Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Way
Stworzenie zamilkło, jakby w zadumie na postawione pytanie, po czym podrapało się szponem po gładkiej, plamistej brodzie. Podniosło znów na Ciebie "wzrok" -panicz zadaje mądre i trudne pytania - wyszczerzyło się znowu niepewnie - i panicz chyba już wie, kim byli, powinien był ich poczuć w wietrze. Nie wolno mi mówić o ich imionach - stworzonko pokiwało głową z powagą. Zaraz jednak sposępniało, a jego drobne ramiona opadły -chyba byłem, paniczu albo marzyłem na tyle silnie, że pamiętam jakbym był - wychyliło się lekko w Twoją stronę, po czym szepnął, a wiatr poniósł słowa TYLKO do Twoich uszu - wieść niesie, że wszyscy byliśmy, ale żadne z nas nie było godne - w głosie stworzenia pojawiło się coś na kształt dawno zapomnianego lęku.
Przyjęło marynarkę z ulgą, uśmiechając się upiornie znowu -ostrzegę panicza. Nie wszystko da się tu wymyślić. Czasem trzeba też poczuć - po czym skłoniło głowę w podzięce.


Gdy pożegnaliście się ze strażnikiem i wszyscy przekroczyliście próg portalu, stworzenie wstało. Było zdecydowanie większe niż wydawało wam się na początku, kołysząc się lekko na wietrze, na swoich długich, patykowatych nogach. Ruszyło za Wami, po czym oparło kij o portal... który zaczął się zarastać w zastraszającym tempie. Wyszczerzyło się tylko do Was radośnie.
-Stąd nikt nie ucieknie. Tylko drzewo może Was wypuścić! - zaskrzeczało złowrogo, uśmiechając się upiornie, po czym opatuliło się marynarką, jakby chciało się ochronić przed wiatrem. Gdy marmur zarósł, Wy znaleźliście się na stosunkowo wąskiej ścieżce, prowadzącej w górę. Wiła się, niczym korzeń, i gdyby którekolwiek z Was spróbowało się wychylić, dostrzegłoby faktycznie grube, pulsujące energią drzewo. Co jakiś czas marmur osypywał się kamyczkami. W końcu, marmur doprowadził Was do grubego pnia, którego bruzdy, gdyby się przyjrzeć, mogły raczej przypominać żłobienia rodem ze skał bądź miejscami nawet drabinę. Każde z Was, ruszyło na swój sposób wzwyż.

Ray
Stela w kontakcie ze skórą zapiekła delikatnie, gdy wyrysowywałaś na niej runę - niby nic specjalnego. Spodziewałaś się przypływu energii, jak zwykle, wyostrzenia odrobinę zmysłów, czy poprawy refleksu ale... świat jakby spowolnił, a razem z nim Twoje ruchy. Faktycznie, koordynacja oko-ręka wzrosły, jak zwykle, ale Twoje mięśnie i ciało nie wydawały się aż tak atletyczne i zdolne do akrobacji jak zazwyczaj. Raz, przy drugim uchwycie, omsknęła Ci się dłoń, co normalnie trwałoby w Twoim odczuciu mniej niż sekundę. Tym razem byłaś w stanie doświadczyć poczucia utraty chwytności i stabilności dużo, dużo dłużej, co wzburzyło Twoje serce. Wędrówka z Dexteritas może być trudniejsza niż bez niej w tym świecie.
Rzuć k10, poziom trudność=8, modyfikator +3. W praktyce, jeśli wyrzucisz więcej niż 5, świat przestanie być spowolniony i runa przestanie Ci aż tak utrudniać życie. Jeśli wyrzucisz 7 bądź więcej, zacznie nawet działać jak trzeba

Way
W końcu dotarło do Ciebie - ten tembr głosu mógł należeć tylko do Claire. Śpiewnie, cicho wybrzmiewała w wietrze, tak gwałtownym i nieposłusznym w tej krainie. Na wietrze pobrzmiewał jej śmiech, chociaż głos, wyraźnie jak wcześniej stworek, ostrzegał. Ona jednak przestrzegała nie przed samym sobą, a przed innymi pretendentami.
Pomysł był doprawdy zacny, a wykonanie - w tym świecie różnie bywa. Faktycznie, powstał podmuch, który najpierw targnął Tobą w tył, a następnie z impetem skierował w stronę drzewa, tuż nad łowczynią. Pytanie tylko czy udało Ci się chwycić kory przy tym naporze?
[u]Rzuć k10, Poziom trudności= 9. Modyfikator +4 za magię bitewną. W praktyce oznacza to, że musisz wyrzucić minimum 5.

Bies
Kora trzeszczała pod Twoimi pazurami. Leciały jej kawałki, aż nagle jeden z Twoich pazurów uszkodził powierzchnię na tyle, że popłynęła zeń lepka, gęsta żywica. Drzewo zadrżało, poczułeś to pod łapami - jego puls zmienił się, jakby przyspieszało tętno zranionego stworzenia. Żywica zaczynała obklejać Ci futro, jakby za przewinienie przeciwko roślinie chciała Cię ukarać.
[u]Rzuć k10, Poziom trudności = 8, modyfikator +3 za dotyk Demeter. W praktyce, musisz wyrzucić 5 lub więcej, by Drzewo Cię puściło dalej oraz by jego ból nie stał się Twoim bólem[/b]

Reb
Byłaś trochę nieobecna, chłonąc wiedzę pozyskiwaną przez innych, mimo to pozostałaś wyjątkowo wrażliwa na Waszego gospodarza. Mimo, że spodziewać by się można, że kora pod palcami i stopami będzie kalecząca, Ciebie przywitała omszała miękkość i delikatność. Drzewo pulsowało pod korą, a Ty byłaś w stanie wyczuć jego łagodne intencje. Co więcej, łatwiej było Ci dostrzec bezpieczne zagłębienia, dzięki czemu szybko dogoniłaś swoich towarzyszy, prześcigając Ray i Biesa. Zobaczyłaś też, że czarownik próbuje swoich szans z magią, ale czy uda mu się utrzymać?


Bez względu na to, w jakiej sytuacji teraz się znajdowaliście, kilka metrów nad Wami mogliście dostrzec olbrzymią dziuplę, która wyraźnie była czymś więcej niż tylko wydrążonym drzewem. Ale to nie wszystko: tuż pod dolną partią gałęzi, coś Wam zamigotało. Wyglądało jak portal, który wyraźnie mógł prowadzić dalej, aniżeli dziupla. Którą drogę obierzecie?

Info od MG:
1. Wszystkie wróżki w tym świecie funkcjonują z Wdziękiem klasy IV, którego nie sposób z siebie zdjąć. W przypadku krwi wróżki, ale nie bycia wróżką, również postać wydaje się bardziej "wdzięczna" operując na wdzięku II klasy.
2. Słońce nie pali wampirów, bez względu na posiadanie specjalnej umiejętności bądź nie.
3. Zmysły wilkołaków są trochę przytępione, nie czują tu one również "zewu agresji".

Czas na odpis 48h.
Spóźnienie skutkuje pominięciem
1. Pierwsze pominięcie to ostrzeżenie
2. Drugie skutkuje ucięciem szekli
3. Wyleceniem z eventu.

Ray Moonwater

24


150 cm


Let go of your fears and chase after your dreams.







[Cytuj]
Multikonta: Sina, Nithral
Ekwipunek: Stela, spinka otrzymana od Oktober, w kieszeni telefon komórkowy, ubiór:białe obcisłe spodnie oraz prześwitująca, zapinana na guziki czarna tunika do kolan, wygodne czarne balerinki, kilka plecionych bransoletek na obu rękach oraz indiański naszyjnik
Runy: stałe, Dextertias [1/3]


Poziom trudności

Pożegnanie stworka było niejako... Przerażające. Jednak teraz nie było już żadnego odwrotu. Zacisnęła usta, wdrapując się na drzewo. Dlaczego jednak runa zamiast pomagać we wspinaczce tylko pogarszała sprawę...? Czuła, jak mocno wali jej serce, gdy omsknęła się jej dłoń i ns dłuższą chwilę przylgnęła do drzewa, próbując się uspokoić. Powróciła do wspinaczki dopiero, gdy działanie runy wróciło do normy. Wychodziło na to, że portal blokował również działanie run.
- Proszę, nie pozwól mi spaść... - wyszeptała miękko do drzewa. - Potężna, magiczna istoto, stworzenie Natury, pozwól mi bezpiecznie dotrzeć na szczyt. Gdybym potrafiła dostrzec i znaleźć inną drogę, nie wykorzystywałabym Cię w taki sposób. - dodała prosto w korę, gładząc palcami chropowatą powierzchnię. Drzewo żyło, była tego pewna, a w pewien sposób hańbiącym musiał być fakt, że tak bezczelnie po nim łażą, niczym po przedmiocie. Mimo najszczerszych chęci jednak innej drogi nie widziała. - Wybacz, że traktujemy Cię niczym drabinę, Magiczne Drzewo. Wskaż mi proszę drogę, bym mogła przestać kalać Cię używając niczym drabiny. - dodała, ostrożnie wdrapując się dalej, jednak teraz zaczęła się także rozglądać. Nie wybierała jeszcze drogi pomiędzy portalem a dziuplą, po prostu czekała, czy Drzewo zdecyduje się dać jej jakiś znak w kwestii drogi.
❝ Hope is only thing stronger than fear❞ I am the voice in the wind and the pouring rain, I am the voice of your hunger and pain. I am the voice that always is calling you, I am the voice - I will remain. I am the voice of the past that will always be filled with my sorrow and blood in my fields. I am the voice of the future - bring me your peace...


Morgan MacGrioghair

728


186 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: None
Ekwipunek: Telefon komórkowy.
Ubiór: Dobrze skrojony, ciemnoniebieski garnitur wraz z kamizelką, białą koszulą oraz eleganckimi, skórzanymi butami. Sygnet z mocno przetartym krzyżem oraz pierścień z białego złota na prawej dłoni, dwa pierścienie na lewej. Ze złota oraz stali.


Dalej, dalej ręce Gadżeta!

Oczywiście, że chodziło o te anielskie pomioty. Powinienem był się domyślić zaraz po tym, jak zobaczyłem te wypalone oczodoły. Przyziemni mają jednak z nimi trochę wspólnego. Chrześcijanie robili te oraz gorsze rzeczy heretykom od lat. Skądś się to wzięło. Stworek pewnie nie był niczemu winny, ale ciężko było czuć dla niego współczucie, kiedy dopadło mnie szarzenie. Resztę zagadkowej wypowiedzi przyjąłem tylko ze skinieniem głowy, chociaż on nie mógł tego zobaczyć. Wszystko brzmiało bardzo zagadkowo i nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że każde z nas ma już ten kwiat paproci, a na końcu wyprawy odkryjemy, że każdy z nas mógł się nim stać czy czymś podobnym. Naprawdę nie cierpiałem tych bajkowych zabaw, ale skoro to anioły stworzyły to miejsce... Nie mogę myśleć, że wszystko będzie takie piękne i niegroźne. Z tą krainą jest coś nie tak, czuć to w powietrzu. Nic nie jest tym, czym się wydaje...
Zamknięcie za nami portalu było pewnym elementem, który temu wszystkiemu miał nadać grozy, lecz dla mnie to nic nie zmieniało. Przynajmniej nie będę siedział w którymś z innych wymiarów z resztą biesiadników. Ostatnimi latami naprawdę nie byłem dla nikogo duszą towarzystwa. Tutaj przynajmniej może uda mi się przehandlować ten kwiat na któryś z ich rzadkich metali bądź drewien.
W końcu przypominając sobie do kogo należał ten tajemniczy i powabny głos wezbrała we mnie furia. Moje znamiona przez moment rozświetliły się granatowym blaskiem. Cholerna wróżkowa magia potrafiąca wyciągnąć z maga to, co najgorsze i to, co najbardziej próbował ukryć. Pieprzone omamy słuchowe, czy cokolwiek to było. Nie widziałem Claire od stuleci, by teraz, tutaj słyszeć jej głos? Miarka się przebrała.
Tak, jak przewidziałem, odpowiednio lekki podmuch zmienił się w odpowiednio silny by wynieść mnie trochę wyżej niż łowczyni oraz wróżek, jednak nie mogłem mieć pewności, że przy tak gwałtownym wietrze uda mi się złapać kory w odpowiednich miejscach.
Na wszelki wypadek przygotowałem się do wzniecenia kolejnego podmuchu, tym razem od strony ziemi by nie połamać się przy upadku. Jak dobrze pójdzie uda mi się wylądować z przewrotem by nie skręcić sobie kostki.
Gdyby jednak udało mi się złapać, zacząłbym wspinaczkę w stronę dziupli kilka metrów nad nami. Widziałem portal, jednak równie dobrze mógł on prowadzić w zupełnie inne miejsce. Nie ważne, czy stworek kłamał, czy nie, kwiat znajdziemy gdzieś w koronie drzewa. Jeśli nic nie jest tym, czym się wydaje, dziupla nie musi prowadzić w głąb, a może w górę. Czas pokaże. Dlatego bez zawahania wszedłem do dziupli szukając dalszych przejść.

  

Kazik Lipiński

1075


193 cm


It's out of sight but never out of mind






[Cytuj]
Multikonta: Nerezza
ekwipunek: telefon komórkowy
ubiór: ciemna koszula; jeansowe spodnie; ciemne, wygodne buty; pleciony naszyjnik ze swarzycą


Rzut

To, że portal zniknął, tym samym zamykając na razie jedyną mu znaną drogę wyjścia stąd z jednej strony nie napawało optymizmem i wprawiało wróżka w lekki niepokój, z drugiej jednak motywowało do parcia naprzód. W końcu, nic innego mu teraz nie zostało, niż podążać dalej drogą.
Wspinał się po korze drzewa, starając się jak najlepiej wykorzystywać atrybuty dzikiego kota, w którego ciele teraz przebywał. Za którymś razem wbił jednak zbyt mocno pazury w drzewo, zapewne robiąc to odruchem, by nie zaryzykować upadkiem. Czuł, że nie było to dla rośliny obojętne, zareagowało ono tak, jakby było zupełnie żywą istotą. Miauknął cicho, jakby przepraszająco, poniekąd też w reakcji na żywicę, która zaczęła oblepiać jego futro.
Mocno szarpnął każdą obklejoną łapą, chcąc chwycić się kory z dala od źródeł żywicy. Jeśli udałoby mu się uwolnić, kontynuowałby wspinaczkę, kierując się w stronę portalu. Dziupla również wydawała się być kuszącą opcją, jednak zdecydował się na portale ze względu na wcześniejszą obserwację.

Rebekah Whitelight

18



Raz kozie śmierć







[Cytuj]
Ekwipunek: Stela umieszczona w ukrytej kieszeni stroju, standardowo bat opleciony dookoła prawego ramienia niczym ozdoba całości ubioru.


Nie spieszyła się ze wspinaniem, robiła to ostrożnie i powoli dokładnie badając pod stopami każdą możliwą nierówność czy co tam by było, tylko po to by nie zrobić krzywdy temu, co pozwalało jej wspinać się bez problemu. Ostrożnie wsuwała stopy w zagłębienia. Gdy już minęła towarzyszy dostrzegła dziuplę i czarownika, który próbował z magią.
- Zaufaj naturze nie magii...tutaj natura decyduje większością niż to co potrafimy.
Słowa skierowała do Czarownika nie by jakoś mu uprzykrzyć, a po prostu doradzić. Nie chciała zdobyć kwiatu, a po prostu się dobrze bawić, a nie oszukujmy się właśnie tak się czuła. Bawiła się dobrze, czuła się tutaj jak rybka w wodzie.
- Jeszcze chwilę pozwól mi tylko wspiąć się do dziupli.
Szepnęła do drzewa gładząc opuszkami każdy fragment jaki wyczuła. Stąpała również nadal ostrożnie, noga przy nodze równo ostrożnie by niczego nie zniszczyć i nie uszkodzić. To nie był ich świat, a zaproszenie jakie otrzymali wiązało się również z kulturą i szacunkiem do gospodarza.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Ray
Drzewo drżało pod Twoim dotykiem, cierpiące i samotne, pełne wściekłości, która zbierała się w nim od lat. Jednak gdy runy zaczęły działać na Tobie poprawnie, mogłaś poczuć, że się odrobinę uspokoiło, jakby spotkało je coś znajomego i bezpiecznego. Mimo to, nie wskazywało drogi, milcząc uparcie. Wyraźnie to była decyzja, którą kobieta będzie musiała podjąć sama. Dwójka jej towarzyszy zniknęła już w dziupli, a trzeci skierował się w stronę portalu. Pozostałaś samotnie na drzewie.

Way
Twojej wściekłości i lśniącym znamionom odpowiedział radosny, drwiący śmiech Claire, który przerodził się w nieco skrzekliwy, obcy i nieprzyjemny. Ktoś w tej krainie zdecydowanie stroił sobie z Ciebie żarty, czarowniku. Całe szczęście, kolejny podmuch nie był konieczny - pewnym ruchem chwyciłeś korę, utrzymując się mimo zwodniczych wiatrów. Dalsze kroki już były proste, byś zaraz mógł poczuć pod palcami wilgotne wnętrze dziupli.

Reb
Drzewo pulsowało pod Twoimi palcami, ale wydawało się wyjątkowo spokojne. Twoje palce naturalnie odnajdowały kolejne wgłębienia, byś i ty, zaraz za czarownikiem, spokojnie mogła chwycić palcami wilgotną krawędź olbrzymiej dziupli.

Way i Reb
Stanęliście w wielkiej, wysokiej jamie. Pulsuje energią, czujecie całe jestestwo Drzewa - wszystkie jego uczucia otulają Was z każdej strony...


Bies
Drzewo przez chwilę jeszcze stawiało opór, jednak żywica puściła i jego gniew zniknął, pozostawiając Cię samego z Twoimi myślami. Bez problemu znajdowałeś kolejne chwyty z dala od żywicy, którą udało Ci się wytrzeć o korę. Drogę pokonałeś zaskakująco szybko. Wystarczyło tylko doskoczyć do portalu, który kusił światłem i ciepłem.
Skoczyłeś.

Info od MG:
1. Wszystkie wróżki w tym świecie funkcjonują z Wdziękiem klasy IV, którego nie sposób z siebie zdjąć. W przypadku krwi wróżki, ale nie bycia wróżką, również postać wydaje się bardziej "wdzięczna" operując na wdzięku II klasy.
2. Słońce nie pali wampirów, bez względu na posiadanie specjalnej umiejętności bądź nie.
3. Zmysły wilkołaków są trochę przytępione, nie czują tu one również "zewu agresji".

Jeśli nie chcecie pisać w tej turze, a podjęliście decyzję dokąd idziecie, to nie musicie. Tylko napiszcie mi na disco!

Czas na odpis 48h.
Spóźnienie skutkuje pominięciem
1. Pierwsze pominięcie to ostrzeżenie
2. Drugie skutkuje ucięciem szekli
3. Wyleceniem z eventu.

Ray Moonwater

24


150 cm


Let go of your fears and chase after your dreams.







[Cytuj]
Multikonta: Sina, Nithral
Ekwipunek: Stela, spinka otrzymana od Oktober, w kieszeni telefon komórkowy, ubiór:białe obcisłe spodnie oraz prześwitująca, zapinana na guziki czarna tunika do kolan, wygodne czarne balerinki, kilka plecionych bransoletek na obu rękach oraz indiański naszyjnik
Runy: stałe, Dextertias [2/3]


Pogładziła delikatnie korę drzewa, ze współczuciem i jednocześnie szacunkiem. Indianie od zawsze żywili ogromny szacunek do Natury, a Drzewo było jej uosobieniem. Skoro jednak milczało na pytanie, nie zamierzała dłużej kłopotać go swą obecnością.
- Dziękuję za bezpieczne przejście. Jeśli będzie mi to dane, chętnie Cię jeszcze odwiedzę i dotrzymam towarzystwa. - powiedziała tylko na koniec, decydując się przejść przez portal. Wdrapała się więc do niego, by nagle dziwnie zestresowana przekroczyć portal. W ostatniej chwili zwątpiła w swą decyzję, że może należało jednak iść do dziupli, ale dokonała już wyboru i nie miała jak zawrócić.
❝ Hope is only thing stronger than fear❞ I am the voice in the wind and the pouring rain, I am the voice of your hunger and pain. I am the voice that always is calling you, I am the voice - I will remain. I am the voice of the past that will always be filled with my sorrow and blood in my fields. I am the voice of the future - bring me your peace...


Kazik Lipiński

1075


193 cm


It's out of sight but never out of mind






[Cytuj]
Multikonta: Nerezza
ekwipunek: telefon komórkowy
ubiór: ciemna koszula; jeansowe spodnie; ciemne, wygodne buty; pleciony naszyjnik ze swarzycą


Sprawnie wspiął się po drzewie, jednocześnie przy tym starając się całkowicie oczyścić z lepiącej żywicy. Po drodze zastanawiał się jeszcze, czy jednak nie pójść w kierunku dziupli, jednak w końcu nie porzucił wcześniej obranego celu, kierując się dalej w stronę portalu.
Skoro udało mu się wspiąć bez większych problemów, nie licząc epizodu z żywicą, w postaci dzikiego kota, zdecydował się jeszcze nie zmieniać formy, tę obecną traktując jako odpowiednią do warunków. Dlatego bez większego zawahania, doskoczył do portalu i przekroczył go wciąż jako jaguar.

Morgan MacGrioghair

728


186 cm

S`rioghal mo dhream





[Cytuj]
Multikonta: None
Ekwipunek: Telefon komórkowy.
Ubiór: Dobrze skrojony, ciemnoniebieski garnitur wraz z kamizelką, białą koszulą oraz eleganckimi, skórzanymi butami. Sygnet z mocno przetartym krzyżem oraz pierścień z białego złota na prawej dłoni, dwa pierścienie na lewej. Ze złota oraz stali.


Zaraz po wejściu do dziupli okazało się, że nie byłem jedynym, który wybrał to podejście. Spodziewałem się, że wszyscy wybiorą portal, jednak przypałętała się ze mną ta cicha łowczyni. Odwróciłem się spoglądając w jej stronę dość beznamiętnym spojrzeniem lodowatych tęczówek.
- Dziecko, natura nie ma nic wspólnego z tym, co tutaj istnieje. Ten świat został stworzony przez stworzenia bardzo krótkowzroczne i okrutne. Nie doszukuj się tutaj natury, bo może cię to zgubić. - wypowiedziałem się całkiem spokojnie.
W końcu obróciłem się w stronę wnętrza dziupli. Rozłożyłem dłonie na boki kontrolując swój oddech według starych, bliskowschodnich metod wprowadzając się w lekki trans. Pozwoliłem otaczającym nas uczuciom wpełznąć w głąb mnie robiąc powoli kolejne kroki naprzód. Skoro czasami trzeba było coś poczuć zamiast kierować się magią, może to był ten moment. Dobrze będzie znów coś poczuć, nawet jeśli te bodźce nie będą należeć do mnie. Może powiedzą mi coś więcej o tym miejscu. Skoro stworzyły je między innymi anioły, bardzo możliwe, że całe drzewo jest jakimś zaklętym jestestwem. Poddając się jego emocjom może uda mi się czegoś dowiedzieć.

  

Rebekah Whitelight

18



Raz kozie śmierć







[Cytuj]
Ekwipunek: Stela umieszczona w ukrytej kieszeni stroju, standardowo bat opleciony dookoła prawego ramienia niczym ozdoba całości ubioru.


Reb wiedziała doskonale, że tutejsze miejsce jest dość...inne. Jednak czy aż tak bardzo złe istoty mogłyby je stworzyć? Nie sądziła. Może i tak, w końcu kuszące otoczenie aż nęciło swym pięknem, jednak jeśli to co tak piękne stworzyło to co złe? Kim był ten czarownik? Kim była ona? Swoje pierwsze słowa skierowała do Czarownika.
- Możliwe, jednak skoro może to tylko ułuda i to co widzimy stworzono po to by mącić w głowach kim jesteśmy my? Kim jest Pan? Skoro stworzenia okrutne i krótkowzroczne stworzyły to miejsce to kim jesteśmy? Lepsi? Nie, nie jesteśmy lepsi. Proszę wybaczyć, za mą...śmiałość i bezpośredniość ale sądzę, że skoro tak Pan uważa, musi być gorszym niż Ci, którzy stworzyli to miejsce. Nie każdy jest takim jakim się wydaje. Ale może się mylę, w końcu jestem tylko dzieckiem.
Skinęła grzecznie głową, nie krzyczała, nie unosiła się nie miała ku temu powodu. Po prostu powiedziała co myślała. Ona czuła tutaj naturę, chociażby to drzewo. Widziała problemy innych a ona. Ona weszła bez problemu. Uśmiechnęła się półgębkiem stojąc w dziupli i uśmiechnęła się lekko do siebie. Dotknęła delikatnie opuszkami palców wnętrza czując jak wszelkie uczucia drzewa i ją ogarniają. Cichym szeptem odezwała się wpatrując w głąb dziupli w której się znaleźli.
- Mów do woli. Wysłucham, może mogę Ci pomóc jeśli tego oczekujesz, tylko poprowadź mnie i powiedz.
[u]Zrobiła krok w przód gotowa przyjąć na siebie kolejną falę odczuć, nie ważne czy była by to radość, smutek, cierpienie. Gdyby mogła pomóc i uleczyć zrobiłaby to, w końcu posiadała ten dar. Jednak wszystko zależało do tego, jakie uczucia i co chciało przekazać drzewo.

Mistrz Gry

666 lat



"I heard a sound, and did not know what it was. I sought wisdom in the chalice, but there was none.

[Cytuj]
Ray i Bies
Portal lśnił, wabiąc kolorami. Gdy przekroczyliście zawieszone w powietrzu wrota, setki iskier posypało się dookoła. Przez chwilę mieliście wrażenie, że nie ważycie nic, a że portal przenosi Was ku samemu szczytowi. Czyżby cwane postępowanie mogło być odpowiedzią, której szukało drzewo? Czy zejście z oczywistej ścieżki to było to, czego chciał od Was opiekun?
Przez chwilę obydwoje byliście zawieszeni w skrzącej się nicości, której gwiazdy i światła pokazywały fragmencik świata do którego prowadziły. Wtem, przestrzeń pod Wami otworzyła się!
Zaczęliście spadać w zawrotnym tempie, a powietrze było tak rozrzedzone, że trudno było Wam złapać oddech. Faktycznie, znaleźliście się bardzo wysoko nad ścieżką i pikowaliście w dół. Na Waszej drodze znajdowały się kolejne portale, ale było ich tak wiele, że trudno było objąć je wszystkie rozumem. Marmurowa ścieżka zbliżała się do Was z zawrotną prędkością, gdy nagle jeden z portali otworzył się, wciągając Was do środka!

Klik
Ray i Bies Z/T, dalsze MGowe rzeczy dla Was tam

Way i Reb
Wilgotne wnętrze drzewa przyjęło Was rytmicznym pulsowaniem ścian i kolumn pomieszczenia, w którym się znaleźliście. Przed Wami korytarz, który powoli unosi się ku górze, zawijając gdzieś w mroku. Nie słychać tu dźwięków, które otaczały Was na zewnątrz, jakby wszystko przygłuszało pulsowanie serca Opiekuna, które najprawdpodobniej gdzieś bije w olbrzymim, wydrażonym pniu.
Way, przede wszystkim czujesz przejmujący ból opiekuna, samotność, złość i smutek. Po raz pierwszy od lat emocje które czujesz, wnikają w Twoje wnętrze, rozpalając zmysły i wzburzając wyszarzałe już ciało. Z każdym oddechem czujesz tego coraz więcej. Widzisz też coraz więcej, urywki wspomnień Opiekuna. Drzewo jest prastare, widziało wielu śmiałków, których twarze mignęły Ci właśnie przed oczami. Przysiągłbyś, że jedna z nich była złowieszczo podobna do stworzenia, które spotkaliście u podnóża. Wtedy stworek nie był dziwną abominacją bez twarzy, a wróżkiem, pewnie Kelpie, sądząc po ostrym uzębieniu. W tym wszystkim dostrzegasz też wspomnienie, które zdaje się być początkiem wszystkiego - nasączone gniewem, kipiącą furią tłuszczy, która próbuje się włamać do domu, w którym kryją się jacyś ludzie. W tym tłumie przemieszcza się szepcząca, piękna pani, o złotych włosach i morskich oczach, której twarz wykrzywia się w drwiącą maskę.
Reb, puls Drzewa przebiega przez Twoje ciało, przyspieszając oddech i uderzenia serca. Opiekun jednak, czując Twój dar, zdaje się kulić, jak skrzywdzone, poranione zwierze, które nie ufa. Jesteś pewna, że nagie słoje niejako odsunęły się od Twoich opuszek. Czujesz lęk i przegniłą samotność. Ale Twój Dar daje Ci odczuć jeszcze jedno - to coś jest pełne anielskiej mocy, która w jakiś sposób została wypaczona.


Klik

Way i Reb ZT, odpisujcie już tam

Info od MG:
1. Wszystkie wróżki w tym świecie funkcjonują z Wdziękiem klasy IV, którego nie sposób z siebie zdjąć. W przypadku krwi wróżki, ale nie bycia wróżką, również postać wydaje się bardziej "wdzięczna" operując na wdzięku II klasy.
2. Słońce nie pali wampirów, bez względu na posiadanie specjalnej umiejętności bądź nie.
3. Zmysły wilkołaków są trochę przytępione, nie czują tu one również "zewu agresji".

Czas na odpis 48h.
Spóźnienie skutkuje pominięciem
1. Pierwsze pominięcie to ostrzeżenie
2. Drugie skutkuje ucięciem szekli
3. Wyleceniem z eventu.

  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo