Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Mimo złości odczuwanej przez Amaię, skrzydło nie było permanentnie uszkodzone. Owszem, ból nieprzyjemnie wciąż pulsował wzdłuż jej kręgosłupa, kilka kawałków skrzydła wyraźnie odbijało światło w różnych kierunkach – nie oznaczało to jednak, że należy zupełnie spisać je na straty. Pantera wyraźnie nie mierzyła po to, by zabić. Magia ograniczała jej mordercze instynkty, w pewnym sensie uniemożliwiając zadanie ciosu z pełną mocą. Mieli szczęście, będąc pod ochroną tak potężnego artefaktu. Inaczej wszyscy troje mogliby skończyć z obrażeniami o wiele, wiele gorszymi – a tak wciąż zdolni byli nie tylko do dalszej walki, ale również do kontynuowania niebezpiecznej wędrówki.
Magia Amai skutecznie uwięziła łapy zwierzęcia. Choć nie zamierzało atakować, nie było szczególnie zadowolone z podobnego obrotu spraw. Kocisko zasyczało nerwowo, patrząc niedoszłej ofierze prosto w oczy. Nie ma co się dziwić goryczy drapieżcy, w końcu ominie go pierwszy syty posiłek od czasu, gdy obudzony niezwykłymi okolicznościami, musiał starać się wykarmić siebie i młode.
W tym czasie Bies miał szansę w spokoju opatrzyć własną ranę. Pryz bliższych oględzinach mógł stwierdzić, że prócz uporczywego szczypania, nic poważniejszego nie grozi jego ramieniu. Żaden mięsień nie był uszkodzony dość głęboko, by wykluczyć używanie ręki na dłuższy czas. Należało być tylko uważnym, by nie doprowadzić do zakażenia – mądrym posunięciem okazało się więc oczyszczenie rany od brudnych, zabłoconych pazurów.
Podczas gdy Nimat skupiona była na kontrolowaniu obrażeń towarzyszy, pantera odwróciła głowę w kierunku lasu. Ze smukłego pyska zaczęła wydobywać się seria krótkich, wysokich dźwięków, znajomych już dla kompanii. Chwilę potem zza drzew odpowiedziały podobne piski, choć wyraźnie przemieszczały się dla niepoznaki. Bies mógł zrozumieć kilka słów z tej nietypowej wymiany zdań między matką, a dzieckiem, dopóki pantera pozostała w unieruchomieniu.
Wyprowadzić… Nie ujawniaj się… Wrócę… Droga… Mieszana krew na wschodzie… Pójdę…

Kazik Lipiński

1075


193 cm


It's out of sight but never out of mind






[Cytuj]
Multikonta: Nerezza
Dokończył opatrywanie rany, by pod koniec nieco poruszyć ramieniem. Rany nie bolały szczególnie mocno, ruszać ręką też mógł bez większych problemów, czyli raczej nie było tak źle. Apteczka znalazła się z powrotem w plecaku, po czym Bies z powrotem zaczął przyglądać się panterze, która wciąż była pod wpływem magii grzechotki.
Skinął tylko lekko głową na słowa Nimat, nie mając nic przeciwko temu. Jeśli faktycznie grzechotka będzie przez całą ich drogę dalej działała tak samo, to takie rozwiązanie wydawało się być najlepsze - i oni będą bezpieczni, i pantera, która miała pod swoją opieką małe kocię.
Chwilę później do jego uszu piski. Wróżek niemal zastygł jednej pozycji, chcąc się na nich skupić, by zrozumieć coś z rozmowy pomiędzy obiema panterami.
- Chce iść drogą na wschód, tam znajduje się jakaś mieszana krew. - odezwał się do swoich towarzyszek, gdy już więcej nie był w stanie zrozumieć.

Amaia Prieto

796


163 cm


Our words are giants when they do us an injury, and dwarfs when they do us a service.






[Cytuj]
Multikonta: brak
- Poradzę sobie - mruknęła cicho, wyciągając z tobołka miksturę leczniczą, którą wypiła naprędce. Nie chciała być w żaden sposób od nikogo zależna - zawsze samodzielna. Wbiła wyzywające spojrzenie w pysk zwierzęcia, mrużąc lekko oczy. Nie zamierzała być niczyją przekąską, zwłaszcza, że mieli jeszcze tyle do zrobienia.
-Mieszana krew? Co to właściwie znaczy? Zresztą, my kierujemy się na wschód, czyż nie? Może idzie powitać Dziedzica? - Przechyliła lekko głowę. Jej wzrok stał się w jakiś sposób pytający, jakby liczyła na to, że zwierzę odpowie jej ludzkim głosem i rozjaśni wszystkie wątpliwości.
You have been weighed,
you have been measured,
and you have been found
wanting
In what world could you
possibly beat me?

Nimat

1007 lat


150 cm


-







[Cytuj]
Multikonta: Faoiliarna, Jia Wang,
Patrzyła na Amaię, a kiedy wróżka wyciągnęła miksturę leczniczą wstrzymała jej ruch, zanim zdążyła ją otworzyć i wypić.
— Wiesz, że to nie pomoże, jeśli masz większe obrażenia niż zadrapania? Jest za słaba, widzę po samym jej kolorze. Pewnie zrobiona z ziół z ludzkiego świata? naprawdę uleczenie Cię to nie problem. — Dopiero wtedy odsunęła się i pozwoliła wróżce podjąć własne decyzje. Nie była pewna co do jej stanu, jednak wolała ją uprzedzić, jeśli miała marnować swoje zasoby na nieskuteczne próby leczenia. Jeśli Amaia zdecydowała się jednak przystać na leczenie, to Nimat upewniłaby się co do miejsca zranienia i przyłożyłaby tam delikatnie rękę, by skupić się i przywołać Głos Światła.
Cały czas poruszając grzechotką wysłuchała kolejnych słów towarzyszy.
— Gon. Mieszana krew to najpewniej Gon, więc idziemy w dobrym kierunku. — Stwierdziła coś, co wydało jej się oczywiste. Najpewniejszymi mieszańcami w tej okolicy były właśnie osoby z dzikiego gonu, więc strzelając na ślepo, albo oni, albo... któreś z dzieci królewskiej krwi, jako mieszańce smoków z wróżkami. Jednak bardziej prawdopodobnym wydała jej się pierwsza opcja, inaczej pantera nazwałaby mieszańcem i ją samą.
Jeśli nic więcej nie wyskoczyło, ani nie mieli nic do dodania, to należało chyba ruszyć przed siebie, na wschód, żeby w końcu dotrzeć do gonu, co też prawdopodobnie uczyniła, pamiętając, by po drodze potrząsać grzechotką.


It's magic, you know? Never believe it's not so...

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Nasi towarzysze mniej lub bardziej próbowali sobie poradzić z otrzymanymi obrażeniami - szczęśliwie Bies raniony był dość płytko, czemu zwykłe wyposażenie apteczki bez problemu dało radę. Gorzej z Amaią - magiczna część jej ciała zdecydowanie wymagała magicznego środka na uleczenie rozległego pęknięcia. Jeśli wciąż upierała się, by odrzucić pomoc Nimat i skorzystała z mikstury, poczuła jedynie przypływ sił witalnych, a ból zmniejszył się, lecz obrażenia wciąż pozostały takie, jak tuż po ataku pantery. Niestety zioła ludzkiego świata nie były dość silne, by poradzić sobie z regeneracją tak delikatnej, magicznej tkanki.
Tymczasem zachowanie pantery znów się zmieniło. Otrząśnięta z pierwszego oszołomienia, siłą wyrwała łapy z utworzonej przez Amaię pułapki błota i kamieni. Nie wykorzystała jednak faktu rozproszenia towarzyszy, by ponownie rzucić się w ich kierunku. Zamiast tego skuliła się znów blisko ziemi, a zabójcze wstążki zakończone kolcami opadły nisko w geście uległości. Zaraz potem kocisko obróciło się, wolnym krokiem ruszając przed nimi. Na drodze zostawiało wyraźne ślady, nie starając się nawet ich maskować. Kroczyła pewnie, jakby chciała, by za nią podążali. Gdy na moment zbaczała ze ścieżki, zaraz znów pojawiała się w zasięgu ich wzroku - a gdy oni przypadkiem ginęli wśród drzew, nawoływała ich podobnie jak własne młode, by nie zgubili się w gęstwinie korzeni i blisko stojących pni.
W końcu las na nowo zaczął się przerzedzać i coraz więcej śniegu niesionego wiatrem było widoczne wokół - nie sięgał on jednak żadnej z wróżek, ze względu na wciąż utrzymującą się magię grzechotki. Gdy doszli do kolejnego rozdroża, pantera stanęła przy ścieżce, wyraźnie znacząc łapą tę odbijającą lekko na zachód. Potem odwróciła się, mijając ich spokojnym krokiem, wreszcie zagłębiając się w las, by na ich oczach pojednać z młodym kocięciem w mroku.
Nie mieli większego wyboru, niż kierować się wskazówką zwierzęcia. Szczęśliwie zaufanie kotu opłaciło się - wokół drzewa rosły w coraz większym oddaleniu, odsłaniając więcej przestrzeni, aż w końcu towarzysze doszli do samego skraju lasu. Niegdyś piękna dolina ukazała się im oczom. Dalej wzniesienie, prowadzące prosto do drogi ku strzelistym szczytom, wyrastającym z ziemi wysoko ponad chmury. Śnieg przysłonił szlak, lecz dawną ścieżkę znaczyły nowe ślady - o wiele większe niż kocie, o podłużnym kształcie i głęboko wbijanych dołach po pazurach. W zamieci ukazał się ogromny cień, który ruszył w kierunku szczytów, jakby kolejny tajemniczy opiekun przejął nad nimi piecze.
Po niecałej pół godzinie przedzierania się przez śniegi, zobaczyli ją w końcu - twierdzę w cieniu góry, przyprawiającą o gęsią skórkę nawet najodważniejszych wędrowców. Smukłe, czarne wieże najeżone były kolcami, choć cała budowla nie wnosiła się zbyt wysoko. Kunszt budowniczych widoczny był w odpowiednio zaokrąglonych kształtach, by unikać oporów powietrza, mogących wprawić kamienną strukturę w niebezpieczny dla mieszkańców ruch.
Dopiero zbliżając się do czarnej bramy wędrowcy mogli zauważyć potężną sylwetkę białego niedźwiedzia, stojącego na dwóch łapach, jakby wyczekującego dołączenia do niego przed wejściem. Ogromne cielsko zwierzęcia nawet w porównaniu do wzrostu Biesa było imponujących rozmiarów. Od razu mogli jednak wyczuć, że była to istota magiczna podobna im samym. Pytanie tylko, czy zechcą przyjąć zaproszenie?

  

Kazik Lipiński

1075


193 cm


It's out of sight but never out of mind






[Cytuj]
Multikonta: Nerezza
Widząc, jak pantera uwolniła łapy z pułapki z ziemi, Bies odruchowo wyprostował się i wbił w zwierzę uważne spojrzenie, jakby był gotowy do odparcia kolejnego, ewentualnego ataku i rzucania zaklęć. Jednak pantera nie zdawała się mieć zamiaru ponownie rzucać się na nich z kłami, pazurami i wstążkami, odpuszczając dalszą walkę i idąc sobie. A właściwie najwyraźniej chcąc gdzieś ich zaprowadzić, biorąc pod uwagę jej wcześniejszą rozmowę z kociątkiem oraz to, iż zwierzę nie uciekło w krzaki, tylko ruszyło wolniejszym krokiem. Bies niezbyt rozumiał zachowanie zwierzęcia, które wydawało mu się być dalekie od normalności i zdecydowanie nietypowe, jednak po chwili wahania ruszył powoli za nią, skoro i tak mieli iść na wschód.
Mimo tego wciąż nie do końca ufał zwierzęciu, pamiętając niedawne ataki na niego i na Amaię, dlatego przez cały czas starał się być uważny i przygotowany na najmniejszą oznakę zmiany zachowania ich przewodniczki. Ta natomiast uparcie ich prowadziła, nie pozwalając zboczyć ze ścieżki czy zgubić się w gęstwinie drzew.
Gdy znaleźli się na rozdrożu, Bies przystanął, by przypatrzeć się, jak pantera wraca do swojego kocięcia, by razem z nim ruszyć z powrotem w kierunku lasu. Później przeniósł wzrok na mocniejszy ślad łapy na jeden ze ścieżek, by z cichym westchnieniem ruszyć dalej. Nie znał tych terenów, więc pod tym względem musiał zaufać zwierzęciu.
Stracił rachubę czasu i ciężko było mu określić, jak długo i jaką odległość przeszli przez śnieg, jednak dotarli w końcu na miejsce. Patrzył na twierdzę, starając się zapamiętać jak najwięcej z tego widoku, nie wiedząc przecież, czy w ogóle kiedykolwiek jeszcze będzie mu dane zobaczyć ją z tej perspektywy.
Widząc sylwetkę niedźwiedzia, przystanął i skinął mu głową w wyrazie szacunku. Nie odezwał się jednak, zostawiając na razie kwestie rozmowy towarzyszącym mu wróżkom.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo