Camellia Morgan

230


170 cm


everything we love, we turn to ash.






[Cytuj]
Powiadają, że sny przywracają łączność z najgłębszymi pokładami naszej egzystencji. Wcześniej po zaśnięciu widziała jedynie tą samą scene, która miała miejsce w Londynie, lecz coś się zmieniło. Nawiedzały ją koszmary, o które nigdy by się nie posądziła. Owszem, wiele razy skłaniała się w stronę mroku, lecz aż tak nisko jeszcze nie zeszła. Budziła się, nie mogąc złapać oddechu i tak działo się od kilku dni. Nie rozumiała tego, ale do tego dołączył również strach, który ogarnął całe jej ciało. Spoglądała na swoją dłoń, która drżała. Jeszcze przed chwilą trzymała w niej coś, co przypominało krucze pióro. Czyżby to była podróż do jej świadomości, która miała na celu ujawnić coś co zrobiła, lecz ukryła to w swoich myślach? Poczucie winy potrafiło naprawdę pomieszać. Czy to możliwe, że dopuściła się takiego czegoś? Kim ona była, aby skazywać kogoś na taką śmierć? Może to jednak fikcja? Tak, czy siak to myśli o tym zajęły cały jej umysł, więc nawet nie ruszyła się z łóżka, a jedynie siedziała, gapiąc się na przestrzeń przed sobą. Dopiero wiadomość, która do niej przyszła przerwała jej rozmyślania. Szybko rzuciła okiem, dowiadując się o spotkaniu. Gorzej być nie mogło i to w takiej chwili. Może nie powinna iść? Nie, to by było podejrzane. Mało prawdopodobne, ale teraz jej umysł doszukiwał się dosłownie wszystkiego we wszystkim. Zrzuciła z siebie luźne ubranie i przywdziała czarne, obcisłe spodnie, białą koszulową bluzkę bez rękaw i z ozdobnymi guzikami oraz czarny żakiet. Na to wszystko długi, sięgający do połowy ud płaszcz i była gotowa.
Blondynka zjawiła się trochę po czasie, choć godzina nie była podana, więc chyba nic się nie stało. Rozejrzała się po zgromadzonych, dostrzegając znajomą postawę. Od razu znalazła się blisko Zaheera. Rzuciła okiem na to co znajdowało się tuż przed nią. To tu wydarzyło się to, do czego ona mogła przyłożyć rękę. Mimo to, jej mina pozostała spokojna, a oczy nic nie zdradzały. Stała i cierpliwie czekała na rozpoczęcie obrad.
what are you willing to lose?

Marco Habsburg

400


185 cm


Amor - la palabra que tiene cuatro letras, dos vocales, dos consonantes y dos idiotas







[Cytuj]
Multikonta: Lenn, Ignis, Eve
Zazwyczaj spał jak dziecko. Nawet, po zabiciu kogokolwiek nie miewał koszmarów. Właściwie, można było śmiało rzec, że nigdy nie miał koszmarów. Aż do tych kilku ostatnich nocy. Pierwszy sen zignorował, drugi zmusił go do chwili zastanowienia się nad tym wszystkim, ale kolejne wywołały mimowolne ciarki na karku. Nienawidził czuć się zwierzyną, która właśnie wyczuła myśliwego, a tak zaczynał się czuć. Zamierzał na własną rękę zacząć poszukiwania, gdy dostał wiadomość od Aidena. Owszem, zdziwił się nieznacznie, w końcu wciąż jeszcze nie dołączył do tego czegoś, co szumnie nazywano Organizacją Czarowników, ale domyślał się, że blondyn nie wzywałby, gdyby nie widział takiej konieczności. Z resztą, treść wiadomości mówiła wiele.
Ostatecznie teleportował się tuż przy Opactwie, żeby podejść parę metrów do reszty zgromadzonych czarowników. Ubrany, jak zwykle, elegancko w ciemne spodnie, koszulę z podwiniętymi rękawami oraz płaszczem zarzuconym na ramiona i zapiętym elegancką spinką pod szyją. Płaszcz skrywał i ogrzewał jednocześnie skrzydła, których nie chciało mu się ukrywać pod iluzją przed resztą czarowników. Ostatecznie po co? Dostrzegł Camelę, na której widok uśmiechnął się nieco drapieżnie, a jego szare spojrzenie błysnęło. Skinął głową w stronę znajomych twarzy i pozostał stać w milczeniu, czekając aż wszystko się zacznie. Zastanawiał się, czy ktoś, poza nim, miał jeszcze dziwne sny, które najwyraźniej były związane ściśle z ich ostatnimi problemami.

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
Nie wiedział, ilu ich się zbierze, ale musiał przyznać, że ten stan rzeczy wcale mu się nie podobał. Została ich garstka. Nie było z nimi połowy czarowników, którzy towarzyszyli im jeszcze w początkach lata, zniknęła Sigyn, Opal, Tangata, Erik nie żył, a Craig, Nerezza, Malekith i Caranthir znajdowali się daleko stąd, o ile jeszcze w ogóle istnieli. Shizhi się nie pojawił, a mimo wszystko Jonathan liczył na jego obecność z uwagi na Ninę, którą tutaj zabrał, by mogła uczestniczyć w tym wszystkim i by mogła zdać świadectwo z tego, co ją spotkało. Być może było to okrutne, ale z drugiej strony nie mogli tego przemilczeć, bo skąd mieli wiedzieć, co może ich jeszcze czekać z rąk Łowców? Nie wiedział, jak to oceniać, jak do tego podchodzić, na co liczyć i czego się spodziewać. Na dokładkę dookoła nich płonęły stosy, kruki dobijały się do nich nocami, budziły ich wizje i wspomnienia, jakich żadne z nich nie chciał na pewno mieć. Skończył się zatem czas sielanki, skończył się również czas, w którym Opal nad wszystkim panowało. Jonathan miał nieprzyjemne uczucie, że kobieta się poddała i nie zamierzała już wracać do Yorku i znowu — to ona dźwigał teraz organizację na własnych barkach, choć trzeba przyznać, że Aiden był zaangażowany w wiele spraw i skłonny do tego, by pomagać i pchać ten wózek na przód. Na całe szczęście, inaczej bowiem syn Abbadona być może dawno już zgrzytnąłby zębami, machnął na to wszystko ręką i poddał się, by zniknąć z Yorku wraz z Lennanem. Nie był to jednak czas na takie rozważania.
- Dobrze, że jesteście - powiedział. - Dla tych, którzy nie wiedzą, kim jestem: Jonathan White. Do tej pory zastępca głowy organizacji, obecnie nie mam pojęcia kto, ale to i tak bez znaczenia. Razem z Aidenem zdecydowaliśmy, że pora najwyższa się spotkać, bo jeszcze chwila i w Yorku nie zostanie żaden czarownik. Pozwolicie, że w skrócie przedstawię to, co się ostatnio wydarzyło, a jeśli ktoś z was ma coś do dodania, czekam na wasz głos - zaczął więc spokojnie, ale nie owijając w bawełnę i nie bawiąc się w jakieś mowy pochwalne. Nie mieli na to czasu i Jonathan zdawał sobie z tego sprawę w sposób, który nie był dla niego miły. Niemalże czuł na sobie ognie Edomu, niemalże czul, jak Inkwizycja za nimi postępuje, a Łowcy domagają się zapłaty za to, jak ostatnio nierozważnie postępowali czarownicy. Miotali się, znowu, jak dzieci we mgle.
- Pierwsza sprawa dotyczy obecnej tutaj Niny, którą Łowcy pozbawili zdolności magicznych. O szykowanej karze została powiadomiona Opal, nie przekazała mi jednak dalszych informacji w tym temacie i dopiero niedawno zabrałem Ninę do siedziby po tym, jak wymierzono jej karę. Moim zdaniem — bezprawnie. Na ostatnim zgromadzeniu ras jasno wskazano, iż to przywódca ma karać członków własnych grup - powiedział, ale uśmiechnął się gorzko. Opal z nimi nie było, nie rozumiał już zupełnie, co się z nią dzieje, miał jednak wrażenie, że składanie wszystkiego na barki jednej tylko osoby może nie być tak dobre, jak im się wydawało. Może potrzebowali czegoś innego? Albo kogoś o wiele silniejszego.
- Nim przejdziemy do kwestii stosów, muszę poruszyć jeszcze jedną sprawę. Obecnie Spiralny trzyma się tak właściwie na życiu dwóch wiedźm. nie wiemy, jak prędko płynie tam czas i ile go jeszcze zostało. Zdołaliśmy załatać szczeliny międzywymiarowe i pozbyć się demonów, przynajmniej taką mam nadzieję, ale obawiam się, że nie możemy dłużej polegać na Spiralnym. Sugeruję, z bezpieczeństwa, przeniesienie naszych zbiorów w inne, chwilowo bezpieczne miejsce. Stworzenie nowego ośrodka, który gromadziłby całą naszą wiedzę i zabezpieczenie go tak, by tylko osoby uprawnione mogły się do niej dostać - stwierdził, streszczając jeszcze sprawę wymiaru, by wszyscy mieli świadomość tego, jak realne może być zagrożenie, o którym obecnie wspominał. Zaczął powoli spacerować, bo bezruch mimo wszystko mu nie służył, rozglądał się jednocześnie, chociaż nie wiedział sam, czego właściwie szuka. Śladów po własnej siostrze? To było całkowicie irracjonalne i nie było im do niczego potrzebne.
- Inkwizycja. Zakładam, że wiecie już, iż naszych braci palą na stosach, jak za dawnych czasów. Zgromadziliśmy już całkiem sporo informacji na ten temat i chciałbym teraz, żebyśmy się nimi podzielili. Aiden? Mógłbyś zacząć? Zaheer, opowiedz proszę o spotkaniu w kawiarni. Czy ktoś z was miał jeszcze wielką przyjemność na poznanie Henry'ego Remarka, czy jak podejrzewam, Heinricha Kramera? - powiedział, gdy odwrócił się do nich ponownie przodem i wsunął dłonie w kieszenie granatowego płaszcza. Spoglądał na nich obecnie dość ponuro, ale i stanowczo. Nie mieli całej nocy na opowiadanie sobie anegdotek, musieli podjąć konkretne działania, ale rzucanie słów w jakiejkolwiek kolejności również nie było niczym dobrym. Proszę bardzo, niech mówią. Spojrzał na Ninę, chcąc się upewnić, czy ta ma w ogóle ochotę opowiadać o swoich doświadczeniach.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you

Zaheer Ealair

785


174 cm


You have nothing to fear if you have nothing to hide







[Cytuj]
Multikonta: Erin S., Meghan S.
Schludny, zadbany płaszcz nie ukrywał ogona, który przemykał przez specjalnie wykonane wcięcie. Z niezadowolenia emblemat czarownika po prostu był opuszczony swobodnie w dół, nawet pomimo ujrzenia tylu znajomych twarzy. Jak tylko Camellia znalazła się tuż obok niego, pogłaskał ją po głowie, chcąc jej niewerbalnie przekazać "dobrze cię widzieć". Pozostałe znajome twarze również go w jakiś sposób uspokoiły. "Przynajmniej ich nie dopadli". Miał jedynie nadzieję, że nieobecność rodzeństwa - nawet tego skłóconego - było spowodowane ich nieobecnością w mieście, a nie śmiercią. Poczułby to, czyż nie? Skinął Aidenowi głową w odpowiedzi i chyba znowu poczuł to ukłucie w sercu. "Śmieciu, sprzedałeś przyjaciela i jeszcze masz czelność patrzeć mu w oczy?" Skinął również tym, których znał i zjawili się po nim. W praktyce wyszło na to, że nie znał tylko jednej osoby - kobiety stojącej przy Jonathanie. Nie był to jednak odpowiedni moment do przedstawienia się nieznajomej, bo akurat Jonathan zaczął przemówienie.
I chyba go szlag jasny trafił, gdy powiedział o wyroku wydanym i wyegzekwowanym przez Łowców. Zacisnął usta, wykrzywił twarz w gniewie i niemal natychmiast podniósł głos, tracąc rezon. Działo się to u niego na tyle rzadko, że nawet nie zdziwiłby się, gdyby żaden z wiekowych Czarowników nie widział go nigdy takim jak teraz.
- Jakim prawem jej wyegzekwowano klątwę? - zaczął. Pokręcił głową, wpatrując się przy tym w kobietę. - I czemu Opal nie przekazała wam żadnych informacji? - dopytał jeszcze srogim tonem, zdawałoby się nawet, że jego oczy płonęły ze złością. Hipokryzją to było, ale nienawidził niesprawiedliwości, a także niewywiązywania się z umów, szczególnie tak oficjalnych. I czemu żadne informacje nie zostały przekazane dalej? - Winni natychmiast zwrócić jej magię i natychmiast oddać nam ją pod osąd, abyśmy mogli, zgodnie z ostatnimi założeniami, zasądzić o jej winie i karze. Czy byłby to sprawiedliwy osąd, ciężko powiedzieć, ale na pewno zgodny z tym, co zostało ustalone na tamtym zgromadzeniu. - Co prawda nie był świadkiem zdarzeń z tamtych dni, jednak jeśli chodziło o sprawy Czarowników, zawsze był na bieżąco, choćby przez Aidena czy Jonathana. - Jeśli oni sobie przywłaszczyli prawo do osądzania jej, powinniśmy mieć pełne prawo do zanegowania kary przez nich wymierzonej - dodał po chwili zastanowienia.
Na szczęście do końca przemówienia Czarownika ochłonął, przestał smagać ogonem powietrze, stał z założonymi rękoma i obserwował mówcę. Wywołany do odpowiedzi również się odezwał:
- W Etoile Filante doszło do spotkania nieznanej osoby, potencjalnie nefilim pozbawionego run, z Czarownikiem - mówił równo, manipulując delikatnie prawdą. - Najpewniej jednak było to widmo. - Pierwszy krach w zeznaniach podkreślający, że jednak miał z tym jakiś związek, jednak zawsze mógł się postawić w roli baristy nasłuchującego jednej strony. Było za późno, a jeśli Jonathan pilnował spójności w jego zeznaniach, mógłby znaleźć parę zgrzytów.
- Wypytywał o samego Remarka, najpewniej dla niepoznaki i odwrócenia uwagi, a także o Organizację i inne miejsca, gdzie spotykają się Czarownicy. Po rozmowie znalazłem emblemat dominikanów, sam rozmówca jednak nie przedstawił się w żaden sposób. Cechą rozpoznawalną jest germański akcent. - Wiedział, że musi powiedzieć na temat swojej wtopy. Ale jakby to tu... - Niestety, wyciekły informacje na temat Aidena, o czym natychmiast go ostrzegłem. - Skierował się do francuza, nieznacznie kiwając mu głową.
Do kwestii Spiralnego się nie odniósł. Wiedział, że trzeba coś z tym zrobić, jednak sam nie miał takiej możliwości. Zbyt wielki księgozbiór na jego dom, w Etoile doszłoby do jeszcze większego wycieku istotnych informacji, a jako samo miejsce spotkań mogło okazać się dość dziurawe. Póki jeszcze było tam spokojnie, mogli się wymieniać informacjami, ale jeśli już zaczną schodzić się goście w większych ilościach...? Zawsze można zamknąć salę w piwnicy na dłuższy czas, aby przeprowadzić dyskusję, ale jak by na to zareagowała Nimat?
Be careful how far you push me away

I may end up liking it there.

Nina Zukov

216


173 cm


Livin' la Vida loca







[Cytuj]
Stała w ciszy, nie zachęcając nikogo do konwersacji. I tak nikogo z tu obecnych osób — nie licząc Jona — praktycznie rzec biorąc, widziała po raz pierwszy. Za to zasmuciło Ninę fakt, że było ich tak mało. Czyżby nie skończyła się wyprawa do Wróżkowa? Kto tam ostatecznie poszedł z Malem? Kolejne rzeczy, które umknęły gdzieś Ninie, lecz zamiast wyrazić to na głos, cicho westchnęła. Może będzie jakiś ciekawy potencjał od tych osób, którzy są całkiem obcy dla Rosjanki.
Kiedy podszedł do niej młody blondyn, przedstawiając się za autora liściku, ta jedynie skinęła głową, zmuszając się do minimalnego uśmiechu. I tyle było z jej przywitania, bo mimo wszystko, otoczyła ją ponura aura. Grudzień, miejsce spopielenia, mając w dodatku niemiły bagaż doświadczeń, raczej nie będzie tutaj skakać z radości. Temu uśmiech zaraz zniknął, lecz przez jeszcze kilka chwil przypatrywała się z czystej ciekawości Aidenowi. Resztę osób też przywitała skinieniem głowy, krążąc jednocześnie myślami w różne rejony. Dopiero kiedy Jon zaczął mówić, uspokoiła swoje myśli i zaczęła słuchać tego, co mówi. I nie zdziwiła się, jak na pierwszy rzut poszła w obieg informacja o jej problemie. Sama nie chciała ponownie poruszać tego tematu, który zdecydowanie był zbyt świeży dla niej samej. Czułą na sobie wzrok osób, których nie znała, stając się gwiazdą wieczoru, którą zdecydowanie nie chciała być. Plusem było to, że minęło parę dni od rozmowy z Jonem, co pozwoliło na chwilowe nabranie stabilizacji.
- Nie mam klątwy...- cicho zaczęła, kiedy ogoniasty przestał mówić, na którego zresztą skupiła swój smutny wzrok. Niech pomyśli, jak łowcy byliby w stanie rzucić klątwę, skoro od tego są czarownicy? Który czarownik zrobiłby coś takiego innemu czarownikowi? Chociaż można to prywatnie nazwać klątwą, tak to co dostała Nina, zdecydowanie nie należało do czarnej magii. - Nałożyli na mnie runę, która ma kontrolować moją magię, jednocześnie blokując jej działanie. Teraz runy nie widać, lecz jak chcecie, możecie sprawdzić, czy coś mnie blokuje. - dodała smutnym tonem. Zdawała sobie sprawę z tego, że powiedzenie o runie może wywołać niedowierzanie, szczególnie że narysowano ją na czole, które było czyste i bez żadnej skazy. O swoich przeżyciach tam niezbyt chciała mówić, wiedząc, że w innym przypadku może wkurzyć bardziej czarowników.
- Spiralny długo nie wytrzyma i padnie, gdyż dwa życia są jedynie tymczasowym paliwem napędowym.- powiedziała, po czym cicho westchnęła. Nie chciała mówić o rozmowie z ojcem nikomu, lecz należało zadbać o to, aby Spiralny wkrótce został opuszczony, w innym przypadku osoby tam mieszkające po prostu znikną w Edomie. - Będąc w lochach zakuta w te ich kajdany, gdzie cele mają specjalne dla nas, postanowiłam wezwać demona z Edomu, aby mnie zabrał. I co było intrygujące, portal otworzył się, pojawił się młody demon, lecz żadne z tych dwóch rzeczy nie powinno mieć tam miejsca. Początkowo myślałam, że to jest jedynie mój wytwór wyobraźni... Lecz kto wie, czy naruszając bariery w Spiralnym, nie zostały naruszone bariery w innych miejscach, gdzie linie geomancyjne mogły ulec zniekształceniu.- mówiła spokojnym tonem, przeskakując wzrokiem na Jona. Tylko dlaczego te linie miałyby być uszkodzone właśnie w York? Przypadkowe działanie Pradawnych, którzy sobie upatrzyli to miasto i jego rejony? -Więc może warto wykorzystać dotychczasowy teren w Yorku? Ten, który przejęliśmy po demonie...- podrzuciła Jonowi pomysł z wykorzystaniem dotychczasowej siedziby jako miejsca do przechowania nader cennych ksiąg. I tak było ono zabezpieczone w miarę dobrze. To, że nie będzie na poziomie hard, nie trzeba dodawać, lecz czy ktoś z tu obecnych osób byłby w stanie stworzyć takie zabezpieczenia? Wymagałoby naprawdę potężnej osoby z nader potężnym artefaktem. Próbowała myśleć, rozmawiać w miarę normalnie, mimo iż nie ukrywała smutku w swoim tonie. Zdawała sobie sprawę z tego, że jeśli by wszystko trzymała w tajemnicy, to byłaby drugą Opal.
W kwestii Inkwizycji i wspomnianych nazwisk Nina jedynie pokręciła głową. Nic jej to nie mówiło, więc skupiła się na wysłuchaniu reszty osób, które może dorzucą coś ciekawego.
- Coś jeszcze jemu powiedziałeś?- cicho westchnęła, lecz tym razem nie miała ochoty na wszczynanie burd, awantur i kłótni. Istotniejsze było, co ów Ogoniasty powiedział tej osobie.

Aiden Seire Andras Perrault

259


172 cm


Si je te promets tous les jours de ma vie sans un regret... Peux-tu me jurer un amour infini a jamai







[Cytuj]
Multikonta: Cassian
Wewnętrznie cieszył się, że Jonathan przemówił jako pierwszy i niejako pchnął ich w sidła komplikacji, które wynikną przy omawianiu wszystkich spraw. Aiden, szczerze powiedziawszy, nie wiedział samemu od czego zacząć, bo spraw była całkiem poważna liczba, a jak się spodziewał i co okazało się potem, wcale nie wiedział o wszystkich.
Jego kalendarz może w niedalekiej przyszłości okazać się bardziej napięty niż początkowo mu się wydawało, a przecież za pasem były już święta, które chciałby spędzić w domu bez zbędnych komplikacji na głowie. Wiedział też, że jednak nie może już teraz tego zostawić, a nawet jeśli by mógł to... Nie chciałby. Za bardzo gdzieś w nim tliła się nadal ta iskra rewolucjonisty, który winien był przelać swą krew na barykadzie. Którego ciało powinno zostać pochowane w zbiorowej mogile gdzieś tam, w nieznanym nikomu miejscu. Jednak znajdował się w czasach współczesnych, a nie podczas Wielkiej Rewolucji i to właśnie tutaj i teraz powinien się skupić na tym by jak najlepiej rozplanować swoje działania - tak by nie tylko jemu, ale i całej społeczności dobrze się żyło.
Posłał Ninie jeszcze jeden, ciepły uśmiech i wsłuchiwał się w przyjemnie brzmiący tembr głosu Jona chcąc zebrać myśli by w międzyczasie dorzucić i kilka swoich zdań. W końcu i on ostatnio pozyskał dość sporo informacji i sojuszników. Wieści, z którymi należałoby się podzielić.
- Dokładnie. - Przytaknął mężczyźnie rozkładając swoje ręce szeroko by po chwili wskazać dokładne miejsce, gdzie znaleźli stosy. - Nie bez powodu zebraliśmy się właśnie tutaj. Zależało mi na tym by każdy wiedział z czym się mierzymy i co grozi nam wszystkim. Nie możemy pozwolić sobie na to by tolerować coś takiego. - Jego ostatnie słowa wybrzmiały dość dosadnie, a on za sprawą magii iluzji przywołał jedno ze wspomnień dokładniej i jeszcze dosadniej uświadamiając wszystkich z czym naprawdę się mierzą.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego rasa ma tendencję do... Nie tyle negowania co umniejszania roli niektórych wydarzeń na przełomie czasu. Obecna sytuacja stwarzała niejako paradoks, bo jeszcze do niedawna wszyscy przekonani byli o tym, że średniowiecze mamy już za sobą. Obraz, który rozpościerał się teraz przed każdym z nich pokazywał jednak, że zrobiliśmy ogromny krok wstecz. Krok, który tym razem trzeba wymazać z kart historii.
Kiedy zeszło na temat spętania magii Niny poprzez łowców na jego twarzy ciężko było nie zobaczyć oburzenia czy wręcz... Wypieków spowodowanych wściekłością.
- O ile dobrze pamiętam nie obowiązują już nas żadne porozumienia. - Dodał dość opryskliwie i z nieskrywaną dozą jadu w głosie. - Ba! Nie ma nad nami zwierzchnictwa Clave. Takowe również zostało wypowiedziane podczas ostatniego spotkania. Dlaczego więc... - Przerwał na chwilę by dosłownie po kilku sekundach powrócić ze zdwojoną siłą. - Strażnicy prawa, jakimi sami siebie nazywają, nie potrafią go przestrzegać. Dlaczego uskuteczniają samowolkę i dlaczego dowiadujemy się o tym na ostatnia chwilę..
Aiden nie był nawet w ściekły. W nim każda możliwa jego cząstka wręcz gotowała się z irytacji i niepohamowanego gniewu. To, że względnie trzymał fason i starał się wyglądać tak poważnie na ile to było możliwe było jedynie pozytywnym zbiegiem okoliczności.
- Skoro to zależne jest od runy oznacza jedynie to, ze jak najbardziej jest to do odkręcenia, a to całkiem pozytywnie... O ile mogę użyć w obecnej sytuacji tego słowa, zbiega się z moją wizytą w Instytucie. - Westchnął głośno. Zdecydowanie w tym momencie spotkanie z Jaydenem stało się bardziej niż priorytetowe. Już wcześniej wiedział, że może być ono niespecjalnie wygodne dla obu z nich, ale w tym momencie był tak do niego zdeterminowany, że gotów był poświęcić jakiekolwiek budowanie relacji z Nefilim dla samej możliwości tego, żeby przywrócić magię Ninie.
Magia była czymś, co wyróżniało ich sponad tłumów. Ona ich kreowała i wpisywała się w ich historię i charaktery. To ona była wyznacznikiem tożsamości i dlatego, pozbawienie jej przez kogoś, kto nawet nie należy do społeczności i o magii ma pojęcie jedynie z pustych, nudnych i kompletnie niż nieznaczących podręczników bolało jeszcze bardziej.
- Na tę chwilę oponowałbym byśmy ściągnęli wszelkiej maści zabezpieczenia, które zostały przez nas nałożone na Instytut. Chcą grać kartami przetargowymi..? - Spytał się sam siebie. - To ich dostaną. W obecnym momencie nie możemy się godzić na jakąkolwiek współpracę z nimi. Poczują smak opuszczenia to wrócą z podkulonym ogonem, a wszyscy dobrze wiemy, że w obecnej sytuacji... Gra jest warta świeczki.
Spiralny, który wisi jedynie na życiach dwóch czarownic nie zwiastował specjalnie pozytywnej przyszłości ani dzieciom Lilith, które wyraziły na to zgodę ani ich specjalnemu wymiarowi. Nie mogli pozwolić sobie na stratę dzieł, dlatego muszą zająć się tym jak najszybciej jest to jedynie możliwe. Blondyn oczekiwał więc wsparcia w ramach potencjalnej ewakuacji dzieł.
- Już podczas naprawiania szczelin wymiar nie wyglądał najlepiej... - Westchnął lekko i przeczesał dłonią włosy starając się nadal odgrywać spokojną i stabilną maskę. - Musimy zabrać stamtąd wszystko co jest tylko możliwe. To nasza spuścizna i jej strata będzie... Nawet nie chcę mówić jak bardzo my cofnęlibyśmy się w progresie, który cały czas czynimy. - Oparł ręce o swoje biorą kierując delikatnie wzrok ku górze. - Nie możemy sobie na to pozwolić.
- Bariery i tak muszą być słabe... - Powiedział delikatnie przygryzając dolną wargę. - Czarownik, który je stawiał w Instytucie musi albo nie żyć, albo nie być już w stanie, na dość sporą odległość ich kontrolować. - Starał się wyjaśnić względnie logicznie, o ile było to możliwe, zaistniałą sytuację. - Może demon chciał się z tobą skontaktować. Czy cokolwiek ci przekazał?
Mruknął niepocieszenie pod nosem ze względu na fakt tego, że ktokolwiek pojawił się w Spadającej Gwieździe, a potem... Było jeszcze gorzej. Każde kolejne słowo Zaheera malowało ogromny i niesamowicie cyniczny wyraz twarzy u młodego czarownika. Czy szokowało go to, że ktokolwiek pytał się o Remarka? Niespecjalnie. Bardziej niesamowicie zawiódł się na tym, który tak łatwo wydał go im.
- Zatem stąd te smsy... - Powiedział sam do siebie wciąż wpatrując się wręcz zabójczym wzrokiem w Zaheera. - Dokładnie... - Chciał powtórzyć dosadnie, podkreślając w swojej wypowiedzi dość duży zawód. - Co jeszcze jemu zdradziłeś?
Nie wiedział, jak walczyć z kimś, kto działa jak Inkwizycja, ale na dobrą sprawę... Nie pozostawia żadnych śladów. Jedynymi, sensownymi tropami jakie mieli do tej pory był Kramer, który nie był nawet za grosz przekonujący. Każde z nich znajdowało się w niebezpieczeństwie, ale do niektórych informacji inkwizytorzy mieli najwidoczniej lepszy dostęp niż inni.
- Heinrich Kramer... - Powiedział prychając i uśmiechając się dość cynicznie. - No proszę... Cóż za persona, ale... To tłumaczy bardzo dużo. - Aiden miał już przyjemność słyszeć cudownie brzmiące dane personalne inkwizytora, który tak bardzo przyczynił się do rozwoju sztuk piętnowania czarowników i czarownic. - A co do mojego błogiego spotkania z nim... Cóż. - Westchnął lekko. - Nie wierzyłem już mu od samego początku. Generalnie wiecie... Miał spłonąć na stosie, ale żadnego, przygotowanego dla niego samego nie było. Potem z kolei dość szczegółowo wypytywał się o wszelkich czarowników, których miał już przyjemność poznać. Czarę goryczy przelał jednak fakt, że po wyświetleniu projekcji wspomnieć, które dla mnie wyglądały na mocno zmodyfikowane i wręcz... Za ładne, wielce się oburzył, że on nie zamierza mi pokazać swoich blizn po torturach. Wtedy już doskonale wiedziałem, że coś kręci.
- Możecie mnie potępić bądź też przyklasnąć mi, ale... - Dodał po chwili, w której zbierał swoje myśli do kupy. - Uważam, że w momencie, w którym uda nam się schwytać Kramera powinien przecierpieć wszystko to, co każda z jego ofiar podczas tortur czy śmierci. Jego należy spalić na stosie i liczyć, że nie uda mu się wrócić z zaświatów. - Zdanie miał mocno kontrowersyjne i doskonale się z tym liczył, ale na dobrą sprawę mnie prześladuje to wszystkich.
- Należałoby również napomknięć o tym, że każdy z nas w niedalekiej przyszłości może mieć problem z atakami na nasze persony, a w tym przypadku nie ma żartów. - Westchnął cicho. - Jonathan opracował dość dobry patent na to jak nas lokalizować i wiedzieć co się z nami dzieje w momencie porwania. - Pomachał im przed nosem pustą fiolką na krew. - Oczywiście w niedalekiej przyszłości będziemy się musieli spotkać na takie pobranie.
Wiedział, że może się to nie spodobać, ale to zabezpieczenie było wręcz idealne. Dzięki temu mieli zapewnione wszelkiej maści wsparcie, jeśli chodzić mogło o sytuację zagrożenia życia.
Aidena już teraz zaczynała boleć głowa, Ilość spraw była wręcz przytłaczająca, a to dopiero początek.

  
I have seen what the darkness does
Say goodbye to who I was

<img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/aLCztjS.giff" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/6Cxe0uv.gif" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/1rwpHMv.gif" class="foto">

Camellia Morgan

230


170 cm


everything we love, we turn to ash.






[Cytuj]
Panna Morgan stała w ciszy, obserwując, jak zbierają się tu pozostali Czarownicy. Nie było ich zbyt wielu i choć już wcześniej rozumiała słowa Aidena na temat tego, że powinni się trzymać razem, to teraz tak naprawdę to do niej dotarło. Zagrożenie było jak najbardziej realne. To przypominało zamierzchłe czasy, gdy ludzie skazywali takich, jak oni na śmierć poprzez spalenie na stosie. Czy to był jakiś chory powrót do dawnych metod? Komuś ewidentnie przeszkadzała ich obecność i przede wszystkim chcieli wywołać strach u tych, którzy władają magią. Tak przynajmniej uważała.
Przebywanie w miejscu, gdzie doszło do tragedii, wprawiło ją w dość dziwny stan. Była niespokojna, choć na zewnątrz wyglądała zwyczajnie. Przybrała tak zwaną maskę, gdyż w rzeczywistości zwykła przeżywać takie sprawy. Obawiała się również, że miała z tym coś wspólnego, lub ktoś po prostu bawił się jej myślami i powodował, że każdej nocy w swym śnie dzierżyła krucze pióro, albo coś, co tak owe przypominało i wypisywała nazwiska na kartach. Westchnęła cicho, próbując pozbyć się tych myśli. Rozejrzała się po tych, którzy tu byli oraz zdążyli przybyć. Posłała Marco delikatny uśmiech, a Zaheerowi spojrzenie, które mówiło samo za siebie. Zdała sobie sprawę, że nie znała jedynie dwójki czarowników. Przeniosła wzrok na nieznajomą kobietę, dostrzegając, że jest dość przybita. Może wydarzyło się coś jeszcze, prócz wiadomej sytuacji? Zapewne niedługo się tego dowie, dlatego czekała na rozwój tego spotkania. Nie było też czasu na poznawanie się, ponieważ jeden z czarowników o imieniu Jonathan rozpoczął spotkanie, więc swój wzrok przeniosła na jego osobę, a dłonie schowała do kieszeni czarnego płaszcza, gdyż grudniowa temperatura nie za bardzo jej sprzyjała.
Po tym, jak usłyszała, że pozbawiono kobietę zdolności magicznych, to aż się przeraziła. Nie sądziła, że może dojść do czegoś tak okropnego.
Została pozbawiona magii? Przykro mi to słyszeć. Nie sądziłam, że jest aż tak źle. — powiedziała, odzywając się po raz pierwszy podczas dzisiejszego spotkania. Jej wiedza bazowała na tym, co opowiedział jej wcześniej sam Aiden. Camellia nie miała innej perspektywy. Było źle, ale że aż tak? Nienawidziła takiego czegoś, a to było niesprawiedliwe. Kojarzyła również imię Opal, lecz nigdy nie miała okazji, aby spotkać ową kobietę, dlatego nie do niej należało wściekanie się też na nią, ponieważ jej nie znała.
Gdy stojący obok niej Ealair zaczął mówić, zauważyła, że był dość niespokojny. Złapała więc za rękaw jego płaszcza, chcąc mu tym samym dodać otuchy i w pewnym sensie.. wsparcia. Po chwili go puściła, posyłając mu spojrzenie.
Informację na temat Aidena? — zapytała. Znała czarownika już jakiś czas, ale nie miała pojęcia, o jakie informacje chodzi. Najwidoczniej każdy miał swoje sekrety, których nie lubił zdradzać. Dlatego zapytała. Ot co, zwykła ciekawość, której wprost nie mogła powstrzymać. Patrzyła wyczekująco na blondyna, gdyż nabrała pewnych podejrzeń, które jednak zachowała dla siebie.
Ona była w Spiralnym, więc wiedziała, jaka jest sytuacja. Skinęła jedynie głową na to, że powinny się stamtąd ewakuować, lecz ówcześnie zabierając stamtąd wszystkie ważne dla Czarowników rzeczy. Potrzebowali nowej siedziby. Ona również to widziała, chociaż była w tym wszystkim nowa, to chciała i zamierzała się zaangażować, bo jeśli teraz tego nie zrobi, to po co w ogóle wyrażała chęć wstąpienia. Chciała pomóc i na pewno użyczy swojej siły, już nie zważając na sny, które ją męczyły. To nie było teraz ważne, choć chyba związane ze sprawą. Jednakże to tylko wytwory jej wyobraźni, czyż nie? Chyba nie było o co się martwić, a przynajmniej tak jej się wydawało. Nie była też nieomylna. Spojrzała na Francuza, który wspomniał o krwi będącej zabezpieczeniem. Ona już takową oddała, więc w tym się z nim jak najbardziej zgadzała.
Aiden ma rację. Dzięki temu będziemy mogli zapobiec nawet kolejnej takiej katastrofie, gdyż łatwo będzie nas zlokalizować. — powinni się trzymać razem, czyż nie? Więc nie powinni utrudniać tego, wyrażając dezaprobatę na dodatkowe środki bezpieczeństwa.
what are you willing to lose?

Marco Habsburg

400


185 cm


Amor - la palabra que tiene cuatro letras, dos vocales, dos consonantes y dos idiotas







[Cytuj]
Multikonta: Lenn, Ignis, Eve
Przysłuchiwał się wszystkiemu z mieszaniną ciekawości, ale również wściekłości. Ramiona zaplótł na piersi, wpatrując się kolejno w każdą odzywającą się osobę. Nie znał czarownicy, której odebrano magię, jak to zostało określone. Czyżby Łowcy naprawdę posiadali runy, których nałożenie blokuje możliwość korzystania z magii? Ciekawe... W takim razie stanowili większe niebezpieczeństwo, niż można byłoby przypuszczać. Kolejny powód, aby nie ufać aniołom, a jeśli dorzucić do tego problem z tą całą Kohortą... To robi się ciekawie. Nie komentował jednak tej sprawy, w końcu nie jego interes, prawda?
Szare spojrzenie zabłyszczało jednak chorobliwą fascynacją, gdy zobaczył iluzję stosów. Nie zrozumcie go źle, nie podobało mu się, że przedstawiciele ich rasy są wybijani. Sam w młodości uniknął stosu dzięki swojemu opiekunowi... Jednak fascynacja tą metodą zabijania pozostała. Śmierć w męczarniach, możliwość patrzenia na twoją ofiarę jak powoli umiera... Otrząsnął się szybko z tych myśli, gdy do jego uszu dobiegło, że Zaheer prawdopodobnie powiedział wprost o Aidenie. Skupił się uważniej na słowach, które zostały miedzy wszystkimi rzucone, uśmiechając się nieznacznie półgębkiem. Ach ten dosłyszalny zawód w głosie blondyna.
- Po co te nerwy? Aiden, czy nie jesteś jedną z ważniejszych teraz osób w Organizacji? To raczej normalne, że twoje imię zostało wyjawione - odezwał się, niejako stając w obronie Zaheera, choć po prawdzie zastanawiał się jak duża musiała być opłata. - Z tego co wiem, to ci spaleni również wyjawili parę nazwisk, a teraz przynajmniej Aiden został poinformowany przed rozpoczęciem polowania - dodał, wzruszając ramionami. Prawdę mówiąc, jeśli wyciekły informacje o organizacji, a przynajmniej o jej siedzibie to nikt nie był bezpieczny. To, czy Lis powiedział coś więcej obcemu, czy nie, nie miało większego znaczenia. Aiden sam powiedział, że nawet Remark, czy tam Kramer, również wypytywał o czarowników. Do niego również mieli mieć pretensje? Inna sprawa, że Marco akurat był szczególnie zainteresowany tym, co mógł Aiden powiedzieć o Nerezzie.
Dużo spraw, dużó problemów. Spiralny, wynoszenie zbiorów... Zamierzał i tu pomóc, bowiem sam chciał się jeszcze wielu rzeczy nauczyć i naprawdę byłby wściekły, gdyby wszystko przepadło. Kolejna kwestia zabezpieczeń przez oddanie krwi... No, to już mu się nie do końca podobało, pomimo tego, że rozumiał ideę. Jednak, o ile w kwestii przynależenia do "organizacji" byłoby to zrozumiałe, tak nie wyobrażał sobie aby wolni duchem czarownicy chcieli oddać krew. Chociażby jego siostra. Jednakże i tego tematu nie komentował.
- Jeśli chodzi o to, co się dzieje po ewentualnym porwaniu - zaczął, krzywiąc się nieznacznie. - Nie mam pewności, ale od kilku nocy mam jeden i ten sam sen, który raczej nie jest wytworem mojej wyobraźni. Widziałem w tym śnie trójkę ludzi, podejrzewam, że czarowników. Wszyscy byli torturowani poprzez oblanie czymś łatwopalnym po głowie oraz plecach i podpalenie. Sen za każdym razem kończył się opadającym kruczym piórem - mówił spokojnie, nie rozumiejąc w całości wizji tylko ostatniego. Co miał kruk, czy tylko jego pióro, do tortur? Spojrzał na Aidena i Jonathana, może których z nich coś więcej na ten temat będzie mógł powiedzieć.

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
- Z jednej strony zgadzam się z Aidenm, z drugiej jednak uważam, że taka zagrywka w obecnej sytuacji będzie dla nas jeszcze mniej korzystna. Musimy uważać, co robimy. Opal, cóż, potrzebowała odpoczynku, nie mam jednak już najmniejszego pojęcia, co się z nią dzieje. Spójrzcie, to wszyscy czarownicy Yorku, którzy są do czegoś zdolni, część z naszych nadal przebywa w świecie wróżek, nie mamy sił, by działać jakoś prężnie. Nie oznacza to, że nie powinniśmy odciąć się od Instytutu, musimy to jednak zrobić z głową, by nie doprowadzić do kolejnych problemów. Musimy dowiedzieć się, jak zdjąć z Niny tę runę, jak się tego pozbyć, a nie sądzę, żeby ktokolwiek z nich opowiedział nam o tym przy herbacie, kiedy rozbijemy im ochronę Instytutu. Ale... Wciąż pozostaje nam zbadanie tych zaklęć i przekonanie się, jak została naruszona ich struktura oraz... jaką podadzą cenę, za ich ponowne nałożenie - powiedział i uśmiechnął się kącikiem warg. Trzeba było zagrać nieczysto, jak najbardziej nieczysto, ale zrobić to faktycznie z głową, nie na łapu-capu i po prostu rzucając się w przód, jakby to miało cokolwiek im dać. Owszem, pozbawienie Łowców osłony magii było kuszące, ale musieli na siebie spojrzeć. Była ich garstka! Przyszła zatem pora, by udowodnili, że są coś warci i gotowi do działania.
- Zgadzam się z Niną. Osobiście udam się do Spiralnego, najszybciej jak to możliwe i zacznę szykować przenosiny ksiąg. Czy ktoś z was chce mi w tym pomóc? Poza tym uważam, że nie możemy z tym zwlekać. W końcu właściwie absolutnie pewne jest, że Remark jest jednym z nas. Może zatem dotrzeć do spiralnego i zniszczyć go bardzo łatwo albo pozbawić nas całej wiedzy, jaką do tej pory zgromadziliśmy. Nie możemy czekać, musimy działać szybko i sprawnie, w ramach możliwości, jakie posiadamy obecnie. Później będziemy myśleć, co zrobić z całym tym składem, ale na razie — trzeba go zabezpieczyć - stwierdził właściwie z miejsca i dość twardo. Tak, skoro czarownicy płonęli na stosach, to kto wie, co chciał jeszcze zniszczyć Remark? Musieli bronić tego, co mieli, nie tylko siebie, nie tylko życia, ale i posiadanej wiedzy i dziedzictwa, przekazywanego od stuleci dalej i dalej.
- Wydali, na torturach. Ale rozstrzyganie o winie w tej chwili jest równie mądre, co wsadzanie głowy w paszczę lwa. Jeśli Aiden chce to rozwiązać, to spotkajcie się z Zaheerem i przedyskutujcie tę sprawę między sobą. Mnie zdradził wieloletni przyjaciel, który spłonął na stosie, ale mimo to chcę nadal, żeby Remark odzyskał to, przed czym rzekomo udało mu się uciec. Zaheer, może masz coś, co nieco cię zrehabilituje w oczach zebranych? - spytał i uniósł nieznacznie brew. Nie, nie podobało mu się to, że mężczyzna tak kręcił, z drugiej strony, wszyscy byli po części demonami, wszyscy coś ukrywali i grali we własne gry, zawierali swoje umowy i pławili się w fortunach. Kto z nich był święty? Kto był bez winy, mógł rzucić z miejsca kamień, od razu, natychmiast i bez zastanowienia. Nie sądził, by ktokolwiek po coś sięgnął, on na pewno nie.
- Kruki... Mam ciągłe wrażenie, że mnie obserwują. Jestem pewien, że to nie jest koniec polowania na czarownice i musimy działać szybko. Aiden, co stało się z Remarkiem w siedzibie? Jesteśmy w stanie wytropić go po czarach? - rzucił właściwie z miejsca Jonathan, jednocześnie kiwając lekko głową na wspomnienie o krwi. Coś, co było jedynie głupim żartem z jego strony, okazywało się być teraz niesamowicie przydatne i niesamowicie ważne, mogło im również uratować życie, gdyby się nad tym zastanowić.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you

Zaheer Ealair

785


174 cm


You have nothing to fear if you have nothing to hide







[Cytuj]
Multikonta: Erin S., Meghan S.
Kwestię zablokowania magii już pozostawił - mieli rację, nie było sensu stroszyć piórek, gdy było ich tak niewielu, bo im je po prostu bez zawahania odetną. Mogli kombinować, jak zyskać informacje na temat tej blokady, podpytywać, ale były inne sprawy ważniejsze od tego. Jak długo jeszcze będzie trwała walka o ojczyznę Wróżek? Może odczekanie właśnie do powrotu Czarowników stamtąd byłoby rozsądne, ale ile to może zająć? Zostawił to jednak przynajmniej na chwilę.
Skupił się na wizji stosów. I choć o swoich dwóch bliskich stycznościach ze śmiercią mówił tak swobodnie, nie oznaczało to, że temat już był zamknięty. Najpierw wizja, teraz ukazanie tego przez Aidena w formie iluzji... Musiał odwrócić wzrok, bo dałby sobie rękę uciąć, że zauważył na nich swoją matkę. Nie wiedział, czy w rzeczywistości zginęła na stosie, czy przeżyła. Wiedział tylko tyle, że choć nie było to zależne od niego, była to jego wina. Niewinna ofiara.
W ogniu krzyżowym oskarżeń i bezpośrednich stwierdzeń wciąż zachowywał spokój. Nie wykłócał się, nie przyczepiał do słów. Widać było po jego postawie spokój. Oczywiście, że należało mu się nawet coś więcej niż ochrzan, ale zareagował wdzięcznością, gdy Marco i Jonathan wzięli jego stronę, choć ten drugi zrobił to zdecydowanie jako lider - nie umniejszył jego teoretycznej winy, ale pozwolił mu na wyprowadzenie linii obronnej. Zanim jednak się odezwał, skierował się do Camellii, która jako jedyna nie była pewna i nie wzięła udziału w tej dyskusji. Uśmiechnął się do niej delikatnie. Mógł jej to wyjaśnić później, na osobności, ale teraz musiał zająć się odbudowaniem fundamentów, które sam naruszył.
- Dowiedziałem się tych informacji poprzez wysondowanie pamięci Czarownika, który wtedy przyszedł do Kawiarni i z nim rozmawiał. - Proste, bez zagłębiania się w szczegóły. - Zrobiłem to praktycznie od razu, gdy z niewiadomych powodów, na blacie pojawił się symbol dominikanów. - W pewnym sensie się martwił. Kawiarnia miała być miejscem bezpiecznym... i co? Teraz wiedzieli, gdzie również zbierają się Czarownicy.
Po wyjaśnieniach należało jednak poruszyć kolejne tematy już czekające na rozwikłanie lub chociaż rozwinięcie.
- Mogę wspomóc wyciąganie ksiąg ze Spiralnego, ale potrzebujemy miejsca do ich tymczasowego przechowania gdyby nie było wystarczająco miejsca w siedzibie. Albo nawet więcej niż jednego - kontynuował. Spojrzał na pozostałych. Garnął się do roboty, aby chociaż trochę podreperować swoje zszargane dobre imię. - Właśnie, à propos Remarka, czy może raczej Kramera. Skąd w ogóle podejrzenia, że jest jednym z nas. Sprawdziliśmy trop podany przez Aidena, samo wspomnienie o pochodzeniu nas naprowadziło do zakonu dominikanów właśnie w Sélestat, czyli dawnym Schlettstadt. Ze względu na to, że zakon powstał tam już w XIII wieku, a według źródeł historycznych, Heinrich Kramer urodził się dopiero jakoś w okolicach XV, podejrzewamy, że przyszedł na świat wcześniej, ale sławę przyniósł mu dopiero Malleus Maleficarum, a do tamtego momentu się ukrywał. Drugim tropem będzie nazwisko Jakoba Sprengera, współautora poradnika. Mógł się podawać za Przyziemnego, żaden problem. A jako że był Czarownikiem, mógł bardzo łatwo poprzeć I część opisaną w księdze, czyli tę dotyczącą istnienia magii. Dokładność opisania ich form w II części jeszcze bardziej to podkreśla. Z własnego doświadczenia wiem, że Przyziemni byli całkiem ślepi na Świat Cieni, więc jaka była szansa, że ktokolwiek byłby w stanie opisać to, w jaki sposób na świat przychodzą Czarownicy? Nie widziałem jeszcze żadnego Czarownika, którego matka była demonem, a Kramer w swojej tezie postawił, że kobiety właśnie były kuszone przez demony, czy jak to ujął, Szatana - kontynuował, wyciągając z pamięci kolejne fragmenty podkreślające tezę. - W części dotyczącej wykrywania, sądzenia i eliminacji czarowników zaś wyraźnie mówi o poszukiwaniu znaków diabła. - Aż poruszył ogonem tak, aby móc go chwycić w dłoń dla ukazania. Nie trzymał go długo, ot, prezentacja. - Choć, wciąż mamy prawo się mylić. Może to jakiś ex-łowca, który stracił runy przez Czarownika, więc się mści, przybierając sobie za imię anagram autora Młota na Czarownice. Nic jednak temu nie sprzyja, chyba że... Aiden, czy przesłuchiwany miał jakiś widoczny znak? - skierował się do lidera. Spojrzał na niego uważnie, a potem zerknął na Ninę. Rzeczywiście, ona jako jedyna w tym gronie nie miała jakoś wyeksponowanego znaku. Camellia korzystała przecież z bardziej nowoczesnych i niezawodnych niż magia sztuczek. - Albo miał ukryty, niewidoczny - nie dał mu czasu na odpowiedź. - Jednak jeśli jest jednym z nas, dlaczego próbuje nas usidlić i spalić na stosach?
Nie spodobało mu się całe to opowiadanie o snach, które ich dręczyły od jakiegoś czasu. Sam uznał go za jakieś echo przeszłości, ale raczej nie dotyczyłby on tak wielu osób w tym samym czasie. I drugie raczej: nie byli naocznymi świadkami takiego zdarzenia. Wziął głębszy wdech.
- Sądzę, że chcą nam coś przekazać. Sam miałem... wizję. - Wziął głębszy wdech, zanim kontynuował, przy czym pokręcił głową. - Pojawiają się w nim kolejno: herb dominikanów, magiczne kajdany oraz loch, w którym już ktoś był. Wszystkiemu temu towarzyszy szum wody, który najpewniej sugeruje kolejną z metod radzenia sobie z Czarownikami: zatopienie. - Wyrzucił to z siebie, w końcu unosząc przy tym brodę. Spojrzał na pozostałych, po czym skierował się do dziewczyn, które jeszcze się nie odezwały w tej sprawie. - Nina, tak? Czy ty miałaś wizje? - Zachęcił ją delikatnie do "spowiedzi". - Camellia, Aiden? A wy? - również ich zaczepił, bo być może było to coś, co ich naprowadzi.

  
Be careful how far you push me away

I may end up liking it there.

Nina Zukov

216


173 cm


Livin' la Vida loca







[Cytuj]
Nie zamierzała rozważać, czy wymówiony na głos cel spotkania przez Aidena był faktyczny, czy może środkiem pobocznym, aby uśpić ich czujność. Nie było to jakoś istotne, nie kiedy zaraz ujrzała iluzję, którą i ją nieco zniesmaczyło. Widok stosu wywołał u niej lekką panikę, gdyż umysł lubiący płatać figle, zaraz przeistoczył iluzję na jej własny stos. Trzepak, na którym była uwiązana... czy to nie było podobne? Śmierć poprzez przywiązanie i braku możliwości uwolnienia się. Jeszcze jak się doda towarzyszącą gorącz, która wtedy opanowała osób na stosie, to są w domniemanym domu. Drgnęła głową, pozbywając się z głowy własnych wspomnień i myśli, jeszcze chwilę wpatrywała się w stosy, po czym przeniosła wzrok na rozmówców.
Nie chciała zbyt wiele mówić, wylewać wspomnień, które ją samą ranią. Widziała, jak Aiden zareagował impulsywnie na jej słowa, chcąc przy okazji zniszczyć łowców. Jeszcze niedawno chętnie przyłożyłaby swoją rękę do tego czynu, lec z teraz nie czuła się jakoś podburzona do walki. Nawet nie chciała zbliżać się do Instytutu, musiała na spokojnie przetrawić to wszystko. Postanowiła więc oddać tę sprawę starszym czarownikom, a samej zaś znaleźć jakiś cel bytu w organizacji. Przenoszenie ksiąg brzmiało kusząco, lecz czy do tego nie byłaby potrzebna magia? Przecież wystarczy, jak niezabezpieczone księgi wyjdą na deszcz bądź słońce, a zaraz zostaną zniszczone. Jak stworzyć kulę ochronną, nie mając magii?
- Mogę przygotować miejsce w siedzibie na księgi.- rzuciła cicho. Bała się pomagać przy przenosinach, lecz zdecydowanie łatwiejsze zadanie było przygotowanie miejsca docelowego. No, chyba że Jon stwierdzi, że będzie też im w stanie pomóc w Spiralnym, to niech sam zadecyduje czym prędzej.
Kolejne części rozmów Nina jedynie wysłuchiwała w ciszy. Nie była zbytnio w tej sprawie poinformowana, więc wszelkie informacje były nader istotne. Dodatkowo odnosiła wrażenie, że nieznani jej czarownicy znają się między sobą, więc pozostawiła ich konflikt w spokoju, nie wchodząc również im w konwersację. Jak były cytowane fragmenty z Miotu, wspomnienia o znakach demonicznych, to Nina spojrzała po wszystkich czarownikach. Czyżby ona jako jedyna za znamię miała blizny na barku? Więc może będzie nadzieja, iż nie zostanie celem ataku przez tego Kramera. Gorzej z resztą, których znamiona są nader wyraźne, ale przecież mają magię, poradzą sobie, prawda? Bo słuchając się ich, odnosiła wrażenie, że Kramer chce jedynie zamknąć bolesne karty przeszłości. Zabawne, że morderca może spróbować zrozumieć drugiego mordercę, lecz Nina nie chciała aż tak wchodzić w konwersację o nim.
Kiedy padła propozycja odnośnie do oddania w przyszłości swojej krwi, aby mieć lepszą wiedzę o lokalizacji czarowników, Nina przecząco pokręciła głową. Nie przyjmie takiego rozwiązania, nie odda swojej krwi. Nawet jak nie włada magią, to sama krew może być cenna. Nie bez przyczyny bawiła się w czarnej magii i poznała nieco tajemnic związanych z krwią, aby teraz oddać ją bez żadnych oporów. Co, jeśli ten Kramer dostanie się do tych próbek, skoro mówią, że jest czarownikiem? Jeśli posiada magię, umie władać czarną magią, to wszyscy zginą. Przynajmniej tak to teraz widziała Nina.
Wizje... nieco ze zdziwieniem przysłuchiwała się ich spowiedzi, samej próbując sobie przypomnieć, czy coś podobnego może miała w ciągu paru dni. Skoro śnili o różnych metodach śmierci, to może oni mieli być kolejnymi ofiarami? Kiedy padło pytanie w jej stronę, Nina jedynie przecząco pokręciła głową.

Aiden Seire Andras Perrault

259


172 cm


Si je te promets tous les jours de ma vie sans un regret... Peux-tu me jurer un amour infini a jamai







[Cytuj]
Multikonta: Cassian
Aiden zacisnął delikatnie usta zamieniając je w wąską linię. Nie chciał reagować zbyt łagodnie na to co działo się w instytucie. Na tę okrutną samowolkę, której dopuściły się władze instytutu. Zgodnie z tym co zostało ustalone na ostatnim zebraniu wszystkich ras nie mieli takiego prawa, a jednak pokusili się o to by zaryzykować i pobawić się w sędziów nie mając do tego absolutnie żadnej racji.
- Hmmm... - Zamruczał lekko niezadowolony. Ciężko było nie zgodzić się z Jonathanem, że w Yorku obecnie ostałą się ich jedynie garstka. Działania nie mogły być zbyt... Otwarte. - Ja i tak miałem udać się na spotkanie z nowym dyrektorem Instytutu. Mogę postarać się załatwić w miarę... Pokojowo. - Ostatnie słowo niespecjalnie w tym wszystkim mu pasowało. Nie chciał robić dobrej miny do złej gry, ale wiedział, że do tego się to chyba sprowadzi. Oczywiście nie zamierzał też szczędzić sobie tego by poruszyć tę sprawę i jawnie przedstawić Jaydenowi swoje oburzenie. - I tak jest jeszcze parę kwestii do załatwienia, jak choćby... - Zawahał się na chwilę nie wiedząc czy akurat tutaj powinien poruszać temat owej czarownicy. - Pod ich opieką przebywa jedna z nas. Wychowywana przez jednego z nefilim, kompletnie z tego co się orientuję, nie panująca nad niektórymi z przejawów swojej magii.
Popatrzył w kierunku Camelli bo to właśnie jej chciał powierzyć zadanie przejęcia wspomnianej już wcześniej dziewczynki – Charlotte. Dość interesujące jak na pierwsze z zadań, które jej przypadnie, ale był pewien, że nikt inny tak jak ona nie nada się do tego idealnie.
Pomysł Niny na krótką metę nie był zły. Na tę chwilę zbiory mogli przetrzymywać w siedzibie organizacji, ale prędzej czy później będą musieli załatać dziurę po spiralnym, który an dobrą sprawę, umierał na ich oczach. Co się na dobrą sprawę stanie, kiedy Spiralny wymiar się zapadnie i zniknie? Czy może mieć to jakieś znaczenie dla któregokolwiek z innych wymiarów? Odpowiedzi an te pytania przyjdą dopiero w momencie najprawdopodobniej destrukcji owego wymiaru. Pytanie tylko, czy wtedy nie będzie już za późno na niektóre akcje.
- Nah... - Mruknął jedynie. - Mam już dość satysfakcji i dziękuję Zaheer za ostrzeżenie. - A już to, że ostrzeżenie wysłał po tym jak samemu wydał, należałoby przemilczeć. Jednak Aiden wiedział doskonale z czym musieli się mierzyć i będąc szczerym z jednej strony rozumiał to, że ten mógł wydać takie, a nie inne informacje, a z drugich uważał to za całkiem nierozważne, że takowe wychodzą na prawo i lewo do każdego kto o nie zapyta. Najwidoczniej, tak właśnie już musiało być i należało przełknąć gorzki smak rozczarowania i przeć do przodu. Blondyn pokusił się nawet o dość ciepły uśmiech w kierunku Zaheera. Minie jeszcze trochę czasu, aż odzyska do niego pełnię zaufania, ale jednak nie mogli chyba sobie teraz pozwolić na wątpienie w siebie nawzajem.
- O ile sobie przypominam to nie... - Westchnął jedynie. - Już w momencie, w którym byłem pewien tego, że nie jest tym za kogo się podaje, jako medyk, chciałem przyjrzeć się ranom po torturach głównie ze względu na to, żeby stwierdzić, że ich nie ma. Oczywiście do tego nie doszło. - Zmarszczył lekko brwi. - Ale Kramer użył magii. Teleportował się od nas z siedziby tylko, że... Nie jestem pewien czy w takim wypadku to był on, skoro już o tym rozmawiamy. - Zawahał się an chwilę w momencie, w którym sobie coś uświadomił. - Kramer ma kruka. Straszne cholerstwo i bardzo nie przyjemny. Wysłał go kilka chwil wcześniej, przed potencjalnym badaniem. Może on doskonale wiedział do czego to zmierza... - Zagryzł dolną wargę. - Poza tym... Należałoby zablokować teleportacje z naszej siedziby i stworzyć coś na wzór sali z portalami. Tak, na wszelki wypadek.
Tak... Aiden z decydowanie był postacią, która wolała by niektóre rzeczy były kontrolowane w taki, czy mniejszy sposób dla obopólnego dobra. Na wypadek, gdyby mieli mieć więcej takich wizyt, dobrze byłoby mieć sposobność do tego, by zablokować potencjalna chęć ucieczki.
- Ja koszmary miewam już od momentu, w którym tylko ujrzałem stosy. - Jego wzrok opadł na ziemię. - Ale jest coś co dręczy mnie mniej więcej od momentu, w którym Kramer zbiegł. W nocy budzi mnie krakanie kruka, bądź też stukanie dziobem w szybę. Oni już wiedzą, gdzie ja mieszkam. - Ponownie zsunął usta w wąską linię. - Przynajmniej na razie.
I have seen what the darkness does
Say goodbye to who I was

<img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/aLCztjS.giff" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/6Cxe0uv.gif" class="foto"> <img style="height: 100px; border: solid 2px #000; box-shadow: 2px 2px 2px #111" src="https://i.imgur.com/1rwpHMv.gif" class="foto">

Camellia Morgan

230


170 cm


everything we love, we turn to ash.






[Cytuj]
Racja, nie było teraz czasu na rozmowy z jakichś prywatnych pobudek, albo inaczej – ze zwykłej ciekawości. Powinni zająć się omawianiem tematu, więc po ujrzeniu wzroku swego brata zaprzestała dociekać. Są sprawy ważne i ważniejsze, dlatego już więcej nie pytała. Najwyżej zrobi to później, bo jak się okazuje, ona niezbyt dobrze go znała. Te lata rozłąki nie podziałały na nich zbyt dobrze.
Camellia miała w zwyczaju przejmować się większością rzeczy, które dzieją się na świecie. Nie na wszystko była obojętna, dlatego wizja tego, co tu się stało, trochę ją dobijała. Nie mogła sobie wyobrazić tego, co tamci czuli. Brak możliwości ucieczki, ogień, który wręcz pochłania oraz ogromny ból. Na samą myśl o tym przeszedł ją dreszcz. W swoim życiu widziała wiele. Takie okrucieństwo nie było porównywalne do innych kar. Chociaż może nie wszystko jeszcze zdołała zobaczyć.
Po swoich rozmyślaniach skupiła się na tym, co mówili inni. Wolała wszystko wiedzieć i niczego nie przeoczyć. Skoro już się zebrali, to powinna się również zaangażować, ale na razie nie miała nic do dodania. Po prostu słuchała, stojąc spokojnie obok Zaheera. Gdy usłyszała o przenoszeniu ksiąg, chciała się zgłosić do tego zadania, lecz po chwili usłyszała słowa francuza, który wspomniał o tym, iż jedna z nich znajduje się pod opieką nefilim. Uważała, że czarownicy będą w stanie lepiej jej pomóc, dlatego to było idealne zadanie dla niej. Zawsze się starała dobrze z każdym dogadać. Można powiedzieć, że w większości przypadków przybierała tak zwaną maskę. Nauczyła się tego i owego.
Podejmę się tego. — powiedziała swym melodyjnym głosem, spoglądając na Aidena. To wydawało się też dość ciekawym zadaniem, więc bardzo chętnie tego dokona. Nie mogło być to trudne, prawda? Słyszała o niej i o tym, że była jeszcze dzieckiem. A kto inny ją lepiej zrozumie, niż ktoś, kto przeżywał coś podobnego? Zwykle miała dobry kontakt z dziećmi. Sama nie mogła mieć swoich, więc każde mogła traktować tak, jak swoje własne.
Morgan nie potrafiła zaprzeczyć, że w pewnym sensie obawiała się tego całego Remarka. Kto wie, do czego jeszcze był zdolny? Chyba nie chciała się o tym przekonać. Oddała swą krew dobrowolnie. Może nie pomyślała o ryzyku, jakie za tym stało, ale przede wszystkim ufała swojemu przyjacielowi Aidenowi. Słuchała o wszystkim, zapamiętują ważne informacje.
W momencie, gdy czarownik zapytał o wizję, spojrzała na niego, a następnie na pozostałych, aby na końcu jej wzrok zatrzymał się na pustej przestrzeni, którą miała przed sobą.
Też miałam wizję albo sen... Widzę wtedy, jak spisuje akty oskarżeń. Gdy się budzę, pamiętam, że skazałam na śmierć trzy osoby. Wszystko spisywałam czymś, co przypominało krucze pióro. — odparła, patrząc w stronę tych trzech miejsc. Pamiętała nazwiska, które widniały na tych trzech, konkretnych aktach, ale tego nie wyjawiła. Samo wspomnienie tych snów było dla niej, prawdę mówiąc, ciężkie, gdyż sama by się o coś takiego nie posądziła. Może w przeszłości, lecz nie była już taką osobą. Od połowy wieku nie robiła niczego złego, więc takie bawienie się jej myślami nie było czymś miłym. Chciała rozprawić się z tym, który jej to robił. Denerwował ją również fakt, że czuła się zupełnie tak, jakby to była jawa. Nienawidziła tak realistycznych snów. W końcu uniosła wzrok, obdarzając spojrzeniem innych czarowników, którzy byli tu obecni.
what are you willing to lose?

Marco Habsburg

400


185 cm


Amor - la palabra que tiene cuatro letras, dos vocales, dos consonantes y dos idiotas







[Cytuj]
Multikonta: Lenn, Ignis, Eve
Nefilim, stosy, odbieranie magii, pomoc Faerie… Aż zaczął się zastanawiać, czy jeśli ich rasa pomaga takim wróżkom, to mogą liczyć na odwdzięczenie się? Czy skoro ochraniają swoimi zaklęciami Instytut, mogą liczyć na wsparcie aniołów? Aż uśmiechnął się pod nosem kpiąco. Nie mogli. Zawsze tak było, pomagasz komuś, a w potrzebie zostajesz sam. Ilu ich było? Garstka. Słyszał, że podobno było w York więcej czarowników, z których część mniej lub bardziej współpracowała czy to z Nefilim, czy z innymi rasami. Gdzie byli teraz? Nie zostali wezwani, czy olali sprawę, wychodząc z założenia, że każdy sobie rzepkę skrobie? Och, Marco nie był świety, nie lubił pomagać, gdy nie widział w tym ani możliwości zabawy, ani jakiś profitów dla siebie, jednak teraz sprawa wyglądała całkiem inaczej. Dodatkowo obiecał to siostrze. Obiecał pomóc przy sprawie z Inkwizycją, a skoro ten cały Remark o nią również wypytywał…
Nie zgłosił się do wyciągania dokumentów ze Spiralnego, a przynajmniej póki co się nie odzywał. Wyglądało na to, że jest wielu chętnych, więc nie widział powodu do pchania się między nich. Co innego sprawa dziecka, ale znów… On i jakiś dzieciak? Nie. Spojrzał za to z uznaniem na Camelię, która zgłosiłą się do roli niańki.
- Zastanawiam się, czy zwyczajnie nie bawi się z nami… W tym co ja widziałem, było więcej osób niż jeden Remark. Niezależnie od tego komu pomaga, albo kto pomaga jemu, skoro pojawiają się te dziwne sny, czy wizje… Może moglibyśmy spróbować albo go namierzyć jakoś, albo chociaż tych pojmanych? Też jestem zdania, że to nie jest koniec i że nie jesteśmy do końca bezpieczni - odezwał się cicho, spoglądając w stronę miejsca, gdzie zgodnie z iluzją Aidena, były wcześniej stosy. Choć nie chciał tego powiedzieć na głos, był poniekąd pod wrażeniem. Czarownik, który zdecydował się polować na swoich? Szaleniec, czy jedynie zmuszony do współpracy z właściwym oprawcą?

Jonathan White

299


177 cm


Did all my dreams never mean one thing







[Cytuj]
Multikonta: Marianne, Oscar, Margot
Spraw, które musieli załatwić, było naprawdę wiele. W pewnym sensie Jonathan czuł, że ich ogrom może ich przytłoczyć, tym bardziej że nie mieli teraz w żaden sposób scentralizowanej władzy, nie wiedział zupełnie, gdzie była Opal, stracił z nią kontakt, a im dłużej tutaj rozmawiali, tym mocniej zaczął zastanawiać się nad tym, czy aby na pewno kobieta jest bezpieczna. Może wcale nie postanowiła uciec, odejść i zająć się własnym życiem, być może problem leżał gdzie indziej, niemalże na wyciągnięcie ręki, z czego żaden z obecnych tutaj czarowników nie zdawał sobie jeszcze sprawy. Nic zatem dziwnego, że Jonathan odnotował właściwie natychmiast, by o tym wspomnieć, kiedy przejdą ponownie do sprawy Inkwizycji. Słuchał ich wszystkich uważnie, bo nie chciał się powtarzać i zdecydował, że nadchodzi czas na podsumowanie i potencjalne rozdanie zadań, bo ostatecznie ktoś musiał ich do tego przycisnąć, żeby później nie okazało się, że każdy myślał, że to ten drugi to zrobi.
- W porządku. Nino, zajmiesz się naszykowaniem bezpiecznego miejsca w siedzibie i jeśli Zaheer wyrazi na to zgodę, w kawiarni. Gdyby okazało się, że ksiąg i manuskryptów jest zbyt wiele, znajdę miejsce również w moim domu i proponuję, żebyśmy wszyscy o tym pomyśleli. Myślę, że powinniśmy również powiadomić o sprawie innych, znanych nam czarowników, by ta wieść rozeszła się po całym świecie - powiedział w końcu poważnie. - Nino, gdybyś mogła wyruszyć z nami do Spiralnego, chcesz to zrobić? - zapytał jeszcze i spojrzał w tym czasie na wiedźmę. Nie wiedział, co się z nią działo, nie wiedział, jak się czuła, nie wiedział właściwie jaki był powód jej kary, ale obecnie starał się znaleźć dla niej miejsce, starał się, by czuła się potrzebna, gdyż ostatnią rzeczą, jakiej było im trzeba, był pogrzeb.
- Mam swoje teorie, dotyczące Remarka i pozwolę sobie na to, by się nimi z wami podzielić. Pierwsza z nich zakłada, że chce być jedynym czarownikiem na świecie, on albo on i jego przyjaciele, być może jest to wolą jego ojca, tego również nie wykluczam. Druga jest taka, że został kiedyś zdradzony przez swoich i teraz mści się na każdym przedstawicielu naszej rasy. Jakakolwiek jednak nie byłaby prawda, musimy się strzec. Zastanawiałem się nad tym wszystkim, co się wydarzyło i dochodzę do wniosku, że żeby pochwycić czarowników, Remark potrzebuje dwóch rzeczy. Wymiennie albo łącznie. Podstępu, podejścia na tyle blisko, że mu się nie wymkną oraz, co chyba najważniejsze, pozbawia ich zdolności magicznych. Nie wierzę, żeby Erik tak po prostu dał się omotać. Lepiej będzie, jeśli od tej pory będziemy nosić ze sobą broń - powiedział po chwili głębszego namysłu, gdy już Zaheer i Aiden podzielili się z nimi swoimi spostrzeżeniami. Milczał przez moment zastanawiając się nad tym, co powiedział młodszy czarownik, a później w końcu odetchnął głęboko, dochodząc do wniosku, że może w końcu spróbować podziałać, jeśli magia mu tym razem nie pomoże, to trudno, ale przynajmniej będzie miał świadomość, że cokolwiek zrobił, a to liczyło się chyba najbardziej. - Całkiem dobrze radzę sobie z czarami tropiącymi, mógłbym spróbować go odszukać, co i tak będzie pewnie ryzykowne, ale jednak... Zostało nam po nim cokolwiek? - spytał, spoglądając jeszcze na mężczyzn, bo mimo wszystko to właśnie oni mieli styczność z Remarkiem i jego przyjacielem, czy kim był ten mężczyzna. Niewątpliwie, jakimś jego poplecznikiem, a może jego alter ego, to również powinni brać pod uwagę. - Nie wiem tylko, czy w tym momencie blokowanie teleportacji jest dobrą myślą, Aiden. Co jeśli właśnie tam postanowi na nas zastawić pułapkę? - rzucił jeszcze w tym temacie i rozejrzał się po pozostałych. Skinął głową, gdy Camelia zdecydowała, że podejmie się sprowadzenia do nich młodej wiedźmy, o której do tej pory Jonathan nie miał pojęcia i właśnie wtedy przypomniał sobie o jeszcze jednej, bardzo istotnej kwestii. - Aiden, przekażesz wilkom przygotowany dla nich artefakt? Opal zostawiła go, jest do dokończenia, a wydaje mi się, że masz na tyle dobre relacje z tą rasą, by podjąć się tego zadania - zauważył, zerkając jedynie przelotnie na mężczyznę i nie mając ochoty na żarciki, jakie pewnie by się go trzymały, gdyby nie to, że znajdowali się na głębokości Rowu Mariańskiego ze swoimi problemami, o ile nie głębiej jeszcze, nie dalej. Przez chwilę zagryzał jedynie nieznacznie wargę, zastanawiając się nad tym, co mówili inni na temat swoich wizji, a później przyznał rację Marco.
- Może nas straszyć. Być może... dowiedział się o nas na tyle dużo, że wie, w co uderzać. Może nas straszyć, może chcieć nas złamać. Pytaniem pozostaje, czy znalazł już kogoś spośród tych, którzy zostali wydani. Pytanie brzmi... Czy znalazł Opal - rzucił w końcu Jonathan, wyrażając do końca myśl, jaka przyszła mu wcześniej do głowy. Chciał, żeby wzięli to pod uwagę, żeby to zapamiętali, żeby się na tym również skupili.
Ill keep mine and you keep yours
We all have our secrets
We all have our secrets



You were always faster than me
Ill never catch up with you
With you
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo