Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
#1

Czas został podany. Miała ostatni wieczór, ostatnią noc, na to by naprawdę porządnie się napić i odpłynąć gdzieś w siną dal. Dawniej wielu wojowników wyruszało w bój nie do końca pewnie stojąc na nogach, ale tego nie planowała. Musiała mieć trzeźwy umysł, by być w stanie w każdej chwili podejmować błyskawiczne decyzje, by jednak mogło do tego dojść, po prostu potrzebowała tego całkowitego zapomnienia, pójścia w jakieś tango, które rozluźniłoby każdy z jej naprężonych do granic możliwości mięśni. Nie chciała wciągać w to innych uczestników wyprawy, bo domyślała się, że skończyłoby się to dokładnie odwrotnie, niż planowała. W pewnym sensie można byłoby uznać, że niczym nastolatka wymknęła się z domu Jonathana, zostawiając Ignis pod opieką Devany i licząc na to, że nie wydarzy się nic złego, a później po prostu ruszyła przed siebie, by trafić ostatecznie do pierwszego lepszego pubu. Nie miała jakiś szczególnych wymagań dotyczących miejsca, w którym chciałaby spędzić tę noc, liczyło się jedynie dla niej to, by było tłoczno, gwarno, by mogła poczuć dym papierosowy i ostry smak alkoholu na czubku języka i w przełyku.
Usiadła przy barze, z samego jego boku, i zakołysała nieznacznie szklanką pełną whiskey, a później przymknęła powieki czując, jak nieznacznie się odpręża. Wiedziała doskonale, że to może być równie dobrze ostatni taki wieczór w jej życiu, nic zatem dziwnego, że nie zamierzała jakoś szczególnie się oszczędzać. Problem polegał jednak na tym, że głowę miała jednak niesamowicie mocną, potrzebowała więc całkiem sporo alkoholu, by poczuć, że zaczyna unosić się swobodnie pośród fal. Noc jednak była mimo wszystko długa, a ona miała całkiem sporo czasu, by faktycznie gdzieś odpłynąć i nie musieć w pełni skupiać się na tym, jak blisko był już wyznaczony przez nią świt. Przez chwilę wolała być tylko zwykłym pionkiem na planszy, nie zaś skoczkiem.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Marco Habsburg

400


185 cm


Amor - la palabra que tiene cuatro letras, dos vocales, dos consonantes y dos idiotas







[Cytuj]
Multikonta: Lenn, Ignis, Eve
Ach, noce w klubach... Pełne chętnych panien na chwilę rozpusty... Osiłków chcących poderwać najlepsze "sztuki"... A także stada zwykłych szaraków, zbyt nieśmiałych, aby wykonać jakikolwiek ruch w stronę poderwania kogokolwiek. Wbrew pozorom lubił przesiadywać w różnych barach i obserwować Przyziemnych, jak próbują różne sztuczki. Czasem jakaś kobieta wpadała mu w oko i wtedy sam ruszał do zabawy, a czasem musiał mocno uważać, żeby się nie roześmiać na widok damskich zalotów. Jak będzie tej nocy? Zamierzał to sprawdzić w Lamplight.
Wszedł do środka, tym razem bardziej skupiając się na iluzji. Nie zakrył skrzydeł dodatkową warstwą ubrań, więc Podziemni mogli je widzieć, jeśli się skupili. Światła klubu, alkohol oraz mimo wszystko magia, działały na jego korzyść. NIe przejmował się z kolei w ogóle Przyziemnymi. ubrany w koszulę z podwiniętymi rękawami oraz eleganckie spodnie, przysiadł przy barze zamawiając sobie piwo. Póki co nie chciał sięgać po silniejszy trunek. Oczekując na trunek, przyglądał się siedzącym przy barze, aż jej nie dostrzegł. Piękna jak zawsze, wręcz zabójczo piękna. Blond włosy, których nie miał okazji dotknąć oraz błękitne oczy, w których miał okazję się zatopić i dać im się wyrolować. Uśmiechnął się lekko pod nosem, po czym ze swoim piwem skierował się w stronę kobiety.
- Mario, ukochana - przywitał się, uśmiechając się półgębkiem i rozkładając nieznacznie dłonie na boki. Przysiadł na krześle przed nią, opierając się ramieniem o blat baru. Widział, że jakiś obcy mężczyzna próbował podejść do Faerie w tej samej chwili co on, ale najwyraźniej zrezygnował. Cóż, każdego szkoda, prawda? Uniósł jedynie w jego stronę lekko butelkę piwa, wzruszając ramieniem. Szybka, niema rozmowa, przekazanie, że też będzie mieć swoją szansę.
- Po tym, jak ostatnio zniknęłaś nie przypuszczałem, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Zlecenie czy rozrywka? - spytał ciszej, wbijając w nią uważne spojrzenie. Pamiętał jak zniknęła nie dotrzymując słowa o zapłacie. Ciekaw był jak teraz będzie się z tego wykręcać.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Upiła kolejny łyk, kiedy spostrzegła mężczyznę kierującego się ku niej. W pierwszej chwili zmarszczyła nieznacznie nos, dochodząc do wniosku, że nie wypiła jeszcze na tyle dużo, żeby widzieć tutaj przeklętego czarownika, którego poznała pewnego razu gdzieś w Austrii. Afera, w którą wplątała się wtedy z uwagi na całkowicie beznadziejny dług, jaki miała spłacić, okazała się jedną z najbardziej znanych w historii, ale gorsze od tego było jedynie to, że syn Lilith był wtedy co najmniej natarczywy. Powinna była już wtedy pokazać mu, gdzie dokładnie jest jego miejsce, ale nie miała najmniejszej ochoty, na wdawanie się w kolejne przepychanki. Mówiąc inaczej – uciekła oknem pod postacią sokoła i tyle ją widział.
- Arcyksiążę Rudolf zmartwychwstał – rzuciła w odpowiedzi, a jej jasne oczy błysnęły gwałtownie. Głos miała niski, mruczący i z miejsca wskazujący na to, że jeśli tylko czarownik ośmieli się wrócić do dawnych czasów, z całą pewnością przekona się, że Niedźwiedzica posiada ciężkie łapy i ostre kły nie do ozdoby, a jako coś więcej. Wymknęła mu się wtedy i nie zamierzała mu w żaden sposób ulegać, nie odpowiadał jej, aczkolwiek był dość przystojnym mężczyzną. Nie zamierzała jednak grać w jego grę i być jakimś nic nie wartym pionkiem, ostatecznie bowiem to ona decydowała, kogo sobie wybiera, a kogo całkowicie odrzuca, Marco zaś najwyraźniej nie pojął tej prostej lekcji. Nie spodziewała się, że jeszcze go kiedykolwiek ujrzy, tymczasem proszę bardzo, demony przeszłości wyłaniały się niczym Wenus z morskiej piany. Na domiar złego, właściwie nic się nie zmienił, nadal był tak samo butny i pewny swego, z całą również pewnością nie cierpiał na kaligynefobię, w innym wypadku w życiu by do niej nie podszedł, ani teraz, ani te kilkadziesiąt lat temu. Cóż, z całą pewnością było to słodzenie samemu sobie, ale mimo wszystko – Niedźwiedzica zdawała sobie sprawę z tego, przynajmniej teraz, że kiedy tylko chciała, była naprawdę atrakcyjna. Nie mówiąc zupełnie o tym, że mimo wszystko była wróżką, te zaś już same w sobie były pięknymi istotami.
- Chwilowa rozrywka – odparła jedynie, bo nie zamierzała wdawać się z nim w żadne dalsze rozmówki. Oszukała go, kiedy przyszło co do czego i mimo wszystko zachowała się niczym typowa przedstawicielka swojej rasy. Być może nadepnęła mu na odcisk, nie zamierzała jednak z tego powodu płakać i lamentować, a już na pewno nie chciała go przepraszać, czy zapewniać, że dokona stosownej zapłaty. O tym mógł co najwyżej pomarzyć.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Marco Habsburg

400


185 cm


Amor - la palabra que tiene cuatro letras, dos vocales, dos consonantes y dos idiotas







[Cytuj]
Multikonta: Lenn, Ignis, Eve
Uśmiechnął się lekko na jej wzmiankę o Rudolfie. Cóż, uważał się za znacznie przystojniejszego, nie mówiąc o byciu ciekawszym niż tamten krewny, ale nie musiał o tym mówić od razu. Miał jeszcze dodatkową zaletę, której poświadczyć mogłaby Maria, gdyby nie fakt, że leżała martwa już od tylu lat, że nawet szkielet nie byłby w stanie nic powiedzieć. O tej zalecie jego Maria nie wiedziała na własne życzenie. Cóż... Wciąż miał jej za złe, że wystawiła go do wiatru i nie dotrzymała obietnicy. Owszem, była wróżką, o czym najwyraźniej zdołał wcześniej zapomnieć, ale jednak zakładać, że gdy ktoś coś obiecuje, obietnicy dotrzyma. Nawet Faerie. Lata minęły dość szybko i oto znów stał przed tą, która wodziła go za nos.
Błysk w oczach Marco jasno wskazywał na fakt, że podobał mu się widok. Błękitne oczy, jasne włosy, wyczuwalna siła. Zabójcza piękność, można byłoby rzec śmiało. Po części doświadczył tego i nie mógł się opierać jej magnetyzmowi. Niczym ćma wabiona przez płomień świeczki. Niestety, a może i stety, w tym przypadku cała zabawa nie kończyła się śmiercią ćmy, a wykiwaniem jej na całego. Podejrzewał, że nawet obecne spotkanie w barze nie poskutkuje fajerwerkami na mecie. Mimo to, część jego osoby aż krzyczała, żeby spróbował jeszcze raz. Im trudniej któraś ulegała, tym ciekawsza z nią zabawa była. Tak prezentowała się prawda wszechświata, a że był przyzwyczajony do ulegających mu panien, nic dziwnego, że zainteresowanie Marianne było z jego strony dość... intensywne.
- Rozmowna jak zwykle i równie czarująca – odparł z cieniem ironii w głosie, gdy potwierdziła, że nie była w tym miejscu kierowana zleceniem. Choć byłoby to ciekawe zrządzenie losu, cieszył się, iż nie poluje na niego. Przesunął po niej spokojnie spojrzeniem, skupiając się głównie na detalach twarzy wróżki. Nie zmieniła się wiele, ba, można rzec, iż wcale się nie zmieniła. Nie było jednak co dłużej ukrywać, że ciekawiło go jedno.
- Żyłem w przekonaniu, że umowa jest umową i jeśli warunki zostaną spełnione, otrzyma się zapłatę zgodnie z nią. Nawet, jeśli umowa jest zawarta z Faerie... Nie podejrzewałem, że ktoś może próbować uniknąć konieczności wywiązania się ze swojej części – rzucił wprost, wpatrując się uważnie w oczy Marianne. Umowa była umową. Skoro tak łatwo złożyła siebie jako zapłatę, dlaczego później uciekła? Nie była słowna? Miała inne powody? A może nie przywiązywała wagi do składanych obietnic? W takiej sytuacji raczej nie sprawiała osoby wyjątkowo honorowej, a jednak w jej postawie jasno wyczuwał, iż tak nie jest. Czy nie pojął prostej zasady, że to ona dobiera sobie partnerów? Och, pojął to dość wcześnie. Biła od niej aura modliszki, jednak co poradzić, gdy serce nie sługa i za pięknością nakazuje biec? Szczególnie niedostępne jednostki cieszyły się większym zainteresowaniem ze strony Marco.
- Słyszałem o wyprawie do waszej krainy – dodał krótko, wspominając wizytę u siostry. Domyślał się, że Marianne będzie brała w wyprawie udział. Sam chciał, jednak drużyna została już skompletowana, a on mógł pomóc tutaj, na miejscu, chociażby schodząc do Spiralnego Wymiaru.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
To, że miał o sobie wysokie mniemanie, nie umknęło uwadze Niedźwiedzicy. Czuła jednak od niego również swoistą brutalność, butę i żądzę mordu, które być może pokrywały się z jej własnymi pomysłami na życie, ale nie były czymś, co fascynowało ją na dłuższą metę. Może po prostu również bawiło ją wodzenie go za nos? Poza tym, w tamtych czasach była już gotowa jedynie do wypełniania poleceń, jakakolwiek kobiecość, czy zaangażowanie w życie uczuciowe zniknęły z jej jestestwa i nie było nawet mowy o tym, by zostało to w jakikolwiek sposób zmienione. Dopiero teraz, och bogowie, jak wiele lat później, skorupa zaczęła powoli pękać i obecnie siedząc w barze sprawiała wrażenie kobiety, która doskonale wie, czego chce, a jednocześnie jest w pełni świadoma własnego ja. Gdyby Marco spotkał ją jeszcze kilka miesięcy wcześniej, z całą pewnością doszedłby do wniosku, że Maria jedynie mu się śniła, a może faktycznie była tylko jedna, jedyna i prawdziwa, zaś wróżka była jedynie wytworem jego niesamowicie bujnej wyobraźni. Nie mógł mieć jednak wątpliwości co do jednego – Niedźwiedzica była teraz o wiele bardziej kobieca niż wtedy, a jednocześnie – jeszcze twardsza. To było dostrzegalne w każdym jej ruchu, w każdym spojrzeniu, czy uśmieszku, jaki błąkał się na jej ustach.
- Spodziewałeś się długiej przemowy pochwalnej na twój temat, Rudolfie? – zapytała na to, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że właśnie daje jej ostrogę do działania. Nie wierzyła, że zaraz sobie pójdzie, należał do tych natrętnych jednostek, które jak uparta mucha, krążyły dookoła aż do skutku. Mógł jednak zapomnieć o tym, że wskoczy do jego łóżka, gdyż umowa, jaką zawarli, była zwykłymi bredniami, a jej nie podobało się być jedną z miliona, mimo wszystko. Nie była jednak pruderyjna, czy zazdrosna, jednakże zdawała sobie sprawę z tego, że zaliczałaby się do grona tak licznego, że uwłaczałoby to jej osobie. A może po prostu czuła jakąś odrazę do tego manipulatora, który, choć słowa miał gładkie i potrafił czarować, to jednak czaił się w nim jakiś oślizgły gad?
- Owszem. Ale nigdy nie został podany termin jej realizacji – zauważyła spokojnie i w tym momencie uśmiechnęła się czarująco, aczkolwiek jej oczy aż płonęły ogniem wściekłości. Och, próbuj! Była wróżką, umiała mimo wszystko grać chytrze i w taki sposób, by nagiąć pewne sprawy do własnej woli, do siebie samej, ustawić je tak, by pasowały do jej planów, do jej zamierzeń i bogowie wiedzą czego jeszcze. Temu czarownikowi płacić nie zamierzała, był jednak inny, na którego rzecz wnioskowała odpowiedni datek. Cóż, nie trudno zgadnąć, że Niedźwiedzica sama wybierała sobie, z kim właściwie chce się zadawać, na jakiej stopie i do czego dążąc, a że dawne pragnienia odżyły jakoś tak gwałtownie, nic zatem dziwnego, że Marco stanowił dla niej jedynie potencjalnego pionka na planszy, którego mogła przesunąć na bok. Gdyby jednak mu uległa, choćby jedynie z uwagi na to, że nudziło jej się bez mężczyzny, to on mógłby odtrąbić triumf, a na to nie zamierzała się zgadzać.
- Nie dziwię się, w końcu czarownicy ruszają z nami – zauważyła jedynie, ale jeśli chciał czegoś więcej, to musiał postawić konkretne pytanie. Nie zamierzała grać jego kartami, miała własne, równie mocno znakowane, jak jego i mogli tę rozgrywkę prowadzić nawet do rana, nie przejmowała się tym wcale. Przekrzywiła lekko głowę, upiła kolejny łyk mocnego alkoholu, a później przymknęła powieki, zastanawiając się jednocześnie, jakie jeszcze mężczyzna ma sztuczki w rękawie.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Marco Habsburg

400


185 cm


Amor - la palabra que tiene cuatro letras, dos vocales, dos consonantes y dos idiotas







[Cytuj]
Multikonta: Lenn, Ignis, Eve
Och, tamta Maria kusiła swoją morderczą stroną, ta z kolei obietnicą spełnienia. Mogłoby być im doprawdy przyjemnie, gdyby tylko zdecydowała się zabawić. Traciła okazję, ale wiedział, że ona się tym zdecydowanie nie przejmie. Nie należała do kobiet, które spędzały długie wieczory na rozpamiętywaniu straconych możliwości. Podobnie on nie wspominał Faerie każdego dnia, gdy nie zabawiał się z inną. Inna sprawa, że teraz, dostrzegając zabójczą piękność w barze, nie potrafił powstrzymać się przed podejściem do niej. Dobrze jednak, że nie wiedział, iż ta ma go za śliskiego typa. No dobrze, wiernością nie grzeszył i bawił się na różne sposoby, ale od razu posądzać go o bycie oślizgłym gadem? To dotknęłoby jego serce do żywego, gdyby takie zabiegi na niego działały. W rzeczywistości pewnie uśmiechnąłby się, a spojrzenie przestałoby mieć ciepły wyraz.
- Z pewnością nie od ciebie, moja droga. W końcu jak mogłabyś opiewać moją postać, nie mając pełnego obrazu? - odparł gładko, wykonując przy tym nieznaczny skłon głową w jej kierunku. Och, prawdę mówiąc kusiło go rzucić zaklęcie na wszystkich, albo bramą przenieść jedynie ich dwójkę w bardziej ustronne miejsce. Kusiło zbliżyć się do niej na tyle, żeby sama chciała skoczyć z nim w przepaść. Potrafił przekonać do tego nawet najbardziej niechętnie kobiety, ale... Czy wtedy nie straciłby zabawy, którą rozpoczęli już dawno? Wychodził z założenia, że wtedy próbował ją zdobyć, ale teraz... Nie, teraz poczeka, aż sama będzie chcieć. Jakkolwiek zadufanie nie będzie to brzmieć, był pewien, że nadejdzie ten dzień. Nie miało dla niego znaczenia w jakim stanie psychicznym będzie wtedy jego Maria. Mogłaby to nawet zrobić z desperacji, ale był pewien, że sama do niego przyjdzie. Dlatego nie naciskał, nie próbował beznadziejnych sztuczek z kupowaniem kwiatów, stawianiem drinków i obsypywaniem komplementami, choć te czaiły się w jego spojrzeniu. W tym błysku uznania na widok jej stroju, na każdą jej ciętą ripostę. Komplementował gestami i wzrokiem, niekoniecznie pustymi słowami. Tak jak teraz, gdy jej cudne oczy płonęły wściekłością.
- Niedopatrzenie... Pamiętaj jednak, że warunkiem każdej umowy jest wywiązanie się z zapłaty, a unikanie tego może poskutkować odebraniem jej na swój sposób - odparł i na moment jego twarz straciła na typowym uroku zwykłego playboya. Na ułamek sekundy szare spojrzenie było pozbawione większego wyrazu, obojętne, takie, po którym nie można spodziewać się niczego dobrego, a którego bynajmniej nie odczytuje się jak groźby. - Ale wątpię, że chciałabyś pozwolić na to, żeby obiegła świat opinia, iż nie jesteś honorową Faerie, czy też wojowniczką i boisz się wywiązać ze swojej części umowy... Mario - dodał spokojnym tonem, a uśmiech na nowo ocieplił jego spojrzenie. Zupełnie jakby nie było przed chwilą przebłysku jego właściwej osobowości. Napił się spokojnie, rozglądając się nieznacznie po wszystkich zgromadzonych w barze, po czym na nowo wbił spojrzenie w blondynkę. Wzmianka o wyprawie była tym, co rozwiało jego przyjemny nastrój. Wyraźnie spoważniał, przyglądając się jej tak, jakby właśnie starał się ocenić co warto powiedzieć, a co nie.
- Macie dobry plan? Moja siostra idzie z wami - spytał ostatecznie, wspominając Nerezzę. Nawet największa łajza tego świata miała coś, na czym jej po części chociaż, zależało. U niego była to żywa siostra. A wyglądało na to, że Marianne wiedziała więcej o planach dotyczących wyprawy, niż zostało to przekazane czarownicy. Zdradzisz coś więcej droga Faerie?

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Miała za nim płakać? Dobre sobie! Zdecydowanie nie należała do kobiet, które robiły łzy za dawnymi albo też niedoszłymi kochankami, a przynajmniej takie sprawiała wrażenie, bo mimo wszystko wciąż gdzieś tam zastanawiała się nad tym, co dokładnie spowodowało, że tak bardzo wściekła się na Malekitha. Nie chodziło o to, że był dla niej jakiś szczególnie ważny, ot, należał do przyjemnej części jej przeszłości, dlatego też Niedźwiedzica sądziła po prostu, iż gniewało ją to, że czarownik doskonale wiedział, z kim ma do czynienia, ale nie przyznał tego na głos. W przeciwieństwie do tego tutaj, który z niczym się nie ukrywał i gdyby chciała, mogłaby poczytać mu to na plus. Tak samo, jak tę jego wstrętną naturę, która zdawała się z jakiegoś powodu pełzać pod powierzchnią, a wróżka, która była od niego starsza o kilka ładnych setek lat, miała dostatecznie wiele doświadczenia, by domyślać się, że za piękną fasadą, kryje się prawdziwe żmijowisko i zgnilizna tak wielka, że mogłaby jedynie lizać mu buty.
- W bardzo prostych i żołnierskich słowach - odpowiedziała na to i przekrzywiła głowę, równocześnie uśmiechając się do niego nieco drapieżnie, ale jej nos zmarszczył się niebezpiecznie, jednoznacznie wskazując na to, że czuje rosnącą irytację i lepiej byłoby dla czarownika, gdyby nie przekraczał pewnych miejsc, pewnych linii, jeśli chciał wyjść stąd o własnych siłach, a nie pocięty na kawałki albo z dziurą w brzuchu, bo przywaliłaby mu z całej siły rogami. Lepiej również dla niego, by nie próbował tych swoich sztuczek, bo zostałby niewątpliwie okrutnie wyśmiany, tak samo dobrze, że nie mówił na głos o swoim przekonaniu, bowiem śmiech wróżki brzmiałby zadziwiająco pięknie w tym śmierdzącym pubie. Głos miała niski, drżały w nim nuty, jakie nieznane były ludzkim kobietom, nie mógłby z pewnością oprzeć się temu, jak się zachowywała, aczkolwiek w tym tonie niosła się pogarda i odrzucenie, a nie wyznanie wielkiej miłości.
- Spróbuj - powiedziała na to i faktycznie się zaśmiała. Nie było w tym nic nerwowego, ani jednej niepewnej nuty, a jedynie szczere ubawienie, bo jeśli czarownik sądził, że mógł się z nią mierzyć, to naprawdę miał o sobie wielkie mniemanie. Tysiącletnia wróżka o sile godnej niedźwiedzia, władająca biegle bronią, której nic nie było w stanie zatrzymać? Zabiłaby go na miejscu, gdyby spróbował i oboje doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Gdyby dopuścił się zaś gwałtu, to musiałby mierzyć się już nie tylko z nią. - Mój honor ma się doskonale, Rudolfie. Pomyśl lepiej o własnym! Musisz zawierać umowę z kobietą, żeby ta zgodziła się pójść z tobą do łóżka, bogowie! - rzuciła na to i skończyła pić swój drink. Może nie należała do najmądrzejszych na świecie, ale mimo wszystko wiedziała jeszcze, jak odbijać niektóre piłki, on zaś działał jej niesamowicie na nerwy i powodował, że miała ochotę po prostu mu przypieprzyć i w ten sposób rozwiązać spór i problem, jaki właśnie się pojawił. Zawsze wolała siłowe rozwiązania, a nie to słodkie pierdolenie o niczym, jakie często było uprawiane w okolicy. Chwała mu zatem za to, że skupił się na wyprawie, a nie na czymś innym.
- Czy ty w ogóle orientowałeś się w temacie, czy tak sobie na ślepo strzelasz? Nikt z nas nie wie, co tam zastaniemy, a biorąc pod uwagę fakt, że Mrok może mieć wgląd do naszych umysłów, nie zamierzam dzielić się informacjami z kim popadnie - rzuciła na to, a jej spojrzenie zdecydowanie stwardniało. Chciała powiedzieć mu również, że jego siostra, kimkolwiek tam była, sama zgłosiła się na tę wyprawę, nie powinien zatem ani trochę się kłopotać, bo to ona decydowała o swoim życiu albo nieżyciu, nie on. A jeśli bardzo chciał pomóc, to mógł zebrać dupę w troki i ruszyć razem z nimi.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Marco Habsburg

400


185 cm


Amor - la palabra que tiene cuatro letras, dos vocales, dos consonantes y dos idiotas







[Cytuj]
Multikonta: Lenn, Ignis, Eve
No pięknie, człowiek ma może i dużo wspólnego z wężem mając takiego, a nie innego ojca, ale żeby od razu zakładać, że pod jego powierzchnią kryje się żmijowisko? I to na jakiej podstawie? Bo kochał zabijać? Droga Marianne, a ty tego nie lubiłaś? Nie powinno się oceniać po takich błahostkach, w końcu każdy może mieć jakieś hobby. Jedni zbierają znaczki, inni hodują zwierzęta, a on kolekcjonował zaliczone panienki niczym znaczki w albumie i dusze zmarłych w mentalnej skrzyni umarlaka. Czy to naprawdę czyniło go kimś gorszym od innych czarowników? Czy naprawdę była duża różnica między nim, a innymi, którzy uwielbiali seks i mord? On przynajmniej mówił o tym otwarcie, aby żadna kobieta nie miała mylnego wrażenia, że może być “tą jedyną”. Uh, aż się rzygać chciało od takich słodkich przyrzeczeń i innych obietnic. Może jeszcze powinien dorzucić do tego romantyczny nastrój? Nie widział konieczności w aż takim komplikowaniu spraw, które były z natury rzeczy proste. Żałował, że blond Faerie siedząca przed nim nie widziała tego w tych samych barwach co on.
Zdawał sobie sprawę z jej siły i faktu, że gdyby stanął z nią do uczciwej walki, przegrałby w oka mgnieniu. Problem polegał na tym, że on nie grał czysto. Uważał to za nudne. W końcu od czego były klątwy? Dlaczego uczył się ich tak zapamiętale, jeśli zamierzał walczyć sprawiedliwie za każdym razem? Może i była silniejsza, jednak podejrzewał, że pomimo zaprawienia w boju wobec magii była bezsilna dopóki nie otaczała się tarczą. Tej jednakże nie wyczuwał, więc zanim zdążyłaby cokolwiek zrobić, ugodziłaby ją klątwa. Tych miał w zanadrzu, ale znów… Gdzie tu zabawa? O dziwo, choć nie przepadał za odmowami, podobała mu się zabawa z Marią. Przypominała drażnienie wściekłego tygrysa, czy nawet niedźwiedzia, będąc zamkniętym wraz z nim w klatce. Adrenalina skakała, a Marco zastanawiał się kiedy kobiecie puszczą nerwy.
- Lo siento, mi oso, ale honor jest jak papier ścierny zamiast bielizny. Sam wolę go nie posiadać - odpowiedział z czarującym uśmiechem. Chętnie kontynuowałby rozmowę, ale niestety ich wyprawa bardziej go interesowała. Szczególnie część o braku przygotowania do wyprawy, bo też nie było możliwości przygotować się na walkę z Pradawnym. Martwił się o Ner, choć nie zamierzał się z tym specjalnie odsłaniać. Zastanawiało go czy kiedykolwiek Faerie im pomogą, gdy sami będą w potrzebie. Dobrze, może i czarownicy ruszyli z nimi na wyprawę, bo Mrok zagrażał również Dzieciom Lilith, ale pomimo tego… Ciekaw był na ile wróżki okażą się wdzięczne za pomoc. Z jego doświadczenia wynikało jedno - każda rasa dbała o siebie, niechętnie pomagając drugim, choć zdarzały się jednostkowe wyjątki.
- Mam nadzieję, że wyprawa będzie owocna - odparł więc krótko dopijając swój napój, po czym odstawił szkło na bar i skierował się ku wyjściu. Pora była wrócić do domu i zacząć żyć jakoś w York. Od nowa. Plus obiecał zająć się paroma sprawami, więc lepiej było zacząć od razu niż czekać na zaproszenie chociażby od Inkwizycji.

zt x2
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo