Raiden "Malekith" Minamoto

784


185 cm


I see beauty in everything but it all is still fading away






[Cytuj]
Multikonta: Damien C. Ashdown, Lycande
~ Klik! ~


Malekith miał jedną zasadniczą przewagę, a raczej coś co niwelowało wszelkie możliwe niespodzianki mogące czaić się w tym zamku - znał wszystkie jego sekrety, tajne przejścia, i paradoksalnie dość nieliczne zabezpieczenia. Podstawowa zasada ukrywania się: jak najmniej emitowania czegokolwiek oraz samej załogi. Jeżeli wytwarzać dużo energii, ktoś cię odnajdzie. Osiągnięcie tego samego dzięki magii, jeszcze gorzej, gdyż poszukiwacze będą zarazem przedstawicielami świata cieni. W dodatku siła żywa nie może być zbyt wielka, wytresowani Czarownicy słowem nie pisną - lecz pozostała ich ledwie dwójka. Z kolei ludzie, tutaj to istna rosyjska ruletka. Osobiście Japończyk wątpił w obecność choćby dwudziestu.
Czarownik otworzył bramę w jedynym miejscu, gdzie ta faktycznie mogłaby powstać. Uznajmy to za rzecz wspomnianą - iż całe to miejsce otacza bariera, oparta o artefakt, przez co wykryć tę lokację można na dwa sposoby: wpadając na nią bezpośrednio lub jeżeli ktoś przesadzi z zabawami w środku kompleksu. Opisał też mniej więcej rozkład pomieszczeń – typowe Kael Trolde. Z kolei dostanie się do podziemi to kwestia podróży windą, ukrytej w winiarni oraz kompleksami - kolejno od lewej - badawczymi, warsztatami, magazynem, poletkiem treningowo-testowym i mieszkalnym. Ogólne zabezpieczenia, poza ludźmi, w zasadzie niewielkie. Jest jedna komora gazowa, pilnowana przez kogoś przypominającego mięsnego golema, taki skarbiec w starym stylu. Parę kamer również się znajdzie, głównie w rogach, zwłaszcza tam gdzie jest nadmiar ozdóbek - gdzieś musiano je ukryć. Poza tym, blokadą drzwi, drużyną dobrze wyszkolonych żołnierzy, czarownikiem-typowym magiem bojowym i drugim-nekromantą, pozostaje tylko i wyłącznie sam skurwol. Dobry w gębie, mocny w czarach, o ile dać mu czasu na ich rzucenie, i kiepski wojownik.
- Co do… - BZZZZZZZ. Tak wyglądały ostatnie chwile i słowa dwójki strażników, w pierwszym pomieszczeniu, po prawej stronie mostu. Malekith od razu usmażył ich przy pomocy błyskawic, a następnie zaczął przenosić truposze tutaj. Potrzebował ich w roli wytrychów, co jak co ale blokada bram to kwestia kilkudziesięciu sekund - na kamerkach nikt nie śpi. I te, w tym pomieszczeniu, uległy szybkiemu zwarciu. Dlaczego nie teleportować się lub utworzyć kolejnej bramy? Artefakt na to nie pozwala, tak samo jak na ucieczkę… miecz obosieczny.
- Zgodnie z procedurą, co najmniej czterech będzie do nas mierzyć, gdy już wysadzę tę bramę. Mogę utworzyć barierę i iść przodem, a ty wtedy spróbujesz ich rozstrzelać. Bez obaw, moja tarcza przepuszcza wszystko to co będzie leciało w ich kierunku. Ponadto i tak muszę podprowadzić naszych islamistów do drugiego przejścia, a od zewnątrz ilość potrzebnych detonacji będzie większa - zaproponował i jednocześnie skierował swój wzrok na pozostawioną przez martwych już żołnierzy broń palną. Niby mógłby pchnąć telekinetyczne martwych na kompanów i zrobić tak zwane kaboom, lecz wolał oszczędzać materiały wybuchowe. Zawsze to więcej energii magicznej na następne segmenty. W razie braku sprzeciwu, akcja ruszy do przodu...

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
York został daleko w tyle, daleko w przeszłości, chciałoby się rzec, ale to nie była prawda. Rozliczenie z jedną przeszłością, nie oznaczało od razu, że wszystkie dawne rozdziały zostaną tak po prostu zamknięte, nie oznaczało, że wszystko się skończy, a oni będą mogli już tylko iść naprzód. Zostało wiele śmieci, jakich nie zdołali jeszcze uprzątnąć i nad nimi należało się pochylić, teraz jednak znajdowali się tutaj, przed pewnym zamkiem, a Niedźwiedzica, słuchając wszystkich wyjaśnień czuła, że krew w jej żyłach zaczyna mocniej krążyć i nie może się już doczekać tego, co nadejdzie. Skrupulatnie odnotowywała każdy podany jej szczegół, czując po prostu, że w końcu będzie mogła zrobić to, do czego się nadaje - walczyć. Na śmierć i życie, a nie łaskocząc się radośnie z jakimiś głupcami. W tej chwil właściwie nic się dla niej nie liczyło, pod tym względem była, być może, nieco podobna do czarownika, u którego boku znajdowała się, gdy wkraczali do zamku. Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy za jednym pstryknięciem palców usmażył dwóch jegomości i aż się przeciągnęła pozwalając na to, by mięśnie się rozgrzały.
- Nie jestem w to najlepsza - stwierdziła, spoglądając spokojnie na broń palną i chłodno oceniając to, czy w ogóle jej się przyda. Lepiej szło jej zdecydowanie w walce w zwarciu, ale i ona miała swoje małe tajemnice i różnego rodzaju sekrety, jak chociażby czakram, który znajdował się u jej boku, a bronią był zabójczą, tym bardziej dla kogoś, kto posługiwał się nią od czasów, gdy ta w ogóle powstała. Niedźwiedzica miała również noże o krótkich ostrzach, którymi na upartego dałoby się rzucać, jednak przede wszystkim posiadała szybkość i siłę, której można było jej pozazdrościć. Dodatkowo w każdej chwili była gotowa do tego, by przybrać pasującą jej akurat formę zwierzęcą, Malekith nie musiał się zatem obawiać, czy kobieta, aby na pewno poradzi sobie z czterema przeciwnikami, w końcu w dawnych czasach, pod Zbarażem, była w stanie posłać na śmierć o wiele większą grupę mężczyzn. A teraz? Gdy tak bardzo potrzebowała czegoś, co pozwoli jej, choć nieznacznie ukoić nerwy? Wiedziała doskonale, że to nie pomoże im odzyskać jej świata, że to nie zmieni faktu, iż Pradawny znał już ich plany, ale jej dusza wojownika dozna chociaż odkupienia. Poza tym szła do walki ramię w ramię z mężczyzną, z którym mogłaby walczyć i do końca swoich dni, dlaczego więc miałaby się w ogóle zatrzymywać?
- Pamiętasz stary zakład? Co zrobisz, jeśli zetniesz trzy głowy jednym cięciem? Bo ja doskonale wiem, co zrobię, jeśli zabijesz ich więcej, niż ja, Mal - rzuciła jeszcze i uśmiechnęła się do niego zaczepnie, oczy jej błysnęły, kiedy nasuwała na nie przyłbicę pozwalając, by to niedźwiedź spoglądał na świat. Odpięła płaszcz, który nie był jej teraz do niczego potrzebny, sięgnęła po broń, którą została porzucona przez biednych zmarłych, a później odpięła czakram od pasa i skinęła głową na znak, że jest gotowa. Gdyby czarownikowi faktycznie udało się wysadzić bramę w powietrze, tak jak to planował, Niedźwiedzica była gotowa do kolejnych ruchów, jakie zamierzała wymierzyć początkowo stojąc u jego boku. Osobnik znajdujący się najbliżej niej, z jej prawej strony, zostałby z miejsca ugodzony czakramem, prosto w szyję, z taką mocą, że nie było nawet szans na to, by przemówił, czy zdołał zacharczeć, ostatecznie bowiem w takiej walce Niedźwiedzica była naprawdę dobra. Później oddałaby strzały w stronę tego stojącego po lewej, tutaj już gorzej, celując w miarę poprawnie, co zapewne skończyłoby się dla mężczyzny zostaniem przysłowiowym sitem, a w chwilę później czarownik zostałby na moment sam. A przynajmniej tak można by podejrzewać, gdyż Niedźwiedzica zgodnie ze swoim założeniem, po prostu przybrałaby formę swego ukochanego sokoła, powszechnie uznawanego za najszybszego ptaka świata. Jej cel? Kolejny pan, za którym wylądowałaby już we własnej formie i poderżnęłaby mu gardło jednym z posiadanych noży, by zaraz skoczyć ku drugiemu gagatkowi, nie bacząc za bardzo na to, że otrzymuje ciosy. Furia, jaka ją prowadziła w czasie walki, była godna berserkera, a jednocześnie stanowiła coś na kształt krwawego tańca, który Niedźwiedzica miała po prostu w sobie od zarania dziejów, od kiedy tylko przyszła na ten świat. Nic zatem dziwnego, że ostatecznie zapewne po prostu skinęłaby na czarownika, zlizując krew z własnej brody, która nie była chwilowo chroniona przez żadną stal. Powiedzieć, że się dopiero rozgrzewała, to jak powiedzieć nic. Oczywiste było, że wróżka czekała po prostu na czarowników, bo to oni stanowili dla niej prawdziwe wyzwanie, a nie jakieś pachołki z bronią, które nie miały pojęcia, że w każdej chwili może ich zarżnąć jak prosięta. Pozostawało już tylko wyrwać czakram z gardła trupa, a później ruszyć dalej.
- Nie sądzisz, że mogą ci się do czegoś przydać? - rzuciła, o ile faktycznie zdołała odzyskać broń, a później szturchnęła trupa czubkiem buta i uśmiechnęła się do towarzysza.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Caranthir

603 (18)


175 cm


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them







[Cytuj]
Multikonta: Anna Valerious
Jeb, pist, trach, kaput! Tu strzały, nieskuteczne, tam cięcia po gardłach i inne wymyślne zagrania, pechowo dla ludzi i przeciwnie do ich działań, udane. Czterech ich wyszło, najgorszy sort najemników, najbardziej zaspani i nie w pełni przygotowani, nawet jeżeli nieźle opłacani. Można ich za to winić? Przecież to jebane zamczysko na rosyjskim zadupiu, halo, kto miałby ich zaatakować? Powstała z grobu i maszerująca od tygodni, nazistowska dywizja górska? Cholerni spadochroniarze, którzy otrzymali wsparcie zaginionego samolotu lufftwafe? A może piechota morska, co żabką pływała w śniegu, bo to przecież też woda? A przecież to Ruscy, a nawaleni mogą, dla zabicia czasu, strzelić w czerwoną beczkę albo coś...
... zdechli, kończymy temat. Bramę też wywaliło, za trzecim wybuchającym umarlakiem. A mostek? Parę cegieł tu i tam urwało, ale to solidna konstrukcja, drugie tyle przyjmie i nadal pozwoli czemuś cięższemu się przeprawić. A tam na dole, ponoć, płynie woda, w sam raz na kąpiel...
- Ach, zaginiona owieczka wreszcie wraca do stada, z obfitującym w szczegóły raporcie, jak zwykle - odezwał się głos, który rozpustny i mało szanowny Malekith powinien rozpoznać wszędzie, jego ukochany przyjaciel, a raczej projekcja która pojawiła się we właśnie rozpierdolonej bramie. Kawał mało urodziwego chuja, któremu źle z oczu patrzy, a z magicznej aury jeszcze gorzej. - W dodatku z dawną towarzyszką, o której tak chętnie mi opowiadałeś. Muszę przyznać, na żywo wygląda jeszcze bardziej urodziwie i będzie stanowić wisienkę na torcie naszej kochanej, nowej gwardii. Może nawet pozwolę jej zachować obecny wygląd, co ty na to? - dodał i zaśmiał się, choć to nie pogodny nastrój był mocno wyczuwalny, a coś co mimochodem powodowało dreszcze na karczkach nawet zaprawionych w bojach wojów. Niejednego już przerobił na miazgę, fizycznie i mentalnie, a kto jak kto, ale ty, smoczku, powinieneś wiedzieć jedno... to nie była pusta groźba. Z kolei Szanowna Niedźwiedzica? Jak by to ładnie opisać... znałaś Gadzinka, ponoć nie w kij dmuchał siepacz, a mimo to zrobiono z niego posłusznego kundla. To chyba niezłe referencje?
P. S. Zaprzeczajcie, powtórna tresura będzie jeszcze przyjemniejsza. Co to za frajda, gdy ofiara oddaje się dobrowolnie?
- Jeżeli sądzisz, że przychodząc tu, zmyjesz z siebie hańbę klęski, mylisz się. Oboje mylicie się. Wkrótce zrozumiecie, iż los ma dla was jedynie jedną rolę, a zapewniam, reprymenda jest bolesna... - mruknął, a obok niego pojawiło się kilka innych, iluzorycznych postaci... Powiedz mi, Mal, kogo Shiz kazał ci mieć na oku? Lub prosił, jedna chwała? I jak zamierzasz go mordować, musząc jednocześnie pilnować Marianne i Mei? I głaskanie którego obrazu bardziej cię wkurwi; którą kochasz bardziej? Faerie czy Wampira? A może zakładasz harem? I nie zapominajmy o twoim, a tfu, synku, Jonathanie. Chyba ktoś straci kocie uszy...
... bękarcico aniołów i demonów, bo do smoków nie dorastasz, nawet podrabianych. Czy tam aby nie stoi twoja... córeczka? Tylko skąd te lisie ogonki? Ach, tak, pewnie za nią czai się Ignis... Ale mniejsza o nazwiska, skoro wszyscy tobą gardzą, sprowadzą do poziomu gówna i to już wkrótce, i tak ochoczo wykorzystują, by później porzucić. Czujesz tę aurę śmierci, która zbliża się coraz bardziej?
Tak, kochani, trupy nadchodzą, ale to nie są byle jakie... o nie, nie, nie! Zionie od nich czymś znacznie mroczniejszym, żeby nie powiedzieć, coś dużo tutaj siarki. Zakuci w zbroje, z masywnymi tarczami, z włóczniami w ręce i mieczami przy pasie, masywny mur tarcz liczący cztery oddziały, po 25 każdy, zmierza w waszym kierunki. I każdy zn ich nie jest niezgrabnym zgniłkiem, a sprawnością dorównuje wyszkolonemu ludzkiemu wojowi. Niemiły numer, ale tutaj Gadzinek powinien ich kojarzyć, i Bevin, którego niestety nie ma...
... to na nie natrafiliście na pewnym retro, prawda?
I, powagi, naprawdę sądziłeś, durniu, że w ochronie nie będzie żadnej innowacji?
Rozczarowujesz...
... nie pierwszy raz.
I ten smokopodobny ryk, który przerywa chwilową "ciszę". Ups, przepraszam, błąd narracyjny, to dragonidae... osiodłane i pędzące w waszym kierunku, z zamiarem skąpania was w ogniu. I nawet nie próbujcie uciekać, bo jak już powiedziano, teleportacje niespecjalnie zadziałają, a droga za wami została odcięta; a konkretnie kawałek ziemi pozwalający na zabawę w bramy. Pretensje do Putina!
- Wejdźcie śmiało do mojego legowiska, zatańczymy - ostatnie słówko wydobyło się z czyjejś gardzieli w nienaturalny sposób; zabrzmiało mocno... demonicznie? Koniec transmisji, iluzja znika.

Raiden "Malekith" Minamoto

784


185 cm


I see beauty in everything but it all is still fading away






[Cytuj]
Multikonta: Damien C. Ashdown, Lycande
Symfonia śmierci i zniszczenia, piękna pieśń, gdy czyjeś serce wiedzione było niczym więcej, jak zemstą i chęcią zaznania zbawiennego poczucia sprawiedliwości. To ponoć uzależnia, a w dłuższej perspektywie czasu, wyniszcza od środka. Czy tak też działo się z Gadem, który chwilowo zdawał się iść w ślady Pradawnego? Bo czymże jest jego działanie, jeśli nie naśladownictwem, choć na mniejszą skalę? Ponoć to tylko chęć wstrzymania funkcji życiowych w ledwie jednym jestestwie, lecz parę chwil wystarczyło, aby posłać w zaświaty kilka ludzkich dusz. Czy to smakowało słodko? Nie. Satysfakcja zerowa, tego domagał się instynkt, cel egzystencji.
- Nic, nie jestem tutaj w celach rozrywkowych - warknął i raczył włożyć hełm, tudzież opuścić przyłbicę która wcale mocno widzenia nie ograniczała - gracz już zapomniał czy miał go na sobie czy też nie. Malekith skupiał się wyłącznie na celu końcowym, z akceptacją utraty własnego żywota, o ile pociągnie tego jednego skurwysyna za sobą, do Hadesu. Bez tego nie mógł ruszyć w żadnym innym kierunku, nie otworzy nowych drzwi, przeciąg to zło.
Był wściekły, z każdą chwilą spędzoną na przyglądaniu się iluzjom i słuchaniu tego wkurwiającego głosu. Pewnie wyobrażałby sobie co najmniej trzysta scenariuszy, jak rozszarpuje go na strzępy, lecz wolał nie dzielić skóry na niedźwiedziu - zwłaszcza, iż jeden Miś był w zasięgu reki. Za to zrobił to do czego ktoś go wytresował, milczał. Obłożony klątwą nigdy nie miał niczego do powiedzenia i w przypadku tego konkretnego rozmówcy, nic nie uległo zmianie. Nie chciał dać mu ani grama satysfakcji, a butna reakcja byłaby tego dobitną oznaką. Przekręcił jedynie łepek i cieszył się, iż jego czerwone-czarne ślepia nie były w tej chwili widoczne, a przecież zawsze zdradzały krwiożercze zamiary. Ponadto to właśnie on niejako nauczył Gada wstrzemięźliwości, więc za brak pyskówek niechaj wini samego siebie. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni.
- On jest mój - rzekł i odwrócił się w kierunku nadlatującego oponenta. Osiodłanego demona nie spodziewał się ani trochę, lecz to jakoś mocno nie psuło mu szyków. Miał nawet pewien pomysł na podejście do tematu oraz dysponował odpowiedniejszym arsenałem na tego typu oponenta, jeżeli chcieć się mu czymś odgryźć. Tym samym niedźwiedzicy pozostawił chwilowo kwestię maszerujących w ich kierunku nieumarłych.
Wpierw zaatakował iluzją, najsłabszym ogniwem jakie miał. Niechaj ciemność spowije oczy jeźdźca, zaś w uszach rozbrzmiewa bardzo głośny pisk. Dwie podstawowe sztuczki, proste i mało finezyjne: wina nieopłacenia dostawy elektryczności i wadliwego mikrofonu po stronie Malekitha. Następnie nadchodzi czas na coś brutalniejszego, posłużenie się okolicznym śniegiem na poczet utworzenia dość sporych, lodowych włóczni i posłania ich w kierunku latającej podrobionej gadziny. Kierunek natarcia, lekko po skosie od lewej i prawej strony - 10:30 i 13:30. Sprawdźmy, czy demon uzyskał jakąkolwiek autonomię i jak poradzi sobie potencjalnie ślepy i po części głuchy pilot.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Od samego początku wiedziała, że to nie będzie spacer, że to nie będzie żadna przyjemna, urocza przechadzka na krańcu świata, zdawała sobie również sprawę, a przynajmniej zaczynała, z tego, iż przeciwnik Malekitha zaliczał się do niezwykle groźnych i zdecydowanie silnych, nie mógł być żadną rozmiękłą kluchą, nastawiała się zatem na prawdziwą walkę, a nie głaskanie się po głowach. Nic zatem dziwnego, że mimo wszystko poczuła dreszcz przebiegający po plecach, gardło na moment jej się ścisnęło i zgrzytnęła zębami, czując, jak każdy mięsień w jej ciele napręża się do granic możliwości, by w każdej sekundzie być gotowym do skoku. Wspomnienia, insynuacje, podsuwanie obrazów... To chyba nie robiło już na niej tak wielkiego wrażenia, w końcu mierzyła się z Mrokiem, widziała, jak ten przemierza jej wspomnienia, jak odkrywa wszystko, co do tej pory zasłaniała, toteż nie czuła się nawet zdziwiona faktem, iż nowy przeciwnik zachowuje się w sposób co najmniej podobny i stara się zrzucić ją gdzieś na kres rozpaczy. Inną sprawą były insynuacje o nieudolności, ale te jedynie Niedźwiedzicę rozsierdziły. Bolało, paliło, chciała się skryć, ale wiedziała, że to wszystko słowa, a słowa można zwalczać, zagłuszać, że można iść naprzód mimo nich, aczkolwiek przez dłuższą chwilę stała w miejscu, próbując pozbyć się tego wszystkiego, co negatywne i starając się podejść do sprawy na spokojnie. O ile w jej wypadku było to w ogóle możliwe. W końcu zaś splunęła.
- Pieprz się - rzuciła gdzieś w przestrzeń, ot, tak, a następnie spokojnie sięgnęła po topór i ruszyła w stronę zbliżających się przeciwników, zaś na jej ustach wykwitł całkiem ironiczny uśmiech. Słysząc słowa czarownika, skinęła nieznacznie głową. - Nie zamierzam odbierać ci tej przyjemności - oznajmiła, a później zatrzymała się w pewnej odległości od truposzy, śmiejąc się cicho, gdy zdała sobie sprawę z sił, jakie zostały przeciwko nim rzucone. O tak, dokładnie tak reagowała w czasie wojny, gdy stała naprzeciwko armii, a śmierć zdawała się pukać do drzwi. Czy to było szaleństwo? Postanowiła, że w pierwszej kolejności przekona się, czy w zakamarkach kamiennych murów nie kryje się jakaś roślinność, a jeśli tak, zamierzała nakłonić ją do podjęcia próby zagrodzenia drogi przeciwnikowi. Czy truposze lubią bawić się z dzikimi lianami? Jeśli nie znajdzie choćby marnej trawy, zapewne ucieknie się do rozstawienia tarczy i poczeka na ruch przeciwnika.
- Mal? Jeśli to coś spróbuje nas podpalić, to najpewniej wybuchniemy tu wszyscy - rzuciła jeszcze w stronę czarownika, gdy doleciał do niej zapach, jaki wydostawał się z truposzy. Siarka? Chodzące beczki prochu na zamówienie.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could

Caranthir

603 (18)


175 cm


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them







[Cytuj]
Multikonta: Anna Valerious
Doskonale, o to chodziło, niech tłamszą w sobie te emocje, pozwolą im buzować i karmić się na innych parszywych myślach. Efekt domina, mówi to państwu coś? Piękna rzecz, szczególnie, że to wręcz doskonale nastrajałoby dwójkę straceńców do dalszej walki, a jak wiadomo, im więcej emocji tym trudniej o zdrowy rozsądek. Co miało na celu to krótkie wystąpienie magika? Właśnie to, zasianie tego maleńkiego ziarenka niepewności, a raczej nienawiści, a siewca zbierze plony w odpowiednim dla siebie czasy. Heh, żniwa to piękny czas, szczególnie gdy liczy się zarobione ze sprzedaży plonów boliwary. Może wystarczy ich na radio do używanego, niestety jeszcze znajdującego się poza gospodarstwem, ciągnika?

Gadzinek
Oślepienie i otumanienie? Jak na takiego kiepskiego iluzjonistę, całkiem całkiem, a bo i do wykonania za wiele umiejętności nie trzeba, przecież nawet dzieciątko umie wylać farbę i drzeć się (bo wszystkich cukierków nie dali...) na całe gardło... operator demona miałby problem z ewentualną celnością, gdyby zdecydował się na miotanie jakąś kulą ognia... a takowa pofrunęła wystarczająco wysoko, żeby się nią w ogóle nie przejmować. Co innego sama podróbka smoka, ta leciała w mniej więcej ustalonym wcześniej kursie, z niezmiennym zamiarem...
... jebut, latające coś nie zdążyło, ani ziewnąć ani tym bardziej wymanewrować. Mayday! Dragonidae spada i sobie ten głupi łeb o skały rozwali. A jeździec? Ten ma się świetnie, bo doskonale pamiętał, gdzie jest most i się na niego teleportował (już wcale nie taki ślepy i głuchy). Przystojni Azjaci muszą uważać na swoje tyły, krótki miecz może chcieć zagłębić się pod czyjaś prawą pachą, a tego upływu krwi Gad może nie zdążyć zatamować. Odległość przeciwnika? Półtorej metra, have fun.

Marianne
Drobna roślinność zawsze się znajdzie, choć jej ilość, jeżeli chcieć działać natychmiast, do porażającej nie należała. Graczka nie ma pojęcia, jak nazwać to coś przypominające mech, co porasta sam murek, ale i to i coś będące namiastką trawki, była pod ręką. Tak więc droga została ostatecznie zagrodzona, co chwilkę zajęło, ze względu na czas jaki był potrzebny do powiększenia zielska i same szekle zainwestowane w odpowiednią umiejkę. Tylko zawsze jest jedno "ale", sześcioro truposzy zdołało się przedostać przez przeszkodę, nim ta stała się naprawdę upierdliwa. Ponoć to dobre proporcje, 1:6, pocieszenie dla wszelakiej maści wojowników, mogąc się wykazać...
... i wyszaleć, mieć tę namiastkę ulgi po wcześniejsze wyprawie, po której zbroje pozostały nadal w pełni sprawne, bez zadrapania czy więcej niż kilku ziarenek kurzu. Truposze maszerowały wprost na Niedźwiedzicę, w formacji odwróconego klinu.
Gdyby Faerie zechciała pomóc swojemu kompanowi, ryzykują zostanie okrążonymi. Jeśli będzie z nimi walczyć, to scenariusze mogą być różne. W końcu, atakując kogoś z głębi formacji, sama da się otoczyć, za to rzucenie się na skrzydłowego naraża ją na upadek z mostka (z cudzą pomocą). Z kolei, pozostając pasywną, ci ustawią się wprost idealnie do zepchnięcia jej z tego miejsca, co by ugłaskała demona, który lada chwila zaliczy twarde lądowanie, gdzieś na dole góry...

Raiden "Malekith" Minamoto

784


185 cm


I see beauty in everything but it all is still fading away






[Cytuj]
Multikonta: Damien C. Ashdown, Lycande
Bazując na jednej z cech Czarowników, zmyśle magicznym, Gad usiłował monitorować pozycję adwersarza - i zadziałać w chwili jego zniknięcia z siodła i pojawienia się za jego plecami. Teleportowałby się na jego tyły, po prawej stronie i w odległości około dwóch metrów. Odrobina przestrzeni, przed następnym ruchem, była wskazana. Malekith zaatakowałby przy pomocy wyładowań elektrycznych, wypuszczonych z obu dłoni. Jedno z nich wymierzył w głowę przeciwnika, drugie w plecy. Czas działania: dopóki ktoś się nie sfajczy. Jednocześnie kontrolował, aby efekty czaru nie wykroczyły poza sylwetkę Maga. Było to szczególnie ważne, zważywszy na miejsce w jakim się znajdowali. Śnieg to woda, a ta doskonale przewodziła prąd i jedynie potęgowała doznania – a tych wolał nie odczuć ani na sobie, ani nie posłać przypadkiem do Marianne.
Jeżeli działania byłyby udane i umożliwiły jakikolwiek krótki dialog, odpowiedziałby Niedźwiedzicy.
- Nie wybuchną- znał ten tym przeciwnika, z zabawy z Kłębkiem. Opowiedziałby bardziej, gdyby nie obecne okoliczności. Może ktoś zaufa mu na słowo honoru.

Taillis

1020


168 cm


I WANNA GET IN TROUBLE I WANNA START A FIGHT






[Cytuj]
Multikonta: Jonathan, Oscar, Margot
Małe zwycięstwo, ale to nie było jeszcze ogłaszanie sukcesu, do tego wiodła zdecydowanie długa droga, a ona nie zamierzała osiadać na laurach, na pewno jednak bardziej podobała jej się walka z mniejszą liczbą przeciwników. Oczywiście, mogła w tej chwili przejść w tryb jakiegoś berserkera, ale nie do końca o to chodziło i nie do końca miała miejsce na tego typu walkę. Niemniej jednak nie obawiała się aż tak zepchnięcia z przejścia — nie dość, że posiadała skrzydła, to przecież w każdej chwili mogła również przybrać postać zwierzęcia, więc pole do manewru miała całkiem interesujące i szerokie, na razie jednak postanowiła wykorzystać jeden manewr. Jeśli usłyszała odpowiedź czarownika, to zapewne uśmiechnęła się pod nosem, a później przyjęła postać sokoła, by wzbić się w górę i pomknąć na tyły przeciwnika. Zamierzała wylądować dokładnie za ostatnim truposzem tworzącym odwrócony klin, by prędko odrąbać mu łeb toporem. Wiedziała doskonale, że skakanie z miejsca w miejsce nie będzie aż tak cudowną myślą, bo może wyczerpać własne siły, ale w ten sposób musiała zmusić przeciwników, by się odwrócili i ponownie do niej skierowali. Jeśli wcześniejszy manewr jej się udał, rzuciła czakramem w kierunku szyi truposza znajdującego się po jej prawej. Zamierzała później ponownie wykorzystać swoją ptasią postać, a jeśli nie miałaby aż tak wiele sił, po prostu użyłaby własnych skrzydeł, by wrócić na swoją poprzednią, wyjściową pozycję, skąd przystąpiłaby do ataku na lewą, osłabioną już teoretycznie, flankę.
Don't know where to go
Don't know where to go
Don't know if I should
Don't know if I could
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo