Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Nie chciała jej skrzywdzić. Cokolwiek Ignis myślała, jakkolwiek do tego podchodziła, Niedźwiedzica naprawdę nie chciała jej zranić, nie chciała doprowadzić do tego, by w jakikolwiek sposób cierpiała, nie miała jednak również pojęcia, co mogłaby zrobić, żeby Lisica poczuła się chociaż trochę lepiej. Mrok zdawał się chwytać ją całą, a im dalej w las, tym gorzej. Sięgała nie tylko po rozwiązania siłowe, ale i słowne, które było o wiele gorsze i boleśniejsze. Przynajmniej tak wydawało się w tej chwili pucas, która nie do końca umiała panować nad sobą, patrząc na wróżkę, która nagle stała się czarownikiem. Tym czarownikiem, nie żadnym innym, a zatem tak łatwo ją przejrzała, tak łatwo dostrzegła coś, co było ulotne dla samej Niedźwiedzicy. Drążyła, atakowała, widać było, że Lisica tak łatwo nie spocznie na laurach, że tak prosto nie odpuści. Rozcięcie łuku brwiowego? Zdecydowanie nieprzyjemne i bolesne, na dokładkę takie rany miały to do siebie, że krwawiły. Największym problemem było to, że takie zachowanie Ignis ją irytowało i była skłonna jej oddać, ale to chyba nie było najlepsze rozwiązanie.
- Myślę, że przybyliśmy tutaj odzyskać dom, a nie roztrząsać sprawy związane z seksem - rzuciła na to nieco warkliwie. Co jeszcze mogła w niej dostrzec? Jeśli Mrok szukał grzechów, nie starczyłoby im życia na obejrzenie tych wszystkich wojen, w jakich brała udział, tych walk, gdzie zabijała, bo takie miała rozkazy, nie starczyłoby czas na zapoznanie się z każdym pojedynkiem, jaki odbyła przez te tysiąc lat. Jeśli szukał pragnień - mógł dostrzec bezkresną i dziką Skandynawię, mógł dostrzec pola walki, gdzie triumfowała, mógł dostrzec noc i rzekę, mógł dostrzec gwieździste niebo i poczuć, że otacza go dojmująca cisza i niemalże całkowita pustka. Domyślała się, że jest w stanie dotrzeć głębiej, że będzie drążyć i chociaż jakaś jej część wyła, by po prostu Lisicę uderzyć, pozwoliła się jej przewrocić. Zacisnęła z całej siły zęby, bo miała ochotę napluć jej w twarz, za to wykorzystywanie tej całej wiedzy, jaką posiadła. Jak niewiele czasu minęło od dnia, kiedy Malekith powalił ją na ziemię i złamał jej rękę. Jak niewiele... Znowu patrzyła na niego w górę, choć przecież wiedziała, że ma przed sobą Lisicę. Nie jego.
- Znam tylko jedno takie istnienie - powiedziała warkliwie i kiedy Ignis próbowała dobyć jej sztyletu, Niedźwiedzica postanowiła przybrać swoją zwierzęcą postać. Potężnego niedźwiedzia, który wydał z siebie przyjacielski, zachęcający pomruk, jakim zawsze witał Lisicę, gdy tylko ją znajdował. To było coś prawdziwie dobrego.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Raiden "Malekith" Minamoto

784


185 cm


I see beauty in everything but it all is still fading away






[Cytuj]
Multikonta: Damien C. Ashdown
/tel

Czarownik nie miał pewności, czy zwyczajnie wypowiedziane słowa dotarłyby do Lereeny. O tyle dobrze, że Byakko miał więcej swobody, co też powinien wyczuć skoro wcześniej zwęszył pasożyta bez żadnego problemu.
- Pamiętaj, o co i dla kogo walczysz. Mrok nie będzie pobłażliwy dla twoich dzieci, a sama przyznasz, widok ich obskakujących ojca będzie co najmniej przeuroczy. Walcz - usiłował przemówić w umyśle Syrenki, za pomocą telepatii. Jeżeli już chciał odwołać się do czegoś, to ciepłych skojarzeń z rodziną i robieniem na złość Byakko.
Biorąc pod uwagę specyfikę Wróżki, potrzebę bliskości wody, Japończyk miał koncepcję co też mógł próbować wmówić jej Pradawny. Dlatego zamierzał najzwyczajniej w świecie polać ją wodą, wszakże jeden bukłak miał przy sobie. Wpierw jednak przeprowadziłby próbę kontrolną, czy faktycznie w butli znajdowała się ta ciecz, roniąc kilka kropel na ziemię. Jeżeli nie, spróbowałby posłużyć się magią dla wytworzenia, lub skumulowania odrobiny ewentualnej wilgoci z otoczenia, na poczet maleńkiego prysznica. Jeżeli trafiłby w sedno, być może to nieco otrzeźwiłoby umysł poniewieranej...

Byakko

1010



One more time






[Cytuj]
Nagłe przeskoczenie nie było tym, czego spodziewał się po zaciśnięciu dłoni na nadgarstku Lereeny. Targające nim emocje nie pozwoliłyby mu wyzwolić takiego uczucia. Nagłe zaczerpnięcie powietrza i lżejsze uczucie wypełniające ciało stanowiło nie lada odbicie się od poprzedniego stanu.
Mrok w całej swojej okazałości znalazł bardziej okazałą istotę do wyrządzania krzywdy. Nie całkiem panując nad targającymi nim emocjami struchlał na widok wróżki wijącej się z bólu. Jedyne, czego mu jeszcze brakowało, to złośliwości padające z ust Malekitha. W innej sytuacji odpowiedziałby od razu, jednak teraz jego priorytety zostały przesunięte - nadal nie wiedział, czy mówiła prawdę. Kłamstwo równie dobrze mogło mieć na celu tylko i wyłączne przywrócenie go do żywych, co w tej sytuacji miało swoją podstawę, a mimo to coś ciągle nie dawało mu spokoju. Dlaczego akurat teraz?
Widząc działanie czarownika nieznacznie skrzywił się, spróbował rozluźnić napięte mięśnie i przy pomocy Władcy Żywiołów spróbował wyciągnąć wilgoć, a następnie skierować ją w stronę Syrenki. Ignorując wszelkie protesty wewnątrz głowy podszedł bliżej niej.
Wróć dla dzieci! Wróć — warknął głośno, ostrzegawczo, jakby jednocześnie upominał naganne zachowanie. Kiedyś to poskutkowało i wykonała polecenie. Mógł mieć tylko nadzieję, że dzisiaj będzie podobnie. I choć miał wrażenie, że Mrok pozostawił mu w spadku niejednoznaczny niepokój gnieżdżący się w sercu, tak nie mógł sobie pozwolić na przegraną.

Nerezza

801


178 cm


My smile still shows through my bloody nose







[Cytuj]
Multikonta: Bies
To, że cała ta sytuacja niezbyt jej się podobało, to zbyt mało powiedziane i z każdą kolejną chwilą przekonywała się coraz bardziej, czemu podczas całego swojego życia tak wytrwale unikała wszelkich spraw i wojen związanych ze Światem Cieni. Chociaż podczas zwykłych, przyziemnych bitew niejednokrotnie obrywała, nawet dość poważnie, to jednak nigdy wcześniej nie była duszona w taki sposób. Z tego powodu nie wiedziała zbytnio, jak ma się uwolnić z łap Mroku.
Każdy kolejny moment oddalał ją od tego celu, czuła, jak traci siły, które w tej sytuacji były jej niezwykle potrzebne i jak z coraz większym trudem walczy o każdy kolejny oddech. Pierwszym, co odruchowo chciała zrobić i co zapamiętała z licznych bójek, było silne i stanowcze uderzenie przeciwnika w nadgarstki, a potem w twarz, ale jak to zrobić, gdy owym wrogiem jest obłok? Jednak poddawanie się zdecydowanie nie było w jej stylu, więc walczyła do samego końca, aż nie opadła całkowicie z sił.

Caranthir

603 (18)


175 cm


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them







[Cytuj]
Multikonta: Freya, Anna
- Obawiam się, że pytasz niewłaściwą osobę o kwestię przynależności ziemi. Nie znam aż tak odległej historii Faeriolandu, z mojej perspektywy to Wróżki od zawsze były głównymi gospodarzami, choć nie określiłabym do niedawna tej krainy mianem zdewastowanej. Na tyle na ile to możliwe, Faerie i inne żyjątka, żyły ze sobą w harmonii, nawet jeśli to oznaczało od czasu do czasu czyjąś śmierć... tylko, czy to nie była naturalna kolej rzeczy? Na każdego drapieżnika pojawiała się jakaś kontra? Ten ekosystem funkcjonował świetnie, do chwili aż obróciłeś go w jałową ziemię. Już pomijając "ludzi", wszystkie niewinne zwierzęta zdołałeś albo wypaczyć albo wymordować. Z kolei, po pięknie tej krainy, nie pozostał nawet jej cień... - Odbijanie piłeczki? Nie do końca, ale wpierw odnieśmy się do Spiralnego. - Do naszych czasów nie przetrwała żadna rzetelna wiedza o was, Tobie i do niedawna napędzającą Spiralny Wymiar Iskrze, oskarżenia adresujesz do tych, którzy nie mieli niczego wspólnego z jej uwięzieniem. I przypomnę ci, po raz kolejny, to za naszego pokolenia została uwolniona. Nie bezpośrednio z naszej ręki, a Katji, która jako pierwsza została niejako oświecona, aczkolwiek wskaż mi tych pragnących zagonić Iskrę ponownie do roli akumulatora. I dopóki nie uderzyłeś na maleńkie poletko Czarowników, te trzymało się całkiem nieźle... wiec nawet jeśli powoli je degradowaliśmy, śmiertelne dźgnięcie nadeszło od twojej strony. -Czy wytykanie, z racjonalnego puntu widzenia, sprzeczności w logice coś pomoże? Pewnie nie, gdy jedyną reakcyjną sferą była ta emocjonalna.
Carełek usiadła na tyłku i zaczęła wytwarzać naprawdę maleńką i słabiutko świecącą iluzję światełka. Nie, nie pochodzącą od Iskry (bo pewnie nawet nie potrafiłaby jej z siebie wykrzesać, świadomie...), ale taką jaką wszyscy normalni ludzie znali na co dzień. Słabeńka żaróweczka z naturalnym kolorkiem? Powiedzmy...
- Przypominasz mi tatę, wiesz o tym? - Którego? Zgadnij. - Też lubił wytykać rozmówcy jego wady, zapominając, że sam je utożsamiał. Zarzuć nam wszystkie grzechy i zbrodnie, nie zaprzeczę żadnej z nich, sama doskonale wiem które popełniałam. Tylko teraz, stań przed lustrem i spójrz na siebie. Swoimi czynami wcale się od nas tak bardzo nie różnisz, i w swej nienawiści sam zaczynasz uosabiać wszystko to, co jest w nas najgorsze. Robisz to w tej chwili, wymuszasz najgorsze cechy, odbierasz fundamentalne prawo... wolność wyboru. Czy z własnej woli, świeżo opętani zrobiliby to, co im teraz narzucasz? - Przekonamy się, czy nadal będą robić to, do czego obecnie są zmuszani, jeżeli ich "puścić"?
- Byłeś w nim - Shizhim. - Więc najlepiej będzie, jeśli to ciebie spytam. Jak mocno zmieniło się jego zachowanie; podejście do świata, gdy w jego życiu zagościł Anioł; jego własna Iskierka? - Śmiało, przecież chcesz dobić Caranthir rzekomo tym co powinno ją mocno uwierać. Jak bardzo Kai zdołał zmienić Tygryska, tak złego i okrutnego Czarownika, niezdolnego do żadnej formy miłości...
W trakcie przemowy bawiła się tą świetlistą kuleczką, niczym kotek kłębkiem nici, a gdy w końcu zamilkła, popchnęła zabawkę w kierunku opętanego liska. Nie za mocno, nie chciała go ewentualnie spłoszyć. Śmiało, przecież to tylko zwykła iluzja, przecież cię nie zrani...

Haru Shimizu

25 lat


181 cm


From the shadows comes a wolf, yet he's no ordinary predator.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
/MG

LER/BYAKKO/MAL
Czujesz ból? Spotęgowany o ponad tysiące istnień – niby Twój, lecz jakby się tak „wczuć” porządnie, należący poniekąd także do atakującego. Każda istota – każda sekunda, dzień i tydzień w niej spędzony… Ileż jadu przez te tysiące lat zdołał zebrać w sobie Mrok – ile złych myśli, wspomnień, czynów … Ile zwątpienia i samolubnych emocji nim w końcu ugiął się pod ich naporem. Teraz już mogłaś wiedzieć, skąd czerpał siłę i dlaczego zawsze atakował, wyciągając najgorsze lęki. Nie był to on sam, lecz to, co tkwiło w nim – to, co tak długo go zatruwało – Ty, oni, tamci i wszystkie istoty po upadku ich ukochanego Królestwa. Czasem nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak łatwo szło zachwiać delikatną równowagę nawet kogoś tak potężnego. A wystarczyło tylko ziarno w ziemi i pierwsze pączki trującego bluszczu…
A przecież to wszystko jego wina.
Precz won najeźdźco narodów!
Taki był z niego okrutny dręczyciel…
W takim razie skąd nagle w środku niczego tamten maleńki obłoczek błękitnego światła?
Wróć do dzieci! Wróć… - usłyszała krzyki Tygrysa z oddali. Teraz musiała zdecydować – pokonać ból z łaską rześkiego skropienia kroplami wody i wrócić lub wyjść mu naprzeciw i pójść pod tak zwany włos wzdłuż otulonego kolcami ciernia strumienia ku błękitnej iskierce.
Walcz… - zachęcał głos Malekitha.
Wybieraj… - podpowiadało serce.
Byakko i Mal mogli dostrzec ulgę na twarzy Syreny – od niej jednak zależało, czy do nich powróci. Ciężko powiedzieć, czy Mrok wciąż siedział w syrence. Na pierwszy rzut oka nie – na logikę – raczej tak.

IGNIS/MARIANNE
Bój trwał, a jego wynik – chwilowo nieznany. Uderzona, powalona i niemalże rozbrojona – może nawet zraniona, jeśli tylko wziąć poprawkę na wewnętrzną wojnę i brak skupienia. Czasu może mieli niewiele, a jednak na tyle dużo, aby wydobywać co ciekawsze smaczki i przekazywać je Ignis. Takie podsycenie nienawiści dla przykładu… A może Lisica powinna ujrzeć ten sławetny trening i złamanie ręki? Albo wcześniejsze spotkanie i ich namiętną noc? To powinno zaboleć, szczególnie kogoś, kto w jej towarzystwie czuł… Podniecenie? A może to teraz zazdrość? Ewentualnie utwierdzenie w przekonaniu, iż mężczyźni naprawdę do niczego się nie nadawali. W końcu czyż jej wtedy nie wykorzystał? A potem nie skrzywdził, nawet jeśli był to tylko zwykły trening… A ona naiwna zaczęła spoglądać na niego inaczej – wahać się bardziej, a potem otwierać jakby w próbie… No właśnie… Czego? Wszyscy byli tacy sami – wszyscy bez wyjątku! Dowód tego miała przed sobą i w zasadzie obok! Powinna też dowiedzieć się o brutalnym gwałcie na dawnej kochance… Pewnej Nefilim imieniem Lila Ke…
Teraz pytanie… Co okaże się silniejsze… Dawna i doczesna zawiść czy widok niedźwiedzia oraz jego przyjazne nastawienie? Wybieraj…


NER/CAR
Ner do pewnego czasu była przytomna – potem film się urwał. Przebudzona mogła dostrzec lisy wokół siebie oraz kilka innych nieprzytomnych osób – w tym Devanę, Usagi i złotowłosą Lisicę. Przy kraterze stała grupa podtrzymujących znaki rozproszenia magii, dalej zaś Antek a najdalej… Tam najdalej tańczyła smuga czerni, w której opętany Lis uwięził białowłosą, o czym jednak czarownica nie wiedziała. Wśród grona brakowało Byakko, Ler i Malekitha oraz Marianne i Ignis. Co zrobi Ner?

Tymczasem…
Iluzja światła nie przypadła liskowi do gustu. Syknąwszy, zaatakował wiedźminkę kończynami cienia o ostro zakończonych szponach. Niech nie odbiera tego osobiści – to raczej działanie instynktowne i pewnie stąd mało przemyślane. Część z kończyn wycofała się tuż przed zetknięciem – część mocno poraniła ciało Car nawet pomimo zbroi, trochę jakby drapiąc jej duszę, nigdy jednak nie okaleczając na tyle, by móc się doń wedrzeć. Dlaczego? Bo mimo wszystko miała w sobie „coś”… Coś, co ostatecznie przeganiało szpony, unicestwiając je. Pomimo pieczenia, Mrok nie przestawał atakować.
- Wróżki przybyły tu jako drugie! My byliśmy pierwsi! Z otwartymi ramionami przyjęliśmy wygnańców Niebios i Piekieł, by zapewnić im Azyl. W zamian otrzymaliśmy wojnę i sukcesywne wybijanie naszych dzieci wraz z więzieniem dla naszych istnień. Przez tysiące lat wysłuchiwałem lamentów każdego istnienia – przez wieki wchłaniałem jad sączony przez usta i dusze ówczesnych mieszkańców… Przez niemalże wieczność obserwowałem, jak piękno domu upada, powoli uśmiercając ziemię od wewnątrz. Wraz z wróżkami zachwialiście balans, który pragnę teraz przywrócić. Odzyskać to, co zostało nam odebrane – pozbyć się choroby – naprawić nasz błąd… - mówiąc, coraz bardziej nasilał ataki. Więcej bólu dla niej i dla niego – coraz wyrazistsze piski iskierki w wiedźmince – niekoniecznie spowodowane bólem.
- Uwolniona w domniemanej dobroci, jednocześnie przetrzymywana mimo posiadanej wiedzy. Kłamstwem gonicie setki innych. Wymiar umrze, gdyż tak miało być, a Wy poczujecie, czym jest strata. - a potem nagle wszystko… ustało. Może to wspomnienie o Katji… A może tamta bariera, której nie mógł ruszyć pomimo tylu starań… Albo... Dłonie domniemanego winowajcy i krzyk jego serca za utęsknieniem duszy więźnia kryształu...
Uporczywie atakujące łapy wycofały się z powrotem do ciała liska.


_____________________________________

W razie jakichkolwiek PYTAŃ, proszę zgłaszać się do MG prowadzącego.
Zachęcam do sporządzania stosownych notatek, które zapobiegną powstaniu niedomówień.

_____________________________________

- w sesji jest ponad 8 graczy. Posty wyłącznie z konkretnymi akcjami. W celu ułatwienia, warto podkreślić osobę, z która postać gracza pragnie przeprowadzić interakcję.
Jak już kogoś przyciśnie... MG wymaga streszczenia posta. Inaczej srogi będzie jego gniew. Chyba, że powiem inaczej i zachęcę do pisania eposów.

- nie ma kolejki, acz piszemy 1 post na turę.

- 1 pominięcie (nic), 2 pominięcie (kara do szekli), 3 pominięcie (kuku postaci i bezpowrotny out z eventu)
(Craig - 3 pominięcie - OUT / Antek - 2 pominięcie / Ignis - 1 pominięcie, Marianne - 1 pominięcie)
Devana ze względu na nieobecność zostaje zawieszona na evencie.

- MG zastrzega prawo do narzucenia rzutu kostkami.

- MG zastrzega prawo do okaleczenia postaci lub jej uśmiercenia (niezależnie od wpisu w dzienniku) w przypadku zignorowania ostrzeżeń MG przed ryzykiem danej akcji i dalszego, krytycznego brnięcia weń postacią gracza. Przy tym MG prosi o nie sianie paniki - jest sprawiedliwym sędzią, który nie karze postaci graczy bezpodstawnie.

- na czas trwania eventu MG blokuje bilokację tj. rozgrywki datowane na czas "po" evencie.

- w razie pytań, MG prosi o kontakt na PW Sora lub poprzez komunikator GG/DC (9247738/Cieniu#4926)

Some people will tell you werewolves can only shapechange under a full moon, but people also say there's no such things as ghosts.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Lereena

800 (26)


165 cm


Wild and free just like the sea.







[Cytuj]
Multikonta: Ray M., Sina
Ból i cierpienie, podobno uszlachetniają. Podobno też pozwalają poczuć, że żyjemy. Jednak jeśli tak miało wyglądać to życie, to chyba lepiej było umrzeć? Całym swym jestestwem czuła ból, a im bardziej skupiała na nim swą świadomość, tym więcej niuansów zauważała. Ból nie był tylko jej. Należał też do Pradawnego, co było bardziej niż zaskakujące. Mimo własnego cierpienia uruchomiła procesy myślowe. To nie wyglądało, jakby był na wskroś zły, prędzej jak… zaszczuty? Tyle nienawiści wokół, tyle cierni, trujących i raniących… To był właśnie ten momenty, gdy Lereena zawahała się. Uważali, że Mrok był zły. Że chciał ich zabić. Ale czy naprawdę? Przecież cały czas żyła. Podniosła się we wnętrzu własnego umysłu, dla obserwujących ją mężczyzn nadal jednak została na klęczkach. Wybory, tak samo trudne, tak samo łatwe. Wróć do dzieci… Walcz… Pozornie to samo, w praktyce dwie różne decyzje. Błękitne światło otulone cierniami. A gdyby tak spróbować… Może gdyby usunąć ciernie, ich walka z otoczeniem stałaby się łatwiejsza? Resztki sumienia i dobroci zawsze gdzieś w niej istniały, po prostu nie wychodziły na światło dzienne, ukryte pod lojalnością i koniecznością. Teraz jednak skoro wszelkie fundamenty się waliły, dlaczego nie pozwolić im się wydostać? W perspektywie i tak są dwie opcje, śmierć lub nadzieja. Wybaczcie dzieci. Wybacz Byakko. Jeśli mam szansę przysłużyć się w taki sposób, to to zrobię. Walka i śmierć nie zawsze były rozwiązaniem. Ostatni raz spojrzała na świetliste drzwi pośrodku pustki, jawiące się jako możliwość wyjścia z koszmaru i odwróciła się do nich plecami. Może kiedyś jej wybaczą. Pewnym krokiem ruszyła w stronę błękitnej iskierki, nie bacząc na ciernie i ból raniący jej duszę. Ile razy upadnie? Kto może to wiedzieć. Jak długo starczy jej sił, tak długo będzie parła do przodu, by dotrzeć do błękitnego centrum.
From the shores through the ancient mist, you bear the mark of my elven kiss. Clear the way, I will take you home, to eternal bliss.

Caranthir

603 (18)


175 cm


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them







[Cytuj]
Multikonta: Freya, Anna
Carełek nie reagowała agresją na szarpane zaczepki Mroku, próbowała się jedynie, odruchowo, osłonić przed dziabnięciem w miejsca, gdzie potencjalne uszkodzenia byłyby stałe i mocno szkodliwe dla zdrowia i komfortu. Liczyła też na swą odporność na ból, co by "spokojnie" ustać na nogach... i podtrzymywać blask emitowany przez iluzję. Prawdę powiedziawszy, to liczyła się z ostrzejsza reakcją, ale, jak widać, tylko cząstka Pradawnego... nie przepadała za światełkiem? Może nawet nie tyle nie przepadała, co raczej chciała odsunąć je jak najdalej od siebie, ot taki paradoks.
- Przypuśćmy, że wybijesz nas wszystkich, Czarowników i Faerie, co dalej? Będziesz walczył z kolejnymi rasami Podziemia, które będą mniej niż chętne do zwyczajnego olania tej sprawy, z samego strachu przed czymś co własnie unicestwiło najbardziej umagicznioną część Świata Cieni? Zapewniam, że ci okażą się jeszcze mniej wstrzemięźliwi i skłonni do jakichkolwiek rozmów... - W końcu wszyscy byli tylko ludźmi, niezależnie od ilości tejże krwi w ich obiegu, działali na podobnej zasadzie i podlegali tym samym emocjom. Mogli się nienawidzić, pewnie, ale co jeśli nagle pojawia się jakiś behemot, który zmiata którąś ze stron, z powierzchni ziemi? - Nie naprawisz błędu, jedynie eskalujesz konflikt i zaburzysz balans jeszcze bardziej. Z kolei sama natura zwykła przystosowywać się do tego, co też robili mieszkańcy planety bądź konkretnej krainy. Popraw mnie, jeśli się mylę, lecz czy chociażby wiwerny nie były wynikiem dawnego konfliktu? Twarde i odporne na magię bestie, idealnie kontrujące nas lub Wróżki... całkiem niezły gwarant równowagi powstały na drodze "ewolucji"; potrzeby chwili.- W miarę jak intensywność ataków narastała, Wiedźminka starała się bronić skuteczniej, skupiając na tym aniżeli dialogu, z jednym maleńkim wyjątkiem który usiłowałaby jeszcze z siebie wydukać. - Ani ty, ani my, nikt nie przywróci im życia...- Im; martwym; temu co zostało odebrane.
Czekała tylko na okazję do tego, gdy w końcu odpuści, i gdy nadeszło to okienko, miała zamiar teleportować się za plecy opętanego i najzwyczajniej w świecie przytulić się do niego.
- Wtedy i my będziemy musieli się do tego przystosować, tak długo jak przebiegnie to swoim naturalnym rytmem... - powiedziała i wtuliła się mocniej, jak gdyby był to nikt inny jak Shi. W gruncie rzeczy nadal lubiła staruszka... celowo użyto słabszego w wydźwięku słówka, na "l", i nie mówicie mu tego!
- Przepraszam...- jedno ostatnie słówko, które z siebie wydusiła, w zasadzie mogące być całościową puentą. Bo co mogli zrobić? Oddać mu to co zostało utracone? To nierealne, i z ich i z jego perspektywy. Biorąc też pod uwagę to, że ci którzy rozpętali niegdyś wojnę, byli dla Mroku tym czym on jest dla ich pokolenia...
... tylko co to miało zmienić? Ten jeden zlepek liter? Nic, przecież nie miał żadnego praktycznego zastosowania; znaczenia. Z drugiej strony, czego w ogóle od nich oczekiwał? Upływ czasu miał jedną zasadniczą i bolesną wadę, a raczej prawdę objawioną, bezlitośnie parł naprzód i nie reagował na lament kogokolwiek, nie cofał się. Przecież gdyby Car mogła, to sama próbowałaby wtłoczyć swojej młodszej odsłonie choć trochę rozumku do tej głupiej główki, byle nie szla szlakiem który ostatecznie został obrany...
... ponoć pogodzenie się z losem to pierwszy krok do jakiejkolwiek naprawy; szukania odrobinki światełka i szczęścia w życiu, a jeszcze te kilka iskierek Pradawny mógł mieć bliżej swojego serduszka.

Raiden "Malekith" Minamoto

784


185 cm


I see beauty in everything but it all is still fading away






[Cytuj]
Multikonta: Damien C. Ashdown
Wybacz, Syrenko, ale sama wymuszasz na Gadzie bardziej radykalne myśli. Malekith starał się wyczuć, czy cokolwiek co trzymało Lereenę w obecnym stanie, nie pogłębiało się coraz bardziej.
- Jest jeden krwawy sposób na pozbycie się niechcianego pasożyta z ciała, problem w tym, że jestem do dupy medykiem - zwrócił się do Byakko, z pewną ideą ostateczną, gdyby Syrenka jednak nie spieszyła się z powrotem, niekoniecznie zgodnie z własną wolą. Niemniej, na razie nie było mu do tego spieszno.
Dalsze akcje pod warunkiem, że nic co mroczne, nie będzie intensyfikowało się we Wróżce.
- Mamy robotę do wykonania i nie wiem ile wytrzymają osłony oraz reszta drużyny na górze - zwrócił na to uwagę, chcąc pchnąć akcję naprzód. Malekith zamierzał wziąć Lereenę w ramiona i przenieść ją bliżej rzeczonej komnaty ze smokami, nadal w bezpiecznej odległości od wiru – pod warunkiem, że ruszenie wróżki, nie powodowałoby jakiejś formy konwulsji i innych nieprzyjemności dla jej osoby.
- Gdybym użył bariery na wirze, do jego przyblokowania w danym miejscu, dałbyś radę zająć się nićmi i wyciągnięciem smoków z kryształów? - zaproponowałby dla Byakko, i w razie poparcia z jego strony, zacząłby wprowadzać swoją część w życie.

  

Byakko

1010



One more time






[Cytuj]
Ulga malująca się na twarzy Syrenki nie była czymś, czego oczekiwał. Dość naiwnie spodziewał się szybkiego powrotu, licząc, że argument mówiący o dzieciach wstrząśnie nią w odpowiedni sposób. Mimo takiego przekonania nic podobnego nie miało miejsca. Warknął rozczarowany i dalej próbował ulżyć jej w cierpieniu przy pomocy wyciąganej wody.
Musimy iść dalej, a nie możemy jej tutaj zostawić — powiedział w końcu, stwierdzając dość oczywistą rzecz. — Wezmę ją na ręce.
O ile Malekith zaaprobował takie rozwiązanie, Byakko chwycił Lereenę i ruszył naprzód. Oznaczało to jednocześnie przerwanie niesienia ulgi, więc miał nadzieję, że jej dość wyjątkowy stan nie potrwa zbyt długo.
Policzę się z tobą po powrocie — szepnął gniewnie do ucha wróżki na tyle cicho, żeby nikt prócz niej nie miał możliwości tego zrozumieć.

Nerezza

801


178 cm


My smile still shows through my bloody nose







[Cytuj]
Multikonta: Bies
W jednej chwili walczyła resztkami sił ze zwiększającym się uczuciem słabości, w drugiej ocknęła się już w zupełnie innym miejscu. Chwila początkowej dezorientacji, po której nadeszła próba rozeznania się w nowym położeniu. Powoli usiadła, czekając, aż ewentualne negatywne skutki utraty przytomności znikną lub zmniejszą swoje nasilenie. Innymi słowy, nie ruszała się z miejsca, rozglądając się po okolicy.
Spróbowała za pomocą magii przyteleportować do siebie swój ekwipunek. Niezależnie od wynik, zaczęła zbliżać się do każdego nieprzytomnego, by położyć ich w pozycji bocznej. Więcej zrobić nie mogła, jej wiedza medyczna była na poziomie wręcz zerowym, więc tylko w taki sposób mogła im pomóc bez ryzyka zrobienia większej, niepotrzebnej krzywdy.
Jeśli udało jej się odzyskać plecak ze swoimi rzeczami, wyjęła z niego folię NRC. Trochę żałowała, że wzięła tylko jedna, egoistycznie myśląc tylko o sobie, jednak lepsze to niż nic. Chwilę zastanawiała się, komu najbardziej przydałaby się pomoc w takiej postaci, aż w końcu zdecydowała się na zawinięcie złotowłosej w koc, o ile oczywiście inne lisy nie miałyby nic przeciwko temu. Czy wiedźma chciała to zrobić z czystej dobroci serca? Prędzej ze zwykłego pragmatyzmu.

/pisane z telefonu

Ignis

231


170 cm


All I wanna do is hear you scream in pain







[Cytuj]
Multikonta: Lennan, Eve, Marco
- Odzyskać dom? Nie rozśmieszaj mnie - prychnęła wściekle. - Gdyby nie Faerie z waszych królestw, Kitsune nie straciłyby domu. To wszystko jest sprawą kilku wróżek, które nawet nie ruszyły się, żeby to naprawić. Lisy straciły dom przez was - cedziła słowa powoli i wyraźnie, a każde z nich było przesycone wściekłością. Gdyby tylko wiedziała, że doprowadził do tego mężczyzna… Och, to tylko byłaby kolejna kropla w przepełnionej już czarze.
Kiedy Marianne przybrała zwierzęcą formę, Ignis powróciła do swojej prawdziwej postaci. Przez moment, zaledwie ułamek sekundy, mogłoby się zdawać, że lisica zaczyna dochodzić “do siebie”. Zaraz jednak jej twarz przybrała ponownie lodowaty wyraz twarzy.
- Jak śmiesz… - zaczęła, trzęsąc się powoli z gniewu. Ostatecznie, podnosząc się z piachu, złapała jego garść, żeby rzucić nim prosto w pysk niedźwiedzia i spróbować wrócić biegiem pod krater z zamiarem dokończenia ataku na mężczyzn. Nie miała ochoty na dalsze dyskusje z Marianne. Nie chciała z nią walczyć, a przynajmniej gdy ta była w postaci uroczego “misia”. Inna sprawa, że czuła się naprawdę zdradzona i upokorzona. W końcu kobieta wiedziała, musiała wiedzieć o uczuciach lisicy. Wykorzystując formę, która najbardziej w niej lubiła do tego, aby przekonać jej, żeby nie zabijała mężczyzn… Nie, tego było za wiele. Planowała odreagować na Nefilim, atakując każdego, kto stanąłby na drodze, nie dbając o konsekwencje.
Sometimes I just wanna run away
I only wanna disappear
Far from here
Away from everyone
Before I come undone
The time has come...

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
- Właśnie dlatego tu jesteśmy, żeby naprawić to, co zostało zniszczone - powiedziała na to, chociaż domyślała się, że Ignis to zignoruje. Trudno było jej skupić się w pełni na tej rozmowie, kiedy Lisica znajdowała się pod postacią czarownika, ale starała się. Wiedziała, że od niej zależy bardzo wiele, a nie chciała, żeby wróżka kogoś skrzywdziła. To prawda, że sama nie palala miłością do Łowców, ale było tutaj z innego powodu niż wzajemne animozja i musieli o tym pamiętać.
Sapnęła ciężko, kiedy Ignis rzuciła w nią piachem czując, że to może być jej osobista porażka, która przyczyni się do większej tragedii i pewnie dlatego zareagowała z opóźnieniem. Nie wiedziała dokąd dokładnie kieruje się Lisica, aczkolwiek mogła się domyślać. Ta w końcu nadal palala chęcią zemsty czy bogowie wiedzą czego i zapewne zamierzała walczyć dalej. Wciąż i wciąż! Wydała z siebie nawolywanie typowe dla Niedzwiedzicy wzywajacej młode, które Ignis na pewno znała i ruszyła za nią, bo nie mogła jej zostawić. Nie mogła się poddać, chociaż czuła, że głowa aż jej płonie od poczucia porażki. Nie! Musiała walczyć dalej.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Haru Shimizu

25 lat


181 cm


From the shadows comes a wolf, yet he's no ordinary predator.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
/MG

BĄCZKI NA POWIERZCHNI PRZED KRATEREM
Zaczynając od Ner. Akcja ratunkowa rodem z filmów akcji. Chyba nie ma co umniejszać zasług – tym bardziej nie warto utrudniać, gdy wróg swą atencję skupiał na kimś zupełnie innym. Dzięki temu wiedźma bez problemu ułożyła nieprzytomnych w pozycji bocznej – bah! Zdołała nawet odzyskać ekwipunek, co z kolei umożliwiło jej na okrycie lisicy kocem, na co pozostałe oczywiście pozwoliły, nie kryjąc przy tym zdumienia na widok udzielanej pomocy. To z pewnością przyczyni się do polepszenia relacji między drużyną przybyłych, a populacją rdzennych wróżek. Samą kwestię domniemanej dobroci pozostawmy chwilowo otwartą. Nikt od Ner jej nie wymagał – co najwyżej coś w powietrzu, jakby wyłapywało, co ciekawsze smaczki – coś, co z pewnością da o sobie jeszcze znać. Tymczasem wciąż pozostawała sprawy pozostałych – zaginionych dla Ner – Mala, Byakko, Ler, Marianne i Ignis. W zasięgu wzroku byli Nefilim oraz wróżki podtrzymujące jakieś dziwne zaklęcie w kraterze. Część z nich – część lisów tam zaczęła słabnąć – dokładnie dwa – jeden z wyspy i Oinari. Łowcy po zajęciu się raną po ataku Ignis, z automatu odciągnęli od dziury wycieńczone wróżki. Zaklęcie zielonek zaczynało wyraźnie słabnąć.

MAL/BYAKKO
To, który z Panów przejmie nieprzytomną pozostało do rozstrzygnięcia – ot mało istotna sprawa – trudniejsza za to stała się zagadka dziwnego i wręcz niebezpiecznego wychłodzenia ciała nieprzytomnej oraz widoczne oznaki opętania w postaci rozchodzących się czarnych linii po całej mapie żył. Mal aż za dobrze znał te symptomy – gorzej, jeśli zostanie zmuszony do zastosowania radykalnej metody. Ciekawe, kto wówczas zadba o bezpieczny powrót Syreny – nie żeby zawrócenie z krateru stało pod wielką niewiadomą, chociażby z racji samego Pradawnego we wróżce, czy tajemniczego wiru w komnacie z kryształami.
Ciąg dalszy niebawem…

CARANTHIR
Wiedźminka podejście miała dobre, lecz zapominała o istotnym detalu. Pomimo ogromnej nienawiści, Mrok nigdy nie interesował się rasami z zewnątrz. Swoją zemstą dotykał jedynie odpowiedzialnych za całą masakrę – wróżki oraz czarowników. Pozostałych przedstawicieli pomimo opętywania, wręcz przestrzegał przed ingerencją – tacy Nefilim dla przykładu… Odpowiedź nasuwała się więc sama – nie, nie będzie walczył dalej, gdyż nie będzie miał ku temu powodów. Oczyszczenie dotyczyło wyłącznie dwóch grup – ich eliminacja miała stanowić początek narodzin/powrotu prawowitych mieszkańców. Być może z tego powodu oszczędził smoki, bo wiedział, że gdzieś tam w York ukryli smocze jaja – na pewno Panna Wiedźma. Z kolei Król… Kto wie?
Czy Pradawny nie naprawi błędu? Czy eskaluje konflikt? Między kim a kim? Tutaj białowłosa popełniła błąd w rozumowaniu, ale nic nie szkodzi, wszak skąd mogła wiedzieć? Grunt, że w jakiś sposób zdołała zmusić potwora do schowania kłów i łap, które pomimo fizycznego bólu, pozostawiały zadrapania na powierzchni duszy. Skoro potrafił ją dotknąć, to czyż nie nasuwała się myśl o ich przywróceniu z powrotem? Przecież wystarczyło tylko wejść do wymiaru studni dusz…Tylko lub aż i zniszczyć kolejną harmonię na poczet większego dobra… Nie… Nawet on nie ośmieliłby się tego zrobić. Wystarczyło więc…
Słowo przepraszam… Jakże proste i głębokie w swym przekazie i do tego wydobyte z jej ust… I nagle mogła ujrzeć przed twarzą Shi, potem Sig, nawet Mala bo czemu nie, czy w końcu własną matkę oraz wszystkich tych, którzy mieli na nią jakikolwiek wpływ. Prócz tego gdzieś w oddali zabłysnęło maleńkie błękitne światełko. Jego migotanie trwało zaledwie ułamek, potem zniknęło wraz z całą smugą. Mrok opuścił ciało lisa – wyraźnie przestraszony lub nieprzyzwyczajony do takiego zachowania. Nienawiść zbierana tysiącami lat nie mogła się tak łatwo poddać.
Lisek padł nieprzytomny. Zniknęła zła energia – nawet ta, która zdaje się, że od środka prowadziła do pękania bańki nad głowami istot na wyspie. Pozostali zarażeni zostali oczyszczeni.
Tymczasem…


LER
Wędrówka przez tak zwany las – nie, przez strumień i kolce na nim. Poranione stopy, dłonie i twarz… Syrenka powinna przestać po którymś razie. Spływająca krew – słyszysz? Krzyki poległych z czasów pradawnej bitwy. Idziesz? Światełko uparcie się oddala, jakby nie chcąc zostać dotknięte. Upierasz się dalej, tak więc w końcu pokonujesz dzikie ciernie, ostre krawędzie kamieni i parzącą w nogi ziemię. Dochodzisz do zwiędłej polany, w centrum której – pośród zgliszczy i stosów gnijących ciał – powoli obumierał kwiat. Połyskująca łodyga, błękitne płatki i mnóstwo iskier ulatujących ze środka samego kwiatu. Wyciągasz ku niemu dłoń i on jakby ku Tobie też gdy nagle…
Wszystko znika, a Ty… Zrobisz, co zechcesz. Obudzisz się?


LER/BYAKKO/MAL
Wir przy kryształach znika, podobnie jak łańcuchy. Same więzienia zdają się powoli pękać.


IGNIS/MARIANNE
Rzucenie się na Nefilim nie przeszło niezauważone, na pewno nie w momencie obecności tylu świadków. Zaatakowany mężczyzna znajdował się w obecności wycieńczonych wróżek – podobnie jak drugi. Zaskoczony nie zdołał się obronić – tutaj warto doprecyzować atak, który z pewnością zranił Nefilim.
Korzystając z okazji i chwilowego skupienia kobiety na rannym – ten zostaje chwilowo uziemiony – sprawny łowca wykorzystuje szybkie przemieszczenie się za nią z towarzyszącym temu atakiem serafickiego ostrza - cięcie wzdłuż linii kręgosłupa. Przykre lecz prawdziwe – Ignis naturalnie mogła się bronić, jednakże nie była na tyle szybka. Dodatkowo targała nią nienawiść, co mocno komplikowało sprawę, chociażby skupienie na otoczeniu. Reakcja łowcy – sama jej szybkość wynikała z wieloletniego treningu – pamiętajmy, że nie były to dzidzie. To, czy chciał zabić – z pewnością bronił rannego towarzysza. Kto wie, czy zraniony nie utracił właśnie oka, bo widoczność z pewnością. Dobrze, że Ignis nie dysponowała dodatkową siłą.
Natomiast jeśli…
Marianne niestety nie miała szans na powstrzymanie potencjalnego scenariusza powyżej. Raz – musiała wpierw oczyścić pysk. Dwa – wycie ją w jakimś stopniu spowalniało. Jeśli ruszy tropem lisicy, zastanie wyżej opisany obrazek, o ile Lisica nie powstrzyma się przed atakiem.
Swoją drogą całkiem niezły rozwój wydarzeń, bo dokładnie w tamtym momencie Mrok opuszcza ciało Ignis.

_____________________________________

W razie jakichkolwiek PYTAŃ, proszę zgłaszać się do MG prowadzącego.
Zachęcam do sporządzania stosownych notatek, które zapobiegną powstaniu niedomówień.

_____________________________________

- w sesji jest ponad 8 graczy. Posty wyłącznie z konkretnymi akcjami. W celu ułatwienia, warto podkreślić osobę, z która postać gracza pragnie przeprowadzić interakcję.
Jak już kogoś przyciśnie... MG wymaga streszczenia posta. Inaczej srogi będzie jego gniew. Chyba, że powiem inaczej i zachęcę do pisania eposów.

- nie ma kolejki, acz piszemy 1 post na turę.

- 1 pominięcie (nic), 2 pominięcie (kara do szekli), 3 pominięcie (kuku postaci i bezpowrotny out z eventu)
(Craig - 3 pominięcie - OUT / Antek - 2 pominięcie / Ignis - 1 pominięcie, Marianne - 1 pominięcie)
Devana ze względu na nieobecność zostaje zawieszona na evencie.

- MG zastrzega prawo do narzucenia rzutu kostkami.

- MG zastrzega prawo do okaleczenia postaci lub jej uśmiercenia (niezależnie od wpisu w dzienniku) w przypadku zignorowania ostrzeżeń MG przed ryzykiem danej akcji i dalszego, krytycznego brnięcia weń postacią gracza. Przy tym MG prosi o nie sianie paniki - jest sprawiedliwym sędzią, który nie karze postaci graczy bezpodstawnie.

- na czas trwania eventu MG blokuje bilokację tj. rozgrywki datowane na czas "po" evencie.

- w razie pytań, MG prosi o kontakt na PW Sora lub poprzez komunikator GG/DC (9247738/Cieniu#4926)

  

Some people will tell you werewolves can only shapechange under a full moon, but people also say there's no such things as ghosts.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Lereena

800 (26)


165 cm


Wild and free just like the sea.







[Cytuj]
Multikonta: Ray M., Sina
Krew, wszędzie krew, jej własna. Mimo tego z podziwu godnym uporem parła dalej, zasłaniając w miarę możliwości twarz rękami, by zminimalizować na niej obrażenia. Reszta nie miała znaczenia. Krzyki poległych, ich cierpienie, kilka syrenich łez spłynęło po policzkach, rozmazując krew. Światełko uciekało, ale ona była wytrwała. W końcu jednak Eureka! Polana. Pełna ciał. Gnijących trupów... Wzdryga się gwałtownie, patrząc na to, jednak kwiat tak pragnie się zbliżyć... Nie dam ci obumrzeć. postanawia twardo. Jakże smutne, że nie posiada umiejętności zdolnej ocalić roślinkę. Wyciąga dłoń, chcąc go dotknąć, ochronić, przekazać nadzieję, zachwycona cudnym błękitem...
I pustka. Nieeeee! krzyk odbija się w pustce. Czy jest już sens zostawać? Nie ma kwiatu, nie ma już co chronić... Obiecuję, że spróbuję zrozumieć. Że spróbuję pomóc. postanawia sobie. Chociaż tyle może.
Otworzyła oczy z zaskoczeniem rejestrując, że jest niesiona. Tym razem przez Byakko. Cudnie po prostu. Natychmiast spojrzała na wróżka, by sprawdzić, czy aby Mrok nie przeszedł na niego. Czuła się oszołomiona, ale to szybko mijało. Nadal jednak zastanawiała się, czy dobrze zrobiła budząc się. Może trzeba było zostać i poczekać?
- Jak długo...? - spytała nieufnie, próbując zorientować się w sytuacji. - Możesz mnie postawić, nic mi nie jest. - na własne szczęście nie usłyszała groźby, inaczej pewnie zupełnie inaczej by się zachowywała. W końcu stanęła pewnie na swoich nogach i ruszyła prosto do komnaty.
- Mamy jakiś pomysł, by zniwelować wir...? - zaczęła pytanie, gdy jej wzrok padł na środek komnaty. Wiru nie było. A więzienia pękały. Przez chwilę stała w szoku, by zaraz uśmiechnąć się szerokim, szczerym uśmiechem. Była bardziej niż szczęśliwa, że Król i Wiedźma zaraz będą wolni.
- Pomóżmy im pęknąć szybciej. - powiedziała do obydwu mężczyzn i za pomocą Władcy Żywiołów zaczęła poszerzać ostrożnie szczeliny w więzieniach. Zrobiła również powietrzne poduszki pod Królem i Wiedźmą, by po uwolnieniu nie padli wprost na glebę.
From the shores through the ancient mist, you bear the mark of my elven kiss. Clear the way, I will take you home, to eternal bliss.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo