Avalon Johnson
[Usunięty]
Avalon Johnson
[Usunięty]
[Cytuj]
#2 style

Po przyjeździe do miasta ciężko było jej się ze wszystkim ogarnąć, jak chyba każdemu w nowym miejscu. Inne zapachy, oczywiście mowa tu o wilkach, do tego nikogo nie znała. Nie zamierzała się jednak poddawać, nie przyjechała do Yorku żeby się załamywać a przeżyć przygodę i przydać się do czegoś. Wstępnie więc zatrudniła się do baru, oraz dodatkowo dała ogłoszenie jako fotograf, bo jednak sprzęt miała i trochę talentu, czemu więc nie zarobić trochę na tym? Chyba brakowało tu ludzi z takimi umiejętnościami, nie musiała bowiem długo czekać na odzew, wybrała ją gazeta do udokumentowania wywiadu z jakimś pisarzem. Co prawda nie znała gościa, książek nie czytała, ale kto wie, może po tym spotkaniu sięgnie?
Po przybyciu na miejsce przez chwilę stanęła i zaczęła się rozglądać, miejsce było magiczne, zdecydowanie w jej klimacie, dlatego też nie mogła się oprzeć by nie cyknąć paru dodatkowych zdjęć dla siebie, skoro już tu była. Zamierzała również przyjść tu ponownie ale już w innych okolicznościach, najlepiej sama by się tu zrelaksować i naładować baterie, gdyż natura tak właśnie na nią działała. Teraz musiała wyrwać się z tego zauroczenia, bowiem ekipa ją wołała do klienta, którego to miała fotografować na tle tych jakże pięknych roślin. Gdy się odwróciła, okazało się że nie tylko to miejsce było takie czarujące. -Avalon Johnson, miło mi. - uśmiechnęła się delikatnie, podchodząc bliżej nich. -Tak, mają to szczęście mieć nowego fotografa w mieście.- uśmiechnęła się delikatnie gdy pocałował ją w dłoń, jeszcze na tym świecie się tak robi? Gdzie ten facet się uchował tyle czasu, gdyby wiedziała że tu takich można spotkać już dawno by się przeprowadziła. Niestety długo się na niego nie napatrzyła, bowiem Alice postanowiła sprowadzić ją na ziemię. -Mhmm.- jedynie tyle z siebie wydusiła. Oj tam, przecież się na niego nie rzuci, jasne, był w jej typie, ale nie była jedną z tych kobiet co od razu działały. Nie przepadała za tym, by to ona miała robić pierwszy krok. Kiwnęła więc głową do Alice i odwróciła się do Alexa czy jak mu tam było. -To co, zaczynamy?- uśmiechnęła się ponownie, chwytając za aparat.
 

Xavier Alexander Morningstar

32


190 cm


Life is brutal







[Cytuj]
Multikonta: Elvan, Ceris, Rose
Xavier potakiwał gdy Bradley tłumaczył mu jak to ma wyglądać. Jednak kontem okiem przyglądał się Avalon. Nie mógł zrozumieć jak mogła mu się podobać ta kobieta inaczej niż tylko jako obiekt sztuki, piękności i nic więcej. Pierwsza osoba płciu pięknej, która skradła mu serce to Charlotte, ale to na innej zasadzie. Ośmiolatka została jego ukochaną córeczką i w życiu by jej nie dotykał w ten sposób jak jej ojczym. Po prostu u Verlac'a uaktywnił się synktom rodzicielski.
Wracając do wywiadu.
- To tak Avalon porobisz zdjęcia mu z tymi kwiatami oraz przy tym wodospadzie. Chce by była uchwycona magia tego miejsca. Rozumiemy się? - zapytała Alice.
Zaraz do blondynki podszedł Bradley i szepnął coś jej do ucha.
- Zostawiamy Was na chwilę samych, a my pójdziemy po kawę - stwierdził mężczyzna.
Nie tam by Xavierowi to przeszkadzało, ale... w innej sutuacji było by ok, ale teraz... czuł jak słowa utkwiły mu w przełyku.
Na początku bez żadnego polecenia usiłował jakoś pozować. Jednak nieudolnie mu to wychodziło. Niestety nigdy tego nie robił i w jakiś sposób się stresował, choć nie było czym.
A może Avalon tak działała na niego? Możliwe.

<div style="width:450px;"><div style="font-family:'Satisfy'; font-size:28px; line-height:80%; color:#8F507C;text-shadow: 1px 1px #e6e6e6;margin-top:50px;margin-left:-150px;position:relative;">
Xavier Verlac
<tbody></tbody>
<img src="https://data.whicdn.com/images/218888822/original.gif" style="border:2px dotted #8F507C; width:100px;height:100px;border-radius:100px;margin-top:-30px;"> <img src="https://78.media.tumblr.com/78e62194c979a5fe7bc90ab1e9ab31c5/tumblr_p6auofQ4co1vj7qtpo3_540.gif" style="border:3px dotted #8F507C; width:130px;height:130px;border-radius:100px;margin-top:-25px;">
<tbody></tbody>
<div style="width:380px; font-family:calibri; font-size:9px; text-transform:uppercase; text-align:justify; line-height:8px; color:#000000;"><div style="padding:2px;">
Here's to the lonely hearts and the ones that never change
Avalon Johnson
[Usunięty]
Avalon Johnson
[Usunięty]
[Cytuj]
Samotność dawała się jej nieco we znaki, ostatnio randkowała z rok temu jak nie więcej, jednakże to dlatego że wolała skupić się na sobie, trenowaniu i ulepszaniu swych możliwości, czy jednak teraz była na to gotowa? Szczerze mówiąc nigdy nie należała do tego typu dziewczyn, co latają za facetami w krótkich sukieneczkach... no może z wyjątkiem ostatniego, gdyż jej ubiór był dość wyzywający, ale jako wilk im mniej ciuchów tym lepiej, później mniej się żałuje gdy kończą całe w strzępach. Wracając jednak, nie szukała niczego na siłę, uważała że jeśli los zechce, ześle jej kogoś w końcu, no albo będzie całe życie sama, tego też nie wykluczała, lecz będąc wilkiem zawsze ktoś tam był by wesprzeć w trudnych chwilach, o ile pozna tutejszych i jakoś się polubią. Chyba tego własnie obawiała się najbardziej.
-Jasne. Kwiaty, wodospad i magia, nie ma sprawy.- tak, bo przecież to się tak prosto mówi, zrób tak i tak, co by się nie działo. Ciekawe że oni tak nie potrafią, no ale taka była codzienność fotografa, duże wymagania i ciężka praca, a najciężej było robić zdjęcia ludziom, którzy tak jak Alex, nie mieli pojęcia jak pozować i co gorsze, spinali się przed aparatem. Albo jej buźką. -Ok.- rzuciła tylko gdy poszli po kawę, nie widziała w tym czegoś dziwnego, okazji również bo skoro miała go sobie odpuścić to przecież nie było tematu, pełen profesjonalizm, gdyby tylko nie jego... sztywne ciało. Avalon przejrzała parę fotek po czym westchnęła, coś trzeba było zrobić, tylko co? -Może przejdziemy nad wodospad?- rzuciła, bowiem czasem zmiana otoczenia sporo robiła. Gdy doszli na miejsce podeszła do niego, z lekkim uśmiechem na twarzy. -Spokojnie, wiem że pewnie naopowiadali ci jakichś skomplikowanych rzeczy, mi również. Nie przejmuj się tym co mówią, mną czy czymkolwiek innym. Pomyśl o swojej książce, albo o kimś kto cię uszczęśliwia i idź na żywioł.- na koniec puściła mu oko i oddaliła się kawałek, by zacząć znów robić fotki gdy tylko był gotowy. Mimo wszystko coś zrobić musieli, bo tamte zdecydowanie do niczego się nie nadawały, a wywiad bez zdjęć to trochę słabe.
 

Xavier Alexander Morningstar

32


190 cm


Life is brutal







[Cytuj]
Multikonta: Elvan, Ceris, Rose
Wysłuchał co ma do powiedzenia Avalon.
- Dobrze możemy iść. Tak naprawdę nie o to chodzi. Jestem jako autor książek już wiele lat, ale dziś jest ten pierwszy raz kiedy pozuję do zdjęcia do gazety jak i do mojej nowej książki - wyznał.
Xavier ruszył za dziewczyną. Siadł sobie na kamieniu przy wodospadzie i na chwilę zamknął oczy. Wyobraził sobie Charlotte jak jest zadowolona i czaruję. Choć nie był świadkiem wielu razy gdy to robiła, ale to doznanie było trudne do opisania.
Zaraz otworzył oczy z pięknym uśmiechem, który by roztopił nie jedno żeńskie serce jak i męskie.
Patrzył na Panią fotograf. Następną pozę, że uklękł i zrobił tak by woda poleciała w drugim kierunku niż był. Wtedy jeszcze roześmiał się, bo w jakiś sposób przypomniały mu się dziecinne lata, gdy zaczął widzeć Świat Cieni. To sprawiło, że mogło z tego wyjść bardzo dobre zdjęcia. Jednakże Verlac nie młodniał w sumie na tyle lat co miał to tylko miał zmarszczki od śmiechu.
- Może następne zdjęcie przy drzewie z kwiatami wiśni? - zaproponował.
Zastanowił się, bo miał propozycję dla Avalon.
- Mam pytanie czy potem chciałabyś wybrać się ze mną na obiad? - zapytał.
Znając już dobrze Alice i Bradley'a brunet wiedział, że im się długo zejdzie.
- Nie chciałbym byś uciekała ode mnie, bo wywiad może okazać się dla Ciebie nudnym doświadczeniem. Poza tym trochę się denerwuję w Twojej obecności. Twoja uroda jest zniewalająca. Masz jakieś latynoskie pochodzenie? - pytał.
Nefilim chciał zagaić rozmowę, poza tym pokazać, że Avalon nie jest mu obojętna i chciałby ją bliżej poznać.

<div style="width:450px;"><div style="font-family:'Satisfy'; font-size:28px; line-height:80%; color:#8F507C;text-shadow: 1px 1px #e6e6e6;margin-top:50px;margin-left:-150px;position:relative;">
Xavier Verlac
<tbody></tbody>
<img src="https://data.whicdn.com/images/218888822/original.gif" style="border:2px dotted #8F507C; width:100px;height:100px;border-radius:100px;margin-top:-30px;"> <img src="https://78.media.tumblr.com/78e62194c979a5fe7bc90ab1e9ab31c5/tumblr_p6auofQ4co1vj7qtpo3_540.gif" style="border:3px dotted #8F507C; width:130px;height:130px;border-radius:100px;margin-top:-25px;">
<tbody></tbody>
<div style="width:380px; font-family:calibri; font-size:9px; text-transform:uppercase; text-align:justify; line-height:8px; color:#000000;"><div style="padding:2px;">
Here's to the lonely hearts and the ones that never change
Avalon Johnson
[Usunięty]
Avalon Johnson
[Usunięty]
[Cytuj]
Uśmiech nie schodził jej z twarzy w jego obecności, był taki słodki jak się stresował tą sesją, a przecież to nic takiego strasznego. -Kiedyś musi być ten pierwszy raz. Zobaczysz, będzie dobrze, jesteś w dobrych rękach.- sama dobrze czuła się po obu stronach aparatu, miała jednak styczność z osobami które nie czuły się pewnie jako model i pomagała im w tym przeżyciu, dokładnie tak jak teraz z Alexem. Jak widać miała do tego rękę, bowiem mężczyzna szybko się otworzył i to w jakim stylu! Każde zdjęcie było jeszcze lepsze od poprzedniego, dzięki czemu nie musieli długo siedzieć w jednym miejscu. -Jasne, chodźmy.- zabrała sprzęt i ruszyła razem z nim pod drzewo, które wybrał, całe to miejsce było magiczna i dla niej wystarczyłoby tych parę zdjęć które już mieli, no ale zlecenie było konkretne, więc co poradzić. -Obiad?-- wyjrzała zza obiektywu aparatu, przesłyszała się? Przecież dopiero ktoś powiedział jej że ma sobie nie robić nadziei a teraz dostała zaproszenie na randkę? Aż się rozejrzała, może była w ukrytej kamerze, zaraz jej wyskoczą i powiedzą it's a joke bro! -Aż tak siebie źle oceniasz, że z góry zapowiadasz nudny wywiad?- zaśmiała się lekko, po czym poprawiła włosy i odłożyła na chwilę aparat, chyba czas na przerwę. -A dziękuję, moja babcia była z Hiszpanii.- uśmiechnęła się lekko a na policzku pojawił się delikatny rumieniec, dawno bowiem nie słyszała takich komplementów.
 

Xavier Alexander Morningstar

32


190 cm


Life is brutal







[Cytuj]
Multikonta: Elvan, Ceris, Rose
Gdyby Xavier wydział siebie z boku to by stwierdził, że nie dość, że wygląda na początkowych zdjęciach jakby połknął kołek, a potem raczej prawie by siebie zaliczył do fajtłapy. Jednakże tak się na początku zachowuję przy osobach co mu się podobają.
Jakoś Verlac nierozumiał, zdziwienia dziewczyny. Avalon jest tak piękna, że pewnie jest adorowana na każdym kroku. W sumie tak przypuszczał brunet.
- Nie wiem czy się zgodzisz, ale chciałem by była to jakby randka - stwierdził.
Zaraz go olśniło. Wredna blondyna musiała coś nagadać czarnulce.
- Zgaduję, że Alice powiedziała Ci byś trzymała się ode mnie z daleka. Pozwól, że wyjaśnię Ci dlaczego. Jest po prostu zazdrosna. W pewien sposób nie jest w moim typie, poza tym jej desperacja i narzucanie się przekreśliło wszystko. Po prostam nie przepadam za takimi ludźmi. Niestety też dowiedziałem się od wiarygodnych źródeł, że chciała się ustawić do końca życia. Niepodoba mi się, że tak naprawdę chciała tylko moich pieniedzy. Nie znam jej historii, ale ja na swój sukces zapracowałem sam. Chciałem byś wiedziała i nie mam złych zamiarów wobec Ciebie. Wręcz przeciwnie. - wyjaśnił.
Nefilim powiedział prawdę. W żadnym zdaniu nie skłamał. Tak naprawdę ukrywał swoją orientację, a Alice nigdy nie pytała. Poza tym nigdy nie pogodziła się z tym, że Xavier ją odrzucił. Nie patrząc na to jakie relacje łączą go z innymi kobietami, blondyna wszystko niszczy.
Uśmiechnął się jeszcze szerzej słysząc śmiech Avalon.
- Wiesz nie każdy lubi fantastykę. Poza tym moja nowa książka jest przełomem i nowością różniącą się od moich poprzednich. Opowiada o dziewczynie wilkołaku, aniole, który został przysłany z nieba by wykonać misję. Zaopiekował się małą czarownicą. Świat w którym żyją, cóż... nie jest bespieczny, żyją tam smoki, jednorożce itd. Mam nadzieję, że powieść "Miłość burzą jest" zostanie bescelerem - opowiedzią.
Verlac musiał przyznać, że uroczo wyglądała z tymi rumieńcami na policzkach.
- Bym zapomniał Alex to mój pseudonim artystyczny. Tak naprawdę nazywam się Xavier Verlac. Dla dobra wizerunku mój menadżer każe tak mi się przedstawiać - wyjaśnił dla ścisłości.
Brunet nie wiedział ile czasu minęło, ale Alice i Bradley długo nie wracali. W sumie dla Nefilim nawet lepiej mógł jeszcze trochę sam na sam pobyć z Avalon.
- Długo już mieszkasz w York? - zapytał.

<div style="width:450px;"><div style="font-family:'Satisfy'; font-size:28px; line-height:80%; color:#8F507C;text-shadow: 1px 1px #e6e6e6;margin-top:50px;margin-left:-150px;position:relative;">
Xavier Verlac
<tbody></tbody>
<img src="https://data.whicdn.com/images/218888822/original.gif" style="border:2px dotted #8F507C; width:100px;height:100px;border-radius:100px;margin-top:-30px;"> <img src="https://78.media.tumblr.com/78e62194c979a5fe7bc90ab1e9ab31c5/tumblr_p6auofQ4co1vj7qtpo3_540.gif" style="border:3px dotted #8F507C; width:130px;height:130px;border-radius:100px;margin-top:-25px;">
<tbody></tbody>
<div style="width:380px; font-family:calibri; font-size:9px; text-transform:uppercase; text-align:justify; line-height:8px; color:#000000;"><div style="padding:2px;">
Here's to the lonely hearts and the ones that never change
Avalon Johnson
[Usunięty]
Avalon Johnson
[Usunięty]
[Cytuj]
Jak najbardziej była świadoma swojej urody, zdarzyło się jej zaliczyć parę randek, jednakże nie przykładała do tego aż tak wielkiej wagi, szczególnie że to charakter był najważniejszy, nie twarz. Dlatego też jej reakcja była taka a nie inna, szczególnie po słowach Alice, choć jak się okazało po chwili, kompletnie nie ważnych. Czyżby aż tak była zazdrosna? W sumie jak sobie tak przypomniała jej wzrok, jak na niego patrzyła oraz ton głosu, mogłaby wywnioskować że jest w tym jak najbardziej nuta zazdrości. -Mniej więcej tak powiedziała.- znów się delikatnie zaśmiała, po czym przeczesała włosy dłonią i zerknęła na mężczyznę. Był niezwykle przystojny, do tego wydawał się miły i inteligentny, czemu więc miałaby odmówić? -No, skoro nie masz złych zamiarów...- uśmiechnęła się delikatnie, po czym rozejrzała się, faktycznie coś długo nie wracali i w sumie... wpadła na pomysł by może wykorzystać ten fakt i uciec, choć z drugiej strony byłoby to nieodpowiedzialne, dopiero co zaczęła tą pracę i nie mogła tego zawalić, ale na myśl o tej dziewczynie jakoś odechciewało się jej być nawet w tak magicznym miejscu. No cóż, pozostało korzystać z wolności póki można. - O dziewczynie wilkołaku mówisz... no to koniecznie muszę przeczytać. A dostanę autograf i swój egzemplarz na tej randce?- puściła mu oko, osobiście lubiła fantastykę a skoro miała być o wilku, tym chętniej się w nią zanurzy o ile będzie jej dane. Trzymała więc kciuki by spełniło się jego marzenie i książka była wielkim hitem. Jeśli zaś chodziło o pieniądze, nigdy nie miała ich jakoś super dużo, jednakże nie miały dla niej znaczenia i sama gardziła ludźmi, którzy od nich się uzależniali. -W takim razie, chętnie pójdę z tobą na randkę Xavier.- uśmiechnęła się znów i znów rozejrzała, gdyby wracali szybko wrócą do zdjęć co by nie nasłuchać się że zamiast pracować podrywa klienta. A skoro Alice była tak zazdrosna, mogła się wręcz tego spodziewać. -Od niedawna, z tydzień dopiero tu mieszkam.
 

Xavier Alexander Morningstar

32


190 cm


Life is brutal







[Cytuj]
Multikonta: Elvan, Ceris, Rose
Xavier naprawdę współczuł Alice. W pewien sposób była jak menadżerka w filmie który ostatnio oglądał. Jednak jak na razie blondyna nie zabijała potencjalnych kandydatek jak ta ruda w filmie. Jednakże przez z tą zazdrość odsuwała ludzi od siebie i traciła członków, którzy z nią pracowali. Wytrały był tylko Bradley, bo chyba mają ze sobą romans. Trudno rozgryść Alice.
Słysząc, że trafił z tym co powiedziała blondynka do Avalon trochę posmutniał. Jednak zaraz się rozchmurzył.
- Nie przejmuj się nią. Jeśli chcesz mogę Cię polecić do studia fotograficznego, albo do innej gazety. - stwierdził.
Uśmiechnął się tylko na następne słowa dziewczyny. Verlac był dżentelmenem, nie zrobi krzywdy żadnej kobiecie. Znaczy na takowego go wychowywano w staroświeckiej rodzinie.
Słysząc o książce jeszcze bardziej poszerzył uśmiech.
- Pewnie, że dostaniesz - przyznał.
Bardzo cieszył się z tego, że Avalon zgodziła się na randkę. Czuł się jak nastolatek. Czarnulka była pierwszą kobietą, która mu się spodobała. Aż nie mógł w to uwierzyć.
Zaraz było słychać, że Alice i Bradley nadchodzą. Z czegoś się śmieli, a blondynka wyglądała na zadowoloną i... szczęśliwą? Xavier miał nadzieję, że Alice w końcu się odczepi od niego.
- Jak tam? Zdjęcia zrobione? Jeśli tak to przechodzimy do wywiadu - stwierdziła blondynka.
Nie minęło wiele czasu, a wywiad został przeprowadzony.
- Avalon świetnie się spisałaś, teraz następną rozmowę mamy za dwie godziny. Przyjdź pod tej adres - wyjaśniła.
Spojrzała na zegarek i wręczyła jej wizytówkę domu mody. Blondynka nawet nie spojrzała na Xaviera.
- Zbieramy się Bradley - mówiąc to ruszyła do wyjścia.
Verlac zrobił większe oczy. Nie rozumiał zachowania Alice. Gdy już wyszli z ogrodu odezwał się do Avalon.
- Ta sytuacja była dość... dziwna. To co idziemy? - zapytał.

<div style="width:450px;"><div style="font-family:'Satisfy'; font-size:28px; line-height:80%; color:#8F507C;text-shadow: 1px 1px #e6e6e6;margin-top:50px;margin-left:-150px;position:relative;">
Xavier Verlac
<tbody></tbody>
<img src="https://data.whicdn.com/images/218888822/original.gif" style="border:2px dotted #8F507C; width:100px;height:100px;border-radius:100px;margin-top:-30px;"> <img src="https://78.media.tumblr.com/78e62194c979a5fe7bc90ab1e9ab31c5/tumblr_p6auofQ4co1vj7qtpo3_540.gif" style="border:3px dotted #8F507C; width:130px;height:130px;border-radius:100px;margin-top:-25px;">
<tbody></tbody>
<div style="width:380px; font-family:calibri; font-size:9px; text-transform:uppercase; text-align:justify; line-height:8px; color:#000000;"><div style="padding:2px;">
Here's to the lonely hearts and the ones that never change
Avalon Johnson
[Usunięty]
Avalon Johnson
[Usunięty]
[Cytuj]
W mieście była ledwo tydzień, jednakże szybko trafiła się jej ta robota przy wywiadzie, bo akurat ktoś się zwolnił i chyba już powoli do niej docierało dlaczego. Miała jeszcze robotę w barze, dlatego nie martwiła się jakoś na zapas jeśli chodziło o zarobek, bardziej mogła obawiać się złej renomy, no ale skoro Xavier mógł jej pomóc, to czym tu się przejmować? - Dzięki, ogólnie myślałam o zrezygnowaniu bo jakoś nie przepadam za tego typu ludźmi. Wolę klepać biedę niż słuchać jej biadolenia.- zaśmiała się ponownie, nie jakoś głośno, bo do tego serio musiałby ją nieźle rozbawić, choć kto wie, może jeszcze mu się uda tego dnia. -Studio fotograficzne chyba jednak bardziej mnie ciągnie.- dodała jeszcze po chwili namysłu, do tej pory bowiem robiła zdjęcia właśnie dla ludzi na ich zlecenie, nie dla wywiadu czy książki więc okazuje się że dla nich obu był to pierwszy raz. Jemu się udało, a jej po części również, bo choć chce zrezygnować, to może będzie miała szansę na lepszą pracę. -Tak, zrobione...- no i pojawiła się panna o której było tyle mówione, niestety póki co tylko tyle była w stanie jej powiedzieć. Przyglądała się wywiadowi w spokoju, czekając na odpowiedni moment, który na szczęście w końcu się nadarzył. -Wybacz, zwalniam się. Zdjęcia prześlę ci na maila.- uśmiechnęła się słodko, po czym oddała jej wizytówkę i podeszła do Xaviera, by wspólnie wyjść z tego pięknego miejsca. -Jasne.- odpowiedziała, nadal promiennie wyglądając, zdecydowanie dobrze czuła się po odejściu od tej dziwnej kobiety, choć tylko na chwilę, bowiem jakoś dziwnie się poczuła, szumiało jej w głowie? Może aż tak się zauroczyła mężczyzną kto wie.
 

Xavier Alexander Morningstar

32


190 cm


Life is brutal







[Cytuj]
Multikonta: Elvan, Ceris, Rose
Xavier widział podobieństwo między sobą, a Avalon. Chodziło tutaj o to, że też nie przepadał za takimi ludźmi jak Alice. Jednakże, to jego menadżer wybierał i umawiał potencjalnych dziennikarzy by opisać w gazetach informacje w książkach. Jednak na jednym spotkaniu się nie skończy. Osoba, która zajmuję się jego mediami ogłosiła konkurs. Kto najlepiej napisze wywiad ten dostanie nagrodę pieniężną.
Nie raz tak zdaniem menadżera Verlac'a to jest ok, a wtedy ludzie mają większą motywację by wziąć się do roboty.
Gdy Alice usłyszała co Avalon ma do powiedzenia, aż otworzyła usta w szoku. Chyba się tego nie spodziewała. A jeszcze jak ujrzała, że Czarnulka stoi koło Xaviera coś w niej zawrzała.
- Jak śmiesz! Dałam Ci szansę, a Ty co? Ty zdziro już się koło niego zakręciłaś! - krzyczała.
Blondyna nastawiła się, że już rzuci się na Avalon z pieśniami. Jednak w ostatniej chwili złapał ją za ręce Bradley.
- Avalon naprawdę przepraszam i Ciebie Xavier też. Dopilnuję by Alice poszła na terapie - odrzekł mężczyzna.
Alice się wyrywała z objęć Bradleya i ciskała gromami w Czarnulkę. Mężczyzna wyprowadził ją z ogrodu.
- No cóż... nie spodziewałem się takiego zakończenia. Współczuję Bradley'owi to naprawdę dobry facet, ale... na pewno zaopiekuję się Alice. Naprawdę ona potrzebuję pomocy. To zapraszam Cię do moje samochodu - stwierdził Xavier.
Zaraz puścił ją pierwszą, zaraz otworzył niebieskie auto. Następnie jak na dżentelmena przystało otworzył jej drzwi od pasażera i zamknął za nią. Potem z gracją przeszedł do swojej strony. Zaraz ruszył do najbliższej restauracji.

x2.

<div style="width:450px;"><div style="font-family:'Satisfy'; font-size:28px; line-height:80%; color:#8F507C;text-shadow: 1px 1px #e6e6e6;margin-top:50px;margin-left:-150px;position:relative;">
Xavier Verlac
<tbody></tbody>
<img src="https://data.whicdn.com/images/218888822/original.gif" style="border:2px dotted #8F507C; width:100px;height:100px;border-radius:100px;margin-top:-30px;"> <img src="https://78.media.tumblr.com/78e62194c979a5fe7bc90ab1e9ab31c5/tumblr_p6auofQ4co1vj7qtpo3_540.gif" style="border:3px dotted #8F507C; width:130px;height:130px;border-radius:100px;margin-top:-25px;">
<tbody></tbody>
<div style="width:380px; font-family:calibri; font-size:9px; text-transform:uppercase; text-align:justify; line-height:8px; color:#000000;"><div style="padding:2px;">
Here's to the lonely hearts and the ones that never change

Milovan Erben

665


180 cm


Thought it would be over by now, but it won't stop







[Cytuj]
Multikonta: Nope
/ Po grze z Ler

Można powiedzieć, że robił postępy. Wyszedł z willi Ler w tym samym miesiącu, w którym po raz pierwszy opuścił pokój. Jednak to nie zmieniało absolutnie niczego w tym jak się czuł, był totalnie przerażony. Cały czas patrzył zza swoje ramie, miał wrażenie, że od momentu, w którym wyszedł poza próg w miarę bezpiecznej posiadłości wróżki, jest wystawiony na odstrzał. Zaraz ktoś go złapie. Zaraz znów poczuje ten słodki ból rozrywanej skóry... słodki? Kurwa. Co z jego mózgiem było nie tak. Czy... naprawdę tęsknił za torturami? Kurwa. Co jest z nim nie tak. Zdawał sobie sprawę, że przez te trzynaście lat zapomniał o jakichkolwiek innych rzeczach. Zapomniał jak to jest czuć cokolwiek innego niż ból, więc czasem za nim tęsknił. Był jedyną aktualnie znaną przez niego rzeczą. Tłumaczył sam sobie, racjonalnie, że jest wolny. Jego oprawca jest martwy. Nic mu nie grozi, potrafi o siebie zadbać... potrafi, ta jasne. Dlatego mieszka cały czas z dziewczyną, która ocaliła mu życie i w sumie tylko w jej domu i w jej obecności czuje się w jakimkolwiek stopniu bezpiecznie. Potrafi sobie poradzić, ta jasne.
Chciał się spotkać z kimś kogo znał sprzed... sprzed ostatnich trzynastu lat. Potrzebował tego. Dlatego skontaktował się z Shar. Po prostu... musiał zobaczyć znajomą twarz, jakkolwiek żałośnie to nie zabrzmi. Był aktualnie w dużej mierze żałosny, słaby... musiał się do tego przyzwyczaić. Stał w dość bezludnej części parku, co mogło się pozornie wydawać nielogiczne, skoro cały czas oczekiwał ataku, jednak jego zdaniem w tłumie o wiele trudniej było dostrzec nieprzyjaciela niż w samotności. Stał w umówionym miejscu i czekał na Shar, nie wiedział czy wiadomość w ogóle do niej dotarła ani czy będzie miała czas się spotkać, to nie tak że dał jej możliwość odpowiedzenia na wiadomość, wysłał ją w końcu z zastrzeżonego numeru z pożyczonego telefonu. Przez lata wielokrotnie mogła zmienić numer, mimo tego postanowił poczekać na nią... poza tym, świeże powietrze dobrze mu zrobi, prawda? Wcale nie stał tutaj, bojąc się własnego cienia. Wcale gdy nie przejrzy się przez słabej jakości glamour, to nie wyglądał jak chodzący trup. Określenie "zdrowo wyglądający" było ostatnie jakie przychodziło do głowy, kiedy się na niego patrzyło. Dalej był niezdrowo wychudzony, ręce mu się trzęsły i wyglądał ogólnie jakby zaraz miał zemdleć.



It's cold and I don't wanna be lonely, was hoping you'd come home. I don't care if it's a lie...
sałata

Shar

718


170 cm


I've just learned how to use my heart less...






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
/przed zebraniem

Pamiętasz, jak spotkaliśmy się tam po raz pierwszy? Pamiętała. Cudowne czasy – niemalże sto lat po odzyskaniu nigdy nienadanego jej daru. Park… Miejsce z pozoru zwykłe – z praktyki przesączone masą wspomnień – w większości bardzo miłych. Ciemne pukle włosów I znów ta sama ciemna kreacja – elegancka sukienka – a może zwykła spódnica do kostek z butami na koturnie i prostym topem o czarnej barwie z nałożonym nań płaszczem specjalnie na takie jesienno-zimowe okazje? Lub zwykłe spodnie opinające długie nogi, acz niezbyt przesadnie, by nie wyjść na za mocno dystyngowaną? Sama wybierz, wszak czyż nie po to nadano Ci magię szanowna Shar? Potrafiła ułatwić tyle rzeczy w życiu. Nawet coś tak prozaicznego jak zwykła podróż – nagle prosta i niebywale przyjemna, bo ograbiona z długiego czasu oczekiwania. Być może z tego powodu nadawca wysłanej Ci wiadomości wcale tak długo czekać nie musiał…
Zegar nieustannie tykał. Sekundy przechodziły w minuty – te z kolei leniwie kroczyły drogą godzin. Na miejsce Włoszka przybyła o tak zwanym czasie – wedle słów pewnego czarodzieja z Shire – nie za wcześnie i nie za późno. Eleganckim krokiem wyszła zza progu bariery – ot teleportu, którego użycie umiłowała ponad wiele rzeczy przyziemnych. Pewna siebie, dumna, ambitna – jak zawsze pełna wdzięku i gracji – z zewnątrz chłodna i zarazem ciepła dla wszystkich tych, którzy w swej serdeczności uraczyli ją tym samym. Kobiecym krokiem podążyła śladem mężczyzny – nie, nie mogła go od tak po prostu wytropić – nie była w tym wybitnie dobra. Co innego zmysł magii – bez wątpienia szeptał do niej o bliskiej obecności istoty magicznej. Prócz tego projekcja – chwilowo jednak niepotrzebna, chociażby z racji widoku tylko jednej osoby o tak specyficznym ubiorze, gestykulacji i wyglądzie.
- Amico.przyjacielu… - rzekła uradowanym tonem, wypatrzywszy go wśród drzew i krzewów, gdzieś na wydeptanej ścieżce pomiędzy rządkiem równo ustawionych od siebie ławek po obu stronach tak zwanej „barykady”. Widziała jego dezorientację – widziała niepewność – widziała też paniczne drżenie rąk i niezdrową bladość cery. Jak na typową Włoszkę przystało – temperamentną krwią i serdeczną wobec bliskich – nie szczędziła na krokach na poczet podejścia i przyjacielskiego objęcia dawno niewidzianego czarownika. Znajomy głos, charakterystyczny makijaż, uroda, uśmiech, niejako ubiór i w końcu zapach perfum. Shar od zawsze lubowała się w tych typowo eleganckich – z nutą ekstraktu kwiatów i szczyptą jakby połączenia światów dawnej Toskanii z sercem największej pustyni.
- Miło Cię znów widzieć. – dodała, witając go uśmiechem karminowych warg i blaskiem fioletowych ślepi.
The easiest way to avoid getting hurt is to stop caring but not caring is the hardest thing to do.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Milovan Erben

665


180 cm


Thought it would be over by now, but it won't stop







[Cytuj]
Multikonta: Nope
Wolał dać jej więcej czasu, w końcu mogła być w absolutnie każdej części świata, robić absolutnie cokolwiek. Trzy godziny wydawały mu się optymalnym czasem do zakończenia większości czynności i odwołania ewentualnych późniejszych planów. Nie chciał się też narzucać, mimo tego że jego wiadomość brzmiała, jakby nie było mowy o odmowie, miał w głowie to, że Shar może się po prostu nie pojawić. Wiadomość mogła w ogóle do niej nie dotrzeć, albo mogła nie mieć czasu, w końcu nie odzywał się przez ostatnie 13 lat... to nie tak, że nie zdarzało im się tracić kontaktu na dłuższy czas, ale to właśnie teraz miał wrażenie, że najbardziej to było odczuwalne. Przynajmniej dla niego, nic nie daje się tak we znaki jak samotność. No i tortury.
Kiedy wyczuł znajomą magię w pobliżu, mimowolnie się lekko uśmiechnął pod nosem. To było niezwykłe, jak bardzo teraz potrafił docenić coś tak prostego. Odrobinę czegoś znajomego w tym świecie. Odwrócił się, by na nią spojrzeć... nie zmieniła się. Czego absolutnie nie oczekiwał, już od dawna miała swój styl... chociaż, ta XIX wieczna suknia, którą miała na sobie, kiedy po raz pierwszy się spotkali. Na samą myśl miał ochotę parsknąć śmiechem.
- Podruzhka. - odparł z lekkim uśmiechem na ustach, używając jednego ze swoich rodzimych języków. Uśmiech widniał na jego ustach do momentu, w którym Shar zdecydowała się go dotknąć. Konkretniej przytulić. Wtedy nagle znikł a jego ciało jakby doznało nagłego paraliżu. Nie odwzajemnił jej uścisku... nie potrafił. Nie wiedział, że ma taką granicę do momentu, w którym nie została przetestowana. Czuł jakby się dusił, nie mógł oddychać. To było tak absurdalne, zdawał sobie z tego sprawę, gdzieś tam w odmętach świadomości, ale od kiedy osoby takie jak on zachowują się racjonalnie?
Odsunął się od Shar, potrzebował przestrzeni. By odetchnąć. By uspokoić serce. By udowodnić samemu sobie, że jest względnie bezpieczny i nikt nie zacznie go zaraz katować psychicznie i fizycznie.
- Ja... ygh... Wybacz. - odpowiedział po chwili milczenia, westchnął ciężko. - Ostatnie 13 lat nie było usłane różami. - odparł, co było największym eufemizmem wszech-czasów.
Kiedy już zdołał dojść jako tako do siebie, uśmiechnął się nerwowo i spojrzał na Shar.
- Ciebie też, nawet nie wiesz jak bardzo. - w głębi duszy niedaleko mu było do popłakania się ze szczęścia, ale lata odgradzania się od takich odruchów jeszcze działało i powstrzymał się na delikatnym podniesieniu kącików ust.
- Jak się sprawy mają? Minęło sporo czasu, odkąd ostatni raz mieliśmy szansę nadrobić zaległości... - zaczął się zastanawiać, kiedy ostatni raz ze sobą rozmawiali przed tym jak zniknął. Wcześniej też był dość zajęty, pomaganiem instytutom w USA, nie miał czasu.



It's cold and I don't wanna be lonely, was hoping you'd come home. I don't care if it's a lie...
sałata

Shar

718


170 cm


I've just learned how to use my heart less...






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Trzynaście lat – czymże to jest dla takiego czarownika, wróżki czy wampira? Zaledwie weekend, może dwa… To nie o milczenie Shar się martwiła – tego akurat mu nie wytykała. Sama wielokrotnie zawierała i przerywała znajomości na przestrzeni lat – czasem z powodu potrzeby odpoczynku – czasem… Bo po prostu musiała, mając serdecznie dość szydery ciskanej w niej salwą bolesnych kul. Z zewnątrz twarda skorupa nie pozwalała na pokaz niezadowolenia i smutku, które trapiły momentami wiedźmę wewnątrz. Przeobrażone w irytację, frustrację, gniew… I nagle już wiesz, co takiego pchnęło Cię w kierunku Paryża i tamtejszych katakumb. Nieoceniona była wówczas pomoc Zaciera – fakt, nabyta drogą szantażu jednak… Prawo do posiadania daru magii zostało Ci oddane, a to, że przy okazji zapłaciłaś przy tym pewną cenę… Niewielka wobec tylu możliwości i wieczystego spokoju. Oh jakże wielkie zdziwieni mieli ci, co swymi słowami próbowali Włoszkę szykanować. Dziwnym trafem zabrakło im słów. A ponoć to diabelnie niebezpieczna gra. Shar jak widać miała ku temu inne zdanie – po prostu należało poznać koszt i móc go czym zapłacić. Czysta logika – nie mniej i nie więcej.
Przedziwna reakcja na przyjacielski uścisk zdziwiła czarodziejkę. Odsunięta z lekko ściągniętymi brwiami i wymalowaną konsternacją na twarzy. Fioletowe tęczówki bacznie taksowały posturę towarzysza – mierząc go od dołu, aż po sam czubek głowy. Milo już dobrze znał ten typ spojrzenia – cierp Pan nauczycielu skoroś dobrego ucznia wyszkolił. Już i bez słowa wyjaśnienia Włoszce chodziło o postawienie stosownej tezy po ujrzeniu tak nietypowej reakcji. Pierwsze na myśl wskoczyły fobie – lęk przed dotykiem, uraz, może tortury… Cokolwiek działo się z mężczyzną przez te ostatnie trzynaście lat, mocno zmieniło jego podejście. Jak się wkrótce okazało, Shar miała rację.
- Widzę… Może chcesz usiąść? – ławek w pobliżu nie brakowało, a spoczynek na jednej z nich miał szansę nieco uspokoić czarownika. Sama czarodziejka również nie miałaby nic przeciwko, szczególnie po tak obszernym pytaniu. Od czego powinna była zacząć?
- To na pewno… Przed zaczęciem czegokolwiek, muszę zapytać. Co się z Tobą działo? – brak wiadomości – listów, karteczek, notatek, nawet krótkiej rozmowy typu face to face z użyciem niezapowiedzianej wizyty projekcji jednej ze stron. Gorzki wyrzut? Upomnienie? Raczej zwykła troska dawnej znajomej, obecnie spoczywającej na najbliższej łatwe, dłonią zachęcającej Milo do skorzystania z dobrodziejstwa jej komfortu.
The easiest way to avoid getting hurt is to stop caring but not caring is the hardest thing to do.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Milovan Erben

665


180 cm


Thought it would be over by now, but it won't stop







[Cytuj]
Multikonta: Nope
Przez chwilę patrzył pustym wzrokiem na ławkę, którą wskazała mu Shar. Tak jakby wystąpiło zakłócenie przesyłania danych i nie wiedział kompletnie co jego przyjaciółka mu zaproponowała. Mrugnął mocniej, jakby wracając do rzeczywistości, trybiki w mózgu mu zatrybiły w końcu.
- Tak, jasne, chętnie. - odparł, patrząc na nią a następnie na pobliską ławkę, w której stronę Shar już powędrowała. Poszedł za nią i usiadł obok niej, jednak na "bezpiecznym" dystansie. Co było absurdalne, bo zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby Shar chciała go skrzywdzić w jakikolwiek sposób, to żadna odległość by go przed tym nie uchroniła, ale to nie czary i magia go przerażały. Kiedy myślał o tym na trzeźwo, widział jak bardzo absurdalne jest to wszystko, co mu nie dawało absolutnie nic w sytuacjach takich jak ta, kiedy już i tak jego panika brała górę nad jego rozsądkiem.
Dobrze wiedział, że Shar mu się uważnie przygląda. Analizuje i rozkłada na czynniki pierwsze. Oboje widzieli już nie jedno w życiu, nie jedną wojnę widzieli, nie jedną ofiarę, nie jednego oprawcę... dobrze wiedział, że kobieta szybko połączy fakty. Kiedy chciała wiedzieć co się z nim działo, zanim powie co ona robiła przez ten czas, Milovan pobladł lekko na twarzy (o ile mógł jeszcze bardziej poblednąć po 13 latach siedzenia w piwnicy) i przełknął ślinę.
- Podczas wojny byłem w USA, zostałem poproszony o pomoc w obronie Instytutu w Los Angeles... Ta walka znacząco mnie osłabiła. - odpowiedział, jednak nie potrafił powiedzieć co się stało dalej. Dłonie zacisnęły mu się na spodniach, mimowolnie jego ciało przygotowywało się na ból - spinało mięśnie, zjeżało włos i tak dalej. Zgryzł na chwilę walki, a potem spojrzał na Shar.
- Potem... potem... - nie wiedział jak dokończyć to zdanie. Westchnął ciężko, kręcąc głową. -... niewiele się ze mną działo. - odpowiedział, nie potrafiąc ubrać tego w słowa co się z nim działo. Byłem torturowany. Byłem ofiarą. Nie mogło mu przejść przez gardło.
- Nie pytaj o więcej... nie teraz... - wyszeptał z pewnego rodzaju bólem w głosie, przymykając lekko powieki. Miał nadzieje, że Shar uszanuje jego prośbę. Spojrzał na nią, oczekując odpowiedzi na pytanie, które on zadał. Miał nadzieje, że u niej było zdecydowanie lepiej niż u niego i nie będzie miała problemów by się z nim podzielić nowinkami z jej życia.



It's cold and I don't wanna be lonely, was hoping you'd come home. I don't care if it's a lie...
sałata
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo