Meghan Spellmeyer
[Usunięty]
Meghan Spellmeyer
[Usunięty]
[Cytuj]
Czekać wcale nie musiała długo - wystarczyło tylko rzeczone pół godziny wspomniane przez Gabrysia. O tyle dobrze, że tym razem odebrał wiadomość od razu, a nie... Ekhm. Czyżby ochrzan od pewnej nefilim jednak podziałał? Gdzieś w środku, bo nie wyglądała wcale, ucieszyła się na rychłą wiadomość od kuzyna i że wcale nie będzie musiała na niego za długo czekać. Nie była zbyt ekspresywnym typem osoby, zazwyczaj ograniczając się do dwóch skrajnych wyrazów twarzy: śmiertelnej powagi oraz lekkiego uśmiechu. No i oczywiście neutralnego wyrazu, ale nie należy to przecież do skrajności. Na widok kuzyna przywdziała jeden z tych milszych uśmiechów, ale jej twarz wcale nie odbiegała od tej normalności, do której zdołała przyzwyczaić świat. Tak naprawdę najwięcej o niej mówiły oczy: "cieszę się, że tu jesteś".
- Dwanaście lat i parę miesięcy - odpowiedziala kuzynowi, podnosząc się z siedzenia i spoglądając na o wiele wyższego brata stryjecznego. Mimo wszystko nie podjęła się przytulania go, w końcu należało to do gamy ekspresywności, która omijała relacje tej dwójki całkiem szerokim łukiem. Nie będzie miała nic przeciwko gdyby to on zainicjował przytulasa, ale ona? Przepraszam, ale tylko niewielka grupa osób ma prawo do tego przywileju. Może jakby poprawiła relacje z Gabrysiem, to może...? W sumie to nie widziała go wcale częściej od Siny, a niby rodzina o wiele bliższa...
- Dobrze cię widzieć, Gabriel - odezwała się do niego i wyciągnęła w jego stronę rękę. Coś jej się na oficjele zebrało... ale to chyba wina niedawnego spotkania z Oscarem, pewnie jeszcze nie wróciła do normalności po tymże i jeszcze się nie przestawiła. - Rozumiem, że u ciebie i u Trisarchy wcale nic się nie zmieniło i dalej jest tak samo, jak kiedyś? - Nie pytała o wuja Arthura dla własnego bezpieczeństwa. Wolała sobie jednak nie przypominać, co odwalił wówczas rzeczony i jak prawie z jego ręki zginęła. Ilekroć po tym spotkaniu wypominała słowa własnego ojca o tym, jak bardzo jego brat się zmienił.
 
Gabriel Blackthorn
[Usunięty]
Gabriel Blackthorn
[Usunięty]
[Cytuj]
Zazwyczaj odpisywał na wiadomości, wtedy to była zupełnie inna sytuacja do ktorej nie zamierzał w tej chwili wracać, żeby niepotrzebnie nie psuć sobie humoru. Już i tak za dużo myślał o Elim i do niczego dobrego go to w tej chwili nie prowadziło, więc zwyczajnie wolał zająć myśli czymś innym, co aż tak nie bolało.
- Zdecydowanie za długo - oznajmił, ściskając wyciągniętą rękę kuzynki. On także nie należał do najbardziej wylewnych osób więc uścisk dłoni póki co wydawał mu się jak najbardziej w porządku. - Ciebie również - uśmiechnął się lekko i pierwszy raz od kilku tygodni szczerze. Była jedną z nielicznych osób z przeszłości, która wzbudzała w nim pozytywne emocje - zdecydowanej większości nienawidził lub zwyczajnie miał gdzieś, z Meghan jednak było inaczej.
- Nic nie jest tak samo - westchnął, bo istotnie, od ich ostatniego spotkania zmieniło się praktycznie całe jego życie. Zdążył przenieść się do Londynu, zostać zmuszony do ślubu, urwać kontakt z rodzicami, powstrzymać Trisachę przed samobójczą próbą i ostatecznie wrócić tutaj, w rodzinne strony... nie mógł powiedzieć, że było gorzej, bo życie nie rozpieszczało go od samego początku, ale też nie potrafił z czystym sumieniem przyznać, że jest lepiej. Nie było ani trochę. Jego problemy wcale nie kończyły się wraz ze śmiercią Arthura... o właśnie, to z pewnością całkiem interesująca informacja i w dodatku jedna z lepszych rzeczy jakie spotkały go w życiu, dlatego uznał, że należy podzielić się tym z kuzynką. - Arthur od ośmiu lat gryzie piach - celowo użył imienia ojca, już dawno przestał wypowiadać się o nim publicznie w inny sposób. - Jego śmierć w pewnym sensie mnie ucieszyła, nie powiem, że nie. Był paskudnym ojcem - choć Meg nie wiedziała wszystkiego, bo tylko przed jedną osobą Gabriel zdołał otworzyć się na tyle, by opowiedzieć o swojej przeszłości, z pewnością potrafiła to sobie wyobrazić, biorąc pod uwagę, jak Arthur potraktował ją, gdy przyszła szukać pomocy. - Zdążyłem zostać wplątany w przymusowe małżeństwo, spędzić siedem lat w Londynie, później uwolnić się od tego i wrócić tutaj... sporo się działo - póki co wolał pominąć kwestię depresyjnych stanów Trisachy, tym bardziej, że już było z nią dużo lepiej - A ty? Gdzie podziewałaś się przez te wszystkie lata?
 
Meghan Spellmeyer
[Usunięty]
Meghan Spellmeyer
[Usunięty]
[Cytuj]
Zaśmiała się cicho, gdy rzucił tym prostym, a jednak tak wymownym "nic nie jest takie samo". Jak wiele Meg miała do wyjaśnienia kuzynowi, skoro nic nie jest takie samo? Bardzo dużo. Dwanaście lat i parę miesięcy - tyle się przecież nie widzieli, co sama powiedziała. Zresztą, nawet w czasie wizyty w trakcie Mrocznej Wojny nie powiedziała zbyt wiele o swoim życiu, bo nie wszystko zdołało przejść jej przez gardło. Wiedział może co najwyżej o tym, co ją sprowadzało: bezpodstawne obwinienie o zabicie wampirów, a także śmierć jej stada. Nawet powodów wyjazdu nie nakreśliła zbyt dobrze, bo wycieczka w świat podsumowana jedynie "muszę załatwić parę rzeczy, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy" wyjaśniała praktycznie tyle, co nic.
Na wspomnienie o rzeczonym stryju początkowo się krótko uśmiechnęła, ale szybko się skarciła w myślach. Nie zapamiętała go dobrze, szczególnie że oba spotkania z nim nie były okraszone bitą śmietaną i cukierkami. Oba były mocno traumatyzujące, jednak izolacja od tej części rodziny zapewniona im przez ojca bardzo początkowo pomogła. Gabriel zresztą też zdołał wspomóc kuzynkę, zbudować mur po ostatnim spotkaniu ze starym Blackthornem, aby przypadkiem nie została jeszcze bardziej zraniona po tym, co już zdołała przeżyć.
- Dobrze to słyszeć. Mam tylko nadzieję, że nie miałeś z tym związku, Gabriel - odezwała się do kuzyna, ale nie był to ton oskarżycielski. Nie popierała zemsty za sprawione krzywdy, ale jednocześnie nie uważała Gabriela za kogoś, kto chciałby to zrobić. - Był też paskudnym wujem. Ty raczej tego nie pamiętasz, ale kiedy przyjechaliśmy was odwiedzić z ojcem, ziemia prawie się zatrzęsła. "Jak ten zawszony pchlarz może nazywać się moim bratem i jeszcze ma czelność przyprowadzać swoją rodzinę, może jeszcze mnie zechce ugryźć..." - zacytowała niemal dosłowne słowa, które mimo młodego wieku, bardzo mocno wryły się w jej pamięć.
- W moim życiu wcale nie było kolorowo. Praktycznie cały czas podróżowałam, szukając śladów po moim stadzie, bo wiem, że zapewniłam im wystarczająco wiele czasu na ucieczkę. Wciąż mam nadzieję, aby ich spotkać, choć dotąd nie znalazłam praktycznie żadnych śladów. Szczególnie szukałam dwóch osób. Bo... nie mówiłam ci tego wtedy, ale zostałeś, w sumie wujkiem. - Uśmiechnęła się do Gabriela i przetarła nos palcem. - Niestety nie miałam okazji jeszcze wziąć ślubu, ale mam nadzieję, że nadarzy się ku temu okazja. Zajmowałam się tyloma młodymi wilkami, że chyba pora przejść na becią emeryturę - zażartowała, cicho się śmiejąc pod koniec wypowiedzi. Mogła choć trochę wyluzować, czuła jak schodzi z niej całe ciśnienie, jakie się nagromadziło. Pokazała mu dłonią delikatnie przed siebie, aby nie stać tak w miejscu i wymuszać na ludziach wymijanie ich, samej zaczynając powolny spacer wzdłuż ulicy. - Nigdy nie potrafiłam zrozumieć tej waszej nefilimskiej idei wymuszonego małżeństwa. Ojciec mówił, że kiedyś miał zostać wydany za jakąś inną nefilim, ale tylko ugryzienie przez jego obecną żonę go przed tym uchroniło. Teraz przynajmniej jest szczęśliwy, bo nie wypowiadał się o swojej tamtej partnerce w superlatywach. - Jeśli miała być szczera, to lubiła tę historię, w jaki sposób poznali się jej rodzice.
 
Gabriel Blackthorn
[Usunięty]
Gabriel Blackthorn
[Usunięty]
[Cytuj]
Cóż, do tej pory nie mieli zbyt wiele okazji by się spotkać i zacieśniać rodzinne więzy, więc oczywiste, że nie dzielili się ze sobą wszystkimi szczegółami swojego życia - zwłaszcza, że u obu z nich nie były one najciekawsze. Zjebane dzieciństwo nie było czymś, o czym chętnie się opowiadało, dlatego Gabriel nie wchodził w żadne głębsze szczegóły a pytany o blizny niemal za każdym razem milczał. Historia szram pokrywających jego ciało na zawsze pozostanie między nim a ojcem... no i Elim, który jako jedyny wiedział o wszystkim bez wyjątku. Był pewien, że to pierwszy i jedyny raz, kiedy zdecydował się otworzyć przez kimkolwiek do takiego stopnia.
Och tak, wszyscy kochamy Arthura Blackthorna, prawda? Nie? A to niespodzianka! A przecież robił wszystko, by przynieść dobre imię swojemu rodowi! Po drodze zapomniał chyba jednak, że bezuczuciowe, pozbawione empatii maszyny do zabijania wcale nie są w społeczności Łowców mile widziane.
- Niestety nie. Chociaż gdybym mógł... - nie musiał kończyć, to co powiedział było już wystarczająco wymowne. Teraz, wypowiedzane w tej sytuacji i takim tonem brzmiało tylko i wyłącznie jak niewinny żarcik, jednak gdyby Blackthorn miał możliwość pozbyć się Arthura i nie ponieść za to żadnych konsekwencji, zrobiłby to dawno temu, bez mrugnięcia okiem. Zabawne, jak bardzo był w tej kwestii hipokrytą - nienawidził Arthura z całego serca, ale jednocześnie wcale bardzo się od niego nie różnił. Może i nie był alkoholikiem, nie miał chęci modru na wszystkim, co się rusza i nie nienawidził Podziemnych, pomijając jednak te kwestie był tak samo zepsuty jak jego ojciec. Meghan wiedziała zapewne, że jej kuzyn jest katem i przejął fuchę po tatusiu, nie miała jednak prawa wiedzieć, że Gabriel czerpie przyjemność z tego, co robi - tym większą, im dłużej skazaniec cierpi. Pewnie lepiej, że nie zdawała sobie sprawy, bo prawie każdy, kto o tym wiedział, wolał nie mieć z nim więcej do czynienia. - Brzmi dokładnie jak on. Dorzuciłbym tylko kilka niecenzuralnych słów - stwierdził, słysząc ten przepiękny cytat. Tak, Arthur bez conajmniej jednej kurwy w zdaniu nie był Arthurem! To z całą pewnością jego wina, że pierwszym słowem Gabriela nie było mama czy tata, a fuck właśnie. Uroczo, prawda? Cóż, witamy w rodzinie Blackthorn.
- Widać całej rodzinie życie dość mocno daje po dupie - stwierdził, ale nie powiedział już nic więcej na ten temat, bo i po co. Nieszczególnie chciał mówić o swojej przeszłości, Meghan jednak z chęcią mógł wysłuchać. - Od dawna nie masz z nimi kontaktu? - zastanawiał się, jak długo ciągnęły się jej poszukiwania stada. Skoro były tam osoby, na których jej zależało, to nic dziwnego, że się nie poddawała. Z kolei informacja, że jest wujkiem nieco go zaskoczyła, bo Meg mu nigdy o żadnym dziecku nie wspominała. - W takim razie spóźnione gratuluję... czy coś - brak pomysłu, co też mógłby w takiej sytuacji powiedzieć spróbował zatuszować lekkim uśmiechem, który ostatnimi czasy gościł na jego twarzy tak rzadko. Wprawdzie za dziećmi nie przepadał, ale potomka kuzynki chętnie by poznał, jeśli kiedyś nadarzy się ku temu okazja.
- Nie proś mnie, żebym ci to wytłumaczył, bo też nie rozumiem... zwłaszcza, że Arthur i Grace doskonale wiedzieli, że nawet runy małżeńskie nie są w stanie zmusić mnie do wierności, ani tym bardziej do spłodzenia potomstwa - aż się wzdrygnął na tę myśl, bo raz, żeby do tego doszło, musiałby spać z Lynette a dwa, on wychowujący dzieci był naprawdę beznadziejnym pomysłem. Wyrosłoby kolejne pokolenie katów z sadystycznymi skrzywieniami, a tego raczej nikt by nie chciał. Całe szczęście, że dwóch facetów nie ma możliwości rozmnażania się - Gabriel miał przynajmniej stuprocentową pewność, że nigdy nie zaliczy wpadki. Bądź co bądź, wolał nie mieć do czynienia z dziećmi więcej, niż to było absolutnie konieczne. - Wuj Logan miał szczęście - dodał jeszcze, nie mówiąc tu rzecz jasna o skłaczeniu samym w sobie, a o uniknięciu przymusowego małżeństwa dzięki osobie, na której mu zależało.

/zt. X2, bo Meśce się znikło
 

Veronica Winchester

34 lata


170 cm


Gdy znajdziesz się z wilkiem w jednej jamie, nie okazuj mu swego lekceważenia. - Winston Churchill







[Cytuj]
Multikonta: -
Ronnie rozłączyła połączenie na wyświetlaczu w samochodzie i poleciła systemowi głosowemu włączenie muzyki. Stojąc w korku, w środku tego cudownego dnia (bo nie padało, więc było wspaniale), przez moment przewijała piosenki, aż w końcu zaskoczyło i Ronnie poczęła wystukiwać rytm The Passenger na kierownicy swojego srebrnego Jaguara Sentinela. W końcu zaczęła śpiewać razem z wokalistą, powoli przesuwając się w korku. York był z całą pewnością wspaniałym miasteczkiem, jednak były takie miejsca, gdzie stare budynki zacieśniały swoje mury, dusząc wybrukowane drogi i nie pozostawiając zbyt wiele miejsca na ewentualną rozbudowę komunikacyjną. Jeśli dorzucić do takiego miejsca autobusy i godzinę szczytu, można by jeść drugie śniadanie w samochodzie, stojąc w jednym miejscu.
Zerknęła w lusterko, na jakąś mazdę za nią, jednak z bocznej uliczki ktoś chciał dołączyć się do ruchu, więc przyhamowała. Nie zorientowała się do końca, co się stało, bo nie poczuła szczególnie uderzenia, a muzyka zniwelowała odgłos. Jednak wilcze uszy podchwyciły chrzęst metalu, a oczy dostrzegły w lusterku ową Mazdę, która niczym mucha na szybie, rozbiła się na zadku dostojnego i praktycznie pancernego Sentinela. Ronnie zaklęła i upewniwszy się, że samochód z tyłu nie jest już niczym szczepiony z jej, odjechała nieco na bok, przepuszczając innych poirytowanych kierowców. Powstał jeszcze większy korek.
Wysiadła z auta, trzaskając drzwiami.
- Jest pan ślepy?! - Przywitała się z kierowcą Mazdy, uważnie oglądając tył swojego samochodu. Ledwie zdarty lakier i delikatne wgłębienie. No i rejestracja nieco ucierpiała, ale bryka faceta miała się znacznie gorzej, jak na takie puknięcie. - Rozumiem, że lubi pan siedzieć ludziom na dupie, ale do cholery jasnej, niech pan zachowa na tyle ostrożności, żeby w nią nie wjeżdżać! - Opieprzyła faceta, natychmiast pisząc do asystentki smsa, żeby odwołała jej kolejne spotkanie. Zanim wygrzebie się z tej sytuacji i tego korku, kontrakt przeleci jej przed nosem. Puściła pod nosem wiązankę hiszpańskich i rosyjskich przekleństw, splatając to niemal jak barwną, podsyconą furią modlitwę.

Gabriel Blackthorn
[Usunięty]
Gabriel Blackthorn
[Usunięty]
[Cytuj]
Nie było tajemnicą, że samochód Gabriela był dla niego świętością a każdy, kto tą świętość naruszy, powinien umieć szybko spierdalać. Co ciekawe jednak, sam najczęściej narażał swoją piękną Mazdę na straty, siadając za kierownicę po alkoholu. Nieraz zdarzało się, że prowadził nawalony niczym Erin po dobrej imprezie, do tej pory miał jednak niebywałe szczęście, bo udało mu się nie spowodować żadnego wypadku... no, prawie. Delikatne przyjebanie w słupek przy parkowaniu się nie liczyło! Przecież nie stało się wówczas nic oprócz lekkiego zarysowania. Biorąc pod uwagę, jak wiele rzeczy mogło pójść nie tak kiedy prowadziło się w stanie głębokiego upojenia alkoholowego, ten jeden incydent naprawdę można było śmiało puścić w niepamięć. Kto by pomyślał, że poważniejszej stłuczki uświadczy jadąc całkowicie przepisowo, nie mając w sobie ani grama alkoholu...
Wracał z Instytutu do mieszkania i miał naprawdę dosyć. Nie marzył w tym momencie o niczym, poza gorącym prysznicem, fajką i szklaneczką whisky. Ewentualnie dwoma. Nie spodziewał się napotkać po drodze żadnych komplikacji - te, w postaci pancernego samochodu wyjebały na niego, niszcząc jego piękny plan dnia i przód ukochanej Mazdy tak nagle i niespodziewanie, że Gabriel w pierwszej chwili nie ogarnął co się stało. Kiedy jednak, po kilkunastu sekundach uświadomił sobie w jakim znalazł się położeniu, aż zagotowało się w nim ze złości. Najpierw Moonwater pakuje mu do samochodu zakrwawione trupy, jakby to był jakiś cholerny karawan pogrzebowy, a teraz to? Absolutnie nie mógł tak tego zostawić!
Zignorował pierwsze pytanie, choć sporo go kosztowało, by nie zacząć wydzierać się na środku tej pieprzonej ulicy. Zniszczyła mu auto i jeszcze miała do niego pretensje? No nie, tak się nie będziemy bawić!
- Tak to się kończy, kiedy baby siadają za kółkiem - mruknął do siebie, by następnie przenieść wzrok na kobietę, która w jego opinii była sprawczynią całego tego zdarzenia. - Jeśli ktoś sam nadstawia dupę to później nie ma się co dziwić, że ktoś w nią wjeżdża - odgryzł się, mierząc ją wyraźnie niezadowolonym wzrokiem. - Trzeba było przyhamować jeszcze gwałtowniej - jego głos wręcz ociekał ironią, jednak powstrzymywanie wybuchów złości szło mu jak do tej pory chyba całkiem nieźle. - Wina ewidentnie leży po pani stronie.
Żeby była jasność, on nie uważał się za winnego ani trochę, czuł się za to najlepszym przykładem na to, że biednemu zawsze wiatr w oczy i chuj w dupę, i że jak już coś się pierdoli to wszystko na raz.
 

Veronica Winchester

34 lata


170 cm


Gdy znajdziesz się z wilkiem w jednej jamie, nie okazuj mu swego lekceważenia. - Winston Churchill







[Cytuj]
Multikonta: -
Był bezczelny. Ronnie nie mogła uwierzyć własnym uszom! Ale nie powinno ją dziwić zachowanie nieznajomego. W końcu jako facet, ciężko mu było przełknąć fakt, że jednak nie jest takim świetnym kierowcą, jak sądził. Męskie ego, chyba tak to się nazywało...
- Od początku nie zachowywał pan bezpiecznej odległości! - Wycelowała w niego palcem, dając się nieco ponieść emocjom i podchodząc do niego bliżej. Kilku ciekawskich gapiów przystanęło, żeby zobaczyć, czy będą się bić. Ronnie obrzuciła ich morderczym spojrzeniem i zrezygnowali. Za to na kierowcę mazdy chyba to nie podziałało, bo kontynuował swoją, pożal się Boże, tyradę. - Obawiam się, że to pana wina. Ja tylko wpuszczałam do ruchu. - Rozłożyła ręce, bo byli w wybitnie głupiej sytuacji, gdzie mogliby się tak przerzucać oskarżeniami. Jednak na głupią nie trafiło i Ronnie wskazała kamery uliczne. - Łatwo wszystko zweryfikować. Rozumiem, że nadal się pan upiera i wzywamy policję? - Zasugerowała, splatając ramiona na piersi.
Odruchowo jej wilcza strona badała przeciwnika. Śmierdział złością, która wyraźnie przebijała się ponad zapachem spalin, oleju i miejskiego syfu. Ronnie przekręciła delikatnie głowę, zaintrygowana wonią, którą jeszcze od niego wyczuła. Robiło się coraz ciekawiej...
- Chyba że już na stróża prawa trafiło... - Rzuciła, nieco ciszej, żeby nie było, że kusi los. Oczywiście nie chodziło jej o policjanta. Temu facetowi daleko było do gliniarza, a na nich Vee akurat znała się bardzo dobrze.
Telefon w jej ręce zaczął wibrować. Zerknęła na wyświetlacz i odebrała go. Fala różnorakich emocji, jakie przedarły się momentalnie przez jej twarz była praktycznie nierealna i nie sposób uwierzyć, że jedna kobieta może aż tyle czuć. Faceta już dawno by to zabiło...
- Nie dotrę, jakiś palant we mnie wjechał. Nie, nie... Nic mu nie jest. - Zerknęła na kierowcę mazdy. - Ale musisz improwizować. Nie może wziąć innej kancelarii, to duża fucha, rozumiesz? Potraktuj to jak twoje być albo nie być. - I rozłączyła się, tak po prostu. Jej współpracownicy znali ją na tyle dobrze, że wiedzieli, iż to nie kwestia bycia chamską. Po prostu swoje rozkazy już wydała i to był koniec komunikatu. Jak będą mieli pogadać o trudach życia, to zaprosi ich na herbatę i ciastka.
- Nawet nie wie pan, na jakie straty mnie w tej chwili naraża. Mogłabym dodatkowo pana za to pozwać i proszę mi wierzyć, że bym wygrała. - Zwróciła się na powrót do mężczyzny.

Gabriel Blackthorn
[Usunięty]
Gabriel Blackthorn
[Usunięty]
[Cytuj]
Och, był doskonałym kierowcą! A przynajmniej w jego opinii tak właśnie było... fakt, że tyle razy prowadził najebany i jeszcze w nikogo nigdy nie wjechał chyba o czymś świadczył, prawda? Zupełnie nie dopuszczał do siebie myśli, że tak skrajne ignorowanie zasad ruchu drogowego było najlepszym przykładem na to, że jednak wcale nie był w tym taki świetny za jakiego się uważał. Prędzej jednak dałby się pokroić, niż przyznał to na głos, dlatego kompletnie nic nie robił sobie z zarzutów kobiety, przez cały czas wpatrując się w nią takim wzrokiem, jakby tylko resztka silnej woli powstrzymywała go przed tym, by jej przyłożyć.
Nie miał pojęcia że ma do czynienia z przedstawicielką świata cieni, dopóki ta nie zasugerowała mu, że wie, kim jest w rzeczywistości. Z jakiegoś powodu przeszło mu przez myśl - okaże się, czy słusznie - że w takim razie będzie nieco łatwiej się dogadać. Przyziemni byli w końcu statsznie tępi i mało co rozumieli, w przeciwieństwie do Podziemnych, którzy zazwyczaj prezentowali jakiś poziom.
- W pewnym sensie - mruknął w odpowiedzi, delikatnie odchylając głowę w bok, by uwydatnić zachodzącą na szyję runę Parabatai. Nawet, jeśli nie był do końca dumny z tego kim się urodził i miał nieodparte wrażenie, że nijak nie pasuje do większości Nefilim, nie krył się z tym, kim był. - Naprawdę sądzi pani, że może grozić mi przyziemnymi glinami? - o nie, Gabriel nie czuł się ani trochę podległy pod jakiekolwiek przyziemne prawa. Wystarczyło, że musiał mniej lub bardziej trzymać się reguł ustanowionych przez władze Instytutu, choć momentami było mu to absolutnie nie na rękę. Wracając jednak do całego tego zamieszania, które się tu wytworzyło...
Cierpliwie poczekał, aż kobieta łaskawie skończy warczeć do telefonu, próbując w tym czasie oszacować wielkość swoich strat. Nie było najgorzej, ale na pewno nie można było powiedzieć, że dobrze. Przód Mazdy niestety oberwał dosyć mocno, bez profesjonalnej naprawy się nie obejdzie, jednak Blackthorn obawiał się, że na ten moment to przekracza jego finansowe możliwości.
- A co z moimi stratami? Myśli pani, że za krojenie skazańców w Instytucie płacą mi wystarczająco, żeby pokryć koszty naprawy? - przy tym ostatnim zdaniu wyraźnie zniżył głos, tak, by tylko kobieta mogła go usłyszeć. Skoro już i tak odgadła że jest Nefilim to nie zaszkodziło uświadomić jej także, że dyrektor nie sypie pieniędzmi na prawo i lewo a tym bardziej nie funduje im ubezpieczeń na samochody... nawet w ramach zapłaty za najbrudniejszą robotę w Instytucie, której podejmował się od lat. A on bez samochodu był jak bez prawej ręki więc chyba wiadomo, kto tutaj mimo wszystko był bardziej poszkodowany.
 

Veronica Winchester

34 lata


170 cm


Gdy znajdziesz się z wilkiem w jednej jamie, nie okazuj mu swego lekceważenia. - Winston Churchill







[Cytuj]
Multikonta: -
Rozbawił ją swoim pytaniem. Nie dlatego, że sądził, iż przyziemne prawo się go nie tyczyło. Mógł mieć pewność, że gdyby Veronica się uwzięła, to ciągaliby go do sądów tyle razy, że w końcu za coś by mu się oberwało. A to może nie oznaczało więzienia, bo z takowego instytut pewnie by go wyciągnął, chociaż i wtedy Gabriel miałby niezłe problemy. Bardziej dotkliwe jednak byłyby grzywny i opłaty za rozprawy, prawników, które już pokrywałby z własnej kieszeni, bo Clave raczej niechętnie wyskakiwało z kasy.
- Obawiam się, że w prawie podziemnych niewiele znajdzie się o łamaniu przepisów ruchu drogowego. - Westchnęła ciężko, bo od dawna uważała, że podziemni powinni wszystko bardziej poukładać, rozbudować. Z przyziemnymi było prościej, zawsze wolała kierować się tymi prawami, były dokładniejsze.
Chciała coś powiedzieć, ale przerwał jej telefon, a kiedy się rozłączyła, splotła ramiona na klatce piersiowej i jedną dłoń uniosła, by potrzeć nasadę nosa. Kolejne stwierdzenie mężczyzny sprawiło, że policzyła w myślach do dziesięciu i odetchnęła głęboko.
- Obawiam się, że sprawca wypadku może liczyć jedynie na swoje ubezpieczenie. Oczywiście wnioskuję, że takowego pan nie posiada. A ponieważ wszelkie dodatkowe odszkodowania z racji poniesionych przeze mnie szkód materialnych, związanych z niedotarciem na miejsce pracy, raczej też przerastają pana kaci budżet, okażę swoje miłosierdzie, jeśli pan przeprosi i przyzna się do winy. - Posłała mu jeden ze swoich uroczych uśmiechów. Już po sposobie wypowiadania się i drogim samochodzie, mógł zacząć dedukować, kim Ronnie właściwie jest. Musiał chociaż raz słyszeć o wilczej prawniczce, która lubiła podkradać mu podziemnych spod ostrza. Winchester, nazwisko całkiem w York popularne.
Brunetka zbliżyła się ten krok lub dwa w stronę łowcy. Zmierzyła go spojrzeniem od stóp aż po czubek głowy.
- Wy Nefilim zawsze robicie takie urocze, psie oczy, jak czegoś chcecie. - Westchnęła, jakoś przypominając sobie błękitne ślepia Nico. Może to właśnie uratowało Gabriela? Fakt, że jego przyjaciel zawsze poprawiał wilkołaczycy humor? - Chyba, że dogadamy się inaczej. Ja nie zawiadamiam policji, pan nie płaci nic a nic. Ba... Dorzucę nowe auto, zdecydowanie lepsze, niż ten grat. Jedyne co, to będzie mi pan winny przysługę. I odbiorę ją sobie w dogodnym dla mnie momencie. - Uśmiech kobiety stał się bardziej drapieżny, tęczówki jakby przez sekundę błysnęły na złoto.

Gabriel Blackthorn
[Usunięty]
Gabriel Blackthorn
[Usunięty]
[Cytuj]
Nie wątpił, że jeśli przypadkiem trafiło się na upierdliwą jednostkę, która nie ma w życiu do roboty lepszych rzeczy niż zawracanie głowy porządnych Nefilim przyziemnymi sądami to mógłby mieć pewne problemy i raczej nie pozbyłby się ich zbyt łatwo. Cała nadzieja w Ronnie i jej dobrej woli... tudzież braku chęci uprzykrzania mu życia, bo mimo wszystko byłoby z tym trochę zachodu. Gabriela zupełnie nie obchodziły jej prawdziwe intencje, o ile zamierzała dać mu spokój i puścić cały incydent w niepamięć.
- No to ma pani pecha - burknął, mimo wszystko zadowolony, że Podziemne prawo nijak miało się do zasad ruchu drogowego i w żaden sposób nie mogło go ukarać. Gdyby Clave miało tu cokolwiek do powiedzenia, z pewnością już dawno zostałby zdegradowany za jazdę po pijaku... całe szczęście nie pojebało ich w tym Instytucie na tyle, by w ogóle brać pod uwagę takie idiotyczne rzeczy. Zasady, którymi rządził się Świat Cieni już i tak były wystarczająco dziwne.
Za żadnego chuja nawet tego Łajzowego nie przyznałby tego na głos, ale przeszło mu przez myśl że być może rzeczywiście jest współwinny całego tego zajścia. Współwinny, a nie winny - to duża różnica! Nie miał bynajmniej zamiaru płaszczyć się przed nieznajomą a już tym bardziej za cokolwiek przepraszać, czego ta najwyraźniej od niego oczekiwała. Blackthorn na placach jednej ręki mógłby policzyć, ile razy w życiu słowo przepraszam przeszło mu przez usta i było to tylko i wyłącznie w ekstremalnych sytuacjach, więc z pewnością nie wydarzy się w tej chwili. Miał jeszcze swoją godność i nie zamierzał przed nikim się płaszczyć, tylko dlatego że ten ktoś był bardziej ustawiony pod względem finansowym. I faktycznie, być może nazwisko obiło mu się parę razy o uszy, jednak póki co nie skojarzył, że właśnie ma do czynienia z tą słynną Winchester. Póki co była dla niego jedynie potencjalnym źródłem problemów.
- Urocze? W którym kurwa miejscu? - zapytał, wyraźnie rozbawiony jej stwierdzeniem. To było chyba ostatnie słowo, którym można go było opisać, chyba że ktoś ma zupełnie inne pojęcie słowa urocze.
- Nowe auto w zamian za przysługę? - to brzmiało wręcz nierealnie, bo niby kto normalny rzuca takimi propozycjami obcym ludziom? Mimo to przez dłuższą chwilę rozważał wszystkie za i przeciw pójścia na taki układ, zastanawiając się, jak wiele rzeczy mogło pójść nie tak, gdyby przypadkiem się zgodził. Nie chciał, żeby ktoś tu sobie pomyślał, że można tak łatwo go kupić, ale z drugiej strony... nowe auto niemal całkiem za darmo? Za jedną cholerną przysługę? Musiałby być głupi, żeby się na to nie iść, zwłaszcza, że w chwili obecnej nie było go stać nawet na naprawę Mazdy. - Skoro tyle pani wystarczy to w porządku, zgadam się na taki układ - podświadomie czuł, że kiedyś może tego pożałować, ale w tej chwili miał to głęboko gdzieś. Nawet nie wiadomo czy dożyje dnia, w którym kobieta upomni się o swoją przysługę, więc póki co nie było chyba zbytnio czym się przejmować. Chyba, że gdzieś tu był haczyk, czego również nie można było zupełnie wykluczyć.
 

Veronica Winchester

34 lata


170 cm


Gdy znajdziesz się z wilkiem w jednej jamie, nie okazuj mu swego lekceważenia. - Winston Churchill







[Cytuj]
Multikonta: -
Wciąż utrzymywała pozę osoby, która ma nad mężczyzną przewagę. Trochę w tym było aktorzenia, trochę prawdy. Nie patrzyła na niego z góry, raczej z zainteresowaniem. Był jej kolejną szansą na zakotwiczenie swoich, póki co dość nikłych, wpływów wśród nocnych łowców. Móc dyskutować z katem? Nawet nie miał pojęcia, jak istotną dla Ronnie funkcję pełnił. Nie wiedział też, jak okropnych przysług ta kobieta może od niego wymagać.
Podeszła jeszcze bliżej, by móc spojrzeć mu w oczy. Jej uśmiech mówił, że usatysfakcjonowała ją jego odpowiedź. Ale było w niej coś takiego, co samo w sobie było ostrzeżeniem. On potrzebował run, by mieć moc, którą ona dostała wraz z narodzinami. Wilkołaki były silne, szybkie i niebezpieczne. Nawet sprawiając wrażenie tak cywilizowanej i poukładanej, Vee samym spojrzeniem brązowych oczu dawała mężczyźnie do zrozumienia, że jeśli ją wykiwa, czego go gorszy los, niż opróżnienie portfela.
Ujęła go za podbródek, bardzo delikatnie, acz stanowczo.
- Tak... Wielki, zły łowca. Zdecydowanie jesteś uroczy. - Puściła do niego oczko, nie zwracając uwagi na przechodniów i ogólny szum, który panował na ulicy. - Daj mi swoją komórkę. - Poleciła, wyciągając otwartą dłoń i czekając aż poda jej telefon. - Dostarczę samochód najpóźniej za trzy dni. Wyślę miejsce spotkania. Ta umowa... Cóż... Opiera się głównie na filarach stworzonych z naszego honoru. Obyś miał go na tyle dużo, by dotrzymać swojej części. Zaufaj mi, nie chcesz wiedzieć, co robię z mężczyznami, którzy mnie zawodzą. - Mówiła bardzo wyraźnie, a jej słowa były nie tylko ostrzeżeniem, ale i groźbą. Jeśli liczył, że zginie, zanim ta wykorzysta przysługę, to mógł się zawieźć. Zupełnie nieświadomie zyskał również wilkołaka, który jeśli tylko będzie mógł, ochroni go przed tą śmiercią. Bo owa umowa sprawiała, że Veronice zaczynało zależeć, by przeżył.

Gabriel Blackthorn
[Usunięty]
Gabriel Blackthorn
[Usunięty]
[Cytuj]
Okropnych przysług? Cóż, skoro tak to Ronnie mniej lub bardziej świadomie trafiła pod bardzo właściwy adres, bo przecież Gabriel niemal przez całe swoje życie był człowiekiem od brudnej roboty i nie istniały chyba rzeczy, które byłby w stanie go zgorszyć czy bardziej zepsuć mu psychikę. Brak wrażliwości i empatii na dłuższą metę były jak widać całkiem dobrymi cechami i niejednokrotnie przydawały mu się w życiu, więc jak już przyjdzie do spłaty długu to bez obaw - z pewnością zrobi swoje i nawet się nie zawaha, niezależnie od tego, co by to miało być. Uważał, że dopuścił się już w życiu wszelkiego zła jakie było możliwe i o dziwo było mu z tą myślą całkiem dobrze, więc bynajmniej nie będzie miał moralnych oporów przed zrobieniem czegoś nie do końca legalnego, jeśli taka właśnie miała być cena za święty spokój i nowe auto.
Nie bał się jej, choć wiedział doskonale, że nie powinien całkowicie jej lekceważyć. W ciągu swojego życia miał z wilkołakami sporo do czynienia, z wieloma łączyły go niegdyś bardzo bliskie stosunki, więc spędzając tyle czasu w ich towarzystwie siłą rzeczy zdawał sobie sprawę do czego są zdolne, tym bardziej jeśli je sprowokować. On oczywiście nie miał zamiaru tego robić. Zgodził się, zawarł umowę a skoro się dogadali to miał zamiar rozstać się w pokojowych stosunkach i nie robić na środku ulicy większego przedstawienia... Gabriel zdecydowanie nie chciał być główną atrakcją dnia dla przyziemnych gapiów, których zebrało się tu całkiem sporo. Jakby nie mogli się kurwa zająć własnymi sprawami. Nic im niestety nie mógł zrobić, więc jedynie co jakiś czas rzucał im pełne pogardy spojrzenie. Uwagę kobiety zwyczajnie zignorował, bo ni cholery nie miał pojęcia, co uroczego w nim widziała.
- Powiało grozą - rzucił ironicznie w odpowiedzi na ostatnie słowa, podając jej telefon. Na jego twarzy pojawił się delikatny, ledwo zauważalny uśmiech. - Wiem, że tacy jak ty podchodzą do Łowców z nieufnością i wcale się temu nie dziwię, ale bez obaw, w żaden sposób nie identyfikuję się z większością z nich - czasem było mu aż wstyd za niektórych przedstawicieli własnej rasy, jednak niewiele mógł poradzić na to, kim się urodził. Wolał jednak z miejsca uświadomić ją, że zdecydowanie różni się od większości Nefilim i nie ma nic wspólnego z tym syfem, który odwala się w Instytucie czy tym bardziej wśród członków Kohorty. - Skoro już się dogadaliśmy, mogę wiedzieć z kim właściwe zawarłem pakt? - jak już zdążyliśmy sobie wyjaśnić, nie skojarzył twarzy z nazwiskiem znanej prawniczki z York, a chyba nikt nie zaprzeczy, że warto byłoby wiedzieć, czyim jest się dłużnikiem.[/quote]
 

Veronica Winchester

34 lata


170 cm


Gdy znajdziesz się z wilkiem w jednej jamie, nie okazuj mu swego lekceważenia. - Winston Churchill







[Cytuj]
Multikonta: -
Uśmiechnęła się pobłażliwie. Mogłaby mu mówić, żeby jej nie lekceważył i takie tam, ale po co? Jeśli to zrobi, prędzej czy później przekona się, że nie warto było. Z Ronnie lepiej było żyć w zgodzie. Miała pieniądze, jako takie wpływy, coś do powiedzenia i była dość silnym przedstawicielem swojego gatunku. W dodatku miała zasady i troszczyła się o ludzi, którzy byli dla niej dobrzy.
Och, gdyby tylko wiedział z jak wielką ''nieufnością'' Ronnie bawiła się z Nico. Już sama ta uwaga rozbawiła Vee, która jednak wciąż miała przyklejony niezmienny uśmieszek. Winchester rzadko widziała rasy, częściej ludzi i odrębne charaktery. Ten kierowcy mazdy, zaintrygował ją.
Wziąwszy jego komórkę do ręki, zaczęła wklepywać swój numer telefonu. Nazwała kontakt " Big bad wolf" i zadzwoniła pod swój numer, by również mieć namiary na mężczyznę.
- Veronica Winchester - Odpowiedziała mu, oddając telefon właścicielowi. - A skoro jesteś katem, to przypuszczam, że mam do czynienia z Gabrielem Blackthornem. - Jeszcze raz zmierzyła go wzrokiem. Słyszała to i owo, o katach Nefilim. W końcu kilka razy udało jej się zwinąć im sprzed nosa podziemnego. Kolejny dowód na to, że lepiej z nią było przystawać, niż robić sobie w niej wroga.
- Odezwę się. A teraz wybacz, ale praca wzywa. Z tym złomem będziesz musiał poradzić sobie sam. - Wskazała na mazdę, po czym zawróciła się, wsiadła do swojego samochodu i odjechała, zostawiając go na ulicy z tłumem gapiów.

/zt

Gabriel Blackthorn
[Usunięty]
Gabriel Blackthorn
[Usunięty]
[Cytuj]
Jeszcze nie wiedział, że stojąca przed nim kobieta bardzo dobrze znała Nico - skąd miałby wiedzieć, skoro ani on, ani jego przyjaciel raczej nie chwalili się sobie nawzajem z kim sypiają, gdy nie robią tego ze sobą. Ich relacja od zawsze była otwarta i nawet, jeśli na przestrzeni ostatnich piętnastu lat spędzili ze sobą mnóstwo nocy, nigdy do niczego większego ich to nie zobowiązywało.
Dopiero kiedy mu się przedstawiła, w pełni zdał sobie sprawę z kim ma do czynienia, choć to w żaden sposób nie umniejszyło jego pewności siebie. Skoro zawarli umowę to raczej nie był jej wrogiem, poza tym miał już w życiu do czynienia naprawdę z różnymi jednostkami.
- We własnej osobie. Mam nadzieję, że słyszałaś o mnie same pozytywne rzeczy - jego głos wręcz ociekał ironią, choć gdyby spytała o niego Nico, być może rzeczywiście usłyszałaby na jego temat coś więcej niż obelgi czy zarzuty. Nie, żeby mu na codzień przeszkadzały, bo w zdecydowanej większości były prawdziwe i pasowały do tego, kim naprawdę był.
No tak, typowe. Zrobić syf a później tak po prostu sobie zniknąć. Czego innego miałby się spodziewać. Westchnął poirytowany, puszczając w myślach piękną wiązankę przekleństw, warknął na Przyziemnych, żeby spieprzali i zajęli się sobą a po tym wszystkim wyjął z kieszeni telefon i wszedł w listę kontaktów. Sam przecież nie był w stanie odholować tego, co zostało z Mazdy, musiał więc jak najszybciej ściągnąć tu kogoś, kto pomoże mu pozbyć się problemu.

/zt.
 

Makoa Taualai

25


175 cm

kropka






[Cytuj]
Multikonta: Emily
Mako średnio miał co ze sobą zrobić, w sensie no trochę się nudził, dlatego motorem przyjechał na ulice York, wiadomo na ludzi nie wjeżdżał, bo był ostrożny w tym aspekcie. Ustawił motor gdzieś na boczku, zszedł z niego i oparł się o niego tyłkiem. Zdjął kask z głowy i położył na siedzeniu, wyjął z kieszeni papierosa, po zapaleniu czubka papierosa zaciągnął się dymem. Leniwie wypuścił dym z płuc obserwując otoczenie. Zdecydowanie było tutaj inaczej niż w miasteczku gdzie dorastał z rodzicami, ale jakoś da się żyć. Z czasem pewnie się do tego przyzwyczai, choć chwilowo idzie mu dość ciężko.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo