Vanessa Vulcano

300


My dear, you're not so innocent







[Cytuj]
Może i mój odpoczynek nie był za długi ani nic takiego jednak poczułam się zdecydowanie lepiej. Magia którą się we mnie znajdowała nie potrzebowała wiele do regeneracji. Zwłaszcza że nie zużyłam jej tyle by osiągnąć krytyczny poziom. Kiedy zauważyłam ogara który biegnie w moją stronę postanowiłam odskoczyć w bok poza zasięg kłów tego demonicznego stworzenia. Kostki były dla mnie łaskawę gdyż udało mi się to bez zbędnych problemów. Korzystając z tego że drugi z ogarów jeszcze nie przyłącza się do zabawy sięgnęłam po miecz po czym uniosłam go ponad swoją głowę by następnie gwałtownie opuścić dłonie z mieczem w dół w kierunku szyi tego stworzenia. Jak można łatwo zrozumieć chciałam po prostu odrąbać temu stworzeniu łeb albo zadać poważne obrażenia. Nie miałam zamiaru bowiem jeszcze używać magi. Chyba będę musiała znaleźć kogoś do nauki walki mieczem. Najwidoczniej posługiwanie się nim jest jak najbardziej przydatne kiedy magia jest na wyczerpaniu. Najpierw musiałam jednak zakończyć tą misję z powodzeniem nie tracąc przy tym niczego co jest częścią mojego ciała.

Orzeł jest super, reszka mogiła

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Erik - lodowa fala uderzeniowa

Na szczęście wikinga demon nie dostał szczękościsku, inaczej byłoby w przypadku ogara. Trafiony toporem demon po chwili rozpadł się w pył pozostawiając po sobie jedynie wspomnienia w postaci obrażeń zadanych głównie wikingowi. Nie jedną już walkę odbył, więc powinien być przyzwyczajony do tak licznych obrażeń.
Vanessa, choć nie bardzo potrafiła walczyć mieczem, zdołała zranić ogara, doprowadzając go tym do furii. Nie wiadomo co mogłoby się stać, gdyby nie fakt, że Erik zdołał zebrać w sobie dość mocy, żeby użyć słabej jakości mrożnej fali uderzeniowej. Poskutkowała ona jedynie ogłuszeniem na moment okolicznych demonów, w tym dwóch ogarów. Wiecie jednak, że są to piekielne psy myśliwskie? Nie gubią tropu i ścigają zwierzynę do końca... Zwierzyną właśnie się staliście, gdy tylko Erik złapał Vanessę za rękę i pociągnął w kierunku podziemi.
Wciąż mogli słyszeć za sobą wściekłe wycie ogarów, kiedy nagle podłoga załamała się pod nimi, a oni sami spadli w część zamku, w której nie dane było im się nigdy zagłębić. Tak, tak... zapomniane podziemia. Tu magia nie działa, ale możecie śmiało próbować, kto może wam zabronić i skąd możecie o tym wiedzieć, prawda? Korytarz w lewo, gdzie pełno robactwa na ścianach? Czy korytarz w prawo, ciemny i śmierdzący? Który wybierzecie?

zt.


Piszecie dalej o tutaj -> http://shadow-york.pl/viewtopic.php?p=44118#44118

Nie przejmujecie się postami Car i Sigyn, one są w innej części labiryntu

Czas 48h

Camellia Morgan

230


170 cm


everything we love, we turn to ash.






[Cytuj]
// Po wątku z Aidenem

Dzięki rozmowie, którą przeprowadziła z przyjacielem była niewątpliwie w lepszym humorze, co było dla niej najważniejsze. Nie mogła się przejmować jedną, pojedynczą sytuacją, ponieważ zapewne będzie takich wiele. Jej życie jako życie czarownika będzie niewątpliwie bardzo długie, więc trudno było jej się skupić na jednym, pojedynczym momencie. Zostawiła ten temat, ponieważ nie zamierzała go już drążyć.
Wróciła do swojego apartamentu i od razu rzuciła się na fotel, biorąc do ręki szklankę wody. Gdy upiła kilka łyków odstawiła ją z powrotem na szafkę. Westchnęła cicho, pocierając skronie palcami.
Po chwili dostała wiadomość. Złapała szybko karteczkę i rzuciła okiem na treść. Od razu zrozumiała przekaz, dlatego wstała z miejsca. To była dla niej szansa na powrót do aktywnego działania w świecie cieni. Wytworzyła portal, który przeniósł ją prosto do Spiralnego Labiryntu, a dokładnie na korytarz główny. Gdy tam dotarła rozejrzała się. Była w tym miejscu wiele razy, choć dawno nie miała okazji aby tutaj przybyć. Cóż, wiele się działo, albo i nie. Camellia dobrze wiedziała jest sytuacja.
Wzrokiem szukała kogoś, kto mógłby jej wyjaśnić o co tutaj chodzi i dlatego została wezwana do pomocy. Pewnie niedługo się tego dowie. Miała taką nadzieję. Wprawiła swoje nogi w ruch, a stukot obcasów przerywał ciszę, panująca w tym miejscu. Co tu się wydarzyło? Bardzo chciałaby się tego dowiedzieć. Morgan pozostawała czujna, czekając na kogokolwiek, kto będzie w stanie opowiedzieć jej o tym, co widziała mury tego miejsca.
what are you willing to lose?

Marco Habsburg

400


185 cm


Amor - la palabra que tiene cuatro letras, dos vocales, dos consonantes y dos idiotas







[Cytuj]
Multikonta: Lenn, Ignis, Eve
Jak obiecał siostrze, zamierzał zająć się odbudową Spiralnego Wymiaru. Priorytetem było zamknięcie dodatkowych szczelin, które wywołało nieprzemyślane działanie innych czarowników. Wiedział, że znajomy jest w mieście, więc zgłosił się do niego, czy zna jeszcze kogoś, kto miałby również ochotę poudawać ekipę sprzątającą. Ostatecznie dostał wiadomość, że jest jedna czarownica, która będzie na niego czekać. Nic więc dziwnego, że z większym zapałem ruszył do Spiralnego. Wypoczęty, powinien dać sobie radę ze wszystkim, o ile nie będą kazali mu nikogo leczyć.
Przeniósł się do zamku i ze zdumieniem odkrył, że trafił nawet tam, gdzie chciał. Korytarz Główny. Być może fakt, że Nerezza zamknęła jedną ze szczelin, ułatwiał przedostawanie się teraz do wymiaru. Wcześniej można było trafić nawet do podziemi. Zabawa sprawa z tym wymiarem... Nie było jednak czasu, ani sensu, zastanawiać się nad istotą ich oazy, kiedy urodziwa niewiasta czekała na jego pomoc! Czy raczej on czekał na jej pomoc, ale to nie miało teraz większego znaczenia.
- Hola! Camelia? – zawołał, gdy tylko dostrzegł rudą burzę włosów i dość młodą osóbkę. Ile miała lat? Lub inaczej, kiedy przestała się starzeć? Z drugiej strony, to mu nigdy nie przeszkadzało. Niezbyt dyskretnie omiótł spojrzeniem jej twarz oraz sylwetkę. Nawyk, którego nie potrafił się pozbyć, można było mieć mu to za złe, albo zupełnie zignorować. Ze szczególnym zaciekawieniem obserwował jej oczy, wyraźny znak, a tak delikatny, że na jej miejscu pewnie nie ukrywałby tego przed Przyziemnymi. W końcu zawsze mogłaby udawać, że ma założone soczewki i artystyczny makijaż. Gorzej sprawa miała się z jego skrzydłami, których teraz nawet nie ukrywał. Złożone za plecami, nie uciskane przez żadne okrycie, nie przeszkadzały mu.
- Co powiesz na wspólne zamykanie dodatkowych szczelin, zanim demony urządzą sobie ognisko z naszego zamku? – zapytał, z wyraźnym hiszpańskim akcentem, którego nawet nie próbował maskować. Po tylu latach życia potrafił to chować, ale po co? Hiszpański był najpiękniejszym językiem, choć nie każdy to rozumiał. Rozejrzał się po bokach, próbując wyczuć różnice w barierze. W końcu natknął się na dwie, których raczej nie powinno tu być, biorąc pod uwagę szalejące pod nią demony. - O... tu chyba mamy się czym zająć – zaśmiał się, po czym podszedł do szczelin, strzelając odruchowo kośćmi nadgarstków. To nie była prawdziwa walka, ale zawsze jakaś jej namiastka. Stanął blisko szczeliny, po czym spróbował zamknąć ją, przy pomocy jednego z prostszych zaklęć. Raczej nie powinno to być szczególnie trudne, choć zawsze mógł się mylić.

Camellia Morgan

230


170 cm


everything we love, we turn to ash.






[Cytuj]
Zamykanie Szczeliny

Czarownica nie spędziła tu dłuższego czasu będąc sama. Szybko ktoś się pojawił. Zapewne ten sam Czarownik, któremu ona miała w tym pomóc. Cóż, ona z chęcią mogła użyczyć komuś swojej mocy. Biorąc pod uwagę fakt, iż większość czasu się w nic nie angażowała, to teraz chciała to w jakiś sposób zmienić i zrobić coś, z czego sama będzie zadowolona. Nie mogła dłużej pozostawać w cieniu i udawać, że to jej nie dotyczy. Wiadomo, że każdy popełnia błędy, nawet ona. Jednakże miała teraz okazję, aby to wszystko naprawić, a dzięki temu poprawić własne sumienie? Chyba mogła pomyśleć właśnie w taki sposób.
Odwróciła się w stronę, z której dobiegał męski głos. Gdy ujrzała tam mężczyznę kącik jej ust uniósł się delikatnie w górę, a na ustach Camelii pojawił się ciepły uśmiech.
Witaj. Tak Camellia. Ty musisz być Marco. — powiedziała i podeszła bliżej niego. Zlustrowała jego sylwetkę od góry do dołu, a jej uwadze nie umknęły skrzydła, które znajdowały się na jego plecach. Ona sam starała się ukrywać swój znak Czarownika. Sama nie wiedziała dlaczego. Może robiła to po prostu z przyzwyczajenia? Nie przywykła bowiem do tego, że sama z siebie ukazywała swoje kocie oczy, dlatego zaimponował jej tym, że ukazywał swój. Tak po prostu. Ona sama nie przywiązywała jakiejś wielkiej wagi do takich cech szczególnych w wyglądzie, choć to w pewnym sensie czyniło każdego wyjątkowym. Każdy miał coś, co go wyróżniało, a ona przez większość życia chciała się wtapiać w tłum, więc może dlatego.
Dlatego tu przybyłam. Nie możemy pozwolić demonom na takie rzeczy. — odpowiedziała z delikatnym uśmiechem, który malował się na jej ustach. Podczas ich rozmowy kąciki jej ust co chwila unosiły się lekko w górę, ukazując mężczyźnie uśmiech. Należała do tych miłych i sympatycznych. Nie była już taka, jak kiedyś.
Podeszła do drugiej szczeliny, którą miała zamknąć. Wyciągnęła dłonie przed siebie i użyła swojej magii z zamiarem zamknięcia szczeliny. Miała naprawdę szczere intencje, ale to oczywiście mogło nie wystarczyć. Zauważyła, że szczelina zaczęła się powiększać? Wtedy natychmiast zaprzestała. Co robiła źle?
what are you willing to lose?

Marco Habsburg

400


185 cm


Amor - la palabra que tiene cuatro letras, dos vocales, dos consonantes y dos idiotas







[Cytuj]
Multikonta: Lenn, Ignis, Eve
Szczelinko gadzinko zamykaj się
Dostrzegł jej wzrok, który zawisł na moment na jego skrzydłach. Był już do tego w pewnym sensie przyzwyczajony, w końcu nie każdy nosił swoje znamiona na wierzchu. Nie dziwił się zaskoczeniu innych, choć były dni, kiedy go to irytowało. W końcu czy którykolwiek próbował cały czas ukrywać coś, co jest nie tylko widoczne, ale i namacalne? Oczy zawsze można było zakryć soczewkami, nie trzeba było marnować magii. Skrzydła trzeba było czymś okrywać, albo pętać, a to było tak niewygodne, że gdy nie było konieczności, nie ukrywał ich. Tak jak teraz, w Spiralnym Wymiarze. Miał się spotkać z inną czarownicą i choć nawet pośród przedstawicieli tej samej rasy bywali zdrajcy, tak on nie dbał o to.
- Nie przejmuj się nimi. Nie chciało mi się bawić w ich ukrywanie – rzucił, po czym mrugnął do niej zaczepnie. Kiedy w końcu stanęło na tym, że mogą zaczynać sprzątanie, uśmiechnął się znów lekko do kobiety. Och, podobał mu się jej uśmiech, ale prawdę mówiąc nie myślał o niej jako o kimś sympatycznym i miłym. Pierwsze co próbował ustalić przy spotkaniu z przedstawicielką płci pięknej to fakt, czy jest do zdobycia, czy jednak nie. Mówiąc inaczej, czy chciał ją zaciągać w ustronne miejsce, czy jednak nie miał na to ochoty, choć kobieta i tak działa na niego. W tej chwili był świadom tego, że stan Zamku był ważniejszy niż jego przyjemność, ale nie mógł się powstrzymać od lustrowania jej, a fantazja podpowiadała tak ciekawe obrazy, że z całą pewnością po zakończonych pracach pójdzie poszukać ujścia. Z pewnością jednak Camelia mogła dostrzec jego konkretne zainteresowanie w jego szarym spojrzeniu.
W końcu stanął przy szczelinie, którą udało mu się za pierwszym razem zamknąć. Uśmiechnął się kącikiem ust do siebie. Nie było mowy jeszcze o świętowaniu, bowiem wiele szczelin widniało w samym korytarzu, ale już było o jedną mniej. Spojrzał na rudowłosą jak jej idzie, a widząc, że szczelina powiększyła się, przekrzywił nieco głowę, wbijając wzrok w to, co mogłoby się za chwilę na nich wyjść.
- Próbuj dalej, a w razie czego spróbuję pomóc. Wygląda na to, że bariera jest wyjątkowo zniszczona, a fakt zmiany silnika napędowego Wymiaru, nie pomaga w jej naprawie – rzucił poważnym tonem, po czym przeniósł spojrzenie na dziewczynę. Uśmiechnął się nieznacznie, może nieco drapieżnie. - Jeśli zamknę więcej szczelin, wyjdziemy razem na drinka – zaproponował, obserwując jej reakcję. Spodziewał się jednej – odmowy. Nie pytajcie dlaczego, ale kobieta zdawała się być jedną z tych, które mają upatrzony swój typ i są zwyczajnie grzeczne. Mimo to, nie zaszkodziło próbować i wprowadzić nutkę rywalizacji w te spotkanie.
Odsunął się na bok, kierując swoją uwagę na kolejną szczelinę.

Camellia Morgan

230


170 cm


everything we love, we turn to ash.






[Cytuj]
Zamykanie Szczeliny

To nie tak, że widok jego skrzydeł jej w czymś przeszkadzał. Może ona traktowała to wszystko zupełnie inaczej, dlatego sama ukrywała swoje oczy. Nie ukazywała ich każdemu, lecz teraz gdy była w Zamku nie miała potrzeby ich zasłaniać. Natomiast gdy chodziła w miejsca, gdzie należało wtopić się w tłum, wtedy jej tęczówki stawały się zwykłe. W końcu, nie było nic niezwykłego w jej zielonych oczach, a Camellia nie lubiła się zbytnio wyróżniać. Tak już miała, a stało się tak od czasu opuszczenia przez nią Paryża. Właśnie w tamtym mieście nastąpiło coś, co ją odmieniło i pozostała taka po dziś dzień.
Nie, to nie tak. Po prostu są całkiem ładne. To dobrze, że ich nie ukrywasz. — przyznała. Wyglądały.. jakby to ująć.. dostojnie. Dodawały mu pewnego uroku, więc Marco na swój sposób był wyjątkowy. Każdy miał jakąś cechę szczególną, a skrzydła były całkiem fajne. Zapewne mógł ich używać do wielu czynności, a najlepszą z nich było niewątpliwie latanie. W pewnym sensie to przypominał anioła, lecz to była tylko jej wybujała wyobraźnią, na którą nic nie mogła poradzić.
Dobrze, że zdołała się przemóc do tego, aby przestać się ukrywać i żyć w cieniu. Nie pomogła zbyt wiele podczas toczonych wojen, ponieważ pozostawała jedynie biernym obserwatorem. Dzięki temu, że się teraz angażowała jej życie nabierało innego znaczenia i mogła pomyśleć, że matka byłaby z niej dumna. Czy tak mogłoby być? To już nie pytanie do niej i niestety nigdy się tego nie dowie.
Wiedziała, że nie powinna go oceniać, gdyż nie znała całej jego historii. Czasami nie dało się po prostu tego powstrzymać i w myślach rodziła się już myśl, która określała towarzysza. Ona starała się tego nie robić, ponieważ kierowała się pewną sentencją. Owe zdanie pozostało w jej myślach.
Odwzajemniła jego uśmiech, choć miała pojęcie, iż nie było to spotkanie, które miało na celu rozmowę przy drinku. Miała wykorzystać swoje umiejętność i pomóc mężczyźnie, gdyż zamykanie tych szczelin było bardzo ważne. Powinna myśleć jedynie o tym i całkowicie skupić się na swoim zadaniu.
Porażki jak najbardziej się zdarzały, a błędy były częścią naszego życia. Mogło być kilka możliwości, dla których ta dana szczelina zaczęła się powiększać. Natychmiast przestała, bo być może nie była dobrze skupiona. Wcześniej nie używała mocy do większych rzeczy.
Może i tak. — westchnęła cicho. Ponownie spróbowała użyć większej ilości mocy, a ku jej radości szczelina została częściowo zamknięta, dlatego teraz nie przestawała. Chciała wykonać tą pracę jak najlepiej. Słysząc jego kolejne słowa, spojrzała na niego i przechyliła głowę w bok, a delikatny uśmiech pojawił się na jej ustach. — drinka nie odmówię. — powiedziała. Morgan nie była jedną z tych, która odmawiała takich przyjemności. Może wyglądała na taką, lecz w rzeczywistości taka nie była. Idealny przykład, aby nie oceniać książki po okładce. — wydaje mi się, że chyba i tak wygrasz, więc nawet teraz mogę przystać na twoją.. powiedzmy, że propozycję. — dodała, bazując na tym, że jemu szło o wiele lepiej.
what are you willing to lose?

Marco Habsburg

400


185 cm


Amor - la palabra que tiene cuatro letras, dos vocales, dos consonantes y dos idiotas







[Cytuj]
Multikonta: Lenn, Ignis, Eve
Zamknięcie szczeliny

Uśmiechnął się na jej słowa, przyglądając jej się uważnie. Czyżby amatorka skrzydeł? Dobrze jednak, że nie mówiła na głos o anielskim wyglądzie. W końcu jego skrzydłom nietoperza daleko było do pierzastych dzieci niebios. Pomijając fakt, że w ogóle nie byłby zainteresowany związkiem z nimi. Wolał być jednak pomiotem demona.
Widząc, że dziewczynie idzie całkiem dobrze zamykanie szczeliny, pomimo wcześniejszego problemu, odwrócił się w stronę kolejnej, którą wyraźnie wyczuwał. Odrobina mocy, odpowiednie zaklęcie i następna szczelina ustępowała pod wpływem jego magii. Cieszyło go to, w końcu obiecał siostrze zająć się Wymiarem. Musiał jeszcze spotkać się w końcu z Aidenem i dowiedzieć się, co takiego dzieje się z organizacją. Nie mieściło mu się w głowie to, co opowiadała Nerezza, ale nie miał podstaw do tego, aby jej nie wierzyć. W takim świetle działalność zrzeszająca czarowników nie zachęcała do dołączenia.
Usłyszał odpowiedź Camelii w sprawie drinka i zaraz uśmiech na jego twarzy nabrał zdecydowanie drapieżnego wyrazu. Jakby był drapieżnikiem, który właśnie złapał wyjątkowo atrakcyjną ofiarę. A więc kto wie, może uda się, aby wizje jakie miał urzeczywistnił z ich główną postacią. Na pewno byłby zachwycony takim zakończeniem prac naprawczych Wymiaru. No i trzeba przyznać, pozytywnie go zaskoczyła. Ty bardziej był ciekaw, co takiego skrywa się w środku rudowłosej. Nie mówiąc o tym, co mówili od zawsze o jej typie piękności.
- W takim razie, może zdradzisz mi od razu na co byś się nie zgodziła? Będziemy mieć za sobą kolejne godziny podchodów - zaśmiał się, opierając dłonie na moment na biodrach, a skrzydłom pozwalając się rozłożyć. Ciągle złożone po czasie bolały, a nie przepadał za takim uczuciem. Może rzeczywiście przydałaby się jakaś urocza duszyczka, która zgodziłaby się na rozmasowanie mu uciążliwych kończyn. Jeszcze jedno go ciekawiło...
- Należysz do organizacji?

Camellia Morgan

230


170 cm


everything we love, we turn to ash.






[Cytuj]
Zamykanie Szczeliny

Odwzajemniła jego uśmiech. Bardzo dobrze jej się z nim rozmawiało. Był dość miłym Czarownikiem, a nie wszyscy tacy byli. W swoim życiu spotkała wiele osób i nie z każdym dobrze jej się rozmawiało. To można było do razu wyczuć, gdyż takich osób jest niewiele. Nie zawsze można się dogadać, albo złapać odpowiedni kontakt. Cieszyła się, że dzięki pracy mogła kogoś poznać. Powinna poszerzać kręgi swoich znajomości, bo jak wiadomo – przydają się. Choćby nawet do zwykłego wyjścia na drinka. Camellia lubiła spędzać czas właśnie w ten sposób i nawet się z tym nie kryła, dlatego przyjęła propozycję mężczyzny, która dotyczyła właśnie takiego wyjścia.
Cień uśmiechu pojawił się na jej ustach, gdy udało jej się choć częściowo zamknąć szczelinę. To znaczyło, że szli w naprawdę dobrym kierunku i szybko będą mogli zakończyć robotę, a następnie udać się na zasłużony odpoczynek. Wiedziała teraz, że podjęła dobrą decyzję, która dotyczyła mieszanie się w sprawy Czarowników. Dzięki temu wygrała walkę z własnym sumieniem. Prowadziła ją od bardzo dawna, aż w końcu poprzez dobre uczynki, zaczynała wygrywać.
Na co bym się nie zgodziła? — zapytała przenosząc swój wzrok wprost na mężczyznę. Zastanowiła się przez chwilę. Było wiele rzeczy, na które by się nie zgodziła, lecz nic konkretnego nie wpadło jej teraz do głowy. — w sumie to nie mam pojęcia. Musiałbyś podać przykład. — odpowiedziała.
Słysząc jego kolejne pytanie, wzruszyła ramionami.
Rozmawiałam o tym ostatnio z Aidenem. Nie wiem, czy go znasz. — odpowiedziała. Skupiła się na tym, co właśnie robiła i ku jej radości szczelina została całkowicie zamknięta. Zaczynała się powoli przyzwyczajać do tego, że wykorzystuje swoją moc do dobrych celów, więc gdy się zamknęła, na jej ustach namalował się uśmiech. Naprawdę szczery uśmiech.
A co zrobimy jeśli ja wygram? — zapytała i w międzyczasie poprawiła swoje włosy, zarzucając je sobie na plecy, aby nie przeszkadzały.
what are you willing to lose?

Marco Habsburg

400


185 cm


Amor - la palabra que tiene cuatro letras, dos vocales, dos consonantes y dos idiotas







[Cytuj]
Multikonta: Lenn, Ignis, Eve
Był miły. O Apepie, czy ty to słyszysz? Czy masz taką moc, aby słyszeć myśli innych czarowników? Jeśli tak, nie miej za złe swojemu synowi, że został tak odebrany. Pamiętaj o tym co robił ku twej chwale i przymknij oko na nazwanie go miłym... O tak, Marco zaśmiałby się głośno, gdyby tylko mógł wiedzieć jak postrzega go Camelia. W końcu był świadom tego, jak chamski był w oczach innych, a tu proszę. Nazwała go miłym! Jego, który kobiety w większości widział ze sobą przerabiające kolejne pozycje z kamasutry, który uważał, że prawdziwą rozrywką jest jedynie seks i zabijanie. Cóż... Może jednak rudowłosa widziała w nim coś, czego nawet on nie widział? Z drugiej strony, rzeczywiście, nie rzucał się na każdego, nie bawił w chamskie odzywki... Może rzeczywiście był miły, gdy tego wymagała sytuacja? Albo gdy widział w tym możliwość do zabawy, jak w tej chwili.
- Przykład? – rzucił od razu, z wyraźnym zamyśleniem. Musiał skupić się jednocześnie na rozmowie i na zamykaniu szczelin, a to potrafiło dekoncentrować. Jednocześnie jego umysł zaczął pracować, szukając sposobu na zarzucenie sieci na Camelię. Gra w szczerość, czy jednak podchody? Co byłoby odpowiednie w jej przypadku? - Powiedzmy, gdybym zaproponował poza drinkiem zakończenie spotkania na, mówiąc delikatnie, zabawie pośród pościeli? – postanowił rzucić pytaniem prosto z mostu, choć nie tak obcesowo jak mógłby. Spojrzał na nią, uśmiechając się szeroko i podrzucając zabawnie brwiami. - Mogłabyś zapoznać się bliżej z moimi skrzydłami – dodał, niby na zachętę, po czym poruszył nieznacznie wspomnianymi kończynami. Choć zazwyczaj go irytowały i drażniły, potrafiły być ciekawym wabikiem. Ciekaw był czy i Camelię zachęcą.
- Aidena znam, ale nie wiedziałem, że to on zajmuje się organizacją – odpowiedział wyraźnie zaskoczony. Widać wiele się zmieniło od ich ostatniego spotkania. Będzie trzeba się spotkać i pogadać. - Jak wrażenia po rozmowie? Zachęcona, czy nie? Ja sam nie jestem, ale zastanawiam się, czy nie przydałaby się jakaś pomoc – dodał zupełnie szczerze. Odwracając się od zamkniętej szczeliny i podchodząc nieco bliżej Camelii. Omiótł spojrzeniem jej twarz, gdy zadała swoje pytanie. Nieomal zamruczał, jak rasowy kot. Miał wrażenie, że dziewczyna naprawdę podjęła z nim grę i to mu się cholernie podobało.
- Jeśli wygrasz, będziesz mogła zażyczyć sobie ode mnie czegokolwiek. Jedynie w leczeniu nie jestem dobry, to od razu zaznaczam – zaoferował, po czym zaczął rozglądać się po korytarzu. Wyglądało tak, jakby ktoś już tutaj był przed nimi i zaczął sprzątanie. - Widzę jednak, że niewiele nam zostało do naprawienia – zauważył, po czym podszedł do kolejnej szczeliny. Był jednak na tyle rozkojarzony, że w efekcie szczelina powiększyła się bardziej, co Marco skomentował pięknym przekleństwem po hiszpańsku. No nic, trzeba będzie jeszcze raz zadziałać.

Zamknięcie szczeliny

Camellia Morgan

230


170 cm


everything we love, we turn to ash.






[Cytuj]
Zamykanie Szczeliny

W gruncie rzeczy starała się nie oceniać kogoś na pierwszym spotkaniu. Tej zasady trzymała się od zawsze. Dlatego mimo że myślała, że jest miły to mógł skrywać w sobie o wiele więcej. Być może gdyby między nimi była inna relacja, to może mogłaby poznać jego ukryte cechy. Nie było tak, a więc musiało jej wystarczyć to co działo się teraz. Nic nie wykluczało tego, że jeszcze kiedyś będą się mogli spotkać i pogłębić ową relację, a nawet stać się bliskimi znajomymi, czyli przyjaciółmi. Kto wie? Los uwielbiał sprowadzać na nas różne niespodzianki i nigdy nie wiadomo, co mogło się wydarzyć. Niestety nie miała takiej mocy, aby moc ujrzeć przyszłość. Choć może to i lepiej? Taka wiedza to ogromne brzemię, które było dość trudno nosić na swoich własnych barkach.
Na moment przerwała swoje działania, nie biorąc się za naprawę kolejnej szczeliny, ponieważ usłyszała od niego dość odważne słowa. Bardzo jej tym schlebiał, gdyż to, że się komuś podobało, było niezwykle miłe. Wygląda na to, że jej pobyt w Yorku będzie najbardziej.. dynamiczny, jeśli mogła to w ten właśnie sposób ująć.
Dość odważne słowa. — przyznała szczerze, spoglądając na jego sylwetkę. Nie mogła ukryć tego, że na jej usta wkradł się mały uśmieszek. — na tym etapie mogłabym odmówić. Może jakbym cię znała trochę dłużej, to nie wykluczyłabym takiej opcji. — odparła, a gdy wspomniał o skrzydłach naprawdę ją rozbawił. Nie w taki sposób, że wyśmiewała się z niego, ale po prostu swoją otwartością był bardzo odważny i dość.. zabawny? Chyba tak to można ująć. Morgan potrafiła być naprawdę rozgadana, szczególnie jeśli jej rozmówca również miał na to ochotę. — wybacz, ale chyba ten jeden drink będzie ci musiał wystarczyć, Marco. Przynajmniej dziś. — posłała mu ciepły uśmiech,
Wydaje mi się, że jestem na tak. — długo nie należała do żadnych większych grup, a ta, która była w opowieściach Aidena bardzo jej się spodobała i nie mogła tego ukryć, że również zaciekawiła. Starała się być otwarta na takie sprawy i nigdy więcej nie żyć w cieniu, czyli tak, jak przez poprzednie lata swego życia tuż po opuszczeniu Paryża.
Co tylko zechce? Umowa stoi. — powiedziała. Lubiła się zakładać, gdyż to dawało nutkę tajemniczości oraz chęci rywalizacji. Przynajmniej się coś działo, więc musiała się dobrze postarać, aby zamknąć więcej, niż on.
Spojrzała w jego stronę i ruszyła ku ostatniej szczelinie, która tu została. Zamknęła na chwilę oczy, gdyż to w końcu trochę męczyło i musiała wziąć głęboki wdech, aby odpowiednio się skupić. Kolejny raz wystawiła dłonie przed siebie, użyła magii i dzięki temu zamknęła szczelinę, która tu została. Po tym przeniosła swój wzrok na mężczyznę.
Chyba wygrałam. Jak myślisz? — zapytała z delikatnym uśmiechem na jej ustach. Nawet jeśli to była praca, to zielonooka dobrze się przy tym bawiła, mimo kilku niepowodzeń.
what are you willing to lose?

Marco Habsburg

400


185 cm


Amor - la palabra que tiene cuatro letras, dos vocales, dos consonantes y dos idiotas







[Cytuj]
Multikonta: Lenn, Ignis, Eve
Szczelino, zamknij się!

Uśmiechnął się lekko pod nosem. Odważne słowa tak? A wiecie ile wysiłku kosztowało go ubranie swoich pragnień w atrakcyjne wyrazy? Żeby zwyczajnie nie spytać, czy nie miałaby ochoty się z nim przespać, bez żadnych zobowiązań. Z drugiej strony, taka zabawa miała w sobie coś pociągającego. Zupełnie jak walka na polu. Strzelasz, próbujesz wyczuć jak silną obronę ma przeciwnik i kiedy będziesz w stanie go złamać, aby w odpowiednim momencie przystąpić do ataku. Dzięki jej pytaniu miał możliwość skrócić sobie niepotrzebne podchody.
- Mówisz o odważnych słowach, jednocześnie mnie lustrując, co zupełnie nie sprawia, że mam ochotę czekać na ławce rezerwowych. Kto tu jest odważny, co? - odparł ze śmiechem w głosie. Gdyby znała go bardziej... Cóż, wtedy, jego zdaniem, nie chciałaby w ogóle się z nim zadawać na tej płaszczyźnie, o której właśnie debatowali. Nie chodziło nawet o zamiłowanie do zabijania, a o fakt pragnienia każdej przedstawicielki płci pięknej. Kto wie, może kiedyś znajdzie się taka, która sprawi, że nie będzie miał ochoty myśleć o innych. Póki co takiej nie miał w swych ramionach, bądź też nie był tego świadom.
- Mi hermosa, sprawiasz, że mam ochotę drinka przywołać do nas i przejść od razu do drugiego spotkania - odparł z nutą kurtuazji i nawet skłonił się nieznacznie. Mrugnął następnie zaczepnie do niej, żeby w końcu wrócić do zamykania szczeliny, którą nieopatrznie otwarł bardziej. Tylko tego brakowało, żeby dał się rozproszyć jakiejś rudowłosej pannie i doprowadził do gorszego stanu Spiralnego. Mimo wszystko były sprawy wazne i ważniejsze, prawda?
- Jaka chętna... Może teraz ja powinienem się bać? - rzucił jeszcze przez ramię, domykając ostatecznie szczelinę. Chwała za zdolność skupienia się na dwóch rzeczach jednocześnie! Odwrócił się w stronę Cam, uśmiechając się kącikiem ust, gdy stwierdziła, że to ona wygrała. Zamknął dwie szczeliny, i teraz trzecią po wcześniejszym jej powiększeniu. Ona.. chyba zamknęła tyle samo, co on, jeśli nie o jedną mniej. Uśmiech jednak pogłębił się, a szare oczy błysnęły oczekiwaniem, kiedy odpowiadał.
- Jestem na twe rozkazy, choć spełniam tylko jedno życzenie. To co z tym drinkiem?
Skoro Spiralny Wymiar był już gotowy, mogli wracać do York i oddać się powszechnie lubianym uciechom, razem, bądź osobno. Jednak Marco jednego był pewien, nie odpuści sobie za szybko znajomości z rudzielcem, dopóki jasno nie dostanie czerwonego światła.

zt x2 <3
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo