Prudence Lavoie

22 lata


159 cm


o








Multikonta: Brak
Prudence Lavoie
Metryczka


Imię: Prudence
Nazwisko: Lavoie

Data urodzenia: 06/06/1998
Miejsce urodzenia: Les Mayons, Francja

Wiek: 22
Wzrost: 159 cm
Waga: 48 kg

Rasa: Wilkołak

Przynależność: Wilczy Azyl
Wizerunek: Taylor LaShae

Charakter

Z perspektywy czasu na wszystko spoglądamy inaczej, wysuwamy wnioski i uczymy się na błędach. W przypadku Prudence sytuacja wyglądała trochę odmiennie. Gdy zdawało się, że okres buntu zaczął jej mijać, hormony się uspokajać, a sama zrozumiała, że atmosfera w domu zależy też od niej, a nie tylko od rodziców, znów się zmieniła, a raczej powróciła do stanu poprzedniego. Jakby coś ją opętało. Albo miała w sobie wewnętrzną bestię. Potrzebowała trochę czasu, żeby zrozumieć swoją drugą naturę. Zazwyczaj pełna energii, czerpiąca z życia ile się da i dość impulsywna, wpierw robiąca, a potem myśląca, bywa to jednak problematyczne, zwłaszcza, że jako wilkołak miewa problemy z trzymaniem emocji na wodzy. Chociaż zdarza się, że ogarnia ją cisza i spokój – to jednak rzadkość. Z natury nigdy nie należała do typu samotnego wilka, lubi ludzi, można by powiedzieć, że często sama się prosi o czyjąś uwagę, nie potrafi sobie wyobrazić życia w samotności. Jest też dosyć ciekawa. Przynajmniej tym będzie się tłumaczyć, gdy wejdzie gdzieś, gdzie nie powinna lub przywłaszczy coś sobie. Lubi rywalizację, tą zdrową, nie wybucha gniewem, gdy coś się jej nie uda, stara się jednak popracować nad tym, by stać się lepszym.
Biografia

Ojciec, były wojskowy, trzymający dom twardą ręką. Matka, szara myszka z ambicjami niewychodzącymi poza bycie kurą domową. Córka, robiąca wszystko po swojemu, nawet – albo zwłaszcza wtedy – gdy wie, że skończy się to źle. Idealny przepis na nieidealną rodzinę, pełną kłótni, zakazów i nakazów (ze strony ojca), ignorowania problemów (ze strony matki), fochów i trzaskania drzwiami (ze strony córki).
Chociaż, jak twierdzi matka, a właściwie Ann z domu Marlow, której lata temu serce skradł Aurèle Lavoie i zabrał ją z Anglii do Francji, ojciec był kiedyś łagodniejszy, a córka była jego oczkiem w głowie, tylko gdy podrosła, to chciał, aby wyszła na ludzi, więc dlatego zrobił się surowszy... A zresztą każdy może wypić kilka piw dziennie, a to, że czasem zrobi awanturę, to nic, mąż sąsiadki to do Kościoła nie chodzi, więc niech Prudence tak nie wydziwia, tylko się cieszy, że ma dach pod głową, ot co.
Ojciec chciał przelać na nią swoje niespełnione ambicje; według niego we wszystkim musiała być najlepsza, przede wszystkim w szkole, a przy tym grzeczna, cicha i ułożona, co tym bardziej nie podobało się dziewczynie, która powoli wkraczała w wiek nastoletni i okres buntu, więc nie zamierzała się słuchać. Różnego rodzaju zgrzyty były na porządku dziennym. Niektóre z zajęć dodatkowych, które wymyślił dla niej rodzic, całkiem się jej podobały, jak na przykład akrobatyka, ale tak z zasady nie pokazywała tego po sobie.
Z tego okresu najlepiej wspomina wyjazdy do rodziny matki w York. Owdowiała babcia zawsze cieszyła się na wakacyjne wizyty swojej jedynej wnuczki. Stephanie to była jedyna osoba, której Prue bezwzględnie się słuchała. I tak głównie wyglądały jej młodsze lata: robienie sobie na złość z rodzicami, wyjazdy do babuszki, i tak w kółko.
Hormony zaczęły jej się powoli uspokajać wkrótce po ukończeniu siedemnastu lat Z rodzicami już się lepiej dogadywała, przez co pozwalali jej na więcej rzeczy. Jedną z tych rzeczy był biwak na wzgórzu, niedaleko lasu, samo dotarcie tam autobusem zajmowało jakieś 2,5 godziny. Oczywiście, trochę im nakłamała, że jedzie tam z koleżankami, bo samej by jej nie puścili. Prue nie widziała w tym nic strasznego, no bo co się jej może stać?
Stanęła na wzgórzu, by podziwiać zachód słońca, poczuła nagle, jak potężne łapsko rozdarło jej sweterek, bluzkę i – w końcu – skórę na plecach, tworząc dwa rozcięcia rozchodzące się od karku do prawie samiuteńkiego końca dołu pleców. Czuła jednak, że to coś nie wykorzystało w pełni swoich sił, ta jednak i tak sprawiła, że pod nastolatką ugięły się kolana i przeturlała się w dół, podniosła głowę i zobaczyła to.
Mówią, że w obliczu śmierci całe życie przelatuje przed oczami. U niej to tak nie wyglądało. Popatrzywszy w niemal czarne ślepia bestii, czas się dla niej zatrzymał. Wszystko ustało, nie docierał do niej warkot wilka, zadrapanie nie piekło, a w powietrzu nie unosił się już przyjemny zapach letniej nocy. Tylko ona i wilczur. Milisekunda trwająca wieczność.
Gdyby ona sama patrzyła na taką sytuację, przewróciłaby oczami, kazałaby tej osobie uciekać, wdrapać się na drzewo, a najlepiej to znaleźć jakiś patyk i się obronić, o. Przecież to takie proste, prawda? A jednak, dla niej nie było nic bardziej trudnego, gdy sparaliżowana strachem patrzyła niczym zahipnotyzowana w drapieżcę.
Czas musiał w końcu wrócić na właściwe tory, a nastąpiło to w momencie skoku. Nie na nią, jak można było się spodziewać, a właśnie na drapieżcę, przez innego wilka. Wyglądało to trochę, jakby drugi wilczur jej bronił, nawet gdy na chwilę rzucił na nią wzrokiem, jego spojrzenie mówiło „uciekaj”. Albo to może tylko jej się wydawało? Nieważne. Paraliż minął, wstając przewróciła się kilka razy, ale doczłapała do drzew dygocząc cała. Oparła się lewą ręką o jedno z nich i zwymiotowała.
Potem już tylko starała się biec, co chwilę odwracając mokrą od łez twarz, spoglądając, czy jest goniona. Mimo że nic nie widziała, strach nie chciał jej wypuszczać ze swoich objęć. Nie zliczy, ile razy wtedy upadła, tworząc przy tym kolejne, tym razem jednak o wiele mniejsze i nie tak bolesne, jak to na plecach, które wciąż dawało o sobie znać, zadrapania. W pewnym momencie źle stanęła i skręciła sobie kostkę.
Niewiele pamięta z samej drogi, strach i ból, to główne wspomnienie, las nie należał do tych największych, gdy już zaczęło się rozjaśniać, znalazła główną ulicę. Skuliła się pod drzewem – nie miała sił iść dalej, i tak nie wiedziała, jakim cudem dotarła aż dotąd. Teraz pozostało jej tylko czekać, aż przejedzie jakiś samochód. Okres oczekiwania trwał parę godzin. Jakaś kobieta zgarnęła ją, w aucie zadawała jej mnóstwo pytań, lecz Prue albo milczała, albo łapała się za włosy i kręciła głową. Została podwieziona do szpitala, tam jej pomogli dojść do siebie, przebadali, założyli opaskę elastyczną na kostkę i po dwudziestoczterogodzinnej obserwacji, pozwolili rodzicom zabrać ją do domu. Na wszelkie pytania odnośnie tego, co się stało, reagowała tak samo, jak przy kobiecie.
Kilka dni później, gdy wszystko powróciło do normy, na ulicy zaczepił ją chłopak, niby nic dziwnego, ale miał jej rzeczy, które zostawiła wtedy na wzgórzu. Oczywiście, od razu ich jej nie dał, najpierw zagaił typową rozmowę, rozpoczynając od tematu pogody, przechodząc poprzez jej samopoczucie i zmizerniały wygląd, skończywszy na rzeczach nie z tego świata – tak przynajmniej wtedy myślała. Choć nie do końca mu wierzyła, to instynkt podpowiadał jej, że mężczyzna nie bredzi. No i jego zachowanie; dość subtelny i nienamawiający ją do wkroczenia do czcicieli księżyca czy innej sekty. Ale co ją skłoniło, aby mu zawierzyć i ruszyć do wyznaczonego przez niego miejsca w czasie pełni? Ciekawość, młodzieńcza iskierka buntu, która znów się rozpaliła od czasu ataku, pragnąca powiedzieć „przeżyłam i to, nic mnie nie zniszczy”? To przez to, że znał szczegóły tamtej nocy. Mimo że powód dla wielu byłby głupi, niedorzeczny czy naiwny, sprawił, że pierwsza przemiana nie była taka zła. Jasne, wciąż nie należała do najprzyjemniejszych, ale świadomość, że nie jest w tym sama i w razie czego ktoś pomoże się jej ogarnąć, podtrzymywała ją na duchu.
Jednak początki bywają trudne. Cieszyła się wejściem do nowego świata, aby przy najbliższym napadzie histerii nadać sobie tytuł bezmyślnej bestii i żeby udowodnić swoją rację, niszczyła coś. Trzeba jednak przyznać – stado, do którego wprowadził ją tamten mężczyzna, dwudziesto-kilko letni Adrien, wspierało ją jak tylko mogło. Czego nie można powiedzieć o rodzinie, atmosfera w domu bardziej się zagęściła i żeby uniknąć niechcianej przemiany i zbędnych wyładowań, Prue uciekała z domostwa i częściej wagarowała. Czasami chciała im wykrzyczeć, czemu znów nastąpiła u niej zmiana, ale nie mogła. Miała w sobie wewnętrzną bestię, z którą musiała się „pogodzić”. Z biegiem czasu lepiej zrozumiała to, że jest wilkiem i można by nawet rzec, iż zadowala ją to. Panowanie nad sobą stało się pewnego rodzaju wyzwaniem, z którym ciągle musi się mierzyć, ale któro też przynosi satysfakcję.
Dowiedziała się więcej szczegółów dotyczących nocy, gdy została zaatakowana, jak się okazało, przez wilkołaka, który stracił nad sobą kontrolę, to właśnie Adrien pomógł jej wtedy. Nieszczęsny wilczur musiał jednak ponieść konsekwencje – w końcu Clave zabroniło przemian na przyziemnych. Wataha opowiedziała jej o Mrocznej Wojnie, Zimnym Pokoju i wdrążyła głębiej w świat cieni. Choć trzeba przyznać, że wciąż się w tym średnio orientuje.
Atmosfera pomiędzy watahą a pobliskim klanem wampirów zaczynała się zagęszczać, przypuszczano nawet, że dojdzie do krwawej jatki, gdyby nie zjawienie się pewnego Rosjanina – Iwana, który pomógł im załagodzić sytuację. A Prue jak to Prue, nie byłaby sobą, gdyby nie chciała go choć trochę poznać. Zresztą, była wtedy niedawno po przemianie w wilkołaka i była ciekawa, co ten jej może o tym powiedzieć.
Kiedy w 2020 zmarła jej babcia, która przepisała na nią mieszkanie w York, prócz oczywiście łez i żalu, miała pytanie: Co teraz? Sprzedawać, czy się przeprowadzić? Kochała swoją watahę, była jej bardziej rodziną niż ta prawdziwa. Jednak musiała się w końcu usamodzielnić, nie polegać tylko na stadzie, zresztą, chciała zobaczyć coś więcej, a nie tylko żyć w tym małym miasteczku we Francji. Sfora zrozumiała jej decyzję, nie mieli do niej żalu – a przynajmniej nie pokazywali tego po sobie – powiedzieli, że w razie czego przyjmą ją z powrotem, ale też przestrzegli, żeby nie pozostawała tam sama, na własną łapę.
21 czerwca znalazła się już w York, miejscu jednocześnie tak obcym i znanym. Całe szczęście, spotkała tam starego znajomego, czas jednak pokaże, co ją spotka w tym miejscu.


Ciekawostki

► Od małego uczyła się angielskiego, choć często rozmawiała z Anglikami, wciąż ma czasem problem ze zrozumieniem niektórych idiomów.
► Mówi z francuskim akcentem.
► Próbowała kiedyś zdać prawko, ale że jej się nie udało za pierwszym razem, to to porzuciła. Mówi, że woli polegać na własnych łapach.
► Dużo pali, praktycznie nigdy nie wychodzi z domu bez fajek. Przez co czuć u niej nieprzyjemny zapach papierosów.
► Uwielbia fast foody, zwłaszcza cheeseburgery.
► Uczulona na kocią sierść - gwarantowane łzy i katar.
► Nawet lubi gotować i, o dziwo, jej to wychodzi, ale gdy tylko ma możliwość woli albo zamówić jedzenie, albo zjeść na mieście.
► Ma dość neutralne podejście do innych ras. Nigdy nie rozumiała tej wrogości pomiędzy wilkołakami a wampirami.
► Całkiem nieźle rysuje. Jednak czy to z lenistwa, czy z innych powodów, rzadko kiedy dokańcza rysunek.
► Boi się małych, zamkniętych pomieszczeń.
► Obecnie pracuje jako kelnerka.

  

Shadowhunter

666 lat



All paths lead to death.

Administrator

Accepted
Drogi Użytkowniku!


Cieszymy się, że dołączyłeś do naszego forum, a Twoja Karta Postaci już została zaakceptowana! Przejdź teraz do zakładania koniecznych tematów. Zapoznaj się z Mechaniką Gry oraz Spisem umiejętności. Zachęcamy również do przejrzenia Mapy York! Poza taką mapą na forum znajdziesz również Mapę Świata z najważniejszymi lokalizacjami!

Shi
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo