Sina Taualai

26


165 cm


Don't give up to find your fortune When you don't know where to start.







[Cytuj]
Multikonta: Ray M., Lereena
Biała smuga śmignęła między budynkami, niczym biały duch przemykający w trakcie pełni ulicami miasta. Jeśli ktokolwiek się obejrzał, mógł dostrzec tylko koniec wilczego ogona. Zjawa to czy przerośnięty pies-albinos? Mało kto się tym interesował, może to i nawet lepiej. Dzięki temu nikt nie widział, że zwierzę miało pysk i łapy we krwi. Wtedy na pewno ktoś by się zainteresował, a to bardzo źle by się skończyło. Przecież nikt nie mógł wiedzieć...
Wpływ księżyca powoli malał, jakby wilk dostał, czego chciał. Na tym etapie kontrola kobiety nad wilczycą nie była aż tak zła, więc i pełnia nie była aż taką tragedią. Przynajmniej do tej pory tak właśnie sądziła... Nadal była roztrzęsiona i przerażona tym, co się wydarzyło. Pogryzła kogoś. Pani Księżyc, pogryzła kogoś, pewnie i przemieniła... Cały czas czuła zapach krwi tej dziewczyny. Robiło jej się coraz bardziej zimno wewnętrznie. Co ona zrobiła? Jak to się mogło stać? Wbiegła w pusty zaułek i skuliła się za stertą kartonów, drżąc na całym ciele. Wróciła do ludzkiej postaci, chowając się za kawałkiem kartonu i wcisnęła się w narożnik ściany. Ciemne włosy rozsypały się po ciele, dając choć minimum ciepła, które nie mogło zagrzać zamarzniętej duszy.
Jej wzrok padł na krew na jej rękach i krzyknęła zduszonym głosem. Zadowolona wilczyca w jej myślach ucichła, zostawiając ją ze świadomością tego, co odwaliła. Sina w ogóle nie była zachwycona, a do tego nadal była pokryta krwią. Spróbowała wytrzeć posokę z twarzy, ale tylko mocniej ją rozmazała. Cicho jęknęła, uderzając głową w ścianę. I jak na złość zaczęło padać, więc na dodatek jeszcze zrobiło jej się zimno na ciele. Jedyny plus? Przynajmniej woda chociaż trochę zmywała z niej krew, tworząc paskudne smugi. Powinna się znowu zmienić wilka i jakoś wrócić na kwaterę, ale nie była w stanie. Za bardzo się bała, że znowu kogoś pogryzie. Ponownie uderzyła głową w tył i syknęła cicho z bólu. Zaczynała drętwieć z zimna, ale gdzie niby miała się ruszyć nago?! Już nie wspominając, że nie miała zielonego pojęcia, w której części miasta się znajduje. Biegła przed siebie, nie myśląc dokąd, po prostu byle dalej od dziewczyny, której zniszczyła kompletnie życie. Dokładniej to wilczyca zniszczyła, ale ona była odpowiedzialna.
It's so hard to fight the demons, when they live inside your heart
Yuu

Yuu

23



Wait a little bit, just a few more nights..






Yuu
[Cytuj]
Multikonta: Bevin
Co było takiego w nocy, że przyciągała go niczym magnes? I nie zrozumcie go źle, to nie była magia na poziomie nawoływania syreniej melodii pełni, którą słyszały wyłącznie wilki. On po prostu.. w ciemności znalazł swoją ostoję, spokój, wręcz azyl, będący jego schronieniem przed blaskiem słonecznego światła. Za dnia musiał dorównać nieprzejednanym promykom, uśmiechając się szeroko, dzieląc się z całym światem widokiem swoich śnieżnobiałych ząbków. Teraz? Mógł w spokoju obserwować skąpane w ciszy miasto, przechadzając się to tu, to tam, pozwalając nogom prowadzić się w kolejne rejony angielskiego miasta.
Był również dodatkowy motyw, dla którego młody Łowca zapuszczał się w ciemne zaułki. Niby pomysł oklepany, ale kto wie, może tym razem Pani Fortuna uśmiechnie się do niego, zezwalając na ponowne spotkanie z bratem? W końcu .. zasłużył, spędzał całe dnie w dziczy, tułając się od jednego stada do drugiego, wkupując się w łaski kolejnych Alf, zadając uparcie jedno jedyne pytanie: Jak tam postęp nad leczeniem wilkołactwa? Ktoś coś słyszał? A może prowadził jakieś badania..? Jednak i tym razem noc nie okazała się obfitować w wymarzone rezultaty. Ramiona zapadły się odrobinę, a czarny kaptur skrywał srebrne kosmyki. Szedł spokojnie ulicami miasta, czując się prawie że jak u siebie, a był tu ile? Dwa, trzy tygodnie? Jednak jak to mówią, bezsenność bywa błogosławieństwem dla zachłannego wiedzy umysłu, toteż młody zdążył podłapać kilka skrótów, biegnących prosto do jakiegoś obskurnego motelu, który wynajął jakimś czas temu pod tanią przykrywką.
I prawdę mówiąc.. Sina miała niesamowicie szczęście. Bowiem chłopak uwielbiał skryć się w świecie muzyki, zapominając o własnych troskach, pozwalając dłoniom wykonywać jakieś dziwne ruchy w rytm niesłyszanej dla nikogo melodii. Jednakże, choć wielu dzielnie starało mu się zarzucić naiwność i głupotę, tak Azjata wiedział, by w czasie pełni mieć uszy, oczy oraz wszystkie inne otwory umożliwiające ostrożność mieć postawione w stan gotowości. To nie tak, że chłopak nie ufał wilkom. Gdyż wtedy musiałby ich sprowadzić do statusu bezrozumnych istot działających pod wpływem zimnokrwistego instynktu. A Yuu wolał twierdzić, że wie lepiej, iż to wszystko.. da się opanować. O ile ktoś tego zapragnie. Jednak jak to mówiła matka: Ufaj, ale serce skrywaj.
Dlatego nie miej mu za złe, iż usłyszał jęk, a wrodzona ciekawość (i niejako nefilemskie obowiązki..) zmusiły go, by kolejne kroki skierował w głąb ciemnej alejki. Karton, cień jakiegoś drżącego z zimna ciała, czerwona posoka wolno spływająca w dół, nagość w księżycową noc. Westchnął cicho, modląc się do anioła, by to była krew kolejnego jelenia, który miał pecha jesienną porą.
Postawił mocniej kroki, zdając sobie sprawę, że echo odbije się od ścian, zapowiadając jego najście. Nie widział na razie twarzy, jednak po figurze i .. atutach, szłoby sugerować, iż miał do czynienia z kobietą (no, chyba że mężczyzną po wizycie w Tajlandii — ot taka złośliwość gracza). Ściągnął z siebie grubą bluzę, pozwalając by niewinne pocałunki w postaci kolejnych kropel deszczu, opadały na bladą buzię. Runy skryły się pod bluzką z długim rękawem, nie zdradzając przynależności do anielskiej rasy.
-Spokojnie, nie bój się, nie zrobię Ci krzywdy. Jesteś cała? - angielski akcent mocno okraszony dalekowschodnim zaśpiewem rozniósł się w alejce, potwierdzając niejako, iż dziewczyna nie miała do czynienia z tutajszym. Azjata zatrzymał się z dobre dwa metry od dziewczyny, dając jej czas na oswojenie się z sytuacją. Wyciągnął dłoń z ciepłym odzieniem, czekając przynajmniej na pozwolenie, by móc zbliżyć się i sobie.. pomóc?

Sina Taualai

26


165 cm


Don't give up to find your fortune When you don't know where to start.







[Cytuj]
Multikonta: Ray M., Lereena
Noc tak naprawdę przyciągała każdego. A zwłaszcza piękne noce oświetlane tylko światłem odbijanym przez księżyc… Gdy była dzieckiem, najbardziej lubiła siedzieć na dachu i wpatrywać się w księżyc. Potem doszła wilczyca, z nią było tak samo. To jedno dzieliły wspólnie, pławienie się w promieniach nocy, gdzie tak naprawdę wszystko można było zrobić i ukryć. Czy może raczej po prostu pokazać, bez obaw, że ktoś źle oceni. Noc była po prostu przyjacielem, który w milczeniu wysłuchał wszystkich żali i nigdy nikomu ich nie zdradził.
Ale odkąd zaczęła mieć problemy z wilczycą, noc jawiła się niczym koszmar. Koszmar pełen strachów, okraszony pytaniem „co jeszcze może się stać?”. Odpowiedzi nigdy nie uzyskiwała oczywiście, chyba, że już po wszystkim, dokładnie tak jak dzisiaj. Nigdy, w najgorszych snach nie sądziła, że mogłoby wydarzyć się coś takiego. Że mogłaby się na kogoś rzucić, kogoś zaatakować… Pełnia, kiedyś tak kochana, teraz była piekłem. Jej miejsce zastąpił nów, ten czas w miesiącu, gdy księżyca nie było, a wilczyca nie miała sił, by się sprzeciwiać. By walczyć.
Och jakże żałowała, że jej bracia zdążyli na czas. Że udało im się ocalić ją przed łowcami, zostawiając tylko jedną bliznę na ciele, ale o wiele, wiele więcej na duszy. Od tego czasu nie ufała Nefilim za grosz. Obawiała się ich. Może to był właśnie pomóc, dla którego przestała jeździć do Japonii. Ze strachu, irracjonalnego, że skończy tak samo. Że oni też… Zatrzęsła się w kącie, kuląc się bardziej. Krople spływały po jej ciele, więc w ramach jakiejś kary dla samej siebie pozwoliła im moczyć zimnem jak największą powierzchnię ciała. W końcu nie mogła się przeziębić. Myśli szalały zbyt szybko, jedyna opcja, która teraz krążyła jej w głowie, to ponowna zmiana. Ale przecież nie mogła.
Wiatr zmienił kierunek, kierując siekące zimnem krople w je stronę. Ale było to nie wystarczające, by zagłuszyć czyjeś kroki kierujące się w jej stronę. W duszy wezbrał strach i każdy włosek podniósł się dęba. Przez krew na twarzy nie mogła wyłowić zapachu nadchodzącego, a może po prostu nie chciała? Może zbyt się bała sprawdzić, z kim ma do czynienia? Byle tylko nie był nikt znajomy.
- Nie podchodź! – zawarczała, jednak z nutkami strachu w głosie. – Nie jesteś tu bezpieczny. – sylwetka wskazywała na mężczyznę, więc cóż. Najwyżej się pomyli. Nie obchodziło jej to za wiele, miało znaczenie tylko to, żeby nieznajoma osoba odeszła, zanim jej wilczyca zdecyduje się znów zaatakować. Lekko spanikowana patrzyła, jak zdejmuje z siebie bluzę. Dlaczego w tej cholernej alejce było tak ciemno? Dlaczego była zbyt zdrętwiała, by użyć swojego wzroku i po prostu sprawdzić? Ale mówić, jak do ściany. Sina zamarła, zdając sobie sprawę, że przecież znała ten głos. Głos i osobę go używającą. Charakterystyczny akcent, z którego czasem chichotała, kilka lat temu, gdy jeszcze była do tego zdolna. Umysł płatał jej figle. Houshina nie mogło tu być. Byli w cholernym Leeds, a nie w Japonii! Potrząsnęła gwałtownie głową, kolejny raz z sykiem uderzając w ścianę. Ból, nawet chwilowy, pozwalał trzeźwieć.
Skoncentrowała się, powoli starając się wyczuć coś poza krwią dziewczyny. Deszcz. Jakieś śmieci. Nie tego szukała. Fuknęła śmiesznie przez nos, zaciągając się kolejny raz. I wtedy to złapała. Zapach Nefilim, ciężki do określenia, ale przecież go znała. Zapach anioła poprzetykany górską rosą. Świeżym powietrzem wysokości. Oczy kobiety zaszkliły się. Tylko jedna osoba pachniała w taki sposób.
- Houshin? – ciche pytanie, jakby sprawdzające, czy nie pomyliła się. Już nawet nie patrzyła na to w kwestiach wstydu, że złapał ją w takie sytuacji, Pani Księżyc, pozwalała mu spać na sobie jak na poduszce, ale w kwestiach własnych zdrowych zmysłów. Co on tu właściwie robił? Powinna ponownie kazać mu odejść. Bez wyjaśnień. Albo zmienić się i uciec, obojętnie. Ale nie umiała. Po prostu nie potrafiła. Przyciągnęła do siebie więcej kartonów, dość znacznie się czerwieniąc, co na szczęście zakryła posoka na jej twarzy. A potem wychyliła się, wyciągając niepewnie zakrwawioną dłoń po oferowane okrycie. Tym samym mógł w pewnym świetle dostrzec twarz kobiety. Rozpozna czy nie. – Szlag. Jestem cała we krwi. – rzuciła z westchnięciem, z powrotem wracając w swój kąt, w swój półcień.
It's so hard to fight the demons, when they live inside your heart
Yuu

Yuu

23



Wait a little bit, just a few more nights..






Yuu
[Cytuj]
Multikonta: Bevin
Może dlatego Łowca czuł się z wilkami jak z rodziną? Gdyż patrzyli podobnie na księżyc, kryjąc swoje drugie ja w tarczy olbrzymiej kuli, oświetlającej swym blaskiem wymarłe ulice Leeds? Ciężko powiedzieć, może kiedyś ta zagadka również się rozwiąże.
Houshin. Chłopak zamarł w pół kroku, a przerażenie złapało go w swe objęcia. Jakim cudem jakaś wilczyca znała jego imię? To.. prawdziwe? Od dobrych trzech miesięcy przedstawiał się wszystkim jako Yuu, Yurei lub Rei, w zależności tak naprawdę od humoru. Ba! Nawet teraz czasami budził się, powtarzając: "jestem Yuu". Ciężko mu było się przestawić. Kochał swój prezent od rodziców, chociaż żart nie pozostawał niedoceniony. Zaiste był feniksem zrodzonym z popiołów. W krótkim czasie był w stanie stworzyć sobie fałszywą historię, imię, wyrobić nawyki, które można było z łatwością uznać za naturalne. Chłopak był doskonałym aktorem — a przynajmniej tak mu się dotąd wydawało.
I tak jak pierwsze słowo sprawiło, że wszystkie włoski stanęły mu słupa, tak już kolejne zdanie sprawiło, iż płuca na powrót nabrały życiodajnego tlenu, a Azjata przeczesał mokre kosmyki. Dołóżmy do tego speszoną twarzyczkę wilczycy i voila, Yuu mógł rozpoznać kudłatą znajomą od ręki.
-Sina-chan. - suffix naturalnie wypłynął w połączeniu z tym imieniem, miękko układając się na języku. -Na litość wszystkich Aniołów, którzy uraczyli nas swoją obecnością na tym globie, co Ty tu robisz? - Ostatni raz widzieli się przecież w Tokio, zaraz przed ucieczką... A Nefilim był na tyle głupi, by nie zgarnąć jakiegoś adresu, numeru telefonu czy zwykłego namiaru na pośrednika, który miał z wilczycą częsty kontakt.
-Ubierz się, zabieram Cię ze sobą do pokoju. Nie możesz łazić w takim stanie po mieście. - westchnął cicho, odwracając się z grzeczności plecami. Niewielu Podziemnych mogło cieszyć się tego typu zaufaniem. W końcu kto normalny ufał wilkowi w pełni? Cóż, najwyraźniej on, bowiem splótł ręce na piersi, a koszulka zaczęła przywierać do skóry. Czarna pochwa miecza z każdą kolejną kroplą również zaczynała nabierać wagi, dokładając następne wagi do ciężaru ostrza.
-Będziemy musieli pójść bocznymi alejkami, nie mam nic ze spodni ani bielizny co by zakryć.. - Azjata wykonał jakiś dziwny ruch dłonią, co raczej nijak nie zostało odczytane w żaden sposób. Jednakże pozostawiało mieć nadzieję, że dziewczyna ogarnęła ideę pierwotną: półnaga głównymi ulicami miasta chodzić nie będzie. A przynajmniej nie u jego boku — mimo wszystko miał reputację do utrzymania i narzeczoną, święcie przekonaną, iż jego parabatai nie żyje. Cóż, od tego chłopak był, co by naprawić to drobne nieporozumienie.
-Ne Sina, czy powinienem o czymś wiedzieć? W kwestii tej krwi..? - ciche pytanie niełatwo mu przeszło przez gardło. Mimo wszystko.. jakoś się chyba przyjaźnili, nie? Azjata zawierzył delikatne informacje wilczycy, jednakże z drugiej strony no.. był tym Nefilim. Wychował się w kodeksie Clave, wiedział, jakie procedury były wymagane w przypadku mordu na Przyziemnym. I uwierzcie mu, modlił się do wszystkich bóstw shintoistycznych, aby naprawdę tą ofiarą było jednak zwierzę. Przekręcił lekko głowę, zerkając na dziewczynę przez ramię. Czy dostal jakieś darmowe porno? Cóż, Sina powie, jednakże jedno było pewne, Łowca niewątpliwie za wilczycą tęsknił - nawet jeśli zapierał się inaczej.

  

Sina Taualai

26


165 cm


Don't give up to find your fortune When you don't know where to start.







[Cytuj]
Multikonta: Ray M., Lereena
Coś było w tej konkretnej pełni, że trzeźwo myślący mieszkańcy Leeds postanowili zostać w domach, spokojnie śpiąc i zajmując się sobą, zamiast szlajać się po mieście. A ktoś, kto odważył się wyjść? Cóż… Krew te dziewczyny na zawsze będzie prześladować Sinę, tak samo jak świadomość tego, co zrobiła. Wilczyca nie zabiła tamtej, wiedziała o tym. Przemieniła ją. Gdyby tylko mogła cofnąć cholerny czas…
Kiedy użyła imienia Łowcy, namacalnie prawie że poczuła jego strach. Mimowolnie poczuła się nieswojo. Źle zapamiętała zapach? Pomyliła osoby? Chwilę temu podchodził do niej, a teraz się bał? Cóż, jesteś potworem, dziwisz się? wytknęła samej sobie, choć cichy głosik przypominał jej, że nie była tu jedynym potworem. Blizna na biodrze mówiła o tym wyraźnie. Odepchnęła szybko te myśli, przede wszystkim dlatego, że nie chciała wywoływać wilczycy. Kiedyś jej kontrola była świetna, teraz? Bała się sama siebie. W ogóle nie panowała nad wilczycą, która zdolna była do wszystkiego. Pytanie, czy do ataku na Houshina także? Nie, żeby go nie ostrzegała…
Uśmiechnęła się mimowolnie, słysząc ten charakterystyczny zwrot, którym zawsze się do niej zwracał. No, może nie zawsze, ale na pewno od bardzo długiego czasu. Strach zniknął, czyli to może jednak nie bał się jej, tylko czegoś innego? Nie miała siły teraz tego roztrząsać.
- To samo pytanie mogę zadać Tobie… – bardzo nie chciała odpowiadać na pytanie mężczyzny, więc można rzec, że odwróciła kota ogonem, niczego mu tak naprawdę nie wyjaśniając. Była pełnia, ona była wilkołakiem, więc ewentualne wnioski mogły być proste. Całej tragicznej historii tej nocy nie miała ochoty mu opowiadać. Nie chciała, by patrzył na nią jak na potwora, wystarczyło, że ona wiedziała, czym jest. On już nie musi.
- Ja nie żartowałam, nie jesteś ze mną bezpieczny… – jęknęła tylko. Widziała ostrze, oczywiście, że tak, ale… była wilkołakiem. Co mógł jej zrobić? O ile nie miał srebra, to i tak była raczej na wygranej pozycji. Ale kiedy z taką ufnością odwrócił się do niej plecami… Po prostu coś w niej pękło. – Spróbuję się tylko wymyć, poczekaj. – głos Siny zrobił się jakby nieco bardziej zachrypnięty i wilgotny, ale równie dobrze mógł uznać to za efekt deszczu, zimna i zmęczenia. Gest machnięcia ręki skwitowała jedynie prychnięciem, starając się jakoś za pomocą deszczu spłukać posokę z rąk i twarzy. Cóż, niestety byli dość zbliżeni wzrostem, więc zdawała sobie sprawę, że bluza, choć zasłoni być może „najważniejsze”, to w najlepszym wypadku i tak będzie kończyła się jej ledwo za tyłkiem. Próba przejścia tak przez miasto skończyłaby się wzięciem ją za panią lekkich obyczajów, więc wolała zdecydowanie jakieś zaułki. Plus ze względu na wilczycę też wolała trzymać się z dala od ludzi. O dziwo na Azjatę nie reagowała jakoś negatywnie, więc chociaż o to nie musiała się martwić.
W końcu ręce miała w miarę czyste, więc mogła podnieść się z miejsca i przez chwilę kombinować, co zrobić z bluzą. Dobra, nie uśmiechało jej się łażenie z prawie gołym tyłkiem. Niby jako wilk nie powinna mieć jakiegoś problemu z nagością, ale… miała. I to naprawdę spory. I tak czuła się bardzo zmieszana i zażenowana, że chłopak widział ją w takim stanie. Pytanie oczywiście usłyszała, ale tymczasowo milczała, nie wiedząc, czy mu powiedzieć prawdę. Nadal był Łowcą. I ze względu na ich relację tak okropnie bała się, że uzna ją za potwora… W końcu korzystając z faktu, że bluza miała kaptur, a co za tym idzie dość szeroką dziurę „na głowę”, a ona sama natomiast zdecydowanie była o wiele drobniejszej postury niż Houshin, przerobiła bluzę na sukienkę, wiążąc sobie rękawy na piersiach, żeby nie zwisały idiotycznie. Przynajmniej teraz miała bluzkę mniej więcej do pół uda, choć i tak była za krótka.
Uniosła głowę, a potem zarumieniła się ogniście. Cóż, cały proces dostosowywania bluzy, a także moment, gdy dopiero ją ubierała, mógł sobie obejrzeć. Jeśli natomiast był uważny i nic go nie rozproszyło, mógł dostrzec bliznę na biodrze wilczycy. Blizny, której nie mogło zrobić nic poza srebrem. Okrągłym, niezbyt dużym... Czyżby srebrna kula? Ktoś strzelał do niej srebrem? Dwa lata temu przestała przyjeżdżać do Japonii, dwa lata temu również nie miała tej blizny, bo przecież byłoby ją widać chociażby podczas ćwiczeń albo kąpieli w rzece... Czy blizna i urwany kontakt jakoś się łączyły? Nie miał jej adresu, ale przecież ona miała jego. Znała również osoby, które by miały, adres czy też telefon, jednak z nich nie „skorzystała”. Czyżby coś było na rzeczy?
Skrzyżowała ręce na piersiach, patrząc na niego.
- Myślałam, że nie patrzysz… – rzuciła, ewidentnie zawstydzona do granic możliwości. Jak on mógł jej to zrobić. Powoli jednak podeszła do Azjaty, zdając sobie sprawę, że brakowało jej go. Może i był specyficzny, może gdzieś w głębi bała się go jako Łowcy, ale… Teraz nie myślała logicznie. Różnica wzrostu między nimi była idealna, by mogła po prostu wtulić się w niego i schować nos w jego szyi, zaczynając drżeć na całym ciele, od kłębiących się w niej emocji. Ciało miała całkowicie zziębnięte od deszczu, ale nie obchodziło jej to. Nie w tej chwili.
- Jestem potworem, ‘shin… – wyszeptała mu w szyję, lekko zaciskając dłonie na jego bluzce, połykając prawie początek jego imienia. – Ale nie mordercą. – teraz mógł już wyciągnąć poprawne wnioski. Krew na ciele, ale zaprzeczenie morderstwa. Słowa o byciu potworem, ewidentnie załamanie… Najwyraźniej światu przybył kolejny wilkołak, czyż nie?

  
It's so hard to fight the demons, when they live inside your heart
Yuu

Yuu

23



Wait a little bit, just a few more nights..






Yuu
[Cytuj]
Multikonta: Bevin
Coś było z tą logiką, że wszyscy Przyziemni preferowali obserować pełnię z bezpiecznych czterech ścian mieszkań, aniżeli zerkając na nią spod bram czy też innych niebezpiecznych miejscóweczek, które nie napawały jakimś niesamowitym optymizmem. Yuu natomiast należał pośrednio do dzieci nocy, swobodnie tańczył we mgle, znajdując z łatwością wspólny język z Podziemnymi — a przynajmniej tymi, które nadal chcieli z Łowcami rozmawiać. Plus tej dość specyficznej sytuacji był taki, iż wilczyca miała okazję poznać Nefilim już na samiutkim początku jego ścieżki, nim zaczął stawiać pewnie pierwsze kroki i zwyczajnie zmężniał. Mimo wszystko miał ile jak się poznali? Trzy lata mniej? W okresie dojrzewania jest to niczym przepaść, głos znacząco się obniżył, buzia nabrała ostrych barw, a sylwetka nabrała jako takiego stanu. Jedynie oczy nadal błyszczały nadmierną ufnością, niczym idealnie dopasowana płachta skrywającą we wnętrzu duszę.
Azjata szczerze wierzył, iż wszystkie błędy szło naprawić, może to pomogłoby znaleźć sojusznika w jego sprawie? W końcu Sina miała na rękach nieplanowaną przemianę dziewczyny, a sam Yuu pragnął odzyskać brata i przywrócić go na łono rodziny. Jednakże na to przyjdzie jeszcze czas, a sam Anioł zdąży wywiedzieć się to i owo.
NIe miej mu za złe, że zareagował strachem. Płoche to było oraz głupie, nadal uczące się życia na krętych ścieżkach losu zwanych potocznie egzystencją. Pragnął dobrze, chociaż wywołanie go po imieniu sprawiło, iż ciało podświadomie wyczuło zagrożenie. Chcąc nie chcąc, dopiero co wyrwał się z iluzji, nadal nie do końca zdając sobie sprawę, co dokładnie uderzyło go zza pleców. Nadal gdzieś na tyłach potylicy miał: "A co jeśli...?" Niby jak dużego trzeba mieć farta, by non stop natykać się na złośliwego dżina? Niby nikłe, ale znając swoją historię — naprawdę idzie podejrzewać, iż lada moment podpadnie kolejnej kobiecie pragnącej go doprowowadzić do szaleństwa. Tyle że może tym razem dostanie jakieś ostrzeżenie czy coś..
Uniósł brewkę na próbę zwodu, uśmiechając się z rozbawieniem.
-A jednak zadałem pytanie pierwszy. I ani mi się waż twierdzić, że Panie przodem. Ten żart już był. - fuknął z oburzeniem, starając się rozluźnić atmosferę. Ot taka jego natura. Starał się wyciągnąć promyczek humoru z sytuacji, nawet jeżeli nie miał ku temu jakiś zabójczych podstaw. Klimat był już i tak napięty na tyle, że katana mogła wejść w powietrze jak masło, starczyło.
-Sina-chan, jestem Łowcą. Sądzisz, iż kiedykolwiek będę bezpieczny? - ot taki urok Nefilim. Młodo dorastali, żenili się, płodzili dzieci, umierali. Średnia wieku była ile teraz? Siedemdziesiąt lat? U Aniołów była ona o dobrą połowę niższa, nadal potrzeba czasu nim nadrobią straty po ostatniej wojnie. A biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, Azjata miał podejrzenia, że dane zostaną jeszcze trochę zafałszowane w dół. Ciche westchnięcie, odgarnięcie upierdliwych kosmyków z twarzy, odgarnięcie kropel deszczu, które zatrzymały się na ciemnej brwi. Chłopak szczerze nienawidził wszystkiego, co padało z nieba. Wymagało to od niego nałożenia czegoś więcej, aniżeli koszulki, a jak wszyscy wiemy — jest to niesamowicie niewygodne.
Cichy szelest, ruch, uderzenie zamka o metal. Czy potrzebował innego sygnału, iż Sina nadal była za jego plecami, ubierając się w jego bluzę? Dopiero po chwili przyszło mu do głowy małe olśnienie, sprawiające, że miał ochotę zapoznać głowę z najbliższą ścianą.
-Ah.. wybacz. Bluza może być nasiąknięta moim zapachem. Mam nadzieję, że nie jest jakoś bardzo drażliwy dla Twojego nosa. - nerwowy śmiech, poprawiony schowaniem dłoni w tylnej kieszeni spodni. Ile razy tak zachowywał się w Twoim towarzystwie w chwilach stresowych?
Nie miej mu za złe, Yuu był tylko młodym gnojkiem, który pomimo regularnego obcowania z watahą, dojrzewał. Więc nie szło mu zauważyć blizny, chociaż może przy kolejnej okazji zdoła skupić wzrok na czymś innym niż .. swojej bluzie. A już szczególnie jej rękawach. Drogi Aniele, kiepski byłby z niego szpieg. Wystarczyłoby go wysłać do burdelu, a wyśpiewałby dosłownie wszystko. Nie zrozumcie go źle, nie był jakoś nader nieśmiały. Po prostu.. umiał docenić naturalne piękno kobiet. Ot co.
-Myślałem, że się już ubrałaś. Przytyło Ci się. - w końcu co innego miał powiedzieć? Zmieniłaś się? Dojrzałaś? Nie masz powodu do zawstydzenia? No na pewno. I jedno było pewne, jego wzrok na bank nie zatrzymał się na ani jednej części ciała, która mogła sygnalizować nadwyżkę tkanki tłuszczowej, ale o tym shhh.
Przytulenie zostało powitane z rozluźnieniem spiętych ramion, opatuleniem drobniejszej sylwetki swoim ciałem, a nos zawędrował w gęstą czuprynę włosów. Delikatny ruch dłonią w dół i górę pleców jako dziwna próba ukojenia zszarganych nerwów wilczycy.
-Wiem, że nie jesteś. Po prostu musiałem zapytać. - ciche westchnięcie, zakończone przygarnięciem bliżej siebie brunetki. Ile tak stali skąpani w deszczu? Chwilę? Godzinę? A może pozwolili, by czas płynął swym szybkim tempem pomijając dwójkę istot, które odnalazły się po długim czasie? I choć pragnął tak zostać jeszcze długi czas, tak wiedział, iż lada moment świt zawita na horyzoncie angielskiego miasta, a Przyziemni zaczną wynurzać się ze swych nor do ponurych obowiązków. Ponadto.. Yuu miał jeszcze kilka pytań do znajomej, jednakże to nie było ani odpowiednie miejsce ani czas. Na dalsze pytania jeszcze znajdzie się moment, najpierw jednak należało zabrać stąd dziewczynę. Dlatego bez grama ostrzeżenia wypuścił Sinę z objęć, opadł niżej na nogach, by schwytać wilczycę w udach i przerzucić sobie przez ramię.
-Zostaje mi mieć nadzieję, że nadal przed łowami nie jadłaś ciężkiej kuchni. Wyjątkowo lubię tę koszulkę. - o czym jednak chłopak zapomniał, to o małym drobnym fakcie. Deszcz = woda. Woda = mokra koszulka. Mokra koszulka = materiał prześwituje i przylega do skóry. A to już krótka droga do olbrzymiego tatuażu, którego Azjata pilnował jak najdroższego skarbu. Razjelu, miej swoje roztargnione dziecię w opiece.
-Do motelu nie jest daleko.. chyba. - tum tu rum rum! Chwila grozy. Niby chłopak znał już drogę do wynajętego pokoju. Pytanie tylko jak dobrze.

Sina Taualai

26


165 cm


Don't give up to find your fortune When you don't know where to start.







[Cytuj]
Multikonta: Ray M., Lereena
Z jednej strony noc była najpiękniejszą porą, gdzie wszystko zrzucało maski, z drugiej najstraszniejszą, bo potwory wychodziły z ukrycia, przestając się bać. Co zabawne, Sina miała ogromny uraz do Nefilim, większy, niż mógł sobie nawet wyobrażać, ale tak naprawdę ani ona ani wilczyca nie kierowały tej urazy do Azjaty. Jakby fakt, że znała go zanim przydarzył się jej „wypadek”, sprawiał, że nie traktowała go jak zagrożenie i kogoś, kto wbije jej nóż w plecy. Paradoksalnie był to błąd z jej strony, bo przecież zabić ją próbowała teoretycznie bliska osoba, ale w końcu to nie tamten spał na niej jak na poduszce przy zerowych sprzeciwach z jej strony. Logika Siny wołała trochę o pomstę do nieba, ale przynajmniej nie warczała.
Mimo, że Houshin ewidentnie się przez ostatnie dwa lata zmienił, wyrósł, zmężniał, to jednak dla niej był tym samym szczylkiem, który się jej zwierzał. Nawet nie pomyślała o tym, że mógłby wpakować jej miecz w plecy, nie był taki, przynajmniej jej zdaniem. Dlatego nawet nie czuła ochoty, żeby go atakować czy w ogóle się bronić. Wilczyca też była zaskakująco spokojna i ufna, ale roztrzęsiona dziewczyna akurat nie miała zbytnio nastroju na roztrząsanie, dlaczego tak jest. Liczyło się to, że miała spokój.
Ależ wcale nie miała mu za złe strachu. Może gdzieś w sercu poczuła jakiś smutek, głęboko ukryty, ale miał pełne prawo się bać. Sama mu zaznaczyła, że jest niebezpieczna, gdy jeszcze nie wiedziała, kogo ma przed sobą. Mogła też dla spokoju ducha się zapewniać, że po prostu podświadomie wziął sobie te słowa do serca i podświadomie potem przelał je na nią, gdy zawołała go po imieniu. Choć prawdę mówiąc miała wrażenie, że Houshin przed czymś po prostu uciekał. Ale pytania na ten temat znajdą swój czas nieco później.
Uniosła tylko brwi i wzruszyła ramionami, gdy postanowił zmusić ją do odpowiedzi.
- No jak to. Biegam podczas pełni po mieście. – kamienna twarz i pełna powaga, ale kącik ust jednak jej drgnął. – Mam tu szkolenie z pracy. – wyjaśniła po chwili, przewracając lekko oczami. – A Ty? Co Ciebie tu przygnało? – takie zbiegi okoliczności trafiały się bardzo, bardzo rzadko. Żeby się spotkać w mieście tak odległym… - Jesteś Łowcą, Houshin, który stoi przy zakrwawionym cudzą krwią wilkołaku. To dwie różne sytuacje. – powiedziała łagodnie, lecz dziwnie smutno. Ona sama nie uważała żadnych sufiksów do jego imienia, z bardzo prostego powodu. Kiedyś próbowała się ich nauczyć, ale tak mocno mieszała, który był w jakiej okoliczności, że aby nie popełnić gafy lepiej było po prostu używać normalnie imion. Yuu musiał jej to niestety wybaczyć. Zresztą chyba pamiętał, jak to wyglądało w jej wydaniu, skoro podjął się trudnej roli nauczyciela ciekawskiego Kłaczka.
- Gdyby Twój zapach mi przeszkadzał, widziałbyś to, wierz mi. – roześmiała się bardzo, bardzo szczerze. Jednak nadal był tak samo rozczulający, jak dawnie. Cały czas chichotała pod nosem, dostosowując do siebie ciuszki. Chichot jednak ucichł jak nożem uciął, gdy zorientowała się, z jakim burakiem na twarzy Azjata wgapia się w nią. Na jej policzkach też pojawił się rumieniec, który jednak natychmiast zniknął, gdy została jej wypomniana waga. Wilczyca aż się zapowietrzyła, a oczy błysnęły złotem świadczącym, że nie tylko Sina była wkurzona o ten tekst. Paradoksalnie dziewczyna nawet schudła, ze stresu, ale na pewno nie przytyła! Chyba, że Houshin miał na myśli miejsce pod rękawami bluzy, które faktycznie było nieco większe, niż gdy ostatnio ją widział…
- Za to Ty widzę osiwiałeś z radości na mój widok. – odcięła się kąśliwym tonem, wyraźnie urażona. Najpierw się gapi jak ciele na malowane wrota, a potem obraża. Prychnęła z irytacją, ale tulić się do niego i tak poszła, nawet jak była urażona.
Westchnęła pod nosem, czując, jak przesuwał rękami po jej plecach. Dmuchnęła delikatnie w szyję Aniołka, ciesząc się z tej niespodziewanej bliskości. Ręce na ciele pozwoliły jej się rozluźnić i uspokoić, do tego stopnia, że aż w końcu puściła koszulkę mężczyzny i przerzuciła dłonie na jego kark, posłusznie przylegając do niego mocniej. Nie skomentowała już tego, że musiał spytać, po prostu nie chciała o tym rozmawiać, nie teraz. Delektowała się znajomym zapachem, kojarzącym się z szczęśliwymi dniami, gdy nie miała problemów takich, jak obecnie. Ilość czasu spędzonego w tej pozycji się nie liczyła, po prostu nie miała znaczenia. Całkiem się rozluźniła i może nawet nieco odpłynęła myślami, dlatego wypuszczenie z ciepłych objęć powitała zaskoczonym piskiem.
- Houshin, no to Ty wyprawiasz…?! Waaaah…! – pisnęła z zaskoczeniem, nagle przerzucona przez ramię Azjaty jak worek kartofli. No on sobie chyba żartował! Natychmiast zaczęła się szamotać i protestować. – Odwaliło Ci doszczętnie?! Masz mnie natychmiast postawić, kretynie jeden, ja Ci obiecuję, że spuszczę wilka ze smyczy i niech robi co chce, nie będę zwracać uwagi, weź mnie do licha postaw, ciężka jestem! – słowa o bliskości motelu utonęły w gwałtownych protestach Siny. A skoro kompletnie je zignorował, to wilczyca ze złości zamachnęła się i z całej siły strzeliła go w tyłek. – Puszczaj no, na Panią Księżyc! – wraz z tym krzykiem poleciał stos samoańskich przekleństw, ale w tym momencie wzrok dziewczyny padł na prześwitujący przez bluzkę tatuaż. Japońskie tatuaże były zaiste piękne, więc przekleństwa zaczęły cichnąć, Sina nagle się uspokoiła, poprawiła swoją pozycję na ramieniu Houshina, łapiąc odpowiednio równowagę i z żywym zainteresowaniem zaczęła przesuwać palcami po tatuażu, śledząc jego linie. Zdecydowanie podobał jej się ten widok i tym samym kompletnie przestała zwracać uwagę na pozycję, w jaką ją wpakował, z wypiętym wysoko tyłkiem. Miała tylko nadzieję, że Księżyc się nad nią zlitował i bluza nawet w tej pozycji zasłaniała co trzeba.
- Daj ściągnę ten scyzoryk, nie widzę całości. – zaproponowała, zbliżając się palcami do zasłoniętych kawałków tatuażu. Zgarnęła mokre włosy z twarzy i sama odchyliła miecz, by móc prześledzić palcem kolejne linie. W zasadzie takie „mizianie” po pleckach miało sens – przyciskała mocniej mokry materiał koszulki do skóry, dzięki czemu miała lepszy widok.
It's so hard to fight the demons, when they live inside your heart
Yuu

Yuu

23



Wait a little bit, just a few more nights..






Yuu
[Cytuj]
Multikonta: Bevin
Tak sobie urocza wilczyco myślę.. czy takie potwory również stawały się bezczelnie głupie? W końcu nie od dziś wiadomo, że na każde monstrum znajdzie się silniejszy przeciwnik, posiadający większe kły, grubszą skórę, silniejsze łapy. Prawa dżungli, choć niezwykle okrutne, tak niesamowite w swojej prostocie. Zarówno Ty, jak i azjatycki szkrab wiedzieliście, by pomimo swej siły, nie przeciągać cieniutkiej linki. Byliście wysoko w tym łańcuchu pokarmowym, ale nie na samej górze. Przykre, przycinające skrzydła? Może odrobinę, jednakże przynajmniej nie pozostawało to nawet grama wątpliwości, by oglądać się zawsze przez ramię.
Nie byłaś rozżalona, widząc jego wijące się na ramionach runy? Fascynujące! Yuu z chęcią usiadłby z Tobą do stołu, wysłuchał Twojej historii. Kto wie, może pomógłby znaleźć winowajcę całego bałaganu? W końcu jako Łowca miał święty obowiązek opieki nad Podziemiem, a dokładając do tego fakt, iż byłaś mu bliska? Istny jackpot, wygrana w totka za milion grzywien. Dlatego zgarniaj kubek czekolady, rozsiądź się wygodnie i opowiadaj — jednakże nie zdziw się, jeśli przypadkiem naczynie w jego łapkach "przypadkiem" poleci w stronę ściany. Mimo wszystko to całkiem przypadkowy przypadek, czyż nie?
-Wybitnie daleko od Twojego stałego rewiru. Nie przypuszczałem, że ze wszystkich miejsc na tym globie spotkam Cię akurat .. tu. - wzruszył ramionami, a beztroski uśmiech nadal błąkał się z jednego kącika ust do drugiego. -Z pracy? W coś Ty się znowu wkręciła? Nie mów, iż faktycznie zamierzasz tańczyć na rurze w klubie pogo! - fałszywe przerażenie, chwyt za koszulkę, gdzie rzekomo biło jego serce. Droczył się już na całego, nieświadomie tyrpając wilczycę patykiem. W końcu była pełnia, wiedział, że wówczas kobiety są bardziej niebezpieczne aniżeli na okresie — a on jako przedstawiciel płci mniej urodziwej, zdawał sobie sprawę, że znak mówiący: "NIE WKURWIAJ" został przez niego minięty jakieś sto kilometrów temu.
-A ja? Uh.. Sprawdzam plotki, ponoć w mieście znajduje się doktor specjalizujący się w mitologii, może będzie w stanie odpowiedzieć na kilka pytań, które mam. - odrobina kłamstwa przesycona strumieniem prawdy. Nie od dziś wiadomo było, iż gnojek od zawsze był ciekawski, chciał wiedzieć wszystko tu, teraz, zaraz pomijając taki drobny aspekt jak cierpliwość czy czas. A że przy okazji szukał swojego zaginionego brata? To taka tam drobnostka i wisienka na torcie.
-I ów wilkołak mówi mi, że nie doszło do morderstwa. Więcej informacji nie potrzebuję na chwilę obecną. Nie zrozum mnie źle, będę potrzebował w najbliższym czasie odrobinę więcej szczegółów, choćby po to, by móc sprawdzić, czy ofiara znajdzie odpowiednią opiekę. - raczej sam się wilkołakiem zająć nie będzie w stanie, był Nefilim, który łaził z kąta w kąt, nie zagrzewając ostatnio nigdzie miejsca, ale kto wie? Może stado znajdujące się w pobliżu przygarnie nowego szczeniaka?
Śmiech Siny sprawił, że chłopak się zwyczajnie.. speszył. No skąd miał wiedzieć?! Raz mu ktoś powiedział, że cuchnie zgniłymi jajkami i śledziem, to się biedny teraz przejmował. Problem w tym, że ów wilczek robił sobie z niego zwyczajnie jaja, a chłopak wziął to sobie nader do siebie. Szczególnie w sytuacji, gdy pożyczał swojej kłaczej znajomej część garderoby. Wzrok powędrował w stronę schodów ewakuacyjnych, domagając się, by drobne rumieńce zniknęły z policzków. A żeby wszystkie baby coś...!
-Widzisz, jak na mnie wpływasz? Jednakże bądź tak miła, by zmniejszyć siłę swojego uroku, bowiem w tym tempie również wyłysieję. - puścił łobuzersko oczko, odbijając piłeczkę. Nie byłaś w tej małej rozgrywce sama, on również lubił się bawić, a przynajmniej w doborowym towarzystwie. Zadrżał na oddech na szyi, kradnąc odrobinę legendarnego wilkołaczego ciepła. Może to dlatego uwielbiał robić sobie z Siny poduszkę? Kto wie, a może po prostu jej lśniące białe futro przypominało mu rodzinny śnieżny puch z dalekich stron, nadając tym samym niezrozumiałe poczucie przynależności. Co by nie było, Yuu narzekać w najbliższym czasie nie planował, jedynie wykradał co lepsze kąski dla siebie.
Roześmiał się szczerze na jej protesty, wybitnie się starając, by nie patrzeć na prawą stronę. No bo.. tak jakby nie przewidział, iż bluza się AŻ TAK podwinie. Jednakże skoro już powiedział a, to trzeba i b, a strzał w tyłek od wilczycy tylko go upewnił, by robić swoje. Zaskamlał tylko cicho w niezadowoleniu, poprawiając dziewczynę na ramieniu. W efekcie Sina mogła na krótką chwilę "podskoczyć", by na powrót wylądować w miejscu pierwotnym.
-Tak, tak, ja za Tobą też Wilczku. - przewrócił oczami na jakże urokliwą wiązankę, która prawdopodobnie schodziła się do typowego: "zabiję Cię, nim Twoja matka powie Alohamora". I wiecie, co jest najbardziej przerażające? Jak kobieta zaczyna milknąć. Bowiem wtedy może być zdolna dosłownie do wszystkiego, a tego młodziutki łowca wolał uniknąć. Przynajmniej dzisiaj. Jednakże biorąc pod uwagę kolejnej akcji dziewczyny, to on jednak preferowałby dalej dusić się w sidłach niepewności. Ponownie drgnął, gdy jej paluszki zaczęły kreślić linie tatuażu, klnąc na wszelkie bóstwa.
-Sina-chan, ZOSTAW. - jęknął z dziecięcym rozżaleniem, potrząsając ramieniem w niezadowoleniu. Spokojnie, nie groził dziewczynie upadek, ot drobne perturbacje w odpowiedzi na niechciane macanie niewinnej istotki. Droga do motelu zajęła mu podejrzanie długo, a sama wilczyca utrudniała mu koncentrację na wszelkie możliwe sposoby. I śmiejcie się lub nie, ale pragnął zapłakać na widok znajomego mu już budynku. Na progu motelu zdjął dziewczynę z ramienia, klepiąc ją na chama w tyłek w "podziękowaniu".
-Koniec darmowej taxi, w przeciwnym razie portier się zdziwi na widok Twoich wdzięków i nie mówię tu o przeuroczej buzi. - brwi poruszyły się sugestywnie, a usta wykrzywiły w złośliwy uśmiech. Złapał Sinę za rękę, przeciągając za próg. Pochylił głowę w zażenowaniu przed recepcjonistą, kryjąc półnagą znajomą swoim ciałem. Następnie pociągnął w stronę schodów, a stamtąd już prosta strzała do pokoju. Wyciągnął klucze z kieszeni spodni, przekręcając klamkę.
-Zapraszam na nie moje włości. - teatralnie się pochylił przed wilczycą, puszczając ją przodem.

Sina Taualai

26


165 cm


Don't give up to find your fortune When you don't know where to start.







[Cytuj]
Multikonta: Ray M., Lereena
Nie każdy zdawał sobie sprawę, że zawsze i wszędzie istniał ktoś silniejszy i bardziej potężny. A nawet jeśli nie, to zawsze był ktoś sprytniejszy, lepiej znający teren i tak dalej i tak dalej. Nigdy i nigdzie nie było się bezpiecznym, a zdrada i nóż w plecach mogły tak naprawdę przyjść z najbardziej niespodziewanego miejsca. W końcu wilczyca dostała już taką lekcję i możesz mi wierzyć, zapamiętała ją sobie bardzo, bardzo porządnie. Tym bardziej zaskakiwało, że widok run prześwitujących przez ubranie Houshina nie ruszał jej wcale. Jakby były po prostu czymś nieodłącznym od Azjaty stojącego aktualnie naprzeciwko niej. Jeśli się tak zastanowić nad tym tematem, nie wyobrażała sobie go bez tych run. A czy Ty byłbyś w stanie sobie wyobrazić tę małą kulkę bez futra? No właśnie.
Ty może i chętnie byś wysłuchał tej tragicznej w skutkach historii, ale czy Sina byłaby chętna Ci o niej opowiedzieć? W końcu nie było to coś, czym warto się chwalić. A bądź co bądź byłeś jednym z tych, przez których była właśnie w tym miejscu i o tym czasie, przerażona tym, co uczyniła i co mogła jeszcze uczynić. Cokolwiek próbowałeś zrobić, działało, wilczyca jakby zapomniała na chwilę o swoim roztrzęsieniu, skupiając się tylko i wyłącznie na Tobie. Pytanie, jak długo to potrwa? Ile czasu minie, zanim znów przypomni sobie, co uczyniła i co wtedy zrobi? Co Ty przede wszystkim zrobisz?
- Zaraz tam daleko. Nie wybieram sobie miejsc. Poza tym plątałam się i po Samoa i po Kubie i po Japonii… To też daleko. – uśmiechnęła się kątem ust, łypiąc z zaintrygowaniem na Łowcę. To było pewne, że prędzej czy później coś odstawi i aż była ciekawa, co to takiego będzie. I nie pomyliła się, jednak zamiast się obrazić, posłała mu przepiękny, może nawet nieco prowokujący uśmiech. Skoro aż tak chciał się bawić, to czemu miałaby tego nie podjąć? Zamrugała niewinnie oczkami, perfekcyjnie udając zawstydzenie. – Wiesz, kochanie, dla Ciebie nawet i w barze ze striptizem. – spojrzała prosto w oczy Houshina, aż ciekawa wewnętrznie, jak zareaguje. Skoro chciał prowokować wilka, niech się liczy z konsekwencjami. Sina też się umiała bawić. Odpowiedź Azjaty za to zdecydowanie się jej nie spodobała, było widać, że chłopak coś ukrywa, jednak postanowiła nie ciągnąć go za język, jeszcze. Powoli.
- Życzę Ci w takim razie powodzenia. – uśmiechnęła się kątem ust. Ciekawski smarkacz, jak kiedyś o nim mówiła. Teraz smarkacz na smarkacza już nie wyglądał, zmężniał, głos mu się zmienił… a do tego na skroni było widać bliznę. Mimowolnie lekko drgnęła, jednak przemilczała to. Skoro się na nią gapił, to przecież musiał dostrzec jej bliznę, ale nie spytał, zostawił jej prywatność w spokoju. Nie zamierzała więc łamać jego. Jeśli zechce, sam opowie, przecież wiedział już, jak dobrym słuchaczem była. I przede wszystkim nie oceniającym. Zresztą sama miała swoje za uszami, nie ukrywajmy.
Nooo i miła atmosfera, jeżeli w zimnym deszczu takowa mogła być, poszła się miziać zapewne w jakimś bardziej ustronnym miejscu. Przypomnienie tego, co właściwie zrobiła, sprawiło, że wilczyca zbladła, mocno, i ucięła temat. Nie chciała tego kontynuować, po prostu objęła się ramionami i spojrzała gdzieś w bok, błagając wszystkie duchy niebios, by na pewno się nie pomyliła i tamta dziewczyna żyła. Przynajmniej rumieńce Yuu były na tyle urocze, że trudno było przestawić się z myśleniem na negatywne wydarzenia z dzisiejszej nocy. Gdzieś w środku naprawdę cieszyła się, że go spotkała, nawet jeśli w takich okolicznościach. Tęskniła za nim, jak jasny gwint, choć sama przed sobą nie chciała się do tego przyznać. Bo to oznaczałoby, że jej izolowanie się od wszystkich było po prostu błędem, a ona nie widziała innej opcji.
- Och proszę Cię. – parsknęła mu prosto w szyję, zaczynając ponownie chichotać. – Wtedy wyczeszesz wilka i będziesz mieć gustowną, białą perukę. – zażartowała sobie z niego, nie mogąc się powstrzymać. Bezczelnie też potarła nosem o jego szyję, wdzięczna za zmianę tematu i rozśmieszenie jej. Może i nie było to nic górnolotnego, ale działało. Była bardziej niż tylko wdzięczna za jego próby, stąd też i mogła mu sporo wybaczyć.
Z ust Siny wydobył się cichutki pisk, kiedy zwyczajnie podrzucił ją na ramieniu, niczym zwyczajny worek ziemniaków. Tak się przecież zdecydowanie nie traktowało wilków, a tym bardziej wilkołaków! Dziękujmy losowi, że nie miała pojęcia, do jakiego stopnia podwinęła się bluza, inaczej Japończyk nie miałby życia. Znęcanie się nad wilczycą w trakcie pełni powinno być prawnie zakazane.
- Przerobię Cię na szaszłyk. – powiedziała, ale ton miała na tyle ciekawski, że nie można było tego w ogóle wziąć za groźbę. Szybko uporała się z irytującą pochwą od miecza, która przeszkadzała jej w oglądaniu tatuażu, zwyczajnie przekładając ją częściowo przez siebie, by móc w spokoju oglądać starannie wykonane kreski. – Y-y. – wymruczała tylko na rozkaz zostawienia tatuażu samemu sobie, a nawet posunęła się jeszcze dalej – Yuu za karę za to potrząsanie ramieniem dostał po tyłku następny raz. Za to podsunęło jej to kolejny pomysł, skoro koszula jednak co nieco zasłaniała, do tego marszcząc się przeważnie akurat tam, gdzie chciała się przyjrzeć, bezceremonialnie sięgnęła do spodni młodzieńca i w szybkich ruchach wyciągnęła z nich koszulę, podciągając materiał na tyle wysoko, na ile była w stanie, by nie sturlać się z ramienia Yuu. Teraz miała już pełen widok malunku wykonanego na skórze i zdecydowanie była pod wrażeniem. Cichy gwizd jasno o tym mówił. Oczywiście nie przestała wodzić po tuszu palcami, teraz mając jednak pod palcami jedynie dotyk wilgotnej od deszczu, miękkiej skóry. Nie zamierzała pytać, po jaką cholerę tatuował sobie coś takiego, o wiele bardziej zaczynało ją interesować, czy dałoby radę wymalować coś takiego wilkołakowi. Z drugiej strony jeśli miałaby pozwolić na wypalenie swoich pleców… Jednak nie.
Zdecydowanie utrudniała mu skupienie myśli i całkowicie nawet nie zdając sobie z tego sprawy. W końcu jednak dobre się skończyło i poburkując pod nosem została postawiona na ziemi. Tym razem to była jej kolej, by się ogniście zaczerwienić, gdy ręka Yuu spotkała się z jej gołymi pośladkami, skoro ten kretyn nawet nie pozwolił jej obciągnąć bluzy, co zresztą szybko zrobiła.
- Naprawdę poszczuję Cię wilkiem… – jeśli to możliwe, spłoniła się jeszcze mocniej, czując pełne zawstydzenie i zażenowanie. Jakby mu mało było, że sobie ją obejrzał kompletnie w stroju Ewy, to jeszcze musiał ją molestować. Paskudny złośliwiec. – Oskarżę Cię o molestowanie. – wymamrotała, jednak posłusznie dała się pociągnąć i starając się być niewidoczną dla recepcjonisty schowała się za ciałem Houshina. Ogarnęła się dopiero przed drzwiami.
- A dziękuję. – teatralnie uniosła nos w górę i weszła do pokoju. Krótki rys sytuacyjny i w kilka sekund namierzyła drzwi do łazienki. – Wybacz wykorzystywanie przywileju bycia gościem, ale zaraz zamarznę od tego deszczu. – westchnęła przepraszająco. – I muszę zmyć resztki krwi, zanim oszaleję do końca. – po czym kulturalnie czmychnęła do łazienki. Najpierw wycisnęła z wody bluzę, którą miała przyjemność nosić i odłożyła na grzejnik, na szczęście ciepły, a dopiero wtedy wpakowała się pod prysznic. Dotyk gorącej wody wywołał szczęśliwy pomruk wilczycy i wbrew złożonym sobie obietnicom spędziła pod gorącą wodą naprawdę sporo czasu. Umyta, pachnąca i nieco szczęśliwsza niż wcześniej opatuliła się dwoma ręcznikami, zostawiając Yuu trzeci i wychynęła z łazienki, z zawstydzonym uśmiechem. – Wybacz, że tak długo.
It's so hard to fight the demons, when they live inside your heart
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo