Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
Totalnie zmieszana i zakłopotana klęła iście nie tak jak przystało. Oj gdyby Nathaniel to słyszał już miałaby pozamiatane. Nie wiedzieć nawet kiedy pojawiła się przed nią wampirzyca, która sądziła że ta jest córką Eleanor. Cóż, po części i owszem można to tak powiedzieć. Jednak Mel to Mel.
- Nie tak do końca. Ale zważywszy na to, że nasz stwórca...zginął owszem, Eleanor to moja...hm...zastępcza matka.
Zgodziła się no bo jak inaczej miałaby to ująć. Mogła też powiedzieć, że El jest jej wampirzą siostrą, tutaj też by nie skłamała, poniekąd tak było.
- Melisandre.
Przedstawiła się przyglądając się kobiecie z ciekawością.
- Sadzi Pani zioła tak?
Zapytała zaraz i uśmiechnęła się lekko nieco zmieszana.
- Widziałam bazylię, kminek i kilka innych ziół....
Wyjaśniła pospiesznie kobiecie. Nieco niespokojnie drepcząc w miejscu.
- Em...Eleanor wspominała, że ja i Pani...że mam na razie uczyć się od Pani.
Wypaliła bo co miała powiedzieć? "Eleanor powiedziała, że mam siedzieć z Tobą w posiadłości i szkolić się bo być może zabierze mnie ze sobą". Nie, zdecydowanie nie. Ona na razie badała...potem będzie bezczelna i brutalna. No w końcu to Mel...nie jest aniołkiem!

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Kobieta, nadal mając nieco przekrzywioną głowę niczym szczeniaczek, słuchała uważnie młodocianej pijaweczki. Zaśmiała się lekko. Już rozumiała skąd ten zapach. Wyprostowała się delikatnie kiwając swą głową. Jej loki radośnie przy tym podskakiwały, bo miała je w danym momencie rozpuszczone.
- Rozumiem Skarbie, rozumiem. - spojrzała w kierunku swojej szklarni i uśmiechnęła się szeroko - A i owszem, sadzę ziółka. Pięknie pachną i są niezwykle przydatne. Nie tylko w kwestii gotowania zwykłych posiłków. - puściła jej oczko. Oj tak, zioła były niezwykle zdradliwe. Niektóre przy niewielkiej ilości były lecznicze, przy zwiększonych dawkach już trujące. Na prawdę wiele można było z nimi zdziałać. Słysząc słowa o uczeniu się roześmiała się głośno. Czego to można się od niej uczyć? Szaleństwa? Waleczna z niej istota to nie była. Jej szybkość i siła też nie stawiały jej na piedestale wśród wampirów. Poklepała dziewczynę po ramieniu.
- Podejrzewam, że raczej o co innego jej chodziło, no ale niech będzie. No i już, nie drepcz tak bo dziurę w ziemi wydepczesz. Chodź do szklarni. Zaraz skończę, bo dużo tego nie mam na dany moment. - wzięła ją pod rękę i wprowadziła do środka. Odwiązała przepasaną w pasie chustę i po ładnym złożeniu położyła ją na alejce. Posadziła na niej Mel i ponownie klęknęła przy grządce.
- Opowiedz coś skarbie o sobie - powiedziała sięgając po jedną z doniczek, aby po chwili umieścić jej zawartość w przygotowanym dołku.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
- Jest Pani Szamanką?
Wypaliła z grubej rury nie przejmując się tym czy wampirzyca odbierze to w dwuznaczny sposób czy nie. W końcu w Indiach Szamani byli bardzo...szanowani. W końcu jeśli ktoś chciał żyć to trzymał się od takich z daleka. Nie mniej, Mel nie przeszkadzało to wręcz ciągnęło ją do takich spraw. Uwielbiała się bawić w takich pierdołach jak magia czy zioła. Gdy wampirzyca nagle zabrała ją ze sobą ta nieco zmieszana podreptała za nią nie komentując tego, że dziurę wydrepcze...przynajmniej będzie miała miejsce na przypadkowe trupy!
- O sobie? Em...co ja mogę powiedzieć o sobie...wychowałam się w bidulu. Nie miałam domu, rodziny. Nie znam matki i ojca. Nim stałam się wampirem po prostu byłam jak zombie, chodziłam szukałam pracy, żyłam jak umiałam. Szukałam swoich rodziców...no i trafiłam na takiego jednego wariata, co to myślał że ma wszystkie rozumy pozjadane...bawił się w wojnę z kogutami. Jednym upojony wampirzą krwią, drugi cóż...bawiło go to. Mnie nieco mniej, powiedziałam mu co myślę. Trochę się powyzywaliśmy, przemienił mnie. Zakopał w samej bieliźnie na cmentarzu...nie mówiąc już o tym, że po przebudzeniu się rzuciłam się na niego wkurwiona jak ostatni szewc. Zaczęłam go okładać, aż dał mi krwi. Posiliłam się, potem dopiero zrozumiałam co się stało. Ciotka Opal się wpieniła, gotowa była go zabić. Ale cóż...ostatecznie upił mnie krwią czarownika...
Urwała zdając sobie sprawę, że musiała brzmieć dość...dziwnie i niezrozumiale.
- Em...wybaczy Pani...trochę to zagmatwane pewnie. Ogólnie Opal jest czarownikiem. To moja ciotka. Jestem jej...krewną w prostej linii od brata czy coś takiego. Nie miałam okazji dokładnie wtopić się w to wszystko za długo mnie nie było...może...może niech lepiej Pani zadaje pytania a ja po prostu odpowiem.
Wydusiła w końcu klęcząc na tyłku i obserwując co robi kobieta.

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Kobieta zaśmiała się lekko kręcąc głową.
- I tak i nie. Można tak mnie nazwać. Wróżę z kart, kuli i ręki. Uprawiam zioła i zajmuję się podstawową alchemią. Dlatego można nazwać mnie czymś na wzór szamana. Potrafię też wprowadzić kogoś w trans. - wyjaśniła spokojnie cały czas się uśmiechając. Jeśli by choć słówko powiedziała, że interesuje ją magia i zioła, to Estera na pewno przekazałaby jej swoją wiedzę. Byłoby jej wręcz miło móc komuś ją przekazać. Kolejne zioła lądowały w glebie z czułością sadzone przez wampirzycę. Słuchała uważnie tego, co mówiła dziewczyna. Wyprostowała się i spojrzała na Mel słysząc o Opal. Opal, to o niej wspominała Eleanor gdy była mowa o organizacji czarowników. Uśmiechnęła się do niej uspokajająco.
- Mów mi Estera, tak wystarczy. Nic się nie stało przecież, nie masz za co przepraszać Kochaniutka. Powiedz mi więc, czym się interesujesz? - zapytała powracając do swych czynności sadzenia ziół.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
- Szamanka, wróżbitka, zielarka, trucicielka...w Indiach to bardzo niebezpieczne zajęcia ale też bardzo szanowane. Przynajmniej niegdyś były. Dzisiaj to pewnie wszystko już nie tak jak powinno.
Westchnęła pod nosem przyglądając się jak co rusz ziemia zakrywa ziarna ziół. Zastanawiała się, jak to wyglądać mogło gdy ją zakopywano. Odgoniła jednak czarne myśli i spojrzała na kobietę, która nagle uniosła głowę spoglądając na nią gdy wspomniała o ciotce. O co chodziło?
- Więc Estera.
Zgodziła się z uśmiechem a na jej pytanie zamyśliła się na chwilę.
- Gdy byłam człowiekiem skupiałam się bardziej na magii, ziołach, roślinach. Jednak po przemianie bardziej zaczęłam zajmować się treningami nad opanowaniem pragnienia, ogólnie tego co powinnam umieć. Próbuję co rusz wszystkiego co tylko można. Zaczęło się od alkoholu, po którym się rozchorowałam. Nigdy więcej...no a tak bardziej skupiałam się na odnalezieniu rodziny. Lubię też dużo czytać, dowiadywać się czegoś nowego...
I nie tylko, ale to pozostawiła dla siebie. Ona gotowa była na wszystko gdy miała ku temu jakiś cel.
- Zareagowałaś na imię mojej ciotki...Opal. Czy coś się stało?
Zapytała bacznie przyglądając się kobiecie.

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
- Och, Indie... Piękny i dość specyficzny kraj. Właściwie mój naród wywodzi się z Indii. - powiedziała z uśmiechem na ustach przypominając sobie stare, dobre czasy, gdy to jeszcze była człowiekiem. Teraz Cyganie w większości przypadków nie byli tym, co kiedyś. Niektórzy nazywają się podróżnikami, a nie Cyganami. A młodzież dziewczyny chodzą niemal pół nagie w blyskotkach uważając, że przecież tak właśnie ma być. A pfe... No nic, czas wrócić do rzeczywistości.
- och kochanie, to zrozumiałe, że jako młódka musisz nauczyć się wpierw tego, co potrzebne do przetrwania w swym nowym wcieleniu. Później jednak bez problemu będziesz mogła uczyć się tego,co najbardziej Cię interesuje. - powiedziała pogodnie kończąc zakopywać część ziaren oraz sadzonek. Obróciła się na drugą stronę. Spojrzała na dziewczynę uśmiechając się pogodnie.
- Skądże znowu. Po prostu o niej słyszałam od Eleanor. Masz ciekawą ciotkę. - powiedziała radośnie powracając do sadzenia roślinek.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
Poczuła ulgę, słysząc że wszystko dobrze. Ale czy na pewno? Nie było jej dobre dwa miesiące jak nie więcej, sama nie wiedziała ile. Ale mniejsza. Ważne, że w końcu wróciła. Rozmawiając pomogła Esterze sadzić zioła i roślinki.
- Naprawdę?
Uśmiechnęła się lekko i poczuła się w końcu między swoimi.
- Brakuje mi tamtego otoczenia, powietrza...ale nie było mnie tam od wielu lat. Bardzo wielu.
Przyznała z powagą na twarzy i uśmiechnęła się lekko.
- O tak, a nie jest to takie proste gdy dookoła wszystko pachnie krwią. Na szczęście nieco już się nauczyłam panować. Niestety nie zawsze to wychodzi tak jak się by chciało. Bowiem chociażby ostatnia sytuacja, gdy zostałam wybudzona. Nie potrafiłam zapanować nad pragnieniem...
Przyznała z powagą na twarzy i cicho westchnęła. Niestety czasem bywa tak, że chociażby człowiek chciał nie wiadomo jak bardzo to wychodzi jak zawsze.
- Może...może nauczysz mnie tego co potrafisz?
Zapytała spoglądając na wampirzycę.

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
- Na prawdę Misiaczku. Jestem Romką. Cyganką z krwi i kości. Mój naród wywodzi się z Indii Kochanie. - powiedziała pogodnie tłumacząc przy okazji swoje pochodzenie dla dziewczyny. Uśmiechnęła się szeroko do swojej rozmówczyni.
- Nie przejmuj się skarbie. Jak będziesz więcej umiała to będzie można się tam wybrać na małą wycieczkę. - puściła jej oczko. Uwielbiała podróżować, więc wybranie się do Indii jej camperem byłaby czystą przyjemnością i ciekawą odmianą mając dodatkową towarzyszkę prócz jej małżonka. Oczywiście najpierw trzeba było nieco uporządkować sprawy tutaj oraz Mel musiała się jeszcze sporo nauczyć. Jednak, jak widać, istniała taka możliwość.
- Na wszystko potrzebny jest czas kochanie. W końcu się nauczysz. - uniosła delikatnie brwi nieco zaskoczona pytaniem dziewczyny. Uśmiechnęła się szeroko.
- Och z przyjemnością przekażę Ci swoją wiedzę zarówno na temat ziół i alchemii jak i kilku naszych umiejętności. - powiedziała wesoło.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
Miłe słówka, jakie padały z ust Cyganki sprawiały, że Melka poczuła się dziwnie...przyjemnie. Uśmiechnęła się lekko na jej słowa a słysząc o propozycji wybrania się do Indii niemal pisnęła radośnie odwiedzenie stron rodzinnych była chyba największym jej pragnieniem prócz tego, by poznać biologicznego ojca. Oczywiście miała ciotkę, cieszyła się jakby inaczej, ale świadomość że ma gdzieś w świecie ojca nie dawała jej spokoju.
- Naprawdę mogłabyś ze mną się tam wybrać? Chciałam tam się wybrać już dawno temu, ale od kiedy stałam się wampirem, nie mogłam...zresztą nadal nie mogę. Poza tym, nie chciałam zawracać Eleanor głowy ma za dużo na swojej ślicznej główce jak to mój ojciec powtarzał...ale mniejsza. Jeśli naprawdę jest taka możliwość będę wdzięczna.
Ucieszyła się i to bardzo ba, nawet objęła wampirzycę mocno ściskając z radości.
- Dziękuję. Co do umiejętności...nie wychodzi mi jeszcze pełna przemiana w zwierzę, ale powoli...może w końcu się uda.
Uśmiechnęła się promiennie od ucha do ucha. Oczywiście o tym, że ma możliwości inne niż tylko przemianę nie miała pojęcia, w końcu wpojenie że nie wolno jej wychodzić na słońce bo się sparzy robiło jako takie wrażenie i strach pozostał. Nie mówiąc już o innych dobrodziejstwach bycia wampirem. Po prostu była cholernie w tyle. Ale co się dziwić. Ona ledwo dochodziła do siebie po przemianie, a w tym utracie ojca. Co się zatem dziwić?

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
- Oczywiście, że tak Skarbie. Dla mnie to żaden problem. Poza tym bardzo lubię podróżować. Całe moje życie to jedna, wielka podróż. - powiedziała pogodnie. Przytuliła do siebie dziewczynę, która wyraźnie ucieszyła się na samą propozycję wyjazdu. Oczywiście wiele czynników wpływało na moment takiej podróży. Na pewno nie będzie to już zaraz, jednak na pewno ją tam kiedyś zabierze. Jakże by mogła tego nie zrobić? Niedbale machnęła dłonią na kolejne informacje.
- Nie przejmuj się Misiaczku. Wszystko wymaga treningu. też nie jestem we wszystkim dobra. Będę mogła jednak pokazać ci kilka sztuczek. - puściła jej oczko. Gdy już wspólnie dokończyły sadzenie roślinek Estery zbliżało się do świtu. Cyganka pogoniła więc do Bastionu młodziutką wampirzycę by samej ruszyć do swego campera. Ach, tak szybko minęła ta noc, za to bardzo ciekawie i przyjemnie. Przynajmniej dla samej Constantin. Była zadowolona zwłaszcza z tego, że została poproszona o przekazanie swej wiedzy komuś młodemu. To tak, jakby otrzymała możliwość posiadania "córki" choć wiadomo, że to nie jej córeczka. Miło jednak było słyszeć, że ktoś jest zainteresowany tym co robiła. W dobrym humorze schowała się na cały dzień w camperze.
[zt x 2]

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
Najnowszy/

Dzień miał zapowiadać się naprawdę słonecznie, nie mogła się nacieszyć tym, że jest jedną z niewielu, którzy posiadają zdolność chodzenia za dnia. Wiedziała, że nie powinna paradować od tak po słońcu, ale no...musiała! Musiała przekonać się, czy to nie było chwilowe. Najszybciej mogła dostać się właśnie z pokoju gdzie jest wyjście na ogród. Okna zabezpieczone były zawsze gdy nadchodził świt. Musiała zatem wydostać się z budynku nim zostaną kotary zaciągnięte. Jeszcze zanim brzęk ostrzegawczy o zamykaniu posiadłości się rozniósł wsadziła kawałek metalu by zablokować opuszczenie jednego skrzydła i wyszła do ogrodu. Miała to być tylko chwila, mała chwila by mogła poczuć się inaczej. Tak jak kiedyś. Pierwsze promienie słońca powoli zaczynały się pojawiać na horyzoncie. Nie sięgały w prawdzie jeszcze budynku ale nie miało to trwać długo. Stała niecierpliwie czekając aż pierwsze promienie padną na nią by mogła znów poczuć przyjemne mrowienie w ciele, poczuć ciepło które pozwoli jej poczuć się tak jak w dniu, gdy dowiedziała się o darze jaki posiadała. Uśmiech na twarzy pojawił się w chwili gdy pierwszy promień właśnie spadł na jej dłoń. Uniosła ją śmiejąc się radośnie sama do siebie. Wyglądała jak dziecko, któremu właśnie dano kolejną szansę na obejrzenie czegoś co uwielbiało. Uniesioną dłoń oglądała z radością jak promienie przeskakują z jednego końca na drugi. Śmiejąc się planowała już swoje przyszłe kroki. Mogła wyjść za dnia, przecież nikt nie wiedział kim jest, nikt. Mogła przejść się po parku w blasku słońca, mogła spędzić czas delektując się zapachem rosy gdy słońce zaczynało wstawać. Mogła tak wiele zrobić a zarazem nic. Była przecież jeszcze pisklakiem, wampirem któremu nie było dane jeszcze posmakować wielu rzeczy. Jednak to jej nie przeszkadzało. Potrafiła się cieszyć z tego co posiada. Cieszyć się i korzystać z tego co tylko mogła.

  

Lorenzo Caruso

30/484


183 cm

---






[Cytuj]
Kończyła się kolejna noc więc Lorenzo mógł ponownie zaszyć się w piwnicach planując kolejne miejsca pod rozbudowę. Ciągle było dużo pracy, a nie lubił tracić czasu. Ciągłe ulepszanie zabezpieczeń Bastionu bardzo go wciągnęło, zwłaszcza teraz jak w najwyższych szczeblach władzy robi się głośno. Co z tego wszystkiego będzie to nie wiedział. Szczerze? Mało go to obchodziło. Nie pałał rządzą władzy więc jeżeli ten klan miałby się rozpaść, Lorenzo znowu gdzieś by zniknął. Jego usługi są coraz mniej pożądane, ponieważ świat zaprzestał tak wojować.
Chcąc już wchodzić z biura uruchomił się alarm. Czym prędzej popędził do centrum dowodzenia sprawdzając co się stało. Kamery nie wykryły wtargnięcia, jedna z zasłon przeciwsłonecznych się nie zamknęła ponieważ coś ją blokuje, a sensory wykryły jakąś osobę na zewnątrz. Nie czekając za długo wziął ze sobą karabin HK416, dwa magazynki, jedne ze srebrnymi kulami, drugi z odłamkowymi.
Biegł bardzo szybko do pokoju w którym doszło do blokady okiennicy. Będąc jeszcze w drzwiach na korytarz sprawdził wzrokowo pokój, a następnie spojrzał przez zablokowane wyjście. Na zewnątrz była odwrócona do niego tyłem osoba. Nie zastanawiając się dwa razy wystrzelił trzy razy zwykłymi nabojami obok głowy kobiety. Mogła usłyszeć bardzo głośny świst koło jej ucha. Były to strzały ostrzegawcze, chciał aby się odwróciła. Nie widział twarz, ale to musiał być ktoś z Bastionu. W innym przypadku kamery bezpieczeństwa zarejestrowałyby intruza. Lorenzo już wystawił werdykt, mu nie potrzeba wiele aby kogoś ocenić. Dla niego ta kobieta była zdrajczynią.

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
Czuła się doskonale, tak jak nigdy. Powrót do domu, nowego domu sprawił, że znów czuła się pewniej i spokojniej, znów czuła to co niegdyś. Wiedziała, że Nathaniela nie ma, że nie dostanie po czapie za narażanie siebie od tak, dla zabawy. Jednak to nie znaczyło, że ktoś właśnie nie uznał jej za wroga. Mimo to, miała to gdzieś. Była niewinna a czy to się komuś podobało czy nie, nie przejmowała się tym. Ci, którzy ją znali wiedzieli jaka była. Niestety tutaj, nikt jej nie znał. Starzy znajomi zginęli a nowych nie miała okazji poznać nie licząc Lydii oraz Estery. Jednak była w domu swej obecnej matki. Więc i odwaga u niej nieco się...rozniosła. Niegdyś cicha myszka, teraz coraz bardziej odważna wampirzyca. Właśnie miała wracać do salonu gdy niespodziewanie usłyszała nad głową jak coś przeleciało. Świst bardzo dobrze jej znany. Odwróciła się przekonana, że Nathaniel wrócił zza światów czy jeden diabeł wie gdzie go nosiło. Ale nie...miast ojca zobaczyła zupełnie nieznaną jej twarz.
- Najpierw strzelasz potem pytasz?
Uniosła brew odwracając się do wampira przed sobą. Iskierki w oczach zaczęły grać niebezpiecznie. Zawsze, gdy ktoś reagował do niej agresją i dawał do zrozumienia, że nie jest pozytywnie nastawiony, ona również otaczała się barierą agresji i nieufności. Zmierzyła nieznajomego uważnie.
- Schowaj broń nie będzie Ci potrzebna.
Starała się mówić spokojnie chociaż wewnątrz aż ja nosiło by dostać się do jego gardła. Przecież mógł ją postrzelić!
- Jestem Melisandre, Eleanor wzięła mnie pod piecze po zniknięciu mojego ojca.
Odezwała się nie mając pojęcia, czy w ogóle wampirzyca wspomniała o niej tutejszym czy nie.
- Mogę?
Zapytała wskazując na pomieszczenie, chyba że wolał spędzić tak czas stojąc w miejscu i narażając siebie na promienie słoneczne.
- Nie spodziewałam się, że tak szybko opuszczacie zasłony, chciałam mieć chociaż chwilę dla siebie.
Mruknęła pod nosem bo szczere, nie była zadowolona że posiadając takie zdolności musi siedzieć w cieniu. Mogła przecież więcej zdziałać wychodząc na słońce, świadomość że już jej nie robi krzywdy było o niebo lepsze niż siedzenie jak mysz pod miotłą i czekanie aż będzie bezpieczniej.

Lorenzo Caruso

30/484


183 cm

---






[Cytuj]
Dla niego była winna wielu zbrodni. Gdy sytuacja się uspokoi chętnie je przedstawi. Dziewczyna miała też szczęście, bo to nie od niego zależało co się z nią teraz stanie. Pewnie gdyby zależało to już jej głowa by leżała oddzielona od ciała. Lorenzo był bezwzględny, zwłaszcza jeżeli chodzi o totalną głupotę. W starych czasach gdy jego oddziały posiadały słabe ogniwa pozbywał się ich wzmacniając tym pozostałych żołnierzy.
Był ciągle w nią wcelowany. Lorenzo był wojownikiem z krwi i kości, a także był w stanie ocenić czy dana osoba posiadała jakieś umiejętności w walce. Od nowo poznanej dziewczyny w ogóle ich nie wyczuł więc mógł działać ryzykowniej. Użył swojej super szybkości i znalazł się się tuż przed nią wychodząc świadomie na słońce. Bardzo szybko i mocno przywalił jej kolbą w brzuch, a następnie przerzucił przez ramie do salonu. Oczywiście nie powstrzymywał się przed siłą rzutu. Bardzo szybko wrócił do środka usuwając za sobą blokadę okiennic. Może trwało to tylko chwilę, ale słońce zdążyło go popalić. Bolało, lecz wściekłość była silniejsza. W powietrzu czuć było zapach palonego, ludzkiego mięsa, a z Włocha unosił się dym.
- Pewnie popełniłem błąd. Powinienem Cię skasować za ten brak mózgu. - powiedział zaciskając zęby ze wściekłości i trzymając mocno karabin w jednej ręce. Miał ochotę przestrzelić jej obie nogi, bo może dzięki temu impulsowi reanimowałby jej myślenie. Naraziła cały klan i albo ma to gdzieś, albo po prostu jest za głupia by to zrozumieć. Już nie wiedział, która opcja jest gorsza.

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
Ból, poczuła tylko ból w okolicach brzucha co sprawiło, że skuliła się niemal w pół ale gdy tylko pojawiła się w cieniu odzyskała siły i odbiła się nieco od ściany amortyzując uderzenie. Stanęła na własnych nogach. Warknęła cicho uginając niego nogi w kolanach.
- Może powinieneś? Może powinien to był zrobić ojciec gdy poderżnął mi gardło. Ale widać, złego diabli nie biorą. Nawet słońce nie pozwoli mi zginąć. Więc śmiało.
Warknęła wściekła unosząc wzrok na mężczyznę.
- No na co czekasz? Przecież jak to ująłeś jestem bezmózgiem...
Fuknęła podchodząc do niego o krok bliżej. Widziała jak się dymił i uniosła brew.
- No i po co Ci to było? Nie wystarczyło grzeczniej po prostu pozwolić mi wejść w cień i odblokować tego skrzydła? Za kogo mnie masz?
Warknęła stojąc w miejscu nie ruszyła się nawet na krok.
- Nie mam zamiaru siedzieć jak ten kołek w cieniu i czekać do świtu jak niegdyś mam dość siedzenia na dupie i czekania! Czekania kurwa na co?! Aż łaskawie ktoś ruszy tyłek by wieczorem ruszyć swoje wybudzone cztery litery rozruszać?! Jest tyle możliwości, tyle okazji a tacy jak ja muszą siedzieć w ukryciu? To jest chore!
Krzyknęła mając dość. Chciała wyjść, nie siedzieć pod kluczem z dala od światła. Chciała wyjść, poczuć promienie słońca na twarzy, czuć się znów tak jak kiedyś.
- Zamiast siedzieć i działać nocami, tacy jak ja mogą już działać, za dnia nie zwracając na siebie uwagi, przecież nikt nie wie kim jestem...nikt by się nie zorientował nawet na chwilę że ma do czynienia z wampirem...wyobraź sobie, wampira chodzącego za dnia...ile jest szansy na zdobycie informacji, ile możliwości...
Mówiła szybko, przejęta i pragnąca działania.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo