Quorlinn

751 lat


172 cm


There is only one thing that makes a dream impossible to achieve: the fear of failure.






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
/Retrospekcja - powrót wspomnień - czas mieszany - przed wróżkowem i po pierwszym etapie...

Zielona trawa, kwiaty polne, krople rosy i zroszone nią listki pobliskich krzewów. Jak wyjęta z płótna znamienitego artysty – to nie przypadek - oto prawdziwa polana z farby i życia wetkniętego weń subtelnym oddechem. Rozchylone wargi, błysk spojrzenia – i już wiesz, do kogo te oczy należały. Poznali się przypadkiem – dwa byty, zupełnie przeciwne swemu istnieniu. Jeden skromny i delikatny niczym niespotykany kwiat – drugi podobnej postury wyłącznie z pozoru – przebiegły lis wówczas ukryty pod skórą urodziwej Nimfy. Usta jego zdradzieckie niczym fale – snujące pieśni o mocy tak hipnotyzującej, że nie sposób było im się oprzeć – a oczy… Jako jedyne zdradzały prawdziwość przeobrażonej postaci. Raz kobieta, raz mężczyzna, potem dla smaczku dzieciaczek. Ileż dni, nocy i upalnych popołudni spędziły ze sobą dwa byty – Nimfy i Syreny.
Poznał go – poznał w trakcie zwykłej wędrówki po pałacowych ogrodach. Mówili o nim brzydkie kaczątko, bo o ogonie długim i niechlujnie umorusanym piaskowym kolorem – twarzy, mimo iż delikatnej, niezbyt atrakcyjnej wśród ponętnych panien – dłoniach zbyt drobnych do dzierżenia miecza i piersi wątłej, bo przecież nijak nierozbudowanej pracą mięśni w trakcie treningów. Mówili… Mówili o nim wiele rzeczy – wiele takich, których przebiegły lis słuchać nie raczył. Na własnej skórze poznał smakowitą słodycz warg, ciepło spojrzenia i miód melodyjnego głosu. A myślał, że to on zdoła go sobie podporządkować. Bardzo się wtedy pomylił, lecz w ogóle nie żałował. Młodziutka swej rasy syrenka o wyjątkowo silnej krwi, jako pierwsza otworzyła drzwi do jego serca.
Droga ich Losu skropiona szarością – na niej naniesione plamy farb. Płynny ruch pędzla w dłoni skromnego artysty – nie było łatwo. Jeden niepewny skręt – jedno niechlujne pociągnięcie, a cały obraz szedł do kosza. Przypominali trochę parę aktorów – uczących się, poznających, kłócących i dopiero rozumiejących istotę własnego bytu. Za dnia, za nocy – w przedpołudnia i popołudnia wspólnie spędzonych chwil. Wówczas jeszcze nie wiedział, jak wielkie narodzi się w sercu uczucie – a zaczęło się tak niewinnie.
Od dobrego towarzysza zabaw, po dobrego kolegę, przyjaciela i powiernika tajemnic, aż w końcu do miana rzeczywistego kochanka z krwi i kości. Czy pamiętał jeszcze wspaniały taniec na lodzie? Albo akt pod liśćmi kryształowego drzewa? Czy wciąż wspominał czuły dotyk, zaczesanie pukli włosów za ucho, wymowne spojrzenie, radosne żarty i zaczepliwe teksty w komicznym znaczeniu? A te wspólne w zagajniku i ich tamtejsze pierwsze zbliżenie? Było cudownie – wtedy, teraz – zawsze… Jakże głupio mu było ukrywać przed nim tyle tajemnic. Dość… Pomyślał, wodząc dłonią po drobniutkim ciele – męskim, żeńskim – to bez różnicy, bo pokochał obie połówki jestestwa. A potem tą trzecią, wolno rosnącą w brzuszku przepięknej Syrenki. Zwali go (ją) tchórzem, a tak naprawdę swą odwagą przeganiał (a) ich o stokroć. Durni plotkarze i butne plotkary – nie słuchał nikogo z nich, aż nad głowami szczęśliwej pary nie zapadły ciemne chmury…
Fałszywa śmierć, lecz łzy przelane prawdziwie. Gdy wrócił, nigdzie jej nie zastał. Szukał dzień, dwa, tydzień, miesiąc… Minął prawie rok i gdy miał upłynąć kolejny, chwiejną nadzieję ogrzały przedarte przez poszarzałe niebo promienie słońca. Wtem posłuchał głosu duszy i ponownie poszedł wolnym krokiem na plażę – tam odnalazł drobne ciało – tam, gdzie oddano mu to o wiele mniejsze, wówczas ukryte w zamkniętych ramionkach. Nie potrafił na długo powstrzymać łez. Jedna po drugiej spływały po lisich już policzkach, jak za pierwszym razem, gdy dłońmi ostrożnie odbierał maleńkie dziecko i potem kiedy w podobny sposób sięgnął po wycieńczone ciałko. Otulone ciepłem ciała i futrem dziewięciu puchatych ogonków. Winny był jej (mu) przeprosiny – wtedy, teraz, potem, lecz nie tu…
Zabrał Lis swe dwie kruszyny –wpierw pierwszą kruszynkę – z nią przedostał się do rodzimej ziemi, gdzie poznała inne lisy – i jego, gdy powrócił cały i zdrowy z córeczką w ramionach – ich oboje zaprowadzonych do bezpiecznej przystani domostwa matki w towarzystwie odnalezionego ojca. Dumny Smok skinął łbem do równie dumnej starej Syreny i zabrał na długą rozmowę o czasach dalszych i najdalszych w dziejach ich długiego życia. Oni z kolei zostali sami – odkryty w końcu Lis, odmieniona Syrenka i maleńkie dziecko. Początkowo bardzo się siebie wstydził, wszak tęsknota, strach i niepewność po porodzie. On jednak doskonale to rozumiał. Bez słowa i chwili zwłoki przysunął rozchwianego kochanka i ponownie otulił ogonami, głowę jego łagodnie opierając na swoim ramieniu. Tak siedząc, milcząc i patrząc w przestrzeń przed nimi – przepiękny bezkres malowanego morza, połączył ciała parą królewskich wstążek.
I wtedy rozlało się na ciało przyjemne ciepło i fala uczuć. Tęsknota, strach, ale też radość, wdzięczność i w końcu nieopisana miłość. Tak oto zabłąkany Lis odnalazł swoje szczęście w towarzystwie pewnej Syrenki, która w miłości i poświęceniu podarowała mu dziecię. Jak myślisz, będzie bardziej podobna do Ciebie czy do mnie? A co Ty na to, aby kiedyś naszą maleńką rodzinę powiększyć?

Tym razem będę przy Tobie…
Teraz,
Zawsze,
Na zawsze…


~ End

You may say I'm a dreamer, but I'm not the only one. I hope someday you'll join us. And the world will live as one.
Gość zrób klik | Notatnik | Warsztat

Caranthir

603 (18)


175 cm


Know when fairy tales cease to be tales? When people start believing in them







[Cytuj]
Multikonta: Anna Valerious
Państwo wybaczą włamanie, ale bez obaw, nawet się nie zetkniemy, to tylko oszczędność miejsca dla lokacji szerzej opisanych. W końcu, świat istot aktywnych jest wielki, a ci chcący odejść na margines dziejów, nie szukają rozgłosu i chcą zrobić to... dyskretnie. Zielona łączka, mięciutka trawka, cieplutkie słoneczko smagające twarz, słodki smak kakałka skrywającego się w torbie... heh piękna perspektywa, a wystarczy tylko przejść wpierw przez ciemną jaskinię, wręcz klaustrofobiczną. Czy to nie idealny moment na spojrzenie w przeszłość? Ponoć Mrok to kataklizm, zło wcielone i szereg innych epitetów, już pomińmy motywację, bo będziemy tu siedzieć do wieczora. Liczy się efekt końcowy, coś zagrażającego życiu, mogącego je przekreślić. Skala? Spora. Coś ostatecznego? Niezbyt. Co mniej doświadczeni i młodsi nazwaliby tym Leytona, na papierze również wcale nie taka słaba przeszkoda. Wcześniej byli jeszcze obaj Morgensternowie, jeden bardziej idealistyczny, i młodszy... czy to było skryte chaotic evil? Ponoć chciał mieć swój tron, tylko te skłonności do wybijania wszystkiego i wszystkich jakoś temu zaprzeczały. Nie ważne, przynajmniej jeżeli patrzeć na to z perspektywy przysporzonych problemów. Heh, i ty wiedźmo mu pomagałaś... I tak i nie, skoro przelew krwi Nefilim był zagwarantowany, a oczka Wiedźmy łaknęły tego widoku. I jakby tak patrzeć w przeszłość, ZAWSZE było jakiś KTOŚ, chcący ich WYBIĆ. Norma...
Walący się Spiralny? Do tego trzeba łebskich osobistości, niby mamcia i jej braciszek chociażby, poradzą sobie. A ona? Powiedzmy sobie szczerze, z oczu co bardziej wrednych, ona to pierdoli. Jeżeli ktoś nie potrafi przyznać się do błędu, a wręcz przeciwnie, i anarchia trwa w najlepsze... to wypada się zastanowić, czy na Spiralny w ogóle zasługiwali. Czy jej żal straconych setek lat życia? Chciała uratować tyłek siostrze, może i komuś jeszcze, przemilczmy, więc nie... a że Sigyn zrobiła co zrobiła, nie bez powodu była tą wredną trollicą. Ale bez obaw, nadal kochamy. Gdyby nie to i jej obecność, wniosek byłby prosty, zepsuliście to patrzcie, jak prywatny kurort pada ofiarą czegoś gorszego niż skarbówka i socjalizm.
Skoro więc tutaj była, ta wojująca od w zasadzie ludzkiej młodości, może czas stoczyć ostatnią walkę? Życie miała, jak by tak spojrzeć na resztę pobratymców, krótkie, w końcu nadejdzie czas, gdy zamknie oczka i te już się nie otworzą. Czy miała zamiar to oczekiwanie spożytkować na dalsze czarowanie i machanie mieczem? Nie, to już ją, jak by to ująć, znudziło? Sam widok krwi jakoś jej od dłuższego czasu nie bawi. Jedyne co zostało, to zmierzenie się z ostatnią przeszkodą na drodze do spokoju... wyrównanie rachunku za wizytę w Edomie. Ponoć przeszukanie wszystkich potencjalnie przydatnych ksiąg nigdy nie szkodziło, niezależnie od nikłej ilości informacji, jakie pozyskałaby po zainwestowaniu tych... naprawdę wielu godzin. Ale przecież miała tę inną ideę, w którą nie do końca wierzyła, że w ogóle zadziała. Ot udała się w odosobnienie i zabawiła w przywoływanie demona... Velniasa. dacie wiarę, że nadal żył? I to nie było jej wymysłem, skoro jakoś spłodził pewną ciemnoskórą Czarownicę, ledwie parę lat temu! I jakkolwiek karygodne to nie było, w końcu to tata który kiedyś faktycznie ją kochał, tak po ludzku, to jednak nie mogła się powstrzymać przed daniem mu pięścią w japę. Czy przytuliła? A czy Shizu przestał kiedykolwiek stalkować? Jak trwoga to do... no niezbyt, nawet on nie mógł tego anulować, co najwyżej zaaranżować spotkanie z pewnym panem od różnorakich kolekcji, wraz z opisem jego natury. I co więc z tym wiedźma zrobiła? Zaczęła grzebać dalej, tylko pod innymi tagami; nie "demon", a "pakty"; kruczki prawne. O nim, o jego sługach... Zaraz, czy to aby czegoś z Wiedźmina Trzeciego nie przypomina? Pan Lusterko, uczony z Oxenfurtu, pewnie, że tak. Bo jaka jest szansa, że Redzi wpadliby na to sami? Każdy artysta, niezależnie od branży, chce naznaczyć sobą jak najwięcej połaci ziemskich.
Tak na marginesie, merytorycznie gierka w niczym nie pomogła, nie w... pertraktacjach.
Jak to miało wyglądać? Carełek rozmawia z Panem od Rachunków, nawet wspomina o swoim spotkaniu z jego dwoma... pracownikami. I powolutku dochodzimy do sedna sprawy, tamta mała siksa zerwała się ze smyczy, i ktoś musi ją przywołać do porządku; ubić lub unieruchomić i dać znać, co by szło to łatwo posprzątać. To nudne, przynajmniej dla Demona, dla takiej białowłosej ponoć niemożliwe... wiec mamy umowę, za której wywiązanie się, dług zostanie spłacony. Świetnie, tylko jak tego w praktyce dokonać? Wykorzystując słabość do zakładów oponentki, rozstrzygnijmy to jak ludzie, na miecze! Ambicja, wybujałe ego, można zwać to na różne sposoby, a fakt jest jeden, arogancja boli. Więc walczyli, ona o wolność, brzydsze tamto o... w sumie dobrą zabawę i zrobienie z Czarownicy posłusznej suki, jak to przy okazji wcześniejszego spotkania, a w dłuższej perspektywie, sorry ale ziewnę, władzę nad Edomem? Jakiś tron, pewnie wygryzienie Kolekcjonera ze stołka, who cares?
I w końcu się pobili, na udeptanej ziemi, wykorzystując wszystkie legalne, z ludzkiej perspektywy, sztuczki. Wiecie, magiczne mieczyki, zaklęte zbroje, potionki, petardy... Czy wspomniałam, że Car oberwała znacznie bardziej, niż chociażby przy tańcu z trupami, przy okazji uwalniania Bevina spod wpływu Mroku? Powinna zdechnąć, w chwili specjalnego odsłonięcia się, aby zostać śmiertelnie dźgniętą i zarazem kogoś ugodzić, tak aby"ubić" na te pięć minut, nim czyjaś regeneracja nie zadziała samoczynnie. Tylko widzicie, drodzy państwo, od dawna miała w ekwipunku nici z futra Strażnika Lasu, króliczą łapkę i sproszkowane kopytko konia... Corpus album, znane? To taka mikstura, zdolna wyrwać kogoś ze stanu bliskiego śmierci, raczyła ją wcześniej przyrządzić. Taka ostatnia karta w rękawie, jedni powiedzą że to as, ja uznam to za jokera. Wystarczyło, aby nie paść trupem, i jeszcze puścić sygnał...
... a wiecie, że umowa na piśmie, niezależnie od podpisujących je stron, to świętość? Była wolna, niezagrożona Edomem...
Tylko wspomniany wcześniej tunel właśnie się kończył, tak jak i ta opowieść. W końcu już tam na nią czekał... Kto? Och, osoba o której świat również nie powinien wiedzieć, i zarazem pewien paradoks. Prędzej czy później, wszyscy pragnął miłości, i co jeśli wam powiem, że i tę Carełek znalazła, w ramionach... pewnego wróżka, z opowieści znanej w zasadzie wyłącznie Sigyn, tej z łazienki Siedziby Czarowników? Szukanie może boleć, jeżeli ktoś nie lubi mocnego contentu, więc opowiemy... razem walczyli, po raz pierwszy (like ever jako hajdy) się kochali, a później jedno uważało drugie za zmarłe; i ani razu się na siebie nie napatoczyli, aż do pewnego dnia...
... cóż, życie doświadczyło niejednego długowiecznego, do etapu, gdy pozostają tylko dwie drogi, zakończyć je lub zmienić na szczęśliwy wariant. Którą opcję ona obrała? Nietrudno się domyślić. Z dala od kłopotów, wtrącania się w wielce magiczne, polityczne i inne tego typu sprawy. To typowa sielanka, bez jakiejkolwiek wzniosłości. Młodzi wzgardzą, starzy... różnie tu bywa, wzruszą ramionami, również wzgardzą, pozazdroszczą? Och, to typowo baśniowe zakończenie, paradoksalnie podobne do tego obranego przez Shizę; w końcu tatuś...
... heh, a wiecie, że po latach raczy się do niego odezwać? Nawet bez jadu?

A teraz przepraszam, piknik na mnie czeka. Może z nie najlepszymi przekąskami, jedno i drugie nadal uczy się je przyrządzać, ale przecież na to mieli masę czasu...

~ The End

Raiden "Malekith" Minamoto

784


185 cm


I see beauty in everything but it all is still fading away






[Cytuj]
Multikonta: Damien C. Ashdown, Lycande
Dokąd pędzisz, Niesforna Łanio?
Czyż nie jest to winą tych przerażających wizji, które stały się rzeczywistością? Wielu nieprzespanych nocy, których motywem przewodnim było: czy jeszcze go zobaczę? Nawet pomimo słów Matki, słodkiego szeptu który miał wymazać jego obraz z twej jaźni, nadal pamiętałaś? Gdy podniosłaś tę pluszową zabawkę z nagrobka, obiecując sobie, iż jeszcze go odnajdziesz? Powiedz mi, ileż to dziesiątek lat na tym ci przeminęło? Ile raz twój pogodny nastrój był przerywany przez tę jedną myśl – o tym, który raczył skraść pocałunek? A przecież była to ledwie senna mara z przeszłości, ktoś kto nie powinien mieć dla ciebie żadnego znaczenia, wszakże wszelaka logika to podpowiadała. A jednak nie mogłaś sobie tego odpuścić.
Jak więc się czułaś w chwili, gdy wykonałaś to jakże czasochłonne zdanie? Realizacja celu przyniosła ci ulgę? A może kryło się za tym coś dużo bardziej złowieszczego, niepewność? Wszakże to definiowało cię na parę ludzkich żywotów, to polowanie na króliczka – i cóż czynić, gdy w końcu udało się go dopaść. Pamiętasz ten dzień, prawda? Bolesna gorycz przeszłości, ten który rzekomo miał być tym najbliższym, a zarazem odebrał ci tę która obdarowała cię nieśmiertelnością. Powinnaś go zabić, każdy by ci to powiedział, nawet on. A jednak postanowiłaś znaleźć odpowiedź na to jedno rzekomo proste pytanie – dlaczego? Przecież ostrzegał, nie rób tego, nie idź tą drogą, jedyne co cię spotka to jeszcze więcej cierpienia. Wszakże wszyscy wiedzieli, iż pod tą fasadą chłodu, kryło cię delikatne i pełne empatii serce.
Cóż więc czułaś, gdy obudziłaś się po tej nocy? Z rozlewu łez i omal nie krwi pewnego Gada, po szczere deklaracje i wreszcie połączeniu się dwóch bytów w jedną całość. Przecież doskonale wiemy, jak przebiegła intymna część spotkania, której następstwem była pobudka w absolutnym nieładzie, na salonowej kanapie. Nie martw się, pamiętamy jak schowałaś główkę w kocyku, po sam nosek, czyżby zawstydzenie? A jednak on raczył się uśmiechnąć i ucałował twe czółko. I co jeśli ci powiem, że takich widoczków, dni i nocy, było więcej? I oczywiście nie mówimy tutaj wyłącznie i przyjemnościach cielesnych, choć mało kto wie, iż krew czarowników bywa uzależniająca. Goniłaś za szczęściem przez całe życie, jak więc stawiłaś czoła kolejnemu rozdziałowi, w której to pełniłaś funkcję Ukochanej Perełki? Czyż nie przyszło wam buszować w kuchni, próbując przygotować ulubione smakołyki? Nie wpatrywaliście się w niebo, próbując dostrzec spadającej gwiazdy? Przecież wiesz, jak skończyło się wypowiedzenie jednego życzenia, tamtego pamiętnego dnia. A może zapomniałaś już o spacerze po parku i tym, jak dostałaś tym dziwnym pseudo-mniszkiem lekarskim prosto w pyszczek? Ktoś spyta, coś takiego, zimą, w Anglii? Czarownik odpowie, a kto mówił w ogóle o Europie? Wszakże wystarczyło pstryknięcie palca, by znaleźć się choćby i w Zakazanym Mieście.
Dokąd więc pędzisz?
To właśnie cię przerażało? Fakt że musiałaś nauczyć się żyć na nowo, z tym felernym Japończykiem? Świadomość przeszkód, jakie z czasem staną wam na drodze, będące czymś trudniejszym do przeskoczenia aniżeli kłótnia o drobnostkę? W pewnym sensie nawet cię rozumiem, to i ucieczkę. Lecz wiedz jedno, niezależnie od pokonanego dystansu, gdy w końcu zatrzymasz się by nabrać tchu – on tez tam będzie, gotów cię przytulić.
- Wszystko będzie dobrze… - znałaś to kłamstwo, prawda? Wiec dlaczego te słowa, wypowiedziane przez niego, potrafiły ukoić twe delikatne lico? Czyż nie jest to efektem tego, co zostało wtedy wypowiedziane? Chciałaś go, a on ciebie: jako wybranka serca, kochanka, powiernika sekretów, obrońcę i tego którego sama chroniłaś – tej wyjątkowej duszy, która kompletowała twe jestestwo i nadawała sensu do dalszej egzystencji. Niezależnie od tego, co przyniesie przyszłość. Kto wie, może kiedyś będzie wam dane przyjrzeć się tym wyjątkowym gwiazdom z bliska? A może ta sielanka zakończy się w przeciągu dziesięciu lat? Nikt nie zna dnia ani godziny, gdy Matka Was Wszystkich przybędzie i wyciągnie dłoń, chcąc przeprowadzić kolejną pociechę na tamtą stronę. Przynajmniej po nim możesz spodziewać się jednego, gdziekolwiek byś nie poszła, podąży za tobą – choćby miał przebić się przez cały wszechświat.
Wiesz dlaczego?
Bo cię kocha.

Mei Xiu

279 lat


171 cm


Your figure is drowned out by the nightI look at the peach blossoms to see how they bloom...






[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Dokąd pędzisz? - pytał niesforny Gad, którego serce choć przynależne jej, sączyło pewien niepokój. Mówią, że tak to już w życiu jest - rodzimy się, pędzimy i umieramy, gdy dostajemy to, na co tak długo czekaliśmy. Można powiedzieć, iż Mei w tej kwestii nie powinna stać na uboczu, a jednak... Dwieście lat z tak zwanym hakiem definiujących calutkie jestestwo. Tragedia poprzedzała tragedię, potem doprawiając je o następne. Ból, cierpienie i tęsknota - jak na złość nawet one nie były w stanie zmieść uśmiechu z powierzchni ust. Niesforna Łania - żywa tudzież oddana mocy Mroku, goniła dzielnie przez tysiące, setki tysięcy kilometrów w poszukiwaniu Smoka. Przebrnęła morze, ocean - wkroczyła na nieznany ląd...
Poznała wampiry i nawet z nimi trochę posiedziała! Niemniej nie one stanowiły cel jej wyprawy. Tutaj faktycznie nie potrafiąc usiedzieć na miejscu dłużej, ponownie wyrwała się w wir dzikiego pędu. Myślisz sobie - pewnie nigdy nie przestanie, ale to nic, bo ja zawsze będę obok. Tu się grubo mylisz gadzi kolego. Kto tak naprawdę złapał kogo? On ją? Czy raczej ona jego? Przebudzeni we wzajemnym splocie ciał o poranku. Widzisz, jak wstaje, podchodzi do okna, odsłania je i... Nic się nie dzieje.
Promienie słońca miast spalić, delikatnie muskają jaśniutką cerę, zupełnie taką, jaką zapamiętałeś, gdy była jeszcze człowiekiem. Przecierasz powieki ze zdumienia, zrywasz się, niemalże podbiegasz, sądząc, że to tylko sen. Jednak ona stoi tuż przed nim, uśmiecha się i obejmuje ramionami... Raz wlepiona w ciepło jestestwa - przy drugim z kolei fikająca na czyiś kolanach pod postacią kota - w trzech kolejnych ponownie ona szykująca dla Ciebie coś słodkiego. Rok, dwa, dziesięć czy nawet sto - przestańmy liczyć czas - mieli go dostatecznie dużo, aby nacieszyć się maleńkimi rzeczami - by uczyć i poznawać wszystko na nowo i zabarwiać życie na nowo. Kiedy nadejdzie pora, chwyci go za rękę, uśmiechnie się i powie - chodźmy do domu. Póki ten moment nie nadejdzie, zatrzymajmy się. Albowiem...
Nie musiała za niczym gonić już Łania, gdyż to, co chciała, znalazła - Ciebie...

~ End

We lead our lives like water flowing down a hill, going more or less in one direction until we splash into something that forces us to find a new course.
Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo