Veronica Winchester

34 lata


170 cm


Gdy znajdziesz się z wilkiem w jednej jamie, nie okazuj mu swego lekceważenia. - Winston Churchill







[Cytuj]
Multikonta: -
Wciąż mile nieświadoma zmian, jakie zachodziły w jej ciele, w pełni zaangażowała się w nowe zadania. Przeszła na tymczasowy urlop, uregulowała sprawy z ojcem, który widząc, że Veronica ma wszystko pod kontrolą, powstrzymał się od protestów. Firma oraz wszelkie pomniejsze biznesy funkcjonowały świetnie z odpowiednimi ludźmi na stanowiskach oraz zwierzchnictwem Winchester. Wilkołaczycy zostało martwić się jedynie tym, aby wyprowadzić wraz z bratem watahę na prostą, ustabilizować stosunki między rasowe i zapewnić wszystkim bezpieczeństwo.
Wieczór był całkiem ciepły, niebo niemal bezchmurne, a wokół Azylu roztaczał się cudowny zapach gilla. Veronica osobiście postarała się, by katering zapewnił steki, kiełbasy, boczek, kurczaka i masę innych przepyszności, które teraz leżały na pięciu sporych grillach. Obok stały stoły, połączone i suto zastawione. Na tyle szerokie, by u jednego ze szczytów pomieścić dwójkę rodzeństwa, oraz wystarczająco długie, aby każdy z wilków znalazł sobie talerz.
Nie zapomniano o alkoholach i napojach, umieszczonych w wiaderkach z lodem. Na stole masa była również pomniejszych słonych przekąsek, pieczonych i gotowanych warzyw i tak naprawdę wszystkiego, co mogłoby zaspokoić wilczy głód zebranych. Światła z budynku dawały miłą poświatę, a wraz z ogrodowymi pochodniami - ustawionymi w bezpiecznych odległościach od głównego zbiorowiska - oraz świecami w lampionach, które ustawiono na stole, zapewniały jakiś mistyczny klimat. Nie było muzyki, chociaż przygotowano się w razie czego. Jednak trzeba było pamiętać, że to nie wesele, a pomimo sytego jadła, na pierwszym miejscu stawały obowiązki. Poczęstunek miał zmiękczyć wilcze serca i uspokoić ewentualne protesty, a nakryty stół wymusić chociaż minimum kultury - ta jasne.
Veronica zasiadła po prawej stronie swego brata, kiedy już wszystkie wilki się zebrały. Kiedy uznała, że wszyscy byli na swoich miejscach, wstała i zastukała w... szklaną butelkę, bowiem nawet po takim dźwięku potrzebne było dodatkowe odchrząknięcie, coby uciszyć wesołą ferajnę.
- Jesteśmy tutaj, aby omówić kilka istotnych kwestii, które mają zapewnić wilczej społeczności York siłę, bezpieczeństwo oraz płynność funkcjonowania. Zjednoczeni poprzez alfę, czy też nie - wszyscy pochodzimy od jednych wilków. - Oczy Ronnie rozbłysły nagle intensywnym błękitem, dowodem mocy, jaką posiadła w Gaju. No i niezaprzeczalnym argumentem na to, że Chors to nie jedynie legenda. Szybko jednak owy błysk znikł i powróciło łagodne, acz poważne spojrzenie brązu. - Czasy są niebezpieczne, ale wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Pewnie wielu zastanawia się, czemu nie ma z nami Oscara. Cóż... My też. Nie będziemy ściemniać, nie mamy bladego pojęcia, gdzie jest. - Wciąż dumnie uniesiona głowa, głos na donośny i przebijający się ponad wszelkie szepty. - Zanim zniknął, zostawił nam jednak pewne instrukcje, chciał zadbać o płynne przejęcie pieczy nad projektem, który rozpoczął. - Wskazała tutaj na budynek za sobą, a później zlustrowała wzrokiem wilki, robiąc krótką pauzę. - To jego dzieło, być może życiowa spuścizna. Niezależnie, jakie były motywy jego nagłego zniknięcia, wraz z Wanią mamy nadzieję, że tym spotkaniem mimo wszystko upamiętnimy to, co zaczął. Ba! Być może jest to początek nowej, pięknej i jednoczącej tradycji. - Tymi słowami, nie wprost, ale prosiła wszystkich o szacunek i spokój. Wiadomo było nie od dziś, że wilkołaki potrafiły być narwane, a dopóki nie dojdą do końca wszystkich spraw, które dzisiaj miały zostać poruszone, lepiej było aby nikt nic nie odpierdolił.
- Nie pozostaje mi nic innego, jak jeszcze raz wszystkich Was serdecznie powitać i tym samym oddać głos Wanii. - Spojrzała na brata i uśmiechnęła się. Jednak nie usiadła, jedynie usta zwilżyła czerwonym winem.


Wania Siergiejew

30 lat


180 cm


Tylko głupiec nie słucha rad, nieważne, dobrych czy złych, gdyż każda niesie ze sobą naukę.






[Cytuj]
Multikonta: -
Cały grill przypomniał mu spotkania rodzinne w Teksasie. Było jedynie, picie i horda wilków, tym jednak razem nie występował w roli syna marnotrawnego, lecz zupełnie nowym stanowisku, którego się nie spodziewał. Żołądek mu się przewracał, a cała sytuacja wewnętrznie go niepokoiła. Stać z boku i pomagać Oscarowi to co innego niż występować na czele nich wraz z siostrą. Jeszcze przed przemówieniem wspomniał siostrze o liście, który otrzymał od Eleny, plus obawach odnośnie występowaniu w nowej roli. Przez ostatni czas planowali, rozmawiali i starali się utrzymać wszystko w płynności, starając się przy okazji nie pokazywać innym rasą, że choć na chwilę wilki były słabsze.
Nowością u Wani było ścięcie włosów oraz brody. Na pierwszy rzut oka wyglądał zupełnie, jak nowa osoba a jedyne co go zdradzało to wciąż niezmienny, ubiór, który przypominał te, w które odziewali się harleyowcy.
Słuchał przemówienia, siostry szykując w myślach, to co chciał powiedzieć. Wbrew pozorom nie było to proste no ale czego się spodziewać po takiej odpowiedzialności. Kiedy siostra skończyła mówić, Wania wstał i ruszył nieco do przodu, by spojrzeć każdemu prosto w oczy. Emocje wewnątrz niego powodowały, że nie był w stanie usiedzieć w jednym miejscu, a chodzenie nieco pozwalało mu się skupić na tym wszystkim.
-Na początek powiem, że cieszę się, że wszyscy się tu zebraliśmy. Czasy są trudne, lecz nie zapinajmy, że w jedności siła. Jedności, która dla nas jest tak ważna. Nie ważne czy należymy do jednej watahy, czy jesteśmy nie zrzeszeni, wszyscy jesteśmy w jakiś sposób rodziną.- zatrzymał się na chwilę, by znów spojrzeć po wszystkich, chcąc zobaczyć reakcję na ich twarzach.
-Oscar mianował mnie Betą oraz poprosił moją siostrę- tu zrobił przerwę, by pokazać ręką na siostrę, chcąc podkreślić w ten sposób wagę słów.
-O pomoc. Ja natomiast uznałem ją równą sobie, by wspólnie móc zapanować nad tym wszystkim. Będziemy od teraz reprezentować wszystkie Wilki na tle reszty ras. Pomagając każdemu bez wyjątku, nieważne czy jest za Azylem, czy stoi obok, niechcąc się angażować w sprawy. Jednak przypomnę, że sytuacja z Kohortą jest na tyle poważna, że jeżeli nie będziemy wszyscy współpracować, może to jedynie oznaczać naszą klęskę. Chcemy tym samym podzielić się z wami informacjami, które obecnie mamy i znaleźć wspólne rozwiązanie.- zatrzymał się przy siostrze, by odwrócić się, do reszty tym razem czekał jednak na jakąkolwiek reakcję, pozytywną czy też nie. W ten sposób chciał sprawdzić, jaka będzie reakcja na przejęcie obowiązków nad ochroną wilków Yorku.
Cóż najgorzej zawsze zacząć, lecz z każdym kolejnym słowem było mu, łatwiej mówić, jednocześnie pokazując tym samym swoją pewność siebie. Co by nie mówić o Wani, było to dla niego trudne wyzwanie, gdyż do momentu gdy nie osiadł, w Yorku przejmował się jedynie, jedzeniem, piciem, motocyklem oraz rozrywką. Wraz z poznaniem Ocara oraz rozwinięciem relacji z Eleną, priorytety mu się zmieniały. Za przykładem Oscara chciał stworzyć bezpieczne miejsce dla każdego wilka, dbając o nich i chroniąc ich.
-Zacznę najpierw od spraw najważniejszych dla nas. Jeszcze przed zniknięciem Oscar skontaktował się z Esterą, wampirzycą, która w tej chwili jest przedstawicielem Wampirów. Doszli do porozumienia względem zawieszenia działań przeciwko nim i nam.- zrobił poważną minę, przed tym, do czego zmierzał.
-Nie chcę słyszeć, że ktokolwiek z tu zebranych zaatakował bezpodstawnie któregokolwiek wampira. Nie będą nam wchodzić w drogę, jednocześnie osobiście zapewniłem, że my również nie będziemy wchodzić im w drogę. Nie znaczy to, jednak że zakazuję kontaktu, którym z którymkolwiek z przedstawicieli tej rasy. Miejsce jednak na uwadze to, że jeden wybryk kogokolwiek z nas może doprowadzić do ponownej zbędnej agresji. Możecie się ze mną nie zgadzać, ale na tą chwilę nie są naszymi wrogami. I mam nadzieję, że ten stan rzeczy się nie zmieni.- Miał nadzieję, że wyraził się jasno, tym samym podkreślając, że ze swojej strony nie będzie tolerował wybryków wymierzonych w ich stronę. Tu też przestał mówić, by ewentualnie ktoś mógł zabrać głos i wyrazić swoją opinię lub mógł zadać ewentualne pytanie.


Haru Shimizu

26 lat


181 cm


I’m scared to begin, because I can taste the bitter scent in my mouth If you close your eyes







[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Kwestia zmian zdziwiła go – tak pilne wezwanie tym bardziej. Przybycie? Wyłącznie z racji tego, że w pewien sposób czuł jakieś tam powiązanie z Azylem – przede wszystkim z powodu obecności Oscara i Kociego Kurwia, którego kiedyś jeszcze złapie. Wracając do tematu... Sora stawił się na spotkaniu – bah, z potencjalnego poczęstunku również skorzystał. Kwestię wyglądu i tych spraw pomińmy - nie były istotne. O wiele ważniejsze okazały się słowa, na które brew wilkołaka powędrowała do góry.
O tym, że czasy są niebezpieczne wiedział aż za dobrze. To, że po piętach stąpała im Kohorta też. Zdziwiło go zniknięcie Oscara, co niejako chciał poruszyć. Sama kwestia przynależności... Jej nie ukrywał - nie należał do watahy i raczej nie zamierzał zmieniać tego statusu. Mimo wszystko w jego oczach domem nadal była rodzina, a ta znajdowała się “tam”. Oczywiście był świadom ryzyka i odpowiedzialności - między innymi przed Clave za swoje czyny. To, co natomiast tyczyło się Kohorty – no więc z powodu zagrożenia mimo braku “oficjalnego” związania, dobrowolnie przychodził pomagać wilkom. Wiedział, że dzięki temu zawsze będzie mógł liczyć na pomoc – ot ze zwykłej przychylności, tudzież empatii.
- Nie wrócił z Gaju? - to było więc jedyne pytanie, które padło z ust Japończyka. Przemilczana reszta była nader oczywista – on sam brał odpowiedzialność za siebie i swoje przewinienia.
A source of purpose and of balance. Why does a dominant exist? To protect those beneath him.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Sina Taualai

26


165 cm


If you can't face the wolves, don't go in the forest







[Cytuj]
Multikonta: Ray, Nithral
W pierwszej chwili zdziwiła się wiadomością kuzynki. Spotkanie wilków, pilne? I to wszystkich w mieście? Czyżby znowu Kohorta zaatakowała? Zdecydowanie wiadomość miała według dziewczyny bardzo zły ton. Dlatego się stawiła, bo nie podobał jej się wydźwięk wiadomości i dlatego, że to właśnie Ronnie prosiła.
Stawiła się rzecz jasna punktualnie, stając obok Sory i witając się z nim skinięciem głowy, słowa Wani natomiast skwitowała lekkim zmarszczeniem brwi. Mówił o tym, o czym sama już wiedziała, zresztą po obronie Azylu chyba wszyscy wiedzieli o problemach z Kohortą. Natomiast hasło o jedności sprawiło, że znowu zaczęła się wahać. Nie należała do watahy i prawdę mówiąc nadal wahała się, czy chciałaby do niej należeć. Natomiast odpowiedzialność za własne czyny ponosiła zawsze i wszędzie, bo tak była nauczona w domu - nawet jeśli bezczelnie z niego zwiała prawie że na drugi koniec kraju.
Skoro Japończyk zadał więc pytanie, które i jej cisnęło się na usta, to milczała. Trochę martwiła się o wujka, ale w Gaju wydawał się być szczęśliwy? Czekała jednak, co powiedzą inni i co jeszcze dowie się od Wani lub Ronnie.
There's fool moon raisin'
I am the wolf. I am the spirit of wilderness. I am the shadow of the woods. If you come to the wild forest I will sing for you.
(c)crackintime
Kai Taualai
[Usunięty]
Kai Taualai
[Usunięty]
[Cytuj]
Chciał być częścią tej społeczności. Po tym, co przeżył posiadanie normalnego stada wydawało się być darem od losu. Nadal nie wiedział, dokąd go to zaprowadzi, jednak w jego głosie pobrzmiewał cichy głosik że to najlepsze rozwiązanie, że właśnie to musi w tej chwili zrobić. Dlatego jak tylko dostał informację od Ronnie, ruszył do Wilczego Azylu, poznać nową społeczność od środka. Starać się zaaklimatyzować. Jednak czy to możliwe?
Trzymał się cieni, nie chciał rzucać się w oczy, stare nawyki nigdy nie odejdą. Dostrzegł siostrę w towarzystwie wilka którego widział na imprezie zaręczynowej. Zmarszczył nos. Odzywa się w nim starszy brat, który powinien wyjaśnić tą sytuację, ale coś czuł że nie jest to najlepszy moment. Korzystając z tego, że jest ciemno, spokojnie znalazł się tuż przy siostrze, z ukosa patrząc na jej towarzysza, a dziewczynie posyłając lekki uśmiech i spojrzenie mówiące „chyba serio musimy porozmawiać, jak się to wszystko skończy”, potem skierował spojrzenie na Wanię i Ronnie, słuchając tego, o maja do powiedzenia.
- Oscar zniknął? – wyrwało mu się cicho. Nie za bardzo to rozumiał. Oscar był jedną z pierwszych osób, jakie spotkał Kai gdy tylko postawił stopę w Yorku. To on opowiedział mu o darach, wprowadził do Azylu, dał mu namiastkę stada, jakiego naprawdę pragnął. W jego oczach widać było wyraźnie niedowierzanie, jednak nie przerywał, krzyżując ręce na piersi przyglądał się im, starając sobie to wszystko ułożyć w głowie.
 

Rose Bloomwood

26



Jestem w kropce...







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Ceris, Elvan
/najnowsza/

Rose dostała wczoraj smsa o zebraniu wilków. Jak na razie nie wiedziała o co chodzi, ale domyśliła się, że nie wróży to nic dobrego.
Dobrze się złożyło, że dzisiaj Bloomwood nie miała tyle pracy, więc wieczorem mogła się wyrwać na to zebranie.
Zdążyła przebrać się z munduru policyjnego na zwyczajny strój. Następnie ruszyła piechotą do Azylu.
Nawet nie myślała, że załatwiony był jakby poczęstunek.
Wilczyca by nie robić zbytniego zamieszana wmiesza się w osoby, które już przybyły. Zaraz zaczęło się zebranie.
Rose słuchała z zainteresowaniem słów Veronice oraz Wami. Jak to Oscar zniknął? Może zaginął albo ma kłopoty?
- Będziemy szukać Oscara? Czy po prostu... znudziło mi się szefostwo? - zapytała.
Wszystko fajnie znalazł sobie zastępstwo, jednakże tak się nie robi.
- To macie we dwójkę jakieś wytyczne dotyczące watahy? - pytała.
Bloomwood nie jest z takich osób co owija w bawełnę i pokrętnie mówi o co jej chodzi.
It's coming down on me.
I'm ready, rain on me

I'd rather be dry, but at least I'm alive


Makoa Taualai

25


175 cm

kropka






[Cytuj]
Multikonta: Emily
Mako dostał wiadomość i domyślał się, że chodzi o spotkanie gadał już wcześniej z Wanią, co prawda krótko, ale jednak. Pojechał na miejsce swoim nierozłącznym motocyklem, ubrany w jeansy i luźną kurtkę, oraz kask, bo był najważniejszy w całym tym wizerunku. Gdy dojechał na miejsce postawił stopkę na ziemi, zablokował kierownicę i wszedł na luzaku z kaskiem pod pachą. Rozsiadł się wygodnie niedaleko Kaia i Siny.
Słuchając słów Wanii zmarszczył brwi na tyle, że spomiędzy jego brwiami pojawiły się zmarszczki, nie mógł uwierzyć, że wujek zniknął. Przecież jakiś czas temu z nim rozmawiał, bo sam osobiście przyjmował go do Azylu i co? Ot tak zniknął? To bez sensu. Mako był nowy i średnio wiedział co powiedzieć dlatego wolał zamilczeć, ale sprawa wyglądała jasno, źle się dzieje. Tak poza tym widział też kilka nowych twarzy więc z ciekawości rozglądał się starajac się nie robić to aż nadto wścibsko.

Hannah Cox

21


161 cm


Mały (s)kurwilk







[Cytuj]
Multikonta: Marcel Begum
Hanka, jako stary-nowy wilk w tej małej społeczności, tylko z początku wydawała się być zainteresowana otaczającymi ją, obcymi twarzami. Później całą swoją uwagę skupiła już tylko i wyłącznie na jedzeniu, od czasu do czasu zerkając pożądliwie w stronę napitków. Ciekawe, jak długo miała wytrzymać, nim sięgnie do wypełnionego lodem wiaderka? Toż zebrania takie zawsze kończyły się bólem głowy!
Tak czy inaczej, wysłuchała słów Ronnie i Wani w niemal całkowitym skupieniu, od czasu do czasu szturchając tylko widelcem pieczoną paprykę. Słyszała już większość z tego, co powiedzieli na wstępie wszystkim zgromadzonym wilkom, więc nie pozostało jej nic, poza oczekiwaniem na rozwój wydarzeń.
No, może prawie nic.
- Chcesz? Chyba nie dożre - podsunęła w stronę Siny talerz z ledwie napoczętą, wegetariańską papryką.

h.c.
A kiedy patrzę w Twe oczy zmęczone,
to nie wiem LSD czy ja...

I to jest chyba ten moment,
kiedy znów obrazimy się dziś na cały świat...

Veronica Winchester

34 lata


170 cm


Gdy znajdziesz się z wilkiem w jednej jamie, nie okazuj mu swego lekceważenia. - Winston Churchill







[Cytuj]
Multikonta: -
Była świadoma, że zniknięcie Oscara mogło być szokiem. Dla niej przecież początkowo również było. Przecież ten alfa zdawał się być... Wieczny? Był jakimś pewnikiem, stałą, która spajała wilki w jedno. Teraz przepadł i można się było jedynie modlić o jego rychły powrót.
Gdzieś z tyłu głowy, słysząc pytania, Veronica przypomniała sobie słowa Kierana. Zdecydowanie można je było interpretować jako pogróżki, niemniej nie wyciągała pochopnych wniosków. Tym bardziej, że zarówno ona, jak i Wania dostali rozkaz, konkretne wytyczne i najważniejsze było zadbać w tej chwili o wszystkich, którzy właśnie zgromadzili się przy tym stole. Przekładanie jednostki nad całym stadem było głupotą, nawet jeśli ową jednostką był dowódca. Trzeba to było stwierdzić z przykrością, ale alfę można zastąpić. Niestety utraconych ludzi, czy to ze względu na destabilizację watahy czy ataki od strony innych ras lub samej Kohorty, już ciężej. A byli w stanie wojny i wszelkie decyzje trzeba było podejmować ostrożnie oraz z długodystansową perspektywą.
Tak, znudziło mu się i spierdolił w Bieszczady żreć oscypki. - Przeleciało Ronnie przez myśl, jednak nie powiedziała tego głośno. Jedynie zmroziła Rose spojrzeniem, a swoje cisnące się na usta upomnienia utopiła w winie. Samą Bloomwood czekało jeszcze przesłuchanie, ale Ronnie wiedziała, że rzucanie oskarżeniami przy całym stadzie nie będzie dobrym posunięciem. Pozwoliła więc Wani zająć się przywoływaniem wilków do porządku, chociaż sama również trzymała pozę. Może i fizycznie nie była tak silna, jak brat, ale razem stanowili niezaprzeczalną siłę, zarówno fizyczną, jak i mentalną.
- Spokojnie, z całą pewnością wystosujemy odpowiednie kroki, by dowiedzieć się, co właściwie stało się z alfą. Niemniej, pojawiło się wiele nowych zmiennych i nie chcemy wyciągać pochopnych wniosków. Każdy odejdzie dziś stąd z jakimś zadaniem. Nie ma sensu, by cała wataha angażowała się w poszukiwania, kiedy jest wiele innych naglących spraw, którymi trzeba się zająć. - Stwierdziła, mając nadzieję, że w ten sposób wyczerpie i ukróci temat alfy. Jakkolwiek nie byłyby to smutne okoliczności i jak bardzo nie martwiłyby one członków stada, ale i przecież rodziny Oscara, to debatowanie nad tym w tej chwili nic nie zmieni inie ma najmniejszego sensu.
Wzmianka o stosunkach z wampirami sprawiła, że Ronnie podświadomie przestąpiła z nogi na nogę i jakoś tak odetchnęła z ulgą, gdy nikt nie zgłaszał sprzeciwów. Może była nadzieja, aby walczyli ramię w ramię? Mimo wszystko uważnie przyjrzała się reakcjom zebranych, jakby chciała wychwycić najmniejsze niezadowolenie.
- Wróżki również chcą żyć z nami w zgodzie. Oscarowi udało się nawiązać względną współpracę z Clave, zwłaszcza jeśli chodzi o Kohortę. Chcemy to kontynuować, być może rozszerzyć. Wiem, że wielu z was ma obawy przed łowcami i nie dziwię się. Wiadome jest, że członkowie stada odpowiadać będą za swoje czyny przed nami. Chciałabym jednak abyście pamiętali, że nawet jako wolni strzelcy, wciąż możecie zwrócić się do mnie po pomoc. Wilk dla wilka nigdy wilkiem być nie powinien. - Przypomniała, bo chyba większość zebranych miała świadomość, że Ronnie była adwokatem. Mogła wyciągnąć kogoś z łap Clave lub przynajmniej zapewnić łagodniejszy i sprawiedliwy proces. A przecież nie zawsze można liczyć na coś takiego, jeśli chodziło o nefilim.
- Wkrótce podobne rozmowy odbędą się z czarownikami, ale tu byłabym ostrożna. - Spojrzała porozumiewawczo na swojego brata, jakby sugerując, że to najlepsza pora aby ujawnić wszystko, co mają o Kohorcie.


Wania Siergiejew

30 lat


180 cm


Tylko głupiec nie słucha rad, nieważne, dobrych czy złych, gdyż każda niesie ze sobą naukę.






[Cytuj]
Multikonta: -
No tak. Wszystkich to zaskoczyło, można było się tego spodziewać. W końcu Wszystkim się wydawało, że Oscar jest praktycznie nie do ruszenia. Stał na straży wilków z Azylu, ale również tych niezrzeszonych. Dla tego ze wszystkich słów wychwycił w pierwszej kolejności słowa Rose, które chyba najbardziej mu utknęły w głowie. Momentalnie spojrzał jej prosto w oczy z pełną intensywnością, jaką tylko mógł użyć, co niektórzy mogli to odczuć jako spadająca woda z wodospadu, innym mogło się zdawać, że właśnie gdzieś w powietrzu świszczało rozpędzone magiczne kowadło. Wania zrobił krok ku niej, patrząc spod byka na nią.
-Jak myślisz? Opuściłby sobie? Zostawił w pizdu Azyl, który został dokładnie zaprojektowany przez niego? Odpuściłby sobie wilki, którym pomógł? Nie ważne czy należały do Azylu, czy były niezrzeszone. Odpuściłby sobie ot, tak, bo mu się znudziło?- echo jego słów brzmiało, jakby w tym momencie jego druga natura warczała. Przy okazji akcent zmienił mu się całkowicie na ojczysty Rosyjski, przez co słowa brzmiały jeszcze bardziej agresywnie.
-Czy ty słyszysz, co w ogóle mówisz?- przymrużył oczy, patrząc na nią jeszcze chwilę. Chciał upewnić się, że dotrze do niej pouczenie. Nie zamierzał, używać otwarcie siły fizycznej dla tego postanowił załatwić to, jak na wilka przystało. Posłał jasne, ostrzeżenie by nie obrażała przy nim nieobecnego Alfy.
Po chwili wyprostował się, by spojrzeć, po wszystkich zebranych sprawdzając, czy przy okazji reszta zrozumiała przekaz, który miał skutkiem ubocznym dojść do każdego.
-Tak nie wrócił z Gaju- kiedy odpowiedział Sorze, jego ton był spokojniejszy i opanowany.
Potem pałeczkę przejęła siostra. A kiedy wspomniało, o czarownikach przyszła pora by to on nieco wyjaśnił spraw.
-Niektórzy z was kojarzą Kierana, mamy przypuszczenia, że współpracuje z czarownikiem, który ma powiązania z kohortą. A co za tym idzie sam Kieran może współpracować z Kohortą. Nie wiemy jednak, czy jest to pewne w stu procentach. Do tego będzie nam potrzebna osoba, która pracuje na policji i będzie w stanie dostać się do zapisów z kamer CTTV. Będzie trzeba przeanalizować czy widać w niej postać czarownika.- w tym momencie pokazał telefon, w którym miał zrobione zdjęcie portretu pamięciowego czarownika.
-Jeżeli się to potwierdzi, trzeba będzie pojmać Kierana i przesłuchać go.- taak pytanie, czy łowcy w tym momencie też nie będą chcieli uczestniczyć w przesłuchaniu. W końcu dawny alfa nie należał, do Azylu a co za tym idzie, miał być osądzany przez Clave.


Haru Shimizu

26 lat


181 cm


I’m scared to begin, because I can taste the bitter scent in my mouth If you close your eyes







[Cytuj]
Multikonta: Shizhi i gromada
Jak widać wszystkich zaskoczyła nowina o zniknięciu Oscara – no może z małymi wyjątkami. Odchodząc już od nielogicznego pytania Rose, na które nawet Sora zmarszczył brwi i nos – siema Sina! Jej widok rozluźnił mięśnie ryjca. Skinienie głową, mimowolny uśmiech i zerk spod byka na jej brata w charakterze „o chuj Ci chodzi”?
- Jakiś problem? – no i nie traktujcie to jako nic osobistego, ot zwykłe pytanie skierowane do Kaia, który zerkał na Japończyka, jakby ten zabił mu co najmniej matkę. Jeżeli miał do basiora jakiś problem, to chętnie z nim to wyjaśni – rzecz jasna po spotkaniu.
- Nawet jako ten wolny strzelec, mogę podpytać łowców czy coś wiedzą – jestem mu to winien. Jestem też do ogólnej dyspozycji. – rzucił, trochę specjalnie, aby przede wszystkim jasna była sprawa jedna: nie przynależał do watahy oficjalnie i to z pewnością się nie zmieni. Gotów był jednak ruszyć litery, bo jak wilczyca słusznie zauważyła: wilk wilkowi wilkiem być nie powinien, ponadto ex Shimizu czuł się w obowiązku, aby ruszyć sprawę, która mimo wszystko dotyczyła jego przyjaciela. Ten mu kiedyś pomógł – nadeszła pora, aby odwdzięczyć się tym samym, między innymi z tego powodu raczył też podkreślić swoją dostępność, a w zasadzie chęć do aktywnego działania. Problemów z słuchaniem nie miał – przynajmniej póki na drodze nie stawał mu koci kurw, a nikt nie kazał żreć rodzynek i ananasa.
A source of purpose and of balance. Why does a dominant exist? To protect those beneath him.

Gość, zrób klik | Notatnik | Warsztat

Sina Taualai

26


165 cm


If you can't face the wolves, don't go in the forest







[Cytuj]
Multikonta: Ray, Nithral
Lekki uśmiech skierowany do Sory, a potem niczym cień zawisł nad nimi Kai. Przewróciła lekko oczami i fuknęła nosem, żeby się zachowywał. Sorry młody, nic Ci do tego, kim i czym pachnie. A swoją drogą nie omieszkała ubrać urodzinowego prezentu, tak więc uszka bluzy zabawnie sterczały z kaptura, a ręce grzecznie grzały się w kieszeniach bluzy... Za to atmosfera zmieniła się w dwie sekundy, gdy tylko Rose się odezwała. Niech się panna cieszy, że po Gaju Sina miała więcej kontroli nad wilkiem, inaczej z miejsca po tych słowach rzuciłaby się jej do gardła.
- Bądź łaskawa nie odzywać się na temat osób, których nie znasz, to świadczy o wysokiej ignorancji z Twojej strony. I przede wszystkim nie próbuj obrażać wujka Oscara, bo oficjalnie nie ręczę za siebie. Od rodziny wara. - powiedziała zimno do Rose i skrzyżowała ręce na piersiach. Prosiło się, żeby jej wpierdolić, jednak posłała też pełne wdzięczności spojrzenie Wani. Nadal była wkurwiona na Rose, ale przynajmniej miała wsparcie w temacie.
Zerknęła na Hankę i podsuwane przez nią żarełko. A to to to w ogóle mięso zawierało? Niuchnęła dosyć nieufnie łypiąc na wilczycę.
- A to to to w ogóle jadalne jest? Mięsa tam nie czuję... - ale zgarnęła to coś z talerza i powoli zaczęła szamać.
W temacie nagrań za to chwilę milczała, po czym stwierdziła, że bez problemu może się przydać. Kohorta była problemem ich wszystkich, a chociaż nie należała do watahy, to powinna pomóc, chociażby ze względu na Oscara, Ronnie i Wanię.
- Nie ma problemu, mogę się zająć nagraniami. Mam spore dojścia, plus jakby coś kiedyś było potrzebne, w Yorku na komendzie pracuje facet, nazywa się Ben, wprawdzie też z wydziału antynarkotykowego, ale wie o świecie cieni przez członka swojej rodziny, więc w razie w można się do niego zgłaszać. I ewentualnie nawet powołać na mnie. - kiwnęła Wani głową, nie zamierzając stać bezczynnie, gdy wataha ma tyle problemów. Przecież nie zostawi ich na pastwę, gdy może pomóc i ma do tego właściwe narzędzia.
There's fool moon raisin'
I am the wolf. I am the spirit of wilderness. I am the shadow of the woods. If you come to the wild forest I will sing for you.
(c)crackintime

Makoa Taualai

25


175 cm

kropka






[Cytuj]
Multikonta: Emily
Mako średnio wiedział, czy się może do czegoś przydać, co prawda to prawda był nowy, ale to nie oznaczało, że nie pomoże. Tylko nie bardzo wiedział co mógłby w takiej sytuacji zrobić. Skoro Wania i Sina skarcili tej tam co obraziła Oscara, Mako swoich trzech groszy nie doda, choć spojrzał na nią groźnie, a z jego gardła wydobył się ostrzegawcze warknięcie. Gdy po chwili się uspokoił Spojrzał na Wanię.
-W sumie to jestem nowy, ale postaram się pomóc, mogę chodzić na partole czy coś takiego - rzucił luźno nie wiedząc co powiedzieć Może w ten sposób pomoże? Gdy Sina do kogoś się uśmiechnęła, Mako zerknął w stronę tej osoby i wyniuchał lekko, zmarszczył brwi i prychnął pod nosem. Po chwili wziął sobie kawałek udka kurczaka i zaczął się zajadać. Może inni powiedzą coś więcej na temat tego całego bałaganu.

Hannah Cox

21


161 cm


Mały (s)kurwilk







[Cytuj]
Multikonta: Marcel Begum
- EJ!- Hankeł, jak to Hankeł - choć umiał czasem myśleć, tym razem wpierw zadziałał i zerwał się z krzesła, opierając rękę o krzesło Rose. Jednocześnie cicho warknął, ale nim drewno pod jej dłonią zdążyło się nadwyrężyć, poluzowała łapę i schowała do kieszeni. Wzrok jednak nadal miała wredny.
- Ona tylko spytała. Tak, jak pytały wszystkie wilki, a ja się zastanawiam nadal! - kłapnęła dziobem i wyprostowała sobie kark. - Oscar był dla mnie ważny... Ale jeśli Vaughan wrócił, to ma się dostać na wspomniane przesłuchanie, a nie srebro pod nos. DOTARŁO? - Zerknęła na Wanię. - Jeśli to co wnioskujecie, okaże się prawdą, to sama skręcę mu łeb - wdech, wydech... - Albo komuś pomogę. - Niektóre wilki znały ich relację. Innym z pewnością nie było to do szczęścia potrzebne.
Hankeł klapł gdzieś blisko Rose. Tym jednym wyskokiem przekroczyła granicę dyskrecji, przyzwoitości i uj wie czego, chyba kulturą to nazywali, ale niezbyt zdążyła się przejąć, bo o to już Sina łypała na nią podejrzliwie marszcząc brewki.
- Jak tu dali to chyba tak. Ale ja nie dożarłem. - Oparła zrezygnowaną mordę na splecionych na blacie łokciach.
- Jestem w tym jeszcze chujowa, ale uczył mnie brat Kierana. A znał się lepiej niż on. Mogę poszperać po kompach, jeśli znajdziecie i no... Wpierdolić też umiem?
Zezując na rękę Makoa, podążyła jego śladem i skupiła się na kurczaku.

h.c.
A kiedy patrzę w Twe oczy zmęczone,
to nie wiem LSD czy ja...

I to jest chyba ten moment,
kiedy znów obrazimy się dziś na cały świat...

Veronica Winchester

34 lata


170 cm


Gdy znajdziesz się z wilkiem w jednej jamie, nie okazuj mu swego lekceważenia. - Winston Churchill







[Cytuj]
Multikonta: -
Veronica spojrzała po wilkach i uśmiechnęła się, widząc jak jeden przez drugiego oferują swoją gotowość. Sama nie miała zamiaru komentować wybuchu swojego brata, ani okazania wyższości nad Rose. Wilki miały prawo walczyć o pozycję, okazywać dominację. To leżało w wilczej naturze. Słabsi musieli się w końcu podporządkować, nawet żyjąc poza stadem. W innym wypadku mogli napytać sobie biedy i zostać wydalonym z terytorium watahy.
Winchester przysiadła sobie, sięgając po pomarańczę. Poczęła ją obierać, rozsiewając wokół intensywny, kuszący zapach cytrusów. Słuchała Hannah ze spokojem, łapiąc z nią kontakt wzrokowy, by ta miała poczucie, zresztą słuszne, że jej zdanie jest brane pod uwagę.
- Jeśli przypuszczenia okażą się prawdziwe, zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby wpierw został ściągnięty i osądzony w Azylu. - Co oznaczało tyle, że Kieran był zmartwieniem wilków i przez wilki zostanie rozszarpany, jeśli będzie trzeba. Clave utrzyma się z dala od tej sprawy, a ostatecznie biedakowi może się umrzeć podczas walki, bo rzekomo wtargnął na terytorium watahy, gdzie mile widziany nie jest. - Ale najpierw trzeba mu cokolwiek udowodnić. - Mówiąc to, rozpołowiła owoc, by następnie zacząć odrywać poszczególne cząstki i zajadać. Kiedy przeżuwała, milczała sobie chwilę, by sprawnie przejąć pałeczkę po bracie.
- Wszyscy zapamiętajcie, jak wygląda owy czarownik. Jeśli trzeba, prześlijcie zdjęcie na swoje telefony. - Poleciła, przyglądając się reakcjom zebranych na portret. Jeśli ktokolwiek by rozpoznał czarownika, liczyła że to wychwyci.
- Sora, jeśli możesz, chciałabym abyś ubezpieczał Sinę. Ostatnio wilki lubią znikać w niewyjaśnionych okolicznościach. - Przełknęła ślinę, czując jak zaciska się jej żołądek na myśl o Eve. - Po spotkaniu wskażę wam dokładnie datę, czas oraz miejsca, od których zacząć przeglądanie monitoringu. Chciałabym również, żebyście pokręcili się trochę w tych miejscach i sprawdzili, czy wciąż są tam świeże wilcze tropy, albo czy czujecie czarownika. Jeśli potrzeba, weźcie ze sobą na te patrole Hannah. Jak nikt zna zapach Kierana. Tylko zero kontaktu! - Tutaj zwróciła się głównie do Cox, którą pierwszą podejrzewałaby o porywczość względem ex opiekuna. - Hannah... Jeśli masz możliwość i umiejętności, prosiłabym, żebyś postarała się uzyskać stały dostęp do kamer. Chciałabym widzieć całe miasto. Jeśli potrzebujesz sprzętu, zamawiaj na mój koszt.
Veronica wpakowała do ust kolejny kawałek pomarańczy, na moment zatrzymując spojrzenie na Wanii. Zastanawiała się, co jeszcze chciała zgromadzonym przekazać.
- Ach tak! - Zmarszczyła brwi, przełykając owoc i zapijając go winem. - Patrole i treningi. Wraz z Wanią doszliśmy do wniosku, że pora dać większy nacisk na wasze umiejętności walki i współpracę. Na dniach dostaniecie informacje, kogo macie przydzielonego do treningu. Prosiłabym aby uniosły rękę wilki spoza stada, które chcą ćwiczyć wraz z watahą. - Tutaj zlustrowała wzrokiem zebranych, by przyswoić odpowiedź zwrotną. - W przyszłym miesiącu, kiedy unormujemy większość spraw, zorganizujemy wspólny trening. Postawimy na grupowe dogrywanie się i zobaczymy, jak wykorzystujecie nabyte umiejętności w praktyce. Do tego czasu, uczcie się od siebie nawzajem, każde z was ma inne mocne strony. - Stwierdziła z dumą i uśmiechem, jakby patrzyła na bandę dzieciaków, ale takich swoich! (hehs...)
- No i zostają patrole... - Tutaj już przekazała głos Wanii, samej pochłaniając dalej pomarańczę.

Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo