Katherine D’Argenson

236 (30)


168 cm


To, że uwierzysz w siebie nic nie da. Musisz jeszcze chcieć i dążyć.







[Cytuj]
Multikonta: Seweryn; Charlotta
- To jak Ja... Jeśli nie przeszkadza towarzystwo to możemy razem wlewać siebie procenty - powiedziała do Czarownicy. Nie pytała co ją sprowadza do baru, ani czemu chce pić... To były jej prywatne sprawy. Sama nie chciała by ktoś wchodził z butami w jej życie, dlatego potrafiła uszanować czyjąś prywatność. Nauczyła się tego jako dziecko. Kiedy musiała przeżyć na ulicach Paryża pogrążonego rewolucji. Później udało się znaleźć wuja, ale nie wyzbyła się tego czego się nauczyła.
- To raczej oczywiste, że to wszystko jest na pokaz. Jednak przynajmniej na razie Nefilim będą ostrożni w obawie przed buntem. Liczebność Podziemnych jest o wiele większa niż ich. Nie jest im na rękę dawać nam wspólnego wroga i czynić siebie na niego - powiedziała trochę ciszej, bo wiadomo ściany mają uszy. Jednak wiedziała, że to, że każda rasa odpowiada za siebie i sama karze swoich jest chwilowe. Do czasu aż Nocni Łowcy nie znajdą sposobu wszystko podporządkować sobie. Na razie nie jest im na rękę by Podziemi zjednoczyli się przeciwko nim.

Nerezza

802


178 cm


I'm just another menace sent to break you down.







[Cytuj]
Multikonta: Bies
- Nie przeszkadza, całkiem fajnie byłoby mieć towarzystwo. – odparła, nieco się sobie jednocześnie nieco dziwiąc. Rez nigdy nie należała do szczególnie towarzyskich osób, niekiedy innych unikała jak ognia, a na każde próby zagadania jej w barach czy wcześniej w karczmach reagowała raczej negatywnie. York jednak dość ją zmienił pod tym względem, a wiedźma jeszcze nie była pewna, czy jej to przeszkadza, czy wręcz przeciwnie. Po prostu, gdy miała ochotę na czyjeś towarzystwo, to po prostu nie walczyła z tą chęcią. Tym bardziej biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, w których brała udział, nie chciała być sama. Nawet taka niezobowiązująca rozmowa w pubie wydawała jej się być ciekawą opcją.
- Nie każdy podziemny nie lubi nefilim, jest dużo takich, którzy im sprzyjają. – odezwała się, po czym dopiła drinka. Wiedźma kompletnie tego nie rozumiała, sama nie cierpiała łowców z całego swojego czarnego serduszka, najlepiej by było, gdyby oni wszyscy zniknęli z tego padołu. Przynajmniej wtedy może nikt by jej nie przeszkadzał w zniszczeniu świata, tak, jak jej nakazał demoniczny ojciec. – I tak będą robić, co im się żywnie podoba. – Rez to niezmiernie irytowało, bo w ogóle nie uznawała ich za jakąkolwiek władzę.

Katherine D’Argenson

236 (30)


168 cm


To, że uwierzysz w siebie nic nie da. Musisz jeszcze chcieć i dążyć.







[Cytuj]
Multikonta: Seweryn; Charlotta
Czasem dobrze jest z kimś pogadać, spędzić czas z kim. Jednak bywają chwilę, kiedy chcemy być sam ze sobą. Wtedy nawet bliższa osoba nie jest mile widziana. Dlatego też wolała dobyć się wiedźmy czy jej nie przeszkadza. Sama też nie była pewna, czy chce mieć towarzystwo, czy też nie. Jednak pić w samotność... to już nie jest za najlepszy sposób. Nie miała ochoty na rozmowę z kim, kogo nie zna... Dlatego też dobrze, że jej towarzyszka chce trochę pogadać. Co im duszy gra.
- Wiem nie potępiam ich... Niech wierzą piękne słowa Nefilim... Ja nie zamierzam dla mnie wszyscy są tacy sami - powiedziałam do niej. Cóż zbyt długo żyje i miała z nimi do czynienia. By wierzyć im i darzyć jakąkolwiek sympatią, a już nie mówiąc o Clave. Czemu skoro ma decydować o wszystkich rasach nie ma wśród nich żadnego Podziemnego. Tylko sami Nocni Łowcy... Jeszcze to tacy starej daty.
- Przecież to oczywiste... Nie zmienią się, jedynie będą działać bardziej z ukrycia. Nie możemy wierzyć ich słowa. Jednak nadal uważam, że dobrze, iż każda rasa im się przeciwstawiła. Choć to wątpię to może dojdzie coś do ich głów - odpowiedziała... Podziemnych jest więcej i mają większą przewagę. Gdyby udało się im jeszcze zjednoczyć i zgrać... Jednak na to są małe szanse. Dlatego Nefilim nie opłaca się dawać nam wspólnego wroga i powodu, bo przegrają.
Spojrzała na zegarek...
- Oborze jak już późno muszę... Spadać... Na razie fajne było cię spotkać - powiedziała... Nie chciała by słońce ją zastało.

//zt

Rose Bloomwood

26



Kocha Seweryna







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Ceris, Elvan
/Po grze z Teq - ten sam dzień/

Rose zrobiła Tequile kanapki z Nutellą by dziewczynka potem nie była głodna. Wilczyca nie wiedziała czy tam dostanie jakąś kolację czy coś w tym stylu. Poza tym traktowała blondyneczkę jak córkę. Podwiozła ją pod Instytut, ale dalej Bloomwood nie mogła wejść. Niestety nie była Nefilim. Może gdyby była jej związek z Sewerynem byłby prostszy. A tak to...
Później Rose pojechała do najbliższego baru. Zaparkowała samochód i weszła tam. Ubrana dość ładnie. W czarną bluzkę i czerwoną spódnice i tego samego koloru buty.
Od razu udała się do baru i zamówiła kolorowego drinka. Następnie z nim siadła do wolnego stolika z kanapami. Było widać, że jest smutna. Może i nie widziała się z Sewerynem, ale wiedziała tyle, że żył. Jednak czemu nie chciał się z nią spotkać? Miał już ją dość? Naprawdę chciała wiedzieć. Jednak oprócz Tequile nie znała innej Nefilim by wiedziała co się dzieję. Na chwilę wstała i wrzuciła pieniążki do szafy grającej. Skrzynka zaczęła grać One Direction - Diana. Potem znów siadła i wsłuchiwała się w tekst piosenki, a także piła swój drink.
Is this love that I'm feeling

In your eyes I feel the flames of love


Jean-Philippe Moreau

504


197 cm


There are in fact two things, science and opinion; the former begets knowledge, the latter ignorance







[Cytuj]
Multikonta: Amaia
Nie lubił tego miejsca, tego był pewien. Ten cały mrok wydawał mu się przynajmniej odrobinę kiczowaty. Zasadniczo jednak zaletą tego miejsca było to, że mógł spokojnie wślizgnąć się do środka, gdy słońce jeszcze zachodziło, nie musząc obawiać się zgubnych promieni. Niemniej, do samego przybytku pasował mniej więcej tak zgrabnie, jak pięść do nosa. Zdecydowanie nie przywdział niczego właściwego pubowym wnętrzom - dopasowany, granatowy garnitur, do tego koszula w kolorze świeżego groszku, a w butonierce odpowiednio dobrana, poszetka w kolorze kości słoniowej. Buty, obowiązkowo brązowe, wszak nie był dzikusem. Nawet jeśli wybór lokalu mógł coś takiego sugerować. Po prostu, Jean naprawdę lubił sobie popatrzeć na społeczność Podziemnych i Przyziemnych. Szczęśliwie, bądź nie, Lamplight nadawało się do tego wyśmienicie. Wystarczało, że zmuszał krew do tego by pulsowała w jego żyłach, pamiętał o równomiernym oddechu i...prawie nie zwracał na siebie uwagi. Mimo wszystko, wciąż był sobą, co jakiś czas posyłając barmance czy nowo przybyłym któryś ze swoich czarujących uśmiechów. Mógłby się do tego przyzwyczaić.
Akurat sączył przez zęby Krwawą Mary, z fikuśnie wystającym selerem, doprawioną odpowiednio krwią i pieprzem, kiedy Rose przekroczyła próg przybytku. Zwrócił na nią uwagę tylko przelotnie i pewnie zupełnie by zignorował kobietę, gdyby nie jej gust muzyczny. Skrzywił się delikatnie, gdy jakaś delikatna, rockowa ballada została przerwana przez współczesny jazgot. Westchnął ciężko, odrobinę teatralnie, odwracając się na stołku barowym, by spojrzeć kto odpowiada za muzykę wydobywającą się z głośników. Wstał ciężko, by zaraz opaść na kanapę przed Rose.
- Moja droga. Jest tyle utworów, które mogą gładzić cierpiącą duszę, przy okazji nie raniąc uszu i dusz innych słuchaczy - czarujący uśmiech nie schodził z ust wampira, gdy zawiesił na niej spojrzenie czekoladowych tęczówek. Mimo to, pozwolił utworowi płynąć z głośników - śmiem nawet twierdzić, że łagodne brzmienie gitary pozwala bardziej zatapiać się w swoich smutkach, w przeciwieństwie do gloryfikowanych boybandów - skrzywił się z niesmakiem.

Rose Bloomwood

26



Kocha Seweryna







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Ceris, Elvan
Bloomwood raczej nie spodziewała się, że ktoś zainteresuję się wyborem jej piosenki. Zanim usiadła dosiadł się do niej jakiś nieznany jej wampir. No i fajnie to nici z siedzenia sobie samej. Jak już mężczyzna zaczął konwersacje to nietaktem było by nie podjąć rozmowy z nim.
- Może i tak. Jednak to było pierwsze co mi przyszło do głowy. A jak widzisz mój drogi panie nikomu oprócz ciebie ta piosenka nie przeszkadza. - powiedziała.
Następnie Rose gdy już siadła pokazała dłonią, że ludzie o czymś rozmawiają, albo kleją się do siebie jak cukierki. Co w sumie irytowała wilczycę.
- Proszę bardzo jeśli pan chce niech zmieni na inną melodię. Droga wolna - powiedziała ze spokojem.
Jakoś ciemnowłosa nie to, że miała zły humor tylko po prostu raczej mężczyźni do niej nie pchali się w kolejkę. Prawie każdy nawet tutaj wiedział, że Rose jest policjantką. Dzisiaj jakoś inaczej wyglądała hmm... jak to rzecz? Jak kobieta.
Poza tym od zawsze faceci w niej widzieli tylko dobrego kumpla i nic więcej.
Bloomwood wróciła do picia swojego drinka. Nie wiedziała jakie intencje miał ten nieznajomy wampir. Chciał tylko ją pouczyć i oświadczyć swoje gusta muzyczne czy chodziło mu o coś innego?
Rose bez słowa przyglądała się mężczyźnie czekając co jeszcze ciekawego może powiedzieć czy jeszcze powie jakieś kąśliwe uwagi?
Is this love that I'm feeling

In your eyes I feel the flames of love


Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Puby i bary, ah jakie wspaniałe miejsca do wszelkiego rodzaju psikusów. Rudy, niewielkich rozmiarów mężczyzna aż zatarł łapki. Nadszedł czas się zabawić, biedne przyziemne istotki… Zbyt długo nie miał okazji bawić się z niczego niespodziewającymi się ludźmi. A więc niech zabawa się zacznie! Gdzieś po lewej stronie od Rose i Jeana zwyczajnie pękła szklanka, wywołując pisk siedzącej tam pary. Nikogo jednak dostrzec nie byli w stanie. Następnie z baru spadła butelka z piwem, rozpryskując się w drobny mak, jej los podzieliła jakaś oranżada i coca-cola. Po nich jeszcze kilka piw, choć jeśli ktokolwiek zwrócił uwagę, jasne stawało się, że tylko jeden rodzaj irlandzkiego piwa ocalał z pogromu. Spod stolika naszej mieszanej rasowo pary dobiegł ich pełen radosnej złośliwości chichot. O dziwo drinki jak na razie zostały zostawione w spokoju, choć… czy nagle drink Jeana nie zaczął jakoś dziwnie smakować? I czy zawartość szklaneczki Rose nagle nie zrobiła się o połowę mniejsza? Co tu jest grane, drodzy państwo i co z tym zrobicie dalej?

Jean-Philippe Moreau

504


197 cm


There are in fact two things, science and opinion; the former begets knowledge, the latter ignorance







[Cytuj]
Multikonta: Amaia
Błysnął zębami w uśmiechu.
- Ależ moja droga, jestem przekonany, że przeszkadza wszystkim. Ale mnie już po prostu nie obchodzą konwenanse - a mówiło o tym to, jak wygodnie rozparł się na kanapie przed Rose, sącząc swojego drinka. Zignorował gest, tym samym pomijając całe zebrane towarzystwo. W tym momencie rozmawiał z Bloomwood, czemu miałby odwracając od niej wzrok? Nonszalancko machnął ręką.
- Mimo swojej zgryźliwości i wyraźnie lepszego ucha muzycznego, nie mam potrzeby udowadniać swojej wyższości - parsknął cicho. Wystudiowanym ruchem nadgarstka zamieszał łodygą w drinku, wpatrując się przez chwilę z fascynacją w krwistą ciecz. Tabasco tak skutecznie zabijało żelazisty zapach krwi.
- Jeśli nie proste gitarowe dźwięki, to słodkie uderzenia klawiszy fortepianu - kontynuował, nie odrywając spojrzenia od zawartości szklanki - Chociażby, Sir Elton tworzy wspaniałe utwory, lata siedemdziesiąte. A może Journey, z lat osiemdziesiątych. Jeśli szukać zobowiązań, lepiej słuchać ich z ust ludzi, którzy już mogli cokolwiek wiedzieć w temacie - przechylił lekko głowę, przenosząc wzrok na przypadkową rozmówczynię. I pewnie jeszcze jakąś chwilę oddawałby się teorii muzyki, gdyby nie pękające szkło. Z pewnym zainteresowaniem przeniósł wzrok za pierwszą szklanką, szykując się do oklasków. Jednakże, szkło nie uderzyło o ziemię. Ściągnął brwi, gdy za barem rozpoczęła się prawdziwa kanonada pękających butelek.
Mięśnie napięły się delikatnie pod skórą, a sam Jean poczuł smak jadu na języku. Polował. Na jego twarzy wykwitł drapieżny uśmiech, gdy w błyskawicznym tempie zanurkował pod blatem. W tym barze i tak bywali tylko Podziemni. Gdyby tylko wypatrzył chochlika, chwyciłby go, żeby wyciągnąć na powierzchnię.

Rose Bloomwood

26



Kocha Seweryna







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Ceris, Elvan
Rose miała wrażenie, że jakoś trafił swój na swojego. W sensie takim, że Wilczyca miała gorszy nastrój i jakoś towarzystwo dla niej nie było wskazane. A owy nieznajomy też miał swój charakterek.
W sumie to mało ją to obchodziło jaki ma gust muzyczny.
- Mam inny gust muzyczny, ale ta piosenka choć kiczowata oddaje mój nastrój - wyjaśniła bez ogródek.
Co miała zrobić jak mężczyzna nie chciał iść i jeszcze rozłożył się dosłownie jak król na przeciwległej kanapie.
- W sumie prawda, nie raz lubię sobie posłuchać Queen - stwierdziła i jakby trochę popadła w zadumę.
Jakoś miała wrażenie, że ubyło jej drinka. Co to niby ma być? Sztuczka. Zaraz jednak usłyszała dźwięk bijącego się szkła.
Czyżby nie będzie tu tak drętwo i nudno? Wilczyca wypatrywało co się zadziało. Po chwili prawie cały bar jakby eksplodował i butelki biły się.
Co za marnotrawstwo.
Rose ruszyła za brunetem. Chciała złapać tego nicponia.
- To co łapiemy go razem? - zapytała nieznajomego.

  
Is this love that I'm feeling

In your eyes I feel the flames of love


Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Skądże to założenie, że mieliście do czynienia z chochlikiem? Wszak złośliwość była właściwością różnych istot. Niestety też, nie tylko Jean był tu istotą szybką. Skoro natomiast raczył zanurkować pod stół, tym samym wypinając kuperek do góry... Pod stołem nie było nikogo. Za to znowu dało się usłyszeć chichot, a wampir mógł poczuć czyjeś szybko przebierające po jego grzbiecie nóżki. Oczywiście nie obyło się bez soczystego klapsa w wypięty tyłek mężczyzny, skoro już tak ładnie się nastawiał. Rose natomiast mogła zobaczyć rudego chłopca ubranego w garnitur z zielonym krawatem. Na jej widok ukłonił się szarmancko i porwał jej drink, dopijając go w kilku łykach. Zaraz potem śmignął do niej, mogła poczuć zręczne łapki i już straciła portfel na rzecz niespodziewanego psotnika. Wracając jednak do kwestii drinka, który Jean tak nieopatrznie wypił... Dzięki niemu włosy i skóra wampira stały się... Zielone Sam rudzielec natomiast uciekł za bar, wymachując przy tym portfelem Rose, w międzyczasie zdążył rzecz jasna gwizdnąć trochę biżuterii przyziemnym. Warto też zaznaczyć że tylko wasza dwójka była świadoma jego istnienia, a mały, teraz w formie brodatego karła w garniturku i z zielonym cylindrem na głowie, siedział na barze i wymachiwał nogami, zaśmiewając się z chaosu i licząc gotówkę.

Jean-Philippe Moreau

504


197 cm


There are in fact two things, science and opinion; the former begets knowledge, the latter ignorance







[Cytuj]
Multikonta: Amaia
Temat gustów muzycznych niejako uważał za zakończony. Dla kobiety wyraźnie jeszcze była nadzieja, skoro była skłonna rozpoznać geniusz Mercury'ego.
- To przykre - skwitował tylko, chociaż w jego głosie nie wybrzmiała troska, czy smutek - wnioskuję, że utożsamiasz się z kobietą, do której śpiewają ci chłopcy? - Uniósł lekko brew. Przesunął wzrokiem po twarzy kobiety, jakby chciał ją lepiej zrozumieć. I pewnie skupiałby się na tym dalej, gdyby nie ten cholerny chochlik.
Którego nie było pod stołem. Drapieżny uśmiech wypełzł mu na usta, gdy poczuł ruch na plecach. Zamachnął się, by spróbować pochwycić malucha, gdy poczuł klepnięcie.
- Publicznie? Podoba mi się to jak myślisz - rzucił rozbawionym tonem - chodź do mnie, będziemy się świetnie razem bawić - w jego głosie pobrzmiewała groźba. Wychylił się spod stołu, w żaden sposób nie przejmując się nadszarpniętą godnością. Wszak nie widział, że dosłownie pozieleniał...ale przynajmniej nie z zazdrości.
Zmrużył lekko oczy, zatrzymując wzrok na małym figlarzu.
- Zajdź go z drugiej strony - szepnął do Rose, szykując się do skoku jak kot. Chciał w dwóch susach znaleźć się przy karzełku, idąc od lewej, i go pochwycić za chabety. Nikt nie stroił sobie z niego takich żartów bezkarnie.

Rose Bloomwood

26



Kocha Seweryna







[Cytuj]
Multikonta: Xavier, Ceris, Elvan
Niby owa istota przemienia w karzełka tak kulturalna i ukłoniła się przed Rose, a potem po chamsku dopiła jej drink i... gwizdnęła portfel. To zaprawa na kpiny!
Poza tym też ta osoba żartowała sobie z wampira. Mężczyzna podpowiedział co miała zrobić. Poza tym też nie spodziewała się, że teraz jej towarzysz będzie miała zielone włosy. A to psikus. Widać poczucia humoru może mu pozazdrościć niektóry z ludzi.
By jakoś odwrócił uwagę skrzata Rose zdjęła złotą bransoletkę.
- No choć, może taki prezent ci się spodoba - mówiła do "chochlika".
Chciała tak odwrócić jego uwagę, a jak skusi się to spróbuje go złapać. To miała plan chyba, że jej towarzysz ją wyprzedzi i złapie w swoje łapska.
Is this love that I'm feeling

In your eyes I feel the flames of love


Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Ząbki rudzielca wyszczerzyły się radośnie. Skoro się wampirkowi podobało… Ciekawe tylko, czy Moreau zdawał sobie sprawę z tego, żeby nie mówić takich rzeczy przy psotnikach pokroju tego konkretnego krasnala?
- Oczywiście, że będziemy! Moja w tym głowa, Zieloniutki! – rozpromienił się rudzielec, z wyraźnym zaciekawieniem obserwując, co też nasza parka postanowi zrobić. Bransoletka Rose faktycznie zwróciła jego uwagę. Przynajmniej na tyle, by Jean zdołał go złapać. Zdumiony obrócił się, by zaraz potem uśmiechnąć się szeroko. Bowiem eliksir dodany do drinka nieco zmienił swoją właściwość – czyżby Jean nie zauważył, że coś za dużo ma włosów na głowie?
- Jak się trzymasz, kozia bródko? – pociągnął go za brodę z pełnym radości uśmiechem, doskonale wiedząc, że to zaboli. Wtedy też znowu zmienił formę na chłopięcą i wyślizgnął się z uścisku – zostawiając w rękach wampira swoją własną kurtkę. Za kolejny cel oczywiście obrał sobie Rose. Bransoletka szybko znalazła się w jego łapkach, a szczęśliwy rudzielec zaczął obskakiwać ją dookoła.
- Masz tego więcej? Masz? Daj! Dajdajdajdajdajdajdajdajdajdajdajdajdajdajdajdajdajdaj! – w końcu wlazł jej na plecy, szukając kolczyków i innej biżuterii. Ewidentnie nie palił się też do naprawiania jakichkolwiek szkód – nota bene rozmawiając z powietrzem budziliście niemałe widowisko wśród zszokowanych Przyziemnych. Pytanie tylko, czy grożeniem psotnikowi zdołacie cokolwiek uzyskać, bo jak widać, arsenał sztuczek miał naprawdę spory.
- A jakbyś ty też porosła mchem? Lubię Oddam wątrobę!. – zastanowił się przez chwilę, by zaraz potem wyciągnąć z kieszeni flakonik z czymś zielonym.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo