Zaheer Ealair

785


174 cm


You have nothing to fear if you have nothing to hide







[Cytuj]
Multikonta: Erin S., Meghan S.
Znajomość z tak wysoko postawionymi w Organizacji osobami czasami się opłacała. A skoro poprosili go o pomoc, musieli również udostępnić mu różnego rodzaju raporty, aby wiedział, gdzie i czego szukać. Pozwalało mu to na zorientowanie się w tej patowej sytuacji, a niezależność też miała swoje plusy. Mógł na przykład obyć się bez zostania oskarżonym o współpracę z Czarownikami, bo przecież oficjalnie nie jest częścią ich grupy. Poza tym ostatnia wiadomość wysłana do Czarowników została udzielona niezależnie od tego, czy ci są częścią organizacji, czy też nie. Była bardziej w formie ostrzeżenia popartego dość logicznymi wnioskami.
- Rzekomo? - zapytał, podnosząc wzrok znad książki. Historia zakonu dominikanów nie była lekturą ciekawą, ale jedną z potrzebnych do rozwikłania tej sprawy lektur. - To się kupy nie klei - stwierdził krótko, wzdychając po chwili. - Gość wypytujący od tamtego emblematu wypytywał o Organizację i Remarka. Chcieli sprawdzić, ile wiedzą Czarownicy zbierający się w Kawiarni. I chyba mi się zdawało, że ten, co wypytywał, miał jakieś pozostałości po runach, ale nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie, nie miałem okazji się mu przyjrzeć. - Dorzucił kolejne spostrzeżenia z rozmową z tamtym jegomościem w Etoile Filante. Coraz mniej elementów pasowało do tej układanki, choć może po prostu układają je od złej strony?
Chcąc się upewnić, czy na pewno dobrze szukają, wyciągnął telefon i skorzystał z chwili, aby zagłębić się w lekturę dotyczącą zakonu dominikańskiego. Uniósł lekko brwi, gdy dotarł do jednego fragmentu i z wrażenia przeczytał go kilkukrotnie, podnosząc przy okazji urządzenie nieznacznie.
- W wieściach od Aidena coś było na temat Schlettstadt w Alzacji. Właściwie to Sélestat, bo ta pierwsza nazwa jest niemiecką, a druga została nadana w roku 1920. Znajduje się tam zakon dominikański, który jako jedyny się tam ostał, choć na początku znajdowały się tam również szpitalnicy oraz franciszkanie. Dominikanie działają tam po dziś dzień, więc jeśli stamtąd pochodzi również Remark, informacja będzie prawdziwa. I jakby tego było mało, lokalni nawiązują nazwę do jakiegoś smoka nazywanego Schletto - ledwo wyrzucił z siebie tę nazwę przez zwyczajowe trudności w wymowie.
Be careful how far you push me away

I may end up liking it there.

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
Jonathan skinął nieznacznie głową, nim ostatecznie przeszedł do wyjaśnień. Owszem, sprawa teoretycznie dotyczyła tych, którzy znajdowali się w organizacji, ale mimo wszystko mężczyzna miał wrażenie, że gra dotyczy wszystkich czarowników, po prostu tych zrzeszonych było łatwiej wyłapać, gdyż ogół społeczności Świata Cieni raczej zdawał sobie sprawę z tego, z kim lepiej nie zadzierać, bo zadziera się wtedy z całą organizacją.
- Aiden twierdzi, że to wyglądało bardziej tak, jakby Ramark przyglądał się temu wszystkiemu, a nie uciekał, żeby ratować życie. Poza tym... Na miejscu znajdowały się trzy stosy, nie było żadnego czwartego, który nie został podpalony. Jak dla mnie to śmierdzi to na kilometr - odpowiedział, a później przez chwilę słuchał tego, co ma do powiedzenia jego dawny znajomy. Zmarszczył w końcu brwi i zagryzł nieznacznie wargę, bo to była kolejna informacja, która nie pasowała do żadnej z układanek, jakie próbowali właśnie stworzyć, tutaj nic nie leżało, nic nie pasowało, jakby elementy pochodziły z różnych obrazków. Nikt jednak nie powiedział, że ostatecznie nie tworzą jakiegoś koszmarnego, poplątanego dzieła wariata, który po prostu chciał sprowadzić na nich cierpienie.
- Runy? Skąd by się wziął wyklęty Łowca? Posłuchaj, sądzisz, że istnieje cień prawdopodobieństwa, iż była to iluzja? Co tam się jeszcze wydarzyło? To na pewno jest ważne - powiedział, a jego włosy zaczęły zmieniać kolory, dostosowując się do jego odczuć, mieszały się, szukając tej właściwej barwy, bo trudno powiedzieć, czy właściwie w tym momencie Jonathan czuł lęk, gniew czy też głębokie zainteresowanie, które mogło doprowadzić go do jakiejś odpowiedni, czegoś, co mogłoby być dobre, co mogłoby być słusznym tropem. Spojrzał ponownie na notatkę pochodzącą z miejsca zdarzenia, bo cały czas wydawało mu się, że skądś kojarzy te słowa, a później podniósł głowę, by przyjrzeć się rozmówcy, gdy ten odezwał się znowu.
- Kiedy powstał ten zakon? Tam, w tym mieście? - spytał Jonathan, który zaczął coś prędko sobie kalkulować. Skoro mieli do czynienia z czarownikiem, to istniało prawdopodobieństwo, że ten z jakiegoś powodu należał do zakonu od samego początku, że brał w tym wszystkim udział. Że był częścią procesów czarownic od chwili, kiedy tylko ktoś wpadł na bardzo mądry pomysł, że dzieci demonów należy palić. Czuł, że coś mocno obija się w jego głowie, że coś domaga się tego, by wyjść na światło dzienne, tylko co to było? Czym dokładnie była ta myśl?
- Heinrich Kramer - rzucił nagle. - Boże! Jakie to oczywiste! Henry Remark! Heinrich Kramer! To widać jak na dłoni! Zaheer, on napisał Młot na Czarownice! Pochodził z Schlettstadt, urodził się około 1430 roku, był dominikaninem i inkwizytorem, więc jeśli się nie mylę, to główny łowca czarownic był po prostu jednym z nas, od samego początku... - powiedział z niedowierzaniem i wpatrywał się przez chwilę w drugiego syna demona, jakby nie do końca dowierzał w to, co właśnie połączyło się w całość w jego głowie. Znał nazwę miejscowości, na dokładkę imię i nazwisko rzekomej ofiary było jakieś zadziwiające znajome, choć nie umiał sobie przez długi czas uświadomić dlaczego. Aż w końcu trafił na ślad, połączył elementy, które przecież tworzyły razem cudownie piękny obraz. - Proszę, tylko nie mów, że twój gość przedstawił się jako Jakob Sprenger...
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you

Zaheer Ealair

785


174 cm


You have nothing to fear if you have nothing to hide







[Cytuj]
Multikonta: Erin S., Meghan S.
Zauważył to zmieszanie - ciężko było nie, skoro jego włosy zaczęły zmieniać kolory niczym zepsuty kameleon rodem z animowanej bajki dla dzieci. Nie wyśmiewał go, ale dało mu to jakiś pogląd na obecną sytuację, a którego potrzebował.
- Czyli wychodzi na to, że Remarka nie mieli spalić i został podstawiony, aby wprowadzić zamieszanie, ewentualnie zmylić. - Krótki wniosek wysnuty po tym, jak wszystkie informacje sobie poskładał do kupy. Raport Aidena, słowa Jonathana... Czasami lepiej było spojrzeć na to wszystko świeższym okiem, zapytać kogoś spoza grupy o zdanie.
Kiedy jednak powiedział o iluzji, przypomniał sobie reakcję pozostałych na jego prośbę o kawę dla klienta. Była nietypowa i zbiła go z tropu, ale zaślepiony pieniędzmi brnął w to dalej jak jakiś debil.
- Nikt poza rozmówcą nie zwracał na niego uwagi. - Manewrował słowami. Czasem warto mieć do czynienia z wróżkami, uczysz się manipulacji swoimi słowami na tyle, aby odsunąć od siebie podejrzenia lub mówić prawdę, ale okrężnie. - Więc jest to nawet bardziej niż prawdopodobne, że był iluzją.
Domniemania Jonathana okazały się nawet bardziej logiczne, dokładając jeszcze do tego odpowiedzi Zaheera... Wszystko zaczynało pasować. Kolejne elementy układanki zaczęły odsłaniać poszatkowany obraz, każde wypowiedziane słowo dodawało kolejne spójne elementy. Mieli już niemal cały obraz tego wszystkiego. Tylko jeden element, albo może raczej dwa się w tym wszystkim nie zgadzały.
- Możesz mieć rację... miejmy nadzieję, że masz rację. Być może pozostali będą w stanie ocenić, czy to strzał w dziesiątkę, czy może trafiliśmy poza tarczę, ale tak logicznego tropu raczej nie odrzucą - Przeniósł wzrok na ekran telefonu i dojrzał informację na temat rzeczonego zakonu. - Był Dominikanem, ale przy okazji odpowiadając na twoje poprzednie pytanie, zakon dominikański w Schlettstadt powstał w trzynastym wieku, czyli przed narodzinami Remarka, czy może raczej Kramera. Tu mi coś zgrzyta. Może jeśli rzeczywiście był Czarownikiem, mógł urodzić się nawet wcześniej, ale zapisał się w historii właśnie w podanym przez ciebie okresie. - Westchnął ciężko, po czym powrócił spojrzeniem do Jonathana. Przewertował wszystkie najpotrzebniejsze informacje, więc mógł już wygasić urządzenie i zająć się preparowaniem prawdy odpowiedniej dla uszu Jonathana. Dał sobie chwilę na zastanowienie, jakby grzebał we wspomnieniach, które jednak nie wykazywały jakiegokolwiek wydźwięku, gdy chodziło o nazwisko niedoszłego płatnika.
- Zdaje się, że się nie przedstawił - odpowiedział prosto i zwięźle, bez żadnego mącenia. - A przynajmniej nie dosłyszałem tego fragmentu rozmowy. - Jeden trop uciekł, bo Zaheer nie pociągnął rozmówcy za język. Dwa puzzle odpadły, ale nie było pewności, czy aby na pewno nie pasowały do reszty układanki, w której brakowało tak niewiele elementów.
- Jedno mi jednak w tym nie pasuje. Runy. Czarownicy przecież nie mogą ich nosić, tak? Musiałby mieć krew nefilim - zwrócił uwagę na ten jeden szczegół, ale nie miał pewności, czy przypadkiem nie wchodził na grząski grunt, który ostatecznie był ślepą uliczką.
Be careful how far you push me away

I may end up liking it there.

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
- Według mnie, to było klasyczne oszustwo. Zamydlenie nam oczu, być może po to, by zbliżyć się do nas i dowiedzieć się więcej. Zakładał pewnie, że nie będzie wśród nas na tylu mądrych czarowników, by zorientować się, że coś tutaj po prostu klasycznie śmierdzi - powiedział po chwili namysłu, jednocześnie zagryzając wargę i czując, że coraz mniej podoba mu się cała ta sprawa. Wszystko zdawało się zaczynać do siebie pasować, te informacje, jakie mieli, zastanawiał się jedynie, dlaczego szło im tak łatwo. Podejrzewał, że to może prowadzić do paskudnej pułapki, w której utkną na naprawdę długo i nie bardzo wiedział, czego powinni się spodziewać. Im dalej jednak w las, im więcej uwag wymieniał z drugim czarownikiem, tym większe miał przeświadczenie co do tego, gdzie powinien szukać odpowiedzi na swoje wątpliwości.
- Hologram, iluzja... Być może iluzoryczne runy? Coś, co miało nas ponownie zmylić i oszukać? Żałuję, że się nie przedstawił, wtedy moglibyśmy mieć coś więcej, jakiś dodatkowy trop na poparcie tej teorii, jaka teraz się pojawiła, ale i tak mamy całkiem sporo. Przynajmniej tak uważam - mruknął i zaczął znowu zagryzać wargę, zastanawiając się nad tym wszystkim, o czym dyskutowali. Dobrze, skoro zakon powstał wcześniej, to może nasz gagatek wszystko obserwował z boku, tylko po to, by udoskonalać tortury i by wynajdować sposoby na to, jak naprawdę pozbywać się innych czarowników? Zwrócił na to uwagę swojego rozmówcy, dodając równocześnie, że nie chce mu się wierzyć w to, by na świecie żył po prostu kolejny potomek Łowcy i czarownika, czy może raczej demona, gdyż takie przypadki bywały chyba tylko jedne na milion, aczkolwiek nadal brał to pod uwagę.
- Pozostaje nam znaleźć Młot na czarownice. Jestem pewien, że trafimy tam na jakiś ślad, chociaż, jeśli dobrze pamiętam swoją ostatnią lekturę tego fascynującego dzieła, w dużej mierze to dyrdymały i banialuki. Przynajmniej dla kogoś, kto naprawdę jest czarownikiem. To rodzi pytanie, czy nasz Remark faktycznie jest Kramerem, ale z drugiej strony, gdyby się nad tym zastanowić... Pisząc takie bzdury, mógł mydlić oczy prawdziwym potomkom demonów. Wpędzał ich w kozi róg, doprowadzał do skazania i stosu, a oni dopiero na koniec orientowali się, jak okrutnie z nich zakpił... - mówił, nieco się plącząc, ale po prostu pozwalał na to, by wszystkie myśli teraz umknęły z jego głowy. Chciał podzielić się nimi z Zaheerem, by ten w pełni wypowiedział się na ich temat. Przychylił się do nich albo je odrzucił, to dla Jonathana miało całkiem spore znaczenie. W końcu przyszli tutaj, by gromadzić wiedzę i podejmować jakieś dalsze kroki.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you

Zaheer Ealair

785


174 cm


You have nothing to fear if you have nothing to hide







[Cytuj]
Multikonta: Erin S., Meghan S.
Może nie tyle mądrzy czarownicy - bo jednak przy średniej wieku obecnej grupy znajdującej się w Yorku ich doświadczenie zdecydowanie przewyższa jakiekolwiek wcześniejsze - co po prostu trafił na takich, którzy nie zawahają się przed stanięciem na wyżynach swoich możliwości w celu uratowania własnej rasy. Bo na nic tu mądrość, jeśli nie jesteś chętny do działania, nie masz samozaparcia, chęci czy tym bardziej odwagi. Bez tych cech na pewno dzisiaj nie przesiadywaliby w bibliotece, poszukując informacji o Kramerze, nie organizowaliby spotkania czy tym bardziej - bo z pewnością tak będzie - polowania na łowców.
Pokiwał Jonathanowi głową zarówno na kwestię dotyczącą mydlenia oczu, jak i zmyłki, a także potwierdził tym jego stwierdzenie dotyczące niefortunnego niepoznania imienia odpytującego niemieckobrzmiącego człeka. Wiedział, że będzie musiał pilnować się w przyszłości ze zdradzaniem informacji na temat tamtego spotkania i przypilnować, aby to się zbyt prędko nie wydało. Wiedział dziwnie zbyt dużo jak na postronnego widza, prawda?
- Jeśli rzeczywiście był długowiecznym, to z pewnością nie da się mu odmówić przebiegłości, tak samo jak nam wszystkim pozostałym - stwierdził krótko, podnosząc wzrok. - Ba, jeśli jest starszy nawet od założonego tam zakonu, można sądzić, że sam był inicjatorem, a potem dołączył do inkwizycji pod innym niż oryginalne imię. Chociaż, Henry Remark to nawet niezły pseudonim dla kogoś, kto miałby udawać drugą osobę, tworzyć te wszystkie metody tortur, albo rzeczywiście, podać się za kogoś innego i nadzorować cały ten grajdołek, a potem samemu wkroczyć, gdy już miał wystarczająco dużo informacji - kontynuował. Akurat po chwili Jonathan podjął decyzję o odszukaniu samego Młota na Czarownice. Szybko wpisał rzeczony tytuł i odnalazł wszelkie przekłady wydane wcześniej niż w ubiegłym stuleciu.
- Co do samego Młota na Czarownicę, czy może raczej Malleus Maleficarum... Są trzy angielskie wydania z tego stulecia. Pierwsze z 2006 o tytule Henricus Institoris and Jacobus Sprenger, Malleus Maleficarum w przekładzie Christophera S. Mackaya, który swoją drogą stworzył również przekład z 2009 roku pod tytułem The Hammer of Witches: A Complete Translation of the Malleus Maleficarum, trzeci przekład jest autorstwa P. G. Maxwell-Stuart i nosi tytuł... po prostu The Malleus Maleficarum. Są jeszcze dwa przekłady niemieckie, potem jest jeszcze angielski z 1928 roku, Malleus Maleficarum - The Witch Hammer autorstwa Montague Summers. Wszystkie, z tego co tu jest napisane, powstały w oparciu pierwszej transliteracji z łaciny na niemiecki autorstwa J. W. R. Schmidt z 1906 roku, a potem rozszerzonej w 1923 - przekazał informacje mające im pomóc szukać odpowiedniej wersji. Albo raczej gdzie i jakich tytułów czy autorów szukać. Łatwiejsze było to niż szukanie łacińskich oryginałów, pewnie wymagających szperania w bibliotekach starodawnych, o których nawet demoniczni ojcowie czy matki zapomnieli. - Więc jest wciąż szansa, że znajdziemy tutaj jakąkolwiek wersję, jeśli nie, to trzeba poszukać gdzie indziej. Chociaż, czy może w Spiralnym ktoś nie umieścił kopii Młota? - rzucił, unosząc brew. Był tam na tyle rzadko, praktycznie nigdy, więc nie znał całej listy pozycji, jakie można tam znaleźć. Za chwilę jednak powrócił do tego, co jeszcze na koniec rzucił Jonathan. - Patrząc na to, jak próbował nam zamydlić oczy teraz, w przeszłości mogło nie być wcale inaczej. Mógł wykorzystywać księgę rzeczywiście do mydlenia oczu i zabijania naiwnych czarowników. Jeśli zakładać, że ludzie nie zmieniają się wcale na przestrzeni nawet kilkuset lat, a przynajmniej nie w pełni, to wciąż mamy stwierdzenie "za", że Remark to jednak Kramer. - rzucił swoimi domysłami, po czym wstał od stolika i zamknął książkę dotyczącą dominikanów. - Poszukam jakiejś edycji Młota, może coś się znajdzie - oznajmił po chwili. - Chyba że wolisz to zostawić na później.
Be careful how far you push me away

I may end up liking it there.

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
Słuchał uważnie tego, co miał do powiedzenia Zaheer i powoli kiwał głową, zgadzając się z nim w większości kwestii. Właściwie to mężczyzna miał rację, istniało wielkie prawdopodobieństwo, że Remark po prostu wszystko starannie sobie ułożył, zaplanował, działał w tym temacie od dawna i pewnie nigdy nie pogodził się ze zniesieniem instytucji Inkwizycji. Kto wie, czy nie działał dalej, przez lata, na własną rękę? W końcu na świecie nadal istniały takie zakątki, gdzie wierzono w wiedźmy i gusła, wciąż jeszcze ludzie się tego bali i kończyło się to często bardzo tragicznie. A czarowników, jakby na to nie patrzeć, wcale nie ubywało, demony nie przestawały magicznie interesować się ziemskimi kobietami, ciągnęło je do nich i rodzili się kolejni straceńcy, o których Remark mógł być, chyba, zazdrosny?
- Poszukajmy któregoś wydania - zdecydował więc dość prędko Jonathan i w czasie, kiedy Zaheer się tym zajmował, sam skupił się na czytaniu o torturach, jakie były stosowane przez Inkwizycję, starał się wyłapać w tym jakiś ślad, który mógłby poprowadzić ich teraz. Poza tym istniał cień szansy, że trafi na zapowiedź tego, co może ich czekać i czego powinni unikać, a to też było już coś. Gdy zaś mieli już przed sobą Młot na czarownice, który jakimś cudem jednak znajdował się w bibliotece, po prostu pogrążył się w tej lekturze, by wiedzieć, z czym dokładnie mają do czynienia.
- Spójrz - powiedział po chwili Jonathan i podsunął rozmówcy trzymany właśnie tom, by wskazać mu na jedno ze zdań, które wyraźnie rzuciło mu się w oczy. Zaczynało się od: pierwsza grupa działa z woli Boga, jest przez niego wybrana i kierowana. Dalej robiło się równie ciekawie i czarownik był już właściwie pewien, że notatka, jaką znaleźli przy straconych czarownikach, była swoistą wskazówką, a może bezczelną wizytówką, jaką ich rozmówca zostawił, by pokazać im, że wcale nie obawia się odkrycia. Jonathan już sam nie wiedział, o co chodzi w tej rozgrywce, ale odnosił wrażenie, że mogą przypadkiem sami pchać się w pułapkę, w którą wolałby mimo wszystko nie trafić. Zagryzł nieznacznie wargę, starając się to wszystko zrozumieć, a później spojrzał ponownie na Zaheera.
- Musimy jak najszybciej powiadomić resztę. Jeśli Remark potrafi wszystkich tak pięknie oszukiwać, to na pewno istnieje wciąż zagrożenie, wiesz, jak to może się skończyć - powiedział twardo. - Teraz jestem właściwie pewien, że to on stworzył Młot na czarownice i to on go wykorzystuje, martwi mnie tylko to, że nie mamy pojęcia, ile dokładnie pomaga mu osób oraz jakie mają zdolności. Co mogą nam jeszcze zrobić? To mnie niesamowicie martwi, Zaheer. Musimy wykonać ruch przed nimi - dodał i zatrzasnął księgę, którą przeglądał wcześniej, mając wrażenie, że tym razem emocje zaczynają w nim kipieć. Nie podobało mu się to wszystko, a skoro spora część z nich została wydana, to możliwość ich wyśledzenia i schwytania, stawała się nieprzyzwoicie wysoka. Jonathan nawet nie chciał o tym myśleć, ale tak naprawdę nie mógł tego pominąć. Byli zagrożeni i musieli działać szybko, bez ociągania się, bez większej zwłoki.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you

Zaheer Ealair

785


174 cm


You have nothing to fear if you have nothing to hide







[Cytuj]
Multikonta: Erin S., Meghan S.
Nie trzeba było mu dwa razy powtarzać, niemal od razu poszedł po księgę, której potrzebował Jonathan. Młot na Czarownicę oczywiście się znalazł, choć nie obeszło się bez szperania po najciemniejszych zakątkach działu o podaniach, mitach i legendach. A przynajmniej Zaheerowi zdawało się, że właśnie w tym dziale się znajdowała. Przyniósł tom Jonathanowi, stawiając go na blacie z lekkim hukiem bardziej wywołanym niż jego niedbałością, którą starał się za wszelką cenę teraz wyeliminować. Toć to biblioteka, do cholery. Po tym jednak dał Czarownikowi chwilę na zagłębienie się w lekturze, której sam z oczywistych względów nie mógł się podjąć. Sam nie pozostawał jednak bierny, poszukiwał wciąż informacji, które mogłyby im jakoś posłużyć. Jego poszukiwania jednak nie były zbyt owocne.
Wskazany przez Jonathana fragment rozjaśnił mu trochę umysł. Jak tylko go odczytał, niemal od razu podniósł głowę, kiwając mu głową.
- Czyli nie tylko autor Młota, ale również i autor noty zostawionej przy stosach. Trudno o taki zbieg okoliczności w tak zbliżonych sprawach - zauważył swoim neutralnym, ale wciąż zalatującym powagą tonem. Była to informacja jakby dla siebie samego, jak zakładka porządkująca wszelkie myśli w tej rozbieganej plątaninie. Sam też zerknął kawałek dalej w księgę, skoro już otrzymał ją do ręki. Zatrzymał się, dopiero gdy Jonathan ponownie zabrał głos.
- Sądzę, że informacja powinna zostać przekazana większemu gronu czarowników, najlepiej w trakcie spotkania, jeśli takowe jest planowane - odezwał się krótko. - Również sądzę, że moja obecność byłaby wskazana. - Gorzej, jeśli Remark również uważa ewentualne spotkanie za część swojego planu, ale tego już nie powiedział. Jeśli - tak jak Zaheer sądził po tym wszystkim, co ustalili dzisiejszego dnia - rzeczywiście był kilka kroków przed nimi, musieli też zrobić coś, czego się nie spodziewa. - Nie byle jaki ruch, Jon. Jeśli postąpimy lekkomyślnie, może dojść do kolejnej śmierci, a nawet i więcej niż jednej. We dwójkę jednak ciężko będzie nam cokolwiek wymyślić, potrzeba więcej głów do tego - dodał po chwili i wstał. - To była jedyna kopia w tutejszych zbiorach, załatwię sobie z innej biblioteki drugą i porządnie wezmę się za lekturę. Lepiej, żebyśmy obydwoje znali treść księgi, a przynajmniej na świeżo. Gdyby coś się działo, wiesz co robić: wspomogę was w razie potrzeby, a patrząc na obecną sytuację... chyba będzie potrzebny każdy.
Było to krótkie podsumowanie. Spojrzał na Czarownika uważnie, jakby poszukując zgody na oddalenie się z miejsca. Powiedziane zostało niemal wszystko, co powinno - lecz jeśli miał coś do dodania, zawsze mógł się odezwać i go zatrzymał. Brak jego reakcji uznał jednak za zgodę.
- Jak tylko będziesz miał coś jeszcze, daj znać o spotkaniu, wymienimy się informacjami, najlepiej z pozostałymi. Postąpię tak samo. Do zobaczenia, Jon - pożegnał się uprzejmie z przyjacielem, po czym dosłownie zniknął pomiędzy pustymi regałami.
    z/t x2
Be careful how far you push me away

I may end up liking it there.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo