Sina Taualai

26


165 cm


Don't give up to find your fortune When you don't know where to start.







[Cytuj]
Multikonta: Ray M., Lereena
Powoli mijało półtora tygodnia, jak znalazła się w Yorku. Sądziła, że będzie o wiele gorzej, a tu proszę. Znalazła opuszczony dom i to jeszcze jaki, konserw i tym podobnych sobie nakupiła wcześniej, więc bez skrępowania mogła się zabunkrować i nie wychodzić. Tak zrobiła. Tyle, że żarcie zaczęło się kończyć, a piwnica po ostatniej pełni była w dosyć kiepskim stanie. Może kupi tam jakiś materac czy coś, żeby wilk miał co drapać? W Cardiff to działało bądź co bądź.
Tak czy tak, misję zakupy czas zacząć. Glany, bojówki, T-shirt i ciepła kurtka podbita polarem. Może i była wilkiem, ale nie zamierzała marznąć. Żeby nie męczyć się z torebką, zgarnęła otrzymany dawno temu, wojskowy plecak i ruszyła na podbój miasta. Przystanek - spożywczak i kolejne zakupy na dwa tygodnie. A przynajmniej taki miała plan. No i oczywiście nieodłączny pistolet od ciotki, z którym się nie rozstawała.Zrobiła podstawowe zakupy konserw i ruszyła do mięsnego, po jakieś bardziej świeże mięcho. Zasadniczo miała gdzieś ludzi, póki nie usłyszała plotek. O zabijaniu psów, wilków i cholera wie czego jeszcze. Ale jak ktoś rzucił o zmutowanych wilkach, musiała rzucić pytanie do wujka. Po prostu musiała. A odpowiedź? Z ust dziewczyny wydobył się jęk. "LEKKO ZADRAPAŁO"?! Matka nie raz utyskiwała na brata, że nic nie mówi o swoich obrażeniach, czyli znając życie ciężko oberwał. Rzuciła kilkoma klątwami i machnęła ręką na wyżerkę. Chrzanić to, jeśli do wujka strzelali srebrem, to nie było dobrze. Wybiegła ze sklepu, wrzucając na szybkiego w mapę google adres Oscara i biegiem wręcz puściła się w tamtą stronę. Gdy nikogo nie było, przyspieszała do wilczej prędkości, w efekcie na miejscu była po mniej niż 10 minutach. Chwile spokoju najwyraźniej się skończyły, cóż, spokój zawsze był tworem efemerycznym. Westchnęła w głębi ducha, bez sprawdzania terenu wbijając kulturalnie na drugie piętro. Najpierw zapukała, a potem nie czekając po prostu wbiła do środka i to z pistoletem w ręku. Ważne, że nie służbowym.
- Wujku? - krzyknęła głośno, gotowa zastrzelić chyba każdego, kto nie będzie Oscarem. Widząc mężczyznę po prostu rzuciła się mu na szyję i mocno przytuliła. Patrząc na obciążenie i jej wzrost, musiało to naprawdę zabawnie wyglądać. - Nic Ci nie jest? Wszystko w porządku? - ulga w głosie mieszała się ze strachem, złością i dezorientacją.
It's so hard to fight the demons, when they live inside your heart

Oscar Roberts

52


184 cm


Their howls are sending chills down my spine







[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Marianne, Margot
Zdaje się, że ostatnie, na co Oscar w ogóle by wpadł to to, że jego siostrzenica mogła pojawić się w drzwiach jego mieszkania, na dokładkę dosłownie w pięć minut po tym, jak wymienili się niezobowiązującymi wiadomościami. Sina była od zawsze duchem niepokornym, nieco podobnym do niego, aczkolwiek w innym wydźwięku znaczenia tego sformułowania. Niemniej jednak Roberts na pewno nie spodziewał się zobaczyć jej tak szybko, nie wspominając już zupełnie o tym, że dziewczyna wpadła mu do mieszkania z bronią w ręku i wyglądała, jakby chciała go z miejsca posłać na tamten świat. Co wcale nie było takie nieprawdopodobne, biorąc pod uwagę, że o mało nie dostał przez nią zawału. Nie spodziewał się gości, a już na pewno nie spodziewał się tego gościa, a tutaj proszę bardzo! Sina musiała jednak liczyć się z tym, że z gardła Oscara wydobył się głęboki i ostry pomruk basiora, któremu po pierwsze nie podobało się to, że ktoś nieoczekiwanie wtargnął na jego teren, a po drugie — że jednostką tą była jego własna siostrzenica, szczenię, którym powinien się opiekować. Owszem, była już dorosła, ale nadal dzieliła ich spora przepaść wiekowa, co do tego nie było najmniejszych nawet wątpliwości, a on w pierwszej kolejności chciał wiedzieć, co ona tutaj właściwie robi. Nic zatem dziwnego, że rzucił na ziemię paczkę kociego jedzenia, którą zdołał przynieść ze sklepu, a puszki również uderzyły z dość głośnym trzaskiem o ziemię, gdy jeżył się wściekle na intruza.
- Sina! Boże święty, co ty tutaj robisz? - rzucił, a jego głos pobrzmiewał jak wściekły warkot, nie mógł jednak nic na to poradzić. Po tym, jak został postrzelony, po tym wszystkim, co się działo, naprawdę był nieco przewrażliwiony, a jego nerwy były już mocno nadszarpnięte. Cierpliwość ostatecznie bowiem też ma swoje granice i młoda powinna chyba sobie zdawać z tego sprawę. Doceniał to, że się troszczyła, ale może mogłaby okazywać to w nieco inny sposób? Chwycił się za bok, łapiąc jednocześnie głębszy oddech, bo naprawdę miał wrażenie, że jeszcze chwila i po prostu siądzie sobie na ziemi. Ból i utrata krwi nadal robiły swoje, choć oczywiście pożerał całkiem sporo surowych wątróbek. Potrzebował czasu, by dojść do siebie.
- Odłóż tę broń, ale już! - warknął wściekle. - Mam dość pistoletów, karabinów i całego tego bałaganu na najbliższych kilka lat - dodał, patrząc na nią złocistymi ślepiami wilka, który nie chciał za bardzo się schować.

Sina Taualai

26


165 cm


Don't give up to find your fortune When you don't know where to start.







[Cytuj]
Multikonta: Ray M., Lereena
Teoretycznie mógł się domyślić, że Sina nie pyta o tak z tyłka o plotki z miasta. Z drugiej jednak strony skutecznie ukrywała się w Yorku od półtora tygodnia, więc jakim niby cudem miał się domyśleć, że dziewczyna przyleci tu lekko zdyszana i na pełnym pędzie. Jeśli się zastanowić, to na pewno nie postąpiła dobrze, biegnąc do wujka i to z bronią. No jasne, że nie postąpiła dobrze, ale był to jeden z niewielu momentów, gdy posłuchała się zaniepokojonej wilczycy i zadziałała instynktownie. Czy to był dobry pomysł? No niestety nie był, ale ostatnimi czasy większość pomysłów inspirowanych „chceniem” wilczycy nie kończyło się dobrze. Oscar musiał jej to po prostu wybaczyć, była tak przerażona, że mogło mu się cokolwiek stać, że zareagowała jak zareagowała. Trudno.
Na gniewny warkot wilka lekko się speszyła i opuściła broń, po chwili całkowicie ją blokując i chowając za pasek spodni. Gdzieś w tyle głowy postawiła sobie pytanie, czy aby na pewno dobrym pomysłem jest, żeby się z tą bronią bujała, ale chwilowo postanowiła porzucić temat. Na razie należało uspokoić wkurwionego wujka, zanim i jej wilczyca się obudzi i zacznie się klasyczny cyrk. Dopiero w tym momencie Sina zdała sobie sprawę z tego, jak dawno temu miała okazję być w towarzystwie innego wilka, pomijając rzecz jasna „minięcia” z ojcem na komisariacie. Automatycznie straciła na pewności siebie i dość mocno się napięła, warczący basior zdecydowanie nie pomagał w odnalezieniu się w nowej sytuacji.
Nie powinna przychodzić. Bardzo i zdecydowanie nie powinna przychodzić, powinna się dalej bunkrować w rezydencji. Dłonie dziewczyny powędrowały do kieszeni spodni, gdy i ona sama się zjeżyła, choć nadal jej wilczyca się nie pokazała.
- Znając ciebie i jęki matki, jaki masz stosunek do własnych obrażeń, wystraszyłam się, że ktoś cię zaatakował. – mruknęła w odpowiedzi, skupiając się już tylko na tym, żeby stłumić jeszcze mocniej wilczycę, która zaczęła mieć pretensje do całego świata, że ona się tu martwi, a na nią warczą. I Oscar i jej wilczyca mieli w pewnym sensie rację, ale to ona obrywała za żywota. Starała się, bardzo się starała, żeby oddychać spokojnie, choć zaczynała się wkurzać również ona. Szarpanie się z wilkiem tylko podnosiło poziom adrenaliny.
- Policyjny odruch. – burknęła na komentarz o broni, robiąc krok w tył. Jeśli się przemieni, wszystko będzie skończone, nie ukryje tego, jak źle jest. Nie ma szans, żeby się to wtedy udało. – Przepraszam, że się zmartwiłam, przypominam, że rzuciłam studia medyczne. Jak nic Ci nie jest, to się zawijam. – fuknęła, robiąc kolejny krok w tył na sztywnych nogach. W tył zwrot, rura po schodach i do lasu. Prosty plan, mający spore szanse powodzenia…
It's so hard to fight the demons, when they live inside your heart

Oscar Roberts

52


184 cm


Their howls are sending chills down my spine







[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Marianne, Margot
Żadne z nich nie zareagowało tak, jak powinno i Oscar w pełni zdawał sobie z tego sprawę. Niemniej jednak ostatnimi czasy, jego nerwy były napięte niczym postronki i niewiele mógł na to poradzić. Zbyt wiele się działo, a on właściwie na każdym kroku oczekiwał teraz ataku, ciosu i nie wiadomo czego jeszcze. Spodziewał się tego, że zostanie posłany na tamten świat, bo był zdecydowanie istotą niepokorną i nie zamierzał tak po prostu pozwalać na to, by byle jaki przeciwnik robił z nim, co chce. Oczywiście, zdawał sobie sprawę z tego, jak niebezpieczna jest Kohorta i jakie miała pomysły, właściwie, od kiedy tylko to się zaczęło, ale nie byłby sobą, gdyby nie chciał pokazać im na każdym froncie pięknej figi z makiem z pasternakiem, żeby po prostu członkowie tej szemranej organizacji zadławili się własnymi oddechami. Tak, to z całą pewnością nie było nazbyt mądre, ani nazbyt dojrzałe, ale mimo wszystko Oscar zamierzał walczyć do końca, do ostatka sił i tego nikt nie mógł mu odebrać. Jak jednak było widać na załączonym obrazku, emocje i wyczucie nieco wymknęły mu się spod kontroli.
- Wejdź i przestań się wygłupiać – powiedział, ale takim tonem, który jasno wskazywał na to, że nie spodziewa się niczego innego. Nie zamierzał puszczać Siny, dokądkolwiek miałaby się teraz wybierać, ale trzeba przyznać, że dość mocno się zjeżył i po prostu wilk zareagował odruchowo, zanim jeszcze doleciał do niego znany i kojący zapach wilczycy, która przecież była jednym z jego szczeniąt. Dodatkowo zadziałał z całą pewnością szok, bo Oscar nie spodziewał się, że zobaczy siostrzenicę w Yorku, być może doznał zaćmienia, nie do końca rozumiejąc jej wiadomość, ale nie znajdował na to innego wyjaśnienia.
- Tak, jestem ranny. Dlatego alergicznie reaguję na każdą broń. Postrzelono mnie i drugiego wilka, najpewniej używając do tego karabinu snajperskiego, a już z całą pewnością stosując srebrne kule. I nie waż się pisać o tym do mojej siostry, bo za moment będziemy mieli tutaj karetki, lekarzy, psychologów i kogo tam jeszcze wymyśli – dodał, uspokajając się już dość mocno, ale jednocześnie przyciskając dłoń do boku, który po całej tej hecy aż piekł go do żywego. Wiedział, że nie ma tam srebra, ale odnosił wrażenie, że całe jego ciało chce rozpaść się na kawałki, że chce po prostu eksplodować.
Jeśli Sina zdecydowała się wejść, to po prostu Oscar usiadł na kanapie, pozwalając jednocześnie na to, by Oreo i Trufla do niego przyszły, mrucząc i tuląc się, być może chcąc go wyleczyć, być może po prostu złaknione pieszczot. Roberts rozpiął koszulę, odkrywając tym samym opatrunek, jaki miał założony i spojrzał na niego, by upewnić się, że przypadkiem nie krwawi. Oczywiście, Aiden zrobił to swoje hokus – pokus, ale mimo wszystko wilk pozostawał w stosunku do tych działań nieco nieufny, a ciało aż całe warczało, że regeneracja nie idzie tak, jak iść powinna, tkanki są naruszone, a cała okolica postrzału boli, jak cholera.

Sina Taualai

26


165 cm


Don't give up to find your fortune When you don't know where to start.







[Cytuj]
Multikonta: Ray M., Lereena
Ucieczka nadal była najlepszą opcją. Aura Oscara trochę przytłaczała, tak samo zresztą jak ta ojca, główny powód, by trzymać się od nich wszystkich z daleka. Zdawała sobie sprawę, że trochę przesadziła, aczkolwiek po prostu się martwiła. Myśl, że po prostu mogłaby stracić członka rodziny... Bolało, bardzo mocno bolało. A broń... Cóż, zawsze ktoś mógł tu być. Przynajmniej pistolet grzecznie spoczywał za paskiem spodni, nie grożąc już wystrzałem. Zaciśnięte wargi i napięte mięśnie jasno wskazywały, że sytuacja jest mocno niekomfortowa dla młodszej wilczycy.
Dmuchnęła przez nos i zdjęła kurtkę, odkładając ją na fotel, z nadal niewyraźną miną. Teraz za to ewidentnie trzymała się na dystans, obserwując z uwagą Oscara, szukając po prostu potwierdzenia, że na pewno wszystko jest z nim okey.
- Nie wygłupiam się. - mruknęła pod nosem z lekkim wyrzutem, mimowolnie unosząc lekko kącik ust na widok futrzaków. Może powinna od razu przyznać się, że jest w Yorku, ale cóż, mleko się rozlało. Była tutaj i nastawiała się psychicznie na stertę pytań.
- Jestem gliną. Słyszę o polowaniu na wilki, polowaniu ze srebrem, dowiaduję się, że jesteś ranny, to biorę broń, żeby wyeliminować zagrożenie. Wystarczy też jako straszak, dziwnie dużo groźnych bandytów mięknie mając przeciwko sobie kogoś z bronią, kto wie, jak jej używać. - wyjaśniła z wzruszeniem ramion. Co innego miała powiedzieć. Prześledziła wzrokiem opatrunek i zastanowiła się lekko, co z tym dalej zrobić. Wszystko w niej aż się rwało do sprawdzenia ran i nie tylko, więc przeczesała włosy palcami. Nie chciała robić wszystkiego na siłę, raz że napięta atmosfera, a dwa jednak miała do czynienia z wilkołakiem z pozycją alfy. I mogła się izolować, ale podstawowe zasady jednak znała. I nawet je testowała.
- Mogę to obejrzeć? Mamie nic nie powiem, obiecuję. Będę mieć spokojniejsze sumienie... W końcu mimo wszystko nadal jestem medykiem. I to wcale nie tak, że nie mam doświadczenia w ranami po srebrnych kulach... - wstała, podchodząc do Oscara. Jeśli zgodził się na propozycję, zamierzała sprawnie sprawdzić opatrunki, ewentualnie wymienić bandaż i ponownie oczyścić ranę. A potem zwyczajnie zwinąć się w kulkę na kanapie i wymyślić, jak wiele prawdy powiedzieć wujkowi na temat swojej bytności w Yorku.
It's so hard to fight the demons, when they live inside your heart

Oscar Roberts

52


184 cm


Their howls are sending chills down my spine







[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Marianne, Margot
Był silny i doskonale zdawał sobie z tego sprawę, teraz, dodatkowo, emanował jeszcze większą złością i energią, której nie był w stanie ukryć. Był wściekły, bo wciąż jeszcze czuł ból, który spowodowany został przez postrzał. Był też rozdrażniony, co znowu, nie było niczym dziwnym, ostatecznie bowiem dał się idiotycznie podejść i na dokładkę w tym wszystkim ucierpiał jeszcze jeden wilk, z czym Oscar nie mógł się pogodzić. Eve była wściekła, Savio przerażony, nie chciał, żeby to zaszło za daleko, ale też nie wiedział, co właściwie miałby poradzić, skoro pewne rzeczy już się wydarzyły. Kiedy jednak Sina nieznacznie się uspokoiła, musiał przyznać, że rozumiał jej zachowanie, sam także wpadłby w popłoch, gdyby dowiedział się, z coś jej zagraża. Albo któremukolwiek innemu członkowi ich całkiem sporej rodziny, która składała się z kilku mniejszych watah i samotników, takich jak on.
- Wiem, Sina. Po prostu dałem się podejść, tak? Teraz reaguje agresywnie na widok broni. Ja, czy wilk, nie ma to chwilowo znaczenia, po prostu jestem zażenowany i wściekły, dopuściłem do tego, by został zraniony też inny wilk, a powinienem ich chronić, rozumiesz? Jestem wściekły i nawet ja mam problem z tym, żeby uspokoić basiora, bo domaga się zemsty. Chce krwi, chce śmierci wroga, a skoro już zwietrzył ślad, tak łatwo nie odpuści. To po prostu instynkt - powiedział cicho, bo nie było łatwo mówić o tego typu sprawach. To nie była prosta i popołudniowa herbatka w gronie rodzinnym. To była odpowiedzialność za innych, wściekłość, gniew i chęć zemsty, która mimo wszystko buchała z niego wściekle i nie dało się tego w żaden sposób ukryć. Niestety. Sina również mogła to wszystko dostrzec i wyczuć, bo Oscar po prostu emanował dziką i pierwotną siłą, jasno wskazującą na to, że wilk pomimo rany, gotował się na wojnę.
- Możesz - powiedział po chwili, gdy złapał kolejny głębszy oddech, by nieco się uspokoić. Dopiero w następnej chwili jego uszy zadrżały, a on dość uważnie spojrzał na swoją siostrzenicę wyczuwając, że coś chyba jest nie do końca w porządku. Nie był jeszcze do końca pewien, który dokładnie fragment wzbudził jego niepokój, ale wolał nie ryzykować i po prostu od razu przejść do rzeczy. - Co się stało, Sina? - rzuciła więc, patrząc na nią uważnie, kiedy zabierała się do sprawdzania jego rany i potencjalnego zmieniania opatrunków, z czym na pewno radziła sobie lepiej, niż on sam.

Sina Taualai

26


165 cm


Don't give up to find your fortune When you don't know where to start.







[Cytuj]
Multikonta: Ray M., Lereena
Tak duża siła nie była czymś, co Sina właściwie pamiętała. Od dłuższego czasu żyła bardziej niż outsider niż członek jakiejkolwiek watahy, więc aura płynąca od Oscara, wraz z jego wściekłością, była czymś, co budziło ogromny niepokój dziewczyny. Na szczęście do pełni zostało jeszcze trochę czasu, więc tym samym w miarę mogła się uspokoić, choć i tak widać było, że jeśli chodzi o ich relację, to właśnie dość poważnie się zmieniła. I człowiek i wilk nie lubili tej zmiany, ale siedzieli cicho, nie wiedząc, jak właściwie się do tego odnieść. Stąd usiadła z dala od niego, potrzebując przestrzeni, zanim dostosuje się do nowych zasad. Może też i dlatego nie potrafiła się w ogóle rozluźnić, a wzrok raz na jakiś czas mimowolnie wędrował do drzwi. Miała jednak swój upór, więc nie wyszła z mieszkania, choć zapewne przy jakimkolwiek sygnale, że coś jest nie tak, zawinie się w dwie sekundy, bo to jeszcze nie był ten moment, by bez problemów mogła dostosować się do nowych uczuć.
- Tak, rozumiem. - powiedziała prosto i bardzo, bardzo szczerze. - To samo czuję ja, gdy podczas jakiejś policyjnej akcji ktoś z mojej drużyny zostanie ranny. Nie ma znaczenia, że to nie ja dowodzę, że wszyscy znamy ryzyko. Liczy się to, że z urodzenia jestem silniejsza i powinnam ich chronić. Wilk wtedy wariuje, a ja przez kolejne kilka dni chodzę w podobnym stanie. Aczkolwiek bez paranoi. - wzruszyła lekko ramionami. Była w stanie to zrozumieć, naprawdę. Mogła być trochę zła za ten warkot, mogła ogólnie chcieć stąd wyjść, bo na chwilę obecną przytłaczał ją swoją aurą, ale rozumiała reakcję i nie miała żalu. Pewnie gdyby wiedziała, nie odstawiłaby takiego numeru i choć w pewnym stopniu byłoby łatwiej. No co się stało, to się nie odstanie, trzeba iść do przodu i żyć dalej. Takie koleje losu. Gorsze jedynie było to, że jej wilczyca też chciała iść na wojnę pociągnięta aurą gniewu i chęci zemsty. Bądź co bądź miała swoje powody, raz, że został zraniony członek jej rodziny, to jeszcze na dodatek ona sama kiedyś oberwała. Przynajmniej teraz zaczęła być o wiele bardziej ostrożna i zdystansowana, to pomagało jej się uspokoić. Ten dystans, jakkolwiek mógł ją boleć jak człowieka, był potrzebny, by obie, ona i wilczyca, mogły się uspokoić. Choć było łatwiej, gdy i Oscar się uspokoił, dlatego zaryzykowała podejście i przykucnięcie przy ranie. Palce z wprawą i delikatnością zdjęły opatrunek, sprawdzając stan rany.
- Ładnie oczyszczona. Na wszelki wypadek przemyłabym ją jeszcze raz, wodą utlenioną. Będzie bolesne. - powiedziała łagodnie, nie jak siostrzenica do wujka, ale jak medyk uspokajający rannego pacjenta, zdający sobie sprawę z jego siły i potencjalnych reakcji. Owszem, widziała, że ktokolwiek zajął się raną, zrobił to dobrze, ale ona potrzebowała po prostu pewności. Przyniosła sobie świeże opatrunki, gazę i bandaż, a także wodę utlenioną. Nadal w formie przykucu, by być niższą i nie prowokować dodatkowo basiora, po uprzednim ostrzeżeniu, przemyła delikatnie ranę środkiem, a potem ponownie zabezpieczyła i zabandażowała ranę.
Poprzednie opatrunki, użyte również do posprzątania bałaganu, wyrzuciła, choć w pierwszej chwili chciała je po prostu spalić. U siebie tak robiła, ale tutaj nie do końca widziała miejsce, gdzie miałaby to zrobić. Dopiero teraz też uznała, że sytuacja jest bardziej w porządku niż była, więc nabrała odwagi, by zwinąć się w kulkę w rogu kanapy, jednak nadal w pewnej odległości i dystansując się od Oscara.
- Hmm? - dopiero teraz zwróciła uwagę na poprzednie pytanie i potrząsnęła lekko głową. - Nic się nie stało. Ot trochę się zdenerwowałam myślą, że zostałeś ranny. Bądź co bądź jesteśmy rodziną. - była to prawda? No oczywiście, że była. Nie zamierzała kłamać, ale tym bardziej nie zamierzała mówić, co tak naprawdę tutaj robi.
It's so hard to fight the demons, when they live inside your heart

Oscar Roberts

52


184 cm


Their howls are sending chills down my spine







[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Marianne, Margot
Oscar nie zdawał sobie chyba nawet do końca sprawy z tego, jak silnym był basiorem. Owszem, wiedział, że nie ma wilków, przed którymi by się ugiął, przynajmniej do tej pory jeszcze takiego nie spotkał, jedynie z własnym dziadkiem rywalizował o wyższą pozycję, co robili właściwie całkiem nieświadomie. Po prostu obaj byli uparci, mieli w sobie wytrwałości, było ich stać na bardzo wiele i nie do końca nad sobą panowali, gdy się spotykali, więc często miały między nimi miejsce różnego rodzaju przepychanki. Nie walczył z nim, bo nie chciał tego robić, ale doskonale wiedział, że gdyby do tego doszło, nie skończyłoby się to wcale dobrze, a już na pewno — nie polubownie. Tak czy inaczej, w chwili obecnej, gdy był wściekły, poirytowany własnym zachowaniem i tym wszystkim, nie myślał do końca racjonalnie i pozwalał, żeby basior pokazywał nieco zębów, a co za tym idzie, by pokazywał dość wyraźnie swoją pozycję, nie chciał się z nią kryć i po prostu pozwalał, by to wszystko z niego wypływało.
- Więc widzisz, jak to jest. A ja jestem odpowiedzialny za nich wszystkich, nie ma nikogo innego, kto mógłby ich naprawdę poprowadzić, tymczasem pozwalam na to, by ktoś mnie postrzelił. Nie byle kto, swoją drogą, bo to było bardzo przemyślane działanie, wraz z zamaskowaniem swojego zapachu, srebrne kule, pełne skupienie. To nie był pierwszy lepszy człowiek, tylko ktoś mocno do tego przeszkolony - powiedział całkiem poważnie, ale na koniec aż cicho warknął, bo gniew na tego człowieka, jeszcze mu nie minął. Wiedział doskonale, że było to pozdrowienie od Kohorty, a on zdecydowanie zamierzał na nie odpowiedzieć, ale nie umiał jeszcze zapanować nad wściekłością i swoimi pomysłami, które kłębiły mu się wściekle w głowie. Musiał jeszcze ochłonąć, być może lepiej będzie po prostu, kiedy rana się do końca zagoi, być może wtedy będzie w stanie stanąć na nogi i zająć się sprawą poważnie, a nie namyślając się i najczęściej co chwila gdzieś gubiąc w furii, jaka rozpalała uparcie basiora.
Na razie jednak pozwolił Sinie działać, aczkolwiek nie podobało mu się to, że znowu ktoś grzebie przy ranie. Wiedział, że trzeba zmieniać opatrunki, że musi być czysta i nie może o niej zapomnieć, ale z jakiegoś powodu nie podobało mu się to wszystko. Może dlatego, że wilk chciał sam się wylizać, że chciał w pełni zregenerować ciało, a to z uwagi na srebro, nie bardzo miało na to ochotę. Czuł się zapewne bezbronny, całkowicie podświadomie, i z tego właśnie względu nie zachowywał się w stosunku do Siny poprawnie, co nie było z jego strony najlepszym posunięciem, ale cóż innego miał zrobić? Złapał głębszy oddech, starając się jakoś nad sobą zapanować. Bolało, kiedy przemywała ranę, ale to tylko wskazywało na to, że ta ponownie się oczyszcza, co na pewno było dobre. Pozwolił jej również spokojnie na zmienienie opatrunków, jednak przypatrywał się jej uważnie, bo odnosił wrażenie, że chciała coś z siebie wyrzucić, aczkolwiek nie mogła. Poza tym wyraziła się w sposób, który nie do końca spodobał się Oscarowi.
- Tak. Mnie też to zawsze niepokoi i denerwuje, bardzo - powiedział poważnie, patrząc na nią uważnie. Ze spokojem, ale było w tym spojrzeniu coś, co wskazywało na to, że będzie cierpliwie czekał.

Sina Taualai

26


165 cm


Don't give up to find your fortune When you don't know where to start.







[Cytuj]
Multikonta: Ray M., Lereena
Ciężko było określić, jak wiele z tej całej sytuacji było nową siłą Oscara, a ile wynikiem izolowania się Siny i jej chęci ukrycia wielu rzeczy. Na jakąkolwiek rywalizację Sina nie miała najmniejszej ochoty, zresztą bądź co bądź do tego musiałaby żyć sobie w pełnej zgodzie z wilkiem, a na to jak na razie się nie zapowiadało. Nie zmieniało to jednak faktu, że w pewien sposób czuła się osaczona, a to nie podobało jej się wcale a wcale. Obydwie, i człowiek i wilczyca, lubiły swoją wolność i niezależność, a w momentach, gdy ktoś robił na nie zamach, robiło się trochę nieciekawie. Tylko trzeźwemu myśleniu Siny można było zawdzięczać, że wilczyca nie zaczęła okazywać tego niezadowolenia „na głos”, mocno stłumiona przez ludzką część jaźni. Sina nie zamierzała z nikim wojować o nic, wilczyca niestety już niekoniecznie. Zdecydowanie byłaby wdzięczna, gdyby Oscar ogarnął kłaki, ale niestety nie miała jak o to poprosić. Więc zwyczajnie nieco się męczyła.
- Gdyby człowiek wiedział, że upadnie, od razu by usiadł. – wytknęła wujkowi spokojnie, przy okazji lekko wzdychając. – Sam mówisz, że był przeszkolony, w innym wypadku nie próbowałby takich numerów. Nie mogłeś nic zrobić. Próba zadręczania się skończy się na tym, że wszyscy wokół zaczną łazić drażliwi i podenerwowani. – wzruszyła ramionami. Nie można przecież powiedzieć, że nie przerabiała tego przy ojcu. W końcu jak Fetu wracał do domu wkurzony, to atmosfera przypominała bombę z opóźnionym zapłonem. Teraz niejako miała powtórkę tego, a zważywszy na to, że miała ogromne problemy z własną agresją… Wpadła jak śliwka w kompot. A trawa jej się niestety skończyła. Łatwo było opanować własne emocje, ale kiedy trafiało się na kombo wkurzonego człowieka, wilka i innego wilka nakręcającego tę wściekłość, robiło się bardzo nieciekawie.
Na szczęście miała zajęcie, na którym mogła się skupić, co niejako pomagało się uspokoić. Może jednak rzucenie studiów medycznych było złym pomysłem, bo zajmowanie się ranami sprawiało, że podświadomie przestawała się tak martwić, widząc, że miejsce postrzału jest oczyszczone, ładnie zabandażowane i gotowe do gojenia się, choć niestety zważywszy na to, czym zostało zrobione, trochę to potrwa. Mimowolnie przypomniała sobie, jak musiała się kolegom z pracy tłumaczyć, skąd nagła alergia na ręce po tym, jak pewnemu upartemu Azjacie chciała przetłumaczyć swój punkt widzenia poprzez złapanie srebrnego ostrza gołą dłonią. W końcu jednak zajęcie się skończyło, a Sinie przyszło ponownie walczyć z wujkowym wkurzem napędzającym jej własny. Żelazisty zapach krwi w powietrzu powodował, że chciała kogoś rozszarpać za skrzywdzenie wujka i technicznie rzecz biorąc niespecjalnie ją obchodziło, kto to będzie, choć oczywiście autor postrzału nadałby się najlepiej.
Kontrola Siny coraz bardziej siadała, a wilczyca zaczynała powolutku wypuszczać pazury po kontrolę. Zagryzła wargę i zamknęła oczy, biorąc głębsze wdechy. Niestety pojedyncze warknięcie uciekło z ust dziewczyny, co zbiegło się akurat z momentem, gdy rzuciła wzrok na opatrunek Oscara. Sytuacja jeszcze była więc do uratowania, jeśli uznać, że odgłos ten był związany ze złością na atak na Oscara, a nie z czymkolwiek innym. W końcu jednak podeszła do okna, by je otworzyć i pozbyć się z nosa zapachu krwi.
- Przepraszam za warknięcie. Bardzo nie podoba mi się kwestia strzelania do członków mojej rodziny. – powiedziała cicho, lekko zmęczonym głosem. Czuła się odrobinę zmęczona ciągłą walką z wilkiem o kontrolę, nawet gdy wiedziała, że nie ma innego wyboru. Jakiekolwiek pozwolenie jej na dojście do głosu nie kończyło się dobrze. – Rana powinna się zagoić w przeciągu kilku dni, tak sądzę. – dodała. Jej własna wprawdzie zagoiła się dość szybko, ale jej w końcu pomagał się wyleczyć czarownik. Nie była więc pewna, ile to potrwa w wykonaniu Oscara.
It's so hard to fight the demons, when they live inside your heart

Oscar Roberts

52


184 cm


Their howls are sending chills down my spine







[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Marianne, Margot
Jednym z największych problemów większości młodych wilków było to, że całkowicie tłumili swoje alter ego, każąc siedzieć mu w ukryciu i nie pozwalając, by to dochodziło do głosu. Nie chcieli się z nim zgadzać, nie chcieli z nim dyskutować, nie chcieli w ogóle brać pod uwagę jego zdania, a to, zdaniem Oscara, było tragiczne w skutkach. Potrzebowali wewnętrznej harmonii, by nie działać na oślep, potrzebowali czegoś, co jasno określi im cel, a jeśli własny wilk miał w nosie słowa człowieka, bo ten nigdy się z nim nie liczył, wszystkie zewnętrzne starcia mogły kończyć się katastrofą, gdyż nie było części danej jaźni, która w pełni sterowałaby daną jednostką. I gdyby się nad tym pochylił, z pewnością dostrzegłby, że Sina również ma podobne problemy, być może nawet już zaczynał sobie zdawać z tego sprawę i delikatnie poruszał znowu nosem, jakby chciał wyłapać powód jej gniewu, jej irytacji, jakby chciał jej powiedzieć, że czuje ten smród strachu, jaki jej mimo wszystko towarzyszył — niezależnie od tego, czy dotyczył jego osoby, czy może jednak czegoś więcej, czegoś innego. Był pewien, że dziewczyna coś w sobie dusiła, nie był jednak w stanie określić, co dokładnie, ale odnosił wrażenie, że ona i wilczyca nie żyją w pełnej harmonii, mógł się jednak również mylić, gdyż był po prostu — w tej chwili — zmęczonym człowiekiem, który marzył jedynie o tym, by zapaść w sen.
- Wiem, że gdybanie nic mi nie da, ale mimo wszystko traktuję to jak ostrzeżenie dla samego siebie, by nigdy nie tracić czujności i pamiętać, żeby nastawiać uważnie uszu - powiedział jeszcze cicho, by Sina zrozumiała do końca, o co mu właściwie chodziło. Obserwował ją później cały czas, czując jednak, że gniew się powoli wypala, a on po prostu zaczyna znowu czuć zmęczenie, że najchętniej po prostu położyłby się i nabierał nowych sił, bo te, które miał do tej pory, wyczerpały się chyba definitywnie, z czego siostrzenica z pewnością zdawała sobie sprawę. Na dokładkę odsłoniła ranę, by upewnić się, że wszystko z nią w porządku, to zaś spowodowało, że wilk zaczął się nieznacznie szarpać, zaczął warczeć wewnętrznie ostrzegając go przed potencjalnym bólem i Oscar zrozumiał, że niektóre rozmowy z Siną musi zdecydowanie odłożyć na później, bo ostatnią rzeczą, jakiej potrzebował, była szarpanina z całkiem bliskim członkiem rodziny.
- W porządku, widzisz sama, że też jestem drażliwy - powiedział spokojnie, aczkolwiek wciąż jeszcze czuł, że jego wnętrze burzy się i kotłuje, nie chciał jednak pozwolić, by cokolwiek znowu wykipiało, nie chciał znowu wchodzić w jakieś bagno, z którego byłoby mu trudno się wycofać, tak więc starał się trzymać teraz nieznacznie na dystans i zdecydowanie odpowiadać jej bez niepotrzebnego nadmiaru emocji. - Dziękuję, że się mną zajmujesz. Chociaż nie mam bladego pojęcia, skąd się tutaj wzięłaś i co właściwie robisz w Yorku, byłbym więc wdzięczny, gdybyś mi to wyjaśniła - powiedział i do jego głosu wdarła się twarda nuta, co sam Oscar skomentował ciężkim westchnięciem. Wyraźnie nie nadawał się teraz do prowadzenia żadnych rozmów, które prowadziłyby do rozwiązań pewnych spraw. Chciał jedynie dowiedzieć się, co Sina tutaj robi, gdzie się zatrzymała, chciał się dowiedzieć, że pozostanie z nim w kontakcie, a jeśli uzyskał jakieś w miarę satysfakcjonujące wyjaśnienia, nie zamierzał przetrzymywać siostrzenicy u siebie. Oboje wiedzieli, że teraz właściwie tylko będą działać sobie na nerwy, dlatego też, jeśli tylko była na to gotowa, pożegnał się z nią, by później faktycznie zapaść w leczniczy sen.

//zt
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo