki do Katji? Tik tak, czas ucieka. Pamiętaj, że w Wymiarze czas biegnie inaczej i jak stąd wyjdziesz może się okazać, że drużyna wybrała się już za portal, a ty znów nie dotrzymałeś słowa danego pewnej wróżce.

Raiden "Malekith" Minamoto

784


185 cm


I see beauty in everything but it all is still fading away






[Cytuj]
Multikonta: Freya Johansen, Damien C. Ashdown
To nie posądzanie, jedynie próba wnioskowania! Część Czarowników to podłe mendy, męczące Demony a przecież labirynt to rzadki obiekt wędrówki maga. Tutaj mają masę spokoju, a że nietoperze lubią ciemność… Na ich miejscu też by tutaj zamieszkał.
- Tym który łudzi się że ryzykując życie dla sprawy Faeriolandu i własnych pobratymców, bo część jest mu bliska, choć trochę zrównoważy złe uczynki z okresu Mrocznej Wojny. Nie przed społecznością Podziemia, zwłaszcza Clave, a tym kim zwykł być przed kilkunastoma latami - szczerzej już odpowiedzieć nie potrafił, a prezencja samego siebie była zarazem motywacją do działania. Prawdę powiedziawszy to liczył po cichu na to że nie wyjdzie stamtąd żywy, paradoksalnie Mrok zapewniał mu jakieś godne zajęcie. Co zrobi gdy zabraknie globalnego zagrożenia? Tego nie wiedział on sam.
Przynajmniej w ewentualnym wirze walki nie będzie miał problemu z odbiorem przekazu kobiety, choć chwilowo wzrok nie był najważniejszy bo drogą którą obierze i tak jest skąpana w mroku. Co nie zmienia faktu że pozostawały jedynie zmysły pokroju dotyku czy zapachu. Mało ale nie miał zamiaru się wycofać, nie jeśli to mogło im się opłacić. Spore ryzyko bo potencjalnie mógł skończyć martwy, niezdolny do walki lub o mocno ograniczonych możliwościach bojowych. Biorąc pod uwagę ich liczby, jakąś stratą to jest. Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana, najwyżej wściekła Niedźwiedzica rozwali mu łeb.
- Tęsknota, gniew i frustracja. Pragnie szczęścia u boku Iskry, zapewne i powrotu do dawnych czasów, czerpania radości z kreowania… Mści się na nas, potomkach tych którzy mu to wszystko odebrali, Światło zmusili do napędzania Spiralnego Wymiaru a go spętali i ukryli przed światem. I wreszcie frustracja, jego druga połówka uratowała nam skórę dwa razy i zdaje się serdecznie nie aprobować jego działań, ślepego dążenia do wybicia Czarowników i Faerie. Nawet jego dziecko śmiało mu się przeciwstawić. Z dala od swej „miłości”, niemogący znaleźć zrozumienia u żadnej choć trochę związanej z nim duszy. Stąd robi co robi - taka była opinia Malekitha, czy lub w jakim stopniu słuszna, nie mógł tego ocenić.
Czarownik ruszył z tanto w dłoni przez ciemny korytarz będąc mimo to nastawionym na jakieś mniej przyjacielskie demoniczne byty. Mówiąc kolokwialnie gówno widzi, słyszy jeszcze mniej, więc pozostawałoby dźgać gdy coś już go zacznie drapać.

  

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
W pewnym sensie Spiralny Wymiar czekał na mieszkańców, więc kto wie, Czarowniku, kto wie... Jednak nie to było teraz najważniejsze. Kiedy ostatecznie zaczął odpowiadać zgodnie z własnym sumieniem, mógł wyczuć, że jego rozmówczyni zaakceptowała jego słowa. Czy im dowierzała? To była zupełnie inna bajka, ale teraz naprawdę powiedział kim jest. Nigdy nie chodziło o zwykłe imię. Imiona miały nas rzekomo cechować, wierzono, że nadając komuś imię, wpływa się na istotę, narzucając jej konkretną ścieżkę życie. Imię miało decydować o charakterze nowego człowieczka... Czy tak było rzeczywiście? Nie...Raczej nie. O tym kim jesteśmy mówiły nasze decyzje i nasze czyny, nie imię. Imię można było zmienić, przeszłości nie. Tak samo nasze pragnienia, a te właśnie wyjawiał Malekith.
O globalne zagrożenie nie należało się martwić. Chociaż byli po części diabłami, byli wciąż ludźmi, a ludzi cechowało dążenie do samozagłady. Zniknie Mrok, przyjdzie ktoś nowy i będzie się tak toczyć koło ukochanej Fortuny. Zupełnie jak mijający czas, spędzany na pogawędkach myślami z Katją. Ostatecznie mężczyzna wybrał korytarz, w którym nie miał już do dyspozycji wielu zmysłów. Pozbawiony magicznie słuchu, ciemnością wykluczony wzrok, przez trzymanie broni i dotyk kulał. Pozostawał węch, gdyż "smakować" terenu wokół lepiej nie próbować. Co zatem mógł mężczyzna wyczuć? Siarkę. Odór siarki, jaki dobiegał również z gabinetu, po wizycie w nim Nerezzy. Szkoda, że nikt o tym nie wiedział. Wielka szkoda...
- Czego oczekujesz ode mnie? Dlaczego miałabym wam pomóc, skoro sami działacie wbrew sobie? Dwie z was oddały swoją długowieczność, aby Wymiar wytrzymał, a co zrobiliście dalej? Czy ktoś podzielił się swoim życiem z nimi? Dlaczego miałabym pomagać wam i sprzeciwić się woli tego, który mnie utrzymywał przy życiu przez tyle lat, który dał mi więcej, niż wy? - pytania krążyły w głowie Czarownika, ale nie było w nich czuć agresji. Jedynie nostalgię, smutek i wyrzut. Od odpowiedzi zależało czy otrzyma kolejne wskazówki. Zapach siarki nabierał na intensywności, aż nagle mężczyzna mógł poczuć silne uderzenie w bok, które cisnęło nim o ścianę. Lewym barkiem trafił na róg ściany, najwyraźniej po tamtej stronie był zakręt, równie ciemny jak korytarz, którym się posuwał do przodu. Zaś przed sobą Nagle mógł dostrzec jak ciemność zaczyna falować, jak coś pośrodku niej zaczyna się rozjaśniać, może nawet należałoby użyć określenia rozpalać, by po chwili w czyimś pysku utworzyć kulę ognia, która została posłana w kierunku Czarownika.



W celu uniku spalenia rzut k3, gdzie:
1 = szczęśliwie wykonany unik, Fortuna ci sprzyja
2 = nadpalona część ubrania w górnej połowie ciała, czujesz swąd przypalonych włosów
3 = zabić, cię nie zabije, ale ubrania wtapiają się w nadpaloną skórę, na klatce piersiowej i ramionach, a broń zostaje wypuszczona z dłoni

Raiden "Malekith" Minamoto

784


185 cm


I see beauty in everything but it all is still fading away






[Cytuj]
Multikonta: Freya Johansen, Damien C. Ashdown
Rzut na spalenie

Imiona to zaskakująca rzecz, choć miały jeszcze jedną funkcję, własnej tożsamości której nie ujawnia się światu. Czarownik przekonał się o tym na własnej skórze z rąk dawnych oprawców, jednym z elementów tresury było pozbycie się starego miana. Na papierze nie wyglądało to źle, nie w obliczu tortur albo tego co mogłoby się z nim stać gdyby rzut kostką okazał się pechowy. Jedno z drugim miało sporo wspólnego. W praktyce jeżeli tracisz ostatnią rzecz jaka ci pozostała, bo obdarto cię nawet z godności, to kim jest ta poczwara którą dostrzegasz w lustrze? On nawet nie chciał wymówić tego słowa na „M”, to było zabronione. Czyny mówiły więcej o człowieku, ale ten w najbardziej prywatnych chwilach musiał się jakoś do siebie zwracać.
- Wolna wola - zaczął wywód od tych słów kluczy. - Zastanawiał cię kiedyś fenomen szarzenia? Gdy po przeżyciu kilkuset lat widziałaś już wszystko i każda czynność uchodząca za przyjemność była po prostu mdła? Chwila w której uświadamiasz sobie że nie potrafisz znaleźć dla siebie miejsca? Lub po prostu tracisz wystarczająco bliskich ci osób aby odpuścić i chcieć do nich dołączyć w zaświatach, a każda kolejna strata dobija cię coraz bardziej. Powodów do chęci zaznania najzwyklejszej śmiertelności jest oczywiście więcej. Wiem jedno, obie oddały swą długowieczność dobrowolnie i jedna z nich ma wątpliwości co do dalszego kroczenia po tym świecie. Wiesz co jest dobijające? Argumenty do ewentualnej zmiany zdania ma tylko ona, nikt inny nie jest i nie będzie ich w stanie dostarczyć. Nawet najbliżsi. - Dar długowieczności to piękno, do pewnego momentu i najczęściej tylko w oczach tych którzy nim nie dysponują. Wystarczy jeden zły dzień aby z błogosławieństwa stał się przekleństwem. Inną sprawą pozostawało to że Czarownicy po prostu nie byli w stanie złożyć się na kolejne kilkaset lat dla dwóch wiedźm, brakowało środków w postaci najprawdopodobniej Białej Księgi. To kolejny argument który powinna odczytać. Biorąc pod uwagę ich niesprecyzowaną długość życia, w zasadzie do samobójstwa lub nienaturalnej śmierci, takie pięć dych od każdego to drobiazg za ocalenie wiedzy z której korzystał od dawien dawna. Biblioteki miejskie same się nie finansują, nieprawdaż?
- W gruncie rzeczy jesteśmy ludźmi, niszczymy własne otoczenie tylko po to aby później spróbować uratować to co się jeszcze da. Co nie zmienia faktu że nasze obecne pokolenie nie jest odpowiedzialne za grzechy przodków, kataklizm związany z Faeriolandem u samych swych podstaw nie jest z naszej winy - powiedział a jego słowa miał sięgać dalej niż samo uwolnienie Mroku przez wesołą eskapadę w której nie brał udziału. Obecnie same zapomniane dzieje uchodziły wręcz za legendę aniżeli prawdziwą historię. Ciekawe ilu „nowoczesnych” Faerie i Czarowników w ogóle wiedziało o samym Pradawnym i Iskrze. - Musimy uczyć się na własnych błędach. Jeżeli przez nasza arogancję i ignorancję stracimy Spiralny Wymiar, ostatecznie będziemy musieli wziąć to na klatę. Niemniej w tej chwili musimy naprawić te sprzed tysiącleci. Dawniej próbowano rozwiązać to przemocą i oboje wiemy jak to się skończyło. Rozumowanie moje i wielu innych skłania się ku innej opcji, bardziej pokojowej i zakrawającej o Iskrę. Wierzymy że tylko ona jest w stanie uspokoić Mrok, swoją dawną drugą połówkę - Czarownik zrobił krótką przerwę na przysłowiowe wzięcie oddechu, zrobienie tego dosłownie jedynie podrażniłoby nozdrza siarką jeszcze mocniej. Z jakimi oczekiwaniami tutaj przybył? Czego chciał od niej Malekith?
- Szansy na ostateczne rozwiązanie konfliktu, tak aby ścieżki obydwu stron już nigdy się nie przecięły i historia ponownie nie zatoczyła koła - tylko tyle. Katja mogą byś świadoma jednego, jeżeli nie zechce pomóc to Czarownik nie będzie jej zmuszał ani dalej nagabywał, odejdzie. To w jakim stanie to inna historia i raczej nie jej zmartwienie…
Dragonidae? Taką miał myśl, zaraz po lądowaniu przy progu i widoku lecącej w jego kierunku kuli ognia. Nie zwlekając Czarownik zamierzał skryć się za rogiem, to idealna okazja do utylizacji szczęścia z kosteczki. Postawi na tę tezę, to zdawało się mieć sens. Dodatkowo będzie starał się wyczuć czy demon zbliża się do niego przy pomocy pozostałych zmysłów. Nos będzie starał się wyczuć czy siarkowy aromat nie ulega natężeniu, dotykiem podłoża spróbuje zorientować się czy podróba gada nie idzie w jego kierunku. Jeżeli leci to w końcu powinien odczuć powiew powietrza na swojej skórze. W każdym razie Czarownik spróbuje wyczekać przeszkodę i gdyby tylko się zbliżała, rzuci tanto w przeciwny koniec korytarza. Jeżeli zwierz widzi tyle ile on, może skusi się na te odgłosy i rzuci się w tamtejszym kierunku. Wtedy Raiden poleci sprintem w głąb korytarza, przy odrobinie szczęścia może wygramoli się gdzieś na jego koniec bez pościgu. Farciarski idiota albo wkrótce martwy debil, to się okaże.

  

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
- Nie prosiłam o ocenę działań tamtej dwójki. Dzięki nim macie wciąż swoje zasoby wiedzy, niektórzy mają tu jeszcze dom. Jednak skłonne do poświęcenia były tylko one, a reszta? Nawet nie raczyła naprawić szkód – głos rozbrzmiał w myślach Malekitha, nieznacznie przerywając mu wywód. Mógł wyczuć rozdrażnienie. Nie musiał mówić jej o wolnej woli, w końcu sama się jej poddała. Sama, z własnej chęci, tkwiła wciąż w Zamku. Wcześniej towarzyszyła Iskrze, rozmawiała z nią, rozmawiała z Mrokiem. Rozumiała oboje, zupełnie, jakby miała w sobie dwie walczące osobowości. Nie chciała jednak pomagać czarownikowi tylko dlatego, że przyszedł z prośbą o pomoc. Nie. Jeśli sami nie potrafili o siebie zadbać, zadbać o to, co im dano, dlaczego nie należałoby się ich pozbyć? Przyjdą nowi, demony nie przestaną swoich zabaw z Przyziemnymi. Może jednak obecnym przydałaby się poważna nauczka?
Kiedy zaczął mówić o Iskrze, w jego myślach pojawił się pomruk aprobacji. Tak, dobrym tropem szli, Iskra potrafiła wiele i była silnym sojusznikiem. Sposób, w jaki mężczyzna próbował namówić Katję do pomocy nie był może idealnym. Zbyt dużo filozofii, gdy można było w prostszych słowach. Z drugiej strony, ujawniał też więcej siebie samego, a to dziewczyna wyjątkowo ceniła.
Słusznie zrobił, chowając się za róg. Kula ognia uderzyła w ścianę, w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą stał. Światło, jakie dawała, na moment oświetliło korytarz pokazując, gdzie mógłby iść. Zaułek, w którym się schował, był ślepą uliczką, zaś dragonidae blokował możliwość przejścia dalej. Wyczuwając swoją nową zdobycz, demon postawił ostrożnie dwa kroki w stronę mężczyzny, nim znów wszystko przykryła ciemność. Zapach siarki był na tyle intensywny, że zdawał się uszkadzać receptory w nosie czarownika. Tym samym nie było możliwości wyczucia nasilającego się zapachu. Pomysł jednakże z rzuceniem broni dalej w bok był odpowiedni. Demon ruszył w stronę odgłosów, ułatwiając ucieczkę Czarownikowi.
- Iskra jest dobrocią samą w sobie. Skoro nie odeszła do Mroku, ma jeszcze gdzieś swoje ciało, możliwość wejścia w nie. Równie prastare istnienie, dbające o wszystko, co jest jego dziełem. Domyślasz się, kim Iskra może być? Przywołać ją do siebie, odnaleźć, może ktoś przepełniony dobrocią i łagodnością. Ktoś, kto nie splamił swojej duszy krwią innych – mówiła spokojnie, ze śmiechem dźwięczącym w jej głosie. - Uważaj – dodała, a Malekith mógł poczuć, jak ziemia zaczyna drżeć. Gdyby mógł słyszeć, usłyszałby dziki ryk dragonidae, który odkrył podstęp i teraz biegł korytarzem w szale. Gdyby tylko mógł... Zamiast tego tuż obok jego ramienia przemknęła kolejna fala ognia. Druga już szybowała wycelowana w mężczyznę. Co robisz?


Rzut kosteczką k3, gdzie:
1= unik, Fortuna wciąż ci kibicuje
2 = czujesz gorąc na swym ciele, ubranie zostaje nadpalone, ale wciąż wglądasz dobrze
3 = ubranie stapia się ze skórą na plecach, poćwicz nad refleksem

Raiden "Malekith" Minamoto

784


185 cm


I see beauty in everything but it all is still fading away






[Cytuj]
Multikonta: Freya Johansen, Damien C. Ashdown
Taktycznie jak w Bieszczadach

Być może faktycznie Malekith filozofował zbyt wiele, niemniej aby dobrze rozpatrzyć nawet prostą odpowiedź, należy znać cały kontekst. Na jakiekolwiek bóstwo, był Azjatą a u nich niczego nie wolno mówić wprost. Jeżeli słusznie łączył imię dziewczynki z kulturą europejską, nie dziwił się. Ci zawsze woleli prostotę od złożoności co nie zawsze wychodziło im na dobre. Z drugiej strony ludzie z Dalekiego Wschodu tracili przez dysputy masę czasu. Tak źle i tak niedobrze, choć w tym wypadku Raiden postawił na otwartość ze swojej strony. To w pewnym sensie wymagało stanu harmonijnemu z samym sobą, przydatne szczególnie gdy ktoś próbuje obrócić konkretną słabość przeciwko jej posiadaczowi.
- Nie było mnie tam w chwili przybycia Mroku do tego wymiaru i nie wiem jak dokładnie przebiegał proces oddania długowieczności. - odparł bardziej zwięźle. Równolegle z tamtymi wydarzeniami mu przypadł Faerioland, zaproszenie którego nie mógł odrzucić. Znał jedynie efekty i to z nietypowej relacji, duetu Mroku i Shizhiego. - Mogę jedynie odpowiadać za siebie, a jeszcze lepiej oddać do oceny kogoś innego z tym czy miałem jeszcze czas na angaż w naprawę wymiaru - Czarownik mógłby zasłaniać się tym że zajmował się to strategowaniem i obradami, później rzemiosłem, tylko po co? Jeżeli Katja mogła wejść mu mocniej do głowy, jako ktoś stojący z boku tych wydarzeń to będzie dysponowała bliższą prawdy odpowiedzią. Mało to sprzyjające osiągnięciu celu podróży Japończyka, co najwyżej szczere. Może i faktycznie należała im się nauczka, tylko jak ktokolwiek miałby wyciągnąć z niej lekcje, jeśli cała rasa w końcu będzie gryźć piach?
Zaułek, niedobrze. Z drugiej strony zdawał się mieć kontakt z dziewczynką i w tym miejscu, więc nie było tak źle. Co nie zmienia faktu że i tam miał zamiar cofnąć się do wcześniejszego miejsca, na rozstaj dróg. Pomijając coś co przypominało smoka, Czarownik zapomniał o kilofie aby przekopać bezpieczną odnogę tunelu aż do samego celu. To musiałoby wyglądać zabawnie, może następne demony umarłyby ze śmiechu?
- Strażnik Lasu - odparł niemalże natychmiast, tak jak wcześniej podejrzewał. Oby tylko ich wolontariusz okazał się naprawdę czyściutki, tak jak zapewniała Niedźwiedzica. Bo niestety ale w czasie wyprawy kogoś choć w połowie tak niewinnego już mieć nie będą.
Czarownikowi nie pozostało wiele, poza szybkim rzutem oka przez ramię gdy tylko obok jego osoby świsnęła pierwsza kula ognia. Nie miał zamiaru gapienia się na drugą, rzucił się na przeciwny bok korytarza aby jej uniknąć. Jeżeli ten był za wąski, padł na ziemię i zerwał się do dalszego biegu gdy tylko pocisk przeleciał tuż nad nim.
- Dziękuję - odparł siląc się na należytą kurtuazję, zarówno za cynk jak i potwierdzenie informacji. Nawet jeżeli nie będzie niczego więcej, to już coś. Każdy pewny punkt planu jest na wagę złota. Mimo to coś go jeszcze tknęło, niekoniecznie związanego z samymi pytaniami ale samą dziewczynką. - Zważywszy na to że nie ma tutaj ani Mroku ani Iskry, nie czujesz się osamotniona? Albo może czegoś potrzebujesz? - spytał, z czegoś więcej niż kurtuazji i odrobinki niżej niż troski jak o własne dziecię.

  

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
- Jeśli nic nie zrobicie w sprawie Wymiaru, nic wam już nie zostanie. Zapamiętaj to ostrzeżenie. Nie zostało wam wiele czasu – odezwała się w jego głowie, niewiele przed atakiem dragonidae. Trzeba było przyznać, że miał dużo szczęścia w labiryncie. Nie to, co jego poprzednicy. Twierdził, że nie wiedział co miało tu miejsce wcześniej. Wierzyła mu. Nie wyczuwała w nim fałszu, a to dobrze o nim świadczyło. Właściwie tylko dlatego odpuściła mu i nawet postanowiła nieco pomóc. Wciąż jeszcze posiadała odrobinę magii, mogła dzięki niej komuś zaszkodzić, albo pomóc. Jak już mógł się czarownik przekonać, jeden ze zmysłów potrafiła komuś wyłączyć.
- Nie będziecie mieć łatwo, próbując go odnaleźć, ale jest to prawdopodobnie wasza jedyna możliwość. Kto wie, może się uda? – rzuciła cicho, a Malekith zdecydowanie w jednej chwili mógł poczuć, że coś zostaje mu przywrócone. Już nie tylko czuł siarkę, ale także słyszał wściekłego demona za sobą. Ryk, huk tworzony przez jego ogon, który obijał się to o jedną, to o drugą ścianę, łopot skrzydeł, które na darmo próbowało stworzenie rozłożyć. Jeśli jednak próbował w jakikolwiek sposób uciekać, nie musiał tego robić. Coś szarpnęło czarownikiem za brzuch, w okolicy pępka, aby w okamgnieniu przenieść go do wcześniejszego rozwidlenia, z którego rozpoczął swoją wędrówkę w poszukiwaniu odpowiedzi. Tuż obok niego stała młoda dziewczyna i przyglądała mu się z lekkim uśmiechem. Nie było w nim jednak zbyt wiele radości, już prędzej nostalgia.
- Dawno nikt mnie o to nie pytał. Powiedzmy, że chciałabym abyście nie zapomnieli o Wymiarze, który jest także moim domem. Ocalcie krainę Faerie, a później własną przystań – odpowiedziała spokojnie, po czym jedynie uśmiechnęła się szerzej, wykonując lekki ruch dłoni. W następnej chwili zniknęła, zostawiając mężczyznę samego. Ile czasu minęło? Oj, raczej nie tyle, ile można byłoby chcieć. Pora biec przed portal...


/zt
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo