Veronica Winchester

34 lata


170 cm


Gdy znajdziesz się z wilkiem w jednej jamie, nie okazuj mu swego lekceważenia. - Winston Churchill







[Cytuj]
Multikonta: -
Zmarszczyła brwi, rozglądając się po pomieszczeniu. Mężczyzna, którego zobaczyła, z całą pewnością wyglądał i pachniał jak Kieran. Problem w tym, że owy wilk był kiedyś alfą, więc Winchster przypuszczała, że może nie pójść z nim tak łatwo, jak założyły sobie na wstępie.
- Jedyna i niezastąpiona. W przeciwieństwie, do ciebie. - Krzywy uśmiech pojawił się na twarzy brunetki. W końcu w York był nowy alfa! Leszy niż poprzedni. - Kieran, promyczku, powiesz mi, co się kurwa stało? - Jej łagodny, opanowany głos i miły uśmiech nijak nie miały się do kontekstu pytania. Ona również, niby w parodii swojego rozmówcy, przekrzywiła lekko głowę, świdrując wilkołaka spojrzeniem brązowych, bystrych oczu. - Zniknąłeś nagle z miasta. Zostawiłeś swoje wilki na pastwę losu, w takim momencie... A teraz pojawiasz się tak nagle, spotykasz z nie wiadomo kim. To już nie jest twój teren, Kieran. - Zerknęła na jakieś pudło pod swoimi nogami i odchyliła stopą jego wieczko, by zajrzeć, co jest w środku. Nie traciła czujności, po prostu grała po swojemu. Dość szybko wzrok kobiety ponownie spoczął na mężczyźnie. Odrzuciła ciemne włosy do tyłu, odsłaniając nieco bardziej dekolt swojej koszulki.


Evangeline Wilson

51


163 cm


Bad things don't happen to writers; it's all material







[Cytuj]
Multikonta: Lenn
Słyszała Kierana i w jednej chwili zapragnęła rzucić się w jego stronę w celu rozszarpania go, albo zawleczenia za fraki do Azylu. Sprawiał zagrożenie nagłym powrotem i ignorowaniem obecnej sytuacji wilkołaków w York.Nie miała ochoty na miłe pogawędki z mężczyzną, ale na szczęście to nie ona stała bezpośrednio przez nim. Słyszała jego udawane zaskoczenie, ale nawet nie spojrzała w jego stronę. Ostatecznie to Roonie stała przed nim, więc niech ona bawi się z nim w kotka i myszkę.
Skupiła się na krokach, które dosłyszała z zewnątrz. Czyżby zbliżało się towarzystwo? Nie miały wzbudzać zainteresowania burdą w studio. Równie dobrze, mógł to być zwykły przechodzień. Przez chwilę zastanawiała się, czy po prostu czekać na to, gdzie skierują się kroki, gdy dostrzegła wiszący pod klamka klucz. Ruszyła w stronę wejścia z zamiarem zamknięcia drzwi, aby nikt im nie przeszkodził nagłym dołączeniem do spotkania. Była gotowa odgrywać nową, klientkę, która przyszła na zdjęcia, bądź urzędniczkę sprawdzająca przebieg prac w lokalu, gdyby nie udało jej się dostatecznie szybko zamknąć drzwi i jednak ktoś wszedłby do środka.

Faithful, as the full moon is rising
Beauty and the beast are colliding


Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Zacznijmy zatem od Eve, która zdążyła zamknąć drzwi i właściwie w tym samym momencie spojrzała na mężczyznę, którego raczej nie znała. Można byłoby nazwać go dość przystojnym, gdyby się nad tym zastanowić, oczy miał jasne, tak samo włosy i zarost, który w sposób dość elegancki pokrywał jego brodę i policzki. Uśmiechnął się do niej kulturalnie, elegancko i zachęcająco, ale kobieta nawet przez te drzwi mogła czuć jego magiczną woń, jego czarnoksięski zapach, który niósł się dookoła, jak obietnica jakiejś tragedii. Mężczyzna wskazał na klamkę i uniósł lekko brwi, jakby chciał zapytać, czy może wejść. W tym czasie na zapleczu toczyła się całkiem ciekawa rozmowa, w której Kieran zgrywał jakiegoś błazna. Może był szalony, ale w jego postawie było coś z wyrachowania, był dziwny, inny niż przed wyjazdem i jeszcze bezczelnie się zaśmiał.
- Co się stało? Nie chcieliście mnie, nie podobało się wam to wszystko, znaleźliście sobie nowego alfę, prawda? Poza tym chyba wiesz o Mishy? To wszystko wasza wina, a ty pytasz mnie, co się stało? Wróciłem do domu, do swojej pracy, to chyba nie jest dziwne - powiedział na to i niemalże parsknął z rozbawienia. W jego oczach cała ta historia prezentowała się zupełnie inaczej, była jedynie uderzaniem w niego, a nie w nich. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, prawda?

Czas na odpis: do 21:00 w niedzielę; w razie pytań - piszcie; możecie wymienić się większą liczbą postów, załóżcie, że do studia idzie się dłuższą chwilę, kilka minut, więc na pewno jeszcze możecie podyskutować.

Veronica Winchester

34 lata


170 cm


Gdy znajdziesz się z wilkiem w jednej jamie, nie okazuj mu swego lekceważenia. - Winston Churchill







[Cytuj]
Multikonta: -
Veronica gapiła się na Kierana przez dłuższy moment, a w tym spojrzeniu była pewna doza pobłażliwości. Zupełnie, jakby nie wierzyła, że on to tak na serio mówi. Uniosła nawet sceptycznie jedną brew, analizując nagłe oskarżenia wobec nich. No nie... Przerzucając się zarzutami daleko nie zajdą, przerabiała do nie raz w robocie.
Na moment z pantałyku zbił ją hałas z sąsiedniego pomieszczenia, więc nastawiła uszu, by upewnić się, że Eve jest cała. Nie usłyszała nic niepokojącego, więc na powrót skupiła się na byłym alfy.
- Nie podoba mi się czas i okoliczności twojego powrotu. Jeśli faktycznie masz pokojowe zamiary i nie będziesz nic odpierdalał, to pojedziesz z nami do Azylu i spotkasz się z Oscarem. - Zadecydowała, uprzednio wzdychając ciężko. - Twoja odmowa będzie jednoznaczna z tym, że zamiarów pokojowych wcale nie masz. Co więcej, rzuciłoby to podejrzenia, że możesz bratać się z Kohortą. A mogę ci zagwarantować, że wtedy interesować się będzie tobą również Clave i wampiry. Zadbam o to osobiście. - Pogroziła, powoli podchodząc do mężczyzny. Posłała mu jakże uroczy uśmiech. - Kieran, to nie jest dłużej twój teren, jesteś jak obcy. Wiele się zmieniło, a to rutynowa procedura. Zwłaszcza w tak niespokojnych czasach. - Veronica mówiła to nieco milej, spokojniej. Nawet przygładziła materiał górnej garderoby mężczyzny, nieco kokieteryjnie, ale również jakby odrobinę opiekuńczo.


Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Z Eve, na razie, wszystko było w porządku. Na razie, bo chyba właśnie brała się do jakiejś dyskusji, czy czego, mierząc się z mężczyzną wzrokiem przez przeszklone drzwi. Tego jednak Ronnie wiedzieć nie mogła i to, co obecnie ją zajmowało, to raczej Kieran. I tak być powinno, biorąc pod uwagę, jak się do niej uśmiechnął. W jego spojrzeniu było coś na kształt szaleństwa, ale jednocześnie chłodu, pewności siebie, czegoś, co chyba trochę zatracił, gdy po prostu uciekł pod koniec sierpnia. Kobieta zaś popełniła pewien błąd - podeszła do niego i nie musiała długo czekać, a mężczyzna złapał ją z całej siły za dłoń, wyraźnie nie zwracając uwagi na to, że niejako miażdży jej palce, uśmiechnął się do niej również.
- Nie podlegam temu twojemu smutnemu alfie. Ani jemu, ani nikomu innemu, Ronni, jestem wolnym i niezależnym wilkiem, a dopóki nie robię nic złego, nie masz podstaw i prawa do tego, żeby nasyłać na mnie Clave, czy kogokolwiek innego. Poinformuj tego swojego Robertsa, że wróciłem do miasta i zamierzam żyć swoim życiem, a później zostawcie mnie, bo nie zamierzam bratać się z kimś, kto ma na rękach krew - powiedział cicho, równie słodko, jak ona, ale cała jego postawa i siła, jaką wkładał w uścisk, sugerowała jedno - jeśli spróbują go ruszyć, to odpowie im jeszcze większą mocą. Pytanie tylko, czy sam, czy zupełnie nie sam... Ronnie nie mogła jeszcze czuć zapachu, z jakim mierzyła się właśnie Eve, więc nie wiedziała, kto też postanowił ich odwiedzić.

Czas na odpis: do 21:00 w czwartek; w razie pytań - piszcie; możecie wymienić się większą liczbą postów, załóżcie, że do studia idzie się dłuższą chwilę, kilka minut, więc na pewno jeszcze możecie podyskutować;
Eve - pierwsze ostrzeżenie.

Veronica Winchester

34 lata


170 cm


Gdy znajdziesz się z wilkiem w jednej jamie, nie okazuj mu swego lekceważenia. - Winston Churchill







[Cytuj]
Multikonta: -
Jeśli Kieran starał się tym pokazem siły zastraszyć Ronnie, to kiepsko mu to wyszło. Kobieta zacisnęła zęby, udając obojętność na ból. W rzeczywistości oczywiście uścisk mężczyzny nie sprawiał jej szczególnej przyjemności, a wręcz kusił by zamachnąć się i zetrzeć uśmieszek z twarzy tego dupka.
Pochwyciła jego spojrzenie, uniosła dumnie głowę i odpowiedziała mu uśmiechem.
- Dżentelmen... - Prychnęła i spróbowała wyrwać swoją rękę z jego uścisku. - Widzisz... Głupotą jest pouczać prawnika na temat prawa. Tak się składa, że wszyscy mają w dupie, czy jesteś niezależny czy w stadzie. Na każdego się coś znajdzie, a ty wyjątkowo aniołkiem nie jesteś. - Nie przerywała walki na spojrzenia, gotowa do ewentualnego starcia. - Nie lubię się powtarzać, Kieran. Naprawdę wolę to wszystko załatwić pokojowo. Pokaż, że jesteś lepszy niż osoba, za jaką cię mają. Możesz zacząć od wyjaśnienia mi, o co ci chodzi z tą krwią na rękach. - Jeśli udało jej się wcześniej wyrwać rękę, to teraz splotła obie na piersi.


Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Co się działo z Eve? Ronnie usłyszała dźwięk przywodzący na myśl otwieranie drzwi, ale nie mogła być pewna, bo w tym czasie Kieran coś mówił, wszystko się zmieniało, przesuwało, a on najwyraźniej nie zamierzał z nią rozmawiać w sposób, który by jej odpowiadał. Być może oszalał, być może po prostu coś zostało mu wmówione, trudno było w tej chwili to ocenić i trudno było zgadywać, w końcu strzelając na oślep, nie trafiało się w żadne sensowne miejsce, prawda? Trzymał ją mocno i nie zamierzał puszczać, ciekawe czemu, prawda?
- To pokaż mi w tym prawie paragraf, który stwierdza, że jako niezrzeszony muszę stawiać się przed jakimś samozwańczym alfą - powiedział na to, całkiem uprzejmie i posłał jej uśmiech świadczący o tym, że doskonale zdaje sobie sprawę, że na razie jej pogróżki nie są niczym więcej, musiała się zatem wysilić i wskazać na jego przestępstwo, żeby można go było złapać. I właśnie zaczął odpowiadać, gdy wtem Ronnie zdała sobie sprawę z tego, że w pomieszczeniu pojawił się ktoś jeszcze, tak nagle, że mogła być mowa tylko o jednej rasie - czarowniku. Hop i już był na miejscu, czy to nie niesamowite? Śmierdział okrutnie i co więcej, coś sobie tam mówił za jej plecami, a ona trwała w żelaznym wręcz uścisku Kierana.
- Chodzi o Mishę. I Williama. Zapytaj innych, o fabrykę, zapytaj ich o spotkanie wszystkich ras i to, jak wtedy mnie potraktowano, zapytaj o to, co działo się, zanim musiałem odejść. O, i jeszcze jedno, pozdrów ode mnie Robertsa - mówił, w czasie gdy pojawił się czarownik, gdy otwierał portal i trzymał nadal Ronnie tak blisko i mocno, jak się dało. A potem? Czy to sam Kieran ją popchnął, czy może czarownik coś zrobił, w każdym razie kobieta wpadła prosto w otwartą bramę i grzmotnęła z całej siły o ziemię, gdzieś w pobliżu starego bunkra w lesie. Była sama, nikt za nią nie poszedł, a co gorsza, nie miała bladego pojęcia, gdzie podziała się Rose i Eve. Zniknęły! Miała jednak również, nad czym się zastanawiać, było tego w gruncie rzeczy całkiem sporo, więc mogła brać się od razu do roboty, prawda?

//zt

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
Kilka dni po spotkaniu z Kath/

Wieczór był nieznośnie długi a ona nie miała pojęcia co ze sobą zrobić. Krążenie od jednego miejsca do drugiego zaczynał ją dobijać. Ostatecznie postanowiła przejść się po prostu od tak. Nie chciała siedzieć w Bastionie i myśleć co dalej. Przetarła twarz bardziej z przyzwyczajenia niż zmęczenia. Przeniosła wzrok na otoczenie w jakim się znajduje przyznać musiała też, że nie jest tak źle. W prawdzie, deptak deptakiem ale co począć? Dobre i takie miejsce a nie siedzenie i zastanawianie się co robić. Kroczyła właśnie przed siebie z zadumą by ostatecznie przysiąść sobie na jednej z ławek i po prostu patrzeć przed siebie jakby zatapiając się w głąb własnych myśli i rozterek. Gdzie była teraz Eleanor? Jak się miewała? Co działo się z Nathanielem, gdzie był czy żył? Czy ona by znów czuła to coś gdyby go zabrakło ponownie?

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Dobry humor, towarzyszący wiedźmie od dłuższego czasu, wciąż jej nie opuszczał. Nawet nie pamiętała, kiedy ostatnio czuła się tak dobrze przez dłuższy okres czasu, nie dopuszczając do siebie żadnych negatywnych myśli. Nie wiedziała, co też jej demoniczny ojciec podał jej przy ich niedawnym spotkaniu, jednak podobał jej się ten stan rzeczy. Czuła się jak po jakichś psychoaktywnych ziółkach, tylko bez tych wszystkich skutków ubocznych.
Spacer w jeden z cieplejszych wieczorów w ostatnim czasie był czymś, czym z reguły by nie wzgardziła, więc teleportowała się w pobliżu rzeki, by stamtąd wrócić na piechotę do domu. Mimo nieco wyższej temperatury niż jeszcze jakiś czas temu, była ciepło ubrana - miała już to do siebie, że wyjątkowo szybko robiło jej się zimno.
Trzymając ręce w kieszeniach czarnego, skórzanego płaszcza, przechadzała się dość szybkim krokiem po deptaku, pogrążona w swoich myślach, gdy nagle poczuła aurę. Odruchowo rozejrzała się, dostrzegając w pobliżu dziewczynę siedzącą na jeden z ławek. W normalnej sytuacji, przy swoim typowym humorze raczej by ją zignorowała, idąc dalej w swoją stronę, jednak teraz uznała, iż odrobina interakcji z innymi by jej nie zaszkodziła. Dlatego po chwili zastanowienia skierowała się w stronę dziewczyny, by przysiąść na oparciu ławki, na której siedziała.
- Polujesz na kolację? - spytała niezbyt głośno, w końcu dzięki wyczulonym zmysłom zapewne bez trudu by ją usłyszała.

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
Musiała wybyć z domu, poczuć się nieco inaczej, chociaż to inaczej wydawałoby się jakoś tak...nie wiem, od jakiegoś czasu równie wkurwiające co samo to, że istniała. Moment w którym, zaczęła się zastanawiać, czy tylko ona czuje się tak...nieswojo to tylko jej "przypadłość" czy może wręcz przeciwnie? Ale no kuźwa, nie zapyta się Estery po tym jak ta wmusiła w nią to świństwo. Nie dość, że po tym poczuła się źle, to jeszcze nie mogła wyjść za dnia, mało tego jakby na domiar złego czuła wahania nastrojów. Jakby kurwa okres miała czy...zachcianki. No i to dziwne mrowienie w ciele gdy widziała jakiegoś przystojnego dupka. No kurwa serio? Ostatni kopnięty kamień gdy jej nieśmiertelny tyłek zajmował miejsce na ławce poleciał z zawrotną prędkością w pobliskie drzewo a chwilę później ujrzała jak przechodzi obok niej i co gorsza siada jakaś kobieta. Przeniosła wzrok na nią i pociągnęła nosem.
- Owszem i chyba już znalazłam.
Wyszczerzyła się zadziornie pod nosem po czym przeniosła wzrok przed siebie.
- Jesteś czarownikiem?
Zagadnęła i pociągnęła jeszcze raz. O tak, zdecydowanie. Niemal przypomniała sobie jak smakowała krew czarowników. Musiała przyznać, że była całkiem...zajebista w smaku no ale...kaca potem się miało i wiedziała, że nie wolno tykać takich stworków.
- Wybacz, ostatnio jestem dość...niespokojna.
Mruknęła pod nosem starając się zatuszować niesmak jaki sama czuła.
- Jestem Melisandre.
Przedstawiła się zaraz zerkając na kobietę.

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Czy chciała zostać kolacją dla wampira? W aktualnym stanie raczej nie miałaby nic przeciwko, w końcu skutki przyjęcia jadu pijawki zdecydowanie nie należały do szczególnie nieprzyjemnych. Perspektywa oddania danej ilości krwi w zamian za dodatkową falę euforii nie wydawała się być nieopłacalną wymianą - a na wypicie zbyt dużej jej ilości wiedźma by nie pozwoliła, mając do dyspozycji magię raczej byłaby w stanie się obronić w razie takiej konieczności.
- Nie krępuj się. - rzuciła tylko, wzruszając przy tym lekko ramionami, dalej mówiąc bardziej ściszonym tonem głosu. Wampirzyca i tak raczej usłyszy ją bez większych problemów.
- Wolę określenie wiedźma, jakoś bardziej do mnie pasuje. - odparła, uśmiechając się lekko przy tym. Nawet nie zliczy, ile razy słyszała pod swoim adresem to określenie, do którego z czasem się przyzwyczaiła. - Ale tak, jestem czarownikiem. - magiczna aura zbliżona do demonicznej, zwierzęce fragmenty ciała… czarownica jak się patrzy.
- Nie masz za co przepraszać. - odezwała się, zerkając na wampirzycę. Po prawdzie nie sprawiała wrażenia, jakby była szczególnie niespokojna, ale najwidoczniej potrafiła nad tym zapanować. - Jeśli to ci sprawi, że poczujesz się lepiej, to przy mnie nie musisz trzymać nerwów na wodzy. - dodała. Nie wiedziała, co sprawiało, że wampirzyca była niespokojna i nie dopytywała też o to, jednak wychodziła z założenia, iż lepiej tego nie tłumić w sobie.
- Możesz mówić mi Rez. - przedstawiła się, korzystając ze skróconej wersji swojego imienia.

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
Oj już samo wspomnienie "upicia wiedźmowego" było nie lada wyzwaniem. Pragnęła poczuć się znów na haju, poczuć się tak...inaczej ale jak tak mogła? Przecież jej ciotka była jedną z nich. Westchnęła cicho i pokręciła głową.
- Serio, kuszące, ale nie mogę. Moja ciocia...jest jedną z Was. Obiecałam sobie, że po ostatnim razie nie będę...próbowała.
Przyznała z lekkim uśmiechem na ustach.
- Poza tym nie zapanowałabym nad sobą.
Przyznała z powagą na twarzy i przeniosła wzrok na wiedźmę z uśmiechem na ustach. A jeszcze by brakowało, by później miała na sumieniu czyjeś życie. Fakt, że ta mogłaby jakoś się uwolnić był plusem, ale bała się utraty panowania nad sobą. Chociaż wiedziała, że najlepszym nauczycielem jest właśnie oddanie się pragnieniu i opanowanie go w chwili gdy powinna przestać. Ale ona..nie, zdecydowanie nie dałaby rady, nie teraz gdy miała przed sobą wiedźmę, która była równie skora do "igraszek" na haju.
- To nie tak że nerwy...coś jest ze mną od jakiegoś czasu nie tak jak powinno...chodzę naburmuszona i w ogóle. Szkoda gadać.
Wzruszyła ramionami i skinęła głową na jej słowa.

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Kiedyś, w dawniejszych czasach, miała za partnera wampira, który nie miał nic przeciwko piciu krwi czarowników, więc doskonale wiedziała, w jaki sposób działała ona na Dzieci Nocy. Jednak, jeśli Mel nie chciała się z niej napić, to wiedźma nie miała najmniejszego zamiaru wpychać w nią na siłę swoją krew, to byłaby na pewno dość absurdalna i zdecydowanie niecodzienna sytuacja.
- Rozumiem. - odparła, lekko wzruszając przy tym ramionami. Jednocześnie nieco uniosła brwi, gdy wampirzyca powiedziała, że jej ciocia również jest czarownicą. - Mogę wiedzieć, jak się nazywa? Być może ją znam. - dodała. Mając tyle setek lat na karku, chcąc nie chcąc poznało się wielu czarowników, nawet, gdy było się dość aspołeczną osobą, preferując pola bitew nad bankiety czy inne spotkania towarzyskie.
- Nie jestem wampirem, więc nie znam się dokładnie na wampirzym nie-życiu, ale czy nie najlepszym sposobem na naukę samokontroli nie jest poddawanie jej próbie w miarę bezpiecznych warunkach? - spytała.
- Tak bez powodu? - dopytała, przyglądając się przy tym wampirzycy.

Melisandre Travis

18


"Mówi się trudno i płynie się dalej"






[Cytuj]
Multikonta: Rebekah, Tequilla
Oj Melka gdyby się uparła i poddała pragnieniu pewnie by się skusiła ale nie mogła. Obiecała sobie, że nigdy więcej nie upije z żadnego czarownika. Pamiętała jakiego miała kaca następnego dnia. Nie chciała powtórki z rozrywki, chociaż ostatnie czasy kurewsko korciły do tego, by mimo wszystko ugiąć się i skorzystać tym bardziej, że sama kobieta oferowała swoją krew. Więc no jakby nie było, ona nie wymusiła, nie prosił...sama ta się oferowała ale jednak...honor nie pozwalał. Poza tym, obawiała się braku opanowania. Co innego pić z worka, czy prosto ze szklanki, a co innego prosto z żyły. Zdecydowanie nie chciała ryzykować. Tego jeszcze nie umiała a nie chciała mieć nikogo więcej na sumieniu. Już jedną duszę miała na karku i to niewinną bo nie zaliczała do orszaku niewinnych dupka z bidula, którego pozbyła się ledwo kilka tygodni po przemianie. Zemsta była słodka jak nigdy.
- Opal Lengyel.
Wyjawiła imię bliskiej ciotki.
- Jestem jej...praprapra...pra bratanicą.
Przyznała z uśmiechem na ustach.
- Wiem, że Opal była kimś ważnym w waszym kręgu, ponad to ogólnie ona sama pochodzi z szanowanego rodu czy coś takiego, miała mi opowiedzieć o naszej rodzinie ale niestety...zaginęła i nie wiem co się z nią dzieje.
Westchnęła cicho totalnie zawiedziona bo nikt, kompletnie nikt nic nie wie co się działo z kobietą.
- Niby tak, ale mimo wszystko boję się utraty panowania. Nie chciałabym mieć na sumieniu niewinnej osoby.
Przeniosła wzrok na kobietę i cicho westchnęła.
- Właśnie nie wiem, po prostu od kilku dni...czuję się dość...nieswojo. Wszystko mnie denerwuje, wpadam w szału nie wiadomo o co...to tak jak...za życia.
Przyznała z powagą na twarzy i drobnym zmieszaniem bo jak miała to wszystko odebrać normalnie? Gdy było wszystko dobrze po prostu nie czuła tego tak bardzo. Owszem odczuwała, miała te emocje etc, ale nie tak mocno...nie aż tak mocno.

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies
Gdyby tylko była w stanie usłyszeć dokładne myśli wampirzycy, na pewno dałaby jej prostą, a zarazem często zapominaną radę, żeby nigdy nie mówić “nigdy”. Szczególnie w sytuacji, gdy jest się istotą długowieczną i ma się przed sobą perspektywę przeżycia kilku setek lat, nawet jeśli nie więcej - w przypadku wampirów raczej jeszcze nie jest wiadome, czy istnieje w ogóle jakiś górny limit długości ich życia. W końcu, co złego może się stać, jeśli pozwolić sobie raz na jakiś czas na odrobinę szaleństwa? Jednak mogła jedynie sobie wyobrażać, co dokładnie czuł wampir po wypiciu krwi czarownika, a także, co na ten temat myślała Mel, więc nie naciskała dalej.
Uniosła brwi, słysząc imię czarownicy spokrewnionej z Melisandre. Myślała, że Opal to już zamknięty rozdział i raczej nie będzie jej dane już o niej usłyszeć, przynajmniej nie w najbliższym czasie, jednak jak widać myliła się.
- Opal wyjechała na Węgry, do jakiegoś hotelu na zadupiu. Chciała odpocząć od tych wszystkich magicznych spraw. - odezwała się. Jakiś czas temu sama buszowała po mieszkaniu czarownicy wraz z Octavią, próbując dowiedzieć się czegoś więcej o zniknięciu Opal, dzięki czemu udało im się znaleźć kilka tropów.
- Nie możesz żyć w strachu przed utratą panowania. To ogranicza i uniemożliwia ci rozwój twoich umiejętności. - powiedziała, na chwilę przenosząc wzrok przed siebie. Gdyby bała się swojej magii i tego, że mogłaby swoimi zaklęciami kogoś krzywdzić, na pewno nie potrafiłaby nawet jednej dziesiątej tego, co potrafi w tej chwili. - I nie ma niewinnych osób. Każdy ma coś na sumieniu, tylko nie zawsze jest tego świadomy. - dodała. Oczywiście nie miała na myśli wyłącznie ciężkich przewinień - ale tak powszechna znieczulica i obojętność na to, co się dzieje dookoła nie są cechami osób niewinnych.
- Brzmi jak dorastanie albo okres. - odparła, z powrotem zerkając na wampirzycę. Jednak, raczej nie mogła to być żadna z tych dwóch rzeczy, skoro miała przed sobą pijawkę. - Próbowałaś ziółek na uspokojenie? Lub ruchu fizycznego aż do zmęczenia?
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo