Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Chciałoby się, w tej całej pojebanej sytuacji, zakrzyknąć: Król umarł, niech żyje Król! Problem polegał na tym, że Taillis nawet nie miała pojęcia, do którego z dwójki dzieci najwyższego miałaby zwrócić się w ten sposób. Gdzieś tam podświadomie uwierało ją również poczucie, że umierający władca włożył na jej barki ciężar całego królestwa, ale ponieważ nie była istotą, która głęboko zastanawiałaby się nad podobnymi sprawami, odsuwała to na razie na bok, na dalszy plan, skupiając się na razie na najprostszym zadaniu. Musiała wyprowadzić Devanę z miejsca, w którym własnie się znaleźli. Zabrać ją od innych, których na razie owładnął jakiś szał, nienawiść, nie wiadomo co właściwie. Musiała ją stamtąd zabrać, a następnie znaleźć dla niej bezpieczną kryjówkę, chociażby tylko na tę jedną noc. Musiała również wymyślić, gdzie szukać Oinari i jak znaleźć Lenna teraz, gdy jedyne co posiadała, to zniszczone ubranie na własnym tyłku. Nie pozostało jej nic więcej, a póki ból zaczynał brać w niej górę, nie była w stanie wpaść na żadne sensowne rozwiązanie problemu. Zresztą, kurwa, czy ktokolwiek by się temu dziwił? Taillis dyszała z wyczerpania, kości trzeszczały, krew krzepła, a ona nie była w stanie zapewnić sobie należytego wypoczynku. Została stratowana, rzucona o podłogę, a na sam koniec to gówno w błyszczącym dresie postanowiło jeszcze wbijać w nią ten swój nóż, jakby była pieprzonym mięsem na patelni. Zamierzała później rozwiązać kwestię Bevina, teraz nie była na nią zdecydowanie gotowa, tak samo jak nie była przygotowana na to, jak porozmawiać z siostrą. Patrzyła na nią zastanawiając się, czy ona sama przeżywała tak śmierć swego ojca. Nie. On był tchórzem, który zakończył własne życie, bo uznał je za nazbyt długie i nudne. Nie płakała za matką, bo ta zniknęła właściwie bez słowa i Taillis nawet nie wiedziała, kim ona była i czy odziedziczyła po niej jakiekolwiek cechy. Może była, kurwa, jebaną księżniczką, która popełniła pierdolony mezalians? Nie zdziwiłaby się bardziej niż na widok prawdziwej istoty Króla.
- Nie żyje, ale do domu wrócimy - wycharczała splunąwszy ponownie i już miała powiedzieć, że kiedy tylko odpoczną, poszukają Oinari, gdy do jej uszu doleciał odgłos kroków. Były tak blisko, że kobieta nie zdążyła w żaden sposób zareagować, a potem jedynie sapnęła jak zirytowany niedźwiedź, by zaraz zamknąć oczy i poddać się działaniu mocy. Ciepło, które rozchodziło się po jej ciele, kołysało ją przyjemnie, zabierało od niej mdłości, zabierało od niej wszystko to, co ją otępiało. Z każdą kolejną chwilą była w stanie myśleć coraz bardziej przejrzyście i logicznie, chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że to co ma do powiedzenia, nie spodoba się rodzeństwu i była niemalże przekonana, że uznają ją za wariatkę. Wzięła głęboki oddech nie czując już bólu w klatce piersiowej, z przyjemnością odnotowała zatem, że żebra miały się na nowo dobrze. Przez chwilę trwała jeszcze bez ruchu, a później uniosła powieki i spojrzała na Devanę, wprost w jej oczy, świadoma obecności Oinari, który choć milczał, na pewno wciąż miał uszy i mógł jej słuchać.
- Król zobowiązał mnie do ochronienia was, uratowania, zabrania z wyspy. Nie podołałam temu zadaniu, ale będę broniła nas wszystkich aż po dzień, kiedy odzyskamy swój kraj - powiedziała zadziwiająco jak na siebie uroczyście. Była jednak wojownikiem i składanie podobnych przysiąg było dla niej naturalne. Składała je zawsze na własne życie, nie musiała tego zatem dodawać, urodziła się, by walczyć, a jedyna walka jaką znała, to ta siłowa. Nie nadawała się do pertraktacji, do dyskutowania, ona mogła tylko przeć na przód i szukać dróg wyjścia z sytuacji, w jakiej się znalazła. Była gotowa wylać całą swoją krew, by ich osłonić i zaprowadzić do domu. - Składam to na wasze ręce, bo tron należy do was - dodała jeszcze twardo, czując jednocześnie jak coś metaforycznie przygniata jej ramiona. Jak miała ich wszystkich ochronić? Och, kurwa, była wojownikiem. Niejedno już robiła i niejednego zapierdoliła w imię wolności wróżek, jeśli będzie trzeba, zrobi to również teraz. Nie miała już komu ślubować, pozostawała tylko ta dwójka, tylko ta dwójka, na którą pośrednio właśnie, kurwa, spoglądała. Nie wiedziała, które z nich wstąpi na tron, które ostatecznie ich poprowadzi, ale czy mieli w ogóle o czym teraz dyskutować? Mieli. Ktoś musiał ich prowadzić. Patrząc zaś na Devanę miała wrażenie, że sama musi stać się teraz na nowo pierwszym jebanym marszałkiem polowym, bo inaczej chuj z tego wyjdzie.
- Nie dostałam po głowie, nie jestem ślepa i nie jestem aż tak, kurwa, głupia, żeby nie wiedzieć, co widziałam - powiedziała po chwili i tym razem jej głos brzmiał jeszcze pewniej niż wcześniej. - Król poświęcając się w imię nas wszystkich odsłonił swoją prawdziwą osobę. Może widzieliście skrzydła, chuj wie, ja widziałam wszystko. Wasz ojciec był smokiem i chociaż za chwile mi powiecie, że chyba mi się coś pomyliło, będę upierała się przy swoim. Gdyby Catriona nie była taka obrażona, też by to powiedziała. Gdyby Lisica nie... też by to potwierdziła. Płynie w was smocza krew - dodała i spojrzała niesamowicie wręcz znacząco na Devanę. W nim też.
I am brave, I am bruised
I am who I'm meant to be, this is me
Look out 'cause here I come
And I'm marching on to the beat I drum
I'm not scared to be seen
I make no apologies, this is me

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Wpierw leczenie, potem informacje, a przedtem jeszcze próba pochwycenia siostry. Dziwne? Ależ skąd! Zabranie mu uczuć to jedno – naruszenie intelektu zaś drugie. Mózg choć w ograniczonym działaniu, nakazał ciału się poruszyć. Ciało to więc drgnęło zgodnie z poleceniem zaraz po zaleczeniu ran szpecących Niedźwiedzicę. W ciszy Oinari podszedł, złapał, po czym objął i zamknął siostrę w klatce silnych ramion. Wtem spojrzał nań łagodnie matową czernią ślepi. Już się nie ukrywał. Obdarty ze swych masek i z tej jednej, którą podkradł bezczelnie z siostrzanej torby, stał przed nią zupełnie nagi – nagi w pojęciu poznania ukrytej prawdy. Tylko sama Devana mogła odpowiedzieć sobie na pytanie – czy widziałam kiedyś jego twarz? Póki co stanowiło to mało istotną informacją. Znów w ciszy i spokoju oraz z otuloną ciepłem siostrą Oinari wsłuchał się w słowa ich strażniczki.
- O ile w ogóle go odzyskamy. – spójrzmy prawdzie w oczy. Realia były brutalne, czego wróżek nie raczył już nawet ukrywać. Odkąd emocje spłynęły po nim jak po kaczce – od kiedy upadł na samo dno, zaczął dokładnie analizować. To i tylko to trzymało go na tym świecie – to i tylko to świadczyło o jego zawieszonym bycie jako istota ponoć żyjąca. To i kilka innych rzeczy, w tym odpowiedzialność za siostrę oraz…
- Bez wsparcia innych, składanie czegokolwiek w nasze ręce mija się z celem. Jedna osoba nie wystarczy, aby to wszystko naprawić. – nie teraz, gdy tak wiele wróżek przeżywało swoje żałoby. Ktoś z nich miałby przejąć tron? Tylko kto? On? Devana? Spójrzcie na nich – jedno w gorszym stanie od drugiego – jedno trwające w zwieszeniu pomiędzy światami i drugie leżące w bezruchu na dnie własnego jestestwa, gdzie nie docierały nawet maleńkie iskierki. Jak ktoś taki miał wziąć na siebie odpowiedzialność za resztę? No i tamci… Wszyscy wyraźnie widzieli kłótnię, podział, tak zwane wyjebanie…
Serce wciąż próbowało się bronić, jednak z każdym uderzeniem umierało coraz bardziej. Ogony poruszyły się niespokojnie, wkrótce otaczając zrozpaczoną w kruchej nadziei przyniesienia ulgi. Z dwójki rodzeństwa to właśnie ją powinno się ocalić, bo chociaż pustka nie była taka zła, to nie powinna skalać swą skazą jej niewinnego ciała.
- Smok? Skrzydła? O czym Ty mówisz? – nawet pomimo chłodnego rozsądku wieści przekazane Oinariemu przez Niedźwiedzicę były... Niewiarygodne. Coś kiedyś słyszał o smokach, jak zresztą każdy – ot wielkie, potężne stwory zamieszkujące szczyty gór w centrum kontynentu. Ojciec jednym z nich? Smocza krew? Brwi wróżka mocno ściągnięte ku środkowi ewidentnie zdradzały jego zmieszanie. Z drugiej strony czy wojowniczka miałaby dość odwagi aby kłamać? Nie, to nie jej styl – była na to zbyt… prosta. Zresztą… Lisy, mrok, magia, śmierć i życie… Ex książę sam nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć.
I tak w to nie wierzę… - krzyknęło rozpaczliwie walczące serce, chwilę potem uderzone chłodem obumarłego jestestwa. Puste oczy z Devany znów uniosły się na wojowniczkę.
- Jedyne co możemy teraz zrobić, co powinniśmy, to zebrać ocalałych i znaleźć schronienie. – w głosie nagle zagościła gorycz. Gdzie się podzieją? Co zrobią? Jak na ich przybycie zareagują… Nefilim?

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat

Devana

1072


170 cm


Looks like a cinnamon roll but could actually kill you







[Cytuj]
Multikonta: Opal, Viviane, Kasia
Czemu było tak ciężko jej się pozbierać? Czemu ból w sercu odbierał jej świadomość, czemu nie potrafiła się wziąć w garść? A przecież musiała, musiała to zrobić dla tych, których obiecała chronić. Wyrzuty umienia wżerały się w nią, zaczynały przewiercać ją niemal na wylot. Nie zdołała pomóc Ojcu, nie dała rady ochronić go przed oddaniem życia za ich lud, nie zdołała znaleźć innego sposobu. Zawiodła we wszystkim, co miała zrobić. Jednak nie mogła zawieść też teraz. Nie.
- Jak? - zapytała Tailis, gdy ta tak łatwo zapewniła ją o czymś tak wątpliwym. Nie wiedziała, co mając robić, była nadal ogłuszona przez wszystko, co się wydarzyło, choć było z nią lepiej. Oh, jakby chciała tak jak Tai myśleć, jak zwykły żołnierz. Jak bardzo chciała przyjąć informacje bez ich analizowania, bez wytykania sobie każdego błędu, bez zastanawiania się: co gdyby?
Czy mogła uratować Króla, czy mogłaby powstrzymać to wszystko, jakoś mu pomóc? Cholera, przecież od tego była! Miała go strzec, miała mu towarzyszyć, była gotowa oddać za niego życie, byleby zapewnić mu i swojej rasie bezpieczeństwo. Przecież to dzięki niemu zyskała wszystko, co miała. To on zapewnił jej szkolenie, nauczył żyć na dworze, odkrył jej talenty. To dzięki niemu odkryła szachy, stała się tym, kim była. Zawdzięczała mu tyle, a nie potrafiła nawet zapobiec jego śmierci.
Oinari. Dała się przytulić, zapewnić sobie chwilę komfortu w znajomych ramionach. Czy widziała kiedyś tę twarz? Zapewne kilka nielicznych razy w ciągu tych stuleci. Widziała też inne oblicza, często tak różne. Dlatego przestała zwracać uwagi na jego wygląd. Poznawała go przez gesty, słowa, ruchy i oczy, które zawsze pozostawały niezmienne. Choć teraz kryła się w nich niepokojąca pustka.
Tak. Miała brata, miała Marie, która była dla niej siostrą, choć nie miały wspólnej krwi. Miała syna. I to właśnie ich musiała teraz chronić za wszelką cenę. Wzięła głęboki wdech. Potem kolejny. Zaczęła spychać emocje w głąb umysłu, nie pozwalając im uciec, a jednak zostawiając je sobie na później. Robiła to przecież już tyle razy. Nauczyła się zagłuszać sumienie, współczucie, złość, smutek. Musiała zrobić to znów, ten setny raz. Jak na istotę zdolną mordować bez zadawania pytań przystało. Musiała pozostawić czysty, bystry umysł. Bo było wiele do zrobienia.
- Zanim zaczniemy planować odbicie Faerielandu, musimy dowiedzieć się, co dokładnie się z nim stało. Portal raczej nie zniknął po nic. Trzeba będzie się tam dostać i zrobić niewielkie rozpoznanie, zanim cokolwiek w tej sprawie zrobimy - znów odetchnęła. Mówiła rzeczowym tonem, wyglądało, jakby nagle wybudziła się z dziwnego snu. Tak, musieli do wszystkiego podejść z głową, planować, na spokojnie.
Tron. Zbladła lekko na to słowo. Cholera, wiedziała, że według praw dziedziczenia to ona powinna go teraz objąć. A przy okazji wiedziała, że się do tego nie nadawała, kompletnie. Nie wydawała rozkazów, ona je wykonywała, ona nie pertraktowała, a zabijała tych, którzy zagrażali Królestwu w ich własnych łóżkach. Spojrzała na Oinari. A potem mu przytaknęła.
- Na początek musimy jakoś się zorganizować i zebrać w jedno. To samo w sobie będzie trudne, nie wspominając o tym, że zaraz pojawią się głosy, które stwierdzą, że nie zasługujemy na tron - westchnęła, odsuwając również emocje związane z tą sprawą. Musiała, nie, musieli nad tym pomyśleć. Bo jak na razie nie zapowiadało się, by samo spotkanie z innymi miało być łatwe, proste i przyjemne. Ścisnęła brata za ramię, chcąc i jemu dodać otuchy. Całą ich rasę czekały trudne chwile, a ona była gotowa zrobić wiele, by wszystkim udało się je przeżyć. Z jednym wyjątkiem, który tym razem przesadził.
Smok. Te słowa obijały się w głowie Dziewanny. Musiała znów wziąć naprawdę głęboki wdech. Rozsądek, tylko rozsądek.
- Mario, jesteś pewna? Może to jakaś zaawansowana technika zmiennokształtności? Bo jakim cudem... Wtedy przecież... - odsunęła się od brata i zmarszczyła brwi. Popatrzyła na niego, potem na siostrę, a potem przespacerowała się chwilę w to i we w te. Przecież nie miała powodu, by nie wierzyć Tai, widziała nawet raz cholerne smocze skrzydła, ale przecież... Lennan, cholera, jej syn stanowił lepszą mieszankę genetyczną, niż by mogła przypuszczać. Wdech, wydech.
- To nie jest teraz ważne, zresztą, nawet jeśli to prawda, to nic nam to nie daje - powiedziała w końcu. - I zgadzam się z Oinari, schronienie jest teraz najważniejsze, tak samo sprawdzenie, czy nie jest potrzebna pomoc medyczna. I zdobycie zapasów - znów zaczęła chodzić w kółko. Sporo, duże logistyczne problemy. Musieli jednak dać radę, bo nie mieli innego pieprzonego wyboru.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Taillis urodziła się jako piękna córka cudownej wróżki, która początkowo być może chciała wychowywać ją inaczej, która być może miała dla niej inne plany, chciała uczynić z niej pełną wdzięku damę dworu, czy kogoś podobnego, ale wszystko poszło nie tak. Pucas do dzisiaj nie wiedziała, kim była jej matka i czasem snuła niedorzeczne przypuszczenia, z których się śmiała, nie mogła jednak zaprzeczyć, że gdyby matka z nimi została, dzisiaj pewnie byłaby kimś innym. Wychował ją jednak ojciec, twardy wojownik, który miał tylko jedną miłość - wojnę. Co zatem mogła pokochać jego córka, która od samego początku przyuczana była do tego, jak poprawnie trzymać miecz i jak należycie podrzynać gardła? Nie miała w sobie ogłady, nie miała w sobie zbyt wiele pomyślunku, ot - szła i wykonywała to, co do niej należało, nie posiadała czegoś takiego jak wątpliwości, nie wahała się, unosiła ostrza, gdy była taka konieczność, podkładała się innym, gdy wiedziała, że czasami tak trzeba i szła po trupach do celu nie bacząc na jakiekolwiek konsekwencje swych zachowań. Być może właśnie dlatego cała sprawa była dla niej prosta i całkowicie jednoznaczna, nie trzeba było doszukiwać się w niej innych den, czy czegokolwiek takiego.
- Znajdę drogę do domu i zmuszę ją do tego, żeby nas przepuściła. A tron należy się wam z urodzenia. Przysięgałam Królowi, nie złamię danego słowa, tym bardziej nie zerwę pogrobowych przyrzeczeń. Przejdę po trupach, jeśli będę musiała - powiedziała, a jej jasne oczy zabłyszczały w sposób sugerujący, że jakikolwiek sposób zostanie potraktowany jako wyzwanie do walki, a nie trzeba było jakoś poważnie się zastanawiać nad tym, jaka była pucas. Uosabiała sobą wojnę i jedno nieprzychylne słowo z całą pewnością skończyłoby się tym, że sięgnęłaby po topór, żeby sprawdzić, jak ten śpiewa.- Rzucasz mi wyzwanie? - spytała jeszcze Oinari, a jej głos zabrzmiał niczym warknięcie niedźwiedzia. Niesamowicie głębokie i jednocześnie zmysłowe, bowiem Taillis posiadała na swoje nieszczęście nie tylko wielce kobiece ciało, ale również głos, który wibrował na odpowiednich rejestrach. Widać natura pierwotnie miała co do niej inne plany, ona jednak wszystko to złamała i stała się tym, kim była obecnie. Ot, toporna maszyna do zabijania, której nie dało się w żaden sposób powstrzymać, która parła na przód z siłą tysięcy koni mechanicznych.
Dopóki Taillis milczała, można było uznać ją za godną zainteresowania, gdy jednak odzywała się i ruszała przed siebie, stawała się niebezpieczna niczym prawdziwy niedźwiedź. Miała z niego w sobie o wiele więcej, niż można było przypuszczać. Być może za długo przebywała w jego ciele, ale życie potrafiło być tak pokurwione, że wolała nie patrzeć na te pierdolone wróżki, które zawsze musiały coś zjebać. Jak chociażby teraz. Poruszyła się, a ciężar metaforycznej korony ucisnął jeszcze mocniej jej głowę. Tak chcesz grać, Oinari? Proszę bardzo. Pucas była gotowa stoczyć samodzielną wojnę, nie tylko o ich przetrwanie, nie tylko o to, by wytrzymali w tym ludzkim, zaszczanym i śmierdzącym świecie, ale i by po powrocie do domu zasiedli na tronie, który im się należał.
- Przejdę do domu jako pierwsza, Dev. Znajdę na to sposób i sprawdzę, co tam się stało. A teraz po prostu znajdę dla nas schronienie na tę noc i zajmę się wami. Musimy odpocząć, wszyscy - mruknęła, kiedy jej siostra zaczęła kręcić się w kółko. Miała ochotę wepchnąć jej jakąś skarpetkę do gęby, żeby się zamknęła, bo gadała zdecydowanie za dużo, ale zdaje się, że w ten sposób się uspokajała, więc z drugiej strony - niech sobie coś tam pierdoli. Spojrzała ponownie na Oinari, jakby chciała przekonać się, co ten czuje, czy cokolwiek czuje i z kim właściwie się zgadza, ale odnosiła wrażenie, że książę był całkowicie w swoim świecie, na sposób inny niż Devana, ale równie przerażający, głęboki i ciemny. Pucas warknęła zirytowana, gdy zaczęli zadawać jej te niemądre pytania i wstała, by się przeciągnąć, aż wszystkie mięśnie w jej ciele zagrały z całej siły.
- Jestem słodką, pierdoloną wróżką. Nie umiem kłamać, do chuja pana! - rzuciła mrukliwie swym ponętnym głosem i strzeliła wszystkimi kośćmi w dłoniach. - Dev, on przemawiał do mnie w mojej głowie! Użył mojego prawdziwego imienia, do cholery. To brzmi, jakby był zwyczajny? - zakomunikowała spokojnie spoglądając na rodzeństwo. Wystarczy? Czy miała jeszcze coś dodać? Nie wiedziała, co ma z tym fantem zrobić, bo chciało jej rozpierdolić łeb na kawałki, ale nie bardzo wiedziała również, co oni mają z tym zrobić. Jedyne, czego była pewna, to tego, że powinni wiedzieć, że musieli wiedzieć to, co widziała Catriona, gdyby ta zechciała z jakiegoś chujowego powodu zacząć w tym wszystkim grzebać w jakiś uparcie jebany sposób.
- Ja jestem od działania, wy od myślenia. Teraz mogę naszykować nam prowizoryczne schronienie, a od świtu zaczniemy wypełniać swoje obowiązki. Myślę... że macie tu więcej znajomości niż ja, więc zajmę się portalami - burknęła w końcu, bo od myślenia zaczynała ją chyba już boleć głowa.
I am brave, I am bruised
I am who I'm meant to be, this is me
Look out 'cause here I come
And I'm marching on to the beat I drum
I'm not scared to be seen
I make no apologies, this is me

Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Z tym bohaterstwem wszyscy musieli chwilkę poczekać – Devana i Niedźwiedzica też. Oinari doceniał ich zapał – naprawdę! Problem w tym, że na chwilę obecną obie Panie idąc jego śladem bardziej by zaszkodziły niż pomogły. Walkę o dom należało przeprowadzić metodycznie, a najlepiej od samego początku, czyli poprzez organizację i ogarnięcie rozproszonych wróżek.
Ciepło dotyku oraz puchatych ogonków – na coś w końcu się przydadzą – powinny choć na chwilę przegnać wszelkie troski i lęki z ciała siostry. Do tego przyjemny cytrusowy zapach, puste a jednak łagodne spojrzenie na nią i głos… W swym działaniu wróżek był odrobinę bezczelny - ot dopomógł się sztuczką syreniego, ale wiecie – wyjścia zbytniego nie miał. W niedługim czasie przydadzą mu się sojusznicy – silni, wyspani, gotowi do działania… Na razie należało zając się utrapieniami – pożegnać je i wypierdolić daleko stąd, aby wspomóc naturalne procesy trzeźwienia umysłu. Bólu swą mocą nie przegoni – może co najwyżej nakierować jego siłę w dogodniejszym kierunku, najlepiej o tam, gdzie leżał kontynent i Mrok, co ich ziemie postanowił sobie zabrać.
Sh… Wszystko będzie dobrze. Wsłuchaj się w wolno bijący rytm serca i głos, szepczący Ci słowa kołysanki do ucha. Popatrz na brata, który swą magią i jestestwem próbował Cię uspokoić. Nie kłóć się z nim – oboje przecież wiecie, że wszystko będzie dobrze, musi być. Nie myśl o Królu i o tym, czy mogłabyś go jakoś uratować – nie odwracaj się też za siebie i nie spoglądaj na czarne mary – wkrótce je stamtąd przegonimy. Póki nikt nie odnalazł ciała, póty ciężko było na sto procent potwierdzić zgon.
- Zajmiemy się tym, ale nie teraz. Już dość Devano… Jesteś wycieńczona – taka na nic się nie przydasz. Jeżeli przyjdzie któremuś z nas przejąć tron po ojcu, to tylko dlatego, że pozostali sami nas na nim usadzą. – głos coraz cichszy, coraz spokojniejszy, czulszy… Oinari nasilił działanie Syreniego Śpiewu, chcąc uśpić wróżkę, dodatkowo potęgując to faktem, iż był jej bratem oraz kolejną kartą zwaną wdziękiem. Starał się być na tyle „atencyjny” , aby chwilowo wyłączyć uwagę siostry tj. w całości skupić ją na sobie zamiast na niedźwiedzicy. Tej zaś posłał jedynie porozumiewawcze spojrzenie.
- Jeżeli chcemy się przedzierać, to nie od razu i nie toporem – co najmniej dwoma. Na razie jeśli możesz, skup się na odnalezieniu portali. Potem zgromadź w jednym, bezpiecznym miejscu tych, którzy potrzebują ochrony oraz tych, którzy są zdatni do walki. Niezależnie od tego jak dobrze nas ukryjesz, nigdy nie będziemy w pełni bezpieczni. – Podziemni… Wampiry, czarownicy, wilkołaki, nefilim… Nie wszyscy popierali Clave – nie wszyscy też radowali się na widok nowych postanowień. Ha! Nie wszystkim mogła spodobać się obecność wróżek na „ich” terenie. Przecież już to podkreślał – przed rozpoczęciem walki, należało stoczyć kilka próbnych tutaj – w świecie im zupełnie obcym. Jeżeli zdołają je przeżyć, wtedy i tylko wtedy okażą się dość silni, aby ruszać pod „banderom wpierdolu” – ze specjalnym błędem - na wrózkowo. No regrets drodzy Państwo – nawet nagła zmiana charakteru i przejaw władczości wszyscy tu obecni musieli mu wybaczyć.
- Ojciec miał wiele tajemnic, jednak nie są one teraz dość istotne. Staraj się tego niepotrzebnie nie rozpowiadać. I jak już zaczniesz działać, proszę, nie wracaj w podobnym stanie. Nie chcę, aby stała Ci się krzywda.- potem… potem wszystko miało potoczyć się szybko. Jeżeli Devana usnęła, Oinari zamierzał oddać ją Niedźwiedzicy, by odstawiła ją w bezpieczne miejsce – jeżeli nie… No ten – jebnięcie patelnią w łeb powinno załatwić sprawę prawda? Jeśli naprawdę oprze się urokowi, wróżek na spokojnie wyjaśni jej swoje okrutne plany – po prostu poprosi, aby odpoczęła, podczas gdy on zajmie się resztą, jak na dobrego królewskiego syna przystało.
- Wiesz co robić, mnie czeka załatwienie kilku spraw na myślenie. Do walki potrzebni są sojusznicy – czas ich sprowadzić. – jak powiedział, tak zamierzał zrobić. Cierpieć będzie w środku, na zewnątrz pozostanie niewzruszony. Teraz kierowała nim zupełnie inna siła – ta, którą zrozumieć mógł tylko jeden wróżek.
Gdyby Marysia potrzebowała odszukać Oinariego, wystarczyło wysłać za nim jego chowańca - smoka, którego pozostawił jej w razie chęci nawiązania kontaktu.

z/t

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat

Devana

1072


170 cm


Looks like a cinnamon roll but could actually kill you







[Cytuj]
Multikonta: Opal, Viviane, Kasia
Naprawdę nieczyste zaranie wykorzystał nasz Książę. Jednak może naprawdę była to jedna z najlepszych opcji? Devana rzeczywiście za dużo myślała, za dużo musiała sobie jak na jeden raz uporządkować, za dużo emocji starała się stłumić. Atakowały ją wyrzuty sumienia, myśli a co by gdyby, które na nic się w tej chwili nie przydawały, czarne myśli. W tej chwili musiała doprowadzić swój umysł do porządku, a na to potrzeba było czasu. Mogła udawać, że czuje się dobrze, mogła dać się pochłonąć ogromowi działania, nie byłoby to w jej przypadku jednak zdrowe.
Poczuła otulające ją miękkie futro, wsłuchała się w miarowy rytm bicia serca swojego brata, usłyszała jego głos. Zaczęła czuć powoli ogarniający ją spokój. Jej myśli powoli przestawały biec, a zaczynały powoli i leniwie płynąć. Oparła się bardziej, a może nawet wtuliła w Oinari i tak tkwiła przez chwilę, starając się wyłapać, o czym dalej rozmawiają, chociaż ciężko jej było utrzymać skupienie.
- Mario, umiem o siebie zadbać, nie musisz tak bardzo skupiać się na mojej ochronie - stwierdziła lekko sennie, walcząc z zamykającymi się powiekami. Oh, błagam, Dev miała za sobą naprawdę bujną historię, zapewne nie mniej niż sama pucas, musiała nauczyć sobie radzić w wielu sytuacjach. Owszem, może akurat teraz miała chwilę słabości, ale przecież nie była osobą, która będzie się nad sobą wiecznie rozczulać. Chciała przejść od razu do działania, chciała jak najszybciej zabrać się do pracy, ogarniające ją jednak zmęczenie dość mocno jej to utrudniało.
Tron. Oj, rzeczywiście, jeśli ktoś zechciałby na nim zobaczyć akurat tę driadę, musiałby ją wepchnąć na niego siłą i do niego przywiązać, a i tak wątpiła, czy wyszliby na tym na dobre. Naprawdę, nigdy nie czuła, że jej przeznaczeniem będzie kiedyś rządzić Faerielandem, dlatego też nigdy nawet nie starała się nauczyć tego, co powinien wiedzieć władca. Mogła wspomagać tego, kto zyska koronę, mogła dzielić się z nim tym, co nauczyła się przez te wszystkie stulecia przy ojcu, ale to wszystko. Choć naprawdę wolałaby, w głębi serca, by nie musieli wybierać nowego władcy. Chciała, by wrócił Ojciec, powiedział, że tak naprawdę nic mu nie jest i pomoże im w dniach wygnania, dowodząc ich grupą.
Musiała jednak odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
Pokiwała jedynie słabo głową, gdy wrócili do tematu o ich smoczej krwi, nie bardzo wiedząc, co też ta dwójka mówiła. Miała zamknięte oczy i powoli traciła kontakt z rzeczywistością. Osuwała się w świat snów coraz chętniej i z coraz mniejszym porem. Aż w końcu zasnęła w ramionach Oinari, snem o dziwo spokojnym i głębokim. Oby ranek okazał się lepszy.

z/t bo Dev śpi

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Widziała, co chce zrobić Oinari i w pierwszej chwili zamierzała wściekle zaprotestować. Później jednak zdała sobie sprawę z tego, że jeśli jej siostra pozostanie w pełni świadoma tego, co dzieje się dookoła niej, nie przestanie mówić, szaleć i snuć jakichkolwiek planów, równie realnych jak te, które powstawały w głowie Niedźwiedzicy. Nie chciała wdawać się w tym momencie w żadną pyskówkę, ale dla niej oczywistą wręcz rzeczą było, że po Królu tron dziedziczyła znajdując się przed nią dwójka, nie było w końcu nikogo innego, komu można byłoby to powierzyć, od kiedy Dwory ostatecznie się zjednoczyły. Co prawda w świetle ostatnich wydarzeń w głowie Taillis powinny pojawić się wątpliwości, ale skutecznie odrzucała je na bok łopatą nie zamierzając się tym jakoś szczególnie mocno przejmować. Nie teraz, nie tutaj, być może później, gdy wypocznie i złapie chociaż nieco głębszy oddech.
- Zrobię wszystko, czego ode mnie oczekujesz - powiedziała zatem, gdy Oinari przedstawił jej swoje żądania i chociaż ponownie wnosił o coś, co nie było najłatwiejsze, nie zamierzała protestować. Jego ojciec uczynił to samo powodując, że pucas była odpowiedzialna za wiele spraw. Postanowiono ją przed faktami dokonanymi, a ona nie mogła wykręcać się i odwracać kota ogonem, nie teraz. Do Devany jedynie uśmiechnęła się nieznacznie, jakby chciała jej powiedzieć, że oczywiście, da sobie radę, ale jakim kosztem i po co? Nie wdawała się z nią jednak w żadne rozmowy, bo widziała, jak ta powoli zasypia.
Nie spodziewała się na pewno troski ze strony księcia, na którego spojrzała teraz z pewną dozą niedowierzania. Nie sądziła, że będzie się na niej skupiał, nie sądziła, że jej los w ogóle jakoś szczególnie go obchodzi, była w końcu wojownikiem, który miał bronić Dworu, który miał bronić Króla. Do tego została zaprzysiężona, a teraz nie miała innego pomysłu na to, jak wykonać to zadanie, niż sięgając po topór i nurzając go we krwi tych, którzy by ich zaatakowali. Spojrzała wprost w oczy Oinari, jakby chciała znaleźć tam odpowiedź na jakieś pytania, których nie wypowiedziała na głos, a później skinęła powoli głową. To, że się podporządkowywała i jednocześnie składała coś na kształt obietnicy, znaczyło bardzo wiele. Niedźwiedzica bowiem zawsze stała w pierwszym szeregu, z bronią w dłoni, gotowa do tego, by odpierać jakiekolwiek natarcia, a śmierć nie była jej straszna, dawno pogodziła się z tym, że któregoś dnia ta zabierze ją z placu boju. Teraz być może jednak czas nie byłby na to najlepszy.
Nie zamierzała komentować tego, że Oinari wybiera sobie własną drogę, bo na pewno wiedział, co robi, chociaż musiała przyznać, że poczuła coś na kształt ukłucia złości, gdy zorientowała się, że zamierza zostawić ją po prostu ze śpiącą Devaną. Prychnęła pod nosem, gdy zostawił jej swojego chowańca i spojrzała na niego groźnie, jakby to wszystko było jego winą, potem zaś zaczęła po prostu zbierać swoją siostrę. Musiała jak najprędzej znaleźć miejsce, które mogło posłużyć im za tymczasową kryjówkę. Nie miała czasu do stracenia.

//zt

Nimat

1007 lat


150 cm


"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygod







[Cytuj]
Multikonta: Faoiliarna, Jia Wang,
Udało jej się złapać kontakt z krewniakiem, więc umówiła się z nim na spotkanie. Wybrała polanę w okolicy wesołego miasteczka. Wydawało się miłym miejscem, dodatkowo raczej nikt się w nie nie zapuszczał mając w okolicy lepsze atrakcje, więc i mieliby trochę prywatności przy rozmowie. Spotkanie z Marianne dało jej trochę do myślenia, wyrzucone z siebie informacje, wiedza o niektórych rzeczach... Wszystko to jednocześnie dawało ulgę po zrzuceniu z siebie, jak i zaprzątało myśli. Na razie jednak najważniejszym punktem dla Nimat było sprawdzenie, czy z Biesem wszystko w porządku. Czy jakoś sobie radził po wyrzuceniu go z faerielandu i czy miał się gdzie podziać, albo wiedział w ogóle co się dzieje dookoła. Bo wiedzieć powinien, może nawet miał jakieś informacje, które mogłyby im się przydać. A jeśli nie wiedział, to miała zamiar go uświadomić. Bo może miałby ochotę jakoś ich wspomóc, nawet nie tyle wyjściem w bój, a po prostu pomagając w przygotowaniach, czy w opiece nad tymi, którzy pozostaną po tej stronie na czas eskapady. Rozłożyła koc w oddaleniu od wesołego miasteczka i usiadła na nim, zamierzając poczekać, aż Bies pojawi się w okolicy. Bez niego, planowanie dalszego przebiegu spotkania mijało się z celem.

Kazik Lipiński

1075


193 cm

-






[Cytuj]
Multikonta: Nerezza
Ucieszył się, że udało mu się złapać kontakt z Nimat. Dawno nie widział nikogo ze swojej rodziny czy znajomych, do tego po dowiedzeniu się o sytuacji Faerielandzie zaczął się niepokoić o każdą wróżkę, jaką znał. Niepokój był paskudnym uczuciem, tym bardziej, że Bies nie miał pojęcia, co ma dalej robić. Słyszał o tym, że niektórzy wybierają się do wróżkolandu, by odbyć tę krainę i chociaż sam chciałby się przyłączyć, to wiedział, że najprawdopodobniej bardziej by przeszkadzał niż pomagał. Nie był przygotowany na coś takiego, dawno nie walczył, więc nie pamiętał zbytnio, jak to się robi.
Na miejsce przybył dość szybkim krokiem, już z daleka dostrzegając Nimat. Trochę żałował, że dane było im się spotkać w mało przyjemnych okolicznościach, gdy ich rasę dotknęła taka tragedia.
- Witaj. – odezwał się, siadając obok niej na kocu. Wzrok niemal od razu zatrzymał się na jej twarzy, jakby wróżek chciał zobaczyć, czy zmieniła się od ich ostatniego spotkania. – Jak się trzymasz? – spytał, głównie z ciekawości, ale również ze zwykłej uprzejmości. Nimat bez porównania była bardziej związana ze światem wróżek niż Bies, który to stosunkowo niedawno dowiedział się o Mroku.

Nimat

1007 lat


150 cm


"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygod







[Cytuj]
Multikonta: Faoiliarna, Jia Wang,
Niepokój o znajomych i rodzinę, w tej sytuacji był rzeczą naturalną. Nimat przy zabieganiu, jakie ostatnio ją ogarnęło i tak próbowała uparcie łapać kontakt z osobami, które znała, a które mogły również zostać przerzucone z faerielandu do Yorku. Mimo niepokoju, za każdym razem czuła odrobinę radości, kiedy kolejna osoba odpowiadała na jej próbę kontaktu. To trochę podnosiło na duchu, kiedy wszystko dookoła sypało się jak domek z kart. Tragedia, czy nie, musieli jakoś sobie ze wszystkim radzić, a takie zastrzyki lepszego humoru były teraz na wagę złota.
— Cześć — Posłała mu szczery uśmiech, kiedy usiadł obok niej. Sama również studiowała jego twarz, mając gdzieś z tyłu głowy to, co nie tak dawno powiedziała jej Marianne. Jednak, póki co, nie uznała za konieczne wyjawianie sekretów kuzynki. Pani taktyk sama musiała wyjaśnić sobie z Biesem pare spraw. Sam Bies zaś wyglądał tak, jak go zapamiętała, dla Biesa Nimat zapewne również wyglądała podobnie, jak te kilkaset lat temu, kiedy ostatni raz się widzieli.
— Bywało lepiej, ale jak na sytuację, którą mamy, to nie jest w sumie tak źle. — No bo, powiedzmy sobie szczerze, ona nie miała najgorzej. Miała gdzie mieszkać i do tego nie był to azyl nefilim, który był dla niej strasznie podejrzany. Miała czym się zająć, miała co robić i miała również swoje prywatne zmartwienia. Niektórzy nie mieli nawet gdzie się podziać.
— A jak ty się trzymasz? Masz gdzie się podziać w świecie ludzi? — Odbiła pytanie i jednocześnie zadała kolejne, które ją nurtowało i uważała je za ważne. Weszła trochę w opiekuńczy tryb i musiała wręcz sprawdzić, czy Bies, nawet pomimo tego, że jest starszy od niej, jakoś sobie radzi, a jeśli nie, to zgarnąć go do swojej gromadki kaczuszek kłębiących się pod jej skrzydłami.

Kazik Lipiński

1075


193 cm

-






[Cytuj]
Multikonta: Nerezza
Naprawdę miał nadzieję, że jak najmniej wróżek ucierpiało. I tak spotkała ich ogromna tragedia, więc utrata członka rodziny lub znajomego byłaby tylko kolejnym gwoździem do trumny, czymś, co wolał uniknąć. Liczył na to, że w Yorku spotka jak najwięcej znajomych twarzy, bo zupełnie nie wiedział, od czego miałby zacząć, gdyby musiał ich szukać. Dlatego to, że Nimat udało się z nim skontaktować, podniosło go na duchu.
- To cieszę się, że sobie radzisz. – powiedział. Przynajmniej jedna dobra informacje, cieszył się, że jego kuzynka ma się dobrze, mimo tego całego bałaganu.
- Trzymam się całkiem dobrze, wiesz, że nigdy nie miałem problemu ze znalezieniem sobie tu miejsca. – odparł. Spędził tu sporą część swojego życia, więc utrata Faerielandu nie dotknęła go pod tym względem w aż tak dużym stopniu jak inne wróżki, nie oznacza to jednak, że się nie przejmował. Bo przejmował, w innym wypadku nie byłoby go w Yorku. – A jak reszta wróżek? Nie ma żadnych poważniejszych problemów? – to miłe, że Nimat okazała zainteresowanie tym, jak tryton sobie tu radzi, jednak na pewno istniały faerie, które nie przyjęły z taką łatwością obecną sytuację. Byłby nawet dość zdziwiony, gdyby okazało się, że obyło się bez większych problemów. W końcu taka sytuacja nigdy wcześniej się nie zdarzyła, pierwszy raz zmuszeni byli skonfrontować się z czymś takim.

Nimat

1007 lat


150 cm


"Nikt nie wie, czy wróżki mają ogony... To jak odwieczna tajemnica, jak niekończąca się przygod







[Cytuj]
Multikonta: Faoiliarna, Jia Wang,
Póki co, nawet nie wiedzieli czy i kogo stracili. Nie wiedzieli, kto ostał się po drugiej stronie portalu i nie wiedzieli, czy ktoś czasem nie poświęci życia przy próbie odzyskania domu, uznając że to mała cena, jak na odzyskanie całej krainy. Sama poszłaby na wyprawę, jednak Marianne stanowczo stwierdziła, że po tym, czego się dowiedziała o Nimat, nie puści jej w sam środek niebezpieczeństwa. A z Niedźwiedzicą nie warto było się kłócić. Nie, kiedy mogła nie wrócić z wyprawy, wolała nie mieć potem wyrzutów sumienia, że ostatnie spotkanie z kuzynką byłoby kłótnią.
— Po tym wszystkim, co się działo... wolałam się jednak upewnić, że masz tu jakieś swoje miejsce. Stres i strata czasem dziwnie działają na innych. — Jakby mało było dowodów na jej troskę o rodzinę i bliskich, to sama otwarcie się przyznawała, że woli się zawsze upewnić, że jest dobrze, niż zakładać, że tak jest i potem po fakcie dowiedzieć się o ewentualych problemach. Rodzinie pomogłaby prawie w każdej sytuacji.
— Problemy pojawiają się, niektóre większe, niektóre mniejsze, ale razem z Oinarim próbujemy im zaradzać jak tylko się pokażą i pokierować wszystkim tak, żeby mieć szansę na powrót do faerielandu. W tej chwili wszystko, co się da mamy już mniej więcej pod kontrolą, a z tego, co wiem, Marianne zbiera wróżki na wyprawę, żeby spróbować uzyskać pomoc od Strażnika Lasu, a potem... potem może spróbują dogadać się z Pradawnym, a jeśli to nie pomoże, pewnie będą musieli walczyć. — Tak to mniej więcej wyglądało. Nie wiedzieli, co zastaną po drugiej stronie, co zrobi na ich widok Mrok i co w ogóle się stanie w międzyczasie. Marianne będzie musiała wykazać się elastycznością i dopasowywać wszystko do sytuacji.
— Chciałbyś się przyłączyć do wyprawy, albo pomóc trochę przy inych sprawach dotyczących w taki, czy inny sposób wróżek? — Nie zakładała, że będzie chciał rzucić się w wir walki, jednak musiała zapytać. Jeśli nie walka, to chociażby pozostawała sprawa ze zniknięciem Bevina bądź Catriony, albo mógł pomóc jej w kończeniu małego projektu, który wymyśliła razem z pewnym czarownikiem. Pytanie tylko, czy w ogóle chciał w czymś pomóc, czy na razie wolałby jednak jeszcze posiedzieć i popatrzeć z boku na wydarzenia, które rozgrywają się w York.

Kazik Lipiński

1075


193 cm

-






[Cytuj]
Multikonta: Nerezza
Niewiedza była najgorsza. Co innego być świadomym czyjejś śmierci, a nie być pewnym, co mogło stać się z bliską osobą, czy udało jej się bezpiecznie trafić do świata ludzi, czy została spaczona przez Mrok, a może jeszcze zupełnie coś innego. W sytuacji, w jakiej się znaleźli, poszukiwania innych wróżek było zdecydowanie trudną robotą, w końcu nie każdy mógł trafić akurat do Yorku. To, że akurat prawdopodobnie najwięcej faerie było akurat tu mogło jeszcze o niczym nie świadczyć.
- Doskonale to rozumiem. Gdybym był tu wcześniej z wami, też najprawdopodobniej szalałbym z niepokoju o najbliższych. – powiedział. Teraz też się martwił o rodzinę i znajomych, ale też wiedział o wiele więcej o tej całej sytuacji i natrafił na kilka znajomych twarzy, więc pod tym względem był już nieco uspokojony.
Słuchał w ciszy tego, co mówiła Nimat. Cieszyło go to, że mają wszystko pod kontrolą i ta dobrze poradzili sobie w obliczu takiej tragedii. Oczywiście nie to, że w nich nie wierzył, ale po raz pierwszy byli świadkami tak ekstremalnej sytuacji .
- Wolałbym pomagać przy czymś tutaj. – odparł. Dawno nie walczył, nie pamiętał, jak to się robi i miałby zbyt mało czasu, by przypomnieć sobie wszystko i odpowiednio przygotować się do misji, więc wolał się tam nie pchać. Obawiał się, że byłby tylko zbędnym balastem dla reszty drużyny, a tego zdecydowanie wolał uniknąć. – A raczej chcę przy czymś pomóc. – dodał zaraz. Nie potrafił dłużej pozostawać obojętny na to, co spotkało wróżki i był gotowy pomóc w jakiejkolwiek sprawie, w której był w stanie coś użytecznego zrobić.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo