Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
Temat: Cud pod Viipurią
Opis: fiordy u wybrzeży Norwegii, 1395 rok, Spotkanie dwójki czarowników Frigg i Eredina.

Czasem zdarza się tak, że jakiegoś wikinga trzeba pożegnać w należyty sposób. Otóż po jednej z wypraw mieli takową stratę. Jeden z wojów, pływających na statku jej opiekuna, został pozbawiony życia. Po zawitaniu w niewielkim porcie postanowiono urządzić stosowne pożegnanie. Niech go Valkyrie zabiorą do Valhalli. Odpowiedni obrządek trzeba było jednak dokonać. Był to samotny wojownik i dość wiekowy jak na Wikinga. Z tego względu chcieli go uczcić pamięć zmarłego, jak przystało na wielkiego wojownika. Nie bez powodu przecież tyle lat człek przeżył. Uroczyście przygotowano stos pogrzebowy by spalić jego ciało podkładając ogień pochodniami. Wszyscy uroczyście obchodzili owe pożegnanie. Piwo lało się strumieniami tak jak przystało. Jednak spomiędzy rozmów słychać było, iż stracili świetnego woja, a co za tym idzie mają swoiste braki kadrowe na łajbie. Wniosek był jeden. Trza kogoś do wesołej kompanii zaprosić. Nie mogła być to jednak osoba, która nie znałaby się na wojaczce. W ten oto sposób postanowiono zrobi. Swoisty szybki turniej dla chętnego. Chodziło o szybki sprawdzian umiejętności, a przy okazji dobrą zabawę przy przelewających się piwie. Frigg stała nieco na uboczu obserwując otoczenie. Popijając piwo z rogu w samotności ubolewała nad poległym mandatem, którego sobie bardzo ceniła.

Eredin

776


187 cm


Discipline leads to Victory






[Cytuj]
Multikonta: Damien C. Ashdown, Lycande
Starych przyzwyczajeń trudno się wyzbyć, nieprawdaż? Niby Wikingów od dawna, formalnie, nie było – lecz ich echo nadal rozbrzmiewało po całej Skandynawii. Czy za tradycjami stało coś więcej niż chęć urządzenia kolejnej wyprawy łupieżczej? W to szanowny Eredin raczył się aż tak nie zagłębiać, nie jego sprawa i wolał skupić się w pełni na aspekcie mogącym przynieść mu zysk. Wszakże po to przybył do Norwegii, rozglądał się za rentowną pracą. Referencje? Po cichutku są jedne i dobitne zarazem: czy widzieli państwo, w Księstwie Moskiewskim, jakiegoś wojowniczego Mongoła?
Znajomość języka – kiepska, nie ukrywajmy. Parę podstawowych pojęć znał, to nie pierwszy jego kontakt z wojowniczym ludem północy, lecz nigdy nie były to relacje na tyle zażyłe, by móc prowadzić konwersację o czymś bardziej wyrafinowanym. Kwestia zwyczajów – tutaj było już lepiej, a odgłos uderzającego o ścianę przybytku – gdzie opijano śmierć towarzysza wypraw – powinien o tym najlepiej zaświadczyć. To nic osobistego, ledwie powitanie zamaskowanej przybłędy przez dwóch lokalnych. Pech chciał, że ta łajza potrafiła się lać, stąd jeden nauczył się okazjonalnie latać. Z drugim przeprawa była ciekawsza, wszakże doszło do starcia na miecze. Dwie minuty, złośliwi nazwą to szybkim numerkiem, został rozbrojony. I pomyśleć, że Eredin chciał się jedynie napić...

Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
Choć w gospodzie huczało i grzmiało od ryków spitych Wikingów i wszelkiej maści innej hołoty, młodej wiedźmie nie uszedł dźwięk uderzenia o ścianę. Do dajmy dobrego fakt, iż stała wsparta właśnie o tą ścianę,o którą coś tak uroczo łupnęło. Większość imprezowiczów zajęła była swoimi dyskusjami i przekrzykiwaniem się nawzajem, więc Frigg postanowiła sama wyjść z budynku i sprawdzić o co chodzi. Oczywiście zabrała ze sobą swoje piwsko. Jeśli działo się coś godnego uwagi, to wolała mieć możliwość popijania doborowego alkoholu w trakcie oglądania całego zajścia odbywającego się na zewnątrz. Na jej szczęście wyszła w momencie, gdy to nieznajomy rozbroił jednego z panów. Normalnie zaczęłaby bić brawo zw geście pogratulowania, jednak róg trzymany w dłoni na to jej nie pozwalał. Stała więc na wyprostowanych, nieco rozstawionych nogach popijając alkohol jak gdyby nigdy nic. Pokiwała jedynie głową. Uśmiechnęła się półgębkiem do nieznajomego. Przeszła zgrabnie nad jednym z leżakujących już panów aby podejść nieco bliżej. Jej strój wyraźnie wskazywał, iż i ona do części wojowniczej należała.
- Widzę, żeś z bronią obyty. Choć burd nam teraz nie potrzeba, to jednak kamrata na łajbie i owszem. - powiedziała, a jej oczy wesoło zaświeciły, i to dosłownie. - Jak cię zwą przybyszu? - co prawda nie ona decydowała o tym, kogo przygarną,ale jej mentor na pewno nie będzie miał nic przeciwko takiemu nabytkowi. Choć swoje będzie musiał pokazać i wewnątrz izby na pewno. Ciekaw czym się by im tu pochwalił.

Eredin

776


187 cm


Discipline leads to Victory






[Cytuj]
Multikonta: Damien C. Ashdown, Lycande
Nie traktujcie tego jako złośliwości, lecz gdy tylko na horyzoncie i punkcie kolizyjnym ukazała się kolejna duszyczka, Eredin raczył przywalić rozbrojonemu raz jeszcze. To nic więcej jak cios w okolicę karku, pozbawiający narwanego delikwenta przytomności. Jeżeli potencjalnie walczyć z jeszcze jednym oponentem, wpierw wypadało któregoś wykluczyć na dobre. A Pan latający? Miał się świetnie, nie licząc kłopotów ze wstaniem i utrzymaniem pionu. Nie dość, że zawiany z przyczyn procentowych, to jeszcze nawiedziły go gwiazdki z nieba, a w uszach dudnił świergot ptaszków. MG rzekłby, na tę turę jest spokój. Realizm za to kazałby zakwestionować gotowość spitego chłopa do kontynuacji utarczki – gdyby odrzucić wszelkie złośliwe czynniki.
Obyty z bronią, kamrata na łajbie. Sprałem ci kolegę od tamtej łódki? Racz wybaczyć, miła pani, lecz jak wcześniej niemo padło, Eredin nie był wybitnym w dialekcie norweskim i operował, w tym wypadku, na poszczególnych słówkach – pomijając to co nie chciało łączyć się w całość.
- A czy to ważne? Szczególnie gdy panuje susza? - odparł, choć wyraźnie było słychać, że do tutejszych mu daleko. Przez suszę rozumiał brak alkoholu, tylko brakowało mu paru innych słówek do poprawnego zwrotu. Może to wyjaśniało tę cholerną, ciemną maskę? Tudzież tylko udawał i skrywał tożsamość, bo coś nabroił i wolał nie rozmawiać ze strażnikami lub innej maści gwardzistami możnego lub króla? Przy okazji, istotny detal, skoro wspomnieliśmy o złośliwościach. Kmieć co w japę dostał, od latania po ścianach, właśnie darł się w kierunku swoich ziomków, panów biesiadujących poza budyneczkiem. Czy byli rodowitymi, wojowniczymi wikingami? Nie, ot zwykli wieśniacy, lecz z wyraźnym zacięciem do pomszczenia krzywdy swojskiego sąsiada. W dużym skrócie, White – nie oferuj miejsca na łajbie, gdy trzeba tłumić powstanie dziesięciu chłopa. Czterech szło ochoczo z pięściami, trzech rwało sztachety i zaraz dołączy do zabawy, a pozostali chwytali za typowo rolnicze narzędzia. Lecz zachowajmy się zgodnie z etykietą, paniom w tym ambarasie pierwszeństwo: wyrównasz szanse czy wbijesz Panu Gadzie Oczka szpilę w zad?

Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
Ani trochę nie przejął się tym, iż jeden z panów został pozbawiony przytomności.uznala to wręcz za rzecz logiczną. Nieznajomy jej nie znał i nie wiedział, czy i ona zaraz się na niego rzuci czy też nie. Co prawda ona nie miała zamiaru tego robić,mi ale skąd by miał i tym wiedzieć. Sama zapewne postąpiłaby podobnie. Czym szybciej unieszkodliwi się jednego tym łatwiej rozprawić sieni z drugim. Życie trza sobie ułatwiać a nie utrudniać przecież. Afera miała i tak się rozkręcić ze względu na pana, któremu nieznajomy pomagał w nauce latania. Aż szkoda, że mocniej nie walną w tą ścianę. Można by było wtedy liczyć na utratę przytomności.niestety tak to nie zadziałało. No nic. Może innym razem się uda.
Frigg uniosła delikatnie brwi nie o zaskoczona akcentem mężczyzny. Tego jeszcze nie słyszała. Szczerze mówiąc, to nawet nie spodziewała się tutaj kogoś spoza kręgu tutejszych chłopów i załogi ich łajby. Po słowach mężczyzny zrozumiała również, iż chyba nie do końca zrozumiał o co jej biega. To nic. To się da naprawić. Od owych przemyśleń wyrwał ją jednak tłumek zbliżających się chłopów. Pokręciła głową z niedowierzaniem. No serio? Magicznie postanowiła dać znać swojemu mentorowi, że mają imprezkę przenieść na zewnątrz. A przynajmniej niech on wypełznie popatrzeć. Co do oferowania miejsca na łajbie... No cóż,oferowała to za nim przybyło pospólstwo więc proszę jej tutaj za to nie ganić. Dopiła piwo na szybko, a i mentor - kapitan łajby się zjawił z kilkoma panami do towarzystwa. Szybka wymiana spojrzeń. No to chwileczkę jednak poczekają by popatrzeć co nieznajomy potrafi. Jeśli będzie nieźle sobie radził to go wspomogą. A jak nie, to go zostawią na pastwę losu chłopów. Choć nitkę mieli we krwi, to jednak mieli w tym wszystkim interes. Szukali w końcu kogoś,kto zastąpi ich poległego w walce kolegę. Nie bądź Panie Gadzie Oczka na nich zły. Tak naprawdę to sam wpakowałeś się w kłopoty więc ogólnie nie mieli zbytnio powodu,aby stanąć po twojej stronie. Nie ważne czy czarownik czy też nie. Co prawda Frigg strasznie korciło wyżyć się na chłopach, no ale kapitan decyduje.

Eredin

776


187 cm


Discipline leads to Victory






[Cytuj]
Multikonta: Damien C. Ashdown, Lycande
Gadzie Oczka same wpakowały się w tarapaty? Nonsens! Jedyne czego Eredin chciał, to łaskawie napić się czegoś i usnąć w jakimś ustronnym miejscu, a że ówczesne tawerny były jakie były – perspektywa nocki w chlewie nie była wcale taka zła. Przy odrobinie szczęścia i pomyślnych zbiorach, jakieś sianko powinno się znaleźć, a poranna kąpiel – wszakże do wody rzut kamieniem – szybko zmyje ewentualne niespodzianki. W dodatku napędziłby gospodarkę, pieniądze nie śmierdzą, a że tutejsi szukali guza. Hej! Miał, po chrześcijańsku, nadstawić policzek? Nie, bardziej preferował – również z tego samego kręgu religijnego – urządzić im krucjatę. Cel miał wzniosły, a przemoc była wpisana w przedsięwzięcie.
Czarownik westchnął i zaraz wziął w rękę pierwszą z lepszych groźniejszych rzeczy, która walała się po okolicy. Ni to włócznia, ni harpun – zawodowcy powiedzą, przyrząd do łapania większych ryb, w mniej wyrafinowany sposób. Eredin stwierdzi – da się tym rzucić. Ponoć to głupota, pozbywać się broni, lecz od czegoś miał jeszcze swoje ostrze oraz to drugie, porzucone po poprzedniku. Rezultat był jeden, „dzida” wbita w cudzą nogę, prosto w udo – a bez pomocy medycznej, o ile kogokolwiek stąd można tak określić – kogoś czeka droga do niebios. To nie penetracja jest problemem, tylko to co mogliby zrobić nieudolni asystenci. Poszarpcie trochę, wyciągnijcie obiekt z ciała, uszkodźcie tętnicę, śmiało. Dalsze rezultaty? Ranny ryczy, kolega obok spogląda przerażony na ranę, pozostali nieuzbrojeni nie kwapią się z rzuceniem na kogoś stojącego z nonszalancją i własnym ostrzem. Logika jest prosta: czym mieli zatrzymać żelazo, siłą woli?
To uzbrojeni byli większym kłopotem, jeden z sierpem, drugi z widłami, trzeci z młotkiem kowalskim. Koreańczyk nie czekał aż raczą go otoczyć i wyszedł im naprzeciw – szczególnie że trio od sztachet miało problem z ich wyrwaniem, to pewnie wina alkoholu – trzeźwość to prawie cheat. Uniknął oczywistego pchnięcia i wykonał półobrót, zaraz podcinając nóżki rzemieślnikowi. Krew się polała, biedaczek się przewrócił. Do wesela się zagoi, cięcie nie było wystarczająco głębokie do okaleczenia, choć bez szczerej motywacji ten pan raczej tu sobie nie pobiega. Na reakcję „włócznika” nie czekał i od razu skrócił do niego dystans, po czym przywalił mu w głowę głowicą. I wreszcie człek z typowo rolniczym narzędziem, które starło się z ostrzem i po czymś w rodzaju obrotu, zostało wytrącone z rączki. Chwila niedowierzania tam, czubek miecza w tym czasie ląduje na czyimś gardełku. Coś łatwo mu poszło – powie złośliwiec. Człowieku, posłałeś trzech podpitych wsioków na kogoś mającego 95 lat doświadczenia w boju i kolejnych 40 w pamięci mięśniowej – czego się spodziewasz? Z trzeźwymi rycerzami, tudzież wikingami, miałby problem – nawet nie spróbuje zaprzeczyć.
- Bu! - warknął na trzymanego na muszce i ruszył sugestywnie głową: spierdalaj z oczu nim zmienię zdanie. Ponoć jego gestykulacja jest tą uniwersalną i nie miał tu na myśli wyłącznie realiów europejskich. Ciąg dalszy? White, może ty mi go podyktujesz? Jeden ciężko ranny w głowę i trzech którzy widzieli to zajście, nieuzbrojonych. Dołącz do tego pokaz zaserwowany przez zamaskowanego, który w tyn czy inny sposób uziemił kolejną trójcę (nie)najświętszą. Pójdą po rozum do głowy i stwierdzą, że to zwykłe nieporozumienie które można dokończyć przy kuflu czy będą dalej iść w zaparte?

Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
Picie piciem, spanie spaniem. Wyszło jak wyszło. Kłopoty go znalazły nawet jeśli sam takowych nie planowało. No ale nie oszukujmy się, kłopotów nigdy nie szuka się raczej specjalnie. To one zawsze znajdują sobie ofiarę. Tym razem trafiło na Eredina, który to chciał tylko napić się mocniejszego od zwykłej wody trunku. Załoga stała i przyglądała się całemu zajściu. Ogólnie nie mieli nic do tutejszych, ale zarazem nie łączyło ich nic, co by wskazywało na mieszanie się w jedną, czy też drugą stronę. Ot mogli sobie popatrzeć. Pokrzyczeć i po dopingować to jedną to drugą stronę. Pijanym wikingom było jak najbardziej w smak, że przelewała się cudza krew i to nawet nie oni do tego doprowadzili. Imprezka częściowo przeniosła się jak widać na zewnątrz. Frigg stała w lekkim rozkroku z założonymi rękoma. Kapitan ich łajby stał obok niej obserwując całe otoczenie. Uważnie oczywiście przyglądał się czarownikowi. Trzeci z ich rasy na pokładzie... Mogłoby być ciekawie. Może powstałby nawet plan, by zrobić załogę z samych wiedźmoków? To by było ciekawe nie sądzicie? Jednak chyba byłoby to zbyt wiele. Wydawanie rozkazów czarownikom było trudniejsze niż zwykłym ludziom. Jeszcze jak miał przy sobie tylko uczennicę to spoko. Jeden dodatkowo, da radę ogarnąć. Jednak już w większej liczbie... To mogłoby być już bardzo problematyczne. Szkoda łajby na ich ekscesy.
Nikt od nich nie rwał się na pomoc rannym wieśniakom. Sami zaatakowali mężczyznę. Doigrali się na własne życzenie. Skoro dwóch powalił ot tak, to i logiczne, że z resztą sobie poradzi w ten czy inny sposób. Nie ważne, że pijani to i trudniej im było. Chcieli to mają. Takie życie. Narwańcy zawsze płacą swym życiem prędzej czy później. Mieli po prostu pecha. Dla samych wikingów była to piękna akcja. Szukali nowego kamrata by móc wypłynąć dalej i oto Los sam go im podrzucił.
Garstka chłopów, która stała o własnych siłach, bądź też dobiegła akurat w tym momencie zaczęła pokazywać gestami, że wystarczy. Można uznać, iż wywiesili białą flagę i pośpiesznie zaczęli zbierać rannych kolegów z ziemi. Ktoś wołał o uzdrowiciela. Ktoś już wsiadał na konia by po niego popędzić. Chór wikingów rozbrzmiał tryumfalnie bijąc brawa, krzycząc i wznosząc toasty. Frigg stała wciąż w miejscu obserwując. Kapitan zaś podszedł do mężczyzny i dłonią wskazał by opuścił broń. Zabrał od kogoś kufel z piwem i wcisnął mu w dłonie klepiąc po ramieniu zadowolony. Kamraci Frigg zaczęli ochoczo wracać do zabawy wewnątrz budynku. Dopiero wtedy kobieta podeszła bliżej.
- Hadvir. - pokazał wpierw na siebie, a potem na swą uczennicę. - Frigg. A ty? - zapytał mężczyznę pokazując dłonią ostatecznie na niego samego. Później miał zamiar dowiedzieć się w jakim dokładnie języku rozmawia. Hadvir znał wiele języków, więc może udałoby się jakoś dogadać bez zbędnych nieporozumień. Frigg zaś obserwowała spokojnie.

Eredin

776


187 cm


Discipline leads to Victory






[Cytuj]
Multikonta: Damien C. Ashdown, Lycande
Załoga złożona z samych wiedźmoków, ciekawa koncepcja pod względem siły ognia, katastrofalna gdy szło o utrzymanie wszystkich w ryzach. Ponadto musieliby łupić same okręty transportujące najcenniejsze kruszce, jedwabie i przyprawy, w przeciwnym wypadku zarobek byłby niewspółmierny do czasu i wysiłku. Już lepiej utworzyć flotyllę i rozdzielić magów pomiędzy poszczególne jednostki, z jednym wyjątkiem – przecież Koreańczyk nawet miotły nie byłby w stanie zakląć. Przynajmniej taki miałby kursy myślowy, bo w praktyce wolał po prostu otrzeć ostrze o koszulę jednego z narwanych chłopów – narwanych, lecz w końcu oprzytomniałych i rozumiejących, iż rzucili się na nie tę przybłędę co trzeba. Odprowadził ich wzrokiem, tak aby przedwcześnie nie pokazać pleców i nie musieć wydłubywać z nich wideł – o ile w ogóle dożyłby tej chwili.
- Eredin. Z kiepski norweski. Strasznie przyjacielskie gromadka - odparł, niby nie do końca poprawnie z krótkim zdankiem, lecz to faktycznie oddawało poziom opanowania języka. To nic więcej jak coś w rodzaju drobnego ostrzeżenia, chcesz rozmawiać, licz się z barierą. Zaś wręczony kufel z napitkiem, tylko głupiec by nie skorzystał i nie zwilżył warg, tym bardziej że to stwarzało okazję do wcale nie takiego bezczelnego zerknięcia na towarzyszącą mężczyźnie pannicę. Jak to mawiają Anglicy: checking assets. Zarazem oceniał, z kim miał do czynienia – kontynentalni? Rdzenni Nordowie? Niby nielogiczne, lecz biorąc pod uwagę, iż sam reprezentował mniejszość azjatycką-zamaskowaną, kto wie? - Angielski, francuski, ruski, łacina? - zaryzykował, cóż mu szkodziło, a te dialekty znał zdecydowanie lepiej. Pominął przy tym rodzime, z pozornie oczywistych względów. Lepiej wyczerpać wszystko opcje i pozostawić mniej obeznane dialekty na ostatnią linię obrony.

Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
Kapitan owej załogi nawet nie myślał o flotylli. Utrzymanie w ryzach wikingów bywało problematyczne, co mówić o flocie złożonej z czarowników dowodzących innymi wikingami. Nah. To było po za nim. Nawet nie potrafił sobie tego wyobrazić, a i nie był na tyle narwany, by bawić się w przywódcę takiej armii. Wolał kameralnie. Tak jak było obecnie było dla niego idealnie. Przynajmniej łupy łatwiej było mu dzielić. Z całą flotą byłoby już problematycznie.
Hadvir kierował ich nieco wolniejszym krokiem w kierunku budynku. Załoga już zdążyła powrócić do wnętrza i zacząć hucznie imprezować jak to na nich przystało. Frigg dała się w pewnym momencie wyprzedzić zamykając owy pochód. Eredin miał więc możliwość obejrzenia jej zarówno od przodu jak i od tyłu, gdy ją mijali. Kapitan przystanął jednak nie pozwalając jej na samotną wędrówkę za nimi. Przywołał ją dłonią by podeszła bliżej. Spojrzał na nowego towarzysz.
- Rosyjski będzie najlepszą opcją. Frigg też zna ten język, więc łatwiej będzie się nam porozumiewać właśnie w nim. - powiedział już po rosyjsku i zgarnął kobietę ramieniem przyciskając ją do siebie. Z kufla, który trzymał, chlusnęło piwo wprost na dekolt biednej Frigg, która warknęła na własnego mentora. Ten z rozbawieniem znów ją uścisnął, przez co manewr się powtórzył. Blondynka westchnęła ze zrezygnowaniem, a Hadvir spojrzał na Eredina wyraźnie rozbawiony.
- Potrzebny nam nowy kompan, dołączył się do naszej wędrówki i wojaczki? - zapytał wprost. Wciąż stali przed wejściem. Tu było ciszej więc i łatwiej było rozmawiać. Czarownica w tym czasie zrezygnowana spojrzała na swój dekolt stwierdzając, że będzie musiała potem czmychnąć na małą kąpiel w morzu. Nie lubiła uczucia lepienia, a piwo właśnie to zapewniało.

Eredin

776


187 cm


Discipline leads to Victory






[Cytuj]
Multikonta: Damien C. Ashdown, Lycande
Panie Kapitanie, bez paniki, istniał jeszcze jeden wyższy poziom trudności, znacząco przebijający choćby i Czarowników-Wikingów – kontroluj waść flotyllę złożoną z polskich polityków-rycerzy-szlachiców. Przed takim wyczynem Eredin chyliłby czoła i walił pokłony częściej aniżeli wyznawcy Islamu dla Allaha. I bez obaw, Koreańczyk raczył przyjrzeć się dyskretnie Pannicy i z przodu i z tyłu, z naciskiem na to drugie i tam gdzie odzienie szczególnie mocno podkreślało krągłości – wszakże należał do koneserów stawiających je ponad dekolt – nie aby nim gardził.
- Doskonale - mruknął pod noskiem, w należytym rosyjskim, jak na obecne czasy przystało. Nie mógł przy tym nie zachichotać gdy tylko ktoś zaczął padać ofiarą zamoczenia pewnych części ciała. To, niemalże tak jak darmowe piwo, prawie usunęło pamięć o wcześniejszym incydencie – rzadka to rzecz, gdy broniący pierwszy odpuszczał to całe nieporozumienie. Młodość zaiste rządziła się swoimi prawami, przynajmniej ta względna, bo jak na Długowiecznego to specjalnym starociem nie był. Co innego w przeliczeniu na ludzkie.
- Zależy od waszych wewnętrznych zasad, zasadzie podziału łupu i następnego celu wyprawy. Czas to pieniądz i lepiej nie marnować go na drobne - odparł, przechodząc do sedna sprawy i samych warunków współpracy. Z wojaczki dla zasady zdążył wyrosnąć, o ile kiedykolwiek raczkował na tym etapie. Wszakże jeśli już przelewać krew, to tak aby się opłacało i dało się później przekupić ewentualnych mających wątpliwości – nazwijmy to łapówkarstwem. O wydatkach na sprzęt, zaopatrzenie i jakimś zysku już nie wspominajmy, to oczywistość. Przyziemny i młody Podziemny mógł robić wpierw na tyle aby przetrwać, później apetyt rósł w miarę jedzenia. Zaś on? Powiedzmy, że wolał mieć kwotę oraz sposobność do inwestycji w przyszłość. Sam był bezpłodny, więc niechaj pieniądz raczy się rozmnożyć.
Dla rozluźnienia atmosfery, uderzył jeszcze swoim kuflem w ten kapitański, tak aby kolejne kropelki poleciały jeszcze na czyjąś skórę i ubranko. Ups – mniej więcej coś takiego ewentualnie byłoby komentarzem, oczywiście niewypowiedzianym – zaś uwaga Eredina była dziwnie skupiona na samym mężczyźnie. Wszakże nie wypada korzystać z dobrodziejstw własnych oczek tak od razu...

Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
Prowadzenia takiej załogi to już na bank nasz drogi kapitan by się nie podjął. Już wolałby zginąć od miecza niż zwariować przez wspomnianą bandę. Kierowanie nimi byłoby masochistyczną torturą własnego zdrowia psychicznego. Co jak co, ale na takie zabawy to się nie pisał, więc z dala od niego w ogóle z takimi pomysłami, którymi stanowczo powiedziałby NIE. Gdyby miał wybór między flotą z czarowników, a bandą kretynów, to wolałby czarowników i zdania by nie zmienił. Zawłaszcza, że bałby się o pozostanie jedynie jako jednostka pokazowa, a nie decyzyjna, bo znalazłby się jakiś kociarz, który potajemnie zabrałby mu stery. Chociaż znając życie, to i by owy typek to by się nie krył z tym, że owe stery zabrał, tylko wszystkim pokazał środkowy palcem.
Na zapytanie o wewnętrznych zasadach, podziale łupów Hadvir rozbudził się już całkowicie. Ten jak się rozkręcił, to niczym karabin maszynowy trajkotał. Zaczął opowiadać dokładnie co i jak u nich działa. W jaki sposób do tego podchodzą, jak się dzielą i jakie miejsca obierają by owy łup był jak największy. Oczywiście wszystko dyktowane tak, by jak najbardziej skusić mężczyznę do przyłączenia się do ich zgrai. O sprzęt i zaopatrzenie jako tako martwić się nie musieli, ponieważ wioska skąd się wywodzili im to zapewniała. Większość wędrowała tylko dla wojaczki i samej chwały, co Hadvir najzwyczajniej w świecie wykorzystywał, by drogocenne łupy zgarnąć w większości dla tej dwójki. No tu podział byłby już na trzy, ale i tak zarobek bardziej niż przyzwoity. Reszta załogi zadowala się tym, że ma jak się bawić a i coś przyniesie do domu, by rodzinka miała za co zakupować lepszej jakości towary potrzebne do ewentualnego polepszenia komfortu życia. Wciąż jednak jakoś byli tak nakręceni, że na wiele rzeczy nie zwracali uwagę. Oczywiście nie o wszystkim kapitan mówił, bo nie wypada wszystkiego przecież doradzać, prawda? Najważniejsza wiedza została przekazana, a to się głównie liczyło.
Frigg stanowczo była niezadowolona widząc, a raczej czując jak kolejne krople piwa wpadają jej do dekoltu. Wywróciła teatralnie oczętami. Spojrzała krytycznym wzrokiem na nowego towarzysza by zaraz wyślizgnąć się z objęć swojego mentora. Skoro i tak on już w najlepsze sobie paplał, to nawet nie zwrócił uwagi, że ta mu zwiała. Wykorzystując moment nieuwagi ruszyła w stronę morza zgarniając wcześniej jakiś kufel z piwskiem. Z budynku zaś wyskoczyło kilku towarzyszy chcąc zgarnąć obu panów do środka właściwie nie czekając na podjęcie decyzji przez Eredina. Krzyknęli również za oddalającą się kobietą, jednak ta w odpowiedzi machnęła dłonią by jej odpuścili i zeszła na plażę.

Eredin

776


187 cm


Discipline leads to Victory






[Cytuj]
Multikonta: Damien C. Ashdown, Lycande
Karabin maszynowy, to jakiś nowy rodzaj kuszy samopowtarzalnej? Spytałby Eredin, gdyby tylko usłyszał to porównanie na głos. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę potok słów Kapitana, zapewne i tak machnąłby na to ręką. Oczywiście, w sposób symboliczny, wszakże nadążyć za jego wywodem to prawdziwa sztuka, równie wielka co wojaczka. Starał się wyłapywać co najważniejsze, głównie tyczące się potencjalnych liczb i ich dzielników – i tyle mu wystarczało. Skinął więc głową, mruknął że mają ugodę – byleby tylko facet od formalności w końcu zmienił temat. Zaś porwanie przez resztę na piwo? Nietaktem byłoby odmówić choć jednego kufla – nie więcej, wszakże musiał jeszcze zaopatrzyć się w prowiant na drogę i dla siebie. Z tego powodu dość szybko wyślizgnął się, wcześniej prowokując dwójkę panów do cnego pojedynku, opartego o siłowanie się na rękę.
Po wyjściu z tawerny, raczył odwiedzić parę miejsc – rybaków i rzemieślników którzy byli jeszcze na nogach. Widok handlu tych niepotrafiących się zrozumieć musiał być naprawdę uroczy, lecz w końcu z każdym z nich doszedł do porozumienia – wskazanie na towar i ukazanie monety robiło swoje. Wszakże trochę drobiazgów przyda się, nim nie dane im będzie pożyczyć niezbędne rzeczy, od lokalnych, bezterminowo. Z kolei ostatnią czynnością, na jaką skusi się przed jutrzejszym wypłynięciem, była kąpiel. Wypadało skorzystać z okazji, gdyż później będą kusić się jak ogórki na łajbach – a wtedy i w czasie grabieży, trudno o zachowanie standardu higienicznego. Tym samym miał zamiar skorzystać z dobrodziejstw morza.
Biedny, wybrakowany Czarownik, który nie zdawał sobie sprawy z pewnej wycieczkowiczki. Wszakże dobrodziejstwo fal wymagało zdjęcia rynsztunku, ukazania światu swego ciała – mięśni, blizn – a także zdjęcia maski. A trzeba wiedzieć, nietypowy z Eredina jegomość. Jak wielu Koreańczyków stąpało po Norwegii, w tej chwili i do tej pory? I ze względu na piękne czasy, to i włosy miał dużo dłuższe. A teraz proszę sobie go wyobrazić, smaganego wilgocią. Oby pewna płochliwa niewiasta nie znajdowała się w okolicy...

Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
W tym samym czasie, co Kapitan paplał o formalnościach i zagadywał nowego członka załogi, White zeszłą na plażę. Już jej na ten dzień wystarczyło atrakcji. Przysiadła sobie więc na wilgotnym piasku nad brzegiem morza gapiąc się w dal i popijając alkohol z kufla. Ponieważ była młodą czarownicą zawsze szukała sobie momentu, gdzie mogła uspokoić własne myśli. Nie potrzeba było przecież nikomu problemów związanych z jej nagłym wybuchem. Co prawda przeszłą już odpowiednie szkolenie udzielone jej z rak Hadvira, jednak wciąż bywały momenty, gdzie po prostu za bardzo ją ponosiło. Z tego też względu wolała zawsze znaleźć odrobinę tego czasu na wyciszenie. A że aktualnie była ku temu doskonała okazja, tak postanowiła po prostu z niej skorzystać.
Wyrównanie oddechu, oczyszczenie umysłu, spokojna obserwacja otoczenia i sączenie piwa. Cisza, spokój. Tylko w oddali było słychać odgłosy radosnej imprezy odbywającej się w pobliskiej gospodzie, a z drugiej strony szum fal. Nie liczyła ile czasu tam spędziła. Wiedziała jedno, piwo jej się już skończyło, a i robiło się co raz później. Powoli, jakby od niechcenia rozplątała swe włosy z misternie plecionych warkoczyków. Jak już uporała się z z tym, tak zajęła się zdejmowaniem reszty odzienia. Nie przejmowała się tym, czy ktoś ją zobaczy czy też nie. Od wielu lat żyje wśród samych mężczyzn, więc już była przyzwyczajona do nagości. Co prawda jeśli któryś za bardzo sobie pozwalał, to szybko obrywał, jednak już od dawna ją nie peszył męski wzrok. Z resztą szło to też w drugą stronę. Można rzec, iż jak na jej gust za duzo się naoglądała, zwłaszcza, że jednak większość panów z załogi było starszych od niej. Nie miała więc takiej zbytniej przyjemności z oglądania ich. Może i w większości umięśnieni, ale jakoś jej wzroku nie przyciągali.
Czy nasza pannica zwróciła uwagę na przybysza? Nie. Ona już w wodzie siedziała, a właściwie leżała. Wynurzyła się z wody zaczesując palcami długie do pośladków włosy. W końcu czuła się czysta. Piwo się już do niej nie lepiło, a i umysł miała oczyszczony. Powoli odwróciła się w stronę brzegu by wtem zauważyć nagiego Eredina. Trzeba przyznać, że nieco ją zamurowało. Stała bokiem do niego spoglądając wyraźnie zaskoczona. Co jak co, ale akurat nowego kompana się tutaj nie spodziewała, a już na pewno, że właśnie tak wygląda. Jego uroda była zupełnie inna niż tych, których znała do tej pory. Pierwszy raz od dawna poczuła zakłopotanie. Przyglądała mu się tak, jak kilka minut temu w szumiące morze. Wzrokiem badała wręcz jego ciało nie potrafiąc się od tego po prostu oderwać. Jego uroda była dla niej po prostu niespotykana, a zarazem straszliwie pociągająca. Jedna z fal obudziła ją ze swoistego letargu, bo o mało jej nie przewróciła podcinając nogi pod kolanami.

Eredin

776


187 cm


Discipline leads to Victory






[Cytuj]
Multikonta: Damien C. Ashdown, Lycande
I pomyśleć, że cała sytuacja która zaraz się rozegra, wyniknie z powodu zwykłego nieporozumienia i złośliwości losu – wraz z dodatkiem warunków panujących na zewnątrz. Wszakże było wyjątkowo ciepło, jak na norweski późny wieczór, łamane przez wampirze przedpołudnie. Widoczność była nie najlepsza, jeżeli doszukiwać się źródeł światła innych aniżeli księżyc, świece i pochodnie w okolicy wioski. Trudno więc było poczciwej Gadzinie dostrzec kąpiącą się w morzu niewiastę – szczególnie że ta jak sama wspomniała – w wodzie siedziała, a właściwie to leżała. I jako że pozakulisowy rzut kosteczką na spostrzegawczość dał wynik: 1 - nieszczęśnik nie dostrzegł Czarownicy w porę. Tym samym pozostawał jej całkiem niezły widoczek na całokształt wtedy jeszcze Ifryta – a jak przystało na kogoś kto nie mógł oszukiwać i musiał oprzeć wojenne rzemiosło przede wszystkim o własne ciało – ponoć wyglądał apetycznie. Czego jednak nie szło wychwycić? Blizn które go przyozdabiały:jedna na lewej piersi, druga na prawym boczku, trzecia na lewym ramieniu i czwarta gdzieś na lewej nóżce.
Czyżby ktoś nie miał okazji do obserwacji Koreańczyków? Ponoć dobrze byłoby to wykorzystać w pełni, szczególnie że ten osobnik był odpowiednio większy aniżeli przeciętny obywatel wspomnianych ziem. Nie żeby i urocza White niejednego woja nie przewyższała. Niemniej, długie wpatrywanie się w końcu miało swoje skutki, ktoś został na tym przyuważony, w chwili gdy i morze postanowiło szturchnąć tę korzystającą z jego dobrodziejstw. Niechaj jego myśli pozostaną tajemnicą, choć drobny i szelmowski uśmieszek co nieco musiał opisywać. Bądź co bądź, gapowiczka w negliżu i tarapatach to uroczy widok. Powiedz mi, wolałabyś żeby krzyknął coś w twoim kierunku – kto wie czy jakiegoś diabelstwa i wsiowych apiów nie sprowadzając – czy też raczył zbliżyć się wpierw w milczeniu?
Nie traktuj tego jako coś wiążącego, gdyż osobiście odpowiedział na ciebie i skusił się na drugą opcję. Bez obaw, woda sięgała mu do pasa, tak więc aż tak nie powinien cię gorszyć. Co innego pewne rysy ciała, które układały się w apetyczną literkę „V”, w odpowiednim i dobrze nam znanym sektorze. Tak więc podziwiaj, tudzież zachowaj dyskrecję – jego oczka starannie cię taksowały, z naciskiem na stalowo-szare ślepka, którymi go tak ochoczo pożerałaś.
- Mam nadzieję, że na łajbie zachowujesz większą stabilność aniżeli w morzu - odparł zaczepnie, jak na ironię wpatrując się tam gdzie mało kto byłby w stanie – nadal na jej twarzyczkę, bez przerywania kontaktu wzrokowego. To nic więcej jak drobna zaczepka, a chyba lepiej wypowiadać ją z mniejszej odległości, nieprawdaż? Zaś skrępowania ogółem sytuacji nie miał żadnego, nic co ludzkie nie powinno być zwłaszcza Czarownikom obce. - Nie lubisz biesiad? - spytał nonszalancko, jak gdyby nigdy nic – bo wcale nie rozmawiał z peszącą się pięknością...

Frigg White Hareksdottir

658


182 cm

Hmmm?






[Cytuj]
Multikonta: Estera, Mia
Milusio, cieplusio, a i jak wzmianka była o księżycu, no to dawał światłą niewiele. DO pełni stanowczo daleko, bo nawet jeszcze nowiu całkowicie nie zdążył osiągnąć. Ot, cieniutki sierpik widniał na rozgwieżdżonym niebie. Nie ma co się dziwić, że więc i fale niewiele owego światła odbijały. Gdyby to była pełnia, no to wtedy byłaby zupełnie inna gadka. Dość światła by przecież nasz srebrzysty przyjaciel. W danym jednak momencie było jak było. Dość ciemno. Oczywiście fakt, iż brakowało owego świtała, było jedynie plusem dla kąpiącej się niewiasty. Idealny moment na samotną kąpiel bez niepotrzebnego widowiska. Czarownica miała nieco więcej możliwości, bo długość czasu nim ją dostrzegł, był wydłużona. Jednak jak już wcześniej zostało to wspomniane, brak oświetlenia utrudniał dostrzeżenie wielu dodatkowych elementów, znajdujących się na wyrzeźbionym od wojaczki ciele.
Tym razem morze nie sprzyjało kobiecie. Musiało ją szturchnąć w najmniej odpowiednim momencie. Z trudem utrzymała się na nogach wystawiając prawą nieco bardziej do przodu by nie dać się przewrócić przewrotnej wodzie. Cicho przy tym pisnęła, bo rozbryzgująca się o nią woda smagnęła ją po plecach niczym pejczyk. Wyjęła się przez to delikatnie, uwydatniając przy owej okazji swe piersi bardziej do przodu. Zakłopotana wiedźma strzeliła buraka na twarzy. Na szczęście z powodu mroku nie był on widoczny. Chociaż tyle pora dnia jej sprzyjała.
Ponieważ mężczyzna znajdował się niezwykle blisko blondynki, ta postanowiła ograniczyć swoje wzrokowe wycieczki. Skupiła się bowiem na jego twarzy, pilnując się przy tym by nie spoglądać niżej. Jak dla niej było już wystarczająco niezręcznie. Musiała przyznać sobie w duchu, iż dawno nie czuła się tak dziwacznie. Cicho prychnęła w odpowiedzi. Skrzyżowała ręce na piersiach, dzięki czemu je zakryła chociaż częściowo. Stanęła nieco pewniej, uwzględniając przy tym ewentualne uderzenia fal.
- Przekonasz się na drakkarze. - mruknęła niezadowolona po rosyjsku delikatnie odwracając głowę, co i spowodowało utratę kontaktu wzrokowego. - To nie tak, że nie lubię. Wciąż uczę się panowania nad emocjami i magią. - mruknęła znów nieco zmieniając pozycję. Pech chciał, że przez jej rozkojarzenie wywołane obecnością seksownego Koreańczyka, kolejna większa fala wepchnęła ją na mężczyznę, gdy tylko ta zdążyła odwrócić się do niego tyłem.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo