Prudence Lavoie

22 lata


159 cm


o







[Cytuj]
Multikonta: Brak
''Tego tu wcześniej nie było'' ta właśnie myśl pojawiała się w głowie dziewczyny praktycznie co chwilę, gdy szła do miejsca napisanego na karteczce. W końcu - po tygodniu załatwiania wszelakich sprawunków, od których aż ją bolała głowa, związanych z nowym miejscem zamieszkania - pozwoliła sobie na zwiedzanie i podziwianie okolicy. Zaskoczyło ją to, jak mało pamięta z ostatniego pobytu tutaj, to jest: z jakieś dwa albo trzy lata temu, ba, zdążyła już się z dwa razy zgubić, ale na szczęście jacyś mili ludzie nakierowali ją na właściwy tor.
Największe zaskoczenie jednak spotkało ją wczoraj. Wyglądało jak wysoki, ważący pewnie z jakieś sto kilogramów, rosły mężczyzna z rosyjskim akcentem. Jego ostatniego spodziewała się tu spotkać, niby lata temu wspominał, że lubi podróżować, ale prędzej spodziewała się, że zobaczy kogoś z dawnego stada, który zupełnym przypadkiem by się tam znalazł. Ale wracając. Najpierw minęła Wanię, bo tak miało na imię owe zaskoczenie, by po chwili zajarzyć, że tę mordkę już gdzieś kiedyś widziała i po chwili konsternacji, odwróciła się i szybciutko do niego podbiegła, zachowując się przy tym jak szczeniak, wołając radośnie do niego „Wania, Wania, pamiętasz mnie?”. Po narobieniu mu (i sobie) trochę wstydu, oznajmiła, że się spieszy i już miała odejść, gdy Wania podał jej nazwę ulicy, którą Prue szybko sobie później zapisała, co by nie zapomnieć, i powiedział, żeby się tam spotkali jutro o piętnastej.
Teraz jednak nie bardzo wiedziała, czemu Rosjanin podał akurat to miejsce jako ich spotkanie, nie było tu nic nadzwyczajnego. Była kilkanaście minut przed czasem, coś podejrzewała, że mogłaby się zgubić, a nie chciała, by wilkołak na nią czekał.

Wania Siergiejew

30 lat


180 cm


Tylko głupiec nie słucha rad, nieważne, dobrych czy złych, gdyż każda niesie ze sobą naukę.






[Cytuj]
Multikonta: -
# Przed Misją w Nefilowie

Znał ją, zdecydowanie znał i pamiętał, po ostatnim ich spotkaniu kiedy to pomagał w jakiejś sprawie związanej z jej watahą. Nie mniej było to małe zaskoczenie, że spotkał ją właśnie tu. Co prawda samu się tu osadził już jakiś czas temu i nie powinno go to dziwić, a jednak. Po wymianie kilku słów i przekazania informacji gdzie ma się znaleźć, on sam wrócił do swoich spraw, które musiał pozałatwiać.

Następnego wieczora owszem miał się spotkać z Prudence, jednak kto powiedział, że to zrobi w ludzkiej formie? Kiedy tylko dziewczyna pojawiła się na obrzeżu lasu, Wania w postaci wilka siedział, raczej w takiej gęstwinie co by z ulicy nie był zauważalny na pierwszy rzut oka. Chciał poobserwować zachowanie dziewczyny, instynkt mu podpowiadał, żeby jednak mimo wszystko sprawdzać osoby, które mają dostać wstęp do Azylu. Tak sprytnie schowanego przed wzrokiem innych. Kiedy Dziewczyna wystarczająco długo czekała, Wania specjalnie nieco głośniej wyszedł z krzaków i spojrzał swymi złotymi ślepiami wprost w oczy dziewczyny, jak by chciał powiedzieć "chodź za mną". Oczywiście nie czekał na słowa sprzeciwu, tylko odwrócił się i trzymając ogon, równolegle do ziemi ruszył w głąb gęstwiny. Zatrzymał się dopiero nieopodal jeziora i dopiero tu podchodząc do drzewa, w którym trzymał zapasowe spodnie, przemienił się, by szybko w nie wskoczyć.
-Wybacz, po ostatnich wydarzeniach muszę uważniej pilnować to miejsce i kto ma do niego dostęp, pomimo zabezpieczeń.- Powiedział, odwracając się do niej. Był w samych jeansach, dopiero teraz też można było zaobserwować ogrom jego tatuażu, który zaczynał się na wysokości pasa, a kończył na przedramionach.
-Słyszałaś o Wilczym Azylu?- spytał jej, się nagle uważnie ja obserwując. Co jak co ale od ostatniego spotkania Wania tak poważnie się nie zachowywał. Mało tego dziewczyna mogła wyczuć coś nowego w nim, coś na kształt siły, ale nie fizycznej, bardziej taką, którą wilki odczówały gdy Alfa lub Beta zmieniały ton na nieco poważniejszy, lub taki który miał przykuć uwagę do wagi słów, które chciał przekazać. Jednym słowem, w życie Wani stanęło do góry nogami względem ostatniego spotkania.


Prudence Lavoie

22 lata


159 cm


o







[Cytuj]
Multikonta: Brak
Można by pomyśleć, że ktoś, kto zachowuje się, jakby miał owsiki w dupie, będzie się niecierpliwić, kręcić i niewiadomo co jeszcze, jednak Lavoie po kilku minutach czekania i wypatrywania mężczyzny, podeszła pod drzewo, usiadła przy nim, oparła o nie głowę, przymknęła oczy i po prostu cieszyła się chwilą, chłonęła każdy moment, kiedy wreszcie miała spokój od tego małego zamieszania z papierami, lecz gdzieś w duchu pozostawała jakaś obawa, że Rosjanin nie przyjdzie albo ona pomyliła godzinę lub miejsce spotkania, no bo hej, w końcu tu zupełnie nic nie było, a godzina, na którą już umówili, już dawno minęła. Na szczęście obawy okazały się niepotrzebne i brunetka uśmiechnęła się pod nosem, gdy ujrzała wilka, bezzwłocznie za nim ruszyła, uprzednio tylko cicho szepcząc do niego „witaj”, bez pewności, czy wilczur ją usłyszał.
Nie tego się spodziewała, gdy dotarli na miejsce. Początkowo sądziła, że spotkają się na piwie, pogadają co u nich się zmieniło, a Wania może jej opowie coś o tutejszej watasze - w końcu przecież wczoraj nie zdążyli sobie powiedzieć na co się spotykają, bo obydwoje się spieszyli. To jednak wyglądało na jakąś "rekrutację" do stada, zwłaszcza, że wspomniał coś o zabezpieczeniach tego miejsca, czyżby było ukryte?
Gdy go poznała, był całkiem inny, chociaż w tym przypadku ciężko mówić o „poznaniu”, skoro rozmawiali zaledwie kilka razy i to jeszcze ładne parę lat temu, jednak wtedy zachowywał się bardziej… luźnie? Swobodnie? Nie tak poważnie? Najwyraźniej ludzie się zmieniali, prócz samej Prue, która zdaje się, że utknęła jeszcze w swoim nastoletnim życiu i najwidoczniej nie zamierzała się z niego ruszać. Lecz i tak sam ton Wani sprawił, że kobieta chwilowo spoważniała, przypatrując się mu badawczo.
- Co się stało?- Ciężko powiedzieć, czy pytała o ostatnie wydarzenia, o których wspomniał Iwan, czy też właśnie o jego odmienne, w porównaniu do kiedyś, zachowanie. Co jak co, ale Prudence była dość ciekawska, więc może nawet o obydwie rzeczy.
-Wilczy Azyl?-Powtórzyła za nim i lekko przekręciła głowę w prawo, marszcząc czoło -Nie, pierwsze słyszę. Jestem w York od niedawna, nie zdążyłam się jeszcze rozejrzeć, mój błąd. To jakiś rodzaj watahy?- Spytała z ciekawością. Fakt, mogła bardziej ogarnąć sytuację w York, tymczasem ona skupiła się na tych przyziemnych sprawach, które wtedy uznała za ważniejsze, wilkołactwo wilkołactwem, ale mieszkanie i praca samo się nie zrobi i nie znajdzie.

Wania Siergiejew

30 lat


180 cm


Tylko głupiec nie słucha rad, nieważne, dobrych czy złych, gdyż każda niesie ze sobą naukę.






[Cytuj]
Multikonta: -
-Jeżeli pytasz o Azyl, to jeszcze przed otwarciem Azylu zaatakowała nas Kohorta. Jeżeli pytasz o mnie to no cóż. W wielkim skrócie poznałem Oscara, który zorganizował cały projekt, jakim jest Wilczy Azyl, potem odnowiłem kontakt, z Włoszką, której koniec końców się oświadczyłem, zacząłem traktować Oscara jako Alfę, a potem sielanka się skończyła, Oscar zniknął, mianując mnie Betą, przydzielając mi do pomocy moją siostrę, którą uważam równą na tym stanowisku.- Domyślał się, że pytając się, jego co się stało, chodzi jej zarówno o sytuacje z Azylem jak i nim samym. No cóż, poczuł się winien pewnych wyjaśnień.
-A no i jeszcze w tym samym momencie co objąłem stanowisko Bety, otrzymałem zerwanie zaręczyn.- to zdanie wypowiedział beznamiętnie, jakby gdzieś w głębi dalej lekko tłamsił ogromne emocje, które przychodziły za każdym razem gdy tylko pomyślał o tym. Spojrzał, w stronę Azylu, po czym wzrokiem wrócił do dziewczyny,
-Potrzebuję twój kosmyk. O Azylu opowiem ci w środku. Nie będziemy tak stali jak te widły w gnoju i gadali o pustym psyku- Roześmiał się. W tym momencie zrozumiał też, że dziewczyna może, nie zrozumieć, o co chodzi z kosmykiem.
-Potrzebuję go do zabezpieczenia. Resztę wyjaśnię potem- poprawił się i jeżeli dziewczyna pozwoliła mu uciąć mały kosmyk włosów, on od razu powędrował w kierunku budynku, a po chwili dziewczyna też mogła go dostrzec. Wania po tym czekał na nią w drzwiach na tyłach budynku, gdzie znajdował się też tor przeszkód, który wybudowali do treningów.


Prudence Lavoie

22 lata


159 cm


o







[Cytuj]
Multikonta: Brak
- Co jak co, ale nudno to Wy tu nie macie -odezwała się po wysłuchaniu Wani. Będzie miała dużo do nadrobienia, żeby się połapać, co się ostatnio działo w tych okolicach. No cóż, załatwiła jedne sprawy, to znalazły się kolejne. – Beta, co? A ja Cię miałam za samotnego wilka, który po prostu chodzi swoimi ścieżkami. W sumie, to bardziej jak taki kot… – wyszczerzyła ząbki w uśmiechu. - To dlatego tak spoważniałeś?
Po następnym zdaniu Rosjanina z ust dziewczyny wydobyło się ciche „och”, od razu pożałowała swojego wcześniejszego pytania, na jej twarzy pojawiły się smutek wymieszany z lekkim współczuciem, który nieskutecznie próbowała zdusić, a następnie mężczyzna, o ile nie protestował i jej nie powstrzymał, został przez nią przytulony, co musiało wyglądać dość śmiesznie, bo nawet stojąc na palcach była od niego fest niższa. Nigdy nie była dobra w pocieszaniu, ba, nawet uważała, że słowa typu „będzie lepiej” są za bardzo oklepane i nic nie wnoszą.
- Pogadamy w środku? Czyli będę mogła dołączyć? – Tego się bała najbardziej. Że nawet jeśli dowie się o jakiejś watasze, to ta jej nie przyjmie. Niby wiedziała, że Wania nie pomacha jej tym smakowitym kąskiem przed twarzą, żeby na koniec powiedzieć ‘nie dla psa kiełbasa’, ale lęk wciąż pozostawał.
- Jasne, tnij, tylko nie za dużo, i tak mam krótkie włosy – powiedziała i odgarnęła swoje włosy, znajdując kosmyk spod „tylnej” warstwy - żeby nie było widać różnicy i ‘podała’ go mężczyźnie, wciąż przytrzymując palcami. Następnie obserwowała, gdy je wziął i odszedł, a gdy wokół niego pojawił się budynek, usta ukształtowały się w literkę o. Przez chwilę patrzyła na to wszystko z fascynacją i w końcu ruszyła, przyglądając się domkowi dokładniej.
- Ła, nieźle się tu urządziliście. Nie sądziłam, że będzie taki – tu machnęła dłońmi, mając nadzieję, że Wania zrozumie, co ma na myśli. - Nie żebym narzekała. Mi pasuje.

Wania Siergiejew

30 lat


180 cm


Tylko głupiec nie słucha rad, nieważne, dobrych czy złych, gdyż każda niesie ze sobą naukę.






[Cytuj]
Multikonta: -
-Dalej chodzę swoimi ścieżkami, ale tym razem delikatniej je dobieram, gdyż za dużo oczu na mnie patrzy.- stwierdził z rozbawieniem, a następnie pozwolił się przytulić a co. W końcu tylko na pierwszy rzut oka wyglądał groźnie. Natomiast nie pozwolił się długo przytulać. Jakoś tak po ostatnim spotkaniu z wróżką zamierzał ograniczyć kontakt fizyczny do minimum, ale za to w głębi duszy doceniał drobny gest.
-"Mają rozmach skurwysyny"?- powiedział rozbawionym tonem głosu kiedy ta podeszła do budynku.
-Chodź, wyjaśnię ci, o co chodzi.- stwierdził, prowadząc ją przez korytarz aż do salonu, gdzie mogli wygodnie usiąść i zamienić słowa. W kominek był już rozpalony i przyjemnie dla ucha trzaskał w tle. Wania natomiast podszedł do barku lecz zanim sięgnął, po alkohol spojrzał na Prudance.
-Też chcesz?- Zapytał i jeżeli ta wyraziła chęć, to nalał do dwóch literatek własnoręcznie zrobiony bimber z dodatkiem tojadu, który powoli pojawiał się w barach dla podziemnych i oczywiście przyniósł jej szkło z trunkiem.
-Oczywiście, że będziesz mogła dołączyć, jeżeli tylko tego chcesz. Sprawa z Wilczym Azylem wygląda tak, że jest to miejsce dla każdego wilka. Nie ważne czy należy do watahy, czy też nie. Tutaj każdy wilk otrzyma pomoc jeżeli tylko takową będzie chciał otrzymać. Korzyść wynikająca z dołączenia do watahy to przede wszystkim, to, że To ja wraz z siostrą biorę odpowiedzialność za twoje wykroczenia względem Clave. Nie będąc w Watasze, ciężko mi bronić wilki, czasem jest to w ogóle niemożliwe. Ale tu wchodzi Veronica i jej prawnicze zdolności- Mówiąc to, zatopił się w fotelu, zakładając nogę na nogę, a literatkę stawiając na oparciu. W międzyczasie zadzwonił telefon, na który spojrzał i ciężko westchnął. Oczywiście przed odebraniem przeprosił, a potem już można było usłyszeć przekleństwo w języku rosyjskim oraz przyjadę, jak będę miał chwilę. Wyjazd siostry do jej matki, zaczynał doskwierać Wani. Owszem ogarniał znacznie więcej niż przedtem, bo firmę, azyl, ochronę hotelu, ale po prostu czasem nie miał czasu na sen, był na najwyższych obrotach i to znacznie wyższych niż wtedy gdy zniknął Oscar.
-Jeszcze raz przepraszam. Małpy w firmie nie potrafią dopilnować najprostszej rzeczy.- stwierdził, chowając telefon do kieszeni.
-Na czym skończyłem?- stwierdził, zamyślony pociągając łyk z literatki.
-A tak Wataha. Krótko mówiąc, póki nie ogarniemy sprawy z Alfą ja oraz moja siostra tu dowodzimy, z resztą wiesz, jak to działa.- uśmiechnął się lekko.


Prudence Lavoie

22 lata


159 cm


o







[Cytuj]
Multikonta: Brak
Środek domostwa także robił wrażenie, szła raczej wolno, rozglądając się na wszelkie strony, dochodząc wreszcie do salonu. Chyba tylko jedynie wyobraźnia ich ograniczała co do budowy tego miejsca, wszystko wyglądało dość porządnie i kosztownie, przy czym przemyślanie zbudowane. Jak to ona, nie zatrzymała się wpierw w jednym miejscu, tylko zaczęła obchadzać salonik, wpatrując się w widoki za oknem, potem na chwilę przykucnęła przy kominku, pozwalając jej ciału jeszcze się napawać ciepłem, jakby wcale nie było lata i wysokie temperatury ani trochę nie powalały, aż wreszcie, naturalnie, ruszyła po alkohol oferowany przez Wanię.
- Jakoś taki… mocniejszy? Nie piłam jeszcze takiego – stwierdziła, tuż po tym jak jednym haustem wypiła bimber, oj tak, z takim nie miała wcześniej do czynienia, czuła czerwieniące się poliki i lekkie pieczenie w gardle, nigdy wcześniej tak nie reagowała, przynajmniej nie po jednej szklaneczce. Odwróciła się od Iwana i zaś stanęła przy oknie, aby ten nie widział tej żałosnej reakcji organizmu. - Mogę jeszcze dolać? – Spytała, gdy już trochę ochłonęła.
Po ponownym wypiciu, albo i nie – jeśli Wania jej nie dał, usiadła na sofie, ale że tak jakoś nie mogła tam znaleźć pozycji, to usiadła po turecku na podłodze, opierając szyję na siedzeniu kanapy.
- Niby inny, a jednak taki sam.- pokręciła głową z ledwo widocznym uśmieszkiem.- Ten świat na barach nigdy nie wydaje ci się za ciężki? Ale dobrze przynajmniej, że masz siostrę do pomocy.
Czy mu przeszkadzała? Chyba dopiero teraz zauważyła, jak wiele miał na głowie, dziwnie jej było z myślą, że może mu zawracać czas i zabiera mu, być może, wolną chwilę, którą i tak właśnie poświęcał na firmę.
- Może warto zatrudnić kogoś do pomagania w firmie? - dopytała, chociaż, jakby on sam tego chciał, to by już pewnie kogoś znalazł do pomocy.
-A jeśli chodzi o dołączenie, to tak, bardzo chętnie.

Wania Siergiejew

30 lat


180 cm


Tylko głupiec nie słucha rad, nieważne, dobrych czy złych, gdyż każda niesie ze sobą naukę.






[Cytuj]
Multikonta: -
-Mocniejszy, bo z tojadem. Pijesz właśnie moje kuriozum- roześmiał się, po czym wstał po to, by nalać jej jeszcze jedną literatkę trunku.
-Uważaj na niego tak samo jak na Burbon Winchesterów. Burbon jest robiony przez moją rodzinę od strony ojca. On również zawiera tojad, który w odpowiednim stężeniu powoduje u nas zwolnienie regeneracji, a co za tym idzie, potrafi sprawić, że następny dzień jest prawdziwym porankiem kojota.- stwierdził dalej rozbawionym tonem głosu, owszem zdążył zauważyć jej rumieńce na twarzy, co jak co ale to był normalna reakcja na tego typu trunek.
-Może będziesz miała okazję zobaczyć mnie, w niedalekiej przyszłości, w końcu porządnie wstawionego- znów się roześmiał, podając literatkę z trunkiem i siadając z powrotem w fotelu.
-Czasem tak, ale widząc kolejne nowe twarze tutaj, wynagradza to wszystko.- Wania ostatnim czasy miał naprawdę ciężkie kilka tygodni za sobą, jednak widząc, jak wszystko zaczyna płynąć naturalnym nurtem, to wszystko sprawiało, że czuł się dumny z tego, że udaje mu się to wszystko utrzymać w ryzach. Co jak co ale został wepchnięty na głęboką wodę, a raczej kopnięty glanem wielkości czterdzieści cztery.
-Nigdy nie stawiam firmy wyżej ponad stado. Poradzą sobie, a jak nie to Ronnie będzie musiała szukać nowych pracowników. Bo widzisz, ten obowiązek został nieco zepchnięty na mnie. Oficjalnie siostra tam zarządza, a ja jej pomagam.- Westchnął lekko, wiedział że praca siostry jest ciężka, ale nie zdawał sobie sprawy, że w firmie są niekompetentne osoby. No cóż, będzie musiał z nią o tym porozmawiać gdy wróci do Yorku.
-Jeżeli jestem, tu to reszta mnie nie interesuje, choćby się paliło. To będziesz, z resztą tak samo jak i reszta wilków, dla mnie ważniejsza od firmy.- stwierdził zupełnie szczerze. Skoro w razie czego miał przejąć, obowiązki alfy to sposób myślenia musiał mu się zmienić o sto osiemdziesiąt stopni. Już nie było tylko ja i mój motocykl, teraz była ja, wataha i mój motocykl.
-W takim razie, cytując pewną znajomą, witamy na największych "koloniach dla wilków"- pozwolił sobie zażartować, by nieco oczyścić atmosferę.
-Jeżeli chcesz, możesz zając któryś z wolnych pokoi na górze. A no i to jest mój numer telefonu w razie czego- wyciągnął kartkę i zapisał na niej swój numer telefonu no i oczywiście wręczył ją dziewczynie.
-A teraz opowiadaj co u ciebie, nie widziałem cię wieeeeeki-


Prudence Lavoie

22 lata


159 cm


o







[Cytuj]
Multikonta: Brak
- No tak. W końcu Rosjanin. Czemu mnie to nie dziwi. Ty to lepiej otwórz bar dla wilkołaków, a nie jakieś firmy ci w głowie. – i ona roześmiała się, chyba już powoli wchodziła w etap, gdzie śmiechu będzie co niemiara i pozostanie już jej tylko chichotać. Ale pić trzeba dalej.
- Oj nie kuś. Teraz z pewnością będę musiała i tego spróbować. – Stwierdziła oskarżycielskim tonem. A na rumieńce to proszę nie patrzeć, wszystko jest w najlepszym porządku, Pru nigdy nie czuła się lepiej.
– A co się ma stać? W końcu bierzesz urlop? – spytała zaciekawiona, od razu biorąc od mężczyzny trunek i zaś od razu pijąc całość od razu, tym razem powstrzymując twarz od grymasu i znów czując drapanie w gardle… Widocznie za mało wypiła!
- Pewka, że sobie poradzisz, tylko oby nie kosztem zdrowia. Nawet wilk może się czasem przemęczyć, a ty teraz, jak myślę, działasz na pełnych obrotach? Ale… to dobrze widzieć, że czujesz się spełniony „zawodowo”.
- Pierwsza kolonia… W końcu musi być wyjątkowa, co? – Uśmiechnęła się pod nosem i jeszcze wygodniej usadowiła, nogi rozprostowała, skręciła się trochę bok, tak, by ramię położyć na siedzisku od sofy, a na ramieniu oparła głowę.
- Nie, dzięki. Mam już mieszkanie. Ale możesz zatrzymać jeden pokój dla mnie, tak na wypadek. – Nie miała na co czekać, tylko od razu przepisała numer Wani na telefon, karteczkę by jeszcze zgubiła, i, żeby on też miał do niej kontakt, wysłała mu bardzo kreatywny sms. „x”.
-Proszę cię, przez te wieki prawie nic się u mnie nie zmieniło. W tamtej dziurze nic się nie działo, miałeś, że tak powiem, farta, że akurat trafiłeś na tę sprawę z wampirami. Później była już tylko monotonia… Ach, właśnie, reszta mojej dawnej watahy pewnie ma ci za złe, że nas już później nie odwiedziłeś, także możesz dodać wizytę Francji do swojej przydługiej, niekończącej się listy – zaśmiała się cicho, to jasne, że odczuwali względem niego wdzięczność za pomoc, ale żałowali, że nie mieli jak się zrewanżować. – Tyle się zmieniło, co babcia mi zmarła, dlatego mam gdzie mieszkać. Więc też pożegnałam się i z Francją, i z watahą, ale hej, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. – Jasne, że żałowała śmierci babuszki, wciąż czuła ogromny żal, ale przecież nie można się dołować w nieskończoność. Trzeba świętować spotkanie Wani, dołączenie do watahy i poznanie smaku nowego bimbru. Cieszmy się!

Wania Siergiejew

30 lat


180 cm


Tylko głupiec nie słucha rad, nieważne, dobrych czy złych, gdyż każda niesie ze sobą naukę.






[Cytuj]
Multikonta: -
-Poniekąd, uczestniczę w biznesie barmańskim- Roześmiał się, a kiedy znów zadzwonił telefon, z jego ust wydobyła się wiązka przekleństw.
-Ja jebał twaj dzien rażdzienia i gwozd na katoram ty szapku wieszajesz!- Nie odebrał, po prostu wyłączył telefon i rzucił nim gdzieś w kąt salonu. Cóż przy takiej częstotliwości rozwalania telefonów, to zaraz zostanie wpisany do księgi rekordów Guinnessa. A kiedy zobaczył spojrzenie Prudance, odchrząknął tylko i podszedł do barku.
-Właśnie nabrałem ochotę na porządnie napierdzielenie się- Stwierdził w stylu, który był dobrze znany Prudance, po czym chwycił za butelkę swojego bimbru, która była, pełna do połowyi bezceremonialnie się do niej przyssał i wypił wszystko na raz.
-Chyba zyskałem wolny wieczór- roześmiał się, po czym rzucił okiem na barek i palcem policzył butelki. Nooooo tak znów brakowało kilku, cóż tak to już bywa gdy tworzy się coś z myślą o wilkach, które w normalny sposób nie są w stanie się porządnie upić.
-Och nie po prostu chcę zorganizować grilla dla wszystkich wilków.- wzruszył, ramionami lekko podchodząc do szafki z książkami i uważnie się jej przyjrzał.
-Gdzie ja to?- przeleciał, wzrokiem po pułce, po czym ukucnął
-A no tak- ściągnąć kilka książek i wyciągnąć zza nich dwie pełne butelki bimbru. Wstał, po czym ustawił butelki na stoliku pełen dumy z siebie.
-Moje kondolencje, a co do Francji. Cóż kiedy tylko będę, miał urlop, to może się tam wybiorę. Na tę chwilę trochę jest co robić. I uwierz mi, jeszcze zatęsknisz za spokojem poprzedniego miejsca. Swoją drogą, chyba będą, spokojniejsi wiedząc, że ja tu jestem-


Prudence Lavoie

22 lata


159 cm


o







[Cytuj]
Multikonta: Brak
- Dobrze, że osobiście nie przychodzą ze swoim niedorajstwem. Chociaż to byłaby ciekawa scena - podejrzewała, że to znów ludzie z firmy nie potrafią sobie z czymś poradzić, a po rzucie telefonem powędrowała za nim wzrokiem – ojć, po tym zostanie ślad albo bardzo liczne małe cząsteczki. - Niektórzy preferują wyłączenie, potem rzucanie, jak to pierwsze nie zadziała.
- Oczywiście, mam rozumieć, że mogę się czuć zaproszona? Mogę nawet jedzenie przygotować. Co powiesz na, hmm, żabie udka albo ślimaki? – Zawsze bawiło ją to obrzydzenie na twarzy Anglików, gdy wspominała o tych daniach, sama nie przepadała za nimi, no dobra, żaby nie były takie złe, słowo honoru.
- No i zdradziłeś swoją kryjówkę. – Zaśmiała się, oczywiście obserwując dokładnie, skąd Wania je wyciągnął, takiej okazji nie można przepuścić.
- Może zatęsknię, może nie. Jak to mówią, wszędzie dobrze, gdzie cie nie ma. Ale przyznaj, gdybyś nie był betą i nie miał poczucia obowiązku, opuściłbyś to miejsce na rzecz jakiegoś spokojniejszego? Chciałbyś się na zawsze zaszyć gdzieś, gdzie nic się nie dzieje? – Zrobiła krótką przerwę, żeby sięgnąć po butelkę bimbru i wziąć z niej porządny łyk. – Mam wrażenie, ze w takich miejscach jak York, przynajmniej ma się wrażenie, że się żyje.
I kolejny łyk, im więcej piła, tym lepiej to smakowało, już jej tak nie wykrzywiało mordki, ale rumieńce jak były, tak są, może trochę nawet bardziej intensywne. Znów jej obecna poza zaczęła przeszkadzać, więc usiadła na sofie, a raczej na oparciu dla pleców, musiała oczywiście złapać równowagę, wyglądając trochę z tymi rozprostowanymi rękami jak ptak, ale na razie się nie wywaliła, sukces!
- Och, tak, spokojniejsi z pewnością. Chyba jednak przez pewien czas nic im nie będę mówić, jeszcze by ci kazali pisać raporty na temat mojego sprawowania
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Skocz do :   
Shadow York @ 2019   Forum zostało otwarte 28.10.2017r.
York, England, UK

Partnerstwo