Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.








Multikonta: Bies
Wiedźma nie miała w sobie na tyle samokontroli niż Niedźwiedzica, nawet teraz dziwiła się sobie, że udało jej się jakimś cudem nad sobą zapanować i ewakuować się z miejsca zdarzenia, zanim zrobi się zbyt niebezpiecznie dla jej przykrywki. Chociaż nie należało do najłatwiejszych zadań, nie wtedy, gdy całą sobą aż rwała się do walki. Pod tym względem z reguły nie była wybredna, a największą przyjemność najczęściej sprawiała jej zwykła walka na pięści i dawanie sobie w mordę.
Na szczęście nie czekała długo na wróżkę, więc nie zdążyła się zniecierpliwić. Nie miała zwykle problemów z tym, by poczekać na kogoś, jednak zdecydowanie nie w sytuacji, gdy wręcz cała rwała się do walki. Nie mogła się już tego doczekać, by chwycić za broń i zaatakować wróżkę, nawet mogłaby się na nią rzucić z gołymi pięściami, żeby jakoś dać upust kłębiącej się w niej złości i irytacji na wszystkie sprawy związane ze zbliżającą się wojną.
Biorąc pod uwagę jej znaki czarownika, przypominała rozwścieczonego węża – zmrużone oczy miotające piorunami, dłonie zaciśnięte w pięści i ciche syczenie na widok faerie niemal doskonale oddawały miotające nią uczucia. Być może wiedźma miała problemy z agresją i jej kontrolowaniem, jak już ją to złapało, to długo nie chciało puścić.
Nie odpowiedziała w żaden sposób na słowa Marianne, niemal nie będąc w stanie odpowiedzieć na to w żaden inny sposób niż głośniejsze syknięcie. Nie była w nastroju do rozmów o pogodzie czy innych small talków, mające na celu tylko opóźnić to, co nieuniknione.
Jak powiedziała wcześniej, nie chciała korzystać z magii i na razie wolała się tego trzymać. Chyba, że sytuacja będzie tego wymagać, to wtedy oczywiście nie będzie miała takich oporów. Teraz jednak, zamiast teleportować się jak na czarownika przystało, chwyciła w prawą ręką sztylet i zaszarżowała na wróżkę, chcąc ją dźgnąć w zasadzie gdziekolwiek, chociaż celowała w okolice szyi.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT







Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Niedźwiedzica miała w sobie, przynajmniej w tamtym czasie, jakieś resztki rozumu, którym jeszcze się kierowała. Domyślała się, że gdyby tylko ujawniła się w obliczu Przyziemnych, skończyłaby jako czyjś podwieczorek, zamknięta w celach na stulecia albo w jakiś podobny, malowniczy sposób. Oczywiście, nie miała problemów z tym, by przybierać zwierzęce postaci, gdy tylko sobie tego zażyczyła, to było dla niej równie proste, co pstryknięcie palcami, ale nigdy nie dopuściła do tego, by podobne rzeczy działy się na środku obozu albo ruchliwej uliczce. Miała jednak jakieś swoje zasady, ale wiązały się one przede wszystkim z niechęcią, do stawiania się przed jakimikolwiek władzami, a nie poczuciem, że musi całkowicie dbać o bezpieczeństwo Świata Cieni. Wtedy jeszcze właściwie w ogóle o tym nie myślała.
Dobrze, skoro wiedźma chciała walczyć z nią w ten sposób, to wróżka nie miała nic przeciwko. Parsknęła jedynie ubawiona, obserwując jak jej przeciwniczka syczy i gotuje się do walki. Skoro wiedźma była wężem, to nie ulegało wątpliwości, że stojąca przed nią oponentka była zwierzęciem o wiele większym i potwornie niebezpiecznym. Umiała rozszarpywać przeciwników jednym kłapnięciem zębów, potrafiła dokonywać rzeczy wręcz niemożliwych, bo posiadała nadludzką siłę, która była w jej wypadku nad wyraz rozwiniętym atrybutem. Nie mówiąc już o muflonich rogach, którymi mogła komuś porządnie przyłożyć. I właśnie zamierzała to zrobić, jeśli wiedźma dostatecznie mocno ją zirytuje.
Szarża szarżą i chęci chęciami, ale w tym wypadku Niedźwiedzica domyślała się, że ciosy będą szybkie i gwałtowne. Nic zatem dziwnego, że przyjęła pozycję typową dla baranów. I faktycznie – wymierzyła wiedźmie potężny cios swymi twardymi rogami. Celowała w okolice jej brzucha, być może bardziej w stronę klatki piersiowej, a może w okolice krocza, nie planowała tak dokładnie, gdzie zada cios. Poczuła równocześnie, że ostrze drasnęło ją faktycznie w okolicach szyi – bardziej na ramieniu i karku, jak jej się zdawało, ale na razie nie robiła z tego problemów. Uderzenie, krew, to wszystko dodawało adrenaliny, a ona aż pragnęła walki, więc nic dziwnego, że zachłysnęła się tym z całą mocą.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.








Multikonta: Bies
Chociaż wiedźmie udawało się obejmować bardziej dowódcze stanowiska, to podczas bitew i walk rozumu zdecydowanie jej brakowało. Na pierwszy rzut oka możnaby pomyśleć, że należy do tych bardziej rozsądnych osób, jednak nic bardziej mylnego. Niekiedy wystarczył tylko zalążek jakiegoś konfliktu, by przestała nad sobą panować i myśleć, co robi. Chociaż zdarzało jej się czasem pohamować swój wybuchowy charakter, to takie sytuacje należały raczej do wyjątków. Jednak i tak prędzej czy później musiała dać upust kłębiących się w niej emocjom, a w przypadku wiedźmy najszybszym i najbardziej skutecznym sposobem na to była walka, niezależnie od tego, w jakiej postaci.
Trzeba przyznać, że zwykły wąż przy niedźwiedziu wypadał raczej marnie. Rez nie mogła poszczycić się taką siłą, jaką dysponowała wróżka, pod tym względem nie miała co nawet z nią konkurować. Nie była jednak jeszcze tego świadoma, a nawet jeśli wiedziałaby o tym, to ta wiedza i tak niczego by nie zmieniła. Marianne naprawdę ją wkurzyła i chciała dać temu upust, a to, czy skończy się jedynie na siniakach, czy na czymś poważniejszym, nie miało dl wiedźmy większego znaczenia. Niby powinna zastanowić się nad tym, czy warto tak się nadwyrężać i ryzykować, skoro niedługo zacznie się prawdziwa bitwa, podczas której musi być w formie. Teraz nie miało to jednak dla niej znaczenia.
Oberwanie rogami prosto w brzuch zdecydowanie nie należało do najprzyjemniejszych i zapewne pozostawi po sobie sińce. Wiedźma poczuła, jak na moment zabrakło jej tchu, a przed oczami pojawiły się mroczki, których pozbyła się mrugając kilka razy oczami.
Na kontratak wróżka nie musiała długo czekać. Wiedźma chciała chwycić ją za włosy, szarpiąc je przy okazji, by po chwili drugą ręką mocno uderzyć ją w głowę rękojeścią sztyletu.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT







Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Och słodka walko, och słodka siło! Niedźwiedzica była naprawdę zadowolona z tego, że miała się z kim zmierzyć, że mogła w końcu sięgnąć po oręż nieco mniej standardowy, niż ta śmieszna broń, jaką nosiło się obecnie w hiszpańskiej armii, poza tym mogła wykorzystywać śmiało i całkowicie bez skrępowania, również atuty własnego ciała. Miała jedynie nie stosować magii, a jej siła, czy chociażby rogi, nie zaliczały się z całą pewnością do tej kategorii. Nie mogła również wpisywać tutaj swej nadludzkiej siły, czy niesamowitej szybkości, jakie już w tamtym czasie znajdowały się na pewno na poziomie o wiele wyższym niż u Przyziemnych, niż u czarowników i u całkiem sporej grupy innych Podziemnych, nic zatem dziwnego, że Nerezza z trudem łapała oddech po tym, jak wróżka postanowiła wpakować w nią swoje rogi. Gdyby ktoś obserwował z boku tę walkę, z całą pewnością doszedłby do wniosku, iż jest ona co najmniej groteskowa i nie ma nic wspólnego z honorowym pojedynkiem, ale na to akurat Niedźwiedzica po prostu gwizdała! Miała się doskonale bawić, a tak właśnie było, zaś krew, jaka płynęła z pierwszej rany, pachniała niczym najprawdziwszy afrodyzjak. Ona również miała głęboko gdzieś to, że wkrótce powinna stawić się na polu bitwy i wykazać się czymś więcej, niż licznymi siniakami. To zeszło całkowicie na dalszy plan i tam, zdaje się, powinno pozostać już na zawsze.
O, takiego zagrania ze strony wiedźmy na pewno się nie spodziewała, ale uznała je za całkiem przyjemne urozmaicenie dzisiejszego dnia. Szarpnięcie spowodowało, że aż coś jej nieznacznie chrupnęło w karku, a cios sztyletem na moment ją zamroczył. Pod tym względem były kwita, prawda? Ale oczywiście Niedźwiedzica nie byłaby sobą, gdyby w tym momencie się poddała, dlatego wiedźma powinna liczyć się z kolejnym, z całą pewnością nie do końca czystym zagraniem, które wyprowadziła ledwie chwilę później. Chwyciła ją gwałtownie w pasie, by wraz z nią rzucić się na ziemię i przygwoździć ją do niej, wbijając ją w trawę, zamierzała ją pod sobą uwięzić, by móc przyłożyć jej prosto w twarz.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.








Multikonta: Bies
Mimo powoli kiełkującej sympatii do broni palnej i tak ulubioną formą walki dla wiedźmy była zwykła bójka na pięści. To właśnie w niej czuła się najlepiej, niestety jednak, z oczywistych powodów nie mogła tak niestety występować na polu bitew, na których wygodniej było posługiwać się bronią. Jednak najwięcej przyjemności czerpała z typowo barowych, często brutalnych bójek, nawet jeśli niejednokrotnie podczas nich Rez napędzana była zwykłą wściekłością.
O ewentualne siniaki czy otarcia zupełnie się nie martwiła, w końcu ma od czegoś kosmetyki i magię iluzji, by je skutecznie zamaskować w razie niewygodnych pytań od innych dowódców. Gorzej było natomiast z poważniejszymi obrażeniami, złamania czy zwichnięcia raczej nie zdążyłaby wyleczyć do najbliższej bitwy, ale o tym oczywiście nie pomyślała, zanim zdecydowała się wyzwać Niedźwiedzicę na pojedynek.
Takiej siły zdecydowanie nie spodziewała się po wróżce, pod tym względem nie miała się z nią nawet co porównywać. Przygnieciona do ziemi bez, raczej nie miała szans odepchnąć od siebie faerie, nie wspomagając się przy tym magią. Poczuła, jak po uderzeniu w twarz zaczyna lecieć jej krew z nosa, co tylko bardziej ją nakręciło do dalszej walki. Później będzie przejmować się tym, czy jest złamany, na razie musi pozbyć się Niedźwiedzicy z siebie.
Chwyciła wróżkę za szyję, ściskając ją z całej siły, jaką tylko dysponowała, jednocześnie próbując ją kopnąć. Nie celowała w żadne konkretne miejsce, chcąc ją trafić tak naprawdę gdziekolwiek.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT







Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Broń palna, też coś! Niedźwiedzia już wtedy wiedziała, że to nie jest metoda walki, jaka by jej pasowała. Była silna i szybka, co z czasem jedynie stawało się wyraźniej widoczne, nie znosiła więc walczyć na odległość, o wiele bardziej pasowało jej zwyczajne pranie się po pyskach albo rozpłatanie kogoś przy pomocy topora, albo miecza. Szabla również była całkiem dobrym środkiem zaradczym, ale co do tego, nie miała jeszcze aż tak wielkiego przekonania. Tak czy inaczej, kobieta nie przepadała za walką na dystans, krew wtedy nie krążyła w żyłach z tak wielką siłą i nie dawało to tak wielkiej przyjemności, jak prawdziwe szamotanie się z kimś, wybijanie mu zębów, wydrapywanie oczu, czy postępowanie w podobny sposób. Niedźwiedzica kochała adrenalinę, kochała walkę, kochała zapach i smak krwi, nie przejmowała się za bardzo błotem i kurzem, jakie wpadały jej do ust, nosa czy też oczu. Brudem i ranami będzie się martwiła, kiedy już to wszystko minie i zniknie, nie było sensu pochylać się nad tym wcześniej, ani trochę.
Niespodzianka, wiedźmo! Niedźwiedzia nie ograniczała się, nie kryła i nie zatrzymywała, skoro miała nie używać magii, nie zamierzała, ale to, że była pucasem, dawało jej dodatkowe atuty. Nie krępowała swoich zdolności, bo nie chciała, w końcu czy można było uznać je za magiczne? Być może, ale to już byłby spór w dokrytnie, a wtedy, w tamtej akurat chwili, Taillis uważała, że ich używanie jest jak najbardziej poprawne. Nie odwoływała się do możliwości przyjęcia postaci zwierzęcia, nie sięgała po roślinność ani umiejętność kameleona, bo to byłaby już magia. Tak więc — broń się, wiedźmo. I to z głową, bo za chwilę znowu może przyładować ci z całej siły. Niedźwiedzica sapnęła, kiedy kopniak trafił ją w okolice żołądka i aż zawarczała wściekle. Może wiedźma nie miała tyle siły, co ona sama, ale przyduszanie również miało swój efekt i nie trzeba było długo czekać, na kontratak. Słabszy, ale jednak. Taillis z całej siły spróbowała przywalić przeciwniczce w twarz, pięścią, bądźmy dokładni. Ponieważ zaś nie chciała pozostawać w jej ucisku, zamierzała spróbować szarpnąć się w tył.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.








Multikonta: Bies
Rez i broń palna to była miłość od pierwszego wejrzenia. Polubiła, wręcz pokochała wszystkie jej odmiany, od pistoletów skałkowych, które mogła nosić przy sobie, po armaty. Była też ciekawa, jakie ulepszenia i nowe wynalazki przyniesie przyszłość, bo jednak ta broń, chociaż wpasowywała się w gusta wiedźmy, pozostawiała jeszcze sporo do życzenia. Jednak pod względem walki wręcz Rez mogłaby się dogadać z Marianne, bo uważała, że i tak nie ma niczego lepszego od porządnego dania sobie po pyskach. Oby mocniej, oby silniej i żeby polało się jak najwięcej krwi, wtedy jest wręcz idealnie. Czerpała chorą przyjemność ze sprowadzania swoich przeciwników do parteru, jednocześnie wręcz nienawidząc przegrywać, co stanowiło niezbyt przyjemną mieszankę. Jeśli się biła, to najczęściej do końca, starając się doprowadzić do sytuacji, w której ta druga osoba już nie była w stanie się podnieść. Oczywiście nie zawsze się to udawało, niejednokrotnie to Rez obrywała, co wprawiało ją we wściekłość. I chociaż powinna myśleć o tym, że niedługo będzie musiała pokazać się przed swoimi żołnierzami w nienagannym stanie, by podnieść im morale , to jednak ta myśl zeszła na dalszy plan.
Nie miała zamiaru zaczynać się wykłócać o to, że wróżka być może nieco oszukuje, korzystając ze swojej nadnaturalnej siły, bo nie dość, że o nie myślała teraz o tym, to jeszcze sama wiedźma miała asa w rękawie. I chociaż dość długie, zakrzywione kły żmii raczej nie równały się dodatkowej sile, to jednak Rez potrafiła zrobić z nich użytek, gdy trzeba. Ich też do magii raczej nie dało się zaliczyć.
Przyjęła na twarz kolejne uderzenie, które poskutkowało nieco większą ilością krwi lecącej jej z nosa i jej metalicznym posmakiem w ustach. Niby wiedźma znajdowała się w gorszej pozycji, leżąc na ziemi pod wróżką, to jednak, gdy Marianne spróbowała odsunąć się, to nie chciała jej na to pozwolić, próbując objąć ją nogami w pasie. Jednocześnie, chciała wręcz przylgnąć do niej, by spróbować mocno ugryźć ją w szyję, robiąc użytek ze swoich kłów..

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT







Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Co kto lubi, czyż nie? Niedźwiedzica zdecydowanie wolała jednak być blisko przeciwnika, chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że broń palna bywała o wiele bardziej śmiercionośna od tradycyjnych szabel czy mieczy. To była niewątpliwie przyszłość, ale z jakichś powodów ona sama wolała jednak pozostać w tej przeszłości, gdzie zabijając przeciwnika, musiałeś patrzeć mu prosto w twarz. Nie wiedziała, dlaczego tak mocno się tego trzymała, ale najwyraźniej właśnie to zostało w niej zakorzenione i stało się częścią jej świata, stało się częścią jej samej i nie mogła od tego tak po prostu odejść, ba, nawet tego wyraźnie nie chciała, czując się całkowicie dobrze w sposobach walki, jakimi się posługiwała. Teraz zaś, kiedy tak bezceremonialnie okładała się z wiedźmą, miała wrażenie, że dopiero odżyła, że właśnie stało się to, na co czekała. Bo tak po prawdzie, to cała ta walka, jaka miała rozpocząć się dopiero wkrótce, nie sprawiała jej aż takiej przyjemności, jak możliwość zwyczajnej, dzikiej szarpaniny, gdzie decydowało prawo silniejszego albo sprytniejszego. Och, jakże cudownie było czuć, jak pękają chrząstki, jak trzaskają kości, jak krew zaczyna wypływać z ran. Zapach posoki był dla niej niby prawdziwy afrodyzjak.
Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Działało to dokładnie w obie strony, bo skoro teraz ona wykorzystywała swoje nie do końca piękne umiejętności, jakimi była nadludzka siła, tak wiedźma mogła również wykorzystywać własne atuty i właśnie to zrobiła. Niedźwiedzicy nie udało się uciec, a zęby wbite w szyję wyrwały z jej gardła warkliwy, głęboki jęk, który przerodził się następnie w bojowy syk. Wróżka, postępując właściwie całkowicie instynktownie i pierwotnie, wbiła własne zęby w ucho wiedźmy, z taką siłą, by rozerwać jej skórę i w ogóle się tego nie bała. Kolanem zaś próbowała trafić w okolice jej krocza i boleśnie przygnieść ją tym samym do ziemi, zaraz po tym, jakby ją po prostu uderzyła.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.








Multikonta: Bies
Niekiedy jednak nie dało się pokonać przeciwnika, patrząc mu prosto w twarz, albo było to zbyt trudne, wtedy Rez niejednokrotnie uciekała się do mniej honorowych metod, czy względnie łatwiejszych metod. Względnie, bo zanim zdąży przeładować broń palną, to przez zbyt długi czas jest narażona na atak. Z tego właśnie powodu pokładała wiele nadziei w rozwój pistoletów i im podobnych, licząc na to, że kiedyś będą jeszcze lepsze niż obecnie. I chociaż Rez ceniła sobie z wielu powodów tę bardziej „tradycyjną” broń, to jednak wolała patrzeć w przyszłość i trzymać się coraz to nowszych wynalazków, widzą w nich narzędzia do siania jeszcze większego chaosu na polach bitew.
Cicho syknęła z zadowoleniem, gdy udało jej się wgryźć w szyję wróżki. Dla wiedźmy było to coś dziwnie przyjemnego, kiedy mogła zatopić swoje kły w ciele przeciwnika, dlatego, gdy już ugryzła, to mocno trzymała i nie puszczała.
Zmrużyła gniewnie oczy, czując zęby Niedźwiedzicy na swoim uchu. Potem nadeszły kolejne ciosy ze strony przeciwniczki, które jeszcze bardziej przygniotły ją do ziemi. Nie wyglądało na to, by była w stanie ruszyć się z miejsca bez skorzystania z magii teleportacji, czego nie zamierzał jednak używać zgodnie ze swoimi wcześniejszymi słowami. Nie zastawiając się ani chwili nad tym, że swoim kolejnym ruchem mogłaby sobie zrobić większą krzywdę, rozrywając bardziej ucho, szarpnęła mocno głową, wciąż wgryzając się w szyję wróżki. Jednocześnie jedną z rąk sięgnęła gdzieś w bok, próbując złapać jakiś kamień, cokolwiek, czym mogłaby uderzyć natychmiastowo Marianne.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT







Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Przyszłość! Trudno powiedzieć, czy Niedźwiedzica w ogóle w nią spoglądała, czy czekała na to, co przyniesie, czy się w ogóle nad tym zastanawiała, czy chciała nad tym myśleć i brać w tym jakiś udział, czy po prostu pozwalała na to, by płynąć z prądem, by wędrować i nie zastanawiać się nad tym, co przyniesie jej nowy dzień i czy w kolejnym stuleciu, aby na pewno nie pojawią się machiny oblężnicze, które same będą niszczyć przeciwnika. Być może była naiwna, a może po prostu nie posiadała wyobraźni, która pozwoliłaby jej na to, by objąć umysłem tak szerokie spektrum spraw i możliwości, by po prostu być w stanie powiedzieć sobie i innym, co dokładnie wiązało się z podobnymi sprawami. Pewnie właśnie dlatego była tradycjonalistą, a może dlatego, że jednak kochała smak krwi, że jednak kochała patrzeć na tych, którym odcinała głowy, co oczywiście nie oznaczało, że nie korzystała z mniej miłych metod, jak chociażby uciekanie się do latania, do rozstawiania tarczy, czy wreszcie, wzywania do siebie roślin, gdy potrzebowała takiej pomocy. Była w pewien sposób szalona, w pewien sposób nie pasowała do tego, co ją otaczało i pewnie właśnie dlatego tak bardzo podobała jej się ta nieczysta gra, którą właśnie prowadziła z wiedźmą.
Znajdowały się w ucisku, który nie pozwalał na żadne większe ruchy, a Niedźwiedzica doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jeśli się szarpnie, rozerwie szyję, co było ostatnią rzeczą, jakiej w tej chwili potrzebowała. Je przeciwniczka próbowała uciec, a skoro tak, skoro starała się znaleźć odpowiednie wyjście z sytuacji, to wróżka nie zamierzała próżnować. Kiedy córka Lilith starała się znaleźć kamień, Niedźwiedzica nieznacznie przekrzywiła głowę, po czym rąbnęła z całej siły w głowę wiedźmy, nie zwracając już najmniejszej uwagi na to, czy uderza tylko czołem, czy może rogiem. Krew pociekła z jej warg, ale wcale się tym nie martwiła, czerpiąc przyjemność z szamotaniny i zastanawiając się, która z nich dłużej wytrzyma. Jednocześnie bawiła ją myśl, że mógłby zobaczyć je ktokolwiek, jakikolwiek dowódca, czy zwykły żołdak. Kobiety, które biły się tak mocno, że płynęła krew…
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.








Multikonta: Bies
Rez uważała siebie za jeszcze dość młodą wiedźmę, wiedziała, że ma przed sobą wiele długich lat życia, jeśli tylko nie zostanie śmiertelnie postrzelona gdzieś podczas jakiejś bitwy. I o ile będzie dopisywać jej szczęście, a Apophis dalej będzie miał ją w swojej opiece, przyjdzie wiedźmie żyć w wielu różnych epokach, których była po prostu ciekawa. Zastanawiało ją to, czy i kiedy kobiety będą mogły walczyć, nie musząc do tego ukrywać swojej prawdziwej płci; jak bardzo wyewoluuje broń, stając się jeszcze bardziej skuteczna i śmiercionośna. Magia, która powinna być jej główną domeną, skoro była czarownicą, nierzadko schodziła na dalszy plan, gdy wiedźma wolała dzierżyć w swoich rękach coraz to nowsze rodzaje broni palnej niż ogniste kule. Podczas przyziemnych bitew często nie mogła polegać tylko na zaklęciach, jeśli nie chciała zwrócić na siebie niepotrzebnej uwagi, dlatego bardziej niż przeciętny czarownik skupiała się na niemagicznych sposobach walki. Dlatego starała się być na bieżąco z nowymi typami broni różnego rodzaju.
Jakby nie patrzeć, w połowie była wężem, z tego powodu uciekała się do iście gadzich zagrywek. Często robiła użytek ze swoich kłów, które uważała za najbardziej przydatny znak czarownika, mimo tego, że zdarzało jej się przez nie seplenić. Lubiła gryźć, lubiła sprowadzać przeciwników do parteru, by móc ich przycisnąć do podłoża i dusić.
Aktualnie nie znajdowała się w zbyt ciekawej pozycji, leżąc pod silniejszą od niej wróżką. Musiała się jakoś uwolnić z tego uścisku, zrzucić przeciwniczkę z siebie lub zająć jej miejsce, jednak na razie nie widziała żadnej możliwości ku temu. Sapnęła cicho, czując uderzenie z rogu na swojej głowie, co spowodowało chwilowy error u wiedźmy. Chociaż nie czuła bólu, nie oznaczało to, że nie odczuwała żadnych skutków uderzenia. Zakręciło jej się na chwilę w głowie, przez co odsunęła głowę od szyi wróżki, czując jednocześnie w ustach metaliczny posmak jej krwi, być może zmieszanej już ze swoją własną.
Uderzenie w głowę zamroczyło ją, poszukiwania jakiegokolwiek kamienia zeszły na marne, była w stanie tylko wziąć w garść nieco ziemi, którą zaraz też sypnęła w twarz wróżki, chcąc trafić w jej oczy.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT







Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Cóż, jednego obie wypatrywały jak widać równie mocno - chwili, w której będą mogły przestać udawać mężczyzn, by móc stawać na polach bitew, by móc zawierać głos w sprawach ważnych dla wojska, by móc po prostu pokazać, że kobieta posiada równie wielkie zdolności, co mężczyzna, a nie rzadko również nawet go przewyższa, czy to w umiejętnościach bojowych, czy też w sile rozumowania, przy czym to ostatnie na pewno nie było domeną Niedźwiedzicy, która od zawsze skupiała się bardziej na działaniu, a nie siedzeniu i debatowaniu nie wiadomo o czym. I chociaż wiedziała, że powinna zainteresować się bronią palną, ta jej jakoś nie pasowała, nie leżała, nie była z jakiegoś powodu dla niej i tak oto leżała odłogiem, a ona miała nadzieje, że wykorzystując swoje inne zdolności, będzie nadal w stanie zadawać śmiertelne ciosy. Inna sprawa, że gdyby powróciła do swojej rodzimej krainy, broń palna zdałaby się jej tam mniej więcej tak jak kozuch w środku lata, a był to już czas, w którym wróżka powoli nosiła się z pomysłem sprawdzenia, co też dzieje się na Dworach i przekonaniem się, czy aby na pewno nie powinna jednak tam osiąść. Na jakiś czas, a może nawet na dłużej, by nieco odpocząć od tego świata Przyziemnych.
Na razie jednak w pełni skupiała się na tej całkowicie pierwotnej szamotaninie, która przecież ani trochę nie przystała kobietom, prawda? Jakoś nie spoglądała na to w ten sposób i czuła się doskonale, kiedy tak targała ciałem przeciwniczki, kiedy po prostu upuszczała jej krwi w mało przyjemny sposób i pozwalała na to, by i wiedźma brała sobie na niej tyle, ile tego tylko chciała. Niemniej jednak Niedźwiedzica na pewno nie grała czysto, na pewno nie grała tak, jak grać powinna, ale z drugiej strony, kto powiedział, że nie mogła wykorzystywać swoich wrodzonych zdolności rasowych, które na pewno nie należały do umiejętności magicznych? Ziemia dostała się do jej oczu, więc warknęła wściekle i musiała się nieznacznie odsunąć, jednocześnie zaciskając na moment powieki. Gdyby próbowała ją teraz usnąć, skończyłoby się to jeszcze gorzej, tak więc po prostu rzuciła się na bok i od turlała, by nabrać chwili oddechu. Szyja piekła ją niemiłosiernie, teraz jeszcze bolały ją oczy, ale trzeba przyznać, że w końcu była zadowolona. W końcu robiła coś, co sprawiało jej przyjemność, a nie siedziała w obozie i nie lamentowała przed bitwą, która, jak się miało wkrótce okazać, rozpocząć miała się lada chwila.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.








Multikonta: Bies
Gdy tylko wróżka w końcu z niej zlazła, niemal od razu podniosła się na nogi i zrobiła krok do tyłu. Lekko kręciło jej się w głowie, zapewne z powodu uderzenia w głowę oraz zbyt szybkiego wstania, co aktualnie stanowiło dla niej większy problem niż zapewne złamany nos. W takich chwilach nawet nieco się cieszyła, że z nieznanego jej powodu nic ją nigdy nie bolało. Dzięki czemu mogła bez problemu kontynuować walkę aż do nokautu i przyjmować na siebie kolejne ciosy. Chociaż wiedźma przeczuwała, iż tuż po tej bójce będzie musiała poświęcić nieco czasu na sprawdzenie, czy wróżka nie połamała jej żadnej kości, bo musiała przyznać, iż Marianne była naprawdę silna. Dopiero teraz w jej pustym łbie pojawiła się myśl, że być może powinna była nieco na siebie uważać, w końcu nie chciała pokazać się swoim żołnierzom ze śliwą pod okiem jeszcze przed bitwą. Jednak było już zdecydowanie za późno na takie refleksja, a Rez podejrzewała, że i tak nie obejdzie się bez dodatkowej warstwy makijażu.
- Dobrze walczysz. – odezwała się, podchodząc do zagubionego wcześniej sztyletu, by go podnieść. Nie wiedziała, ile wróżka ma lat, bo z długowiecznymi to nigdy nic nie wiadomo, nie zdziwiłaby się jednak, gdyby Marianne okazałaby się starsza od niej. Rez wolała ingerować w wydarzenia Przyziemnych, wręcz ignorując istnienie Świata Cieni wraz z jego własnymi problemami, więc napotkanie na swojej drodze dobrze walczącej kobiety stanowił miły wyjątek, a większości przypadków były to jednak przedstawicielki jednej z innych ras niż ludzka.
Nieco się cieszyła, że w końcu trafiła na godnego przeciwnika, Przyziemni z reguły nie stanowili dla niej większego wyzwania w bójkach. Nawet silny i wyszkolony facet prędzej czy później padał pod wpływem jej ciosów, nie będąc w stanie równać się z prawie czterystuletnim doświadczeniem.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT







Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Niedźwiedzica nie martwiła się aż tak bardzo tymi kwestiami, ostatecznie bowiem występowała tutaj jedynie w roli biednego żołnierza, który był jednym z wielu, więc nie sądziła nawet, żeby ktokolwiek zwrócił na nią uwagę, żeby przejmował się tym, jak wygląda. Używając kameleona, mogla poza tym zrobić ze sobą właściwie wszystko, zaś do bólu była już przyzwyczajona i traktowała go nieco jak miłego przyjaciela, z którym mogłaby iść ramie w ramię na doskonałą popijawę. Nie była pod tym względem typową, filigranową kobietą i odbiegała zapewne od standardów zachowania wśród wróżek, które w dużej mierze lubiły opierać się o zdolnościach takich, chociażby jak wdzięk. Ona posiadała go raczej mniej więcej tyle, co słoń w składzie porcelany, aczkolwiek gdyby nieco się skupiła, byłaby zapewne w stanie wydobyć z siebie coś więcej, niż tylko te dzikie wrzaski i radosny śmiech wywołany tym, że właśnie komuś odcięła łeb. Ostatecznie, jeszcze dzień wcześniej spacerowała po Pradze ubrana w sposób wyraźnie wskazujący na to, że posiadała dobry smak i gust, że wiedziała, jak być kobietą. To była jednak rola, w którą tylko wchodziła, a prawdziwa Niedźwiedzica kryla się raczej na polach walk, tam, gdzie mogla się wykazać, a nie zachowywać jak dziewuszka w złotej klatce. Do dyskusji na dworach raczej się nie nadawała, nie została do tego przygotowana, nic zatem dziwnego, że zdecydowanie bardziej wolała obcować z prostym ludem.
- Ty również - rzuciła nieco schrypniętym tonem, na dokładkę rozerwana skóra na szyi powodowała, że mówiło jej się o wiele trudniej i wcale nie było jej tak wesoło, a przynajmniej powierzchownie. Bo trzeba przyznać, że wewnętrznie wróżka aż kipiała energią i radością, to, co właśnie się działo, sprawiało jej wyraźnie wiele przyjemności i nie czuła właściwie żadnego żalu do wiedźmy, bo swój spór rozwiązywały w sposób, jaki do Niedźwiedzicy przemawiał w każdym calu i powodował, że czuła się jeszcze lepiej niż tych parę uderzeń serca wcześniej. Żadnych górnolotnych uwag, żadnego pieprzenia o dupie Maryni, żadnych nieczystych czarów, po prostu wykorzystywanie swoich fizycznych zdolności i świadomości własnych możliwości, granic i atutów, o jakich nie zapominały. To w tym wszystkim było najpiękniejsze, nic zatem dziwnego, że Niedźwiedzica uprzejmie skinęła głową wiedźmie.
- Bardzo uczciwie - dodała jeszcze zwięźle, ale domyślała się, że córka Lilith doskonale zrozumie, co chciała jej przekazać. W końcu obiecywały sobie, że żadnych czarów i innych sztuczek tego typu, toteż Niedźwiedzica nie sięgała po żadną przemianę w zwierzę, żadne tarcze i rozmowy z roślinami, które zapewne mogłaby wykorzystać z powodzeniem w tym pierwotnym starciu.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.








Multikonta: Bies
Wiedźma natomiast była na jednym z dowódczych stanowisk, więc teoretycznie powinna reprezentować sobą jakiś poziom. Ale to tylko w teorii, bo rzeczywistość wygląda już zupełnie inaczej, bo Rez będzie musiała niedługo stanąć przed swoimi żołnierzami z obitym ryjem i złamanym nosem. Na szczęście iluzję miała na przyzwoitym poziomie, a doliczając do tego odpowiednie kosmetyki, być może nie będzie prezentować się aż tak tragicznie. Chociaż była czarownicą, to daleko jej było na opieraniu się tylko i wyłącznie na magii, życie wśród ludzi i ingerowanie w ich sprawy nauczyło ją, że Przyziemni mają wiele różnych sztuczek, które może wykorzystywać. Ból był jej zupełnie obcy, nie wiedziała, co to właściwie jest i na czym polega, dlatego zawsze przyglądała się ze zdumieniem tym, którzy zwijali się z jego powodu po otrzymaniu obrażeń. Tym bardziej nie wiedziała, czemu ona jest po tym względem inna, stanowiło to dla wiedźmy zagadkę, której nie potrafi w żaden sposób rozwiązać.
- Tylko, gdy trzeba. – powiedziała krótko. Różne nieuczciwe sztuczki na polu walki czy rzucanie klątw nie było jej obce, potrafiła grać naprawdę nieczysto i perfidnie, jednak w przypadku tej walki nie widziała najmniejszego sensu, by to robić. W końcu nie chciała pozbawić wróżki życia, chciała tylko rozładować całą tę wściekłość, która się w niej nagromadziła. Gdyby jej cele było odesłanie Marianne na tamten świat, to nie zawahałaby się ani chwili, by w połowie walki rzucić w nią jakimś paskudnym zaklęciem, tak samo pewnie by zareagowała, gdyby to wróżka zaczęła nagle czarować. Ale w przypadku, gdy postrzegała tę bójkę głównie jako sposób na pozbycie się negatywnych emocji, to zwykła walka na pięści wydawała się być najbardziej satysfakcjonująca.
Zerknęła na słońce, chcąc określić, jaka mniej więcej jest godzina. Cicho westchnęła, gdy doszła do wniosku, że czas na nią. Z chęcią by jeszcze raz przyłożyła wróżce, ale musiała odłożyć na bok przyjemności.
- Miło się walczyło, ale obowiązki wzywają. – odezwała się, ocierając krew z twarzy. Chociaż wręcz nie mogła doczekać się zbliżającej bitwy, to z drugiej strony wszystkiego jej się odechciewało, gdy myślała o tym, że będzie musiała po raz kolejny spotkać się z resztą dowódców, którzy wiecznie się o coś kłócili, zamiast myśleć o porządnym przygotowaniu do walk. – Bawarczycy i Hiszpanie sami się nie wytną w pień. – dodała tylko, lekko się przy tym uśmiechając z wyraźną arogancją, po czym teleportowała się.

/zt <3
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo