Camellia Morgan

230


170 cm


everything we love, we turn to ash.






[Cytuj]
Uczucia to naprawdę trudny temat. Camellia doświadczyła już naprawdę wiele i przez to postanowiła się zamknąć, na wszystko. Nie sądziła, że kiedykolwiek spotka ją coś podobnego. Przeszłości jednak nie dało się przewidzieć, a ona musiała się w końcu przyzwyczaić do wielu niespodzianek, które los stawiał na jej drodze. Od momentu gdy zginęła matka dziewczyny, ona musiała dość szybko dorosnąć. Wszystko wydawało jej się wtedy takie.. okropne. Czuła się bezsilna. Miała moc, mogła jej pomóc, ale nie dotarła tam na czas. Uciekła i nigdy więcej nie powróciła do Londynu. Nie zamierzała tam wracać, ponieważ nie była gotowa na to, aby zmierzyć się z przykrą prawdą.
Rozmowa z Czarownikiem okazała się być naprawdę dobrym pomysłem. Nie ufała zbyt wielu osobom. Jego darzyła zaufaniem i czuła się o wiele lepiej, gdyż mogła opowiedzieć o swoim problemie, który od wczoraj błądził po jej myślach. Nieustannie, nieprzerwanie. Naprawdę się tym przejmowała, bo została zburzona pewna bariera, którą starała się utrzymać przez bardzo długi czas.
W czasie gdy on mówił spoglądała wprost na niego. Jego słowa naprawdę do niej dotarły i mogłaby go wręcz uściskać, gdyby nie byli w takim miejscu. Zapewne zrobi to później.
Dziękuję. Teraz już wiem, co powinnam zrobić. — delikatny uśmiech pojawił się na ustach kobiety. — Chyba potrzebowałam właśnie takiej rady, aby ktoś powiedział mi to, co jest oczywiste. Po prostu powinnam z nią porozmawiać, aby nie zamęczać samej siebie. — czasami po prostu nie dostrzegamy tego, co jest oczywiste gdyż nie chcemy. Wtedy potrzebny nam jest ktoś, kto otworzy nam oczy i ujrzymy to, co trzeba. Musiała wyjaśnić sprawę z kobietą, aby się nie męczyć z własnymi myślami. Obawiała się jedynie, że mogłaby zostać odrzucona, ale spytać musiała.
Ktoś ci kiedyś mówił, że jesteś dobrym przyjacielem? — po tym ponownie posłała uśmiech w jego kierunku.
Organizacja wydawała jej się czymś ciekawym i jednocześnie przez nią nie odkrytym. Z jego słów mogła chyba wywnioskować, że to nie było nic złego.
Z wielką chęcią wpadnę, a nawet rozważę potencjalne wstąpienie. — odparła, będąc pewna swoich słów. Przecież mu ufała, więc nie miała żadnych wątpliwości. Chciała się w to zaangażować.
what are you willing to lose?

Aiden Seire Andras Perrault

259


172 cm


Si je te promets tous les jours de ma vie sans un regret... Peux-tu me jurer un amour infini a jamai







[Cytuj]
Multikonta: Cassian
Magia to nie wszystko... W pewnym momencie nawet czarownicy dochodzą do tego wniosku. Jest naszym nieodzownym towarzyszem. Energia, która splata świat, w którym żyjemy i nasze dusze. Czymś nierozerwalnie związanym z naszym jestestwem. Kompanem, towarzyszem, rodziną... Wszystkim po trosze, ale nawet ona nie zastąpi tej pustki, która w pewnym momencie niczym lód powoli zajmuje nas od środka. Tutaj działają czary i magia, o której nikomu się nie śniło i do której nikt nie ma dostępu. Jest naturalna wynikową kolei rzeczy i czymś co powinno być po tak drogą jak i celem. Ta magia dotyka sfery uczuć, tego co jest naszym wyznacznikiem.
Wiedział o tym i sam Aiden, ale przecież nie od samego początku. We wczesnych latach młodości, jeszcze spokojnie do okolic setnych urodzin pamięcią sięgając mógł przywoływać masę sytuacji, w których wspomniał, że nie wierzy w podobne aberracje na drodze ku wieczności. Lecz tak jak uczymy się z każdym kolejnym dniem, kiedy przybywa dni, miesięcy lat powoli uświadamiał sobie jak bardzo był w błędzie. I niewątpliwie pewnie nadal by w nim żył, gdyby właśnie nie przypadkowe spotkanie w parku, kiedy jego życie stanęło na głowie i kompletnie zmieniło swój tor, określając nowy, miejmy nadzieję, świetlany cel.
- To jak z nauką magii... - Zaśmiał się pod nosem. - Niby czytasz zaklęcie, niby masz krok po kroku wypisane jak je rzucić, ale jak ktoś nie pokaże ci tego krok po kroku i nie złoży do kupy razem to będzie paręnaście razy ciężej. - Puścił jej oczko i upił łyk ze swojej bomby insulinowej, jakim był napój czekoladowy.
Camellia nie raz i nie dwa wspominała, że rozważa wstąpienie do organizacji, ale działo się to jeszcze kilkanaście bądź kilka miesięcy wcześniej, kiedy jeszcze sam Aiden dość sceptycznie podchodził do tematu. Teraz jednak, będąc coraz bardziej przekonanym o słuszności idei, a także będąc świadomym niebezpieczeństw, które czają się absolutnie wszędzie, a wizja tego jak łatwo każde z nich może zostać pozbawione życia dość jasno determinowały jego kierunek pod tym względem.
- Ja... - Zawahał się na chwilę. - Myślę, że powinnaś rozważyć wstąpienie w jak najszybszym trybie.
Przeniósł wzrok z jej twarzy. Przed oczami nie miał teraz stolika, przy którym siedzieli, a wizerunek dokładnie trzech stosów, z powykręcanymi ciałami czarowników, którzy spłonęli na stosie. Koszmar, który wydarzał się przez tyle lat, a który odszedł w zapomnienie powrócił do żywych.
- Jeśli nie zjednoczymy się w momencie takim jak ten i nie zaczniemy kreować własnych losów jako jedna rasa, to chyba niedługo po prostu będziemy mogli się pożegnać z życiem. - Westchnął smutno, a jego kąciki oczu zdawały się zdradzać delikatne oznaki strapienia i zmartwienia. - Cam, nie wiem, czy jest już miejsce na ziemi, które mógłbym nazwać bezpiecznym.
Był pewien, że informacja o stosach dobiegła nawet do jej uszu. Bądź co bądź, w półświatku czarowników, to dość głośna sprawa. Straszna zbrodnia i morderstwo. Aiden nie zamierzał wybaczać, ale powoli samemu musiał stawać do walki ze swymi lękami.
I have seen what the darkness does
Say goodbye to who I was

<img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/aLCztjS.giff" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/6Cxe0uv.gif" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/1rwpHMv.gif" class="foto">

Camellia Morgan

230


170 cm


everything we love, we turn to ash.






[Cytuj]
Uczucia nie były proste, gdy nie chciało się wstąpić do tej sfery. Osoba zamknięta na te sprawy miała bardzo trudną do przejścia drogę. Tak było właśnie w jej przypadku. Samotność dopadała chyba każdego, a niekiedy próbujemy sobie z tym poradzić, chcąc kogoś poznać i aby ten ukoił ból naszego wewnętrznego cierpienia. Nigdy nie mogła powiedzieć, że postąpiła w zły sposób, chcąc się do kogoś zbliżyć. Nikt nie był z kamienia. Każdy miał w swym sercu uczucia, które nim kierowały. Mimo, że czasami tego nie zauważali, to one były, a to a jaki sposób się ukazywały, to już inna sprawa. To był bardzo zawiły temat, któremu można by poświęcić wiele czasu, ale raczej nie było warto.
Niektóre sytuację mogą zmienić nasze życie nie do poznania. — przyznała, jednocześnie zgadzając się ze słowami, które od niego usłyszała.
Morgan już wcześniej rozważała wstąpienie do owej organizacji, lecz nie było ku temu okazji, aż do tej pory, gdy sam Czarownik proponował jej wstąpienie. Była zdecydowanie na tak, gdyż siła płynie nie tylko w jednostce, ale bardziej w zjednoczeniu. Skoro świat stał się niebezpieczny, to należało działać razem. Wcześniej również istniało wiele zagrożeń, lecz nie były one tak widoczne, jak teraz. Nawet ona, która przez większość życia jedynie obserwowała, to teraz chciała coś zrobić, cokolwiek.
Więc nie ma na co czekać. Mogę dołączyć nawet zaraz. — po jego wzroku oraz postawie widziała, że to było coś większego, więc z racji tego, że mu ufała, nie miała żadnych podstaw, aby nie móc dołączyć.
Jest tak, jak mówisz. Najlepiej trzymać się razem. — posłała mu uśmiech, który miał za zadanie podnieść go trochę na duchu. Dobrze znała to spojrzenie, więc mogła śmiało stwierdzić, iż sytuacja była poważna. Najpewniej nie chciał o tym opowiadać ze wszystkimi szczegółami, dlatego nie pytała.
Wzięła kolejnego łyka swojego napoju. Prawie opróżnia całą szklankę, lecz cóż mogła na to poradzić. Podawali tu niebywale pyszne napoje, które były uciechą dla jej kubków smakowych. Nawet nie zauważyła, kiedy jej kawa zaczęła znikać, ale zawsze tak miała, gdy rozmowa była wręcz pochłaniająca.
Jeśli znasz tego, który tym wszystkim przewodzi, to możesz mu przekazać, że w to wchodzę. — skoro on już należał do Organizacji, to mógł ją tam wprowadzić. Przynajmniej ona tak uważała.
what are you willing to lose?

Aiden Seire Andras Perrault

259


172 cm


Si je te promets tous les jours de ma vie sans un regret... Peux-tu me jurer un amour infini a jamai







[Cytuj]
Multikonta: Cassian
Aiden uśmiechnął się pod nosem. Szczerze powiedziawszy nie spodziewał się takiego oddania sprawie, szczególnie na tak wczesnym etapie. Nigdy też nie posądzał Camelli o bycie idealistką, a jednak w każdym z nich kryła się ta iskra, która jest w stanie doprowadzić do prawdziwej pożogi. Był po trosze dumny z niej, a po trosze mu zaimponowała. To była właśnie kwintesencja tego jak bardzo nasi bliscy są w stanie nas zaskakiwać cały czas.
Uniósł lekko brwi w geście podziwu i zakołysał swoją ręką, którą chwilę wcześniej uniósł delikatnie ku górze. W niej pojawiła się niewielka fiolka, służąca do konkretnego celu, który teraz zamierzał jej objaśnić i miał nadzieję, że nie będzie to dla niej żaden problem. W obecnym świecie musieli zapobiegać każdym możliwym środkiem.
- Zatem... - Odchrząknął lekko spoglądając wprost na dziewczynę. - Potrzebuję twojej fiolki krwi. I zanim się zdenerwujesz pozwól mi objaśnić.- Wziął głęboki oddech. - Jak wiesz, mamy teraz wiele problemów. Kohorta, Mrok i los jeden wie co jeszcze. Ten mały datek, który podejrzewam nadal zamierzasz uczynić. - Powiedział kołysząc probówką w rękach. - To staje się powoli standardem. Pozwala nam dokładnie zlokalizować czarownika bądź czarownicę, gdyby coś jej się stało. W przypadku opuszczenia szeregów organizacji zostanie ci ona oddana bądź też zniszczona w twojej obecności, więc tym się nie musisz przejmować. - Westchnął głośno. - Z drugiej strony jest to też niejako pokaz naszego oddania całej sprawie. - Dodał dość podniośle.
Położył fiolkę na stoliku i przesunął ją w kierunku dziewczyny uważnie obserwując jak początkowo kaleczy swój palec by skroplić kilka kropel do probówki i z powrotem oddać ja mężczyźnie.
Ten delikatnie zakorkował ją i schował do własnej kieszeni, by potem, po spotkaniu z dziewczyną udać się do siedziby czarowników i przekazać informację Jonathanowi wraz z fiolką, by ten dokładnie ją zabezpieczył.
- Dziękuję. - Posłał jej ciepły uśmiech. - Naprawdę, każdy z nas się liczy.
Po tych słowach wiedział, że czas powoli zaczynał go naglić więc upił ostatni łyk swojej bomby insulinowej i wstał żegnając się wdzięcznie z dziewczyną. Teraz niewątpliwie będą widywali się częściej, a on już ma chyba dla niej idealne pierwsze zadanie.


[z/t x 2]
I have seen what the darkness does
Say goodbye to who I was

<img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/aLCztjS.giff" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/6Cxe0uv.gif" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/1rwpHMv.gif" class="foto">
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo