Camellia Morgan

230


170 cm


everything we love, we turn to ash.







[Cytuj]
Multikonta: -
Uczucia to naprawdę trudny temat. Camellia doświadczyła już naprawdę wiele i przez to postanowiła się zamknąć, na wszystko. Nie sądziła, że kiedykolwiek spotka ją coś podobnego. Przeszłości jednak nie dało się przewidzieć, a ona musiała się w końcu przyzwyczaić do wielu niespodzianek, które los stawiał na jej drodze. Od momentu gdy zginęła matka dziewczyny, ona musiała dość szybko dorosnąć. Wszystko wydawało jej się wtedy takie.. okropne. Czuła się bezsilna. Miała moc, mogła jej pomóc, ale nie dotarła tam na czas. Uciekła i nigdy więcej nie powróciła do Londynu. Nie zamierzała tam wracać, ponieważ nie była gotowa na to, aby zmierzyć się z przykrą prawdą.
Rozmowa z Czarownikiem okazała się być naprawdę dobrym pomysłem. Nie ufała zbyt wielu osobom. Jego darzyła zaufaniem i czuła się o wiele lepiej, gdyż mogła opowiedzieć o swoim problemie, który od wczoraj błądził po jej myślach. Nieustannie, nieprzerwanie. Naprawdę się tym przejmowała, bo została zburzona pewna bariera, którą starała się utrzymać przez bardzo długi czas.
W czasie gdy on mówił spoglądała wprost na niego. Jego słowa naprawdę do niej dotarły i mogłaby go wręcz uściskać, gdyby nie byli w takim miejscu. Zapewne zrobi to później.
Dziękuję. Teraz już wiem, co powinnam zrobić. — delikatny uśmiech pojawił się na ustach kobiety. — Chyba potrzebowałam właśnie takiej rady, aby ktoś powiedział mi to, co jest oczywiste. Po prostu powinnam z nią porozmawiać, aby nie zamęczać samej siebie. — czasami po prostu nie dostrzegamy tego, co jest oczywiste gdyż nie chcemy. Wtedy potrzebny nam jest ktoś, kto otworzy nam oczy i ujrzymy to, co trzeba. Musiała wyjaśnić sprawę z kobietą, aby się nie męczyć z własnymi myślami. Obawiała się jedynie, że mogłaby zostać odrzucona, ale spytać musiała.
Ktoś ci kiedyś mówił, że jesteś dobrym przyjacielem? — po tym ponownie posłała uśmiech w jego kierunku.
Organizacja wydawała jej się czymś ciekawym i jednocześnie przez nią nie odkrytym. Z jego słów mogła chyba wywnioskować, że to nie było nic złego.
Z wielką chęcią wpadnę, a nawet rozważę potencjalne wstąpienie. — odparła, będąc pewna swoich słów. Przecież mu ufała, więc nie miała żadnych wątpliwości. Chciała się w to zaangażować.
what are you willing to lose?

Aiden Seire Andras Perrault

259


172 cm


Si je te promets tous les jours de ma vie sans un regret... Peux-tu me jurer un amour infini a jamai







[Cytuj]
Multikonta: Cassian
Magia to nie wszystko... W pewnym momencie nawet czarownicy dochodzą do tego wniosku. Jest naszym nieodzownym towarzyszem. Energia, która splata świat, w którym żyjemy i nasze dusze. Czymś nierozerwalnie związanym z naszym jestestwem. Kompanem, towarzyszem, rodziną... Wszystkim po trosze, ale nawet ona nie zastąpi tej pustki, która w pewnym momencie niczym lód powoli zajmuje nas od środka. Tutaj działają czary i magia, o której nikomu się nie śniło i do której nikt nie ma dostępu. Jest naturalna wynikową kolei rzeczy i czymś co powinno być po tak drogą jak i celem. Ta magia dotyka sfery uczuć, tego co jest naszym wyznacznikiem.
Wiedział o tym i sam Aiden, ale przecież nie od samego początku. We wczesnych latach młodości, jeszcze spokojnie do okolic setnych urodzin pamięcią sięgając mógł przywoływać masę sytuacji, w których wspomniał, że nie wierzy w podobne aberracje na drodze ku wieczności. Lecz tak jak uczymy się z każdym kolejnym dniem, kiedy przybywa dni, miesięcy lat powoli uświadamiał sobie jak bardzo był w błędzie. I niewątpliwie pewnie nadal by w nim żył, gdyby właśnie nie przypadkowe spotkanie w parku, kiedy jego życie stanęło na głowie i kompletnie zmieniło swój tor, określając nowy, miejmy nadzieję, świetlany cel.
- To jak z nauką magii... - Zaśmiał się pod nosem. - Niby czytasz zaklęcie, niby masz krok po kroku wypisane jak je rzucić, ale jak ktoś nie pokaże ci tego krok po kroku i nie złoży do kupy razem to będzie paręnaście razy ciężej. - Puścił jej oczko i upił łyk ze swojej bomby insulinowej, jakim był napój czekoladowy.
Camellia nie raz i nie dwa wspominała, że rozważa wstąpienie do organizacji, ale działo się to jeszcze kilkanaście bądź kilka miesięcy wcześniej, kiedy jeszcze sam Aiden dość sceptycznie podchodził do tematu. Teraz jednak, będąc coraz bardziej przekonanym o słuszności idei, a także będąc świadomym niebezpieczeństw, które czają się absolutnie wszędzie, a wizja tego jak łatwo każde z nich może zostać pozbawione życia dość jasno determinowały jego kierunek pod tym względem.
- Ja... - Zawahał się na chwilę. - Myślę, że powinnaś rozważyć wstąpienie w jak najszybszym trybie.
Przeniósł wzrok z jej twarzy. Przed oczami nie miał teraz stolika, przy którym siedzieli, a wizerunek dokładnie trzech stosów, z powykręcanymi ciałami czarowników, którzy spłonęli na stosie. Koszmar, który wydarzał się przez tyle lat, a który odszedł w zapomnienie powrócił do żywych.
- Jeśli nie zjednoczymy się w momencie takim jak ten i nie zaczniemy kreować własnych losów jako jedna rasa, to chyba niedługo po prostu będziemy mogli się pożegnać z życiem. - Westchnął smutno, a jego kąciki oczu zdawały się zdradzać delikatne oznaki strapienia i zmartwienia. - Cam, nie wiem, czy jest już miejsce na ziemi, które mógłbym nazwać bezpiecznym.
Był pewien, że informacja o stosach dobiegła nawet do jej uszu. Bądź co bądź, w półświatku czarowników, to dość głośna sprawa. Straszna zbrodnia i morderstwo. Aiden nie zamierzał wybaczać, ale powoli samemu musiał stawać do walki ze swymi lękami.
I have seen what the darkness does
Say goodbye to who I was

<img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/aLCztjS.giff" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/6Cxe0uv.gif" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/1rwpHMv.gif" class="foto">

Camellia Morgan

230


170 cm


everything we love, we turn to ash.







[Cytuj]
Multikonta: -
Uczucia nie były proste, gdy nie chciało się wstąpić do tej sfery. Osoba zamknięta na te sprawy miała bardzo trudną do przejścia drogę. Tak było właśnie w jej przypadku. Samotność dopadała chyba każdego, a niekiedy próbujemy sobie z tym poradzić, chcąc kogoś poznać i aby ten ukoił ból naszego wewnętrznego cierpienia. Nigdy nie mogła powiedzieć, że postąpiła w zły sposób, chcąc się do kogoś zbliżyć. Nikt nie był z kamienia. Każdy miał w swym sercu uczucia, które nim kierowały. Mimo, że czasami tego nie zauważali, to one były, a to a jaki sposób się ukazywały, to już inna sprawa. To był bardzo zawiły temat, któremu można by poświęcić wiele czasu, ale raczej nie było warto.
Niektóre sytuację mogą zmienić nasze życie nie do poznania. — przyznała, jednocześnie zgadzając się ze słowami, które od niego usłyszała.
Morgan już wcześniej rozważała wstąpienie do owej organizacji, lecz nie było ku temu okazji, aż do tej pory, gdy sam Czarownik proponował jej wstąpienie. Była zdecydowanie na tak, gdyż siła płynie nie tylko w jednostce, ale bardziej w zjednoczeniu. Skoro świat stał się niebezpieczny, to należało działać razem. Wcześniej również istniało wiele zagrożeń, lecz nie były one tak widoczne, jak teraz. Nawet ona, która przez większość życia jedynie obserwowała, to teraz chciała coś zrobić, cokolwiek.
Więc nie ma na co czekać. Mogę dołączyć nawet zaraz. — po jego wzroku oraz postawie widziała, że to było coś większego, więc z racji tego, że mu ufała, nie miała żadnych podstaw, aby nie móc dołączyć.
Jest tak, jak mówisz. Najlepiej trzymać się razem. — posłała mu uśmiech, który miał za zadanie podnieść go trochę na duchu. Dobrze znała to spojrzenie, więc mogła śmiało stwierdzić, iż sytuacja była poważna. Najpewniej nie chciał o tym opowiadać ze wszystkimi szczegółami, dlatego nie pytała.
Wzięła kolejnego łyka swojego napoju. Prawie opróżnia całą szklankę, lecz cóż mogła na to poradzić. Podawali tu niebywale pyszne napoje, które były uciechą dla jej kubków smakowych. Nawet nie zauważyła, kiedy jej kawa zaczęła znikać, ale zawsze tak miała, gdy rozmowa była wręcz pochłaniająca.
Jeśli znasz tego, który tym wszystkim przewodzi, to możesz mu przekazać, że w to wchodzę. — skoro on już należał do Organizacji, to mógł ją tam wprowadzić. Przynajmniej ona tak uważała.
what are you willing to lose?

Aiden Seire Andras Perrault

259


172 cm


Si je te promets tous les jours de ma vie sans un regret... Peux-tu me jurer un amour infini a jamai







[Cytuj]
Multikonta: Cassian
Aiden uśmiechnął się pod nosem. Szczerze powiedziawszy nie spodziewał się takiego oddania sprawie, szczególnie na tak wczesnym etapie. Nigdy też nie posądzał Camelli o bycie idealistką, a jednak w każdym z nich kryła się ta iskra, która jest w stanie doprowadzić do prawdziwej pożogi. Był po trosze dumny z niej, a po trosze mu zaimponowała. To była właśnie kwintesencja tego jak bardzo nasi bliscy są w stanie nas zaskakiwać cały czas.
Uniósł lekko brwi w geście podziwu i zakołysał swoją ręką, którą chwilę wcześniej uniósł delikatnie ku górze. W niej pojawiła się niewielka fiolka, służąca do konkretnego celu, który teraz zamierzał jej objaśnić i miał nadzieję, że nie będzie to dla niej żaden problem. W obecnym świecie musieli zapobiegać każdym możliwym środkiem.
- Zatem... - Odchrząknął lekko spoglądając wprost na dziewczynę. - Potrzebuję twojej fiolki krwi. I zanim się zdenerwujesz pozwól mi objaśnić.- Wziął głęboki oddech. - Jak wiesz, mamy teraz wiele problemów. Kohorta, Mrok i los jeden wie co jeszcze. Ten mały datek, który podejrzewam nadal zamierzasz uczynić. - Powiedział kołysząc probówką w rękach. - To staje się powoli standardem. Pozwala nam dokładnie zlokalizować czarownika bądź czarownicę, gdyby coś jej się stało. W przypadku opuszczenia szeregów organizacji zostanie ci ona oddana bądź też zniszczona w twojej obecności, więc tym się nie musisz przejmować. - Westchnął głośno. - Z drugiej strony jest to też niejako pokaz naszego oddania całej sprawie. - Dodał dość podniośle.
Położył fiolkę na stoliku i przesunął ją w kierunku dziewczyny uważnie obserwując jak początkowo kaleczy swój palec by skroplić kilka kropel do probówki i z powrotem oddać ja mężczyźnie.
Ten delikatnie zakorkował ją i schował do własnej kieszeni, by potem, po spotkaniu z dziewczyną udać się do siedziby czarowników i przekazać informację Jonathanowi wraz z fiolką, by ten dokładnie ją zabezpieczył.
- Dziękuję. - Posłał jej ciepły uśmiech. - Naprawdę, każdy z nas się liczy.
Po tych słowach wiedział, że czas powoli zaczynał go naglić więc upił ostatni łyk swojej bomby insulinowej i wstał żegnając się wdzięcznie z dziewczyną. Teraz niewątpliwie będą widywali się częściej, a on już ma chyba dla niej idealne pierwsze zadanie.


[z/t x 2]
I have seen what the darkness does
Say goodbye to who I was

<img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/aLCztjS.giff" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/6Cxe0uv.gif" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/1rwpHMv.gif" class="foto">

Meghan Spellmeyer

36


158 cm


Tell the wolves I'm home






[Cytuj]
Multikonta: Erin S., Zaheer
    Bieżący - czasowo po wygranej w Azylu.

Dobrze jest spotkać znajome twarze i zorientować się w sytuacji. I dobrze czasami zaczekać tych parę dni i skombinować nocleg w ten czy inny sposób. Mogła się rozgościć w Yorku, może poszukać jakiegoś studia tatuażu, gdzie mogłaby się zatrudnić i przycupnąć na parę tygodni czy miesięcy. Albo nawet niekoniecznie takiego studia. Czegokolwiek. Nie na samej wodzie człowiek żyje.
Właśnie, wodzie. Nie była fanką picia, a także alkoholu (chyba jednak coś z niemowlęctwa zostało jej w pamięci, widzieć 400+ luda chlejących różnego rodzaju alkohole to naprawdę solidna trauma), ale wiadomość otrzymana od Siny sprawiła, że na moment odstawiła swoją wstrzemięźliwość na bok i zdecydowała się wybrać do knajpy. Ot, byle jakiej, byle się napić czegoś dobrego, procentowego, powrócić do lat młodzieńczego buntu. Przypomnieć sobie, jak to było wtedy. Dzieciństwa tak naprawdę miała naprawdę niewiele, bo szybko przekonała się o mroku świata, postawiła wszystko na jedną kartę, stając na wysokości zadania. A teraz, gdy Sina oświadczyła im wygraną nad plądrującymi Azyl? Przecież tutaj przyjechała właśnie ze względu nań. Mogła to zrobić, skorzystać z okazji, napić się! Zaszaleć!
Postawiła motocykl na jednym z wolnych miejsc, zdjęła swój kask. Przez chwilę się zamyśliła nad tym, jak to wszystko musiało wyglądać. Ile wilków brało w tym udział? Ilu najeźdźców mieli przed sobą? Czy ktoś zginął? To na pewno - nie atakuje się wściekłego, rozjuszonego wilka. Stała tak przez dłuższą chwilę, tępo spoglądając do wnętrza trzymanej osłony, po czym lekko się uśmiechnęła. Ponownie dokonała delikatnego rekonesansu węchowego, po czym się rozejrzała. Jak wiele jest wilków w Yorku poza tobą, co, Sina? - rzuciła pytanie do nieobecnej kuzynki, choć doskonale wiedziała, że jej nie usłyszy. Była jednak dobrej myśli, ale póki co musiała zabezpieczyć motor i schować klucze, a bez tego nie wejdzie do środka.
The moon is rising

Meśka szuka relek

Wania Siergiejew

30 lat


180 cm


Tylko głupiec nie słucha rad, nieważne, dobrych czy złych, gdyż każda niesie ze sobą naukę.






[Cytuj]
Multikonta: -
Wojna o Azyl zakończona. Mógł spokojnie odpocząć, a jak to ruski wilk najlepiej odpoczywa się czy wódeczce. Nie dziwota wiec, że znalazł się tutaj jakiś czas po bitwie, gdy tylko został poskładany do kupy. Nadal miał na swoim ciele ślady po walce najbardziej widoczne na twarzy. Wszedł dziarsko do baru i od razu podszedł do barmana. Cóż wiele nie musiał mówić, gdyż już dwa przybytki w Yorku zostały wyczyszczone z zapasu wódki. Dlatego też barman od razu postawił przed Rosjaninem flachę i literatkę. Nie myśląc długo, nalał sobie dość pokaźną ilość trunki i od razu wypił niczym zwykłą pepsi. Na koniec niczym w reklamie owego trunku wydobyło się z jego ust klasyczne "ach". Właśnie tego mu było trzeba w tej chwili. I, mimo że musiał sporo tego wypić, to lubił ten trunek oraz to jak rozgrzewał na moment trzewia


Meghan Spellmeyer

36


158 cm


Tell the wolves I'm home






[Cytuj]
Multikonta: Erin S., Zaheer
Oczywiście, że zauważyła rosłego mężczyznę wchodzącego do upatrzonej przez siebie knajpy - ciężko było go nie zauważyć. Czy był wilkiem? Pachniał w sumie trochę wilczo, nawet wyłapała jakieś zapachy związane z Siną czy innym jej choć trochę znanym wilkiem - Sorą. Czasami wolała węszyć niż nasłuchiwać, ale oba te aspekty miały swoje wady, weźmy na ten przykład jakiś swąd. Taki wilk raczej nie chciałby niespodzianki w postaci palącego się pakunku z gównem na wycieraczce przed domem.
Całkiem odważnym krokiem wkroczyła do lokalu, a wzrokiem obarczyła chyba całą klientelę. Na początku wyprawy dość często zasiadała w takich miejscach, bo wiecie - informacje. Dzisiaj jednak miała inny cel, o ile da się to w ten sposób nazwać. Przysiadła się niemal od razu obok znajomo pachnącego Ruska, stawiając kask na ladzie. Kluczyki? Oczywiście, że były w kieszeni spodni, duh.
- Po dwie kolejki dla mnie i kolegi rosjanina - rzuciła do barmana. Zazwyczaj nie była tak otwarta, ale pozwoliła sobie ten jeden raz na szaleństwo, zresztą uzasadnione. No i dostrzegła jeszcze jeden element, dla którego miała pewność co do jego pochodzenia: rany. - Ciężka walka, huh? - zagadnęła go, zerkając w tamtym kierunku. W porównaniu do Wani, była po prostu maciupką pchełką.
The moon is rising

Meśka szuka relek

Wania Siergiejew

30 lat


180 cm


Tylko głupiec nie słucha rad, nieważne, dobrych czy złych, gdyż każda niesie ze sobą naukę.






[Cytuj]
Multikonta: -
Mimo że kilka dobrych godzin minęło od poskładania go, to nadal emocje w nim kotłujące się brały górę nad ludzkimi. Kiedy usłyszał, że dziewczyna stawia mu kolejkę, spojrzał na nią, wyciągając głowę do przodu po to, by zacząć węszyć. Wyglądało na to, że nie obchodziło go, to co inni pomyślą. Kiedy zapach wilka dotarł do jego nozdrzy, przymrużył oczy i lekko się uśmiechną, a mięśnie nieco rozluźniły. Nie odmówił postawionej kolejki jednak kiedy barman postawił przed nim kieliszek, ten chwycił go i spojrzał z miną pod tytułem "Are you facking kiding me?". Barman oczywiście, że zrozumiał i zamiast tego nalał mu do wcześniej postawionej literatki i zalał ją do połowy przezroczystym trunkiem. Dopiero wtedy podniósł szkło i odwrócił się do wilczycy, podniósł kieliszek w geście toastu, po czym wypił całą zawartość na raz.
-Wymagająca.- stwierdził tylko, po czym jego uszy delikatnie się poruszyły.
-Wybacz, nie kojarzę cię. Dopiero przyjechałaś, czy ukrywałaś się?- stwierdził z jakże twardym akcentem rosyjskim. Nie chciało mu się zmiękczać akcentu właściwie to jedyne czego chciał to odprężyć się.


Meghan Spellmeyer

36


158 cm


Tell the wolves I'm home






[Cytuj]
Multikonta: Erin S., Zaheer
Wania nie musiał czekać wcale na dołączenie do toastu, bo Meg wzniosła swój kieliszek i wypiła na raz jego zawartość równo z Wanią, po czym odstawiła naczynie na blat. Nie wzdrygnęła się nawet trochę - mimo wszystko kiedyś już miała styczność z trunkiem właśnie pitym, a na gorzki smak była tylko jedna odpowiedź: wyzerowanie napoju na jedno wychylenie. Barman dość szybko szkło napełnił, więc teraz tylko kwestia odczekania na rozpoczęcie drugiej kolejki picia. Zerknęła na postawnego wilka, który również już wiedział o jej wilczym pochodzeniu, po czym nieznacznie się uśmiechnęła.
- Wymagający przeciwnik to i wymagająca walka. Gdyby było prosto, raczej ten świat straciłby swój urok - rzuciła z nieznacznym przekąsem, przechylając głowę lekko w bok. - Przyjechałam parę dni temu. Meghan. - Podała mu rękę w geście powitania i zapoznania się z mężczyzną. - Sądzę, że ty raczej urzędujesz w tym mieście o wiele dłużej niż ja, nie mylę się? - zagadnęła wilkołaka.
The moon is rising

Meśka szuka relek

Wania Siergiejew

30 lat


180 cm


Tylko głupiec nie słucha rad, nieważne, dobrych czy złych, gdyż każda niesie ze sobą naukę.






[Cytuj]
Multikonta: -
-Da, niewątpliwie by stracił- stwierdził, podnosząc kolejną kolejkę i wypijając ją jednym haustem. No cóż, rozmówczyni jeszcze chyba nie wiedziała, jaki Wania ma spust do wódki. W końcu nic dziwnego ruski do tego wilk... naturalna odporność na wódkę plus wilcza regeneracja. Ha kombinacja nie do przepicia niczym krasnolud z powieści fantasy. A spróbuj tylko z takim się założyć, że go przebijesz w piciu, ha.
-Nazywam się Iwan, ale wszyscy mówią mi Wania. A i owszem trochę już tu siedzę- uśmiechnął się i tym razem to on polał im kolejkę, po czym uradowany, że ma towarzysza, do picia podniósł swoje szkło, stukną w kieliszek Meg i wypił wszytko za jednym razem.
-W matuli Rosyi nie omijamy kolejek. Trzeba dotrzymać tępa- Roześmiał się.


Meghan Spellmeyer

36


158 cm


Tell the wolves I'm home






[Cytuj]
Multikonta: Erin S., Zaheer
Rzeczywiście - gest nietrafiony, bo kolejka już wjechała na tapetę po raz kolejny. Cofnęła rękę i Wania wcale nie musiał czekać długo na ruch ze strony Meghan - szybko wychyliła zawartość kieliszka prosto do gardła i przełknęła, ignorując gorycz. Regeneracja dawała wiele, ale równie wiele dawałby pełny żołądek, o ile byłby pełen. Jadła coś, owszem, ale trochę długo przed otrzymaniem informacji o zwycięstwie w bitwie o Azyl.
- Łatwo się przyzwyczaić - odezwała się i uniosła dłoń, zamawiając tym samym kolejną kolejkę. Zaczęli z grubej rury i chyba nieprędko zakończą zabawę. - Wania, tak? To będziesz mi drugim informatorem w tym mieście, bo muszę się jeszcze rozeznać. - Mimo nutki żartu zawartej w głosie brzmiała całkiem poważnie. Nie ukrywała, że potrzebowała jak najwięcej informacji o tym, co miało miejsce w York. - Ale może nie dzisiaj, bo nadchodzi kolejna. - I wychyliła ponownie zawartość naczynia.
Po chwili i wciągnęła trochę zapachu przez nozdrza. Żadnych znajomych nie wyczuła, może poza... Hmm. Tak, ten był ciekawy i... nie spodziewała się, że kiedykolwiek ponownie go poczuje. Nie dlatego, że świat był ogromny, a dlatego, że doskonale wiedziała o wyroku śmierci na niej wówczas ciążącym. Czy to, że na jego ubraniach ostał się jej zapach, oznaczało, że jednak kuzynka nie dała się Meg przekonać i zdecydowała się ją przemienić?
- Znasz Elenę? Taką włoszkę - zapytała. Mimo tego, że nie odwróciła do niego głowy, mógł wyczuć od niej nutkę szoku, również słyszalnego w głosie.
The moon is rising

Meśka szuka relek

Wania Siergiejew

30 lat


180 cm


Tylko głupiec nie słucha rad, nieważne, dobrych czy złych, gdyż każda niesie ze sobą naukę.






[Cytuj]
Multikonta: -
Roześmiał się na stwierdzenie o informatorze.
-Po prostu przyjdź do Azylu i zamieszkaj z innymi. Po to go tworzymy, by każdy mógł się czuć jak u siebie w domu- jakby na potwierdzenie znów wypił haustem kolejkę. Kątem oka przyuważył, jak Barman nieco z wykrzywioną miną patrzy na nich. No cóż, nie należy mu się dziwić, skoro Wania potrafił wraz z innymi wilkami wyzerować magazynek baru z wódki.
-Elena to miłość mojego życia.- potwierdził jedynie słowa dziewczyny.

Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo