Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
Wampirzyca usłyszała strzały na drugim końcu budynku. Aż podskoczyła zaskoczona czytając jakieś dokumenty, które sobie naszykowała do sprawdzenia. Najszybciej jak mogła przybiegła do pokoju, a widok ją zaskoczył. Załapała się na moment, gdy to została w końcu zamknięta roleta, a Lorenzo przywalił Mel z kolby w brzuch. W pokoju dodatkowo śmierdziało paloną pijawką. Jakby mało im było problemów na głowie.
- Czy wiście oboje poszaleli czy jak?! - zrobiła facepalma i podeszła do nich bliżej. Pokręciła głową z niedowierzaniem. Stanęła między nimi i spojrzała wpierw na Mel a potem na Enzo. No tak. Wył alarm, Enzo przyleciał a Mel pewnie była na zewnątrz bo cieszy się ze swych zdolności. Nie trzeba było tego nawet już tłumaczyć dla Estery. Kumata była z niej babka a widząc jak wygląda wampir i dodając sobie wszystko co wiedziała wniosek był prosty. Westchnęła głośno.
- Tak Melisandre, masz siedzieć na dupie za dnia. Masz czekać. Rozumiem, że chcesz nacieszyć się swoją zdolnością. Widać jednak brak ci nie tylko instynktu samozachowawczego, ale i zapomniałaś iż nie jesteś sama w Bastionie. - stwierdziła starając się być spokojna. Nie było jednak w tym momencie tej radosnej, roześmianej Estery co zawsze. Nawet Lorenzo mógł dostrzec tą zmianę. Była poważna i spokojna, a na twarzy nie pojawił się nawet cień uśmiechu. Cyganka spojrzała na wampira.
- Lorenzo, Melisandre posiada zdolność, dzięki której może przebywać na słońcu. Jednak na dany moment nie możemy pozwolić na to, aby wyszło to poza Bastion. - wampirzyca ruszyła do barku skąd wyciągnęła butelkę z krwią i podała ją dla mężczyzny. Spojrzała na nich oboje.
- Nie mamy teraz czasu na wasze kłótnie. Mel potrzebuje szkolenia. Jest jeszcze pisklakiem. Ja mam teraz niestety za dużo na głowie więc zostawiam ją pod twoją opieką. Naucz ją zasad. Melisandre, nawet proszę nie dyskutuj. - od razu dopowiedziała kierując swój wzrok na młodą wampirzycę. W głosie Estery było słychać, iż nie ma ochoty na zabawę w kotka i myszkę.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Lorenzo Caruso

30/484


183 cm

---






[Cytuj]
Multikonta: -
W ogóle nie reagował na wypowiedzi Melisandre. Udowadniała tylko swój brak kompetencji i niemożliwość do logicznego myślenia. Nie wyciągnęła także wniosków z tego co się stało. Nie zastanawiała się dlaczego Lorenzo tak zareagował. Dobrze, że głupota nie jest zaraźliwa, bo gdyby była epidemia mogłaby przyczynić się do wyginięcia wampirów.
Lorenzo zablokował swoją broń, choć przez jakiś czas jeszcze go korciło by przestrzelić jej nogi. Być może większy ból by do niej przemówił choć widać po charakterze że jest "millennials'em". To pokolenie doprowadzi ten świat do upadku. Zanim cokolwiek zdążył powiedzieć w pomieszczeniu pojawiła się Estera. Lorenzo zarzucił broń na ramie. Doradczyni postanowiła wytłumaczyć Melisandre to co było dość oczywiste i raczej każdy z pracującym mózgiem mógłby dojść do takich wniosków, że w Bastionie znajdują się wampiry które nie są odporne na słońce. Poza tym... dlaczego ktoś taki został Dziennym? Czyżby los był tak ślepy? Lorenzo badał naturalną wrażliwość na słońce od setek lat. Przeprowadził masę eksperymentów by wyeliminować tą słabość, lecz nic nie poskutkowało. Być może w tym stuleciu mu się poszczęści, zwłaszcza że technologia mocno poszła do przodu. Najchętniej to by przeprowadził sekcje Melisandre, być może o czymś ciekawym by się dowiedział.
- Zauważyłem. Zastanawiam mnie jednak skąd ją posiada osoba bez działającego płatu czołowego. - jeżeli ktoś się by zastanawiał... tak. Lorenzo ją obraził. Wziął od Estery butelkę. Odkręcił i się napił. Dobrze było poczuć ten smak, zwłaszcza gdy poparzenia ciągle bolały. Regeneracja się przyda. Słysząc kolejne słowa kobiety cieszył się że jego serce nie bije jak u zwykłego człowieka bo pewnie dostałby zawału.
- Dostałaś rykoszetem? Może i jestem dobry ale z węgla diamentu nie zrobię. - przecież Melisandre potrzebowała totalnej odmiany. Zmiana przyzwyczajeń, zachowania, nauka od podstaw dyscypliny. Musiałby najpierw ją złamać, aby wprowadzić te "poprawki". Nie byłaby już tą samą osobą. Mu to akurat nie przeszkadza, bo dzisiejszą Melise najchętniej by zabił.

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
Czy zapomniała, że nie była tutaj sama? Skąd znowu. Przecież nie blokowała każdego pomieszczenia, nie chciała nikomu zrobić krzywdy a jedynie zablokowała jedno skrzydło co też świadczyło, że nie robiła tego by kogoś skrzywdzić. Nagłe pojawienie się Estery tylko sprawiło, że wpadła w większą furię. Oni jej nie znali, Eleanor i Nathaniel owszem. Jak to wszystko się potoczy? Ona broniła się agresją na agresję, reagowała obronnie nie ważne czy ktoś miał w tym cel jasno określony czy nie. Ubliżanie? Droga wolna, ją to przestało ruszać jeszcze gdy była w bidulu.
- Gdybym chciała komuś zrobić krzywdę nie blokowałabym tylko jednej części tylko zablokowała całość. Instynkt samozachowawczy...na co komuś takiemu jak ja? Siedzę tutaj tylko i nic nie robię prócz treningów.
Warknęła tylko zaciskając palce w pieści. Na komentarz Lorenzo tylko parsknęła.
- Tak, tak śmiało, ubliżaj dalej tacy jak Ty tylko tyle potraficie prawda? Wielcy pieprzeni macho.
Wycedziła nie ruszając się z miejsca. Kolejne słowa Eestery sprawiły, że uniosła brew. Ona serio tak...że niby On miał się nią zająć? Przenosiła spojrzenie to na Lorenzo to na Esterę. Jej mina wyrażała totalne zaskoczenie...i...przerażenie.
- Nie nie zrobisz z węgla diamentu.
Parsknęła i spojrzała na Esterę.
- Nic tutaj po mnie. Wracam do ruin Eleanor a potem ruszę odnaleźć Ojca.
Odparła zdecydowanie odmawiając pozostania pod opieką Lorenzo. Nie z nią te numery. Nie miała zamiaru spędzać czasu z kimś, kto jej ubliżał. Nie mówiąc o tym, że Nathaniel nie był nic lepszy, ale cóż...to on sprawił, że w jej sercu pojawiło się nieznane uczucie. Uczucie posiadania rodziny. Bliskości. A gdy go zabrakło, Mel stanęła po drugiej stronie muru oddzielającego ją od innych wampirów z dala od wszystkich. Wpuszczając pojedyncze przypadki.
Eleanor Coleridge
[Usunięty]
Eleanor Coleridge
[Usunięty]
[Cytuj]
Spakowana w jedną torbę. Podróżną bo więcej nie potrzebowała. Wszytko co chciała musiało być podręczne. Kochała i raniła. Była zagubiona i niebezpieczna. Jako iż musiała i chciała chronić inne wampiry jedynym sensownym rozwiązaniem jest odejście.
Jak obiecała znajdzie się nowy Przywódca Ona ustąpi... Ustępuje właśnie teraz. Jej następca jest doskonale przygotowany i nie raz wystawiony na próby.
Kiedy schodziła ze schodów usłyszała strzał.
Nie podobało jej się to więc pobiegła do źródła wystrzału.
Otworzyła gwałtownie drzwi do pokoju. Ujrzała Lorenza popalonego. Śmierdziało troszku tutaj więc rozumiała iż wyszedł z ważnego powodu na słońce. Kotara lekko uszkodzona, a Melisandre kipiała złością. Młódka znów pokazywała pazury nieodpowiednim osobom?
Estera właśnie dawała pokaz swojej siły i oficjalnie akt przywództwa. Eleanor odetchnęła w spokoju będąc pewną iż klan przetrwa pod jej panowaniem.
- Melisandre wystarczy!- Uniosła ton głosu ujawniając swoją obecność. Była promienna, Radosna. Podeszła bliżej zebranych i wyciągnęła do Melisy dłoń by ta podeszła do Niej.
- Melisandro zachowuj się jak nakazałam. Lorenzo to wojownik i dowódca. Najlepszy z najlepszych.. Estera jako Nowa przywódczyni ma prawo nakazać Ci rozwagi.- Przerwała by spojrzeć na Esterę. - Moja kochana przyjaciółko poszukiwałam Ciebie a znaleźć było trudno. Chciałam prosić o przejęcie pieczy na wampirami. Kiedy znajdzie się ktoś lepszy zejdę z tronu. Estero to stanowisko jest dla Ciebie i swej obietnicy o opuszczeniu utrzymuję. Lorenzo wiem iż pomoże Ci chociaż słysząc przejęcie kontroli nad tą sytuacją sądzę iż poradzisz sobie sama, ale od pomocy nie uciekaj jak ja.- Przeniosła wzrok na Lorenza. - Widzę iż zabezpieczenia działają przed promieniami słonecznymi i szybko reagujesz jak ktoś głupio postąpi.- Wzrok spoczął na Melisie. Była rozczarowana jej zachowaniem, które mogło wiele kosztować inne wampiry. - Meliso, ma córo. Powinnaś teraz coś powiedzieć Dowódcy. Przez Ciebie jest poparzony... przez Ciebie musiał wyjść na słońce ratując nieznaną mu osobę.- Dotknęła Melisy policzka (jeśli Ona nie podeszła do Niej Eleanor to uczyniła.).
- Lorenzo wybacz za to zachowanie Melisanry. Młoda i nadal głupiutka jest ale nauka nie idzie w las. Prawda Mel?- Drugą dłonią chwyciła ją za nadgarstek i mocno ścisnęła.- Masz być grzeczna. Masz słuchać Estery kiedy mnie nie będzie. - W dłoni ściśniętej przekazała jej małą karteczkę z nowym numerem telefonu. Nie wiedziała co postanowi Melisandre. Nie chciała jej zostawiać, ale wiedziała iż w Bastionie będzie bezpieczna, a ona może poszukiwać Nathaniela.
- Nathaniel by dał ci lanie. Meliso nie myśl jedynie o sobie. Myśl o reszcie. Ta Dwójka jest doświadczona i Enzo pomoże w walce, a Estera w rozumowaniu całości. - nagle przytuliła młódkę do siebie. Już tęskniła za nią.
- Estero w biurku swym, w szufladzie masz wszystkie ważne dokumenty, dostępy, klucze, upoważnienia i akty współwłasności. Pod moją nieobecność działasz w stu procentach. - Nagle się zaśmiała. - Lorenzo, wojowniku... wysłuchaj zabójcę... diament jesteś wstanie zrobić z każdego. Węgiel to nie problem by przerobić.- Puściła do Niego oczko już czując smutek kiedy ich nie zobaczy nigdy.
- Meliso słońce pozostaw doświadczonym. Jeśli będziesz chciała wyjść to w nocy opuść budynek i idz do małego domku na granicy. Szałas wybuduj. Estera musi mieć ogól bezpieczeństwa, a ty utrudniasz jej początki.- Dodała nie puszczając Melisy z objęć swych.
 

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
Już miała coś powiedzieć, gdy do pomieszczenia weszła Eleanor. Ucieszyła się na jej widok. Musiała z nią przecież porozmawiać. Słowa przyjaciółki jednak ją zaskoczyły przez co wyglądała jak ryba wyciągnięta z wody próbująca nabrać powietrza. Zamrugała kilka razy i przysiadła na fotelu. Choć z jednej strony pewna sprawa sama się rozwiązała, to nie myślała, że Eleanor ich opuści. Cyganka cicho westchnęła. Szok jednak szybko minął. Znała doskonale Eleanor i wiedziała również ile w jej żywocie wydarzyło. Były sprawy, które jednak miały swój wkład w decyzję taką a nie inną. Nie miała zamiaru się więc z nią na ten temat wykłócać. Spojrzała na Melisandre oraz na Lorenzo by ostatecznie wzrokiem spocząć na Eleanor. Wstała z fotela i podeszła do niej.
- Masz na siebie uważać, bo jeśli coś Ci się stanie to Cię osobiście dobije. - zaśmiała się, choć był to nieco nerwowy śmiech z jej strony. Pogroziła paluszkiem. Objęła kobietę mocno i wycałowała, ot tak, na zapas. Miała gdzieś, czy będzie się bronić przed tymi czułościami czy też nie. Odsunęła się aby ostatecznie Eleanor miała nieco więcej przestrzeni osobistej. Teraz już jedynie obserwowała.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?


Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
Nie miała chęci tutaj stać, nie teraz i nie z nimi. Chciała wyjść, skupić się na planowaniu odnalezienia ojca, spotkaniu z Opal. Zamiast tego usłyszała głos Eleanor. Uniosła wzrok widząc ją przygotowaną do drogi. Co to miało znaczyć? Spojrzała czując jak coś jest nie tak, jak coś w niej zaczyna znowu pękać. Osoby którym ufała, które kochała odchodziły, znowu. Najpierw Nathaniel, menda jaka była taka była, ale jednak...miał do niej podejście, wiedział jak sprawić by naprawdę się otworzyła i co ważniejsze zmieniła. Potem jak uwielbiała go nazywać jej "piracki brat", z którym uczyła się pić rum. A teraz Eleanor. Czuła jak cała nadzieja, cała nauka którą otrzymała ląduje w jednym worku a między tymi, którzy byli tutaj pojawił się mur, taki sam jak gdy stała się wampirem. Tym razem jednak ten mur był solidniejszy, zdecydowanie bardziej umocniony niż poprzedni. Mimo to zachowała kamienną twarz, podeszła do Eleanor i wtuliła się w nią jakby nigdy nic. Nie wierzyła w to, że ta ją opuszcza, że zostawia ją sama tutaj, z obcymi jej ludźmi.
- Nie naraziłam nikogo, rolety w całym budynku są opuszczone, zablokowałam tylko jedną część, część którą gdyby nie Lorenzo opuściłabym chwilę później. W pomieszczeniu nie było nikogo upewniłam się nim zablokowałam roletę. Nie mniej, owszem masz rację matko.
Odparła starając się zachować spokój. Jednak Eleanor doskonale wiedziała, że z Mel dzieje się coś złego. Mur zaczął powstawać coraz mocniejszy i wyższy co świadczyło obecne zachowanie wampirzycy.
- Przepraszam, że musiałeś zareagować i narażać siebie dla kogoś takiego jak ja, uwierz że to się nie powtórzy.
Odparła przenosząc wzrok na Eleanor a potem Esterę, słowa które padły sprawiły że Mel nie wytrzymała i pierwszy raz od kiedy poczuła tak straszny ból utraty stwórcy tak teraz ten ból był równie silny a słowa równie bolesne przepełnione strachem i nieufnością względem innych. Przecież dopiero co zaczęła poznawać mieszkańców, zaczęła zawiązywać jakieś relacje a ona ją zostawiała, odchodziła.
- Kiedy Ciebie nie będzie? Odchodzicie, najpierw Ojciec, potem pirat...teraz Ty...zostawiacie mnie jakbym nic nie znaczyła...zostawiacie mnie bo tak wygodniej...rozumiem...widać tak ma być. Niech zatem będzie. Miałam nadzieję, że zabierzesz mnie ze sobą, że nie zostawisz tak jak Ojciec. Ale czego ja się mogłam spodziewać. Zachcianka Nathaniela, przepustka do czarowników...tyle dla Was znaczyłam prawda.
Nie wytrzymała krwawe łzy ciekły jej po policzkach a ona starała się je zetrzeć by tylko nie pozwolić sobie na większe łzy. Słowa wypływające z jej ust nie były wrogie, skąd. Były nasączone bólem, strachem...obawami. Gdy ta objęła ją i przytuliła do siebie Mel rozłożyła się całkowicie. Gdyby mogła serce wyskoczyłoby jej z piersi.
- Matko nie zostawiaj mnie...nie zostawiaj mnie teraz Ty.
Wydukała tuż nad jej uchem ściskając niemal z całych sił. Starała się nie zanieść szlochem. Starała opanować drżenie głosu, potok łez które nie pozwalały się zatamować.
- Skoro odchodzisz, ja nie zostanę tutaj ani chwili dłużej. Nie znam tutaj nikogo. Nie chcę czuć się jak w zamknięciu. Nie teraz...
Wyznała by po chwili odsunąć się od niej na tyle by doprowadzić siebie do stanu normalności. Odwróciła się do nich plecami, nie chciała by widzieli jak bardzo jest rozbita od środka.

Lorenzo Caruso

30/484


183 cm

---






[Cytuj]
Multikonta: -
Zaczynało robić się coraz dziwniej. Eleanor postanowiła pojawić się w pokoju z walizką. Poco jej walizka jak i tak już świeciło słońce? I tak nigdzie teraz nie pojedzie. Ale dobra, to szczegół. Wiedział, że chciała wyjechać i zostawić sprawy Esterze i jemu. Wolał nie oceniać tej decyzji, ponieważ miał za mało informacji, a na spekulacjach nie chciał się opierać.
Stał tylko z boku i się obserwował. Wolał nic nie mówić. Przymrużył oczy i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Ckliwe chwile i czułe momenty to nie jego bajka, choć trochę szkoda że musi wyjeżdżać. Myślał że zdążą razem podbić cały York. Teraz jak Estera została przywódczynią nadejdą czasy dyplomacji i długich rozmów. Aż na samą myśl przeszły go ciarki po plecach.
Gdy Melisandre zaczęła płakać, to już był sygnał dla niego że musi się ulotnić. Ruszył w kierunku wyjścia i odwrócił się jeszcze przed drzwiami.
- Treningi o 22:00 każdej nocy, nie toleruje spóźnień i narzekania. - powiedział poważnie i ponownie skierował twarz na drzwi. Otworzył je i zatrzymał się na chwile. - Powodzenia El, nie zgiń. - dodał, machnął ręką jakby od niechcenia będąc do nich plecami i wyszedł zamykając za sobą drzwi. Lorenzo nigdy nie lubił się żegnać, więc wolał tego nie robić. Odejście jednego, doświadczonego wampira mocno wpłynie na ich siłę. Są coraz słabsi, a nie powinno tak być. Lorenzo poszedł do swojego biura, chciał tam spędzić ten dzień, lecz wcześniej wziął jeszcze prysznic i się przebrał. Ciągle śmierdział palonym mięsem.

/zt

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
Wampirzyca przyglądała się dłuższą chwilę całej tej sytuacji. Musiała przyznać, że Mel najmocniej w tym momencie obrywała. Serce się krajało widząc jak ta młódka cierpi z powodu decyzji, jaką podjęła Eleanor. Zdawała sobie również sprawę, że Eleanor na swój sposób również cierpiała. Ledwo słyszalne westchnięcie uszło ust Cyganki. Mel choć jako człowiek dorosła może i była, to jednak wewnętrznie była małym, zagubionym dzieckiem, które było mocno skrzywdzone przez los. Dzieckiem, które potrzebowało dużo cierpliwości i opieki, a zarazem poznania twardych zasad panujących w żuciu. Już nie chodziło jedynie o wampirze bytowanie. Dziewczynie wryaźnie brak było podstaw, które znane były również dla ludzi. Choć wydawało się dziewczynie, że nikogo nie naraziła to jednak grubo się myliła. Uruchomiła alarm. Nie zastanawiała się nad tym co robi. Gdyby jednak to zrobiła to nie było by problemów. Może i sprawdzała, czy nie ma nikogo w pomieszczeniu, jednak spoglądała krótkowzrocznie, na już na teraz bez zastanowienia się jakie może przynieść to skutki. Przed Melisandre czekało wiele nauki. Cyganka rozumiała, że dziewczyna chce skorzystać z możliwości za dnia, nacieszyć się tym, jednak nie znając podstaw bytowania w nocy, jak ma przetrwać za dnia? Choć może za dnia wędrować, to przecież nadal jest wampirem, młodym pisklakiem, które jest wystawione na ogromne niebezpieczeństwo chociażby przez to, że nie zna i nie zastanawia się nad tym, jakie panują zasady w tym świecie.
Estera objęła Mel swym ramieniem. Nie ważne czy by dziewczyna się buntowała czy też nie, dała jej ostatni moment na pożegnanie się z Eleanor i wyprowadziła ją z pomieszczenia. Czym czym szybciej zakończy się to felerne spotkanie, tym lepiej.
[zt dla wszystkich]

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?

Katherine
[Usunięty]
Katherine
[Usunięty]
[Cytuj]
// po grze na komisariacie...

Już wcześniej chciała pogadać z Esterą, bo była jedna sprawa co nie dawała spokoju. Zwłaszcza że dowiedziała się o niej tuż przed komisariatem. Trochę obawiała się, że przez te informacje zawali ich zadanie i zawiedzie Esterę i Olivera. Jednak wykorzystała uczucia, jakie miała, by wyjść na bardziej wiarygodną. Uśmiechnęła się widząc, że wampirzyca ma chwile by z nią pogadać na różne tematy. Liczyła na to, że chociaż jest o sto lat starsza to posiada większą wiedze o wampirach niż ona. Bowiem dowiedziała się jak mało wiedziała... Weszła do pokoju w czerwonej sukience i czarnych szpilkach. Podobno rudym nie wypada się ubierać na czerwono, ale co ona zrobi jak lubi ten kolor. Miała wrażenie, że jeszcze bardziej podkreśla jej niebieskie oczy. Rozejrzała się po pokoju, jeśli dostrzegła znajomą to przywitała się jak nie to zajęła miejsce, by cierpliwie poczekać na Esterę. Już dużym sukcesem było, że zgodziła się z nią spotkać. Pomimo natłoku spraw jak głowa klanu. Dlatego szanowała ją i nie zamierzała zabrać jej zbyt dużo czasu.
 

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
Co jak co, mogła być głównodowodzącą, mogła być głową klanu, ale czas na rozmowę dla nich zawsze znajdzie. Tak było i tym razem. Kath chciała pogadać, nie ma sprawy pędzi leci. Co prawda miała mały poślizg i młodsza wampirzyca musiała kilka minut poczekać, ale spóźnienie wynosiło raptem tych minut pięć. Więc chyba jeszcze nie było aż tak źle.
Estera weszła do pomieszczenia odziana jak zwykle w charakterystyczną dla niej falbaniastą, kolorową spódnicę, czarną, obcisłą bluzkę z długim rękawem i zarzuconą na ramiona, kwiecistą chustą. Włosy miała rozpuszczone więc loki wesoło podskakiwały przy każdym jej kroku. Podeszła do wampirzycy by się przywitać i ją wycałować.
- Och Misiaczku, jak dobrze cię widzieć całą i zdrową. - powiedziała radośnie i wskazała by sobie ponownie usiadła. Sama również zajęła wygodne miejsce. - Coś się stało Skarbie? - zapytała zainteresowana dająca przy tym znak, że może spokojnie powiedzieć co ją trapi.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?

Katherine
[Usunięty]
Katherine
[Usunięty]
[Cytuj]
Nie przeszkadzało jej to, że musiała te parę minut poczekać... Czymże dla wampira jest pięć minut, kiedy ma ich nieskoczenie wiele. Katherina zawsze była cierpliwa, a po przemianie to się nie zmieniło. Bowiem dzięki temu zdołała jakoś przeżyć na ulicy oraz dostać się do Anglii z Francji. Tak więc jej nie przeszkadzało to... Tylko usiadła wygodnie i poczekała na znajomą, aż ta będzie mogła przyjść. Czy obawiała się wystawienia? Nie... Znała Esterę na tyle by wiedzieć, że ta nigdy nie wystawia, a jak ma się nie pojawić to wcześniej o tym informuje.
Jak tylko wampirzyca weszła do pokoju Kath wstała i się uśmiechnęła i również odpowiedzieć na przywitania przyjaciółki.
- Ciebie również - powiedziała, bo cóż to całe gadanie całą i zdrowia zwaliła na to, co teraz działo się York. Kohorta cały czas się panoszyła, a woja wisi powietrzu. Dlatego też cieszyła się, że jej przyjaciółka ma się dobrym zdrowiem i nic jej nie dolega.
- Mnie nic się nie stało. O zadaniu z Komendantem policji niemusze ci mówić, bo pewnie wiesz... - zaczęła mówić, bo cóż Oliver pewnie zdążył złożyć raport. Jeśli nie, to ona to zrobi... Chociaż nie cierpiała tej całej papierkowej roboty. - Jednak coś innego mnie trapi. Dzień wcześniej przed tą całą akcją w komendzie policji dowiedziałam się, że mój ojciec wcale nie wyjechał z York na te kilka miesięcy tylko został za kołkowany, ale nie zabiło go tylko jakby uśpiło. Słyszałaś o czymś podobnym? - zapytała się Estery.
 

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
Uniosła delikatnie brwi do góry nieco zaskoczona zadanym pytaniem. Sam fakt, iż ktoś był zakołkowany i został przebudzony nie dziwił wampirzycy, choć ciekawiło ją kto doprowadził do wybudzenia i jak to się skończyło dla budzącego. Zaskoczyło ją jednak pytanie Kath. Nie sądziła, iż wampirzyca może nie wiedzieć o możliwości zakołkowania. Podrapała się po brodzie w zamyśleniu zastanawiając się, jak ugryźć całą tą sprawę.
- Przyznam, że mnie zaskoczyłaś. Trochę mnie dziwi fakt, że twój ojciec nigdy ci o tym nie mówił. W sumie to go chyba nawet nie poznałam nigdy. No nic. Przejdę do rzeczy. Jest możliwe zakołkowanie wampira. Oznacza to, iż za pomocą kołka, ostrza, bądź innego przedmiotu nadającego się do przebicia naszych kości, można nas zakołkować. Nie oznacza to zabicia tylko jak to wspomniałać, uśpienia. Wpadamy w letarg przez to, że nasze serce nie ma się jak w danym momencie zregenerować. Nawet dla nas jest to ważny narząd, jednak samo uszkodzenie go nas nie zabije. Samo zakołkowanie też nie należy do najprostszych. Mamy wytrzymalsze kości od ludzkich. Potrzebna przy tym więc duża siła. Jeżeli oczywiście mowa o ręcznym kołkowaniu. Można też to zrobić bronią palną, albo serafickim ostrzem. Stajemy się wtedy całkowicie bezbronni. Mój mąż został wpierw zakołkowany, a potem dopiero odcięto mu głowę. - powiedziała spokojnie patrząc na młodszą wampirzycę. - Jak w ogóle doszło do przebudzenia? Mówił ci coś więcej na temat tej sytuacji? No i właściwie jak się on nazywa?- zapytała zainteresowana wyciągając swoją fajeczkę i tytoń. Czas zapalić.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?

Katherine
[Usunięty]
Katherine
[Usunięty]
[Cytuj]
Spodziewała się tego, że mogła zaskoczyć Esterę pytanie o zakołkowanie. Jednak naprawdę ją to interesowało i nie dawało spokoju. Zwłaszcza że znowu Kenrick znowu zniknął bez słowa wyjaśnia. Nawet jeśli Estera nie potrafiła by jej pomóc to była gotowa przeczytać setki książek, by znaleźć odpowiedź na nurtujące ją pytania. Zwykle dziecko czuje to co stwórca... Jak ten zostaje rany czy zabity. Czemu nie dzieje się podobnie przy zakołkowaniu? Jak to możliwe w ogóle jest zakołkowanie wampira? Czy jest potrzeba jakaś specjalna broń?
Słuchając odpowiedzi Estery była zaskoczona i ona również. Dostała odpowiedzi na wiele pytań. Jednak dowiedziała się również czegoś przykrego, że mąż wampirzycy zginął pierw został zakołkowany. Cóż teraz jej pytanie wydawało się nie na miejscu.
- Przykro mi z powodu twojego męża i wybacz mi to pytanie nie wiedziałam - powiedziała do wampirzycy. Gdyby wiedziała o tej sytuacji to by od razu poszła do biblioteki szukając informacji. Zamiast rozdrapywać ranny, które wcale jeszcze mogły nie zagoić.
- Nazywa się Kenrick Seymour i nie poznałaś go, bo jest przeciwnikiem klanów i należenia do nich. Eleonora go znała, ale nie wiem jak bardzo dobrze. Co mówił o całym zajściu? - zastanowiła się chwilę... - Nie wiele, że został zaskoczony, że nawet nie zdążył zareagować. Zapadł w letarg, było ciemno i zimno oraz to, że wyciągnęła go z tego jakaś Nocna Łowczyni. Wtedy dowiedział się, że spędził w tym stanie kilka miesięcy pod ziemną. To chyba tyle... Nie wiem jak się nazywa ale pamiętam jej zapach - odpowiedziała się chyba na wszystkie zadane pytanie Estery. Nie wiedziała jak nazywa się ta Nefilim co go wyciągnęła, ale dobrze pamiętała jej zapach. Sama nie wiedziała czemu... Może dlatego, że wyczuła go na swoim ojcu. Co wydało się jej dziwnie....
 

Aurora Borealis

39 (307)


162 cm


"Spodziewaj się po mnie niczego, dopiero wtedy niczym Cię nie zaskoczę."






[Cytuj]
Multikonta: Mia
Machnęła niedbale dłonią by Kath nie przejmowała się aż tak otrzymaną informacją. Fakt, znały się bardzo dobrze. Kath też znała małżonka Estery. Na każdego w jakimś stopniu jego śmierć wywarła wpływ. Większy czy też mniejszy, jednak zawsze. To małżeństwo było w końcu niczym papużki nierozłączki. Wszędzie razem podróżowali. Jednak sielankowe życie zostało brutalnie zakończone. Estera nie winiła Kath za poruszenie bolącego tematu. Nic się na to nie poradzi. Może on wypłynąć jeszcze wielokrotnie, a sama Cyganka zdawała sobie z tego doskonale sprawę. Jakże by mogła więc być zła na młodszą wampirzycę? Nie, to nie w stylu Estery.
Słuchając w zamyśleniu krótkiej historii patrzyła gdzieś w dal analizując nowe dane. Faktycznie owego imienia nie kojarzyła. No cóż, czasami i tak bywa. Nie znała w końcu wszystkich wampirów na kuli ziemskiej. Nie każdy też wampir lubił przebywać w klanie, więc i ta informacja jakoś nie zaskoczyła Constantin. Uniosła jednak brwi na dalszą część historii.
- Łowczyni go wybudziła? Ciekawe jak do tego doszło. Widzisz, jeśli spił z niej krew to mogłaś czuś jej zapach chociaż... Raczej chyba nie. Aż tak to nie przebija. To on bardziej ją odczuwa. Ty byś tego zapachu raczej nie poznała. Jednak jeśli znasz jej zapach... To robi się to nieco dziwne. Musieli być na prawdę blisko siebie. No i ciekawi mnie, czy ona wyraziła zgodę na picie jej krwi, może miała przy sobie coś, co zaspokoiło pierwszy głód. Łowcy wiedzą raczej jak w tym wypadku działać. Gorzej by było, gdyby był to totalny przypadek a on się na nią rzucił. Dobrze obie wiemy, że to łamanie praw Clave. On, będąc poza klanem odpowiadałby przed nimi. Dawno to było? - zapytała zainteresowana. Jeśli faktycznie by złamał to raczej już by się tym zajęli i by się o niego pytali. No chyba, że po drodze coś jeszcze się wydarzyło. Estera się zastanawiała o co może chodzić. No i dziwiło ją, że Kath poznała zapach Łowczyni, skoro jej najwyraźniej nie spotkała. Hmmm... Interesujące, a zarazem bardzo kłopotliwe.

Szaleństwo to rzecz względna. Kto ustala normę?

Katherine
[Usunięty]
Katherine
[Usunięty]
[Cytuj]
Naprawdę było jej przykro z tego powodu, że Estera straciła męża. Sama doskonale pamiętała jak to jest stracić ukochane soby, kiedy nie umierają z przyczyn naturalnych tylko ktoś ich zabija. Najpierw widziała śmierci rodziców... Była kilkuletnim dzieckiem i nie mogła im potrzeć tylko patrzeć jak gilotyna ścina im głowy... Tylko dlatego, że należeli do arystokracji i lepiej się im powodziło. Jednak rodzice byli dobrymi ludźmi wystarczyło pogadać ze służbą... Później utraciła brata, a raczej wampira, z którym mieli tego samego stwórcę. Więc doskonale wie jak to jest... Pragnie się zemsty, ale wie się, że ona nie ugasi bólu oraz on zawsze będzie...
- Za wiele nie wiem o tym zdarzeniu, ani tego dlaczego wyczułam jej zapach, kiedy przytulił. Kenrick powiedział, że mu pomogła ratując życia - powiedziała do Estery. Nie wiedziała, dlaczego wyczuła zapach. Też to było dla niej zagadką, bo cóż była wampirem nie od dzisiaj i wie, że zapach aż tak nie czuć po spożyciu krwi. Była pewna, że by ją rozpoznała oraz też tego, że to nie jest to zapach perfum... Ciężko było jej samej to zrozumieć i prawda była taka, że bała się o ojca.
- Nie raczej... To znaczy wątpię by o tak rzycił się na nią, bo nie złamałby prawa Clave nawet jeśli z nimi pod wieloma względami nie zgadza - powiedziała, bo cóż znała Kenricka i wiedziała, że ten był porywczy, ale umiał panować nad sobą, a poza tym nie okłamałby jej. - Było to jakoś w marcu... Dowiedziałam się na dzień przed komisariatem - powiedziała wyjaśniając Estery, kiedy to było. - Tylko, że Kenrick znowu zniknął bez słowa. Boje się, że mogło mu się coś stać albo ma jakieś kłopty - dodała, bo sprawdziła to dokładnie.
- Jednak jest jeszcze jedna sprawa... Wśród przyziemnych panuje jakiś wirus, którego się boją. Zastanawia się, czy to nie będzie miało jakieś wpływu na naszą rasę, bo jednak krew jest nam potrzebna do przeżycia - powiedziała do Estery. Uważając, że powinna o tym wiedzieć jako głowa klanu. Nie znała za wielu szczegółów, ale ktoś powinien tą sprawę zbadać dokładniej. Ona nie miała jakoś do tego głowy.
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo