Damien Cedric Ashdown

17


185 cm


If I can not move heaven I shall raise Hell






[Cytuj]
Multikonta: Malekith, Lycande
Bez obaw, ani nie współpracował z Christianem, ani tym bardziej nie wypracował z nim jakiejkolwiek więzi, która zagęściłaby atmosferę. Dla niego byłby, jeśli już, kolejnym zapisem w dzienniczku czy inną statystyką. Wszakże to pragmatyczne i ponoć pożądane w ich środowisku, nie przywiązywać się do osób szczególnie narażonych na utratę życia. Czy wiedział, co się z nim stało? Trudno ocenić, wszystko zależy od możliwości dotarcia takowej informacji do szerszej publiki. Jeżeli założyć, że tak - to biorąc pod uwagę czyjąś pogadankę ze Starym, nie Damienowi podważać jego decyzję. Z jednej strony,większa ostrożność, z drugiej – przecież Ashdown nie był tym, który zbiega z miejsca akcji, i to jeszcze nim ta w ogóle się rozpoczęła. W pewnym sensie, powinien czuć się bezpieczny.
- Niewykluczone, lecz to może nie być odosobniony przypadek, i dlatego woli zapobiegać niż szukać medyka, który naprawi naszą obecną Panią Doktor? - zasugerował, nie mogąc znaleźć lepszego wytłumaczenia. Jeżeli Darion był faktycznie aż tak niebezpiecznym osobnikiem, nie powinni zamknąć go w izolatce? Lub odesłać do mniej ważnego Instytutu i tam zająć się tym, co podobno tkwiło w jego głowie? - Czyżbyś był na nią łasy? Albo miał na oku idealnego kandydata? - spytał z czystej ciekawości, po czym uraczył się chłodnym piwem. Tak, to zdecydowanie najlepsza z możliwych odmian. Kwestia gatunkowa schodziła na dalszy plan, o ile temperatura i należność były odpowiednie.
Uśmiechnął się lekko pod nosem, gdyż sam akurat wolał przebywać w terenie. Chyba ciężko mu się dziwić, biorąc pod uwagę wiek oraz chęć zasłużenia na posadę, której trening mu ukrócono. Tego żadna papierkowa robota i robienie za cień lekarki nie zagwarantują, pomijając już ich miejscami męcząca relację. I żeby tylko kończyło się na kwestiach ochrony, to nie, są pierwszą i ostatnią osobą, jakie widują przed snem i budząc się do życia. W świetle tego, wiele demonów wydaje się nie być tak złym towarzystwem, nawet jeśli krwiożerczym od początku.
- Ponoć dociekliwość jest w cenie, choć biorąc pod uwagę nasze funkcjonowanie, to tylko myśl godna prawdziwie paranoicznego umysłu - odparł, z przekonaniem w głosie, choć z przewrotnym spojrzeniem na jedną z grupek bawiących się w lokalu. Propaganda zawsze w cenie, a to jeszcze nie była właściwa chwila, aby wszyscy dowiedzieli się o wielkim planie na rozbicie opornych - spoza Kohorty - Nefilim od środka. Niech sądzą, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. - Gdy byłeś młodszy, próbowali wcisnąć ci na chama żonę? - zmienił temat na bardziej odpowiadający temu, którego poruszanie się najlepiej wychodzi przy alkoholu. A fakt faktem, Damien musiał się, przynajmniej z tego, jakoś wygadać. I tutaj wyjątkowo nawet nie wiedział, w jakiej formie: pomarudzić, narzekać, szukać kogoś kto miał gorzej? A może, po prostu, otworzyć japę i zobaczyć, co będzie?

Thyme

560


171 cm


If it feels good, tastes good - it must be mine.






[Cytuj]
Multikonta: na brazie brak
Spędzanie wieczorów w barach i pubach było stosunkowo świeżym hobby Thyme. Dotychczas zwykle po prostu zostawała w swoim domu, czy też szlajała się gdzieś po lasach, ale w końcu zdecydowała, że takie alienowanie się na pewno jej nie służy. Wszyscy jej znajomi jakoś tak ostatnio przycichli - więc oznaczało to, że po prostu musiała znaleźć sobie inną rozrywkę. Nie to, żeby jej "znajomi" byli czymś więcej, niż kompanami do napicia się kawy w pobliskiej kawiarni i rozmawianiu o niczym, ale to już była całkiem inna historia. Zabawne, że każdą szansę na przyjaźń, czy choćby głębszą zażyłość traktowała jak coś wrogiego. Jak atak na jej indywidualność i niezależność. Przecież nie zawsze taka była. Kiedy to się zmieniło? Czy matka ją tego nauczyła? Czy przyszło samoistnie?
Może stało się to wtedy, kiedy zniknął jej ojciec?
Nie wiedziała. Nie chciała wiedzieć, nawet. Nie chciała nawet o tym myśleć. Na razie przecież jej życie było stabilne. Miała dach nad głową. Miała sojuszników. Nawet dołączyła do Zjednoczonego Dworu, choć przecież dawno już ustaliła, że będzie trzymać się na zawsze z dala od polityki i całego tego szajsu. Że nie będzie wdawać się w konflikty, że pozostanie wolna. Ale czy wolność musiała koniecznie oznaczać wieczną samotność? Teraz miała zobowiązania, jasne... Ale też i miejsce, do którego mogła się udać w razie kłopotów. Przez ponad pięćset lat trzymała się od tego z daleka. Może zwyczajnie przyszedł czas na zmianę. Wszak wszystko w świecie się zmieniało, nawet jeżeli nie zawsze potrafiła to zaakceptować.
Thyme otrząsnęła się ze swoich myśli, wywracając oczami. Nie powinna teraz zastanawiać się nad takimi rzeczami; w końcu szła do tego baru, żeby się zrelaksować. Spędzić trochę czasu wśród śmiertelników. Kto wie, może nawet byłaby w stanie zabrać kogoś do siebie na noc? Energicznym krokiem weszła do baru, uśmiechając się lekko i rozglądając się dookoła. Tutaj była zaledwie parę razy, więc nie kojarzyła nikogo. A przynajmniej tak się jej zdawało, bo zaraz dostrzegła kogoś znajomego. A jednocześnie... Coś się w nim zmieniło? Niewiele się zastanawiając, prędko usiadła koło niego, obracając się, żeby spojrzeć na mężczyznę, którego ostatni raz widziała ponad 500 lat temu.
— Cześć, Thomas — przywitała się z nim, uśmiechając się szeroko i przyglądając mu się z zaciekawieniem. — Miło cię znowu widzieć. Spodziewałam się, że już umarłeś. Gdzieś ty się podziewał?

Jean-Philippe Moreau

504


197 cm


There are in fact two things, science and opinion; the former begets knowledge, the latter ignorance







[Cytuj]
Multikonta: Amaia
Jean nie gardził pubami, ale też nie był ich wielkim zwolennikiem. Lata zrobiły swoje - doskonale wiedział, że jego zdolności z zakresu barmaństwa czy jakkolwiek inaczej nazywać tę sztukę przewyższały umiejętności przeciętnych, śmiertelnych barmanów. Z drugiej jednak strony, wyprawa do baru była jedyną okazją do spędzenia czasu między śmiertelnikami, którzy nie wiedzieli i nie byli skłonni zrobić wszystkiego za odrobinę jadu. Do służby w Bastionie podchodził trochę jak do fast foodu - można, ale po co, skoro można zjeść przyzwoicie. W podobny sposób postrzegał cały rytuał polowania. Najpierw przecież musiał znaleźć właściwe źródło pożywienia. Czasami udawało się szybciej, czasami trwało to nieskończenie długo, a jeszcze kiedy indziej zwyczajnie wracał do posiłków z torebki, na które też nie narzekał. Tam przynajmniej dokładnie wiedział co pije, a oprócz tego nie pił po innych. Jean-Philippe po prostu, jeśli chodzi o wrzucanie czegokolwiek do swojego martwego już żołądka, był purystą.
W barach lubił pojawiać się stosunkowo późno. Po pierwsze dlatego, że część potencjalnych kraników była już wtedy w stanie lekko wskazującym, po drugie dlatego, że ludzie po alkoholu byli zabawniejsi, niż sztywni i trzeźwi. W momencie w którym Thyme przekroczyła próg tego zacnego przybytku, był zajęty żywą dyskusją na temat tego, co ów powinien nalać wiszącej na jego ramieniu towarzyszce, która chichotała, niezbyt mądrze.
-Mój drogi, ta tequila absolutnie nie nadaje się do tej cytryny i tego syropu, nie mówiąc o tak grubo zmielonej soli - zacmokał z niesmakiem - tamta nada się lepiej, ma ciekawszy smak, zabije generyczność waszego cukru - skrzywił się lekko, po czym uśmiechnął się do dziewczyny czarująco - trzeba wiedzieć, czego się chce - po tych słowach wyciągnął z portfela banknot i położył na barze. I pewnie dalej by się zajmował niezbyt rozgarniętą dziewczyną, gdy usłyszał znajomy głos. Zamarł. Jean-Philippe nie słyszał swojego imienia odkąd, cóż nie przymierzając, udawał trupa w czasie Wojen Włoskich. Przywołał standardowy uśmiech, powoli obracając się do Thyme.
- Musisz mi wybaczyć, musiałaś mnie z kimś pomyli-- Thyme? - Przechylił lekko głowę, mrużąc oczy. Wciągnął głębiej powietrze nosem. Wisząca na ramieniu dziewczyna spojrzała na wróżkę wyraźnie urażona, po czym mocniej złapała Moreau za łokieć. Ten w odpowiedzi strząsnął ją jak niechcianą muchę, mruknął coś do niej cicho, po czym znowu przeniósł wzrok na wróżkę - umarłem, faktycznie - zgodził się, a cały rezon wrócił do jego głosu. Oczy zalśniły lekko, w pewnym rozbawieniu - Jean-Philippe, drogie ziółko - konspiracyjnie nachylił się w jej kierunku - Thomas gryzie glebę od niemal pół milenium.
Po tych słowach, odchylił się, przyglądając się cały czas kobiecie. Węch go nie mylił - wampirzycą nie była na pewno.
- Bywałem to tu, to tam... ale powiedz mi, jak zachować taką świeżość przez tyle lat - kolejny głębszy wdech. Nie pachniała ludzko, raczej dość magicznie. Za lat śmiertelnych w życiu by tego nie wyczuł, a teraz? Jego źrenice zalśniły lekko.
Adaptacja przede wszystkim, prawda?

Thyme

560


171 cm


If it feels good, tastes good - it must be mine.






[Cytuj]
Multikonta: na brazie brak
Zmrużyła nieco oczy, uważnie obserwując mężczyznę, którego poznała tyle stuleci temu. Ile wtedy miała lat? Na pewno niej niż sto. Tamte czasy zdawały się mieć miejsce wieki temu, a jednocześnie miała wrażenie, jakby to wszystko zdarzyło się wczoraj. Ale kiedy wpierw poznała Thomasa, ten zdecydowanie był człowiekiem. Teraz? Nie czuła od niego zapachu, który choć trochę przypominałby ludzki. To był zdecydowanie zapach Podziemnego - a bazując na tym, że wilkołak nie przeżylby tak długo, a wróżkę wyczułaby od razu, zostawał jej jeden wniosek.
Thomas został wampirem.
Zabawne, brzmiało to tak, jakby było to coś w rodzaju nowej profesji, albo hobby, a przecież zmienienie się w krwiopijcę takie proste nie było. Ciekawość zawrzała w Thyme - korciło ją tak po prostu zapytać, co się stało i dlaczego to się stało, ale miała jeszcze na tyle rozsądku samozachowawczego, by nie poruszać takich tematów wprost, przy tylu śmiertelnych. Jeszcze by ktoś usłyszał za dużo i przekazał nieodpowiednim osobom.
— Myślałam, że po tylu latach to mnie nawet pamiętać nie będziesz — uśmiechnęła się, odsłaniając białe ząbki i oparła się łokciem o blat, zamówiwszy jeden z tych fikuśnych, kolorowych drinków. Dziewczyna, z którą Jean przybył do baru, nadal wyglądała na nieźle oburzoną, ale widocznie to, co powiedział jej wampir, poskutkowało i oddaliła się od nich. Thyme w milczeniu odprowadziła ją wzrokiem, zaraz biorąc do ręki szklankę z alkoholem, którą podał jej barman i wsadziła słomkę do ust, biorąc kilka łyków. Pozwoliło jej to też na chwilę milczenia i na wybór odpowiednich słów przed odpowiedzią na pytanie mężczyzny.
— Jean-Philippe? Pasuje ci — mruknęła, z powrotem odstawiając naczynie na blat i westchnęła cicho, przeciągając się, a na jej twarzy zagościł zaczepny uśmieszek. — Daj spokój, Jean, głupio się pytasz. Pomyśl trochę. Użyj tego, co zostało ci dane, a bez trudu dostaniesz odpowiedź na swoje pytanie. W końcu nie na darmo chyba nazywałam cię kiedyś mądralą, co?
Posłała mu kolejny uśmiech, na chwilę odwracając od niego wzrok i uważnie przyglądając się ludziom dookoła nich, chcąc upewnić się, czy przypadkiem nigdzie nie ma zagrożenia - nawyk, który wyrobiła sobie paręset lat temu.
— Co takiego więc stało się, że wymieniłeś swoje stare życie na to, które masz teraz?

Jean-Philippe Moreau

504


197 cm


There are in fact two things, science and opinion; the former begets knowledge, the latter ignorance







[Cytuj]
Multikonta: Amaia
Uśmiechnął się lekko, mrużąc delikatnie oczy.
- Pewnych twarzy się nie zapomina, moja droga - w leniwy sposób przeciągał samogłoski. Zmienił się, tego mogła być pewna. Thomas nigdy tak lekko nie potraktowałby spotkania kogoś, podchodząc do otoczenia z rezerwą, z właściwym alchemikom szaleństwem, wymalowanym w czekoladowych tęczówkach. Nie siedziałby tak spokojnie przy barze, zachowując się jakby to miejsce do niego należało, nie zaczepiałby jakiejś kobiety obok. A przede wszystkim, nie uśmiechałby się tak pogodnie, lekko, czarująco. Z dużym prawdopodobieństwem, jego noga by tu nawet nie postanęła.
Jean-Philippe był zupełnie inny, nawet jeśli ich twarze nie różniły się niczym. Emanował pewnością siebie, siedząc rozparty wygodnie przy barze, co jakiś czas zerkając ciekawie w stronę wchodzących i wychodzących. Skupiał się na detalach prezencji, o których pochłonięty badaniami Charnock zapominał albo je ignorował.
Wystudiowanym ruchem poprawił spinki w mankietach kremowej koszuli, z fascynacją wpatrując się w Thyme.
- A dziękuję. Wydaje mi się, że francuski przepych jest mi bardziej właściwy, niż angielska skromność i nieśmiałość - iskierki rozbawienia zatańczyły w jego oczach. Tak dawno nikt nie przypomniał mu o jego życiu, że prawie zdążył siebie sprzed lat zapomnieć. A na pewno bardzo chciał. Ludzka miękkość i śmiertelność były dla niego słabością, a przecież tę odrzucił w imię wiecznych poszukiwań doskonałości. W odpowiedzi na jej słowa, parsknął cicho, po czym nachylił się w stronę jej ramienia, przełamując bariery przestrzeni osobistej. Zamruczał gardłowo.
- Pachniesz wyjątkowo magicznie - szepnął gdzieś w jej obojczyk, prostując się powoli. Jego źrenice pozostały lekko rozszerzone, a nozdrza drgały delikatnie - i wyjątkowo nietypowo, drogie ziółko - przechylił lekko głowę. Nie odwracając się do baru, sięgnął po swoją szklankę, upijając łyk aromatycznej whisky. Nie przejmował się już tłumem, skupiając się tylko i wyłącznie na niej. Skłamałby, gdyby powiedział, że się nie zdziwił. Pamiętał Thyme jak przez mgłę, w zasadzie jak wiele rzeczy sprzed swojej śmierci. Wiedział, że była inna, że różniła się od innych kobiet, które spotykał w swojej wiosce i gdzieś po drodze. Nie przypuszczał jednak, że za życia był tak blisko świata, którego stał się nieodłączną częścią. Zmrużył lekko oczy.
- Potrzebowałem więcej czasu i wyraźnie byłem bardziej obiecujący, niż się wszystkim wówczas wydawało - kolejny, czarujący uśmiech, pasujący idealnie do zdawkowej odpowiedzi. Jak to się właściwie stało, że Darius wtedy postanowił go obdarować? Czy faktycznie zapłacił wtedy wystarczająco dużo?
- Gdybym znając ciebie wiedział, że nie możesz kłamać, zapytałbym dlaczego jesteś tak inna od wszystkich - w jego głosie pojawiło się rozbawienie - nieładnie trzymać szaleńca w niepewności - zacmokał z udanym niesmakiem.
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo